Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
W przedmowie, którą Crummey napisał dla polskich czytelników, autor zdradza, że „Twarde światło” jest dla niego dziełem najbardziej intymnym, ale także takim, z którego jest na...

Słone opowieści

Autor recenzji:
Tytuł książki: Twarde światło
Autor książki: Michael Crummey
7,05 (21 ocen i 9 opinii)

Pamiętam, jak kilka lat temu pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Michaela Crummeya - było to coś wyjątkowego i niepowtarzalnego, a czas spędzony na lekturze „Dostatku” upłynął mi nie wiedzieć kiedy. Później w zasadzie formalnością było niecierpliwe wyczekiwanie, a następnie pochłanianie w tempie ekspresowym „Pobojowiska”, „Rzeki złodziei” i „Sweetland”. Teraz przychodzi czas na „Twarde światło” - zbiór nietypowy, którego formą czytelnicy wyżej wymienionych powieści mogą być nieco zaskoczeni. Jest to bowiem zbiór naprawdę krótkich tekstów, liczących po jednej, dwie strony, a od połowy także i wierszy. Kanadyjski pisarz tym dziełem stawia kropkę nad i, jeśli chodzi o hołd złożony przez niego Nowej Fundlandii, dawnemu życiu, którego echa niewyraźnie już pobrzmiewają w oddali, zmarłym już ludziom, wspomnieniom, obyczajom i surowości, którą teraz, w XXI wieku, pokonać i oswoić jest o wiele łatwiej niż kiedyś.

W przedmowie, którą Crummey napisał dla polskich czytelników, autor zdradza, że „Twarde światło” jest dla niego dziełem najbardziej intymnym, ale także takim, z którego jest najbardziej dumny, do którego ma największy sentyment. Wspomina również, że zbiór ten jest w pewnym sensie dopełnieniem „Dostatku” - i myślę, że właśnie w takiej formie najłatwiej będzie go przyswoić polskiemu czytelnikowi. Czytelnikowi, dla którego odchodzące już w niepamięć życie, toczące się pod dyktando żywiołów (służących zresztą pisarzowi do stworzenia pewnego podziału w tym niewielkim dziele), a w szczególności Wody, będzie mimo wszystko obce, nie do końca zrozumiałe. Sprawy, o których pisze w „Twardym świetle” pisarz, ściśle wiążą się bowiem z innym światem, innym życiem i innymi czasami - różniącymi się od tych, do których my jesteśmy przyzwyczajeni. Walka o przetrwanie na morzu; szczegółowy, niemal sakralny opis oprawiania ryb, który dla większości mieszkańców Nowej Fundlandii był tym, czym dla nas jest codziennie zakładanie butów i mycie zębów; rany tworzące się od zimna, wiatru i słonej wody, niepewność, czy kiedykolwiek jeszcze wrócimy na ląd, życie wedle praw natury i praw ziemi, od której z pokorą przyjmuje się zarówno strawę, jak i miejsce na wieczny spoczynek - te na pozór niezbyt interesujące elementy istnienia Crummey opisuje tak, że dla czytelnika jawią się jako nie tyle odchodzący już świat, co wznoszący się na nowo - na fali niesamowitych opowieści, w których sól aż szczypie w oczy i usta, a ostre ości ryb ranią nasze palce.

Autor niezapomnianego „Pobojowiska” udowadnia z całą mocą najnowszym wydanym w Polsce dziełem, że w bardzo krótkich formach literackich potrafi zmieścić emocje, a jakie niektórzy twórcy walczyć muszą przez kilkaset stron powieści - a i wtedy nierzadko im się to nie udaje. Opowieści bazujące przede wszystkim na życiu swojego ojca, ale także pozostałych bliskich, jak również rodzące się z wyobraźni pisarza, stanowią dla czytelnika krótkie, lecz niezwykle intensywne zderzenie ze światem i życiem na tyle już wymarłym, że niemal egzotycznym. Nowa Fundlandia, rodzinne strony Crummeya, jak błyskotliwie zauważa autor, przez długi czas broniły się przed postępem - życie toczyło się tam wolno, utartym rytmem i po swojemu. Kiedy jednak zmiany nadeszły - zawładnęły tamtejszym światem błyskawicznie i podczas lektury „Twardego światła” rodzi się wątpliwość, czy zmiany te były koniecznie. Czy na pewno wszystko musi ruszać naprzód? Niektóre opowieści, a właściwie opowiastki, chwytają za serce jednym, dobitnym zdaniem, puentą, która tak naprawdę tworzy ten konkretny tekst. Jak choćby „Gospodarzenie”, którego bohaterka wyznaje: „Przez czterdzieści lat gospodarzenia straciłam tylko jedną krowę”, a jej historia kończy się wyznaniem, które tak szalenie mnie wzruszyło mimo swojej prozaiczności: „Miałam sześćdziesiąt jeden lat, gdy kupiłam pierwszy karton mleka ze sklepu”. Zwykła czynność, którą my powtarzamy przynajmniej raz w tygodniu (bo któż z nas nie kupuje mleka?), dla tej kobiety była czymś, co sprawiło, że nieodwracalna stała się tak długo odwlekana, choć nieuchronna zmiana i, co by nie mówić, strata.

Są również teksty przerażające i zdumiewające okrucieństwem, zwłaszcza opisywanym tak prozaicznie, jakby było to coś najnormalniejszego na świecie… ale cóż - chyba właśnie tak było. Tekst, który opowiada o zabijaniu zwierząt (nie tych, które lądowały później w garnku) rozpoczyna się słowami: ”Zasadniczo trzeba było nauczyć się żyć z okrucieństwem. Żyć okrutnie” - i mając przed oczami tę opowieść, nie czujemy nienawiści czy zła do dzieciaka, które topiło koty w jutowym worku, lecz do świata, który pozwalając na to, potrafił jednocześnie, tego samego dnia, zaskoczyć niesłychanym pięknem. To samo robi zresztą z czytelnikiem Crummey, bo tuż po okrutnych „Kamieniach” umieszcza tekst „Bay de Verde”, który w tak zdawałoby się prosty i trywialny sposób opowiada o ludzkiej uczciwości i dobroci - a jednak wywołuje uśmiech na naszej twarzy, a kto wie, może nawet i wzruszenie. Nie zapominajmy jednak o wierszach - one również stanowią ważny element „Twardego światła” i choć nie są może rodzajem poezji, do jakiej jestem przyzwyczajona, to są to wiersze całkowicie w stylu Crummeya i takie, które idealnie pasują do tej publikacji, choć w zamieszczonym na koniec „Słowie o tekście” sam autor przyznaje, że w przypadku niektórych wierszy z części zatytułowanej „Odkrywając ciemność” był raczej redaktorem niż pisarzem. Czuć w tej poezji tę samą miłość, fascynację i próbę ocalenia choć skrawków dawnego życia, dawnych ludzi i dawnej ziemi, co w tekstach prozatorskich.

Woda, Ogień, Ziemia, Powietrze i Wiersze - dzieląc „Twarde światło” na tych pięć żywiołów, pisarz prowadzi nas przez meandry życia, które już nie powróci. Przez przeszłość swoich przodków, ale także obcych ludzi, o których życiu słyszał lub które sobie wyobraził. Zabiera nas w słoną i wietrzną podróż przez krainę inspirującą i tak samo piękną, co surową. Robi z czytelnikiem dokładnie to, co w „Dostatku”, „Pobojowisku” czy pozostałych utworach - opowiada o życiu, którego nie doświadczyliśmy i choć nie pomija ani jednego cienia, ani jednej jego wady, niekiedy właśnie z nich tkając najszerszą z sieci, sprawia, że oddalibyśmy wiele, by spędzić w nim choć jeden dzień i na własnej skórze poczuć którąś z opowieści. Crummey nie tylko więc nie zmienia się w żadnym ze swych dzieł, lecz co więcej - nie zawodzi.

Sylwia Sekret



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Sylwia
Biblioteczka recenzenta
914 55 6355
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (83)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (19)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd