Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
„Dom bez klamek” to pierwsza część cyklu z Niną Warwiłow w roli głównej. Podobno Pasierski pracuje już nad drugim tomem, po który - kiedy tylko się ukaże - jak najbardziej si...

Polskie kryminalne podwórko

Autor recenzji:
Tytuł książki: Dom bez klamek
Autor książki: Jędrzej Pasierski
6,61 (109 ocen i 32 opinie)

Zawsze jestem pełna obaw, kiedy sięgam po kryminał, który okazuje się być literackim debiutem danego autora. Wiadomo - z debiutami bywa różnie i nierzadko wyciągamy po nie ręce właśnie pełni dystansu i nastawieni sceptycznie, bo któż wie, co spotka nas na kolejnych stronach. Kryminały to natomiast na tyle w moim odczuciu wymagający gatunek, że tym bardziej początkujący dopiero autor może się potknąć - i to nie raz. Jednak zdecydowałam się na lekturę „Domu bez klamek” autorstwa Jędrzeja Pasierskiego; nie wiem, co mnie podkusiło, ale na pewno nie bez znaczenia był wydawca, czyli Czarne, z którym nie miałam jeszcze szansy się pogniewać - każde dzieło od nich było przynajmniej dobre. Wzięłam więc głęboki oddech, zapomniałam o moim ostatnim - niezbyt udanym - spotkaniu z innym młodym polskim autorem i zabrałam się do lektury. Czym zaskoczył mnie „Dom bez klamek”? No cóż - przede wszystkim tym, że w ogóle udało mu się mnie zaskoczyć.

W środku nieprzyjemnego i szarego grudnia, w szpitalu psychiatrycznym położonym w Weseliskach dochodzi do morderstwa. Jednak to nie chory umysłowo pacjent zabija kogoś z personelu - jak można by się spodziewać - lecz ofiarą pada właśnie jeden z podopiecznych, niejaki Piotr Setnik, starszy już jegomość, który dzielił pokój z dwoma innymi mężczyznami. Wielokrotne rany kłute na brzuchu nie pozostawiają złudzeń co do tego, że było to morderstwo, w dodatku wszystko wskazuje na to, że dokonane w afekcie. Jednak morderca nie pozostawił po sobie żadnych śladów, nie ma też w zasadzie podejrzanych. Kto mógł chcieć śmierci starszego, schorowanego człowieka? Do śledztwa zostaje przydzielona jeszcze będąca przed - zbliżającą się jednak nieuchronnie - czterdziestką pani podkomisarz Nina Warwiłow - policjantka zarówno z powołania, jak wedle rodzinnej tradycji; jej ojciec, teraz pijak i żul, również służył kiedyś w policji, w dodatku współpracował z jej obecnym przełożonym, komisarzem Matkowskim. Znalezienie sprawcy, na co coraz usilniej zaczną naciskać media i szefostwo, to jednak nie jedyne zmartwienia Warwiłow. Kobieta właśnie zakończyła wieloletni związek (a w zasadzie zakończył go Tomek, który po prostu się wyprowadził), więc w jej życiu osobistym panuje niemały chaos. Piękny duży loft, za który w sporej części płacił ukochany, jeszcze przez chwilę jest jej azylem, ale jak długo utrzyma go z policyjnej pensji? Widmo obskurnej kawalerki wisi nad nią złowieszczo, podobnie jak samotne wieczory. Do tego dochodzi jeszcze wiecznie pijany ojciec, którego Nina musi pilnować, by nie zamarzł gdzieś na ławce w parku lub nie umarł z głodu. Pani podkomisarz nie ma lekko, a sprawa, nad którą pracuje, coraz bardziej nie cierpi zwłoki. Wśród podejrzanych brutalnego morderstwa są zarówno współlokatorzy Setnika - Białorzeczny i Strąk - jak i ordynator szpitala, Barwiecki. Jednak kiedy na jaw wychodzą nieznane do tej pory, szokujące szczegóły z dawnego życia ofiary, okazuje się, że sprawcy należy zacząć szukać gdzie indziej, gdzieś w przeszłości zamordowanego.

Morderstwo w szpitalu psychiatrycznym - w niezbyt zachęcającej (o ile w ogóle jakikolwiek szpital może być zachęcający), starej, obdrapanej, zaniedbanej, niemalże zapomnianej placówce… z początku mnie to nie przekonywało. Kręciłam nosem, podczas lektury pierwszych kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu stron. Nie dałam jednak Pasierskiemu kredytu zaufania, więc i nie mógł mnie zawieść, dlatego nie czułam się oszukana czy rozżalona - tym specyficznym rodzajem czytelniczego żalu, kiedy zawiedzie nas książka, w której pokładaliśmy choćby minimalne nadzieje. Jakoś przez to przebrnę - pomyślałam - dotrwam do końca, po drodze odkrywając sprawcę zapewne szybciej niż pozostali bohaterowie, i po prostu odłożę ”Dom bez klamek” na półkę. Tymczasem pierwsze oznaki znużenia zaczęły szybko ustępować, a ja coraz mocniej i natarczywiej wbijałam się wzrokiem w lekturę. Chciałam wiedzieć i rozumieć więcej, chciałam bliżej poznać bohaterów i obserwować ich z różnych perspektyw; chciałam wyjaśnień i rozwiązań. Zaczęłam czegoś od autora podświadomie żądać - a to był już całkiem niezły znak. Od połowy książki historia wciągnęła mnie na tyle, że w zasadzie były momenty, kiedy po prostu nie chciałam się od niej oderwać - zwłaszcza pod koniec, kiedy wszystko zmierzało ku ostatecznym wyjaśnieniom. Zainteresowanie i wciągnięcie czytelnika w opowiadaną historię to chyba dobra droga do tego, by książka okazała się sukcesem. Ciekawi i wielowymiarowi bohaterowie to kolejny trudny zakręt na tej ścieżce, ale i ten udało się Pasierskiemu pokonać bez większych problemów. Nina Warwiłow nie jest bohaterką, którą się lubi bezwarunkowo - nie jest ani tak bystra i inteligentna, by czytelnikowi zrobiło się głupio, ani tak niedomyślna i naiwna, by wydawało się to podejrzane. Jeśli można się tak wyrazić o bohaterze książki, to powiedziałabym, że Warwiłow jest w sam raz. W ogóle „Dom bez klamek” wypełniają bohaterowie w jakiś sposób wpasowujący się w szarą i wyniszczoną grudniem Warszawę - są zmęczeni, niejednokrotnie przybrudzeni moralnie, smutni. Mało w nich nadziei i radości - ale tacy właśnie pasują do tej opowieści.

Ogromny plus należy się Jędrzejowi Pasierskiemu za to, że w przeciwieństwie do wielu powieści przedstawiających śledztwo policyjne, pokazał, jak wielu ludzi przy takiej sprawie pracuje. Choć Nina jest główną bohaterką tej historii, to nie jest ona samotną policjantką, która w pojedynkę rozwiązuje mroczną zagadkę i zbiera wszystkie laury - wręcz przeciwnie. Pracuje nad sprawą ona, pracuje aspirant Chodkowski, wtrąca się podkomisarz Białek, z którym Warwiłow nie od dziś ma na pieńku, przydzielony do sprawy zostaje nowy prokurator. Zebrania z udziałem tych wszystkich i jeszcze kilku dodatkowych osób są miła odmianą od kryminałów, w których dzielni policjanci czy detektywi sami, w zaciszu własnego domu lub umysłu, rozwiązywali największe zagadki - nie tylko bez pomocy, ale także bez wiedzy i zgody współpracowników i władz. To, o czym często myślałam również, podczas lektury, to fakt, że Pasierskiemu udało się na całe szczęście uniknąć wpadnięcia w pułapkę ”za dużo”, w jaką często wpadają debiutujący pisarze - zwłaszcza poruszający się po polu kryminał/thriller. To by było proste - dać się porwać szaleństwu, omamić czytelnika milionem tropów, z których każdy okazałby się fałszywy, by na koniec główny bohater, ni stąd, ni zowąd, wpadł na kompletnie nieprawdopodobne rozwiązanie, które okazałoby się zgodne z prawdą. Nietrudno byłoby przekombinować. A jednak autorowi udało się tego uniknąć i chwała mu za to - dzięki temu nie otrzymaliśmy może opowieści, która trzyma nas bez tchu przez całą lekturę, a potem nie pozwala zasnąć, ale w nasze ręce trafił kryminał bardzo porządny, dobrze skonstruowany, z ciekawymi bohaterami, który nie robi z czytelnika wariata i raczy go na koniec prawdopodobna historią, a nie taką, której może i nikt się nie spodziewał, ale tylko dlatego, że została wyssana z palca, a jej poszczególne elementy nie trzymają się przysłowiowej kupy.

„Dom bez klamek” to pierwsza część cyklu z Niną Warwiłow w roli głównej. Podobno Pasierski pracuje już nad drugim tomem, po który - kiedy tylko się ukaże - jak najbardziej sięgnę. Nie ma tu fatalnych, nielogicznych rozwiązań, nie ma tu bzdur i bohaterów, którzy kłują nas w oczy swoją idealnością. Nie ma naiwnych dialogów, które rażą swoją sztucznością. Jędrzej Pasierski nie starał się na siłę - i chwała mu za to - zamerykanizować swojej powieści. Nie bał się nadać jej swojskiego, polskiego rysu i brak tych obaw bardzo pozytywnie odbił się na książce. Mamy dobrze znane nam polskie imiona, mamy dobrze znaną tak bohaterce, jak i autorowi, warszawską Pragę. Mamy w końcu polskie, kryminalne podwórko, na którym widać, że pisarz czuje się bardzo dobrze, dzięki czemu czytelnik otrzymuje zgrabnie i sprawnie napisaną historię. Myślę, że jest na co czekać w kontekście kolejnych tomów, bo Nina Warwiłow to ciekawa bohaterka, która zapewne niejednemu mężczyźnie da jeszcze popalić.

Sylwia Sekret



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Sylwia
Biblioteczka recenzenta
918 55 6383
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (83)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (19)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd