Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Nowalijki 
nowalijki.blogspot.com., facebook.com/nowalijki, instagram.com/nowalijki
Notoryczny czytelnik, od niedawna bloger.
status: Oficjalny recenzent, ostatnio widziany 10 godzin temu

Oficjalne recenzje

12-07-2017
Oficjalna recenzja

Książka Mroza to literacka zabawa motywami na dobre umocowanymi w kulturze popularnej. Ramy powieści gatunkowej bywają dość szerokie i autor wykorzystał szansę, jaką daje możliwość wzięcia wydarzeń w umowny cudzysłów. Dlatego tylko na pierwszy rzut oka „Czarna Madonna” może wydawać się powieścią kontrowersyjną. W rzeczywistości to książka rozrywkowa.

07-06-2017
Oficjalna recenzja

Ósme spotkanie z bohaterami powieści Nele Neuhaus to jak wizyta dawno niewidzianych, dobrych znajomych. Spotkanie wprawdzie w niebyt przyjaznych okolicznościach, ale jednak bardzo wyczekane. Dobrze było dowiedzieć się, co u nich słychać i przy okazji poznać także nowe postaci, bo wydział K11 wzmocnił policyjny narybek.

19-04-2017
Oficjalna recenzja

Powieść Petera Jamesa to sprawnie napisany thriller z elementami science fiction. Z tym, że „genetycznie projektowani ludzie” coraz mniej przypominają fikcję, a coraz bliżej im do prawdy. „Ludzie doskonali” pokazują zarówno proces tworzenia idealnego zestawu genów, jak i skutki takich działań.

21-02-2017
Oficjalna recenzja

Już od pierwszych stron „Ważki” czytelnik zostaje wciągnięty w sam środek misternie skonstruowanej, przemyślanej w najmniejszych szczegółach fabuły. Autorka wprowadza w powieści kilka wątków, które nie tylko skutecznie przyciągają uwagę czytelnika, ale jednocześnie utrudniają prawidłowe wytypowanie „kto zabił”. Jak w każdym dobrym kryminale, tak i tutaj wszyscy mogą być podejrzani, bowiem każdy zawsze ma coś do ukrycia.

15-02-2017
Oficjalna recenzja

Czytając „Dziewczynę z daleka” można odnieść wrażenie, że losy Nataszy są tak skomplikowane, że aż trudno w nie uwierzyć. Znając jednak historię Polski i Europy w XX wieku, mając za sobą lekturę choćby „Innego świata” Gustawa Helinga-Grudzińskiego, czy wspomnień Władysławy Pawłowskiej, łatwiej jest zrozumieć zawiłości losów bohaterki powieści. 

Teraz czytam
  • Broda zalana krwią
    Broda zalana krwią
    Autor:
    "Broda zalana krwią" to znakomita powieść o poszukiwaniu tożsamości, nieuchronności losu oraz odkrywaniu źródeł mitów i legend, to również powieść o granicach przebaczenia. Główny bohater p...
    czytelników: 314 | opinie: 18 | ocena: 7,36 (67 głosów)
  • Chata
    Chata
    Autor:
    „Chata”, opowieść o zrozpaczonym i wątpiącym ojcu, który spotyka się z Bogiem pod postacią jowialnej Murzynki. Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa Missy została porwana podczas rodzinnych w...
    czytelników: 9006 | opinie: 734 | ocena: 7,3 (4537 głosów) | inne wydania: 3
  • Co zdarzyło się w Lake Falls
    Co zdarzyło się w Lake Falls
    Autor:
    Jeśli myślisz, że o wampirach wiesz już wszystko – mylisz się. Niezwykła historia, fascynująca narracja, bogaty język. Ta książka wciąga bez reszty. Wampierz – zwany dla nocnego życia, jakie prowadzi...
    czytelników: 378 | opinie: 31 | ocena: 6,26 (116 głosów)
  • Dziedzictwo
    Dziedzictwo
    Autor:
    Bert zjawia się nieproszony na chrzcinach córki swojego kolegi, Fixa. Zanim przyjęcie dobiegnie końca, Bert pocałuje żonę Fixa, Beverly, doprowadzając do rozbicia dwóch rodzin i powstania nowej. W...
    czytelników: 341 | opinie: 38 | ocena: 7,11 (66 głosów) | inne wydania: 1
  • Euforia
    Euforia
    Autor:
    Lata 30. XX wieku. Fascynująca historia trójki młodych, ale już znanych antropologów – Margaret Mead oraz dwóch mężczyzn jej życia – osadzona w egzotycznym i parnym świecie Nowej Gwinei. Wartka narrac...
    czytelników: 998 | opinie: 44 | ocena: 7,14 (271 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-26 20:07:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Autor:
 
2017-07-26 19:57:53
Ma nowego znajomego: Ninhydryna
 
2017-07-25 20:31:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
**********************************************

Na temat emigracji Polaków na Wyspy Brytyjskie napisano już bardzo dużo i w różnym kontekście. Dlatego po debiutancką powieść Justyny Posłusznej sięgnąłem z pewnymi obawami. Nie mam bowiem doświadczenia w kwestii tego typu wyjazdów i zastanawiałem się, czy Jutro będzie koniec świata przypadnie mi do...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
**********************************************

Na temat emigracji Polaków na Wyspy Brytyjskie napisano już bardzo dużo i w różnym kontekście. Dlatego po debiutancką powieść Justyny Posłusznej sięgnąłem z pewnymi obawami. Nie mam bowiem doświadczenia w kwestii tego typu wyjazdów i zastanawiałem się, czy Jutro będzie koniec świata przypadnie mi do gustu. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne. Historia Pawła, który wyjechał do Londynu nie tylko za pracą, ale również, by zdystansować się od sytuacji rodzinnej w Polsce, okazała się sympatyczną i wartościową powieścią obyczajową. Wprawdzie niepozbawioną drobnych wad, ale wartą zauważenia wśród dziesiątek tytułów na księgarskich półkach.

Paweł Poliż, jak tysiące rodaków, przyjechał do Londynu, aby zdobyć pracę i zastanowić się nad swoją przyszłością. Dzięki bardzo dobrej znajomości języka radzi sobie zupełnie dobrze, choć ścieżka jego kariery na Wyspach nie różni się specjalnie od losów innych emigrantów zarobowych. Kiedy jednak traci pracę wydaje mu się, że to początek większych problemów. Wtedy na swojej drodze spotyka intrygującą Ninę. Młody Polak wpada jej w oko, a do tego zdaje się, że bezrobotny Paweł okaże się remedium na jej największy problem. I tak będzie, choć kobieta raczej nie spodziewa się, jak bardzo chłopak zmieni jej życie.

Henry White ma ponad osiemdziesiąt lat i samotnie mieszka w wielkim domu. W dniu, w którym odeszła jego wieloletnia gosposia, jego poukładany świat rozpadł się na miliony drobnych kawałków. Nazwanie Henry'ego ekscentrykiem, to mało. Starszy mężczyzna cierpi na liczne fobie, z których agorafobia najbardziej utrudnia mu normalne funkcjonowanie. Zrządzeniem losu, to właśnie Pawłowi Nina zaproponuje pracę u White'a. Paweł, podejmując pracę u Henry'ego nie podejrzewa, jak wiele namiesza ona w jego życiu, ale i pomoże mu w podjęciu decyzji, które będą rzutowały na jego przyszłość.

Jutro będzie koniec świata to powieść, w której wątek emigracyjny, choć ważny, nie dominuje w historii. Owszem, Pawłowi trudno jest odciąć się od Polski i rodaków, z którymi wynajmuje mieszkanie, niełatwo jest mu uniknąć pułapek stereotypów. A Paweł to chłopak wykształcony, wrażliwy i zmagający się z pewną tragedią z przeszłości. Dla niego wyjazd do Londynu to próba odcięcia się od życia w Polsce, nabranie dystansu i możliwość sprawdzenia się w nowych warunkach. Nieoczekiwanie, w zdziwaczałym (ale i na swój sposób sympatycznym) angielskim dżentelmenie odnajduje pokrewną duszę. Obaj czują się wyobcowani, wprawdzie każdy z innego powodu, ale efekt alienacji jest dla obu dość podobny. I przykry, bo ich fobie trudne są do zaakceptowania przez otoczenie. Między nimi wytwarza się subtelna nić porozumienia, a opis relacji między bohaterami, to najmocniejsza strona powieści. Autorce udało się zbudować napięcie pomiędzy młodym Polakiem i jego brytyjskim pracodawcą, podszyte a to ironią, a to dramatem, często jednak specyficznym poczuciem humoru. I mimo gorzkich niekiedy refleksji, trudno napisać, że Jutro będzie koniec świata to powieść smutna. Wręcz odwrotnie. Niesie ze sobą pozytywne przesłanie nawet, jeśli ostatecznie bohaterom powieści nie wiedzie się tak, jakby tego oczekiwali.

Na początku napisałem o drobnych wadach. Mam bowiem zastrzeżenia do bohaterów z drugiego planu. Współlokatorzy Pawła przedstawieni są mocno stereotypowo i drażnią swoją (nazwijmy to umownie) polskością. Być może takie były doświadczenia/obserwacje autorki, być może z racji takiej, a nie innej długości fabuły, zabrakło miejsca na bardziej finezyjne potraktowanie tych postaci. Podejrzewam jednak, że ich wizerunek (a raczej charakter) zasadniczo nie różni się od obiegowej prawdy na temat emigrantów z Polski. I trzeba mieć tego świadomość, nawet jeśli jest ona mało wygodna.

Jutro będzie koniec świata Justyny Posłusznej to powieść o zwyczajnych ludziach. Czasem zabawna, częściej jednak refleksyjna, portretuje współczesność w mieście, w którym jak w soczewce skupiają się radości i bolączki jego mieszkańców. Tych, mieszkających nad Tamizą od pokoleń i tych, dla których Londyn jest obietnicą przygody i zmian w życiu. Spotkanie z historią Pawła, sprawnie opowiedzianą, z wyrazistymi bohaterami i jeszcze ciekawszymi spostrzeżeniami, okazało się miłym literackim odkryciem.

Polecam Jutro będzie koniec świata, bo byłoby szkoda, gdyby debiut Justyny Posłusznej umknął Waszej uwadze. Moim zdaniem naprawdę warto sięgną po tę opowieść.

pokaż więcej

 
2017-07-23 18:58:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Seria: Editio Black

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************

Mimo popularności książek Arnaldura Indriðasona i Yrsy Sigurdardóttir oraz zamieszania wokół Ove Løgmansbø, islandzkie kryminały wciąż stanowią ciekawostkę na polskim rynku wydawniczym. Dlatego z tym większym zainteresowaniem przyglądam się nowym autorom i tytułom. Nie inaczej jest w przypadku...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************

Mimo popularności książek Arnaldura Indriðasona i Yrsy Sigurdardóttir oraz zamieszania wokół Ove Løgmansbø, islandzkie kryminały wciąż stanowią ciekawostkę na polskim rynku wydawniczym. Dlatego z tym większym zainteresowaniem przyglądam się nowym autorom i tytułom. Nie inaczej jest w przypadku Viktora Arnara Ingólfssona, którego debiutancka powieść Tajemnica wyspy Flatey została opublikowana w nowej serii wydawnictwa Editio. Książka okazała się pozytywnym zaskoczeniem, choć nie wszystko w jej konstrukcji przypadło mi do gustu.

Akcja powieści toczy się podczas kilku czerwcowych dni w roku 1960 w archipelagu skupionym wokół tytułowej wyspy Flatey. Położona nad malowniczą zatoką Beriðaffjörður stanowi dom dla nielicznej grupy mieszkańców. I to jeden z nich dokonuje makabrycznego odkrycia. Na niewielkiej wysepce odnajduje ciało. Jak się wkrótce okaże, ofiarą jest znany duński naukowiec, profesor Gaston Lund. Zajmował się badaniem średniowiecznego manuskryptu Flateyjarbok. Zabytek literatury islandzkiej, zbiór sag o wikingach, legend i podań kryje w sobie pewną zagadkę. Według wierzeń, jej rozwikłanie miało przynieść odkrywcy szczęście. Tak mówi tradycja, współczesna interpretacja sugeruje raczej prestiż naukowy i wzmocnienie pozycji w środowisku akademickim. Czy profesor Lund odkrył coś, co sprowadziło na nie go nieszczęście? Kiedy ginie kolejna osoba, śledztwo, początkowo prowadzone przez miejscowego wójta, nauczyciela i przedstawiciela prefektury, przejmuje policja z Reykjawiku. Sęk w tym, że nic nie układa się śledczym w sensowną całość.

Powieść Ingólfssona zabiera czytelnika na niewielką wyspę, której mieszkańcy żyją w zawieszeniu między przeszłością i teraźniejszością. Silne przywiązanie do wielowiekowych tradycji i dawnych wierzeń oraz związana z położeniem geograficznym izolacja sprawia, że na Flatey życie płynie powoli, dostosowując się do rytmu doby czy zmieniających się pór roku. Dlatego każda wizyta gościa spoza wyspy wywołuje zaciekawienie. Podobnie było w przypadku profesora Lunda, który wśród mieszkańców wyspy pojawił się, wiedziony ciekawością i chęcią rozwiązania tajemnicy manuskryptu. Tym bardziej zastanawia fakt, że nagle wyspiarze nabierają wody w usta - nikt niczego nie widział, nikt niczego nie słyszał. A jednak ... Hermetyczna społeczność Flatey, głęboko ukrywane tajemnice z przeszłości, wreszcie wyeksponowany wątek historyczny - to wszystko sprawia, że książka Ingólfssona intryguje od samego początku. Z pozoru sielanka w pięknych okolicznościach przyrody, w rzeczywistości proza życia naznaczona ludzkimi namiętnościami i brudnymi sekretami. A to, że wszystkie wątki prowadzą do odnalezionego ciała, tylko wzmaga poczucie napięcia i oczekiwania na najgorsze.

Tajemnicy wyspy Flatey gatunkowo najbliżej jest do powieści detektywistycznej. Dlatego ważniejsze od samego trupa jest pokazanie w książce sposobu dojścia do rozwiązania zagadki. I choć bardzo szybko czytelnik poznaje personalia ofiary znalezionej na wyspie, to zabawa w zgadywanie dopiero się rozpoczyna. Prowadzone przez przedstawiciela prefektury dochodzenie rozwija się powoli, pojawiają się nowe niewiadome, a mieszkańcy decydują się od czasu do czasu na zdradzenie jakiegoś sekretu. Do tego wątek historyczny, oddany przez autora z dbałością o szczegóły - trzeba przyznać - wątek dość nietypowy jak na powieść gatunkową. Z jednej strony niezwykle ciekawy, z drugiej obciążający nadmiernie i tak wolno rozwijającą się fabułę. Owszem, wokół manuskryptu obudowane są wydarzenia w powieści, ale zabrakło tutaj odrobiny lekkości. Trzeba jednak oddać autorowi sprawiedliwość, gdyż decydując się na taką formę fabuły, mógł z dbałością o detale, opisać zarówno tło wydarzeń, jak i warstwę socjologiczną i kulturową małej społeczności Flatey. Wierne odtworzenie życia codziennego wyspiarzy w połączeniu z tajemniczą śmiercią profesora sprawia, że Tajemnica wyspy Flatey czaruje atmosferą napięcia i tajemniczością, proponując czytelnikowi nietypowe wrażenia z lektury.

Powieść Viktora Arnara Ingólfssona z pewnością spodoba się czytelnikowi, który nad pędzącą na oślep akcję przedkłada wolniejsze tempo a dedukcję nad kolejną strzelaninę. Tajemnica wyspy Flatey to kryminał staroświecki w formie, ale wcale taka ocena nie musi oznaczać, że po książkę nie warto sięgać. Przeciwnie - dla miłośników inteligentnych zagadek kryminalnych i tajemnic z przeszłości oraz wielbicieli specyficznej atmosfery małych społeczności - to pozycja godna polecania. Owszem, rozwiązanie zagadki nie jest spektakularne a postaci dość płaskie, ale te mankamenty okazują się mało istotne, kiedy na fabułę patrzy się bardziej całościowo. I kiedy ma się świadomość, że autorowi udało się połączyć fikcję z prawdą, zarówno historyczną, jak i osobistą.

pokaż więcej

 
2017-07-23 08:55:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Cykl: Joachim Vernau (tom 1)
 
2017-07-21 16:23:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Suder (tom 1)

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************

Kiedy sięgam po nową książkę zawsze zastanawiam się, czy autork(ka) czymś mnie zaskoczy. Nie ma znaczenia, czy chodzi o kryminał, powieść sensacyjną czy obyczajową, nieistotne jest czy autor pisze po polsku, czy książka jest przekładem. Liczy się to coś, jakiś element, który sprawi, że dany tytuł nie...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************

Kiedy sięgam po nową książkę zawsze zastanawiam się, czy autork(ka) czymś mnie zaskoczy. Nie ma znaczenia, czy chodzi o kryminał, powieść sensacyjną czy obyczajową, nieistotne jest czy autor pisze po polsku, czy książka jest przekładem. Liczy się to coś, jakiś element, który sprawi, że dany tytuł nie pozwoli mi oderwać się od lektury. Przyznam, że do Niepamięci Marka Stelara nie byłem specjalnie przekonany. Nie znam wcześniejszych tekstów autora, więc nie wiedziałem czego się spodziewać, a motyw amnezji głównego bohatera w jego powieści wydaje mi się zgrany do cna. I jeszcze narracja w pierwszej osobie, niosąca ze sobą ryzyko przegadania fabuły. Zacząłem czytać i ani się obejrzałem, a połowa Niepamięci była już za mną. Czyli autor jednak znalazł na mnie sposób.

Podinspektor Dariusz Suder jest szefem Zespołu do spraw Międzynarodowej Współpracy Policji w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Wraz z partnerami z Niemiec, polscy policjanci przygotowują się, do zakrojonej na szeroką skalę, akcji wymierzonej w handlarzy narkotyków. Przygotowywane z zachowaniem najwyższych środków ostrożności, przejęcie narkotyków obliczone było na spektakularny sukces.

Zbliżający się do pięćdziesiątki Suder lepiej radzi sobie na gruncie zawodowym niż rodzinnym. Romansuje z koleżanką z pracy, oddalając się tym samym od żony i córki. Nie potrafi przyjąć do wiadomości, że nastolatka dorasta i dawno przestała być małą dziewczynką. Żona, zmęczona sytuacją w domu, stawia mężowi ultimatum. Remedium na małżeńskie kłopoty ma być rodzinny wypad do Berlina, na moment przed zaplanowaną akcją policji ... Kiedy po dwóch miesiącach podinspektor budzi się ze śpiączki, okazuje się, że akcja skończyła się fiaskiem i śmiercią policjantów, jego żona i córka nie żyją, a on sam, postrzelony w głowę ma i lukę w pamięci, i tytanową płytkę w czaszce. Najgorsze jednak dopiero przed nim. Wiele wskazuje na to, że Suder nie jest niewinną ofiarą, tragicznego w skutkach, splotu różnych okoliczności.

Niepamięć Marka Stelara ma ciekawą kompozycję - początek powieści dzieje przed fatalnym postrzeleniem, większość już po. Narratorem całości jest Suder, główny bohater powieści. Pierwszoosobowa opowieść pozwala nie tylko uwiarygodnić historię policjanta, ale też utrudnia czytelnikowi dedukcję, ponieważ wie on tyle samo, ile podinspektor. Wybrana forma narracji znakomicie sprawdza się w tej części powieści, kiedy powracający do zdrowia policjant zaczyna prowadzić dochodzenie, mające na celu wyjaśnienie prawdy o tragicznych w skutkach wydarzeniach, których Suder nie ma szans pamiętać. Jak sam często powtarza, nie ma nic do stracenia, więc drąży temat nieudanej akcji policji i próbuje połączyć to wydarzenie z tragedią jego rodziny. Powoli, ale skutecznie, na ile pozwala mu zdrowie (a pozwala, o dziwo, na wiele) krok po kroku dochodzi do prawdy. A ta, często okazuje się niewygodna i zaskakująca. Suder ma prawo czuć się zdezorientowany, podobnie jak czytelnik Niepamięci, autor bowiem kluczy i podrzuca mylne tropy. Długo trzyma w niepewności, co bardzo lubię i zaskakuje, co uwielbiam.

Trudno nie polubić Dariusza Sudera. Popełnia błędy, ładuje się w beznadziejne sytuacje, ale ma życiowe doświadczenie i świadomość, że zdarza mu się zawalić na całej linii. Oddany pracy, gubi się w życiu osobistym i dopiero tragedia zmusza go do refleksji. Bolesnej, ale jednak niezbędnej do kolejnego ruchu. Czytelnik nieświadomie zaczyna mu kibicować w walce o pamięć oraz odkrycie prawdy i nawet niezbyt chlubny epizod z romansem nie przeszkadza w utrzymaniu sympatii dla podinspektora. Marek Stelar ujął mnie konstrukcją tej postaci, a szczególnie podszytym ironią humorem, który pozwala Suderowi trzymać się pionu. Fajnie było go spotkać i cieszę się, że wszystko wskazuje na to, że na Niepamięci ten kontakt z bohaterem się nie urwie.

Powieść Marka Stelara to kryminał, w którym autor idzie trochę po śladach innych twórców. Nie naśladuje ich ślepo, ale znane motywy, wątki i schematy wykorzystuje twórczo dla własnych celów. I dopiero, kiedy sobie uświadomiłem, że Niepamięć jest tu i ówdzie zabawą kliszami, przymknąłem oko na pewne skróty fabularne i uproszczenia. Nie oznacza to jednak, że powieść o Dariuszu Suderze nie jest warta uwagi. Jest i to bardzo. Autor skonstruował bowiem przemyślaną fabułę, która długo trzyma w niepewności, nadał dobre tempo i stworzył całą galerię interesujących bohaterów. Do tego warto dodać oddaną wiernie pracę policji i prokuratury oraz ciekawie poprowadzony wątek bohatera walczącego z amnezją. Te wszystkie elementy sprawiają, że Niepamięć warto wciągnąć na listę powieści do przeczytania w najbliższym czasie. Ja w każdym razie książkę Marka Stelara dodaję do ulubionych. I z pewnością będę wyczekiwał kolejnego tomu.

pokaż więcej

 
2017-07-18 15:13:20
Ma nowego znajomego: Mała-Mi
 
2017-07-17 15:25:31

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************
Pierwsze skojarzenie z Toruniem? Oczywiście pierniki, Mikołaj Kopernik i może Krzyżacy. Od niedawna także Toruń jest tłem dla interesujących kryminałów. Na szczęście nie jest tak, że średniowieczny gród, który prawa miejskie uzyskał w I połowie XIII wieku, najlepszy czas ma za sobą. Toruń dziś to nie...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************
Pierwsze skojarzenie z Toruniem? Oczywiście pierniki, Mikołaj Kopernik i może Krzyżacy. Od niedawna także Toruń jest tłem dla interesujących kryminałów. Na szczęście nie jest tak, że średniowieczny gród, który prawa miejskie uzyskał w I połowie XIII wieku, najlepszy czas ma za sobą. Toruń dziś to nie tylko przebogata historia, na którą można natknąć się na każdym kroku. To fantastyczne legendy, urocze zaułki i co najważniejsze - ludzie, którzy współtworzyli jego świetność.

O prężnie rozwijającym się, najważniejszym mieście województwa kujawsko - pomorskiego, więcej można przeczytać w internecie. Tymczasem Karina Bonowicz, pisarka, scenarzystka i dziennikarka zaprasza na nietypowy spacer po ukochanym Toruniu. Jej przewodnik Co ma piernik do Torunia to pozycja dla turystów, którzy mają poczucie humoru i na świat lubią spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka. Książka Kariny Bonowicz bogata jest w ciekawostki i dykteryjki, starannie przez autorkę skompletowane w alfabet miejsc, ludzi i wydarzeń. To subiektywne i dzięki temu także osobiste, spojrzenie na miasto. Bez nudzenia w postaci encyklopedycznych danych, wykresów i dat (no dobrze - kilka się znalazło), ba - nawet bez charakterystycznej dla przewodników mapki. Za to z nietypowymi dla tego typu wydawnictw informacjami z historii, literatury, sztuki czy szeroko pojętej obyczajowości. Układ przewodnika sprawia, że to od jego czytelnika zależy, gdzie zacznie wędrówkę po mieście i na co zwróci baczniejszą uwagę. I z pewnością nic się nie stanie, jeśli którąś z atrakcji miasta sobie odpuści. Po lekturze Co ma piernik do Torunia będzie to jednak mocno utrudnione.

Przewodnik Kariny Bonowicz nie proponuje sztywnej trasy spacerowej po mieście. Autorka ułożyła poszczególne elementy zaczynając od A - jak Anioły na Z - jak Zbrodnia kończąc. Każdy rozdział to spojrzenie na Toruń z różnego punktu widzenia. Obok oczywistego rozdziału poświęconego Kopernikowi, można przeczytać o Tonym Haliku, dowiedzieć się, gdzie najlepiej w mieście sprawdzić godzinę, poznać sekrety toruńskich masonów. Karina Bonowicz przytacza legendy związane z miastem (w tym te mniej popularne), tłumaczy dlaczego Toruń to najbardziej fantastyczne miejsce w Polsce, przypomina, że w Dworze Artusa odbywały się seanse spirytystyczne. Ciekawostek, dykteryjek i anegdot jest w książce co niemiara i stanowią one ogromną siłę publikacji. Autorka zaleca raz spojrzeć pod nogi, raz zadrzeć głowę wysoko w górę - niezwykłości nie usadawiają się na wysokości wzroku i aby dostrzec przekorną urodę detalu, trzeba czasem nieźle się natrudzić. Co ma piernik do Torunia bardzo to ułatwia to zadanie.

Karina Bonowicz zaprasza czytelnika i turystę (ale myślę, że i rodowitego mieszkańca miasta również) na spacer po Toruniu. I robi to w charakterystycznym dla siebie stylu. Co ma piernik do Torunia to książka w formie podzielonej na rozdziały gawędy, opowieści z humorem i przymrużeniem oka. Autorka nie wymądrza się i nie stawia nikogo na piedestale, co nie oznacza, że o swoim mieście nie pisze z wielką sympatią. Odsłania przed czytelnikiem tajemnice Torunia, odkrywa mniej znane fakty z jego historii, docenia bieżące wydarzenia kulturalne. Każdy rozdział wzbogacony jest o fotografie autorki, zawsze z dowcipnymi podpisami. Lekki w formie, ale bogaty w informacje, nietypowy przewodnik po Toruniu spodoba się zarówno turystom, jak i mieszkańcom grodu Mikołaja Kopernika. Zaraz, zaraz ... a Kopernik czasem nie był ... kobietą? Ten problem również został omówiony w publikacji.

To co? Kiedy wyprawa do Torunia? Trzeba w końcu sprawdzić, o co chodzi z tymi żabami na Rynku Staromiejskim.

pokaż więcej

 
2017-07-17 15:22:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
**********************************************
Podobno pierwsze, co rzuca się w oczy osobom przybywającym do Polski to nasze miny. Wyglądamy na wściekłych, albo przynajmniej na mało zadowolonych. I co ciekawe, często oceniamy się gorzej, niż widzą nas cudzoziemcy. Pewnie jest coś na rzeczy - wystarczy spojrzeć na twarze pasażerów w czasie porannego...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
**********************************************
Podobno pierwsze, co rzuca się w oczy osobom przybywającym do Polski to nasze miny. Wyglądamy na wściekłych, albo przynajmniej na mało zadowolonych. I co ciekawe, często oceniamy się gorzej, niż widzą nas cudzoziemcy. Pewnie jest coś na rzeczy - wystarczy spojrzeć na twarze pasażerów w czasie porannego szczytu komunikacyjnego - mało komu jest do śmiechu. Z drugiej strony trudno przez cały dzień uśmiechać się od ucha do ucha - jakoś ta sztuczna radość nie pasuje do polskiego temperamentu. Narodową skłonność do narzekania i brak dobrego humoru można oczywiście tłumaczyć na wiele sposobów - bo zabory, okupacja, komuna, romantyczna wizja Polaka - męczennika za lepszą sprawę. To oczywiście lekko ironiczne spojrzenie na kwestię szczęścia, które oczywiście każdy (człowiek i naród) interpretuje trochę inaczej. Na przykład ostatnio modne jest duńskie hygge - idealnie sprawdzające się w kulturze obrazkowej. Wystarczy zerknąć na jesienne zdjęcia na Instagramie - te wszystkie świeczki, lampki, kocyki i grube skarpetki w połączeniu z kubkiem herbaty/kawy/kakao i książkowym bestsellerem w tle, tworzą wyidealizowany, ale jakże miły wizerunek świata. Może to właśnie jest definicja szczęścia? Po części pewnie tak. A jak w tym trendzie odnajdują się Polacy? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć publikacja Jakoś to będzie. Szczęście po polsku autorstwa Beaty Chomątowskiej, Doroty Gruszki, Daniela Lisa i Urszuli Pieczek. Pięknie wydana, niewielkich rozmiarów książka na pierwszy rzut oka wygląda jak jeszcze jedna publikacja w nurcie Jak być hygge. Ale w moim odczuciu autorzy nie próbują dopasować polskiej tradycji i obyczajowości do skandynawskich standardów, raczej delikatnie z nimi dyskutują, szukają podobieństw, ale i bez kompleksów przypominają ... iż Polacy nie gęsi ...

Książka składa się z felietonów pogrupowanych w trzy części Jakoś to będzie, czyli jak?, Skąd ta pewność?, Jak pielęgnować filozofię Jakoś to będzie. W każdej z nich znajdują się krótkie podrozdziały, w których autorzy próbują nie tylko odpowiedzieć na postawione pytania, ale sformułować swojską filozofię dobrego i szczęśliwego życia. Owo tytułowe Jakoś to będzie to i lekko ironiczne, i jakże prawdziwe podejście do codzienności, które towarzyszy narodowi nad Wisłą chyba od zarania naszej państwowości. Bo jak inaczej wytłumaczyć obecność (i nieobecność) Polski na mapie Europy, ciągłe historyczne zawieruchy i fakt, że jednak daliśmy radę i wciąż jesteśmy w środku Europy. Oczywiście w zmienionych granicach, z mentalnością inną na zachodzie kraju, inną na wschodzie, ale ... trwamy. Jakoś to będzie pokazuje, że nie musimy ślepo naśladować zagranicznych wzorców, ale powinniśmy doceniać to, co mamy, co jest częścią naszej historii, tradycji i obyczajowości.

Napisana w pierwszej osobie liczby mnogiej, książka Jakoś to będzie. Szczęście po polsku rozbiera na czynniki pierwsze polską mentalność - czyni to jednak łagodnie, przywołując liczne przykłady, czasem wyniki badań, wreszcie zapraszając do zabawy znanych dziennikarzy, artystów, pisarzy i społeczników. O fenomenie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy opowiada Jurek Owsiaka, zawiłości języka tłumaczy Michał Rusinek, przepis na chleb podaje blogerka z White Plate, a modzie wspomina Joanna Bojańczyk, że wymienię tylko tych kilka nazwisk. Bez względu na to, czy kolejny rozdział książki opowiada o polskiej pracowitości, otwartości, czy poczuciu humoru, które od zawsze ratowało nas od najgorszego, wszystkie teksty sprowadzają się do próby zdefiniowania pojęcia szczęścia po polsku. Autorzy postawili sobie trudne zadanie, bo nic nie jest tylko białe albo tylko czarne i próba jednoznacznego określenia definicji szczęścia nie jest możliwa. Można jednak podjąć się takiego wyzwania i Jakoś to będzie. Szczęście po polsku jest taką próbą, zaproszeniem do dyskusji w szerszym gronie czytelników. Czasem trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że nie doceniamy czasów, w których żyjemy. No ale kiedy Polak czuje się za dobrze, to zaczyna być czujny - czy aby na pewno wszystko jest w porządku? Ukształtowana przez wieki polska mentalność jest taka, z jaką spotykamy się na co dzień. I z tym faktem również trzeba się pogodzić, bo kto wie, czy to nie pierwszy krok do zrozumienia i pokochania naszej filozofii życia?

Książka Jakoś to będzie. Szczęście po polsku bogata jest w ciekawostki, dykteryjki i interesujące wyniki różnych badań. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w niektórych fragmentach autorów poniosła ułańska fantazja. Oczywiście przekaz książki jest jak najbardziej optymistyczny, ale chwilami chyba nawet za bardzo. Może przemawia przeze mnie narodowe malkontenctwo, ale chyba jednak nie jest w Polsce aż tak różowo, jak chcą tego autorzy publikacji. W posłowie w pewnym sensie ustosunkowują się do mojej uwagi, więc hurraoptymizm w tekstach traktuję jako element kreacji idei szczęścia po polsku. Przez moment drażniły mnie też pewne oczywistości, jakby podane z myślą o zagranicznym odbiorcy, ale pomyślałem sobie, że to, co dla mnie jest pewne, dla innych wcale takie być nie musi. I z pewnością nie jest.

Czy Jakoś to będzie. Szczęście po polsku w pełni definiuje naszą filozofię udanego życia? Z całą pewnością nie i nie takie jest jej zadanie. Książka podpowiada, przypomina i wskazuje na pewne aspekty historii, tradycji i codzienności, które ułatwiają zrozumienie złożoności terminu polskość. Napisana lekkim tonem, uzupełniona pięknymi zdjęciami wpisuje się w modę na poszukiwanie recepty na idealne życie, podpowiada, gdzie szukać składników, a na co machnąć ręką. Autorzy bez kompleksów stają w szranki z podobnymi publikacjami z różnych stron świata i znakomicie sobie radzą. A szczęście po polsku? Wiadomo - jakoś to będzie. I byleby do przodu!

pokaż więcej

 
2017-07-16 22:18:22
Został fanem autorki: Mag­da­lena Knedler
 
2017-07-14 17:26:37
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Saga rodziny Neshov (tom 4) | Seria: Kontynenty
 
2017-07-14 17:25:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Cykl: Saga rodziny Neshov (tom 3)

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************
W pierwotnym założeniu Saga rodziny Neshov Anne B. Ragde była pomyślana jako trylogia. Zakończenie Na pastwiska zielone sugeruje zamknięcie cyklu, ale jak się okazuje, autorka zmieniła zdanie. Zanim jednak sięgniemy po czwarty tom, przed fanami trylogii wznowienie trzeciej części.

Poprzedni tom...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************
W pierwotnym założeniu Saga rodziny Neshov Anne B. Ragde była pomyślana jako trylogia. Zakończenie Na pastwiska zielone sugeruje zamknięcie cyklu, ale jak się okazuje, autorka zmieniła zdanie. Zanim jednak sięgniemy po czwarty tom, przed fanami trylogii wznowienie trzeciej części.

Poprzedni tom zakończył się cliffhangerem. W sumie nic nowego, dokładnie tak samo było w przypadku pierwszej odsłony sagi. To zresztą ciekawy zabieg, zaczerpnięty z poetyki seriali telewizyjnych, z pozoru zupełnie niepasujący do klimatycznej powieści obyczajowej, kładącej nacisk na realizm opisywanych zdarzeń. A jednak niespodziewane zakończenie nie razi, a zdecydowanie spełnia swoje zadanie - przyciąga uwagę i nie pozwala szybko zapomnieć o fabule. A ta w Na pastwiska zielone znów obfituje w wydarzenia bazujące na skrajnych emocjach. Rodzinne gospodarstwo to nieustające źródło konfliktów, niepowodzeń i frustracji. Głównie Torunn, na barki której spada nie tylko odpowiedzialność za rodzinną schedę, ale również poczucie winy za wydarzenie, które ponownie zmieniło losy rodziny. W Kopenhadze Krumme i Erlend szykują się do życiowej rewolucji, ale nie zdają sobie sprawy, jak wielka (dosłownie) będzie to zmiana. Z letargu, w który zapadał w drugim tomie, budzi się Margido. Małymi krokami zaczyna wprowadzać zmiany, zarówno w swoim życiu prywatnym, jak i zawodowym. To proces bolesny, ale konieczny - Torunn potrzebuje go bardziej, niż mu się to na początku wydawało. Co z tego, skoro autorka nie oszczędza swoich bohaterów, prowadząc ich prosto do tego, co nieuniknione.

W trzecim tomie na plan pierwszy wysuwa się Torunn, do gry powraca Margido, a Krumme i Erlend jak poprzednio, wprowadzają malownicze zamieszanie. Ich przyjazd do domu rodzinnego wraz z parą matek ich nienarodzonych dzieci i ekscentrycznym architektem tylko pozornie daje, tak potrzebny, oddech od problemów. Dzieje się nawet odwrotnie. Kolorowe życie Erlenda i jego partnera tylko uwypukla beznadzieję egzystencji reszty rodziny. Torunn ma tego świadomość i tym łatwiej zrozumieć stan, w który popadła. W tej części moja ulubiona bohaterka wywołuje skrajne odczucia - z jednej strony jest mi jej żal, z drugiej - irytuje mnie. No cóż, tak to już bywa. Zamiast wybrać stabilizację u boku Kaja Rogera, szuka pocieszenia nie tam, gdzie powinna. Trudno jednak nie zauważyć, że sytuacja w gospodarstwie ją przerosła i stąd takie, a nie inne ruchy. Ucieszyłem się, że do fabuły na dobre powrócił Margido. Dzięki jego obecności, autorka mogła zwrócić baczniejszą uwagę na jego pracę - jakże specyficzną. I nie bez powodu w tekście przywołuje się znakomity serial Sześć stóp pod ziemią. Opis pracy Margido przypomina kadry z tej telewizyjnej produkcji. Przed właścicielem zakładu pogrzebowego wiele nowych wyzwań, które choć z uporem, powoli zaczynają zmieniać jego życie. Również duchowe, ponieważ Margido od lat zmaga się z głębokim kryzysem wiary.

Trzeci tom niczym mnie nie zaskoczył. Oczywiście nie mam na myśli fabuły, tylko styl i klimat opowieści. Zresztą ten brak zaskoczenia należy odczytać jako komplement. Anne B. Ragde po raz kolejny przedstawia los pokiereszowanej emocjonalnie rodziny i znów udaje się jej uniknąć banału. Jest dosadnie, mocno i czasem też nostalgicznie, choć do fabuły bardziej pasuje termin - depresyjnie. Autorka nie ubarwia opowieści, stawiając się na realizm. Po raz kolejny także portretuje nie tylko rodzinę Neshov, ale w szerszym kontekście także norweskie społeczeństwo, które (zdaje się) nie zawsze ma wiele wspólnego z lansowaną ostatnio filozofią hygge. Skomplikowane relacje rodzinne u Ragde za każdym razem przedstawione są podobnie: codzienność miesza się z celebracją, szarzyzna z pstrokacizną, szaleństwo ze spokojem. To spojrzenie na Skandynawię oczami autorki sagi jest zaskakujące, prawdziwe i dzięki temu autentyczne.

Wprawdzie Na pastwiska zielone w moim odczuciu jest najsłabszą częścią serii, to i tak podoba mi się, że saga trzyma poziom. Z tym większym zaciekawieniem, ale i niepokojem czekam na czwarty tom pod tytułem Przebaczenie na zawsze. Ciekawe, jak po trzech latach zmienili się bohaterowie powieści Anne B. Ragde. I czy autorka literacko trzyma poziom?

pokaż więcej

 
2017-07-14 17:23:07
Ma nowego znajomego: Insane
 
2017-07-13 08:29:12
Ma nowego znajomego: domson1394 Dominika
 
2017-07-11 19:10:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Patronat medialny bloga, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Inspektor Mar­nie Rome (tom 3)

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************
Doceniona przez krytyków i czytelników, brytyjska autorka powieści kryminalnych Sarah Hilary powraca z trzecim tomem serii o komisarz Marnie Rome. Smak strachu to nowe śledztwo, ale w stylu, który czytelnicy znają z poprzednich odsłon cyklu. Do tej pory ukazały się W obcej skórze (tutaj) i Nie ma...
Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com
***********************************************
Doceniona przez krytyków i czytelników, brytyjska autorka powieści kryminalnych Sarah Hilary powraca z trzecim tomem serii o komisarz Marnie Rome. Smak strachu to nowe śledztwo, ale w stylu, który czytelnicy znają z poprzednich odsłon cyklu. Do tej pory ukazały się W obcej skórze (tutaj) i Nie ma innej ciemności (tutaj). Wprawdzie wszystkie trzy tytuły łączy osoba komisarz Rome (i jej zawodowego partnera Noah Jake'a) to warto wspomnieć, że każda część stanowi zamkniętą całość fabularną, a wątki osobiste głównych bohaterów, choć ważne, nie mają dużego wpływu na odbiór kolejnego śledztwa.

Smak strachu zaczyna się, kiedy Rome i Jake prowadzą śledztwo w sprawie śmiertelnego w skutkach wypadku samochodowego. Dziewczyna, której wejście na ulicę w niedozwolonym miejscu było głównym powodem zdarzenia, dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Jak to możliwe, że w Londynie, mieście pełnym kamer monitorujących każdy zakamarek, nikt nie zauważył zniknięcia dziewczyny? W tym samym czasie zespół komisarz Marnie Rome prowadzi, zakrojone na szeroką skalę, poszukiwania młodej uciekinierki z domu. I tylko przypadek sprawia, że wypadek drogowy zostaje połączony ze śledztwem w sprawie zaginięcia nastolatki. Trop prowadzi do pewnego miejsca, w którym niepodzielnie rządzi tajemniczy Harm. Tajemnica kryje się za drzwiami jego domu. A zadrzeć z Harmem to napytać sobie biedy.

Sarah Hilary ma bardzo charakterystyczny i tym samym rozpoznawalny styl. Taki, do którego trzeba się przyzwyczaić. Autorka bardzo powoli rozkręca akcję, buduje fabułę niespiesznie, dodając pojedyncze elementy. Na początku dość trudno połapać się w zawiłościach śledztwa, ale im dalej w historię, tym lepiej. I łatwiej. Poszczególne elementy układanki zaczynają do siebie pasować, a z pozornego cienia wyłania się jasny obraz wydarzeń. Dlatego nie zżymam się, kiedy po kilku pierwszych rozdziałach pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Mam bowiem pewność, że autorka w odpowiednim momencie udzieli satysfakcjonującej odpowiedzi. Tak było w przypadku poprzednich powieści, tak jest i teraz.

To, co odróżnia książki Sarah Hilary od innych powieści kryminalnych i sensacyjnych, to mocno zaakcentowana tematyka społeczna. Siłą historii z Marnie Rome nie są widowiskowe pościgi, ale pokazana rzetelnie praca policjantów. Choć nieoczekiwanych zwrotów w prowadzonych dochodzeniach nie brakuje, to śledzenie codziennych obowiązków stróżów prawa wciąga bez reszty. Połączenie aktualnej tematyki społecznej z wrażliwością autorki na kwestie obyczajowe sprawia, że dość przewidywalny gatunek powieści popularnej zyskuje nowy wymiar. Na koniec warto dodać do tego ciekawie skonstruowane postaci głównych bohaterów, których życie osobiste obfituje w dramatyczne wydarzenia. Wszystkie te elementy sprawiają, że powieści Sarah Hilary to propozycja dla czytelnika, który od literatury gatunkowej oczekuje czegoś więcej, niż tylko niezobowiązującej rozrywki.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
246 190 2550
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (114)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd