Tylkomagiaslowa 
tylkomagiaslowa.blogspot.com
Cześć! Nazywam sie Angelika Slusarczyk i bloga prowadze od 2014 roku. Swoja pierwsza ksiazke napisalam w 2018 roku, tak jak i opowiadanie nalezace do antologii "Pod swiatecznym niebem".
status: Autor, dodał: 3 książki i 11 cytatów, ostatnio widziany 15 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-14 09:19:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Nigdy... (tom 3) | Seria: Nigdy...

Patrząc na okładkę, jaką miałam podczas lektury tej książki, jest utrzymana w podobnym stylu co do duologii Pani Marty. Widzimy mężczyznę z gołą klatąNiestety nie widać jego oczu, co jest dla mnie minusikiem. Bo ja lubię patrzeć w oczy, nawet bohaterom z okładki. ;P
Niemniej jednak szata graficzna pasuje mi do treści więc nie mam żadnych przeciwwskazań. Nie wiem również, jak będzie wyglądać...
Patrząc na okładkę, jaką miałam podczas lektury tej książki, jest utrzymana w podobnym stylu co do duologii Pani Marty. Widzimy mężczyznę z gołą klatąNiestety nie widać jego oczu, co jest dla mnie minusikiem. Bo ja lubię patrzeć w oczy, nawet bohaterom z okładki. ;P
Niemniej jednak szata graficzna pasuje mi do treści więc nie mam żadnych przeciwwskazań. Nie wiem również, jak będzie wyglądać druk, dlatego też nie będę pisać nic o czcionce, błędach w druku, odstępach - bo nie wiem. Ja czytałam ebook przed korektą, więc sama automatycznie podsyłałam jakieś literówki autorce do poprawy (czułam się jak jakiś korektor, czy coś) :D no dobra, nie będę sobie pochlebiać. :D Idźmy dalej.

Przechodząc do samej autorki, Marty muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona. Oczywiście nic pobije bardzo emocjonującej lektury, jaką była I obiecuję ci miłość, po której ledwo co się pozbierałam, ale i ta lektura dostarczy Wam wielu wrażeń. Marta posługuje się prostym, przyjemnym i lekkim piórem, które nie sprawia wrażenia trudnego i niezrozumiałego. Dzięki temu my, Czytelnicy bez przeszkód możemy chłonąć każde kolejne słowo autorki niczym powietrze. Po pierwszych kilku stronach po prostu wpadamy do świata bohaterów i chcąc czy też nie zaczynamy obserwować ich poczynania. Autorka swoim lekkim piórem przyciąga naszą uwagę i mimo iż możemy powiedzieć o książce, że jest erotykiem, to jednak znajdują się w niej emocje, o których napiszę słów kilka za chwilę. Widać, że autorka podreperowała swój warsztat pisarski i teraz bez problemu może Was oczarować i nie pozwolić odejść od książki. Wie, jak zaciekawić czytelnika, by miał problem z odłożeniem jej na bok. Wie również jak przekazać nam emocje, które tutaj są potrzebne. Gdy doczytałam gdzieś może do połowy? To wtedy naprawdę bardzo ciężko było mi się od niej oderwać. To zakończenie, które serwuje nam pisarka... Uhhh. Będzie się działo Moi Drodzy!

Główna bohaterka, Sam... No cóż. Nie mam o niej zbyt dobrego zdania, niestety. Oczywiście rozumiem, że każdy ma przeszłość lepszą lub gorszą, ale styl życia, sposób prowadzenia się niestety zostawia wiele do życzenia. Niemniej jednak postanowiłam dać jej szansę, a może coś się zmieni? Może nastąpi przełom i myślenie, sposób postępowania będzie inny? Oczywiście czy to nastąpiło czy nie - Wam nie zdradzę, bo bym zaspoilerowała. :D
Jest Henry - przystojny (bo jakby inaczej), bogaty (no tak, śmierdzi schematem), ale mówiąc szczerze nawet go polubiłam... Domyślam się, że będzie miał grono adoratorek, co jest w sumie do przewidzenia, ale dlaczego wspomniałam, że śmierdzi schematem? Bo być może czytając tą recenzję wielu z Was właśnie o tym pomyśli. A tak nie wolno. Bo tu nie wieje schematem, więc wyrzućcie tę myśl z głowy.
Jest jeszcze wielu innych bohaterów, jednak nie będę zdradzać za dużo, bo to nie o to chodzi. Cieszę się jednak, że autorka nakreśliła tak żywe, charakterystyczne postacie, które są wyciągnięte z życia, naszego prawdziwego. Czytając, nie odnosi się wrażenia, że są płascy, papierowi, neutralni. Więc to kolejny plus dla Marty, że stworzyła naprawdę dobre postacie, dzięki którym możemy poznać i poczuć ich uczucia. :)

Cała recenzja na blogu. ;)

pokaż więcej

 
2018-11-12 10:53:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Daniel Hawthorne (tom 1)

Byłam ogromnie ciekawa tego, co przyniesie mi ta lektura. Po poprzednim spotkaniu z autorem zarówno ja jak i mój tata - byliśmy dosłownie zaczytani i pod wrażeniem Morderstwa w Somerset. A tutaj niestety przyszło poniekąd rozczarowanie... Nie takie tragiczne, ale jednak nie dostałam tego, czego się spodziewałam.
Spodziewałam się lektury ogromnie wciągającej, pełnej emocji, zwrotów akcji,...
Byłam ogromnie ciekawa tego, co przyniesie mi ta lektura. Po poprzednim spotkaniu z autorem zarówno ja jak i mój tata - byliśmy dosłownie zaczytani i pod wrażeniem Morderstwa w Somerset. A tutaj niestety przyszło poniekąd rozczarowanie... Nie takie tragiczne, ale jednak nie dostałam tego, czego się spodziewałam.
Spodziewałam się lektury ogromnie wciągającej, pełnej emocji, zwrotów akcji, takiej, która nie pozwoli mi od siebie odejść i która mnie po prostu zaskoczy. A tutaj niezbytnio to wyszło.
Styl jest jak wcześniej dobry, lekki i przyjemny, ale już nie tak bardzo wciągający jak to było przy poprzednim czytanym tytule. Jednak zdaje sobie sprawę z tego, że zdarzają się w życiu potyczki i każdy ma prawo napisać coś gorszego, z takiego czy innego powodu. Nie skreślam więc pisarza i na pewno sięgnę po następną książkę jaka wyjdzie i mam nadzieję, że będzie lepiej, tego oczekuję. Nie było źle, ale to nie to, czego oczekiwałam.
Warto wspomnieć, że jest to pierwszy tom nowej serii detektywa Daniela Hawthorne'a. Więc na pewno sprawdzę kolejne tomy i trzymam kciuki za to, by były lepsze niż dzisiaj recenzowana książka.

Mamy tutaj dwóch głównych bohaterów, samego autora oraz Daniela Hawthorne'a, którego możemy nazwać detektywem. Myślę, że ich sylwetki zostały dopracowane bardzo dokładnie i uważam, że są one zaletą tej powieści.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie ponarzekała, bo postać naszego Daniela, tak mnie irytowała... Mogłabym rzec, że był wrzodem na czterech literach. Ciągle coś mu nie pasowało i na miejscu Tony'ego też chodziłabym wściekła, bo w takich warunkach nie dałoby się pracować.
Jednak żeby książka mogła być dobra, można pokusić się na rozmaitą charakterystykę postaci, tak jak mamy tutaj. Jest ktoś, kogo lubimy, ale też ktoś, kto nas denerwuje i dzięki temu nic nie jest normalne, zwyczajne i czymś się wyróżnia.
Co do pozostałych postaci również są wykreowane dobrze, może kogoś polubicie, może nie. Może będziecie chcieli prześwietlić ich dotychczasowe, ale może to nie być proste zadanie. Ja jednak twierdzę, że bohaterowie tutaj byli plusem dla całości.

Jest coś, co zauważyłam charakterystycznego do pióra tegoż autora. Zamieszanie, które w Morderstwach wypadło rewelacyjnie - tutaj z kolei nie bardzo. Jakoś nie łyknęłam tego pomysłu i wydawał mi się on jakiś... bo ja wiem, gorszy? Słabszy? Po prostu nie wydawało mi się to aż tak interesujące i dlatego nie za bardzo jestem zadowolona. Sam pomysł na książkę jest całkiem dobry, ale nie fenomenalny. Nie zachwycił mnie i nie sprawił, że będę długo o niej pamiętać, niestety.
Były zwroty akcji, owszem i czasami działo się coś naprawdę interesującego, ale nie było tego dużo. Ważne, że w ogóle cokolwiek było, co mnie tutaj zaskoczyło, dlatego napisałam, że nie jestem do końca rozczarowana, a bardziej zawiedziona.

Cała recenzja na blogu. ;)

pokaż więcej

 
2018-11-07 14:10:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką i muszę przyznać, że nie wiedziałam do końca, czy pisarka spełni moje oczekiwania. Nie miałam tej pewności i obawiałam się, ale jak się okazało bez potrzeby ponieważ autorka i tak dała mi coś zgoła odmiennego. Coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
Jej pióro nie należy do lekkim i przyjemnych - to musicie wiedzieć. Styl jest specyficzny, może...
Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką i muszę przyznać, że nie wiedziałam do końca, czy pisarka spełni moje oczekiwania. Nie miałam tej pewności i obawiałam się, ale jak się okazało bez potrzeby ponieważ autorka i tak dała mi coś zgoła odmiennego. Coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
Jej pióro nie należy do lekkim i przyjemnych - to musicie wiedzieć. Styl jest specyficzny, może trochę smutny, melancholijny... Może Wam się wydawać, że wszystko płynie tak bardzo powoli, albo stoi w miejscu. Chociaż właśnie samo to, sposób, w jaki przekazuje nam treść książki jest doprawdy powalający. Zabierając się za Wyspę dusz, nie spodziewałam się, że z wrażenia zatka mnie nie raz. Gdybym miała więcej czasu, na pewno połknęłabym ją na raz, ale musicie wiedzieć, że to nie będzie lekka przeprawa. Niby kryminał, niby powieść psychologiczna... Istny misz masz. Ale za to jaki cudowny! To książka, którą koniecznie musisz poznać. Tak, właśnie Ty. I Ty. Ty również. Wy wszyscy musicie ją poznać.
Reasumując jak na pierwsze spotkanie z pisarką, to moje wrażenie jest takie: zbieram szczękę z podłogi i staram się ją poskładać w jedną stabilną część.Bohaterowie tej książki, to głównie kobiety. Mamy kilku mężczyzn, ale to nie o nich tutaj chodzi. Samą powieść mamy podzieloną na trzy części. Każda z nich jest oddzielna, przydzielona z osobna Kristinie, Ellie i Sigrid. Nie chcę zbyt wielu informacji o nich zdradzać, chociaż chciałabym móc powiedzieć tak wiele... Są to kobiety, szczególnie Kristina i Ellie z dość mocno zarysowaną przeszłością, czy nawet całym życiorysem. Ich życie nie jest usłane różami i uważam, że jest to bardzo trudna kreacja bohaterów. Ich dogłębne myśli, uczucia, spostrzeżenia i to wszystko inne... Sprawia, że czytelnik chwilami traci głowę. Nie wiem czy to, co czyta nie jest wymysłem jego wyobraźni - bo i tak było ze mną, Moi Drodzy.
Uważam, że postacie w tej książce zasługują na Waszą uwagę oraz zrozumienie. Ja je polubiłam mimo iż były doprawdy trudnymi osobami, jednak na swój sposób miały coś, co mnie do nich przyciągało. Co sprawiało, że chciałam poznać je lepiej, dlatego z wielką ciekawością przewracałam następne strony lektury.
Myślę, że autorka powinna dostać medal za te trzy bohaterki. Dzięki nim opisała pewne problemy społeczne, pokazała je z takiej strony, jakimi są naprawdę bez koloryzowania rzeczywistości i za to należą się oklaski i same pochwały. Jak dla mnie bomba, mimo iż lektura jak po raz kolejny wspominam - nie należy do łatwych i przyjemnych.

Akcja nie gnała tutaj na łeb, na szyję. Płynęła powoli, ale my ja jak w jakimś transie pochłaniałam każdą kolejną stronę z jeszcze większym zachwytem i ciekawością. Doprawdy serce mnie bolało, jak musiałam się z nią rozstać. Dlatego jeśli szukacie lekkiej książki na odprężenie - to ta nie zalicza się do tego grona. Tę powieść czytając, trzeba jednocześnie rozumieć. Odczytywać na każdy możliwy sposób i próbować postawić się na miejscu naszych bohaterek. Chociaż nawet tego ostatniego nie trzeba, bo bycie obserwatorem i czytającym myśli głównych postaci jest wystarczająco... smutne.
Owszem, nie znajdziecie tutaj pozytywnych emocji - przynajmniej ja tutaj takowych nie poczułam. Nie znalazłam chociażby iskierki nadziei i szczęścia. A więc odradzam ją osobom, które mają w tej chwili gorsze dni. Bo może Was ona przytłoczyć i może być nie ciekawie.
Pisałam Wam nieco wyżej, że autorka mnie zaskoczyła i dała mi coś zgoła innego.
Sięgając po tę lekturę spodziewałam się w dużej mierze powieści kryminalnej. Niestety nie dostałam tego, czego się spodziewałam. Bardziej jest to powieść skupiająca się nazbyt dokładnie na psychice bohaterek. I to jest coś, co powala czytelnika na kolana.

Cała recenzja na blogu . ;)

pokaż więcej

 
2018-11-04 14:44:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Przechodząc do autorki... Zdecydowałam się po tę książkę ze względu na opis i nazwisko pisarki. Miałam okazje przeczytać jej trzy różne powieści, które spodobały mi się mniej lub bardziej, jednak byłam ciekawa, co tym razem wymyśliła Sheridan. Nie spodziewałam się tego, że coś mnie zaskoczy w tej lekturze. Szczerze wątpię, czy będzie jakakolwiek lepsza książka Sheridan niż Bez słów - która... Przechodząc do autorki... Zdecydowałam się po tę książkę ze względu na opis i nazwisko pisarki. Miałam okazje przeczytać jej trzy różne powieści, które spodobały mi się mniej lub bardziej, jednak byłam ciekawa, co tym razem wymyśliła Sheridan. Nie spodziewałam się tego, że coś mnie zaskoczy w tej lekturze. Szczerze wątpię, czy będzie jakakolwiek lepsza książka Sheridan niż Bez słów - która oczarowała mnie totalnie. Jednak przyznać się muszę, że musiałam zbierać szczękę z podłogi. Może nie ze względu na bohaterów, fabułę tylko ze względu na emocje, jakie przekazała nam pisarka. Naprawdę... Jest w potężnym szoku. Nie sądziłam, że naprawdę będę tak zadowolona, ale dokładniej o tym już za moment. Zaczynając tę powieść musicie mieć na uwadze, że będzie ciężko wam się od niej oderwać. Styl jakim posługuje się pisarka jest niezwykle wciągający, lekki i przyjemny. Sprawia, że wszystko, co jest wokół nas znika i pojawia się tylko to, co ważne jest dla bohaterów.
Jestem bardzo zadowolona z kolejnego spotkania z autorką i wiem, że jeszcze nie raz sięgnę po jej lektury. :)Gabriel to postać z mroczną przeszłością, jak wyczytaliście z opisu. Na samą myśl, co chłopak przeszedł, mam ciarki. Nie wyobrażam sobie, gdyby coś takiego miało spotkać mnie czy bliską mi osobę. Po prostu to... zbyt wiele. Okropieństwo jakich mało, ale trzeba przyznać, że takie rzeczy się zdarzają, w XXI wieku... Polubiłam tego bohatera, mimo porysowanej przeszłości, to lubiłam go. Może czasami wydawał mi się wycofany, jakiś zbyt cichy, ale to wiadome w jego sytuacji i nie miałam o to żalu.
Z kolei Crystal też nie miała świetlanej przeszłości i też ją w pewien sposób usprawiedliwiam. Wiem, że różnie bywa, ale podziwiam ją za wolę walki, za odwagę, jaką nie miałby każdy z nas. Może ktoś tak, ale nie wszyscy. Część z pewnością nie wytrzymałaby tego psychicznie.
Czy ją polubiłam, obdarzyłam sympatią? Myślę, że tak. W tej powieści ta dwójka głównych bohaterów wydała mi się nader ciekawie wykreowana, rzeczywista, sympatyczna mimo tego, co im się przytrafiło. Myślę, że i wy zapałacie do nich sympatią, jeśli tylko zaczniecie czytać Bez złudzeń.

Emocje, o których wspomniałam... Aż we mnie buzowały. Trudno mi było spokojnie czytać, gdy serce szalało, myśli były na tyle rozbiegane, że ledwo ogarniałam to, co się dzieje poza uczuciami. Sięgając po Bez złudzeń możecie oczekiwać wielu różnych emocji, które odczuwane sa przez postacie.
Akcja ma swoje tempo, nie jest powolna więc na pewno nie uśniecie czytając kolejne strony lektury. Niestety, powieść znika w oczach, że aż to boli, bo czytać by się mogło tą lekką pozycję przez bardzo długi czas.
Natomiast jest coś, co mnie gryzło. Trochę wiało schematami - przez które byłam w stanie przewidzieć ciąg dalszy. Może nie za każdym razem jesteśmy w stanie przewidzieć dalsze losy bohaterów, ale jednak... To jest taki istotny minus,na który przymknęłam oko tym razem. Starałam się chłonąc jak gąbka wszystko, co do przekazania mieli postacie, a tego trochę było...

Cała recenzja na blogu ;)

pokaż więcej

 
2018-11-02 16:03:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Kuba Sobański (tom 4)

Przechodząc do samego autora... Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens znów pisać to samo. :D Bo tak naprawdę książki z tej serii czyta się naprawdę przyjemnie, mimo niezbyt sympatycznych scen. Ja przepadłam zaraz po kilku pierwszych stronach i doprawdy trudno byłoby mi zrobić sobie przerwę. Posługuje się stylem tak dopracowanym pod każdym szczegółem, wie dobrze jak porwać czytelnika w wir... Przechodząc do samego autora... Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens znów pisać to samo. :D Bo tak naprawdę książki z tej serii czyta się naprawdę przyjemnie, mimo niezbyt sympatycznych scen. Ja przepadłam zaraz po kilku pierwszych stronach i doprawdy trudno byłoby mi zrobić sobie przerwę. Posługuje się stylem tak dopracowanym pod każdym szczegółem, wie dobrze jak porwać czytelnika w wir wydarzeń, plastycznymi opisami oczaruje nas i w sumie gotowe. Śledzimy z ogromnym zainteresowanie strona za stronę, aż tu nagle - koniec.
Adrianie, ja chcę więcej. Bo to tak skończyć się przecież nie może.
Zaczynając od pierwszego tomu, będzie się wam wydawać, że długa droga przed wami. Niestety czas zleci tak, jak z bicza strzelił.
Niestety muszę się przyznać, że zostałam omotana. Teraz z pewnością na ślepo będę wyciągać ręce po książki tego autora. Swoją serią dowiódł, że warto mu zaufać. Jego pióro jest lekkie, przyjemnie i czyta się szybko, bez jakichkolwiek blokad. Mimo, iż nie ma tutaj zbyt pięknych obrazów. Mimo to mnie ciągnie do prozy autora niczym magnes. A ciebie? Mieliście okazje już przeczytać coś z dorobku pisarza? Podzielcie się w komentarzach swoim zdaniem! A ja przechodzę dalej.

Nie chcę za wiele zdradzić, żeby nie zdradzić wam najciekawszego. Chociaż przyznam szczerze, że kończąc trzeci tom byłam w totalnym szoku. Może i byłam też nieco zła na autora za to, jak poprowadził los Kuby, ale to, co działo się tutaj... Serce mi się łamało niemal ze strony na stronę. A przecież... nie powinno. Nadal mamy z nim kontakt, ale Kuba nie jest sobą. I to chyba boli najbardziej. Widzimy go w innej sytuacji, inaczej się zachowuje, inaczej myśli i to może nas zmylić. Musimy bacznie przyglądać się każdemu z osobna...
Pojawiły się nowe postacie, mocno kontrowersyjne, ale w zrozumieniu sytuacji i miejsca opisanym w książce, wcale nie powinny budzić w nas obrzydzenia i szoku. Bo przecież to prawdziwe realia.
Nie chce się powtarzać, jeżeli więc nie czytaliście poprzednich recenzji zapraszam do nadrobienia zaległości. Zobaczycie, jak wielką miłością darzę Kubę Sobańskiego, a jeśli czytaliście chociażby jedną część, pewnie pukacie się w czoło, że ze mnie wariatka. Niestety nie ma na to rady. :P
Reasumując Bednarek jak zwykle nie zaniżył poprzeczki i poprowadził wyśmienicie wykreowane postacie i... kreatury - że nawet się one filozofom nie śniły. Oryginalni bohaterowie na pewno zostaną w waszych głowach na dłużej niż kilka krótkich chwil.

Ponownie OSTRZEGAM osoby o słabych nerwach. Jeśli trupy, widok krwi jest dla Was nie do zniesienia, to lepiej nie zaczynajcie tej serii, bo nie wydolicie nerwowo, po prostu. Nie ma sensu się męczyć z czymś, czego nie możecie czytać. A nie jest to do ominięcia, bo tak naprawdę w każdej chwili może pojawić się trup, krew i niezbyt przyjemne sceny. Za to cenię również pióro autora - że nie bawi się w upiększanie rzeczywistości i poniekąd ukazuje ją taką, jaką jest. Nie powiem Wam niestety o jaką dokładnie sytuację mi chodzi, bo nie będę spoilerować, jednak szykując się na tą serię, uzbrójcie się w nerwy, odwagę i wodę, by wam w buzi nie zaschło.

Cała recenzja na blogu. ;)

pokaż więcej

 
2018-10-31 11:58:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Kuba Sobański (tom 3)

Przechodząc do samego pisarza, muszę przyznać, że mam ochotę go zamordować. Za to, że pozostawił mnie w TAKIEJ niepewności po ostatnich stronach, że nie wiem, jak to zrobię, ale szybko muszę się zabrać za ostatni tom. Chociaż nie chcę tej przygody z Kubą skończyć tak szybko.
Jak zwykle, Adrian Bednarek czaruje słowem i wciąga czytelnika do swojego świata. Oczywiście wszystko niemal byłam w...
Przechodząc do samego pisarza, muszę przyznać, że mam ochotę go zamordować. Za to, że pozostawił mnie w TAKIEJ niepewności po ostatnich stronach, że nie wiem, jak to zrobię, ale szybko muszę się zabrać za ostatni tom. Chociaż nie chcę tej przygody z Kubą skończyć tak szybko.
Jak zwykle, Adrian Bednarek czaruje słowem i wciąga czytelnika do swojego świata. Oczywiście wszystko niemal byłam w stanie sobie aż za dobrze z wizualizować z racji tego, że akcja głównie dzieje się w Krakowie lub okolicach, a są te miejsca mi znane. Co gorsza, gdy rano chodzę do pracy, obłażą mnie ciarki, bo jest ciemno i... trochę się boję. Dlatego nie wiem, jak to zrobię, ale chyba przerzucę się na komunikację miejską. :D
W sposób niezwykle ciekawy, lekki i nie do końca przyjemny autor po raz trzeci pozwolił mi zapomnieć o wszystkim, co mnie trapiło, pozwolił odpłynąć myślom daleko i zająć się tylko tym, o czym aktualnie czytałam. Chyba nie muszę pisać, że przepadłam jak kamień w wodę? Dowodem jest nawet to, że chłopak kilka razy coś do mnie mówił, a dopiero gdy podniósł głos, coś tam usłyszałam i oderwałam wzrok od tekstu na niego. No cóż. Musicie liczyć się z tym, że jak zaczniecie czytać, wtopicie się w tłum z książki to będzie wam ciężko się oderwać.
Dlatego już teraz polecam Wam trzeci tom, jak i dwa poprzednie tej serii. Jak najbardziej jest warta uwagi.

No chyba, że widoki krwi są dla Was nie do zniesienia.
Zmasakrowane ciała również.
To wtedy nie sięgajcie po cztery powieści o Kubie Sobańskim. Bo wtedy ich nie przeczytacie. To nie jest lekki thriller, czy beznadziejny, nudny czy pozbawiony sensu niczym... no nie wiem, chociażby Dziewczyna z pociągu? Nic innego na myśl mi nie przychodzi. To jest powieść z krwi i kości i uważam, że można mieć po niej koszmary więc przestroga dla tych, którzy nie wiedzą, czy zniosą te emocje, które tutaj się pojawią. Emocje i obrazy, które plastycznym piórem Bednarek nam przekazał. Więc uważajcie Moi Drodzy.

Kubuś Sobański. Dawkowałam sobie jego historię tak długo, jak tylko potrafiłam. (czyt.od poniedziałku do piątku) jednak gdy nastało sobotnie popołudnie... Tak wieczorem doczytałam do ostatniej strony. No nie moja wina, że czasu w tygodniu nie ma za wiele, a jak zabrałam się w sobotę za nią, to ciężko było się oderwać. Nasz główny bohater to niezwykły człowiek. Z krwi i kości to raz. Z psychiką, jaką mało kto ma stąpający po tym naszym ziemskim padole. A trzy to unikat. Drugiego takiego nigdzie nie spotkacie - gwarantuje Wam to.
Jak to ja, oczywiście lubię go i pałam do niego sympatią, chociaż powinnam krzyczeć, piszczeć i uciekać gdzie pieprz rośnie. Lubiłam za nim chodzić i obserwować jego poczynania. Czytać jego myśli, to było niczym... uzależnienie. Ale nie na nim świat się kończy.
Pojawiła się Sonia, która okazała się być równie ciekawą osobowością. Może nie aż tak idealną jak Sobański, ale jednak była świetnie stworzona. Wzbudziła we mnie wiele różnych uczuć - od dobrych po złe, mimo to uważam, że dobre z niej ziółko. Jestem ciekawa, czy pojawi się w kolejnym tomie - chyba nawet musi. Polubiłam i ją. :D (tak, jestem nienormalna, że lubię psychopatów)
Pojawia się również Wam znana Julia Merk, Sandra - wspólniczka Kuby.
Jak dla mnie, autor podtrzymuje poziom, a nawet podnosi go o kilka szczebelków wyżej. Myślałam, że nic mnie już nie zdziwi - a jednak... Reasumując, postacie są na tyle dopracowane i unikatowe, że nawet choćby przez wzgląd tylko na nich - warto zapoznać się z tą serią.
Kolejnym dość ważnym punktem są emocje, których tutaj nie brakuje. Bednarek raz po raz zaskakuje czytelnika, a co gorsza nie byłam w stanie przewidzieć pewnych sytuacji. Pisarz potrafi nieźle namącić w głowie czytelnika, potrafi zapędzić nas w kozi róg, a na sam koniec zostajemy zdezorientowani i nie wiemy, na czym stoimy.
Nie raz na mojej skórze pojawiały się dreszcze, a w głowie huczał strach. A co jeśli to... albo tamto... O nie! Chwilami cięzko było znieść napięcie, które nie malało, a wprost przeciwnie rosło i rosło. I wtedy nie było przebacz, musiałam zrobić sobie przerwę, bo w mojej głowie nie mieściło się to, co w Sobańskiej głowie było niczym szczególnym. Intryga i ciekawość często zwyciężała, więc szybciutko wracałam do lektury i na nowo czułam nawet gulę w gardle, ale ze strachu. Byłam na tyle ciekawa co wydarzy się na następnej stronie, ale z drugiej strony okropnie się bałam...
Myślę, że jeśli lubicie przepełnione emocjami powieści, to ta jest idealna. Oczywiście nie ma tu zbyt wielu pozytywnych odczuć, bo przecież to krwisty thriller, mimo to... Naprawdę warto. Zatyka z wrażenia.

... Do tego stopnia, że dzień po skończonej lekturze nadal nie potrafię wyjść z podziwu, jak autor z tak niebywałą wręcz lekkością napisał zakończenie. W pierwszej chwili pomyślałam, że... może mi się przysnęło i mi się zdaje? Ale nie. Musiałam szukać po podłodze szczęki, bo mi tak opadła. Nie spodziewałam się TAKIEJ końcówki tej historii. I właśnie dlatego muszę jakoś teraz znaleźć czas na Wyrok diabła, bo chyba spokojnie nie wytrzymam bez zaglądnięcia chociażby na pierwszy rozdział. Sami wiecie jak to jest. Jeden rozdział, tylko jeden, a następnie kolejny i jeszcze jeden... Mimo, że to ten już jest naprawdę ostatni, to odkładamy książkę dopiero po doczytaniu do ostatniej kropki.
Przechodząc już do końca mej recenzji, która wyszła jak zwykle w przypadku tej serii trochę długa, chciałabym Wam polecić tę książkę. SPOWIEDŹ DIABŁA jest jak najbardziej godna Waszej uwagi pod warunkiem, że jesteście gotowi na tak emocjonalny rollercoaster. Oraz na widoki krwi i trupów, których tu nie mało, ponieważ jest kilka wspomnień z przeszłości, ale i jest nowy trup, albo i nawet kolejny nowy, świeży... Można by rzec, że jeszcze ciepły.
Zaczynając tę serię jedno jest pewne - zaczynając Pamiętnik diabła ciekawość będzie popychać Was, by sięgnąć po następny i kolejny tom, i tak aż do końca.
A więc jeśli trupy, krew i psychika Sobańskiego Wam nie straszna, to zachęcam z całych sił!
Pióro Bednarka jest lekkie, bez blokad, tylko podczas czytania pierwszego tomu trzeba się z nim zaprzyjaźnić. Bohaterowie są unikatowi i dopracowani pod każdym kątem. Fabuła oryginalna, z drugą taką się nie spotkacie. Akcja pędzi do przodu, a nowe wydarzenia, całkiem niespodziewane spadają na ziemię robiąc niezły huk. Sięgając po Spowiedź diabła, bądźcie gotowi na wszystko. POLECAM.

pokaż więcej

 
2018-10-28 20:47:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Cela 7 (tom 3)

Okładka książki jak najbardziej wpasowuje się do pozostałych dwóch i tym razem przeważa nam czerń połączona z czerwienią. Grzbiet równie utrzymany jak poprzednie części - czarne tło, tytuł i nazwisko autora czerwono białe. Jak dla mnie rewelacja pod względem graficznym.
Ubolewam nieco, że nie posiada skrzydełek, a co za tym idzie okładka jest cieńsza i bardziej podatna na niszczenie,...
Okładka książki jak najbardziej wpasowuje się do pozostałych dwóch i tym razem przeważa nam czerń połączona z czerwienią. Grzbiet równie utrzymany jak poprzednie części - czarne tło, tytuł i nazwisko autora czerwono białe. Jak dla mnie rewelacja pod względem graficznym.
Ubolewam nieco, że nie posiada skrzydełek, a co za tym idzie okładka jest cieńsza i bardziej podatna na niszczenie, zagięcia etc.
Jednak na wydanie nie mam co narzekać ponieważ nie napotkałam literówek ani innego rodzaju błędów. Czcionka jest duża, czyta się dzięki temu bardzo szybko, można rzec, że zbyt szybko... Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane.

Jest to moje trzecie spotkanie z autorką i jestem autentycznie zachwycona! Byłam niezwykle stęskniona za piórem, jakim posługuje się pisarka. Naprawdę! Nikt nie potrafi tak, jak Drewery w mig porwać mnie do przedstawionej historii i sprawić, by czas wraz z książką przemknął mi niczym cień przed oczami. Autorka jest niczym ośmiornica - swoimi mackami obejmuje nas, czytelników i nie wypuszcza z objęć, dopóki nie skończymy czytać danego tomu. Nic się nie zmieniło, jest świetnie, a może i jeszcze lepiej? Czyta się ten ostatni tom niezwykle szybko, przyjemnie i bez jakichkolwiek blokad. Płynie się przez kolejne strony, że z żalem zauważamy, jak nam jej ubywa i ubywa...
Uwierzcie mi, że jest to jedna z niewielu tak mocno wciągających trylogii. Rzadko kiedy spotkamy takie, które nas zaciekawią, wciągną i będą miały niebywale szybką akcję. I każda z nich będzie ciut lepsza od poprzedniej...
W tym przypadku tak jest. Dlatego już teraz polecam Wam tę serię. Musicie się skusić, choćby ze względu na niesamowicie plastycznie pióro pisarki, które się pożera. :)
Mamy tutaj kilku głównych bohaterów, chociaż wszystko tak naprawdę kręci się wokół Marthy, przez nią i do niej. Niemniej jednak jestem przekonana, że nie tylko ona zawróci Wam w głowie w tej lekturze. Jako, że spodziewałam się jej reakcji, w pewnych chwilach mogłam przewidzieć, że postąpi tak czy inaczej - jednak i tak niejednokrotnie autorka potrafiła nas zaskoczyć, co oczywiście wpłynęło na plus.
Bohaterów wykreowała rewelacyjnie, każdy z nich jest inny. Mają uczucia, przekazują je czytelnikom i to również jest ważne! Większość bohaterów chociaż ma swój jeden rozdział, czasem więcej. Zmienia nam się punkt widzenia niejednokrotnie, stąd też ta akcja gna tak przed siebie. Czas akcji nie jest długi, więc wszystko dzieje się szybko.
Bohaterowie wydaja się w większości sympatyczni i śmiało da się ich lubić. Oczywiście są wyjątki, ale nie będę się o tym zbytnio rozwodzić, by nie spoilerować.
Uważam, że postacie wykreowane w całej trylogii zasługują na uznanie i poznanie przez Was - czytelników. Nie są obojętni, neutralni, papierowi - a żywi.

Akcja, akcja i jeszcze raz akcja! Nie uśniecie Moi Kochani podczas tej lektury! Jestem przekonana, że przez większość tego grubaska będziecie śledzić z prędkością światła następne strony, na których spisane są losy bohaterów. Nie nuży i to jest główna zaleta tej serii. Każda z trzech części ma to doskonale szybkie tempo, o które tutaj chodzi. Daje nam do zrozumienia, że w krótkim czasie naprawdę wiele może się wydarzyć. Także dynamiczności nam tutaj nie zabranie.
Tak samo nie braknie nam emocji, które są niemal na każdej stronicy! Czytając np. rozdział egzekucji jakiegoś bohatera, będącej w celi 7, robi się nie tylko gorąco. Serce bije jak oszalałe i z jednej strony chcecie doczytać rozdział do końca. Chcecie dowiedzieć się, czy faktycznie ktoś umrze. A może nie? Z drugiej strony to jest tak ekscytujące, straszne, że nie chce czytać dalej. Po prostu Kerry Drewery targa nami tak, jakby robiła to z kartką papieru. Nie bawi się w kotka i myszkę i przekazuje maksimum emocji czytelnikom. I za to również kocham tę serię.

Reasumując przykro mi z jednej strony, że to już koniec. Z drugiej zaś ciesze się, że mogłam płynąć czytając tę trylogię i że mogłam czerpać z niej niewidzialne siły. ;P
Prawdę mówiąc autorka pokazała się z jak najlepszej strony. Udowodniła nam, że można napisać trzytomową serię na wysokim poziomie, nie potykając się gdzieś w połowie i obniżając tym samym poprzeczkę. Tutaj widać klasę, widać doświadczenie i widać, że książka nie była pisana na odczep się, a z pasji i miłości. Jestem zadowolona z tego co dostałam i chciałabym więcej! Sam pomysł na taką serię jest oryginalny i drugiego takiego ze świecą można szukać. Ja nie widzę w niej wad. Dała mi wszystko, czego książkoholik i recenzent pragnie.
Polecam ją każdemu - bez wyjątków.

pokaż więcej

 
2018-10-26 12:12:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Best Friend (tom 1)

Przechodząc powolutku do samej autorki... Tak bardzo czekałam na kolejną lekturę tej pisarki. Tęskniłam za jej wciągającym, lekkim i przyjemnym piórem, które się wręcz pożera w trybie zbyt szybkim. Czytając recenzowaną pozycję poczułam się tak, jakbym dostała obuchem w głowę. Albo największą, najcięższą książka na świecie. Do tej pory zastanawiam się, czy autorem tej powieści jest faktycznie... Przechodząc powolutku do samej autorki... Tak bardzo czekałam na kolejną lekturę tej pisarki. Tęskniłam za jej wciągającym, lekkim i przyjemnym piórem, które się wręcz pożera w trybie zbyt szybkim. Czytając recenzowaną pozycję poczułam się tak, jakbym dostała obuchem w głowę. Albo największą, najcięższą książka na świecie. Do tej pory zastanawiam się, czy autorem tej powieści jest faktycznie Kirsty.

Oczywiście do pióra przyczepić się nie mogę, ale i tak czuję głębokie rozczarowanie. Czym? O tym już za moment.

Styl się nie zmienił, nadal szybko się czyta, lekko, przyjemnie, bez blokad. Przeszkodą tutaj jest inny wątek o którym zaraz napomknę słów kilka.

Jednak nie tego się spodziewałam. Oczekiwałam lektury, która zbije mnie z nóg. Która wywoła we mnie tryliard emocji, sprawi, że wszystko będę przezywać wraz z bohaterami. W tym przypadku nie mogę tego powiedzieć, niestety...

Niemniej pióro jest przystępne, więc jeśli nie zrazicie się tym, co mi nie pasowało, to jak najbardziej zachęcam po sięgnięcie tej lektury. Uwielbiam pióro jakim pisze Kirsty, ale uważam tę lekturę za... naprawdę kiepską. Ale i tak nadal kocham autorkę za jej powieści i mam nadzieję, że przy następnej zrewanżuje się tym... potknięciem.


Po pierwsze to główna bohaterka. Riley, to na swój sposób naprawdę inteligentna dziewczyna, ale niezmiernie... IRYTUJĄCA! NIEZDECYDOWANA!

Wybaczcie, ale wielokrotnie miałam ochotę ją zamordować. Ona była zwyczajnie głupia i nie wiedziała, czego chce. Skakała z kwiatka na kwiatek, mimo iż targały nią sprzeczne uczucia. Myślała jedno, drugie robiła, by za chwile ubolewać nad swoimi myślami i głupotą. LITOŚCI! Takiej bohaterki dawno nie spotkałam. Owszem, w ostatnim czasie było kilka takich, które miałam ochotę zamordować, ale Riley przebiła je wszystkie. Na samą myśl moje dłonie zaciskają się w pięści.

Z kolei Clay to chłopak, jakich mało w naszym codziennym życiu. W sumie gdyby było takowych zbyt dużo, świat byłby zbyt nudny, a związki wyglądałyby dziwnie mając u boku, takiego mega troskliwego faceta, przy którym idzie się... Po***gać tęczą. Zbyt słodko. Nie napiszę zbyt nieprawdziwie, bo być może są tacy faceci, ale nie jest ich dużo.

Pojawiają się również rodzice obojga, znajomi oraz pewien chłopak, który nieco namiesza swoim charakterem.

Reasumując przez bohaterów nie jest nudno, mamy niezłe urozmaicenie, ale przez większość czasu odczuwałam zbyt dużo lukru. Przeszkadzało mi to jak cholera. I w dodatku zachowanie naszych bohaterów... To było jeszcze gorsze. Bardziej opisałabym tę książkę, lub nadała jej tytuł friendzone? Może to byłoby właściwsze... Mimo ich różnorodnej charakterystyki, żadne z nich nie zyskało mojej sympatii, niestety. Chwilami zastanawiałam się, czy ci bohaterowie mają faktycznie siedemnaście, osiemnaście lat czy... dziesięć.


Emocje - jak widzicie irytacji, złości, agresji skierowanej przeważnie do głównej bohaterki mi nie brakowało. Ale to, co mogło zostać uchwycone, poszło na marne. Działo się w niej wiele i gdyby nie ten lukier, zbyt duża jego ilość, książka nabrałaby innego wyrazu i jestem pewna, że poczułabym znaczną większość emocji, jakie odczuwali bohaterowie. A tak... niestety i pod tym kątem jestem rozczarowana. Spodziewałam się, że będzie tutaj coś, co odwróci akcję do góry nogami. Dobra, było. Ale to i tak nie zmieniło nic. Nie poczułam dreszczy na skórze, nie poczułam szybszej akcji serca. Chce mi się płakać, że jestem tak zawiedziona i dlatego, że nie dostałam porządnie napisanej lektury, z dreszczykiem grozy, z przenikliwymi na wskroś emocjami... :(

Ale nie skreślam Kirsty, ABSOLUTNIE! Czekam na kolejne powieści i mam nadzieję, że będą o wiele lepsze niż ten egzemplarz, a szykuje się drugi tom, z tego, co widziałam na LubimyCzytać, więc zostaje mi się modlić lub prosić o coś znacznie pozbawionego lukru.

pokaż więcej

 
2018-10-24 11:00:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zaczynając od okładki - przeważa tutaj czerń, szarość, pojawia się również błękit i biel. Ładnie się to ze sobą komponuje. Grzbiet również jest w takiej samej kolorystyce, więc wygląda nieźle.

Spogląda na nas dziewczyna - być może jest to Lisanne, która przytula się do wytatuowanego chłopaka, może to Daniel? Może nie? W każdym bądź razie wcale nie tak krytycznie się przedstawia szata...
Zaczynając od okładki - przeważa tutaj czerń, szarość, pojawia się również błękit i biel. Ładnie się to ze sobą komponuje. Grzbiet również jest w takiej samej kolorystyce, więc wygląda nieźle.

Spogląda na nas dziewczyna - być może jest to Lisanne, która przytula się do wytatuowanego chłopaka, może to Daniel? Może nie? W każdym bądź razie wcale nie tak krytycznie się przedstawia szata graficzna. Te oczy bohaterki skusiły mnie między innymi do sięgnięcia po książkę.

Lektura posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich poznacie kilka faktów i ciekawostek o autorce, a na drugim poznacie patronów medialnych.

Co do wydanie - nie mam zastrzeżeń. Duża czcionka ułatwiająca szybkie czytanie, brak literówek i innych błędów, zachowane odstępy między wersami i marginesy. Jak dla mnie jest to dobrze wydana powieść.


Przechodząc do autorki... Czyta się niebywale lekko i szybko, ale niestety trzeba mieć spore nakłady czasu, jeśli zaczyna się recenzowaną dziś pozycję. Ma prawie sześćset stron, więc kompletnie nie wchodziła w moim przypadku w rachubę czytania rano przed pracą i po pracy - ponieważ zajmuje zbyt wiele miejsca, swoje waży, a też okres na jaki przypadła mi ta lektura nie był dla mnie najlepszy... Mimo całkiem przyjemnego, plastycznego pióra - miałam jakieś problemy. Nie mogłam czytać tego ciągle, musiałam robić przerwy. Sądzę, że to przez zachowanie bohaterów, które chwilami przyprawiało mnie o siarczyste przekleństwa w duszy. Niemniej jednak uważam, że jest to idealna lektura na długie wieczory, najlepiej te weekendowe, gdzie mamy więcej wolnego czasu i w spokoju możemy zaczytać się w historii Daniela i Lis.

Swoje spotkanie z pisarką określam jako dobre. Czytało się szybko, przyjemnie, ale niestety było to coś, co nie pozwalało mi cieszyć się w pełni wszystkim, co zaoferowała nam Jane Harvey Berrick.


Daniel to postać, która powinna mnie mocno zszokować. Niestety, styl jego bycia, liczne tatuaże czy też kolczyki nie zrobiły na mnie efektu wow i za przeproszeniem "jaranie" się innych bohaterek tym, w jakich miejscach ma on owe kolczyki... Ręce mi opadały dosłownie i plułam sobie w brodę, jak mogłam wziąć taką ksiązkę i w ogóle ją czytać. Ale dobra, przetrwałam te zachwyty i co by to jeszcze nie było, chcąc skupić się na psychice bohatera. Niestety nie było to proste. Daniel jest mocno skrytą postacią, jednak po pewnym czasie kawałek po kawałku odsłania nam samego siebie. I pod tym względem, jego charakteru, przeszłości i walki każdego dnia - mi się podobał. Nie zawsze rozumiałam jego zachowanie i akceptowałam je, ale łudziłam się, że sam ich po pewnym czasie pożałuje.

Z kolei Lisanne to taka zwykła dziewczyna, na którą nikt przecież nie zwróciłby uwagi! Jednak przypadek na zajęciach łączy ją z Danielem w parę na projekt i wtedy, przez owe spotkanie coś powoduje, że zwraca na chłopaka dużą uwagę. Jak dla mnie jest bardzo dla siebie krytyczna i oczywiście wydaje się być cichą, szarą myszką, kujonką, której nikt nie lubi. A okazuje się, że ma talent i pasje, które rozwija i to mi się podoba. W kontaktach z chłopakami potrafi zadziałać na nerwy - ale cóż zrobisz. tak miało być.

Czy ich polubiłam? Myślę, że tak, ale nie pokochałam i... Raczej za nimi tęsknić nie będę. Przez niektóre sceny, tak jak np. chwila zachwytu dziewczyn, że Daniel ma kolczyk tam czy tam, wprawiał mnie w irytacje, złość i prawdę mówiąc odechciewało mi się czytać NZNM.

Są również inni bohaterowie, którzy różnią się od siebie charakterem, etc., i to jest dobre. Ciesze się, że autorka postanowiła dokonać różnorodności między nimi by nie byli płascy, papierowi, obojętni. A tak, to wzbudzają jakieś tam emocje...

Cała recenzja na blogu. ;)

pokaż więcej

 
2018-10-19 10:29:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Przyznam, że wydanie tej książki jest naprawdę doskonałe. Twarda oprawa, której chyba nie jest w stanie złamać nic - wychodzi na dobre, ponieważ nie będzie podatna na urazy mechaniczne. Znajdujące się w środku zdjęcia nie tylko koktajli również mają dobrą jakoś - co cieszy oko i nie da się tego nie zauważyć. W sumie, to gdy patrzyłam na soki i koktajle, niemal non stop ciekła mi ślinka. To... Przyznam, że wydanie tej książki jest naprawdę doskonałe. Twarda oprawa, której chyba nie jest w stanie złamać nic - wychodzi na dobre, ponieważ nie będzie podatna na urazy mechaniczne. Znajdujące się w środku zdjęcia nie tylko koktajli również mają dobrą jakoś - co cieszy oko i nie da się tego nie zauważyć. W sumie, to gdy patrzyłam na soki i koktajle, niemal non stop ciekła mi ślinka. To wszystko wygląda tak smacznie, że... chyba żołądek nie wytrzymałby próby mieszania tych, które bym wypiła samym wzrokiem. :P

Odnośnie czcionki - jest duża, dzięki czemu nie mamy problemu z czytanie, w sumie tekstu nie ma tu zbyt wiele, bo mamy składniki, sposób przygotowania, czasami ciut o tym, co jakie warzywo bądź owoc w sobie ma, że działa na nas pozytywnie.

Muszę się przyznać - ale ja i kuchnia to dwie odległe planety. Mój ostatni koktajl skończył się kwaśną klęską, mimo iż lubię kwaśne... kiwi. Z jogurtem naturalnym wyszedł niezły kwas, żałuję, że nie dosypałam wtedy cukru... Grunt, że wypiłam to, co zrobiłam i się nie ubrudziłam. Jednak mam w planie kupić blender kielichowy, większy i porządniejszy niż zwykły blender, malutki, którego się zawsze obawiam, że nie wytrzyma tego, co chcę mu wrzucić do rozdrobnienia.

ALE. Przez te książkę jestem pewna, że jak będę mieć już ten kielichowy blender, wyciskarkę może też, to z pewnością zacznę robić takie oto koktajle i soki. Bo jest to smaczne i zdrowe. A Wy lubicie takie rzeczy? Jeśli tak, koniecznie musicie się zaopatrzyć w ten egzemplarz! Dodatkowo jest podział na pory roku, dzięki czemu wiemy, do jakich warzyw i owoców mamy dostęp. :)

pokaż więcej

 
2018-10-16 12:02:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jak dla mnie jest naprawdę przemyślana. Widzimy w oddali budynek, który śmiało możemy nazwać naszym tytułowym Teatrem. Widzimy również troje dzieci, którzy biegną przed siebie trzymając w dłoni biały latawiec. Bardzo mi się ta szata graficzna podobna, kolory są delikatne, nie jaskrawe, przyjemnie się na nią patrzy. Grzbiet prawie w całości jest... Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jak dla mnie jest naprawdę przemyślana. Widzimy w oddali budynek, który śmiało możemy nazwać naszym tytułowym Teatrem. Widzimy również troje dzieci, którzy biegną przed siebie trzymając w dłoni biały latawiec. Bardzo mi się ta szata graficzna podobna, kolory są delikatne, nie jaskrawe, przyjemnie się na nią patrzy. Grzbiet prawie w całości jest czerwony, z miniaturką okładki u góry. Egzemplarz posiada skrzydełka, na którym przeczytacie słów kilka o autorce czy też poznacie jej inne powieści. Co do samego wydania - jestem zadowolona. Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się niebywale szybko. Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Literówek nie znalazłam.

Nie wiedziałam, co przyniesie mi spotkanie z Iloną Gołębiewską. Kojarzę jej powieści, ba, nawet jedna leży na półce, którą dostałam w prezencie urodzinowym, ale jakoś nie miałam przekonania, żeby po nią sięgnąć. Aż w końcu nadarzyła się okazja, by przeczytać coś nowego, świeżego i co więcej - bardzo interesującego. Mimo iż obiecałam sobie nie brać więcej lektur do recenzji, nie mogłam odmówić. I nie żałuję.
Zaczynając czytać tę lekturę, nie sądziłam, że pióro jakim posługuje się autorka, tak bardzo mnie wciągnie. Owszem, robiłam sobie przerwy w lekturze, ale tylko dlatego, żeby pobyć z tą historią dłużej niż kilka godzin.
Można się zaczytać i przepaść - nie wiedząc kiedy. Pani Ilona ma w swoim piórze coś, co pozwala czytelnikowi utonąć w tym, co wymyśliła. Pozwala na spokojną wędrówkę u boku książkowych bohaterów. Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na tę książkę, dzięki czemu przeżyłam kilka przyjemnych chwil, z nową jak dla mnie pisarką, do której z pewnością wrócę.
Reasumując moja pierwsza przygoda z Gołębiewską wypadła bardzo dobrze i jestem skłonna dać jej szansę nie raz. :)

Co chciałam pierw napisać, by później nie zapomnieć, to sposób podziału tej książki. Owszem, są rozdziały i podrozdziały, ale nie takie zwyczajne. Każdy zaczyna się tytułem, który na osobnej stronie jest wypisany, np. Rozdział I - i kilka tytułów podrozdziałów. Dla mnie to było coś nowego, coś zaskakującego i przyjemnego. Miła odmiana od sztandarowych rozdziałów zawsze wyjdzie na plus. :) Mogliśmy się również dzięki temu spodziewać co wydarzy się w tym rozdziale. ;)
Z kolei przechodząc już do bohaterów, których mamy tu sporo, na początek chciałabym wyznać Wam, że bardzo ich polubiłam. Nie spodziewałam się, że obdarzę ich sympatią i to praktycznie wszystkich. Ostatnio zrobiłam się dosyć wybredna, jednak Pani Gołębiewska skradła moje serce i powoli rozkrajała je oddając bohaterom.
Zuza, główna bohaterka - z początku wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Gdy ją poznawałam - irytowała mnie. Jej zachowanie było jakby nieco nieodpowiedzialne i pomyślałam sobie, że jak ma być tak do końca to ja dziękuję... Całe szczęście zaczęła się zmieniać na lepsze i tym samym zaczęła zdobywać moją sympatię. Dziewczyna lekko nie miała, ale częściowo z własnej winy. Jak sobie pościeliła, tak się wyspała - jak to mówią.
Nie chcę Wam za dużo zdradzać, bo same postacie są same w sobie interesujące, różnią się od siebie i dają nam wiele do myślenia. Tak samo przykład jednej z ważnych bohaterek - Eleny Nilsen czy samego Jakuba Bilewicza. To postacie, przez które autorka chciała nam dać do myślenia. Za tą taką przenośną metaforę - jak dla mnie pisarka zyskała naprawdę dużo. Dlatego jestem w stanie jej zaufać i sięgnąć po kolejne pozycje z jej dorobku.
Myślę, że i Wam kreacje postaci przypadną do gustu. Są żywi, można by rzec, że wycięci z prawdziwego życia. Może każdego dnia mijamy takich ludzi i nawet o tym nie wiemy? Całkiem możliwe. Każdego może spotkać tragedia taka czy inna. Uważam, że bohaterowie są dużym plusem dla całości.

Cała recenzja na blogu. ;)

pokaż więcej

 
2018-10-16 10:38:34
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: Współczesne baśnie (tom 2)
 
2018-10-11 15:25:16
Dodał do serwisu książkę: Moje spektakularne soki i koktajle
 
2018-10-10 17:33:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Okładka tej książki jak dla mnie jest świetna. Widzimy odbitą dłoń - ślad krwi, co już może spowodować dreszcze na naszej skórze. Widzimy kobietę spoglądającą zza drzwi. Dlaczego tak się skrada? Zerka? To może być ciekawe.
Posiadam egzemplarz recenzencki i nie mam pewności jak będzie wyglądał finalny, ale ten mój nie posiada skrzydełek. Jeśli w ostatecznej wersji będą oraz to, co się na nich...
Okładka tej książki jak dla mnie jest świetna. Widzimy odbitą dłoń - ślad krwi, co już może spowodować dreszcze na naszej skórze. Widzimy kobietę spoglądającą zza drzwi. Dlaczego tak się skrada? Zerka? To może być ciekawe.
Posiadam egzemplarz recenzencki i nie mam pewności jak będzie wyglądał finalny, ale ten mój nie posiada skrzydełek. Jeśli w ostatecznej wersji będą oraz to, co się na nich znajdzie - nie wiem, bo skąd. :D
Błędów w druku nie znalazłam, czcionka jest duża, odstępy między wersami oraz marginesy zostały zachowane. A! Strony są kremowe, a nie białe. (Wiem, że nielicznym to przeszkadza)
Reasumując jak na egzemplarz recenzencki nie mam co narzekać.

Przechodząc powoli do pióra autorki, którą znam już jakiś czas, muszę przyznać, że to chyba jej najlepsza powieść. Przynajmniej jak dla mnie. Operuje tak dobrze piórem, że idzie się na prawdę zaczytać i ciężko jest się oderwać od lektury. Pióro jest lekkie, przyjemne (pomimo niektórych scen), bez jakichkolwiek blokad, które utrudniały by nam czas spędzony z powieścią.
Myślę, że tak jak ja i Wy wpadniecie w sidła Hiddenstorm i będziecie z pozycji obserwatora spoglądać na naszych bohaterów i próbować rozgryźć nie tylko ich zachowanie, ale i będziecie starać się przewidzieć wydarzenia, które wkrótce nastąpią. Nie jest to łatwe, ja nie chcąc psuć sobie przygody już po raz pierwszy gdy ją czytałam, pozwoliłam manipulować autorce mną i byłam zdana tylko na nią. Wyszło mi to na dobre, więc może i Wy tak postąpicie? :)
Pewne jest to, że sięgając po KK, autorka nie jednym Was zaskoczy. Dlatego już teraz polecam Wam tę lekturę.

Nasza główna bohaterka, Victoria... Mam co do niej mieszane uczucia. Raz wydawała mi się w porządku, raz mnie drażniła... Ale tak samo było z jej mężem, Tomem. Jedynie brat kobiety mnie nie denerwował, ale było go mało. :( Co do Thomasa, to w ogóle brak mi słów. Jestem przekonana, że i Wy go znienawidzicie za jego zachowanie i późniejszy styl bycia. Sama udusiłabym go gołymi rękoma. Jednak taki był zamysł na te postacie i tak je pisarka wykreowała, by wzbudzać w nas mieszane, a nawet negatywne emocje. I był to pomysł dobry, na mnie podziałał. Po raz pierwszy od dawna spotykam się z książką, w której bohaterów bardziej nie cierpię, a mimo to ich akceptuję i twierdze, że to był dobrze wykonany ruch ze strony autorki.
Dlatego nie zdziwcie się, jak nikogo w tej pozycji nie polubicie. Bo tak to miało właśnie być. (Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.)

Pomysł na fabułę nie wiem, skąd się wziął w głowie autorki i chyba nie chcę wiedzieć. :D Ale mimo to był rewelacyjny i okazał się jak dla mnie strzałem w dziesiątkę. Raz po raz Hiddenstorm zaskakiwała mnie czymś, czego w życiu bym nie pomyślałam, że się wydarzy. Przyznam, że dzięki niespodziewanym zwrotom akcji oraz żywym dialogom przez tę książkę się płynęło. Osobiście połknęłam ją w całości na raz i nie czuję niedosytu. Ta historia moim zdaniem zakończyła się tak, jak powinna. Niezmiernie się cieszę, że Krwawy Księżyc ujrzał światło dziennie i mam nadzieję, że zaskoczy nie jednego czytelnika. :)

Emocje były, a w szczególności intryga, ciekawość nie opuszczały mnie przez cały czas. Do tego zbudowane przez autorkę napięcie nie pozwalało choć na chwilę na spokój duszy. W końcu wpadło się w jej sieć i cały czas trzeba było być w strachu, bo nie było innego wyjścia... Niejednokrotnie moje serce stanęło, by za chwilę bić jak oszalałe. Tak, takie odczuwałam emocje przy czytaniu jej drugi raz i dobrze pamiętałam, co się wydarzy. Niemniej jednak dałam się ponownie prowadzić za rękę i dzięki temu poczułam to wszystko raz jeszcze. :) Od razu ostrzegam, że jest to lektura dla odważnych, pojawia się krew, obłęd... Liczę się z tym,że nie każdy ma na takie książki nerwy. Mam nadzieję, że znajdą się fani tego typu literatury i że skończą ją będą zadowolonymi.
Reasumując jestem zadowolona z tego, co dostałam. Jestem przekonana, że jeśli lubicie taki gatunek, do jakiego należy Krwawy Księżyc to i Wy polubicie historię Victorii. Jest niebanalna, z dobrze wykreowanymi bohaterami z krwi i kości, których szczerze nie cierpiałam, ale bez nich, nie było by tak rewelacyjnej powieści. Do tego akcja gnie do przodu, więc nie uśniecie nad lekturą. Nie wiem, czy gdybym na siłę szukała jakichś wad, to czy bym je znalazła. Jak dla mnie jest dopracowana pod każdym szczegółem i ogółem i niczego więcej nie potrzebuje.POLECAM!

pokaż więcej

 
2018-10-08 18:09:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Okładka tej książki jest ciekawa. Granatowe tło, a na nim część twarzy człowieka. Możemy rozpoznać ją po konturze ust, brody, nosa... Co może to oznaczać? Nie mam pojęcia. Ale ciekawie wygląda, więc to jest na plus.
Posiada skrzydełka, dzięki czemu ma dodatkową ochronę przed urazami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorce, a na drugim słowa autorki o książce. Strony...
Okładka tej książki jest ciekawa. Granatowe tło, a na nim część twarzy człowieka. Możemy rozpoznać ją po konturze ust, brody, nosa... Co może to oznaczać? Nie mam pojęcia. Ale ciekawie wygląda, więc to jest na plus.
Posiada skrzydełka, dzięki czemu ma dodatkową ochronę przed urazami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorce, a na drugim słowa autorki o książce. Strony są białe, literówek nie znalazłam, czcionka jest na tyle duża, że czyta się dobrze. Odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane.
Na samym końcu, na drugiej stronie spisu treści przeczytamy kilka krótkich rekomendacji na temat tej książki. Zarówno blogerów, czytelników jak i autorów.

Przechodząc do autorki... Fragment, jaki przeczytałam na Internecie wydawał się niezwykle interesujący. Przeczytałam go z niebywałą lekkością i bardzo szybko. A gdy zaczęłam czytać Drzazgi od początku... Było wprost przeciwnie. Nudziłam się. Nie mogłam doczekać się efektu wow. Mimo, iż autorka nie posługuje się górnolotnym piórem, to mimo wszystko czytało mi się tę lekturę nad wyraz dziwnie. Niby lekko, ale treść nudziła mnie. Czułam, jak wszystko powoli wlecze się do przodu. Ale nie traciłam nadziei. Przecież coś musi zacząć się dziać!
No niestety, rozczarowałam się. Jedynie fragment przeczytany w grupie recenzenckiej, pojawił się daleko od początku i tylko on był dla mnie ciekawy. Cała reszta... Była, bo była.

Spodziewałam się treści, która zmusi mnie do refleksji. Która sprawi, że będę oczarowana i że będę czuć. Że tak jak podany fragment sprawi, że zacznę patrzeć i przyglądać się nazbyt dobrze bohaterce i jej myślom. Ale to mnie potwornie nudziło i nic więcej.
Chciałabym powiedzieć coś o niej pozytywnego, ale za bardzo nie wiem co.

Po prostu ta książka do mnie nie przemówiła. Akcja wlokła się niemiłosiernie. Może plan na fabułę nie był zły, ale brakło mi dialogów, ożywionych dialogów. Czytając odczuwałam ogromne spowolnienie, melancholię i bezsens życia. Nuda. To, co przeżyła nasza bohaterka rozumiem, mogło zostawić traumę. Każdy przeżywa ją w inny sposób. Ale zachowanie tej kobiety po prostu powodowało, że chciałam mocno plasnąć się otwartą dłonią w czoło. Czułam się przez moment jak skazana.

Cała recenzja na blogu

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
735 491 3110
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (21)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd