Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
StillChangeable 
chaosmysli.blogspot.com
Matematyczny umysł z artystyczną duszą… Studentka matematyki, która uwielbia czytać, a co za tym idzie – również pisać. Gdy nie poświęca czasu „królowej nauk”, liczenie całek zamienia na dobrą książkę. Na swoim blogu pisze zarówno recenzje, ale także przemyślenia, interpretacje tekstów – najczęściej dobrych utworów (przy czym popada ze skrajności w skrajność – od mocnych brzmień po te całkowicie melancholijne), a także co jakiś czas wplata swoją własną twórczość. Próbuje swoich sił zarówno w opowiadaniach, jak i wierszach, chociaż te pierwsze pisze się jej znaczenie lepiej. Marzy, by któregoś dnia, oprócz pracy z liczbami, mogła wydać swoją własną książkę. ;)
23 lat, kobieta, Kraków, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-26 18:10:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Nie mogę liczyć na uznanie i podziw innych, jeśli nie mam go sama dla siebie. Kierunek jest jeden: z wewnątrz na zewnątrz. To ja muszę unieść głowę do góry, aby inni zobaczyli, że mam ją dumnie podniesioną."

Istnieją takie książki, po które początkowo obawia się sięgnąć, by ostatecznie odłożywszy je na półkę móc stwierdzić, że to była dobra, wartościowa lektura. Taką właśnie historią jest...
"Nie mogę liczyć na uznanie i podziw innych, jeśli nie mam go sama dla siebie. Kierunek jest jeden: z wewnątrz na zewnątrz. To ja muszę unieść głowę do góry, aby inni zobaczyli, że mam ją dumnie podniesioną."

Istnieją takie książki, po które początkowo obawia się sięgnąć, by ostatecznie odłożywszy je na półkę móc stwierdzić, że to była dobra, wartościowa lektura. Taką właśnie historią jest "Ambasadorowa" autorstwa Edyty Włoszek. Kiedy otrzymałam możliwość rozpoczęcia współpracy z nowym wydawnictwem i na pierwszy rzut miała pójść właśnie ta książka, wahałam się, czy aby na pewno taki zarys fabuły przypadnie mi do gustu. Jednak po zastanowieniu i doczytaniu, że ta historia wydarzyła się naprawdę, doszłam do wniosku, że może być ona niezwykle pouczająca. I wiecie co? Teraz, dosłownie zamknąwszy niedawno tę lekturę, muszę stwierdzić, że to bardzo wartościowa i godna polecenia opowieść, jaką powinna przeczytać każda kobieta, a już szczególnie te z nas, które zmagają się z toksycznymi relacjami.
Główna bohaterka, tudzież narratorka tej historii - Ewa - to kobieta, która od najmłodszych lat jest uzależniona od matki. Cokolwiek powie jej rodzicielka jest dla niej świętą prawdą i niejednokrotnie robi to, co jej narzuca, tylko po to, by nie czuć się winną. Kiedy więc poniekąd namówiona przez matkę, postanawia poślubić ambasadora Łotwy - Wiktora - nie wie ona jeszcze, jakie życie ją czeka... Wkrótce okazuje się, że jej mąż to tyran, według którego żona powinna jedynie siedzieć w domu i spełniać swoje obowiązki. Ewa czuje się coraz bardziej przytłoczona swoim życiem i trzyma się tylko ze względu na dzieci - bliźniaków Maksa oraz Leona. To właśnie oni są jej motywacją, by walczyć i uwolnić się od domowego horroru. Z pomocą życzliwych ludzi, Ewa postanawia stanąć na nogi. Jak toczą się zatem jej losy? Czy uda jej się rozwieść z despotycznym mężem? A jak to jest z jej relacjami z matką - czy również i tutaj Ewa postanowi zmienić swoje podejście do rodzicielki? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Ambasadorowa".
Nie sądziłam, że tak szybko uda mi się pochłonąć tę lekturę i będę śledzić losy głównej bohaterki z tak wielkim zaangażowaniem. Jednak styl, jakim posługuje się autorka jest niezwykle przyjemny w odbiorze. Jednocześnie lekki, ale nie zbyt banalny, bo kilkakrotnie można znaleźć wiele świetnych zdań, jakie śmiało mogłyby stać się motywacją dla kobiet, które podobnie jak Ewa, nie mogą poradzić sobie z mężem tyranem. Przeczytałam tę opowieść w mgnieniu oka, w zasadzie nie mogąc się od niej wprost oderwać, bo jak najszybciej chciałam poznać losy głównej bohaterki i mocno kibicowałam jej przez całą tę historię, kiedy to rozpoczęła swoją drogę ku odzyskaniu niezależności.
Jest to książka, która została objęta patronatem Centrum Praw Kobiet, co zresztą nie dziwi mnie, czytelnika, bo dotyczy spraw, z jakimi każda z nas mogłaby mieć do czynienia. Wydawać by się mogło, że przecież osoba, którą poślubiamy, powinna być tą, jaką kochamy i z którą to pragniemy spędzić życie. W przypadku głównej bohaterki to jednak nie do końca miłość, a narzucanie tego pomysłu przez matkę sprawiło, że Ewa postanowiła wyjść za mąż za ambasadora Łotwy. Być może miały czekać ją wspaniałe przyjęcia, życie w luksusie i szczęście i pewnie tak by się stało, gdyby tylko Wiktor nie okazał się być totalnym chamem i prostakiem, który żonę traktuje jak przedmiot. Nieważne nawet, czy ma z nią dzieci, czy nie - one też do końca go nie obchodzą, no bo co po co - ważne, że są, że udowodnił on tym samym swoją męskość.
Nie jest to więc łatwa historia, ale dzięki temu staje się bardzo wartościową lekturą i każda kobieta powinna po nią sięgnąć - bez względu na to, czy sama tkwi w takim toksycznym małżeństwie, czy być może prowadzi spokojne życie. To opowieść, która skłania do przemyśleń i pokazuje, jak bardzo można zatracić samą siebie, całą pewność, jaką się w sobie nosi przez ludzi, którzy powinni być dla nas wsparciem. Dotyczyło to zarówno męża głównej bohaterki, ale też i matki - kobiety, która we wszystkich widziała wady, tylko nie w samej sobie. To jednocześnie historia, jaka uświadamia, że każdą sytuację można zmienić, jeżeli tylko bardzo się tego chce i potrafi się szukać pomocy wśród innych. Czasami trzeba pokonać wstyd, zakopać gdzieś dumę, a pokazać jak pełne łez i bólu prowadzi się życie i jak bardzo pragnie się je zmienić.
Oprócz całej tej historii, tuż po epilogu pojawia się "Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej", w której znajduje się masa informacji o wszelkich rodzajach aktów przemocy i tym, jak sobie z nimi radzić. Dlatego też jeszcze raz to podkreślę - to wartościowa książka i właśnie takie historie powinno się pisać, o takich sprawach powinno się mówić głośno. Kto wie, czy za Twoją ścianą nie rozgrywa się tragedia? A może to właśnie Ciebie ona dotyczy? Co więcej - nie ma znaczenia, czy jesteś biedny czy bogaty - ta książka uświadamia nam, że przemoc może być w każdym domu bez względu na status majątkowy. Polecam ją każdemu, z naciskiem kierując ją ku nam, kobietom.
Bohaterowie zostali wykreowani bardzo autentycznie - jak zresztą cała ta historia. Ewa to osoba, która miała w sobie ogromną siłę, tylko bała się po nią sięgnąć. Kiedy jednak dostrzegła, że może się uwolnić, sama sterować własnym życiem, tak też postanowiła walczyć. Wiktor to z kolei typowy tyran, któremu co najmniej kilkanaście (jak nie kilkadziesiąt) razy podczas czytania tej historii miała ochotę przywalić własnymi rękoma i to tak, by się chłopak z ziemi pozbierać nie mógł! Innymi postaciami, równie ważnymi jest też matka Ewy - kobieta, która doprowadzała ludzi do szału oraz ojciec, z jakim to główną bohaterkę łączyły nieco dziwne, ale mimo wszystko w jakiś sposób szczególne, relacje. Stąd też uważam, że autorka świetnie wykreowała swoje postacie.
Podsumowując, polecam tę książkę serdecznie, bo czyta się ją błyskawicznie i porusza ona trudne tematy - takie, o których często boimy się mówić. Jednocześnie skłania do refleksji i pokazuje, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko bardzo się tego chce.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-07-23 18:21:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Na ogół nie sięgam po książki okraszone tematem wszelkiego rodzaju wojen, bo albo nie mam okazji na nie trafiać albo też czasami moja zbyt wrażliwa osobowość boi się po nie sięgać. Jednak tym razem postanowiłam przeczytać historię "Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę", jaką to napisała Sumia Sukkar i... okazało się, że było warto i to bardzo. To mocna historia opowiadająca o wojnie w... Na ogół nie sięgam po książki okraszone tematem wszelkiego rodzaju wojen, bo albo nie mam okazji na nie trafiać albo też czasami moja zbyt wrażliwa osobowość boi się po nie sięgać. Jednak tym razem postanowiłam przeczytać historię "Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę", jaką to napisała Sumia Sukkar i... okazało się, że było warto i to bardzo. To mocna historia opowiadająca o wojnie w Syrii, która zapada czytelnikowi w pamięci i koniec końców wyciska z oczu łzy wzruszenia.
Głównym bohaterem, tudzież narratorem prawie całej książki (z wyłączeniem raptem kilku rozdziałów, w których historia opowiadana jest z perspektywy Yasmin) jest Adam - czternastoletni chłopiec, który przejawia symptomy zespołu Aspergera i syntezji. To właśnie jego oczami czytelnik patrzy na wojnę, a chłopiec - kochający malować, opisuje ją przede wszystkim za pomocą kolorów. Wraz ze swoimi bliskimi - siostrą Yasmin, ojcem oraz braćmi i przyjaciółmi musi mierzyć się z każdym dniem, który nigdy nie wiadomo co przyniesie - czy pozorny spokój czy może nagłe zniszczenie bądź śmierć. Jak zatem toczą się losy wszystkich bohaterów? Czym jest wojna według Adama? Jakie niesie ze sobą konsekwencje? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę".
Zacznę od stylu, którym posługuje się autorka. Jest on niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze pomimo tego, o jak trudnym temacie postanowiła ona napisać. Pięknie buduje zdania, świetnie opisuje miejsca, postaci oraz wszelkie wydarzenia, lecz tak naprawdę tym, co zasługuje na największy plus jest fakt, że autorce udało się wcielić w czternastoletniego chłopca. Może nie byłoby to nic takiego, gdyby nie to, ten chłopiec przejawiał objawy m.in. zespołu Aspergera. Autorka musiała włożyć sporo pracy, by przedstawić świat, w tym przede wszystkim wojnę, widzianą oczami dziecka z takimi zaburzeniami. Osobiście uważam, że zrobiła to doskonale. Co więcej, w jej stylu nie brakuje emocji, które idealnie wplotła w całą historię.
Tak, jak już kilkakrotnie wspomniałam, ta książka ukazuje przede wszystkim wojnę w Syrii, o której słyszał i pewnie nadal słyszy każdy z nas. Nie znajdziecie tutaj jednak dokładnych opisów tego, co się działo, jakie walki prowadziły dane strony, a raczej odnajdziecie tutaj przede wszystkim obraz życia ludzi, których wojna dotknęła z dnia na dzień wywracając cały ich dotychczasowy świat do góry nogami. Nie brakuje tutaj też momentów wprowadzających niepokój czy też ukazujących okrucieństwo wojny, lecz przede wszystkim całość nie skupia się na tej batalistycznej części, a bierze pod uwagę głównie tą, jaka ukazuje życie cywilów.
Autorka poprzez swoją książkę uświadamia, jak bardzo wojna zmienia nie tylko ludzkie życie, ale samego człowieka. Nagle uciekają od niego wszelkie dobre kolory - ciepłe barwy szczęścia zamieniają się w chłodną szarość codzienności, w której nigdy nie wiadomo, co się przydarzy - czy nagle wybuchnie kolejna bomba, czy znowu nie będzie dostępu do wody, czy kolejny raz zacznie brakować jedzenia i wiele, wiele innych rzeczy, jakie niesie wraz z sobą wojna.
Jednocześnie ta historia pokazuje, że w obliczu zagrożenia więzi rodzinne czy przyjacielskie albo się zacieśniają, kiedy to trzeba trzymać się razem, by przetrwać, albo wręcz przeciwnie - rozluźniają się jeszcze bardziej, gdy nagle każdy zaczyna troszczyć się o samego siebie. Jednak wszystko to zależy od ludzi i ich własnych decyzji. To mocna, niepokojąca opowieść, bo taka też jest wojna - pełna lęku, łez, bólu i krzyków, ale jest to też mimo wszystko piękna historia, gdyż ukazuje, że nawet w obliczu zagrożeń, jeżeli bardzo się chce, to można trzymać się razem i cieszyć się chociaż z krótkich chwil szczęścia i pozornego spokoju.
Bohaterowie zostali wykreowani bardzo dobrze. Jak już wspomniałam, autorka świetnie stworzyła postać Adama. Ukazała go jako chłopca mającego swego rodzaju zaburzenia, ale będącego jednocześnie bardzo uzdolnionym - jego obrazy wielu osobom przypadały do gustu, bo ukazywały przede wszystkim ogrom emocji. Postacią, jaką również polubiłam była Yasmin, siostra chłopca, która opiekowała się nim tak, jak własnym dzieckiem i zrobiłaby wszystko, by zapewnić mu bezpieczeństwo. Pozostałe postacie, a było ich jeszcze wiele, również zostały wykreowane ciekawie i każda z nich wnosiła coś do całej tej historii.
Podsumowując, polecam Wam sięgnięcie po "Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę", bo to z jednej strony pełna lęku, ukazująca okrucieństwa wojny, historia, a z drugiej strony to także piękna opowieść pełna emocji, która potrafi wywołać łzy wzruszenia i uświadomić, że nawet w obliczu tak strasznych wydarzeń, najważniejsze to trzymać się razem. Uwierzcie mi, że nie będziecie żałować, jeżeli postanowicie przeczytać tę historię, bo to książka, jakie powinno się pisać i które uświadamiają ludziom, że nigdy nie wiadomo, co nas czeka, bo w każdej chwili świat danego kraju, danej rodziny, czy danego, jednego człowieka może ulec zmianie. Jeszcze raz gorąco polecam.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-07-13 07:43:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Każdy z nas w ciągu całego swojego życia podejmuje różnego rodzaju wybory. Jedne są ważniejsze, gdy inne bardziej błahe. Jednak jak to jest musieć wybierać, które z Twoich ukochanych dzieci ma zginąć? To chyba najgorsze z doświadczeń. Dlatego też gdy przeczytałam krótki opis książki "Wybór" autorstwa Samanthy King, stwierdziłam, że chętnie sięgnę po tę historię, bo miałam nadzieję na dobry,... Każdy z nas w ciągu całego swojego życia podejmuje różnego rodzaju wybory. Jedne są ważniejsze, gdy inne bardziej błahe. Jednak jak to jest musieć wybierać, które z Twoich ukochanych dzieci ma zginąć? To chyba najgorsze z doświadczeń. Dlatego też gdy przeczytałam krótki opis książki "Wybór" autorstwa Samanthy King, stwierdziłam, że chętnie sięgnę po tę historię, bo miałam nadzieję na dobry, wciągający thriller psychologiczny. Niestety, ale trochę się zawiodłam, co przyznaję z ciężkim sercem. Książka, po której spodziewałam się tak wiele, ostatecznie pozostawiła we mnie uczucie niedosytu i... lekkiego wynudzenia.
Główna bohaterka tej książki, tudzież narratorka całości - Maddie - to kobieta, jaka stanęłam przed wyborem, które z jej dzieci bliźniąt ma zginąć. Jeżeli nie wykonałaby polecenia, to obydwoje, zarówno Aiden, jak i Annabel by zginęli. Kobieta wybiera, a zaraz potem pada strzał, jaki na zawsze obciąża jej sumienie. Mijają trzy miesiące, gdy Maddie budzi się w szpitali i próbuje poukładać elementy całej układanki. Wciąż nie może zrozumieć, kto i dlaczego kazał jej dokonać wyboru i nie jest w stanie pogodzić się ze śmiercią jednego ze swoich dzieci. Próbuje przypomnieć sobie wszelkie wydarzenia, ale pamięć stale ją zawodzi i podsuwa obrazy, z których kobieta nie wie, co jest prawda, a co tylko wymysłem jej umysłu... Co takiego wydarzyło się tamtego dnia, gdy musiała dokonać wyboru? Kto stał za tym wszystkim ? Czy Maddie uda się wrócić do normalnego życia? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Wybór".
Zacznę od tego, co mi się podobało. Na pewno sam pomysł na fabułę był świetny i można było go bardzo dobrze zrealizować (co niestety w moim odczuciu nie za bardzo wyszło, ale o tym za chwilę). Autorka miała ideę, dzięki której mogła stworzyć bardzo dobrą, wciągającą historię. Co więcej, styl jakim się posługuje w zasadzie przypadł mi do gustu. Jest jednocześnie lekki, przez co przeczytanie książki nie zajmuje dużo czasu, a co więcej buduje ona momentami zdania, w których przepięknie tworzy opisy - czy to miejsca, wyglądu czy też co dla mnie najważniejsze - emocji. Autorka wplotła do swojej historii mnóstwo uczuć (okej, momentami aż za dużo, ale to szczegół), oczywiście przede wszystkim głównej bohaterki, bo to Maddie, jak już wspomniałam, pełni rolę narratora. Stąd też te aspekty na pewno działają na plus całej książki.
Co więcej, mogłabym śmiało podzielić nazwę "thriller psychologiczny" na dwie części. Jedna z nich to "thriller" sam w sobie, druga to "psychologiczny". Jeżeli chodzi o tę drugą kwestię, to chyba najsilniejsza strona tej książki. Widać, że autorka stworzyła mocny obraz psychologiczny głównej bohaterki, bo tak naprawdę jej uczucia, wszelkie emocje, przemyślenia, ta próba poukładania wydarzeń przewija się przez te całe ponad 350 stron. Samantha King w dużej mierze skupiła się na tym, by stworzyć też portrety psychologiczne innych bohaterów i muszę przyznać, że się jej to udało. To właśnie czytelnik sam miał możliwość zastanawiać się nad motywami postępowania każdej z postaci i powoli wyciągać własne wnioski odnośnie wszystkich wydarzeń.
Jednak czas przejść do tego, co niestety, ale mnie zawiodło. Czyli własnie część zatytułowana jako "thriller". Kompletnie nie trzymało mnie to w napięciu. Gdyby chociaż trochę ta historia wywołała we mnie jakiś niepokój, cokolwiek, już byłoby lepiej. Czytałam ją dosyć szybko, ale bez większego zaangażowania emocjonalnego. Ot, po prostu jedna z wielu historii na mojej czytelniczej drodze. Dodatkowo już gdzieś w połowie domyśliłam się kto stoi za tym wszystkim i czekałam jedynie na finał, który potwierdził tylko moje przypuszczenia. Jak dla mnie ta książka jest po prostu nieco przewidywalna i momentami niestety nudna. Lubię, gdy autor skupia się na aspekcie związanym z wykreowaniem portretu psychologicznego postaci i tak, to działało na plus, największy w całej książce, jak wspomniałam raptem akapit temu, ale i tak w pewnym stopniu autorka przesadziła z ilością tych ciągłych rozterek głównej bohaterki i być może dlatego zabrakło już rozwinięcia części "thrillerowej", że tak to ujmę. Czekałam, całą książkę czekałam na jakiś zaskakujący finał, a... skończyło się tak, jak myślałam, że będzie - bez większego szału. Dlatego trochę się niestety zawiodłam i nie wiem, czy jeszcze kiedyś sięgnę po jakąkolwiek książkę tej autorki.
Jeżeli chodzi o bohaterów tutaj krótko: wykreowani zostali całkiem dobrze, w zasadzie każda z postaci, jakie były opisywane, w dużej mierze została pokazana głównie z perspektywy wspomnień głównej bohaterki. Jednak dzięki temu czytelnik miał szansę sam tworzyć sobie odpowiedni portret psychologiczny wszystkich postaci. Sama Maddie natomiast, mimo że moim zdaniem było tu aż za dużo jej nadmiernego analizowania, to biorąc pod uwagę całokształt - została wykreowana dosyć dobrze.
Podsumowując, "Wybór" to historia, jaka ma zarówno swoje plusy, jak i minusy i niestety, jednak koniec końców się na niej nieco zawiodłam. Co prawda autorka miała świetny pomysł na fabułę, ale zabrakło w nim trochę dopracowania i więcej mrocznego klimatu, jaki powinien towarzyszyć takiej własnie książce.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-07-09 21:07:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Jakiś czas temu miałam okazję po raz pierwszy zetknąć się z twórczością Brandona Sandersona. Co prawda rozpoczęłam ją sięgając po książkę, która pozornie skierowana była bardziej dla młodszych czytelników. Jednak okazało się, że pierwszy tom z serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze" niezwykle przypadł mi do gustu. Dlatego też niezmiernie ucieszyłam się, gdy dotarł do mnie egzemplarz recenzencki... Jakiś czas temu miałam okazję po raz pierwszy zetknąć się z twórczością Brandona Sandersona. Co prawda rozpoczęłam ją sięgając po książkę, która pozornie skierowana była bardziej dla młodszych czytelników. Jednak okazało się, że pierwszy tom z serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze" niezwykle przypadł mi do gustu. Dlatego też niezmiernie ucieszyłam się, gdy dotarł do mnie egzemplarz recenzencki drugiej części zmagań Alcatraza zatytułowany "Kości Skryby". Jednocześnie uświadomiłam sobie, że autor po raz kolejny odwalił kawał dobrej roboty, a styl, jakim się posługuje rozbraja mnie do łez!

Ten akapit może zawierać spoilery pierwszego tomu. Alcatraz Smerdy - trzynastoletni chłopiec i jednocześnie narrator całej historii - jeszcze nie tak dawno prowadził sobie względnie normalne życie. Kiedy jednak dowiedział się, że jest Okulatorem, a cała jego rodzina od lat zmaga się z Bibliotekarzami, jego świat wywrócił się całkowicie do góry nogami. Po raz kolejny musi stawić czoła swoim wrogom - tym razem infiltrując Bibliotekę Aleksandryjską, a to wszystko po to, by być może odnaleźć swojego ojca, który jak się okazuje, wcale nie umarł. Wraz z Alcatrazem w całej przygodzie biorą udział oczywiście waleczna Bastylia, ale także pojawiają się nowe postaci - kuzynka Alcatraza, jego wujek oraz mama Bastylii. Czy uda im się rozwikłać wszelkie zagadki, jakie pojawią się na ich drodze? A może tym razem ściga ich jeszcze większe niebezpieczeństwo niż dotychczas? Odpowiedzi na wszelkie pytania znajdziecie sięgając po książkę Brandona Sandersona.

Być może będę to powtarzać za każdym razem pisząc recenzję jakiejkolwiek historii stworzonej przez tego autora, ale to, jakim posługuje się on stylem jest po prostu genialne. Uwielbiam to, w jaki sposób opisał on przygody Alcatraza. Oprócz tego, że historia toczy się swoim odpowiednim tempem, to dodatkowo autor wprowadza przy każdym z rozdziałów takie "oderwanie" od historii, gdzie najczęściej kieruje wszelkie swoje słowa do czytelnika, bardzo często rozbawiając nimi do łez! Chociażby ze względu na ten aspekt, śmiało mogę powiedzieć, że uwielbiam ten cykl i z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów.

Sama historia niezwykle wciąga i sprawia, że nie można się od niej oderwać. Co ciekawsze, naprawdę myślałam, że to opowieść bardziej dla młodszych czytelników, jednak Brandon Sanderson wspaniale udowadnia, że po te książki pozornie "dla dzieci", śmiało może sięgać każdy. To dzięki nim można przenieść się na chwilę do innego świata i być może czasami odnaleźć w sobie gdzieś tam głęboko skrywane dziecko. Stąd też niezwykle przyjemnie spędziłam czas przy lekturze "Kości Skryby" i z ogromną ciekawością przekładałam kolejne i kolejne strony.

Tak naprawdę najlepsze, nie tylko w tej części, ale w całym tym cyklu jest fakt, że to nie tylko jakaś tam wymyślona historia, nie tylko jakiś tam pomysł na fabułę stworzoną przez autora, ale coś więcej - wierzcie mi czy nie, książki Brandona Sandersona niosą wraz z sobą różnego rodzaju przesłania. Po pierwsze, sporo jest tutaj o sile przyjaźni, jak i więzach rodzinnych i tym, że chociaż czasami wydają się być zagmatwane, to bliscy nam ludzie zawsze powinni być dla nas ważni. To także opowieść o tym, że nawet jeżeli dana nasza umiejętność może wydawać się wadą, to kto wie - a nuż ta pozornie słabsza cecha okaże się mieć sens i nie raz pomoże nam w życiu. Oprócz tego, nie brakuje tutaj też wielu różnych przemyśleń autora - niektóre niby rozbawiają, ale mają też, moim zdaniem, swoje drugie dno.

Bohaterowie zostali wykreowani ponownie bardzo dobrze. Wciąż trzymają swój poziom, a jednocześnie każdy z nich w jakiś sposób stopniowo się zmienia, być może dojrzewa czy też jest w stanie bardziej podejmować różnego rodzaju decyzje czy też wpływać na innych. Tak naprawdę polubiłam prawie każdą z postaci, może z wyjątkiem przerażających Kustoszy czy też mega sztywnej Draulin, matki Bastylii. Uważam zatem, że autor bardzo dobrze kreuje swoich bohaterów i mam nadzieję, że wraz z kolejnymi tomami przygód Alcatraza, każdy z nich nabierze jeszcze innych cech charakteru.

Podsumowując, polecam tę książkę każdemu - nie tylko młodszym czytelnikom, ale też dorosłym, którzy mają ochotę na kawał zabawnej, niezobowiązującej i lekkiej lektury. Co więcej, uważam, że kiedy autor potrafi utrzymać poziom przy kolejnych tomach i wciąż pozostawia w czytelniku wrażenie, że warto sięgać po następne części, to może być z siebie dumny. Osobiście więc polecam zapoznać się z losami Alcatraza - nie pożałujecie.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-07-05 07:24:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

"Czasami to, co w życiu najlepsze, nic nie kosztuje. Ciszę, o której myślę, znajdziesz tam, gdzie jesteś, wtedy, gdy ci to odpowiada, we własnej głowie, bez ponoszenia kosztów."

Rzadko sięgam po książki, w których znajduję refleksje na dany temat, a raczej skupiam się na takich lekturach, jakie zaserwują mi wciągającą fabułę. Jednak od jakiegoś czasu chodziła za mną książka, którą napisał...
"Czasami to, co w życiu najlepsze, nic nie kosztuje. Ciszę, o której myślę, znajdziesz tam, gdzie jesteś, wtedy, gdy ci to odpowiada, we własnej głowie, bez ponoszenia kosztów."

Rzadko sięgam po książki, w których znajduję refleksje na dany temat, a raczej skupiam się na takich lekturach, jakie zaserwują mi wciągającą fabułę. Jednak od jakiegoś czasu chodziła za mną książka, którą napisał Erling Kagge - "Cisza. Opowieść o tym, dlaczego utraciliśmy umiejętność przebywania w ciszy i jak ją odzyskać." Być może spowodowane było to faktem, że sama uwielbiam celebrować ciszę, zamykać się w swoich czterech ścianach i zatapiać we własnych myślach. Dlatego byłam ciekawa, jakie też refleksje na temat ciszy zaserwuje mi autor. Ostatecznie muszę stwierdzić, że to lekka w odbiorze książka, jaka jest w stanie przemówić do ludzi.
Warto zacząć od kilku słów na temat samego autora. Erling Kagge to norweski podróżnik i filozof, jednocześnie właściciel własnego wydawnictwa. Jako pierwszemu człowiekowi na świecie, samotnie udało mu się dojść na biegun południowy, ale to nie wszystko - zdobył on tak zwane "trzy bieguny", bo oprócz wspomnianego już, południowego, na jego koncie znalazł się także biegun północy i najwyższy szczyt - Mount Everest. Dlatego też swoje refleksje na temat ciszy często odwołuje do podróży, podczas to których celebrował te momenty przebywania bez żadnych hałasów, dźwięków płynących z życia w mieście.
W swojej książce autor próbuje udzielić odpowiedzi na trzy podstawowe pytania - "Czym jest cisza?", "Gdzie ją odnaleźć?" oraz "Dlaczego współcześnie jest ważniejsza niż kiedykolwiek dotąd?". Swoje refleksje z kolei snuje w trzydziestu trzech krótkich rozdziałach. Stąd też całość to niewiele ponad sto stron, ale jasnych i zrozumiałych, takich, które trafiają czytelnika, bowiem styl, jakim posługuje się autor jest lekki w odbiorze. Pisze on całkiem konkretnie, a jednocześnie nie brakuje tutaj zdań, jakie skrupulatnie można sobie zaznaczać jako tak zwane "złote myśli" dotyczące tej słynnej ciszy. Bardzo często odwołuje się on do swoich podróży, bo właśnie wtedy najczęściej był w stanie odnaleźć tę ciszę nie tylko w otoczeniu, ale także w samym sobie. Stąd też nie brakuje tutaj również krótkich opisów jego wypraw, między innymi na biegun południowy, co dodatkowo wzbogaca całość i budzi w czytelniku większe zainteresowanie.

"Cisza to w pewnym sensie coś zupełnie przeciwnego. To przenikanie do środka tego, czym się zajmujesz. Doświadczanie bez zbędnych myśli. Cieszenie się chwilą, nawet tą zwyczajną."

Przechodząc jednak do głównego tematu książki, czyli ciszy, autor przede wszystkim ukazuje ją jako luksus dzisiejszego świata. Dobrze wiemy, że słowo "luksus" kojarzy nam się z czymś często drogim, ale takim, dzięki czemu upiększamy sobie własne życie. W tym przypadku autor pokazuje, że luksus wcale nie musi nic kosztować, bo jest nim cisza - chwila, w jakiej odcinamy się od innych, ale nie odwracając się do świata plecami, ale tak, by jeszcze bardziej go celebrować i dostrzegać. Jednocześnie uświadamia, jak ważne są te chwile, kiedy zatracamy się we własnych myślach, ale też w otoczeniu - tym pełnym spokoju, a nie tym, jaki towarzyszy nam każdego dnia, czyli ciągłym zgiełku i hałasie. Jednocześnie ta książka pokazuje, że warto pobyć czasami z samym sobą, jak również fakt, że tak naprawdę ciszę jesteśmy w stanie wytworzyć sobie sami, we własnej głowie - czy to w drodze do pracy, czy szkoły, czy też w jakiejkolwiek innej sytuacji. Dlatego też ta pozornie niewielka lektura niesie wraz z sobą sporo ciekawych i trafnych przemyśleń.
Jednak żeby nie było tak kolorowo - nie wiem dlaczego, ale coś mi w tej książce o przepięknej, niebieskiej okładce, wadziło. Chociaż to, co napisał autor w dużej mierze do mnie trafiało, to kilkakrotnie łapałam się na tym, że czytam w zasadzie podobne myśli, tylko inaczej skonstruowane. Miałam wrażenie, jakby autor tak naprawdę powtarzał to, co zostało już powiedziane, ale na kilka różnych sposobów, które koniec końców prowadzą do początkowej tezy. Dlatego też być może całość udałoby się zamknąć nawet w mniejszej ilości stron, bez przeciągania, które pozostawiło we mnie uczucie pokroju - "na siłę chcę wpleść tutaj jeszcze więcej filozoficznych przemyśleń". To, w moim odczuciu, taki mały minus tej książki, która mimo wszystko jako całość wypadła w moich oczach naprawdę pozytywnie.

"W odcinaniu się od świata nie chodzi o odwracanie się do otoczenia plecami, przeciwnie: o zobaczenie świata wyraźniej, utrzymanie obranego kierunku i próbę pokochania życia."

Podsumowując, jeżeli macie ochotę oderwać się od lektur mających jakąś konkretną fabułę i zmyślonych bohaterów, proponuję Wam sięgnięcie po ten szereg przemyśleń, jaki oferuje wraz z sobą książka Erlinga Kagge'a. Na pewno nie pożałujecie, a jej przeczytanie zajmie Wam niewiele czasu. Być może jednocześnie dzięki tej niepozornej książce, sami odnajdziecie w sobie ciszę.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-12 18:20:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Pamiętam muzykę. Ona zawsze rozbrzmiewała gdzieś obok. Muzyka była i jest, nawet teraz, kiedy żeby to wytrzymać, udaję, że jej nie ma. Ona zawsze będzie. Jest wieczna."

Twórczość Patrycji Gryciuk nie jest mi obca - miałam już bowiem okazję sięgać po jej poprzednie książki. Tak, jak "Plan" mnie zachwycił porywając w swój wir emocji, tak z kolei "450 stron" nie do końca mnie...
"Pamiętam muzykę. Ona zawsze rozbrzmiewała gdzieś obok. Muzyka była i jest, nawet teraz, kiedy żeby to wytrzymać, udaję, że jej nie ma. Ona zawsze będzie. Jest wieczna."

Twórczość Patrycji Gryciuk nie jest mi obca - miałam już bowiem okazję sięgać po jej poprzednie książki. Tak, jak "Plan" mnie zachwycił porywając w swój wir emocji, tak z kolei "450 stron" nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Kiedy jednak zobaczyłam, że pojawiła się nowa historia tej autorki, coś mnie do niej przyciągnęło. Być może był to już sam tytuł - "Trzy godziny ciszy", przepiękna, delikatna okładka, czy też krótki opis. Pomyślałam sobie wówczas, że to może być dobra, pełna emocji, historia. Okazało się, że się nie zawiodłam, a ta książka dostarczyła mi mnóstwa wrażeń i na pewno na dłużej będę mieć ją w głowie.
Patrycja - główna bohaterka, tudzież narratorka całej historii - kiedy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, postanawia rzucić dotychczasowe życie i udaje się do Gourdon. Ta mała miejscowość na południu Francji to niezwykle ważne dla niej miejsce - bowiem właśnie tam spędzała w dzieciństwie wakacje i poznała miłość swojego życia - Marnixa. Kobieta postanawia, że będąc w Gourdon, sprowadzi tam swojego ukochanego na zaledwie trzy dni, mimo, że od dziewięciu lat nie mieli ze sobą kontaktu. Jednocześnie wraz ze swoim powrotem do domu ciotki, Patrycja zauważa, że dawny dom jej ukochanego ma nowego właściciela. Stopniowo poznaje mieszkającego po sąsiedzku mężczyznę, chociaż wie, że jej serce od zawsze należało tylko do Marnixa. Jak potoczą się losy Patrycji? Czy uda jej się odbyć ostatnie spotkanie z miłością swojego życia? Kim jest tajemniczy sąsiad i jak poznanie go wpłynie na Patrycję? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Trzy godziny ciszy".
Zacznę od stylu, jakim posługuje się autorka. Już kilkakrotnie miałam okazję przekonać się, że potrafi ona w prosty sposób pisać o pięknych rzeczach. Chociaż całość czyta się w mgnieniu oka, bo język książki jest lekki w odbiorze, to jednocześnie nie jest zbyt banalny, dzięki czemu nie brakuje tutaj mnóstwa zdań, jakie skrupulatnie sobie zaznaczałam, bo idealnie do mnie trafiały. Co więcej, Patrycja Gryciuk koloruje swoje historie emocjami. Ze słów buduje zdania, a ze zdań całe akapity, jakie trafiają do czytelnika całkowicie, sprawiając, że wywołują one zarówno smutek, melancholię, jak i czasami złość aż po i uśmiech na twarzy, chociaż wcześniej ozdobiony łzami wzruszenia. Dlatego pod tym względem ta historia kupiła mnie totalnie.
Co więcej, tak naprawdę jest to opowieść, w której czytelnik może lekko się zagubić, ale, ale - by Wam nie spoilerować, nie zdradzę niczego więcej. Muszę jednak przyznać, że autorka naprawdę namotała mi w głowie na tyle, że jeszcze chwilę po odłożeniu tej książki na półkę, zastanawiałam się nad tym wszystkim, co zostało mi zaserwowane na tych ponad trzystu stronach. Wiem natomiast jedno - to przepiękna opowieść o miłości, jaka jest silniejsza niż wszystko. To historia, która ukazuje, że prawdziwe uczucie nigdy nie opuszcza człowieka - bez względu na to, jak wiele upłynie lat, jak ciężkie wydarzenia przytrafią się na naszej życiowej drodze. To opowieść o tym, że jeżeli kogoś bardzo się kocha, to nawet, gdy tej osoby nie ma już obok nas, wciąż czujemy jej obecność, chcemy kolejny raz móc wtulić się w jej ramiona czy tak po prostu spędzić czas podczas "trzech godzin ciszy".
Mimo że ta historia opowiada przede wszystkim o sile miłości, to nie zabrakło tutaj też innych wątków. Sporo jest także o tym, jak ważna jest rodzina i rodzeństwo i to, że te więzy, jakie łączą nas ze swoimi bliskimi są nie do rozerwania, nawet wtedy, gdy kogoś już zabraknie. To jednocześnie historia o życiu samym w sobie, o ludziach i tym, w jaki sposób reagują na niektóre sytuacje, jak i o tym, że czasami nie wszystko jest dokładnie takim, jakim pozornie nam się wydaje. Oprócz tego, autorka stworzyła swego rodzaju (może to za dużo powiedziane) wątek kryminalny. Nie będę opisywać go Wam w szczegółach, bo uważam, że jeżeli sięgniecie po książkę, to warto, byście sami stopniowo go odkrywali, ale muszę przyznać, że dodało to jakąś szczyptę ciekawości do całej tej historii.
Bohaterowie zostali wykreowani ciekawie, każdy z nich miał swoje indywidualne cechy, jedne bardziej intrygujące, inne mniej, ale jako całość - postacie również oceniam na plus. Patrycja to kobieta, która na pewno w moich oczach jawiła się jako pełna wrażliwości, krucha istota, dla której Marnix był całym światem. Tak naprawdę sporo w tej książce jest uczuć Patrycji, dlatego jej postać została najbardziej zarysowana. Mimo to również kreacja Marnixa - będącego muzykiem bardzo do mnie trafiła. Ciekawym bohaterem okazał się być także tajemniczy sąsiad kobiety.
Podsumowując, "Trzy godziny ciszy" to historia, jaka potrafi namieszać czytelnikowi w głowie i w jakiej to nie brakuje emocji. One wylewają się wręcz z każdej strony sprawiając, że od całości nie można się oderwać. Dlatego też osobiście polecam jak najbardziej i mam nadzieję, że autorka w najbliższej przyszłości znowu napisze coś, co chwyci mnie za serce równie mocno, jak losy Patrycji i Marnixa.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-12 18:04:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Od czasu do czasu chętnie sięgam po powieści obyczajowe, szczególnie jeżeli zabarwione są wątkiem miłosnym. Dlatego też, mimo wizji obowiązków i tego, że czasu na czytanie mam coraz mniej, postanowiłam sięgnąć po "Bez ciebie" autorstwa Kate Eberlen i wiecie co? Przeczytałam tę książkę w jeden weekend - ba! W zasadzie można by powiedzieć, że tylko dlatego zajęło mi to aż tyle czasu, bo do... Od czasu do czasu chętnie sięgam po powieści obyczajowe, szczególnie jeżeli zabarwione są wątkiem miłosnym. Dlatego też, mimo wizji obowiązków i tego, że czasu na czytanie mam coraz mniej, postanowiłam sięgnąć po "Bez ciebie" autorstwa Kate Eberlen i wiecie co? Przeczytałam tę książkę w jeden weekend - ba! W zasadzie można by powiedzieć, że tylko dlatego zajęło mi to aż tyle czasu, bo do lektury wracałam głównie wieczorami. Nigdy nie pomyślałabym, że ten niepozorny tytuł, opis oraz okładka sprawią, że nie będę mogła oderwać się od historii stworzonej na kartach tej książki. To zdecydowanie powieść, jaką śmiało przeczytacie w jeden dzień i która to Was rozczuli, wywołując na twarzy uśmiech.
Tess i Gus - główni bohaterowie tej książki, tudzież narratorzy poszczególnych rozdziałów - spotykają się we Florencji, kiedy to jako osiemnastolatkowie spędzają wakacje. Niestety oprócz krótkiej rozmowy i wymiany uśmiechów nie mają czasu na pogłębienie swojej znajomości ani nawet wymienienie się jakimkolwiek kontaktem. Przez następne szesnaście lat każde z nich układa swoje życie w różny sposób, często nie do końca tak, jakby chcieli i nie wracają pamięcią do tego krótkiego spotkania. Chociaż w ciągu tych lat, wielokrotnie mają okazję się spotkać, los jakby z nich kpi sprawiając, że wciąż się mijają. Do czasu, gdy któregoś lata ponownie każde z nich udaje się na wakacje do Włoszech. Czy i tym razem Tess i Gus na siebie wpadną? Czy być może połączeni są niewidzialną nicią przeznaczenia, jaka sprawia, że i tak pisane jest im być razem? A może wręcz przeciwnie - po raz kolejny nie uda im się rozwinąć tej relacji? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Bez ciebie".
Nie wiem co takiego było w tej książce, ale czytało mi się ją bardzo dobrze. W zasadzie kiedy już zaczęłam przekładać kolejne i kolejne rozdziały, wprost nie mogłam się od niej oderwać i musiałam ją skończyć, bo nie mogłam skupić się na niczym innym. Styl, jakim posługuje się autorka jest niezwykle przyjemny w odbiorze, a jednocześnie potrafi ona wplatać różnego rodzaju emocje, które wpływają także na czytelnika. Co więcej, książka podzielona jest na pięć głównych części, w obrębie których rozdziały pisane są wymiennie przez Tess i Gusa oraz tytułowane są kolejnymi, mijającymi latami ich życia. Bardzo lubię taki zabieg w książkach, gdzie mogę oglądać świat przedstawiony oczami dwójki głównych bohaterów, a także dzięki temu wczuwać się w ich odrębne historie.
Gdyby przez chwilę zastanowić się nad tym, o czym jest ta książka, to wydawać by się mogło, że o sile przeznaczenia. Chociaż wielu ludzi nie wierzy w to, że los wybiera dla nas taką, a nie inną drogę życia i ja sama przez pewien czas nie byłam pewna, czy przeznaczenie istnieje (obecnie sądzę, że tak, coś w tym powiedzeniu jest), to ta książka mocno mnie rozczuliła. Jednak to nie tylko historia miłosna, a przede wszystkim jest to powieść o życiu. Każde z tej dwójki bohaterów niosło na sobie bagaż doświadczeń, nie było oszczędzanych przez los. Tess - mająca mnóstwo marzeń i celów, nie mogła rozpocząć studiów, kiedy jej mama umarła na raka, a osiemnastolatka musiała zajmować się najmłodszą siostrą - Hope. Z kolei Gus przez długi czas czuł się odpowiedzialny za śmierć swojego brata wierząc, że gdyby powstrzymał go przed zjazdem na nartach ze stromego zbocza, być może Ross wciąż by żył. Oprócz tego, każdy z nich przez te szesnaście lat boryka się z różnego rodzaju problemami, które są po prostu ludzkie. Nie ma tu ubarwiania (no, może jedynie z tym przeznaczeniem, ale kto wie, kto wie, co zapisane jest nam w gwiazdach!), dlatego cała ta powieść zyskuje autentyczność. Dlatego ta książka to nie tylko opowieść o sile przeznaczenia, ale głównie o życiu samym w sobie.
Na pewno nie zabrakło mi tutaj także emocji. Co rusz uśmiechałam się do danych stron, to z kolei potępiałam niektóre postępowanie bohaterów odczuwając gniew, czy też czułam względem nich smutek, że los tak ich doświadcza, aż nawet momentami wybuchałam śmiechem czy też powstrzymywałam się przed łzami wzruszenia. Osobiście uważam, że autorka zrobiła kawał dobrej roboty i chociaż jej nazwisko do tej pory było mi obce, już teraz wiem, że na pewno sięgnę jeszcze kiedyś po jakąś jej książkę, o ile tylko pojawi się w Polsce.
Bohaterowie zostali wykreowani ciekawie. W zasadzie cieszę się, że mimo niektórych "wybryków" tej głównej dwójki, jakie to owe wybryki mnie drażniły, to mimo wszystko poczułam do nich sympatię. Tess to dziewczyna, która musiała porzucić własne marzenia dla dobra siostry i jaką to los niejednokrotnie doświadczał, a mimo to nie poddawała się, lecz ciągle szła naprzód. Gus z kolei to taki wrażliwy młodzieńec, jaki stopniowo przeistaczał się w mężczyznę - niestety trochę zagubionego, ale ostatecznie i jemu udało się odnaleźć samego siebie. Oprócz nich istotnymi postaciami tej książki była Doll - przyjaciółka Tess, którą także w miarę polubiłam oraz Charlotte - jedna z kobiet na drodze Gusa, jaka natomiast doprowadzała mnie do szału. Krótko mówiąc uważam, że postacie zostały wykreowane bardzo dobrze.
Podsumowując, muszę jedynie wspomnieć, że ta książka pewnie niektórym wyda się trochę schematyczna czy przewidywalna, ale mnie osobiście urzekła. Mimo paru tam rzeczy, jakie może lekko bym zmieniła, całość niezwykle mnie rozczuliła i sprawiła, że bardzo miło spędziłam czas przy tej książce. To taka urocza opowieść, ale też poruszająca różne, ważne życiowe kwestie. Osobiście bardzo polecam!

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-12 17:54:56
Ma nowego znajomego: Miśka
 
2017-05-27 17:38:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Bardzo lubię twórczość Cecelii Ahern. Już kilkakrotnie miałam okazję sięgać po jej książki i chociaż co prawda nie każda z nich zachwycała mnie w stu procentach, to jednak zdecydowana większość potrafiła mnie do siebie przyciągnąć wywołując mnóstwo emocji. Dlatego też, kiedy tylko otrzymałam możliwość przeczytania jej najnowszej książki, nie wahałam się ani chwili, by po nią sięgnąć.... Bardzo lubię twórczość Cecelii Ahern. Już kilkakrotnie miałam okazję sięgać po jej książki i chociaż co prawda nie każda z nich zachwycała mnie w stu procentach, to jednak zdecydowana większość potrafiła mnie do siebie przyciągnąć wywołując mnóstwo emocji. Dlatego też, kiedy tylko otrzymałam możliwość przeczytania jej najnowszej książki, nie wahałam się ani chwili, by po nią sięgnąć. Intrygujący tytuł - "Lirogon" okazał się być równie ciekawą historią, jaka dla wielu osób ma zapewne zarówno swoje plusy, jak i minusy, ale mimo wszystko osobiście bardzo mnie wciągnęła i sprawiła, że jakiekolwiek przejawy zastoju czytelniczego, jaki znowu zaczął się pojawiać u mnie w ostatnim czasie, po prostu zniknęły, dzięki czemu czytanie ponownie stało się dla mnie formą przyjemnego spędzania czasu, a nie jedynie pogonią za terminowym składaniem recenzji.
Laura, główna bohaterka tej książki to kobieta, która dziesięć lat swojego życia spędziła w malowniczej chatce w górach, odcięta od szerszej cywiwilizacji, można by rzec, że wręcz ukrywana przed światem. Czas mijał jej w głównej mierze na czytaniu, zbieraniu ziół, grzybów czy leśnych owoców, uczeniu się szycia oraz przede wszystkim - wsłuchiwaniu się w dźwięki. Co dziwniejsze - sama Laura obdarzona jest nietypowym darem: potrafi tak, jak australijski ptak - Lirogon - naśladować rozmaite dźwięki. Któregoś dnia jej życie zmienia się diametralnie, kiedy to odnaleziona przez producentów filmów dokumentalnych z dnia na dzień staje się wręcz celebrytką. Jak Laura poradzi sobie w nowej roli? Co czeka ją w wielkim świecie? Czy uda jej się odnaleźć w tym całym labiryncie rozmaitych wydarzeń, jakie nagle ją spotkały? I czy być może odnajdzie też miłość swojego życia? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę Cecelii Ahern.
Odkąd po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością tej autorki, od razu jej styl do mnie przemówił. Może dlatego, że chociaż prosty w odbiorze, to jednocześnie nie jest zbyt banalny, a każde zdanie wydaje się być przez Cecelię Ahern całkowicie przemyślane tak, by wzbudzić w czytelniku zainteresowanie oraz sprawić, że poczuje on różnego rodzaju emocje. Podobnie miałam w przypadku historii Laury. Od samego początku wciągnęła mnie ona do swojego świata, a ja z zaangażowaniem śledziłam losy głównej bohaterki. Jednocześnie co ciekawsze nigdy nie spodziewałabym się takiego pomysłu na fabułę, jaki zaserwowała mi autorka. Zazwyczaj pisze ona powieści, w której główny prym wiedzie miłość. Oczywiście i tutaj nie zabrakło takiego wątku, ale tak naprawdę już sam pomysł związany z osobą, jaka naśladuje dźwięki, jaka to wydaje się być jak "nie z tego świata" okazał się być niezwykle intrygującym. Czegoś takiego jeszcze do tej pory Cecelia mi nie zaserwowała, ale muszę przyznać, że spodobała mi się ta inność.
Chociaż całość czyta się w mgnieniu oka, to przyznaję, że bywały momenty, które lekko mnie nużyły. Poniekąd za dużo było tego całego świata show - biznesu i w pewnym sensie wydawał mi się nieco przerysowany. Co więcej, też w niektórych kwestiach książka siłą rzeczy jest przewidywalna, ale chociaż przeczuwałam, jak zakończy się jeden z wątków, to mimo wszystko aż tak mi ta świadomość nie przeszkadzała i cieszyłam się z takiego, a nie innego obrotu spraw. Jednak to są tylko drobne rzeczy, do jakich mogłabym się przyczepić, bo poza nimi, książka niezwykle przypadła mi do gustu. Nie wiem czemu, ale momentami miałam wrażenie, że bije od niej swego rodzaju magia.
Spodobało mi się to, że Cecelia Ahern w pewien sposób skłania do przemyśleń. Pokazuje w tej książce, że bycie w pewnym sensie "innym" wcale nie oznacza dziwności, tak, jak myślała początkowo Laura. Autorka ukazuje, że każdy z nas może mieć w sobie głęboko skrywane talenty bądź też cechy, jakich nigdy nie powinniśmy się wstydzić jakiekolwiek by one nie były. To książka, która w pewien sposób podbudowuje, że możemy być kim tylko chcemy i nic ani nikt nie powinien nas w tym ograniczać. Jednocześnie jest to opowieść o brutalności świata, o tym, że sława nie zawsze oznacza coś dobrego i o tym, by nigdy nie pozwoliło się innym, by ciągnęli nas tam, gdzie czujemy się jak w klatce. To także przepiękna opowieść o sile miłości, przyjaźni i o tym, że nigdy nie wiadomo, co nas czeka, ale zawsze, jeżeli tylko mamy taką szansę, powinniśmy decydować o swoim życiu w taki sposób, by niczego w nim nie żałować.
Bohaterowie stanowią mocną stronę tej książki, a przynajmniej sama Laura to postać niezwykle intrygująca. Można by pomyśleć, że to taka nieco płochliwa dziewczynka, chociaż to dorosła, dwudziestosześcioletnia kobieta, jaka powinna wiedzieć jak pokierować swoje życie. Jednak mimo tego, że jest tak nieśmiała i delikatna, to jednocześnie potrafi iść do przodu tak, by radzić sobie ze zmianami, jakie zachodzą w jej życiu. Do tego bywa stanowcza i pewna siebie, wciąż pozostając wewnętrznie pełną wrażliwości kobietą. Inne ciekawe postaci to Salomon - mężczyzna zagubiony czasami w samym sobie i życiu, jakie dla siebie wybrał, a jednocześnie jest pełen troskliwości i potrafi dążyć do swoich celów oraz Bo - dziewczyna, jaka moim zdaniem przeszła swego rodzaju metamorfozę związaną z własnym zachowaniem i wyszło jej to zdecydowanie na plus. Uważam więc, że autorka stworzyła ciekawe postacie.
Podsumowując, książka "Lirogon" to może nie najlepsza powieść Cecelii Ahern, bo nie ujęła mnie aż tak, jak chociażby "Love, Rosie" czy "P.S. Kocham Cię", ale to intrygująca historia, jaka wciąga czytelnika do swojego specyficznego świata, serwując mu mimo wszystko trochę emocji i skłaniając do refleksji. Osobiście polecam!

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-05-23 10:39:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Rzadko, szczególnie ostatnim czasem, sięgam po młodzieżówki. Zastąpiłam je raczej powieściami obyczajowymi czy też thrillerami, w tym psychologicznymi. Dlatego też, kiedy pogoda stawała się coraz bardziej letnia, postanowiłam w ramach relaksu sięgnąć po coś lżejszego. Chociaż tak naprawdę historia zawarta na kartach książki "Lato Eden", którą to napisała Liz Flanagan nie jest do końca taka... Rzadko, szczególnie ostatnim czasem, sięgam po młodzieżówki. Zastąpiłam je raczej powieściami obyczajowymi czy też thrillerami, w tym psychologicznymi. Dlatego też, kiedy pogoda stawała się coraz bardziej letnia, postanowiłam w ramach relaksu sięgnąć po coś lżejszego. Chociaż tak naprawdę historia zawarta na kartach książki "Lato Eden", którą to napisała Liz Flanagan nie jest do końca taka przyjemna i porusza poważne problemy, jakie dotykają młodzież, to całość mimo wszystko jest naprawdę lekka w odbiorze i czyta się tę historię w mgnieniu oka.
Jess i Eden. Chociaż wizualnie obie całkowicie inne - pierwsza to nieco buntownicza dusza: jej ciało okrywają tatuaże, włosy non stop zmieniają swoją barwę, a do tego dochodzi piercing to tu, to tam, kiedy ta druga to długonoga, pełna dziewczęcości blondynka o włosach pachnących jabłkami i pięknych, błękitnych oczach, tak odkąd pamiętają powstała między nimi nić porozumienia. Dlatego też, kiedy rozpoczyna się rok szkolny, nagle na Jess spada wydarzenie, którego nigdy by się nie spodziewała. Eden zaginęła. Jej rodzice panikują, szczególnie, że to nie pierwsza tragedia, jaka dotknęła ich rodzinę, dyrektor wzywa powiązane osoby w celu przeprowadzania rozmów, policja robi co tylko może, a Jess... No właśnie - z pomocą Liama, chłopaka Eden, który tak naprawdę jest też bliski drugiej z dziewczyn, na własną rękę próbuje odnaleźć przyjaciółkę. Czy jej się to uda? Gdzie podziewa się Eden? Czy spotkało ją coś złego, a może sama uciekła? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Lato Eden".
Muszę przyznać, że mam co do tej książki mimo wszystko mieszane uczucia. Nie wiem, czy postawiłam jej zbyt wysoką poprzeczkę, czy może okładka za bardzo przyciągnęła mój wzrok i oczekiwałam wielkiego "wow", a tutaj końcowe wrażenie pozostawiło we mnie pewnego rodzaju niedosyt. Ta książka ma zarówno swoje plusy, jak i minusy, chociaż na pewno te pierwsze na całe szczęście tutaj przodują i sprawiają, że jako całość oceniam tę historię pozytywnie. Jednak zacznę od tego, co nie do końca mnie przekonało. Przede wszystkim styl, jakim posługuje się autorka - co prawda jest on lekki w odbiorze, jak na młodzieżówkę przystało, ale z drugiej strony jakoś początkowo wbicie się w całą tę historię szło mi niezwykle topornie. Nie wiem czy nie mogłam przekonać się do pomysłu stworzonego przez autorkę czy do bohaterów, ale na początku nie za bardzo szło mi czytanie. Na szczęście wraz z kolejną stroną wszystko było coraz lepiej i dopatrzyłam się w tej opowieści przede wszystkim wielu przesłań, co bardzo mi się spodobało. Podobnie jak fakt, że książka napisania jest w dwóch perspektywach czasowych - teraźniejszość to opis poszukiwania zaginionej dziewczyny, natomiast część dotyczy przeszłości i opisu wspólnych chwil przyjaciółek.
Przechodząc już zatem do tego, co oceniam na plus to przede wszystkim, jak już wspomniałam, ta książka zawiera sporo rzeczy, które mogą skłonić do przemyśleń. Jest to bowiem historia, która ukazuje czym jest prawdziwa przyjaźń. Czasami mimo wielu różnic, które pozornie sprawiają, że dane osoby wydają się być jak z dwóch różnych światów, to pojawia się między nimi nić porozumienia. Wtedy też, nieważne co spotkałoby jedną z tych osób, ta druga zawsze będzie robić wszystko, by pomóc swojej bratniej duszy. Ta książka pokazuje, że czasami też w tej przyjaźni nie zawsze wszystko jest kolorowe, a mimo to niektóre rzeczy da się sobie wybaczać i wciąż trwa się u czyjegoś boku. To także opowieść o stracie i o tym, jak ciężko jest sobie z nią poradzić i jak każdy próbuje trwać w swego rodzaju żałobie na własny sposób. Ta historia uświadamia także, że życie młodych ludzi nie zawsze bywa usłane różami i tylko od ich działań zależy jak będzie się ono układać - albo pozwolimy sobie pomóc, ściśniemy wyciągniętą dłoń drugiego człowieka albo też zrezygnujemy z pomocy dobrowolnie spadając na samo dno. Nie zabrakło tutaj także wątku miłosnego, ale był on bardzo uroczy i akurat pięknie dopełnił całość.
Bohaterowie z kolei wywołali we mnie mieszane uczucia. Bardzo polubiłam Jess, która pełni tutaj także rolę narratorki tekstu. To dziewczyna, którą w życiu spotkało jedno przykre wydarzenie, a jaka to mimo wszystko dała radę się pozbierać (poniekąd z pomocą Eden oraz oczywiście swojej mamy). Jest taką trochę artystyczną duszą, dlatego też może przez to bardziej mnie do siebie przekonała. Co więcej, pełna determinacji, zrobi wszystko dla swojej przyjaciółki... Która no właśnie - nie zawsze zachowywała się fair. Eden to taka postać, jaka nieco działała mi na nerwy. Chociaż pewnie powinnam w niektórych momentach czuć względem niej jakieś... współczucie, to nie mogłam go z siebie wykrzesać, bo jawiła się ona dla mnie jako taka trochę zbyt pewna siebie dziewczyna, która rozdmuchiwała każdy problem do rozmiarów całkowitej tragedii. Chociaż jeden z nich faktycznie miała prawo tak oceniać, tak w innych kwestiach jej zachowanie było po prostu egoistyczne. Kluczową postacią jest też Liam, którego akurat polubiłam - to taki troskliwy chłopak, jaki bardzo stara się o drugą osobę. Stąd też postacie wywołują mieszane uczucia, ale stworzeni zostali ciekawie.
Podsumowując, "Lato Eden" to dająca do myślenia historia, którą szczególnie polecam właśnie młodzieży. Dla nieco starszych osób, w tym i dla samej mnie, oceniam ją jako powieść, którą w niektórych aspektach można było lepiej dopracować. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy już wbije się w rytm czytania, to stanowi dosyć lekką lekturę na te coraz cieplejsze wieczory.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-05-23 10:00:28
Ma nowego znajomego: Mystery
 
2017-05-16 13:50:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Coraz częściej sięgam po thrillery psychologiczne. Przyciągają mnie one przede wszystkim tym, że oprócz trzymania czytelnika w napięciu, wprowadzają uczucie niepokoju oraz skupiają się na ludzkiej psychice, co od zawsze niezwykle mnie intrygowało. Dlatego też gdy tylko zapoznałam się z krótkim opisem historii zawartej na łamach książki "Mroczna toń" autorstwa A.J.Banner wiedziałam, że... Coraz częściej sięgam po thrillery psychologiczne. Przyciągają mnie one przede wszystkim tym, że oprócz trzymania czytelnika w napięciu, wprowadzają uczucie niepokoju oraz skupiają się na ludzkiej psychice, co od zawsze niezwykle mnie intrygowało. Dlatego też gdy tylko zapoznałam się z krótkim opisem historii zawartej na łamach książki "Mroczna toń" autorstwa A.J.Banner wiedziałam, że koniecznie muszę po nią sięgnąć. Trzeba przyznać, że autorka stworzyła ciekawą fabułę, chociaż znalazłam kilka aspektów, do których siłą rzeczy się przyczepię... Ale jedno jest pewne - tę książkę czyta się ekspresowo.
Kyra, główna bohaterka, tudzież narratorka całej historii, to kobieta, jaka w wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła pamięć. Wszystko jest dla niej nowe. Podobno kiedyś uczyła na uniwersytecie w Seattle, ale nie jest w stanie sobie tego przypomnieć. Tak jak też wielu innych faktów ze swojego poprzedniego życia. Obecnie natomiast znajduje się na wyspie w towarzystwie męża Jacoba. Jednak coraz częściej pojawiają się w jej głowie przebłyski wspomnień, które znacznie różnią się od tego, co wmawia jej mężczyzna. Kyra zdaje sobie sprawę, że sama musi dociec do prawdy... Lecz czy jej się to uda? Kim tak naprawdę jest ta kobieta i jakie wiodła wcześniej życie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Mroczna toń".
Przede wszystkim spodobał mi się pomysł na fabułę. Od samego początku przeczuwałam, że w tej książce pełno będzie tajemnic, które wzbudzą we mnie niepokój. Wraz z przekładaniem kolejnych kartek zdawałam sobie sprawę, jak misternie autorka skonstruowała całą historię sprawiając, że faktycznie to uczucie niepokoju towarzyszyło mi do samego końca, a wraz z każdym kolejnym rozdziałem, stale się potęgowało. Autorka posługuje się lekkim w odbiorze stylem, jaki to sprawia, że książkę czyta się w mgnieniu oka i nie można się od niej wprost oderwać. Na pewno w jakiś sposób wciąga czytelnika do swojego świata sprawiając, że śledzi losy głównej bohaterki z zapartym tchem, do samego końca nie domyślając się tak naprawdę, co też wcześniej działo się w jej życiu. Dlatego zakończenie, jakie zaserwowała mi A.J.Banner w jakimś stopniu mnie zaskoczyło i sprawiło, że nie żałowałam sięgnięcia po tę historię.
Jest to nie tylko trzymający w napięciu thriller, ale też jak już wspomniałam łączy się on w dużej mierze z ludzką psychiką. Sama postać Kyry i to, że czuje się ona jak całkowicie nowa osoba intryguje i sprawia, że chce się śledzić jej losy zastanawiając się, czy kobiecie uda się przypomnieć swoje dawne życie. Jednak w tej książce śmiało można skupić się także na psychice innych bohaterów, analizując ich zachowania i zastanawiając się, co i dlaczego podsuwało ich do takich, a nie innych czynów. Co więcej, to historia, jaka ukazuje, że życie bywa nieprzewidywalne oraz tak naprawdę często trzeba zastanowić się kilkukrotnie komu powinno się ufać.
Jednak jak już wspomniałam, są rzeczy, do których muszę się przyczepić. Po pierwsze - brakowało mi czasami dopracowania niektórych wątków. Przede wszystkim niektóre z dialogów, wszelkie rozmowy, jakie prowadzili bohaterowie, wydawały się być pisane trochę na siłę, jakby były po prostu wymuszone, a przez to okazywały się być mało realistyczne. Autorka o wiele lepiej opisuje wszelkie przemyślenia Kyry, natomiast w kwestii tworzenia scen z większą ilością bohaterów, takich, w których pojawiają się rozmowy, nie zawsze robi to, moim zdaniem, dobrze. Po drugie - niektóre postacie były nie do końca dopracowane - na pewno nie tak wyobrażałam sobie terapeutkę Sylvię, która w zasadzie wydawała mi się być kiepskim psychologiem. Może się na tym nie znam i może taka osoba ma głównie wysłuchać swojego pacjenta, ale i tak w jakiś sposób była trochę sztuczna i sprawiała wrażenie, jakby nie radziła sobie w swoim zawodzie, a jedyne co robiła, to przytakiwała, że "rozumie problem". Zatem to kilka takich kwestii, jakie nieco obniżyły ocenę tej książki, bo poza nimi, sama fabuła niezwykle wciąga i budzi w czytelniku emocje.
Bohaterowie z kolei, oprócz wspomnianej Sylvii, raczej przypadli mi do gustu. Kyra to dobrze dopracowana postać, jaką od samego początku obdarzyłam sympatią i z zapartym tchem śledziłam jej losy, cały czas zastanawiając się, czy uda jej się dociec prawdy poprzez przypomnienie sobie przeszłości. Jacob z kolei to mężczyzna, jaki pozornie wydaje się być pełen troskliwości, ale w pewnym sensie dusił w sobie też drugie "ja", dlatego jego postać również intrygowała i skłaniała do analiz jego psychiki. Pozostali bohaterowie również zostali wykreowani w miarę ciekawie.
Podsumowując, "Mroczna toń" to książka, którą czyta się bardzo szybko, wciąga do swojego świata, ciągle budując w czytelniku uczucie niepokoju. Mimo kilku niedopracowań, to zdecydowanie ciekawy thriller psychologiczny, jaki śmiało mogę polecić każdemu, kto ma ochotę na taki kawał literatury.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-05-14 10:16:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Piętno Krwawej Hrabiny (tom 2)

Jakiś czas temu miałam okazję sięgnąć po książkę "Potomkowie", którą to napisała Tosca Lee. Byłam zachwycona stworzoną przez autorkę historią tak bardzo, że nie mogłam doczekać się jej kontynuacji, szczególnie, iż całość zakończyła się wówczas w zaskakujący sposób. Dlatego też, gdy tylko pojawiła się premiera drugiego tomu tej historii, czyli "Pierworodna", nie wahałam się ani chwili, by... Jakiś czas temu miałam okazję sięgnąć po książkę "Potomkowie", którą to napisała Tosca Lee. Byłam zachwycona stworzoną przez autorkę historią tak bardzo, że nie mogłam doczekać się jej kontynuacji, szczególnie, iż całość zakończyła się wówczas w zaskakujący sposób. Dlatego też, gdy tylko pojawiła się premiera drugiego tomu tej historii, czyli "Pierworodna", nie wahałam się ani chwili, by ponownie sięgnąć po losy Audry. Muszę przyznać,że i tym razem się nie zawiodłam, a całość niezwykle trzyma w napięciu serwując czytelnikowi ogrom emocji.
Ten akapit zawiera spoilery pierwszego tomu. Audra w końcu zdaje sobie sprawę, dlaczego postanowiła wymazać pamięć i rozpocząć nowe życie. Okazuje się, że powodem, dla którego to zrobiła jest córeczka - Eva. Kobieta wie także, że Dziedzice nie pozwolą żyć jej maleństwu, dlatego postanawia za wszelką cenę rozprawić się raz na zawsze z ich przywódcą, czyli Historykiem. Czas jednak ucieka, Audra działa poza prawem, w dodatku jej ukochany Luka wciąż pozostaje w niebezpieczeństwem tak samo jak setki Potomków, za los których kobieta czuje się odpowiedzialna. Co więcej, jej moce rosną w siłę, lecz czy wystarczającą, by stawić czoła swojemu śmiertelnemu wrogowi i mieć w końcu możliwość na rozpoczęcie normalnego życia? Jak zatem potoczą się losy Audry? Czy uda jej się zwyciężyć, a może poniesie sromotną klęskę? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Pierworodna".
Muszę przyznać, że z wielu różnych powodów, czytanie tej książki odłożyłam początkowo na dalszy plan - to znaczy starałam się każdego dnia zerknąć chociaż na jeden rozdział, ale wówczas miałam wrażenie, iż nie do końca śledzę losy głównych bohaterów całą sobą. Kiedy więc wreszcie znalazłam więcej wolnego czasu, to kiedy już wciągnęłam się w tę książkę, skończyłam ją w jeden wieczór. Styl, jakim posługuje się autorka jest bowiem niezwykle lekki w odbiorze, ale jednocześnie pełen emocjonalności, dzięki czemu czytelnik nie jest w stanie wręcz oderwać się od historii Audry. Nie dość, że sam pomysł na fabułę był świetny, o czym wspominałam już przy okazji pierwszego tomu, tak w dodatku pojawia się tutaj tak wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji, że ma się ochotę jak najszybciej przekładać kolejne kartki, do samego końca będąc niepewnym, co też zaserwuje nam autorka. Dlatego też podobnie jak w przypadku pierwszej części, tak i tutaj nie brakuje akcji, a rzekłabym nawet, że jest jej o wiele więcej, co jeszcze bardziej mnie ucieszyło.
Jednak to, co najbardziej urzeka w tej historii to ogrom emocji. Od samego początku czytelnik wraz z bohaterami, szczególnie Audrą, jaka to pełni rolę narratora, przeżywa nieustanny wulkan uczuć: począwszy od bezradności, poprzez gniew, frustrację, momentami rezygnację i smutek, aż po usilną wolę walki i determinacji. Chociaż ta historia to coś z pogranicza młodzieżówki w stylu fantasy (po jakie nawiasem mówiąc rzadko sięgam), to jest to mimo wszystko coś więcej. To opowieść o tym, że czasami życie rzuca nam kłody pod nogi, lecz jeżeli mamy jasno wyznaczony cel, to robimy wszystko, by go osiągnąć. Uświadamia, że często musimy podejmować decyzje, w których jakikolwiek wybór wydaje się być niewłaściwym. Jednocześnie jest to historia o sile miłości, przyjaźni oraz tym, że nigdy nie można się poddawać. Dlatego też po raz kolejny Tosca Lee kupiła mnie absolutnie i cieszę się, że mogłam ponownie przenieść się do wykreowanego przez nią świata.
Bohaterowie, podobnie jak w poprzedniej części, przypadli mi do gustu. Audra jawi się tutaj już jako bardziej dojrzała kobieta, która usilnie dąży do tego, by ocalić to, co dla niej najważniejsze. Jednocześnie stara się chronić tych, których kocha i niejednokrotnie jest zmuszona do podejmowania ciężkich decyzji. Luka ponownie skradł moje serducho - to mężczyzna, jaki cechuje się odwagą i podobnie jak jego ukochana, zrobi wszystko, by chronić ludzi, których kocha. W tej części jeszcze bardziej polubiłam Błazna - hakerkę, gdyż jej postać została nieco rozbudowana. Pozostali bohaterowie również zostali wykreowani ciekawie, tym samym autorka i w tym aspekcie wykonała kawał dobrej roboty.
Podsumowując, kontynuacja książki "Potomkowie" przypadła mi do gustu. Trzymała w napięciu, dostarczyła ogrom emocji i do samego końca siała w czytelniku poczucie niepewności. Jeżeli więc mieliście okazję sięgnąć po pierwszy tom i przypadł Wam do gustu, nie wahajcie się ani chwili i łapcie jak najszybciej "Pierworodną".

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-04-30 18:42:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"A jeżeli czasu nie ma? Jeżeli wszystko, co przeżywamy, jest wieczne, jeżeli to nie czas przechodzi obok człowieka, lecz sam człowiek mija to, co przeżył?"

Nic nie poradzę na fakt, że od zawsze lubiłam powieści obyczajowe oraz historie miłosne. Kiedy więc przeczytałam opis książki "Koniec samotności", którą napisał Benedict Wells, nie wahałam się ani chwili, by po nią sięgnąć. Chociaż...
"A jeżeli czasu nie ma? Jeżeli wszystko, co przeżywamy, jest wieczne, jeżeli to nie czas przechodzi obok człowieka, lecz sam człowiek mija to, co przeżył?"

Nic nie poradzę na fakt, że od zawsze lubiłam powieści obyczajowe oraz historie miłosne. Kiedy więc przeczytałam opis książki "Koniec samotności", którą napisał Benedict Wells, nie wahałam się ani chwili, by po nią sięgnąć. Chociaż ostatnio nie miałam czasu, by się za nią szybko zabrać, to kiedy już to zrobiłam, nie byłam w stanie się od niej oderwać. To cudowna opowieść o życiu i śmierci, przyjaźni, miłości czy nienawiści, o przemijaniu i o tym, że nigdy nie jest na nic za późno. Ta historia lekko mnie rozwaliła i jak dawno nie byłam w stanie wzruszyć się przy żadnej książce, tak tym razem z moich oczu mimowolnie popłynęło kilka łez.
Jules, Marty oraz Liz to rodzeństwo, które wydawać by się mogło, że łączy tylko jedno - tragicznie wydarzenie, jakie spotkało ich w dzieciństwie. Kiedy w wypadku samochodowym zginęli ich rodzice, życie tej trójki zmieniło się diametralnie. Trafili do domu dziecka i chociaż wszyscy przebywali w tym samym miejscu, ich drogi zaczęły stopniowo się rozchodzić. Najmłodszy z rodzeństwa - Jules - tudzież narrator całej powieści, przed śmiercią rodziców tak pewny siebie, w internacie zmienił się w bojaźliwego i nieśmiałego chłopca. Stroniący od rówieśników, często był przez nich wyśmiewany. Aż do czasu, gdy poznał Alvę - dziewczynkę, która stała się jego najlepszą przyjaciółką. Ich drogi jednak wraz z czasem się rozchodzą, lecz gdy spotykają się po latach, mają szansę odkryć jak wiele dla siebie znaczą... Jak zatem potoczy się ich dalszy los? Czy przyjaciele zrozumieją, że od zawsze łączyło ich coś więcej? A może nigdy nie będą w stanie wyznać swoich prawdziwych uczuć? Jak toczyło się też życie Liz oraz Marty'ego? Czy rodzeństwo stało się dla siebie obce, czy może na nowo połączyła ich więź? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie sięgając po książkę "Koniec samotności".
Pokochałam styl autora od samego początku. To, w jaki sposób buduje zdania, które są lekkie w odbiorze, a jednocześnie momentami tak pełne przesłania, skłaniają do przemyśleń jest po prostu piękne. Można by rzec nawet, że niektóre fragmenty są czasami nieco poetyckie. Co więcej, autor ma niezwykle emocjonalny sposób pisania. Rzadko spotykam się z tym, żeby mężczyzna potrafił tak przepięknie pisać o wszelkich uczuciach. Benedict Wells natomiast zaskoczył mnie mega pozytywnie i sprawił, że chcę więcej historii, jakie wychodzą spod jego pióra. Urzekł mnie całkowicie - nie dość, że sama historia jest niezwykle wciągająca, że aż wprost nie można się od niej oderwać, to przede wszystkim bije z niej tak wiele emocji, że całkowicie dotykają one czytelnika.
Tak, jak głosi tytuł recenzji - jest to opowieść tak naprawdę o życiu samym w sobie, tym, co wraz z sobą niesie, jak wielokrotnie wystawia ludzi na próbę i że jak to było w książce - nie zawsze jest "grą o sumie zerowej". To także historia pokazująca czym jest śmierć i że często przychodzi niespodziewanie sprawiając, że cały nasz dotychczasowy świat rozpada się na kawałki. To przepiękna opowieść, która porusza do głębi, wyciskając z oczu łzy wzruszenia, a jednocześnie pozostawiając czytelnika z jakąś taką dawką nadziei na to, że tak długo, jak życie się toczy, powinniśmy korzystać z niego jak najlepiej. To także historia ukazująca czym jest prawdziwa przyjaźń, ale też to, jak często boimy się miłości i ryzyka, tylko dlatego, że nie chcemy kogoś stracić.
Historia Jules'a oraz Alvy uświadamia, że czasami ludzie dobrowolnie pozwalają sobie na tylko pustą egzystencję i życie w ciągłym myśleniu "co by było gdyby", jak jednocześnie pokazuje, że mimo wszystko nigdy nie jest za późno, by wszystko zmienić i zależy to tylko od nas i naszych wyborów - to my decydujemy, czy pozwalamy sobie na jedynie istnienie czy życie w pełnym tego słowa znaczeniu. Jednak książka nie toczy się jedynie wokół wątku tej dwójki, a to także opowieść o tym, jak bardzo boli strata swoich bliskich. Rodzeństwo w bardzo młodym wieku osierocone, już na zawsze będzie nosić w sobie poczucie straty i tęsknoty za tym, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby rodzice będący dla nich najważniejszymi osobami w życiu, nie zginęli. To historia jaka pokazuje, że każdy radzi sobie z traumatycznymi wydarzeniami na swój sposób i że musi do nich po prostu z biegiem czasu dojrzeć, chociaż na zawsze będą tworzyć poczucie pustki.
Bohaterowie również działają na plus tej historii. Uważam, że autor naprawdę się postarał w kreacji swoich postaci. Jules to mężczyzna, jakiego nie da się nie polubić - zresztą opowiada całą swoją historię, począwszy od najmłodszych lat, poprzez wszystkie wydarzenia, które doprowadziły go do takiego, a nie innego punktu w życiu. Alva została wykreowana także jako postać, jakiej nie dało się nie darzyć sympatią - ot tak, po prostu, biła od niej swego rodzaju emocjonalność pokazująca, że mimo niektórych popełnianych przez nią błędów, to niezwykle krucha istota, szukająca poczucia bezpieczeństwa. Marty z kolei jawił się jako nieco dziwak, gdy Liz zagubiła się sama w sobie i przez długi czas szukała odpowiedzi na to, jak powinna żyć. Krótko mówiąc - postacie zostały wykreowane bardzo dobrze.
Podsumowując, nawet gdybym chciała, to nie mam się do czego przyczepić. Ta historia otworzyła we mnie na nowo emocjonalną część, jaka potrafi się wzruszać przy dobrym kawałku literatury, jaka jest w stanie uśmiechać się do przerzucanych kartek, czy irytować na niektóre zachowania bohaterów. Co więcej, jako że od niedawna cierpiałam na zastój czytelniczy, to ta książka na nowo sprawiła, ze pokochałam znowu czytać jak najwięcej i przeżywać tysiące emocji. Cudna historia, jaką każdemu mogę śmiało polecić. Nie zawiedziecie się.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
213 148 1138
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (41)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd