Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Dominika Jachimowska 
booksofsouls.blogspot.com
18 lat, kobieta, Knurów, status: Czytelniczka, dodała: 3 cytaty, ostatnio widziana 13 godzin temu
Teraz czytam
  • They Both Die at the End
    They Both Die at the End
    Autor:
    On September 5, a little after midnight, Death-Cast calls Mateo Torrez and Rufus Emeterio to give them some bad news: they’re going to die today. Mateo and Rufus are total strangers, but, for d...
    czytelników: 126 | opinie: 0 | ocena: 7,88 (16 głosów)
  • Twilight
    Twilight
    Autor:
    Isabella Swan's move to Forks, a small, perpetually rainy town in Washington, could have been the most boring move she ever made. But once she meets the mysterious and alluring Edward Cullen,...
    czytelników: 748 | opinie: 47 | ocena: 6,52 (469 głosów)
  • Wichrowe Wzgórza
    Wichrowe Wzgórza
    Autor:
    Akcja „Wichrowych Wzgórz” rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX w. Earnshaw, właściciel majątku Wuthering Heights (tytułowe Wichrowe Wzgórza), przywozi do domu bezdomnego, cygańskiego chłopca, którego...
    czytelników: 29634 | opinie: 1154 | ocena: 7,59 (14742 głosy) | inne wydania: 44
  • Wieża świtu
    Wieża świtu
    Autor:
    Kontynuacja bestsellerowej serii "Szklany tron", która zdobyła miliony czytelników na całym świecie, a autorka, Sarah J. Maas, stała się ulubienicą czytelników i recenzentów. Oszałamiający...
    czytelników: 1174 | opinie: 14 | ocena: 8,29 (58 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-21 16:03:38
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Szklany Tron (tom 5.5)
 
2018-04-21 15:57:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
 
2018-04-15 23:13:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, SPRZEDAM!
 
2018-04-10 22:34:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie

Carla Reid prowadzi szczęśliwe życie na farmie, gdzie od wielu lat mieszka ze swoim mężem Kevinem. Ich syn Jack niedawno przeniósł się do miasta, lecz – zgodnie z obietnicą – wkrótce ma wrócić, aby zająć się gospodarstwem. Kiedy pewnego wieczora Jack przyjeżdża do rodziców, aby złożyć im życzenia z okazji rocznicy ślubu, informuje ich o tym, że ma inne plany na przyszłość. Rozgoryczona Carla... Carla Reid prowadzi szczęśliwe życie na farmie, gdzie od wielu lat mieszka ze swoim mężem Kevinem. Ich syn Jack niedawno przeniósł się do miasta, lecz – zgodnie z obietnicą – wkrótce ma wrócić, aby zająć się gospodarstwem. Kiedy pewnego wieczora Jack przyjeżdża do rodziców, aby złożyć im życzenia z okazji rocznicy ślubu, informuje ich o tym, że ma inne plany na przyszłość. Rozgoryczona Carla kieruje do syna kilka gorzkich słów, których już nigdy, w obliczu tragedii mającej się wydarzyć, nie będzie potrafiła pozbyć się z pamięci.

Ben Toroa to nastoletni chłopak, buntownik, który w jednym momencie odebrał Carli wszystko, co miała. Już zawsze będzie musiał ponosić konsekwencje swojego czynu, którego dokonał tego pamiętnego wieczora. Teraz zarówno Ben, jak i Carla, będą musieli stawić czoła nowej rzeczywistości. Chłopak trafia do więzienia, a kobieta próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Nie podejrzewają jednak, że ich ścieżki jeszcze kiedyś się ze sobą skrzyżują, i to w najmniej oczekiwanym momencie.

Choć zwykle tego nie robię, przed przeczytaniem powieści Fiony Sussman przeczytałam kilka recenzji znalezionych na Internecie, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o książce, którą zamierzałam czytać. Te opinie, choć ostatecznie zachęciły mnie do sięgnięcia po Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy, okazały się w rzeczywistości mieć niewiele wspólnego z faktyczną fabułą książki. Po przeczytaniu tych recenzji spodziewałam się bowiem lektury, w której brutalność i surowość nie będą ukryte pod miłymi słówkami, a której realizm nie raz napełni mnie odrazą. Może dziwnie to zabrzmi, ale od zawsze lepiej trafiały do mnie książki, w których nie owija się w bawełnę, i w których prosto z mostu, czasem nawet w sposób przesadnie obrazowy, przekazuje się czytelnikowi to, co autor miał na myśli. Miałam więc nadzieję na powieść pełną skrajnych emocji i zapewniającą moc wrażeń… jednak okazała się ona totalnie wyprana z uczuć – przynajmniej do pewnego czasu.

Trzy czwarte książki nie wzbudziło bowiem we mnie praktycznie żadnych emocji. Nie wiem, gdzie inni czytelnicy widzieli te odrażająco mocne obrazy i cierpienie płynące z kart powieści, bo ja nie zauważyłam tam nic takiego. Książkę określa się mianem thrillera lub też, może bardziej trafnie, kryminału, jednak cechą charakterystyczną obu tych gatunków jest wpływanie na emocje czytającego! Ja nie czułam kompletnie nic i sprawiło to, że większa część książki mi się dłużyła.

W powieści Fiony Sussman pojawił się motyw, który uwielbiam, czyli więzienie. Wiecie, chyba każdy ma kilka takich motywów książkowych, które, gdy już się pojawiają, sprawiają, że czytana książka staje się z miejsca lepsza. Tym razem nie było inaczej, a gdy tylko jeden z głównych bohaterów, wspomniany już Ben, trafił do więzienia, moje zainteresowanie książką automatycznie wzrosło. Ku mojej radości, po 250 stronach wprawdzie nienajgorszej, ale nieporuszającej w żaden sposób historii, nagle zaczęło się dziać. I to zaczęło się dziać naprawdę dobrze. Nigdy nie pomyślałabym, że pozornie nieszczególnie oryginalna opowieść o zbrodni może podążyć w takim kierunku. Nie spodziewałam się, że losy Carli i Bena połączą się w taki sposób, w jaki się złączyły, i nigdy nie podejrzewałabym, że historia o brutalnym morderstwie będzie potrafiła mnie... wzruszyć. A jednak!

Z tyłu okładki książki znajduje się opis: Gorzka opowieść o zbrodni, karze i przebaczeniu. Kluczowy w tym stwierdzeniu jest ostatni element, czyli przebaczenie. Powieść zmierza bowiem w całkiem innym kierunku, niż zdecydowana większość kryminałów, i nie skupia się tylko na popełnionym przestępstwie i odbywanej w związku z nim karze, ale także na tym, jakie uczucia wiąże z mordercą osoba poszkodowana, i czy – po wielu latach – będzie gotowa mu przebaczyć. Wyjątkowym w książce Fiony Sussman jest to, że ukazuje ona przebieg całej historii nie tylko z punku widzenia Carli, czyli ofiary, lecz także z perspektywy Bena. Okazuje się, że, jak to zwykle bywa, nic nie jest całkiem czarne albo całkiem białe, a za maską arogancji, agresji i braku pokory Bena kryje się znacznie więcej, niż można by podejrzewać, a jego czyny mogą być skutkiem zostawiających ślad na psychice zdarzeń z jego dzieciństwa.

Ostatnio coraz częściej zdarza mi się mieć całkowicie różne zdanie od większości osób czytających daną książkę – w przypadku Ostatniego razy, gdy rozmawialiśmy właśnie tak było, jednak nie sprawiło to, że powieść Fiony Sussman była lepsza lub też gorsza, niż myślałam – różniła się po prostu od moich wyobrażeń. Koniec końców była to lektura wyróżniająca się na tle innych kryminałów, co samo w sobie jest ogromną zaletą. Choć pierwsza część książki nie wzbudziła we mnie żadnych większych emocji, zakończenie w pełni zrekompensowało mi te braki. Jeśli szukacie zaskakującej powieści, w której szczególną rolę odgrywają przebaczenie, zbrodnia i kara, Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy jest lekturą dla Was.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-04-06 20:36:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-04-03 10:16:35
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-04-03 10:15:22
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2018-04-02 15:31:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-03-31 17:17:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Saga księżycowa (tom 1)
 
2018-03-29 00:10:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie

Sydney jednego dnia ma wszystko: perfekcyjne życie z bogatym mężem, luksusowy dom, o którym inni mogą tylko pomarzyć, oraz dwie córki, które z powodzeniem prowadzą karierę w świecie mody.
Kolejnego dnia cały świat Sydney wali się, a wszystko co znała, zostaje jej zabrane – mąż kobiety ginie w wypadku samochodowym, a i nie pozostawia żonie żadnej części majątku. Bez środków do życia, Sydney...
Sydney jednego dnia ma wszystko: perfekcyjne życie z bogatym mężem, luksusowy dom, o którym inni mogą tylko pomarzyć, oraz dwie córki, które z powodzeniem prowadzą karierę w świecie mody.
Kolejnego dnia cały świat Sydney wali się, a wszystko co znała, zostaje jej zabrane – mąż kobiety ginie w wypadku samochodowym, a i nie pozostawia żonie żadnej części majątku. Bez środków do życia, Sydney musi wrócić do pracy, którą porzuciła wychodząc za mąż – dostaje posadę projektantki w firmie produkującej tanie ubrania. W świecie, którym rządzi pieniądz, trudna sytuacja Sydney może zostać wykorzystana w bezlitosny sposób przez osobę, która wydawała się godna zaufania. Skąd więc wiedzieć, komu zaufać?

Co może być Waszą pierwszą myślą? Tak, zwykle nie czytam tego typu książek, a literatura obyczajowa w żaden sposób nie pasuje do mojego gustu czytelniczego, chociaż – jak wszędzie – i tutaj znajdą się wyjątki od tej reguły. Istnieje bowiem kilka powieści tego gatunku, które zapisały się w moim sercu, i sięgając po raz pierwszy po twórczość Danielle Steel, miałam nadzieję, że jej książka dołączy do ich grona. Nawet ja, osoba generalnie niezainteresowana obyczajówkami, widziałam nazwisko tej autorki przewijające się wielokrotnie na okładkach książek i kojarzyła mi się ona z pisarką, której książki co dzień pochłaniają miliony kobiet na całym świecie. Mnie Nie wszystko stracone skusiła głównie pojawiającym się w powieści motywem modelingu…. Czy było warto?

Sydney Wells stanowi przykład bohaterki, której życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni w jednej chwili i z zamożnej, żyjącej w dostatku kobiety zmienia się ona we wdowę nie mającą grosza przy duszy. Powodem jej znalezienia się w tak kiepskiej sytuacji, jest to, że jej mąż, Andrew, przed tragiczną śmiercią nie zdążył zmienić zapisu w testamencie, który uwzględniałby odziedziczenie majątku przez Sydney, a jedyne rozporządzenie co do przeznaczenia jego fortuny po śmierci pochodziło sprzed 16 lat i określało jako spadkobierczynie… córki Andrew z pierwszego związku. Aby dopełnić żałosnego położenia Sydney, jej pasierbice można w skórcie określić słowami: chciwe żmije, które z uśmiechem na ustach są gotowe wycisnąć z kobiety ostatnie pieniądze, które jeszcze jej pozostały. Do tego początek jej życia bez męża nie wygląda kolorowo, ponieważ spotyka na swojej drodze osoby, które raz za razem rzucają jej kłody pod nogi – czy to dwulicowego szefa, wykorzystującego jej naiwność i brak obycia, czy to dawną koleżankę, która wciąż rozpowiada plotki o życiu Sydney i przynosi jej same złe wieści.

Nie wszystko stracone wydała mi się powieścią bardzo „suchą” i pozbawioną emocji. Wszystkie przeżycia osobiste bohaterów, ich rozterki, zmartwienia i smutki, jak również ważne wydarzenia w ich życiu, którym normalnie poświęcono by kilka stron książki, tutaj zostały podsumowane jednym – góra dwoma – zdaniami. Autorka z tak istotnych spraw, jak zakochanie lub smutek po utracie zrobiła nic nie znaczące wydarzenia, które opisywane są zaledwie kilkoma słowami, po czym słuch o nich zanika. Sprawiało to, że historia Sydney była bardzo płaska i w zasadzie nie wywoływała żadnych emocji. Czytałam ją, właściwie niewiele o niej myśląc, a tragedia Sydney wpadała mi jednym uchem, a drugim wypadała.

Jednak rzeczą, która w tej powieści irytowała mnie najbardziej, był – o dziwo - styl pisania autorki. Danielle Steel wielokrotnie powtarza te same zdania, wciąż przypominając czytelnikowi o jakimś zdarzeniu, nawet wtedy, gdy akcja potoczy się już dalej. Gdy po raz trzydziesty czyta się o tym, dlaczego Sydney straciła majątek, a potem to wyjaśnienie pojawia się jeszcze kilka razy, normalnie krew człowieka zalewa. Poważnie, jestem pewna, że WSZYSCY czytelnicy zrozumieli sytuację już za pierwszym razem, a jeśli nawet nie, to po jednym powtórzeniu wszystko było już dla nich całkowicie jasne i NAPRAWDĘ nie trzeba wracać do jednej sprawy 83736729 razy. Ciężko jest mi się nie zastanawiać, czy kobiety (bo zakładam, że są to kobiety są głównymi odbiorcami twórczości Steel), które na co dzień czytają powieści Danielle Steel, nie czują się traktowane jak mało rozumne istoty, którym trzeba powtarzać coś raz za razem, aby dotarło… Dla mnie było to trudne do zniesienia.

Żeby nie było aż tak tragicznie, historia Sydney sama w sobie jest ciekawa, a motyw modelingu, na który tak liczyłam, może nie był wybitny i nie dostarczył mi wielu nowych informacji o świecie mody, ale był wiodącym elementem tej książki i motywował mnie, aby nie przerwać lektury w połowie. Myślę, że to jedna z takich sytuacji, gdy autor ma bardzo dobry zamysł na fabułę, a jedynym, czego brakuje, jest równie dobre wykonanie. Jak dla mnie, styl pisania Danielle Steel zniszczył potencjał tej książki w taki sposób, że czytanie jej miejscami przyprawiało mnie o nerwicę.

Choć bardzo bym chciała, nie mogę z czystym sumieniem polecić Wam Nie wszystko stracone, której premiera zbliża się wielkimi krokami. Tej powieści zwyczajnie zabrakło dobrego wykonania (a może to ja nie dojrzałam w piórze Danielle Steel tego, co widzą tysiące czytelniczek). Jeśli jesteście doświadczeni w czytaniu literatury obyczajowej, być może Wasze wrażenia odnośnie tej książki będą inne, niż moje, ale jeśli nie jest to Wasz gatunek, a chcecie tylko zrobić do niego podejście, aby przekonać się, czy przypadnie Wam do gustu, polecam obrać na cel inną lekturę.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-25 22:34:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Recenzenckie

Trzynastoletnia Nina zostaje zaproszona na tajemnicze wakacje w klasztorze, znajdującym się w niewielkiej nadmorskiej wiosce Markoty. Na miejscu odkrywa, że oprócz niej anioły zaprosiły jeszcze kilkanaścioro dzieci, jednak żadne z nich nie wie, dlaczego zostało wybrane. Nina jest przecież zwyczajną dziewczyną, nie wyróżnia się niczym, co mogłoby przyciągnąć uwagę wysłanników niebios.
Już...
Trzynastoletnia Nina zostaje zaproszona na tajemnicze wakacje w klasztorze, znajdującym się w niewielkiej nadmorskiej wiosce Markoty. Na miejscu odkrywa, że oprócz niej anioły zaprosiły jeszcze kilkanaścioro dzieci, jednak żadne z nich nie wie, dlaczego zostało wybrane. Nina jest przecież zwyczajną dziewczyną, nie wyróżnia się niczym, co mogłoby przyciągnąć uwagę wysłanników niebios.
Już pierwszego dnia pobytu w Markotach Nina jest świadkiem niepokojących zdarzeń, a z każdym dniem na światło dzienne wychodzi coraz więcej tajemnic, które dziewczyna stara się rozwikłać. Być może zaproszenie dzieci do klasztoru nie było przypadkowe… A może anioły nie są tym, za kogo się podają…

Przyznaję się bez bicia – do przeczytania tej książki przekonała mnie okładka. Cała seria Anny Kańtoch, której trzeci tom ma premierę już niedługo, tak bardzo kusi swoim wyglądem, że po prostu nie mogłam się powstrzymać. Oczywiście opis fabuły również mnie zainteresował, gdyż w przeciwnym razie raczej nie zdecydowałabym się na przeczytanie Tajemnicy Diabelskiego Kręgu. Jednak to połączenie pięknej oprawy i intrygującego opisu ostatecznie mnie do niej przekonało i… Czy było warto? Tego dowiecie się po przeczytaniu kilku poniższych akapitów.

Zacznijmy od plusów:
Powieść posiada wyjątkowy klimat, który wbrew pozorom nie jest tak często spotykany w książkach. Nawet niewiele kryminałów, jakie czytałam, rozsiewało wokół siebie taką atmosferę tajemniczości i niepokoju, jak Tajemnica Diabelskiego Kręgu. Podczas czytania moja wyobraźnia działała na najwyższych obrotach i przenosząc się do mrocznego, pełnego tajemnic i niedopowiedzeń klasztoru, miałam wrażenie, że sama jestem w nim razem z bohaterami. Ten klimat był w pewien sposób nęcący i sprawiał, że przerywając czytanie wciąż czułam przyciąganie lektury, która wręcz wołała mnie, abym do niej wróciła. Dochodzi do tego fakt, że akcja książki toczy się w powojennej Polsce i w powietrzu da się wyczuć ten specyficzny klimat PRL-u – ciężko jest mi to opisać, ale uwierzcie mi, wszystko to razem tworzy magiczną atmosferę.

Na każdej stronie książki natykałam się na kolejne zagadkowe elementy układanki czekającej na rozwiązanie. Fantastyczne jest to, że jako czytelnik byłam nie tylko obserwatorem prowadzonego przez Ninę śledztwa, ale również mogłam brać w nim udział. Mimo że zagadki i tajemnice to całkowicie mój świat, jak już kiedyś wspominałam, Sherlock Holmes byłby ze mnie kiepski. Lecz sam fakt, że miałam szansę być zaangażowana w akcję książki, zasługuje na dużą pochwałę. Osoby z nieco większą spostrzegawczością i wyobraźnią niż moja będą mogły zabawić się w detektywa ;)

Z zaskoczeniem odkryłam również, jak bardzo przypasował mi styl pisania autorki. Anna Kańtoch nie tworzy słowami zawiłych obrazów, nie upiększa i nie stosuje miliona metafor, epitetów i innych środków stylistycznych, ale jej pióro jest proste, zgrabne i przypomina mi książki, jakie czytałam będąc w podstawówce. Można powiedzieć, że był to styl pisania typowy dla literatury przygodowej, w której nie służy on podkoloryzowaniu rzeczywistości, lecz rzeczowemu przedstawieniu toczących się wydarzeń. Generalnie preferuję większą fantazję i zabawę słowem w pisaniu, ale, o dziwo, Anna Kańtoch zdołała mnie do siebie przekonać.

Teraz przychodzi pora na wady:
Nie da się ukryć, że powieść wydaje się być przeznaczona dla czytelników z grupy wiekowej 12-15 lat i choć w dużej części książki nie odnajdziemy typowych dla literatury dziecięcej elementów, to w niektórych momentach były one doskonale widoczne – i niestety, niesamowicie działały mi na nerwy. Głównie mam tu na myśli przechwałki i odzywki pewnych bohaterów, które pojawiają się wielokrotnie – coś w stylu „ach, patrzcie, jaki jestem silny” rzuconego w najmniej odpowiednim momencie. W porządku, rozumiem, że dzieciom zdarza się wypalić z takim irytującym tekstem, ale powtarzanie go przy prawie każdej okazji sprawia, że można dostać nerwicy.

Przez całą lekturę starałam się podchodzić z przymrużeniem oka do poruszanych kwestii religijnych, na podstawie których autorka stworzyła zarys fabuły książki – historia rozpoczyna się niespodziewanym przybyciem aniołów na Ziemię, które jest przez ludzi postrzegane jako znak od Boga i od tej chwili traktują oni przybyszy jak boskie istoty, którym należy się podporządkować. Wszystko miałoby jeszcze może jakiś sens, gdyby postacie aniołów nie były tak rozczarowująco żałosne. W trakcie książki na jaw wychodzą pewne tajemnice dotyczące skrzydlatych, które zmieniają ich obraz w oczach ludzi, jednak ja byłam naprawdę zawiedziona ich bezużytecznością. Można by pomyśleć, że takie fantastyczne istoty powinny być mocnym punktem tej powieści, jednak okazały się jednym z najsłabszych. Cholera, no, każdy, kto kupiłby sobie sztuczne skrzydła i założył białą suknię, byłby bardziej anielski, niż oni.

Myślę, że Tajemnica Diabelskiego Kręgu byłaby dobrą książką dla młodszej młodzieży ze zbyt wybujałą wyobraźnią. Niektóre elementy tej książki wydawały mi się bowiem aż nazbyt wydumane i owiane niepotrzebną aurą podniosłości. Może jestem już na to za stara, a może nigdy nie byłam dzieckiem zdolnym do snucia daleko płynących fantazji, ale teraz sprawiały one jedynie, że miałam ochotę parsknąć śmiechem, myśląc o ich absurdalności.

Jak widzicie, nie brakuje zarówno plusów, jak i minusów książki Anny Kańtoch. Czy w takim razie mogę Wam ja polecić? Tak, ponieważ jakby nie było, jest to historia oryginalna, z którą nie spotkałam się nigdy wcześniej, no i w większości jej czytanie sprawiło mi naprawdę dużą przyjemność, mimo że wykraczam już poza zakres wiekowy docelowej grupy odbiorców tej powieści. Z chęcią sięgnę także po drugi tom serii, Tajemnicę nawiedzonego lasu, ponieważ mam dziwne przeczucie i nadzieję, że zdoła on przekonać mnie ostatecznie do twórczości Anny Kańtoch i będzie jeszcze lepszy niż pierwszy.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-23 20:38:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: To skomplikowane (tom 1)

Kiedy Julie Seagle przeprowadza się do Bostonu, żeby rozpocząć studia na uniwersytecie, jej wymarzone mieszkanie okazuje się w rzeczywistości być małą restauracyjką serwującą buritto. Z braku lepszego rozwiązania, dziewczyna tymczasowo przenosi się do domu dawnej przyjaciółki swojej matki, która przyjmuje ją z otwartymi ramionami.

W domu Watkinsów na pozór wszystko wydaje się normalne…...
Kiedy Julie Seagle przeprowadza się do Bostonu, żeby rozpocząć studia na uniwersytecie, jej wymarzone mieszkanie okazuje się w rzeczywistości być małą restauracyjką serwującą buritto. Z braku lepszego rozwiązania, dziewczyna tymczasowo przenosi się do domu dawnej przyjaciółki swojej matki, która przyjmuje ją z otwartymi ramionami.

W domu Watkinsów na pozór wszystko wydaje się normalne… chociaż gdyby się zastanowić, wiele rzeczy odbiega od normy. Erin i Roger rzadko bywają w domu, spędzając w pracy długie godziny; ich syn Matt jest piekielnie inteligentnym studentem matematyki i Julie bardzo go polubiła, ale wygląda na to, że chłopak z jakiegoś powodu zrezygnował z własnego życia towarzyskiego. Jest jeszcze Celeste, nietuzinkowa trzynastolatka, której sposób wypowiadania się odpowiada ludziom z epoki wiktoriańskiej i która odstaje od swoich rówieśników jak tylko się da. Do tego wszędzie zabiera ze sobą kartonową podobiznę swojego drugiego brata, Finna, który jest nieosiągalny, a porozmawiać z nim można tylko na czacie.

Julie szybko dowiaduje się, że rodzina Watkinsów skrywa wiele tajemnic. Nie spodziewa się, że stanie się dla nich kimś tak ważnym i że wszystko będzie aż tak skomplikowane.

Są takie książki, które potrzebują trochę czasu, żeby przekonać do siebie czytającego. Gdzieś po drodze akcja zaczyna się rozkręcać, a my stopniowo zatapiamy się w lekturze bardziej i bardziej. Ale są także książki, w które wpada się jak w przepaść już od samego początku i aż do końca nie można się z niej wydostać – To skomplikowane. Julie jest jedną z takich powieści. Tym bardziej żałuję, że przetrzymywałam ją na swojej półce od tak dawna i dopiero po prawie dwóch latach od dnia, kiedy do mnie trafiła, zdecydowałam się ją przeczytać. Ale lepiej późno niż wcale, prawda? ;)

Pierwszym, co wpada w oko w książce Jessiki Park, jest wyjątkowy humor. Wiecie, mam dosyć specyficzne poczucie humoru i niektóre powieści, które mają być zabawne, dla mnie są zwyczajnie żenujące. Ale w To skomplikowane nie znajdziemy prostackich żartów na poziomie szkoły podstawowej, lecz inteligentny, trafiony w punkt humor, który przemawia do mnie całkowicie. Wydaje się bardzo trudnym wpisać się w gust czytelników humorem, ponieważ każdego bawi co innego, jednak autorka podołała temu zadaniu w stu procentach i wydaje mi się, że każdy, nawet największy ponurak świata nie mógłby powstrzymać się przed uśmiechem podczas czytania.

Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jest to jedna z tych młodzieżówek, w których życie miłosne bohaterki będzie w zasadzie nieustannie tkwić na tapecie, to prawda wygląda nieco inaczej. Faktycznie, nie da się wykluczyć istnienia wątku romantycznego, ale nie gra on tutaj głównej roli (chociaż jest fantastyczny!). Towarzyszą mu raz za razem pojawiające się tajemnice rodziny Watkinsów, które Julie stara się odkryć, oraz –co ważniejsze – wątek psychologiczny, którego pewnie nikt by się nie spodziewał. Otóż wspomniana wcześniej Celeste, która po pewnym czasie staje się dla Julie kimś w rodzaju młodszej siostry, ma problem, z którym nie może sobie poradzić. Problem, który wpływa na jej codzienność, jej brak przyjaciół i zdaje się oddziaływać na życie całej rodziny. Ma on związek z wydarzeniami z przeszłości, które stanowią pilnie strzeżony sekret Watkinsów. Ten wątek oraz mnóstwo zagadkowych elementów były szalenie ciekawe i sprawiały, że książkę chciało się czytać i czytać, bez żadnej przerwy. Dodatkowym plusem jest to, że czytelnik sam może brać udział w „śledztwie” i próbować poskładać w całość rozsypane kawałki układanki, aby dowiedzieć się, co miało tak ogromny wpływ na tożsamość rodziny.

Co jeszcze mnie urzekło? Doskonale wykreowani bohaterowie, stworzeni z dbałością o szczegóły, tak że trudno myśleć o nich w kategoriach postaci książkowych – wydają się oni realnymi osobami, nie tylko tymi na papierze. Każdy z nich jest fantastycznie wyrazisty i od pierwszych stron można znaleźć podobieństwa łączące czytelnika z nimi. Szczególnie kreacja Matta i Finna zasługuje na oklaski na stojąco. Ci dwaj bohaterowie są jednymi z najciekawszych i najzabawniejszych męskich postaci książkowych, jakie znam, przysięgam! Nie sposób się w nich nie zakochać! Ja osobiście skłoniłabym się ku Mattowi – uroczemu nerdowi w koszulce z napisem ,,Nietzsche to mój ziom” ;)

Rzadko kiedy jakaś książka sprawia, że włącza się mój głęboko skrywany „fangirling mode” i zaczynam chichotać i ekscytować się jak mała dziewczynka na widok nowej lalki. Tym razem jednak rozwój wydarzeń w To skomplikowane sprawił, że wciągnęłam się w tą historię maksymalnie i dosłownie żyłam nią. Jessica Park zdaje się mieć jakieś nadzwyczajne umiejętności, które sprawiają, że czytelnik z łatwością angażuje się w powieść, tak jakby sam brał w niej udział. Możecie mi wierzyć, że zwykle zachowuję stoicki spokój podczas czytania, a wszystkie emocje odczuwam raczej „wewnętrznie”, a tym razem nie mogłam się powstrzymać od wyrażania swojego rozbawienia, zaskoczenia czy irytacji. To musi coś znaczyć.

Bardzo nie chcę tego robić, kiedy już stworzyłam tak idealny obraz tej powieści, ale cóż, moje recenzje muszą być całkowicie szczere. Wspomnę więc o jednym jedynym maleńkim minusiku tej książki – nie chcę jednak, abyście zwracali na niego zbyt wiele uwagi, tak naprawdę to nic znaczącego. Otóż kilka razy odnosiłam wrażenie, że Julie za bardzo wtrąca się w życie rodziny Watkinsów, nie przejawiając przy tym ani grama subtelności i wyczucia w wypytywaniu ich o najbardziej prywatne sprawy. Rozumiem to, że mieszkając z nimi przez tak długi czas, poczuła się mentalnie z Watkinsami związana i czuła odpowiedzialność za losy rodziny, której w pewnym sensie była częścią. Jednak wyobrażałam sobie, że ja, będąc na miejscu Erin, czyli matki Matta i Celeste, byłabym bardzo bliska wykopania Julie za próg, gdyby w tak nachalny sposób próbowała ona wściubiać nos w coś, co objęte jest tajemnicą. Generalnie bardzo polubiłam Julie i nie jest to jedna z tych irytujących, głupiutkich bohaterek, ale w tym aspekcie była niezwykle… niedelikatna.

Jeśli wszystko to, co napisałam, nie przekonało Was jeszcze dostatecznie do sięgnięcia po To skomplikowane. Julie, to wiedzcie, że bez wahania przeczytałabym tą książkę jeszcze raz tu i teraz (gdybym nie miała przed oczami całej zgrai nieprzeczytanych książek na półkach), czy to ze względu na obecność Matta, czy też po prostu dlatego, że jest to jedna z najlepszych młodzieżówek, jakie kiedykolwiek czytałam – nie ważne! Rzadko wracam do raz przeczytanych już historii, ale powieść Jessiki Park zaczarowała mnie swoim humorem, pełnowymiarowymi bohaterami, prowadzącą nas przez lekturę zagadką i zaskakującym zakończeniem. W tej książce jest wszystko, czego oczekuję, sięgając po literaturę młodzieżową. Uwielbiam, kocham i polecam.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-22 18:34:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie

Główny bohater, będący pilotem, podczas jednego z lotów musi awaryjnie lądować na pustyni. Spotyka tam osobliwego chłopca, który zadaje mu niecodzienne pytania, prosi o rysowanie niedorzecznych obrazków i w ogóle sprawia wrażenie, jakby pochodził nie z tego świata. W istocie, Mały Książę opuścił swoją małą asteroidę B 612 i wyruszył w podróż, aby poznać świat. Na swojej drodze spotyka... Główny bohater, będący pilotem, podczas jednego z lotów musi awaryjnie lądować na pustyni. Spotyka tam osobliwego chłopca, który zadaje mu niecodzienne pytania, prosi o rysowanie niedorzecznych obrazków i w ogóle sprawia wrażenie, jakby pochodził nie z tego świata. W istocie, Mały Książę opuścił swoją małą asteroidę B 612 i wyruszył w podróż, aby poznać świat. Na swojej drodze spotyka przeróżnych dorosłych: jedni zakochani są w liczbach, inni pożądają władzy ponad wszelką miarę, a jeszcze inni tkwią w błędnym kole uzależnień. Podczas wyprawy Małego Księcia w jego głowie rodzi się istotne przekonanie, że najcenniejsze może być to, co znajduje się tuż obok.

Założę się, że opowieść Antoine de Saint-Exupery’ego poznaliście już w szkole i nawet jeśli nie mieliście zwyczaju czytać lektur, dla Małego Księcia zrobiliście wyjątek. Jest to bowiem książka szczególnie lubiana, co nie zdarza się często, patrząc na to, jak sama łatka ‘lektury szkolnej’ wywołuje w niektórych czytelnikach niechęć (we mnie także!). Jeszcze zanim rozpoczęłam omawianie tej książki w gimnazjum, słyszałam wiele o tym, jak jest poruszająca, w jak wyjątkowy sposób podsumowuje cenne życiowe wartości i błędy, jakie wciąż popełniamy – my, ludzie. Te kilka lat temu chyba za dużo nasłuchałam się zachwalania Małego Księcia, ponieważ lektura ta nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Dziwne? Cóż, właśnie tak się czułam, gdy wszyscy wokół zachwycali się historią chłopca z planety B 612, a ja nie rozumiałam, o co tyle szumu. Miałam wtedy wrażenie, że nie podeszłam do tej lektury w odpowiedni sposób, że nie zagłębiłam się w nią wystarczająco, aby odkryć jej przekaz. To właśnie dlatego postanowiłam przeczytać Małego Księcia jeszcze raz – aby sprawdzić, czy mój stosunek do tej książki zmienił się na przestrzeni lat.

Czasami, gdy czytam książkę, o której wiem, że jest ważnym elementem świata literatury i pozycją, którą każdy choć raz w życiu powinien przeczytać, nie potrafię odkryć tego, co widzą w niej inni. Wciąż jestem gdzieś ‘poza’, gdy słyszę pełne zachwytu opinie, i zastanawiam się, gdzie leży przyczyna tego, że odbieram ją w inny sposób: czy nie skupiłam się wystarczająco na lekturze? Czy nie potrafię jej wystarczająco dobrze zrozumieć? A może po prostu tak już jest, że nie zawsze znajdujemy w powszechnie docenianych książkach to, co powinniśmy? Cóż, takie przemyślenia nachodziły mnie, gdy czytałam Małego Księcia po raz pierwszy i… tak samo było teraz. Miałam nadzieję, że o kilka lat starsza ja będzie miała nieco więcej wrażliwości i dojrzałości, która pomogłaby mi polubić tą lekturę, ale nie wygląda na to, abym w tym czasie aż tak się zmieniła.

Mam problem z tym, że niektóre elementy tej powieści są dla mnie jasne i klarowne, a innych wciąż nie potrafię zrozumieć. Choć jestem zachwycona trafnym sposobem, w jaki autor ukazał problemy ludzi, które Mały Książę poznaje przenosząc się z jednej planety na drugą, spotykając króla, biznesmena, pijaka, latarnika, geografa i pyszałka; choć porusza mnie więź Małego Księcia z lisem i sposób, w jaki chłopiec widzi świat, stale wątkiem, którego nie potrafię pojąć jest Róża. Być może znów umknęło mi coś, co autor chciał przekazać.

Pomijając już fakt, że części lektury nie jestem w stanie zrozumieć, doceniam całokształt opowieści Antoine de Saint-Exupery’ego. Mały Książę to książka, która w zgrabny i prosty sposób opisuje życie człowieka: naszą odpowiedzialność za bliskie nam osoby, problem z odkryciem tego, co naprawdę jest ważne, zbytnie wpatrywanie się w samego siebie czy różne stany, w jakie popadamy. Ta opowieść jest kopalnią cytatów, które dają do myślenia. Są to idealne złote myśli, które można wykorzystać w wielu sytuacjach, bądź po prostu zamknąć w sercu i zapamiętać ku przestrodze.

Miałam ogromną przyjemność przeczytać Małego Księcia w nowym wydaniu wydawnictwa Wilga. Przyrzekam, że jest ono jedną z najpiękniejszych książek, jakie mam na swoich półkach – minimalistyczne, w twardej oprawie i z cudownymi ilustracjami, które sprawią, że książka będzie o wiele bardziej przyjazna dzieciom, jeśli zdecydujecie się przedstawić im historię Małego Księcia. Dodatkowo na okładce znajdują się prześliczne maleńkie symbole, ściśle związane z fabułą książki. Jest to jedno z tych wydań, na które można patrzeć bez końca.

Byłoby kłamstwem powiedzieć, że Mały Książę mi się nie podoba – mam po prostu wrażenie, że nie doceniam tej lektury tak bardzo, jak powinnam. W porównaniu z niektórymi książkami, które teraz zmuszona jestem czytać w szkole, a które rzadko mają chociaż odrobinę sensu, opowieść Antione de Saint-Exupery’ego jest niezwykle mądrą historią, która ukazuje nam nas samych w nieco innym świetle. Najnowsze wydanie tej książki jest doskonałym pretekstem do tego, aby powrócić do tej opowieści lub poznać ją, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-18 23:20:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-03-13 20:53:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Slammed (tom 3)
 
Moja biblioteczka
326 110 485
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (5)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd