Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wkp 
gwio.pl/category/ksiega-twardowskiego, ksiazkarnia.blog.pl, fantastyka.pl/251l, 406, 996.html, pl.thering.wikia.com/wiki/The_Ring_-_Kr%C4%85g_Wiki, , filmweb.pl/user/sinner102642, pl.chuckpalhniuk.wikia.com/wiki/Wiki_Chuck_Palahniuk
Na co dzień romantyk, szczęśliwie zakochany we wspaniałej dziewczynie, uwielbiam książki, filmy i muzykę (szczególnie Pidżama Porno i Strachy na Lachy, jako że w sztuce cenię sobie nieco wyższe wartości). Moim ulubionym autorem jest Chuck Palahniuk (z takiego samego powodu z jakiego muzycznie wielbię zespoły Grabaża). W wolnych chwilach piszę opowiadania (do poczytania na fantastyka.pl i gwio.pl) i tłumaczę z angielskiego na polski powieści, opowiadania, scenariusze i co mnie akurat zainteresuje.
28 lat, mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 1371 książek i 5 cytatów, ostatnio widziany 3 godziny temu
Teraz czytam
  • Epidemia
    Epidemia
    Autor:
    W Chicago młody mężczyzna skacze z osiemnastego piętra luksusowego hotelu. W Alabamie młoda kobieta napełnia kieszenie kamieniami i wchodzi do rzeki. Dwa samobójstwa, dwie sprawy dla lokalnej policj...
    czytelników: 101 | opinie: 5 | ocena: 5,9 (10 głosów) | inne wydania: 1
  • Kapitan Ameryka: Wojna i pamięć
    Kapitan Ameryka: Wojna i pamięć
    Autorzy:
    Steve Rogers został uznany za zbyt słabego i chorowitego, by służyć w wojsku. Wszystko jednak zmieniło się, gdy wziął udział w projekcie stworzenia superżołnierza. Eksperymentalne serum doprowadziło g...
    czytelników: 23 | opinie: 2 | ocena: 7,5 (8 głosów)
  • Koniec warty
    Koniec warty
    Autor:
    SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w „Panu Mercedesie”, znajduje się w stanie wegetatywnym w Klinice Traum...
    czytelników: 3213 | opinie: 204 | ocena: 7,02 (1364 głosy) | inne wydania: 2
  • Kryzys na nieskończonych ziemiach
    Kryzys na nieskończonych ziemiach
    Autorzy:
    Zbiorcze wydanie bestsellerowej serii, która w latach 80. XX wieku całkowicie zmieniła i usystematyzowała uniwersum superbohaterów wydawnictwa DC Comics. Do dziś jest uważana za jeden z kamieni milowy...
    czytelników: 58 | opinie: 9 | ocena: 7 (37 głosów) | inne wydania: 1
  • Ludzie gniewu
    Ludzie gniewu
    Autorzy:
    Wiele lat temu Isom Rath zabił człowieka. Nieporozumienie związane ze stadkiem owiec rozpoczęło krwawy cykl przemocy, który trwał całe pokolenia. Kolejni członkowie z rodu Rathów wplątywali się w cora...
    czytelników: 35 | opinie: 5 | ocena: 6,96 (26 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
Wkp
2017-03-25 18:40:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

THRILLER FANTASY

25 marca obchodzony jest Światowy Dzień Czytania Tolkiena. Z tej okazji, chociaż tekst ten posiadam już od dłuższego czasu, postanowiłem wreszcie przeczytać „Nowy cień”, krótki, bo zaledwie trzynastostronicowy fragment historii, która miała stać się kontynuacją „Władcy Pierścieni”. Nie jest to najlepsze z dokonań Tolkien, ale wiedział o tym sam autor, który uznał, że...
THRILLER FANTASY

25 marca obchodzony jest Światowy Dzień Czytania Tolkiena. Z tej okazji, chociaż tekst ten posiadam już od dłuższego czasu, postanowiłem wreszcie przeczytać „Nowy cień”, krótki, bo zaledwie trzynastostronicowy fragment historii, która miała stać się kontynuacją „Władcy Pierścieni”. Nie jest to najlepsze z dokonań Tolkien, ale wiedział o tym sam autor, który uznał, że ostatecznie wyszedłby z tego thriller – czyli coś nie warte fatygi. Miło było jednak powrócić choć na krótką chwilę do cudownego świata Środziemia i pogrążyć się w fantazjach na temat tego, co mogłoby być…

Historia opowiedziana w „Nowym cieniu” dzieje się 105 lat po wydarzeniach znanych z „Władcy Pierścieni”. Młody Saelon rozmawia z Borlasem na temat obecnych wydarzeń. Ludzie znudzili się dobrem, a Herumor zaczął gromadzić młodych. Młodych zachowujących się, jakby byli nie ludźmi, a Orkami. Nowy cień pada na ludzkie serca, zagrożenie narasta…

…niestety nie jest nam dane dowiedzieć się czym to się skończy. Tolkien porzucił projekt. Może to dobrze, może źle, każdy miłośnik jego prozy chciałby ocenić to samemu. Warto jest więc po ten krótki wstęp sięgnąć i przekonać się, co ma do zaoferowania. Może to i niewiele, może ledwie ciekawostka dla fanów, nie mniej to zarazem zdecydowanie coś więcej, niż napisana przez Pirumowa „oficjalna” kontynuacja „Władcy…”, którą lepiej chyba przemilczeć.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/25/the-new-shadow-j-r-r-tolkien/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-25 18:35:11
Dodał do serwisu książkę: The New Shadow
 
Wkp
2017-03-25 16:19:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Współpraca
Cykl: Lucky Luke

DZIENNIK DZIKO ZACHODNI

Seria „Lucky Luke” zaczęła ukazywać się w roku 1946, jej pięćdziesiąty trzeci tom „Daily Star” opublikowany został 37 lat później. Chociaż od jego premiery minęło już niemal trzy i pół dekady, dopiero teraz mamy okazję czytać go po polsku. Jak jednak mówi znane wszystkim przysłowie, lepiej późno niż wcale. Szczególnie gdy w ręce czytelnika trafia komiks tak znakomity,...
DZIENNIK DZIKO ZACHODNI

Seria „Lucky Luke” zaczęła ukazywać się w roku 1946, jej pięćdziesiąty trzeci tom „Daily Star” opublikowany został 37 lat później. Chociaż od jego premiery minęło już niemal trzy i pół dekady, dopiero teraz mamy okazję czytać go po polsku. Jak jednak mówi znane wszystkim przysłowie, lepiej późno niż wcale. Szczególnie gdy w ręce czytelnika trafia komiks tak znakomity, jak ten.

30 kwietnia roku 1946 w rodzinie Greelych na świat przychodzi dziecko. Chłopiec, który otrzymuje imię Horacy, już od najmłodszych lat przejawia nie tylko zainteresowanie rodzinnym interesem drukarskim, ale także biznesem w ogóle. Do tego ma talent do pisania, a co za tym idzie kiedy tylko osiąga pełnoletność, wraz z podarowaną mu przez ojca prasą drukarską Washington Imperial numer 3, wyrusza na Dziki Zachód szukać szczęścia. Jak się jednak szybko przekonuje pisanie o chrzczonym alkoholu serwowanym w popularnym przybytku, choć chwytliwe, nie zawsze najlepiej kończy się dla dziennikarza. Tak oto Horacy spotyka na swej drodze Lucky Luke’a, wraz z którym (po wielu przygodach oczywiście), zjawia się w miasteczku Dead End City. Początkowo jego gazeta „Daily Star” nie sprzedaje się najlepiej, ale powrót do ujawniania nieuczciwych praktyk lokalnych przedsiębiorców zmienia ten stan rzeczy. Dziennik zaczyna sprzedawać się, jak nigdy dotąd, a z pomocą Lucky Luke’a, który podejmuje pracę w redakcji nie straszne są Horacemu żadne trudności. Czy aby na pewno? Co będzie, kiedy właściciel salonu, sklepikarz i grabarz mając dość „Daily Star” postanowią dołożyć starań by gazeta przestała się ukazywać?

Za fabułę tego tomu nie odpowiada najbardziej kojarzony z serią René Goscinny, tylko Xavier Fauche i Jean Léturgie, nie mniej „Daily Star” to i tak naprawdę znakomita robota, która bawi, śmieszy, wciąga i ciekawi. Jak to zwykle u Lucky Luke’a bywa, szalona wydarzenia następują jedno po drugim, dowcipów nie brakuje, a przygody przeżywane w towarzystwie starych i nowych bohaterów skutecznie poprawiają humor. Co ważne, a czego we współczesnych humorystycznych komiksach środka jest coraz mniej, gagi wcale nie są głupie, a całość nie stanowi tylko i wyłącznie pustej, lekkiej rozrywki.

Stałym elementem serii obok tytułowego bohatera i jego konia Jolly Jumpera są oczywiście znakomite ilustracje w wykonaniu ojca „Lucky Luke’a”, Morrisa. Proste i cartoonowe współtworzą charakterystyczny klimat cyklu, który kupuje serca czytelników nawet po kilkudziesięciu latach. Dobrze więc, że Egmont postanowił powrócić do tego tytułu i opublikować nieznane dotychczas w Polsce albumy z przygodami najszybszego kowboja.

Lubicie europejską klasykę komiksową? Chcecie się pośmiać i dobrze zabawić? Oczekujcie czegoś przyjemnego zarówno dla dużych, jak i małych? „Lucky Luke” to coś w sam raz dla Was.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/25/lucky-luke-53-daily-star-xavier-fauche-jean-leturgie-moris/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-25 15:52:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Współpraca
Cykl: Lucky Luke (tom 36)

CYRK NA KÓŁKACH (I NA DZIKIM ZACHODZIE)

Chociaż za przygody Lucky Luke’a przez lata publikowania serii odpowiadali różni twórcy, po dziś dzień to właśnie tomy pisane przez niezapomnianego René Goscinnego pozostają tymi najlepszymi. Co o tym decyduje? Przede wszystkim niepowtarzalny humor i żarty, jakimi wypełniał swoje fabuły, które autentycznie bawią i nie zestarzały się ani odrobinę. Do...
CYRK NA KÓŁKACH (I NA DZIKIM ZACHODZIE)

Chociaż za przygody Lucky Luke’a przez lata publikowania serii odpowiadali różni twórcy, po dziś dzień to właśnie tomy pisane przez niezapomnianego René Goscinnego pozostają tymi najlepszymi. Co o tym decyduje? Przede wszystkim niepowtarzalny humor i żarty, jakimi wypełniał swoje fabuły, które autentycznie bawią i nie zestarzały się ani odrobinę. Do tego dochodzą naprawdę ciekawe treści i elementy dostarczające rozrywki zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Jest wreszcie jakaś ponadczasowa magia, której nie da się ubrać w słowa, ale czuje się ją na każdym kroku. „Cyrk Western” ma w sobie to wszystko, więc miłośnicy Goscinnego na pewno będą zadowoleni.

Uciekający przez Indianami Lucky Luke spotyka na pustyni dziwne zwierzę. Duże, szare, z trąbą… Co to niby ma być? Skąd się wzięło? Okazuje się, że na Dziki Zachód zawitał cyrk! Należąca do kapitana Erasmusa Mulligana trupa wybrała się na pierwsze w historii kraju triumfalne tournée po zachodnich Stanach, jednak ze względu na zamiłowanie kapitana do alkoholu nie wszytko idzie jak należy. A to zgubi się jakiś sprzęt, a to odejdzie członek ekipy. Tym razem jeden z wozów złamał koło. Lucky Luke pomaga w jego wymianie, ale na wieść o dorocznym rodeo w Forcie Coyote, Mulligan postanawia wybrać się tam ze swoimi pokazami. Nie straszni mu Indianie, nie boi się nawet „Brylantowego Zęba” Zilcha, do którego należy całe miasteczko. Ten jednak nie zamierza tak łatwo się poddać i chce pozbyć się konkurencji dla swojego rodeo…

Lucky Luke i jego wierny koń Jolly Jumper na cyrkowej arenie? To oznacza tylko jedno: będzie się działo! I jak zawsze dzieje się dużo, z humorem (świetne żarty o kolorze słonia) i w znakomitym stylu. Nasz dzielny, szybszy od własnego cienia kowboj nie ma nawet chwili wytchnienia, a zderzenie mentalności artystów przekonanych o możliwości rozwiązania każdego problemu za pomocą przedstawienia z brutalnością (no dobrze, „brutalnością”, to w końcu komiks dla dzieci i każda przemoc jest jedynie umowna) Dzikiego Zachodu wywołuje wiele komicznych sytuacji. Czy bohaterowie wyjdą z tego cało? Czy zło zostanie ukarane? Oczywiście że tak! Nie chodzi jednak o to, by zaskoczyć czytelnika na tym polu, tylko dostarczyć mu emocji zgoła odmiennych, wynikających z zabawy westernowymi schematami, a z tego założenia komiks Morrisa i Goscinnego wywiązuje się aż z nawiązką.

Do tego dochodzą oczywiście także znakomite, cartoonowe ilustracje, które często kryją w sobie wiele dodatkowych komicznych elementów. Klasyczne, barwne, proste, ale urocze, cieszą oko i współgrają z fabułą.

Zabawa z Lucky Luke’iem i cyrkiem jest więc przednia. Jak zawsze zresztą. Ta seria to jeden z tych niestarzejących się klasyków, który powinien poznać każdy. Dlatego gorąco polecam ją Waszej uwadze.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/25/lucky-luke-36-cyrk-western-rene-goscinny-morris/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-24 16:04:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Posiadam, Współpraca
Cykl: Hawkeye (tom 1) | Seria: Marvel NOW!

NIEMAINSTREAMOWY HAWKEYE

Na temat tej serii padło już wiele dobrych słów, a ona sama wymieniana jest wśród najlepszych tytułów wydawanych po polsku w ramach Marvel Now. I rzeczywiście coś w tym jest. „Hawkeye” pisany przez Matta Fractiona wyróżnia się na tle mainstreamowych komiksów pod wieloma względami. Czytając go nie trzeba znać historii postaci ani aktualnych wydarzeń dotykających całego...
NIEMAINSTREAMOWY HAWKEYE

Na temat tej serii padło już wiele dobrych słów, a ona sama wymieniana jest wśród najlepszych tytułów wydawanych po polsku w ramach Marvel Now. I rzeczywiście coś w tym jest. „Hawkeye” pisany przez Matta Fractiona wyróżnia się na tle mainstreamowych komiksów pod wieloma względami. Czytając go nie trzeba znać historii postaci ani aktualnych wydarzeń dotykających całego uniwersum. Co więcej niemalże każdy zeszyt to samodzielna, zamknięta opowieść utrzymana w klimacie noir, która przypomina wczesne komiksy z Batmanem.

Clint Barton bardziej znany jako Hawkeye, członek Avengers, chociaż nie dysponuje żadnymi nadludzkimi umiejętnościami. Jedyne czym się wyróżnia to fakt, że jest najlepszym łucznikiem na świecie. Czym jednak zajmuje się, kiedy wraz z Kapitanem Ameryką, Thorem, Iron Manem i całą resztą herosów nie walczy z potężnymi wrogami i kosmicznym zagrożeniem? Mieszka w kamienicy, imprezuje na dachu wraz z sąsiadami, pomaga im w rozwiązaniu problemów z właścicielem, czasem stanie do walki z… cyrkowcami, to znów pozna piękną, acz tajemnicza kobietę, seks z którą skończy się prawdziwymi kłopotami… Czasem, w przerwach pomiędzy strzelaniem do „zwykłych” przeciwników i utratami przytomności po kolejnym ciosie w głowę, Clint angażuje się w inne sprawy. Choćby taką aukcję, na której zlicytowana ma zostać kaseta zawierająca materiał mogący pogrążyć zarówno jego, Avengers jak i SHIELD…

Komiksy wydawnictwa Marvel od samego początku bazowały na chęci stworzenia jednego spójnego uniwersum, w którym bohaterowie żyliby obok siebie, a nie jedynie okazjonalnie egzystowali na tej samej płaszczyźnie w ramach eventów czy crossoverów, jak to miało miejsce w konkurencyjnym DC. Dlatego też wszelkie duże wydarzenia wpływają na większość serii, a postacie swobodnie przechodzą z jednego tytuły do drugiego, tworząc splątaną sieć powiązań. „Hawkeye” odcina się od tego. „Był najlepszych łucznikiem w dziejach ludzkości. Później dołączył do Avengers. Tak wygląda jego życie, gdy nie jest z Avengers. Niczego więcej nie musicie wiedzieć”, takimi słowami wita nas ten komiks i doskonale podsumowują one całość. Tu naprawdę nie trzeba wiedzieć nic więcej, ba, tutaj nawet nie trzeba znać wszystkich zeszytów serii, bowiem każdy z nich opowiada oddzielną historię, a to we współczesnym komiksie rzadkość.

Poza tym poszczególne opowieści składające się na „Moje życie to walka” to naprawdę ciekawe epizody. Akcja jest szybka, uwagi celne, a klimat kryminalnych opowieści sprawdza się naprawdę doskonale. Fabuła to wprawdzie tylko piękne kobiety, szybkie samochody i ciągłe zagrożenia, nie mniej Fraction znakomicie wykorzystał ten znany wszystkich schemat. Do tego stopnia, że za jedenasty zeszyt „Hawkeye’a” (pojawi się w drugim tomie cyklu) dostał najważniejsze komiksowe wyróżnienie – nagrodę Eisnera.

Graficznie album także trzyma wysoki poziom, szczególnie w pierwszym trzech zeszytach rysowanych przez Davida Aję. Jego prosta, realistyczna i nieco brudna kreska świetnie oddaje klimat scenariusza. Kiedy za rysunki zabiera się Javier Pulido także jest przyjemnie dla oka, chociaż zdarza się mu kilka wpadek (jego bohaterowie miewają niezamierzonego zeza) i tylko dodatek w postaci „Young Avengers Present #6” wydaje się jakby z innej bajki. Nowoczesne rysunki Alana Davisa i komputerowa, bogata paleta barw wyraźnie odcinają się od całej, jakże prostej i stonowanej (ale w najlepszym tych słów znaczeniu) reszty.

Podsumowując, „Hawkeye” to obok „Ms. Marvel” najlepszy nowy tytuł z Marvel Now i jeden z najlepszych z tej linii wydawniczej. Niezależny, ciekawy, daleki od sztampy, spodoba się każdemu zmęczonemu mainstreamowymi opowieściami czytelnikowi. Ja z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/24/hawkeye-moje-zycie-to-walka-matt-fraction-david-aja-javier-pulido-i-alan-davis/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-23 12:21:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Posiadam, Ulubione, Współpraca
Autor:
Cykl: Przygody TinTina (tom 24)

WIELKIE POŻEGNANIE Z TINTINEM

W roku 1976 opublikowany został komiks „Tintin i Piocarosi”, który, choć autor niemal od razu zaczął myśleć nad ciągiem dalszym, okazał się ostatnim wydanym za życia Hergé’a tomem serii. I ostatnim zakończonym. Mający podsumować 50 lat pracy belgijskiego autora nad serią „Tintin i alph-art”, który ukazał się trzy lata po jego śmierci, nie jest kolejnym komiksem o...
WIELKIE POŻEGNANIE Z TINTINEM

W roku 1976 opublikowany został komiks „Tintin i Piocarosi”, który, choć autor niemal od razu zaczął myśleć nad ciągiem dalszym, okazał się ostatnim wydanym za życia Hergé’a tomem serii. I ostatnim zakończonym. Mający podsumować 50 lat pracy belgijskiego autora nad serią „Tintin i alph-art”, który ukazał się trzy lata po jego śmierci, nie jest kolejnym komiksem o Tintinie, Milusiu i kapitanie Baryłce. To zapis nieukończonego nigdy scenariusza do części o takim właśnie tytule, uzupełniony o szkice poszczególnych wydarzeń i całych plansz. I chociaż nie dowiadujemy się z niego, jak zakończyła się cała przygoda (zresztą nie o to przecież chodzi), dostajemy do rąk wspaniałe i wzruszające pożegnanie z serią, postaciami i samym autorem.

Kapitan Baryłka źle się miewa. Nie dość, że środek antyalkoholowy uniemożliwia mu cieszenie się jego ulubionym trunkiem (o czym miewa nawet koszmary senne), to jeszcze do kraju przybywa Bianka Castafiore, a to jedynie początek wydarzeń. Uciekając przed gościem Baryłka chowa się w galerii sztuki należącej do pana Fourcarta, a tam nie tylko poznaje Ramó Nasha, artystę uprawiającego alph-art, ale dowiaduje się także, że Fourcart chce się skontaktować z Tintinem w pewnej sprawie. Niestety wkrótce właściciel galerii ginie, znika także pewien ekspert, a w Księżymłynie zjawiają się Tajniak i Jawniak, którzy chcą prosić, by Baryłka przyjął do siebie na kilka dni emira Bena Kalisha Andrutha i jego syna. Są właśnie w kraju i istnieje poważne ryzyko zamachu na ich życie. Tintin i kapitan po raz kolejny trafiają w sam środek szalonych i niebezpiecznych wydarzeń…

Pierwszym pomysłem na dwudziesty czwarty tom „Tintina” było to by akcja albumu w całości działa się tylko i wyłącznie na lotnisku. Jak już wiadomo po powyższym opisie idea ta została porzucona na rzecz historii rozgrywającej się w środowisku artystycznym. Hergé sztuką współczesną fascynował się zresztą od lat i chciał pokazać swoje uwielbienie awangardowych dzieł. Nad projektem pierwotnie zatytułowanym „Tintini i fałszerze” prace rozpoczął już w roku 1978, rok później zdiagnozowano u niego mielofibrozę, zaczął obawiać się, że nie dokończy komiksu, ale wciąż się starał, chociaż nie do końca rozplanował fabułę. Nie zdołał. Pozostawił po sobie jednak coś wspaniałego – nie tylko znakomitą opowieść o Tintinie, ale też i zapis ewolucji ostatniego dzieła artysty. Zapis, który pokazuje także ostatnią, poruszającą walkę Hergé’a – bezcenna rzecz.

Co ciekawe „Tintin i alph-art” pozostaje komiksem wesołym i wręcz optymistycznym. Więcej w nim humoru, niż chociażby w „Picarosach”, więcej też się dzieje, a włączenie do akcji całej plejady doskonale znanych bohaterów stanowi kolejny miły akcent. Nie przeszkadza, że zakończenie jest otwarte, a kończąca je retardacja podsyca ciekawość, tyle stworzył Hergé i na swój sposób pasuje to do całości. Wprawdzie po latach wielu innych twórców dokańczało ten tom (choćby ktoś kryjący się pod pseudonimem Ramó Nash czy też Yves Rodier, który tworzył też pastisze „Tintina”), jednak po dziś dzień i tak jedynym słusznym „alph-artem” pozostaje ten właśnie oryginał. Warto go więc poznać, w końcu to niezwykłe zwieńczenie znakomitej serii, a przy okazji szansa poznania warsztatu Hergé’a, dlatego też polecam gorąco.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/23/tintin-i-alph-art-herge/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-23 12:05:09
Dodał do serwisu książkę: Tintin i alph-art
Autor:
Cykl: Przygody TinTina (tom 24)
 
Wkp
2017-03-23 11:39:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Posiadam, Współpraca
Autor:
Cykl: Przygody TinTina (tom 2)

TINTIN ZYSKUJE SWÓJ KSZTAŁT

„Tintin w Kongo”, drugi tom opus magnum Hergé’a, po raz pierwszy ukazał się w roku 1931 w formie czarnobiałego albumu. Kształt, w jakim możemy czytać go dzisiaj, osiągnął dopiero piętnaście lat później, kiedy autor postanowił dostosować wygląd komiksu do nowych przygód dzielnego reportera, zmieniając kilka co bardziej kontrowersyjnych elementów, dodając barwy, a...
TINTIN ZYSKUJE SWÓJ KSZTAŁT

„Tintin w Kongo”, drugi tom opus magnum Hergé’a, po raz pierwszy ukazał się w roku 1931 w formie czarnobiałego albumu. Kształt, w jakim możemy czytać go dzisiaj, osiągnął dopiero piętnaście lat później, kiedy autor postanowił dostosować wygląd komiksu do nowych przygód dzielnego reportera, zmieniając kilka co bardziej kontrowersyjnych elementów, dodając barwy, a także postacie, których wcześniej tam nie było. Na tej wersji bazuje też najnowsze wznowienie od Egmontu, z którym, jak z resztą tomów „Tintina” warto jest się zapoznać, bo to komiksowa klasyka w najlepszych tego słowa znaczeniu.

Tym razem Tintin wraz ze swoim psem Milusiem wyrusza na wyprawę do Konga Belgijskiego. Pupila jednak od początku podróży prześladuje pech, a także pewien pasażer na gapę, którego psiak spotyka jeszcze na pokładzie statku. Mimo trudności, jakie niemal przypłacają życiem, reporter i Miluś docierają do celu. Wiele gazet chce zdobyć wyłączność na ich relację, jednak Tintin ma inne zobowiązania. Wyprawa wraz z przewodnikiem w głąb Kongo przybiera jednak zupełnie nieoczekiwaną formę, kiedy na ich drodze staje znany nam już pasażer na gapę. Teraz dzielny reporter i jego pies muszą nie tylko przetrwać kolejne niebezpieczne chwile, ale także i odkryć kim jest ich przeciwnik i jaki ma cel.

Swego czasu temu komiksowi zarzucano przedstawienie naiwnego obrazu Kongo, ale mimo upływu 86 lat (jeśli liczyć od premiery pierwszej wersji, oraz 71 od nowej edycji) wyszedł on z próby czasu obronną ręką, a wspomniana naiwność stanowi jeden z jego plusów. Drugi tom „Tintina” to bowiem urocza i zabawna historia przygodowa dla dużych i małych. W odróżnieniu od poprzedzającego go „W kraju Sowietów” posiada lepsze zaplecze konkretnej wiedzy na temat Kongo, ale i tak traci ono znaczenie w obliczy znakomitej rozrywki, jaką oferuje komiks.

W tym tomie „Tintin” zyskuje dodatkowo kształt, z jakim jest kojarzony. Wprawdzie nie jest to do końca prawda, bo ten osiągnięty został dopiero wraz z dziesiątym albumem serii opublikowanym w roku 1942, jednak trzymając się chronologii nowych wydań od przygody w Kongo seria zdobywa swój „właściwy” charakter, a na jej łamach pojawiają się Jawniak i Tajniak. Rysunki zmieniają się w bardziej szczegółowe i realizujące założenia „czystej linii”, pojawia kolor i lżejszy klimat. Względem pierwowzoru zmniejszyła się liczba stron, przybyło natomiast kadrów na planszy. Zostało to, co najlepsze.

Miłośnikom Tintina, a tych przecież nie brakuje, „W Kongo” polecać nie trzeba. Ci, którzy jednak nie poznali jeszcze przygód dzielnego reportera, a cenią dobre, ponadczasowe komiksy bez dwóch zdań powinni poznać ten, jak i pozostałe tomy serii i przekonać się, jak wiele mają do zaoferowania mimo upływu lat.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/23/tintin-w-kongo-herge/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-23 11:25:16
Dodał do serwisu książkę: Tintin w Kongo
Autor:
Cykl: Przygody TinTina (tom 2)
 
Wkp
2017-03-23 10:46:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Przedpremierowo, Współpraca
Autor:
Cykl: Dziennik cwaniaczka (tom 11)

CWANIACZEK SHOW

Cwaniaczek nie zwalnia tempa. To już wprawdzie jedenasty tom cyklu, jednak książki o przygodach psotnego Grega, w głowie którego wciąż rodzą się kolejne szalone pomysły, nie tracą tego, co w nich najlepsze. „Ryzyk-fizyk” to znakomity na to dowód: pełen humor, akcji i przygód, wciąga od pierwszych stron i nie przestaje urzekać do samego końca, skutecznie poprawiając nawet...
CWANIACZEK SHOW

Cwaniaczek nie zwalnia tempa. To już wprawdzie jedenasty tom cyklu, jednak książki o przygodach psotnego Grega, w głowie którego wciąż rodzą się kolejne szalone pomysły, nie tracą tego, co w nich najlepsze. „Ryzyk-fizyk” to znakomity na to dowód: pełen humor, akcji i przygód, wciąga od pierwszych stron i nie przestaje urzekać do samego końca, skutecznie poprawiając nawet najgorszy humor.

Co tym razem czeka na Grega? I co on sam znów wymyśli? Zacznijmy od tego, że chłopiec wyobraża sobie, iż jego życie nie jest prawdą, a telewizyjnym show, dlatego stara się dostosować swoje zachowanie i „wypadki” do gustu widzów. A co gdyby rodzice nie byli rodzicami tylko robotami? W końcu po co mają aż tyle baterii w domu (pytanie tylko gdzie się je wkłada?)… Z taką wyobraźnią nie trudno ulec jej wpływowi i wpakować się w kłopoty, szczególnie kiedy w kalendarzu zbliża się pora Halloween. Greg wciąga się więc w czytanie książek popularnego, acz tajemniczego S. Tracha z serii „Dreszczaki”, którymi żyje cała szkoła, a żeby wygrać słój cukierków decyduje się na dość dramatyczny krok… Jak tym razem skończą się jego szalone przygody i co jeszcze wydarzy się w jego życiu w tym (kolejnym) szalonym okresie?

Jak tę serię świetnie się czyta! Nie ma znaczenia, że przeznaczona jest dla dzieci ani też to, że napisana została prostym językiem. Powieści Jeffa Kinneya to dokonała rozrywka dla czytelników w każdym wieku, którą dziecięcy i dorośli odbiorcy postrzegają wprawdzie w odmienny sposób, ale bawią się przy niej równie dobrze. To jednak jest typowa cecha najlepszych opowieści dla najmłodszych, piszą je w końcu dorośli ludzie i zamieszczają zarówno elementy, które byłyby atrakcyjne dla nich samych w młodym wieku, jak i te, które atrakcyjne są właśnie teraz. Jedyną różnicą pomiędzy podobnymi utworami jest umiejętność ich wykorzystania, a Kinney robi to w naprawdę znakomitym stylu.

„Dziennik cwaniaczka” przepełniony jest przede wszystkim humorem i przygodami. Fabuła, choć zawsze ma jakiś konkretny motyw przewodni, składa się głównie z krótkich epizodów, które wzajemnie się przenikają. Nie brakuje tutaj także zagadek, tajemnic i nuty grozy, szczególnie obecnej w tym tomie. Czy na wszystkie dostaniemy odpowiedź? Czy dowiemy się kto kryje się za pseudonimem S. Trach albo czemu upiorna dekoracja śmieje się mimo wyjęcia z niej baterii? To już musicie sprawdzić sami, warto. „Dziennik cwaniaczka” to w końcu obok klasycznych przygód Mikołajka jedna z najlepszych tego typu serii, dlatego też polecam ją gorąco Waszej uwadze i z niecierpliwością czekam na kolejny już zapowiedziany jej tom.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/23/dziennik-cwaniaczka-ryzyk-fizyk-jeff-kinney/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-23 06:19:22
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Ryder Creed (tom 3)
 
Wkp
2017-03-22 15:55:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Posiadam, Ulubione, Współpraca
Autor:
Cykl: Przygody TinTina (tom 1)

TINTIN I PROPAGANDA

Przygody Tintina, jedna z najciekawszych i najlepszych europejskich serii komiksowych łączących w sobie sensację, przygodę i humor, zaczęły ukazywać się w roku 1929 na łamach „Le Petit Vingtième" – dziecięcego dodatku do pisma „Le Vingtième Siècle”. Kolejne odcinki publikowano co tydzień przez niemalże półtora roku, aż w końcu zebrane zostały w formie albumu. „Przygody...
TINTIN I PROPAGANDA

Przygody Tintina, jedna z najciekawszych i najlepszych europejskich serii komiksowych łączących w sobie sensację, przygodę i humor, zaczęły ukazywać się w roku 1929 na łamach „Le Petit Vingtième" – dziecięcego dodatku do pisma „Le Vingtième Siècle”. Kolejne odcinki publikowano co tydzień przez niemalże półtora roku, aż w końcu zebrane zostały w formie albumu. „Przygody Tintina, reportera ‘Le Petit Vingtième’ w kraju Sowietów”, bo tak brzmiał jego tytuł, w Polsce ukazały się dopiero w roku 2011, jak to jednak mówią, lepiej późno niż wcale. Szczególnie że to kawał dobrego komiksu, zupełnie innego, niż pozostałe tomy serii, ale zdecydowanie wartego poznania.

Tintin, reporter „Le Petit Vingtième", wraz ze swoim psem Milusiem, wyrusza w służbową podróż do kraju Sowietów. Jego kłopoty zaczynają się już w podróży, kiedy tylko jadący tym samym pociągiem Rosjanin dochodzi do wniosku, że dziennikarz nie może dotrzeć do celu. Jeszcze by opowiedział co dzieje się w Rosji! Żeby do tego nie dopuścić, podkłada bombę i ucieka. Tintin przeżywa eksplozję, ale przesiadka w Berlinie kończy się dla niego aresztowaniem za „dokonane” zniszczenia. Jednakże dzielny reporter ucieka z więzienia i w wyniku kolejnych zbiegów okoliczności wreszcie dociera do kraju Sowietów. Koniec? Nie, to dopiero początek. Służby chętnie widziałyby go martwego śmiercią poniesioną w „nieszczęśliwym wypadku”, a on wraz ze swoim wiernym psiakiem stara się unikać kolejnych zamachów i niebezpieczeństw…

Ten pierwszy tom przygód Tintina to nie lada zaskoczenie. Jeśli znacie inne części serii wiecie czym się one charakteryzują: typowo europejska długość albumu, czysta kreska, dopracowane detale i tła, przyjemne barwy… Tymczasem „W kraju Sowietów” zaskakuje już grubością, liczy sobie bowiem 144 strony, ponad dwa razy więcej, niż standardowo. Do tego rysunki w nim są uproszczone, pozbawione tła i detali, czarnobiałe – typowe można by rzec dla przedwojennego komiksu. Fabuła także okazuje się być nieco inna, poważniejsza, bardziej zaangażowana, choć mniej przy tym złożona, i nie brak jej propagandowego wydźwięku. Cóż się jednak dziwić, „Le Vingtième Siècle” było gazetą, która wyrażała popularne w swoich czasach poglądy chrześcijańskie, patriotyczne, choć profaszystowskie i antykomunistyczne. W „Tintinie” wyraźne są te ostatnie, wprawdzie Hergé, zafascynowany rdzennymi Amerykanami chciał zrobić komiks o podróży bohatera do Stanów (co ostatecznie udało mu się osiągnąć wraz z trzecim tomem tej serii), jednak redaktor pisma chciał by Tintin trafił do Związku Radzieckiego i miał wydźwięk antymarksistowski i antykomunistyczny. Autor zabierając się do pracy nad historią nie miał czasu ani odwiedzić Rosji, ani nawet zebrać materiałów. Jego źródłem informacji był pamflet „Moscou sans voiles” Josepha Douilleta, więc w historii nie zabrakło błędów, a nazwiska bohaterów zamiast z rosyjska, brzmią bardzo polsko. To wszystko jednak i tak nie miało większego znaczenia. Hergé stał się jednym z pionierów w swojej dziedzinie i zapoczątkował serię, która ukazywała się przez 57 lat i nie przestała bawić także kolejnych pokoleń.

„Tintin w kraju Sowietów” to nie tylko fascynujące świadectwo sowich czasów, ale także po prostu bardzo dobry komiks, ukazujący jak to medium wyglądało na samym początku. Bo choć opowieści graficzne korzeniami sięgają osiemnastowiecznych karykatur, swoją formę przybrały dopiero na początku następnego stulecia, a rozwinęły wiek później. Cofnięcie się do tego okresu stanowi bardzo ciekawe doświadczenie, ale abstrahując od tego pierwszy album opus magnum Hergé’a sprawdza się też bardzo dobrze po prostu jako komiks przygodowy. Na jego stronach dzieje się dużo i szybko, bardziej są to luźne epizody, niż typowa fabuła z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem, nie mniej ustrzegła się przy tym niespójności. Podobnie rzecz ma się z rysunkami, które choć uproszczone, pozostają przejrzyste i wyraźne.

Jako całość, „W kraju Sowietów” to komiks udany i ważny. Stanowiący zalążek tego, czym potem stały się przygody Tintina i oferujący dużo dobrej zabawy. Poznać go nie tylko warto, ale wręcz wypada, jeśli ceni się komiksy i chce bliżej przyjrzeć ich początkom. Polecam zatem gorąco Waszej uwadze.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/22/tintin-w-kraju-sowietow-herge/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-22 15:15:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy, Polskie, Posiadam, Współpraca

WYKLĘTY, NIE ZAPOMNIANY

Temat żołnierzy wyklętych to jedna z historycznych kwestii popularnych w ostatnich latach i szeroko omawianych. Jak to jednak w takich przypadkach bywa jest niestety traktowana stronniczo, wybiórczo wręcz, jakby nie miała swoich ciemnych stron. A przecież miała i to wcale niemało. Komiksowa biografia Józefa Franczaka nie odbrązawia tematu, nie mniej to całkiem udany...
WYKLĘTY, NIE ZAPOMNIANY

Temat żołnierzy wyklętych to jedna z historycznych kwestii popularnych w ostatnich latach i szeroko omawianych. Jak to jednak w takich przypadkach bywa jest niestety traktowana stronniczo, wybiórczo wręcz, jakby nie miała swoich ciemnych stron. A przecież miała i to wcale niemało. Komiksowa biografia Józefa Franczaka nie odbrązawia tematu, nie mniej to całkiem udany album historyczny.

Lublin, zima 2014 roku. Pani prokurator zostaje obudzona w środku nocy przez dzwoniący telefon. Sprawa jest ważna, w końcu udało się bowiem odnaleźć coś, co pozostawało ukryte od dziesięcioleci: głowę Józefa Franczaka, „Lalusia” – ostatniego żołnierza niepodległej Polski. Kiedy zastrzelono go w 1963 roku, z niewyjaśnionych przyczyn – z chęci upokorzenia go czy też z zemsty – ciało zostało pozbawione głowy, a następnie pochowane. Nikt nie wiedział, co się z nią stało, aż do teraz. Odnalezienie to dopiero początek, Franczak został skazany na zapomnienie, prokurator chce przywrócić go do zbiorowej pamięci. Niespodziewanie w jej sypialni zjawia się duch „Lalusia”, który zaczyna opowiadać jej swoją historię. Historię najdłuższej, choć z góry skazanej na porażkę walki z Sowietami, których wodził za nos przez całe lata lata...

„Oto jest głowa Franczaka” to typowy komiks patriotyczny, choć w dość luźny sposób podchodzący do zagadnienia. Ten luz nie oznacza porzucenia prawdy historycznej, nie mniej włącza do fabuły elementy graniczące z fantastyką, a także może nie erotyczne, ale na pewno erotyzujące sceny. Czyli coś, co w połączeniu z ciekawą okładką może przyciągnąć nieco nastoletnich czytelników. Zresztą scenariusz Tkaczyka (założyciela pamiętnego Magazynu Komiksów „AQQ”) jest nieźle napisany i bazuje na emocjach. Autor stara się jak najlepiej przybliżyć losy Franczaka i historyczne tło, są tutaj uproszczenia, jest wreszcie bardziej literackie (a raczej wypadałoby powiedzieć „komiksowe”) ujęcie tematu. Co ciekawe, choć album ten z założenia już przecież antykomunistyczny, fabularnie przypomina komiksy właśnie z czasów PRL-u.

Odpowiedzialny za ilustracje Jacek Michalski (który z Tkaczykiem przygotował wcześniej chociażby „Tajemnicę Madonny z Wrocławia” oraz „1940 Katyń - Zbrodnia na nieludzkiej ziemi”) wykonał kawał dobrej roboty przy „Głowie Franczaka”. Wprawdzie zdarzają mu się drobne potknięcia (czaszka ma źle umiejscowiony nos), jako całość album wypada bardzo pozytywnie pod względem rysunków. Szczególnie gdy autor prezentuje plenery.

Na końcu komiksu czeka także dodatek w postaci pięciostronicowego opracowania historycznego traktującego o Franczaku. Nie zabrakło w nim oczywiście zdjęć, także tych wykonanych po zastrzeleniu go, ale jeszcze przed pochówkiem, a całość dość szczegółowo opisuje znane fakty. Wszystko to sprawia, że „Głowa…” to przede wszystkim pozycja edukacyjna, ale nadająca się także dla czytelników ceniących rodzime komiksy biograficzne.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/03/22/oto-jest-glowa-franczaka-witold-tkaczyk-jacek-michalski/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-22 11:20:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione, Współpraca
Autor:

Jaki ojciec, taki syn

Dotychczas w swoim życiu przeczytałem tylko dwa teksty, do których rękę przyłożył Joe Hill, a i to tylko dlatego, że napisał je wspólnie ze swoim ojcem, Stephenem Kingiem, którego uwielbiam. W obu przypadkach nie były to doświadczenia szczególnie udane, ale bardzo żałuję, że mimo to nie skusiłem się wcześniej na lekturę samodzielnych powieści Hilla. „Strażak” okazał się...
Jaki ojciec, taki syn

Dotychczas w swoim życiu przeczytałem tylko dwa teksty, do których rękę przyłożył Joe Hill, a i to tylko dlatego, że napisał je wspólnie ze swoim ojcem, Stephenem Kingiem, którego uwielbiam. W obu przypadkach nie były to doświadczenia szczególnie udane, ale bardzo żałuję, że mimo to nie skusiłem się wcześniej na lekturę samodzielnych powieści Hilla. „Strażak” okazał się bowiem wspaniałą historią z pogranicza HORRORu, THRILLERa i fantasy, która tak bardzo przypomniała mi książki Kinga z najlepszych lat jego twórczości, że nie potrafiłem oderwać się od niej nawet na chwilę.

Całość mojej recenzji na Portalu Kryminalnym: http://www.portalkryminalny.pl/content/view/7663/35/

pokaż więcej

 
Wkp
2017-03-21 18:07:26
Ma nowego znajomego: Inez
 
Moja biblioteczka
3906 2435 78202
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (405)

Ulubieni autorzy (28)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (14)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd