Saudyjskie-Wielbłądy 
obiadoweinspiracje.blogspot.com
 www.arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com czyli nasze życie w Arabii Saudyjskiej oraz blog o książkach www.niestatystycznypolak.blogspot.com
Al-Khobar, Arabia Saudyjska, status: bibliotekarz, dodał: 18 książek i 1 cytat, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Już nie żyjesz
    Już nie żyjesz
    Autorzy:
    Ta książka nie uchroni Cię przed śmiercią ale może Cię uchronić przed głupią śmiercią. Co by się stało, gdybyś został prawdziwą ludzką kulą armatnią? Albo gdybyś znalazł się w samym środku roju koma...
    czytelników: 109 | opinie: 12 | ocena: 6,57 (23 głosy)
  • Mgły Avalonu
    Mgły Avalonu
    Autor:
    Magiczna legenda Króla Artura, opowiedziana z perspektywy kobiet, które dzierżyły władzę zza tronu. "Albowiem, tak jak mówię, zmienił się sam świat. Był taki czas, kiedy wędrowiec, jeśli miał oc...
    czytelników: 736 | opinie: 29 | ocena: 7,86 (240 głosów) | inne wydania: 5
  • Muszę to wiedzieć
    Muszę to wiedzieć
    Autor:
    Hit z USA, top 10 bestsellerów New York Timesa. Vivian Miller to matka czwórki dzieci, szczęśliwa żona idealnego ojca i męża Matta i analityczka CIA w pionie zajmującym się kontrwywiadem, a konkretn...
    czytelników: 735 | opinie: 77 | ocena: 7,18 (143 głosy)
  • Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążył Państwo Kościelne
    Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążył Państwo Kościelne
    Autor:
    Zmierzch 23 czerwca 1858 roku, Bolonia. W domu żydowskiego kupca Momolo Mortary rozlega się nagły łomot. U drzwi stoi dwóch oficerów inkwizycji z rządowym poleceniem zabrania z domu sześcioletniego Ed...
    czytelników: 158 | opinie: 2 | ocena: 7 (15 głosów)
  • Przywództwo. Biblia lidera
    Przywództwo. Biblia lidera
    Autor:
    Chciałbyś być liderem? Ten poradnik pokaże ci, jak tego dokonać. Z jego wsparciem stworzysz indywidualny i skuteczny styl przywództwa. Książka skierowana jest zarówno do tych, którzy dopiero rozpoczy...
    czytelników: 23 | opinie: 0 | ocena: 9 (2 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-10 15:28:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż

Świetna książka autorstwa duńskiego dziennikarza śledczego, opisująca rozgrywkę pomiędzy zachodnimi politykami a Władimirem Władimirowiczem Putinem.

W jaki sposób zaprocentowała Prezydentowi Federacji Rosyjskiej edukacja na Wydziale Prawa Państwowego Uniwersytetu w Leningradzie, oraz w moskiewskiej Wyższej Szkoły KGB im. F. Dzierżyńskiego na poszczególnych szczeblach kariery po zakończeniu...
Świetna książka autorstwa duńskiego dziennikarza śledczego, opisująca rozgrywkę pomiędzy zachodnimi politykami a Władimirem Władimirowiczem Putinem.

W jaki sposób zaprocentowała Prezydentowi Federacji Rosyjskiej edukacja na Wydziale Prawa Państwowego Uniwersytetu w Leningradzie, oraz w moskiewskiej Wyższej Szkoły KGB im. F. Dzierżyńskiego na poszczególnych szczeblach kariery po zakończeniu służby? Kariera agenta KGB w Niemieckiej Republice Demokratycznej oraz nawiązane tam kontakty umożliwiły Władimirowi Władimirowiczowi zdobycie doświadczenia i pozyskanie bazy współpracowników, zarówno spośród oficerów STASI jak i pozyskanych agentów.

Książka doskonale obrazuje, jak słabi w rozgrywkach z Moskwą są politycy Unii Europejskiej i jak w gruncie rzeczy tanio sprzedają swoje „ideały” jeśli je oczywiście kiedykolwiek posiadali. Dla byłych ważnych graczy politycznych – kanclerza Niemiec czy premiera Finlandii wystarczyły lukratywne stanowiska lobbystów, a później członków zarządu spółki – córki Gazpromu.

To, jak pięknie działa świat realny, nie skażony polityką historyczną doskonale widać w tej, prowadzonej przez zawodowców, gdzie wyszukiwane są elementy łączące i będące świadectwem przeszłych, znakomitych relacji z Rosją. Przykładem może być Dania, która na potrzeby poprawienia klimatu politycznego wykorzystuje duńską księżniczkę - nieżyjącą od 75 lat cesarzową Dagmarę (żonę cesarza Aleksandra II, a matkę Mikołaja II Aleksandrowicza Romanowa) poprzez inwestycje w remont placu przed pałacem w Petersburgu. W dobrze prowadzonej polityce historycznej nie szuka się tego, co najtrudniejsze we wzajemnych relacjach bez zastanawiania się nad konsekwencjami takich zachowań.

Lektura podręczników, o tym jak się robi „realpolitik”, zamiast „polityki wstawania z kolan” powinna być obowiązkową dla tych, którzy sprawują władzę w Polsce. Wstawanie z kolan, bez zwrócenia uwagi na to, że klęczy się pod stołem, przy którym podejmują decyzje „duzi chłopcy” może się, w najlepszym wypadku, skończyć guzem, a zbyt gwałtowne wstawanie nawet wstrząsem mózgu. A kiedy się coś tym klęczącym przydarzy, to „duzi chłopcy” zerkną pod stół i jeżeli taka będzie konieczność - „wyrażą zaniepokojenie” albo, tak jak w przypadku aneksji Krymu - ”głębokie zaniepokojenie”. A potem wrócą do poważnych rozmów o pieniądzach, inwestycjach i strefach wpływu oraz innych, nudnych dla miłośników przegranych powstań, tematów.

A czy można taktownie pominąć pewne nieszczególnie wygodne fragmenty historii? Można, bo w relacjach ze „strategicznym partnerem” - liczącą około 3,7 milionów mieszkańców Gruzją, dało się „zapomnieć” o muzeum Wielkiego Gruzina w Gori

pokaż więcej

 
2018-07-10 15:19:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Popularnonaukowe
Autor:

Kreacjoniści twierdzą, że na początku było Słowo. I jeżeli pójść tym tropem to słowo, a raczej słowa brzmiały: ”Niech stanie się Chaos”. Wiedza, jaką dysponowali uczeni do połowy XX w. okazała się słuszna... w szczególnych przypadkach. I niewiele więcej udało się osiągnąć od czasów Newtona, którego teorie sprawdzają się już tylko w nauczaniu adeptów nauk ścisłych do poziomu szkół średnich oraz... Kreacjoniści twierdzą, że na początku było Słowo. I jeżeli pójść tym tropem to słowo, a raczej słowa brzmiały: ”Niech stanie się Chaos”. Wiedza, jaką dysponowali uczeni do połowy XX w. okazała się słuszna... w szczególnych przypadkach. I niewiele więcej udało się osiągnąć od czasów Newtona, którego teorie sprawdzają się już tylko w nauczaniu adeptów nauk ścisłych do poziomu szkół średnich oraz w ...inżynierii lądowej.

Natomiast od czasów Edwarda Nortona Lorenza i jego badań nad zmianami pogody cała klasyczna nauka wróciła do swych korzeni. Bo nawet to, co uznawaliśmy w fizyce i innych naukach za pewnik - od wahadła Arystotelesa czy Newtona, poprzez teorię sprężyn, jest w świetle obecnych badań kolejnym „szczególnym przypadkiem” nie uwzględniającym gigantycznej ilości zmiennych. A jeżeli zmiany zachodzą nieliniowo, gdzie wprowadzone dane zostały nieznacznie zmienione poprzez zmniejszenie dokładności z sześciu miejsc po przecinku do trzech, okazuje się, że układ zachowuje się diametralnie inaczej. Dzięki temu naukowcy mogą powrócić do podstaw, gdzie nie istniała wąska specjalizacja i wszelkie badania z zakresu nauk ścisłych i przyrodniczych wzajemnie się przenikają. „Scio me nihil scire” („Wiem, że nic nie wiem”) Sokratesa nabiera ponownie głębokiego sensu i po raz kolejny od czasów Oświecenia uczeni muszą zmierzyć się z nieznanym na wydawałoby się całkowicie poznanych polach.
Dziedziny które powstały w czasach współczesnych jak biotechnologia, biomechanika po kognitywistykę (która jest „dzieckiem” cybernetyki, filozofii i antropologii) wymagają całkiem nowego spojrzenia na dotychczasową wiedzę o świecie.
Jamek Gleick wprowadza nas w świat chaosu, który niezmordowani uczeni starają się w jakiś sposób pojąć, okiełznać i zrozumieć. A że nie są to tylko czcze rozważania grupy zapaleńców i teoretyków świadczy patronat finansowy całkiem poważnej instytucji jaką jest... U.S Army i z cała pewnością innych wielkich armii tego świata. Niezależnie do tego, czy uda się zrozumieć zmiany pogody (zarówno jej długoterminowe prognozowanie, jak i możliwość znaczącego wpływu na jej zachowanie) lub odczytywanie fal mózgowych (to już funkcjonuje na masową skalę w Chińskiej Republice Ludowej i pomaga określać…nastrój danego obywatela) odkrycia te mogą stanowić „technologię podwójnego zastosowania”.
Bardzo przystępnie napisana pozycja ze wszech miar naukowa.
Serdecznie polecam

pokaż więcej

 
2018-06-25 20:28:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż

Wiele powstało książek o rzezi Tutsi dokonanej przez Hutu w 1994 roku w Rwandzie. Pisząc książkę Dzisiaj narysujemy śmierć Wojciech Tochman również podjął wysiłek zmierzenia się ze wspomnieniami ofiar. To, co tam się stało nie jest prosto zracjonalizować. 100 dni i milion ofiar nawet przy zastosowaniu nowoczesnej technologii zabijania na masową skalę (poza użyciem bomb atomowych oczywiście)... Wiele powstało książek o rzezi Tutsi dokonanej przez Hutu w 1994 roku w Rwandzie. Pisząc książkę Dzisiaj narysujemy śmierć Wojciech Tochman również podjął wysiłek zmierzenia się ze wspomnieniami ofiar. To, co tam się stało nie jest prosto zracjonalizować. 100 dni i milion ofiar nawet przy zastosowaniu nowoczesnej technologii zabijania na masową skalę (poza użyciem bomb atomowych oczywiście) byłoby trudne.

Książka napisana świetnie, bardzo plastycznie, znalazłem w niej informacje, których poszukiwałem wcześniej m.in. po jaką cholerę mieszali się tam po stronie Hutu Francuzi, skoro była to kolonia belgijska. Jednak razi mnie jeden fakt. Otóż Autor przyjął założenie, dość niestety częste, że za całe zło Afryki odpowiadają biali i ich obowiązkowy rasizm. I oczywiście niezbędna jest ekspiacja za kolonializm, handel niewolnikami itd. Ja się z takim podejściem fundamentalnie nie zgadzam. Największymi handlarzami niewolników w historii byli Omańczycy i to oni dostarczali na rynki europejskie i amerykańskie złapanych w dżungli Murzynów. Biali nie ganiali po Afryce w pogoni za niewolnikami, kupowali ich od Arabów głównie na Zanzibarze. Oczywiście, nie próbuję udawać, że znam Afrykę równie dobrze, jak pan Wojciech, ale byłem kilkukrotnie w krajach afrykańskich (po obu stronach tego kontynentu) oraz umiem czytać i samodzielnie wyciągać wnioski, często zupełnie niezgodne z linią promowaną przez poszczególnych twórców.
Jedna z tez głosi, że rasizm dotarł z Europejczykami, a Rwandyjczycy są nawet w stanie wskazać osobę odpowiedzialną za rasizm w ich kraju. Był to niemiecki hrabia Gustav Adolf von Götzen (rodem ze Ścinawki Górnej) - badacz Afryki Wschodniej i gubernator Niemieckiej Afryki Wschodniej. Zauważył on, że Tutsi nie przypominają „klasycznych” Murzynów, a raczej lud faraonów o jasnej skórze i indoeuropejskich rysach. Tylko, że w Afryce to spostrzeżenie funkcjonowało już wcześniej. Ot, po prostu dostało ono nową nazwę. Wygląda to raczej na :„U licha! już przeszło 40 lat mówię prozą, nic o tym nie wiedząc” cytując pana Jourdaina z molierowskiego „Mieszczanina szlachcicem”.
Dlaczego tak twierdzę? Bo nie podejrzewam ani Zulusa Czaki o zdolność prekognicji, żył bowiem w latach ok 1787 do 1828, ani Mzilikaziego, pierwszego wodza plemienia Matabele (uciekinierów zuluskich przed szaleństwem Czaki na tereny późniejszej Rodezji) o znajomość opinii von Götzena bo... urodził się w 1866, a ekspedycje do Afryki odbył w latach1892–1894. Co absolutnie nie przeszkadzało ani Zulusom, ani później Matabelom w ujarzmianiu podbitych ludów rolniczych (są pasterzami jak Tutsi, wyglądają podobnie, są wysocy i nie mają typowych płaskich nosów) i nazywaniu podbitych plemion (np. ludu Maszona) „zjadaczami brudu” oraz traktowaniu ich jak niewolników.
W Afryce zjawisko „czerwonych oczu” też nie pojawiło się w czasach kolonialnych – wojny afrykańskie wyglądały przez wielki podobnie jak wojna domowa w Rwandzie. Dodatkowo w Rwandzie podział na Tutsi, Hutu i Twa od dawna jest umowny, bo plemiona te mieszają się od dawna. Dlatego nie uważam, że winę na tę rzeź ponoszą biali – żyjący lub nie.
Chrześcijaństwo afrykańskie też „nieco” się różni od „klasycznego” a wzajemne animozje wynikają w znacznym stopniu z mikrego terytorium i dużej liczby ludności ( 26,4 tys km² i prawie 12 mln. obywateli) .
Europejczycy, głównie Francuzi, jak robili interesy z prezydentem Juvénalem Habyarimaną tak robią teraz z Paulem Kagame. To, że „oczy są teraz białe” jest sytuacją w mojej opinii chwilową i powtórna wojna domowa w tym kraju jest tylko kwestią czasu bo „ ….są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt….” jak to napisał Władysław Broniewski.

pokaż więcej

 
2018-06-17 02:57:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Poradniki - kulinarne, modowe, inne

Slow west wege
Kochaj, gotuj i żyj na całego!

Zastanawiałam się jakiś czas temu czy można napisać książkę kucharską, którą czyta się niczym fascynującą opowieść. Okazuje się, że można, dokonała tego Susan Herrmann Loomis tworząc „W mojej francuskiej kuchni”.
Ale cudze chwalimy, swego nie znamy.
W ślady Susan, z nie mniej spektakularnym skutkiem, poszła nasza rodaczka – Katarzyna Kędzior. Jej...
Slow west wege
Kochaj, gotuj i żyj na całego!

Zastanawiałam się jakiś czas temu czy można napisać książkę kucharską, którą czyta się niczym fascynującą opowieść. Okazuje się, że można, dokonała tego Susan Herrmann Loomis tworząc „W mojej francuskiej kuchni”.
Ale cudze chwalimy, swego nie znamy.
W ślady Susan, z nie mniej spektakularnym skutkiem, poszła nasza rodaczka – Katarzyna Kędzior. Jej niedawno wydana książka "Slow west wege. Kochaj, gotuj i żyj na całego!” urzeka prostotą przepisów i pełną rodzinnego ciepła opowieścią o codziennym życiu w malowniczej, położonej gdzieś na przysłowiowym „końcu świata” przygranicznej wiosce Potoczek w Sudetach.

Slow west wege to tak naprawdę dwie książki połączone piękną okładką i tworzące harmonijną całość. Pierwsza, zawierająca 100 różnorodnych przepisów książka kucharska, odkrywa przed Czytelnikami tajniki i uroki zgodnej z porami roku kuchni wegetariańskiej. Druga to wzruszająca opowieść o zupełnie zwyczajnym życiu – pełnym radości, ale też przeplatanych chwilami smutku i tęsknoty.

W swoim kuchennym królestwie Kasia stara się wykorzystywać świeże, sezonowe produkty, które wszyscy doskonale znamy. Jej przepisy nie należą do skomplikowanych, to typowa, domowa kuchnia roślinna, przyprawiona dużą porcją serdeczności i uśmiechu. Niektóre z zaprezentowanych propozycji mogą zaskakiwać nietypowym połączeniem smaków, ale efekt końcowy zawsze jest pyszny. Znajdziecie więc w książce Kasi inspiracje na pożywne śniadania, pyszne obiady i słodkości. Dzięki przepisom zawartym w Slow west wege zagoszczą w waszych domach własnoręcznie ukiszony topinambur, suszone kanie i zapiekane truskawki z miętą.
Pomysły na, modne ostatnimi czasy, dania z resztek pozwolą uniknąć marnowania jedzenia, dowiecie się jaki sposób wykorzystać pozostałości z wcześniejszych posiłków, aby wyczarować z nich sycące, wyśmienite potrawy.
Ciekawe receptury zawiera rozdział zatytułowany "Nie kupuj", dzięki niemu poznacie tajniki przygotowywania w domu m.in. klarowanego masła, domowej musztardy na winie czy chleba na zakwasie. Tym samym uwolnicie się od naszpikowanych konserwantami sklepowych "gotowców".
Wszystko to okraszone przepięknymi zdjęciami oraz praktycznymi poradami autorki.

A kiedy znajdziecie wreszcie upragnioną chwilę czasu tylko dla siebie, będziecie mogli zatopić się w pełnej ciepła i humoru opowieści, z której wyłania się słowem malowany obraz sudeckiej wsi. Obraz, który w wielu z nas obudzi tęsknotę za sielskim, spokojnym życiem, bez wiecznego pośpiechu i zabiegania. Obraz, który możecie zobaczyć na własne oczy odwiedzając Kasię i Lokusza w prowadzonym przez nich domu gościnnym "U Lokusza" w Potoczku, gmina Międzylesie.

pokaż więcej

 
2018-06-16 00:59:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał
Cykl: Milicjanci z Poznania (tom 9)

Lata „realnego socjalizmu” zakończyły się w 1989 roku. Tak po prawdzie, to ani nie był to socjalizm, ani tym bardziej realny. Po prostu „obóz państw socjalistycznych”, a Polska była „najweselszym barakiem w tym obozie”.

Sentyment do tamtych czasów wynika moim zdaniem z kilku przyczyn. Po pierwsze - to czasy młodości. Może to oklepany argument, a dla znakomitej części czytelników były to czasy...
Lata „realnego socjalizmu” zakończyły się w 1989 roku. Tak po prawdzie, to ani nie był to socjalizm, ani tym bardziej realny. Po prostu „obóz państw socjalistycznych”, a Polska była „najweselszym barakiem w tym obozie”.

Sentyment do tamtych czasów wynika moim zdaniem z kilku przyczyn. Po pierwsze - to czasy młodości. Może to oklepany argument, a dla znakomitej części czytelników były to czasy młodości ich rodziców, jednak dla Autora książki (i dla mnie, bo miałem wtedy 18 lat) jak najbardziej.
Po drugie - było okres zdecydowanie większej bliskości międzyludzkiej, sąsiedzkiej, koleżeńskiej, a więzi przyjaźni umacniano m,in. przy okazji imienin, urodzin, Dnia Hutnika, Górnika, Odlewnika, Milicjanta, niejednokrotnie obficie podlewając „wodą ognistą” nawet w godzinach pracy. Nie bez znaczenia była też konieczność posiadania odpowiednich znajomości umożliwiających nabycie dóbr, które obecnie są najzwyklejsze w świecie czyli np. papieru toaletowego, kawy czy masła.
Po trzecie – podział na „my” i „oni”- na tych związanych z ówczesną władzą i tych, którzy z nią zbyt blisko nie byli. Chociaż to ostatnie było granicą płynną, co świetnie ujął w swej książce Ryszard Ćwirlej. W tamtym okresie przyjaźń pomiędzy milicjantem i cinkciarzem była akceptowalna, nawet służba w SB, nie dyskwalifikowała towarzysko porządnego człowieka. Każdy, kto tylko mógł, starał się byt swój poprawić, a wyznawców komunizmu nie było już nawet w rządzie.

Jednak nawet w tak „sielankowej” rzeczywistości zdarzały się problemy. W Poznaniu, który jest główną sceną tej historii zaczynają ginąć od kul (co było wyjątkową sytuacją w czasach PRL, bo przestępstwa przy użyciu broni palnej były częste jak kwiaty na Saharze) handlarze walutą. Najpierw ginie dwóch „szeregowych” cinkciarzy, ale już kolejną ofiarą jest jeden z bossów tego biznesu. Milicja podejmuje działania, a kapitan Mirosław Brodziak zostaje szefem ekipy dochodzeniowo-śledczej. I nie będzie tutaj markowania roboty, ponieważ najlepszym przyjacielem z podwórka pana kapitana jest „szef wszystkich szefów” specjalistów od „change money” w tym mieście - Ryszard Grubiński znany jako „Gruby Rychu”.
W tle – obrady Okrągłego Stołu, oraz uporczywie pojawiająca się plotka o możliwej legalizacji walutowego interesu. Oznacza to bezpardonową walkę o miejsce na rynku, a wysoko postawieni funkcjonariusze SB rozglądają się za nowym zajęciem i wypracowaniem „godnych emerytur” w zmieniających się realiach.

Czy Mirek Brodziak i jego serdeczny przyjaciel – porucznik Teofil Olkiewicz, który ma w swej bujnej karierze epizod w SB (ale nie z własnej woli i wyboru) uratują życie Rycha? Jak dwaj podoficerowie MO rozwiążą problem namolnego dowódcy, który żąda „działki” ze znalezionych w rozbitym samochodzie dolarów? Czy kapitan Marjański znalazł swoje prawdziwe „ja”? Kto jest mózgiem zabójców „waluciarzy” i co nim kieruje?
To wszystko, i jeszcze więcej, znajdziecie w „Masz to jak w banku” i w oparach lekkiego absurdu, wysokoprocentowego alkoholu i smrodzie dymu z „Extra Mocnych” spędzicie naprawdę miłe chwile.

pokaż więcej

 
2018-06-16 00:57:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia

„Co może widzieć zięba o aspiracjach łabędzia?”
albo
„Nie zapomnij tego, co zdarzyło się w Ju”
Dla osób nie znających kontekstu kulturowego czy historycznego przywołane wyżej sentencje będą brzmiały mniej więcej tak, jak „żyrafy wchodzą do szafy, pawiany wchodzą na ściany” dla osoby, która nie jest fanem komedii Stanisława Barei i niewiele wie na temat stanu wojennego.

Dlatego, mając pełną...
„Co może widzieć zięba o aspiracjach łabędzia?”
albo
„Nie zapomnij tego, co zdarzyło się w Ju”
Dla osób nie znających kontekstu kulturowego czy historycznego przywołane wyżej sentencje będą brzmiały mniej więcej tak, jak „żyrafy wchodzą do szafy, pawiany wchodzą na ściany” dla osoby, która nie jest fanem komedii Stanisława Barei i niewiele wie na temat stanu wojennego.

Dlatego, mając pełną świadomość dość ubogiej znajomości kultury chińskiej w Polsce, wszystkie zamieszczone sentencje zostały opatrzone wprowadzeniem, a często również szerszym opisem i odniesieniem do epoki, z której pochodzą. Dzięki autorowi poznamy wymowę owych starożytnych mądrości oraz ich transkrypcję w różnych odmianach języka pisanego. Niesamowitą trudność sprawia nie tylko pisanie „domkami” (kaligrafię Chińczycy uznają za wyrafinowaną sztukę, podobnie jak malarstwo), ale i czytanie. To ostatnie, ze względu na... możliwość różnego odczytywania tekstu, w zależności od tego, kiedy powstał oraz od sposobu jego zapisu. Jako przykład mogą posłużyć znaki drogowe na Tajwanie. Sąsiadujące ze sobą drogowskazy są zapisane na... cztery różne sposoby.

Dzięki temu, że Piotr Plebaniak jest doświadczonym sinologiem (był stypendystą tajwańskiego Ministerstwa Edukacji, a obecnie jest doktorantem w Chinese Culture University w Tajpej) potrafi doskonale przekazać różnice w sposobie postrzegania świata przez mieszkańców Państwa Środka, ich życiową filozofię i wybory. Odniesienia do Konfucjusza, jego uczniów oraz wpływ taoizmu i buddyzmu na współczesne Chiny są bardzo wyraźne. Zrozumienie historii tego potężnego kraju, chińskiej uprzejmości nawet dla największych wrogów (którą ludzie Zachodu uznają za obłudę) - wymaga wybitnego przewodnika. Z tego zadania Piotr Plebaniak wywiązał się wzorowo.

Opatrzona pięknymi ilustracjami i kaligrafiami książka stanowić może wyśmienity prezent, a sama w sobie jest potężnym źródłem wiedzy o tych, którzy „trzymają się mocno”. Serdecznie polecam nie tylko miłośnikom Chin, ale wszystkim ciekawym świata i kultur drastycznie odbiegających od naszej.

pokaż więcej

 
2018-06-12 14:21:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Poradniki - kulinarne, modowe, inne

Gdybym miała w kilku słowach opisać książkę Małgorzaty Kaczmarczyk Zioła dla smaku zdrowia i urody powiedziałabym, że to praktyczne kompendium wiedzy dla osób zainteresowanych wykorzystaniem dobrodziejstw, jakie kryją w sobie zioła. Rzeczowa, napisana z pasją i ogromnym zaangażowaniem, publikacja nie tylko zachęca do odkrywania i wykorzystywania na co dzień darów Matki Natury, ale stanowi też... Gdybym miała w kilku słowach opisać książkę Małgorzaty Kaczmarczyk Zioła dla smaku zdrowia i urody powiedziałabym, że to praktyczne kompendium wiedzy dla osób zainteresowanych wykorzystaniem dobrodziejstw, jakie kryją w sobie zioła. Rzeczowa, napisana z pasją i ogromnym zaangażowaniem, publikacja nie tylko zachęca do odkrywania i wykorzystywania na co dzień darów Matki Natury, ale stanowi też inspirację do własnych poszukiwań i eksperymentów.

Zioła dla smaku, zdrowia i urody to zbiór 150 przepisów na lecznicze napary, wina, nalewki, ziołowe dania i naturalne kosmetyki, które niewielkim nakładem pracy i środków możemy przygotować w domowym zaciszu. Ogromną zaletą zebranych w książce receptur jest prostota wykonania, bez względu na to czy wykorzystamy samodzielnie zebrane zioła czy kupione w sklepie zioła suszone. Książka jest zarazem pięknie napisanym przewodnikiem po świecie roślin leczniczych - wprowadza czytelnika w tajniki ich pozyskiwania, suszenia i przetwarzania, w taki sposób aby zachować jak najwięcej cennych właściwości.

Małgosia Kaczmarek ujęła zagadnienia związane z zielarstwem bardzo szeroko poruszając niemal wszystkie aspekty związane z wykorzystywaniem roślin leczniczych w naszym życiu codziennym. Książka została podzielona na pięć rozdziałów dotyczących niżej wymienionych zagadnień.

Organizacja pracy.
Jak wyciągnąć moc z roślin.
Zioła od kuchni.
Ziołowa apteka.
Ziołowa odnowa – kosmetyki

Dwa pierwsze rozdziały to "zielarskie abecadło". Autorka zawarła w nich podstawowe informacje dotyczące zbierania, suszenia i przechowywania ziół oraz w jasny i zrozumiały, nawet dla laika, sposób opisała jak przygotować różnego rodzaju wyciągi i maceraty ziołowe.
Kolejny rozdział - "Zioła w kuchni" stanowi prawdziwą skarbnicę pomysłów na kulinarne zastosowanie jadalnych chwastów. Znajdziemy w nim przepisy na ziołowe napoje, przekąski, zupy i desery z dodatkiem ziół. Nie zabrakło też receptur na staropolskie gąszcze (odpowiednik popularnych w Indiach sosów typu chutney), słodkie i wytrawne przetwory, mieszanki przyprawowe i wiele, wiele innych.
Poświęcony leczniczemu i profilaktycznemu działaniu ziół dział "Ziołowa apteka" to nie tylko zbiór przepisów na naturalne ziołowe preparaty, ale także szereg cennych porad dotyczących postępowania w przypadku najczęściej dotykających nas chorób.
Ostatni z rozdziałów zawiera wskazówki jak przygotować naturalne ziołowe kosmetyki do pielęgnacji ciała, dłoni i stóp, włosów i twarzy.

"Zioła dla smaku, zdrowia i urody" są także, w moim odczuciu, próbą pokazania nam, jak szerokie zastosowanie mają popularne, powszechnie dostępne zioła. Ilość zawartych w publikacji informacji i ciekawostek oraz bogata bibliografia powodują, że chętnie określiłabym ją jako poradnik ziołolecznictwa, adresowany do osób, które chcą świadomie i odpowiedzialnie wykorzystywać dobroczynną moc roślin.

pokaż więcej

 
2018-06-09 00:55:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia
Autor:

Pewnie niewiele osób się zastanawia skąd wzięli się w Palestynie syjoniści. Europejscy, w tym polscy i niemieccy Żydzi, którzy dotarli do Palestyny i dzięki którym w 1947 roku powstało państwo Izrael. Sądzę, że podobnie jak ja, znakomita większość przyjęła za pewnik, że najwcześniej duże grupy Żydów wyjechały pod wpływem „Nürnberger Gesetze” czyli Ustaw norymberskich z 1935 roku, a z Polski –... Pewnie niewiele osób się zastanawia skąd wzięli się w Palestynie syjoniści. Europejscy, w tym polscy i niemieccy Żydzi, którzy dotarli do Palestyny i dzięki którym w 1947 roku powstało państwo Izrael. Sądzę, że podobnie jak ja, znakomita większość przyjęła za pewnik, że najwcześniej duże grupy Żydów wyjechały pod wpływem „Nürnberger Gesetze” czyli Ustaw norymberskich z 1935 roku, a z Polski – po wrześniu 1939. To jednak tylko część prawdy i to nawet nie ta najważniejsza.


Otóż Ben Gurion, późniejszy ośmiokrotny premier Izraela, wyjechał w 1906 roku – jeszcze w czasach przynależności Palestyny do Imperium Osmańskiego, Golda Meir (trzykrotnie na stanowisku premiera) via USA – w roku 1921, Abraham Stern – przywódca radykalnej żydowskiej organizacji terrorystycznej Lechi, znanej również jako „Banda Sterna” - w 1925 roku, Ze’ew Żabotyński – z Legionem Żydowskim w roku 1918 w składzie armii brytyjskiej walcząc z Ottomanami.

Takie przykładów można mnożyć, a znajdzie się w nich całkiem pokaźne grono najbardziej prominentnych polityków izraelskich. I okazuje się, że wśród nich panowało przekonanie, że pojawienie się na politycznym firmamencie Niemiec kanclerza Adolfa Hitlera i prześladowanie Żydów w Europie jest czymś... dobrym, gdyż skłoni do wyjazdu i budowy "Eretz Yisrael" w Palestynie. Ba, są nawet udokumentowane wspólne przedsięwzięcia, w których brali udział majętni Żydzi (w tym łódzki milioner Sam Kohen) i funkcjonariusze NSDAP dotyczące transferu kapitału oraz towarów należących do Żydów z Rzeszy do Palestyny. Koszt takiej operacji wynosił ok 35% całkowitego wkładu, ale umożliwiał uzyskanie statusu „kapitalisty” w Palestynie. Co jeszcze dziwniejsze – przy udziale innych ważnych postaci ruchu syjonistycznego operacja ta trwała do połowy II Wojny Światowej.

Widać jednak było w tych działaniach coś, co można nazwać, obserwując sytuację w Polsce, „polskim genem”. Chodzi o spory polityczne, wzajemne oskarżenia o współpracę z III Rzeszą oraz niemożność ustalenia jednolitego sposobu działania. Osobą, która była ostoją zdrowego rozsądku w tych negocjacjach był Heinrich Wolff – konsul w Jerozolimie. Konsul III Rzeszy, żeby nie było niedomówień.


Tytułowy „siódmy milion” to Żydzi, którzy ocaleli z Holocaustu i w opinii niemałej części swoich ziomków (którzy wyemigrowali wcześniej) byli „sami sobie winni”, bo nie wyjechali do Palestyny.

A prześladowania Żydów w Niemczech było konsekwencją „chęci asymilacji”. Opowiedziana w książce historia sięga czasów nam współczesnych, i zdaniem Toma Segeva nadal jest wykorzystywana, na potrzeby bieżącej polityki.

Książka bardzo mocna w swojej wymowie i, na nieszczęście dla tych, którzy chcieliby powalczyć z tezami Autora, znakomicie udokumentowana. Wiem, że pojawią się głosy zachwytu nad tą książką z pobudek nie całkiem zgodnych z założeniami Toma Segeva, ale chciałbym, aby kiedyś powstała taka książka o nas samych – bez „pomnikomanii” na temat Dwudziestolecia:

„...Konkurencja partyjna poszła u nas od pierwszej chwili istnienia państwa tak dziwacznie i tak ostro, a zarazem z tak wielką ilością kłamstwa i łajdactwa, że od razu zaczęło się wytwarzać to, co nazwałem: cloaca maxima. Każde nadużycie, każde łajdactwo było dobrym wtedy, gdy robił je członek partii własnej, złym zaś tylko wtedy, gdy robił je członek innej partii...”

Nie, to nie na temat aktualnej sytuacji, to cytat z wypowiedzi Józefa Piłsudskiego.

pokaż więcej

 
2018-06-05 23:53:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał

Yoshinobu Mikami nie należy do na najszczęśliwszych policjantów Prefektury. Po 20 latach służby w Sekcji Drugiej (wydział przestępstw bez przemocy) zostaje przeniesiony na stanowisko szefa Biura Prasowego.

Yoshinobu miał co prawda wcześniej epizod jako osoba odpowiedzialna za kontakty z prasą, ale dla śledczego z krwi i kości przeniesienie do Wydziału Spraw Administracyjnych jest (w pojęciu...
Yoshinobu Mikami nie należy do na najszczęśliwszych policjantów Prefektury. Po 20 latach służby w Sekcji Drugiej (wydział przestępstw bez przemocy) zostaje przeniesiony na stanowisko szefa Biura Prasowego.

Yoshinobu miał co prawda wcześniej epizod jako osoba odpowiedzialna za kontakty z prasą, ale dla śledczego z krwi i kości przeniesienie do Wydziału Spraw Administracyjnych jest (w pojęciu Mikamiego) niezasłużoną karą. Zarządzanie kadrami w Policji japońskiej przypomina nieco system znany z korporacji – często „awanse pionowe” lub „poziome” są nie tyle związane z oceną przydatności danej osoby na proponowanym stanowisku, ale sygnałem nadchodzącego końca kariery. Do tego tkwi w nim jak zadra dochodzenie, w które był zaangażowany 14 lat wcześniej i które utknęło w martwym punkcie. Sprawa porwania i zamordowania siedmioletniej dziewczynki w oznaczeniu grupy poszukiwawczej znana jako „sześć cztery” stanowi plamę na honorze Policjantów z tej Prefektury.

W życiu prywatnym też nie jest wesoło – kilka miesięcy wcześniej z domu uciekła jedyna córka Mikamiego – Ayumi. Córka pięknej matki odziedziczyła jednak urodę, a raczej jej brak, po ojcu, którego dziennikarze w w chwilach walki o więcej informacji, nazywają „gargulcem”.

Codzienne przepychanki z namolnymi i często aroganckimi dziennikarzami, szef, który uważa Yoshinobu za „wtykę” Operacyjnych, a koledzy z Wydziału Dochodzeń Kryminalnych za człowieka zaprzedanego administracji nie poprawiają nastroju głównego bohatera. Do tego – tajemnicze głuche telefony, które razem z żoną uznali za próbę kontaktu ze strony Ayumi zaskutkowały niechęcią do wychodzenia z domu przez Minako Mikami – żonę Yoshinobu.

Z niewyjaśnionych powodów kod „sześć cztery” przeniknął poza ścisłe grono osób zaangażowanych w sprawę,, a sam Wielki Szef Policji z Tokio ma przybyć do Prefektury, aby na rok przed umorzeniem postępowania dodatkowo zmotywować policjantów do poszukiwań porywacza i mordercy.

Czy to jednak tylko jeden z motywów? A może jest ich więcej? Czym jest „notatka Kody”, o której Mikami nic nie słyszał jako śledczy, a obecnie wywołuje panikę w jego byłym Wydziale i dlaczego z takim zaangażowaniem szuka jej szara eminencja Administracji – Futuwatari?

Bardzo ciekawie skonstruowana fabuła, pokazująca japońską policję od środka. I nie jest to budujący obraz. Dodatkowym smaczkiem są odniesienia do japońskiej kultury i obyczajów – szczególnie do roli kobiet w policji. Przykładowo – policjantka wychodząca za mąż za kolegę ze służby musi z niej odejść. Zakończenie powieści jest dość zaskakujące i całkowicie różne od standardów znanych nam z historii kryminalnych pisanych w duchu euroamerykańskim.

pokaż więcej

 
2018-06-04 02:05:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Psychologia i socjologia
Autor:
Seria: Samo Sedno

Zbyt często (przynajmniej mnie) w sytuacjach błahych zdarza się wybuchnąć gniewem i zrobić lub powiedzieć coś, czego w normalnych warunkach bym nie zrobił. Za to w sytuacjach kryzysowych reaguję z lodowatym spokojem, nie tylko całkowicie panując nad emocjami, ale też działając racjonalnie i kierując działaniami pozostałych uczestników zdarzenia. Wielu ludzi reaguje dokładnie odwrotnie - trudno... Zbyt często (przynajmniej mnie) w sytuacjach błahych zdarza się wybuchnąć gniewem i zrobić lub powiedzieć coś, czego w normalnych warunkach bym nie zrobił. Za to w sytuacjach kryzysowych reaguję z lodowatym spokojem, nie tylko całkowicie panując nad emocjami, ale też działając racjonalnie i kierując działaniami pozostałych uczestników zdarzenia. Wielu ludzi reaguje dokładnie odwrotnie - trudno ich wyprowadzić z równowagi w sytuacjach nie wartych poddawania się emocjom, ale gorzej sobie radzą w sytuacjach odbiegających znacznie od standardowych warunków.

Dlaczego tak się dzieje? To w sposób zabawny i trafiający do czytelnika przedstawił psychiatra, matematyk i konsultant psychiatryczny zajmujący się sportowcami – Steve Peters. Bez naukowego zadęcia i prób wytłumaczenia laikowi w sposób akademicki procesów zachodzących w naszym mózgu – podzielił jego obszary, aktywowane pod wpływem czynników zewnętrznych na: Szympansa, Człowieka i Komputer.

Tytułowy Szympans, odziedziczony po wspólnych przodkach człekokształtnych (sorry, kreacjoniści) odpowiada za emocje, uczucia, wrażenia oraz plany działania wynikające z czarno-białego postrzegania świata. Człowiek to logika, analiza faktów, a nie wyobrażeń, dostrzeganie odcieni szarości w każdej sytuacji. Każdy z nas ma w sobie i Szympansa i Człowieka. Od zrozumienia tego, kiedy, dlaczego i która z części naszego „ja” podejmuje decyzję należy zacząć samoobserwację i trening jak nad Szympansem w sytuacjach społecznych zapanować i jak nim „zarządzać”. Szympans nie jest zły, ani dobry – reaguje na coś, co nas otacza z nieufnością, bo wszędzie widzi potencjalne zagrożenie i jest wielkim miłośnikiem Prawa Murphy'ego („Jeżeli coś może się nie udać – nie uda się na pewno” czy „Jeżeli myślisz, że idzie dobrze – na pewno nie wiesz wszystkiego”). I nie zawsze jest tak, że nie ma racji, choć często skłania się ku zbyt radykalnym reakcjom.

Współpracę pomiędzy Człowiekiem a Szympansem reguluje Komputer – to w tej części mózgu przechowujemy dane, informacje i doświadczenia, na podstawie których możemy podejmować właściwe decyzje – ta część to Autopiloty - coś co wiemy bez zastanawiania się (ile jest 2x2, cukier jest słodki, a tak się sznuruje buty). Ale tak jak w komputerach „niebiałkowych” mogą się pojawić wirusy, czyli części kodu, które zaburzają pracę Komputera. To Gremliny – czyli coś, co sobie zakodowaliśmy, ale efekt jest dla nas mało pozytywny lub Gobliny czyli to, co negatywnego wynika z naszego życia od wczesnego dzieciństwa (np.” do niczego nie dojdziesz w życiu” wpierane przez rodziców i opiekunów lub „nigdy nie nauczysz się matematyki”) a co przyjmujemy jako pewnik.

Paradoks Szympansa. Przełomowy program zarządzania umysłem to świetnie napisany poradnik, pozwalający lepiej zrozumieć zachowania człowieka. W książce Petersa znajdziecie sposoby na poprawę swojej samokontroli, wykorzystywania Szympansa, Człowieka i Komputera najbardziej efektywnie. To wymaga ćwiczeń, jak wszystko co robimy, ale jeśli posiądziemy już wiedzę "co i dlaczego" oraz jak i w jakimś stopniu można to zmieniać, osiągnięcie tych celów będzie znacznie łatwiejsze.
Ja już pracuję nad swoim Szympansem. Stawia opór, zadaje wiele kłopotliwych pytań, ale jakoś się posuwamy do przodu.

pokaż więcej

 
2018-06-04 00:59:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Poradniki - kulinarne, modowe, inne

Sentencję o tym, że pieniądze nie leżą na ulicy znamy wszyscy, ale nigdzie nie jest powiedziane, że możemy mieć je w zasięgu ręki i o tym nie wiedzieć.

Może nie odkryjecie w swojej piwnicy czy na strychu zaginionych płócien Von Gogha, szkiców Leonardo da Vinci czy partytury Chopina. Jednak nie zrażajcie się, być może pomiędzy rzeczami, które uważacie za zbędne rupiecie (ale zgodnie z czysto...
Sentencję o tym, że pieniądze nie leżą na ulicy znamy wszyscy, ale nigdzie nie jest powiedziane, że możemy mieć je w zasięgu ręki i o tym nie wiedzieć.

Może nie odkryjecie w swojej piwnicy czy na strychu zaginionych płócien Von Gogha, szkiców Leonardo da Vinci czy partytury Chopina. Jednak nie zrażajcie się, być może pomiędzy rzeczami, które uważacie za zbędne rupiecie (ale zgodnie z czysto ludzką skłonnością do gromadzenia rozmaitych przedmiotów, które ”jeszcze się mogą przydać” nie wyrzucacie ich) znajdziecie coś, co może być obiektem pożądania kolekcjonerów.
Albo po prostu okazać się komuś potrzebne do codziennego życia lub pracy, choć Wam już się albo znudziło, albo stało się zbędne jak np. za mały rowerek dla dziecka, nietrafiony prezent urodzinowy od cioci czy zawadzająca i nie pasująca do wystroju waszego domu szafka po babci. Takie przedmioty mogą stanowić źródło zawsze potrzebnej gotówki. Znam to z doświadczenia i dobrze wiem, jak trudno jest kupić np. stare sztućce, które posłużą za rekwizyty do zdjęć.
Jak spojrzeć na te sprzęty innym okiem, jak przygotować je do sprzedaży, sporządzić ofertę czy znaleźć kupca? „To nie jest przecież takie proste !” - pomyślicie. A może wstydzicie się etykietki „handlarza starzyzną”? Przewodnik Joanny Dymmel zmieni Wasz punkt widzenia i wpłynie na znaczące zwiększenie metrażu waszych mieszkań czy domów. A może nawet znajdziecie całkiem dochodowe hobby?

pokaż więcej

 
2018-05-30 13:35:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał

Już na tylnej części okładki oraz w krótkim streszczeniu umieszczonym na jej wewnętrznej stronie zawarto informację brzmiącą mniej więcej tak:”to nie tak jak myślisz, to nie jest książka o zazdrosnej, porzuconej żonie”.

Kiedy już zaczniecie lekturę książki "Żona między nami", zalecam wzmożoną czujność i „czytanie między wierszami”. Nie wiem, jak Wam, ale mnie od razu narzuciła się narracja...
Już na tylnej części okładki oraz w krótkim streszczeniu umieszczonym na jej wewnętrznej stronie zawarto informację brzmiącą mniej więcej tak:”to nie tak jak myślisz, to nie jest książka o zazdrosnej, porzuconej żonie”.

Kiedy już zaczniecie lekturę książki "Żona między nami", zalecam wzmożoną czujność i „czytanie między wierszami”. Nie wiem, jak Wam, ale mnie od razu narzuciła się narracja ”samiec Twój wróg”. Jeśli dołożycie do tego, że owa porzucona żona nie wzięła ani grosza podczas rozwodu (a dla porządku dodam, że akcja powieści rozgrywa się w znakomitej części w Nowym Jorku) to taki punkt widzenia mocno się we mnie utrwalił.
Przez ponad czterysta stron będzie śledzić perypetie owej nieszczęśliwej niewiasty- Vanessy, która wszelkimi sposobami będzie starała się zapobiec małżeństwu Nelli ze.... "zbyt doskonałym, aby był prawdziwy” Richardem.
Richard, jak na bohatera tego typu książek przystało jest obłędnie przystojny, porażająco bogaty, wysportowany i wysmakowany (gra w golfa, zna się na dobrej kuchni i winach) oraz obraca się w kręgach pięknych i bogatych. I oczywiście – posiada mroczne tajemnice, bo bez tego nie byłaby to książka „sensacyjna”.
Faktycznie, niektóre zastosowane przez autorki zabiegi mnie zaskoczyły.
Może dlatego, że jestem facetem?

pokaż więcej

 
2018-05-30 13:05:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia

Kampucza to specyficzna opowieść o byłych koloniach francuskich w Azji Środkowo Wschodniej. Relacja z podróży, jaką autor odbył po Kambodży, Laosie i Wietnamie nacechowana jest mocno wyczuwalnym „frankocentryzm”.

Historię zwiedzanych krajów, Patrick Deville postrzega przez pryzmat wpływu Francji i Francuzów na zachodzące w nich zmiany, których motorem jest oczywiście kultura francuska oraz...
Kampucza to specyficzna opowieść o byłych koloniach francuskich w Azji Środkowo Wschodniej. Relacja z podróży, jaką autor odbył po Kambodży, Laosie i Wietnamie nacechowana jest mocno wyczuwalnym „frankocentryzm”.

Historię zwiedzanych krajów, Patrick Deville postrzega przez pryzmat wpływu Francji i Francuzów na zachodzące w nich zmiany, których motorem jest oczywiście kultura francuska oraz podróżnicy i badacze znad Sekwany. Nawet datowanie oparte jest na indywidualnie ustanowionym przez Deville „roku zerowym”, przypadającym według autora na moment, kiedy entomolog Henri Mouhout jako pierwszy podał w 1860 roku dokładne położenie geograficzne świątyń Anghor Wat.

Dla osoby takiej jak ja, która z grona wybitnych Francuzów zna niewiele więcej postaci niż Karol Młot, Ludwik XIV, Maximilien de Robespierre, cesarz Napoleon Bonaparte (który był Korsykaninem), Joseph Fouché, napoleońskich marszałków jak Joachim-Napoléon Murat czy Michel Ney oraz Louisa Germaina Davida de Funès de Galarza czy Juan Moreno y Herrera-Jiménez (szerzej znanego jako Jean Reno, który jest Marokańczykiem) albo Zinédine Yazida Zidane”a (z pochodzenia Algierczyka) pewne kody kulturowe są trudne do opanowania.
Nie znałem wcześniej osobistości takich jak Auguste Jean-Marie Pavie - pierwszy gubernator generalny i pełnomocnik ministra nowo utworzonej francuskiej kolonii Laosu, Ernest Marc Louis de Gonzague Doudart de Lagrée (dowódca francuskiej ekspedycji naukowej wzdłuż rzeki Mekong prowadzonej w imieniu francuskich władz kolonialnych) czy André Malraux - pisarz i minister informacji w rządzie de Gaulle”a. Bez znajomości tych postaci trudno się czyta ze zrozumieniem pewne fragmenty książki, ale z pomocą Ciotki Wiki można sobie z tym poradzić.

Odniesienia do historii najnowszej tego obszaru to nie tylko sam okres kolonializmu i zaciekłej rywalizacji z Anglikami,, ale również czasy po II Wojnie Światowej i uzyskaniu przez wspomniane państwa niepodległości, która jednak nie zniwelowała wpływów Francji w Indochinach.
Kłopoty Wietnamu nie skończyły się wraz z pogromem armii francuskiej pod Điện Biên Phủ, a Kambodży nawet po opuszczeniu Unii Francuskiej w 1955 roku. Upadek królestwa w 1970 roku, przejęcie rządów przez Czerwonych Khmerów i przemianowanie kraju na tytułową Kampuczę to czasy terroru na niespotykaną skalę. Czołowe postacie tego obłąkanego reżimu studiowały we Francji i swoją ideologię oparły m.in. na dziełach francuskich myślicieli takich jak Jean-Jacques Rousseau.

Deville dość swobodnie traktuje następstwa czasowe w swoich rozważaniach, co może zmylić mniej uważnego czytelnika. Książka ciekawa, ale wymagająca dużej czujności wobec zabiegów pisarskich Patricka Deville.

pokaż więcej

 
2018-05-30 13:02:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Poradniki - kulinarne, modowe, inne

Nie jest łatwo zachować obiektywizm, recenzując książkę autorstwa kogoś, kogo znamy osobiście, ale prezentując Wam Placki niebanalnie. Wytrawne, słodkie, pyszne Karoliny Polkowskiej postaram się być neutralna w swoich sądach.

Zaczęło się niewinnie, od udziału w warsztatach fotografii kulinarnej zorganizowanych przez Wydawnictwo Samo Sedno / Edgard. Prowadziła je właśnie Karolina Polkowska, a...
Nie jest łatwo zachować obiektywizm, recenzując książkę autorstwa kogoś, kogo znamy osobiście, ale prezentując Wam Placki niebanalnie. Wytrawne, słodkie, pyszne Karoliny Polkowskiej postaram się być neutralna w swoich sądach.

Zaczęło się niewinnie, od udziału w warsztatach fotografii kulinarnej zorganizowanych przez Wydawnictwo Samo Sedno / Edgard. Prowadziła je właśnie Karolina Polkowska, a tematem przewodnim były oczywiście placki. Nie obyło się także bez degustacji fotografowanych smakołyków. Cud, że nie skonsumowaliśmy wszystkiego przed sfotografowaniem.
Po zakończeniu zajęć każdy z uczestników otrzymał w prezencie książki m.in. Placki niebanalnie. Wytrawne, słodkie, pyszne.

Całą recenzja na Więcej na
https://obiadoweinspiracje.blogspot.com/2018/05/placki-niebanalnie-karolina-polkowska_20.html

pokaż więcej

 
2018-05-28 09:05:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Poradniki - kulinarne, modowe, inne

Moc ziaren i orzechów znana jest od dawna. Ich dobroczynny wpływ docenili już starożytni, a w wielu kulturach wierzono, że mają magiczną moc.
Ziarna i orzechy stanowią ważny i wartościowy składnik diety. Mogą być zdrową, dodającą energii przekąską lub uzupełnieniem wielu potraw. Zawierają korzystne dla zdrowia, łatwo przyswajalne tłuszcze, wysokiej jakości błonnik, ważne dla organizmu sole...
Moc ziaren i orzechów znana jest od dawna. Ich dobroczynny wpływ docenili już starożytni, a w wielu kulturach wierzono, że mają magiczną moc.
Ziarna i orzechy stanowią ważny i wartościowy składnik diety. Mogą być zdrową, dodającą energii przekąską lub uzupełnieniem wielu potraw. Zawierają korzystne dla zdrowia, łatwo przyswajalne tłuszcze, wysokiej jakości błonnik, ważne dla organizmu sole mineralne oraz mnóstwo witamin, zwłaszcza z grupy B oraz witaminy A i E. Warto zatem uzupełnić swoją codzienną dietę o te niepozorne dodatki.

Wiele inspiracji na potrawy z dodatkiem ziaren i orzechów znalazłam w wydanej jeszcze w ubiegłym roku nakładem Wydawnictwa Olesiejuk, książce „Moc ziaren i orzechów”. Opatrzona krótkim wstępem zawierającym charakterystykę znanych i mniej znanych ziaren i orzechów, książka stanowi zbiór pond 80 podzielonych na kilka kategorii propozycji różnorodnych posiłków.

W publikacji znajdziemy przepisy na mleka i masła m.in. na moje ulubione masło z orzechów laskowych i czekolady oraz mleko z nasion konopi. Dość obszerny rozdział poświęcony sałatkom kusi czytelników surówką z czerwonej kapusty z orzechami włoskimi i zieloną sałatką z sezamem. Wśród propozycji na dania gorące interesująco zapowiada się curry warzywne z orzechami nerkowca. Miałam już wielokrotnie okazję przygotowywać rozmaite curry z dodatkiem orzechów w tym, naprawdę pyszne, curry z kurczakiem, orzeszkami ziemnymi i skórką pomarańczową, chętnie więc wypróbuję wersję wegetariańską. Na uwagę zasługują też pozostałe przepisy na ciepłe posiłki, zwłaszcza te z użyciem komosy ryżowej oraz owsianka z borówkami i migdałami.

Rozdział „Przekąski i sosy” zawiera interesując propozycje na m.in. na grzanki i pesto. Fragment poświęcony deserom i koktajlom ucieszy fanów słodkości i zdrowego odżywiania. Batoniki daktylowe z amarantusem i pestkami, deser z chia i mango, lody pistacjowe czy koktajl figowy z orzechami nerkowca, to tylko kilka przykładów na to w jaki sposób możemy urozmaicić swoją codzienną dietę korzystając z książki „Moc ziaren i orzechów”. W ostatnim rozdziale „Wypieki” moją uwagę zwróciły ciastka pomidorowe ze słonecznikiem i chleb z ziarnami, które zamierzam w najbliższym czasie przygotować.
Wiele przepisów zostało uzupełnionych praktycznymi poradami, a dodatkowym walorem publikacji są przepiękne fotografie i, co nie jest bez znaczenia w przypadku książek kucharskich, twarda oprawa.

Polecam zarówno do domowej biblioteczki, jak i na prezent, tym bardziej, że aktualnie cena książki oscyluje w kwocie około 20 złotych.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
360 326 26465
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (160)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
Ulubieni tłumacze (1)
Lista ulubionych tłumaczy
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd