Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Tomek 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Miasto w ogniu
    Miasto w ogniu
    Autor:
    Powieść, na jaką Nowy Jork zasługiwał od dawna. Nowy Jork, 1976. William Hamilton-Sweeney, dziedzic jednej z największych amerykańskich fortun, który wyrzekł się rodziny, i jego siostra Regan. Mercer...
    czytelników: 174 | opinie: 6 | ocena: 8 (11 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-06 20:26:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:

Pot, krew, brud, smród, przemoc i rozpacz. Dreszczowiec retro i jednocześnie utrzymany w poetyce serialu „Tabu” brutalny naturalistyczny antywestern podważający wszystkie schematy literatury marynistycznej z jej romantyzmem, niebezpiecznym pięknem natury i wspaniałą, najczęściej inicjacyjną, męską przygodą. Przy powieści Iana McGuire’a cykl C.S. Forestera o przygodach Horatio Homblowera jest... Pot, krew, brud, smród, przemoc i rozpacz. Dreszczowiec retro i jednocześnie utrzymany w poetyce serialu „Tabu” brutalny naturalistyczny antywestern podważający wszystkie schematy literatury marynistycznej z jej romantyzmem, niebezpiecznym pięknem natury i wspaniałą, najczęściej inicjacyjną, męską przygodą. Przy powieści Iana McGuire’a cykl C.S. Forestera o przygodach Horatio Homblowera jest niczym polska komedia romantyczna, zaś „kolonialne” historie Josepha Conrada czy Grahama Greene’a eleganckimi dramatami obyczajowymi. Jednocześnie jednak „Na Wodach Północy” można potraktować jako hołd złożony temu pierwszemu i prequel jego słynnego „Jądra ciemności”. Głównego bohatera McGuire’a – okrytego niesławą felczera wojskowego Patricka Sumnera, który jest zmuszony zaokrętować się na statek wielorybniczy – można bowiem czytać jak młodego Kurtza – gorzkniejącego z każdym dniem, nieustannie wykorzystywanego i niszczonego przez środowisko ambitnego chłopaka z nizin, który przez tsunami zła szalejące wokół niego trafia na kraj szaleństwa.
Lektura „Na Wodach północy” nie jest przyjemna. Rzadko we współczesnej literaturze popularnej, nawet krwawych dreszczowcach o wielokrotnych mordercach, można spotkać aż takie nagromadzenie okropności. Jednak dzięki pisarskiej maestrii McGuire’a (a zapewne także świetnemu tłumaczeniu Bartosza Kurowskiego) tę hardkorową, bliską stylistyce gore prozę, czyta się z przyjemnością. McGuire’a bowiem pod fontannami wielorybiej, foczej, niedźwiedziej oraz ludzkiej krwi, tłuszczu i płynów ustrojowych, przemyca poważne i gorzkie rozważania o naturze człowieka oraz świata, który lepi na swoje podobieństwa. „Na Wodach północy” to egzystencjalizm w stanie czystym, historia o naszym przekleństwie wolności i beznadziei istnienia. Opowiedziana tak, że trudno się od niej oderwać. A po skończonej lekturze z niej otrząsnąć. Wielka rzecz.

pokaż więcej

 
2017-05-01 10:08:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Seria: Kryminał

Mroczna love story rozgrywające się na planszy i wśród figur czarnego kryminału. I to w jego najbardziej posępnej postaci – małomiasteczkowego piekła kłamstw i przemocy. Rzecz bardzo w stylu Harlana Cobena, tyle, że o klasę przewyższająca najlepsze nawet powieści Cobena. Przede wszystkim językowo. I to nie dlatego, że Hart jest jakimś wyjątkowym stylistą. Nie jest. Po prostu zna lub po prostu... Mroczna love story rozgrywające się na planszy i wśród figur czarnego kryminału. I to w jego najbardziej posępnej postaci – małomiasteczkowego piekła kłamstw i przemocy. Rzecz bardzo w stylu Harlana Cobena, tyle, że o klasę przewyższająca najlepsze nawet powieści Cobena. Przede wszystkim językowo. I to nie dlatego, że Hart jest jakimś wyjątkowym stylistą. Nie jest. Po prostu zna lub po prostu doskonale rozumie zasady budowania napięcia poprzez pojawianie się kolejnych bohaterów i wątków oraz znaczenie słów i pauz. Wie też – a to stawia go już w rzędzie pisarzy a nie twórców rozrywki – kiedy pisać zdania proste, a kiedy złożone by opowieść miała swoją melodię, stała się bardziej klarowna. A klarowna być musi, bo „Drogę do odkupienia” buduje kilka splatających się ze sobą kilka wątków, epizodów które układają się w obraz piekła na ziemi jakim jest nienazwane hartowskie miasteczko w Karolinie Północnej.
Jednak nie tylko literacka klasa dzieli Harta i Cobena. „Droga do odkupienia” jest dziełem bardziej rebelianckim. Historie Cobena to mieszczańskie, familijne noir – kawałki, które są po prostu bardzo romantycznymi (i niestety często mocno przesłodzonymi) opoowieściami miłosnymi w sensacyjnym opakowaniu. Powieść Harta ma natomiast w sobie coś z prozy Rossa MacDonalda. Tu zaczynem dramatu jest dysfunkcyjna rodzina, familijne piekiełko, zaś obojętność, brak zrozumienia i samotność wśród najbliższych są równie kryminogenne jak domowa przemoc.
Powieść Harta jest też niezwykłym, jak na prozę mieszczańską, atakiem na system państwa – bezduszną machinę mielącą wszystkich, którzy wpadną w jej tryby. A zdarza się wpadają przypadkowo. Bywa też, że z powodu nadużycia albo niedopełnienie obowiązków przez tworzących ten mechanizm urzędników – ludzi, a więc elementy z natury ułomne. Bardziej nawet ułomne niż przeciętni zjadacze chleba, bo uczestnictwo w systemie daje im władzę, poczucie bycia ponad motłochem oraz narzędzia, by z tej władzy korzystać dla własnych interesów.
„Droga do odkupienia” to także fascynujący, niezwykli jak na prozę sensacyjną bohaterowie. Hart buduje ich ze słabości oraz redukuje do zwierzęcości – nie planują, działają tylko reaktywnie i instynktownie, a jedynym co nimi kieruje jest chęć przeżycia. Jednak w tej swojej zwierzęcości i niedoskonałości są bardzo ludzcy. Budzą emocje i przyciągają. Najważniejsza z nich, stanowiąca klucz do tej historii i wielkości „Drogi do odkupienie” jest Elizabeth Black. Ta policjantka to kolejny dowód na literacka klasę Harta. To najciekawsza, co najmniej od czasów larssonowskiej Lisbeth Salander, postać kobieca w literaturze sensacyjnej. Na pewno najlepiej skonstruowana i fascynująca bohaterka w historii amerykańskiego noir. Jest rozdarta pomiędzy kobiecością a heroizmem, udręczona słabościami, zagubiona w rzeczywistości i własnej niemożności, ograniczona i zdeterminowana piekłem przez które przeszła w młodości, rozpaczliwie miotająca się pomiędzy obowiązkiem a lojalnościami, krucha a jednocześnie tytanicznie silna. Intryguje, fascynuje i przyciąga. Tak zresztą jak cała „Droga do odkupienia”.

pokaż więcej

 
2017-04-27 17:07:53
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-04-23 21:42:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Polski „Ojciec Chrzestny”? Warszawski „Hrabia Monte Christo”? Chwilami jest blisko, zdecydowanie bliżej niż do „Złego” Leopolda Tyrmanda, do którego „Czarny charakter” jest chętnie porównywany. Jednak Łukaszowi Stachniakowi zabrakło warsztatu, by w swoim debiucie mierzyć tak wysoko. Zabrakło warsztatu, lub miał zbyt wielkie ambicje. Bo jego książka to coś więcej niż powieść. W odróżnieniu od... Polski „Ojciec Chrzestny”? Warszawski „Hrabia Monte Christo”? Chwilami jest blisko, zdecydowanie bliżej niż do „Złego” Leopolda Tyrmanda, do którego „Czarny charakter” jest chętnie porównywany. Jednak Łukaszowi Stachniakowi zabrakło warsztatu, by w swoim debiucie mierzyć tak wysoko. Zabrakło warsztatu, lub miał zbyt wielkie ambicje. Bo jego książka to coś więcej niż powieść. W odróżnieniu od Mario Puzo i Aleksandra Dumasa, którzy po prostu napisali świetne, ale całkowicie wymyślone historie, czystą – choć pewnie jakoś inspirowaną zasłyszanymi opowieściami – fikcję, Stachniak chciał czegoś więcej – opowiedzieć o dwóch chłopcach dorastających w świecie przestępczym Warszawy 20-lecia międzywojennego, czasów okupacji i okresu tuż powojennego, a przy okazji przybliżyć nam – wciąż szerzej nieznany – świat warszawskiej gangsterki tamtych czasów, udowodnić, że słynna włoska i amerykańska mafia, japońska yakuza i inne tego typu organizacje to nic szczególnego, że w dziedzinie zorganizowanej przestępczości zawsze „byliśmy w Europie”, nigdy nie odstawaliśmy od świata. Jednak nie wyszło – i Stachniakowi, i warszawskim gangsterom. Przynajmniej nie do końca.
Jako powieść „Czarny charakter” to ambitna porażka. Autor ma problemy z narracją. W części pierwszej dwaj główni bohaterowie są tylko statystami, giną pod nawałem faktografii. Bo Stachniak nie ogranicza się do Warszawy lat 30. Czyni ze swojej książki pophistoryczny przewodnik po warszawskim świecie przestępczym od czasów drugiego zaboru (1792). Żeby zresztą tylko warszawskim. Zabiera nas też na wycieczki do Wilna, Lwowa i Łodzi. Ale – i tu paradoks – to, co robi szkodzi powieściowej historii, ma swoje zalety. Świadomie lub nie, „Czarny charakter” staje się niezłym brykiem z wiedzy, dzięki której można brylować w modnych dziś lokalach typu „Wódka i zakąska”, być hipsterem.
Fabuła oraz bohaterowie zajmują dopiero należne im miejsce pod koniec części pierwszej. Zajmują, lecz nie bez problemu. Aby uwiarygodnić siebie i swoją historię Stachniak posługuje się warszawską gwarą przestępczą – językiem, który ze współczesną polszczyzną ma mniej więcej tyle, ile kaszubski. Na dodatek „Czarny charakter” jest pisany w pierwszej osobie, czytamy opowieść jednego z głównych bohaterów – także posługującego się ową gwarą. To sprawia, że lektura zaczyna być problemem. Często trzeba wracać po kilka, kilkanaście stron – tam, gdzie był odnośnik do znaczenia jakiegoś gwarowego wyrazu. Pojawia się też zbyt wiele postaci. W pewnym momencie można w tej armii dziwnych pseudonimów, imion oraz nazwisk pogubić. I znów trzeba się cofać. A główni i drugoplanowi bohaterowie giną coraz bardziej pod ciężarem języka oraz klęski urodzaju postaci i faktów.
Jednak największym mankamentem tej książki jest coś innego. Stachniak postawił tu dużo, nawet bardzo dużo liter, jednak napisał niewiele dobrych, zapadających w pamięć scen. Nie pochylił się też nad swoimi postaciami. Brak im charakteru i wyrazistości. Wszyscy są w gruncie rzeczy tacy sami – płascy. To raczej figurki przesuwane przez autora po narracyjnej planszy, a nie ludzie z krwi i kości. Są nam obojętni, wszystko nam jedno co ich czeka. Chwilami można odnieść wrażenie, że najważniejsza była dla Stachniaka część „historyczna”, później zaś gnał już „po łebkach”, byle tylko zachować linearność i dotrzeć do – ewidentnie wymyślonego na początku – finału, by zamknąć koło, by bohaterowie odbyli do początku do końca swoją „podróż” życiową i duchową, by zrozumieli i osiągnęli to co mieli lub powinni osiągnąć. Ten brak dobrych scen oraz nijakość bohaterów sprawiają, że z „Czarnego charakteru” wieje emocjonalnym chłodem, a to z kolei powoduje, że zaraz po lekturze ta historia tonie w odmętach naszej pamięci. Nie pozostaje po niej nawet ślad.
„Więcej-niż-powieść” Stachniaka ukazała się na fali popularności „Króla” Szczepana Twardocha. Pod kilkoma względami, zwłaszcza dzięki swojej „epickości” i „historyczności”, to książka ciekawsza. Na pewno odważniejsza czy, przynajmniej w zamierzeniu, ambitniejsza. Jednak w kategorii „literatura” Twardoch to Liga Mistrzów, zaś Łukasz Stachniak środek naszej, wciąż przaśnej, Ekstraklasy.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
83 82 451
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd