Łokieć_Pana_D 
Moja moralna i intelektualna odpowiedzialność za pisaną opinię kończy się, gdy stawiam ostatnią kropkę. Pięć minut później myślę już zupełnie inaczej. W zasadzie od razu trzeba je kasować, tak bardzo się starzeją.
mężczyzna, status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-08 21:37:23
Ma nowego znajomego: Rocinka
 
2018-10-07 09:04:30
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-07 08:56:48
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-07 08:14:01
Ma nowego znajomego: Rose
 
2018-10-06 10:18:29
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-06 10:17:31
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-06 09:28:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-06 09:26:36
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-06 09:04:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Gdyby ktoś, przystępując do dzieła o znaczeniu epokowym, uznanej przez świat ikony, przyznał, że obawia się odbioru tej lektury, i najpewniej mu się nie spodoba, uznałbym go za pyszałka. Nie dlatego, że "uznane przez świat" dzieła należy zawsze chwalić. Dlatego jednak, że już z góry podejrzewa, że chwalił nie będzie. Macie zatem przed sobą Pyszałka. Mnie.
Wiedziałem oczywiście z grubsza, czego...
Gdyby ktoś, przystępując do dzieła o znaczeniu epokowym, uznanej przez świat ikony, przyznał, że obawia się odbioru tej lektury, i najpewniej mu się nie spodoba, uznałbym go za pyszałka. Nie dlatego, że "uznane przez świat" dzieła należy zawsze chwalić. Dlatego jednak, że już z góry podejrzewa, że chwalił nie będzie. Macie zatem przed sobą Pyszałka. Mnie.
Wiedziałem oczywiście z grubsza, czego dzieło dotyczy, i w swej bucie uznałem, że nie spodoba mi się. Obawiałem się długich obozowych kronik, politycznie przekładanych - słusznym skądinąd - antykomunistycznym szwem. Pierwsze odczucie zdało się obawy potwierdzać. Opisy sposobów aresztowań sugerowały, że tak już będzie, że to szczegółowa relacja z tamtych czasów, bardziej historyczna i opisowa niż odkrywcza. Kiedy opar pierwszego, złudnego rozczarowania sięgał mi do kolan, zza kolejnych stron wyłaniał się duch. Duch Człowieka. A ja coraz głębiej siedziałem w fotelu. Wciśnięty. Jak kurczak, oskubany, bez łepka, wrzucony w kąt zamrażarki w gigantycznym sklepie. W gigantycznym sklepie "świat". Jak śmieszny facecik, który przeżył ...dzieści ...ery lata i tylko zdawało mu się, że coś tam przeczytał. Bo nie czytając tej książki, niewiele przeczytał w sumie.
A duch człowieka kształtował się, piękniał spoza długich opisów. I nic już w książce nie było długie, przeciwnie, wszystko było szalenie "za krótkie". Szalenie za krótkie było życie, szalenie za krótkie płótna, na których lśniły twarze kolejnych osób. Duch przesłaniał formę, wypełniał treścią kolejne minuty, wdzierał się we mnie, wiercił, bolał, koił. Kiedy czytałem zdania o ideologii, bez której nie ma zła, bo ono po prostu nie przeżyje bez ideologii, kiedy czytałem o dobrym człowieku, który do końca był dobry choć później stał się zły, i uwierzcie wiem co piszę, to miałem wrażenie, że odkrywam świat na nowo. Stałem się podlotkiem, który jest na tym etapie, że życie go fascynuje, bo wciąż jest nowe, a nie dlatego, że już się kończy. Zaczęło być mi dobrze, czułem zwykłą radość, szczęście może, taką wynikającą ze świeżości nowego poznania, nowego otwarcia. I niech chociaż jedna osoba powie, że też czuła radość i szczęście czytając "Archipelag Gułag", i że ja nie zwariowałem jeszcze. Nawet jakby miała skłamać.
W książce odkryłem człowieka. Banalne. Może na nowo. Może po raz pierwszy.

pokaż więcej

 
2018-09-29 09:02:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

A tak, żeby fajnie zacząć, skupię się w odruchu pierwszym na pozytywach. A pozytywem jest niewątpliwie wyobraźnia autora. Bóg, jako w średnim wieku kobieta. Mocne i dobre. Za samo to wejście pięć gwiazd. I jeszcze ta fruwająca i bzykająca rusałka ogrodowa. To jest słodkie.
Wcale, a wcale mi nie wadzi ta wyobraźnia. I gdyby dalej autor był tak oryginalny - miałbym opowiadanko życia. Tyle, że...
A tak, żeby fajnie zacząć, skupię się w odruchu pierwszym na pozytywach. A pozytywem jest niewątpliwie wyobraźnia autora. Bóg, jako w średnim wieku kobieta. Mocne i dobre. Za samo to wejście pięć gwiazd. I jeszcze ta fruwająca i bzykająca rusałka ogrodowa. To jest słodkie.
Wcale, a wcale mi nie wadzi ta wyobraźnia. I gdyby dalej autor był tak oryginalny - miałbym opowiadanko życia. Tyle, że wyobraźnia się skończyła. Cały późniejszy dialog, z Bogiem, Jezusem i Rusałką jest tak banalny, że zęby bolą. Nieleczone oczywiście. Nic nie zostaje wyjaśnione. Boska istota jawnie drwi z małego człowieczka i nic mu nie tłumaczy ponad to, co już wie. Co do reszty tajemnic zakłada, że i tak mały człowieczek nie zrozumie. Po cóż więc heca cała? Autorowi skończył się koncept. Szkoda - bo ramy i pomysł są boskie. Upss... nazwijmy świetne. Wiem, że część osób powie: to Ty nic nie zrozumiałeś. Nie oponuję. Może to ja nie zrozumiałem.
Zaczynałem od plusa, potem pojechałem po autorze jak po kobyłce, więc na koniec też plus. Gość (autor, nie Bóg) potrafi wzruszać. Cała ta historia z córką, jedną i - bardziej nawet - z tą drugą, która cierpi, są autentycznie wzruszające. I ja, stary cep, znów ryczę w tramwaju. Może dlatego, że córka dla mnie słowo święte. A może dlatego, że właśnie zachodziło słońce nad Ochotą, po prawej stronie Grójeckiej, jadąc w kierunku pętli, i mnie oślepiło. Tak czy inaczej - nigdy więcej tak wzruszających (i mało wnoszących) książek. W tramwaju.

pokaż więcej

 
2018-09-28 23:42:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Jakub Mortka (tom 2) | Seria: Ze Strachem

Kapitalnie jest kosztować szampana. Pod warunkiem, że dawno się go nie smakowało. Gdy wychyla się bąbelki co dnia, szumią jakby inaczej. Bardziej monotonnie.
Kapitalnie jest przewiercić się przez kryminał. A precyzyjniej: "opowieść policyjną". Bo "kryminały" pisała Królowa. Ja obcowałem z "opowieścią policyjną". Smakowałem słodko, bo kawał czasu już w ustach nie miałem. Powieści policyjnej.
...
Kapitalnie jest kosztować szampana. Pod warunkiem, że dawno się go nie smakowało. Gdy wychyla się bąbelki co dnia, szumią jakby inaczej. Bardziej monotonnie.
Kapitalnie jest przewiercić się przez kryminał. A precyzyjniej: "opowieść policyjną". Bo "kryminały" pisała Królowa. Ja obcowałem z "opowieścią policyjną". Smakowałem słodko, bo kawał czasu już w ustach nie miałem. Powieści policyjnej.
To nie jest fabuła mocno zaskakująca, skoro mnie, kryminalnego laika, aż tak bardzo nie tłamsiła. W sensie, że tak koło jednej trzeciej, już przeczuwałem kto krzywdzi. Może nie zabija, ale krzywdzi właśnie. Nie o to wszak sprawa się kłania. Jest bowiem ciekawa atmosfera w tej książce. Mglistość oddechu, zagęszczenie wyobraźni. O tym, co stać ma się za chwilę. A gęstość, w tego typu fabule, rzecz priorytetowa. Daleko bardziej niż zgadywanka, kto dźga, strzela, czy głowę ucina.
Podobały mi się rozmowy facetów. Ktoś pewnie, jakiś fachowiec od rozmów, od policyjnych książek, powie: oklepane dialogi. A mojej osobie podobały się oklepania. Tych dialogów. Specyficzne relacje męsko-męskie. Psychologiczny zawrót, zamykający się w prostocie, sile, w samczości śmierdzącej czasem policjantem. Po służbie, a bywa że i na służbie. Śmierdzącym wszak potem z pracy oczywiście. Nie oddechem piwnym. Kłam dający mniemaniom, że facet to istota płaska. Emocjonalnie. Otóż, relacje męsko-męskie w tej historii dowodzą, że facet nie jest istotą płaską. Tylko bardzo, bardzo mocno płaską.
Mało podobały mi się relacje damsko-męskie. Sprowadzały się do seksu. Skądinąd lubię, ale tu mi nie grały. Gazeciarstwo. Dobre bzykanie jest trudno opisać. Inaczej może: bzykanie jest trudno dobrze opisać. Pogubiłem się? Jak to z bzykaniem. Na szczęście, to tylko tło.
Dobrze mi się z książką spało. Wczułem się w miasteczko. Cygański temat. Kupiły mnie wszystkie główne postacie. Jestem kontent. Szampan. Dobrze oceniam. Mimo marudzenia. Marudzenie mam w genach "pasa środkowego". Tak właśnie.

pokaż więcej

 
2018-09-09 23:36:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Trata tata, baju baju. I wiem i nie wiem. Że władza despotyczna psuje. Wiem. Że tyran ma uczucia. Wiem. Że Kapuściński to i owo. I nie był taki grzeczny. Też wiem.
Jak wyrwać się z zapaszków? Zapaszki śmierdzą i rzeczą Ci: krytykuj gościa. A inne zapaszki, tzw. zapaszki stereotypki, szepcą: wychwalaj! Mistrza.
A ja chciałbym tak sam. Od siebie. Bez Mistrza i bez zapaszku.
Czytałem opowieść...
Trata tata, baju baju. I wiem i nie wiem. Że władza despotyczna psuje. Wiem. Że tyran ma uczucia. Wiem. Że Kapuściński to i owo. I nie był taki grzeczny. Też wiem.
Jak wyrwać się z zapaszków? Zapaszki śmierdzą i rzeczą Ci: krytykuj gościa. A inne zapaszki, tzw. zapaszki stereotypki, szepcą: wychwalaj! Mistrza.
A ja chciałbym tak sam. Od siebie. Bez Mistrza i bez zapaszku.
Czytałem opowieść lata temu. Czytałem niedawno. Mięsień sercowy wyrywa. Nie o przesłanie. O celność idzie. Który, z piórem się dziś parających, ma takiego cela? Tak trafia w podbrzusze? Tak rozrywa trzewia? Pytam się? Który? Książka ma żreć. Jak kwas. Jelita owinięte. Kto tak dziś pisze?
Gdzie tam o władzy. człowiek. mało. Człowiek. Te kilka miliardów komórek. Mózg. Skóra. Wspomnienia. Człowiek.
Jak wielką finezją jest, że jeden mówi "zrób to" (i tamto) a drugi to robi. Jak wielką finezją jest władza. Ty mówisz, on robi.
Kapitalna książka. Bez względu na to jak oceniam okoliczności. Kapitalny motyw. Ja ci każę. Ty robisz. Kto wyjaśni mi ten fenomen? Przecież, ten co wydaje rozkaz, i ten co wykonuje, z tych samych protein złożony? Tak?
Tak?

pokaż więcej

 
2018-09-09 01:39:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Mądre dusze, tu na LC, ostrzegają: nie pisz jaka pogoda, gdy książkę kupiłeś; nie pisz co jadłeś; pisz o książce (tylko). Mają racje. Nie darmo są mądrymi duszami.
Jak słodko, że ja taki przygłuptas jestem. A-czytelniczy.
No więc, leżymy sobie z córą na plaży, miasto Ustka. Już pokąpani. Jeszcze mało spaleni. "Tata ja poczytam". Wyciąga "Przyjaciela...". Czyta szeptem, niby dla siebie, toż...
Mądre dusze, tu na LC, ostrzegają: nie pisz jaka pogoda, gdy książkę kupiłeś; nie pisz co jadłeś; pisz o książce (tylko). Mają racje. Nie darmo są mądrymi duszami.
Jak słodko, że ja taki przygłuptas jestem. A-czytelniczy.
No więc, leżymy sobie z córą na plaży, miasto Ustka. Już pokąpani. Jeszcze mało spaleni. "Tata ja poczytam". Wyciąga "Przyjaciela...". Czyta szeptem, niby dla siebie, toż jednak słyszę! "Tato, to straszne, to horror" "Słońce jaki horror, jak to dla dzieci?". Ale zaintrygowała, smarkata. A ja w symbiozie z córą literackiej żyję. Wspólne stawianie czoła szalonej historii. A jak!
Teraz piszę o książce. Mnie, ojcu, średnio się podoba. Fantastyczna rola wyobraźni, wspomnień - tak. Fabuła, w mej starczej ocenie, kuleje. W mej starczej...
Córka zafascynowana. Córka przestraszona. Przeżywająca. Czekająca na koniec. Wracająca do początku. Wczuwająca się, do tego stopnia, że scenę na parkingu przeżyłem osobiście i moja (starcza) wyobraźnia zdjęła tyłek z pieca. Zawał rodzica.
Nie polecam starym. Polecam - kształtującym się wyobraźniom.
Z błędami fabuły sobie poradzą. Dzieci są twarde. A przygodę, ocierającą się o horror, wykrzyczą przez sen nie raz. I dobrze. Ten żyje, kto krzyczy we śnie.
* Córa obiecała opisać osobno wrażenia na LC.
Czekaj Tatku latka...

pokaż więcej

 
2018-09-08 23:27:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nie po drodze mi z Ziemkiewiczem. Nie lubię gościa i tyle. Dlaczego nie lubię? A tak po polsku nie lubię, czyli dla niczego.
Z uporu szlacheckiego. Z nawyku, a co, wolno mi i basta.
To, że człowieka sympatią nie darzę, to nawet fajne. Szorstko jest kogoś nie trawić. Próbujcie. Emocje gwarantowane. Z genów dobyte. Do pełni uszczęśliwienia potrzebuję go krytykować. Mocno, a głęboko pojechać. I...
Nie po drodze mi z Ziemkiewiczem. Nie lubię gościa i tyle. Dlaczego nie lubię? A tak po polsku nie lubię, czyli dla niczego.
Z uporu szlacheckiego. Z nawyku, a co, wolno mi i basta.
To, że człowieka sympatią nie darzę, to nawet fajne. Szorstko jest kogoś nie trawić. Próbujcie. Emocje gwarantowane. Z genów dobyte. Do pełni uszczęśliwienia potrzebuję go krytykować. Mocno, a głęboko pojechać. I tu mi się dysonans jawi. Dysonans rozumiem tak, jak mi się rozjeżdża oko z mózgiem. Mnie drażni.
Bo gościa nie lubię, a czytać jego pióro i owszem. Wysysam logikę i zimne spojrzenie, odrzucam demagogię. Tylko to jest tak: polecana reklamą książka, ta z witryn, to zwykle kalka. Mało odkrywcza. Kopia. U Ziemkiewicza połowa to pic na wodę. Reszta wszak jest oryginalna. Prawdziwa. Jest jego. Się opłaca. A jeszcze Jarosława niemal polubiłem. Ojoj.
Znałem onegdaj białogłowę w Estonii. Udałem się do niej w lato upalne. Nad zatoczką, co do Bałtyku chlupie, zapragnąłem się ukąpać z gorąca. A dziewczę krzyczy: nie, nie! Tu gorąco (plaża), a woda zimna! Tu miło, a tam bee. Inaczej niż w Łebie.
Z książką tego pana mam odwrotnie. Książka miła, a on bee.*
* wszelkie antypatie personalne, w tekście wyrażone - są celowe, proszę mróżyć **
** oko

pokaż więcej

 
2018-07-22 09:59:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Rzeczowa ocena i szyte emocją czekanie w jednym domku nie stoją. Wiadomo. Przy tej satyrze bardzo mi się rozjechały. Rzeczowość i emocje. Gdy czeka się na coś ważnego.
Mam wrażenie, że sprawa bulgocze mi pod naskórkiem. Jak nadzieja, że ktoś mnie rozumie. Nadzieja. Czy ja piszę jasno? Tak? Więc to nie były ciarki jak w thrillerze. Nic z tych spraw. To było poczucie, że gość, autor znaczy się,...
Rzeczowa ocena i szyte emocją czekanie w jednym domku nie stoją. Wiadomo. Przy tej satyrze bardzo mi się rozjechały. Rzeczowość i emocje. Gdy czeka się na coś ważnego.
Mam wrażenie, że sprawa bulgocze mi pod naskórkiem. Jak nadzieja, że ktoś mnie rozumie. Nadzieja. Czy ja piszę jasno? Tak? Więc to nie były ciarki jak w thrillerze. Nic z tych spraw. To było poczucie, że gość, autor znaczy się, wlazł pod płaszczyk moich, zwijmy to, "społecznych wrażeń odbiorczych". Potrafił je przeczytać i wylać. Za mnie. Sęk nie leży w tym, czy się z nim zgadzam czy nie zgadzam. Merytorycznie. Zupełnie bez znaczenia. Sęk w tym, że czytam i mam bliskość. Bliskość postrzegania rzeczywistości, bliskość emocji, o które woła otoczenie, odbierane zmysłami. To tak, gdy na sto osób, dwie tylko widzą obraz. Jednemu się podoba, drugiemu nie. To ich dzieli. Łączy znacznie więcej, wszak tylko oni go widzą. Na stu.
Zamieszałem, bo trudno wyrazić. Linearnie. Huelle daje radę. Gdzież tam ja.
Puenta. Z logicznego horyzontu to taka sobie książka. Porusza wszak moje demony. Zakopane oczekiwania. Z tego powodu, szalenie dla mnie ważna.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
432 206 32863
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (239)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (5)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd