wasilka 
wasilka-slowajakmarzenia.blogspot.com
Czasem trochę piszę (głównie o tym, co przeczytałam) i zamiast wkładać efekty do szuflady, umieszczam je w cyfrowej rzeczywistości. Uczę historii. Poza tym słucham, czytam, czytam, czytam...
status: Czytelnik, dodał: 6 książek, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Bestie
    Bestie
    Autor:
    „Bestie idą krok dalej w powieściach o wojnie domowej w Hiszpanii. Alzamora – łącząc thriller z kryminałem i powieścią gotycką – sprawia, że w każdym czytelniku, nawet najbardziej sceptycznym, wzbiera...
    czytelników: 126 | opinie: 9 | ocena: 6,03 (29 głosów)
  • Ciemne sekrety
    Ciemne sekrety
    Autorzy:
    Dojrzały debiut Michaela Hjortha i Hansa Rosenfeldta Ciemne sekrety to znakomity, wielowątkowy i inteligentny kryminał, od którego trudno się oderwać! Autorom udało się uniknąć wielu pułapek i błędów,...
    czytelników: 3980 | opinie: 266 | ocena: 7,55 (1966 głosów) | inne wydania: 1
  • Wazowie. Historia burzliwa i brutalna
    Wazowie. Historia burzliwa i brutalna
    Autor:
    Historia, którą czyta się jak najlepszy dreszczowiec. Kiedy Gustaw Adolf zginął w bitwie, królowa Maria nie spieszyła się z pogrzebem – przez rok nosiła przy sobie serce króla w specjalnej szkatule....
    czytelników: 91 | opinie: 3 | ocena: 7,38 (8 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-05-13 18:31:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

W roku 1919, Louise Cannon miała jedno marzenie, pragnęła uciec z Londynu, gdzie, jak wielu innych mieszkańców miasta, klepała biedę. Przede wszystkim jednak chciała zniknąć z oczu wuja, bardzo niebezpiecznego człowieka, który miał wobec niej wyjątkowo niecne plany. Historia młodej dziewczyny, której udało się otrzymać pracę w siedzibie dobrze znanej arystokratycznej rodziny Mitfordów,... W roku 1919, Louise Cannon miała jedno marzenie, pragnęła uciec z Londynu, gdzie, jak wielu innych mieszkańców miasta, klepała biedę. Przede wszystkim jednak chciała zniknąć z oczu wuja, bardzo niebezpiecznego człowieka, który miał wobec niej wyjątkowo niecne plany. Historia młodej dziewczyny, której udało się otrzymać pracę w siedzibie dobrze znanej arystokratycznej rodziny Mitfordów, została zgrabnie wpleciona w opowieść o pielęgniarce Florence Nightingale Shore, która została napadnięta 12 stycznia 1920 roku w pociągu linii Londyn - Brighton, a kilka dni później zmarła w szpitalu. Autorka powieści kryminalnej "Zabójstwo w pociągu" - Jessica Fellowes - zainspirowana prawdziwym zabójstwem z 1920 roku, postanowiła opowiedzieć nam - współczesnym - o ludziach epoki, która wprawdzie minęła, ale wciąż zachwyca nas klimatem i obyczajowością.

Powieść kryminalna autorki znanej z książek towarzyszących powstaniu serialowi "Downton Abbey", czytając "Morderstwo w pociągu", z pewnością poczują się jak w domu. Oto bowiem, kolejny raz będą mieli okazję zajrzeć do arystokratycznej, pięknie położonej, wiejskiej posiadłości. A w niej poznać mieszkańców z ich doskonałymi manierami, strojami, błyszczącymi klejnotami i przywilejami, które pozwalały im zachować ważne miejsce w społeczeństwie pierwszej połowy XX wieku.
"Morderstwo w pociągu" zapowiada serię powieści o prawdziwych siostrach Mitford – Nancy, Pameli, Dianie, Unity, Jessice i Deborah – które dzięki swym niewiarygodnym życiorysom stały się postaciami kultowymi, a ich często skrajne poglądy i pasje doskonale oddawały polityczne i społeczne nieporozumienia okresu międzywojennego. Biorąc pod uwagę historię życia sióstr, wypełnionego po brzegi skandalami, można spodziewać się naprawdę pasjonującej serii powieściowej autorstwa Jessici Fellowes. Moim zdaniem, warto będzie sięgnąć po kolejne tomy. "Morderstwo w pociągu" czyta się świetnie, przede wszystkim za sprawą dobrego, lekkiego stylu pisania autorki, odpowiedniej dozy angielskiego humoru oraz dobrze skrojonym postaciom, zarówno tym prawdziwym, jak i fikcyjnym. Włączenie historii prawdziwego morderstwa, dokonanego na wyjątkowo znanej i cenionej postaci, która stała się bohaterką wojenną, uważam za ciekawy pomysł. Prawdziwe śledztwo nigdy nie przyniosło rozwiązania, nie pozwoliło również poznać tożsamości sprawcy lub sprawców. Natomiast Jessica Fellowes pozwoliła sobie na własną interpretację śledztwa i jego wyników.
W związku z tym ważnymi postaciami w powieści stał się duet a właściwie trójkąt złożony z Nancy Mitford - najstarszej spośród znanych sióstr, następnie Louise Cannon, która stała się powiernicą Nancy oraz Guya Sullivana, policjanta kolejowego, który pomimo skromnego charakteru swoich obowiązków chce zaskarbić sobie szacunek rodziny i znajomych, ponieważ nie mógł walczyć w Wielkiej Wojnie, jak jego bracia.
Troje bohaterów prowadzi śledztwo, łącząc ze sobą kolejne wątki i prowadząc wiele rozmów z mniej lub bardziej podejrzanymi w sprawie morderstwa słynnej Florence. Ich działania prowadzą nas w różne miejsca, nie tylko w Londynie. Przysłuchując się prowadzonym przez bohaterów dialogom, warto przysiąść z nimi na jednej z ławek, skosztować najlepszych frytek w mieście, podziwiać wczesną, londyńską wiosnę, a nawet zajrzeć do kilku balowych sal.

Jessica Fellowes napisała powieść w bardzo dobrym stylu, świetnie oddała klimat epoki, zadbała o wiele szczegółów z życia codziennego, nie tylko ówczesnych arystokratów. Poza tym "Morderstwo w pociągu" to klasyczna powieść kryminalna, nawiązująca do twórczości najbardziej znanej pisarki kryminałów - Agaty Christie.
Powieść, która świetnie łączy klasyczny i współczesny sposób prowadzenia kryminalnego śledztwa, czyta się dobrze. Jeśli macie ochotę przenieść się w czasy emancypacji kobiet, zadać nieco szyku modą retro, i rozwiązać zagadkę kryminalną, przeczytajcie, proszę, "Morderstwo w pociągu".

pokaż więcej

 
2018-05-07 18:43:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Shirley Jackson, amerykańska pisarka, urodzona w pierwszej połowie ubiegłego wieku, ostatnimi czasu święci triumfy wśród polskich czytelników, a to głownie za sprawą Wydawnictwa Replika, które przypomniało i opublikowało dwie powieści autorki, mianowicie "Nawiedzony dom na wzgórzu" oraz "Zawsze mieszkałyśmy w zamku". O mrocznej historii pewnego nawiedzonego domu pisałam niedawno, natomiast... Shirley Jackson, amerykańska pisarka, urodzona w pierwszej połowie ubiegłego wieku, ostatnimi czasu święci triumfy wśród polskich czytelników, a to głownie za sprawą Wydawnictwa Replika, które przypomniało i opublikowało dwie powieści autorki, mianowicie "Nawiedzony dom na wzgórzu" oraz "Zawsze mieszkałyśmy w zamku". O mrocznej historii pewnego nawiedzonego domu pisałam niedawno, natomiast dzisiaj zabieram Was do równie tajemniczego miejsca, do posiadłości rodziny Blackwoodów. Czas na historię opowiedzianą na łamach powieści "Zawsze mieszkałyśmy w zamku".

Powieść została wydana w 1962 roku, szybko została okrzyknięta dziełem wyjątkowym pośród innych tytułów, które wyszły spod pióra Shirley Jackson, jak się okazało ostatnim, napisanym przed jej śmiercią w wieku 48 lat. Najczęściej jest określana jako powieść gotycka, i taką w rzeczywistości jest, choć warto również dodać, że autorka pokusiła się w niej o połączenie klimatu grozy z warstwą psychologiczną, która wypełnia po brzegi atmosferę mieszkańców pewnego domu. To rodzina Blackwoodów, a właściwie ich mała część, ponieważ kilka lat wcześniej, na skutek pewnego tajemniczego zdarzenia, pozostali mieszkańcy rodowej posiadłości zostali otruci. O tę okrutną zbrodnię oskarżono Constance, jedną z sióstr Blackwood. Wprawdzie została uniewinniona, ale okoliczna społeczność już wydała wyrok. Większość mieszkańców, żyjących po sąsiedzku z domem Blackwoodów zachowuje się wrogo wobec Constance i jej osiemnastoletniej siostry Mary Katherine. Merricat, główna bohaterka powieści, zarazem narratorka, to jedna z najciekawszych kreacji, z jakimi mamy do czynienia na łamach "Zawsze mieszkałyśmy w zamku". Młoda kobieta o mentalności dziecka, wyalienowana ze społeczeństwa, nieprzystająca do określonych wzorców, sprawiająca wrażenie "bujającej w obłokach", niemal każdy dzień spędza na wolnym powietrzu, wędrując z kotem Jonaszem po okolicy. Dziewczynka żyje w swoim świecie, kto wie, może na Księżycu, bo ten ostatni wydaje się jej najbardziej bezpiecznym miejscem dla niej i dla siostry, którą bardzo kocha.
W otwierającym powieść rozdziale Mary Katherine musi udać się do miasteczka, żeby dokonać niezbędnych sprawunków. Ta wyprawa stanowi swoistą grę, której Merricat poddaje się, żeby poradzić sobie z ogólną wrogością mieszkańców wobec jej rodziny, uciec przed szyderczą, dziecięcą piosenką, której słowa prześladują ją aż do głównej ścieżki prowadzącej do bezpiecznego domu.
Do zamku Blackwoodów, gdzie życie jest spokojne, podporządkowane pewnym rytuałom, porom roku i codziennym zwyczajom.
Czytając powieść, powoli odkrywamy straszną prawdę o zbrodni, o truciźnie podanej do posiłku, o roli obu sióstr w rodzinnej tragedii. Jednocześnie na scenie pojawia się kuzyn Charles...co zwiastuje kolejne kłopoty i zmiany w życiu wszystkich Blackwoodów, w tym wuja Juliana, przykutego do wózka inwalidzkiego, wciąż wspominającego wydarzenia z dnia wielkiego zatrucia.

Powieść "Zawsze mieszkałyśmy w zamku", wypełniona niepokojem, wszechobecną atmosferą wykluczenia, jest jednocześnie historią o siostrzanej miłości i oddaniu, pozwalającym im przetrwać kolejne tragedie. W domu, spustoszonym przez pożar, po śmierci wuja, Blackwoodówny odnajdują spokój. Na zawsze odgradzając się od innych, mogą wieść swoje życie we własnym, prostym raju, "na Księżycu". Niespodziewanie powieść kończy się niemal idyllicznym akcentem, prawie jak w baśniach o kochankach, którym udało się złączyć na zawsze. Siostry odnajdują spokój we własnej "Alei Zakochanych". A sąsiedzi próbują odpokutować swoje winy przynosząc smakołyki na ganek spalonego, porośniętego bluszczem domu. I może tak to właśnie jest, że potrzebujemy skrawka domu i smaku ciastek z dzieciństwa, żeby czuć się naprawdę bezpiecznie.

pokaż więcej

 
2018-05-06 18:00:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Nie znam osoby, która powiedziałaby, że nie lubi lasu, szumu wiatru, delikatnie pluskającej wody w strumieniu czy dźwięków natury. W każdym razie nie ma ich w moim otoczeniu. Większość z nas ceni sobie pobyt na łonie przyrody, z dala od zgiełku wielkich miast. Ale czy wiecie, że jest taka książka, której lektura sprawia, że czujecie przemożne pragnienie udania się do lasu, by na własnej skórze... Nie znam osoby, która powiedziałaby, że nie lubi lasu, szumu wiatru, delikatnie pluskającej wody w strumieniu czy dźwięków natury. W każdym razie nie ma ich w moim otoczeniu. Większość z nas ceni sobie pobyt na łonie przyrody, z dala od zgiełku wielkich miast. Ale czy wiecie, że jest taka książka, której lektura sprawia, że czujecie przemożne pragnienie udania się do lasu, by na własnej skórze poczuć jego bliskość? To rodzaj książkowego poradnika napisanego przez profesora Nippon Medical School w Tokio - dr Qing Li, światowego eksperta w dziedzinie kąpieli leśnych. Jako że nie jestem zwolenniczką poradników, gdyż większość z nich mnie po prostu irytuje, po książkę o leśnych kąpielach sięgałam z mieszanymi uczuciami, z tyłu głowy kołatała mi jednak myśl, że trafiłam na pozycję, która może mnie zaciekawić z uwagi na fakt, że w dużej mierze związana jest z kulturą Japonii. I nie myliłam się. Okazało się, że "Shinrin-Yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych" to książka, która wprawiła mnie w bardzo dobry nastrój, zaciekawiła swą tematyką na tyle, abym mogła poszerzać swoją wiedzę w ramach praktykowania niezwykłej sztuki shinrin-yoku.
Już pierwszy kontakt z książką przynosi dobre efekty. Lektura daje przyjemność, ponieważ mamy styczność z elegancko wydanym woluminem, w twardej oprawie, okraszonym pięknymi zdjęciami przyrody, których źródła podane są na końcu wraz z bibliografią i spisem polecanych lektur w postaci odnośników do stron internetowych i książek. Mam zamiar skorzystać z niektórych z nich. Pisząc te słowa wsłuchuję się w śpiew ptaków, szemrzący potok i szum wiatru w liściach. Siedzę przy moim biurku, jednocześnie uczestnicząc w jedynym i niepowtarzalnym spektaklu jaki daje nam przyroda lasu deszczowego Hoh w Parku Narodowym Olympic. Skorzystałam bowiem z nagrania umieszczonego na stronie www.onesquareinch.org w ramach projektu jednego cala kwadratowego. Polecam waszej uwadze ten projekt. Autor książki wyraża ogromną nadzieję, że "może kiedyś podobne odgłosy będą rozlegać się we wszystkich budynkach biurowych". Z pewnością słuchanie odgłosów świata natury wpływa niezwykle korzystnie na nasze zdrowie i zdolności poznawcze. Nie ma w tym nic nadmiernie odkrywczego, ale czy nie zapominamy w wirze codziennych spraw, że słuchając podobnych dźwięków możemy czuć się szczęśliwsi?
Oczywiście wykorzystywanie sztuki shinrin-yoku w miejscu pracy to tylko jeden z aspektów poruszanych w książce o kąpielach leśnych. Istotą terapii leśnej jest podtrzymywanie naszej więzi z lasem, którą mamy zakorzenioną w sobie od tysięcy lat. Przebywając na łonie natury możemy zapomnieć o kłopotach, odprężyć się, odzyskać siły witalne i dobry humor.
Każdy z nas celebruje w pamięci wspomnienia z dzieciństwa, wiele z nich miało związek z naszym pobytem na wsi, w lesie, nad rzeką itp. Dziś, gdy wielu z nas zamieszkało w wielkich miastach, spędzamy coraz mniej czasu na powietrzu, mamy mniej kontaktu z przyrodą i jej dobrodziejstwami.
Czy pamiętamy, kiedy ostatni raz zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby podziwiać uroki natury, czy zauważamy zmiany pór roku, czy wsłuchiwaliśmy się w dźwięki wiosennego deszczu? Być może tak, ale dużo częściej wpatrywaliśmy się w ekrany różnych urządzeń elektronicznych, towarzyszących nam każdego dnia, a nawet nocy.
"Shinrin-yoku" to książka, która stanowi idealną odskocznię od tego wszystkiego co zaburza nasz naturalny rytm biologiczny. Jeśli zastanowimy się nad swoimi odczuciami i stanem naszego zdrowia, szybko odnajdziemy przyczyny naszych kłopotów.
Shinrin-yoku to sztuka, którą w Japonii nazywa się kąpielą leśną, to proces zanurzania się w atmosferze lasu, aby móc chłonąć go wszystkimi zmysłami. To prosty kontakt z naturą, niewymagający żmudnych ćwiczeń ani przygotowań. Żeby poczuć się szczęśliwym i zdrowszym wystarczy spojrzeć jak drzewo kołysze się na wietrze, dotknąć jego kory, powąchać leśny aromat.
Książka dr Qing Li pokazuje, w jaki sposób kąpiele leśne mogą nam pomóc w życiu codziennym, obniżyć ciśnienie krwi, wzmocnić układ odpornościowy i sercowo - naczyniowy, zwiększyć naszą energię, kreatywność, koncentrację i poprawić nastrój.
To naprawdę świetna książka, prawdziwy hołd oddany przyrodzie, przy tym doskonały poradnik wypełniony dobrymi radami i praktycznymi wskazówkami.
Książka o tym, jak zaprosić las do siebie, nawet jeśli mieszkamy w betonowym wysokościowcu, a najbliższy park oddalony jest od nas o kilka kilometrów.
Zainteresowała mnie część książki poświęcona mocy drzew, szczególnie zaś kwestia naturalnej leśnej aromaterapii. Okazało się, na podstawie badań, jak wielką siłę mają fitoncydy - substancje roślinne, które chronią nasz organizm przed wieloma chorobami, co udaje się wykorzystywać z dobrymi efektami podczas opieki nad pacjentami wielu szpitali.
"Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych" to wartościowa pozycja książkowa do przeczytania, przemyślenia i praktykowania w codziennym życiu. Zanim zaczniecie stosować japońską sztukę kąpieli leśnych, wypełnijcie specjalny kwestionariusz POMS (Profile of Mood States, Profil Nastroju), opracowany w 1971 r. Najlepiej zrobić to dwukrotnie - przed i po praktyce shinrin-yoku, żeby móc porównać wyniki. To ciekawe narzędzie badawcze zostało umieszczone w zakończeniu książki. Warto wcielać w życie dobre rady wynikające z praktykowania japońskiej sztuki kąpieli leśnych - dla większego spokoju i dobrego samopoczucia.
Ach, zapomniałabym...zamierzam kupić uziemiającą matę, którą później umieszczę pod biurkiem. Oto jedna z wielu porad zawartych w książce, z której zamierzam skorzystać. Myślę, że warto.

pokaż więcej

 
2018-05-05 15:04:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Spacer Aleją Róż (tom 4)

Mijają dni, mijają lata. Jeszcze niedawno byliśmy tacy młodzi, spoglądaliśmy w przyszłość z nadzieją. Każdy z nas mógłby wypowiedzieć te słowa. Podobnie jak bohaterowie pewnej sagi, z którymi zdołałam się już zaprzyjaźnić. Dwa lata temu rozpoczęłam swoją przygodę z twórczością Edyty Świętek - autorki, która podjęła się napisania cyklu powieści o ludziach związanych z socjalistyczną Nową Hutą.... Mijają dni, mijają lata. Jeszcze niedawno byliśmy tacy młodzi, spoglądaliśmy w przyszłość z nadzieją. Każdy z nas mógłby wypowiedzieć te słowa. Podobnie jak bohaterowie pewnej sagi, z którymi zdołałam się już zaprzyjaźnić. Dwa lata temu rozpoczęłam swoją przygodę z twórczością Edyty Świętek - autorki, która podjęła się napisania cyklu powieści o ludziach związanych z socjalistyczną Nową Hutą. Wraz z nią poznawałam powojenną rzeczywistość Krakowa i okolic, spacerując słynną Aleją Róż. Po dwóch latach spotkałam nowe pokolenia literackich bohaterów, zasilających szeregi dwóch głównych rodzin - Pawłowskich i Szymczaków. Wszystko to za sprawą IV tomu sagi Spacer Aleją Róż, czyli powieści "Szarość miejskich mgieł".
Tym razem zostajemy przeniesieni do przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Ówczesna Polska przechodziła transformację, niezadowolenie społeczne było powodem kolejnych zawirowań i niepokojów, które skutkowały wydarzeniami na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. W wyniku późniejszej propagandy sukcesu, prowadzonej przez ekipę pierwszego sekretarza KC PZPR, Edwarda Gierka nastąpiła względna poprawa standardów życia. Z uwagi na otwartą politykę zagraniczną, zwiększył się dostęp do dóbr świata zachodniego. Ogólnie mówiąc, nastąpił czas optymistycznego konsumpcjonizmu. Pewien etap powoli zmierzał do zakończenia, adekwatnie też został podsumowany przez jednego z bohaterów powieści Edyty Świętek:

"Za Lenina strzelanina, za Stalina dyscyplina, za Bieruta Nowa Huta, a za Gomułki puste półki"
Ponury żart, który dało się słyszeć, stojąc w wielogodzinnych kolejkach po niezbędne do życia produkty, to tylko jeden z wielu, który towarzyszy bohaterom na kartach powieści "Szarość miejskich mgieł", trafnie oddając klimat życia Polaków w czasach PRL - u.
Wśród postaci, znanych czytelnikowi z poprzednich tomów sagi, na pierwszy plan wysuwają się przedstawiciele nowego pokolenia. Jednym z nich jest Karol Pawłowski, rocznik 1950. Autorka wyraźnie koncentruje się na tej postaci, pokazując proces dojrzewania młodego chłopaka, któremu przyszło żyć w socjalistycznej rzeczywistości, jakże jednak odmiennej od tej, która była domeną jego rodziców czy dziadków. Niestety, od lat skrywane rodzinne tajemnice, wychodzą na jaw, wpływając na życie Karola i jego najbliższych.
Poza rodzinnymi komplikacjami, na uwagę zasługuje warstwa obyczajowa powieści, jakże świetnie zespolona z elementami historycznymi. Żyjąc w tamtych czasach, nie mam żadnych zastrzeżeń do obrazu rzeczywistości z tamtych lat, prezentowanego przez autorkę "Szarości miejskich mgieł". Wprawdzie moje wspomnienia, z racji wieku, bliższe są przeżyciom sióstr Karola Szymczaka, ale znając skądinąd klimat epoki wiem, że został zachowany i oddany z dbałością o każdy szczegół. Edyta Świętek wie, co było ważne dla ówczesnych pań domu, z jakimi problemami musiały borykać się, aby zapewnić niezbędny komfort życia swoim najbliższym. Dobrze rozumie sprawy robotników, próbujących wyrabiać socjalistyczne normy produkcyjne.

"Szarość miejskich mgieł" to ciekawe spojrzenie na rodzącą się fascynację ruchem hippisowskim drugiej połowy lat sześćdziesiątych i początku lat siedemdziesiątych XX wieku. Młodzi bohaterowie powieści próbują kontestować zastaną rzeczywistość, dołączając do polskich Dzieci Kwiatów. Czym się dla nich kończy ta rewolucja wobec świata dorosłych, to już czytelnik będzie mógł sprawdzić sam, czytając IV tom cyklu Spacer Aleją Róż.
Powieść Edyty Świętek to wciąż interesująca kontynuacja losów Polaków mieszkających w Nowej Hucie i jej najbliższej okolicy. Podobnie jak w poprzednich tomach, znajdujemy tutaj opowieść o bolączkach i radościach dnia codziennego, a tło historyczne oraz społeczno-obyczajowe współgra z losami fikcyjnej rodziny, w której odnalazłam pewne odniesienia do własnych wspomnień. Niezmiennie podkreślam, czytając poprzednie części sagi, że pisarka potrafi zajmująco pisać o sprawach codziennych rozgrywających się w przeszłości i towarzyszących im ludzkich emocjach. Podoba mi się jej dbałość o szczegóły i historyczną zgodność.

Kolejny już raz zakończenie powieści wzmaga apetyt na ciąg dalszy. Już niebawem pojawi się bowiem nowy, ale ostatni tom sagi Spacer Aleją Róż. Jestem bardzo ciekawa, co też przyniesie wszystkim bohaterom "Powiew ciepłego wiatru", bo taki tytuł nosi powieść zwieńczająca historię rodzin Szymczaków i Pawłowskich. Koniec lat siedemdziesiątych i upadek władzy ludowej - to pamiętam i na to czekam, żeby porównać wspomnienia moje i bohaterów powieści Edyty Świętek.

pokaż więcej

 
2018-05-01 14:22:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

John Boyne - autor niezwykłych, uznanych za bestsellerowe, powieści "Chłopiec w pasiastej piżamie" oraz "Chłopiec na szczycie góry". W obu książkach poruszał tematykę wojenną związaną z wydarzeniami II wojny światowej, opisując tę rzeczywistość oczami dziecka. W kwietniu ukazała się kolejna opowieść, w której przyglądamy się sprawom dorosłych, uwikłanych w realia konfliktu zbrojnego. Tym... John Boyne - autor niezwykłych, uznanych za bestsellerowe, powieści "Chłopiec w pasiastej piżamie" oraz "Chłopiec na szczycie góry". W obu książkach poruszał tematykę wojenną związaną z wydarzeniami II wojny światowej, opisując tę rzeczywistość oczami dziecka. W kwietniu ukazała się kolejna opowieść, w której przyglądamy się sprawom dorosłych, uwikłanych w realia konfliktu zbrojnego. Tym razem jednak John Boyn ukazał nam rzeczywistość Wielkiej Wojny z lat 1914 - 1918.
Najważniejszymi aspektami powieści "Zostań, a potem walcz" jest ukazanie procesu dojrzewania małego chłopca w czasach I wojny światowej oraz skonfrontowanie go z jej następstwami poprzez kontakt z ojcem, zmagającym się z zespołem stresu pourazowego. To, co dzisiaj nazywamy stresem bojowym, zdiagnozowano właśnie w czasie I wojny światowej. Przeżycia żołnierzy walczących nad Sommą czy pod Verdun są podobne do tych, które są udziałem osób pełniących współcześnie służbę na przykład na misjach pokojowych. Pobyt na froncie I wojny światowej odcisnął na życiu wielu żołnierzy nieusuwalne i odczuwalne piętno. Brak snu, urojenia, wyczerpanie, nadwrażliwość na hałas, lęki i skłonność to płaczu, to tylko niektóre ze skutków wywołanych w ludzkiej psychice w następstwie udziału w wojnie. Wokół tych ważnych kwestii zbudował fabułę swojej powieści John Boyne.
Alfie Summerfield, bohater książki "Zostań, a potem walcz", obchodzi piąte urodziny, gdy jego ojciec Georgie wstępuje do armii i rusza na front. Obiecuje, że wróci do domu na Boże Narodzenie, bo jak większość bliskich mu przyjaciół i znajomych wierzy, że wojna skończy się szybko, przynosząc zwycięstwo. Matka Alfiego jest zdruzgotana decyzją męża, babcia załamuje ręce, a mały chłopiec nie rozumie, dlaczego jego tata musiał wyjechać, choć obiecał, że tego nie zrobi.
Cztery lata później wojna nadal się nie kończy, w sąsiedztwie Alfiego coraz dotkliwiej odczuwalny jest jej wpływ na życie codzienne mieszkańców. Do niektórych domów już nigdy nie wrócą ojcowie, synowie czy bracia, ponieważ taką wiadomość przynoszą posłańcy śmierci w postaci wojskowych z odpowiednim pismem urzędowym. Wojna trwa, zmieniają się również relacje sąsiedzkie, część społeczności gardzi jednym z obdżektorów, który nie wyruszył na front. Poza tym, najlepsza przyjaciółka Alfiego i jej ojciec zostają internowani na wyspie Man z powodu niemieckiego pochodzenia. Dorastający Alfie próbuje radzić sobie z trudną rzeczywistością, ma też pewien sekret, który ukrywa przed matką. Natomiast ona nie chce mu wyjawić, dlaczego listy od ojca Alfiego przestały przychodzić do domu.
Pewnego dnia, na stacji King Cross, Alfie przez przypadek dowiaduje się, że jego tata przebywa w pobliskim szpitalu, w którym leczy się żołnierzy dotkniętych nerwicą frontową.
Mały chłopiec nie rozumie, na czym polega choroba, ale wie jedno - jego tata powinien wrócić do domu. Z wielkim oddaniem i odwagą, jak na dziewięciolatka, podejmuje się swojej trudnej misji uratowania ojca z jakże dziwnego i przytłaczającego atmosferą smutku i strachu miejsca.
John Boyne w piękny sposób przedstawił świat małego chłopca, wywrócony i radykalnie odmieniony za sprawą dorosłych. Chłopca, który postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, aby pomóc rodzinie i przerażonemu ojcu.
"Zostań, a potem walcz" to krótka, ale świetnie napisana opowieść o sile miłości, która potrafi przezwyciężyć największe przeciwności jakie niesie los i działania ludzi. To książka napisana z pasją przez autora, który potrafi opowiadać o codzienności zwykłych ludzi uwikłanych w wielkie i trudne wydarzenia historyczne.
Polecam wszystkim czytelnikom, którzy znają już poprzednie powieści irlandzkiego pisarza, a także tym, którzy chcieliby przeczytać piękną i skłaniającą do refleksji opowieść o wojnie widzianej oczami dziecka. Zdecydowanie warto.

pokaż więcej

 
2018-04-23 23:23:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wydalanie gazów trawiennych to temat dość wstydliwy. Ileż to razy nasze brzuszne kłopoty pojawiały się w jak najmniej odpowiednim dla nas momencie? Z pewnością idealnie byłoby, gdybyśmy mogli oddawać się naszej "bąkologii" wyłącznie w błogim odosobnieniu. Ale tak nie jest, choć rzecz jasna, nie należy się tego wstydzić. Od dawna już wiadomo, że tak zwane bąki to całkowicie naturalna sprawa.... Wydalanie gazów trawiennych to temat dość wstydliwy. Ileż to razy nasze brzuszne kłopoty pojawiały się w jak najmniej odpowiednim dla nas momencie? Z pewnością idealnie byłoby, gdybyśmy mogli oddawać się naszej "bąkologii" wyłącznie w błogim odosobnieniu. Ale tak nie jest, choć rzecz jasna, nie należy się tego wstydzić. Od dawna już wiadomo, że tak zwane bąki to całkowicie naturalna sprawa. Naturalna dla wszystkich ludzi i zwierząt, co z humorem i swadą udowodnili autorzy książki "Czy to pierdzi? Sekretne (gazowe) życie zwierząt".

Nick Caruso i Dani Rabaiotti, aktywni użytkownicy Twittera i innych mediów społecznościowych, prowadzili swego czasu mnóstwo dyskusji i dzielili się swoją wiedzą. Pewnego razu ktoś zapytał "czy węże puszczają bąki?". Dani postanowiła to sprawdzić u jednego ze znawców węży. Okazało się, że podobne pytanie jest najczęściej zadawanym wszystkim badaczom zwierząt. Z pewnością wielu z nas poszukiwało takiej wiedzy w internecie, biorąc pod uwagę dziecięce pytania, spragnionych ciekawostek młodych badaczy biologii.
Autorzy książki postanowili zaprezentować usystematyzowaną wiedzę na temat sekretnego (gazowego) życia zwierząt, oddając w nasze ręce ciekawą pozycję edukacyjną. Ethan Kocak - artysta ilustrator - wykonał świetne ilustracje. Książka została napisana ciekawie, rzetelnie i z humorem.
"Czy to pierdzi?" to zestawienie ciekawostek o różnych zwierzętach. Oczywiście najważniejszym zagadnieniem jest kwestia owego "pierdzenia". Pojawia się więc wachlarz informacji o Powtarzalnych Raptownych Dźwiękach, wiatrach, bąkach, przykrych zapachach, wydzielaniu gazów i innych określeniach związanych z gazowym życiem wielu istot żywych.

Dzięki tej niewielkiej, ale mądrej książeczce, dowiedziałam się dużo na temat zwyczajów żywieniowych różnych zwierząt, ich wyglądu czy ewolucji. W skondensowanej formie, na osobnych stronach książki, przedstawione zostały różne zwierzęta (ich krótka charakterystyka wraz z odpowiednią ilustracją), m. in. kangur, nietoperz, gepard, manat karaibski czy małgiew piaskołaz. Przyznam, że o niektórych z nich nie miałam pojęcia, a może zwyczajnie o nich zapomniałam? W każdym razie książka "Czy to pierdzi?" sprawiła, że będę mogła zaimponować swoją wiedzą biologiczną wśród moich znajomych. Co ciekawe, nie we wszystkich przypadkach można stwierdzić bezspornie, że dane zwierzę puszcza bąki. Okazuje się, że prowadzone są badania, lecz nie zawsze istnieją odpowiednie dla wszystkich ssaków, gadów czy owadów. Czy wiedzieliście o tym, że nikt dotąd nie słyszał pierdnięcia salamandry?

"Czy to pierdzi? Sekretne (gazowe) życie zwierząt" to pouczająca i zabawna pozycja na rynku księgarskim. Polecam wszystkim, i młodym, i tym nieco starszym. Każdy znajdzie w niej mnóstwo...śmierdzących faktów.

pokaż więcej

 
2018-04-21 19:30:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Arrowood Mystery (tom 1)

Czy kiedykolwiek, czytając powieści o poczynaniach genialnego detektywa Sherlocka Holmesa, zastanawialiście się jak mógłby wyglądać ich antybohater? Jeśli tak, zapewne macie pewne wyobrażenie. Jeśli nie, pomoże wam w tym Mick Finlay, autor książki "Detektyw Arrowood". Na okładce powieści możemy przeczytać zdanie wprowadzające w klimat detektywistycznej historii z końca XIX wieku:... Czy kiedykolwiek, czytając powieści o poczynaniach genialnego detektywa Sherlocka Holmesa, zastanawialiście się jak mógłby wyglądać ich antybohater? Jeśli tak, zapewne macie pewne wyobrażenie. Jeśli nie, pomoże wam w tym Mick Finlay, autor książki "Detektyw Arrowood". Na okładce powieści możemy przeczytać zdanie wprowadzające w klimat detektywistycznej historii z końca XIX wieku: "Londyńska socjeta szuka pomocy u Sherlocka Holmesa. Pozostali idą do niego." Zgadzam się z tą rekomendacją. "Detektyw Arrowood" to idealny przykład przeciwieństwa literackiego bohatera, którego zna cały świat, posiadający przy tym cechy, które za żadne skarby nie są w stanie zjednać mu sympatii. Zarówno wśród postaci zaludniających powieść, jak i wśród czytelników, którym przyszło poznać bliżej nieszczęsnego detektywa z Londynu.
Tak myślę, choć oczywiście wypowiadam się w swoim imieniu, a nie wielbicieli historii kryminalno - detektywistycznych z całego świata. Brak sympatii wobec głównego bohatera nie oznacza jednak, że powieść, którą stworzył Mick Finlay nie jest godna przeczytania. Przeciwnie. Jestem pewna, że może spodobać się każdemu, kto lubi zagadki oraz mroczną atmosferę dziewiętnastowiecznej stolicy świata.
Bohaterem powieści jest nieatrakcyjny, brzuchaty mężczyzna, William Arrowood, zmagający się z rozpaczą po nieudanym małżeństwie, człowiek równie często sięgający po nalewkę z opium, co zaglądający na do butelki, i do londyńskich burdeli w poszukiwaniu zapomnienia. Idealnie dobrana postać, której łatwo wtopić się w zaułki Londynu Południowego. Towarzyszy mu jego wspólnik w profesji detektywistycznej, Norman Barnett. Ów pomocnik, były prawnik, wciela się w rolę, wypisz wymaluj, słynnego doktora Watsona. Lecz, w przeciwieństwie do niego, ukrywa osobistą tragedię, przy tym często angażuje się fizycznie w prowadzone śledztwo, co nie pozostaje bez wpływu na jego stan zdrowia.

Pewnego dnia do siedziby obu panów trafia młoda kobieta, panna Cousture, zlecając poszukiwanie zaginionego brata. Przyjmując honorarium, detektyw Arrowood ma pewność, że szybko rozwiąże sprawę. Niestety, okazuje się, że sprawa komplikuje się już na starcie, a powieściowy duet detektywów wikła się w coraz groźniejsze w skutkach śledztwo.
Detektyw Arrowood, przekonany o swojej przewadze nad słynnym Holmesem uważa, że potrafi rozszyfrować każdą zagadkę, bo, jak twierdzi:

"Ja rozszyfrowuję ludzi, on rozszyfrowuje tajemnicze szyfry i rabatki"

Fabuła powieści zawiera wszystkie elementy, które sprawnie wiodą opowieść ku rozwiązaniu. Towarzysząc śledztwu, napotykamy na wszelkiej maści oszustów i rzezimieszków, gangi uliczne i groźnych irlandzkich fenian, którzy szerzyli terror walcząc o niepodległość Irlandii. W atmosferze strachu, wśród skorumpowanej policji, brutalnej rzeczywistości londyńskiej biedoty, detektyw Arrowood radzi sobie całkiem nieźle, mimo że jego zleceniodawczyni wciąż go okłamuje.
Powieść "Detektyw Arrowood" to zgrabnie poprowadzona historia kryminalna, którą czyta się z przyjemnością za sprawą ciekawej intrygi oraz elementów czarnego humoru, który towarzyszy opisom zbrodni i nieokrzesanym bohaterom.
Mick Finlay zdecydował się zmierzyć z mitem słynnego londyńskiego detektywa, przeciwstawiając mu śledczego dla ubogich. Jeśli chcecie przekonać się, jak mu to się udało, sięgnijcie po jego kryminał retro. Nie wiem, czy autor planuje dalszy ciąg przygód swoich bohaterów, ale zakończenie powieści może wskazywać na taką ewentualność. Być może przeczytamy jeszcze o kolejnych poczynaniach detektywistycznej pary: Arrowooda i Barnetta.

pokaż więcej

 
2018-04-15 21:30:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Cykl: Tajemnica Askiru (tom 1)

Niedawno zawitała do nas piękna wiosna, chciałoby się rzec: słoneczna i radosna. Tymczasem ja wybrałam się do ośnieżonej karczmy na dalekiej Północy, w której szukają schronienia podróżni, w obawie przed trzaskającym mrozem i okrutną zamiecią. W ciepłym zajeździe Pod Głowomłotem, w niegościnnej przełęczy, każdy może liczyć na odrobinę wypoczynku, niewyszukaną rozrywkę i pożywną strawę.... Niedawno zawitała do nas piękna wiosna, chciałoby się rzec: słoneczna i radosna. Tymczasem ja wybrałam się do ośnieżonej karczmy na dalekiej Północy, w której szukają schronienia podróżni, w obawie przed trzaskającym mrozem i okrutną zamiecią. W ciepłym zajeździe Pod Głowomłotem, w niegościnnej przełęczy, każdy może liczyć na odrobinę wypoczynku, niewyszukaną rozrywkę i pożywną strawę. Zapytacie, być może, dokąd wybrałam się w kwietniowe dni. Otóż, znalazłam czas na nową lekturę, która przeniosła mnie do zupełnie nowego - fantastycznego świata, wykreowanego przez Richarda Schwartza, autora powieści "Pierwszy Róg", rozpoczynającej cykl "Tajemnica Askiru".
Jak już wspomniałam, ważnym elementem powieści była karczma u podnóża skutych lodem gór. Dla niektórych podróżnych gościniec okazał się ostatnim schronieniem przed nadciągającą groźną burzą śnieżną. Wśród nich byli kupcy, wszelkiej maści rzezimieszki oraz elfy i magowie. Jednym z bohaterów był Ser Havald, starzejący się wojownik, którego dość szybko zauroczyła tajemnicza maestra Sera Leandra. Jeśli w tej chwili oczekiwalibyście opowieści o gorącym romansie, muszę na chwilę rozwiać wasze wyobrażenia. Choć nie do końca, bo na uczucie tych dwojga przyjdzie jeszcze czas. Zanim to jednak nastąpi, warto przedstawić innych bohaterów, uwięzionych w odciętym od świata zajeździe, obsługiwanym przez karczmarza i jego trzy, piękne córki. Żołnierze, kupcy, tajemniczy magowie - wszyscy spędzają mnóstwo czasu w głównej sali karczmy, jedząc i pijąc a także grzejąc się przy kamiennym kominku. Atmosferę odpoczynku szybko zakłóciły niewyjaśnione zdarzenia. Jeden z pomocników karczmarza został zamordowany. Być może była to sprawka drapieżnego wilkołaka, a może ktoś inny stał za tajemniczą śmiercią. W każdym razie Havald i Leandra, ramię w ramię, próbowali rozwikłać zagadkę.
Ponadto w piwnicach zajadu karczmarz natknął się na sekretne przejście. Eksploracja pomieszczeń doprowadziła bohaterów powieści do kolejnych tajemnic. Jednym z nich okazało się magiczne miejsce pradawnego kultu, gdzie przed wiekami siły Imperium Askiru zbudowały niezwykłą sieć linii nadprzyrodzonych mocy. Niestety, ktoś obudził starożytne, ciemne siły. Nienaturalna burza śnieżna, rozsadzający mury mróz, są tylko zapowiedzią wielkich sił, które mogą zburzyć cały świat.

Havald decyduje się na zorganizowanie wyprawy w głąb potężnych gór, tym bardziej że musi ścigać jednego ze zdrajców niezwykłego oddziału Pierwszego Rogu Byka.
Pierwszy tom cyklu "Tajemnica Askiru" to debiut powieściowy Richarda Schwartza, który sprawnie zbudował swój świat fantasy. Co ciekawe, w "Pierwszym Rogu" nie mamy możności go zwiedzić, raczej wysłuchujemy opowieści i legend, będąc w zamkniętej i nieco klaustrofobicznej przestrzeni, ale to atmosfera tajemnicy i strachu potęguje chęć poznania świata zbudowanego z legendarnych królestw.

Istotną kwestią jest również ciekawa kreacja bohaterów powieści. Wszyscy, zebrani na odludziu bohaterowie, przedstawieni są z należytą dbałością o szczegóły. Zarówno ci, którzy mają pierwszorzędne znaczenie dla fabuły powieści, jak i ci, których autor potraktował jako niezbędne tło.
Ciekawym zabiegiem, choć przecież znanym z wielu powieści, był klasyczny sposób budowania atmosfery grozy i tajemnicy, umiejscowienie bohaterów w zamkniętym pomieszczeniu, śledztwo i poszukiwanie zagadkowego mordercy. Kilka dni, które muszą spędzić ze sobą bohaterowie, pozwala poznać ich lepiej w różnych sytuacjach. Począwszy od zwykłych biesiad a kończąc na niesnaskach, które dotyczą części z nich. Szybko wkradają się nieufność i strach. Każdy może być kimś innym, każdy może mieć tajemnice. Jeśli dodamy do tego dużą szczyptę magii, krasnoludy i elfy, starożytne monety, różne pułapki oraz obdarzone niezwykłą mocą miecze, mamy całkiem niezły zestaw przeznaczony dla każdego wielbiciela powieści fantasy.

"Pierwszy Róg" to dopiero początek monumentalnego cyklu o świecie złożonym z wielu królestw i miast, nad którymi pieczę objęły cztery potężne bóstwa. W gospodzie Pod Głowomłotem wszystko się zaczyna. Moją podróż do zapomnianego przez cywilizację miejsca pełnego magii, tajemnic i zbrodni uważam za udaną. Tym bardziej że polubiłam parę fantastycznych bohaterów, tak różnych, a tak pięknie dopasowujących się do siebie w obliczu niebezpieczeństw i walki z groźnym Królestwem Thalaku.
Richard Schwartz zadbał o to, żeby każdy czytelnik mógł łatwo zorientować się w wymyślonym przez niego świecie. Na końcu powieści został umieszczony indeks osób, miejsc i bogów. Ponadto każdy z rozdziałów opatrzony został odpowiednim tytułem, który zapowiada kolejne wydarzenia i przygody. Czyta się to wszystko jak scenariusz gry fabularnej, w której całość opowiedziana została z perspektywy głównego bohatera, co bardzo lubię. Ciekawe było spojrzenie na świat z punktu widzenia starzejącego się, ale mądrego Havalda. Spodobało mi się nawiązanie romantycznej relacji między głównymi bohaterami. Z przyjemnością poczekam na rozwój ich związku, ale to już, zapewne, w kolejnym tomie cyklu "Tajemnica Askiru".

pokaż więcej

 
2018-04-09 22:37:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Dziś opowiem wam o miłości. Nie balladę, nie poemat, ale historię zapisaną na kartach powieści Moniki Orłowskiej, która od kilku lat dostarcza czytelnikom różnorodnych wzruszeń. Tym razem zdecydowała się poruszyć temat miłości nieco trudnej, ale na wskroś prawdziwej. Oto więc "Rozminięci", opowieść o dwojgu ludzi, którzy choć minęli się w czasie, postanowili odnaleźć wspólną drogę do... Dziś opowiem wam o miłości. Nie balladę, nie poemat, ale historię zapisaną na kartach powieści Moniki Orłowskiej, która od kilku lat dostarcza czytelnikom różnorodnych wzruszeń. Tym razem zdecydowała się poruszyć temat miłości nieco trudnej, ale na wskroś prawdziwej. Oto więc "Rozminięci", opowieść o dwojgu ludzi, którzy choć minęli się w czasie, postanowili odnaleźć wspólną drogę do szczęścia.
Fabuła powieści przenosi czytelników do słonecznej Dalmacji, gdzie dochodzi do przypadkowego spotkania dwojga bohaterów. Ana i Ed, mocno doświadczeni przez los, decydują się zbudować związek, który pozwoli im uleczyć niezabliźnione rany. Ana nie może zapomnieć o zmarłym mężu, a Ed - utalentowany muzyk, mający wiele zobowiązań zawodowych, pragnie miłości prawdziwej, bez upiększeń, zbędnych słów i deklaracji. Choć oboje marzą o szczęściu i bliskości drugiego człowieka, są nad wyraz niedopasowani. Dzieli ich różnica wieku. Ana boi się przyszłości, nie potrafi zaufać kochankowi, młodszemu i rozchwytywanemu przez publiczność światowych sal koncertowych. A jednak i on ma swoje tajemnice, zmaga się z traumą przeszłości. Za wszelką cenę chciałby zapomnieć o pewnych sprawach. Podobnie jak Ana, która mogłaby wyjawić ukochanemu prawdę o sobie, ale boi się niezrozumienia, a może odrzucenia?
Monika Orłowska od początku intryguje czytelnika, nie wyjawia wszystkiego, potrafi zaskoczyć. Przy tym opowiada historię ludzi, których moglibyśmy spotkać na co dzień. Jej narracja pozbawiona jest fałszywych nut, nieprawdziwych wątków, wręcz przeciwnie, można się w niej odnaleźć, dopasować swoje emocje i życiowe doświadczenia.
A na końcu przekonać się, czy możliwe jest porządkowanie życia, za każdym razem od nowa. Czy można, wciąż grając na emocjach, połączyć dwoje ludzi, których wspomnienia mają gorzki smak?
"Rozminięci" to wzruszająca i przepełniona emocjami powieść, w której można odnaleźć siebie, nadzieję, wyznanie miłości i bliskość, na którą czekamy, której pragniemy każdego dnia.
Ponadto, jest to opowieść, w której wybrzmiewają zmysłowe dźwięki muzyki, ważny jest proces tworzenia - literatura i sztuka, które pozwalają bohaterom zapomnieć o codzienności, odrzucić smutek i żal.
Wisienką na torcie jest również zapis korespondencji e-mailowej, która toczyła się pomiędzy Edwardem i Aną. Dzięki niej historia nabiera charakteru i realizmu.
Jeśli więc chcielibyście poznać nowych bohaterów, których życie nie rozpieszczało, a ponadto jesteście gotowi na miłość, która potrafi pokonać różne przeciwności, warto przeczytać powieść Moniki Orłowskiej. Nawet przypadkowe spotkanie przy oszronionej szklance wody może wywołać dreszcz. A wraz z nim pragnienie poznania drugiej osoby, z którą chcielibyśmy dzielić każdą nową chwilę. Zapraszam do przeczytania powieści "Rozminięci". Bo, choć to nie ballada, warto wsłuchać się w jej dźwięk.

pokaż więcej

 
2018-04-03 00:34:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Sam Porter (tom 1)

Jonathan Dylan Barker to amerykański autor bestsellerowych thrillerów i mistrz suspensu. Spotkanie z jego twórczością może przyprawić o szybsze bicie serca, choć bardziej trafne będzie stwierdzenie, że możemy się spodziewać dawki emocji prowadzącej do groźnych palpitacji naszego życiodajnego organu. W 2017 r. J. D. Barker napisał powieść "Czwarta Małpa", którą ugruntował swą niezwykłą... Jonathan Dylan Barker to amerykański autor bestsellerowych thrillerów i mistrz suspensu. Spotkanie z jego twórczością może przyprawić o szybsze bicie serca, choć bardziej trafne będzie stwierdzenie, że możemy się spodziewać dawki emocji prowadzącej do groźnych palpitacji naszego życiodajnego organu. W 2017 r. J. D. Barker napisał powieść "Czwarta Małpa", którą ugruntował swą niezwykłą popularność. Mroczny thriller, rozpoczynający cykl: Sam Porter, właśnie trafia do polskich księgarń. Jestem pewna, że wielu czytelników rozpoczynających lekturę "Czwartej Małpy", po jej zakończeniu zechce sięgnąć po kolejne książki autora. Pod warunkiem jednak, że uda im się otrząsnąć z potężnego osłupienia.

A zaskoczeń nie brakuje. I dobrze, bo czasami potrzebujemy czegoś osobliwego i angażującego nas bez reszty. Taka właśnie jest lektura "Czwartej Małpy". To powieść, która działa na ludzkie emocje, jest pełna zwrotów akcji, pomysłowa i oryginalna. Choć czytając ją wydaje nam się, że niektóre pomysły znamy już z innych pozycji książkowych czy filmowych. Nie bez przyczyny na okładce znajdujemy zapowiedź, która przywołuje znane tytuły, jak "Milczenie owiec" i "Siedem". Jeśli oba pomnożymy przez siebie otrzymamy mieszankę, która przeznaczona jest dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach.
Fabuła związana jest z mordercą, który od kilku lat terroryzuje mieszkańców Chicago. Znany jako Morderca Czwartej Małpy, określany kryptonimem #4MK, okalecza i morduje swoje ofiary. Jest nieuchwytny. Prowadzi z policją makabryczną grę. Jednym z policjantów, który niemal depcze po piętach psychopatycznego mordercy jest Sam Porter. Kiedy okazuje się, że #4MK ginie w wypadku komunikacyjnym, policja ma niewiele czasu, aby znaleźć jego ostatnią ofiarę żywą. Jedyną, ale istotną wskazówką, okazuje się pamiętnik mordercy. Sam Porter rozpoczyna lekturę, tym samym wchodzi coraz głębiej w umysł mordercy, próbując zrozumieć jego działania.

"Czwarta Małpa", podobnie jak pamiętnik mordercy, uzależnia czytelnika. Zawiera wszystkie elementy, które nie pozwalają oderwać się od lektury. Znajdziemy tu zagadki umysłowe, wzrastające napięcie, niesamowite zwroty akcji i przerażającą atmosferę. Warto dodać, że książka zawiera mnóstwo brutalnych opisów, które autor zbudował w bardzo obrazowy sposób. Z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.

Narracja oparta na wspomnieniach psychopatycznego zabójcy oraz ukazująca codzienność skrzywdzonego policjanta, jest świetnym pomysłem. Przeplatanie rozdziałów dotyczących prowadzonego śledztwa z pamiętnikiem wzbogaca całość przekazu i potęguje napięcie. Moim zdaniem powolne zagłębianie się w umysł mordercy, czytanie wspomnień młodego chłopca, który dorastał w dysfunkcyjnej rodzinie sprawia, że zastanawiamy się, zapewne po raz kolejny, co sprawia, że człowiek staje się gotowy do okrucieństwa? A przecież nie od razu możemy przewidzieć nadchodzącą tragedię. Część wspomnieniowa przypomina nieco kultową historię opowiedzianą przez Ridleya Scotta w filmie "Thelma i Louise". Ciekawe połączenie, które ujęło mnie i wzmocniło zainteresowanie "Czwartą Małpą".
Napięcie i mroczna atmosfera, brutalne opisy, niekiedy ocierające się o granice dobrego smaku, wywoływały pożądane wrażenie. Sądzę, że właśnie na tych szczegółach zależało J. D. Barkerowi. Udało mu się zainteresować mnie całością historii, wciągnąć w wir wydarzeń, sprowokować do podjęcia prób rozwiązania zagadki. Jednocześnie autor nie pozwala na to, żeby czytelnikowi było zbyt łatwo. Częste zwroty akcji, mistrzowskie stosowanie suspensu powodują, że ciągle podążamy za przysłowiowym króliczkiem.
Lektura "Czwartej Małpy" to przygoda w świecie, o którym nawet nie chcielibyśmy śnić. A jednak mogłaby zdarzyć się naprawdę.
Czy odważycie się zajrzeć do umysłu mordercy? Czy zechcecie go zrozumieć? Czy to w ogóle jest możliwe? Przekonajcie się sami.

„Nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego” i ...polecam wam "Czwartą Małpę".

pokaż więcej

 
2018-03-31 15:19:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wraz z końcem miesiąca, wciąż oczekując na przyjście prawdziwej wiosny, zdecydowałam się poświęcić ostatni marcowy wpis opowiadaniu autora, który najlepiej czuje się w tematach postapokaliptycznych. To jemu zawdzięczamy jeden z ciekawszych fenomenów literackich jaki powstał w ostatnich latach, nawiązujący do upadku ludzkości, która przetrwała nuklearny kataklizm, ale zeszła do podziemi metra... Wraz z końcem miesiąca, wciąż oczekując na przyjście prawdziwej wiosny, zdecydowałam się poświęcić ostatni marcowy wpis opowiadaniu autora, który najlepiej czuje się w tematach postapokaliptycznych. To jemu zawdzięczamy jeden z ciekawszych fenomenów literackich jaki powstał w ostatnich latach, nawiązujący do upadku ludzkości, która przetrwała nuklearny kataklizm, ale zeszła do podziemi metra na całym świecie. Dmitry Glukhovsky, bo o nim mowa, należy do niekwestionowanych mistrzów kreacji świata po upadku ludzkości. W zasadzie nie trzeba go nikomu przedstawiać. Większość osób, nawet jeśli nie przeczytała żadnej książki tego autora, bez większych problemów skojarzy jego nazwisko z powieściami cyklu "Metro 2033", "Metro 2034" czy "Metro 2035". Niedawno w polskich księgarniach ukazała się powieść jednego z autorów, który inspirując się cyklem Glukhovsky'ego napisał powieść "Wędrowiec" (pisałam o niej tutaj). Do książki dołączone zostało opowiadanie "Koniec drogi" Dmitry Glukhovsky'ego.
Była to niespodzianka dla wszystkich fanów pisarza, ponieważ opowiadanie nigdy wcześniej nie było publikowane w Polsce.
We wstępie do opowiadania Dmitry Glukhovsky wspomniał, że napisał je w 2006 roku, kiedy był korespondentem rosyjskiej telewizji w izraelskim mieście Kirjat Szemona. Spadające wokoło pociski Hezbollahu zainspirowały autora do napisania krótkiego opowiadania. Chociaż nie planował tworzyć osobnego cyklu powieści czy opowiadań, jego bohaterowie, jak twierdzi, zaczęli żyć własnym życiem. Wzmiankę o nich można znaleźć w powieści "Metro 2034".
"Koniec drogi" to opowiadanie o chłopcu i starcu, którzy wędrując opuszczoną drogą, narażając się na wielkie niebezpieczeństwo, szukali odpowiedzi na wiele pytań i zrozumienia własnej przyszłości.
Krótka historia o tym, do czego doprowadzili ludzie, skłania do różnych wnisków. Przede wszystkim Dmitry Glukhovsky dzieli się z nami swoimi przemyśleniami na temat kondycji współczesnych społeczeństw, które stojąc w obliczu zagłady, przetrwawszy ją, nie bardzo wiedzą jak dalej żyć. Co tak naprawdę jest ważne, czy nowoczesne technologie, czy pamięć o dawnym dorobku, a może po prostu życie, które potrafi przetrwać najgorsze z możliwych scenariuszy.
W opowiadaniu spotykają się dwa pokolenia ludzi. Starzec, który wciąż jeszcze pamięta przeszłość i dobre strony cywilizacji, ale bazując na swym doświadczeniu, rozumie także jak ważne jest, aby nie zaprzepaścić dorobku ludzkości, która sama doprowadziła się do regresu. Z drugiej strony jest młody Wańka. On urodził się już po katastrofie, niczego nie pamięta, ale bardzo chce dowiedzieć się, co znajduje się na końcu drogi, jedynej w okolicy pozostałości po dawnej cywilizacji.
W wyniku pewnych okoliczności postanawia wyruszyć w nieznane. Tak zaczyna się jego wędrówka w stronę wielu niewiadomych. Motyw drogi jest jednym z ulubionych motywów wykorzystywanych przez pisarzy. Bohaterowie często zmagają się z przeciwnościami, ale mają też czas na dokonanie pewnych podsumowań. Czytając opowiadanie "Koniec drogi" można mieć skojarzenia z powieścią Cormaca McCarthy'ego "Droga". Dmitry Glukhovsky, zdając sobie sprawę z takich powiązań, już na wstępie podkreśla, że pisząc własne opowiadanie nie znał słynnej "Drogi". Przeczytawszy jego zapewnienie, jeszcze mocnej byłam zainteresowana przeczytaniem opowiadania. Swego czasu bowiem powieść McCarthy'ego wywarła na mnie ogromne wrażenie. Trudno porównywać powieść z krótkim opowiadaniem. Moim zdaniem nie ma takiej potrzeby. Glukhovsky przedstawił swą historię pod wpływem wydarzeń, w których brał udział. Skłoniły go do wyrażenia niepokoju w związku z zagrożeniem, na jakie sami się skazujemy.
Opowiadanie, choć krótkie, zasługuje na uwagę. Może być dobrym wstępem do przeczytania kolejnych powieści autora oraz innych podobnych publikacji, stworzonych w ramach Uniwersum Metro 2033. Zachęcam was do lektury, tym bardziej że opowiadanie w formie e-booka można pobrać za darmo w większości księgarni internetowych.

pokaż więcej

 
2018-03-29 21:35:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Sporo czasu zajęła mi lektura powieści autorstwa Lisy Lutz, pt. "Pasażerka". Nie udało mi się odnaleźć w sobie emocji, które trzymałyby mnie w napięciu podczas lektury książki, której bohaterka ucieka przed prawem i swoją tajemniczą przeszłością. Teoretycznie wszystko zapowiadało się bardzo dobrze. Na wstępie było mocne uderzenie, czyli trup męża leżącego u podstawy schodów, nad nim... Sporo czasu zajęła mi lektura powieści autorstwa Lisy Lutz, pt. "Pasażerka". Nie udało mi się odnaleźć w sobie emocji, które trzymałyby mnie w napięciu podczas lektury książki, której bohaterka ucieka przed prawem i swoją tajemniczą przeszłością. Teoretycznie wszystko zapowiadało się bardzo dobrze. Na wstępie było mocne uderzenie, czyli trup męża leżącego u podstawy schodów, nad nim pochylająca się młoda żona, która wbrew rozsądkowi postanowiła zbiec z miejsca zdarzenia, by następnie przez wiele lat kluczyć, znikać, i ukrywać przed wszystkimi swą tożsamość. Czy to perypetie nieszczęsnej bohaterki, czy może powtarzalność jej postępowania, w każdym razie "Pasażerka" nie wywołała u mnie przyspieszonego pulsu. A szkoda, bo mimo wszystko, cała historia miała duży potencjał, i naprawdę niezłe zakończenie. Cieszę się, że dotrwałam do końca, ponieważ to zakończenie sprawiło, że mogę przez jakiś czas pamiętać o książce Lisy Lutz.
Wspomniana bohaterka posługuje się różnymi imionami, zmienia wygląd, podszywa się pod inne osoby. Jej odyseja prowadząca do różnych rejonów USA, gdzie stara się wieść "coś w rodzaju prawdziwego życia", ujawnia nam, jak trudne może być to przedsięwzięcie w czasach uzależnienia od technologii, nowoczesnych rejestrów i urzędów. Działania uciekinierki stworzonej przez Lisę Lutz uświadamiają nam, że właściwie niemożliwe jest funkcjonowanie bez prawa jazdy, numeru polisy ubezpieczeniowej czy innych dowodów naszej tożsamości. Pisarce udało się zaproponować kilka dobrych pomysłów. Gdybyście więc kiedykolwiek chcieli zmienić tożsamość w Stanach Zjednoczonych, lektura "Pasażerki" może przynieść wam w tym zakresie kilka korzyści.
Tanya vel Debra wiedzie życie na krawędzi. Wszędzie może czyhać niebezpieczeństwo, nawet w zwykłym barze, ale ona nie poddaje się i przeżywa przygody, które często wydają się nieco zbyt fantazyjne. Narracja prowadzona z punktu widzenia głównej bohaterki przeplatana jest wymianą korespondencji e-mailowej między dwiema postaciami, które początkowo nie są łatwe do odszyfrowania. Przez pewien czas mocno zaburzają główny wątek fabuły, co może irytować. Z czasem okazują się pomocne w zrozumieniu bardzo zagmatwanej przeszłości kobiety, która dawno temu była jedynie...pasażerką.
"Pasażerka" to kryminał dotykający bardzo poważnych problemów, ale autorka pozwoliła sobie na wprowadzenie elementów humoru. Obdarzyła swoją bohaterkę cechami, które pozwalają przetrwać jej w nowych wcieleniach. Szkoda tylko, że przez połowę powieści właściwie nie wiadomo, dlaczego bohaterka ucieka, i wplątuje się w coraz to nowe kłopoty. Jak wspomniałam wcześniej, dopiero zakończenie pozwala poczuć satysfakcję z lektury. Z mojego punktu widzenia historii opowiedzianej w książce zabrakło pewnej spójności i charakteru. Lisa Lutz zrealizowała pomysł na powieść drogi. Szukała czegoś świeżego i odmiennego od wzorów wielokrotnie wykorzystywanych w literaturze tego gatunku. Moim zdaniem wpadła w pułapkę powtarzalności poczynań swojej bohaterki i schematu, który sama sobie narzuciła.
Podróż z "Pasażerką" uważam za nieco przydługą, tylko trochę ekscytującą, ale pouczającą. To ostatnie na wypadek, gdybym kiedykolwiek musiała zniknąć. Nigdy nie wiesz, kiedy wiedza na temat farbowania włosów w przydrożnej toalecie przyda ci się w życiu. Lisa Lutz wie to na pewno.

pokaż więcej

 
2018-03-20 00:02:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

W natłoku powieści z gatunku thrillerów psychologicznych nie jest łatwo trafić na taką, która mogłaby zaskoczyć oryginalnym rozwiązaniem. A jednak wciąż zdarzają się książki, na które warto czekać, by następnie czytać je z zapartym tchem. Należy do nich powieść "Raj nie istnieje". Napisał ją uznany australijski autor powieści kryminalnych, współtwórca "autobiografii" ludzi związanych ze... W natłoku powieści z gatunku thrillerów psychologicznych nie jest łatwo trafić na taką, która mogłaby zaskoczyć oryginalnym rozwiązaniem. A jednak wciąż zdarzają się książki, na które warto czekać, by następnie czytać je z zapartym tchem. Należy do nich powieść "Raj nie istnieje". Napisał ją uznany australijski autor powieści kryminalnych, współtwórca "autobiografii" ludzi związanych ze sztuką, wojskiem i sportem, Michael Robotham.

"Raj nie istnieje" to bardzo dobrze skonstruowana powieść, trzymająca w napięciu i skłaniająca do refleksji na temat obsesji, które rządzą naszym życiem. Fabuła została zbudowana w oparciu o podwójną narrację, którą czytelnicy znają z wielu innych powieści. Pierwsze skojarzenie, które nasuwa się w trakcie lektury, to pomysł zastosowany w powieści "Dziewczyna z pociągu". Zarówno tam jak i u Robothama mamy do czynienia z bohaterkami, które skrywają swoje tajemnice.
Bohaterki wykreowane przez Michaela Robothama są niedoskonałe, borykają się z różnymi problemami, robią rzeczy, które nie świadczą o nich najlepiej.
Nutą przewodnią fabuły powieści jest motyw przyjaźni niemożliwej między dwiema kobietami, które będąc w ciąży pragną stworzyć idealną rodzinę. Przynajmniej jedna z nich uważa, że mogłyby zaprzyjaźnić się, mimo dzielących je różnic. Bo obie przechodzą najważniejszą w życiu próbę - dar macierzyństwa.
Agatha pracuje w sklepie spożywczym, układa towar na półkach i uporczywie pragnie dziecka. Jej smutną codzienność rozświetla Meghan, którą obserwuje w ukryciu, ponieważ stanowi ideał, o którym marzy. Meghan ma wszystko: piękne dzieci, przystojnego męża, szczęśliwe małżeństwo, odpowiednio dobraną grupę przyjaciół i popularny blog. Agatha czyta z zapałem wszystkie posty kobiety, która jest dla niej wyśnionym wzorcem. Robi to w domu, siedząc samotnie przed komputerem i czekając na wiadomość od chłopaka, z którym będzie miała dziecko.
Gdy Agatha dowiaduje się, że Meghan jest w ciąży, decyduje się na nawiązanie z nią kontaktu. Pozornie niezobowiązująca rozmowa w jednej ze sklepowych alejek na zawsze odmieni życie dwóch bohaterek.
"Raj nie istnieje" to opowieść, która pozwala zagłębić się w umysłach i życiu dwóch zupełnie różnych kobiet. Ich mroczne sekrety tworzą ciekawą łamigłówkę, która powoli rozpada się na naszych oczach, by ujawnić tajemnice, wpływające destrukcyjnie na życie wielu osób.

Powieść "Raj nie istnieje" budzi współczucie wobec ludzkiej kondycji, wyzwala emocje, pozwala spojrzeć na nasze pragnienie budowania szczęścia za wszelką cenę, zgłębia zakamarki okaleczonego umysłu.
Autor - mężczyzna - podołał próbie ukazania kobiecej psychiki. Potrafi zaangażować czytelnika emocjonalnie, tworząc wiarygodne postaci oraz wydarzenia. Jego narracja jest wnikliwa i bardzo intymna. Ukazuje niezwykłą dwudzielność między pragnieniami a rzeczywistością. Zwraca uwagę na to, że pragnienie idealnej rodziny, społeczna presja posiadania dziecka, może prowadzić kobietę do wielkiej desperacji. Kłamstwa, sekrety, trudna przeszłość stanowią tło powieści, w której nie jest łatwo określić, kto jest dobry, a kto zły. Kto jest ofiarą, a kto prześladowcą?
I chociaż "Raj nie istnieje" wpasowuje się w tak zwaną popularną literaturę komercyjną, w której występują znane nam układy, to książkę czyta się naprawdę dobrze. Polubiłam ją od pierwszej do 480 strony ;-)

pokaż więcej

 
2018-03-18 00:53:46
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-03-18 00:50:39
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
426 270 3180
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (32)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd