Lubimyczytać.pl Sp. z o.o

"Mooncop" to przede wszystkim lapidarna, ale intensywna i treściwa opowieść o samotności. Nie jest to interpretacja oryginalna, ale też każda inna byłaby kłamstwem ...

My, lunatycy

Autor recenzji:
Tytuł książki: Mooncop
Autor książki: Tom Gauld
7,37 (70 ocen i 14 opinii)

Dostojny, srebrny, enigmatyczny i przez to kuszący. Niezbadany do końca, dlatego przyciągający uwagę. Obecny w naszym życiu, ale niedostępny. Drażni wyobraźnię, bo jest jednocześnie taki bliski, a jednocześnie taki daleki. Powstają o nim filmy, książki, piosenki, sonaty. Powstał również komiks zatytułowany Mooncop, którego akcja dzieje się właśnie tam - na Księżycu, gdzie ludzi zaprowadziła zarówno ciekawość i mądrość, jak również buńczuczność i naiwność. Tom Gauld opowiada swoim czytelnikom historię niezwykle prostą, do tego utkaną z nieskomplikowanych środków wyrazu, ale jakże poruszającą i intensywną pod względem emocji.

Choć komiks jest niezwykle minimalistyczny i zarówno grafikę, jak i tekst, zaliczyć można do tych oszczędnych, autorowi, lawirując między wierszami - czy raczej: kadrami - udaje się sporo przekazać nam o świecie przedstawionym. Dowiadujemy się więc, że mniej więcej kilkadziesiąt lat temu na Księżycu zaczęły powstawać pierwsze kolonie i wkrótce jego powierzchnia została zaludniona. Stworzono odpowiadającą klimatowi architekturę, zbudowano maszyny, które miały pomagać człowiekowi w codziennym życiu - dokładnie tak, jak na Ziemi. Nie wszystko jednak udało się zrealizować według planów. Miały powstać piękne parki, urokliwe miejsca, które nigdy nie ujrzały światła… księżyca. Czy jednak było to potrzebne, skoro widok z okna był tak unikatowy? Skoro spacer przy świetle księżyca nabrał zupełnie nowego znaczenia, a widok na oddaloną Ziemię z początku cieszył tak, jakby udało nam się uciec przed czymś okropnym? Chyba nie było. Chyba nie dla wszystkich. Chyba nie do końca…

Choć maszyny w dużym stopniu zaczęły wyręczać ludzi w wielu czynnościach i w wielu zawodach, jest na Księżycu pewien osobnik, który codziennie wykonuje swoją pracę skrupulatnie, z oddaniem i w sposób nieróżniący się od tego ziemskiego. Mowa o głównym bohaterze, tytułowym policjancie - przemierza księżycowe tereny, zwalczając przestępczość i pomagając obywatelom. Mężczyzna miał kiedyś, kiedy był mały, dwa marzenia - zostać policjantem i polecieć na Księżyc. Jak widać, oba się spełniły. Mimo to jednak nasz bohater nie wydaje się do końca szczęśliwy. Ba!, sprawia wrażenie rozczarowanego, smutnego, przygnębionego i nieusatysfakcjonowanego. Przyczyna takiego stanu rzeczy szybko wychodzi na jaw. Kiedy bowiem jego marzenia się spełniły, zmianie uległy okoliczności, a te nowe przestały mieścić się w sferze gwarantującej zadowolenie z realizacji marzenia. Cóż bowiem z tego, że jest się policjantem i mieszka się na Księżycu, skoro dzień po dniu, sukcesywnie wszyscy inni zaczęli się z niego wynosić? Nie tylko więc nie ma kogo bronić, kogo aresztować, ani przed kim strzec, ale także nie ma do kogo się odezwać, z kim się pośmiać, komu się zwierzyć. Dni naszego bohatera wyglądają tak samo - o 7.30 dzwoni budzik, a po chwili policjant jest już gotowy pełnić swoją służbę. Jeszcze tylko krótki przystanek przy maszynie, dzięki której zaopatrzy się w kawę i pączki i można ruszać w drogę. Jego służba kończy się podobnie - automat, kawa, pączki. A potem pusty dom i sen. Następnie znów budzik o 7.30. I tak dzień za dniem.

Kiedy ostatni mieszkańcy pakują się i wracają na Ziemię (co zresztą przypomina poniekąd dziecięcą fascynację nową zabawką lub pasją, które szybko zostają zastąpione przez coś nowego lub powrót do poprzednich rozrywek), policjant również postanawia zrezygnować ze swojego marzenia o życiu na Księżycu. W otoczeniu samych maszyn nie ma ono bowiem dla niego większego sensu. Pisze więc do przełożonych prośbę o przeniesienie, lecz szybko okazuje się, że nie ma nikogo na jego miejsce, w związku z czym petycja zostaje odrzucona. Co robić samemu na Księżycu? Jak walczyć z przestępczością, której nie ma? Co dzieje się na odległej Ziemi, którą tak pięknie widać z Księżyca? Na tym zaludnionym globie, na którym na pewno roi się od starszych i młodszych, na której panuje gwar, przyjemny chaos i… życie. W otoczeniu bezdusznych, do tego zawodnych i ostatecznie i tak zdanych na łaskę człowieka maszyn, mężczyzna będzie musiał jakoś przetrwać nieokreśloną liczbę godzin, dni, a może lat, w oczekiwaniu na zmianę decyzji, na jakiś cud, na coś, co osłodzi jego życie i zatrze poczucie bycia niepotrzebnym.

Mooncop to przede wszystkim lapidarna, ale intensywna i treściwa opowieść o samotności. Nie jest to interpretacja oryginalna, ale też każda inna byłaby kłamstwem lub nadużyciem. Dojmujący ból osamotnienia został przez Toma Gaulda wyrysowany perfekcyjnie, odczuwa się go z każdym kadrem i z każdym krokiem policjanta, z każdym wzruszeniem ramion i spuszczeniem głowy. Samotność po prostu wyziera z kolejnych stron, wylewa się i wnika także do umysłu i duszy czytelnika. Brzmi górnolotnie? Patetycznie? Możliwe, ale na pewno nie bardziej niż marzenia i mrzonki dotyczące zasiedlenia Księżyca. Artysta perfekcyjnie oddał, przy pomocy tak niewielu środków - jakby ufając czytelnikowi i wierząc w jego zdolność do współodczuwania - wiele emocjonalnych aspektów życia mężczyzny. Wgląd w pisane przez niego raporty pozwala nam zrozumieć bezcelowość, jaka wkradła się do jego życia. Owszem, wszem i wobec może się chwalić, że jego skuteczność w niwelowaniu przestępczości wynosi 100%, ale po pierwsze - ów wynik jest wynikiem braku przestępczości, a po drugie - owo ”wszem i wobec” kurczy się tak szybko, że nawet te teoretycznie zgodne z prawdą, choć tak bardzo odbiegające od rzeczywistości przechwałki, już za chwilę nie będą miały racji bytu. Samotność, brak jakiegokolwiek celu i obserwacja tego, jak pielęgnowane niegdyś marzenia gniją i kruszeją, choć przecież ich spełnienie stało się faktem, to główne problemy, z jakimi mierzy się policjant. Pozostaje mu jedynie niezmienne piękno księżycowego krajobrazu i widok na Ziemię, na którą - paradoksalnie - wypadałoby przenieść teraz wszystkie swoje pragnienia i plany.

Tom Gauld tworząc Mooncop, posłużył się absolutnie nieskomplikowaną i prostą grafiką. Szare i granatowe barwy wpisują się w księżycowy klimat, a miękkie, obłe kontury postaci stoją w kontraście do kanciastych, kwadratowych budowli. Twórca Goliata nie przywiązał wagi do szczegółów, twarze wyposażone zostały jedynie w odstające nosy i oczy - ciemne kropki. A mimo wszystko czytelnik potrafi odczytać emocje kryjące się za przezroczystym hełmem zapewniającym dopływ tlenu. Pomocna w tym okazuje się postawa - lekkie przygarbienie, zwieszenie ramion, bezwładnie opuszczone nogi, nos na kwintę. Warto też zwrócić uwagę na to, że Gauld ani razu nie pozwala nam spojrzeć na twarz żadnej z postaci frontalnie. Każdorazowo rysuje bohaterów z profilu, co jeszcze bardziej podkreśla zarówno nierealność sytuacji, jak i samotność, która jej towarzyszy. Można odnieść także wrażenie, że ta samotność, będąca kwintesencją komiksu, jest zbyt wielka, zbyt dojmująca, abyśmy mogli spojrzeć jej w twarz. A może to bohaterowie nie patrzą w twarz czytelnikowi, bo wstydzą się tego, iż sądzili, że będą mogli bezkarnie i szczęśliwie żyć na Księżycu? Jedna z ostatnich mieszkanek Księżyca reflektuje się przecież:

Życie na Księżycu. Co myśmy sobie myśleli? Dzisiaj to się wydaje takie naiwne.

Jednak nieważne, gdzie będziemy żyć - na Ziemi, na Księżycu czy na innej planecie, zawsze będziemy tylko lunatykami, jeśli będzie nas otaczała pustka i samotność. Będziemy żyć i trwać - czasem nawet szczęśliwie - ale to wciąż nie będzie do końca ani snem, ani jawą. Lunatykując, nie należymy bowiem do żadnego ze świata, zbyt martwi dla żywych i zbyt żywi dla umarłych. To nie musi być miłość. To nie musi być nawet przyjaźń. Ważne, aby otaczała nas przynajmniej świadomość, że wychodząc z domu, spotkamy innych ludzi. A jednak coraz częściej sami odgradzamy się od świata i drugiego człowieka. My, lunatycy, jak z utworu Republiki:

coraz więcej lunatyków
pośród nas
my lunatycy - każdy własny wulkan
na Księżycu ma
tabletki na sen to komunia święta
dla każdego z nas
my lunatycy - coraz więcej lunatyków
pośród nas

Komiks Toma Gaulda to niezwykle emocjonująca wędrówka, podczas której towarzyszy nam przejmujący smutek. Może wydawać się to dziwne, kiedy patrzymy na te proste, wydawałoby się, że niewymagające od autora wysiłku rysunki, a także kiedy czytamy tych kilka krótkich dialogów. Ale ta prostota wyostrza wszystkie zmysły i emocje, czyni nas wrażliwszymi i sprawia, że nasz nastrój i ten z komiksu przenikają się nawzajem. Mooncop jest w swej treści i przekazie taki, jak pod względem wydania, tym czysto technicznym. Twardy na zewnątrz, ze swoimi szorstkimi, pożółkłymi stronicami w środku, które przecież są jednocześnie tak delikatne i czułe na każdy dotyk. Jak człowiek, któremu nie jest pisana samotność. Jak ludzkość, której miejsce jest na Ziemi.  

Sylwia Sekret



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Sylwia
Biblioteczka recenzenta
918 55 6383
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (83)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (19)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd