Monika 
monikaholykarora.pl, , https://www.facebook.com/MonikaHolykArora
Monika Hołyk-Arora posiada męża, niesfornego psa i milion marzeń. Urodziła się w grudniu 1980 roku. Od wczesnego dzieciństwa kochała czytać książki i snuć swoje własne opowieści. Pochodzi z Lublina, gdzie skończyła Kulturoznawstwo na UMCS-ie. Pracując przez kilka lat jako pilot wycieczek, zadomowiła się m.in. w Turcji i Egipcie. Poznanie odmiennych kultur umożliwiło jej spojrzenie na świat z zupełnie innej perspektywy i na nowo pobudziło marzenia o pisaniu. Książki odzwierciedlają jej charakter i pasje, dlatego też można w nich znaleźć: trzy krople miłości do podróży, cztery krople zamiłownia do słowa pisanego i jedną kropelkę zdrowego sarkazmu.
kobieta, status: Autorka, ostatnio widziana 21 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-14 18:32:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Książka „Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem” napisana przez Stevena Pinkera to praca, o której moim zdaniem zbyt mało się mówi i pisze. Owszem, nie jest to kryminał napisany przez wziętego autora, ani romans, który pochłonie czytelniczki bez reszty, jednak zdecydowanie warto ją przeczytać. Nie tylko zapoznać się z jej treścią, ale też przemyśleć to, o czym... Książka „Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem” napisana przez Stevena Pinkera to praca, o której moim zdaniem zbyt mało się mówi i pisze. Owszem, nie jest to kryminał napisany przez wziętego autora, ani romans, który pochłonie czytelniczki bez reszty, jednak zdecydowanie warto ją przeczytać. Nie tylko zapoznać się z jej treścią, ale też przemyśleć to, o czym pisze autor, wyciągnąć wnioski, opowiedzieć się po którejś ze stron, a nawet zmienić swoje nastawienie do życia.

Steven Pinker to amerykański psycholog poznawczy i intelektualista, który z powodzeniem popularyzuje ostatnie dokonania różnych dyscyplin naukowych. Zwłaszcza tych, z którymi przeciętny czytelnik niewiele ma wspólnego na co dzień. Wśród jego prac można znaleźć teksty na temat teorii gier, ewolucji czy neurobiologii, a jego wykłady na Harvardzie cieszą się dużą popularnością.

W pierwszym rozdziale „Nowego Oświecenia”, a nawet w pierwszym jego akapicie, autor sam przyznaje, że powodem do napisania tej książki stało się pytanie zadane mu przez studentkę. Pytanie to brzmiało „Po co mam żyć?”, a owa kobieta zdecydowanie nie przejawiała postawy samobójczyni szukającej potwierdzenia dla słuszności swojego czynu. Pytanie to samo w sobie jest analizą, ale też odniesieniem do aktualnej sytuacji na świece. Wystarczy obejrzeć dowolnie wybrane wiadomości, aby nabrać przekonania, iż świat nie tyle kroczy, co pędzi ku zagładzie. Obraz malowany codziennie przez media kreuje uczucie strachu, zagrożenia oraz niepewności.
Steven Pinker zaś, w bardzo przystępny sposób, nie tyle przekonuje czytelników, co wręcz udowadnia im, że ludzkość nie tylko jest w całkiem dobrej kondycji, a poziom zdrowia czy szczęścia stale wzrasta. Co najważniejsze odnosi się to do wszystkich ludzi, niezależnie od miejsca w którym przyszło im żyć. Zaś siłą napędową tych pozytywnych zmian jest coś, co określa mianem „Oświecenia” odnosząc się w ten sposób do epoki historycznej, ale też tego, co możemy aktualnie zaobserwować. Tłumaczy w jaki sposób posługując się rozumem, dostępną nam wiedzą, a także wynikami badań naukowych możemy polepszyć nie tylko nasze życie, ale też innych, żyjących wokół nas. Ukazuje, że humanizm, a także potęga rozumu to idee, które są niezbędne do zmierzenia się z problemami XXI wieku i uporania się z nimi w zadowalający dla wszystkich sposób. Udowadnia, że postęp to coś, czego nie można i nie należy powstrzymać. Powołując się na dane naukowe (możliwe do zweryfikowania!) udowadnia, że dostatek, bezpieczeństwo, a także sama wiedza wzrastając z roku na rok poprawiając jakoś naszego życia.

Nie ukrywajmy – „Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem.” jest książką naukową. I chociaż napisana jest w sposób niezwykle przystępny dla laików to niekiedy czyta się ją trudno. Z całą pewnością wymaga ona skupienia; znajomości wielu podstawowych faktów oraz pojęć lub też chęci uzupełnienia braków w swojej wiedzy, aby pojąć sens idei zawartej na stronach tej pracy naukowej.

Podsumowując: jeśli interesuje Was otaczający Was świat, chcecie zyskać nową perspektywę na otaczająca nas rzeczywistość oraz pogłębić znajomość faktów, to zdecydowanie jest to lektura dla Was!

pokaż więcej

 
2019-01-10 11:29:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Kroniki Martina Bauera (tom 1)

Początek roku obfituje w nowe kryminały, dlatego też z „objęć” jednego z detektywów wpadam wprost w objęcia „policyjnego duszpasterza” Martina Bauera, który swoimi umiejętnościami oraz drobiazgowymi spostrzeżeniami mógłby zawstydzić nie jednego stróża prawa. „Wiara, miłość, śmierć” autorstwa niemieckiego pisarza Gallerta Reitera trzyma w napięciu dosłownie od pierwszych zdań i niemal zmusza do... Początek roku obfituje w nowe kryminały, dlatego też z „objęć” jednego z detektywów wpadam wprost w objęcia „policyjnego duszpasterza” Martina Bauera, który swoimi umiejętnościami oraz drobiazgowymi spostrzeżeniami mógłby zawstydzić nie jednego stróża prawa. „Wiara, miłość, śmierć” autorstwa niemieckiego pisarza Gallerta Reitera trzyma w napięciu dosłownie od pierwszych zdań i niemal zmusza do dalszego czytania, opanowując całkowicie myśli i wyobraźnię.

Akcja powieści toczy się w mieście Duisburg, będącym ośrodkiem przemysłowym w Zagłębiu Ruhry. Nie widzimy jednak eleganckich, bogatych dzielnic; wręcz przeciwnie, trafiamy do miejsc zapomnianych – na samotny most przewieszony nad Renem, a potem do obskurnego osiedla robotniczego, gdzie emigranci oraz biedni Niemcy próbują przeżyć kolejny dzień. Szara rzeczywistość skrywa bowiem jeszcze ciemniejsze tajemnice…

A tajemnic jest wiele! Główną zaś jest to, dlaczego policjant chcący popełnić samobójstwo, najpierw bohatersko ratuje „policyjnego duszpasterza”, który jako pierwszy rzuca się z mostu w toń rzeki, a następnie cztery godziny później, kończy życie spadając z dachu garażu. Wraz z rozwojem akcji, ale też pojawieniem się kolejnych sekretów, wiele zaskakujących szczegółów wychodzi na jaw. W końcu – czy to, iż przeciwko samobójcy prowadzono dochodzenie w sprawie nadużyć finansowych, można było długo trzymać w ukryciu? Czy był to wystarczający powód do zakończenia życia?

Przełożeni zmarłego najchętniej zamknęliby sprawę, orzekając samobójstwo, na które wskazują wszelkie poszlaki, jednak jest ktoś, to za wszelką cenę pragnie dowiedzieć się prawdy! Bezkompromisowo, czasami zaniedbując swoją własną rodzinę, pertraktuje z Bogiem, aby tylko rozwiać wszelkie wątpliwości.

Autor stworzył niemal doskonałą powieść, w której dosłownie każdy szczegół ma znaczenie, a niepozorne zdarzenia, czy nawet tylko zamglone wspomnienia z przeszłości są w stanie wyjaśnić wątki, które z pozoru nie są ze sobą nawet powiązane. Zaskakujące zwroty akcji pojawiają się tak nagle, iż czytelnik nie ma nawet chwili „oddechu” przed następującymi po sobie wydarzeniami. Ogromną zaletą jest również historia drugoplanowa, dotycząca rodziny duchownego, tocząca się teoretycznie w tle, a jednocześnie wpływająca bezpośrednio na decyzje Martina Bauera.

Podsumowując: „Wiara, miłość, śmierć” trafia na listę książek, które mogę polecić z czystym sumieniem jako dobre książki sensacyjne/kryminalne, wręcz nawet ocierające się o delikatnie o wysublimowane klimaty w stylu noir. I cieszę się, że podtytuł „Kroniki Martina Bauera” jednoznacznie informuje czytelników, iż mamy do czynienia z pierwszym tomem serii powieści czyniących z tego wyjątkowego duchownego głównego bohatera!

pokaż więcej

 
2019-01-05 09:17:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Pierwszą moją recenzją 2019 roku będzie tekst na temat niezwykłej książki. Powieści, która przez swoją formę, stylistykę i podejście do gatunku klasycznego kryminału jednocześnie zachwyciła mnie, wzbudziła niepokój oraz zmusiła do refleksji. To wszystko, w zestawieniu z faktem, iż książka ta jest debiutem polskiej pisarki, sprawiła że szczerze polecam ją Wam jako coś, co trzeba przeczytać w... Pierwszą moją recenzją 2019 roku będzie tekst na temat niezwykłej książki. Powieści, która przez swoją formę, stylistykę i podejście do gatunku klasycznego kryminału jednocześnie zachwyciła mnie, wzbudziła niepokój oraz zmusiła do refleksji. To wszystko, w zestawieniu z faktem, iż książka ta jest debiutem polskiej pisarki, sprawiła że szczerze polecam ją Wam jako coś, co trzeba przeczytać w 2019 roku! I nie piszę tego, jako oficjalna patronka tego tytułu, ale czytelniczka, która w przyszłości na pewno sięgnie po kolejne powieści tej autorki!

„Odium” autorstwa Katarzyny Grzegrzółki magnetyzuje czytelnika od pierwszej chwili. Uważam, iż zastosowanie tytułu będącego określeniem zaczerpniętym z martwego języka – łaciny, jest zabiegiem nie tylko genialnym, ale też mocnym wejściem na rynek wydawniczy i szansą na zaistnienie na nim.

„Odium” to według ‚Słownika języka polskiego PWN’ oznacza uczucie niechęci lub nienawiści do kogoś, kogo obarcza się winą za coś; też: wroga lub nieprzyjazną atmosferę otaczającą taką osobę. Co niezwykłe, dzięki doskonałemu warsztatowi autorki definicja ta idealnie opisuje samą powieść, jej treść, jak i nastrój!

Z pozoru wszystko zaczyna się niemal zwyczajnie, jak dla historii tego typu. Dwójka młodych chłopców w niewielkim lasku na obrzeżach miasta odnajduje nagie ciało młodej kobiety. Oględziny szybko ujawniają, że nieznany morderca musiał kierować się ogromnymi emocjami u podnóża których leżała niepohamowana nienawiść. Wskazuje na to nie tylko ilość obrażeń, ich charakter, ale także sposób w jaki zostały zadane. Jedyną wskazówką zaś jest pomięta karta z rozmazanym, niemal niemożliwym do odczytania napisem.

Śledztwo w tej sprawie prowadzić ma komisarz Jan Bury, który traktuje ciężką pracę śledczego, jako „odskocznię” od swoich własnych, życiowych problemów. Ku przerażeniu wszystkich, a zwłaszcza samego policjanta ciało kobiety jest jedynie wstępem do koszmaru, którego zwieńczeniem może stać się kolejna bestialsko zamordowana ofiara.

Równowagą dla tych mrocznych wydarzeń rozgrywających się w pierwszym rozdziale jest niespodziewane przeniesienie się do lipca i poznanie momentów zaczerpniętych z życia pewnej kobiety. Zdają się one emanować ciepłem, serdecznością, wręcz szczęściem.

Ta zasada kontrastów i przemieszczania się w czasie oraz w przestrzeniach życiowych dwójki ludzi, zostanie utrzymana przez znaczną część powieści, co moim zdaniem dodatkowo ją wzbogaca i czyni wyjątkową. Autorka dodatkowo nie tylko gra na emocjach czytelnika, ale wręcz mistrzowsko przedstawia uczucia bohaterów, odkrywając jednocześnie mroczne zakątki umysłu mordercy.

Podsumowując: tak jak napisałam już na wstępie, „Odium” to niezwykła książka, obok której nie można przejść obojętnie i zdecydowanie trzeba przeczytać!

pokaż więcej

 
2018-12-31 17:10:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Książka ta któryś już raz pojawia się w moim życiu i z wielu powodów jest mi bliska. „Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego” autorstwa amerykańskiego politologa Samuela P. Huntingtona nie jest powieścią, ani też bajką dla grzecznych dzieci. To solidna praca badawcza poruszająca wątki, które pośrednio lub bezpośrednio, dotykają każdego z nas, niemal każdego dnia. Mimo tego, nie... Książka ta któryś już raz pojawia się w moim życiu i z wielu powodów jest mi bliska. „Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego” autorstwa amerykańskiego politologa Samuela P. Huntingtona nie jest powieścią, ani też bajką dla grzecznych dzieci. To solidna praca badawcza poruszająca wątki, które pośrednio lub bezpośrednio, dotykają każdego z nas, niemal każdego dnia. Mimo tego, nie czyta się tego jak „nudnej” rozprawy naukowej, wręcz przeciwnie, lektura wciąga i zmusza do czytania kolejnych stron.
Henry Kissinger – amerykański polityk i dyplomata, będący jednocześnie profesorem nauk politycznych na Harvardzie określił tą książkę mianem „jednej z najważniejszych, jakie ukazały się po zakończeniu zimnej wojny”. I moim zdaniem nie ma w tym stwierdzeniu nawet odrobiny przesady. Pamiętam, że studiując Kulturoznawstwo omawialiśmy tematykę „Zderzenia cywilizacji i nowego kształtu ładu światowego” na kilku różnych przedmiotach, analizując dane w niej zebrane. Nie jednokrotnie próbując wyciągnąć użyteczne wnioski, które można było odnieść do aktualnej sytuacji geopolitycznej świata.
Jeśli spodziewacie się „straszenia” czytelnika inwazją innowierców na Europę, podobnego do papki medialnej serwowanej nam codziennie przez wiadomości, to przeżyjecie rozczarowanie. Wbrew powszechnym opiniom tytuł ten nie zaczął „polowania na czarownice”, wręcz przeciwnie ostrzega uważnych czytelników przed niebezpieczeństwem. Samuel P. Huntington w wielu fragmentach podkreśla w jaki sposób można owego „zderzenia cywilizacji” uniknąć oraz gdzie szukać znaków ostrzegawczych przed poważnym konfliktem. Nie porusza jedynie wątku dotyczącego zalewu „Starego Kontynentu” przez przybyszy z Bliskiego Wschodu. Mówi również o konfliktach dotyczących Azji, czy Ameryki Południowej. W jaki sposób autorowi udało się połączyć tak różnorodne wątki, odmienne światy i doświadczenia wynikające ze styku różnorodnych kultur? Na to pytanie odpowiada on sam stwierdzając, że jego praca jest syntezą treści mających odpowiedzieć na jedną – kluczową tezę, będącą punktem wyjścia dla całej książki:
„Kultura i tożsamość kulturowa, będąca w szerokim pojęciu tożsamością cywilizacji, kształtują wzorce spójności, dezintegracji i konfliktu na świecie, jaki nastał po zimnej wojnie.”
W moim odczuciu książka ta jest hołdem oddanym w stronę historii, kultury, sztuki, ale też odmienności. Ma dla nas stanowić syntezę lekcji, jakie ludzkość odebrała w ciągu wieków swojego istnienia. Niewątpliwie jest przypomnieniem, że cywilizacje upadały już wieki temu, robią to nadal, a kto wie, czy i przyszłość nie przyniesie podobnych wydarzeń, jeśli tylko nie zaczniemy w końcu wyciągać wniosków, z wydarzeń które miały już miejsce, a teraz ich echo ponownie zabiera głos w teraźniejszości.
Podsumowując: polecam wszystkim zainteresowanym historią, kulturą, ale też polityką!

pokaż więcej

 
2018-12-25 19:08:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Są takie książki, które pozostawiają w naszych sercach ślad, wzbogacając naszą duszę, emocje i wrażliwość. Dla mnie jedną z takich powieści stanie się opowieść, którą skończyłam czytać zaledwie kilka chwil temu. Każdy, kto miał okazję zetknąć się z twórczością W. Bruca Camerona oraz kocha zwierzęta, a zwłaszcza psy, na pewno przyzna, że takie tytuły jak: „Był sobie pies” czy „Psiego... Są takie książki, które pozostawiają w naszych sercach ślad, wzbogacając naszą duszę, emocje i wrażliwość. Dla mnie jedną z takich powieści stanie się opowieść, którą skończyłam czytać zaledwie kilka chwil temu. Każdy, kto miał okazję zetknąć się z twórczością W. Bruca Camerona oraz kocha zwierzęta, a zwłaszcza psy, na pewno przyzna, że takie tytuły jak: „Był sobie pies” czy „Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta” to historie, obok których nie można przejść obojętnie. Teraz dołączył do nich trzeci tytuł – „O psie, który wrócił do domu”.

Czytając tą niezwykłą historię, leżałam wtulona w mojego psiaka, który niejednokrotnie towarzyszy mi w takich chwilach, jak ta. A obok nas drzemał psiak, który znalazł u nas schronienie do czasu znalezienia swojego własnego człowieka. Czytając historię stworzoną przez W. Bruca Camerona spoglądałam na niego co chwilę, zastanawiając się jaką historię on sam mógłby opowiedzieć i czy byłaby ona pełna podobnych wzruszeń i emocji, jak historia Belli.

Bella to mała suczka, który swoje pierwsze tygodnie życia spędziła w towarzystwie swojego rodzeństwa i bezdomnych kotów zamieszkujących na wpół zrujnowaną ruderę na przedmieściach amerykańskiego Denver. Na skutek wydarzeń rozgrywających się wokół jedynego znanego jej „domu” trafia w końcu pod opiekę młodzieńca imieniem Lucas.
Uratowany szczeniak szybko zakochuje się w swoim własnym „człowieku” i zaczyna uczyć się reguł obowiązujących dobrego psa. Niestety, zarząd budynku w którym mieszka chłopak zabrania trzymania w nim zwierząt, zaś złamanie owego nakazu może grozić eksmisją. Na dodatek mała Bella okazuje się przedstawicielką „rasy” pitbull, uznawanej w stolicy stanu Teksas za zakazaną. Miejski hycel zaś stawia sprawę jasno: schwytanemu zwierzęciu grozi uśpienie.
Ku wielkiej rozpaczy Lucasa oraz niezrozumieniu sytuacji przez Bellę, psiak musi opuścić miasto i swojego ukochanego właściciela. Tęskniąc za swoim „człowiekiem” sunia decyduje się odnaleźć drogę „Do Domu”, wypełniając w ten sposób jedną z komend, poznanych wcześniej za sprawą młodzieńca, który ją uratował.
Powrót będzie jednak długi i pełen przeciwności oraz niebezpieczeństw... Czy Belli w końcu uda się odnaleźć Lucasa? Nie zdradzę tego! Sami musicie poznać tą niezwykłą historię.

Uwielbiam styl W. Bruca Camerona i historie, które tworzy, więc być może jestem nieco stronnicza, ale uważam, że opowieść o Belli chwyta za serce, i porusza struny naszej duszy o których często zapominamy. Uczy wrażliwości, ukazuje czym jest miłość zwierzęcia i jak wiele te istoty poświęcają w imię uczuć do nas – ludzi! Udowadnia, że wszelkie przeciwności losu są niczym w obliczu prawdziwej przyjaźni łączącej psa i jego człowieka!

Podsumowując: Zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-22 20:29:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zbliżają się Święta, większość z kobiet zajęta jest porządkami, gotowaniem, pieczeniem i przygotowywaniem idealnych obchodów Bożego Narodzenia. Ja też spędziłam pół dzisiejszego dnia w podobny sposób, zaś popołudnie upłynęło mi na lekturze zupełnie niezwykłej książki - „Wszystkie barwy roku – Wyjątkowe opowieści na 12 miesięcy”. Nie przytoczę tu nazwisk wszystkich autorek, jest ich bowiem... Zbliżają się Święta, większość z kobiet zajęta jest porządkami, gotowaniem, pieczeniem i przygotowywaniem idealnych obchodów Bożego Narodzenia. Ja też spędziłam pół dzisiejszego dnia w podobny sposób, zaś popołudnie upłynęło mi na lekturze zupełnie niezwykłej książki - „Wszystkie barwy roku – Wyjątkowe opowieści na 12 miesięcy”. Nie przytoczę tu nazwisk wszystkich autorek, jest ich bowiem trzynaście, ale z całą pewnością zapewniam Was, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. A raczej wszystko, co w jakiś magiczny sposób przemówi do ich uczuć, emocji, a przede wszystkim serc.

Dwanaście opowiadań na dwanaście miesięcy w roku. Tak ciekawych, że bez problemu można je dosłownie „połknąć” w jedno popołudnie spędzone w ciepłą czekoladą i pierniczkami. Historie te dotyczą zwykłych ludzi, takich jak Ty, czy ja. Naszych codziennych radości oraz smutków, problemów i drobnych darów losu.

Każdy miesiąc opowiada o czymś innym, ale w jakiś sposób, czasami oczywiście luźny połączony jest z porą roku, jakimś wydarzeniem, świętem czy legendą. Dzięki temu przejścia pomiędzy poszczególnymi historiami są płynne, niemal naturalne. Głęboka empatia autorek oraz ich umiejętność posługiwania się słowem pisanym sprawiły, że bohaterki (bohaterowie też!) są niemal namacalni, prawdziwi. Chciałoby się ich pocieszyć, przytulić, albo pogratulować postawy, jaką zdecydowali się przyjąć w danej, konkretnej sytuacji. Jeśli pokusicie się o przeczytanie każdego z tych opowiadań uważnie, bez trudu dostrzeżecie ukryte w nich przesłania dotyczące miłości, życia, współczucia, ale też codzienności, naszych wyborów i wyimaginowanych problemów blednących w obliczu prawdziwych nieszczęść.

Nie zamierzam streszczać Wam tych opowiadań, bowiem nie chcę nikomu psuć zabawy w odkrywaniem treści zaklętych pod nazwami kolejnych miesięcy. Zagłębcie się w ten zadziwiający świat emocji. Pozwólcie, aby słowa zaklęte w opowieści otuliły Was niczym przytulne kocyki. Zapewniam, że te niezwykłe historie napełnią Was nadzieją, wiarą, miłością oraz przekonaniem, że nigdy nie jest za późno, by wziąć nasz los we własne ręce i dokonać zmiany na lepsze.

Zdradzę Wam tylko, że przemiłą niespodzianką był dla mnie „Grudzień” i opowiadanie, którego bohaterkami są uwielbiane przeze mnie cztery przyjaciółki z serii „Kobiety nieidealne” i ich niezwykła wigilijna przygoda. Nie, nie zdradzę Wam jaka ;)

Podsumowując: Polecam! Książka ta dostarczyła mi ogromu emocji. Śmiałam się, płakałam niekiedy, zamyśliłam się niejednokrotnie nad własnym życiem i tym, co można w nim zmienić i ulepszyć.

pokaż więcej

 
2018-12-18 21:07:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wydawnictwo Zysk i S-ka w tym roku z okazji nadchodzących Świąt wydała niewielką, z pozoru niepozorną książeczkę zatytułowaną „Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści” autorstwa Louisy May Alcott. Spodziewałam się zestawu słodkich opowieści, które przeczytam z przyjemnością, by po chwili zapomnieć. Otrzymałam zaś coś zupełnie innego, ale lepiej zacznijmy od początku.

Format...
Wydawnictwo Zysk i S-ka w tym roku z okazji nadchodzących Świąt wydała niewielką, z pozoru niepozorną książeczkę zatytułowaną „Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści” autorstwa Louisy May Alcott. Spodziewałam się zestawu słodkich opowieści, które przeczytam z przyjemnością, by po chwili zapomnieć. Otrzymałam zaś coś zupełnie innego, ale lepiej zacznijmy od początku.

Format samego wydania jest niewielki – przy nim notatnik A5 wydaje się dużo większy. Projektant okładki zadbał o wszystkie, nawet te najmniejsze szczegóły: złote, wypukłe litery, delikatne, starodawne ornamenty, proste – zapadające w pamięć dekoracje i grzbiet okryty materiałem! Już sam widok tej książki powinien dać mi do myślenia i podpowiedzieć, że oto w moich rękach znalazł się zupełnie wyjątkowy tytuł.

W środku znajdziecie fragment powieści „Małe kobietki”, oczywiście dotyczący oczywiście Bożego Narodzenia. Osobiście odebrałam to jako miłą niespodziankę, dzięki której powoli, ale z wdziękiem, zatopiłam się w świecie świątecznych historii przygotowanych przez autorkę. Kiedy już pożegnałam Jo, Meg, Beth i Amy, z każdą kolejną przeczytaną stroną poznawałam bohaterów kolejnych opowiadań i zagłębiałam się w uniwersum, z którego ciężko było wrócić do rzeczywistości.
Nie są to historie lukrowane niczym pierniczki i słodkie jak laski cukrowe, nie błyszczą niczym brokatowe bombki na oświetlonym milionem lampek drzewku. Urzekają swoją prostotą, oryginalnością, ale też ciepłem płynącym za pomocą słów prosto do naszych serc. W czasach, kiedy Boże Narodzenie kojarzy się głównie z komercją, wielkimi centrami handlowymi, Mikołajem prosto z reklamy pewnego napoju gazowanego oraz Kevinem samym z domu, warto sobie przypomnieć, czym były te wyjątkowe dni kiedyś.
Autorka w tych króciutkich opowiadaniach daje nam niezwykłą lekcję miłości, skromności, współczucia względem innych, ale też uczy tego, że bezinteresowne uczynki potrafią zmienić nie tylko życie tych którym pomagamy, ale również nas samych. To lektura, która uczy pokory względem Boga, bliźnich, ale też zwierząt będących kreacją Najwyższego i wymagających naszej opieki i troski. To historie, które wlewają nadzieję w ciężkich chwilach i udowadniają, że skromny podarek jest cenniejszy niż najdroższe skarby.

Podsumowując: „Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści” to zdecydowany „must have” dla książkomaniaków i to nie tylko tych uwielbiających grudniowe święta. Ten zbiór opowiadań to uniwersalna lekcja człowieczeństwa, wrażliwości i miłości. Zamierzam co roku, w każde Święta, czytać chociaż jedno opowiadanie, aby nigdy już nie zapomnieć, z czym tak naprawdę powinien wiązać się ten wyjątkowy czas.

pokaż więcej

 
2018-12-17 09:15:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Weekend spędziłam z niedługą, ale ciekawą książką „Do Wigilii się zagoi” autorstwa Agnieszki Błażyńskiej. Wybór był nie przypadkowy – mamy już drugą połowę grudnia, a ja powoli zagłębiam się w tym bajkowym klimacie Świąt Bożego Narodzenia. Okładka powieści urzekła mnie od pierwszej chwili! Szczęśliwa para, z mikołajowymi czapkami na głowach, otoczona przez śnieg oraz wszechobecną biel,... Weekend spędziłam z niedługą, ale ciekawą książką „Do Wigilii się zagoi” autorstwa Agnieszki Błażyńskiej. Wybór był nie przypadkowy – mamy już drugą połowę grudnia, a ja powoli zagłębiam się w tym bajkowym klimacie Świąt Bożego Narodzenia. Okładka powieści urzekła mnie od pierwszej chwili! Szczęśliwa para, z mikołajowymi czapkami na głowach, otoczona przez śnieg oraz wszechobecną biel, czerwień oraz błękit.
Książka zasadniczo ma czworo głównych bohaterów. Heńka – młodego adwokata wzorującego się na Justinie Timberlaku, który garnitur i miłość własną przedkłada ponad wszystko, Finkę czyli Józefinę, która podąża trudną drogą artysty – fotografa, a także organizatora wydarzeń kulturalnych. Rafała z hipsterską brodą oraz licznymi tatuażami, którego śmiało można wziąć za modela awangardowych projektantów. Martyna zaś jest typową kobietą sukcesu pnącą się po kolejnych szczeblach korpodrabiny. Z pozoru nic nie powinno łączyć tej czwórki, inne światy, inne priorytety, inne zainteresowania, a jednak za sprawą jednego zdjęcia zrobionego z ukrycia na lotnisku w Pyrzowicach ich losy zetkną się na tyle, by powstała z tego świetna historia obyczajowa.
Perypetie, jakie stają się udziałem naszych bohaterów, tak naprawdę mogą przydarzyć się Tobie drogi czytelniku tej recenzji, ale także sąsiadce spod 20, czy też nieznajomemu mijanemu na przystanku. Być może nie zgadzam się osobiście z postawami prezentowanymi przez niektóre postacie w książce, również te drugoplanowe, ale hipokryzją było by twierdzenie, że tacy ludzie w rzeczywistości nie istnieją. Jak dla mnie jest to doskonała historia obyczajowa, opowiadająca o poszukiwaniach własnej drogi, celów, ale też bliskości drugiego człowieka. O strachu przed miłością połączonym z tęsknotą za nim.
A jednak coś mi w tej powieści przeszkadzało, wręcz psuło jej odbiór. Zdaję sobie sprawę, iż już opis na tylnej okładce ostrzeżono czytelników, że niektórym nawet cud nie jest w stanie pomóc, ale liczyłam na nieco więcej magii, kryjącej się na kolejnych stronach zadrukowanym miłym w odbiorze tekstem.
Może naoglądałam się zbyt dużo świątecznych filmów Hallmarka, może jestem zbyt wielką romantyczką i miłośniczką grudniowych świąt, ale jak dla mnie opowieść tego typu powinna wręcz ociekać światełkami, choinkami, ornamentami, dobrymi uczynkami, miłością, serdecznością i tym wszystkim, co kojarzymy z ciepłem Bożego Narodzenia. Niestety tutaj odnosiłam wrażenie, że pora roku jest nieco przypadkowa. Gdyby nie kilka drobnych wzmianek między innymi o choince, Wigilii czy Koncercie Bożonarodzeniowym to ta historia mogłaby rozegrać się równie dobrze w styczniu czy w lutym. Niestety, jak dla mnie jest zdecydowanie zbyt mało „świąteczna”.
Zakończenie w moim odczuciu jest inne od wszystkich, jakie z reguły spotyka się w tego typu książkach. Dlaczego? Istnieje, ale nie do końca wszystko wyjaśnia. Szczerze mówiąc poczułam się, jakby ktoś specjalnie wydarł ostatnią, najważniejszą stronę, na której wszystko miało się wyjaśnić.
Podsumowując: Jeśli szukacie ciekawej, pełnej zawirowań, humoru i mądrości życiowej książki obyczajowej to będziecie zadowoleni. Jeśli chcecie otrzymać świąteczną opowieść z typowym happy endem sięgnijcie po inny tytuł.

pokaż więcej

 
2018-12-14 21:07:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Niepoprawni uwodziciele (tom 3)

Po przeczytaniu drugiego tomu „Niepoprawnych uwodzicieli”, natychmiast przystąpiłam do lektury trzeciej części tego cyklu, która zatytułowana jest „Nie igraj z pożądaniem”. Sabrina Jeffries wykazała się doskonałym pomysłem, przedstawiając losy kolejnych dam i gentlemanów, powiązanych ze sobą więzami krwi, bądź też przyjaźni, wpadających w sidła miłości, ale też palącego pożądania. Jak na razie... Po przeczytaniu drugiego tomu „Niepoprawnych uwodzicieli”, natychmiast przystąpiłam do lektury trzeciej części tego cyklu, która zatytułowana jest „Nie igraj z pożądaniem”. Sabrina Jeffries wykazała się doskonałym pomysłem, przedstawiając losy kolejnych dam i gentlemanów, powiązanych ze sobą więzami krwi, bądź też przyjaźni, wpadających w sidła miłości, ale też palącego pożądania. Jak na razie jestem jedynie lekko zawiedziona, że pominęła historię romansu i małżeństwa siostry głównego bohatera pierwszego tomu – Jeremego Keane. Nie sądzę jednak, by autorka powróciła do tej historii zaburzając chronologię serii, a szkoda.

Okładka – jak zwykle świetna! Zmysłowa, odrobinę romantyczna, utrzymana w przyciągających oko i pobudzających wyobraźnię barwach. Chyba jak do tej pory najlepsza z całej serii (a poprzednie wcale nie były złe!). Bardziej empatyczne osoby, mogą nawet wyczuć chemię między ową kobietą i mężczyzną, tą nutkę niepewności przed namiętnym pocałunkiem. Dosyć jednak o stronie wizualnej, przejdźmy do konkretów.

Tym razem głównym bohaterem stał się dobrze mi znany z poprzednich części, markiz Warren Knightford, kuzyn Clarrisy oraz przyjaciel Edwina. Mężczyzna kochający wszelakie nocne rozrywki oferowane przez dziewiętnastowieczny Londyn, a zwłaszcza dzielnice grzechu, rozpusty i hazardu. Rozpustnik uparcie trwający w stanie kawalerskim, będący jednocześnie niespełnionym marzeniem matek niemal wszystkich panien na wydaniu. Zgodnie z tym, co twierdzą niektórzy, nie kładzie się przed świtem, aby w pełni wykorzystać uroki nocy...
Delia Trevor, za sprawą „uczynnej” Clarrisy niespodziewanie staje się obiektem zainteresowania Warrena, który zaniepokojony jej dziwnym zachowaniem, spróbuje odkryć jej największe tajemnice. A owa dama ma ich faktycznie wiele, bowiem żadna szanująca się przedstawicielka wyższych sfer nie zakrada się do podejrzanych klubów karcianych, ani nie tropi na własną rękę szulera odpowiedzialnego za śmierć jej brata.
W historii tej mamy szantaż, niebezpieczne zabawy w kotka i myszkę, niespodziewane zwroty akcji i sekrety, które od lat są powodem koszmarów. Nikt, ani nic w tej powieści nie jest takie, jakie się z początku wydaje, a wróg może stać się nieoczekiwanym przyjacielem, zaś pewna starsza dama imieniem Agatha, wykaże się spostrzegawczością oraz wyczuciem godnym pochwały i wzmianki w tej recenzji. Co dokładnie mam na myśli? Będziecie musieli przeczytać tą powieść, aby się dowiedzieć!

Sabrina Jeffries po raz kolejny zabrała nas do swojego wyimaginowanego świata, by pod przykrywą doskonale napisanego romansu historycznego, przyprawionego odrobiną pikanterii, ukazać ludzkie problemy, demony i uczucia władające nami wszystkimi.

Podsumowując: gorąco polecam, nawet jeśli nie czytaliście poprzednich tomów tej serii!

pokaż więcej

 
2018-12-09 21:02:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Niepoprawni uwodziciele (tom 2)

Po przeczytaniu pierwszego tomu serii „Niepoprawni uwodziciele” autorstwa Sabriny Jeffries, zatytułowanego „Sztuka grzeszenia” po prostu nie mogłam zwlekać z sięgnięciem po drugą część. Książka o przyciągającym wzrok tytule „Tajniki uwodzenia” zachwyciła mnie swoją okładką, a to za sprawą tego, iż została utrzymana z podobnym tonie, co poprzedniczka. Zbliżenie na piękną kobietę, spoczywającą w... Po przeczytaniu pierwszego tomu serii „Niepoprawni uwodziciele” autorstwa Sabriny Jeffries, zatytułowanego „Sztuka grzeszenia” po prostu nie mogłam zwlekać z sięgnięciem po drugą część. Książka o przyciągającym wzrok tytule „Tajniki uwodzenia” zachwyciła mnie swoją okładką, a to za sprawą tego, iż została utrzymana z podobnym tonie, co poprzedniczka. Zbliżenie na piękną kobietę, spoczywającą w bezpiecznych ramionach przystojnego mężczyzny, zachęcało do zajrzenia na karty powieści. Niemal obiecywało, że w środku znajdę niebanalną historię miłosną wzbogaconą o tą nutkę pikanterii, która sprawi, iż na czas lektury zapomnę o rzeczywistości i szarej pogodzie za oknem.

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to ku mojej wielkiej radości okazały się nimi osoby, które poznałam i polubiłam już w pierwszym tomie. Ale uwaga! Nie musicie koniecznie znać treści „Sztuki grzeszenia”, aby w pełni cieszyć się, z lektury „Tajników uwodzenia”! Autorka tak zgrabnie połączyła wątki obydwu tomów, iż faktycznie zdają się w pewnym stopni być ze sobą powiązane, ale również istnieją na tyle niezależnie, by nie wywoływać zagubienia u „nowego” czytelnika.
Lady Clarissa Lindsey to piękność, która brylując wśród śmietanki brytyjskiej arystokracji, czuje się w swoim żywiole. Umiejętnie flirtuje z wieloma wielbicielami; odznacza się błyskotliwością, ale też poczuciem niezależności, które sprawiło, że odrzuciła już kilku kandydatów do swojej ręki. Dodatkowo jest również dobrze sytuowana finansowo, co powoduje, iż musi uważać na łowców posagów, którzy chętnie poślubiliby nie tylko ją, ale również fortunę którą posiada. Ta pełna życia, impulsywna młoda dama, ceniąca sobie kolejne wyzwania, niejednokrotnie już przysporzyła o ból głowy kuzyna – markiza Knightforda, któremu coraz trudniej zapewnić jej bezpieczeństwo.
Na czas swojego pilnego wyjazdu markiz prosi o przysługę swojego przyjaciela – Lorda Edwina. Tak, Brata niezrównanej Yvette Barlow, obecnie Keane – bohaterki „Sztuki grzeszenia”.
Z pozoru trudno wyobrazić sobie dwoje bardziej niedobranych ludzi, którzy nagle zostali zmuszeni do spędzania czasu w swoim towarzystwie. Edwin Barlow, lord Blakeborough bowiem to uosobienie spokoju, wykalkulowanych szczegółowo zachowań. Nie potrafi prawić komplementów, ani prowadzić grzecznościowych rozmów „o niczym”, tak popularnych w towarzystwie. Unika jak ognia wszelakich balów, rautów czy wyjść do opery bądź teatru.
A jednak oboje kryją mroczne tajemnice, które za sprawą wydarzeń zaplanowanych przez autorkę, wydostaną się na światło dzienne, zmuszając ich do konfrontacji z własnymi demonami. Czy problemy rozdzielą ich na dobre, czy też wręcz przeciwnie – udowodnią, że mimo różnic, są sobie pisani?

Lekka, przyjemna opowieść, z którą można spędzić przyjemny zimowy wieczór, podobnie jak pierwszy tom serii kryje w sobie drugie dno. Dotyka tematów, które z pewnością stanowiły tabu w XIX wiecznym Londynie, ale też wymagają publicznej dyskusji w świecie XXI wieku. Autorka umiejętnie wędruje meandrami opowieści, naznaczonymi niejednokrotnie dramatyzmem, niebezpieczeństwem, ale też rodzącym się uczuciem, które istniało zapewne niezauważone przez lata.

Podsumowując: Polecam gorąco, a sama jutro zabieram się za trzeci tom serii „Niepoprawni uwodziciele”, zatem możecie się wkrótce spodziewać kolejnej recenzji opowiadającej o losach dobrze znanych już bohaterów.

pokaż więcej

 
2018-12-07 19:56:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Kobiety nieidealne (tom 2)

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o niezwykłej książce, będącej częścią jeszcze bardziej fascynującej serii. „Kobiety Nieidealne” to niezwykle udany sukces literacki dwóch polskich pisarek – Magdaleny Kawki oraz Małgorzaty Hayles.

Jeśli znacie pierwszą część, z pewnością będzie Wam miło powrócić do grona czterech przyjaciółek, które z serdecznością, ale też niekiedy stanowczością potrafią...
Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o niezwykłej książce, będącej częścią jeszcze bardziej fascynującej serii. „Kobiety Nieidealne” to niezwykle udany sukces literacki dwóch polskich pisarek – Magdaleny Kawki oraz Małgorzaty Hayles.

Jeśli znacie pierwszą część, z pewnością będzie Wam miło powrócić do grona czterech przyjaciółek, które z serdecznością, ale też niekiedy stanowczością potrafią wspierać, ratować, ale też sobie dogryzać. Jeśli zaś umknął Wam tom poświęcony Magdzie mam dla Was dobrą wiadomość: „Kobiety nieidealne. Iza” możecie i tak przeczytać. Jest to powieść napisana w tak cudowny sposób, aby nawet jeden jej wycinek stanowił zamkniętą całość, cieszącą oczy czytelników.

Iza jest osobą, którą często określa się mianem „Zosi-samosi”, lubi panować nad każdym aspektem swojego życia i otoczenia. Jest piękna, nadal młoda, wykształcona, odnosi sukcesy, a jej CV nie jednego mogłoby wprawić w zachwyt bądź osłupienie! Jako jednostka samowystarczalna nie potrzebuje tak naprawdę mężczyzny, a gdy potrzebna jest pomoc wymagająca udziału płci przeciwnej to po prostu reguluje rachunek za zamówioną usługę.
Jedynym mężczyzną w życiu Izy jest tak naprawdę jej nastoletni syn, który właśnie złamał nogę... Jednocześnie kobieta traci pracę, staje w oko w oko z matką, która zmienia jej spokojne bytowanie w jednej z odcinków telenoweli, oraz odkrywa starą rodzinną tajemnicę.

Co myślę na temat tej książki? To ciepła, pełna wzruszeń historia, która z jednej strony pokazuje prawdziwą przyjaźń i to jak jest ona ważna dla każdego z nas, z drugiej zaś ujawnia to w jaki sposób zmienia się nasze polskie społeczeństwo, podkreślając kontrasty na wielu różnych płaszczyznach. Jakich? Przeczytajcie, aby się tego dowiedzieć. ;)
Nasze bohaterki to kobiety niemal z krwi i kości; zgodnie z tytułem serii nieidealne, z własnymi wadami i zaletami, które czynią je jeszcze bardziej realnymi. Nie stanowią odzwierciedlenia magazynowych wzorowych matek, żon czy partnerek. Mają swoje humory, problemy, odmiennie przeżywają trudy codzienności i różnorodnie reagują na pewne zdarzenia.
To cztery kobiety, wśród których czytelniczka może czuć się swobodnie! Swoją otwartością zapraszają niemal, aby dołączyć do ich grona oraz podzielić się z nimi własnymi kłopotami na które z pewnością znajdą nietuzinkowe rozwiązanie.

Podsumowując: jeśli lubicie opowieści o życiu, przyjaźni i szalonych zwrotach akcji, jakich nie brakuje w prawdziwym życiu, to polecam tą powieść niezwykle gorąco!

P.S. A sama z ogromną niecierpliwością wyczekuję trzeciego tomu, poświęconego tym razem Joannie!

pokaż więcej

 
2018-12-04 19:57:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Facet do poprawki” autorstwa Joanny Sykut to lekka powieść, napisana z przymrużeniem oka. Sama pisarka ostrzega, że jeśli tekst tej opowieści potraktujemy zbyt serio, to odniesiemy mylne wrażenie co do samej historii, jak i przesłania, które płynie z tej książki. A jak wiadomo nadinterpretacja pewnych szczegółów może być naprawdę niebezpieczna.

Powieść ta w zabawny sposób próbuje przekonać...
„Facet do poprawki” autorstwa Joanny Sykut to lekka powieść, napisana z przymrużeniem oka. Sama pisarka ostrzega, że jeśli tekst tej opowieści potraktujemy zbyt serio, to odniesiemy mylne wrażenie co do samej historii, jak i przesłania, które płynie z tej książki. A jak wiadomo nadinterpretacja pewnych szczegółów może być naprawdę niebezpieczna.

Powieść ta w zabawny sposób próbuje przekonać nas, że warto zawalczyć o siebie zamiast tkwić w toksycznym związku. Sprawiedliwość zostaje oddana w ręce kobiety, która z gracją, pomysłowością, ale też odrobiną erotyzmu, radzi sobie z niewiernymi małżonkami, sadystami, damskimi bokserami i wszelkimi osobnikami „niegodnymi” miana przedstawicieli rodu męskiego.
Jeśli potraktujecie tą książkę jako lekką lekturę na poprawę humoru i nie będziecie, nieco na siłę, doszukiwać się szczegółów do których będziecie chcieli się przyczepić, to gwarantuję Wam, że spędzicie bardzo miły wieczór, podczas którego nie raz zaśmiejecie się pod nosem, a czasem i na głos.

Główną bohaterką jest „Wykałaczka” czyli Gunda – kobieta bezkompromisowa, posiadająca tysiąc różnych twarzy. W jednej chwili potrafi przeistoczyć się z azjatyckiej gejszy w luksusową prostytutkę, bądź też miłośniczkę biegania. Niemal na zawołanie staje się mścicielką, która podczas vendetty na mężczyznach bawi się tak dobrze, że nie poczytuje sobie tego za pracę. A zdecydowanie jest jej to forma zarabiania.
W czasie prywatnym nie spuszcza z tonu, stawiając warunki wszystkim, którzy znajdą się w jej zasięgu. Niezależnie od tego, czy mowa jest o człowieku, kocie czy pająku! Nie dość tego. Gunda niczym najsilniejszy magnes przyciąga również wszelakie zdarzenia, które zmuszają ją do niekonwencjonalnych działań.
Co podobało mi się najbardziej? Moim osobistym faworytem zdecydowanie stał się złodziej butów, dodajmy – zawsze lewych! A opis polowania na drania należy do jednego z moich ulubionych! Więcej jednak zdradzać nie będę!

To moje pierwsze zetknięcie z twórczością Joanny Sykut, ale po lekturze tej powieści jestem pewna, że nie było ono ostatnim! Mam tylko nadzieję, że pozostałe książki autorki są równie lekkie, zabawne oraz odprężające.
Styl pisania, dobór słownictwa, a także poczucie humoru tej polskiej autorki przypadły mi do gustu na tyle, że chętnie zobaczyłabym Gundę na dużym ekranie i mam nadzieję, że nie jestem osamotniona w tej chęci. Brakuje nam żeńskich super-bohaterek, które nie boją się zaistnieć w męskim świecie, ale też ze zdrowym dystansem odnoszących się do codzienności.
Nie kryję również, że chętnie zobaczyłabym tą niezależną, silną kobietę w kolejnej książce, walczącej z zupełnie nowymi przeciwnościami losu. Tymi, których zapowiedź dała nam autorka w końcowych rozdziałach „Faceta do poprawki”.

Podsumowując: polecam i to nie tylko Paniom!

pokaż więcej

 
2018-12-03 20:09:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Niepoprawni uwodziciele (tom 1)

Po przeczytaniu kilku krwawych kryminałów oraz mrocznych thrillerów miałam ogromną ochotę spędzić wieczór zatopiona w świecie flirtu, miłości oraz zmysłowych spojrzeń pięknych bohaterów. Bez chwili wahania sięgnęłam po pierwszy tom serii „Niepoprawni uwodziciele” napisanej przez Sabrinę Jeffries. „Sztuka grzeszenia” już samą okładką obiecywała mi dokładnie to, czego potrzebowałam. Piękna,... Po przeczytaniu kilku krwawych kryminałów oraz mrocznych thrillerów miałam ogromną ochotę spędzić wieczór zatopiona w świecie flirtu, miłości oraz zmysłowych spojrzeń pięknych bohaterów. Bez chwili wahania sięgnęłam po pierwszy tom serii „Niepoprawni uwodziciele” napisanej przez Sabrinę Jeffries. „Sztuka grzeszenia” już samą okładką obiecywała mi dokładnie to, czego potrzebowałam. Piękna, balowa suknia spowijająca ciało kobiety obejmowanej przez mężczyznę była zapowiedzią niezwykłej historii.

Zacznijmy więc od samych bohaterów i historii, która ich połączy:
Lady Yvette Barlow zdecydowanie nie jest nieśmiałą panną, która oblewa się rumieńcem przy byle okazji. Potrafi zadziwiać doborem strojów, przyjaciółek, ale również zachowań oraz słownictwa zaczerpniętego ze slumsów XIX wiecznego Londynu. Nie obawia się nawet drobnych skandalów, chociaż w głębi serca marzy o miłości.
Jeremy Keane to potomek brytyjskich arystokratów, urodzony w Ameryce. To też coraz bardziej uznany artysta, nie wahający się przed ukazaniem codzienności, brzydoty i tego, od czego świat bogatych możnowładców Starego Kontynentu odwraca wciąż twarz.
Kiedy tych dwoje spotyka się przypadkiem na weselu znajomych, niemal od pierwszej chwili daje się wyczuć między nimi chemię. Napięcie to będzie powoli, ale konsekwentnie narastać, aż do ostatnich stron powieści.
On pragnie uczynić z niej modelkę pozującą do dzieła, które sobie wymarzył. Niestety, zaproponowanie czegoś takiego damie nie wchodzi w grę, bowiem musiałoby to zyskać aprobatę jej prawnego opiekuna, a zarazem brata, Lorda Edwina. Pozornie, bowiem szybko okazuje się, że Yvette, oczywiście potajemnie, chce wybrać się do jednego z domów publicznych, o istnieniu których panna z dobrego domu nie powinna nawet wiedzieć.
Wykorzystując narzucone im wzajemne towarzystwo, zawierają pakt – pozowanie za pomoc w dostaniu się do przybytku rozkoszy, w którym młoda kobieta ma nadzieję rozwiązać rodzinną tajemnicę. Czy znany uwodziciel dotrzyma słowa, a może wprowadzając damę w arkana niebezpiecznej sztuki grzeszenia, sprowadzi ją na manowce, z których nie ma już powrotu?

Pod osłoną lekkiej, przyjemniej opowieści można doszukać się drugiego, znacznie bardziej interesującego dna. Autorka porusza niezwykle ważne tematy dotyczące stosunków rodzinnych, niewygodnych tajemnic, podświadomych obaw, ale też braterskiej miłości oraz poszukiwania szczęścia mimo dramatycznych przejść. Sabrina Jeffries umiejętnie prowadzi akcję, dawkując nie tylko emocję, ale też niespodziewane zwroty akcji, które dramatycznie wpływają na losy naszych bohaterów.

Podsumowując: Już nie mogę doczekać się chwili, kiedy znajdę moment, aby sięgnę po drugi tom serii, a tymczasem szczerze polecam Wam lekturę „Sztuki grzeszenia” jeśli lubicie, aby powieść oprócz czystej rozrywki, zaprawionej odrobiną pikanterii, niosła ze sobą również jakieś przesłanie.

pokaż więcej

 
2018-12-01 08:12:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Powieść „Nawiedzony dom na Wzgórzu” autorstwa Shirley Jackson pojawia się się ostatnio wszędzie. Instagram zapełniony jest pięknymi zdjęciami tej książki, Netflix zdecydował się nakręcić serial inspirowany tą powieścią. Nic więc dziwnego, że zdecydowałam się sięgnąć po tą książkę.

Kilka słów chciałabym poświęcić okładce, bowiem nie można przejść obok niej obojętnie. Utrzymana w ciemnych...
Powieść „Nawiedzony dom na Wzgórzu” autorstwa Shirley Jackson pojawia się się ostatnio wszędzie. Instagram zapełniony jest pięknymi zdjęciami tej książki, Netflix zdecydował się nakręcić serial inspirowany tą powieścią. Nic więc dziwnego, że zdecydowałam się sięgnąć po tą książkę.

Kilka słów chciałabym poświęcić okładce, bowiem nie można przejść obok niej obojętnie. Utrzymana w ciemnych szarościach, ocierających się niemal o czerń, tworzy element grozy, niepewności, być może nawet odrobiny strachu, którą powinniśmy odczuwać sięgając po ten tytuł. Zastosowanie niewielkiego kolażu starego, mrocznego domu postawionego na połowie zapłakanej twarzy kobiety, tak aby oczy zostały zastąpione potężnymi oknami, również zmusza do zatrzymania się wzroku na tym szczególe. Grafika zapada w pamięć, co z pewnością wpływa na rozpoznawalność samej powieści.

Dość jednak o okładce, przejdźmy do tego, co kryje się w środku. Pierwszy raz powieść została wydana w 1959 roku i z całą pewnością była wielkim wydarzeniem. Pomysł zamknięcia czwórki zupełnie obcych sobie osób w odseparowanym od ludzkich osad, na dodatek nawiedzonym domu na wzgórzu w tamtych czasach musiał wydawać się wielu osobom wprost rewolucyjny. I jeśli rzeczywiście spojrzymy na tą książkę z tego punktu widzenia, to jest ona czymś niezwykłym. Czymś, co każdy miłośnik horrorów powinien nie tylko przeczytać, ale też posiadać w swojej domowej biblioteczce.

Jak czyta się tą książkę w ostatnich dniach listopada 2018? Powiem szczerze, wiązałam z tą książką wielkie nadzieje, niestety z każdą kolejną przeczytaną stroną entuzjazm opadał. Nie ukrywam, będąc gdzieś w połowie tej niewielkiej powieści (liczącej sobie nieco ponad 300 stron) nadal miałam nadzieję, że jeszcze będzie lepiej, a sam tekst wciśnie mnie w fotel i nie pozwoli wypuścić książki z dłoni. Niestety, nie doczekałam się czegoś takiego. Temperatura samej powieści była letnia, momentami nawet chłodna. To, co kiedyś mogło wywoływać strach, w XXI wieku może jedynie wzbudzić lekki uśmiech.

Postacie, zarówno główne – czyli doktor Montague, Eleonora, Luke oraz Theodora, jak i te drugoplanowe – w tym moja ulubienica – pani Dudley, zostały napisane niemal doskonale. Możemy niemal poczuć, że mamy do czynienia z żywymi ludźmi. To zaliczam autorce na wielki plus. Trudno jest stworzyć osoby, które ożywają na papierze, wzbudzając szeroki wachlarz emocji, od sympatii, aż po rozdrażnienie. Zabrakło jednak tego „czegoś”, co połączyłoby te osobowości, wprowadziło prawdziwy konflikt i sprawiło, że wieczorem zostawi się zapalone światło w obawie przed duchami.

Podsumowując: Miłośnicy gatunku powinni sięgnąć po to książkę, ze względu na tradycję; osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym gatunkiem, mogą i prawdopodobnie poczują się nią znudzone.

pokaż więcej

 
2018-11-28 08:44:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Powieść „Urzędnik” autorstwa Sławka Michorzewskiego skończyłam kilka dni temu, ale trudno mi jest jednoznacznie powiedzieć, co sądzę na temat tej książki. Wynika to z wielotorowości akcji, treści, bohaterów, ale też przemycanych między wierszami opowieści prawd, morałów i niebywałego wprost dowcipu. Nie przeczę, być może doszukuję się w tej historii drugiego, a kto wie, czy nie trzeciego dna,... Powieść „Urzędnik” autorstwa Sławka Michorzewskiego skończyłam kilka dni temu, ale trudno mi jest jednoznacznie powiedzieć, co sądzę na temat tej książki. Wynika to z wielotorowości akcji, treści, bohaterów, ale też przemycanych między wierszami opowieści prawd, morałów i niebywałego wprost dowcipu. Nie przeczę, być może doszukuję się w tej historii drugiego, a kto wie, czy nie trzeciego dna, ale wydaje mi się, że „Urzędnik” nie jest tylko lekką powieścią, do przeczytania w jedno popołudnie.

Tytułowy „Urzędnik” to Marian Sopel, starszy komisarz skarbowy. Sfrustrowany pracownik budżetówki, zaślepiony misją, do której wypełnienia samoczynnie się powołał. Wierzy, że każdy obywatel oszukuje i okrada Państwo, a przez to i jego samego, będącego osobą pracującą na zlecenie przedstawicieli władzy. Bez krztyny przesady można traktować go jako archetyp wszystkich niemiłych, nieuprzejmych, czy wręcz upierdliwych urzędników, jakich każdemu z nas zdarzyło się spotkać, i to nie tylko w skarbówce. Sam pan Sopel twierdzi, iż nie posiada serca, a jedynie pompę tłoczącą krew... i szczerze mówiąc dokładnie tak się zachowuje! To wokół niego koncentruje się cała akcja.
Przeciwwagą dla bezdusznego „Urzędnika” jest całkiem sympatyczne małżeństwo o nazwisku Gołąb, które kilka lat wcześniej straciło wszystko w wyniku nadgorliwej kontroli skarbowej przeprowadzonej przez Mariana Sopla. I chociaż to mąż jest ważniejszą postacią, to moją uwagę skradła jego małżonka – Marysia – osoba z pozoru prostolinijna, ale nie pozbawiona chęci zemsty, przyczajonej pod jej dobrotliwym obliczem.

Przeznaczenie, pod postacią autora, zdecydowało, iż postacie te jeszcze raz zetknął się ze sobą. Tych troje przypadkowo dobranych ludzi, jakimś cudem porusza prawdziwą lawinę niesamowitych zbiegów okoliczności oraz absurdalnych sytuacji, zmierzających do całkiem zaskakującego i niesamowitego końca. I chociaż może nie jest on taki, jakiego można by się spodziewać czytając tą powieść, to muszę przyznać, że po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że jest ono najlepszym z możliwych!

Ta książka jest jednocześnie komedią kryminalną, parodią okraszoną absurdem, krzywym zwierciadłem, w którym przeglądają się ludzkie słabości, ale przede wszystkim analizą psychologiczną społeczeństwa.

Muszę niestety przyczepić się do jednej rzeczy, która znacznie utrudniała mi czytanie – forma wydania samej powieści od strony technicznej. Rodzaj dobranej czcionki oraz niewielka interlinia dały efekt „zlepionego” teksu, który osobom noszącym okulary (jak ja) może i z całą pewnością sprawia trudność w czytaniu. Przez to musiałam robić przerwy i dać odpoczywać oczom, zanim dane mi było poznanie dalszych perypetii naszych bohaterów.

Podsumowując: książka ciekawa, ale chyba nie dla wszystkich. Przy czytaniu przyda się nieco spaczone i sarkastyczne poczucie humoru.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
57 44 374
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (7)

Ulubieni autorzy (1)
  • Stephen King
    Stephen King
    13046 fanów
    131 książek
    87796 czytelników
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd