Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wkp 
gwio.pl/category/ksiega-twardowskiego, ksiazkarnia.blog.pl, fantastyka.pl/251l, 406, 996.html, pl.thering.wikia.com/wiki/The_Ring_-_Kr%C4%85g_Wiki, , filmweb.pl/user/sinner102642, pl.chuckpalhniuk.wikia.com/wiki/Wiki_Chuck_Palahniuk
Na co dzień romantyk, szczęśliwie zakochany we wspaniałej dziewczynie, uwielbiam książki, filmy i muzykę (szczególnie Pidżama Porno i Strachy na Lachy, jako że w sztuce cenię sobie nieco wyższe wartości). Moim ulubionym autorem jest Chuck Palahniuk (z takiego samego powodu z jakiego muzycznie wielbię zespoły Grabaża). W wolnych chwilach piszę opowiadania (do poczytania na fantastyka.pl i gwio.pl) i tłumaczę z angielskiego na polski powieści, opowiadania, scenariusze i co mnie akurat zainteresuje.
28 lat, mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 1373 książki i 5 cytatów, ostatnio widziany 3 godziny temu
Teraz czytam
  • Avengers: Nadejście Avengers/Ultron bez ograniczeń
    Avengers: Nadejście Avengers/Ultron bez ograniczeń
    Autorzy:
    Gdy Ziemię czekają mroczne dni, gdy zagrażają jej złoczyńcy zbyt potężni, aby mógł pokonać ich jeden bohater, wówczas najpotężniejsze postacie Uniwersum Marvela łączą się w zespół, którego nikt nie po...
    czytelników: 17 | opinie: 1 | ocena: 7 (4 głosy) | inne wydania: 1
  • Kapitan Ameryka: Wojna i pamięć
    Kapitan Ameryka: Wojna i pamięć
    Autorzy:
    Steve Rogers został uznany za zbyt słabego i chorowitego, by służyć w wojsku. Wszystko jednak zmieniło się, gdy wziął udział w projekcie stworzenia superżołnierza. Eksperymentalne serum doprowadziło g...
    czytelników: 28 | opinie: 4 | ocena: 7,64 (14 głosów)
  • Koniec warty
    Koniec warty
    Autor:
    SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w „Panu Mercedesie”, znajduje się w stanie wegetatywnym w Klinice Traum...
    czytelników: 3373 | opinie: 211 | ocena: 7,02 (1443 głosy) | inne wydania: 2
  • Kryzys na nieskończonych ziemiach
    Kryzys na nieskończonych ziemiach
    Autorzy:
    Zbiorcze wydanie bestsellerowej serii, która w latach 80. XX wieku całkowicie zmieniła i usystematyzowała uniwersum superbohaterów wydawnictwa DC Comics. Do dziś jest uważana za jeden z kamieni milowy...
    czytelników: 60 | opinie: 9 | ocena: 6,92 (39 głosów) | inne wydania: 1
  • Ludzie gniewu
    Ludzie gniewu
    Autorzy:
    Wiele lat temu Isom Rath zabił człowieka. Nieporozumienie związane ze stadkiem owiec rozpoczęło krwawy cykl przemocy, który trwał całe pokolenia. Kolejni członkowie z rodu Rathów wplątywali się w cora...
    czytelników: 35 | opinie: 5 | ocena: 6,96 (26 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
Wkp
2017-04-25 08:36:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Manga, Współpraca
Autor:
Cykl: Emma (tom 1)

GDYBY JANE AUSTEN ROBIŁA MANGI

Japończycy lubią angielską kulturę, historię i tamtejsze klimaty. Dowiedziałem się o tym przy okazji programu o Sherlocku Holmesie, ale nie tylko najsłynniejszy detektyw wszech czasów, który doczekał się zresztą mangi o swoich przygodach, może o tym zaświadczyć. „Emma”, debiutancki komiks Kaoru Mori to kolejny doskonały przykład, jak w rewelacyjny sposób można...
GDYBY JANE AUSTEN ROBIŁA MANGI

Japończycy lubią angielską kulturę, historię i tamtejsze klimaty. Dowiedziałem się o tym przy okazji programu o Sherlocku Holmesie, ale nie tylko najsłynniejszy detektyw wszech czasów, który doczekał się zresztą mangi o swoich przygodach, może o tym zaświadczyć. „Emma”, debiutancki komiks Kaoru Mori to kolejny doskonały przykład, jak w rewelacyjny sposób można przenieść wiktoriańską stylistykę na nowy grunt i stworzyć porywającą i poruszającą opowieść o miłości.

Schyłek XIX wieku, czas rewolucji przemysłowej. Młody William Jones odwiedza po latach swoją dawną guwernantkę, za którą ze względu na jej surowość niezbyt przepada. Spotkanie to jednak okazuje się brzemienne w skutkach, kiedy mężczyzna poznaje Emmę, małomówną, nieśmiałą pokojówkę. Piękną szarą myszkę, do której z miejsca zaczyna żywić bardzo ciepłe uczucia i to z wzajemnością. Jednak konwenanse, nakazy i zakazy pozwalają się im spotykać jedynie przypadkiem, tudzież pod pretekstem innych kontaktów. William stara się więc znaleźć jak najwięcej okazji byle tylko móc zobaczyć Emmę, chce jej sprawiać radość, ofiarowywać prezenty, jednak sytuacja komplikuje się, kiedy z Indii przyjeżdża jego przyjaciel, Hakim. Ten bowiem z miejsca zakochuje się w pokojówce, a jakby tego było mało Emma nie może narzekać na brak innych adoratorów…

Uwielbiam mani tego typu. Zresztą Japończycy jako jedni z nielicznych potrafią wywołać takie uczucia romantycznym komiksem. Owszem, często zdarza im się popaść w ton albo przesłodzony, albo też płaczliwy, jednak spod ich ręki wyszło także całe mnóstwo poważnych, stonowanych i autentycznie poruszających opowieści miłosnych – więcej, niż spotkałem w komiksie europejskim czy amerykańskim (tu chyba tylko Terry Moore może się z nimi mierzyć). „Emma” należy właśnie do takich dzieł, realistycznych, emocjonujących. Zabierałem się do niej z pewną niepewnością, obawą wręcz. „Opowieść panny młodej” Kaoru Mori była wprawdzie znakomita, ale romans osadzony w wiktoriańskiej Anglii…? A jednak szybko okazało się, że „Emma” przewyższa nawet „Pannę młodą”, a jej lektura wywołała we mnie tyle emocji (szczególnie genialną sceną propozycji kupna okularów), że zasiadając do recenzji włączyłem sobie romantyczny soundtrack.

Oczywiście poza romansem debiut Mori w ciekawy sposób oddaje realia dziewiętnastowiecznej Anglii. Nie tej biednej, brudnej, przerażającej, jaką znamy za sprawą Kuby Rozpruwacza, ale chłodnej, dystyngowanej, surowej wręcz. Anglii wyższych sfer związanych konwenansami i etykietą, z czym doskonale kontrastuje postać Hakima – także wysoko urodzonego, ale ze względu na egzotyczne pochodzenie bardziej spontanicznego i wyzbytego ograniczeń narzuconych przez status.

Strona graficzna „Emmy” jest prosta, ale skuteczna. Właściwie to taka szara myszka, która po uważnym przyjrzeniu się, staje się piękną księżniczką. Kaoru Mori operuje delikatną kreska i równie delikatnymi cieniami. Unika czerni, bohaterów przedstawia w sposób stonowany, ale jaki ma to w sobie urok. Szczególnie, że autorka dopracowała występujące wszędzie detale charakterystyczne dla omawianych miejsc i czasów.

Podsumowując, wspaniała rzecz. „Emma” to manga, jaką stworzyłaby Jane Austen, gdyby zajmowała się tym gatunkiem, chociaż patrząc na to z drugiej strony… Cóż, z całym szacunkiem dla tej klasycznej autorki, ale jej dzieła nie mają w sobie takiego ładunku emocjonalnego, jak komiks Mori. Dlatego polecam go gorąco Waszej uwadze.

Rcenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/25/emma-1-kaoru-mori/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-25 08:05:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Posiadam, Współpraca

CIEMNIEJSZA STRONA ŻYCIA

Po rewelacyjnym debiucie, jakim bez dwóch zdań był album „Rachel Rising”, wydawnictwo Fantasmagorie, idąc za ciosem podkręca jeszcze tempo. Wśród imponujących zapowiedzi kolejnych wspaniałych tytułów pojawiła się także pozycja dość niepozorna, ale bardzo ciekawa. „Wstrząs”, bo o niej mowa, to zbiór krótkich komiksowych form połączonych wspólną klamrą w postaci...
CIEMNIEJSZA STRONA ŻYCIA

Po rewelacyjnym debiucie, jakim bez dwóch zdań był album „Rachel Rising”, wydawnictwo Fantasmagorie, idąc za ciosem podkręca jeszcze tempo. Wśród imponujących zapowiedzi kolejnych wspaniałych tytułów pojawiła się także pozycja dość niepozorna, ale bardzo ciekawa. „Wstrząs”, bo o niej mowa, to zbiór krótkich komiksowych form połączonych wspólną klamrą w postaci ciemnych stron naszej natury i codzienności. Coś w sam raz dla miłośników sentymentalnej grozy, ocierającej się często o pulpowe klimaty.

Zło. Zbrodnia. Brutalność. Mrok. Wsączają się w ludzkie życie powoli, albo atakują znienacka, gwałtownie wdzierając się w spokojne chwile. Jim siedzi w więzieniu za zbrodnię, której nie popełnił. Wyrok odebrał mu całe dotychczasowe życie, jak więc odnajdzie się w świecie, kiedy opuści mury placówki? Wstawiony chłopak wracając rowerem do domu słucha audycji radiowej. Rozmowy prowadzącego ze słuchaczami przybierają jednak nieoczekiwany obrót. Student zostaje „uczniem czarnoksiężnika”, kiedy profesor zaprasza go do odwiedzenia wraz z nim pułapki na ducha, jaką jest pewien tajemniczy dom, a zafascynowany Lovecraftem chłopak nawet w dorosłym życiu nie potrafi choćby odrobinę stłumić miłości do dzieł pisarza.

Może nie jest to do końca słuszne porównanie, ale lektura „Wstrząsu” skojarzył mi się z czytanymi przed laty numerami magazynu „Produkt”. Czarnobiałe komiksy, brudny klimat i ta groza, czasem połączona z fantastyką, czasem mocno związana z codziennością. Oczywiście przede wszystkim to, co znajdziemy na stronach ma kojarzyć się (i kojarzy) z obrazkowymi horrorami z lat 50. XX wieku, jeszcze z czasów, zanim zaczął obowiązywać Comics Code Authority. Wymownie podkreśla to ostatnia z zebranych tu nowelek, będąca zarazem jednym z najlepszych komiksów „Wstrząsu”, w której nastoletni bohaterowie w owym okresie trafiają w lesie na rozrzucone komiksy. Ich szlak prowadzi kolegów do pewnego samochodu stojącego między drzewami. Historia ta zawiera jednak o wiele więcej smaczków. Dla miłośników komiksów znających ich historię? Też, ale nie tylko – rok (1958) i miejsce akcji (Crystal Lake) mówią same za siebie.

Oczywiście, jak to w przypadku antologii bywa, poszczególne historie stoją na bardzo różnym poziomie. Najlepsze są wspomniana przeze mnie powyżej opowieść („Szkicownik Jacka Cole’a) będąca połączeniem komiksu i opowiadania, „Ukryte” (o niesłusznie skazanym więźniu) oraz „Powrót do domu” (również wspomniany short o audycji radiowej). Jest też nieco przeciętnych komiksów o rwanych zakończeniach, jest i całkiem sporo dobrych – przeważają te drugie. Do tego dochodzi też różnorodność graficzna – ilustracje czasem przypominają cartoonowe historie dla dzieci, czasem rysunki Joe’ego Kuberta, a niekiedy to, co widzieliśmy w serii „Chew”. Ale w końcu zróżnicowana jest także tematyka, swoją rozpiętością ogarniająca opowieści obyczajowe, sentymentalne, thriller, fantasy, science fiction, dziecięce lęki czy urban fantasy, więc wszystko jest tu na swoim miejscu.

„Wstrząs” to czasami prosta, czasami wzruszająca, udana komiksowa rozrywka. Niszowa, mroczna, ale i nie stroniąca od lekkości i humoru (chwilami rozprężenia stają się przerywniki tworzone przez Shauna Tana, autora m.in. „Przybysza”). Kto odnajduje się w takich właśnie klimatach nie będzie zawiedziony.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/25/wstrzas-rozni-artysci/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-25 07:10:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Współpraca
Cykl: Kucyk Pony Komiks (tom 8)

KUCYKOWA SŁODYCZ W TRZECH ODSŁONACH

Najnowszy, ósmy już tom popularnego nie tylko wśród dzieci cyklu „My Little Pony: Przyjaźń to magia”, jak zwykle oferuje to, co w opowieściach o kucykach najlepsze. Mocno kolorowa paleta barw, niewymuszony dowcip, ciepło, słodycz i dużo zabawy z tradycyjną pointą wieńczącą całość. Tym razem na miłośników ich przygód czekają aż trzy nowe opowieści, w tym...
KUCYKOWA SŁODYCZ W TRZECH ODSŁONACH

Najnowszy, ósmy już tom popularnego nie tylko wśród dzieci cyklu „My Little Pony: Przyjaźń to magia”, jak zwykle oferuje to, co w opowieściach o kucykach najlepsze. Mocno kolorowa paleta barw, niewymuszony dowcip, ciepło, słodycz i dużo zabawy z tradycyjną pointą wieńczącą całość. Tym razem na miłośników ich przygód czekają aż trzy nowe opowieści, w tym przezabawny horror utrzymany w klimacie „Krwiożerczych pomidorów”!

Na początek jednak nasze kucyczki wybierają się na Mistrzostwa Federacji Wrestlingu Equestrii. Na scenie walczy Tajemnicza Klacz, faworytka widowni, jednak nie każdy przyszedł tu by podziwiać jej zwycięstwa. Klacz jest bowiem siostrą bliźniaczką Cheerilee, obie nie widziały się od lat, ale nie łatwo jest naprostować skomplikowane relacje rodzinne…
W kolejnej historii z okazji Dni Ponyville, ma zostać odsłonięta pamiątkowa tablica w miejscu, gdzie stał pierwszy budynek w mieście, a najmłodsza klaczka w rodzinie zostanie księżniczką tej imprezy. Niestety o tytuł ubiegają się dwa rody: pierwszą budowlą w mieście był wprawdzie sklep zbudowany przez Stinkin Richa, jednak Ponyville zaczęło się od postawionej na wsi farmy babci Apple. Spór dzieli mieszkańców na dwie frakcje. Kto wygra?
Album kończy historia grozy. Tysiąc lat temu walczyły ze sobą dwie siostry. Ta zła została wprawdzie pokonana, jednak obiecała kiedyś powrócić. Pozostałości po pojedynku unosiły się w kosmosie przez wieki, aż do czasów obecnych, kiedy to rozbijają się na Ziemi. Pech chce, że miejscem, w które trafiają jest farma Applejack. W wyniku tego wydarzenia ożywają hodowane tu jabłka, a klaczka wraz z Big Maciem zostają wzięci do niewoli. Czy kucyki poradzą sobie z inwazją inteligentnych owoców?

Oczywiście, że tak! Ale ile wcześniej będzie zabawy. Ten ostatni komiks zresztą jest najlepszym z całego albumu. Ma klimat, ma humor, ma ciekawie odmienione bohaterki (warto wspomnieć Krewkie Pie, Nosfe-Rarity czy AppleDrac) i dobrze poprowadzoną fabułę. Do tego dochodzą smaczki umieszczone w tle, które spodobają się starszym odbiorcom i ciekawa zabawa konwencją komedii grozy typu wspomnianej już serii „Krwiożercze pomidory”. Oczywiście nie znaczy to, że pozostałym opowieściom czegokolwiek brakuje – ta historia jest mi po prostu najbliższa, szczególnie że jako dziecko uwielbiałem przygody Kaczora Donalda i spółki dziejące się w okresie Halloween. Reszta tomu również bawi, śmieszy i cieszy, a szybkie tempo nie pozwala choćby na chwilę nudy.

Całość tradycyjnie już została zilustrowana w sposób równie zabawny i słodki, jak skonstruowano scenariusz. Obłe kształty, ekspresyjna, rozbrajająca mimika, dużo bijących po oczach, cukierkowych kolorów i lekko mangowa stylistyka z miejsca przyciągają wzorki. W szczególności dzieci, ale o to przecież chodzi. Jeśli więc szukacie wartościowej, dobrej rozrywki dla najmłodszych (po którą przy okazji możecie także sięgnąć sami), „My Little Pony: Przyjaźń to magia” będzie strzałem w dziesiątkę. Polecam.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/25/moj-kucyk-pony-przyjazn-to-magia-tom-8-ted-anderson-christina-rice-thom-zahler-jay-fosgitt-agnes-garbowska-tony-fleecs/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-24 19:11:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Polskie, Posiadam, Współpraca
Cykl: W kręgach władzy (tom 1)

Kryzys parlamentarny

Nijak nie da się o mnie powiedzieć, że należę do miłośników polityki. Wiem mniej więcej, co dzieje się w kraju i na świecie, ale głównie dlatego, że wieści te przypadkiem docierają do moich uszu. Nie cierpię tej dziedziny życia, politykom nie ufam w najmniejszym stopniu, a filmów i książek o podobnej tematyce unikam jak ognia, chociaż jak zawsze znajdą się wyjątki od...
Kryzys parlamentarny

Nijak nie da się o mnie powiedzieć, że należę do miłośników polityki. Wiem mniej więcej, co dzieje się w kraju i na świecie, ale głównie dlatego, że wieści te przypadkiem docierają do moich uszu. Nie cierpię tej dziedziny życia, politykom nie ufam w najmniejszym stopniu, a filmów i książek o podobnej tematyce unikam jak ognia, chociaż jak zawsze znajdą się wyjątki od reguły. Dlaczego zatem sięgnąłem po „Wotum nieufności”? Nie przekonało mnie hasło „Polskie House of Cards”, ale nazwisko autora już tak. Mróz to w końcu jeden z najlepszych rodzimych pisarzy zajmujących literaturą kryminalną, więc postanowiłem dać mu szansę i na tym polu. Czy żałuję? Absolutnie nie! Pierwszy tom „W kręgach władzy” okazał się emocjonującą, szybką i wciągającą lekturą, a jego swojskość tylko dopełniła pozytywnego wrażenia.

Całość mojej recenzji na Portalu Kryminalnym: http://www.portalkryminalny.pl/content/view/7758/35/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-24 07:51:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Manga, Ulubione, Współpraca
Cykl: Sherlock (tom 1)

SHERLOCK HOLMES PO JAPOŃSKU

Japończycy uwielbiają postać detektywa stworzoną 130 lat temu przez Artura Conan Doyle’a, dlatego manga z jego przygodami nie powinna nikogo dziwić. Tak samo zresztą jak fakt, że opartą ją na niezwykle popularnym serialu stworzonym przez telewizję BBC – i to do tego stopnia, że dosłownie zilustrowano scenariusze do jego kolejnych odcinków, filmowe kadry przenosząc...
SHERLOCK HOLMES PO JAPOŃSKU

Japończycy uwielbiają postać detektywa stworzoną 130 lat temu przez Artura Conan Doyle’a, dlatego manga z jego przygodami nie powinna nikogo dziwić. Tak samo zresztą jak fakt, że opartą ją na niezwykle popularnym serialu stworzonym przez telewizję BBC – i to do tego stopnia, że dosłownie zilustrowano scenariusze do jego kolejnych odcinków, filmowe kadry przenosząc na papier w typowy dla autorów z Kraju Kwitnącej Wiśni sposób. Powstała z tego jednak znakomita pozycja, dla fanów zarówno Sherlocka Holmesa, jak i znakomicie napisanych, porywających mang kryminalnych.

Całość recenzji na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/24/sherlock-01-studium-w-rozu-mark-gatiss-steven-moffat-jay/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-24 07:11:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Współpraca
Cykl: Wieczni Batman i Robin (tom 1) | Seria: Nowe DC Comics!

BATMAN I ROBIN FOREVER

Po wydarzeniach opisanych w „Ostatecznej rozgrywce” Bruce Wayne przestał być Batmanem, jednak nie tylko jego legenda i spuścizna pozostają żywe. Dawni pomocnicy Mrocznego Rycerza, w tym noszący batzbroję Jim Gordon, działają zamiast niego, ale na jaw wychodzą skrywane przez lata sekrety Człowieka Nietoperza. Przeszłość upomina się o swoje, a młode pokolenie obrońców...
BATMAN I ROBIN FOREVER

Po wydarzeniach opisanych w „Ostatecznej rozgrywce” Bruce Wayne przestał być Batmanem, jednak nie tylko jego legenda i spuścizna pozostają żywe. Dawni pomocnicy Mrocznego Rycerza, w tym noszący batzbroję Jim Gordon, działają zamiast niego, ale na jaw wychodzą skrywane przez lata sekrety Człowieka Nietoperza. Przeszłość upomina się o swoje, a młode pokolenie obrońców Gotham będzie musiało rozwikłać jej tajemnice zanim będzie za późno.

Kim jest Matka? I dlaczego Batman ukrywa wszelkie informacje na jej temat przed Robinem? Przed laty, tuż po ich starciu ze Strachem na wróble, Bruce usunął dane z nią związane ze swoich Akt Cieni, bo gdyby młody Dick Grayson dowiedział się, co jego mentor zrobił, żeby uczynić go tym, kim jest, wszystko co zbudował Mroczny Rycerz rozsypałoby się…
Czasy obecne. Bruce nie jest już Batmanem, natomiast Dick działa jako szpieg organizacji Spyral. Wielkie otwarcie odrestaurowanej Wieży Oświecenia staje się dla niego początkiem kolejnej walki, kiedy zostaje zaatakowany przez dzieci Matki. Zdradzony przez swoją pomoc, od tajemniczej napastniczki otrzymuje pendrive ze spowiedzią Bruce’a. Sprawa nabiera jednak tempa, kiedy Bluebird zostaje zaatakowana przez Orphana. Drogi młodego pokolenia herosów przecinają się we wspólnym działaniu przeciw wrogowi, którego nie rozumieją, nie wiedząc komu mogą zaufać i do czego to ich doprowadzi…

Retcon to bardzo popularny w komiksowym świecie zabieg, który zawsze sprawdza się bardzo dobrze. Jeśli ktoś nie wie, polega on na powróceniu do doskonale wszystkim znanych wydarzeń i dodaniu do nich nowych elementów zmieniających obraz danej sytuacji. Taka wolta ma swoje niezaprzeczalne plusy, nic więc dziwnego, że w końcu i James Tynion IV wraz ze Scottem Snyderem zdecydowali się zastosować ją w opowieści o Batmanie i odbrązowić nieco tę postać. Z ich pomysłu zrodził się naprawdę udany komiks, przepełniony akcją i szybkim tempem, strony którego zaludnia cała masa mniej lub bardziej ważnych postaci tego uniwersum.

Fabularnie poza konkretnym poprowadzeniem akcji i ciekawymi wątkami najbardziej cieszy fakt, że udało się zachować spójność. Ekipa scenarzystów nie była w końcu mała. Wprawdzie wśród nich nie znalazł się Snyder, pełniący rolę współpomysłodawcy całości, ale za pisanie poszczególnych zeszytów wzięli się Tynion IV, Tim Seeley, Steve Orlando, Genevive Valentine, Jackson Lanzing, Collin Kelly oraz Ed Brisson. W tym konkretnym przypadku wyszło jednak, jak w serialu telewizyjnym – każdy dodał coś od siebie, ale trzymał się jednej, konkretnej wizji. Zresztą „Wieczni Batman i Robin” od początku planowani byli jako krótka seria (zamknięta ostatecznie na 26 częściach), co przemawiało za tym tytułem.

Grupa rysowników tego albumu także nie była małaa. Jeśli nie liczyć inkerów i kolorystów grafiki sporządzili Tony Daniel, Paul Pelletier, Scot Eaton, Tony Kordos, Marc Deering, Wayne Faucher, Ronan Cliquet, Alvaro Martinez, Roge Antonio, Geraldo Borges, Fernando Blanco, Christian Duce, Javier Pina oraz Goran Sudžuka. Większość albumu, podobnie jak scenariusz, zachowuje podobny poziom, jednak bliżej końca ilustracje stają się prostsze i bardziej brudne. Całość jednak wypada bardzo dobrze, mimo faktu, że jeden zeszyt potrafi rysować kilku artystów.

Podsumowując, „Wieczni Batman i Robin” to bardzo ciekawa i warta poznania opowieść. Dodatkowo na jej korzyść przemawia fakt, że mamy tu do czynienia z historią zamkniętą w stosunkowo niewielkiej serii zebranej w dwóch tomach, a także to, iż jednocześnie mocno osadzona jest w wydarzeniach znanych z wydawanych w Polsce batserii, a zarazem nadaje się też dla mniej zaznajomionych z tematem (obowiązkowe streszczenie najważniejszych wątków mamy na początku tomu). Do tego dobre wydanie i solidna porcja stron za przystępną cenę sprawiają, że komiks wart jest polecenia.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/24/wieczni-batman-i-robin-james-tynion-iv-scott-snyder-pomysl-rozni-artysci/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-23 17:59:57
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Komiksy, Posiadam, Ulubione
 
Wkp
2017-04-23 06:37:40
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
Wkp
2017-04-23 06:37:30
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
Wkp
2017-04-22 20:07:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Współpraca

KŁOPOTY Z BARANAMI I OWCAMI

Po debiutancką powieść Joanny Cannon sięgnąłem z prostej przyczyny. I nie chodzi tu o tematykę, chociaż ta akurat wydawała się ciekawa, a o hasło „kryminał filozoficzny” i porównania ze „Sprawiedliwością owiec”, którą cenię (głównie za rewelacyjną kontynuację). Do lektury zasiadałem jednak pełen obaw, doświadczenie nauczyło mnie w końcu, że szumnie reklamowane...
KŁOPOTY Z BARANAMI I OWCAMI

Po debiutancką powieść Joanny Cannon sięgnąłem z prostej przyczyny. I nie chodzi tu o tematykę, chociaż ta akurat wydawała się ciekawa, a o hasło „kryminał filozoficzny” i porównania ze „Sprawiedliwością owiec”, którą cenię (głównie za rewelacyjną kontynuację). Do lektury zasiadałem jednak pełen obaw, doświadczenie nauczyło mnie w końcu, że szumnie reklamowane tytuły zbyt często są mocno przeciętne. Na szczęście w przypadku „Owieczek…” ta reguła się nie sprawdziła i w moje ręce trafiła powieść bardzo ciekawa, dobrze napisana i daleka od banału, jaki najczęściej prezentują przedstawiciele gatunku thrillera/kryminału.

Całość mojej recenzji na blogu: http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/22/owieczki-dobre-owieczki-zle-joanna-cannon/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-22 16:20:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Polskie, Ulubione, Współpraca

SWOBODNI JEŹDŹCY I KOT

Chyba nie ma drugiego współczesnego komiksu rodzimych twórców, który zyskałby sobie taki status i popularność jak Osiedle Swoboda Michała Śledzińskiego. Nazywany najważniejszą polską serią z przełomu stuleci, przez blisko pięć lat stanowił główną siłę nośną magazynu „Produkt”, a kolejne wydania zbiorcze rozchodziły się jak świeże bułeczki. Najnowsze, czwarte już -...
SWOBODNI JEŹDŹCY I KOT

Chyba nie ma drugiego współczesnego komiksu rodzimych twórców, który zyskałby sobie taki status i popularność jak Osiedle Swoboda Michała Śledzińskiego. Nazywany najważniejszą polską serią z przełomu stuleci, przez blisko pięć lat stanowił główną siłę nośną magazynu „Produkt”, a kolejne wydania zbiorcze rozchodziły się jak świeże bułeczki. Najnowsze, czwarte już - przygotowane w integralnej z ukazującym się jednocześnie tomem drugim edycji - też na pewno podzieli los poprzedników. Jednak nie ma się co dziwić. OS to dzieło przełomowe, dziecko nie tylko swoich czasów, ale też i setek, tysięcy nawet wchłoniętych produktów popkultury, przepuszczonych przez filtr osobistych doświadczeń autora oraz swojską mentalność. To wreszcie także uderzający realizmem portret polskiej młodzieży żyjącej na granicy dzielącej dwa ustroje, który mimo zmian, jakie przyniosły kolejne lata, po dziś dzień pozostaje aktualny.

Osiedle Swoboda to miejsce zamieszkane przez najróżniejsze indywidua. Swojski telepata Ciachciarachciach doznaje wizji po tanim winie, lokalny gangster Boss Drwal przy okazji nielegalnych interesów prowadzi specyficzny telefon zaufania, a od czasu do czasu na uliczkach pojawiają się dziwne istoty, choćby zwiastujący wielkie zmiany Człowiek w Pasiakach. A gdzieś pomiędzy żyją oni – Smutny, Wiraż, Szopa, Kundzio i Niedźwiedź, piątka przyjaciół, piątka Swobodnych Jeźdźców i kot (Pazur). Piją, imprezują, kochają, nienawidzą, mieszają się w szemrane biznesy albo wątpliwe zajęcia, starając się przerwać w myśl zasady „żyj i pozwól żyć innym, jeśli oni dają żyć tobie”.

Pierwszy raz Osiedle Swoboda przeczytałem mając niespełna trzynaście lat. Był to drugi epizod Ballady o Bystrym i choć może nie rzucił mną o podłogę, historia spodobała mi się na tyle, by to głównie dla niej sięgnąć po kolejne numery Produktu. Z czasem nadrobiłem zaległości i wtedy mogłem powiedzieć już tylko jedno – to jest genialne. Natomiast patrząc na OS z perspektywy kilkunastu minionych wiosen nasuwa mi się jeszcze pewne określenie – to jeden z najważniejszych, jeśli nie najważniejszy komiks w moim życiu. Nieważne, że czytałem lepsze, ciekawsze, bardziej kultowe i przełomowe opowieści, które cenione są na całym świecie i odmieniły postrzeganie obrazkowych historii – przygody Smutnego i reszty swobodnej ekipy trafiły do mnie, zmieniły coś i po latach wciąż chętnie do nich wracam, nadal ciesząc się z lektury jak dzieciak.

Ale dość już tej prywaty. Osiedle Swoboda to komiks rewelacyjny, niezależnie od moich osobistych odczuć. Choć treść często zbacza w stronę komedii, a niekiedy odrywa się także od ziemi, zahaczając o elementy fantastyczne, przede wszystkim snuje obyczajową opowieść o pokoleniu nastolatków żyjących w latach 90. XX wieku. Brutalna, brudna prawda, dużo wulgaryzmów i brak poprawności politycznej doskonale obrazują mentalność i zachowanie młodych ludzi oraz swoją epokę. Wychowani w blokowiskach bohaterowie są ludzcy i realni, bliscy nam – można ich nie lubić, ale nie da się nie docenić; to nie papierowe postacie, a ludzie z krwi i kości, o indywidualnych charakterach.

Śledziu nie poprzestaje jednak na tym. Podobnie jak to robią mangacy, tak i on wrzucił na strony swojego opus magnum mnóstwo elementów, które pozornie nie pasują do tak poważnej opowieści. Humor to jedno (często zresztą towarzyszą mu ekspresyjne miny, co tym bardziej zbliża OS do mang), ale w poszczególnych rozdziałach czekają na nas także horror i sensacja, a autor w prostej historii traktującej o fikcyjnym blokowisku zaczyna budować swoją mitologię. Może słowo to brzmi dziwnie w kontekście komiksu obyczajowego, jednak nie zapominajmy, że Śledziński zaludnia swój komiks indywiduami typu telepata, mutant, nadprzyrodzony byt ubrany w pasiaki etc. To oczywiście mogło się nie udać, twórca w końcu eksperymentował, bawił się tą opowieścią, a wtedy łatwo przedobrzyć, szczególnie gdy chce się oddać bogactwo wchłoniętych wytworów popkultury, a jednak w dziwny, wykręcony sposób wszystko to doskonale do siebie pasuje. Ba, stanowi naprawdę fascynujący dodatek, który tylko ubarwia ten świat.

Eksperymenty Śledzia nie ograniczyły się tylko do scenariusza. Pod względem graficznym Osiedle Swoboda stanowi przekrój przez całą karierę tego niepokornego twórcy, zaczynając od brudnych ilustracji do pierwszego (i jednego z najlepszych) rozdziału, przez w pełni wykształcony, czysty styl, na rysowanych na szybko panelach kończąc. Na pewno znajdą się tacy, którzy będą krytykować ten czy inny styl Śledzińskiego, niemniej ja kupuję go bez zarzutów – ze wszystkimi drobnymi niedociągnięciami, które zdarzają się nawet najlepszych grafikom.

Czwarte wydanie Osiedla Swobody to kolejna doskonała okazja by poznać ten nieśmiertelny polski komiks. Kontrowersyjny, specyficzny, ale wart polecenia każdemu. Do tego edytorsko wznowienie prezentuje się naprawdę doskonale – twarda oprawa, dodatkowa obwoluta, świetny papier, dodatki (wywiad z bohaterami, nowe grafiki Śledzia). Nie ma tu wprawdzie znanego z drugiego wydania „Centrum”, ale jest to, co najlepsze, czyli wszystkie epizody znane z łam ów numerów Produktu. W skrócie: wspaniała rzecz, która powinna się znaleźć na półce każdego miłośnika komiksów.

Recenzja opublikowana na portalu: https://nietylkogry.pl/post/recenzja-osiedle-swoboda/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-22 15:20:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Współpraca

MAŁŻEŃSTWO I WIĘZIENIE

Margaret Atwood to kolejne z wielkich literackich nazwisk, jakie odkryłem całkiem niedawno temu. Z miejsca zachwyciłem się twórczością autorki i choć to dopiero trzecia jej powieść, jaka trafiła w moje ręce, śmiało mogę zaliczyć ją do ulubieńców. Ciekawe, nieszablonowe fabuły, które skłaniają do myślenia, kontrowersje mające konkretny cel i znaczenie, rewelacyjna...
MAŁŻEŃSTWO I WIĘZIENIE

Margaret Atwood to kolejne z wielkich literackich nazwisk, jakie odkryłem całkiem niedawno temu. Z miejsca zachwyciłem się twórczością autorki i choć to dopiero trzecia jej powieść, jaka trafiła w moje ręce, śmiało mogę zaliczyć ją do ulubieńców. Ciekawe, nieszablonowe fabuły, które skłaniają do myślenia, kontrowersje mające konkretny cel i znaczenie, rewelacyjna psychologia postaci i znakomity styl. A wszystko to na styku opowieści społecznych i ambitnej fantastyki. I takie również jest „Serce umiera ostatnie”, znakomite dzieło warte przeczytania szczególnie w oczekiwaniu na opus magnum pisarki, czyi „Opowieść podręcznej”, która już w maju doczeka się wznowienia nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

W niedalekiej przyszłości sytuacja ekonomiczna i społeczna przedstawia się wręcz tragiczne. Rynek się załamał, bezrobocie wzrasta, a pozbawieni środków do życia ludzie zeszli na drogę przestępczą. Nie wszyscy jednak, wciąż są bowiem tacy, którzy starają się zachowywać w normalny sposób, ale nie jest to łatwe. Do tego typu ludzi należy małżeństwo Stan i Charmaine, które w wyniku kryzysu zmuszone było zamieszkać w samochodzie. Ledwie wiążąc koniec z końcem, mając dość życia w niebezpiecznym środowisku decydują się wziąć udział w eksperymencie społecznym o nazwie Projekt Pozytron. Jego założenia są proste – uczestnicy otrzymują dach nad głową, pracę etc., jednak jak zawsze jest jakieś „ale”. Przez miesiąc mają wieść życie niemal idylliczne, przez kolejny mieszkać w swoistym więzieniu i tak na przemian aż do końca. Patrząc na to, jak wygląda reszta otoczenia, nawet to drugie miejsce zamieszkania nie wydaje się być wcale takie złe. Kto jednak stoi za tym wszystkim? Jaki ma cel? I do czego doprowadzą osobliwe relacja Stana i Charmaine z parą, z którą wymieniają się co miesiąc „domami”?

Spotkałem się z bardzo wieloma negatywnymi opiniami na temat tej powieści, ale przyznam, że zupełnie ich nie rozumiem, choć wiem skąd się wziął taki stan rzeczy. Przeciętni czytelnicy, są jak przeciętni widzowie, to co ambitne odstrasza ich albo spotyka się z niezrumienieniem. Nie mówię, że to najlepsza z książek Atwood, bo tak nie jest, ale na tle 90% współczesnej fantastyki, nawet tej z ambicjami, wypada lepiej, niż bardzo dobrze. To, co różni „Serce…” od popularnych powieści, które stają się hitami, to brak tanich chwytów i maskowania fabularnych mielizn szybką akcją. Akcji u Atwood zresztą jest stosunkowo niewiele, ale nie o to przecież chodzi. Autorka bierze zgrany schemat utopii/antyutopii i wyciska z niego coś nowego, świeżego, ciekawego. Przede wszystkim jednak interesuje ją głębia, prawda i przesłanie oparte na analizie kondycji człowieka i społeczeństwa.

Oddzielną rzeczą wartą omówienia są sami bohaterowie. Tym razem Attwood równocześnie robi z nich ludzi z krwi i kości, co i konkretne archetypy. Jednocześnie pozostają więc realni, jak i zupełnie realności pozbawieni. Ich zachowanie nie zawsze bywa logiczne, ale zawsze czemuś służy, trzeba tylko zadać sobie nieco trudu by to zrozumieć.

Moja lepsza połowa powiedziała o twórczości Atwood, że już w samym stylu jest coś takiego, że nie sposób oderwać się od książki i jest to prawda. Autorka pisze w sposób rewelacyjny, pełny, soczysty, krwisty wręcz. Prawdziwi miłośnicy dobrej, mądrej i nieszablonowej literatury z pewnością będą zatem zachwyceni. Dlatego polecam ich uwadze zarówno tę powieść, jak i pozostałe utwory z dorobku Margaret Atwood.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/22/serce-umiera-ostatnie-margaret-atwood/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-22 07:52:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Manga, Współpraca
Cykl: Rycerze Sidonii (tom 3)

CZŁOWIEK CZY RZECZ

Trzeci tom „Rycerzy Sidonii” wprowadza niemałe zamieszanie. Akcji jest jeszcze więcej, więcej też dzieje się między bohaterami, a my mamy okazję cofnąć się w czasie i poznać tajemnicę ostrokłosów. Jakby tego było mało na jaw wychodzą nowe fakty odnośnie pustelniaków, które wstrząsają także mieszkańcami Sidonii oraz ciekawe informacje na temat Tanikaze mogące zmienić...
CZŁOWIEK CZY RZECZ

Trzeci tom „Rycerzy Sidonii” wprowadza niemałe zamieszanie. Akcji jest jeszcze więcej, więcej też dzieje się między bohaterami, a my mamy okazję cofnąć się w czasie i poznać tajemnicę ostrokłosów. Jakby tego było mało na jaw wychodzą nowe fakty odnośnie pustelniaków, które wstrząsają także mieszkańcami Sidonii oraz ciekawe informacje na temat Tanikaze mogące zmienić wszystko.

Sidonia znów znalazła się w obliczu zagrożenia ze strony pustelniaków. Ale tym razem jest inaczej niż dotychczas – wróg bowiem nie tylko przybrał wygląd gward i walczy, jak nigdy dotąd, stosując techniki, jakich nie powstydziłby się niejeden strateg, ale także ukształtował łożysko na kształt człowieka. A może to coś więcej, niż tylko łożysko? Kiedy udaje się przechwycić jedno z nich, okazuje się, że przypomina człowieka pod każdy, nawet biologicznym względem. Czemu zmieniło się zachowanie przeciwnika i co to właściwie oznacza? Na horyzoncie pojawia się także gigantyczny statek klasterowy, a Tanikaze i Izana zbliżają się do siebie coraz bardziej, jednak oprócz kolejnych pilnych wezwań w budowaniu relacji przeszkadza im także wszędobylska Yuhata…

Całość recenzji na moim blogu: http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/22/rycerze-sidonii-3-tsutomu-nihei/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-22 07:34:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przedpremierowo, Współpraca
Autor:

FANTASTYCZNE DARY

„Królowie Dary”, pierwszy tom „Pod Sztandarem Dzikiego Kwiatu” okazał się bardzo ciekawym przykładem ciężkiego, przyziemnego fantasy osadzonego w realiach, jakie cenię. Dlatego też na ciąg dalszy czekałem, jak na niewiele powieści z tego gatunku. I nie zawiodłem się. Ken Liu, pochodzący z Chin pisarz amerykański, po raz kolejny udowodnił, że rozliczne wyróżnienia jakie...
FANTASTYCZNE DARY

„Królowie Dary”, pierwszy tom „Pod Sztandarem Dzikiego Kwiatu” okazał się bardzo ciekawym przykładem ciężkiego, przyziemnego fantasy osadzonego w realiach, jakie cenię. Dlatego też na ciąg dalszy czekałem, jak na niewiele powieści z tego gatunku. I nie zawiodłem się. Ken Liu, pochodzący z Chin pisarz amerykański, po raz kolejny udowodnił, że rozliczne wyróżnienia jakie zdobył nie były jedynie kwestią przypadku czy chwilowej mody.

Kiedy poznaliśmy Kuniego Garu nie miał w sobie zbyt wielu zadatków do wielkości. Łagodnie powiedziawszy: w końcu nie bywał widywany trzeźwy, wiódł żywot hulaki i nie bał się korzystać ze swojego zawadiackiego uroku, któremu trudno było się oprzeć. Jakby tego było mało wszelkie pozytywne cechy ukrywał tak, by nikt nie mógł powiedzieć o nim nic dobrego. A jednak teraz Kuni, znany pod dworskim przydomkiem jako Ragin, jest cesarzem Dary i stara się jak najlepiej rządzić swoim cesarstwem i dbać o potrzeby ludu. Niestety już wkrótce wszystko się zmieni. Kiedy bowiem na jedną z wysp przybywa tajemniczy Lyucu, a wraz z nim zjawiają się skrzydlate bestie, wybucha chaos. Sytuacja z każdą chwilą robi się coraz trudniejsza, a gdy dodatkowo sam Kuni będzie musiał stawić czołu fałszywym oskarżeniom i zdradzie, wydaje się, że nie ma już nadziei. Na szczęście są jeszcze jego dorosłe dzieci, które chciałyby zapisać się w historii. Niestety to, co nadchodzi przerasta wyobraźnię każdego…

Ken Liu potrafi zaciekawić – i to już samym blurbem książki. Z blurbem jest jednak jak ze zwiastunem filmowym, zawsze zawiera to, co najlepsze z całości, a efekt bywa bardzo różny. Na szczęście „Ściana burz” potrafi sprostać oczekiwaniom, jakie rozbudza opis. Co ważniejsze jednak w satysfakcjonujący sposób kontynuuje „Królów Dary”, a nie było to łatwe zadanie. Sequel zawsze stoi na z góry straconej pozycji, z założenia nie maże mieć bowiem już tej świeżości co oryginał, a „Królowie…” mimo wszystko miały jej sporo. Nie za dużo na szczęście, dlatego w drugim tomie nie odczujecie jej braku. Dostaniecie natomiast dużo akcji, realizm, ciekawych bohaterów i władzę. Kwestie władzy są zresztą kluczowe dla „Pod Sztandarem Dzikiego Kwiatu”, bez nich ta historia byłaby o wiele uboższa. Na szczęście autor wiedział, czego chce i jak to dobrze wykorzystać.

„Ściana burz”, jak i poprzedni tom, napisane są znakomicie, z odpowiednią wagą i literackim wyczuciem. Nie jest to pusta, prosta przygoda, a bardzo dobrze napisana przyziemna, realna opowieść, która spodoba się miłośnikom „Gry o tron” czy „Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza”. Ken Liu pisze o wymyślonych światach i czasach, jednak robi to w sposób tak prawdziwy, że równie dobrze mogłaby to być nieznany rozdział naszej historii. Jeśli więc lubicie takie klimaty, cenicie je bardziej, niż przepełnione magią, efekciarskie, ale nie efektowne opowieść, ta seria to coś dla Was. Polecam zatem.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/22/sciana-burz-ken-liu/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-04-22 07:12:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Posiadam, Ulubione, Współpraca
Cykl: Punisher Max (tom 1) | Seria: Punisher MAX

PUNISHER NA MAXA

Kiedy w roku 2000 Garth Ennis, świeżo po skończeniu pracy nad swoim opus magnum „Kaznodzieją”, przejął pisanie przygód marvelowskiego mściciela, Punisher nie miał się najlepiej. Zabity i wskrzeszony w miniserii „Purgatory” stał się nadnaturalnym agentem pracującym zarówno dla aniołów jak i demonów. To się nie mogło udać, Ennis z miejsca odrzucił kontynuowanie tej fabuły i...
PUNISHER NA MAXA

Kiedy w roku 2000 Garth Ennis, świeżo po skończeniu pracy nad swoim opus magnum „Kaznodzieją”, przejął pisanie przygód marvelowskiego mściciela, Punisher nie miał się najlepiej. Zabity i wskrzeszony w miniserii „Purgatory” stał się nadnaturalnym agentem pracującym zarówno dla aniołów jak i demonów. To się nie mogło udać, Ennis z miejsca odrzucił kontynuowanie tej fabuły i skupił się na walce Franka Castle’a z gangsterami i bandytami. Dwunastoczęściowy run zatytułowany „Witaj w domu, Frank” okazał się strzałem w dziesiątkę, a irlandzki scenarzysta dostał możliwość napisania nie tylko kilku oneshotów i miniserii z tą postacią, ale też czwartego volume’u jej losów, a potem i piątego, już w ramach linii Max przeznaczonej dla dorosłych czytelników. I to właśnie te ostatnie przygody, krwawe, brutalne i wulgarne, trafiły niedawno do rąk polskich czytelników. I chociaż przemoc osiąga tutaj absurdalne rozmiary, „Punisher: Max” to po prostu rewelacyjny komiks, który czyta się jednym tchem.

Historia w nim opowiedziana jest w zasadzie prosta. Punisher morduje kolejnych gangsterów – bossów, pomniejszych żołnierzy czy nawet „emerytowanych” już członków mafijnych rodzin – i to masowo. Chce ich zabijać tak długo, aż przestaną pojawiać się kolejni na ich miejsce. Osaczeni przestępcy chcą się pozbyć wroga za wszelką cenę, ale nie tylko oni polują na Mściciela. Pewna tajemnicza grupa nie tylko jest w stanie go wyśledzić, ale także ma po swojej stronie Micro, dawnego współpracownika Franka. Czy tym razem przeciwnicy zdołają powstrzymać samozwańczego egzekutora?

W pierwszej miniserii o Punisherze („Circle of Blood”) twórcy postawili istotne pytanie: ile przemocy i zabijania znieść może jeden człowiek. Ennis kontynuując tę tradycję zastanawia się czy istnieje sposób by Frank Castle przestał być Mścicielem. Oczywiście robi to w charakterystycznym dla siebie stylu, psychologii postaci szukając wśród przerysowanej brutalności, hektolitrach krwi i czarnym humorze. Punisher, niby Rambo w czwartej odsłonie swoich przygód, chwyta za karabin maszynowy i zaczyna rzeź. Ale nie jest to masakra dla masakry, chociaż Ennis lubuje się w okrucieństwie, taka historia szybko by się przejadła. Autor po raz kolejny pokazuje więc zagubionego człowieka, który nie potrafi przestać mordować. Śmierć rodziny z rąk gangsterów to jedynie pretekst by móc strzelać do kolejnych ludzi pod płaszczykiem walki z bezprawiem. Czy w takiej sytuacji istnieje jeszcze jakaś granica? I gdzie są resztki człowieczeństwa Punishera? Odpowiedzi, jak zawsze u Ennisa, są mroczne i niepokojące.

I w takim tonie utrzymane zostały tez ilustracje – przynajmniej w pierwszych sześciu z zebranych tu zeszytów. Kreska jest brudna, kadry ciemne, a Lewis LaRosa nie unika pokazywania wprost ran i okaleczeń. Prościej wyglądają kolejne części w wykonaniu Leandro Fernándeza, ale i one mają swój klimat i urok, a przede wszystkim pasują do pisanego przez Ennisa scenariusza.

Mogłoby się wprawdzie wydawać, że „Punisher Max” nie ma do zaoferowania nic ponad mocną rozrywkę, jednak to tylko pozory. Z tym z komiksem jest, jak z filmami Tarantino, wystarczy chcieć spojrzeć poprzez tryskającą krew, a okazuje się, że naprawdę kryje się tam coś więcej. Ennis po raz kolejny nie zawiódł, a ten tytuł to zdecydowanie jedna z najlepszych opowieści wydanych w ramach klasyki Marvela. Warto jest po nią sięgnąć, szczególnie że nadaje się dobrze również dla nowych odbiorców, warto też czekać na kolejne tomy, a że Egmont od czerwca zaczyna wznawiać „Kaznodzieję” gwarantuje, iż Ennis nie prędko zniknie z księgarskich półek.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/22/punisher-max-tom-1-garth-ennis-lewis-larosa-leandro-fernandez/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
3971 2500 81620
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (410)

Ulubieni autorzy (28)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (14)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd