LoboBathory 
Pełnoetatowa fangirl, profesjonalna queerowa czytelniczka, feministka.
31 lat, kobieta, Toruń, status: Czytelniczka, dodała: 5 książek i 37 cytatów, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • 21 wierszy miłosnych
    21 wierszy miłosnych
    Autor:
    Wiersze o miłości, której nikt sobie nie wyobrażał, autorki niezwykle dojrzałej, świadomej samej siebie i otaczającego ją świata. Potencjalnie wywrotowy charakter tej poezji tkwi w jej pierwiastku hom...
    czytelników: 70 | opinie: 1 | ocena: 7,16 (19 głosów)
  • Czasomierze
    Czasomierze
    Autor:
    W pewien upalny dzień w 1984 roku piętnastoletnia Holly Sykes ucieka z domu i spotyka starszą panią, która proponuje jej kubek herbaty w zamian za „schronienie”. Minie kilkadziesiąt lat, zanim Holly z...
    czytelników: 2116 | opinie: 69 | ocena: 7,29 (431 głosów) | inne wydania: 1
  • Dziecko Odyna
    Dziecko Odyna
    Autor:
    Skandynawska fala ogarnia fantastykę. Powieść nagrodzona FABELPRISEN 2014. Pierwszy tom cyklu „Krucze pierścienie”. Oryginalnej sagi fantasy osadzonej na staronordyckim gruncie. Cykl ten ma szansę st...
    czytelników: 6001 | opinie: 301 | ocena: 7,36 (2092 głosy) | inne wydania: 2
  • Eseje wybrane
    Eseje wybrane
    Autor:
    Ten wybór różni się od dotychczasowych prezentacji eseistyki Woolf: pisarka nie występuje tu jedynie jako czytelniczka, recenzentka, komentatorka i teoretyczka literatury modernistycznej, lecz przede...
    czytelników: 854 | opinie: 11 | ocena: 8,06 (98 głosów) | inne wydania: 1
  • Lair of Dreams
    Lair of Dreams
    Autor:
    After a supernatural showdown with a serial killer, Evie O'Neill has outed herself as a Diviner. Now that the world knows of her ability to "read" objects, and therefore, read the past, she...
    czytelników: 89 | opinie: 1 | ocena: 8 (3 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-05-22 13:13:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Komiksy
Autor:
Cykl: Moon Knight (Marvel Now!) (tom 2) | Seria: Marvel NOW!

Drugi tom serii Moon Knight to kluczenie w poszukiwaniu własnej tożsamości. Dotyczy to w równej mierze samej serii, co jej głównego bohatera. Z martwych powstaną pod względem wizualnym stanowi hołd dla Moon Knighta w wykonaniu Billa Sinkiewicza i Jamesa Shootera. Wiele zastosowanych w tomie technicznych rozwiązań – umiejscowienie i zagospodarowanie kadrów, dynamiczne przejścia pomiędzy nimi,... Drugi tom serii Moon Knight to kluczenie w poszukiwaniu własnej tożsamości. Dotyczy to w równej mierze samej serii, co jej głównego bohatera. Z martwych powstaną pod względem wizualnym stanowi hołd dla Moon Knighta w wykonaniu Billa Sinkiewicza i Jamesa Shootera. Wiele zastosowanych w tomie technicznych rozwiązań – umiejscowienie i zagospodarowanie kadrów, dynamiczne przejścia pomiędzy nimi, użycie koloru (lub jego brak w przypadku tytułowego bohatera) do zaakcentowania pewnych rzeczy, opowiadanie więcej niż jednej historii tym samym rysunkiem – jest wyrazem tego hołdu dla pierwszej serii Moon Knight z lat 80. Jednocześnie nowa seria posiada jednoznacznie nowoczesny wydźwięk i specyficzny charakter, który nie pozwala pomylić dzieła Briana Wooda i Grega Smallwooda z niczym innym. Duet ten przejął serię po udanym starcie w wykonaniu Warrena Ellisa i Declana Shalveya. I chociaż jestem fanką psychodelicznego podejścia do postaci i tematu Moon Knighta widocznego w Z martwych, to Z martwych powstaną ma bardziej zwartą strukturę, opowiada określoną historię i robi to w bardzo sprytny sposób. Niestety, nie ma sensu przyzwyczajać się do luksusu dobrze napisanego Moon Knighta, bo kolejny tom przejmą inni twórcy.

http://szuflada.net/o-jednej-takiej-co-ukradla-ksiezyc-czyli-moon-knight-z-martwych-powstana/

pokaż więcej

 
2019-05-20 12:37:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Cienie Nowego Orleanu to fanfik – nie tylko hołd dla twórczości H.P. Lovecrafta, ale też dla samego miasta. Fascynacja autora Nowym Orleanem przebija z każdej strony. W efekcie powieść czyta się niemal jak biografię tego dziwnego tworu na brzegu Missisipi, gdzie historie, kultury i cierpienia łączą się i przenikają w niespodziewany sposób. Lewandowski doskonale wychwytuje niuanse miasta, jego... Cienie Nowego Orleanu to fanfik – nie tylko hołd dla twórczości H.P. Lovecrafta, ale też dla samego miasta. Fascynacja autora Nowym Orleanem przebija z każdej strony. W efekcie powieść czyta się niemal jak biografię tego dziwnego tworu na brzegu Missisipi, gdzie historie, kultury i cierpienia łączą się i przenikają w niespodziewany sposób. Lewandowski doskonale wychwytuje niuanse miasta, jego złożoność i realia epoki. Nie bez znaczenia jest także najświeższa warstwa tego palimpsestu – linie tramwajowe przecinające bogatsze dzielnice czy wynalazek fotografii i filmu atakujące amerykańską bigoterię swoimi możliwościami. Wspaniale było przeczytać powieść historyczną, która wspomina o popularności filmowej pornografii w Stanach. Nowy Orlean to miasto wymykające się prohibicji narzuconej przez Senat, ale wyznające własne ograniczenia niczym kościelne credo, przede wszystkim te dotyczące segregacji rasowej. Miłość Lewandowskiego do Nowego Orleanu nie jest aż tak poetyczna i wysublimowana jak u Anne Rice, ale wciąż bardzo przyjemna w odbiorze.

Recenzja:

http://szuflada.net/patronat-szuflady-piecdziesiat-twarzy-cthulhu-czyli-cienie-nowego-orleanu-macieja-lewandowskiego/

pokaż więcej

 
2019-05-17 12:28:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Akademia
 
2019-04-08 10:54:33
Ma nowego znajomego: anna
 
2019-03-27 11:47:11
Autor:
Cykl: Dożywocie (tom 3)

Na wstępie chcę powiedzieć, że jestem dumna z Marty Kisiel, z tego jak rozwinęła swój warsztat od czasu "Dożywocia", z tego, jakie książki pisze obecnie. Nie musiała tego robić. Znalazła swoją niszę, sprawdzała się jako autorka komedii fantasy, była poczytna, miała swój fandom. Mogła spocząć na laurach. Wielu autorów tak zrobiło, nie oszukujmy się.

A każda książka Kisiel w ostatnich latach...
Na wstępie chcę powiedzieć, że jestem dumna z Marty Kisiel, z tego jak rozwinęła swój warsztat od czasu "Dożywocia", z tego, jakie książki pisze obecnie. Nie musiała tego robić. Znalazła swoją niszę, sprawdzała się jako autorka komedii fantasy, była poczytna, miała swój fandom. Mogła spocząć na laurach. Wielu autorów tak zrobiło, nie oszukujmy się.

A każda książka Kisiel w ostatnich latach wychodzi trochę lepsza od poprzedniej. "Oczy uroczne" to pierwsza powieść, gdzie nie musiałam iść na kompromis z samą sobą, przymykać - nomen omen - oczu na pewne usterki i braki warsztatowe, na dowcipy oparte na stereotypie, albo których tematem była jakaś grupa dyskryminowana. Nie było problemu ze sprawczością (agency) postaci kobiecych, bohaterki były różnorodne i ciekawe, wielowymiarowe. Każda z nich.

Jestem zachwycona.

Kisiel napisała horror, wciąż okraszony jej specyficznym humorem, który bardzo do mnie trafia, ale też pełen napięcia, straszny jak powinien, z mrocznym lasem, niepewnością, brakiem odpowiedzi i zasięgu, gdzie znikąd nie można liczyć na pomoc. I dodała do tego poważny dyskurs społeczny o wzrastającej popularności antyintelektualizmu i ruchach antyszczepionkowych. To jest bardzo różne od "Dożywocia", nie ma sensu porównywać tych pozycji, to inny typ literatury, ale wyrastający z bardzo podobnej koncepcji. Co zresztą pokazuje, jak różne efekty można osiągnąć pracując w innej konwencji na tej samej koncepcji.

Oda osiadła w swoim domku wiedźmy w głębi lasu, razem z trójnogim psiakiem Kuleczką i sepleniącym diabłem Bazylem. Pracuje w okolicznej przychodni, toczy utarczki słowne z Rochem, gdzieś tak kiełkuje chemia pomiędzy nimi, a poza tym życie jest błogie. Do czasu. Bo nadchodzi czas przesilenia. Zmagań światła z ciemnością. I jej natura wiły zaczyna stwarzać problemy. Szaleje w niej gniew, dzika pogoń za czymś, czego sama nie rozumie. Ludzie nie ułatwiają jej pracy, czy to przez seksizm czy inny przejaw głupoty. Roch o niczym jej nie mówi. To dość, żeby świętego wyprowadzić z równowagi, a co dopiero wiłę-szaławiłę. Oda musi dojść do prawdy o swojej naturze, mocach, o tym, skąd pochodzi i co to oznacza. Czym właściwie są tytułowe "oczy uroczne"? To siła czy przekleństwo?

Każda postać w powieści jest ciekawa i dobrze zdefiniowana, nawet te trzecioplanowe, jak pielęgniarka Genia, dobry duch i tyran przychodni, czy też przypadkowa właścicielka cukierni, która wierzy w lewoskrętną witaminę C i pewnie też płaskość Ziemi. Nikt nie zostaje zamknięty w dowcipie, co byłoby łatwe, zwłaszcza w tym drugim przypadku. W tym sensie to pierwsza naprawdę dojrzała powieść Kisiel. Zalążek tego był już w "Toni", ale dopiero tutaj rozwinął potencjał.

Z góry mówię, że "odwieczne zło skryte w mrocznym lesie" to jeden z moich ulubionych horrorowych wątków, za co obwiniam "Evil dead" i "Blair witch project". Tutaj często miałam podobne odczucia, niektóre sceny czytałam i miałam przed oczyma ten charakterystyczny ruch kamery z klasyka Reimiego, to pełznięcie po ściółce, gdzie coś nas obserwuje i zmierza w naszą stronę, a my nie mamy pojęcia. Świetna robota, szanuję.

W tym przypadku odwieczne zło wyrasta z polskiej demonologii ludowej, całkowicie i do końca, co szanuję jeszcze bardziej i czytając rozpuszczałam się jak masełko na rozgrzanej patelni. Nie chcę zdradzać za wiele, bo warto to wszystko odkryć na własną rękę, ale Kisiel zrobiła naprawdę dokładny research, który się opłacił, bo historia jest spójna, wciągająca i fascynująca, nawet jeśli ten wielki plot twist był widoczny z daleka, wciąż czytałam ciekawa JAK to zostanie rozegrane, skoro wiemy, że do tego dojdzie.

Odpowiedź brzmi - wybitnie.

A, mama Bazyla powala. Dosłownie i w przenośni.

I jeszcze jedno - ta powieść jest tak podatna na queerowe odczytanie, że w połowie zaczęłam się zastanawiać, czy może jednak coś jest na rzeczy. Bo chemia między Odą a Marzeną aż iskrzy, a odkrywanie natury wiły, zmaganie się z nią, odrzucanie i mroczna pokusa to taka cudowna metafora dla gay awekening, że aż oczy mi się świeciły. Nawet porobiłam zakładki na najbardziej gay momentach w razie jakbym chciała to potem analizować w jakimś tekście naukowym. To dobry moment, żeby przypomnieć, że queerowe odczytanie to uzasadniona interpretacja i ważny element naszej kultury. Reprezentacja ma znaczenie, ale udawanie, że queerowe odczytanie jest marginalne utwierdza marignalność samej queerowości. Jeśli kiedyś miałabym wyjaśniać mechanizm queerowego odczytania albo teorię Alexandra Doty'ego, "Oczy uroczne" to fajny poptekst z polskiej kultury na pokazanie, o co w tym chodzi.

Innymi słowy, czytajcie, nie zawiedziecie się. Warto. To horror, komedia i fluff w jednym i żaden z tych elementów nie niweluje działania pozostałych. Jest tu nawet miejsce na romans(e) i obróbkę spawaniem. I piernik. I nie mogę się doczekać następnej książki Kisiel, bo ona dopiero zaczyna pokazywać, na co ją naprawdę stać.

pokaż więcej

 
2019-03-13 17:06:50
Ma nowego znajomego: arturnowrot
 
2019-03-13 15:51:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Powieści, Queer, Ulubione
Cykl: Fanfik (tom 3)

"Fluff" miałam przyjemność czytać jesienią jako jedna z beta-readerek i muszę przyznać, że to najlepsza powieść Osińskiej do tej pory. Jest zabawna, mądra, dojrzała, realistyczna i jednocześnie fanfikowata do bólu. To jest lesbijska powieść młodzieżowa, na którą czekałam. Poza tym pięknie domyka pewne wątki z poprzednich dwóch tomów i zostawia nadzieję na kontynuację (dawaj, Natalia!).

Ta...
"Fluff" miałam przyjemność czytać jesienią jako jedna z beta-readerek i muszę przyznać, że to najlepsza powieść Osińskiej do tej pory. Jest zabawna, mądra, dojrzała, realistyczna i jednocześnie fanfikowata do bólu. To jest lesbijska powieść młodzieżowa, na którą czekałam. Poza tym pięknie domyka pewne wątki z poprzednich dwóch tomów i zostawia nadzieję na kontynuację (dawaj, Natalia!).

Ta powieść jest fluffaśna. Dla tych, co nie znają fanfikowej terminologii - fluff to tekst, który ma dostarczać pozytywnych emocji. Ma dać takie pluszowe uczucia w środku. To rosół dla duszy. Ulubieni bohaterowie w sytuacjach, w których serca nam się rozpływają jak masełko na patelni. Osińska osiągnęła ten efekt, jednocześnie budując napięcie, nie uciekając od trudnych tematów, przedstawiając bolesne sytuacje. Nie wiem jak to zrobiła, więc chylę czoła.

Postaci z tła "Fanfika" i "Slashu" nabierają trzeciego wymiaru, kolorytu i osobowości. Nie można ich nie lubić, łatwo je zrozumieć, sympatyzować z nimi. Nauka do matury, kiedy wiosna w powietrzu, lepsze atrakcje za rogiem, niepewność co do wyboru przyszłości, wchodzenie w dorosłe życie, poznawanie siebie - to wszystko, co bardzo dobrze pamiętam z ostatniej klasy liceum. Pewnie gdybym wróciła do dzienników z tego okresu, znalazłabym tam podobne nastroje i przemyślenia. Osińska pamięta, jak to jest być nastolatką, przez co nie traktuje młodzieży jak dziwnych tworów z kosmosu, ale jak ludzi. Ludzi, którzy mogą mieć problemy. A te problemy mogą być poważne i zasługują na szacunek.

Bardzo podobał mi się wątek zatroskanych rodziców, którzy chcą jak najlepiej, ale nie zawsze wiedzą, co to znaczy. I jak czasem nieumyślnie dystansują się wobec dzieci. A także rodziców, dla których najlepiej znaczy "po mojemu" i nie zostawiają miejsca na dyskusję, których miłość jest warunkowa i nie zawsze możemy spełnić te warunki, bo to oznaczałoby autolobotomię na żywca.

Pomimo tego, że na pierwszym planie mamy inne bohaterki, "Fluff" to świetne zwieńczenie trylogii. Może właśnie to skupienie się na innych postaciach umożliwiło płynne zamknięcie kilku wątków, dopowiedzenie pewnych rzeczy.

Pojawia się też nowa bohaterka, z nią nowe problemy i spojrzenia na współczesną młodzież. Wika jest postacią z Internetu - zapewne każdy taką zna, albo o takiej słyszał. Zwykle nie chcemy utrzymywać z nią bliższego kontaktu. Jest zbyt - zbyt dziwna, zbyt nieprzystosowana, zbyt skomplikowana. Ale Wika u Osińskiej jest jednocześnie "zbyt" i "w sam raz". Ma te wszystkie cechy, ale pozostaje bardzo realistycznie zarysowaną osobą. Właśnie to, jest osobą, a nie postacią. Łatwo mi w Wikę uwierzyć, traktować "Fluff" jak wgląd w życie prawdziwej osoby, a nie fikcyjną historię. Wika podbiła moje serce, kazała spojrzeć na to, jak oceniam ludzi, co o nich sądzę i nauczyła mnie czegoś o sobie. Bardzo to doceniam i jestem wdzięczna Osińskiej za taką lekcję.

To chyba pierwsza powieść Osińskiej, gdzie do niczego nie mogę się przyczepić. Nawet nie szukam czegoś, co mogłabym skrytykować. Po prostu świetnie się bawiłam, miałam pluszowe uczucia, przejmowałam się i kibicowałam bohaterom, a nawet mierzyłam się z własnymi rodzinnymi traumami. Jeśli kolejne powieści autorki będą na podobnym poziomie, Osińską będzie się czytać całe lata po tym, jak historia literatury zapomni o Musierowicz.

pokaż więcej

 
2019-03-13 13:25:01
Autor:

Recenzja: http://szuflada.net/pierwsze-slowo-nalezy-do-marty-kisiel/

 
2019-03-11 10:40:18
Ma nowego znajomego: Łędina
 
2019-03-11 10:19:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka

Przyznaję, że początkowo nie mogłam się wciągnąć. Świat przedstawiony był zbyt obcy, zbyt dekoracyjny, za dużo szczegółów i za mało wiedzy, żeby poruszać się w tym swobodnie. Albo minęło mi po pierwszych 50 stronach.

Czyta się szybko, ostatecznie połknęłam powieść w jeden dzień. Rozdziały są krótkie, naładowane akcją, humorem i napięciem. Każdy rozdział przedstawia punkt widzenia innej...
Przyznaję, że początkowo nie mogłam się wciągnąć. Świat przedstawiony był zbyt obcy, zbyt dekoracyjny, za dużo szczegółów i za mało wiedzy, żeby poruszać się w tym swobodnie. Albo minęło mi po pierwszych 50 stronach.

Czyta się szybko, ostatecznie połknęłam powieść w jeden dzień. Rozdziały są krótkie, naładowane akcją, humorem i napięciem. Każdy rozdział przedstawia punkt widzenia innej postaci, przez co nieco lepiej poznajemy bohaterów, dowiadujemy się, czemu właściwie mamy ich lubić, a ich backstory wypada dużo bardziej naturalnie, kiedy sami je przedstawiają. I nie ma tu światomyślenia i pierwszoosobowej narracji, co dało mi chwilę wytchnienia.

Jeśli to dalej young adult, to zdecydowanie bardziej adult, bo nawet napięcia seksualnego w powieści nie zabrakło i zostało dobrze napisane. Argumentacja, czemu mają trzymać się od siebie z daleka nie jest z dupy wzięta, ale ostatecznie wszystko dałoby się załatwić dojrzałą rozmową, szczególnie zakończenie, które mnie zirytowało. Ale po kolei.

Głównym motywem powieści jest magiczna kolonizacja, albo raczej magiczny imperializm zachodniej cywilizacji. Ładnie się to układa, motyw jest czytelny na wielu warstwach treści, omawia się go wprost i pokazuje się liczne mechanizmy kolonialnej opresji - rasowej, klasowej, ekonomicznej i magicznej. Wydziedziczenie z własnego dziedzictwa kulturowego, jego wypaczenie w zachodnich rękach, zapchnięcie czyjeś kultury do roli własnej rozrywki - wszystko zostaje czytelnie, ale nie nachalnie pokazane. 5+ za sam temat i jego przedstawienie.

Poza tym to opowieść o planowanym skoku, gdzie coś może pójść źle. Generalnie postaci są inteligentne i czarujące, a jeśli popełniają błędy z winy zbiegu okoliczności albo przywarów charakteru, jest to przekonywujące. Tylko na początku raz czy dwa wywróciłam oczami na głupie postępki, ale z rozbawieniem nawet. Nie jest źle.

Bohaterowie to trochę dla mnie zagwozdka. Dużym problemem powieści jest początek (i zakończenie, ale z innych powodów), gdzie przedstawia się postaci jako superfajne, jeszcze zanim wyjaśni się nam, czemu są takie fajne. Kiedy to wyjaśnienie się pojawia, kupuję je w całości. Są superfajni.

Więc kogo mamy? Severine, pół Francuz-pół Algierczyk, któremu odmówiono prawa do dziedziczenia po jego rodzie, jednym z domów Zakonu Babel, którego celem jest ochrona, przechowywanie i wykorzystywanie magii (mocy? energii?) ukrytej w odłamkach Wieży Babel, jaka umożliwia ludziom formowanie na wzór boskiej zdolności tworzenia. Jego główną motywacją jest oczywiście zemsta. Do tego jego brat adopcyjny, Tristan, szesnastolatek z patologicznej rodziny, który zajmuje się formowaniem roślinności i hoduje wielkie pająki. Zofia, Żydówka polskiego pochodzenia, gdzieś na spektrum autyzmu, z wielkim talentem do matematyki i formowania metali. Enrique, pół Hiszpan-pół Filipińczyk, który pragnie wyzwolenia swojego kraju spod jarzma Hiszpanii, pisarz, dziennikarz, szpieg, biseksualista. Mój ulubieniec. Jeden z tych wielkich przegranych romantyków. Sny o potędze i dekadencja na pełen etat. Laila, Hinduska, której przeszłość skrywa w sobie straszliwy magiczny sekret. I jeszcze Hypnos, patriarcha jednego z rodów Zakonu, potomek Francuza i czarnoskórej niewolnicy z Martyniki. Też ma swoje kompleksy. To ciekawa zbieranina i szybko zdołałam ich polubić, docenić i im kibicować. Każde z nich jest inteligentne, zdeterminowane i ma swoje cele, poza tym, który chwilowo dzielą, jako grupa zajmująca się pozyskiwaniem - wykradaniem Zakonowi magicznych artefaktów, które ten z kolei ukradł innym kulturom. Taka Carmen Sandiego, ale rozpisana na kilka osób.

Nie podoba mi się zakończenie. Ewidentnie było pisane tak, żeby zrobić podkładkę pod kolejny tom, przez co "Pozłacane wilki" nie są samodzielną całością. Książka na tym cierpi. Bo były już niezamknięte wątki, nie trzeba było na szybko dopisywać wstrząsu, który zrujnuje dynamikę grupy. Chyba jestem obrażona o to, że zniszczono na sam koniec coś tak pięknego jak przyjaźń pomiędzy tymi ludźmi dla dramatycznego efektu. Nie chcę spoilerować, ale po prostu końcówka ma dla mnie wymiar shock effect, a nie przepada za tym zabiegiem, bo uważam go za tani. Mowa tu jednak o ostatnich dwudziestu stronach. 95% książki to świetna rozrywka i szczerze ją polecam. Akcja, ciekawe postaci, fajny system magii i sporo refleksji o mrocznych stronach zachodniej kultury. Książka jest dużo bardziej inteligentna niż zakładałam, że będzie i bardzo to doceniam.

pokaż więcej

 
2019-02-24 09:00:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka
Autor:
Cykl: Okrutny książę (tom 2)

Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba, ale jest lepsze niż pierwszy tom. Zdążyłam zapomnieć, że Holly Black gra na schemat YA i dałam się złapać. Ostatecznie to, co irytowało mnie w powieści (jedna rzecz) zrobiło takiego plot twista, że mogę winić tylko siebie, że dałam się podejść. Shame on me. Świetnie się bawiłam czytając kolejne przygody bezwzględnej Jude. Pewnych rzeczy się... Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba, ale jest lepsze niż pierwszy tom. Zdążyłam zapomnieć, że Holly Black gra na schemat YA i dałam się złapać. Ostatecznie to, co irytowało mnie w powieści (jedna rzecz) zrobiło takiego plot twista, że mogę winić tylko siebie, że dałam się podejść. Shame on me. Świetnie się bawiłam czytając kolejne przygody bezwzględnej Jude. Pewnych rzeczy się spodziewałam, pewnych ani trochę.

To co mi się podobało:

- brak streszczenia poprzedniego tomu, pojawiają się tylko retrospekcje inwokowane konkretnymi wydarzeniami i tokiem myślowym Jude,
- światomyślenie głównej bohaterki wypada przez to bardzo naturalnie, dużo lepiej niż w poprzednim tomie, gdzie musiała przedstawić nam cały świat elfów,
- tak wiele polityki, intryga goni intrygę, wszystko ma podwójne dno, bardzo przemyślane działania i nikomu nie można ufać, dworskie intrygi po całości, jest ich o wiele więcej niż wątku (pseudo)romansowego,
- Jude jako postać lawirująca pomiędzy frakcjami, ze swoimi wadami i zaletami, jeszcze bardziej bezwzględna i starająca się myśleć na kilka kroków do przodu przed innymi, nie zawsze z właściwym skutkiem. Trudno jest pisać postać manipulanta krok po kroku - dużo łatwiej (i częściej w literaturze) widzimy efekty manipulacji i intryg, a nie sam proces, negocjacje i ustępstwa, decyzje podejmowane spontanicznie i te przemyślane. To był fascynujący proces, obserwowanie jak Jude miota się i knuje. Podziwiam.
- dwór Toni został opisany barwnie, realistycznie i przerażająco,
- nawet te wiele nowych twarzy Cardana jakoś doceniłam

Co mi się nie podobało:
- nie cierpię motywu "pożądania od pierwszego wejrzenia i na przekór okolicznościom, które pożądaniu nie sprzyjają, jak zagrożenie życia albo, bo ja wiem, fakt, że obiekt pożądania cię nienawidzi, poniża i próbuje zabić". Nie kupuję tego, bo nie wierzę w żądzę bez poczucia bezpieczeństwa, może dlatego, że nie jestem freakiem adrenalinowym i żeby odczuwać pożądanie, muszę wiedzieć, czego pożądam i zwykle nie jest to coś, co robi mi krzywdę. Ale co ja tam wiem, może heterycy tak mają. Albo chociaż heteryczki. W każdym razie wątek iskrzenia pomiędzy Jude i Cardanem nigdy mi nie leżał, ale przemykałam na niego oko. Okazuje się, że autorce też nie leży i pojechała po oczekiwaniach romansu po całości. Sama dałam się złapać, bo przecież w YA tak częstym schematem jest "ktoś chce mnie zabić i chyba to ten, którego chcę bzyknąć". A tu niespodzianka. Bardzo staram się nie powiedzieć za dużo, bo książka dopiero wychodzi po polsku, więc zostawiam innym frajdę odkrywania, co do licha ciężkiego wydarza się pomiędzy głównymi bohaterami.

Generalnie polecam, nie mogę się doczekać kolejnej części i tego, co zrobi Jude.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
372 211 1418
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (7)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (39)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd