Nowalijki 
nowalijki.com.pl, facebook.com/nowalijki, instagram.com/nowalijki
Notoryczny czytelnik, od niedawna bloger.
status: Oficjalny recenzent, ostatnio widziany 4 godziny temu

Oficjalne recenzje

09-05-2018
Oficjalna recenzja

„Gra singli” to powieść, która zalicza się do niezwykle popularnego gatunku jakim jest chic lit. Historia Charlotte Silver ma wszystkie zalety i wady typowe dla książek spod znaku literatury lekkiej, łatwej i przyjemnej. Trudno nie zauważyć, że fabuła jest i mało skomplikowana, i schematyczna. Owszem, umiejscowienie akcji na kortach tenisowych w różnych częściach świata jest całkiem udanym pomysłem, ale autorka nie do końca wykorzystała potencjał, jaki tkwi w tej opowieści.

24-04-2018
Oficjalna recenzja

Maggie O'Dell jest cenioną profilerką, bez pracy której każde policyjne śledztwo trwałoby zdecydowanie dłużej. Po latach nauki i miesiącach spędzonych przy biurku, O'Dell dostaje propozycję działania w terenie. I to od razu przy mocnej sprawie seryjnego mordercy, nieuchwytnego, przebiegłego i okrutnego. Agentce trudno nie skorzystać z takiej możliwości i to śledztwo na zawsze ukształtuje ją jako policjantkę.

03-04-2018
Oficjalna recenzja

Napisana w pierwszej osobie powieść zaskakuje fabułą, w której wydarzenia przeplatają się ze retrospekcją, fakty z opiniami i odczuciami Toma, co skutecznie utrudnia czytelnikowi odkrycie prawdy o wydarzeniach na Krecie. Czytelnik, podobnie jak Mara, nie ma pewności, czy pewne wydarzenia miały miejsce, czy są wytworem wyobraźni archeologa.

27-03-2018
Oficjalna recenzja

Siódme spotkanie z Chyłką i Zordonem to nie tylko nowa sprawa dla ambitnej prawniczki, ale i próba wyjścia obojga bohaterów na prostą. Życie jej i Zordona skomplikowało się, ale trudno nie odnieść wrażenia, że tych dwoje zachowuje się jak pijane dziecko we mgle. Trochę niefortunne porównanie w odniesieniu do Joanny, ale jednak. Tym razem kancelaria musi zmierzyć się z dziką reprywatyzacją, a także z wydarzeniem, które na zawsze zmieni układ sił w biurowcu Skylight.

14-03-2018
Oficjalna recenzja

Trzecia odsłona kryminalnej serii ponownie zabiera czytelnika w sam środek rodzimego show-biznesu, a dokładniej za kulisy przemysłu muzycznego. To wokół niego toczy się śledztwo warszawskiej policji i oczywiście Róży, której pomagają przyjaciele znani z poprzednich książek Alka Rogozińskiego. I tym razem opis rzeczywistości podszyty jest ironią, a czasem nawet drobnymi uszczypliwościami, akcja pędzi, a podejrzani zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-20 12:21:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
 
2019-01-17 17:14:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
***
Fantastyczny thriller, pełen napięcia i zwrotów akcji. Tak debiutancką powieść Rebeki Fleet rekomenduje literacki wyga, Lee Child. Wiadomo – reklama dźwignią handlu – i nośne hasło na okładce ma pomóc w promocji debiutantki, ale w przypadku Zamiany efekt jest chyba odwrotny. Świadczą o tym głosy zawodu czytelników, którym trudno w powieści Fleet...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
***
Fantastyczny thriller, pełen napięcia i zwrotów akcji. Tak debiutancką powieść Rebeki Fleet rekomenduje literacki wyga, Lee Child. Wiadomo – reklama dźwignią handlu – i nośne hasło na okładce ma pomóc w promocji debiutantki, ale w przypadku Zamiany efekt jest chyba odwrotny. Świadczą o tym głosy zawodu czytelników, którym trudno w powieści Fleet dostrzec obiecane napięcie i dynamiczne twisty. Od rasowego thrillera psychologicznego oczekuje się tempa, zaskakujących rozwiązań fabularnych oraz klimatu niepokoju. I co ciekawe, sporo z tych wyznaczników gatunku znajdziemy w Zamianie, ale po kilkunastu stronach wyraźnie widać, że autorka zdecydowanie bardziej skupiła się na aspekcie psychologicznym swojego debiutu.

Małżeństwo z pewnym stażem oraz pokaźnym bagażem doświadczeń życiowych, postanawia skorzystać z modnej opcji zamiany mieszkań i tydzień spędzić w wynajętym domu na przedmieściach Londynu. Z dala od rodzinnego Leeds, planują odpocząć i zdystansować się wobec niedawnych wydarzeń w ich życiu. Nic nie zapowiada kłopotów aż do momentu, kiedy Caroline orientuje się, że wynajętym domu ktoś zostawia wskazówki, które mają przypomnieć jej o tragicznych wydarzeniach sprzed kilku lat. Nawiązania do poprzedniego życia są tak oczywiste, że młoda kobieta nie ma wątpliwości, że dopadły ją koszmary z przeszłości. Odbudowany mozolnie świat, znów zaczyna drżeć w posadach.

Przyznam, że sam pomysł na fabułę – zamiana mieszkań – początkowo wydał mi się dość absurdalny, ale wiem, że również w Polsce nie jest to nic niezwykłego. Wystarczy przejrzeć oferty na odpowiednich stronach internetowych. Pomyślałem nawet, że to w gruncie rzeczy dobry punkt wyjścia dla thrillera psychologicznego. I rzeczywiście, Rebecca Fleet wokół tego motywu obudowuje swoją historię. Zamiana skupia się na Caroline i Francisie oraz ich trudnej drodze powrotu do normalności. Mieszkanie na przedmieściach Londynu wydaje się oazą minimalizmu i spokoju, ale to właśnie tutaj głównej bohaterce przyjdzie stawić czoła przeszłości. I nigdzie nie jest napisane, że ze starcia wyjdzie obronną ręką.

Wspomniałem we wstępie, że w Zamianie trudno doszukiwać się zawrotnego tempa akcji i oczekiwanego klimatu niepokoju. Fabuła rozwija się powoli (momentami nawet zbyt wolno), a autorka skupia się na pogłębionej (bardzo) psychologii postaci i wydarzeń. Mnie to akurat nie przeszkadza, lubię bowiem powieści, które w tej kwestii nie ślizgają się po temacie. Napięcia także nie brakuje, ale wynika on raczej z analizy kolejnych wydarzeń z przeszłości, niż tego, co dzieje się tu i teraz.

Wrażenie niepokoju i dezorientacji autorka uzyskuje odpowiednio skomplikowaną narracją Zamiany. Dwoje narratorów pierwszoosobowych, dwie perspektywy czasowe, komentarze anonimowej postaci – te wszystkie elementy wprowadzają chaos, który dopiero z czasem układa się w zrozumiałą dla czytelnika całość. W tym szaleństwie jest metoda, dlatego nie warto zniechęcać się do fabuły po pierwszych kilkunastu stronach. Zamysł kompozycyjny autorki wyraźnie widać dopiero pod sam koniec powieści.

Zamiana Rebeki Fleet nie jest może debiutem marzeń, ale nie spisywałbym tej książki na straty. Podoba mi się umiejętność żonglowania narracją, podrzucanie subtelnych wskazówek i podtrzymywanie wrażenia dezorientacji oraz osaczenia. Nie jest to typowy thriller psychologiczny, a raczej powieść spomiędzy gatunków. I to trzeba wyraźnie podkreślić. Reszta zostaje kwestią gustu.

pokaż więcej

 
2019-01-14 20:30:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Isabel Fielding (tom 1) | Seria: Mroczna strona

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
***
Zapowiedź Morderczyni Sarah A. Denzil od razu wpadła mi w oko pośród dziesiątek innych tytułów. A to głównie dlatego, że czytałem wcześniejszą powieść brytyjskiej autorki, czyli Milczące dziecko. Lektura jej trzeciej książki (a pierwszej po polsku) okazała się całkiem przyjemnym doświadczeniem, szczególnie, kiedy przymknie się oko na przekombinowane...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
***
Zapowiedź Morderczyni Sarah A. Denzil od razu wpadła mi w oko pośród dziesiątek innych tytułów. A to głównie dlatego, że czytałem wcześniejszą powieść brytyjskiej autorki, czyli Milczące dziecko. Lektura jej trzeciej książki (a pierwszej po polsku) okazała się całkiem przyjemnym doświadczeniem, szczególnie, kiedy przymknie się oko na przekombinowane zakończenie. Pisarka reprezentuje modny od jakiegoś czasu gatunek thrillera psychologicznego z elementami domestic noir i ciekawiło mnie, co tym razem zaproponuje swoim czytelnikom. Morderczyni jest pierwszą powieścią z nowego cyklu (który liczy obecnie dwa tytuły), w którym widać, że Denzil popracowała nad tempem fabuły i choć finał znów może wywołać zdziwienie, to tym razem autorka jest usprawiedliwiona.

Siedem lat wcześniej, w niewyjaśnionych okolicznościach, została zamordowana Maisie Earnshaw. Do tragedii doszło podczas przyjęcia z udziałem zaprzyjaźnionych rodzin. O spowodowanie śmierci dziecka została oskarżona córka znajomych rodziców Maisie – czternastoletnia wówczas Isabel Fielding, która opiekowała się córką gości i młodszym bratem podczas zabawy w pobliskim lesie. Isabel niczego nie pamięta, a śledczym nie udaje się ustalić przebiegu wydarzeń. Dziewczyna zostaje umieszczona w szpitalu psychiatrycznym, w którym pracę rozpoczyna Leah Smith. Młoda pielęgniarka opiekuje się Isabel i kwestią czasu jest, kiedy kobieta zacznie podejrzewać, że lata temu wydarzyło się coś, co pod znakiem zapytania stawia winę młodej morderczyni.

Nowa powieść Sarah A. Denzil to typowa fabuła spod znaku emocjonującego thrillera psychologicznego. Autorka powoli, ale konsekwentnie buduje fabułę, poprzez wprowadzanie kolejnych elementów skomplikowanej układanki. Podzielona na dwie części Morderczyni wymaga w pierwszej odsłonie skupienia i cierpliwości. Druga część zdecydowanie przyspiesza i utwierdza czytelnika w przekonaniu, że pisarka do perfekcji opanowała sztukę wywodzenia w pole, a klimat niepewności tylko się pogłębia. Między dwiema bohaterkami rodzi się specyficzna więź, ale nie łatwo jest wysondować, która z nich jest szczera do bólu, a która mija się z prawdą i dlaczego? A może obie, nieświadomie, godzą się na grę pozorów? Ewidentnie coś jest nie tak, ale poznanie prawdy o wydarzeniach z przeszłości to clue całej opowieści. Być może umieszczenie akcji w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze jest chwytem zgranym do bólu, ale i tym razem się sprawdza, zwłaszcza, że Leah też nie mówi Isabel całej prawdy, ale występuje też z innej pozycji.

Napisana w pierwszej osobie Morderczyni unika wprawdzie dłużyzn zapamiętanych przeze mnie podczas lektury Milczącego dziecka, ale główna bohaterka znów przeżywa rozterki – na szczęście w mniejszym natężeniu niż Emma ze wspomnianej wcześniej powieści. Ponownie można przyczepić się do wydumanego finału, ale tym razem autorkę usprawiedliwiam, musiała bowiem zostawić sobie uchylone drzwi do drugiej części (już zresztą opublikowanej) i pozostawić czytelnika z kilkoma pytaniami bez odpowiedzi.

Lubię gatunek, który reprezentuje Morderczyni Sarah A. Denzil, podoba mi się styl angielskiej pisarki i mimo pewnych zastrzeżeń, polecam jej prozę, bo to przykład solidnej literatury rozrywkowej. Co więcej, już chętnie poznałby ciąg dalszy tej historii.

pokaż więcej

 
2019-01-12 06:59:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Inspector Wexford (tom 2)

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
***
Po lekturze drugiej powieści Ruth Rendell Grzechy ojców mogę zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie angielska powieściopisarka, nie byłoby popularnego gatunku, jakim jest thriller psychologiczny. A już na pewno nie byłoby go w takiej konwencji, jaką znają czytelnicy na całym świecie, pochłaniając w emocjach kolejne fabuły. Zmarła w 2015 roku brytyjska...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
***
Po lekturze drugiej powieści Ruth Rendell Grzechy ojców mogę zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie angielska powieściopisarka, nie byłoby popularnego gatunku, jakim jest thriller psychologiczny. A już na pewno nie byłoby go w takiej konwencji, jaką znają czytelnicy na całym świecie, pochłaniając w emocjach kolejne fabuły. Zmarła w 2015 roku brytyjska autorka konsekwentnie łączyła zagadkę kryminalną z pogłębioną analizą psychologiczną swoich bohaterów, doszukując się w motywach ich postępowania czegoś więcej, niż tylko działania pod wpływem chwili i rozbuchanych namiętności.

Grzechy ojców to drugie spotkanie z nadinspektorem Reginaldem Wexfordem i jego wiernym współpracownikiem inspektorem Burdenem. To była pierwsza poważna sprawa Wexforda, który szesnaście lat wcześniej prowadził śledztwo w sprawie morderstwa majętnej staruszki. Herbert Painter został skazany i powieszony. Wątpliwości jednak pozostały. I do nich odnosi się pastor Archery, którego syn zamierza ożenić się z córką Paintera. Wielebny postanawia przeprowadzić własne śledztwo, odkrywając niejedną tajemnicę zamieszanych w zdarzenie mieszkańców urokliwego Kingsmarkham.

Kiedy recenzowałem debiut Ruth Rendell Z najlepszymi życzeniami śmierci (tutaj) napisałem, że powieść zdążyła się zestarzeć. Tę świadomość miała też sama autorka, pisząc o tym przy okazji okrągłej rocznicy swojego debiutu. Co ciekawe jednak, Grzechy ojców czyta się zdecydowanie lepiej, a archaiczność, choć widoczna, już tak nie razi. Prowincjonalne Kingsmarkham kipi od emocji, a jego mieszkańcy kryją sporo sekretów co sprawia, że śledztwo jest długie i mozolne. Autorka skupia się głównie na aspekcie psychologicznym sprawy o morderstwo, analizuje zachowania bohaterów, przywołuje wspomnienia sprzed lat. Fabuła rozwija się powoli, pastor Archery, który nieformalnie przejmuje od Wexforda dochodzenie, skrupulatnie analizuje zachowania kolejnych bohaterów i odkrywa kierujące nimi motywy, a wszystko to w imię dojścia do prawdy. A ta, jak należy się spodziewać, jest zaskakująca.

Grzechy ojców z pewnością nie zadowolą czytelników, którzy od kryminału oczekują głównie szybkiego tempa, nagłych zwrotów akcji i realistycznego obrazu pracy policji. Książki Ruth Rendell, póki co, skupiają się na innych aspektach, które łatwo dostrzec we współczesnych thrillerach psychologicznych. Dla mnie powieści Rendell mają niezaprzeczalny urok stylu retro, dziś stanowią klasykę angielskiej powieści kryminalnej i choćby dlatego z przyjemnością poznam również kolejne odsłony cyklu o Reginaldzie Wexfordzie.

pokaż więcej

 
2019-01-10 06:09:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
 
2019-01-06 20:11:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Cykl: William Wisting (tom 12) | Seria: Mroczny zaułek

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------
Są tacy autorzy, na powieści których zawsze czekam z niecierpliwością. I są tacy autorzy, wobec których nie potrafię być obiektywny. Do obu tych kategorii zaliczam Jørna Liera Horsta, norweskiego pisarza i byłego policjanta, którego seria o komisarzu Williamie Wistingu należy do moich ulubionych. Od początku ujęła...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------
Są tacy autorzy, na powieści których zawsze czekam z niecierpliwością. I są tacy autorzy, wobec których nie potrafię być obiektywny. Do obu tych kategorii zaliczam Jørna Liera Horsta, norweskiego pisarza i byłego policjanta, którego seria o komisarzu Williamie Wistingu należy do moich ulubionych. Od początku ujęła mnie spokojnym tempem akcji, rzetelnością w opisie codziennych działań policji, ale przede wszystkim rozpoznawalnym już po kilku stronach klimatem. Kod Kathariny to XII odsłona serii (lub XI, jeśli nie liczyć prequelu w postaci Gdy mrok zapada) i choć wydawać by się mogło, że autorowi coraz trudniej będzie przykuć uwagę czytelnika, Horstowi ponownie się udało. Na tyle skutecznie, że od lektury nie potrafiłem się oderwać.

Każdy policjant ma w archiwum sprawę, której nigdy nie udało mu się rozwikłać. Dla Wistinga wciąż wielką zagadką pozostaje tajemnicze zniknięcie Kathariny Haugen. Kobieta zostawiła pewną wskazówkę, ale póki co, od ponad dwóch dekad nie wiadomo, co się tak naprawdę wydarzyło się pewnego mglistego października. Komisarz Wisting od lat odwiedza męża zaginionej, a rutynowe z początku wizyty, z biegiem lat, przeradzają się w szorstką przyjaźń. Dlatego tym trudniej będzie zrozumieć Wistingowi, dlaczego Martin Haugen znika bez wieści, a sprawa jego żony zostaje powiązana z innym dramatycznym wydarzeniem sprzed lat. Przed Williamem Wistingiem trudne śledztwo, w którym będzie musiał posłużyć się metodami, które są dla niego trudne do zaakceptowania.

Siłą powieści Jørna Liera Horsta są przede wszystkim bohaterowie. Obok Wistinga i jego ludzi z Wydziału Śledczego w Larvik, warto pamiętać o dorosłych już dzieciach – Line i Thomasie, wspomnieć zmarłą żonę i starego ojca. W Kodzie Kathariny, obok Martina Haugena, pojawia się nowa postać i wiele wskazuje na to, że na dłużej zagości w świecie powieści norweskiego autora. Mowa o Adrianie Stillerze, młodym śledczym, który zajmuje się starymi, wciąż czekającymi na wyjaśnienie, sprawami. Jedna z cold cases (jak nazywane są w policyjnym żargonie) wprost nawiązuje do zniknięcia Kathariny i naturalną koleją losu jest, że Stiller i Wisting spotkają się, aby ramię w ramię wyjaśnić wszystkie niewiadome. To właśnie nowy śledczy pracuje metodami dla Wistinga dwuznacznymi moralnie. Straszy doświadczeniem policjant może mieć wątpliwości, ale co z tego, skoro dla dobra śledztwa wszystkie chwyty dozwolone. Pytanie tylko, gdzie jest granica, której przekroczyć po prostu nie wolno?

Kod Kathariny ma znaną z poprzednich odsłon narrację trzecioosobową, ale czytelnik poznaje wydarzenia z trzech punktów widzenia. Obok policjantów, nad sprawą z przeszłości pracuje także Line, której macierzysta redakcja proponuje przygotowanie serii artykułów i podcastów. Relacje Wistinga i jego córki charakteryzuje od dawna wyczuwalne napięcie i duch rywalizacji – wszak oboje szukają prawdy, choć każde w trochę innym celu. W nowej odsłonie cyklu widać to znów dość wyraźnie.

Cykl powieściowy Jørna Liera Horsta trzyma dobry poziom i nawet jeśli trafiły się słabsze części (a trafiły się, to przecież naturalne) to jednego nie można autorowi odmówić – konsekwencji. Żeby nie wiem jak skomplikowaną zagadkę kryminalną wymyślił, zawsze daje pierwszeństwo kwestiom moralnym. Owszem, pozwala przyjrzeć się codziennej, żmudnej pracy policjantów, ale nie zapomina, że za każdą zbrodnią kryją się ludzkie dramaty, nieszczęśliwe zrządzenia losu, tragedia tych, którzy muszą żyć dalej. Jego bohater ma doświadczenie i wiedzę, ale także wrażliwość, która pozwala mu zauważyć to, czego inni nie dostrzegają. Przede wszystkim jednak Kod Kathariny to świetnie napisana powieść, o chyba najbardziej zagadkowej sprawie, z jaką Wisting spotkał się w swojej karierze. Fani powieściowego cyklu Horsta będą usatysfakcjonowani.

pokaż więcej

 
2019-01-04 22:29:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------

Wprawdzie nazwisko Julii Heaberlin przemknęło mi w księgarni jakiś czas temu, ale ponieważ nie czytałem jej pierwszej powieści Polne kwiaty, nie za bardzo wiedziałem, czego się po tej autorce spodziewać. Okazja do poznania jej stylu nadarzyła się dopiero wraz z premierą kolejnej książki Papierowe duchy. Powieść...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------

Wprawdzie nazwisko Julii Heaberlin przemknęło mi w księgarni jakiś czas temu, ale ponieważ nie czytałem jej pierwszej powieści Polne kwiaty, nie za bardzo wiedziałem, czego się po tej autorce spodziewać. Okazja do poznania jej stylu nadarzyła się dopiero wraz z premierą kolejnej książki Papierowe duchy. Powieść okazała się nietypowym kryminałem z zakręconą fabułą i oryginalną parą głównych bohaterów. W tle Teksas, tajemnice uwiecznione na artystycznych fotografiach i sporo pytań bez odpowiedzi. Brzmi intrygująco? I jest, choć w mojej ocenie to fabuła, która niekoniecznie przypadnie do gustu miłośnikom bardziej konwencjonalnych powieści kryminalnych.

Chorującego na postępującą demencję Carla Louisa Feldmana odwiedza córka, której mężczyzna nie pamięta. Młoda kobieta postanawia zabrać ojca na kilkudniową wycieczkę, która ma kilka nietypowych przystanków. Grace planuje bowiem odwiedzić miejsca, w których Feldman, niegdyś wzięty fotograf dokumentalista, wykonał swoje najlepsze prace i przy okazji … zabijał. Jedną z jego ofiar miała być starsza siostra Grace – Rachel. Jaki jest ostateczny cel wyprawy po teksańskich bezdrożach, tak starannie przygotowywanej przez Grace? Czy Carl faktycznie ma na sumieniu kilka istnień? A może coś nie tak jest z samą Grace, owładniętą obsesją zemsty? Co tak naprawdę przytrafiło się Rachel? Pytania można mnożyć, a prawda i tak okaże się zaskakująca. Może odrobinę rozczarowująca, ale zanim bohaterowie odkryją wszystkie tajemnie i wyłożą karty na stół, sporo się wydarzy.

Julia Heaberlin zabiera czytelnika w szaloną, nieobliczalną i momentami zabawną podróż po Teksasie, który niejedno już widział, ale takiego duetu jak Grace i Carl raczej nie. Cierpiący na demencję fotograf zaskakuje … jasnością umysłu, niepozorna Grace umiejętnością przeinaczania się w kogo tylko chce. Oboje mają tyle samo do ukrycia, co do stracenia, dlatego ich wzajemne podchody stanowią zasadniczą i najbardziej interesującą część powieści. Grace ma nadzieję, że odwiedzane wspólnie z Carlem miejsca domniemanych morderstw, zmuszą Feldmana do wyznania prawdy o zniknięciu Rachel. Kiedy wydaje się, że prawda zaraz wyjdzie na jaw, nagle okazuje się, że wciąż do niej daleko.

Pierwszoosobowa narracja (za którą raczej nie przepadam) w przypadku Papierowych duchów sprawdziła się pierwszorzędnie. Wraz z rozwojem fabuły towarzyszyło mi wrażenie, że siedzę w głowie psychopaty, a kłamstwa, przeinaczenia i konfabulacje skutecznie zaciemniają mi prawdziwy obraz wydarzeń. Autorka zresztą celowo bawi się klarownością przekazu, wplatając w fabułę elementy, które skutecznie odciągają czytelnika od sedna tej szalonej wyprawy. Tajemnicze fotografie, które uczyniły Carla Louisa Feldmana sławnym, stanowią klucz do rozwiązania kilku zagadek … a może jednak niekoniecznie?

Papierowe duchy to powieść, która wymyka się jednoznacznej przynależności gatunkowej. Nie jest z pewnością klasycznym kryminałem, nie jest też typowym thrillerem psychologicznym. Konstrukcja fabuły nasuwa skojarzenie z powieścią drogi, ale dzięki głównym bohaterom, książce Julii Heaberlin nie sposób odmówić choćby sarkastycznego humoru. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim czytelnikom taka mieszanka może się spodobać. Uważam jednak, że w tym szaleństwie jest metoda, a przede wszystkim specyficzny smaczek historii, pełnej niedomówień wyprawy mężczyzny, który być może jest niewinny i dziewczyny, która podaje się za jego córkę. To w końcu, co jest prawdą, a co zręczną manipulacją? Chyba najlepiej przekonać się o tym na własnej skórze i niekoniecznie wierzyć temu, co wydaje się szczerą prawdą.

pokaż więcej

 
2018-12-28 21:41:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Inspektor Armand Gamache (tom 2)
 
2018-12-25 14:20:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Mordecai Tremaine (tom 2)

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------

W moich recenzjach nierzadko odwołuję się do twórczości Agathy Christie. To nic dziwnego, skoro brytyjską autorkę traktuję jako swoisty wzorzec z Sevres jeśli chodzi o powieści kryminalne retro - mój ulubiony gatunek. Z pewnością nie jestem też jedynym czytelnikiem, który automatycznie porównuje kolejne fabuły do...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------

W moich recenzjach nierzadko odwołuję się do twórczości Agathy Christie. To nic dziwnego, skoro brytyjską autorkę traktuję jako swoisty wzorzec z Sevres jeśli chodzi o powieści kryminalne retro - mój ulubiony gatunek. Z pewnością nie jestem też jedynym czytelnikiem, który automatycznie porównuje kolejne fabuły do tego, co napisała Christie. W przypadku Morderstwa na Święta Francisa Duncana takie porównanie wydaje się wręcz oczywiste. Wydana po raz pierwszy w 1949 roku, powieść Duncana to drugi w serii tom z detektywem - amatorem Mordecaiem Tremaine'em i jak można przeczytać w anglojęzycznych opracowaniach - odsłona najlepsza. Duncan (a tak naprawdę William Walter Frank Underhill) ma na swoim koncie kilkanaście opowiadań detektywistycznych i wspomnianą serię z Tremaine'em, w całości publikowaną już po II wojnie światowej. Kryminały Francisa Duncana nawiązują tematyką a przede wszystkim stylistyką do okresu nazywanego The Golden Age of Detective Fiction, dlatego zasadnicze pytanie brzmi, czy Morderstwo na Święta radzi dobie ze schedą po wielkich poprzednikach?W mojej opinii - tak sobie. 

Benedict Grame od lat kultywuje świąteczną tradycję. W każde Boże Narodzenie zaprasza do swojej posiadłości Sherbroome House grupę znajomych i przyjaciół, aby przy okazałej choince świętować najpiękniejszy czas w roku. Specjalnym gościem tegorocznych świąt okazuje się Mordecai Tremaine, który zasłynął niedawno rozwiązaniem niełatwej zagadki kryminalnej. Jego zdolności szybko okażą się nieocenione, kiedy w bożonarodzeniowy poranek goście Grame'a, zamiast prezentów, pod choinką znajdą zwłoki w stroju świętego Mikołaja. Czy mordercą jest ktoś spośród gości, czy może osoba z zewnątrz? Mordecai Tremaine musi szybko odnaleźć sprawcę makabrycznej zbrodni, zanim potencjalny zabójca zaatakuje ponownie, lub co gorsze - ucieknie sprawiedliwości. 

Zasadniczo, Morderstwo na Święta ma wszystkie elementy, które składają się na klasyczny kryminał: starą angielską posiadłość na prowincji, grupę bohaterów, którym przyszło spędzić świąteczny czas w zamkniętej przestrzeni, mroźną zimę za oknem i trupa w salonie. Nie zabrakło także detektywa - amatora, a przede wszystkim intrygi, w którą zaangażowani są wszyscy bohaterowie, mniej lub bardziej umiejętnie skrywający brzydkie sekrety. Co z tego, skoro autorowi zabrakło pomysłu na rozwój fabuły, w której łatwo dostrzec braki warsztatowe. Powieść napisana jest kwiecistym stylem i charakteryzuje się wolnym tempem - co mnie akurat zupełnie nie przeszkadza. Gorzej jednak, że Morderstwo na Święta ma wyraźnie zachwiane proporcje, skoro trup pojawia się gdzieś w połowie powieści, to na samo śledztwo pozostaje mało czasu (i treści). Tremaine nie okazuje się wprawdzie gejzerem intelektu na miarę Poirota, ale sprawnie łączy informacje uzyskane od pozostałych gości z wnioskami, które wysnuł po obserwacji ich zachowania. Autor sporo uwagi poświęca swoim bohaterom, metodycznie wpisuje ich w intrygę, co sprawia, że powieść momentami nuży i co gorsza, zniechęca do czytania. Postaci (a jest ich sporo) są płaskie i chyba żadna nie budzi sympatii na tyle, aby z zaciekawieniem śledzić ich losy. Sama zaś intryga, która doprowadziła do zbrodni, jest grubymi nićmi szyta, co potwierdza, nieco melodramatyczny, finał powieści. Oczywiście te elementy, które wskazałem jako wyraźne mankamenty fabuły dadzą się pewnie obronić, choćby tym, że Morderstwo na Święta to stara powieść w starym stylu i ma prawo trącić myszką, ale niekoniecznie musi nudzić. 

Nie lubię takich czytelniczych zawodów. Sięgając po powieść Francisa Duncana nie spodziewałem się może wielkiego literackiego odkrycia, choć po cichu liczyłem chyba, że może jednak dopiszę autora Morderstwa na Święta do listy ulubionych. Nie dopiszę, ale też nie stwierdzę, że czas spędzony w Sherbroome House okazał się stracony. Książka ma bowiem swój niewątpliwy urok ramotki i paradoksalnie - wpisuje się w leniwy klimat świąt. Dla miłośników powieści detektywistycznych retro powieść Francisa Duncana okaże się z pewnością ciekawostką wydawniczą, a dla pozostałych czytelników albo niezobowiązującą lekturą na jedno popołudnie, albo srogim rozczarowaniem. Wszystko zależy od oczekiwań i nastawienia. Jedno jest pewne - nie należy oceniać kryminału po (niezłej!) okładce. 

pokaż więcej

 
2018-12-21 21:18:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:
 
2018-12-16 16:57:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Inspektor Armand Gamache (tom 1)

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------
Często powtarzam, że moją miłość do kryminałów zawdzięczam Agacie Christie, której powieści zacząłem czytać całe lata temu. To właśnie dzięki Królowej Kryminału odkryłem uroki gatunku cozy mystery, choć po pierwszym spotkaniu z panną Marple nie wiedziałem jeszcze, że mam do czynienia z tym charakterystycznym rodzajem...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com
----------------------------------------
Często powtarzam, że moją miłość do kryminałów zawdzięczam Agacie Christie, której powieści zacząłem czytać całe lata temu. To właśnie dzięki Królowej Kryminału odkryłem uroki gatunku cozy mystery, choć po pierwszym spotkaniu z panną Marple nie wiedziałem jeszcze, że mam do czynienia z tym charakterystycznym rodzajem powieści. Szybko pokochałem niespieszny klimat opowieści o małych, z pozoru idyllicznych miejscowościach, barwnych mieszkańcach i … zbrodni, którą mógł popełnić każdy z miłych członków lokalnej społeczności. Herbatki o piątej, maślane ciasteczka i panna Marple – uroczo wścibska, ale i szalenie niebezpieczna – oczywiście dla mordercy, który po prosto zawsze gdzieś popełniał błąd. I miał pecha, ponieważ na jego drodze stawała niepozorna staruszka o umyśle ostrym jak brzytwa. Piszę o ulubionym gatunku nie bez powodu, gdyż odkryłem właśnie powieści kanadyjskiej autorki Louise Penny. Jej debiutancką książkę pod tytułem Martwa natura (znaną również jako Martwy punkt) z pewnością można zaliczyć do podgatunku cozy mystery, ale z zastrzeżeniem, że to klasyfikacja dość umowna. Definicja gatunku podkreśla, że śledztwo w tego typu fabułach prowadzi zawsze osoba niezwiązana z policją (jak wspominana już panna Marple), a u Penny jest akurat wręcz przeciwnie. Reszta definicji z grubsza się zgadza. I dlatego już teraz mogę napisać, Martwa natura to jest ten typ powieści, który uwielbiam – nawet, jeśli mam pewne zastrzeżenia.

Martwa natura otwiera cykl powieści kryminalnych z nadinspektorem Armandem Gamache’m, który został oddelegowany do miasteczka Three Pines w celu przeprowadzenia śledztwa w sprawie zagadkowej śmierci emerytowanej nauczycielki. W czasie Święta Dziękczynienia (w Kanadzie obchodzonego w październiku) ginie panna Jane Neal – powszechnie lubiana mieszkanka małego kanadyjskiego miasteczka przy granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Nietypowe narzędzie zbrodni, śmierć wyglądająca początkowo na nieszczęśliwy wypadek i mieszkańcy, którzy pozornie nie mają nic do ukrycia to elementy budujące fabułę debiutu Louise Penny. Gdyby nie dociekliwość nadinspektora Gamache’a i jego ludzi, kto wie, czy sprawca zbrodni zostałby ukarany. Wraz z przyjazdem do Three Pines szefa zabójstw, gra dopiero się rozpoczyna.

Teoretycznie Martwa natura Louise Penny nie jest powieścią specjalnie odkrywczą, a autorka sięga po sprawdzone wcześniej motywy. Robi to jednak z dużym wyczuciem i na tyle umiejętnie żongluje rozpoznawalnymi elementami świata przedstawionego klasycznej powieści kryminalnej, że nie sposób zarzucić jej wtórność. Co więcej, morderstwo stanowi punkt wyjścia do pokazania miasteczka, w którym rozgrywać się będą kolejne odsłony cyklu, a przede wszystkich przedstawienia całej gamy barwnych postaci – mieszkańców Three Pines. Na uwagę zasługuje oczywiście główny bohater Armand Gamache – sympatyczny pięćdziesięciolatek o bystrym, analitycznym umyśle i – w przeciwieństwie do wielu kolegów z innych powieści – ustabilizowanym życiu osobistym. Wraz z nim pracuje jeszcze dwoje młodszych policjantów i choć między trójką bohaterów dochodzi do spięć, głównie za sprawą młodej agentki Yvette Nichol, to zupełnie nieźle sobie radzą z prowadzonym śledztwem. Chętnie przeczytam, jak poradzą sobie w kolejnych częściach tego cyklu.

Sama fabuła, zgodnie z regułami gatunku, skupia się i na sprawie morderstwa, i na wątkach z życia całej grupy bohaterów, z którymi zmarła utrzymywała kontakt, często od wielu lat. Autorka wyraźnie sugeruje, że mordercą jest ktoś z miasteczka i przeszłości Jane Neal, ale cała zabawa polega na tym, aby dobrze wytypować zabójcę, zanim ten odważy się na kolejny krok. Uważny obserwator ludzkiej natury, nadinspektor Gamache też to wie i jego śledztwo skoncentruje się na na analizie zachowań poszczególnych bohaterów. Choćby dlatego Martwa natura nie jest powieścią dla miłośników adrenaliny, pościgów i krwawych porachunków. To kryminał w klasycznej osłonie z domieszką klimatu rodem z Miasteczka Twin Peaks. Moje ulubione klimaty. I byłoby idealnie, gdyby nie zasadniczy mankament, czyli tłumaczenie. Momentami dość kanciaste, językowo niedopracowane, przez co powieści brakuje lekkości i rytmu. Przyznam, że początkowo dosyć mnie to irytowało, ale potem już kwestia języka przekładu tak bardzo nie przeszkadza.

Cieszę się, że mam przed sobą lekturę drugiego tomu pod tytułem Zabójczy mróz, a jeszcze bardziej cieszy mnie zapowiedź kolejnego tytułu w serii. Już wiem, że chętnie wrócę do Three Pines.

pokaż więcej

 
2018-12-02 21:46:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
 
2018-11-23 21:00:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione

Tomasz Radochoński www.nowalijki.com.pl
-------------------------------------------

Ta książka na dobrą sprawę jeszcze nie opuściła drukarni, a już zdążyła tu i ówdzie podnieść ciśnienie. Trudno się dziwić, Remigiusz Mróz w ciagu kilku lat zrobił błyskawiczną (nie bójmy się tego słowa) karierę, a jego książki rozchodzą się w nakładach, o jakich inni autorzy często mogą tylko marzyć. I nie ma...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.com.pl
-------------------------------------------

Ta książka na dobrą sprawę jeszcze nie opuściła drukarni, a już zdążyła tu i ówdzie podnieść ciśnienie. Trudno się dziwić, Remigiusz Mróz w ciagu kilku lat zrobił błyskawiczną (nie bójmy się tego słowa) karierę, a jego książki rozchodzą się w nakładach, o jakich inni autorzy często mogą tylko marzyć. I nie ma znaczenia, czy na rynku wydawniczym pojawiła się właśnie następna Chyłka, czy powieść w zupełnie nowym gatunku, nie liczy się, czy kolejna fabuła jest lepsza, czy słabsza. Fani z niecierpliwością czekają na następny tytuł a krytycy, no cóż, krytycy krytykują - takie ich prawo. Autor lubi szeroki rozrzut gatunkowy, ale choć O pisaniu. Na chłodno zaskakuje formułą, jest to pozycja, której należało się spodziewać. Może później niż prędzej, ale jednak. W końcu kto może pokusić się o napisanie przewodnika dla przyszłych autorów, jak nie poczytny pisarz, który swoją pracą udowadnia, że marzenia są po to, aby je realizować. A upór i wytrwałość to słowa - klucze.

O pisaniu. Na chłodno składa się z dwóch części. W pierwszej poznajemy pisarskie początki Remigiusza Mroza, w drugiej jego wskazówki skierowane do przyszłych autorów. Cała książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, dzięki czemu wyraźnie skraca się dystans między autorem a czytelnikiem. Pisarz opowiada o sobie, ale robi to na tyle dyskretnie, że właściwie wciąż niewiele o nim wiadomo, bardziej skupia się na lekturach z młodości, a przede wszystkim na ludziach, którzy ukształtowali jego gust czytelniczy. Barwnie opisuje długą drogę debiutu, zabierając czytelnika za kulisy pracy pisarza - co ciekawe - w obu częściach książki skupiając się na trochę innych jej aspektach. Z pierwszych kilkudziesięciu stron wyłania się taki obraz autora, jaki można sobie nakreślić po spotkaniu z nim na przykład podczas tragów książki. Miałem okazję porozmawiać z autorem trzykrotnie i za każdym razem zaskakiwał mnie nie tylko skromnością, ale także znajomością recenzji a przede wszystkim tym, że swojego czytelnika traktuje tak samo poważnie. Moja przygoda z twórczością Remigiusza Mroza zaczęła się ponad trzy lata temu, kiedy w jedno popołudnie przeczytałem Ekspozycję. To były początki mojej przygody z blogowaniem i przez myśl mi nie przeszło, kiedy z pewną dozą zazdrością patrzyłem na przedpremierowe egzemplarze tej właśnie powieści, którymi recenzenci chwalili się na IG, że lada moment dołączę do tej grupy. Piszę o tym dlatego, że kilka miesięcy później na Targach Książki w Krakowie odstałem swoje, żeby przez chwilę porozmawiać z autorem o Ekspozycji właśnie. I choć dziś autor nie zawsze ma ze mną łatwo, bo czasem lubię sobie ponarzekać na jego książki, to jednak może być pewien, że będę mu kibicował. I nie proszę nie traktować tego, co teraz napiszę, jako nadużycia, ale dzięki jego książkom zacząłem czytać rodzimych autorów (tych bardzo współczesnych, ponieważ klasyków, z racji wykształcenia, mam dobrze opanowanych już jakiś czas temu).

Druga część O pisaniu. Na chłodno to Przybornik użytkownika słowa przystępnie napisany przewodnik dla tych wszystkich, którzy noszą w sobie powieść. Autor prowadzi czytelnika przez poszczególne etapy procesu twórczego, zwraca uwagę na potencjalne pułapki i cały czas powtarza, że ciągła praca nad warsztatem, szacunek wobec słowa a przede wszystkim wobec czytelnika to podstawa i gwarancja sukcesu. Podobają mi się drobne ćwiczenia z kompozycji tekstu oraz odwołania do znanych pisarzy. Celowo ich nie wymienię, żeby nie psuć czytelnikom zabawy, ale napiszę jedynie, że choć dzieli nas co najmniej dekada, wychowaliśmy się na tym samym zestawie tekstów. To w tej części włącza się Mróz - profesjonalista, który pasję do pisania uczynił swoim sposobem na życie. Jego wskazówki to zarówno podstawy nauki o języku, ale głównie wiedza, którą zdobywa się na specjalistycznych zajęciach z kreatywnego pisania. Podczas lektury O pisaniu. Na chłodno wciąż przychodziły mi do głowy przykłady z powieści, których autorem jest Remigiusz Mróz. I właściwie wszystko mi się zgadza (wskazówka - realizacja), może z wyjątkiem kwestii researchu - często mam bowiem wrażenie, że autor niepotrzebnie tak mocno eksponuje go w swoich książkach. A jednocześnie przestrzega potencjalnych pisarzy przed przecenianiem tej metody pracy nad fabułą.

Zaraz po lekturze O pisaniu. Na chłodno nasunęły mi się dwa pytania. Dla kogo właściwie jest ta książka i czy autorowi jest ona potrzebna? Na pierwsze pytanie odpowiedź wydaje się dość oczywista - po tę pozycję sięgną przede wszystkim czytelnicy jego powieści oraz (oczywiście) krytycy i stylu, i częstotliwości ukazywania się kolejnych tytułów na rynku. Dla pozostałych ta książka będzie tym, czym dla mnie nowa biografia jakiegoś piłkarza ... choć może się mylę. Druga kwestia wydaje się bardziej frapująca - czy Mróz potrzebuje takiej publikacji w tym momencie swojej kariery? Tutaj już nie mam jasnej odpowiedzi. Z jednej strony ten poradnik to ukłon w stronę czytelników i zdecydowanie ambitniejszy sposób na promocję (autora, jego książek, w końcu czytelnictwa jako takiego) niż lans w telewizjach śniadaniowych. Z drugiej zaś kolejny przyczynek do nieustającej dyskusji na temat tego, czy na przykład jego powieści nie psują aby gustu czytelniczego Polaków. Do tego autor odsłania kulisy swojej pracy i tym samym znów wystawia się na widok publiczny - zdecydowanie bardziej jako pisarz, ale także jako osoba prywatna. Myślę jednak, że Remigiusz Mróz dokładanie wie, jakiego typu reakcji może się spodziewać i O pisaniu. Na chłodno pojawia się w odpowiednim momencie. Udowadnia, że autor nie jest cyborgiem ani projektem wydawniczym, tylko tytanem pracy i mistrzem organizacji czasu. Jest mocno zaangażowany w to, co robi, ale stać go na dystans i autoironię - a to bardzo cenię sobie u ludzi.

Napisany z lekkością i dużą dawką szczerości, ten nietypowy poradnik przypadł mi do gustu. Wprawdzie nie planuję napisania żadnej powieści (choć pomysł na komedię kryminalną mam w głowie od lat), ale wskazówki zawarte w omawianej publikacji przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Podobnie jak anegdoty na temat tuzów literatury, których w poradniku nie brakuje. I od razu po napisaniu tej recenzji, zabieram się za jej redakcję. Przeczytacie najnowszą książkę Mroza, zrozumiecie dlaczego.

pokaż więcej

 
2018-11-23 06:57:01
Ma nowego znajomego: czyta_bo_lubi
 
2018-11-23 06:56:45
Ma nowego znajomego: Brandox1994
 
Moja biblioteczka
366 306 4349
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (160)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd