Dominika Jachimowska 
booksofsouls.blogspot.com
19 lat, kobieta, Knurów, status: Czytelniczka, dodała: 6 cytatów, ostatnio widziana 18 godzin temu
Teraz czytam
  • Gdybym wiedziała
    Gdybym wiedziała
    Autor:
    „Każdy z nas dysponuje własną, pokrętną wersją prawdy, skażoną tym, jak postrzegamy dane wydarzenie. I czasem to jedyne, co mamy.” W rodzinie Lany każda kobieta ma pewną, wydawałoby się, dobrą cechę...
    czytelników: 135 | opinie: 13 | ocena: 6,87 (15 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-13 18:47:00
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-12-10 22:14:57
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Ani słowa (tom 1)
 
2018-12-10 22:14:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-12-09 20:03:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
 
2018-11-24 10:17:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-11-18 18:08:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:

Scott Carey ma niecodzienny problem – traci na wadze. Dla mężczyzny jego postury, który zawsze zmagał się z nadprogramowymi kilogramami, bynajmniej nie powinno to być kłopotliwe, jednak Scott wciąż wygląda, jakby nic się nie zmieniło. Nie ważne, czy stanie na wadze w ubraniach, czy nago, czy nawet trzymając ciężkie hantle – zawsze waży tyle samo. A każdego kolejnego dnia cyferki na wadze coraz... Scott Carey ma niecodzienny problem – traci na wadze. Dla mężczyzny jego postury, który zawsze zmagał się z nadprogramowymi kilogramami, bynajmniej nie powinno to być kłopotliwe, jednak Scott wciąż wygląda, jakby nic się nie zmieniło. Nie ważne, czy stanie na wadze w ubraniach, czy nago, czy nawet trzymając ciężkie hantle – zawsze waży tyle samo. A każdego kolejnego dnia cyferki na wadze coraz bardziej zbliżają się do zera…

Początkowo Scott podchodzi do całej sprawy ze stoickim spokojem – okazuje się, że jego dziwna przypadłość wyzwoliła w nim wszystko to, co najlepsze. Jeszcze nigdy tak dobrze nie układało mu się w pracy i nigdy nie czuł się tak wyśmienicie. Utrata wagi pozwoliła mu też spojrzeć z innej perspektywy na wydarzenia toczące się w miasteczku Castle Rock – i zauważa, że nie dzieje się dobrze. W pewnym momencie zaczyna się także obawiać, co się wydarzy, gdy nadejdzie Dzień Zero. Być może nastąpi on nawet prędzej, niż Scott przewidywał…

Stephena Kinga zna każdy i to jest pewne. Autor ten kojarzony jest przede wszystkim z horrorami, na podstawie których powstało wiele kultowych filmów. I faktycznie – na początku swojej kariery King tworzył mrożące krew w żyłach opowieści, których osoby o słabych nerwach raczej nie powinny zabierać ze sobą do łóżka i czytać w półmroku przy małej lampce. Nie można jednak nie zauważyć, że czasy, kiedy książki Kinga wprawiały serce czytelnika w stan niepohamowanego bicia w tempie, które mogło skończyć się zawałem, dawno już minęły. Od kilku(nastu) lat autor pisze raczej powieści obyczajowe, często z wątkiem fantasy, które przyprawić mogą co najwyżej o dreszcz niepokoju. Nie jest to jednak ten rodzaj emocji, do jakich przyzwyczaił wielbicieli swoich książek. Jak na tym tle wypada dosyć dziwna opowieść, zupełnie nie w klimatach horroru, jaką jest Uniesienie?

Do tej pory czytałam zaledwie dwie powieści Kinga – średni Bazar złych snów oraz zachwycającą Zieloną milę. Ta druga z nich, choć również horrorem nie była, wzbudziła we mnie masę emocji. I z tym właśnie kojarzę dobrego Kinga – z natłokiem uczuć podczas czytania, pośród których niekoniecznie znajduje się strach, w końcu tych najmroczniejszych książek autora nie dane mi było poznać. Uniesienie, ku mojemu rozczarowaniu, nie sprawiło jednak, że poczułam coś więcej. Właściwie to nie poczułam prawie nic.

Uniesienie śmiało można uznać za opowiadanie, ponieważ w swojej objętości jest dosyć ubogie, a do tego wielkość czcionki sprawia, że bez problemu przeczytałam je w ciągu jednego dnia. Główny temat książki od samego początku wydawał mi się dosyć dziwny -nigdy nie wpadłabym na pomysł, aby napisać opowiadanie o człowieku, który w podejrzany sposób tracił każdego dnia na wadze. Jest to umiarkowanie interesujące i niewiele z tego wynika. Szybko okazało się jednak, że utrata kilogramów Scotta przez większą część książki stanowi tło dla innego wątku. Otóż King mocniej zagłębił się w temat homoseksualizmu i nietolerancji. Sąsiadkami Scotta są dwie kobiety będące małżeństwem, które pojawiły się w mieście stosunkowo niedawno. Wspólnie prowadzą meksykańską restaurację, jednak pomimo wyśmienitego jedzenia nie cieszy się ona popularnością, a powód może być tylko jeden – mieszkańcy są uprzedzeni w stosunku do kobiet z powodu ich orientacji seksualnej. Scott, który jest sąsiadem Deirdre i Missy, będzie próbował zmienić nastawienie mieszkańców Castle Rock podejmując się różnych niespodziewanych działań.

Ciężko jest mi powiedzieć wiele o Uniesieniu, ponieważ… było nijakie. To znaczy czytało mi się je przyjemnie, jednak byłam w tak małym stopniu zaangażowana w opowiadanie, że nawet nie zauważyłam, kiedy się skończyło. Była to typowa książka, przy której zadziałał schemat „przeczytać – zapomnieć”. Przyznaję, że wątek homoseksualizmu był interesujący, nawet sprawa z utratą wagi Scotta mogła stać się ciekawa, ale w tak krótkiej opowieści, jaką było Uniesienie, miałam wrażenie, że autor zaledwie musnął wspomniane motywy, nie wchodząc w szczegóły. Książka kończyła się zanim w ogóle zdążyłam przywiązać się do bohaterów i wciągnąć się w akcję.

Być może oceniłabym Uniesienie wyżej, gdyby jego autorem był ktoś inny niż Stephen King. Wydaje mi się, że od tak znanego, wielbionego i doświadczonego pisarza można spodziewać się czegoś więcej. Mam wrażenie, że historię zawartą w Uniesieniu mógłby napisać uzdolniony uczeń liceum i wygrać nią szkolny konkurs literacki, jednak w rękach kogoś takiego jak King ta opowieść staje się przeciętna. Być może gdyby książka była dłuższa, cała sprawa wyglądałaby lepiej, a tak… nie powala.

Uniesienie zdecydowanie nie zachwyci wielbicieli horrorów, ponieważ leży tak daleko od tego gatunku, jak to możliwe. Wpasowuje się raczej w kategorię powieści obyczajowej z elementami fantastyki. Nie jest to książka całkowicie beznadziejna – zdaje się, że takiej nie znajdziemy w twórczości Kinga – jednak nie wyróżnia się niczym i na tle wybitnych dzieł Mistrza Grozy pozostaje zupełnie przezroczysta. Sama nie wiem, czy polecić Wam tę książkę, czy odradzić. To chyba zależy od Waszych oczekiwań. Jeśli spodziewacie się czegoś, co wywoła w Was masę emocji i nie pozwoli zasnąć, gorzko się rozczarujecie. Jeśli jednak szukacie czegoś lekkiego na jeden wieczór, śmiało.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-17 11:06:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
Cykl: Maggie O'Dell (tom 3)

Agentka FBI Maggie O’Dell jest zaskoczona, gdy szef zleca jej prowadzenie dwóch pozornie niezwiązanych ze sobą spraw: zbiorowego samobójstwa w domu letniskowym w Massachussets oraz zabójstwa córki senatora w Waszyngtonie. Podczas śledztwa szybko okazuje się, że obie sprawy łączy osoba wielebnego Josepha Everetta, charyzmatycznego przywódcy religijnej sekty, który zbiera wokół siebie samotnych... Agentka FBI Maggie O’Dell jest zaskoczona, gdy szef zleca jej prowadzenie dwóch pozornie niezwiązanych ze sobą spraw: zbiorowego samobójstwa w domu letniskowym w Massachussets oraz zabójstwa córki senatora w Waszyngtonie. Podczas śledztwa szybko okazuje się, że obie sprawy łączy osoba wielebnego Josepha Everetta, charyzmatycznego przywódcy religijnej sekty, który zbiera wokół siebie samotnych i zagubionych, dając im schronienie – oczywiście za pewną cenę. Mężczyźni z domu letniskowego byli członkami kościoła Everetta, a córkę senatora zamordowano tuż po zorganizowanym przez wielebnego spotkaniu modlitewnym.

Kim tak naprawdę jest wielebny? Czy to on stoi za serią morderstw? A może w tej sytuacji pociągał jedynie za sznurki? Kiedy Maggie znajdzie odpowiedź na te pytania, może być już za późno – okazuje się, że jej rodzina jest bardziej zamieszana w tajemniczą sprawę Everetta, niż mogłoby się wydawać.

Nazwisko Alex Kavy wielokrotnie przewijało mi się przed oczami – jest to w końcu bardzo popularna autorka kryminałów, do tego niezwykle płodna, ponieważ jej nowe powieści ukazują się niezwykle często. Nigdy wcześniej nie zdecydowałam się jednak na przeczytanie któreś z tych historii… aż do czasu, gdy w oko wpadł mi Łowca dusz. Co przyciągnęło mnie do tej książki? Z pewnością to, co najbardziej kręci mnie w kryminałach: obecność psychopatycznego bohatera, tak wpływowego i pociągającego, że tłumy ludzi podążają za nim, nie wiedząc nawet, jak bardzo są zmanipulowani. Do tego dodajmy niepokojący motyw sekty i trudne do wytłumaczenia zabójstwa i mamy książkę, która w teorii powinna mi się spodobać – czy jednak było tak w rzeczywistości?

Od samego początku Łowca dusz niesamowicie wciąga i zadziwia licznymi powiązaniami, mnogością detali i harmonijnym składaniem się wszystkich wątków w całość. Mamy tutaj bowiem do czynienia z rozdziałami prowadzonymi z perspektywy kilku osób, początkowo niemających ze sobą wiele wspólnego. Dopiero później zaczynamy zauważać, w jaki sposób bohater X łączy się z bohaterem Y, a ta dwójka jeszcze z postacią Z. Choć na pierwszy rzut oka na to nie wygląda, jest to dokładnie przemyślana koncepcja, pełna szczegółów i dopracowana, która sprawia, że przez książkę się płynie, nawet nie zauważając, kiedy.

Już od dzieciństwa fascynowały mnie seriale kryminalne, a najbardziej lubiłam CSI: Kryminalne Zagadki Nowego Jorku (lub Miami) – może wydawać się to dziwne, że mała dziewczynka zamiast Arielek, Kopciuszków czy Barbie wybiera pełne przemocy, nieprzeznaczone dla dzieci seriale, ale taka była prawda – uwielbiałam je. I, szczerze mówiąc, do dziś mi nie przeszło. A czytając Łowcę dusz czułam się tak jak przy oglądaniu CSI – trochę zaniepokojona, trochę przejęta, ale maksymalnie skupiona i oczarowana. Powieść Alex Kavy ma w sobie wszystko to, czego szuka się w kryminałach z wątkiem detektywistycznym.

Ogromnym plusem książki jest jej bezpośredniość. Bez owijania w bawełnę, w sposób dobitny porusza tematy, które w wielu powieściach, nawet kryminałach, traktowane są pobieżnie lub pojawiają się w ugrzecznionej, złagodzonej wersji. Mam tu na myśli tematy na przykład gwałtu, nagości czy fascynacji erotycznej, którym, co ważne, nie towarzyszy jednak niepotrzebna wulgarność czy ordynarność. Dodatkowo tym, co niesamowicie mi się spodobało, był fakt, że Łowca dusz nie unika opisów rzeczy odrażających, takich jak robactwo zagnieżdżające się w ciele ofiary lub stan ciała podczas sekcji zwłok. Pewnie brzmi to makabrycznie i dla części osób fragmenty książki traktujące tak niedelikatnie i prosto z mostu o sprawach owianych tabu mogą być zbyt mocne, jednak dla mnie były fascynujące – zresztą skądś się bierze moje zainteresowanie kryminalistyką.

Oprócz samego wątku kryminalnego mamy tutaj również wątek poboczny związany z życiem prywatnym bohaterów. Jak się okazuje, prowadzone śledztwo sprawia, że dawno zapomniane wspomnienia detektyw Maggie O’Dell znów budzą się do życia… i nie chcą opuścić jej głowy. Choć z początku się tego obawiałam, wątek ten nie przytłoczył głównego motywu zabójstw i sekty i nie wyszedł na pierwszy plan. Autorka wprowadziła elementy prywatnego życia Maggie oraz innych postaci, aby nie były one całkowicie bezosobowymi figurami, jednak ani na chwilę nie zapomniała, jaki jest główny temat jej powieści.

Na pochwałę zasługuje również styl autorki, który okazał się idealnym wypośrodkowaniem pomiędzy skrajnie różnymi stylami, z jakimi spotykałam się w kryminałach dotychczas. Część książek była napisana w sposób zbytnio podniosły, patetyczny i zbyt poważny, przez co było niezwykle trudno przez nie przebrnąć, druga część natomiast posiadała elementy komedii, czego nie znoszę, jeśli chodzi o kryminały. Alex Kava potrafi pisać o sprawach poważnych bez niepotrzebnej śmieszności, ale również bez sprawiania, że książka jest ciężka w odbiorze – powieść czytało się więc bardzo przyjemnie.

Żeby jednak nie było tak całkiem kolorowo, muszę wspomnieć o tym, że mój początkowy zachwyt powieścią gdzieś w okolicach połowy książki nieco zelżał. Ciężko jest mi stwierdzić, dlaczego tak się stało, ale pod koniec historia wielebnego Everetta zaczęła mi się odrobinę dłużyć. Być może było tak za sprawą faktu, że byłam zwyczajnie zmęczona… a może to Alex Kava nie potrafiła utrzymać mojej uwagi do samego końca. Nie chcę jednak, żeby zabrzmiało to jak zarzut – Łowca dusz to bardzo dobra książka, którą ze szczerym sumieniem mogę polecić fanom kryminału, jednak pod koniec straciła trochę na wybitności. Jest bardzo dobra, ale nie rewelacyjna.

Łowca dusz to kryminał, który potrafi wciągnąć i zafascynować. Spodoba się on wielbicielom dawnych seriali kryminalnych w stylu CSI lub Kości, ponieważ w podobny sposób daje wgląd w działania FBI i bez ogródek wprowadza odbiorcę w szczegóły śledztwa, nie koloryzując i nie zatajając nawet najbardziej odrażających faktów. Choć jest to kolejny tom z cyklu, przeczytanie jakiejkolwiek książki z kolei nie jest żadnym problemem, ponieważ historie łączą się ze sobą tylko dzięki kilku postaciom, które i tak przedstawiane są w każdej z nich od nowa. Szczerze polecam Wam Łowcę dusz, jeśli chcecie wziąć udział w emocjonującym śledztwie, w którym wszystko może się okazać inne, niż się wydaje.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-12 21:25:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-11-08 21:10:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-11-03 18:03:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-11-03 17:58:45
Wypowiedziała się w dyskusji: WYMIENIĘ/SPRZEDAM (LISTOPAD 2018)

Sprzedam/wymienię:
Crank Royal. Królestwo ze szkła Heaven. Miasto elfów Ty, ja i fejs Najlepszy powód, by żyć Dożywocie Całkiem obcy człowiek Tajemny ogień
Sprzedam/wymienię:
Crank Royal. Królestwo ze szkła Heaven. Miasto elfów Ty, ja i fejs Najlepszy powód, by żyć Dożywocie Całkiem obcy człowiek Tajemny ogień Klamki i dzwonki Dziewczyna i chłopak wszystko na opak Anioł do wynajęcia Dwoje do pary
Mogę dorzucić dodatkowo egzemplarz recenzencki:
Nie wszystko stracone
:)

pokaż więcej

więcej...
 
2018-11-03 17:49:12
Ma nowego znajomego: gaczewska
 
2018-11-01 11:03:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-10-29 22:38:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie, SPRZEDAM/WYMIENIĘ!
Cykl: Crank (tom 1)

Kristina Snow na czas wakacji wyjeżdża z miasta, aby spędzić trochę czasu ze swoim ojcem. Jak się okazuje, w żadnym stopniu nie jest on przykładnym rodzicem, a będąc pod jego opieką Kristina otrzymuje wolność, jakiej nie zaznała nigdy wcześniej. To wtedy po raz pierwszy spotyka się z Bestią – Bestią nazywaną nałogiem. Dziewczyna ucieka się do coraz bardziej radykalnych rozwiązań, aby uciec od... Kristina Snow na czas wakacji wyjeżdża z miasta, aby spędzić trochę czasu ze swoim ojcem. Jak się okazuje, w żadnym stopniu nie jest on przykładnym rodzicem, a będąc pod jego opieką Kristina otrzymuje wolność, jakiej nie zaznała nigdy wcześniej. To wtedy po raz pierwszy spotyka się z Bestią – Bestią nazywaną nałogiem. Dziewczyna ucieka się do coraz bardziej radykalnych rozwiązań, aby uciec od otaczającej ją rzeczywistości. Choć początkowo tego nie spostrzega, ramiona Bestii zaciskają się wokół niej z coraz większą siłą, a szansa na uwolnienie się z jej uścisku coraz bardziej maleje. Rozpoczyna się tragiczna, wymagająca poświęceń walka o własne życie…

Od pierwszego momentu, gdy ujrzałam Crank, byłam tą książką oczarowana – zarówno tematyka, jak i niespotykana forma opowieści niesamowicie mi się spodobała i czułam, że będzie to coś zupełnie nowego i innego od książek, jakie czytam na co dzień. Szybko jednak okazało się, że pierwsze wrażenie było mylne, a moje spotkanie z tą powieścią w poetyckiej formie było pełne niezrozumienia i konfliktów wartości.

Z poezją nigdy nie było mi po drodze. Nie mam tu na myśli tego, że jej nie lubię, lecz w większości przypadków mam problemy z jej zrozumieniem, a podczas gdy literatura zawsze pełniła dla mnie czysto rozrywkową funkcję, wytężanie umysłu w celu pojęcia zawoalowanych sensów stanowi dla mnie problem. W efekcie po poezję sięgam bardzo rzadko, głównie na lekcjach języka polskiego, choć nie mogę powiedzieć, że nie ma takich wierszy, które by do mnie trafiły. Miałam nadzieję, że uproszczona i bardziej młodzieżowa wersja wierszy w Crank pozwoli mi przyswoić sobie ten gatunek literatury.

Ciężko jednak powiedzieć, że Crank jest zbiorem wierszy. Powiedziałabym, że jest to raczej typowa powieść, której tekst przekształcono tak, aby pod względem kompozycyjnym przypominał utwory liryczne. Nie znajdują się w niej jednak ani rymy, ani inne typowe dla tego gatunku elementy. O ile na początku wydawało mi się, że wierszowana forma książki będzie jej największym atutem, w miarę czytania coraz większe stawało się moje rozczarowanie, ponieważ u Ellen Hopkins brakowało mi ładunku emocjonalnego zwykle przekazywanego w poezji za pomocą słów. Można by się spodziewać, że podczas czytania powinno się być choć minimalnie poruszonym, szczególnie, że to, co przeżywa Kristina zmagając się z nałogiem jest prawdziwą batalią, a jednak moje emocje utrzymywały się na takim poziomie, jakbym czytała przepis na zupę.

Najbardziej rozczarował mnie jednak fakt, że Crank to historia jak każda inna. Z góry zakładałam, że będzie ona wyjątkowa, ale wyjątkowości jest w niej znikoma ilość. Choć oryginalnym elementem w książce miała być tematyka uzależnień, nie została ona postawiona na piedestale, lecz zepchnięta na drugi plan na rzecz życia miłosnego Kristiny i jej problemów rodzinnych, które mogłyby być interesujące, gdyby nie były tak płytkie i pozbawione uczuć. Nie sięgnęłam w końcu po Crank chcąc poznać kolejną historię nastoletniej miłości wystawianej na próbę przez przeciwności losu. To wszystko już było.

Kolejny zgrzyt pojawił się pomiędzy mną a główną bohaterką, która była jedną z dokładnie takich osób, jakie niesamowicie działają mi na nerwy. Różnica charakterów stawała się jeszcze wyraźniejsza w momencie, gdy w odpowiedzi na podejmowaną przez Kristinę decyzję wszystko we mnie krzyczało i buntowało się przeciwko takiemu postępowaniu. Zastanawiałam się, co ta dziewczyna ma w głowie, co każe jej zachowywać się w taki a nie inny sposób. Może zabrzmi to bezdusznie, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnej empatii i współczucia dla tej bohaterki i uważam, że w dużym stopniu zasłużyła sobie na to, co ją spotkało. Wiecie, z niektórymi ludźmi po prostu z zasady się nie dogadujemy, a ja i Kristina byłyśmy z kompletnie innej bajki.

Jedyne, co w tej książce można uznać za plus, to „momenty” – kilka cytatów, które przemawiają do głębi mojego serca; słowa, których mogłabym użyć, aby wyrazić swoje uczucia, gdybym potrafiła zrobić to właściwie, nie mając wrażenia, że coś pomijam i że zostanę źle zrozumiana. Są one jednak na tyle nieliczne, że w oglądzie całościowym giną niezauważone pośród pustych frazesów oraz zwyczajnych i nudnych zdarzeń. Zapewne za zaletę można by również uznać morał płynący z historii Kristiny, który daje do myślenia, ale dla mnie jest to dosyć naciągane stwierdzenie. To prawda, że z zakończenia Cranku płyną pouczające wnioski, jednak nie sprawiło ono, że zaczęłam postrzegać tą książkę w lepszy sposób. Po jej skończeniu po prostu odetchnęłam z ulgą i zepchnęłam w najodleglejsze zakątki umysłu wspomnienia o Cranku.

Crank Ellen Hopkins jest moim zdaniem lekturą niewartą zachodu. Choć pozornie wydaje się czymś nowatorskim i oryginalnym, w rzeczywistości nie wyróżnia się niczym spośród zastępów innych książek młodzieżowych. Jeśli pociąga Was idea tematyki uzależnień, podejrzewam, że znajdziecie wiele innych, bardziej wartościowych książek na ten temat – chociażby klasyk, My, dzieci z dworca ZOO. Choć bardzo bym chciała, nie mogę polecić Wam Cranku – to książka rozczarowująco zwyczajna, która obiecuje wiele, a daje niedużo.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-19 06:09:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Morrigan Crow od początku była przeklęta. Urodziła się w przeklęty dzień, a jedyne, co naprawdę jej wychodziło, to przynoszenie innym pecha. Jedynym pocieszeniem dla ludzi, którzy z obawy o własne zdrowie unikali przebywania w jej towarzystwie, był fakt, że jej życie – tak jak życie wszystkich przeklętych dzieci – miało zakończyć się w jedenaste urodziny.

Jednak od tego tragicznego losu...
Morrigan Crow od początku była przeklęta. Urodziła się w przeklęty dzień, a jedyne, co naprawdę jej wychodziło, to przynoszenie innym pecha. Jedynym pocieszeniem dla ludzi, którzy z obawy o własne zdrowie unikali przebywania w jej towarzystwie, był fakt, że jej życie – tak jak życie wszystkich przeklętych dzieci – miało zakończyć się w jedenaste urodziny.

Jednak od tego tragicznego losu uratowało ją przybycie tajemniczego rudowłosego dżentelmena, Jupitera Northa, który złożył jej niecodzienną propozycję. Podróż do magicznej krainy Nevermoor, w jaką zabiera Morrigan Jupiter, nigdy nie pojawiła się nawet w najśmielszych snach dziewczynki. Morrigan dostanie tam szansę, aby stać się członkinią elitarnego stowarzyszenia, ale najpierw czekają ją cztery próby, podczas których będzie musiała się wykazać. Czy potrafi coś więcej poza przynoszeniem pecha?

Spośród grona najlepszych książek, jakie czytaliście, tylko te najbardziej wyjątkowe łączy jeden element – zaskoczenia. Książki, o których wszyscy dobrze mówią, a które potem faktycznie okazują się znakomite, są cudowne, nie można temu zaprzeczyć. Jednak kiedy powieść, po którą sięgacie bez żadnych oczekiwań, właściwie nawet nie mieliście w planach jej czytania, nieoczekiwanie okazuje się arcydziełem, to jest moment godny zapamiętania. I właśnie taka sytuacje przytrafiła mi się w przypadku Nevermoor. Przypadków Morrigan Crow – książki, z której początkowo zrezygnowałam po przeczytaniu opisu na rzecz Podniebnego Kerstin Gier, ponieważ ograniczony czas nie pozwalał mi na czytanie wszystkich dostępnych pozycji. Jednak wydawnictwo z nieznanego mi powodu tak czy inaczej przesłało mi Nevermoor i okazało się to strzałem w dziesiątkę.

Nie chciałabym nikogo zrazić do tej książki stwierdzeniem, że Nevermoor jest połączeniem serii o Harrym Potterze oraz Alicji w Krainie Czarów, ponieważ moglibyście pomyśleć, że w takim razie Jessica Townsend wykorzystała wszystko to, co już istniało. Jednak zupełnie mijałoby się to z prawdą. Choć Nevermoor istotnie ma w sobie coś zarówno z powieści J.K. Rowling, jak i Lewisa Carrolla, to jest niezależnym, oryginalnym tworem. Powiedziałabym, że z Alicji w Krainie Czarów zaczerpnięto nieco tego unikalnego, szalonego klimatu, w którym najbardziej absurdalna rzecz wydaje się być na swoim miejscu. Jest to podobny rodzaj magii, od której ciężko oderwać wzrok.

Natomiast jeśli chodzi o Harry’ego Pottera, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ najbardziej zagorzały wielbiciel Harry’ego Pottera będzie niemal na każdym kroku dostrzegał podobieństwa do serii J.K. Rowling, których czasem zwyczajnie nie da się zignorować. Zdecydowałam jednak, że nie będzie to dla mnie wadą – w końcu to, że ja sama na okrągło żyję w świecie HP, nie oznacza, że dla kogoś kompletnie niezwiązanego z tą serią jakiekolwiek podobieństwa będą problemem. Poza tym nawet jeśli Jessica Townsend inspirowała się J.K. Rowling, nie było to perfidne zerżnięcie połowy motywów, lecz co najwyżej lekka inspiracja niektórymi elementami, które potem autorka i tak przeobraziła na potrzeby realiów własnej książki. Zresztą – Nevermoor jest tak fantastyczna, że zwyczajnie nie mam ochoty doszukiwać się w niej wad.

Czytając Nevermoor miałam wrażenie, że jestem w domu, poważnie. Doszłam do wniosku, że jest to chyba najlepszy dla mnie typ książek, który momentalnie wbija mnie w fotel i porywa w wir wydarzeń. W tak zwariowanym, oderwanym od rzeczywistości świecie jak Nevermoor, czułam się idealnie. Transport miejski z użyciem parasolek, karzeł wampirzy (albo wampir karłowaty!), dojrzewający żyrandol… to wszystko i wiele wiele więcej sprawiało, że czułam się jak mała dziewczynka w sklepie z ozdobami bożonarodzeniowymi, która nie wie, w którą stronę zwrócić wzrok – tak dużo się tam działo. Nevermoor jest zaskakująco wciągająca i od pierwszych stron zatopiłam się w tym magicznym świecie całkowicie, choć wcale nie miałam takiego zamiaru. Jessica Townsend ma jednak zdolność do wabienia czytelnika i chcąc nie chcąc trzeba tą historię pokochać.

Ogromnym plusem tej powieści są jej bohaterowie. Sama Morrigan Crow jest dosyć zaskakująca, ponieważ mimo że ma zaledwie jedenaście lat, nie jest jedną z tych irytujących, płaczliwych, bez przerwy zabiegających o uwagę dziecięcych bohaterek, które zwykle niesamowicie działają mi na nerwy. Właściwie Morrigan jest wyjątkowo dojrzała jak na swój wiek, choć nie przesadnie, a do tego jest odważna, pomysłowa i ma dobre serce, co również się liczy. Poza samą główną bohaterką mamy tutaj całą plejadę niesamowitych postaci, z którymi zżyłam się i polubiłam w ciągu tych kilku dni czytania. Weźmy na przykład takiego rudowłosego Jupitera Northa, nietuzinkowego mentora Morrigan, który swoją niefrasobliwością i humorem skradł moje serce. Była również Fenestra, kocica nienaturalnych rozmiarów, która pod maską zdystansowania i lekkiej gburowatości była prawdziwie mięciutkim, troskliwym kociakiem. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ponieważ w Nevermoor roi się od cudownych bohaterów i przysięgam, że tak wspaniałe postaci ciężko znaleźć gdziekolwiek indziej.

Jeśli do tej pory jeszcze nie zdołałam Was przekonać, to wiedzcie, że książka Jessiki Townsend powala również humorem. I to nie takim humorem dla dzieci, czy też prostackim, godnym politowania żartem. Nevermoor jest zabawna w niewymuszony, lecz inteligentny sposób, który niesamowicie przypadł mi go gustu. W ogóle nie jestem w stanie powiedzieć niczego złego o tej książce, więc ta recenzja ma raczej formę tekstu pochwalnego na cześć Nevermoor, ale jest to pochwała w pełni zasłużona.

Kocham ten moment w czytaniu książek, gdy niepozorna powieść okazuje się absolutnie wyjątkowym odkryciem, które zapamiętuje się na długo i poleca każdej osobie, która akurat się nawinie. Nevermoor musicie przeczytać koniecznie, nie chcę słyszeć żadnych wymówek. Jest to pełna magii, humoru, akcji i genialnych bohaterów historia, przez którą płynie się błyskawicznie i z której czerpie się autentyczną przyjemność. Już teraz wiem, że kolejny tom tej serii będzie obowiązkową pozycją, na którą będę czekać w kolejnych miesiącach – po tak znakomitym pierwszym tomie nie mogę sobie tego odpuścić.

booksofsouls.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
386 143 711
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd