Łokieć_Pana_D 
mężczyzna, status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-11 09:57:53
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-12-09 01:10:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nie wiem, czy wolno mi opinie szkicować, bazując na tym opowiadaniu. I to, z trzech aż powodów.
Waham się, po pierwsze, bo czy to książka w ogóle? Ot opowiadanie krótkie, ledwo zdenerwuje, już płakać rozkazuje. Targa jak jeździec.
Po drugie się waham, bo to Prus jednak. Licho nie śpi. Może się nie modlił?
Ale, tak najbardziej, to waham się, i winnym czuję, bo piszę tu jako taki, nazwijmy to,...
Nie wiem, czy wolno mi opinie szkicować, bazując na tym opowiadaniu. I to, z trzech aż powodów.
Waham się, po pierwsze, bo czy to książka w ogóle? Ot opowiadanie krótkie, ledwo zdenerwuje, już płakać rozkazuje. Targa jak jeździec.
Po drugie się waham, bo to Prus jednak. Licho nie śpi. Może się nie modlił?
Ale, tak najbardziej, to waham się, i winnym czuję, bo piszę tu jako taki, nazwijmy to, "druga-ręka-książka-dziecko". No wiem, głupio brzmi. Po polsku: "czytam, bo dziecko przerabia".
Oczywistym jest, że ja kiedyś czytałem przecież także, w podstawówce raczej. Za nic nie pamiętam. I powinienem milczeć.
I milczałbym, gdyby nie córka. "Tata jak ty mi "nie hasz-tag" o co w tej "Katarynce", to ja hasz-tag ewakuacja i jedynka". Jak młodych ludzi posłuchać i powyrzucać "hasz" to całkiem mądrze gadają.
No więc ja do "Katarynki". I taki mi w środku jakoś. Bo ten gość taki dobry. Serio. Dobry. Bogaty, napuszony, a jednak "człowiek". Bogaci, napuszeni ale jednak ludzie - to jest dopiero coś.
Córa spała snem spokojnym. "Hasz-tag: sen spokojny" - rzekłaby zapewne. "Hasz tag: stary się przejął "Katarynką" ale mniej więcej wyjaśnił". "Hasz-tag: a Twój nie miał czasu?" "O biedna".
Hasz-tag.
I nie ma w tym niczyjej winy.

pokaż więcej

 
2018-12-01 01:23:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

A to tak na serio? Jestem zdruzgotany. Słabością. Te dziwaczne porównania, sceny infantylne, kojarzą mi się z Myszką Miki. Bardziej, niż z literaturą. No bez żartów.
Babka z przeżyciami, i z chłopaczkiem piętnastoletnim, do wyrka, po trzech dniach znajomości. No dobra, może to tak "po japońsku". Żeby to jeszcze w kategoriach zabawy potraktowane. Gdzież tam "ona go kocha" i "on ją kocha"....
A to tak na serio? Jestem zdruzgotany. Słabością. Te dziwaczne porównania, sceny infantylne, kojarzą mi się z Myszką Miki. Bardziej, niż z literaturą. No bez żartów.
Babka z przeżyciami, i z chłopaczkiem piętnastoletnim, do wyrka, po trzech dniach znajomości. No dobra, może to tak "po japońsku". Żeby to jeszcze w kategoriach zabawy potraktowane. Gdzież tam "ona go kocha" i "on ją kocha". Znają się trzy dni, w bibliotece. Ale "całe życie wiedzieli". A na usprawiedliwienie mają to, ze młodzieniec ubzdurał sobie, że to mama jego. Tym bardziej peniskiem wojuje. Mama, siostra, co tam się nawinie. Bzykam na wejściu. Peniskiem. Potem sprawdzam. To myśl bohatera.
Wolałbym dobre porno zobaczyć. Każdy wie, że to za kasę i "na niby". A tu nie wiadomo za co, w tej książce. Bohater się napina. Jakbym napisał "jajka mu rosną" to się obrazicie. Ale jak Murakami pisze, że jajka mu rosną, to jest literatura. Jak można wykreować tak durnego bohatera?
Zresztą penisek, jądra, cała ta biologia "międzynożna", grają mega rolę. I proszę o zrozumienie, piszę o tym w opinii bo i autor serwuje nam obrazy genitaliów często całkiem. O twardości penisa wzmianek pod sufit. Po co? Żenujące. A okrasza wkładką, tą kobiecą, nie literacką, zakrwawioną, zgubioną przez nauczycielkę. W lesie. Na spacerku z uczniami. Nie mam problemu z takimi opisami, o ile coś wnoszą do treści. Tyle, że tu z tych "smaczków" cała treść utkana. I z bzdurnych, gazetowych "mądrości". No bo co mamy innego? Jakie tu przesłanie?
Szalony starzec? Miły, choć w końcówce irytuje. Bohater główny, pozer. Jego opiekun z biblioteki – pozer do sześcianu. Toż oni plotą bez sensu. Znacie ten chwyt, niby ktoś mądrości prawi, ubiera się to w "ważne" słowa, a sypie dyrdymały w sumie? Nie znalazłem jednego zdania, które by coś mi odkryło. Pokazało. Dało myśleć. Gazetowe paćki. "Wiedziałam że do mnie przyjdziesz", "wiedziałem, że wiedziałaś". "Ja wiem, że on wie, że ja wiem". "A ty wiedziałaś?" Telenowela jakaś?
Jedyny, w miarę kumaty facet, to kierowca. Jego rozmowa z kamieniem, ta scena, moim zdaniem najlepsza w książce, ma styl. To jednak zbyt mało, by obronić książkę. Książka leży.
I żeby nie było – ja mogę zaakceptować cuda. Gadające koty, kawki, jakieś tam duchy, wiry, hokus pokus i ufo z KFC. Łyknę. W moim ukochanym "Procesie" (nomen omen – też Kafki, ale jakże się te "Kafki" różnią), no więc w "Procesie" też jest niejednoznacznie. Też mało realnie. Tam jednak jest przesłanie. Cel. Mrożenie krwi. Tam się coś odkrywa.
Murakami sobie żarty robi z czytelnika. Z tego bajania nic nie wynika. Nic nie wychodzi. Miki po japońsku.
A uprzedzony nie jestem. Znam dobre książki, podpisane nazwiskiem Murakami. Sam zachwalałem na LC. To jednak jest policzek.

pokaż więcej

 
2018-11-18 01:20:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zaraz, chwila, gdzie tam! Te gwiazdy liche, jak bicie posłańca. Za to, że brzydki temat zaczyna. Nie walmy go za to po twarzy.
Postawię sprawę inaczej. Zapraszam (a ja wszystko mogę, prawie) Sokratesa na pogaduszki. Mocno wieczorne. Z Platonem i tym na A. Do kompletu. Dzwoniąc po nich, do Hadesu, zaznaczam wyraźnie, że chcę rozmawiać. Czyli wymieniać poglądy. Najlepiej różne. Oni wpadają,...
Zaraz, chwila, gdzie tam! Te gwiazdy liche, jak bicie posłańca. Za to, że brzydki temat zaczyna. Nie walmy go za to po twarzy.
Postawię sprawę inaczej. Zapraszam (a ja wszystko mogę, prawie) Sokratesa na pogaduszki. Mocno wieczorne. Z Platonem i tym na A. Do kompletu. Dzwoniąc po nich, do Hadesu, zaznaczam wyraźnie, że chcę rozmawiać. Czyli wymieniać poglądy. Najlepiej różne. Oni wpadają, mówią co myślą (to szok dla wielu współbraci, ale tak, tak, były czasy i w Grecji, i w Polsce, że mówiono to, co się myśli), no więc wpadają te trzy chłopy do mnie na chatę, walimy po secie, oni otwarcie mówią co im leży, a ja ich szczuję. Psem. Nie po to prosiłem, by przeciw gadali. Nawet moje, siedem lat temu dwuletnie dziecko, mówiło: "tak nie monia".
Świderski pisze co chce napisać. Co chce podpalić - podpala. Wali z rury niepoprawnie. I z treścią tego jego wyziewu słownego mogę polemizować. Kto jest nasz, a kto Duńczyk. Duński Arab czy polski Olsen. Za to jednak, że dyskusję wywołał, ba, wywołał ją w sposób na wskroś oryginalny, wkładając "siebie-nie siebie" w trudną pozycję "asystenta-narratora-outsidera" - wzbudził moje zainteresowanie. Chęć rozmowy.
Dawno nie czytałem tak zadziornego wstępu do gadki o "innych". Książka nie jest żadnym wyjaśnieniem. Groteskowość sytuacji, mieszanie postaci, ja-obcy-ja swój (ale obcy) powoduje, że chce się z tym gościem gadać. Jest pewna chemia sporu. Merytoryczna, nie pozorowana. Zetrzemy się jak dwa ścierne. Papiery. O coś różnie interpretowalnego. Nie o taplanie się w pianie (taplanie w "g" miałem na myśli ale jutro syn mnie przeczyta).
Tak, panie Świderski. Wbijaj Pan na chatę do mnie. Sokri, Platek i Arys już się rozgościli. Pogadamy. O tych "innych". Dawaj.

pokaż więcej

 
2018-11-11 02:09:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

To nie jest, w słodyczy czytająca się książka. To jest nawet, rzekłbym, opornie czytająca się książka. Wyobraźcie sobie fajnego delfinka. A potem - że sprawiliście mu takie życie, że mu się już pływać nie chce. Że mu się chce zdychać. Boli. Biedny delfinek. Słodziak.
A wyobraźcie sobie dziewczynkę. Która ogólnie lubi / łamane przez lubiła / pływać. I śpiewać. Sprawiono jej jednak, może i...
To nie jest, w słodyczy czytająca się książka. To jest nawet, rzekłbym, opornie czytająca się książka. Wyobraźcie sobie fajnego delfinka. A potem - że sprawiliście mu takie życie, że mu się już pływać nie chce. Że mu się chce zdychać. Boli. Biedny delfinek. Słodziak.
A wyobraźcie sobie dziewczynkę. Która ogólnie lubi / łamane przez lubiła / pływać. I śpiewać. Sprawiono jej jednak, może i niechcący, taki cyrk, że już się boi. Już nie lubi. Szuka bańki. Jak ją nazwano. Zostaje jej tylko chować się w tej bańce.
Ostro, szorstko napisana opowieść. O problemie w szkole, ale drapie mnie to po karku. Po plecach. Dałem tylko przytyk do rozmowy.
Moja córa mi dziś podsunęła. Tę książkę. Okładkę otwierałem z rodzicielskiego obowiązku. Jednak już druga, trzecia strona, ten bunt, ta złość, tak wiernie oddana. Ta wściekłość nastolatki.
Coś Wam opowiem. Przeczytałem z córką Ona dwa rozdziały, ja trzeci. A tam w trzecim taki obraz ojca. Taki sobie. Nie najlepszy. W oczach córy. Zapytałem, pewny zwycięstwa, że chyba Ty mnie tak córko nie postrzegasz? Czekałem na odpowiedź "nie tato, coś Ty, Ty jesteś zupełnie inny!" Usłyszałem: "no aż tak nie ale mam podobne zastrzeżenia".
Poznawanie nastoletnich córek jest trudniejsze niż poznawanie orbit Saturna. Założysz się?

pokaż więcej

 
2018-11-01 20:55:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nagle, z kilku kierunków. Krowy. Krowy, nie krowy? Byki? Kozły wyrośnięte? Mućki jakieś dzikie...
Pędem na mnie, i majty mokre. Gdzie tu zwiewać?
Gnają na mnie, już żałuję, I już mi się wyjazd na siódemkę pomylił, i walę na Kraków, i że mi tak skończyć będzie. Pod Radomiem, zamiast pod Malborkiem. Na trasie śmierci. W kierunku na Kraków. Kicha.
I dobiegają. Tak, tak, nie dziwcie się, galopują...
Nagle, z kilku kierunków. Krowy. Krowy, nie krowy? Byki? Kozły wyrośnięte? Mućki jakieś dzikie...
Pędem na mnie, i majty mokre. Gdzie tu zwiewać?
Gnają na mnie, już żałuję, I już mi się wyjazd na siódemkę pomylił, i walę na Kraków, i że mi tak skończyć będzie. Pod Radomiem, zamiast pod Malborkiem. Na trasie śmierci. W kierunku na Kraków. Kicha.
I dobiegają. Tak, tak, nie dziwcie się, galopują po asfalcie marnej jakości. Bliżej i bliżej. Tap, tap. Tak galopują. Stratują mnie. Zwiewam matizem, a tu dym. Co jest? Z rury? Z kopyta? Kopyto czuję. Wali mnie po gębie. Śmierć. Od kopyta. Jak ja to córce powiem? I myślę. Gdzie tam myślę, czuję! Odbieram! Jak pantofelek (ten z podstawowej). Kopyto, rura, pantofelek...
I wali mnie tym kopytem, tym mitochondrium, ale jakoś tak miękko. Miękkim kopytem. Podbrzuszem kopyta...
Żona. Uff. Jest źle ale mogło być gorzej. Byki. Żonka mnie plaskaczem po twarzowej. Budź się, chłopie, do fabryki, nie o krowach mi tu wydzierasz w wyrku po nocy...
Od razu przypomniał się guru. Ernest. Ten to by wiedział co odszczeknąć. "Źle chłopie byka opisałeś". A ja, Polak układny, posłusznie pod prysznic...
A tej nocy nie było palone w piecu :)

pokaż więcej

 
2018-10-27 09:40:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Mam prośbę. Z okazji dnia. Jakiegoś tam. Gdyby ktoś odważył się i zamierzał przeczytać "Sanatorium..." niech się poważnie zastanowi. Jest tyle pięknych rzeczy na świecie. Do zrobienia. Można, przykładowo, zrobić latawiec. I popuszczać. Jak ulał, na te wiatry. Można zrobić sobie wycieczkę. Załóżmy do Jaskini Raj. Tam nie wieje. Po cóż od razu zabierać się za "Sanatorium..."? Po co się... Mam prośbę. Z okazji dnia. Jakiegoś tam. Gdyby ktoś odważył się i zamierzał przeczytać "Sanatorium..." niech się poważnie zastanowi. Jest tyle pięknych rzeczy na świecie. Do zrobienia. Można, przykładowo, zrobić latawiec. I popuszczać. Jak ulał, na te wiatry. Można zrobić sobie wycieczkę. Załóżmy do Jaskini Raj. Tam nie wieje. Po cóż od razu zabierać się za "Sanatorium..."? Po co się wystawiać na wiatr?
Napisałbym, że ta książka jak sen. Słowo "sen" muszę jednak "marą" zastąpić. Jest garstka osób, którzy lubią sobie podłubać w ranie. Czytają, dajmy na to, takiego Schulza, i jednocześnie dłubią. Taka konstrukcja człowieka. Ja jednak nie namawiam bliźnich, którym ogólnie dobrze życzę, do bolesnego dłubania. Nie namawiam do "Sanatorium...". Już sam tytuł nie zachęca. I słusznie. Uczciwy autor. Był.
Do sedna. Ja nie lubię puszczać latawców. A do jaskini Raj trzeba roczną rezerwację. Ja lubię "Sanatorium...". Ja uwielbiam styl, w jakim pisał Bruno. A słowa "uwielbiam" użyłem na LC po raz pierwszy. Do takich książek nie da się "zachęcić". To proza tak powyginana, że nie przekonasz nikogo. Jeśli mu te wygięcia spasują - będzie szalał. Jak ja. Zarywał noce. Brał w robocie "urlop na czytanie". Dłubał w każdym zdaniu. Jeśli nie spasują - niech popuszcza latawce. Będzie zdrowszy. Nie będzie miał giga bólu, w sobie, takiego jak ja mam, po tej książce.

pokaż więcej

 
2018-10-06 09:04:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Gdyby ktoś, przystępując do dzieła o znaczeniu epokowym, uznanej przez świat ikony, przyznał, że obawia się odbioru tej lektury, i najpewniej mu się nie spodoba, uznałbym go za pyszałka. Nie dlatego, że "uznane przez świat" dzieła należy zawsze chwalić. Dlatego jednak, że już z góry podejrzewa, że chwalił nie będzie. Macie zatem przed sobą Pyszałka. Mnie.
Wiedziałem oczywiście z grubsza, czego...
Gdyby ktoś, przystępując do dzieła o znaczeniu epokowym, uznanej przez świat ikony, przyznał, że obawia się odbioru tej lektury, i najpewniej mu się nie spodoba, uznałbym go za pyszałka. Nie dlatego, że "uznane przez świat" dzieła należy zawsze chwalić. Dlatego jednak, że już z góry podejrzewa, że chwalił nie będzie. Macie zatem przed sobą Pyszałka. Mnie.
Wiedziałem oczywiście z grubsza, czego dzieło dotyczy, i w swej bucie uznałem, że nie spodoba mi się. Obawiałem się długich obozowych kronik, politycznie przekładanych - słusznym skądinąd - antykomunistycznym szwem. Pierwsze odczucie zdało się obawy potwierdzać. Opisy sposobów aresztowań sugerowały, że tak już będzie, że to szczegółowa relacja z tamtych czasów, bardziej historyczna i opisowa niż odkrywcza. Kiedy opar pierwszego, złudnego rozczarowania sięgał mi do kolan, zza kolejnych stron wyłaniał się duch. Duch Człowieka. A ja coraz głębiej siedziałem w fotelu. Wciśnięty. Jak kurczak, oskubany, bez łepka, wrzucony w kąt zamrażarki w gigantycznym sklepie. W gigantycznym sklepie "świat". Jak śmieszny facecik, który przeżył ...dzieści ...ery lata i tylko zdawało mu się, że coś tam przeczytał. Bo nie czytając tej książki, niewiele przeczytał w sumie.
A duch człowieka kształtował się, piękniał spoza długich opisów. I nic już w książce nie było długie, przeciwnie, wszystko było szalenie "za krótkie". Szalenie za krótkie było życie, szalenie za krótkie płótna, na których lśniły twarze kolejnych osób. Duch przesłaniał formę, wypełniał treścią kolejne minuty, wdzierał się we mnie, wiercił, bolał, koił. Kiedy czytałem zdania o ideologii, bez której nie ma zła, bo ono po prostu nie przeżyje bez ideologii, kiedy czytałem o dobrym człowieku, który do końca był dobry choć później stał się zły, i uwierzcie wiem co piszę, to miałem wrażenie, że odkrywam świat na nowo. Stałem się podlotkiem, który jest na tym etapie, że życie go fascynuje, bo wciąż jest nowe, a nie dlatego, że już się kończy. Zaczęło być mi dobrze, czułem zwykłą radość, szczęście może, taką wynikającą ze świeżości nowego poznania, nowego otwarcia. I niech chociaż jedna osoba powie, że też czuła radość i szczęście czytając "Archipelag Gułag", i że ja nie zwariowałem jeszcze. Nawet jakby miała skłamać.
W książce odkryłem człowieka. Banalne. Może na nowo. Może po raz pierwszy.

pokaż więcej

 
2018-09-29 09:02:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

A tak, żeby fajnie zacząć, skupię się w odruchu pierwszym na pozytywach. A pozytywem jest niewątpliwie wyobraźnia autora. Bóg, jako w średnim wieku kobieta. Mocne i dobre. Za samo to wejście pięć gwiazd. I jeszcze ta fruwająca i bzykająca rusałka ogrodowa. To jest słodkie.
Wcale, a wcale mi nie wadzi ta wyobraźnia. I gdyby dalej autor był tak oryginalny - miałbym opowiadanko życia. Tyle, że...
A tak, żeby fajnie zacząć, skupię się w odruchu pierwszym na pozytywach. A pozytywem jest niewątpliwie wyobraźnia autora. Bóg, jako w średnim wieku kobieta. Mocne i dobre. Za samo to wejście pięć gwiazd. I jeszcze ta fruwająca i bzykająca rusałka ogrodowa. To jest słodkie.
Wcale, a wcale mi nie wadzi ta wyobraźnia. I gdyby dalej autor był tak oryginalny - miałbym opowiadanko życia. Tyle, że wyobraźnia się skończyła. Cały późniejszy dialog, z Bogiem, Jezusem i Rusałką jest tak banalny, że zęby bolą. Nieleczone oczywiście. Nic nie zostaje wyjaśnione. Boska istota jawnie drwi z małego człowieczka i nic mu nie tłumaczy ponad to, co już wie. Co do reszty tajemnic zakłada, że i tak mały człowieczek nie zrozumie. Po cóż więc heca cała? Autorowi skończył się koncept. Szkoda - bo ramy i pomysł są boskie. Upss... nazwijmy świetne. Wiem, że część osób powie: to Ty nic nie zrozumiałeś. Nie oponuję. Może to ja nie zrozumiałem.
Zaczynałem od plusa, potem pojechałem po autorze jak po kobyłce, więc na koniec też plus. Gość (autor, nie Bóg) potrafi wzruszać. Cała ta historia z córką, jedną i - bardziej nawet - z tą drugą, która cierpi, są autentycznie wzruszające. I ja, stary cep, znów ryczę w tramwaju. Może dlatego, że córka dla mnie słowo święte. A może dlatego, że właśnie zachodziło słońce nad Ochotą, po prawej stronie Grójeckiej, jadąc w kierunku pętli, i mnie oślepiło. Tak czy inaczej - nigdy więcej tak wzruszających (i mało wnoszących) książek. W tramwaju.

pokaż więcej

 
2018-09-28 23:42:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Jakub Mortka (tom 2) | Seria: Ze Strachem

Kapitalnie jest kosztować szampana. Pod warunkiem, że dawno się go nie smakowało. Gdy wychyla się bąbelki co dnia, szumią jakby inaczej. Bardziej monotonnie.
Kapitalnie jest przewiercić się przez kryminał. A precyzyjniej: "opowieść policyjną". Bo "kryminały" pisała Królowa. Ja obcowałem z "opowieścią policyjną". Smakowałem słodko, bo kawał czasu już w ustach nie miałem. Powieści policyjnej.
...
Kapitalnie jest kosztować szampana. Pod warunkiem, że dawno się go nie smakowało. Gdy wychyla się bąbelki co dnia, szumią jakby inaczej. Bardziej monotonnie.
Kapitalnie jest przewiercić się przez kryminał. A precyzyjniej: "opowieść policyjną". Bo "kryminały" pisała Królowa. Ja obcowałem z "opowieścią policyjną". Smakowałem słodko, bo kawał czasu już w ustach nie miałem. Powieści policyjnej.
To nie jest fabuła mocno zaskakująca, skoro mnie, kryminalnego laika, aż tak bardzo nie tłamsiła. W sensie, że tak koło jednej trzeciej, już przeczuwałem kto krzywdzi. Może nie zabija, ale krzywdzi właśnie. Nie o to wszak sprawa się kłania. Jest bowiem ciekawa atmosfera w tej książce. Mglistość oddechu, zagęszczenie wyobraźni. O tym, co stać ma się za chwilę. A gęstość, w tego typu fabule, rzecz priorytetowa. Daleko bardziej niż zgadywanka, kto dźga, strzela, czy głowę ucina.
Podobały mi się rozmowy facetów. Ktoś pewnie, jakiś fachowiec od rozmów, od policyjnych książek, powie: oklepane dialogi. A mojej osobie podobały się oklepania. Tych dialogów. Specyficzne relacje męsko-męskie. Psychologiczny zawrót, zamykający się w prostocie, sile, w samczości śmierdzącej czasem policjantem. Po służbie, a bywa że i na służbie. Śmierdzącym wszak potem z pracy oczywiście. Nie oddechem piwnym. Kłam dający mniemaniom, że facet to istota płaska. Emocjonalnie. Otóż, relacje męsko-męskie w tej historii dowodzą, że facet nie jest istotą płaską. Tylko bardzo, bardzo mocno płaską.
Mało podobały mi się relacje damsko-męskie. Sprowadzały się do seksu. Skądinąd lubię, ale tu mi nie grały. Gazeciarstwo. Dobre bzykanie jest trudno opisać. Inaczej może: bzykanie jest trudno dobrze opisać. Pogubiłem się? Jak to z bzykaniem. Na szczęście, to tylko tło.
Dobrze mi się z książką spało. Wczułem się w miasteczko. Cygański temat. Kupiły mnie wszystkie główne postacie. Jestem kontent. Szampan. Dobrze oceniam. Mimo marudzenia. Marudzenie mam w genach "pasa środkowego". Tak właśnie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
441 212 33823
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (250)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (5)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd