Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Dominika Jachimowska 
booksofsouls.blogspot.com
18 lat, kobieta, Knurów, status: Czytelniczka, dodała: 2 cytaty, ostatnio widziana 21 godzin temu
Teraz czytam
  • A Court of Wings and Ruin
    A Court of Wings and Ruin
    Autor:
    Looming war threatens all Feyre holds dear in the third volume of the #1 New York Times bestselling A Court of Thorns and Roses series. Feyre has returned to the Spring Court, determined to gather...
    czytelników: 1056 | opinie: 23 | ocena: 8,46 (97 głosów)
  • Inferno
    Inferno
    Autor:
    Światowej sławy specjalista od symboli, Robert Langdon budzi się na szpitalnym łóżku w zupełnie obcym miejscu. Nie pamięta, jak i dlaczego znalazł się w szpitalu. Nie potrafi też wyjaśnić, w jaki spos...
    czytelników: 17051 | opinie: 1064 | ocena: 7,13 (8885 głosów) | inne wydania: 7
  • Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa
    Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa
    Autor:
    Jedyne w Polsce wydanie zawierające wszystkie opowiadania i nowele Arthura Conan Doyle’a o detektywie wszech czasów. „Od dawna powtarzam, że kiedy wykluczy się niemożliwe, wówczas to, co pozostaje, c...
    czytelników: 9074 | opinie: 214 | ocena: 8,73 (2067 głosów) | inne wydania: 7

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-06-22 23:22:51
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Robert Langdon (tom 4)
 
2017-06-22 23:21:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-06-22 09:25:02
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-06-22 09:24:30
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3)
 
2017-06-22 09:22:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2017-06-22 09:22:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Caden Bosch jest licealistą o ponadprzeciętnej inteligencji i obiecujących zdolnościach. Cały świat stoi przed nim otworem, jednak pewnego dnia coś się zmienia. Chłopak zaczyna bardzo dziwnie się zachowywać, czym wzbudza niepokój swoich rodziców i przyjaciół.

Caden Bosch udaje, że dołączył do drużyny lekkoatletycznej, ale zamiast zjawiać się na treningach, codziennie pokonuje dziesiątki...
Caden Bosch jest licealistą o ponadprzeciętnej inteligencji i obiecujących zdolnościach. Cały świat stoi przed nim otworem, jednak pewnego dnia coś się zmienia. Chłopak zaczyna bardzo dziwnie się zachowywać, czym wzbudza niepokój swoich rodziców i przyjaciół.

Caden Bosch udaje, że dołączył do drużyny lekkoatletycznej, ale zamiast zjawiać się na treningach, codziennie pokonuje dziesiątki kilometrów, pogrążając się w rozmyślaniach. Caden dołącza do załogi statku zmierzającego do najgłębszego punktu na Ziemi – Głębi Challengera. Zostaje wyznaczony na pokładowego artystę, którego zadaniem będzie dokumentacja rejsu w obrazach. Z biegiem czasu Caden nie potrafi już rozpoznać, czy to, co pokazuje mu jego umysł, jest prawdą czy tylko złudzeniem.

Głębię Challengera miałam na oku już od dłuższego czasu. Każda książka, która porusza temat choroby psychicznej, automatycznie trafia na moją listę „do przeczytania”, tym bardziej, jeśli jest to powieść młodzieżowa. Bo czy to nie książki przeznaczone dla młodych czytelników najlepiej przekazują poważne treści? W sposób nieskomplikowany, a zarazem bardzo trafny potrafią przedstawić ważne wartości. Czy i tak było w przypadku Głębi Challengera?

Na początek podzielę się z Wami moim pierwszym skojarzeniem co do Cadena – jego inteligencja, zachowanie i umiejętność obserwacji otaczającego go świata bardzo przypominała mi bohatera innej książki młodzieżowej – Leaonarda Peacocka z powieści Wybacz mi, Leonardzie Matthew Quicka. Obu chłopców łączył też lekko sarkastyczny i zdystansowany sposób bycia, a skoro właśnie te cechy tak bardzo podobały mi się w Leonardzie, który jest jednym z moich ulubionych bohaterów literackich, to nie mogłabym nie polubić Cadena Boscha. Oczywiście to, jak później zmienił się jego umysł, kiedy zaczęła go już trawić choroba psychiczna, to kompletnie inna bajka…

Głębia Challengera to książka, która mimo wszystko wymaga ogromnego skupienia i zmusza do zatrzymania się i przemyślenia jej treści. Postronna osoba, która w trymiga przeleciałaby przez tą powieść, nie wiedząc, jaka jest jej tematyka, mogłaby pomyśleć, że to, co czyta, jest jednym wielkim bełkotem bez ładu i składu. I faktycznie, na książkę składa się wiele obrazów – raz są to obrazy rzeczywiste, a raz kompletnie oderwane od rzeczywistości. Z czasem granica między nimi się zaciera i samemu czytelnikowi jest już bardzo trudno połapać się, co jest prawdą, a co fikcją.

Nie można oczywiście zaprzeczyć temu, że Neal Shusterman doskonale przedstawił pracę umysłu chłopca, który zaczyna zmagać się z chorobą psychiczną – książka jest tak naprawdę inspirowana przeżyciami samego autora i prawdziwą historią jego syna, więc Shusterman wie, co mówi (pisze). Udało mu się idealnie zobrazować to, jak umysł Cadena stopniowo pogrążał się w chorobie, jak z dnia na dzień coraz trudniej było mu odróżnić prawdę od kłamstwa i jak coraz bardziej zagłębiał się w swoim świecie. My sami, jako czytelnicy bierzemy udział w „wyprawie” Cadena, obserwując jego zmagania i tak jak on głowiąc się nad tym, co jest rzeczywiste, a co fikcyjne.

Mimo wszystko ciężko było mi czasem zrozumieć tę książkę. Może, czytając Głębię Challengera nie byłam wystarczająco skupiona lub po prostu mój umysł nie potrafił pojąć tego, co chciał mi przekazać Shusterman, ale  im dalej, tym bardziej niewytłumaczalne rzeczy dzieją się w głowie Cadena i tym samym trudniej było mi je zrozumieć. Może powinnam kiedyś wrócić do tej powieści i spróbować jeszcze raz zastanowić się nad problemem naszego bohatera, a może treść książki lepiej by do mnie trafiła. Ale tak się zastanawiam – może tak właśnie miało być i MIAŁAM nie zrozumieć do końca tej powieści. Może właśnie to pozwoliło mi lepiej dostrzec różnice między umysłem osoby zdrowej oraz chorej psychicznie.

Z pewnością jest to książka, która dostarcza wielu przeróżnych emocji i wywołuje u czytelnika konkretną reakcję – chwilę zastanowienia nad tym, z czym na co dzień zmagają się osoby chore psychicznie i jak wygląda praca ich umysłu. Czytając powieść byłam na przemian zaniepokojona, smutna, zatroskana i wzruszona. Zawsze mówię, że najgorzej jest, kiedy książka nie wzbudza żadnych emocji – tutaj zdecydowanie nie musimy się o to martwić.

Głębia Challengera to niezwykle wartościowa powieść, która zmusza do głębszych przemyśleń. Nie jest łatwa, to fakt, i nierzadko aby ją zrozumieć trzeba wymazać się dużym wysiłkiem, ale koniec końców daje nam ona autentyczny obraz rzeczywistości osób chorych, które przecież są wokół nas. Mogę z czystym sumieniem polecić Wam tę książkę, jednak przed jej przeczytaniem musicie odpowiednio przygotować się do lektury, bo jest to powieść, przy której warto zatrzymać się na dłuższą chwilę.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-19 12:18:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Sonia Petrova jest auroczułą – potrafi wyczuwać i odczytywać emocje wszystkich żywych istot. Przez swój wyjątkowy dar musiała całe życie się ukrywać. W końcu trafiła do klasztoru, gdzie razem z innymi auro czułymi rozwijała swoje umiejętności. Pewnego dnia pożar zmusza ją do przybycia na dwór cesarza Valka Ozerova.

Sonia zostaje Najwyższą Auroczułą i jej obowiązkiem jest odkrywanie emocji i...
Sonia Petrova jest auroczułą – potrafi wyczuwać i odczytywać emocje wszystkich żywych istot. Przez swój wyjątkowy dar musiała całe życie się ukrywać. W końcu trafiła do klasztoru, gdzie razem z innymi auro czułymi rozwijała swoje umiejętności. Pewnego dnia pożar zmusza ją do przybycia na dwór cesarza Valka Ozerova.

Sonia zostaje Najwyższą Auroczułą i jej obowiązkiem jest odkrywanie emocji i zamiarów poddanych oraz gości imperatora. Kiedy dziewczyna gubi się w obcym, otaczającym ją świecie, bratnią jej duszą okazuje się brat cesarza, Anton. Wkrótce w kraju wybuchają bunty, a despotyczne rządy Valka nie podobają się również arystokracji. Między braćmi coraz częściej dochodzi do sporów. Wobec kogo pozostanie lojalna Sonia, kiedy będzie musiała wybierać?

Przekleństwo Soni było dla mnie książką całkowicie nieznajomą. Nigdy wcześniej nie słyszałam zarówno o Kathryn Purdie, jak i o samej powieści, sięgałam więc po nią w ciemno, ryzykując. I tym razem moja czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła, bo książka ta okazała się ogromnym zaskoczeniem i historią tak niespodziewanie fascynującą, że nie sposób przejść obok niej obojętnie.

Poznajemy naszą bohaterkę, Sonię Petrovą, która z dnia na dzień staje się jedną z najważniejszych osób w państwie, ważniejszą nawet od strażników dworu oraz dworzan. To, czy dziewczyna trafnie odczyta emocje przybywających do pałacu gości, może być bowiem znaczące dla bezpieczeństwa samego cesarza. Sonia dzięki swojemu darowi potrafi wyczuć nastrój i motywy kierujące wszystkimi – ludźmi, zwierzętami, a nawet zmarłymi. Łatwo jest więc sobie wyobrazić, jak przytłoczona musi się czuć! Spróbujcie pomyśleć, jak by to było autentycznie odbierać wszystkie emocje otaczających Was osób!

Przez swój dar Sonia jest trochę jak flaga na wietrze (lub kobieta z okresem) – jej nastrój potrafi momentalnie ulec zmianie. Dziewczyna odczuwa bowiem zarówno swoje własne emocje, jak i te należące do innych – bardzo często ciężko jest oddzielić jedne od drugich. I pewnie byłoby to koszmarnie irytujące, gdyby dotyczyło jakiejkolwiek innej bohaterki, ale mnie było się bardzo łatwo utożsamić z Sonią. Potrafiłam sobie wyobrazić, jak ona musi się czuć odbierając sprzeczne emocje z każdej strony i na każdym kroku.

Książka wciąga maksymalnie prawie od samego początku. Zaledwie kilkadziesiąt pierwszych stron potrzebowała autorka, aby wprowadzić nas w klimat powieści, a potem wepchnęła nas w niezwykły świat Riaznina i nie pozwalała z niego wyjść do ostatniej strony. Książce towarzyszy wyjątkowy zimny, rosyjski klimat. I chociaż nigdzie nie jest powiedziane wprost, gdzie ma miejsce akcja powieści, istnieje wiele elementów, które łączą się z tym krajem – kokoszniki, które noszą kobiety na dworze, imiona bohaterów… No właśnie! Tak bardzo podobały mi się imiona i nazwiska postaci w książce – Sonia Petrova, Mikołaj Rostav, Tosja Paszkov, Jurij Siergiejev, Pia Lisova… Czy one nie brzmią fantastycznie?

W Przekleństwie Soni pojawił się też jeden z moich ulubionych motywów, który jest wprawdzie dosyć oklepany i pojawia się dosłownie w co drugiej książce, jaką ostatnio czytam, ale tak bardzo go lubię, że nie mam nic przeciwko. Mam tu na myśli motyw rodziny królewskiej oraz nieodłącznie związane z nim intrygi. Sonia, dostając się do posiadłości imperatora, staje się częścią zawiłej rzeczywistości życia nadwornego, które nierzadko bywa pełne obłudy i fałszywości. Sama relacja między braćmi Antonem i Valkiem jest niezwykle skomplikowana i ciężko się w niej połapać na pierwszy rzut oka.

W książce pojawia się też bardzo ciekawie i inteligentne poprowadzony wątek polityczny. Jak nietrudno się domyślić, w despotycznym państwie rządzonym przez Valka, niewiele potrzeba, aby wśród poddanych zaczęła pojawiać się myśl o rebelii i sprzeciwieniu się władcy. I chociaż nie jestem żadnym ekspertem politycznym, a od wszelkiej polityki trzymam się wręcz z daleka, potrafiłam bez trudu zrozumieć zagwozdki taktyczne, z jakimi zmagał się cesarz oraz coraz śmielej tworzone plany buntu.

Jakkolwiek by nie było, powieść Kathryn Purdie jest fantastyką przeznaczoną dla młodzieży, więc nie mogło obyć się bez wątku miłosnego. Jest on jednak tak samo fantastyczny, jak cała reszta powieści. Nie chcąc zdradzać Wam, kto będzie wybrankiem Soni, nie użyję jego imienia, ale wiedzcie, że relacja tych dwojga w żaden sposób nie była nachalna i rozwijała się swoim tempem, tak jak powinno to być. Bardzo często w młodzieżówkach pomiędzy bohaterami wybucha dzika miłość od pierwszego wejrzenia, która jest tak mało realistyczna, że aż boli. Tutaj z pewnością nie znajdziemy tego typu romansu. W zamian otrzymamy uroczą, naturalnie kwitnącą miłość, której aż chce się kibicować.

Przekleństwo Soni jest fantastyczną książką. Nie spodziewałam się tak zajmującej i wciągającej lektury, jaką otrzymałam. Znajduje się tu wszystko, co czytelnikowi do szczęścia potrzebne: nadzwyczajni bohaterowie, wyjątkowy klimat, niewymuszony romans, inteligentny wątek polityczny i niezwykle wciągającą historię, która kradnie serce i nie oddaje. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne tomy serii i gorąco Wam ją polecam!

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-19 12:18:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Trylogia Generacje (tom 2)

Em Savage wraz z innymi nastolatkami obudziła się w trumnie, nie pamiętając niczego ze swojej przeszłości. Po przejściu przerażających prób i odkryciu prawdy o swojej tożsamości i przeznaczeniu, dotarli do statku kosmicznego, który przeniesie ich na planetę Omeyocan. Ma czekać tam na nich lepsze życie, z dala od Starszych. Okazuje się jednak, że planeta nie jest rajem, którego się spodziewali.... Em Savage wraz z innymi nastolatkami obudziła się w trumnie, nie pamiętając niczego ze swojej przeszłości. Po przejściu przerażających prób i odkryciu prawdy o swojej tożsamości i przeznaczeniu, dotarli do statku kosmicznego, który przeniesie ich na planetę Omeyocan. Ma czekać tam na nich lepsze życie, z dala od Starszych. Okazuje się jednak, że planeta nie jest rajem, którego się spodziewali. Czekają tam na nich pozostałości po wymarłej cywilizacji i dżungla skrywająca najgorsze koszmary. Pozostaje im jedno – walczyć lub umrzeć.

Pierwszy tom trylogii Generacje, Alive/Żywi, był jedną z pierwszych książek, jakie recenzowałam i jedną z pierwszych, jakie otrzymałam na samym początku istnienia bloga. Poza tym, że książkę tą wspominam, jako dobrą, mocno trzymającą w napięciu lekturę, od której nie mogłam się oderwać, to mam też do niej pewien sentyment. Z chęcią sięgnęłam więc po drugi tom serii, mając nadzieję na kolejną wartą zapamiętania historię. Czy taka się okazała?

O ile początek pierwszego tomu był wyjątkowo tajemniczy i szokujący, bo w końcu zobaczyliśmy grupkę nastolatków, którzy budzą się w ciemnych trumnach i zostają pozbawiani wszelkich wspomnień ze swojego dotychczasowego życia, to początek kontynuacji serii wzbudza inne emocje. M. Savage, znana także jako Em, będąc przywódczynią grupy, doprowadza nastolatków na nieznaną planetę Omeyocan. Połowa planety uległa tajemniczemu zniszczeniu, które budzi w nich strach przed tym, co je spowodowało. Nastolatkowie odnajdują także rozległą, dziką dżunglę oraz liczne piramidy i budowle, które skrywa.

Szczerze mówiąc, przy tej powieści bardzo ciężko jest uniknąć porównań. (Inną sprawą jest to, że dziś wyczynem jest napisanie o czymś, co nigdy wcześniej nie zostało opisane.) Najlepszym z nich jest porównanie do Więźnia Labiryntu James Dashnera – grupa nastolatków umieszczona w pewnym miejscu, zmuszona do walki o przetrwanie i wytwarzania własnego pożywienia… Brzmi znajomo, prawda? I faktycznie, na początku trudno było mi wyrzucić z głowy myśl o Więźniu Labiryntu.

W dalszych rozdziałach książka zaczyna przypominać stare filmy przygodowe, w których bohater, próbując odnaleźć ukryty skarb lub starożytny artefakt, wybiera się w najodleglejszy zakątek świata. Tutaj na myśl nieustannie przychodził mi Tomb Raider lub Indiana Jones – ten sam klimat, tajemnice, niebezpieczeństwa, antyczne budowle…

Mimo tych licznych podobieństw, bardzo podobał mi się sposób, w jaki książka pozwoliła mi się przenieść do świata, który naprawdę lubię. Gdy byłam młodsza, bardzo często oglądałam filmy przygodowe w stylu Bibliotekarza, które łączyły w sobie wiele zagadek, humor i szybko pędzącą akcję. Chociaż Alight z humorem ma raczej mało wspólnego, to i tak świetnie się przy niej bawiłam, przenosząc się do przeszłości.

W książce pojawia się też motyw, z którym dotychczas się nie spotkałam, a który bardzo mi się spodobał. W pewnym momencie grupa Em natyka się na obcych zamieszkujących Omeyocan. I chociaż pośród nastolatków wybuchają spory, a jeden z nich, niebezpieczny Aramowski, zyskuje coraz większe grono fanatyków, sama Em stara się utrzymać pokojowe stosunki z obcym gatunkiem. Dziewczyna próbuje porozumieć się z mieszkańcami Omeyocanu, poznać ich kulturę i zwyczaje. Odkrywa nawet, że Skoczki, jak nazywa obcych, nie różnią się aż tak bardzo od ludzi. Motyw ten został fantastycznie poprowadzony przez autora i przyznam, że był on moją ulubioną częścią tej książki.

Kontynuacja trylogii Generacje może i nie jest specjalnie oryginalna, bo motywy, o których wcześniej wspomniałam powtarzają się ostatnio bardzo często w literaturze młodzieżowej fantastyki, ale mimo wszystko przyjemnie spędziłam czas z tą książką. Ma ona momenty gorsze, które nieco mnie wynudziły, ale większa część powieści naprawdę trzyma w napięciu i czyta się ją z zapartym tchem. Autor bardzo dobrze rozłożył rozwijające się wątki tak, aby stopniowo wzbudzać ciekawość czytelnika i sprawić, aby chciał więcej i więcej.

Końcówka Alight wprawiła mnie w lekkie osłupienie i zasiała w moim umyśle ziarenko zainteresowania, co przydarzy się Em, Bishopowi, Spingate, Gastonowi, Amramowskiemu i reszcie bohaterów w ostatnim, kończącym trylogię tomie serii.

Alight/Rozpaleni to emocjonująca kontynuacja trylogii Generacje. Jeśli jesteście fanami takich serii jak Więzień Labiryntu lub filmy przygodowe w stylu Tomb Raider są tym, co lubicie, jest to książka dla Was. Znajdziecie tu masę akcji, ciekawe wątki komunikacji między gatunkami i intrygujące tajemnice. Gorąco polecam!

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-14 16:00:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Szklany Tron (tom 3)

Celaena opuszcza Adarlan i wybiera się do Wendlyn. Chaol, który postanowił trzymać dziewczynę z dala od dworu, nie podejrzewał, że to właśnie tam zabójczyni będzie musiała podjąć walkę przeciwko mrocznym mocom i będzie miała szansę odkryć tajemnice. Cealaena wciąż nie zapomniała o śmierci przyjaciółki i pragnie wymierzyć sprawiedliwość temu, kto się do niej przyczynił. W Wendlyn będzie musiała... Celaena opuszcza Adarlan i wybiera się do Wendlyn. Chaol, który postanowił trzymać dziewczynę z dala od dworu, nie podejrzewał, że to właśnie tam zabójczyni będzie musiała podjąć walkę przeciwko mrocznym mocom i będzie miała szansę odkryć tajemnice. Cealaena wciąż nie zapomniała o śmierci przyjaciółki i pragnie wymierzyć sprawiedliwość temu, kto się do niej przyczynił. W Wendlyn będzie musiała stanąć przed sekretami swojej własnej przeszłości, które sprawią, że jej lojalność wobec ludzi, których kocha, może zostać zachwiana. Jaką decyzję podejmie, kiedy stanie oko w oko ze swoim ludem?

Pierwszy tom serii Szklanego tronu zrobił na mnie piorunujące wrażenie, które trwa do teraz. Nadal pamiętam, jak bardzo porwała mnie ta książka, jak zabrała moje życie i zastąpiła je inną rzeczywistością, do której chciałam wrócić. W Koronę w mroku ciężko było mi się wkręcić i chociaż drugi tom również wspominam bardzo dobrze, to nie podbił on mojego serca tak, jak Szklany tron. Jak było tym razem? Czy Dziedzictwo w mroku zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie jak pierwszy tom serii?

Dziedzictwo w mroku jest pełne motywów książkowych, które uwielbiam. Naprawdę, gdyby wrzucić je wszystkie do jednego worka i utworzyć z nich powieść, powstałby trzeci tom Szklanego tronu. Pojawia się tutaj motyw ucieczki, szkolenia mistrza i uczennicy, rebelii oraz nieszczęśliwego zakochania. Dzięki temu, że Sarah J. Maas urozmaiciła powieść kreując nowe wątki, akcja była emocjonująca i nieprzewidywalna.

Wraz z nowymi wątkami pojawia się też duża grupa nowych bohaterów, z których każdy zasługuje na uwagę. Mam ogromną nadzieję, że w kolejnych tomach słuch o nich nie zaginie, ponieważ takie postacie jak Emrys, Luca i (przede wszystkim!) Rowan, nie pozostały mi obojętne. Każdy z nich zdaje się skrywać w sobie niezwykłą, fascynującą historię, którą z chęcią poznam. Szczególnie do gustu przypadł mi książę Rowan, który swoją obecnością wypełnia znaczną część tej książki i towarzyszy Celaenie w zasadzie od początku do samego końca.

O ile w recenzjach poprzednich tomów pisałam, że, wybierając pomiędzy księciem Dorianem a Chaolem, zdecydowanie wybrałabym drugiego z panów, teraz nie jestem już tego taka pewna. Oczywiście Doriana wciąż darzę sympatią, a Chaol jest jednym z moich książkowych mężów, ale kiedy wyobrażałam sobie Celaenę i Chaola razem, coś mi tu nie pasowało. (Ostatnio często mi się to zdarza…) Relacja Rowana z naszą zabójczynią wydawała mi się jednak kompletna i doskonała. I nie jest to (na razie?) relacja na poziomie miłości, ale szczerego braterstwa i przyjaźni, która ogromnie mi się podoba. Rowan i Celaena mają ze sobą tak wiele wspólnego, że wydaje mi się naturalne, że odnaleźli wspólny język.

Jeśli jesteście ciekawi, czy tym razem książka mnie porwała, powiem Wam tak: pierwsze 300 stron czytało mi się dosyć opornie, co mogło być też spowodowane ogólnym brakiem czasu. Kiedy jednak nadszedł mój upragniony czas wolny i mogłam w końcu zasiąść z książką i skupić się na niej całkowicie, doczytanie powieści do końca (ponad 350 stron!) zajęło mi jeden dzień. Kiedy już zaczęłam, nie potrafiłam przestać i był to ten sam rodzaj ‘’transu’’, który towarzyszył mi podczas Szklanego tronu. Do przerwania czytania nie przekonała mnie nawet późna nocna pora, niewyspany umysł i zapowiadające się skutki braku snu kolejnego dnia.

Sarah J. Maas, jako nasza mistrzyni pisania zakończeń, i tym razem nie zawiodła. Mimo że kiedy czytałam końcówkę była już blisko pierwsza nad ranem, to to, co wymyśliła autorka, tak postawiło mnie na nogi, zaskoczyło i sponiewierało, że jeszcze długo nie mogła zasnąć z tych emocji. Sarah J. Maas kolejny raz stworzyła w moim sercu wielkie pobojowisko, które zapewne nie zniknie, dopóki nie sięgnę po kolejny tom.

Dziedzictwo ognia okazało się fantastyczną kontynuacją Szklanego tronu i znacznie lepszą od Korony w mroku. Znajdziecie tu wielu bohaterów, do których będziecie chcieli wrócić i usłyszeć o nich więcej, oraz akcję, która pędzi i nie ogląda się za siebie, a wy spędzicie z tą książką cały dzień nawet tego nie zauważając. Gorąco polecam Wam zarówno całą serię Szklanego tronu, jak i Dziedzictwo ognia, które pokochałam!

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-14 15:47:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Dożywocie (tom 1)

Konrad Romańczuk otrzymuje w spadku Lichotkę – wiekowy dom z gotycką wieżyczką rodem z filmów grozy. Chcąc odciąć się od dotychczasowego życia, wyjeżdża z miasta i wprowadza się do umieszczonej na końcu świata, poza wszelką cywilizacją Lichotki. Bynajmniej nie podejrzewa, że stał się dziedzicem nie tylko upiornego budynku, ale także wszystkich jego mieszkańców: nieustannie kichającego anioła z... Konrad Romańczuk otrzymuje w spadku Lichotkę – wiekowy dom z gotycką wieżyczką rodem z filmów grozy. Chcąc odciąć się od dotychczasowego życia, wyjeżdża z miasta i wprowadza się do umieszczonej na końcu świata, poza wszelką cywilizacją Lichotki. Bynajmniej nie podejrzewa, że stał się dziedzicem nie tylko upiornego budynku, ale także wszystkich jego mieszkańców: nieustannie kichającego anioła z uczuleniem na własne pierze, bulgoczącej ośmiornicy o wyjątkowym zamiłowaniu do robienia faworków oraz seryjnego samobójcy, poety, mistrza tworzenia poematów i całorocznej depresji. Na dodatek Lichotka skrywa też ukryte w łazience utopce oraz charakterną kotkę Zmorę.

Czy nowy spadkobierca całego tego zamieszania będzie potrafił zapanować nad niecodziennymi dożywotnikami? Czy to dożywotnicy zapanują nad Konradem?

Nasłuchałam się o tej książce tak wielu pozytywnych opinii, szczególnie na polskim Booktubie, że od dawna miałam wielką ochotę, żeby sprawdzić, o co tak właściwie chodzi. Wciąż nieczęsto czytam polskie powieści, ale ogrom zachwytów nad nietuzinkowymi bohaterami i wyjątkowym humorem Dożywocia ostatecznie przekonał mnie do sięgnięcia po tę powieść. Jak skończyła się ta przygoda?

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy po przeczytaniu opisu są postacie występujące w książce, których po prostu NIE DA SIĘ ignorować. No proszę Was – czy na sam widok Licha, niewielkiego aniołka chodzącego w bamboszkach, uczulonego na własne pióra i nieustannie towarzyszącego mu kichania nie chce Wam się uśmiechać? Tak urocza i oryginalna postać jest bardzo rzadko spotykana, a tutaj jest tylko jednym z wielu bohaterów, na których trzeba zwrócić uwagę. Jest też przecież Krakers, ośmiornica o ośmiu mackach, znakomity szef kuchni porozumiewający się ze światem za pomocą niezidentyfikowanych bulgotów. U mnie w domu bardzo przydałby się taki Krakers.  

Oczywiście jest też Szczęsny: panicz, który pomimo swojego podwójnego już samobójstwa wciąż w pewien sposób przebywa na tym świecie i swoimi niekończącymi się wierszami urozmaica życie mieszkańców Lichotki. Z nimi wszystkimi musi zmagać się Konrad Romańczuk – pisarz, który przez swój wygląd średniowiecznego krwiożerczego wampira doskonale wpasował się w wystrój Lichotki.

Wyobraźcie sobie, że to Wam na głowę zwala się taka niepowtarzalna ekipa - trzeba przygotować się na moc wrażeń!

 Styl autorki jest niezwykły. Bardzo barwny i zabawny, pomysłowy i kreatywny, z dużym dystansem. Do tej powieści trzeba podchodzić z przymrużeniem oka, bo wiele jej elementów jest wręcz przerysowanych. Marta Kisiel świetnie posługuje się słowami pełnymi dużej dawki komizmu i humoru. W efekcie po prostu NIE DA SIĘ nie śmiać i nie chichotać pod nosem, czytając tę książkę. Przyrzekam – w wielu momentach zaczynałam się szczerzyć i śmiać, niezależnie od tego, czy przebywałam akurat w grupie ludzi, czy byłam sama.

Na razie jest pięknie i ładnie, ale skądś się wzięła moja raczej przeciętna ocena tej książki. Otóż pomimo tych wszystkich aspektów, o których wspomniałam: bohaterów, obok których nie można przejść obojętnie, pióra autorki, które zasługuje na duże brawa, oraz wielkiemu humorowi, który potrafił poprawić mi humor w każdy gorszy dzień, koniec końców nie mogłam wciągnąć się w tą historię stuprocentowo. Książkę czytałam ponad tydzień czasu, co w zasadzie nigdy mi się nie zdarza, a w trakcie sięgałam po inne powieści, bo nie dałabym rady bez przerwy trwać tylko przy Dożywociu. Jego treść po pewnym czasie stawała się dla mnie zwyczajnie męcząca, czytało mi się ją niezwykle topornie. Bywało tak, że po prostu zmuszałam się do tej lektury, chociaż tak bardzo chciałam, aby mi się spodobała.

Niektóre fragmenty niestety były dosyć nudne. Być może jest to też spowodowane tym, że ostatnio bez przerwy jestem zmęczona i brakuje mi snu, ale potrafiłam przy Dożywociu zwyczajnie zasnąć, chociaż do wieczora i nocy było jeszcze daleko...

Czy polecam tę powieść? Raczej tak. Na pewno jest polską książką, która zasługuje na dużą uwagę, a do twórczości Marty Kisiel z chęcią jeszcze kiedyś powrócę. Jednak w Dożywociu brakowało mi czasem wartkiej akcji, która porwałaby mnie na całego. Nawet doskonali bohaterowie, którzy głęboko zapisali się w moim sercu, nie byli w stanie całkowicie zrekompensować ziejących nudą fragmentów książki.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-10 10:01:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze. Ma trzydzieści lat i pracuje w księgowości, chociaż z wykształcenia jest filologiem klasycznym. Jej życie toczy się według ustalonego harmonogramu, a każda czynność jest dokładnie zaplanowana. Eleanor uwielbia zakupy w Tesco i długie wieczory z lampką wina, podczas których jedyną "osobą", do której może się odezwać, jest jej ulubiona roślina doniczkowa... Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze. Ma trzydzieści lat i pracuje w księgowości, chociaż z wykształcenia jest filologiem klasycznym. Jej życie toczy się według ustalonego harmonogramu, a każda czynność jest dokładnie zaplanowana. Eleanor uwielbia zakupy w Tesco i długie wieczory z lampką wina, podczas których jedyną "osobą", do której może się odezwać, jest jej ulubiona roślina doniczkowa Polly. Stwierdzenie, że w pracy jest osobą niezbyt lubianą, byłoby dużym niedopowiedzeniem. Ludzie zwykle uważają ją za wariatkę i zbyt często staje się głównym obiektem żartów. Ku jej zdziwieniu, istnieją jednak osoby, które chcą jej pokazać, że życie może być lepsze, a nie tylko znośne.

Czasem tak bywa, że widząc jakąś książkę, w zasadzie na podstawie samej okładki, możemy stwierdzić, że to będzie coś wielkiego. Jako zapaleni książkoholicy często mamy wrodzony instynkt, który pomaga nam wybrać spośród miliardów powieści na całym świecie. Oczywiście nie da się uniknąć bolesnych rozczarowań, kiedy książka, której wyjątkowości byliśmy tacy pewni, okazuje się totalną pomyłką, ale nic nie cieszy nas bardziej od momentu, kiedy nasze przewidywania okazują się trafne.

Kiedy tylko zobaczyłam okładkę Eleanor Oliphant, od razu miałam przeczucie, że będzie to coś niezwykłego. Jakimś sposobem na podstawie samej oprawy potrafiłam zgadnąć, o czym będzie ta powieść, a nawet jakiego typu bohaterka będzie w niej występowała. Jeszcze przed samym rozpoczęciem czytania miałam co do tej książki pewne oczekiwania, ale to, co zastałam w jej wnętrzu przerosło moje najśmielsze marzenia.

Kim jest Eleanor Oliphant? Jest księgową w biurze, gdzie w zasadzie nikt jej nie lubi. Nie jest obyta w towarzystwie, przez co swoimi wpadkami nieustannie wystawia się na pośmiewisko. Nosi niezniszczalny bezrękawnik, posiłki jada według stałego harmonogramu i co tydzień zalicza obowiązkową rozmowę przez telefon ze swoją matką. I chociaż sama Eleanor utrzymuje, że jej samotność daje jej siłę i pozwala być samowystarczalną, czegoś w jej życiu brakuje.

To, jak doskonale autorka wykreowała tak pozornie typową postać, jaką jest Eleanor, zasługuje na ogromne brawa. Jest ona bohaterką określoną od A do Z, stworzoną z niezwykłą dbałością o szczegóły. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam Eleanor za jej bezpośrednie i nieco niezdarne zachowanie w towarzystwie, ale także to, że jakkolwiek bardzo by się nie myliła, jest gotowa trzymać się swojego zdania i nie da sobie wejść na głowę. W trakcie powieści Eleanor powoli odkrywa, że świat ma jej do zaoferowania znacznie więcej niż samotne wieczory z krzyżówkami, biurową codzienność i cotygodniowe rozmowy z matką.

Jednym z moich ulubionych motywów w książkach jest motyw metamorfozy. Uwielbiam czytać o tym, jak bohaterka zmienia się z brzydkiego kaczątka w piękną kobietę, jednak Eleanor poza przemianą widoczną z zewnątrz, przechodzi też ogromną metamorfozę swojej psychiki. W pewnym momencie okazuje się, że nie jest to tylko humorystyczna, niezobowiązująca książka. Za postacią Eleanor kryje się tajemnicza i przerażająca historia z jej przeszłości, którą odkrywamy razem z naszą bohaterką. Było to coś, czego za nic się nie spodziewałam i co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Powieść ta porusza tematy choroby psychicznej, depresji i samotności, przedstawione w lekki, jednak niepozbawiony wartości sposób.

Powieść ta od samego początku wciągnęła mnie na sto procent. Styl autorki jest jednym z najlepszych, z jakimi spotkałam się w ostatnim czasie - lekko sarkastyczny i humorystyczny, z dużą dawką oryginalności i pomysłu. Książkę czytało mi się niezwykle szybko i z wielką przyjemnością, pomimo tego, że porusza ona dosyć poważne tematy. Połączenie to było więc doskonałe - wartościowa, godna zapamiętania historia przekazana w lekki i niezobowiązujący sposób.

Końcówka książki głęboko mnie wzruszyła. Kolejny raz było ono czymś, czego się kompletnie nie spodziewałam, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To, do czego na końcu dochodzi Eleanor, to, co udaje jej się osiągnąć, a czego my jesteśmy uważnymi obserwatorami, jest po prostu piękne. Przy tej powieści śmiało można uronić kilka łez.

Ta książka przerosła moje oczekiwania - całkowicie niebanalna bohaterka, zmagająca się ze śladami trudnej przeszłości, proces dojrzewania w czasie trwania powieści i w końcu poruszająca, zapadająca w pamięć końcówka. Jestem pewna, że powrócę do historii Eleanor Oliphant jeszcze nieraz, bo jest to opowieść, która pozwala czytelnikowi odczuć miliony emocji - radość, rozbawienie do łez, wzruszenie, niepokój i nadzieję. Gorąco polecam Wam tę książkę - powinna to być obowiązkowa pozycja na Waszej liście książek na lato!

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-05-31 23:26:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Teva jest zwyczajną dziewczyną. Dobrze się uczy, ma chłopaka i przyjaciół. Z zewnątrz wszystko w jej życiu wygląda całkowicie normalnie, jednak tak naprawdę nic takie nie jest. Raz w roku Teva rozdziela się na dwie osoby. Nowa wersja Tevy przejmuje jej życie, chodzi do szkoły i spotyka się ze znajomymi, a stara wersja zostaje uwięziona w domu razem z wszystkimi poprzednimi Tevami. Nie może... Teva jest zwyczajną dziewczyną. Dobrze się uczy, ma chłopaka i przyjaciół. Z zewnątrz wszystko w jej życiu wygląda całkowicie normalnie, jednak tak naprawdę nic takie nie jest. Raz w roku Teva rozdziela się na dwie osoby. Nowa wersja Tevy przejmuje jej życie, chodzi do szkoły i spotyka się ze znajomymi, a stara wersja zostaje uwięziona w domu razem z wszystkimi poprzednimi Tevami. Nie może wyjść na zewnątrz i nieustannie pozostaje w zamknięciu.

W życiu Tev wszystko toczy się naturalną koleją rzeczy, jednak co się stanie, kiedy jedna z dziewczyn w końcu sprzeciwi się panującym zasadom i zechce walczyć o własną wolność? Najnowsza Teva także nie chce dopuścić do kolejnego podziału, jednak czy walka z samą sobą jest możliwa?

Musicie to przyznać – pomysł na fabułę jest oszałamiający. Wręcz nie chce się wierzyć w to, na co wpadła autorka: zwyczajna nastolatka raz w roku tworzy swojego klona, sama stając się więźniem we własnym domu. Sam proces rozdzielania się ciała dziewczyny wprawił mnie w prawdziwe osłupienie i konsternację. Od razu trzeba to przyznać – jakakolwiek by ta książka nie była, autorce należy się ogromny plus za oryginalność. Tym bardziej, że dzisiaj bardzo ciężko jest napisać o czymś, co wcześniej się nie pojawiło. Ja z tematem klonowania spotkałam się pierwszy raz.

Dodatkowo zaskakujący jest kontrast między wyjątkowo zwyczajnym życiem Tevy w szkole, a tym, co kryje się w jej własnym domu. Dziewczyna ukrywa swoją przypadłość przed przyjaciółmi, bojąc się braku zrozumienia, więc za każdego dnia, kiedy opuszcza dom pełen jej własnych młodszych wersji, wkracza do szkolnego życia, które jest dla niej niezwykle potrzebną normalnością, pozwala jej się ono choć na chwilę odciąć od problemów.

W momencie podziału ciała, każda starsza wersja Tevy przestaje się rozwijać i na zawsze pozostaje ośmio-, dziesięcio- lub piętnastolatką. W rzeczywistości wygląda to tak, jakby Teva mieszkała z matką oraz bardzo dużym gronem swoich młodszych sióstr, które są do niej mniej lub bardziej podobne, w zależności od tego, jak bardzo dziewczyna zmieniła się w ciągu roku. Czasami, kiedy Tevie udało się zapomnieć o czekającym ją kolejnym podziale, mogła poczuć się jak przeciętna nastolatka z dużą rodziną.

Kathryn Evans bardzo starała się pokazać nam zarówno codzienną, towarzyską wersję Tevy wśród przyjaciół, jak i tą, która ukrywa swoje sekrety przed światem. Duża część książki była więc poświęcona także jej życiu szkolnemu, kółkom zainteresowań, miłości oraz problemowi wyboru przyszłej ścieżki kariery. Przyznam, że część książki, w której poznajemy codzienność Tevy poza jej domem, trochę mnie nudziła. Nie była ona całkiem zła, a nawet powiedziałabym, że niektóre jej elementy były interesujące, ale to motyw klonowania się Tevy był w tej powieści wątkiem, który najbardziej mnie intrygował, i zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby autorka częściej skupiała się właśnie na nim.

Jeśli miałabym jednym przymiotnikiem określić tę książkę, powiedziałabym, że jest…  przyjemna. Naprawdę dobrze się ją czyta, autorka ma lekki i nieskomplikowany styl. Niektóre fragmenty są bardziej interesujące, inne mniej, ale ogólnie jest to powieść, którą można przeczytać w dwa dni, nie zastanawiając się zbytnio nad fabułą. Może i nie zaserwuje nam ona nie wiadomo jakich zaskoczeń i fajerwerków, ale można spędzić z nią miło i przyjemnie czas.

Od początku książki byłam bardzo ciekawa, czy nastąpi moment, w którym będziemy mogli poznać prawdziwy powód przypadłości Tevy – jak to się dzieje, że dziewczyna raz na czas podwaja swoje własne ciało i osobowość. I tak, na szczęście Teva w końcu dowiaduje się, co sprawiło, że nie jest całkiem normalna, jednak powód jej odmienności wydał mi się trochę… naciągany. Nie chcę zdradzać fabuły tym, którzy jeszcze nie czytali tej powieści, ale jeśli jesteście już po lekturze, to wiecie, jaki powód mam na myśli. Dla mnie był on zbyt nierealny i przez długi czas zastanawiałam się, czy takie coś w ogóle jest możliwe.

Na uwagę zasługują też bohaterowie drugoplanowi, którzy nieraz podobali mi się bardziej, niż nasza główna postać – Teva. O ile kompletnie nie potrafiłam zrozumieć motywów i postępowania matki Tevy, która przez większość czasu irytowała mnie swoim tchórzostwem i uciekaniem od problemu, to inny bohater bardzo mocno wpisał się w moje serce. Jest nim Tommo, znany także jako Tom, który był chłopakiem z dość niefrasobliwą powierzchownością oraz drugim, głębszym dnem. Tommo potrafił rozbawić mnie równie mocno jak Tevę, sypiąc żartami i zachowując się 24 godziny na dobę jak wyrośnięty dzieciak. Szczerze mówiąc, w niektórych momentach Tommo przypominał mi jedną z moich ulubionych postaci kreskówkowych - Johny'ego Bravo ;) Chociaż naprawdę polubiłam tę jego pozę dobrego chłopaka, to ma on też mroczniejszą przeszłość, która sprawia, że jego postać jest jeszcze ciekawsza. Naprawdę chciałabym dowiedzieć się więcej o tym bohaterze.

Eva, Teva i więcej Tev to książka z wyjątkowo oryginalnym pomysłem na fabułę, z którym nie spotkałam się nigdy wcześniej. Wyobraźnia autorki zasługuje na ogromne oklaski. Sama powieść, chociaż posiada momenty lepsze i gorsze, ogółem jest całkiem ciekawą i przyjemną historią, która może w żaden sposób nie zmieni Waszego życia, ale pomoże Wam się zrelaksować i oderwać się od rzeczywistości.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-05-28 20:10:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-05-28 20:09:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Szklany Tron (tom 2)

Celaena, jako nowa Królewska Obrończyni, zamieszkała w Szklanym Pałacu wraz z osobami, na które może liczyć. Wiedzie wygodne życie, ma ludzi, którzy jej usługują, a za każde dobrze wykonane zadanie zostaje sowicie nagrodzona przez króla. Tak wygląda jej służba i jednocześnie droga ku wolności…

Do jej obowiązków należy jednak także bezszelestne wkradanie się na dwory i posesje oraz odbieranie...
Celaena, jako nowa Królewska Obrończyni, zamieszkała w Szklanym Pałacu wraz z osobami, na które może liczyć. Wiedzie wygodne życie, ma ludzi, którzy jej usługują, a za każde dobrze wykonane zadanie zostaje sowicie nagrodzona przez króla. Tak wygląda jej służba i jednocześnie droga ku wolności…

Do jej obowiązków należy jednak także bezszelestne wkradanie się na dwory i posesje oraz odbieranie życia tym, którzy czymś podpadli królowi lub stanowią dla niego zagrożenie. Dziewczyna musi bez żadnego sprzeciwu wypełniać polecenia władcy, bez względu na to, kogo dotyczyłaby jej misja. Jednym z jej celów okazuje się Archer Finn – dawny znajomy Celaeny z Twierdzy Zabójców, oskarżony o zdradę i udział w spisku. Czy zabójczyni będzie potrafiła spojrzeć w znajomą twarz i bezlitośnie wycisnąć z niej życie? Na dodatek, Oko Eleny, które Celaena nosi na piersi, coraz częściej ożywa i daje dziewczynie sygnały, rozbłyskając, co nie może oznaczać nic dobrego…

Po lekturze Szklanego tronu byłam całkowicie pochłonięta fantastycznym światem, jaki znalazłam w tej książce. Zakochałam się w klimacie i magii tej powieści, która nie dawała mi spokoju jeszcze długo po przeczytaniu ostatniego słowa. Nie mogłam więc długo czekać i jak najprędzej musiałam zdobyć kolejne tomy serii, która tak bardzo zapisała się w moim sercu. Czy nie miałam jednak zbyt dużych oczekiwań? Czy drugi tom dorównał poziomem pierwszemu?

Korona w mroku pozwala nam poznać naszą bohaterkę, Celaenę Sardothien, z zupełnie innej strony. Coraz częściej przeistacza się ona w bezwzględną i śmiercionośną maszynę do zabijania, gotową zniszczyć wszystko, co stanie jej na drodze do osiągnięcia celu. Jej wściekłość, która całkowicie przejmuje kontrolę nad jej umysłem, jest zdolna zetrzeć na proch wszystkie przeszkody. Może dziwnie to mówić, ale dobrze było widzieć Celaenę w tym wydaniu. Chociaż równie wielką sympatią darzę jej codzienną nieco arogancką i zuchwałą wersję, to patrzenie na nią, kiedy stawała się groźną bestią, dostarczało wielu emocji – szczególnie strachu i niepokoju, ale także podziwu.

Co się tyczy naszej głównej bohaterki, zauważyłam też, że w drugim tomie Szklanego tronu była ona mistrzynią w podejmowaniu impulsywnych i bezmyślnych decyzji, które zawsze były brzemienne w skutkach. Celaena raz po raz robiła głupie błędy, które potem sama musiała naprawiać, jednak nie tylko ona cierpiała wskutek tych pomyłek. Niestety, Korona w mroku jest nieznośnym łamaczem serc, jeśli chodzi o bohaterów, którzy nie pojawią się już na kartach tej serii. Musieliśmy pożegnać się z pewną znaczącą postacią, za co miałam ochotę udusić Sarah J. Maas, ale jednocześnie gdzieś w mojej głowie zrodziła się myśl, że może plan autorki ma jakieś głębsze dno i uśmiercenie pewnych bohaterów ma jakiś większy cel.

Teraz słowo o samej akcji książki. Zawsze w trakcie lektury prowadzę zapiski, dzięki którym w czasie pisania recenzji nie zapominam o żadnym elemencie, o którym chciałam wspomnieć. Tym razem wszystkie moje notatki odnoszące się do tempa i akcji powieści były sprzeczne. Dlaczego? Otóż po dosyć spokojnym i stonowanym początku nagle następuje totalny zwrot, po którym chce się tylko czytać, czytać i jeszcze raz czytać! Kiedy jednak maksymalnie podekscytowani przechodzimy przez kolejne strony, czeka nas niespodziewany przestój, który zieje nudą, a oczy same się zamykają… Następnie akcja kolejny raz przyśpiesza, a potem zwalnia i tak w koło Macieju. Przez to, że ta powieść wydawała mi się taka nierówna i porwana, bardzo męczyłam się jej lekturą, ciężko brnęło mi się przez kolejne strony, jednocześnie starając się nie zasnąć…

Byłam tym trochę rozczarowana, bo spodziewałam się, że książka porwie mnie tak samo jak pierwszy tom. Nie potrafię nawet podać szczególnego powodu, który sprawił, że w niektórych momentach nudziłam się jak mops - po prostu nie potrafiłam wciągnąć się w lekturę.

Nie oznacza to jednak, że Korona w mroku mi się nie podobała – o nie! Jest w niej dużo zaskoczeń, a jeśli już trafił się ten fragment, który zdołał wystarczająco mnie zainteresować, mogłam nie jeść, nie pić, nie oddychać, byle tylko go skończyć! Nie od dziś wiadomo też, że Sarah J. Maas jest mistrzynią pisania zakończeń, które wbijają w fotel i człowiek czuje się po nich jak zmielona i przeżuta kulka dezorientacji i szoku. Tak też było i tym razem – jakkolwiek porwana i nierówna byłaby akcja Korony w mroku, końcówka wciąż była fenomenalna i zapierająca dech w piersiach.  Po jej przeczytaniu dosłownie grzechem byłoby nie sięgnąć po kolejne tomy.

Muszę wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, której mi tu brakowało. Nie chcę tutaj spojlerować, więc celowo nie użyję imienia bohatera, ale jeśli ktoś jest już po lekturze drugiego tomu serii, ten wie, o kogo chodzi – za każdym razem, kiedy dochodziło w końcu do zbliżenia Celeany z Panem X, autorka nagle przerywała akcję i przechodziła do perspektywy innego bohatera lub zaczynała opowieść w innym momencie.  Brakowało mi tutaj tak szczegółowych opisów, jakie mogliśmy przeczytać choćby w Dworze cierni i róż… Wiem, że seria Szklanego tronu powstała dużo wcześniej i pewnie w tym czasie styl autorki się zmienił, ale mam nadzieję, że w kolejnych tomach Maas zaserwuje nam więcej pikantnych szczegółów.

Ostatnia sprawa, to to, co uwielbiałam w Szklanym tronie i to, co uwielbiam równie mocno w Koronie w mroku – dialogi pomiędzy Celaeną i Chaolem lub Dorianem (chociaż głównie Chaolem). Mam tu na myśli słowne potyczki i przekomarzania bohaterów, przez które uśmiech sam cisnął mi się na usta. Uwielbiam zuchwałość i butność Celaeny, która wychodzi na światło dzienne właśnie w takich momentach. Jest to zdecydowanie moja ulubiona część dialogów w książce.

Pomimo tego, że akcja Korony w mroku nie porwała mnie tak, jak bym sobie tego życzyła, i przez pewną część książki walczyłam z sennością, starając się utrzymać obudzony umysł i skupić się na treści, nie wyobrażam sobie, abym mogła zakończyć przygodę z tą serią po drugim tomie. Mam ogromne szczęście, bo Dziedzictwo ognia czeka już na mojej półce, więc z radością będę mogła poznać dalsze losy Celaeny, Chaola i Doriana. Gorąco polecam Wam zarówno całą serię Szklanego tronu, jak i samą Koronę w mroku!

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
217 70 275
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd