Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Saudyjskie-Wielbłądy 
pustynnyblog.wix.com/pustynnyblog
 www.arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com czyli nasze życie w Arabii Saudyjskiej oraz blog o książkach www.niestatystycznypolak.blogspot.com
Al-Khobar, Arabia Saudyjska, status: Czytelnik, dodał: 10 książek i 1 cytat, ostatnio widziany 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Człowiek z małą bombą. O terroryzmie i terrorystach
    Człowiek z małą bombą. O terroryzmie i terrorystach
    Autor:
    Terroryzm od wielu lat wzbudza lęk na całym świecie. Doniesienia o kolejnych zamachach wzmagają poczucie zagrożenia, a informacje przekazywane przez media budują mit terrorysty: skrzyżowanie Dartha Va...
    czytelników: 33 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Indie. Sztuka władzy
    Indie. Sztuka władzy
    Autor:
    Krzysztof Mroziewicz zabiera nas w podróż do Indii. Jest to jednak równocześnie podróż w czasie, do epoki tworzenia się zrębów scentralizowanego państwa. Ministrem i doradcą założyciela słynnej dyna...
    czytelników: 8 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Księga cytatów. Najpopularniejsze motywy literackie
    Księga cytatów. Najpopularniejsze motywy literackie
    Autorzy:
    Księga cytatów to zbiór około 1500 najważniejszych cytatów z blisko 500 utworów prozatorskich, poetyckich i dramatycznych, powstałych od starożytności (VIII w. p.n.e.) do czasów współczesnych (XXI w....
    czytelników: 6 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Legendy czyli Maski szpiega
    Legendy czyli Maski szpiega
    Autor:
    W swej najnowszej powieści Robert Littell nie ukazuje szerokiego obrazu zimnej wojny, lecz losy agenta CIA, Martina Oduma, zagubionego "w gąszczu luster". W każdym z nich widzimy inną twarz Martina: r...
    czytelników: 68 | opinie: 3 | ocena: 7,21 (24 głosy)
  • Ostatni pilot myśliwca
    Ostatni pilot myśliwca
    Autor:
    Burzliwe dzieje Jerzego Główczewskiego, przedwojennego polskiego inteligenta, ostatniego żyjącego pilota myśliwca, jego rodziny, przyjaciół oraz kolegów składają się na barwną, napiętnowaną dramatami...
    czytelników: 1 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-03-29 10:15:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż
Seria: Reportaż

Drogi Czytelniku

Jeżeli jesteś miłośnikiem „zapachu napalmu o poranku”, to ta książka Cię rozczaruje.
Jednak jeżeli należysz do tych, którzy wiedzą, że „Historia magistra vitae est”, ale ludzkość jest in gremio wyjątkową tępą klasą i lekcje trzeba powtarzać, aż do znudzenia, a za każdym razem zamiast „pały” w dzienniku konsekwencją są kolejne tysiące ludzkich istnień – to przeczytasz tę...
Drogi Czytelniku

Jeżeli jesteś miłośnikiem „zapachu napalmu o poranku”, to ta książka Cię rozczaruje.
Jednak jeżeli należysz do tych, którzy wiedzą, że „Historia magistra vitae est”, ale ludzkość jest in gremio wyjątkową tępą klasą i lekcje trzeba powtarzać, aż do znudzenia, a za każdym razem zamiast „pały” w dzienniku konsekwencją są kolejne tysiące ludzkich istnień – to przeczytasz tę książkę z uwagą i sprawi Ci ona przyjemność.
Bynajmniej nie ze względu na treść, ale na sposób jej napisania.

Nieżyjący już Jonathan Schell był reporterem podczas wojny wietnamskiej, odsądzanym od czci i wiary za między innymi „antypatriotyzm”. Przedstawiany jest jako „lewicowy antytotalitarysta”, co nie ukrywam, lekko mnie początkowo zniechęcało do lektury, gdyż nie jestem miłośnikiem tego punktu widzenia świata.
Na szczęście taka „reklama” nie znalazła potwierdzenia w treści książki, natomiast nasunęła mi na myśl porównania z obecnie prowadzoną wojną koalicji pod wodzą USA w Afganistanie.
Za dowód na powtarzalność amerykańskiej działalności „szerzenia demokracji” i „obrony przed komunistyczną zarazą” posłużyć może sekwencja zdarzeń oraz pewne podobieństwo wietnamskiego i afgańskiego sposobu myślenia a także stosunku amerykańskiego establishmentu do oficjalnych, wspieranych przez siebie władz.
Najważniejszym elementem i słabością polityki amerykańskiej jest brak pomysłu, jak ma wyglądać przyszłość „wyzwolonego kraju”. W sensie – wygramy wojnę, bo tego wymaga „amerykańska wiarygodność” tylko co dalej? W obu przypadkach – zarówno w Południowym Wietnamie w latach 70 XX w. jak i teraz w Afganistanie, popierany przez Amerykanów rząd bez amerykańskiej kroplówki padnie w przeciągu kilku tygodni.
Amerykanie, i wtedy i teraz, nie mają zamiaru przyłączyć danego kraju do Stanów Zjednoczonych. I w obydwu przypadkach obie strony o tym wiedzą. Czas jest tym elementem, który zawsze działa przeciwko Stanom Zjednoczonym.
Ludy Azji - w przeciwieństwie do kultury euroamerykańskiej, która oczekuje spektakularnych sukcesów tu i teraz – mają czas. I podobnie jak w Wietnamie –przewaga militarna, wygrane wszystkie bitwy nie mają i mieć nie będą wpływu na ostateczne zwycięstwo.
Nawet ataki na sąsiednie kraje, jako element zwalczania obozów szkoleniowych partyzantów lub bojowników jest taka sama. Wtedy była to Kambodża – dziś słabo lub wcale nie kontrolowane przez państwo obszary Pakistanu.
Takich podobieństw jest więcej, dlatego warto zapoznać się z tą lekturą i porównać ją z książką, która pojawi się podobnie jak ta – jakieś 10 lat po wyjściu wojsk amerykańskich z Afganistanu.
Różnica jest podstawowa – Afganistan nie posiada charyzmatycznego lidera, odpowiednika Hồ Chí Minha. „Wujaszek Ho” wiedział, że lepsze dla przyszłości jego kraju jest wpuszczenie z powrotem Francuzów, zamiast Chińczyków.
Hồ Chí Minh, na zarzuty towarzyszy, że godzi się na powrót wojsk kolonialnych w zamian za wyjście wojsk Narodowej Armii Chińskiej odpowiedział tak:

„Głupcy ! Czy nie rozumiecie, co oznacza pozostanie Chińczyków? Czy nie pamiętacie własnej historii? Kiedy ostatnio przyszli tu Chińczycy zostali przez 1000 lat. Francuzi to cudzoziemcy. Są słabi. Kolonializm umiera. To już koniec białego człowieka w Azji. Ale jeśli Chińczycy teraz zostaną, to nie pójdą stąd nigdy. Jeśli o mnie chodzi, wolę wąchać francuskie gówno przez 5 lat, niż żreć chińskie do końca życia.”

Amerykanie już długo w Afganistanie nie podziałąją, bo kosztuje to za dużo krwi i pieniędzy, a cierpliwość amerykańskiego podatnika nie jest niewyczerpana.
Poza tym: trasa Pekin – Kabul to 4 182 km, a Waszyngton - Kabul: 11 157 km, a Pakistańczycy są aktualnie bardziej „emocjonalnie” związani z chińskim smokiem niż amerykańskim orłem.

pokaż więcej

 
2017-03-27 21:08:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał
Cykl: Vestmanna (tom 1) | Seria: Ślady zbrodni

Wyspy Owcze to miejsce nad wyraz spokojne, gdzie wszyscy wszystkich znają, a jedynym problemem, jakiemu muszą stawić czoła lokalni policjanci to wypadki drogowe z udziałem owiec lub kóz.
Rybacy, żyjący od pokoleń zgodnie z rytmem natury, od lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia nie mieli nic wspólnego z poważnymi przestępstwami, a i tak ostatniego zabójstwa na Wyspach dokonał obcokrajowiec...
Wyspy Owcze to miejsce nad wyraz spokojne, gdzie wszyscy wszystkich znają, a jedynym problemem, jakiemu muszą stawić czoła lokalni policjanci to wypadki drogowe z udziałem owiec lub kóz.
Rybacy, żyjący od pokoleń zgodnie z rytmem natury, od lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia nie mieli nic wspólnego z poważnymi przestępstwami, a i tak ostatniego zabójstwa na Wyspach dokonał obcokrajowiec na wakacjach.

Kiedy więc zaginęła 16 – letnia Poula Lokin na pomoc ruszyła zgodnie ze swoimi „imperialnymi” (przynajmniej w ocenie sporej części Farerów,) zapędami, duńska policja. Osobą, która ostatnia widziała Poulę jest Hallbjorn Olsen, ojciec Ann-Mari - jej koleżanki z klasy i z drużyny piłki ręcznej. Kłopot w tym, że Hal Olsen nie pamięta jak spędził resztę wieczoru. Obudził się nazajutrz, rankiem- świtkiem o dwunastej z potwornym kacem i dziurą w pamięci.
Na pomoc lokalnej policji przybywa młoda, lecz doświadczona policjantka z Kopenhagi – Katrine Ellegaard. Po krótkich, acz intensywnych poszukiwaniach znajduje dziewczynę. Niestety – martwą.
Podczas prowadzonego śledztwa okazuje się, że pod powierzchnią „wsi spokojnej, wsi wesołej” (jak wszyscy oceniają Faroje) kryją się rozliczne ”światowe” tajemnice.
Tak pierwsza z brzegu – w jaki sposób potężnie zbudowany były oficer armii duńskiej, jakim jest Hal upiłby się legalnym piwem, które zawiera zawrotną wprost ilość alkoholu w ilości.... 2,8% ?
Czy gra w piłkę ręczną i nożną oraz inne sporty są jedynymi rozrywkami młodzieży na Wyspach?
Wreszcie – jak trafiają do społeczności pewne dobra, na które nałożone jest słone cło, a i na próżno szukać ich w oficjalnych sklepach.
Dzięki wydatnej pomocy Hala, Katrine próbuje rozwiązać zagadkę śmierci nastolatki, poznając lokalne tajemnice, wyjątkowo niechętnie zdradzane Duńczykom, że już nie wspominając o stróżach prawa.

Końcówka przyniesie spore zaskoczenie. O tym, kto i w jakich okolicznościach zabił Poulę, a także o tym, że nawet takie enklawy leżące poza głównym nurtem cywilizacji są narażone na wszelkie choroby społeczne współczesnego świata przeczytajcie sami.

pokaż więcej

 
2017-03-27 20:13:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał
Cykl: Vestmanna (tom 3) | Seria: Ślady zbrodni

"Prom" jest w pewnym sensie kontynuacją książki „Połów”, na kartach powieści przewijają się ci sami bohaterowie, a akcja toczy się jakiś czas po wydarzeniach opisanych w poprzednim tomie.

Katrine Ellegaard, komisarz duńskiej policji, to właściwie już prawie była pani komisarz, gdyż złożyła wymówienie, podjęła decyzję o przeprowadzce na Wyspy Owcze i zamieszkaniu razem ze swoim ukochanym,...
"Prom" jest w pewnym sensie kontynuacją książki „Połów”, na kartach powieści przewijają się ci sami bohaterowie, a akcja toczy się jakiś czas po wydarzeniach opisanych w poprzednim tomie.

Katrine Ellegaard, komisarz duńskiej policji, to właściwie już prawie była pani komisarz, gdyż złożyła wymówienie, podjęła decyzję o przeprowadzce na Wyspy Owcze i zamieszkaniu razem ze swoim ukochanym, Hallbjornem Olsenem, z którym jak pamiętacie była najpierw związana emocjonalnie, a później samodzielnie go aresztowała i wysłała do więzienia.

Nowotwór piersi, który wykryto u Katrine nie daje dobrych rokowań i lekarze są zdania, że pozostało jej nie więcej niż 5 lat życia. To wszystko powoduje, że pani komisarz ma ochotę przeżyć to, co jej zostało razem z Halem z dala od wielkomiejskiego zgiełku, licząc na to, że lekarze i statystyka mogą się mylić.

W podróż wraz z całym swym ruchomym dobytkiem wyruszyła na pokładzie promu nowych, duńskich linii żeglugowych w dziewiczym rejsie jednostki „MF Morgenrode”.
I jak to czasami bywa w przypadku takich rejsów (vide „Titanic”) nie wszystko poszło z godnie z planem.
Okazało się, że prom opanowali terroryści, jednak nieco innej proweniencji niż można by się spodziewać w obecnych czasach.
Są to.... fararscy separatyści, którzy żądają od Kopenhagi całkowitego wycofania się z Wysp i ogłoszenia niepodległości.
W przypadku niedotrzymania warunków grożą detonacją ładunku nuklearnego, pozyskanego z tajnej amerykańskiej bazy rakietowej, która znajdowała się pod lodami Grenlandii.
Ruchy lądolodu wymusiły niemalże paniczną ucieczkę Amerykanów, którzy w bazie porzucili albo część rakiet z ładunkiem atomowym, albo materiał rozszczepialny z reaktora, który jakimś trafem trafił w niepowołane ręce.
Katrine, w poczuciu obowiązku podejmuje działania mające pomóc oddziałom antyterrorystycznym w odbiciu promu, wpada jednak w ręce porywaczy.
Hal,wiedząc, że jego ukochana znajduje się na porwanej jednostce próbuje ustalić kto z jego ziomków jest w to zamieszany i prowadzi (jak zwykle zresztą) samodzielne dochodzenie, nie specjalnie chcąc współpracować z policją – ani lokalną, ani tym bardziej duńską.

Czy fatycznym celem porywaczy jest niepodległość Wysp Owczych?
Czy na pokładzie rzeczywiście jest bomba atomowa?
Kto okaże się przyjacielem, a kto zdrajcą?
To i jeszcze więcej w powieści Remigiusza Mroza, bo ani mi się śni łamać sobie klawiaturę na wklepywaniu imienia i nazwiska jego alter ego.

pokaż więcej

 
2017-03-24 21:14:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia
Autor:
Książka jest przypisana do serii/cyklu "HiT Historia i tradycja". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Chyba żaden inny zakon rycerski nie obrósł taką ilością mitów, legend i teorii spiskowych.
Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona rozpala wyobraźnie zarówno zwyczajnych miłośników historii, jak i poważnych (lub czasami – mniej poważnych) badaczy i historyków.
Książka Martina Bauera jest rzetelną, teutońską, trzymającą się faktów opowieścią o powstaniu, czasach chwały i potęgi, a...
Chyba żaden inny zakon rycerski nie obrósł taką ilością mitów, legend i teorii spiskowych.
Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona rozpala wyobraźnie zarówno zwyczajnych miłośników historii, jak i poważnych (lub czasami – mniej poważnych) badaczy i historyków.
Książka Martina Bauera jest rzetelną, teutońską, trzymającą się faktów opowieścią o powstaniu, czasach chwały i potęgi, a także niesławnym końcu templariuszy.

Zakon, jako pierwszy miał powiązać cnoty mnichów (z którymi w średniowieczu bywało różnie) z cnotami rycerskimi z którymi było jeszcze gorzej, niż w przypadku mnichów.
Dzięki wsparciu ojca chrzestnego templariuszy - Bernarda z Clairvaux, (doktora Kościoła zwanego dzięki swym sławnym kazaniom oraz ogromnej erudycji i zdolnościom oratorskim „Doktorem Miodopłynnym”), zakon uzyskał wpływy, majątki oraz sporą liczbę kandydatów ze szlachetnych i bogatych rodów.
Pierwotnym celem Ubogich Rycerzy Chrystusa była ochrona pielgrzymów do Ziemi Świętej.
Dzięki hojnym donacjom oraz temu, że między innymi klasztory (a szczególnie te dobrze umocnione) były miejscami Pokoju Bożego (za napaść na takie miejsce groziła ekskomunika) zbudowano potęgę finansową templariuszy.
Jeżeli dołożymy do tego sprawną organizację wojskową, liczne komturie, w których można było za odpowiednik czeku odebrać złoto w dowolnym miejscu, bez narażania się na przewóz kruszcu samemu oraz nieposzlakowaną, w tym aspekcie, opinię rycerzy zakonnych to wcale nie dziwi fakt, że swoje kosztowności oraz pieniądze powierzali templariuszom królowie Anglii i Francji.
Zakon był dzieckiem swoich czasów oraz ich potrzeb, był zbrojnym ramieniem papieży oraz jedną z nielicznych realnych sił zbrojnych, znakomicie wyszkolonych i wyekwipowanych służących do walk w Palestynie oraz generalnie na terenach, na których dochodziło do zbrojnych zmagań z wyznawcami islamu.

Pewnych podobieństw możemy dopatrzeć się w obecnych działaniach na Bliskim Wschodzie. Nazywanie wojsk przeróżnych koalicji, walczących z fanatycznymi odłamami islamu w Syrii, Iraku czy Afganistanie, mianem „krzyżowców” przez mających znakomitą pamięć historyczną Arabów nie jest całkowicie pozbawione sensu.

Oczywiście Autor wymienia większość teorii budzących wypieki na twarzach miłośników teorii spiskowych, jednak odnosi się do nich z rezerwą, jako nie mających oparcia ani w dokumentach, ani w dających się potwierdzić znaleziskach. Nadmienia jednak, że nawet jeśli nie ma na coś materialnych dowodów, to niekoniecznie musi to być tylko wytworem czyjejś fantazji.
Możemy więc w książce przeczytać także o ukrytych skarbach, poszukiwaniach św. Graala, tajemnicach wykopalisk w Świątyni Salomona, powiązaniach z wolnomularstwem rytu szkockiego, ale Martin Bauer postrzega je raczej jako „fakty medialne” i pisze o nich z dużą dozą sceptycyzmu.

"Templariusze. Mity i rzeczywistość" to świetna lektura dla tych, których interesuje czysta w formie i treści historia, ale i tych, którzy lubią sobie „po gdybać”.
Książka napisana przyjaznym i zrozumiałym językiem bez uniwersyteckiego zadęcia, co w żaden sposób nie ujmuje jej wartości jako poważnej monografii.

pokaż więcej

 
2017-03-23 12:04:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż
Seria: Reportaż

Barnevernet – norweski urząd, którego zadaniem jest ochrona dzieci dorobił się w Polsce wyjątkowo czarnej legendy.
Przez naszych rodaków zamieszkujących to państwo jest niemalże odpowiednikiem hitlerowskiej Lebensborn zajmującej się „rabunkiem wartościowej krwi”.
Albo – jak chcą inni, doskonałym źródłem dochodu dla ludzi pełniących funkcje rodziców zastępczych.
Administracyjne odbieranie...
Barnevernet – norweski urząd, którego zadaniem jest ochrona dzieci dorobił się w Polsce wyjątkowo czarnej legendy.
Przez naszych rodaków zamieszkujących to państwo jest niemalże odpowiednikiem hitlerowskiej Lebensborn zajmującej się „rabunkiem wartościowej krwi”.
Albo – jak chcą inni, doskonałym źródłem dochodu dla ludzi pełniących funkcje rodziców zastępczych.
Administracyjne odbieranie dzieci, które w szkole lub przedszkolu wydają się smutne, noszą jakiekolwiek ślady urazów budzą do działania pedagogów albo innych rodziców.
Skarga kilkulatka, że jest w domu bity, wywołuje natychmiastową reakcję Barnevernet.

Maciej Czarnecki podjął wyzwanie sprawdzenia jak to wygląda naprawdę.
Czy winne jest nadmiernie ingerujące w „świętą instytucję rodziny” państwo, czy też może jest w takim, a nie innym podejściu do problemu, jakaś głębsza racja.
W oparciu o wywiady przeprowadzone z rodzicami, którzy w wyniku działań Barnevernet utracili prawa rodzicielskie Autor stara się nakreślić obraz tej bulwersującej z punktu widzenia polskiego odbiorcy sytuacji.
I okazuje się, że sprawa nie jest już tak jednoznaczna. Oczywiście, są przypadki nadużywania prawa wobec obywateli i nie dotyczy to tylko imigrantów ale równie często rdzennych Norwegów.
Jak każdy zinstytucjonalizowany system, mający duże prerogatywy także działalność urzędników Barnevernet prowadzi do wypaczeń. Nie zawsze trafiają tam ludzie o odpowiednim przygotowaniu zawodowym i wystarczającym poziomie empatii.

To wszystko prawda, ale do tego dochodzą poważne różnice kulturowe.
Za najważniejsze, wymienione przez Autora uważam dwie.
Polacy, ze względu na zaszłości historyczne a priori zakładają opresyjność i złą wolę państwa. Norwegowie instytucje państwowe uważają za praktycznie nieomylne i zaufanie do państwa jako takiego jest dla nich czymś oczywistym.
Po drugie, nie mniej ważne, jest podejście do wychowywania dzieci.
I tu, może nie dosłownie, zacytuję dwa przykłady, które chyba w najbardziej jaskrawy sposób wykażą różnice pomiędzy podejściem Polaków i Norwegów w tej materii, ale również wskażą różnice pomiędzy „Norkami” a innymi Skandynawami.

Przykład, przedstawiony w formie dykteryjki arcyuciesznej o różnicy zachowań Matki- Dunki, Matki- Szwedki i Matki- Norweżki w przypadku upadku dziecka z huśtawki.
Otóż - Matka- Dunka po takim zdarzeniu przytuli dziecko i zapyta, czy nic mu się nie stało.
Matka- Szwedka – wystosuje pismo do wszelkich znanych sobie instytucji z opisem zdarzenia i zażąda zdecydowanego poprawienia stanu bezpieczeństwa huśtawek.
Matki- Norweżki nie spotka taki wypadek, bo dziecko zamiast się huśtać będzie chodzić z rodzicami po górach.
Norweskie wychowanie w pewnym stopniu przypomina, jak to określała moja pochodząca z kręgu kultury niemieckiej Babcia, „zimy chów cieląt”. Tylko jest w nim podstawowa różnica. W szkole pruskiej dzieci były wychowywane w bezwzględnym posłuszeństwie wobec starszych. Brak czułości był zastąpiony chłodnym pruskim drylem. Natomiast w Norwegii, jak przedszkolak nie chce założyć kurtki zimą (taką prawdziwą, norweską) to matka nie będzie go do tego przekonywać , zachęcać czy zmuszać. Jak zmarznie, to sam wróci i poprosi, żeby go jednak ubrać.
Wychowanie empiryczne zamiast narzucania własnej woli „bo jestem twoją matką/ojcem i wiem lepiej”.
Nie wiem, jakie są dane statystyczne dotyczące „odpadu naturalnego” jednostek wyjątkowo odpornych na wiedzę. Autor przedstawia w swojej książce takie przykłady, kiedy zagwarantowanie dziecku pełnej autonomii i samodzielności wyborów doprowadziło do opłakanych skutków.
Wśród dzieci „świeżych” imigrantów, szczególnie nastolatków górę bierze chęć życia na poziomie norweskim, którego rodzice na dorobku, często słabo znający język i pracujący poniżej kwalifikacji najzwyczajniej w świecie nie są w stanie im zapewnić.
Zaczyna się od wstydu, że jest się znacznie biedniejszym od koleżanek i kolegów, że rodzice wykonują najprostsze prace, a także właśnie marnej znajomości języka norweskiego, którego znajomość jest jedyną szansą na poprawienie swojej sytuacji materialnej.

Dzieci, poza naturalną większą chłonnością umysłu niż u osób starszych, przebywają w środowisku norweskojęzycznym w szkole, przez co bariera językowa jest przełamywana w bardzo krótkim czasie.
Dodatkowo- młodzi ludzie z reguły bardzo szybko adaptują się do nowych warunków.
Dlatego łatwo mogą ulec pokusie, niczym doktor Faust, podszeptom że w bardzo prosty sposób mogą poprawić swoją sytuację życiową i już nie będzie dla nich problemem brak najnowszego Iphone`a czy najmodniejszych ciuchów oraz życie, gdzie „Starzy” nie narzucają żadnych ograniczeń.
A do tego wystarczy nawet mniej, niż podpisanie cyrografu własną krwią. Wystarczy, że powiedzą w szkole, że rodzice krzyczą, ograniczają lub w skrajnych przypadkach – stwierdzenie, nawet zupełnie fałszywe, że są bite lub głodzone.
Innym przypadkiem są sytuacje, gdzie faktycznie mimo tego, że rodzicom (gównie matkom) wydaje się, że wiedzą, co dla ich dzieci jest najlepsze, rzeczywistość wygląda zgoła odmiennie.

Książka szalenie wyważona, pokazująca zarówno błędy popełniane przez instytucje państwowe, jak i samych rodziców czy opiekunów. Jednym z takich przypadków jest Beata – matka Marcelinki.
Dlatego warto z uwagą przeczytać tę książkę, szczególnie, kiedy przyjdzie Wam do głowy emigracja z dziećmi do Norwegii.

pokaż więcej

 
2017-03-22 11:49:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż

Książka równie obszerna jak jej tytuł :-)

Niezwykle ciekawa, napisana barwnym językiem relacja z wypraw na połów niemalże legendarnego rekina polarnego.
Gigantyczne to stworzenie (według Ciotki Wiki - największy osobnik, jaki został złapany, mierzył 6,4 m długości, ale rekiny polarne prawdopodobnie mogą dorastać do 7,3 m i osiągać wagę do 2,5 tony) zamieszkujące lodowate wody Grenlandii,...
Książka równie obszerna jak jej tytuł :-)

Niezwykle ciekawa, napisana barwnym językiem relacja z wypraw na połów niemalże legendarnego rekina polarnego.
Gigantyczne to stworzenie (według Ciotki Wiki - największy osobnik, jaki został złapany, mierzył 6,4 m długości, ale rekiny polarne prawdopodobnie mogą dorastać do 7,3 m i osiągać wagę do 2,5 tony) zamieszkujące lodowate wody Grenlandii, Morza Północnego, północnego Atlantyku, Oceanu Arktycznego i Morza Białego jest celem połowu „dwóch panów w RIB-ie” co mi się osobiście kojarzy się z tytułem znakomitej powieści „Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” Jerome'a K. Jerome'a.

RIB to skrót od rigid-inflatable boat czyli hybryda łącząca zalety pontonu i łodzi. I na takiej łupince, dwóch Norwegów – pisarz, dziennikarz i fotograf w jednym czyli Autor owej książki wraz ze swoim przyjacielem – ekscentrycznym artystą oraz potomkiem szacownej rodziny rybaków (również w jednym) chcą złowić rekina, przy którym, jak już napisałem wyżej, żarłacz biały (zwany rekinem ludojadem) to stworzenie niezmiernie towarzyskie i całkiem nieźle (jak na mieszkańca oceanów) zbadane.

Opisów przyrody znajdziecie tutaj mniej więcej tyle co w „Nad Niemnem” (ale są one zdecydowanie lepszej jakości), a informacji o Lofotach i połowach ryb różnych gatunków, w tym rekinów oraz wielorybów nie mniej niż w „Moby Dicku” Hermana Melville'a.

Książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem, można się również całkiem sporo dowiedzieć nie tylko o samej operacji „rekin polarny”, ale także o obyczajach, kulturze czy poczuciu humoru mieszkańców Norwegii.

To niezwykle wartościowa pozycja nie tylko dla tych, którzy lubią „morskie opowieści” i fascynują się łowami na „grubego zwierza” (gdzie dodatkowym utrudnieniem jest środowisko w którym ów zwierz bytuje).
To także ciekawa propozycja dla osób rozważających wakacyjny wyjazd lub przeprowadzkę do Norwegii. Dzięki tej lekturze będą mieli okazję zapoznać się z krajem, klimatem, przyrodą, a także niektórymi cechami przyszłych gospodarzy, co z pewnością ułatwi ich zrozumienie.

Czytanie opisów żmudnych przygotowań do wyprawy, prób wykorzystania „pamięci genetycznej” przez przedstawiciela ludu morza oraz samych prób wytropienia rekina polarnego daje dużo przyjemności. Pomimo nasycenia wiedzą, której albo nie posiadamy, ale posiadamy, ale w szczątkowej ilości książka w niczym nie przypomina stylu podręcznika akademickiego. Raczej jako dość długa wersja poradnika „Jak upolować rekina polarnego w weekend".

Takie obcowanie z arktyczną przyrodą jest fajne, nawet dla osób tak ciepłolubnych jak ja. Pomaga, dzięki plastycznym opisom Autora, czuć się jednym z łowców rekinów robiąc to w ciepłym, przytulnym domku, bez narażania się na przenikliwe zimno i wilgoć wywołującą u co bardziej wrażliwych galopujący reumatyzm.
Pozycja bardzo pogodna i pouczająca.

pokaż więcej

 
2017-03-21 13:07:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż
Autor:

Dziennikarka TVP podzieliła się swoimi doświadczeniami z okresu pracy w Federacji Rosyjskiej. Jako korespondentka, Arleta Bojke spędziła w tym kraju kilka lat i nigdy nie dostąpiła zaszczytu spotkania z prezydentem, premierem i ponownie prezydentem Rosji Władimirem Władimirowiczem Putinem. Stąd właśnie zrodził się pomysł napisania książki zawierającej pytania, które chciałby zadać... Dziennikarka TVP podzieliła się swoimi doświadczeniami z okresu pracy w Federacji Rosyjskiej. Jako korespondentka, Arleta Bojke spędziła w tym kraju kilka lat i nigdy nie dostąpiła zaszczytu spotkania z prezydentem, premierem i ponownie prezydentem Rosji Władimirem Władimirowiczem Putinem. Stąd właśnie zrodził się pomysł napisania książki zawierającej pytania, które chciałby zadać prezydentowi.

Arleta Bojke stara się znaleźć na nie odpowiedzi, cytując wypowiedzi Władimira Władimirowicza w których odpowiadał na podobne pytania zadane przez dziennikarzy z krajów traktowanych poważniej niż Polska, bowiem nadal dla części establishmentu rosyjskiego „Polska to taki mały piesek. Denerwujący, ale krzywdy nie zrobi”.
To srogi policzek wobec nacji, w której pamięć o przeszłych przewagach nad Moskalem jest wiecznie żywa. Jednak od czasów sprzed 7 listopada 1612 czyli wypędzenia polskiej załogi z Kremla (fakt, że dzień ów jest czczony w Rosji ze względu na święto kościelne 4 listopada jako Dzień Jedności Narodowej jest pewnie powodem do wielkiej dumy niektórych naszych rodaków) minęło sporo czasu i układ sił pomiędzy Polska i Rosją uległ diametralnej zmianie.

Sam, czego nigdy nie ukrywam, jestem wielkim miłośnikiem Rosji – jej kultury, ludzi i „rosyjskiego stanu umysłu”. Ale jak to bywa w krajach o rozmiarach imperium mnóstwo rzeczy jest na taką właśnie skalę .
Są tam ludzie o sercach imperialnych rozmiarów, jak i iście imperialnych gabarytów sukinsyny.
Ja na swoje szczęście zdecydowanie częściej spotykałem tych pierwszych. Podobne doświadczenie przedstawia Autorka. To ustawiczna walka z rosyjską biurokracją i pewną bezdusznością systemu, ale też spotkania z ludźmi, których bardzo lubi i szanuje.

"Władimir Putin. Wywiad, którego nie było" to bardzo rzetelna opowieść o pracy dziennikarza telewizyjnego, który znalazł się w samym centrum wydarzeń wywołujących ogromne zainteresowanie na świecie. W książce nie zabrakło też informacji, których trudno byłoby się doszukać na paskach „breaking news”.
To zarówno relacja z Krymu, który nawiedzili „uprzejmi ludzie” zwani też „zielonymi ludzikami” jak i z Donbasu, w którym pojawili się oni nieco później. Dzięki relacji Autorki możemy zrozumieć, albo przynajmniej spróbować zrozumieć, dlaczego Krym został inkorporowany do Federacji Rosyjskiej bez jednego wystrzału i dlaczego w przypadku Donbasu stało się inaczej.
Możemy Jej oczyma zobaczyć ciemne strony przygotowań do Olimpiady w Soczi i zwiedzić wioskę w której poparcie w wyborach prezydenckich dla Władimira Władimirowicza wynosiło równe 100%.
Poznajemy także praktycznie niedostępne dla zwykłego turysty obszary Syberii i pierwszego czarnoskórego radnego w Rosji (zwanego w żartach „Afrorosjaninem”).
Wspólnie z Arletą Bojke przeżywamy oblężenie lotniska w Doniecku, gdzie przed „zielonymi ludzikami” oraz separatystami broniła się nieliczna grupka ukraińskich żołnierzy i ochotników, przez przeciwników z szacunkiem nazywanych „cyborgami”. Przeczytamy też relację z zatrzymania ekipy filmowej przez żołnierzy rosyjskich na terenie katastrofy smoleńskiej.
To bardzo dobra, napisana żywym językiem książka, która pomoże w jakimś stopniu zrozumieć Rosję i rosyjską duszę, poznać jej mieszkańców m.in. wnuczkę marszałka Konstantego Rokossowskiego, która jest wielką polonofilką i popularyzatorką Polski wśród Rosjan oraz zajrzeć za kulisy kontaktów z rosyjską biurokracją.

pokaż więcej

 
2017-03-20 21:59:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Bliski Wschód, Literatura faktu i reportaż
Seria: Reportaż

"Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli" - to kolejna, w naszej kolekcji, książka opisująca wojnę domową w Syrii.
Z pewnością nie można Janine di Giovanni zarzucić braku pomysłu na przedstawienie sytuacji jaka miała miejsce od początku konfliktu w Syryjskiej Republice Arabskiej, ale mnie osobiście razi stronniczość Autorki.
Sposób przedstawiania faktów jest dla mnie pewnym odwzorowaniem dowcipu...
"Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli" - to kolejna, w naszej kolekcji, książka opisująca wojnę domową w Syrii.
Z pewnością nie można Janine di Giovanni zarzucić braku pomysłu na przedstawienie sytuacji jaka miała miejsce od początku konfliktu w Syryjskiej Republice Arabskiej, ale mnie osobiście razi stronniczość Autorki.
Sposób przedstawiania faktów jest dla mnie pewnym odwzorowaniem dowcipu o wyniku pojedynku biegowego pomiędzy przywódcą radzieckim i prezydentem USA komentowanego przez agencję TASS (Информационное агентство России ТАСС).
Otóż - przywódca radziecki i amerykański zmierzyli się w wyścigu. Nazwiska zmieniały się w zależności od roku, w którym żart ten był opowiadany.
Prezydent USA przybiegł pierwszy, pokonując swojego radzieckiego odpowiednika.
Jak skomentowała to wydarzenie agencja TASS ? „Przywódca radziecki zajął zaszczytne drugie miejsce, a prezydent USA był przedostatni”. Czyli owszem, napisali prawdę i tylko prawdę, przestawiając jednak fakty zgodnie z obowiązującymi wymogami.

W podobny sposób komentuje wydarzenia w Syrii Janine di Giovanni.
Dowód? A proszę bardzo - poniżej cytat ze strony 29

„…Od samego początku do protestujących strzelały rządowe siły bezpieczeństwa. Pierwszego dnia zabito trzy osoby. Dwa dni później zginęło siedmiu policjantów [pokreślenie moje] i czterech demonstrantów….”

Co możemy wywnioskować z tego tekstu? Że w skład „rządowych sił bezpieczeństwa” nie wchodzi, policja, bo wyżej wymienione siły strzelały do demonstrantów i zabiły jak się wydaje - „antyrządowych” policjantów.
Jeżeli policja syryjska jest antyrządowa, jak można na podstawie powyższego cytatu domniemywać, to jakim cudem prezydent Syrii Baszszar Hafiz al-Asad do tej pory utrzymuje się na stanowisku ? Ba, udaje mu się nawet odzyskać Aleppo?
Dodatkowo - pojawiły się rysy w antyasadowskich ugrupowaniach wspieranych przez Zachód.
Bojownicy o „wolność i demokrację” w Syrii - członkowie tak dobrze znanych ze swoich liberalnych i arcydemokratycznych zapędów organizacji jak Hajjat Tahrir asz-Sham (Organizacja Wyzwolenia Lewantu - to nowy „brend” Frontu an-Nusra) czyli tej „dobrej” Al-Kaidy prowadzą działania zbrojne przeciwko drugiej grupie „liberalnych demokratów” złożonej z salafickich dzihadystów Ahrar asz-Szam (pełna nazwa to Islamski Ruch Wolnych Ludzi z Lewantu) . To, jak podkreślam są ci „nasi” bo walczą z ISIL.

Nie odmawiam Autorce zaangażowania czy ogromnego wkładu pracy. Dokonała naprawdę tytanicznego wysiłku, aby zebrać materiały i zapoznać czytelników z sytuacją w Syrii.
Wywiady przeprowadzone z opozycjonistami syryjskimi odbyły się w różnych miejscach poza Syrią, między innymi we Francji czy Szwajcarii.
Jednak po tej lekturze, mam ogromną ochotę przeczytać reportaż Pawła Smoleńskiego, bo jednostronnego przedstawiania wojny syryjskiej przez kolejnych „niezależnych reporterów” mam już po dziurki w nosie.

Jestem przekonany, że reportaż redaktora Smoleńskiego nie będzie poprawny politycznie i napisany pod dyktando obowiązującej świat zachodni narracji.
Znając większość książek pana Pawła wiem, że opisze w rzetelny sposób racje wszystkich stron konfliktu, bo tego, że dotrze do jakichś bossów ISIL czy innych ugrupowań jestem w 100% pewien

pokaż więcej

 
2017-03-19 13:50:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka

W "Otchłani bez snów" znajdziecie to samo uniwersum, które znacie już z wcześniejszych powieści Petera F. Hamiltona - serii ”Nagi Bóg” czy „Gwiazda Pandory”.

Bohater poprzednich powieści, jeden z najbogatszych ludzi światów, współtwórca pierwszego wormhola na Marsie (razem z Ozzym Isaacsem) Nigel Sheldon na prośbę inteligentnej rasy Reielów wyrusza na misję, której celem jest zbadanie...
W "Otchłani bez snów" znajdziecie to samo uniwersum, które znacie już z wcześniejszych powieści Petera F. Hamiltona - serii ”Nagi Bóg” czy „Gwiazda Pandory”.

Bohater poprzednich powieści, jeden z najbogatszych ludzi światów, współtwórca pierwszego wormhola na Marsie (razem z Ozzym Isaacsem) Nigel Sheldon na prośbę inteligentnej rasy Reielów wyrusza na misję, której celem jest zbadanie fizycznego fenomenu jakim jest Pustka.
Reielowie nie są w stanie, mimo swojej gigantycznej przewagi technologicznej nad ludźmi, dotrzeć do jej jądra. Wyprawa, jaką wysłali tysiąclecia temu zaginęła.
Podobnie jak wyprawa kapitana Corneliusa, która w obszar Pustki wleciała z powodów anomalii podczas lotu. Dzięki przekazowi telepatycznemu do jednego z nowych proroków, okazuje się, że na planetach w Pustce żyją potomkowie członków tej wyprawy.
Nie możliwe jest dla wykorzystywanie nowoczesnych technologii, a regres cywilizacyjny ogranicza możliwość budowy czegokolwiek bardziej skomplikowanego niż maszyny parowe.
Planety Pustki są atakowane przez Upadłych – rasę, która posiadła zdolność mimikry na niezwykłym poziomie. Jednak aby upodobnić się do istot z zaatakowanych planet musi je pożreć, dzięki czemu Upadli są w stanie przyjąć ich formę.
Znudzony nieco swoimi sukcesami i bogactwem, ponad 1200 – letni Nigel wyrusza w podróż z niewielkimi szansami na powrót.
Jego ogromne doświadczenie i dogłębna wiedza naukowa, poparte oszałamiającymi sukcesami biznesowo-politycznymi (chyba każdy chciałby być założycielem dynastii oraz posiadać własną planetę) dają cień szansy na rozwiązanie problemów.
Udane lądowanie na Bienvenido to dopiero początek. Później, w świcie telepatii, telekinezy i innych niemalże magicznych umiejętności, które wynikają ze specyfiki Pustki musi znaleźć sposób na wyrwanie z Pustki planet zamieszkałych przez ludzi. Korzystta przy tym ze środków, które mocno odbiegają od narzędzi, jakimi dysponował we Wspólnocie.

Czy Nigel z kilkoma dosłownie ZANdroidami da radę dokonać tego, z czym nie mogła sobie poradzić całą cywilizacja Reielów?
Jak na pojawienie się człowieka ze Wspólnoty zareagują ci, których pomocy potrzebuje?
Kim lub czym są Władcy Niebios ? Czy głoszona przez nich religia jest faktycznie dobrą drogą dla ludzi ?

To w pierwszym tomie nowej serii Petera F. Hamiltona.
Nieznajomość poprzednich serii nie ma nadmiernego wpływu na odbiór tej książki, ale mam ogromną nadzieję, że Wydawnictwo Zysk wyda wznowienie poprzednich. Mam wszystkie tomy z serii „Nagi Bóg””, ale niestety niekompletną serię „Gwiazda Pandory”, a uważam, że jest to niesamowita, choć dość mroczna fantastyka.

pokaż więcej

 
2017-03-18 14:03:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka
Cykl: Pamiętnik Lady Trent (tom 1)

Wspomnienia z czasów młodości lady Izabeli Trent, najsłynniejszej badaczki i autorytetu w zakresie „smokoznawstwa”.
W świecie lady Trent, w którym znajdziemy sporo podobieństw do wiktoriańsko-edwardiańskiej Anglii, za czasów młodości naszej bohaterki, smoki były stworzeniami całkowicie niezbadanymi.
Owszem, w królewskim ogrodzie zoologicznym można było oglądać kilku przedstawicieli tego...
Wspomnienia z czasów młodości lady Izabeli Trent, najsłynniejszej badaczki i autorytetu w zakresie „smokoznawstwa”.
W świecie lady Trent, w którym znajdziemy sporo podobieństw do wiktoriańsko-edwardiańskiej Anglii, za czasów młodości naszej bohaterki, smoki były stworzeniami całkowicie niezbadanymi.
Owszem, w królewskim ogrodzie zoologicznym można było oglądać kilku przedstawicieli tego gatunku zwierząt, lecz tylko przez bardzo krótki czas, albowiem źle znosiły niewolę.

Już jako mała dziewczynka Izabela Trent mocno różniła się od swoich rówieśniczek z tej samej klasy społecznej czyli lokalnej arystokracji. Zamiast zajmować się tym, czym dziewczynki z dobrych domów powinny się zajmować, wolała nauki przyrodnicze. Jej szczególnym zainteresowaniem cieszyły się stworzenia latające do których należą smoki. Iskrzyki, które jako jedyne miniaturowe drakonidy występowały w ojczystej Scirlandii były obiektem pierwszych, dość nieudolnych badań nastoletniej Izabeli.
Jako młoda arystokratka powinna znaleźć odpowiedniego męża, którego majątek i pozycja byłyby zbliżone (lub wyższe) od tego, jakim dysponowała rodzina Izabeli.
Miała więc ogromne szczęście, gdy poznała młodego gentelmana, będącego obiektem łowów małżeńskich wielu młodych panien na wydaniu. Jednak Jacob jakoś się nie spieszył do zawarcia związku małżeńskiego, gdyż młode damy z towarzystwa raziły go swoją pretensjonalnością.
Dopiero spotkanie osoby z pasją i wiedzą pokrywającą się z jego zainteresowaniami przełamało niechęć młodego Jacoba Camhersta do stanu małżeńskiego.
Wspólne życie Izabeli i Jacoba cementowała w mniejszym stopniu romantyczna miłość (zresztą w Wielkiej Brytanii tamtych czasów porada matek dla córek z rodów szlacheckich przed nocą poślubną brzmiała „zamknij oczy i myśl o o Anglii”), a raczej przyjaźn, wspólne pasje i praca.

Wybitny badacz i podróżnik Maxwell Oscott, hrabia Hilford jest również pasjonatem smoków i organizuje wyprawę do Wystrany, gdzie żyją najłagodniejsze z poznanych latających drakonidów. Zarówno kości jak i ciało smoków ulegają błyskawicznemu rozkładowi, wiec żeby poczynić notatki i rysunki należy działać bezzwłocznie. Izabela jest wprawnym i dokładnym rysownikiem.
Dzięki znajomości z hrabią oraz wspólnym celom badawczym państwo Camherst zostają włączeni do wyprawy, ale po przybyciu na miejsce sprawy zaczynają się komplikować. Zaginęła osoba, która miała być przewodnikiem i opiekunem naszych bohaterów, a lokalny bojar nie jest specjalnie życzliwy przybyszom.
Również miejscowa ludność nie przepada za obcymi. Dodatkowo, od jakiegoś czasu smoki zaczęły być bardzo agresywne i atakować ludzi.

Co spowodowało taką zmianę ich zachowania? Czy podróżnikom uda się zdobyć pożądaną wiedzę?
Co stało się z Jinrikiem Gritelkinem, który miał być gospodarzem wyprawy hrabiego ?
Czy Izabela będzie w stanie poskromić swój temperament i nadmierną ciekawość świata, zanim stanie się jakieś nieszczęście?
Odpowiedzi szukajcie w „Historii naturalnej smoków”.

pokaż więcej

 
2017-03-18 12:01:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia, Literatura faktu i reportaż

Niewiele osób wie, a jeszcze mniej jest w stanie uwierzyć w to, że w czarnej Afryce istniała świetnie prosperująca cywilizacja, która poziomem „naukowego fermentu” o kilka długości przerastała średniowieczną Europę.
Setki tysięcy woluminów, spisywanych przez tysiąclecie jest materialnym dowodem takiego stanu rzeczy.
Najbardziej znaną budowlą tego miejsca jest meczet Sankore, ale miasto przez...
Niewiele osób wie, a jeszcze mniej jest w stanie uwierzyć w to, że w czarnej Afryce istniała świetnie prosperująca cywilizacja, która poziomem „naukowego fermentu” o kilka długości przerastała średniowieczną Europę.
Setki tysięcy woluminów, spisywanych przez tysiąclecie jest materialnym dowodem takiego stanu rzeczy.
Najbardziej znaną budowlą tego miejsca jest meczet Sankore, ale miasto przez wiele stuleci było jednym z tych, w których nauki islamu mieszały się z lokalnymi wierzeniami i wpływami kultury antycznej.
Tu tuarescy nomadzi żyli w miarę pokojowo z osiadłymi potomkami założycieli państwa Songhaj i będącego jego kontynuacją Imperium Mali.
Najbardziej znany malijski władca - król Mansa Musa podczas pielgrzymki to Mekki rozdał w Kairze taką ilość złota, że doprowadził do 12 – letniej inflacji, a jego majątek, w przeliczeniu oczywiście na dzień dzisiejszy wynosił marne.... 400 mld. $.
Dla porównania - od 17 edycji liderem rankingu Forbesa na najbogatszego człowieka świata jest Bill Gates, który może się poszczycić majątkiem na poziomie 75 mld $. W porównaniu z Mansa Musą wygląda jak ubogi krewny z prowincji.

Władca ten, oprócz rozdawnictwa złota zajmował się również rozwojem edukacji i utworzył szkołę wyższą w Timbuktu.
Przybywający do tego odległego od cywilizacji miejsca uczeni z przerażeniem uświadamiali sobie, jak ogromna wiedza jest w posiadaniu osiadłych tu naukowców i często przenosili się do innych ośrodków akademickich tamtych czasów, aby prze kolejne lata intensywnie poszerzać swoją wiedzę i uniknąć kompromitacji w mieście nad Nigrem.
To również miejsce, gdzie książki były jedynym, godnym pożądania prezentem, a bogactwo człowieka szacowano w oparciu o zawartość jego biblioteki.

Timbuktu było jednym z nielicznych miejsc, w których rozwijał się islam tolerancyjny, otwarty, przepełniony duchem humanizmu, a prawdziwym dżihadystą był ten, który walczył ze swoimi słabościami.
Jednak i na takie miejsca spadają (na szczęście – tylko co kilkaset lat) nieszczęścia w postaci różnego typu barbarzyńców i fanatyków.
Ostatnim razem maiło to miejsce w latach 2012 – 2014, kiedy Tuaregowie pragnęli utworzyć własne, niezależne państwo Azawad, lecz ich sny o niepodległości wybili im z głów wcześniejsi sojusznicy - Al-Ka’ida Islamskiego Maghrebu, Ruch na rzecz Jedności i Dżihadu w Afryce Zachodniej i Ansar ad-Din czyli zwolennicy islamu wojującego, którzy do tolerancyjnego islamu z Timbuktu odnosili się z wrogością nie mniejszą niż do cywilizacji zachodniej.
Istniało ogromne ryzyko, że świadectwa materialne, w tym 377 tysięcy unikalnych manuskryptów ulegnie zagładzie, tak jak inne zabytki kultury malijskiej, odbiegające od wahabickiej wersji islamu.

Osobą która z narażeniem życia podjęła cichą wojnę z fanatykami był skromny bibliotekarz z Timbuktu – Abdel Kader Haidara.
Człowiek o niesamowitym wręcz uporze i talencie do pozyskiwania środków finansowych na zbieranie rozproszonych po całym Mali wolumenów i budowanie bibliotek, także prywatnych, w Timbuktu.
Podczas swoich wieloletnich wędrówek udało mu się powiększyć zbiory biblioteki im. Ahmeda Baby o tysiące unikalnych manuskryptów. Za pieniądze, otrzymywane w postaci grantów od wszelkich fundacji i instytucji zajmujących się dobrami kultury budował doskonale wyposażone obiekty i wspierał kształcenie ludzi zajmujących się rekonstrukcjami oraz kopiowaniem i katalogowaniem tych bezcennych foliałów.

To książka o poświęceniu całego życia książkom i wiedzy, dbałości o wielki skarb, jaki przez wieki gromadzono w tym tajemniczym mieście.
O determinacji i ryzyku, które ponosili ludzie, aby ocalić je przez zniszczeniem przez bezwzględnych barbarzyńców, którzy wszelkie przejawy samodzielnego myślenia, tolerancji i kultury mającej korzenie w islamie uważali za zbrodnicze, bo są inne niż to, co sobie wymyślił Muhammad ibn Abd al-Wahhab jako jedyną słuszną interpretację nauk Proroka.
To także opowieść o historii miasta, którego nazwa od stuleci wywołuje gęsia skórkę u wszelkiego typu i maści podróżników i uczonych.

Ps. Byliśmy w drodze do Timbuktu na dwa tygodnie przed wybuchem powstania Tuaregów. Nie dojechaliśmy niestety na miejsce, musieliśmy zawrócić przy granicy z Mauretanią.

pokaż więcej

 
2017-03-11 10:50:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał

Z lektury wszelkich amerykańskich kryminałów wynika bardzo ważna nauka – jeśli nie chcesz mieszkać byle gdzie, żywić się byle czym i pragniesz uniknąć problemów z płynnością finansową – nie zostawaj prywatnym detektywem.
No chyba, że absolutnie nie masz innego pomysłu na siebie, a jesteś z jakiegoś powodu skrzywdzonym przez życie byłym gliną lub kimś takim.

Powieść Roberta Littlella powiela w...
Z lektury wszelkich amerykańskich kryminałów wynika bardzo ważna nauka – jeśli nie chcesz mieszkać byle gdzie, żywić się byle czym i pragniesz uniknąć problemów z płynnością finansową – nie zostawaj prywatnym detektywem.
No chyba, że absolutnie nie masz innego pomysłu na siebie, a jesteś z jakiegoś powodu skrzywdzonym przez życie byłym gliną lub kimś takim.

Powieść Roberta Littlella powiela w pewnym stopniu. ten stereotyp
Lemuel Gunn – były policjant oraz terenowy agent CIA, który wyleciał ze służby w Agencji po złożeniu raportu o zbrodniach wojennych popełnionych przez współpracujących z nim komandosów w Afganistanie, pozbawiony za „nielojalność” prawa do emerytury kupuje sobie przyczepę kempingową, która jest jednocześnie jego domem i biurem.
Na szczęście – jest to przyczepa z czasów, kiedy nazwa „dom na kołach” oznaczała dom na kołach, a nie wywołującą klaustrofobię ohydną budą z najtańszych materiałów.
Jedynym jasnym punktem w życiu Lemuela jest jego przybrana córka, Kubra, którą uratował z piekła Afganistanu.
Potrzeby związane z rozliczaniem się z fiskusem zapewnia mu rozwiedziona księgowa, która jak twierdzą znawcy tematu, nie tylko w tym w życiu Gunnem się opiekuje:-)
Jednak nawet najlepsza księgowa nie zapewni wpływów na konto, jeśli nie ma klientów.
A takim klientem jest zjawiskowa Ornella Neppi, która poszukuje człowieka, za którego firma jej stryja zajmująca się poręczeniami sądowymi wpłaciła kaucję wynoszącą 125,000$.
Ornella ma poważne wątpliwości, czy jej klient stawi się przed sądem, ponieważ przedstawione przez niego zabezpieczenie w postaci aktu własności i domu jest fałszywe.
To, że zniknął z horyzontu też nie poprawia jego wiarygodności.
Aha, podał fałszywe nazwisko oraz dziwnym trafem tajemniczy ktoś należący do FBI skonfiskował wszystkie dostępne zdjęcia, łącznie z tymi zrobionymi podczas aresztowania.
Czyli tajemniczy pan Emilo Gava może być gdziekolwiek, wyglądać jakkolwiek i oczywiście nazywać się również dowolnie.
Co absolutnie nie przeszkadza Gunnowi w podjęciu się zadania odnalezienia tajemniczego Emilio.

To czy go znajdzie, kim jest Emilo Gava i kim dla niego jest Ornella Neppi dowiecie się z lektury tej bardzo interesującej powieści kryminalnej.

pokaż więcej

 
2017-03-06 23:34:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia
Autor:
Cykl: Władcy mórz (tom 2)

Porażka starszego konsula Gnejusza Kornliusza Scypiona, który dał się wciągnąć w kartagińską pułapkę pod Liparą doprowadziła do znacznego osłabienia jego pozycji w Rzymie. Attyka wziął pod opiekę konsul Gajusz Duiliusz, doceniając jego zalety, jako dowódcy okrętu.
Jednak mimo tych sprzyjających przyjaciołom okoliczności, muszą oni w dalszym ciągu mieć się na baczności.

Scypion, dzięki...
Porażka starszego konsula Gnejusza Kornliusza Scypiona, który dał się wciągnąć w kartagińską pułapkę pod Liparą doprowadziła do znacznego osłabienia jego pozycji w Rzymie. Attyka wziął pod opiekę konsul Gajusz Duiliusz, doceniając jego zalety, jako dowódcy okrętu.
Jednak mimo tych sprzyjających przyjaciołom okoliczności, muszą oni w dalszym ciągu mieć się na baczności.

Scypion, dzięki czujności i inteligencji swojej żony wykrywa szpiegów Gajusza Duiliusza i podsuwa mu fałszywą informację, o tym, że chce objąć funkcję cenzora.
To wbrew pozorom stanowisko dające silny oręż w walce z wrogami.
Cenzorzy prowadzili m.in. spis majątków i kontrolowali wydatki państwa na cele publiczne oraz określali koszty prowadzenia wojen i rozbudowy armii. Do zakresu ich obowiązków należało też tzw. cura morum, czyli czuwanie nad moralnością obywateli.
To umożliwiało, przy odpowiednim określeniu powinności podatkowych, doprowadzenie przeciwników do ruiny, natomiast ”cura morum” służyła do wywierania nacisków na senatorów, co do prowadzenia się których były wątpliwości.
Dlatego, zauważając takie zagrożenie Gajusz Duiliusz zrezygnował z kandydowania na starszego konsula. Stanowisko to objął, pod wpływem Scypiona, jeden z jego senackich sojuszników Marek Acjusz Regulus.
Na domiar złego – trybunem, na fali popularności floty, został młody Warro, którego ambicje i wysokie mniemanie o swoim znaczeniu jest odwrotnie proporcjonalne do jego faktycznych kwalifikacji i odwagi.
To doprowadziło do konfliktu pomiędzy naszymi bohaterami a młodocianym, lecz bardzo mściwym Warronem.
Stosunki pomiędzy przyjaciółmi w dalszym ciągu są napięte – Septymus do tej pory nie może wybaczyć Attykowi związku z siostrą.A to tylko wrogowie w Rzymie.
Nie można zapominać, że jedna wygrana bitwa morska nie jest w stanie złamać potęgi Kartaginy oraz strategicznego geniusza Hamilkara Barkasa.

Na morzu pojawiają się bardzo dziwni piraci, którzy mordują całe załogi i zatapiają statki. To dość dziwne zachowanie jak na piratów, których podstawą „rzemiosła” jest pozyskiwanie pryzów. Odwet, jaki szykuje Hamilkar ma sięgnąć samego serca imperium – Rzymu.

Czy chytremu Kartagińczykowi powiodą się jego plany? Czy przyjaciele dojdą w końcu do zgody w sprawach uczuć Attyka do Hadri?
Czy potężni wrogowie dokonają zemsty na naszych bohaterach?
To i jeszcze więcej w “Kapitanie Rzymu” Johna Stacka :-)

pokaż więcej

 
2017-03-06 23:32:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia
Autor:
Cykl: Władcy mórz (tom 1)

Podczas patrolu antypirackiego okręt Republiki Rzymskiej, nowoczesna trirema „Aquila” dowodzona przez kapitana Attyka Miloniusza Perennisa natyka się na potężną flotę punicką admirała Hannibala Gisko, głównodowodzącego floty i armii kartagińskiej na Sycylii.
Dzięki doskonałej znajomości lokalnych wód udaje się umknąć potężnej armadzie kartagińskiej i doprowadzić do zatopienia jednej z jej...
Podczas patrolu antypirackiego okręt Republiki Rzymskiej, nowoczesna trirema „Aquila” dowodzona przez kapitana Attyka Miloniusza Perennisa natyka się na potężną flotę punicką admirała Hannibala Gisko, głównodowodzącego floty i armii kartagińskiej na Sycylii.
Dzięki doskonałej znajomości lokalnych wód udaje się umknąć potężnej armadzie kartagińskiej i doprowadzić do zatopienia jednej z jej jednostek poprzez wprowadzenie na bardzo silny wir.
Razem z dowódcą piechoty morskiej „Aquili” Septymusem Letoniuszem Kapito, prywatnie przyjacielem kapitana docierają przed oblicze starszego konsula Rzymu i głównodowodzącego armią rzymską Gnejusza Kornliusza Scypiona z raportem o punickich okrętach, które są w stanie doprowadzić do pełnej blokady wyspy.

Rzymianie, niepokonani na lądzie znacznie ustępują znakomitej marynarce wojennej Kartaginy.
Kartagińska flota nie ma sobie równych w tamtych czasach – i tą właśnie przewagę chce wykorzystać admirał Gisko. Odcięcie dostaw wszelkiego typu sprzętu wojennego oraz żywności na Sycylię doprowadzić ma do klęski 40.000 legionistów znajdujących się na wyspie.
Przyjaciele obiecują byłym towarzyszom Septymusa z legionu Dziewiątego, że wrócą z pomocą na czas.
Starszy konsul wydaje rozkaz natychmiastowego udania się do Rzymu w celu złożenia raportu Senatowi.
Podobnie jak kartagiński admirał, konsul rzymski Gnejusz Kornliusz Scypion jest człowiekiem bezwzględnym, nie liczącym się z nikim, ani z niczym, poza swoją chwałą i pozycją w Rzymie.
Nie ma w zwyczaju słuchać czyichkolwiek rad, poza swoją żoną a już na pewno nie ma zamiaru przyjmować jakichkolwiek sugestii od Greka, którym jest Attyk.
Nie ma znaczenia, że jest on znakomitym dowódcą okrętu – nie jest „prawdziwym rzymianinem” mimo tego, że jest obywatelem Republiki.
W Rzymie starszy konsul chce utworzyć flotę mającą pokonać Kartagińczyków i przedłużyć swój konsulat o kolejny rok, mimo tego, że prawo tego nie dopuszcza.
Jego największym przeciwnikiem i wrogiem jest młodszy konsul Gajusz Duiliusz „homo novus” wśród rzymskich elit, który dorobił się majątku samodzielne, a nie odziedziczył po przodkach.
W Rzymie Septymus zaprasza przyjaciela do domu. Tam Attyk poznaje jego siostrę, młodą wdowę po najlepszym przyjacielu Septymusa. I jak to bywa w takich przypadkach – zakochuje się w niej z wzajemnością. Septymus nie przyjmuje tego do wiadomości, o czym w gniewnych słowach informuje Attyka.

Kto wygra walkę o dowództwo nad flotą? Czy Kartagińczycy ulegną w walce? Jak potoczą się losy pozbawionych dostaw legionów na Sycylii? Czy miłość zwycięży niechęć ?
To już musicie przeczytać sami :-)

pokaż więcej

 
2017-03-06 11:26:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał
Cykl: Amos Decker (tom 2) | Seria: Ślady zbrodni

Malvin Mars, za zabójstwo swoich rodziców, spędził już w więzieniu ponad dwadzieścia lat.
Wielokrotne apelacje nie przynoszą żadnego skutku – za kilka dni stan Teksas wyśle go do lepszego (podobno) świata za pomocą strzykawki z trucizną.
Dla Marsa, który jako bardzo młody człowiek był wielce obiecującym futbolistą amerykańskim (takim od footballu, a nie soccera) nie jest to już wiadomość,...
Malvin Mars, za zabójstwo swoich rodziców, spędził już w więzieniu ponad dwadzieścia lat.
Wielokrotne apelacje nie przynoszą żadnego skutku – za kilka dni stan Teksas wyśle go do lepszego (podobno) świata za pomocą strzykawki z trucizną.
Dla Marsa, który jako bardzo młody człowiek był wielce obiecującym futbolistą amerykańskim (takim od footballu, a nie soccera) nie jest to już wiadomość, która robi na nim wrażenie.
Jeżeli przez większość życia, które spędził za kratami, takie zakończenie żywota groziło mu praktycznie każdego dnia, to można je przyjąć z pewnym spokojem.
Następuje jednak nieoczekiwana sytuacja, która ratuje go od pewnego wyroku śmierci.
W innym więzieniu w stanie Alabama do zabicia państwa Mars przyznaje się inny człowiek który, jak twierdzi, chce oczyścić swoje sumienie. On także czeka wykonanie wyroku, ale za inne przestępstwa. Charles Montgomery zna szczegóły zbrodni z przed dwudziestu lat, których nikt, poza prawdziwym mordercą znać nie może.

Oczywiście Departament Sprawiedliwości stara się zbadać sprawę, a stan Teksas próbuje wyjść z twarzą z sytuacji, kiedy na mocy jego wyroku za kratami dwadzieścia lat spędził człowiek niewinny.
Do prób wyjaśniania tej zaskakującej sytuacji włącza się były inspektor policji, obecnie świeżo zwerbowany agent FBI Amos Decker.
Robi to z dwóch powodów. Pierwszym jest duże podobieństwo między zabójstwem państwa Mars i zabójstwem jego żony i córki.
Po drugie – sam też jest byłym futbolistą, a raz nawet spotkał się z Malvinem na boisku i uznał go za przyzwoitego człowieka.
Konsekwencją urazu, jakiego Amos doznał na boisku są zmiany, które nastąpiły w jego mózgu. Hipermnezja (tu za Ciotką Wiki „wybitna pamięć autobiograficzna, czyli zdolność pamięci do nieograniczonego odtwarzania utrwalonych śladów przeżyć psychicznych) połączona z synestezją (witaj Ciociu :-D stan lub zdolność, w której doświadczenia jednego zmysłu (np. wzroku) wywołują również doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów, na przykład odbieranie niskich dźwięków wywołuje wrażenie miękkości, barwa niebieska odczuwana jest jako chłodna, obraz litery lub cyfry budzi skojarzenia kolorystyczne itp.) to potężna broń w rękach (a raczej głowie) doświadczonego, inteligentnego gliny.

Sprawa okazuje się zdecydowanie bardziej zagmatwana i sięgająca dalej, niż banalne 20 lat, a próba jej wyjaśnienia zaczyna powodować ruchy jakichś „wielkich ryb” przy których solidne ssaki, takie jak waleń błękitny wyglądają niepozornie.
Próba dowiedzenia się czegoś więcej na temat rodziców Malvina zaczyna sprowadzać na Amosa i resztę zespołu specjalnego FBI wszelkie urzędnicze plagi egipskie.
Gdy i to nie pomaga – jedna z osób z zespołu zostaje porwana bez śladu.

Znakomity kryminał o naprawdę niebanalnym zakończeniu.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
265 228 15160
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (121)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
Ulubieni tłumacze (1)
Lista ulubionych tłumaczy
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd