Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Książkowe powroty 
ksiazkowepowroty.blogspot.de
Studentka filologii słowiańskiej i germanistyki, zakochana w literaturze i językach obcych. :)
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 1 ksiązkę, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Appointment With Death
    Appointment With Death
    Autor:
    Collins brings the Queen of Crime, Agatha Christie, to English language learners. Agatha Christie is the most widely published author of all time and in any language. Now Collins has adapted her...
    czytelników: 1534 | opinie: 23 | ocena: 6,83 (791 głosów)
  • Nieznany
    Nieznany
    Autor:
    Coś nieludzkiego czai się w lasach porastających stan Vermont...Wyczekuje. Obserwuje. Chroniąc i strzegąc je przed intruzami. Ale wkońcu nadchodzi czas działania. To, oczym wspominały wszystk...
    czytelników: 94 | opinie: 5 | ocena: 4,6 (52 głosy)
  • Tagebuch
    Tagebuch
    Autor:
    Diese Taschenbuchausgabe enthält die deutschsprachige Fassung des Tagebuchs von Anne Frank. Von diesem Tagebuch gibt es eine erste und eine zweite, spätere Fassung, die beide von Anne Frank selbst s...
    czytelników: 2 | opinie: 0 | ocena: 10 (1 głos)
  • The Adventures and Memoirs of Sherlock Holmes
    The Adventures and Memoirs of Sherlock Holmes
    Autor:
    With an Introduction by Dr. Julian Wolfreys. ‘My name is Sherlock Holmes. it is my business to know what other people don't know.’ The Adventures of Sherlock Holmes first introduced Arthur Conan Doy...
    czytelników: 5 | opinie: 0 | ocena: 8,5 (2 głosy)
  • Wywiad z wampirem
    Wywiad z wampirem
    Autor:
    Louis de Pointe du Lac, arystokrata z Luizjany, opowiada dziennikarzowi o swojej podróży przez życie i nieśmiertelność. Zmieniony w wampira przez ponurego Lestata, wiedzie egzystencję, której nie rozu...
    czytelników: 17599 | opinie: 555 | ocena: 7,25 (8482 głosy) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-06-23 16:46:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

„Biegnij chłopcze, biegnij” to kolejna książka kupiona przeze mnie przez przypadek podczas polowania na promocje w księgarniach internetowych. Choć nazwisko Uriego Orleva nie było mi obce, nie miałam dotąd możliwości przeczytać żadnej z jego powieści. Nie jest to pisarz szczególnie popularny w Polsce – jeśli się nie mylę, wydano u nas jedynie 3 z ok. 30 napisanych przez niego książek. Ponieważ... „Biegnij chłopcze, biegnij” to kolejna książka kupiona przeze mnie przez przypadek podczas polowania na promocje w księgarniach internetowych. Choć nazwisko Uriego Orleva nie było mi obce, nie miałam dotąd możliwości przeczytać żadnej z jego powieści. Nie jest to pisarz szczególnie popularny w Polsce – jeśli się nie mylę, wydano u nas jedynie 3 z ok. 30 napisanych przez niego książek. Ponieważ interesuję się zarówno II wojną światową jak kulturą żydowską, bez wahania zdecydowałam się na zakup.


Akcja powieści toczy się w czasach drugiej wojny światowej. Mały Żyd, Srulik, wraz z rodziną mieszka w warszawskim getcie. Pewnego dnia matka chłopca niespodziewanie znika, a jemu cudem udaje się wydostać poza mury getta. Od tej pory musi radzić sobie sam. Nie zdając sobie sprawy z tego, co go czeka, chłopiec rusza przed siebie. Wydarzenia, jakich będzie świadkiem, towarzyszący mu oraz spotykani na drodze ludzie, a także codzienna, brutalna walka o przetrwanie za wszelką cenę na zawsze odcisną piętno na życiu Srulika. Bity, poniżany i nienawidzony za swoje pochodzenie, musi stawić czoła okrutnemu światu oraz realiom wojny. Mimo wszystko udaje mu się przetrwać. Cena, jaką płaci za życie w wyzwolonej Polsce jest jednak niewspółmiernie wysoka. Prześladowany nawet po wojnie, decyduje się na wyjazd do nowo powstałego państwa Izrael, gdzie ma nareszcie okazję opowiedzieć swoją przerażającą historię i zostać wysłuchanym - bo „Biegnij chłopcze, biegnij” to nie fikcja literacka, a historia prawdziwa.

Książka napisana jest w narracji 3-osobowej, z perspektywy 8-letniego dziecka. Brak tu wyszukanych form literackich, głębokich metafor i czy przebiegłych zabiegów stylistycznych. Hisotira dosłownie zwala z nóg (wybaczcie określenie) prostotą języka i dosłownością. Nic nie zostaje tu przemilczane, nie ma miejsca na analizę tego, co dzieje się wokół – liczy się tylko tu i teraz. Świat widziany oczami Srulika wydaje się do głębi zły, odpychający; ludzie przebiegli, podstępni i okrutni. Wojenna zawierucha przerzuca chłopca z miejsca na miejsce, przez kolejne gospodarstwa, las czy nawet do bunkra. Prześladujący Srulika antysemityzm sprawia, że w końcu zapomina on swoją rodzinę, życie przed wojną, a nawet własne imię. Nigdy nie zapomina tylko jednego – tego, że jest Żydem.

„Biegnij chłopcze, biegnij” to przerażający obraz wojny, świadectwo ludzkiej głupoty i okrucieństwa; to bezpośrednie przedstawienie problemu antysemityzmu, nie tylko w czasie wojny, ponieważ ówczesne uprzedzenia zachowały się w swoim uniwersalizmie do dziś. Orlev nie oszczędza nikogo – z właściwą sobie prostotą obnaża hipokryzję ziejących nienawiścią do Żydów Polaków, Niemców, a czasem nawet innych Żydów. Dopiero wkroczenie do kraju wojsk Armii Czerwonej pozwala Srulikowi choć na chwilę poczuć się bezpiecznym i mieć nadzieję na rychłe zakończenie wojny.

Przeczytałam tę książkę w nieco ponad dwie godziny. Nie mogłam się oderwać, nie chciałam przerywać ani na chwilę. Towarzyszyłam Srulikowi na gałęziach drzew, na pastwiskach, w kwaterze Gestapo i w żydowskim domu dziecka. W niemym przerażeniu, ale i fascynacji obserwowałam walkę niewinnego dziecka z otaczającą rzeczywistością, wciąż mając nadzieję, że jednak mu się uda. Ostatnie strony czytałam ze łzami w oczach, nie potrafiąc opanować wzruszenia. Nie pamiętam, kiedy jakakolwiek powieść zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie.

Na pewno wrócę kiedyś do tej książki, jednak nieprędko. Zbyt wielkie emocje towarzyszyły lekturze, zbyt szybka gonitwa myśli. Przeczytam ją jeszcze raz, powoli, bardziej uważnie, bo z pewnością jest tego warta. Powieść polecam wszystkim, zainteresowanym tematem czy nie. Tej książki się nie czyta, ją się dosłownie pochłania.

„Biegnij chłopcze, biegnij” oceniam na 5 z 5 gwiazdek.
*****

Recenzja pochodzi z bloga: http://ksiazkowepowroty.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-23 16:46:25
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2017-06-23 16:46:16
Dodała do serwisu książkę: Tagebuch
Autor:
 
2017-06-21 21:58:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2017-06-21 18:01:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Zbrodnia Sylwestra Bonnard”

Z powieścią Anatola France'a wiązałam spore nadzieje. „Zbrodnia” w tytule natychmiast porwała moją wyobraźnię na miejsce przestępstwa w XIX-wiecznej Francji, opis na okładce przeniósł mnie do bibliotek pełnych starodruków i wiekowych rękopisów. Miałam nadzieję na klasykę literatury w pełnym tych słów znaczeniu. Okazało się jednak, że zamiast tego otrzymałam...
„Zbrodnia Sylwestra Bonnard”

Z powieścią Anatola France'a wiązałam spore nadzieje. „Zbrodnia” w tytule natychmiast porwała moją wyobraźnię na miejsce przestępstwa w XIX-wiecznej Francji, opis na okładce przeniósł mnie do bibliotek pełnych starodruków i wiekowych rękopisów. Miałam nadzieję na klasykę literatury w pełnym tych słów znaczeniu. Okazało się jednak, że zamiast tego otrzymałam największe rozczarowanie roku.

Tę książkę trudno nawet streścić. Moje wydanie składało się z dwóch opowiadań – „Polano” i „Joasia Alexandre”. Tego pierwszego, moim zdaniem, równie dobrze mogłoby nie być, nie było w nim nic ciekawego. Przekonana, że w jakiś tajemniczy sposób łączy się ono z kolejnym, postanowiłam wytrwać w czytaniu, choć już po 20 stronach miałam ochotę rzucić książkę z powrotem na półkę. Rzeczywiście, kilka z pozoru nieistotnych faktów przedstawionych w „Polanie” okazało się ważnych dla drugiej części powieści. Nadal nie widzę jednak powodu, dla którego France stworzył z tego oddzielne opowiadanie, zamiast wpleść te wątki w historię Joasi Alexandre. Ale kto wie, może po prostu się nie znam i nie potrafię docenić kunsztu francuskiego pisarza.

„Polano” opowiada o poszukiwaniach pewnego cennego manuskryptu z dawnych czasów. Sylwester Bonnard, filolog, paleograf i humanista, od lat pragnie zdobyć cenny dokument. Poszukiwania prowadzą go aż poza granice Francji. Podczas podróży poznaje tajemniczą parę, która stanowi ważny element opowiadania.
Przy okazji czytelnik dowiaduje się kilku szczegółów z młodości Bonnarda, poznaje m.in. historię jego nieszczęśliwej miłości oraz staje się świadkiem znajomości bohatera z wnuczką jego niedoszłej ukochanej.

Druga część książki skupia się na walce Bonnarda z francuskim systemem o tę właśnie wnuczkę – tytułową Joannę Alexandre. Na czym polega zbrodnia? Nie napiszę Wam. Sama dowiedziałam się o niej dopiero na ok. 120 stronie (ze 150) i szczerze mówiąc rozczarowałam się. Nie przeczę, że spodziewałam się konkretnego, krwistego zabójstwa z mnóstwem latających flaków i odciętych tępym nożem członków, a przestępstwo popełnione przez filologa nie ma z nim nic wspólnego. Jednak nawet nie to jest powodem braku zachwytu z mojej strony.

Historia, pisana w narracji pierwszoosobowej w formie pamiętników, sama w sobie mogłaby być niezła, gdyby nie to, że jest tak straszliwie przegadana. Nie pamiętam, ile razy miałam ochotę odłożyć tę książkę z powrotem na półkę i nigdy do niej nie wracać. Do dobrnięcia do końca zmusiłam się tylko dzięki małej ilości stron. Dawno nie czytałam powieści tak przepełnionej niepotrzebnymi rozdziałami, dywagacjami i dygresjami, nie wnoszącymi do fabuły zupełnie nic! Kilka razy uśmiechnęłam się pod wąsem, bo poczucia humoru France'owi faktycznie nie można odmówić.

„Zbrodnia...” sama w sobie na pewno nie rozczarowałaby mnie tak bardzo, gdyby nie to, że ciągnęła się w nieskończoność. Przypisy, które przeważnie czytam z ogromnym zainteresowaniem, nudziły mnie do tego stopnia, że używałam lektury jako bardzo skutecznego środka nasennego zamiast relanium. Muszę jednak oddać autorowi sprawiedliwość i nadmienić, że komuś zainteresowanemu Francją, jej kulturą, sztuką i historią, mogą one wydać się bardzo ciekawe. Mnie niestety nie porwały. Chyba nigdy nie czytałam 150-stronicowej powieści przez miesiąc, nie mając do roboty właściwie nic innego. Gdyby nie fakt, że miałam już w życiu do czynienia z rewelacyjną francuską prozą, tej jednej książce udałoby się zniechęcić mnie do niej na długie lata.

Nie rozumiem zachwytów nad tą pozycją. Być może niegodnam oceniać francuską klasykę, ale bez wyrzutów sumienia daję „Zbrodni Sylwestra Bonnard” tylko 3 z 5 gwiazdek – jedną za humor, drugą za świetną postać służącej i trzecią za piękne bibliofilskie opisy. Książkę polecam osobom lubiącym filozofowanie, przeciąganie każdego wątku w nieskończoność i amatorom kultury francuskiej. Ja raczej znów po nią nie sięgnę.

***

Recenzja pochodzi z bloga: http://ksiazkowepowroty.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-03 23:19:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Seria z Krokodylem". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
2017-06-03 22:30:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-06-03 22:28:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Być może niektórzy z Was zwrócili uwagę na informacje zawarte w zakładce „O mnie“, a konkretnie na tę, że skończyłam filologię słowiańską. Nic więc dziwnego, że poza starymi książkami interesuję się wszystkim, co związane z kulturą i folklorem Słowian. Znalazłszy w skrzynce pocztowej zapowiedź książki Michała Krupy – „Miłość do trawy“, która zabiera czytelnika w świat spowity legendami,... Być może niektórzy z Was zwrócili uwagę na informacje zawarte w zakładce „O mnie“, a konkretnie na tę, że skończyłam filologię słowiańską. Nic więc dziwnego, że poza starymi książkami interesuję się wszystkim, co związane z kulturą i folklorem Słowian. Znalazłszy w skrzynce pocztowej zapowiedź książki Michała Krupy – „Miłość do trawy“, która zabiera czytelnika w świat spowity legendami, dawnymi wierzeniami oraz pogańskimi zwyczajami, od razu zapragnęłam ją przeczytać.



„Miłość do trawy“ opowiada historię Krzysztofa, który pewnego dnia wyrusza w Polskę w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania. Z początku nie jest jasne, jakiego rodzaju wątpliwości go trapią oraz jaki jest cel wędrówki. Z czasem kolejne wydarzenia odkrywają nowe elementy układanki, która w końcu zawiera się w spójną całość.

Krzysztof oraz jego dziewczyna/żona – Monika - posiadają niesamowity dar magicznego kontaktu z trawą. Obcowanie z przyrodą dostarcza im niezwykłych wrażeń, nieznanych i niemożliwych do zrozumienia dla zwykłego człowieka. Osób takich jak oni jest jednak więcej, lecz tylko niewielu udało się posiąść wiedzę związaną z mechanizmem działania tego zjawiska. Wiedziony ciekawością Krzysztof postanawia zgłębić tajemnicę i za wszelką cenę dowiedzieć się, jaki cel przyświeca niezwykłemu darowi oraz czy Monice i jemu nie grozi z jego strony żadne niebezpieczeństwo.

NARRACJA:
„Miłość do trawy“ napisana jest częściowo w narracji pierwszoosobowej (z perspektywy głównego bohatera) i częściowo w trzecioosobowej. Współczesna akcja jest chronologiczna, pojawia się natomiast mnóstwo retrospekcji, nie zawsze następujących po sobie czasowo. Są to przede wszystkim fragmenty życia Krzysztofa i Moniki sprzed wyjazdu, mające na celu wyjaśnienie okoliczności, które do niego doprowadziły.

POMYSŁ:
Idea umiejscowienia akcji we współczesnej Polsce, z dokładnym podziałem na ponure, szare, brudne miasto z mieszkańcami-zombie, dość neutralną wieś oraz czystą, idealną i nieskalaną przyrodę, przez pewien czas stanowiła dla mnie zagadkę. Dopiero po przeczytaniu kilku rozdziałów w pełni ją zrozumiałam. Biorąc pod uwagę główny zamysł autora, jakim prawdopodobnie było zwrócenie uwagi na otaczający nas świat i przyrodę oraz wzbudzenie ciekawości czytelnika jego miejscem w świecie, uznaję ten zabieg za bardzo udany. Opisane kontrasty, choć ewidentnie przesadzone, dobrze wpasowały się w historię, a nieskomplikowane, choć bardzo plastyczne opisy przyrody sprawiały, że w ułamku sekundy przenosiłam się myślami bądź do tych szarych miast bądź na piękną wieś.

Pomysł stworzenia niezwykłej więzi między człowiekiem a przyrodą uważam za oryginalny i ciekawy. Żałuję jednak, że historia nie została bardziej rozbudowana. Rozmowy Krzysztofa z napotkanymi bohaterami były drewniane i sztuczne, a ich reakcje często niewspółmierne do sytuacji. Dość fantastyczna opowieść Krzysztofa przyjmowana była przez wszystkich bez mrugnięcia okiem, choć wyobrażam sobie, że w prawdziwym życiu prędzej uznano by go za nieszkodliwego wariata. W „Miłości do trawy“ wszyscy natychmiast skorzy są do altruistycznej pomocy, wskazania odpowiedniego kierunku oraz efektownych odpowiedzi na zadane pytania. Moim zdaniem trochę to wszystko naciągane.

Sama „intryga“ chwilami robiła na mnie jednak spore wrażenie. Do końca nie byłam pewna, co właściwie kryje się za tą niesamowitą więzią człowieka z trawą, jaki przyświeca jej cel i dlaczego dotyczy tylko niewielu osób. Czytało mi się świetnie – dosłownie pochłonęłam tę powieść, choć język narracji wydawał mi się chwilami zbyt prosty. Z drugiej strony zakończenie historii trochę mnie rozczarowało, a część wątków była zbyt przewidywalna. Brakowało mi czegoś, od czego aż bym przysiadła, tymczasem po przeczytaniu książki pozostał niedosyt.

Podobne odczucia mam do „kwestii słowiańskiej“ – liczyłam na to, że autor przytoczy jakieś słowiańskie legendy (choćby okrojone) czy podania lub przedstawi zarys pogańskich wierzeń ludzi mieszkających ówcześnie na tych terenach. Niechby nawet sam wymyślił jakąś bajkę. Niestety, opis słowiańskich bóstw ogranicza się do napisania, że Światowid miał cztery twarze. Ponadto czytelnik wraz z Krzysztofem obserwuje krótką retrospekcję wydarzeń sprzed setek lat, które jednak tylko częściowo pomagają w wyjaśnieniu zagadki. Może się czepiam, po opisie spodziewałam się jednak czegoś innego...

Na pełną recenzję zapraszam na blog: http://ksiazkowepowroty.blogspot.de/2017/05/micha-krupa-miosc-do-trawy-recenzja.html

:)

pokaż więcej

 
2017-06-03 22:22:11
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-05-15 13:06:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Skrzypek na dachu“ to jeden z nielicznych filmów, które widziałam kilka razy - zawsze z ogromną przyjemnością. Nieraz wzruszały mnie te same sceny, przepiękna muzyka czy fantastyczna scenografia. Kiedy więc dowiedziałam się o istnieniu książki, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Podczas ostatniego urlopu w domu nareszcie udało mi się spełnić marzenie. Z jakim rezultatem? Zapraszam do... „Skrzypek na dachu“ to jeden z nielicznych filmów, które widziałam kilka razy - zawsze z ogromną przyjemnością. Nieraz wzruszały mnie te same sceny, przepiękna muzyka czy fantastyczna scenografia. Kiedy więc dowiedziałam się o istnieniu książki, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Podczas ostatniego urlopu w domu nareszcie udało mi się spełnić marzenie. Z jakim rezultatem? Zapraszam do lektury.

„Dzieje Tewji Mleczarza“ (wciąż niejasna jest dla mnie odmiana tego imienia w języku polskim) to książka napisana między 1894-1914 r. (według różnych źródeł) przez Szolema Alejchema, pisarza żydowskiego urodzonego na terenach dzisiejszej Ukrainy. Z pewnością nieprzypadkowo akcja powieści dzieje się właśnie na tych ziemiach. Tytułowy Tewje, ubogi mleczarz mieszkający w niewielkiej wsi wraz z żoną i siedmioma córkami, wiedzie dość spokojne, choć niepozbawione trosk życie. Jego losy przestawione są w postaci listów, pisanych przez niego do autora książki. Opisuje on w nich fragmenty swojego życia – chaotycznie, dość rozwlekle, z mnóstwem dygresji i pojawiającymi się co kilka zdań cytatami z Tory – oraz wydarzenia, które zaważyły na jego obecnym położeniu. Tewje, mimo braku wykształcenia, uważa się za człowieka światłego, znającego tajniki religii żydowskiej oraz zasady rządzące światem. Uwielbia marzyć o pieniądzach i bogactwie, jest oddany rodzinie i Bogu oraz wierzy, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

Choć marzy o dostatnim życiu oraz odpowiednich mężach dla swoich siedmiu córek, Mleczarz musi stawić czoła zmieniającym się czasom oraz buntowi dzieci, pragnących samodzielnie decydować o swojej przyszłości. Tewje stopniowo stara się przystosować do otaczającej rzeczywistości oraz wspierać swoje córki. Niestety cena, jaką przychodzi im zapłacić za wolność, jest często bardzo wysoka.

Gdy czytałam „Dzieje...“ wydawało mi się, że siedzę obok Tewjego (Tewji?), który opowiada swoją historię właśnie mnie. Nie przypomina ona typowej powieści epistolarnej – wstawki takie jak „powiadam“, „mówię“ itd. charakterystyczne są raczej dla języka mówionego i zdecydowanie zmieniają sposób narracji:

– Gałązka raz zerwana z drzewa musi – powiadam – uschnąć! Liść – mówię – który spadł z drzewa, musi zbutwieć, i więcej – powiadam – nie mów ze mną o tym, albowiem „aż do tego miejsca mówi się w Wielką Sobotę!“.

Przyznaję, że te przerywniki chwilami dość skutecznie utrudniały mi czytanie i od pewnego momentu automatycznie omijałam je wzrokiem...

Na pełną recenzję zapraszam na blog:
http://ksiazkowepowroty.blogspot.de/2017/05/szolem-alejchem-dzieje-tewji-mleczarza.html

:)

pokaż więcej

 
2017-05-06 12:27:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Lipniacy“ Heleny Bobińskiej to kolejna książka, którą odkryłam, przeszukując domową biblioteczkę. Nigdy wcześniej nie próbowałam jej czytać, być może dlatego, że pozbawiona była okładki. Wiedziona chęcią przeczytania czegoś lekkiego i krótkiego, w końcu jednak zdecydowałam się po nią sięgnąć.


Akcja powieści toczy się w czasach rozbiorów Polski, choć trudno określić, w którym konkretnie...
„Lipniacy“ Heleny Bobińskiej to kolejna książka, którą odkryłam, przeszukując domową biblioteczkę. Nigdy wcześniej nie próbowałam jej czytać, być może dlatego, że pozbawiona była okładki. Wiedziona chęcią przeczytania czegoś lekkiego i krótkiego, w końcu jednak zdecydowałam się po nią sięgnąć.


Akcja powieści toczy się w czasach rozbiorów Polski, choć trudno określić, w którym konkretnie roku. Grupa dzieci przebywających na wakacjach postanawia urozmaicić sobie czas wolny budową domków z darni i gałęzi. Początkowo prosta idea zbudowania maleńkiej wioski, Lipinek, przeradza się wkrótce w skomplikowany plan - prymitywne konstrukcje zostają zastąpione złożonymi budowlami, a niewinna zabawa zamienia się w kolektywną pracę na rzecz nowo powstającej Rzeczpospolitej Lipińskiej. Dzieci coraz bardziej angażują się w budowę własnego „kraju“ - poza nazwą wymyślają projekt sztandaru, organizują wybory oraz tworzą niewielką armię do obrony państewka przed ewentualnymi „wrogami“.

Historia jak historia, prawda? A jednak nie do końca. Otóż książeczka jest przesycona... socjalistyczną propagandą. Takie wrażenie miałam już od pierwszych stron, choć upewniłam się dopiero, gdy w Rzeczpospolitej Lipińskiej pojawił się sztandar. Czerwony, z białym gołąbkiem bez korony. Przypadek? Nie, biorąc również pod uwagę typowe slogany socjalizmu, pojawiające się w historii przez niemal cały czas. Praca zespołowa, wyższość kolektywu nad jednostką, wolność, równość i braterstwo - to główne terminy przyświecające dziecięcej idei. Przyznaję, że chwilami chciało mi się śmiać, ponieważ autorka nawet nie próbowała ukryć swoich intencji. Szczególnie rzucało się to w oczy podczas - w zamyśle bardzo patetycznego - opisu wspólnego śpiewania zabronionych ówcześnie pieśni, sławiących bohaterstwo robotników w walce z zaborcą...

Na pełną recenzję zapraszam na blog:
http://ksiazkowepowroty.blogspot.de/2017/05/helena-bobinska-lipniacy-recenzja.html
:)

pokaż więcej

 
2017-05-04 11:17:50
Dodała książkę na półkę:
 
2017-05-02 20:54:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Tegoroczny urlop w ojczyźnie nastroił mnie do przeszukania domowych półek z książkami. Literatura, która kiedyś wydawała mi się mało interesująca, teraz przyciągała jak magnes i wciąż bałam się, że w ciągu tego czasu przeczytam za mało. Bijąc się z myślami, po którą książkę sięgnąć jako kolejną, zdecydowałam się w końcu na powieść Joanny Chmielewskiej. O samej autorce, „Królowej polskich... Tegoroczny urlop w ojczyźnie nastroił mnie do przeszukania domowych półek z książkami. Literatura, która kiedyś wydawała mi się mało interesująca, teraz przyciągała jak magnes i wciąż bałam się, że w ciągu tego czasu przeczytam za mało. Bijąc się z myślami, po którą książkę sięgnąć jako kolejną, zdecydowałam się w końcu na powieść Joanny Chmielewskiej. O samej autorce, „Królowej polskich kryminałów”, jak głosi napis na okładce, słyszałam oczywiście lata temu, ale jako że nie jestem amatorką tego gatunku, wciąż odkładałam lekturę na później. Spośród kilku stojących na półce egzemplarzy wybrałam „Całe zdanie nieboszczyka”. Czy słusznie? Zapraszam do lektury.


Powieść Joanny Chmielewskiej była dla mnie pierwszą książką tej autorki. Równie mgliste pojęcie miałam o polskim kryminale (jeśli nie liczyć przygód Pana Samochodzika). Nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać i do lektury podchodziłam z pewnym sceptycyzmem. Jak już wspominałam, nie przepadam za tym gatunkiem – liczne intrygi wywołują u mnie niezdrowe emocje, natychmiast się denerwuję i przeżywam wszystko bardziej niż bohaterowie. Jednym słowem – paranoja. Także w tym przypadku nie było inaczej.

Podczas gry w nielegalnej duńskiej szulerni Joanna przypadkowo jest świadkiem strzelaniny. Umierający na jej kolanach obcy człowiek, ostatnim tchnieniem przekazuje jej enigmatyczne, z pozoru pozbawione sensu zdanie. Kilka chwil później bohaterka zostaje pozbawiona przytomności, którą odzyskuje dopiero... w samolocie lecącym nad Atlantykiem! Porwana przez bezwzględnych bandytów, przypadkiem wplątana w międzynarodową aferę, trafia w końcu do Brazylii. Pozbawieni skrupułów porywacze za wszelką cenę chcą poznać tajemniczy szyfr. Mimo braku dokumentów, rzeczy osobistych i kontaktu ze światem zewnętrznym, kobieta decyduje się stawić czoła przestępcom. Czy Joannie uda się uciec z Brazylii i wrócić bezpiecznie do Europy?

Na pełną recenzję zapraszam na bloga - https://ksiazkowepowroty.blogspot.de/2017/04/joanna-chmielewska-cae-zdanie.html

pokaż więcej

 
2017-05-02 18:22:48
Ma nowego znajomego: Zaczytana_Panna
 
2017-04-24 19:36:49
Ma nowego znajomego: Mateusz_Krzywousty
 
Moja biblioteczka
131 20 126
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (18)

zgłoś błąd zgłoś błąd