Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/

Czytanie czyni zuchwałym

33 wartościowy tekst

Ale właściwie dlaczego? Nie wspominając już o tym, że słowo „zuchwały” zazwyczaj konotuje negatywnie, kojarząc nam się z kimś buńczucznym, zbyt pewnym siebie. Zuchwały jest ktoś, komu brakuje pokory wobec świata. Zuchwały jest człowiek arogancki i hardy, mierzący wysoko – za wysoko, tam, gdzie inni boją się upadku. A więc odważny. A może zwyczajnie głupi?

Zuchwali żyją barwniej. Ale intensywność kolorów, jakimi się otaczają, sprawia, że niektórzy ludzie się od nich odsuwają – oślepia ich cała ta jaskrawość i ogłusza krzykliwość.

Zuchwały to ktoś, z kim chcielibyśmy się przyjaźnić czy raczej ten, którego z zazdrością podziwialibyśmy z daleka, wiedząc, że jego całkowita obecność w naszym życiu wprowadziłaby za duży chaos i ryzyko? Zuchwały zamiast „nie mogę” mówi sobie: „chcę”. Czy więc odpowiednia interpretacja i werbalizacja naszych pragnień i niemocy jest wystarczająca do uczynienia siebie zuchwałym? Czy zuchwali mają w życiu łatwiej? I czy bardziej ich boli, kiedy spadają z miejsca, do którego zaprowadziła ich pewność? Wydaje się jednak, że zuchwali nie spadają często. Wydaje się, że to do nich należy świat ze wszystkimi jego smakołykami, aromatami, doznaniami, ekstazami, przyjemnościami i szaleństwami. I niech ich nawet na starość żałują. Większy żal, jak głosi stare porzekadło, odczują ci, którzy nie szaleli wcale. Zatem zuchwali żyją barwniej. Ale intensywność kolorów, jakimi się otaczają, sprawia, że niektórzy ludzie się od nich odsuwają – oślepia ich cała ta jaskrawość i ogłusza krzykliwość. Zuchwałość rodzi zazdrość i potęguje tęsknotę u tych, którzy już zrezygnowali, którzy dali za wygraną. Zuchwali są bardziej najedzeni, ale głodni spoglądając na nich spode łba, odbierają im część satysfakcji płynącej z uczucia sytości. Czy jednak zuchwały kiedykolwiek się nasyca do końca? Jeśli bowiem zuchwałość wynika z wiecznego pragnienia, to głodni powinni dostrzec w nich swoje odbicie.

Czy czytanie, czyniąc zuchwałym, czyni także lepszym? Czy raczej powoduje tylko, że czujemy się lepsi?

Czytanie czyni zuchwałym. Ów cytat pochodzi z powieści, do oprawy której nie pasuje. Lawenda kojarzy się bowiem ze spokojem, z wyciszeniem, z ukojeniem. Z naturalnym lekiem na bezsenność i lęk. Z aromaterapią i brakiem stresu. A jednak znalazł się w niej i choć sama książka nie zapada może szczególnie w pamięć, to ten cytat, powtarzany wielokrotnie, zmusił mnie do zastanowienia się nad jego naturą i sensem. Czy czytanie, czyniąc zuchwałym, czyni także lepszym? Czy raczej powoduje tylko, że czujemy się lepsi? Muszę całkowicie szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie (do czego i Was zachęcam), czy kiedykolwiek czułam się lepsza przez to, że czytam. Czy stosy lektur piętrzących się w mojej głowie i sercu stawiają mnie wyżej od innych? Czy uginające się pod ciężarem słów regały świadczą o mnie lepiej niż na przykład prężące się w każdym kącie domu zuchwałe koty o ich posiadaczu? Chociaż to akurat kiepski przykład, bo – nie wiedzieć czemu – koty i książki w jakiś tajemniczy sposób zazwyczaj idą ze sobą w parze. Rzecz jednak w tym, czy to, że mój intymny świat dzielę na setki i tysiące kawałków, bo każdy odpowiada za świat z innej opowieści, czyni go lepszym? Czy ktoś, kto nie czyta i nie poznaje zakamarków nowych wspaniałych światów, jest gorszy ode mnie, choć sam wcale się tak nie czuje? Ale zaraz, zaraz… nie tak brzmiało moje pytanie. Sęk nie w tym, jak jest, lecz w tym, jak to odczuwam. I tak – bywało, że choć sama się tego wstydziłam i nie mówiłam tego na głos, zdarzały się chwile, kiedy fakt, że czytam, sprawiał, że czułam się lepsza. Czy dziś się tego wstydzę? Nie do końca, bo wiem już, że zuchwałość wynikająca z czytania nigdy nie będzie porównywalna z niczym, co jest zuchwałością lub ją przypomina u człowieka, który nie czyta. Nie będzie więc również rodziła zazdrości bądź wzbudzała niezdrowych konkurencji.

Zuchwali to ci, którzy nie boją się sięgać po kolejną książkę, mimo że ta dopiero odłożona na półkę jeszcze tli się w nich wyraźnym płomieniem, jeszcze szarpie za gardło i potrząsa ramionami, jeszcze siedzi w głowie, zadając pytania i wywołując w niej kontrowersje. Takich czytelników można porównać do osób, które jeszcze nie pozbawiwszy się uczuć do jednej osoby, rzucają się na główkę w kolejny związek – bez chwili wytchnienia, bez przerwy, bez czasu na zapomnienie, ignorując ryzyko pomyłki i zachłyśnięcia się. Zuchwali to ci, którzy wybierają w księgarni książkę, która przyciągnie ich jakimś z pozoru mało istotnym elementem – grafiką na okładce, metaforą w tytule, czcionką. Przypominają oni ludzi, którzy instynktownie zawierają znajomości, a te okazują się czasem przyjaźniami na całe życie. Przyciągani uśmiechem, błyskiem w oku, piegami na nosie, tonem głosu, kolorową bransoletką, piosenką nuconą pod nosem – ryzykują zawód i zniechęcenie, ale cóż z tego, skoro mogą zyskać tak wiele, skoro ich intuicja nakazuje im teraz, zaraz brać to, co los im podtyka, co stawia przed nimi niczym na pięknie wyeksponowanej wystawie sklepowej, na którą właśnie pada promień słońca. Zuchwali to ci, którzy się nie zamykają na inne światy, którzy nie przekładają fantastyki nad kryminały, powieści obyczajowych nad reportaże, biografii nad thrillery. Tak jak ludzie, których grono znajomych stanowi różnorodną mieszankę charakterów, kultur i upodobań. Od każdego z nich się uczy i każdego szanuje.

Zuchwałym zdarza się zaglądać na ostatnią stronę, ale zdarza im się też w tym samym momencie zamknąć oczy lub odwrócić wzrok. 

Zuchwali podróżują po nieziemskich krainach, odwiedzając morza i lądy, o jakich im się nie śniło, przemierzając lasy, w drzewach których zaklęte są niewyobrażalne tajemnice i skarby, przeprawiając się przez skute wiecznym lodem jeziora, dryfując między planetami, których wciąż nie nazwano i kopiąc podziemne tunele, którymi po nich będą przechodzić inni. Tak jak każdy inny odkrywca – biolog, archeolog, astrolog, który odkrywa to, co dla niego ważne, co czyni go mądrzejszym, pełniejszym i choć na chwilę zaspokojonym. Zuchwali sami ze sobą wikłają się w moralne potyczki, w etyczne dysputy, stając między dobrem a złem, biorąc udział w odwiecznej walce, ze świadomością, że żadna pomoc nie nadejdzie, a wyboru będziemy musieli dokonać sami. Na wzór duchownych i filozofów, pedagogów i lekarzy, na wzór wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek musieli dokonać trudnego wyboru. Zuchwałym zdarza się zaglądać na ostatnią stronę, ale zdarza im się też w tym samym momencie zamknąć oczy lub odwrócić wzrok. Jak człowiek, który pragnie poznać datę własnej śmierci, lecz w ostatniej chwili wykonuje odwrót tuż przed drzwiami salonu jasnowidza lub wróżki (w których moce i tak nie wierzy). Zuchwali odwlekają w lekturze dotarcie do miejsca, w którym – jak przypuszczają – stanie się coś złego. Przez moment wydaje im się – a jakże – zuchwale, że są panami losu, panami życia i śmierci. Nie wiedzą jednak, że oddalając ów moment, sprawiają sobie jeszcze większy ból i czynią więcej szkód, niż gdyby zgodnie z zegarem i upływającym czasem bez przeszkód do niego dotarli. Przypominają wtedy ludzi, którzy przeczuwając groźną chorobę, zwlekają z wizytą u lekarza najdłużej, jak się da, w obawie przed złymi wieściami. A przecież nie zmieniają wtedy wyroku, jedynie zmniejszają swoje szanse na rozprawienie się z nim.

Zuchwali nie wstydzą się swojego czytelniczego głodu i łakomstwa, swojej żarłoczności, wilczego apetytu i zajadania ze smakiem, niecierpliwego przewracania stron, na wpół otwartych ust, drżących dłoni i nieprzytomnego, rozgorączkowanego wzroku.

Zuchwali idą, zapatrzeni w lekturę, potykając się i narażając na upadek i siniaki – w swoim zuchwalstwie bowiem oddają pierwszeństwo wymyślonym światom i to ich przeszkody są dla nich na ten moment prawdziwsze. Jak dzieci, przekonane o tym, że prany wczoraj przez mamę dywan to wrząca lawa i tylko skok na fotel (choć skok ten w rzeczywistości może być niebezpieczny) uratuje nas przed zagładą (dzieci są w ogóle szalenie zuchwałe). Lecz my, w przeciwieństwie do nich, z premedytacją wybieramy zagrożenie, które nie istnieje poza stronami książki, bo choć jest fantastyczne i zmyślone, łatwiej mu umknąć niż temu prawdziwemu. Zuchwali z zapałem i szeroko otwartymi oczami czytają o krwawych szczegółach wymyślnej zbrodni i przypominają wtedy odrobinę tych, którzy po miejscu wypadku krążą jak hieny, wiedząc, że nie pomogą, ale nie mogąc oderwać wzroku od tragedii. Zuchwali dzielą się swoimi ulubionymi książkami, tak jak przyjaciele przedstawiają sobie nowych znajomych, bez obawy o to, że ich stracą. Zuchwali niosą ze sobą książki, tak jak inni tabletki przeciwbólowe, bo zuchwałość nie przekreśla przecież zapobiegliwości. Zuchwali spytani o jedną, ukochaną książkę robią tę samą minę, jaka gości na twarzy rodzica piątki dzieci, spytanego o to, którą latorośl kocha najbardziej. Zuchwali czytają kilka książek na raz i choć w ich świecie bigamia nie jest zabroniona, to narażają się na krytyczne spojrzenia książkowych konserwatystów. Zuchwali nie wstydzą się swojego czytelniczego głodu i łakomstwa, swojej żarłoczności, wilczego apetytu i zajadania ze smakiem, niecierpliwego przewracania stron, na wpół otwartych ust, drżących dłoni i nieprzytomnego, rozgorączkowanego wzroku. Wiecie, o co chodzi, jeśli widzieliście kiedyś szczupłą, elegancko ubraną kobietę z nienagannym makijażem i fryzurą, która pałaszuje rękami żeberka, a sos ścieka jej po brodzie – w jej oczach natomiast nie ma krzty zawstydzenia, bo elegancja i gracja nie zostawiają dla niego miejsca.

Zuchwali nie czują się bluźniercami, kiedy wygrażają pięścią swojemu ulubionemu pisarzowi, nawet gdy ten już nie żyje. Zwłaszcza jeśli jego śmierć jest powodem owego wygrażania. Wiedzą bowiem, że w gniewie i złości czai się smutek i strata, świadomość nienapisanych lektur, z którymi mogliby spędzić zuchwale czas. I wiedzą, że pisarz by to zrozumiał. Żałobnicy również często posiłkują się gniewem, aby cierpienie było odrobinę lżejsze. Zuchwałym wydaje się, że zdążą przeczytać wszystkie książki, a przynajmniej żywią taką nadzieję, bo gdyby dopuścili do siebie prawdę, ich żal byłby tak ogromny, że nie przeczytaliby już żadnej. Właśnie dlatego ludzie nie myślą na co dzień o śmierci, bo niektórych myśl ta sparaliżowałaby tak bardzo, że nie byliby w stanie cieszyć się życiem.

Czytanie wciąga nas w światy, o jakich nam się nie śniło, czyni z nas ludzi, którymi bez niego moglibyśmy nigdy się nie stać.

Tak, czytanie czyni zuchwałym. Przez czynienie mądrzejszym, ale nie tyle w kwestii nowych pojęć czy zjawisk, co raczej w kwestii otwarcia się na ludzkie emocje, na rozpoznawanie stanów i uczuć. Czytanie wciąga nas w światy, o jakich nam się nie śniło, czyni z nas ludzi, którymi bez niego moglibyśmy nigdy się nie stać. Sprawia, że jesteśmy zachłanni, głodni i nigdy nie zobaczycie nas z listkiem sałaty na talerzu. Nigdy nie będziemy na wskroś uprzejmi dla ukochanego pisarza, bo zuchwałość pozwala nam na szczerość, a szczerość obdziera nas czasem z wdzięczności, ukazując wymagania, pretensje i zachcianki. Czytanie czyni zuchwałym, bo nasza odwaga rośnie z każdą lekturą, dzięki której poznajemy i oswajamy coś, czego do tej pory tak bardzo się baliśmy.

Czytanie nie czyni mnie lepszym człowiekiem w porównaniu z innymi ludźmi, ale czyni mnie lepszym od tej wersji mnie, która nie czyta. Czytanie rozzuchwala do tego stopnia, że jestem w stanie uwierzyć w siebie, choć przed lekturą tego nie potrafiłam. Potrafię współczuć osobie, którą jeszcze przed chwilą pogardzałam, a gardzę tą, której kibicowałam. Mam apetyt na coś, co w restauracji odepchnęłabym z obrzydzeniem i wydaje mi się, że gdybym tylko chciała, potrafiłabym zatańczyć najtrudniejszy układ, choć w prawdziwym życiu nogi plączą mi się już w drodze na parkiet. Czasami podczas lektury wydaje mi się, że mogę wszystko, by innym razem płakać nad rozlanym mlekiem swoich marzeń i planów, które nigdy się nie spełnią. Właśnie dlatego czytanie czyni zuchwałym – poprzez ten dysonans, który sprawia, że możliwe jest zarówno wszystko, jak i nic. A rozpiętość między jednym a drugim to ta tajemnicza przestrzeń, po której dryfują czytelnicy, mijając się i pozdrawiając czasem uśmiechem lub porozumiewawczym spojrzeniem.

Tak jak mówiłam – czytanie nie czyni mnie lepszym człowiekiem od Ciebie, ale czyni mnie lepszą od tej wersji mnie, którą byłam przed lekturą każdej następnej książki, nawet – a niech stracę! - tej kiepskiej.


Pokaż wszystkie artykuły użytkownika Sylwia Sekret


Komentarze
Autor:  Sylwia |  wypowiedzi: 51  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 608
patrycjax3
16-08-2016 15:09
świetny tekst! :)
książek: 9631
tsantsara
16-08-2016 16:20
Chętnie dowiedziałbym się, z jakich książek zaczerpnięto cytaty. I jak się formatuje tekst, by pogrubione urywki były w ramkach raz z lewej, a raz z prawej strony.
A może ktoś odgadnie, skąd zostały zaczerpnięte? Ja nic z tego nie czytałem.
książek: 2209
Akemi
16-08-2016 19:36
chodzi Ci o te pogrubione fragmenty? Zakładam, że są autorskie, bo pochodzą z w/w felietonu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 284
Ika
17-08-2016 16:19
Brawo! Interesujący tekst! :)
książek: 2209
Akemi
17-08-2016 18:26
szczerze? Odnoszę wrażenie, że cały ten felieton to piękny tekst... zupełnie o niczym. Jakby Autorka, chcąc poprawić sobie humor i popracować nad szwankującym gdzieniegdzie poczucie własnej wartości, wypunktowała własne czytelnicze "przywary" i dodała do tego magiczne słowo "zuchwały". No, bo co jest zuchwałego w wydawaniu pieniędzy na książki z ładnymi okładkami, albo czytanie kilku książek... szczerze? Odnoszę wrażenie, że cały ten felieton to piękny tekst... zupełnie o niczym. Jakby Autorka, chcąc poprawić sobie humor i popracować nad szwankującym gdzieniegdzie poczucie własnej wartości, wypunktowała własne czytelnicze "przywary" i dodała do tego magiczne słowo "zuchwały". No, bo co jest zuchwałego w wydawaniu pieniędzy na książki z ładnymi okładkami, albo czytanie kilku książek jednocześnie?

fakt, niektóre książki potrafią wstrząsnąć mną i wywrzeć ogromny wpływ na sposób postrzegania przeze mnie świata. Sprawiają, że widzę więcej, wiem więcej, rozumiem więcej. Czynią mnie lepszym człowiekiem, niż tym, kim byłam, zanim zasiadłam do lektury. Ale:
1. W natłoku książek, które konsumuję (myślę, że to właściwe słowo), tylko nieliczne mają na mnie taki wpływ. Zdecydowana większość (niestety) to tylko lepsza bądź gorsza rozrywka. Ich wartość spokojnie mogę porównać do seansów azjatyckich dram, albo horrorów klasy Z. Nie sądzę, żebym po lekturze np. Simon oraz inni homo sapiens była kimś wartościowszym, niż po seansie Addicted, chińskiej dramy o podobnej tematyce. Albo czym różni się czytanie o prywatnych lodach o smaku Christiana Greya od ogladania filmów dla dorosłych?
2. Nie tylko książki mają tę magiczną zdolność czynienia mnie lepszą wersją siebie. Podobnie odczucia i refleksje nachodzą mnie podczas podróży w nieznane miejsca, zawierania nowych znajomości, delektowania się smakiem nieznanej dotąd potrawy, spędzania czasu z bliskimi i, rzadziej (bo też żaden ze mnie koneser kina) - seansu dobrego filmu.
Te czynniki skutecznie oddalają mnie od poglądu, jakoby to właśnie sama czynność czytania miała tą magiczną właściwość czynienia ze mnie lepszego człowieka.

jedyne, z czym mogę się zgodzić z Autorkę, to początek ostatniego zdania: Tak jak mówiłam – czytanie nie czyni mnie lepszym człowiekiem od Ciebie. Bo nie czyni.
pokaż więcej
książek: 1646
_fantasquemagorie_
17-08-2016 22:11
Aha, no nie wiem. Jakoś ten artykuł wydał mi się masakrycznie bełkotliwy i zdziecinniały. Do tego stopnia, że chyba mi się nawet nie chce wyłuszczać dlaczego czytanie jakoś w ogóle, ani ani, choćby nie wiem jak się wytężyć nie wydaje mi się zuchwałe. Wolę poświęcić czas na coś bardziej konstruktywnego. Zgadzam się w czwórnasób z przedmówczynią BagatElką, że to raczej nic więcej nic przelewanie... Aha, no nie wiem. Jakoś ten artykuł wydał mi się masakrycznie bełkotliwy i zdziecinniały. Do tego stopnia, że chyba mi się nawet nie chce wyłuszczać dlaczego czytanie jakoś w ogóle, ani ani, choćby nie wiem jak się wytężyć nie wydaje mi się zuchwałe. Wolę poświęcić czas na coś bardziej konstruktywnego. Zgadzam się w czwórnasób z przedmówczynią BagatElką, że to raczej nic więcej nic przelewanie z pustego w próżne.
pokaż więcej
książek: 1646
_fantasquemagorie_
17-08-2016 22:17
To miała być odpowiedź na uprzejmość wyświadczoną przez Tsantsarę, nie wiem dlaczego wskoczyła tutaj :(.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Biblioteczka redaktorki
914 55 6355
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (83)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (19)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd