NaWidelcu 
przepisynawidelcu.blogspot.com
Moje pasje to czytanie, pisanie, gotowanie i jedzenie. Chętnie wymieniam się książkami na obszarze Łodzi.
kobieta, Łódź, status: Czytelniczka, dodała: 1 cytat, ostatnio widziana 7 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-13 22:14:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Królewskie źródło (tom 1)

Małe dzieci z nadzwyczajnymi mocami od zawsze stanowiły silne fundamenty... literatury fantasy. I jest to motyw równie popularny, co mało nowatorski. Czy korzystając z tego sprawdzonego pomysłu, można jeszcze napisać oryginalną książkę?

Życie Owena wywraca się do góry nogami. Jego ojciec okazał nieposłuszeństwo wobec króla. Władca każe go okrutnie. Dodatkowo żąda, by syn niepokornego...
Małe dzieci z nadzwyczajnymi mocami od zawsze stanowiły silne fundamenty... literatury fantasy. I jest to motyw równie popularny, co mało nowatorski. Czy korzystając z tego sprawdzonego pomysłu, można jeszcze napisać oryginalną książkę?

Życie Owena wywraca się do góry nogami. Jego ojciec okazał nieposłuszeństwo wobec króla. Władca każe go okrutnie. Dodatkowo żąda, by syn niepokornego poddanego zamieszkał z nim na zamku. Czemu? Ma być gwarancją lokalności na przyszłość. Wybór trafia na Owena, małego, nieśmiałego i odrobinę wycofanego chłopca. Czy ośmiolatek ma szansę pośród dworskich intryg? Jeśli za sojusznika ma się tajemniczą trucicielkę królowej i zalążki mocy... wszystko może się zdarzyć.

zlodziejka
Muszę przyznać, po książce spodziewała się zupełnie czegoś innego. Przede wszystkim byłam pewna, że „Trucicielka królowej” to powieść young adult, owszem, w świecie fantasy, ale jednak dla młodzieży i... o młodzieży. Gdy przeczytałam, że główny bohaterem jest 8-latek, po prostu nie wiedziałam co o tym myśleć. Co zyskujemy, a co tracimy, poznając opowieść z perspektywy dziecka?

Przede wszystkim Owen nie do końca rozumie to, co się wokół niego dzieje. Jego dziecinność bardzo zawęża jego perspektywę, a początkowa akcja szybko ogranicza się do kilku lokalizacji. Z drugiej jednak strony pozwala nam to z zaciekawieniem obserwować to, co dzieje się na drugim planie. Wiele można wyciągnąć z rozmów między dorosłymi, nawet jeśli Owen nie do końca rozumie ich treść.

Ciekawym elementem jest też dziennik szpiega. Krótkie zapiski rozpoczynają każdy rozdział i pokazuje nam odrobinę szerszą perspektywę. Oczywiście, gdy przymniemy oczy na to, że... szpieg pisze dziennik. Niby zaszyfrowany, ale mimo wszystko wydaje mi się to mało przekonujące. Wydaje mi się, że lepiej by to wyglądało, gdyby pisma te były raportami, a nie zbiorem luźnych przemyśleń, które nie mają żadnej praktycznej funkcji, a mogą jedynie pogrążyć tajnego agenta.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/10/trucicielka-krolowej-jeff-wheeler.html

pokaż więcej

 
2018-10-03 19:28:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

To było tylko zadanie, zlecenie, które miało jej przynieść pieniądze na czynsz. Nie była sobą, odtwarzała tylko kolejną rolę. Jak w teatrze. Proste, prawda? Do czasu. W pewnym momencie zaciera się granica między prawdą a fikcją i nic nie jest już oczywiste. Kto kłamie? Kto gra? Ta zabawa staje się śmiertelnie niebezpieczna.


Claire studiuje aktorstwo, jednak w jej życiu nic nie jest proste....
To było tylko zadanie, zlecenie, które miało jej przynieść pieniądze na czynsz. Nie była sobą, odtwarzała tylko kolejną rolę. Jak w teatrze. Proste, prawda? Do czasu. W pewnym momencie zaciera się granica między prawdą a fikcją i nic nie jest już oczywiste. Kto kłamie? Kto gra? Ta zabawa staje się śmiertelnie niebezpieczna.


Claire studiuje aktorstwo, jednak w jej życiu nic nie jest proste. Żeby zarobić na czynsz, podejmuje się nietypowej pracy dla agencji detektywistycznej. Jej zadaniem jej przetestowanie wierności mężów. Nic trudnego. Rozmawia, flirtuje, jeśli zaproszą ją „na górę”, sprawa jest oczywista. Jednak, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jej zleceniodawczyni, a w grę wchodzi namiętność, wszystko staje na głowie.


Fabuła powieści silnie związane jest z wątkiem artystycznym. Nasza bohaterka jest aktorką, a ten fakt nie tylko ciekawie uzupełnia historię, ale też w pewien sposób determinuje postrzeganie przez nią świata. I właśnie dlatego jej postać jest tak interesująca.


Co więcej, przekłada się to wprost na pierwszoosobową narrację. Autor sprytnie wykorzystuje fakt, że poznajemy historię oczami Clarie, nie raz wykorzystując tę koncepcję, by zakpić z czytelnika. Tak, kilka razy bohaterka zwraca się do nas bezpośrednio, co jest uzasadnione w opowieści (i bynajmniej nie chorobą psychiczną).


Warto zaznaczyć, że tempo powieści narasta powoli. Pomimo naprawdę mocnego początku, akcja szybko spowalnia i serwuje nam historię pasującą bardziej do literatury obyczajowej, niż thrillera. I tutaj akcentuje się całkiem szeroko opisane tło okołofabularne. Jest to zabieg zdecydowanie na plus. Za jego sprawą jeszcze bardziej wczuwamy się sytuacje Clarie, gdy wraz z nią borykamy się z problemami studentów aktorstwa. Co więcej, pierwszy zwrot akcji ma też zdecydowanie mocniejszy wydźwięk, ponieważ wcześniejsze tempo buduje kontrast.


Całości dodatkowego smaku nadaje klimat kłamstw, manipulacji oraz... mrocznej powieści. Z każdą strono atmosfera się zagęszcza, a granica między prawdą a fikcją zaciera. „W żywe oczy” zdecydowanie przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi thrillerów psychologicznych.


pokaż więcej

 
2018-09-28 21:12:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-09-27 22:16:04
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Życie bywa piękne, ciężkie, zaskakujące, magiczne i straszne. Czasami daje odetchnąć, innym razem zrzucam ciężary pozornie nie do udźwignięcia. Jednak zawsze jest nieprzewidywalne i... bardzo, bardzo ulotne.

„Nikt nie idzie” to najnowsza książka Jakuba Małeckiego. Pomimo tego, że o autorze słyszałam już od jakiegoś czasu, było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Nie czytałam nic na...
Życie bywa piękne, ciężkie, zaskakujące, magiczne i straszne. Czasami daje odetchnąć, innym razem zrzucam ciężary pozornie nie do udźwignięcia. Jednak zawsze jest nieprzewidywalne i... bardzo, bardzo ulotne.

„Nikt nie idzie” to najnowsza książka Jakuba Małeckiego. Pomimo tego, że o autorze słyszałam już od jakiegoś czasu, było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Nie czytałam nic na jego temat, nie nastawiałam się w żaden sposób. I jak wyszła ta konfrontacja? Z pewnością... zaskakująco.

nikt2
Powieść po kolei wprowadza nas w życie poszczególnych bohaterów. Najpierw poznajemy Marysię, typową „dziewczynę z sąsiedztwa”, inną niż wszystkie, a jednocześnie bardzo podobna. Dziewczyna poznaje pilota i jakoś wszystko toczy się dalej. Nie jest to sztampowa miłość jak z bajki, to uczucie bardzo prawdziwe i piękne na swój życiowy sposób. Kolejną bohaterką jest Olga, poobijana przez życie, trochę zagubiona w codzienności. Tak samo, jak Igor, którego los w pewien sposób zdeterminowany został przez zaginięcie brata. I na końcu Klemens, ni to chłopiec, ni mężczyzna. Co ich połączy? Co podzieli? Dokąd poprowadzą ich kręte ścieżki życia?

Nie często sięgam po książki w tym stylu i też nie często mam taki mętlik w głowie, gdy piszę recenzję. Chciałabym wspomnień o wszystkim i jednocześnie zaakcentować to najważniejsze, czyli uczucia, które wywołała we mnie powieść. Bo już na początku muszę was ostrzec. Nie będzie łatwo. „Nikt nie idzie” przenosi czytelnika w fikcyjny, a jednocześnie boleśnie prawdziwy świat. Jej lektura pozostaje w pamięci, a uczucia, które jej towarzyszą, na trwałe odcisną piętno na czytelniku. Zamykając książkę wciąż tkwiłam w opisanym świecie. Coś ściskało mi serce i nie dawało zapomnieć o wcześniejszych wzruszeniach. „Nikt nie idzie” wywołuje bowiem całą paletę emocji, rozbawia, zasmuca i zmusza do refleksji.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/nikt-nie-idzie-jakub-maecki.html

pokaż więcej

 
2018-09-24 00:43:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czy nie byłoby świetnie, by chociaż na chwilę zatrzymać czas? Albo jeszcze lepiej, wstrzymać bieg zegarka tylko na nas? Po prostu zyskać... nieśmiertelność. Brzmi nieźle. Ale jakie byłyby skutki takiej decyzji?

Tom ma 41 lat. Ale tylko fizycznie. Naprawdę przeżył ich o wiele więcej, tylko jego ciało starzeje się dużo wolniej. Znał Szekspira, brał udział w niejednej przygodzie... Czy można...
Czy nie byłoby świetnie, by chociaż na chwilę zatrzymać czas? Albo jeszcze lepiej, wstrzymać bieg zegarka tylko na nas? Po prostu zyskać... nieśmiertelność. Brzmi nieźle. Ale jakie byłyby skutki takiej decyzji?

Tom ma 41 lat. Ale tylko fizycznie. Naprawdę przeżył ich o wiele więcej, tylko jego ciało starzeje się dużo wolniej. Znał Szekspira, brał udział w niejednej przygodzie... Czy można chcieć czegoś jeszcze? Tak, zwykłego, spokojnego życia, które dla człowieka z jego przypadłością... wcale nie jest takie proste. Zwłaszcza gdy nie może robić tylko jednego. Przywiązywać się do ludzi.

„Jak zatrzymać czas” to książka zupełnie inna od tego, co czytam na co dzień. W miejsce dynamicznej akcji, przemyślenia. Zamiast zatrzęsienia bohaterów, kilka naprawdę dopracowanych postaci. Ale... od początku. Pomysł na wątek główny jest naprawdę ciekawy. To nie tylko sposób na rozwinięcie historii, ale też pretekst do kilku ciekawych hipotez. Autor każe nam się zastanowić nad wieloma sprawami, zachęca do rozważać o czasie i istocie człowieczeństwa.

"Gdzie ta miłość była wcześniej? Skąd się wzięła? Niespodziewana niczym żal, ale będąca jego odwrotnością. Sposób, w jaki nagle i całkowicie mną zawładnęła, jest jednym z cudów bycia człowiekiem".

I można by było przypuszczać, że ten refleksyjny ton obija się negatywnie na przystępności książki. Nic bardziej mylnej. Nieważne jak głębokie i poważne są myśli głównego bohatera, do ich wyrażenie używa słów prostych i bezpośrednich. Co więcej, przekazuje je przy okazji ciekawej historii, która naprzemiennie dzieje się w przeszłości i teraźniejszości.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/jak-zatrzymac-czas-matt-haig.html

pokaż więcej

 
2018-09-24 00:32:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

A przede wszystkim najważniejszy jest dla mnie pokój na świecie. To hasło reklamowe stanowi chyba najpopularniejszą parodię wyborów miss świata. Czy gdzieś jeszcze jest równie popularne? Owszem... w młodzieżowej fantastyce!

Trwa wielka wojna. Troja i Miriada każdego dnia każą swoim ludziom walczyć na śmierć i życie. Tymczasem Ten, dziewczyna, która ma zadecydować o losach obu krain,...
A przede wszystkim najważniejszy jest dla mnie pokój na świecie. To hasło reklamowe stanowi chyba najpopularniejszą parodię wyborów miss świata. Czy gdzieś jeszcze jest równie popularne? Owszem... w młodzieżowej fantastyce!

Trwa wielka wojna. Troja i Miriada każdego dnia każą swoim ludziom walczyć na śmierć i życie. Tymczasem Ten, dziewczyna, która ma zadecydować o losach obu krain, postanawia przełamać ten schemat. I to nie tylko związkiem z przedstawicielem przeciwnej frakcji. Oni idą o krok (a nawet całe tysięcy kroków) dalej. Postanawiają zrobić wszystko by... wprowadzić pokój.

O tym tomie można powiedzieć mniej więcej to samo, co o poprzednich. I już w tym zdaniu widać pewien problem tej serii. Premiera pierwszego tomu miała miejsce lata temu. W tym roku ukazała się ostatnia, finalna część. I szczerze mówiąc... naprawdę niewiele pamiętałam. Owszem z czasem wszystko wróciło w mojej głowie na swojej miejsce, jednak autorka nie szczególnie mi w tym pomagała. Zamiast zrobić małe powtórzenie z wcześniejszych tomów, od razu wrzuca czytelnika w bezpośrednią kontynuację wcześniejszych przygód. I jakoś trzeba było sobie radzić.

Tak samo, jak i wcześniej, i tym razem książka zaczyna się od zbioru wiadomości „mailowych” między osobami, które ponownie chcą uchwycić główną bohaterkę. Najzabawniejszy jest ton tej komunikacji. Niezależnie od szczebla każdy pisze, jakby był dorastającym nastolatkiem.

Mam też pewien problem z opisanym światem. Sam pomysł był naprawdę ciekawy, jednak bardzo mocno oparty na schematach. W pierwszym tomie mnie zachwycił, w drugim przyzwyczaił do siebie, a w trzecim... nie zaoferował nic nowego. Nieustająco działa zasada dwójki, to jest, że każdy spór prowadzi ostatecznie do powstania dwóch obozów. W tym zakresie nic się nie zmienia. Mamy dwa stronnictwa, które zaciekle, ale też często siłą rozpędu, zacięcie się zwalczają.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/everlife-wieczne-zycie.html

pokaż więcej

 
2018-09-21 22:19:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czy można zakochać się bez jednego słowa, spojrzenia, czy nawet gestu? Czy można obdarzyć kogoś uczuciem tylko i wyłącznie oglądając namalowane przez niego... grafity? Dziś poszukamy odpowiedzi na to pytanie w książce „Graffiti moon”.

Lucy jest zauroczona tajemniczym malarzem graffiti i za wszelką cenę chce go poznać. Właśnie dlatego, gdy Ed oznajmia, że wie, gdzie może znajdować się artysta,...
Czy można zakochać się bez jednego słowa, spojrzenia, czy nawet gestu? Czy można obdarzyć kogoś uczuciem tylko i wyłącznie oglądając namalowane przez niego... grafity? Dziś poszukamy odpowiedzi na to pytanie w książce „Graffiti moon”.

Lucy jest zauroczona tajemniczym malarzem graffiti i za wszelką cenę chce go poznać. Właśnie dlatego, gdy Ed oznajmia, że wie, gdzie może znajdować się artysta, bez zastanowienia rusza w drogę. Czeka ich niecodzienna wycieczka po mieście, pełna rozmów, wyznań i snucia planów. Noc sprzyja szczerości. Jednak czy to wystarczy, by Ed wyjawił dziewczynie swój największy sekret?

"Jej słowa są obrazami, a ja maluję je na murze w swojej głowie".

„Graffiti moon” to powieść młodzieżowa, napisana w lekki, wręcz liryczny sposób. Wraz z każdą kolejną stroną coraz bardziej zanurzamy się w klimacie nocnych rozmów o życiu i sztuce. Jest przyjemnie, eterycznie i jednocześnie bardzo bezpośrednio. Bohaterzy poruszają ważne tematy w sposób lekki i bezpośredni. Szybko dałam się zauroczyć tej narracji i zainteresowaniem śledziłam rozwój znajomości Eda z Laurą.

Obok głównej ścieżki fabularnej, w tle rozwija się również kwestia perypetii sercowych najlepszych przyjaciół Eda i Laury. Ten wątek był dla mnie o wiele mniej wciągający. Zabrakło w nim iskrzenia, chemii, czy zwyczajnie polotu.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/graffiti-moon-cath-crowley.html

pokaż więcej

 
2018-09-16 22:31:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Niepowszedni (tom 3)

Czy warto całe życie trwać w strachu? A może lepiej wyjść naprzeciw swoim lękom i pokonać je raz, a dobrze? To brzmi jak dobry plan. Oczywiście do czasu, gdy nasz zaciekły wróg nie okaże się silniejszy od nas. No ale cóż, od czego jest plan B?

Niepowszedni już tyle czasu byli gonieni przez Welesa i jego ludzi, że ledwo pamiętają, co to spokój i poczucie bezpieczeństwa. Czy znowu coś im grozi?...
Czy warto całe życie trwać w strachu? A może lepiej wyjść naprzeciw swoim lękom i pokonać je raz, a dobrze? To brzmi jak dobry plan. Oczywiście do czasu, gdy nasz zaciekły wróg nie okaże się silniejszy od nas. No ale cóż, od czego jest plan B?

Niepowszedni już tyle czasu byli gonieni przez Welesa i jego ludzi, że ledwo pamiętają, co to spokój i poczucie bezpieczeństwa. Czy znowu coś im grozi? Tak! Jednak tym razem role się odwróciły. Teraz to oni ścigają okrutnych złotników. Jednak czy takich ludzi da się dostarczyć przed sąd i wyjść z tej przygody z życiem? Niepowszednich czeka wiele zagrożeń i jeszcze więcej... spraw do rozwiązania.

Cóż mogę powiedzieć o tym tomie? Jest to naprawdę dobre zakończenie całego cyklu. Wszystko, o czym pisałam w recenzjach pierwszej i drugiej części, pojawiło się i w tej odsłonie.

Po pierwsze, mamy dynamiczną akcję. Również w finałowym tytule opowieść pędzi na łeb na szyję, nie pozostawiając miejsca na nudę, czy spokój. Bohaterzy mierzą się z licznymi przeciwnościami, konfrontują z wieloma wrogami, ale również własnymi słabościami.

Tym razem najważniejsze okazały się wątki poboczne. Tak, główny motyw spajał wszystkie powieści w jeden cykl, jednak to tematy dziejące się obok nadały całości smaku. Swojego wyjaśnienia doczekały się kwestie m.in. rodzinne i uczuciowe.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/niepowszedni-obawa-justyna-drzewicka.html

pokaż więcej

 
2018-09-05 00:28:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Odkąd pamiętam, jestem zafascynowana fantastyką. I nie będą oryginalna, ale muszę wyznać, że zaczęło się od Tolkienka. Potem regularnie wybierałam się do biblioteki i odkrywałam nowe kamienie milowe w dziale fanatyki. Sapkowski, Ursula Ka Le Giun, Sapkowski... To były piękne czasy dobrych książek i kiepskich okładek. I chociaż obecnie czytam prawie wszystko, fanatyka nadal zajmuje kluczowe... Odkąd pamiętam, jestem zafascynowana fantastyką. I nie będą oryginalna, ale muszę wyznać, że zaczęło się od Tolkienka. Potem regularnie wybierałam się do biblioteki i odkrywałam nowe kamienie milowe w dziale fanatyki. Sapkowski, Ursula Ka Le Giun, Sapkowski... To były piękne czasy dobrych książek i kiepskich okładek. I chociaż obecnie czytam prawie wszystko, fanatyka nadal zajmuje kluczowe miejsce w moim sercu. Właśnie dlatego bez chwili zastanowienia sięgnęłam po Podwójną tożsamość bogów.

Pierwsze, co przyciąga uwagę, to oryginalna okładka. Obrazek na niej umieszczony jest jednocześnie prosty, jak i pomysłowy. Równie dobrze jest w środku. Elementy graficzne dodane zostały z umiarem, ale te, co są, świetnie wzbogacają treść. Warto też podkreślić, że książka wydana została w twardej, solidnej oprawie. A więc forma to dla mnie zdecydowane 6 na 6, prosta, estetyczna, ale też z przekazem, który komunikuje nam, co możemy znaleźć w środku.


Ale przechodząc do konkretów, jaką treść skrywa w sobie Podwójna tożsamość bogów? Odpowiedź nie jest prosta... bardzo różna. Ta książka to bowiem zbiór tekstów, esejów, recenzji i rozmów, w różny sposób poruszających temat fantastyki i popkultury. Nie brzmi to szczególnie zachęcająco, prawda? Wręcz widzę wasze sceptyczne miny. Ale, ale... dajcie mi szansę, są to teksty na najwyższym poziomie. Nie tylko bardzo mocno branżowe, ale też bogate w wiedzę. Co mam na myśli? Każda pasja, po przekroczeniu pewnej granicy fachowości, staje się specyficzną gałęzią dla wtajemniczonych. Można do popkultury podejść jak do niezobowiązującej rozrywki, a może też rozłożyć ją na czynniki pierwsze i zamienić w wiedzę.


"Społeczność rozpropagowała Sapkowskiego, jak to bywa w grupach społecznych, niemal wymusiła znajomość jego prozy i wyniosła AS-a na piedestał. Z drugiej strony ta sama społeczność stała się dla niego później balastem". Paweł Majka


Każdemu, kto z fandomem jest w jakikolwiek sposób związany, z pewnością nie raz zakręci się łezka w oku. Autor bowiem przywołuje największe klasyki fantastyki. Ale tu pewne zastrzeżenie, jeśli bardzo głęboko siedzicie w temacie, może się poczuć rozczarowani. Książka bowiem zawiera sporo popularnych informacji, bardziej dla niedzielnych pasjonatów, czy osób początkujących, niż ekspertów w dziedzinie.


Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/podwojna-tozsamosc-bogow.html

pokaż więcej

 
2018-09-04 21:51:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Miasta pary i kamienia (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

Steampunk to nurt literacki, który zyskuje coraz większą popularność. Połączenie epoki wiktoriańskiej z wiekiem pary owocuje wyjątkowo barwnymi opowieściami. I właśnie z taki nastawieniem sięgnęłam po „Wilczą godzinę”.

Mamy rok 1905. Wilno jest wolnym miastem... Od kilkudziesięciu lat należy do Aliansu, związku miast, które postawiły na rozwój techniki. I to właśnie w Wilnie ma się odbyć...
Steampunk to nurt literacki, który zyskuje coraz większą popularność. Połączenie epoki wiktoriańskiej z wiekiem pary owocuje wyjątkowo barwnymi opowieściami. I właśnie z taki nastawieniem sięgnęłam po „Wilczą godzinę”.

Mamy rok 1905. Wilno jest wolnym miastem... Od kilkudziesięciu lat należy do Aliansu, związku miast, które postawiły na rozwój techniki. I to właśnie w Wilnie ma się odbyć spotkanie na szczycie najpotężniejszych państw Europy. A jak to przy okazji takich imprez bywa, każdy uczestnik chce ugrać coś dla siebie. Tymczasem na ulicach miasta zaczyna się robić „gorąco”. Mieszkańcy coraz głośniej wyrażają swoje niezadowolenie. Jakie sekrety skrywa Wilno? Czy za wszystkimi zbiegami okoliczności nie stoi przypadkiem grubsza intryga?

„Wilka godzina” to książka napisana z dużym rozmachem. Z pewności nie można jej odmówić, bogatej, szczegółowej narracji, która powoli wprowadza nas w klimat steampunkowego miasta. Ale nie tylko opisów mamy pod dostatkiem. Również postaci jest w powieści nie co niemiara, a każda z nich ma swoje pięć minut i spore miejsce w fabule.

Właśnie dlatego początkowe wrażenie jest bardzo pozytywne. Jednak każdy ma swoją cierpliwość, nawet czytelnik. I jeśli w rozsądnym czasie nie otrzyma akcji, zaczyna się nudzić. I tak niestety było i tym razem. Fabuła rozkręca się naprawdę powoli, a bogate opisy nie przekładają się dynamiczną akcję. Chociaż historia zaczyna się mocnym akcentem, napięcie to nie zostaje w żadnej sposób potęgowane, a co za tym idzie, szybko wygasa.

Nie sposób za to odmówić autorowi kreatywności. Rzeczywistość, którą stworzył, jest ciekawa, kompletna i bogata. Przez pierwsze strony czytelnik może się czuć odrobinę zdezorientowany natłokiem elementów podobnych do naszego świata, ale zmodyfikowanych na potrzeby książki. Tutaj z kolei zabrakło bardziej usystematyzowanego wprowadzenia, wszystkiego dowiadujemy się w trakcie, co jest dość czasochłonne. Jeśli jednak lubicie historię alternatywną, z pewnością docenicie pomysł autora oraz wiele smaczków i nawiązań, które umieścił w książce.

To, co zdecydowanie zasługuje na uznanie, to świetna oprawa graficzna. Zachwyca już sama bardzo klimatyczna okładka. Nie brakuje również pomysłowy zdobników wewnątrz powieści. Dzięki tym zabiegom książka naprawdę fajnie się prezentuje.

„Wilcza godzina” to powieść, którą bardzo trudno mi ocenić. Z jednej strony uwielbiam steampunk, a przedstawiony świat świetnie wpasowuje się w ten gatunek. Z drugiej jednak wiele elementów było po prostu za dużo, zbyt wielu bohaterów, zbyt liczne opisy. I niestety nie rekompensuje to fabuła, która jest mało dynamiczna. Jeśli nie przeszkadza wam wolne tempo akcji, a cenicie sobie klimatyczne i dokładne opisy fantastycznego świata, „Wilcza godzina” powinna przypaść wam do gustu. Jeśli jednak stawiacie przede wszystkim na akcje, może się nie odnaleźć w Wilnie pełnym pary i maszyn.

pokaż więcej

 
2018-09-04 10:02:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Uwielbiam Jakuba Ćwieka i wręcz przepadam za jego poczuciem humoru. Właśnie dlatego, gdy tylko pojawia się na konwencie, koniecznie muszę się wybrać na jego prelekcję! Nie jest więc dla mnie żadnym zaskoczeniem, że autor kocha popkulturę całym sercem, a co za tym idzie, Stany Zjednoczone. Nie raz słuchałam jego prelekcji na podobne tematy, założyłam więc, że książka również będzie świetna.... Uwielbiam Jakuba Ćwieka i wręcz przepadam za jego poczuciem humoru. Właśnie dlatego, gdy tylko pojawia się na konwencie, koniecznie muszę się wybrać na jego prelekcję! Nie jest więc dla mnie żadnym zaskoczeniem, że autor kocha popkulturę całym sercem, a co za tym idzie, Stany Zjednoczone. Nie raz słuchałam jego prelekcji na podobne tematy, założyłam więc, że książka również będzie świetna. Tymczasem... hm... nie było tak różowo.

Tematem książki jest podróż autora oraz jego grupki znajomych przez Stany Zjednoczone. Trasa zaplanowana została wokół punktów w różnym stopniu związanych z popkulturą. I w teorii pomysł brzmi naprawdę nieźle. W praktyce jedna wszystkiego jest... za dużo.

Autor zawsze ma zawsze rację

Na początku (i wiele razy później) Ćwiek uprzedza nas, że książka jest zbyt obszerna, chaotyczna, rozwlekła. Cóż, w pełni się z nim zgadzam! Tak naprawdę ciężko powiedzieć czym są Przez stany POPświadomości. Jak na historię podróży za dużo tutaj osobistych refleksji, jak na opis kluczowych miejsc dla kultury popularnej, za mało opisów, jak na pamiętniczek... a nie, w sumie to pasuje.

Przede wszystkim zabrakło pomysłu. Czytając książkę, miałam wrażenie, że autor pisze, co mu akurat przyjdzie do głowy. W momentach, które uznawałam za dygresje, nagle okazywało się, że to początek kolejnej anegdotki. Brak ładu i składu, a chronologia opowieści często skacze w tył i w przód.

A potem ni z tego, ni z owego otrzymujemy opis rodem z przewodnika National Geographic. Tak, informacja o tym, jak kupować bilety bez wątpienia jest przydatna, ale zupełnie nie gra mi to z ogólną kompozycją, a dokładniej... jej brakiem.

Od szczegółu... do szczegółu

Jedno pozostaje bez zmian, lekka i dowcipna narracja. Nie tak dopracowana, jak w przypadku powieści, ale nadal Ćwiek to Ćwiek. I może to wszystko świetnie by się sprawdziło przy kuflu piwa, jednak spisane w formie całkiem obszernej książki nie wygląda już tak dobrze.

Najbardziej jednak całość zgubiły szczegóły i zupełne zignorowanie kwestii tego, co jest istotne dla czytelnika. Autor na równi rozwodzi się nad posiadłością Kinga, dyskryminacją i spożywaniem przez jednego z towarzyszy niesmacznych hot-dogów. A tych ostatnich kwestii jest niestety najwięcej.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/09/przez-stany-popswiadomosci.html

pokaż więcej

 
2018-08-23 22:51:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Niepowszedni (tom 1)

Wyjątkowe, wręcz magiczne umiejętności, młodzież i przygoda. Czy nie tak brzmi fabuła większości najnowszych książek z kategorii fantastyka? Część czytelników ma już dość tego schemat i odkłada książkę, gdy tylko dostrzeże, chociażby cień tego modelu. Czy warto sięgnąć po „Niepowszednich”? Czy powieść ta oferuje coś nowego?

Nila i jej siostra Alla nie są zwykłymi dziewczynami. To...
Wyjątkowe, wręcz magiczne umiejętności, młodzież i przygoda. Czy nie tak brzmi fabuła większości najnowszych książek z kategorii fantastyka? Część czytelników ma już dość tego schemat i odkłada książkę, gdy tylko dostrzeże, chociażby cień tego modelu. Czy warto sięgnąć po „Niepowszednich”? Czy powieść ta oferuje coś nowego?

Nila i jej siostra Alla nie są zwykłymi dziewczynami. To Niepowszednie obdarzone wyjątkowymi mocami. Nila potrafi leczyć wiele chorób, z kolei Alla dysponuje zdolnością panowania nad zwierzętami. I właśnie dlatego dziewczyny są niezwykłe i... bardzo cenne. Zwłaszcza dla łowców, którzy dla pieniędzy są w stanie zrobić wszystko, nawet porwać i sprzedać dzieci. Taki właśnie los spotyka Nilę, Alli oraz kilka innych Niepowszednich. Zostają porwani i wiezieni na największy targ niewolników. Teraz na próbę będą wystawione nie tylko ich umiejętności, ale przede wszystkim determinacja i wola życia. Czy uda im się uciec? Z każdym przebytym kilometrem małą coraz mniej czasu!
W każdej historii fantasy liczy się przede wszystkim pomysł. I co więcej, kluczowe jest, by był on chociaż trochę oryginalny. O ile w książkach obyczajowych możemy przymknąć oko na pewne schematy i nie oczekujemy wykreowania nowego świata, o tylko w konwencji fantastycznej brak wyobraźni jest jednym z największych przewinień. Jak to było tym razem?

Historia pierwszego tomu Niepowszednich rozgrywa się w świecie przypominającym realiami średniowiecze. Jednak inne elementy zostały wykreowane od nowa. Mamy więc zupełnie inne krainy i ich historie, pojawiają się też odmienne warstwy społeczne oraz narodowości.

Kluczowym elementem historii są nadzwyczajne umiejętności Niepowszednich. Nie są to jednak żadne super moce, które dawałyby naszym bohaterom fory w każdej sytuacji. Są to raczej praktyczne zdolności, które czynią ich niezwykle cennymi, a jednocześnie wciąż bezbronnymi. Przynajmniej na początku. Z czasem nastolatkowie uczą się walczyć o przetrwanie, jednak zawdzięczają to tylko w niewielkim stopniu temu nadzwyczajnemu darowi. Jest to więc naprawdę ciekawy motyw, który w żaden sposób nie dominuje historii.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/08/niepowszedni-porwanie.html

pokaż więcej

 
2018-08-21 10:27:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

Nikita ma wiele twarzy i jeszcze więcej wrogów. W jej świecie nie istnieje coś takiego jak zaufanie. To brutalna walka o przeżycie, w której najmniejszy błąd może się okazać ostatnim. Przyjaźń? Miłość? Wsparcie? Dopiero... gdy skończą się naboje.

Nikita uwielbia dzielnicę cudów, ale bynajmniej nie dlatego, że dzieje się tam magia. Wręcz odwrotnie. Właśnie tam dziewczyna może znaleźć odrobinę...
Nikita ma wiele twarzy i jeszcze więcej wrogów. W jej świecie nie istnieje coś takiego jak zaufanie. To brutalna walka o przeżycie, w której najmniejszy błąd może się okazać ostatnim. Przyjaźń? Miłość? Wsparcie? Dopiero... gdy skończą się naboje.

Nikita uwielbia dzielnicę cudów, ale bynajmniej nie dlatego, że dzieje się tam magia. Wręcz odwrotnie. Właśnie tam dziewczyna może znaleźć odrobinę normalności. A nie jest to bynajmniej łatwe, gdy jest się płatną zabójczynią z podejrzanej organizacji zarządzanej przez pozbawioną uczuć matkę. Że o ojcu wariacie nie wspominając. A.... jest jeszcze kwestia całkiem pokaźnego towarzystwa zaciekłych wrogów. I właśnie dlatego nie zdziwi was fakt, że gdy znika jedna z dziewczyn z dzielnicy cudów, Nikita rzuca wszystko, by ją odnaleźć. Ale to będzie jedyny motyw, który was nie zaskoczy. Cała reszta sprawi... że będziecie zbierać szczękę z podłogi. Kto stoi za porwaniem? Kto dybie na życie Nikity? I kim jest Robin, partner przydzielony przez bezwzględną matkę. Jedno jest pewne, z tych zbiegów okoliczności nie może wyniknąć nic dobrego.

Po prostu... wow!

Ta książka to moje drugie spotkanie z autorką. Wcześniej czytałam Trupa na plaży i inne sekrety rodzinne. Powieść mi się podobała, ale zabrakło mi w niej „tego czegoś”. Tym razem było inaczej. Już od pierwszych stron zachwyciłam się rozmachem, pomysłem i oryginalnością. Zarówno koncepcja, jak i samo wykonanie są po prostu genialne! Ale po kolei.

Już na samym początku urzekł mnie fakt, że zostajemy wrzuceni w sam środek życiorysu Nikity. I nie wydaje się to być dziwne, prawda? W większości książek przecież nie towarzyszymy bohaterom od samych narodzin. Ale jednak... różnica jest wyczuwalna. Zazwyczaj przeszłość głównej postaci poznajemy dzięki chronologicznym retrospekcjom. Tym razem jest inaczej. Opowieść dzieje się głównie w teraźniejszości, a Nikita co jakiś czas sygnalizuje nam wcześniejsze doświadczenia. Te myśli nie mają właściwej kolejności, często są tylko przebłyskami, nie omawiają wszystkiego, wiele każą się domyślać, a dopiero z czasem tworzą spójny obraz. I to jest świetne, ponieważ powoduje, że z napięciem śledzimy nie tylko bieżącą intrygę, ale również układanie puzzli przeszłości. Widać w tym naprawdę porządny warsztat. Każdy element ma swoje miejsce zarówno w przedstawionym świecie, jak i fabule.

Klimatyczne postapo

A skoro już mowa o wykreowanej rzeczywistości, to całość naprawdę zagabnie łączy klimat postapokalipsy z magią. To koncepcja jednocześnie bardzo spójna z dorobkiem gatunku, ale też pomysłowa i oryginalna. A o co dokładnie chodzi? Z czym kojarzy się świat po apokalipsie? Problemy z zasobami, wszechobecny brud, strach, zagrożenie. To wszystko jest. Ale obok tego nie zabrakło miejsca na magię, przemiany, zaklęcia, rytuały. W tej książce czary i technologia nie gryzą się ze sobą.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/08/dziewczyna-z-dzielnicy-cudow.html

pokaż więcej

 
2018-07-24 23:06:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Jesteś zły, bo praca cię męczy, bo dzieci dają w kość, a rachunki wciąż rosną. Irytują cię korki na ulicy, kolejki do kas i wiecznie niezadowolone urzędniczki. W końcu dochodzisz do wniosku, ale masz... ciężkie życie. Ale czy aby na pewno? Po lekturze tej książki dojdziesz do wniosku... że spotkało cię wielkie szczęście!

Świat małej Sary rozpadł się na drobny mak. Wczoraj była córką...
Jesteś zły, bo praca cię męczy, bo dzieci dają w kość, a rachunki wciąż rosną. Irytują cię korki na ulicy, kolejki do kas i wiecznie niezadowolone urzędniczki. W końcu dochodzisz do wniosku, ale masz... ciężkie życie. Ale czy aby na pewno? Po lekturze tej książki dojdziesz do wniosku... że spotkało cię wielkie szczęście!

Świat małej Sary rozpadł się na drobny mak. Wczoraj była córką poważanego przedsiębiorcy, dziś razem z ojcem ucieka z kraju, by skryć się w obozie dla uchodźców. Sara jeszcze do końca wszystkiego nie rozumie, ale szybko i brutalnie przekonuje się, że bycie żydówką przysparza jej więcej wrogów, niż przyjaciół. A jednak próbuje w tym brutalnym świecie znaleźć dla siebie miejsce. W podobnej sytuacji jest Ameer, mieszkaniec obozu dla uchodźców w Libii. Czy jego bystry umysł wystarczy, by wyciągnąć rodzinę z piekła? A gdzieś pośrodku tego wszystkiego błąka się Rebeka, której ludzka krzywda i niesprawiedliwość nie pozwalają na wiedzenie wygodnego życia. Jednak czy jedna dziewczyna jest w stanie cokolwiek zmienić?

oblubienica%2Bmorza
Temat uchodźców dość niedawno był bardzo medialną kwestią. Wszystko, co obce budzi strach, a zagrożenia nigdy nie da się w pełni uniknąć. „Oblubienica morza” to książka, która w jakiś sposób wpisuje się w ten dialog, zabierając głos w sposób niezwykle emocjonalny. Autorki nie odnoszą się do bieżących wydarzeń. Historia, którą opisują dzieje się w przeszłości, jednak problemy w niej poruszone pozostają niestety bardzo aktualne. I mówiąc przeszłość, wcale nie mam na myśli zamierzchłych czasów, ale wydarzenia minionej epoki. Fabuła prowadzona jest dwutorowo w latach 30 i 90. Zwłaszcza ten drugi okres, to sytuacja bardzo świeża i wciąż niezwykle bolesna.

Emocje, przede wszystkim emocje oraz bardzo trudne refleksje. Powieść bardzo mocno „uderza” w kwestie człowieczeństwa, niezwykle wyraźnie i w sposób niepozostawiający złudzeń prezentuje sytuacje uchodźców. Czy w powieści pojawiają się w związku z tym dylematy moralne? Tylko w niewielkim zakresie. W większości sytuacji podział na dobro i złe jest skrajne oczywisty, a zachowanie wybierane przez chwilowych zwycięzców oburza i szokuje.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/07/oblubienica-morza.html

pokaż więcej

 
2018-07-22 19:28:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Revved (tom 1)
 
Moja biblioteczka
627 65 376
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (18)

Ulubieni autorzy (9)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd