Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Dominika Jachimowska 
booksofsouls.blogspot.com
18 lat, kobieta, Knurów, status: Czytelniczka, dodała: 2 cytaty, ostatnio widziana 4 dni temu
Teraz czytam
  • A Court of Wings and Ruin
    A Court of Wings and Ruin
    Autor:
    Looming war threatens all Feyre holds dear in the third volume of the #1 New York Times bestselling A Court of Thorns and Roses series. Feyre has returned to the Spring Court, determined to gather...
    czytelników: 1155 | opinie: 26 | ocena: 8,5 (121 głosów)
  • Blondynka w Urugwaju
    Blondynka w Urugwaju
    Autor:
    Byłam we wszystkich krajach Ameryki Południowej. Z wyjątkiem jednego. A więc Urugwaj! Wyruszyłam na samotną wyprawę do kraju, gdzie posiadanie, sprzedawanie i palenie marihuany jest legalne, każdy...
    czytelników: 27 | opinie: 3 | ocena: 6,29 (7 głosów)
  • Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa
    Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa
    Autor:
    Jedyne w Polsce wydanie zawierające wszystkie opowiadania i nowele Arthura Conan Doyle’a o detektywie wszech czasów. „Od dawna powtarzam, że kiedy wykluczy się niemożliwe, wówczas to, co pozostaje, c...
    czytelników: 9153 | opinie: 215 | ocena: 8,73 (2090 głosów) | inne wydania: 7
  • Milion odsłon Tash
    Milion odsłon Tash
    Autor:
    Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty. Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów...
    czytelników: 132 | opinie: 14 | ocena: 7,48 (21 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-19 17:28:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Micki Dare (tom 1)
 
2017-07-19 17:27:44
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-07-16 22:05:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-07-15 14:47:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Szklany Tron (tom 4)
 
2017-07-12 00:09:43
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-07-10 00:28:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Moondrive
 
2017-07-07 23:19:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2017-07-06 15:32:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Sanela Beara (tom 1)
 
2017-07-04 13:37:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Lily Brennan i Eve Hayes były nierozłączne: dorastały razem i były najlepszymi przyjaciółkami. Tam, gdzie była Lily, była i Eve, a tam, gdzie pojawiała się Eve, nie brakowało Lily. Jednak kiedy dziewczyny miały osiemnaście lat, podczas lata wydarzyło się coś, co rozdzieliło je na całe życie. Spotykają się dopiero dwadzieścia lat później dzięki zupełnemu przypadkowi, kiedy Eve ulega wypadkowi i... Lily Brennan i Eve Hayes były nierozłączne: dorastały razem i były najlepszymi przyjaciółkami. Tam, gdzie była Lily, była i Eve, a tam, gdzie pojawiała się Eve, nie brakowało Lily. Jednak kiedy dziewczyny miały osiemnaście lat, podczas lata wydarzyło się coś, co rozdzieliło je na całe życie. Spotykają się dopiero dwadzieścia lat później dzięki zupełnemu przypadkowi, kiedy Eve ulega wypadkowi i trafia do szpitala, gdzie Lily pracuje jako pielęgniarka. To spotkanie daje im szansę na odbudowanie przyjaźni i odkrycie sekretów i tajemnic, które podzieliły je wiele lat wcześniej.

To, co nas dzieli to wzruszająca powieść o przyjaźni i miłości oraz o błędach, które warto naprawiać nawet po latach.

Po powieść Anny McPartlin sięgnęłam w zasadzie bez jakiejkolwiek wiedzy o fabule książki lub autorce. Kojarzyłam ją tylko ze wspominek o innej powieści – Ostatnie dni królika – o której swego czasu słyszałam naprawdę dużo pozytywów. W końcu stwierdziłam, że warto spróbować czegoś nowego i zdecydowałam się sięgnąć po To, co nas dzieli.

Już od samego początku wiedziałam, że zabrałam się za powieść McPartlin w złym momencie. Tak się złożyło, że książką, którą czytałam bezpośrednio przed Tym, co nas dzieli, było Światło, które utraciliśmy Jill Santopolo. Była to książka tak świetna, że każda inna z podobnego gatunku, jaką czytałabym po niej, wypadałaby blado, tak więc nawet najlepsza powieść McPartlin nieuchronnie byłaby skazana na taki los. Druga sprawa to podobieństwa tych dwóch historii. Jeśli też macie obie książki za tobą, to prawdopodobnie będziecie wiedzieli, co mam na myśli, a może nawet też zwróciliście zwróciliście na to uwagę. Otóż w obu powieściach, Santopolo i McPartlin, pojawiły się podobne wątki, które często mieszały mi się w głowie.

Jestem pewna, że był to całkowity przypadek, ponieważ książki naprawdę się różnią, jednak kilka elementów się ze sobą pokrywało. W obu powieściach główną bohaterką była kobieta, imiona postaci były do siebie dziwnie podobne (Deklan – Darren), pojawił się wątek wyjazdu jednego z bohaterów w miejsce, w którym toczy się wojna (były to kolejno Bliski Wschód oraz Afganistan). Jeszcze nie pozbyłam się z głowy poprzedniej historii Lucy i Gabe’a, którą czytałam, a już moje myśli zajęło coś, co w niektórych momentach było dziwnie znajome. Możecie się domyślić, że z tego powodu w moim umyśle zapanował niemały mętlik i nie potrafiłam odpowiednio wczuć się w historię Lily i Eve.

Odchodząc już od tematu niefortunnego czasu, w jakim sięgnęłam po To, co nas dzieli, i pomijając trudności z wczuciem się w powieść, nie mogę powiedzieć o tej książce złego słowa. Była to słodko-gorzka opowieść o paczce przyjaciół, którą połączył jeden nieszczęśliwy wypadek, zbliżając ich do siebie ponownie po dwudziestu latach. Ten opis zapowiada poruszającą, miejscami humorystyczną historię i faktycznie taka ona jest.

Zawsze cieszę się, kiedy mogę przeczytać historię grupy przyjaciół, a jeśli tym samym opowiada ona o ich losach w dorosłym życiu, to jestem zachwycona. Przy takich powieściach najłatwiej jest mi się zrelaksować, a dodatkowo napełniają mnie one nadzieją na nieskończone przygody i dobre życie w przyszłości – niekoniecznie za dwa, trzy lata, ale za dziesięć, piętnaście lub dwadzieścia. Krótko mówiąc, pokazują mi one, że życie nie kończy się wtedy, kiedy pierwszą cyfrą wieku staje się dwójka czy trójka. Powieść McPartlin doskonale obrazuje to, jak zaskakujący i nieprzewidywalny może być los, nawet, a może szczególnie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

To, co nas dzieli zawiera jeszcze jedno najważniejsze przesłanie. Życie Lily pod pewnymi względami potoczyło się fatalnie. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak zdołała przetrwać tak wiele lat u boku takiego człowieka jak Declan. W pewnym momencie Lily zaczyna mocniej zastanawiać się nad tym, jak wygląda jej codzienność oraz coraz częściej zadaje sobie pytanie, które jest zarazem myślą przewodnią tej książki:
Gdybym wiedziała, że wkrótce mam opuścić tę planetę, czy zrobiłabym wszystko inaczej?

Lily przekonuje się, że zawsze mamy prawo pragnąć dobrego życia i powinniśmy wykorzystać każdy z danych nam dni, tak jakby był on tym ostatnim.

Z biegiem czasu coraz bardziej wkręcałam się w tą powieść. Nie było tu może nie wiadomo jakich fajerwerków, wybuchów i szalonej miłości, ale stopniowo zaczynałam darzyć tę książkę coraz większą sympatią. Bardzo przyczynili się do tego bohaterowie, którzy byli dobrze wykreowani i wyjątkowo interesujący. Nagroda dla najlepszej postaci trafiłaby jednak bezkonkurencyjnie do Eve Hayes, która swoją ekscentrycznością, bezpośredniością i zabójczą szczerością zmiotła ze sceny resztę aktorów. Eve to twardo stąpająca po ziemi babka, która nie da sobie w kaszę dmuchać!

To, co nas dzieli okazało się wartościową, przyjemną opowieścią, której można bez trudu poświęcić dwa/trzy letnie wieczory. Znajdziemy tu wyjątkowy wątek przyjaźni i walki o własne szczęście, który tych bardziej wrażliwych czytelników mógłby narazić na mnóstwo wylanych łez. Ja jednak sięgnęłam po tę powieść w złym momencie, kiedy moją głowę zaprzątała jeszcze inna znakomita historia z poprzednio przeczytanej książki, więc nie potrafiłam całkowicie dać się porwać Annie McPatlin. Mimo wszystko polecam Wam tę książkę – idealna opowieść na lato!

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-07-01 23:44:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku, kiedy wieże World Trade Center runęły, a Nowy York opanowało przerażenie. Ten dzień uświadomił im, jak kruche i ulotne jest życie i sprawił, że zaczęli inaczej postrzegać świat. Odczuwać więcej, marzyć odważniej, kochać mocniej.

Wszystko zmienia się w dniu, który staje się dla Lucy zarówno dniem sukcesu, jak i upadku. Kiedy dziewczyna odbiera...
Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku, kiedy wieże World Trade Center runęły, a Nowy York opanowało przerażenie. Ten dzień uświadomił im, jak kruche i ulotne jest życie i sprawił, że zaczęli inaczej postrzegać świat. Odczuwać więcej, marzyć odważniej, kochać mocniej.

Wszystko zmienia się w dniu, który staje się dla Lucy zarówno dniem sukcesu, jak i upadku. Kiedy dziewczyna odbiera nagrodę Emmy za produkowany przez nią program telewizyjny dla dzieci, Gabe podejmuje decyzję o wyjeździe na Bliski Wschód, gdzie ma zacząć pracę fotoreportera. Dzień ten początkuje nieodwracalne zmiany, a miłość Lucy i Gabe’a zostaje wystawiona na poważną próbę. W kolejnych latach po wyjeździe chłopaka Lucy będzie musiała podjąć wiele niełatwych decyzji. Czy pierwsza miłość okaże się tą ostatnią?

Zwykle stronię od tego typu książek. Trzymam się z daleka od wszelkich powieści obyczajowych, w których główną rolę gra wątek romantyczny. Takie historie w żaden sposób mnie nie poruszają, nie bawią,  nie ciekawią, a zwykle boleśnie rozczarowują. Ale czym byłaby literatura, gdyby nie istniały zaskakujące wyjątki od reguły? I tym razem przekonałam się, że nawet w gatunku, który nie należy do naszych ulubionych, można znaleźć niezwykłe perełki, które trafiają do serca czytelnika i zapisują się w nim na stałe.

Zwykle od powieści New Adult lub Young Adult odstraszała mnie powierzchowność i głupota, jaką nierzadko wypełnione są te historie. Wszystkie ich wydarzenia i wątki wydają mi się bezsensowne i pozbawione większego znaczenia. Są to takie infantylne opowieści o miłości, które kompletnie do mnie nie przemawiają, a żebym uznała je za warte uwagi, muszą mieć w sobie coś wyjątkowego. Światło, które utraciliśmy jest powieścią mądrą, przemyślaną i dorosłą. Nie zobaczymy tutaj głupiutkich rozterek, bezmyślnych rozwiązań i płytkich problemów, ponieważ historia Lucy i Gabe’a jest inteligentna, pouczająca i niesie ze sobą masę mądrości.

Jill Santopolo stworzyła wzruszającą, poruszającą historię, która pokazuje, że istnieje wiele odcieni miłości i nigdy nie jest ona taka sama. Raz może być jak niebezpieczny pożar, niszczący wszystko, co zastanie po drodze, a innym razem przypomina bardziej przyjemny, gorący ogień w kominku, przynoszący uczucie bezpieczeństwa. Przekonujemy się też, że nie istnieje związek idealny, który nie miał by wad. Każda relacja ma swoje blaski i cienie, momenty, w których serce unosi się do nieba, oraz te, kiedy upada na dno. Jill Santopolo pisze z wielką mądrością i rozwagą. Nie jest to jedna z tych powierzchownych historii, które można przeczytać i natychmiast wyrzucić w odległy zakątek pamięci.

Autorka doskonale radzi sobie z opisywaniem uczuć. Całą historię poznajemy z perspektywy Lucy i gdybym nie miała okazji poznać jej od początku i widziała tylko pojedynczy obraz, z pewnością zbyt pochopnie oceniłabym tą bohaterkę. Dzięki autentyczności i realizmowi, z jakim Jill Santopolo przedstawia życie Lucy, jej emocje i przeżycia, byłam w stanie naprawdę zrozumieć tę dziewczynę, szczerze jej współczuć, cieszyć się z nią i płakać.

Naprawdę lubię, kiedy dana książka opowiada nie tylko o krótkiej chwili z życia bohatera, o kilku miesiącach lub tygodniach, podczas których śledzimy jego losy, ale pozwala nam poznać jego życie praktycznie od początku do końca. Możemy śledzić losy postaci od młodości do dorosłości – towarzyszyć jej w trakcie studiów, pierwszej miłości, rozwijającej się kariery, ślubu, tworzenia rodziny… Tak samo jak uwielbiałam to na przykład w Love, Rosie, tak samo podobało mi się to w Świetle, które utraciliśmy. Chociaż pierwszy raz spotykamy bohaterów, kiedy są jeszcze nastolatkami, to poznajemy ich historię jeszcze wiele, wiele lat później.

Powieść Jill Santopolo czyta się znakomicie – szybko i bez możliwości oderwania się od lektury. Nie zdarza mi się to często, ale w trakcie jej czytania naprawdę chwilami zapominałam o bożym świecie i przenosiłam się do Nowego Yorku, do świata Lucy i Gabe’a. Dodatkowo powieści nieustannie towarzyszy uczucie niepokoju, ukrytego gdzieś przeczucia, że zaraz wydarzy się coś niespodziewanego i niezwykle znaczącego, co zmieni wszystko. I faktycznie pod koniec otrzymujemy bombę, która jest w stanie złamać serce.

Książka Jill Santopolo okazała się wyjątkowa. Takich historii długo się nie zapomina i mieszkają one w głowie czytelnika przez długi czas po skończeniu lektury. Jest to powieść do bólu prawdziwa, autentyczna i wzruszająca, a w dodatku niezwykle mądra i pouczająca. Mówi o miłości w zupełnie inny sposób niż reszta książek tego gatunku. Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. To będzie opowieść, którą zapamiętacie na długo.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-30 12:40:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2017-06-28 15:09:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Robert Langdon (tom 4)

Robert Langdon, światowej sławy znawca ikonologii i historii sztuki, budzi się w szpitalnym łóżku we Florencji i za nic nie pamięta, jak się tam dostał. Nie potrafi też wyjaśnić, dlaczego w jego kieszeni znajduje się pewien tajemniczy przedmiot.

 Kiedy tylko dochodzi do siebie i zaczyna zastanawiać się nad swoją dziwną i nielogiczną sytuacją, ktoś próbuje go zabić. W towarzystwie młodej...
Robert Langdon, światowej sławy znawca ikonologii i historii sztuki, budzi się w szpitalnym łóżku we Florencji i za nic nie pamięta, jak się tam dostał. Nie potrafi też wyjaśnić, dlaczego w jego kieszeni znajduje się pewien tajemniczy przedmiot.

 Kiedy tylko dochodzi do siebie i zaczyna zastanawiać się nad swoją dziwną i nielogiczną sytuacją, ktoś próbuje go zabić. W towarzystwie młodej lekarki, Sienny Brooks, Langdon wymyka się ze szpitala i rozpoczyna ucieczkę przed swoim prześladowcą. Okazuje się, że aby poznać odpowiedzi na nękające go pytania, będzie musiał podążyć tropem tajemniczych wskazówek ukrytych w słynnym poemacie Dantego…
Czy imponująca wiedza Langdona okaże się wystarczająca, aby rozwikłać mrożący krew w żyłach spisek, który wkrótce może zniszczyć świat? Czy Robert Langdon i Sienna Brooks zdołają zapobiec globalnej zagładzie?

O Danie Brownie w zasadzie nie dało się nie słyszeć. Jak sam napis na książce głosi, jest on „najpopularniejszym pisarzem na świecie”, co nie wydaje się być przesadnym stwierdzeniem, patrząc na to, jak bardzo znane są jego powieści i ekranizacje nakręcone na ich podstawie. Ja do tej pory, sama nie wiem, dlaczego, zwlekałam z sięgnięciem po jego twórczość. Wiedziałam, że jest to coś, co absolutnie MUSZĘ przeczytać, ale wciąż odkładałam to w czasie. W końcu zdecydowałam się sięgnąć po Inferno, które zagrzewało miejsce na mojej półce już od ponad pół roku.

Chociaż moje umiejętności plastyczne są raczej nikłe, zawsze interesowała mnie sztuka. Lubiłam przyglądać się obrazom, rzeźbom i freskom, interpretując ich znaczenie. Historia też zawsze była dla mnie czymś fascynującym i ciekawym, a literatura, wiadomo, jest ogromną częścią mojego życia. Otwierając Inferno, czułam się więc, jakbym wchodziła do mojego własnego prywatnego raju, tak przepełnionego rzeczami, na które warto zwrócić uwagę, że nie wiadomo, w którą stronę zwrócić wzrok.

Dan Brown zdołał stworzyć historię, która kręci się wokół AUTENTYCZNYCH dzieł literackich, postaci historycznych i dzieł sztuki. Inferno mogłoby równie dobrze być przewodnikiem po zabytkach Florencji lub krótkim opisem życia Dantego Alighieri, ponieważ znajdziemy tam całe mnóstwo faktów i ciekawostek na temat architektury, sztuki i historii. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak wielki i złożony jest umysł Dana Browna, który potrafił poskładać te wszystkie fakty historyczne w jedną spójną, piekielnie inteligentną całość.

Książka, jakby nie było, jest thrillerem, więc oczekuje się od niej niezwykle porywającej akcji, która nie pozwoli oderwać się od powieści. Jeśli zastanawiacie się, czy Inferno wpasowuje się w tą definicję, wystarczy, że powiem Wam, że wszystkie wydarzenia z prawie siedmiuset stron książki mają miejsce w ciągu zaledwie jednego dnia. Niewiarygodne! Tutaj nie ma ani chwili, żeby chociaż pomyśleć o nudzie!

Ogromnym plusem tej książki są bohaterowie – Robert Langdon, którego postać znana jest nawet tym, którzy do tej pory nie mieli okazji przeczytać powieści Browna, oraz Sienna Brooks. Na samym początku Robert wydawał mi się trochę takim nieporadnym geniuszem, któremu Sienna nieraz musiała ratować tyłek. I faktycznie, umysł Langdona jest zdecydowanie jego mocniejszą stroną niż umiejętność walki czy ucieczki. Ale prawda jest taka, że zarówno Robert, jak i Sienna, są po prostu piekielnie inteligentni, jak jacyś cholerni wszystkowiedzący geniusze! Na każdym kroku zdumiewała mnie ich mądrość i błyskotliwość, która pomagała im wyjść z każdej, nawet najgorszej opresji.

W pewnym momencie powieść wprawiła mnie w prawdziwe osłupienie i byłam w stanie wtedy tylko myśleć: CO TU SIĘ DZIEJE?! Na raz okazuje się, że wszystko, co przez długi czas wydawało nam się pewne i prawdziwe, w rzeczywistości jest tylko iluzją. Już widzę Dana Browna, który śmieje się zadowolony, że udało mu się nas zwieść, podczas gdy my siedzimy oniemiali i nie możemy zebrać myśli. Autor bawi się z czytelnikami w kotka i myszkę, wodząc ich za nos, aby chwilę później pokazać im, jak naiwni byli, wierząc w jego historię.

Naprawdę nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z sięgnięciem po Inferno. Jest to powieść tak fenomenalna i perfekcyjna, że nie potrafię tego opisać. Tak, PERFEKCYJNA. Nie jestem w stanie przytoczyć nawet maleńkiej wady tej książki. Jest w niej wszystko to, co tak uwielbiam: zagadki, porywająca akcja, sztuka i historia, intrygujący bohaterowie… Mam wrażenie, że jest to opowieść napisana specjalnie dla mnie.

Jeśli z jakiegoś powodu jeszcze nie przeczytaliście książki Dana Browna, to, proszę, nie czekajcie z tym! Jest to powieść, której na długo nie zapomnicie i jestem pewna, że rozbudzi w Was chęć nagłego odwiedzenia Florencji i zobaczenia tych wszystkich fascynujących zabytków. Inferno to niezwykle zawiły i inteligentny thriller, który porywa i nie pozwala się oderwać do samego końca. Chcę więcej!

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-22 23:21:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-06-22 09:25:02
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-06-22 09:24:30
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3)
 
Moja biblioteczka
228 73 292
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd