Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
LelandLester 
facebook.com/DobraKomplementarne
Lester pisze, Leland zaprasza: dobrakomplementarne.blogspot.com
27 lat, mężczyzna, status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • HEX
    HEX
    Autor:
    Ktokolwiek się tutaj urodzi, musi już tu pozostać do śmierci. Ktokolwiek się tu przeprowadzi, nigdy już tego miejsca nie opuści. Witamy w Black Spring, malowniczym miasteczku w dolinie rzeki Hudson, p...
    czytelników: 153 | opinie: 10 | ocena: 8,05 (20 głosów) | inne wydania: 1
  • Lot sokoła
    Lot sokoła
    Autor:
    Towarzysząc grupie turystów zwiedzających Rzym, Armino Fabio spotyka starą kobietę, która następnie zostaje zamordowana w tajemniczych okolicznościach. Od tej chwili zaczyna go prześladować myśl, że z...
    czytelników: 52 | opinie: 0 | ocena: 5,94 (16 głosów)
  • Na południe od Brazos
    Na południe od Brazos
    Autor:
    Oddana po raz pierwszy do rąk czytelników w 1985 roku „Na południe od Brazos” Larry'ego McMurtry’ego to powieść wyjątkowa. Doceniona zarówno przez krytyków (Nagroda Pulitzera), jak i czytelników (śred...
    czytelników: 1009 | opinie: 31 | ocena: 8,5 (175 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-11-18 19:46:33
Wypowiedział się w dyskusji: Nowe recenzje i posty

Zimowe królestwo Zimowe królestwo

http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/11/cudzoziemka-philip-larkin-zimowe.html

To książka tak dobra, że z chęcią poznałbym także „Jill”, czyli powieściowy debiut Anglika. Bo młody Larkin napisał powieść z dużym wyczuciem i wrażliwością – takie dzieła piszą o wiele starsi...
Zimowe królestwo Zimowe królestwo

http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/11/cudzoziemka-philip-larkin-zimowe.html

To książka tak dobra, że z chęcią poznałbym także „Jill”, czyli powieściowy debiut Anglika. Bo młody Larkin napisał powieść z dużym wyczuciem i wrażliwością – takie dzieła piszą o wiele starsi (dojrzalsi) twórcy. Podziwiam go za to, jak również za dojrzały styl, przemyślaną kompozycję oraz psychologiczną wnikliwość wykorzystaną do budowy swych postaci. Ale najbardziej zaimponował mi tym, że pisząc w głównej mierze o miłości, nie wpadł w pułapkę ckliwego, taniego romansidła – to tylko dowodzi jego dużych umiejętności.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-11-18 19:41:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Ten dzień zdążył już być na tyle inny od pozostałych, że zaczynał przypominać jakąś senną odyseję; znajdowanie się w dziwnych miejscach, szukanie dziwnych ludzi, śledzenie cienkiego tropu zbiegów okoliczności […]”


Niewielu jest pisarzy, którzy porzucają prozę na rzecz poezji. Wielu czyni odwrotnie, ale nie urodzony w Coventry Philip Larkin – angielski poeta, pisarz i krytyk jazzowy. Biuro...
„Ten dzień zdążył już być na tyle inny od pozostałych, że zaczynał przypominać jakąś senną odyseję; znajdowanie się w dziwnych miejscach, szukanie dziwnych ludzi, śledzenie cienkiego tropu zbiegów okoliczności […]”


Niewielu jest pisarzy, którzy porzucają prozę na rzecz poezji. Wielu czyni odwrotnie, ale nie urodzony w Coventry Philip Larkin – angielski poeta, pisarz i krytyk jazzowy. Biuro Literackie oraz Jacek Dehnel (tłumacz) dołożyli starań, aby polski czytelnik mógł wreszcie zapoznać się z prozatorską twarzą autora, dając nam do ręki jego drugą – po „Jill” - powieść, tj. „Zimowe królestwo”, wydane w ramach serii „Klasyka z Europy”.

Larkina-poetę, czyli, jak donosi tłumacz, „wysokiego, nieszczególnie urodziwego mężczyznę w średnim wieku”, mogliście znać już wcześniej za sprawą jego tomików, natomiast Larkina-prozaika, czyli „zakompleksionego dwudziestoparolatka, który wymigał się od poboru dzięki słabemu wzrokowi”, macie okazję dopiero poznać. „Zimowe królestwo” daje zatem doskonałą sposobność, aby przyjrzeć się zupełnie różnemu Larkinowi, który jest rówieśnikiem części swoich książkowych bohaterów, a jego rodzinne miasto, w czasie gdy kończy swoje dzieło (1947 r.), wciąż krwawi po wojnie. Ale wojna w książce to nie stan zniszczeń, lecz stan ducha. Larkin z jednej strony zabiera nas w podróż do innej epoki, a z drugiej, porusza tematy wciąż dziś aktualne.

[Po pierwsze, cudzoziemka; po drugie, Katherine] Protagonistką jest Katherine, tymczasowa pomoc biblioteczna, która od około dwóch lat – z powodu wybuchu II wojny światowej - mieszka w Anglii, najpierw w Londynie, a obecnie w jakimś bliżej nieokreślonym, średniej wielkości, angielskim mieście, wynajmując mieszkanko na strychu. Wcześniej zaś (sześć lat temu) była tu – jako szesnastolatka - na wakacjach, zaproszona przez rodzinę Fennelów, a konkretnie przez będącego jej rówieśnikiem Robina.

„Samotnie mieszkająca, milcząca panna Lind” (choć to nie jest jej prawdziwe nazwisko) to cudzoziemka z wyraźnie obcym akcentem, która nie zna tu nikogo na tyle dobrze, by powiedzieć o nim: „ktoś więcej niż znajomy”. Pozostaje jedynie niezasymilowanym z resztą Anglików i niedocenianym ciałem obcym, które nadal nie do końca rozumie miejscowych, i nie chodzi tu wcale o aspekt językowy. Kobieta za wszystko czuje się winna i przeprasza, daje sobą pomiatać i wysłuchiwać pod swoim adresem nieprzyjemnych komentarzy. A gdy już próbuje się otworzyć na ludzi, oni okazują się niewdzięczni, nie traktują jej poważnie.

„Pragnęła ponad wszystko nikomu nie przeszkadzać i nie zwracać na siebie uwagi”

Co ciekawe, prawdziwe nazwisko bohaterki, nazwa obecnie zamieszkiwanego przez nią miasta oraz jej narodowość są nieznane, choć tego ostatniego czytelnik zapewne może się domyślić, czytając uważnie książkę.

[Fabuła] „Zimowe królestwo” to nie tylko jeden zimowy dzień, czyli dosłownie kilkanaście godzin, z życia dwudziestoparoletniej Katherine. To też reminiscencja z jej pierwszego, wakacyjnego, pobytu w Anglii.

Książka zaczyna się dość niepozornie: protagonistka ma odprowadzić chorą koleżankę z pracy do domu. Od tego punktu zaczyna się osobliwy, pełen zbiegów okoliczności, dzień. Ponadto Katherine od jakiegoś czasu próbuje odnowić kontakt z odwiedzoną kiedyś rodziną Fennelów. Fabuła wprawdzie rozwija się stosunkowo powoli, ale, zapewniam Was, wciąga.

Pełna recenzja dostępna pod adresem:

http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/11/cudzoziemka-philip-larkin-zimowe.html

pokaż więcej

 
2017-11-08 18:44:17
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
 
2017-11-08 18:39:44
Wypowiedział się w dyskusji: Nowe recenzje i posty

K jak kosmos
Recenzja: „K jak kosmos“ Ray Bradbury. Zapraszam!
http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/11/w-jak-weltszmerc-i-wyobraznia-ray_7.html

„K jak kosmos“, czyli zbiór 16 krótkich opowiadań science fiction, jest miejscem, gdzie unikalna wyobraźnia pisarza zostaje zaprzężona do żywej, precyzyjnej, a przede wszystkim lirycznej prozy. Mimo że historie...
K jak kosmos
Recenzja: „K jak kosmos“ Ray Bradbury. Zapraszam!
http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/11/w-jak-weltszmerc-i-wyobraznia-ray_7.html

„K jak kosmos“, czyli zbiór 16 krótkich opowiadań science fiction, jest miejscem, gdzie unikalna wyobraźnia pisarza zostaje zaprzężona do żywej, precyzyjnej, a przede wszystkim lirycznej prozy. Mimo że historie różnią się jakością i zdolnością do odciskania na nas piętna, to w dziele tym znajdzie się wystarczająco dużo pomysłowych opowieści, aby było warte przeczytania. Bo książka ta sama w sobie stanowi recenzję człowieka i jego poczynań.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-11-08 18:36:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

W jak weltszmerc i wyobraźnia


Ray Bradbury ukończył jedynie liceum, ze względu na kłopoty finansowe w rodzinie (wywołane Wielkim Kryzysem) na studia już nie poszedł. Musiał za to podjąć pracę (gazeciarza), wolny czas spędzając zaś nałogowo w bibliotece – nieprzypadkowo Robert Ziębiński swój artykuł o pisarzu zatytułował: „Ray Bradbury - człowiek biblioteka“ – która siłą rzeczy stała się jego...
W jak weltszmerc i wyobraźnia


Ray Bradbury ukończył jedynie liceum, ze względu na kłopoty finansowe w rodzinie (wywołane Wielkim Kryzysem) na studia już nie poszedł. Musiał za to podjąć pracę (gazeciarza), wolny czas spędzając zaś nałogowo w bibliotece – nieprzypadkowo Robert Ziębiński swój artykuł o pisarzu zatytułował: „Ray Bradbury - człowiek biblioteka“ – która siłą rzeczy stała się jego jedynym uniwersytetem. Z perspektywy czasu był wdzięczny za to, że jego wyobraźnia nigdy nie była spętana łańcuchami konwencjonalnego myślenia, które często produkują placówki szkolnictwa wyższego. „K jak kosmos“, czyli zbiór krótkich opowiadań science fiction, jest właśnie miejscem, gdzie unikalna wyobraźnia pisarza zostaje zaprzężona do żywej, precyzyjnej, a przede wszystkim lirycznej prozy.

Przeczytałem już większość dostępnych na polskim rynku dzieł Raya Bradbury’ego, zaś „K jak kosmos“ to trzeci zbiór opowiadań, po który sięgnąłem – teraz została mi jedynie „Październikowa kraina“. Wydawnictwo to pierwotnie ukazało się w 1966 r. Składa się z 16 opowiadań.
W „K jak kosmos“ powracają - wprawdzie nieliczne, ale jednak - akcenty z innych zbiorów pisarza: to „Człowiek“ i „Godzina zero“ znane z „Człowieka ilustrowanego“ oraz utwór „Wycieczka na milion lat“ z „Kronik marsjańskich“.


Zawartość, czyli treści i motywy. Fantastyka, uncja grozy, małe miasteczka i ich mieszkańcy - to materiał, z którego Ray Bradbury lepi swoje wyjątkowe, magiczne historie o naturze człowieka na tle różnych perspektyw czasowych: przeszłości i przyszłości. Opowiadania z tej kolekcji współtworzą niewątpliwy amalgamat. Ludzie przechodzący metamorfozę, podróże w czasie, inwazje obcych, dystopijne wizje losów Ziemi, życie na Marsie, dzieci wtajemniczone w coś ważnego, ale ignorowane przez dorosłych, nostalgia, a nawet kwestie wiary. Sporo jest motywów młodych bohaterów, rodzinnego klimatu; dzieci (lub młodzieży) i rodziców.


To często świat, gdzie błękit nieba przecinają szybujące rakiety, często też świat pewny swego, beztroski, w którym ludzie przywykli do pokoju; bez obaw, że coś może go zakłócić, z zachowaną równowagą sił, brakiem zdrajców bądź przestępców. Będzie też o tłumie niszczącym słynny obraz stanowiący symbol przeszłości, w czasach, gdy po wojnie nuklearnej porzucono dorobek cywilizacji, w tym kulturę. Albo o mężczyźnie w średnim wieku, który utknął w ciele 12-letniego chłopca. Nie zabraknie też historii dzieci z przyszłości, prowadzących antropologiczne studia nad dziwnymi zwyczajami z przeszłości. O „ostatnim martwym człowieku na całym bożym świecie“ też przeczytacie, jak również o świecie bez cmentarzy, gdzie zakazane są pokazy fajerwerków. I o przyszłości, w której każdy mówi prawdę.


Bradbury, jak nikt inny, umie z fantastyki uczynić w mig wysmakowane opowiadania grozy, tak że poczucie niepokoju i strachu towarzyszy nam niemal przez cały utwór. Niewielu było w stanie to tak łączyć, prowadząc czytelnika do skołowania przy jednoznacznej gatunkowej ocenie. I muszę powiedzieć, że np. "Poczwarka" lub „Krzyk kobiety” potrafią wywoływać ciary, o wiele bardziej niż niejeden współczesny horror o wiedźmach... Pisarz radzi sobie też dobrze z porażającymi scenariuszami inwazji, choć aż dwa opowiadania („Godzina zero“ i „Zejdź do mojej piwnicy“ ) opiera na bardzo podobnym pomyśle.

Całość do przeczytania na blogu:

http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/11/w-jak-weltszmerc-i-wyobraznia-ray_7.html

pokaż więcej

 
2017-11-02 18:05:08
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-10-22 20:23:30
Wypowiedział się w dyskusji: Nowe recenzje i posty

„Chłopięce lata” („Magiczne lata”) Robert McCammon - recenzja:
http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/10/tajemnica-zielonego-piorka-robert.html

Dziś, w dobie obrazków, migawek i skrótów rodem z Twittera, w złotej erze seriali i VOD, proponuję Wam literacką historię w odcinkach, napisaną z pasją, niezwykle złożoną i pełną głębi opowieść o entuzjastycznej celebracji pomysłowego, usłanego...
„Chłopięce lata” („Magiczne lata”) Robert McCammon - recenzja:
http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/10/tajemnica-zielonego-piorka-robert.html

Dziś, w dobie obrazków, migawek i skrótów rodem z Twittera, w złotej erze seriali i VOD, proponuję Wam literacką historię w odcinkach, napisaną z pasją, niezwykle złożoną i pełną głębi opowieść o entuzjastycznej celebracji pomysłowego, usłanego zagadkami dzieciństwa. Zapraszam!

pokaż więcej

więcej...
 
2017-10-22 20:19:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

„(…) patrzyliśmy w niebo i rozmawialiśmy o Zephyr i ludziach, którzy tam mieszkają. Wszyscy przyznaliśmy, że jest to czarodziejskie miasto. My też byliśmy zaczarowani, bo urodziliśmy się w nim.”

Dziś, w dobie obrazków, migawek i skrótów rodem z Twittera, w złotej erze seriali i VOD, proponuję Wam literacką historię w odcinkach, napisaną z pasją, niezwykle złożoną i pełną głębi opowieść o...
„(…) patrzyliśmy w niebo i rozmawialiśmy o Zephyr i ludziach, którzy tam mieszkają. Wszyscy przyznaliśmy, że jest to czarodziejskie miasto. My też byliśmy zaczarowani, bo urodziliśmy się w nim.”

Dziś, w dobie obrazków, migawek i skrótów rodem z Twittera, w złotej erze seriali i VOD, proponuję Wam literacką historię w odcinkach, napisaną z pasją, niezwykle złożoną i pełną głębi opowieść o entuzjastycznej celebracji pomysłowego, usłanego zagadkami dzieciństwa. Proponuję lekko się wyłamać i tym razem wybrać ten „literacki serial”, o którym sam jego autor mówi tak: „To coś więcej niż powieść; to coś, co nazywałbym sfabularyzowaną biografią z domieszką fikcji. W pewnym sensie to historia o mnie i o tym, dlaczego zostałem pisarzem, a w innym ujęciu wierzę, że jest to uniwersalna opowieść o uświadomieniu sobie przez chłopca istnienia mrocznych sił w otaczającym go świecie”. To książka dla każdego z Was.

Jednak nim przejdziemy do brutalnego morderstwa, będącego impulsem do rozpakowania całej tej barwnej historii, musimy poznać zarówno miejsce akcji, jak i głównego bohatera. Przenieśmy się do Zephyr – małego miasteczka w południowej Alabamie - gdzie czeka już na nas dumny posiadacz „czarodziejskiej skrzynki" oraz biurka z „siedmioma magicznymi szufladami”; nasz protagonista: syn, kumpel, detektyw i utalentowany pisarsko jegomość - Cory Jay Mackenson. Nic dziwnego, że książki telefoniczne są tu tak niepozorne, skoro Zephyr liczy półtora tysiąca mieszkańców. I zmaga się w 1964 r. z przestępczością oraz nielegalnym handlem alkoholem. W miasteczku tym, położonym w sąsiedztwie bazy lotniczej oraz usytuowanej w dole rzeki „dzielnicy Bruton, gdzie mieszkali wszyscy Murzyni”, spotkamy plejadę osobliwych postaci: od fryzjera, czarnoskórej szamanki (Damy) i mleczarza, przez rzekomego eksrewolwerowca, na swobodnie przechadzającym się ulicami golasie kończąc. Wszyscy się tu znają, często dzieląc ze sobą w dobrej komitywie zarówno radosne święta, jak i nieuniknione tragedie. Małe Zephyr rzeczywiście tętni życiem: wchodząc do fryzjera czy innego lokalu natrafimy na ożywioną rozmowę, innym razem przemknie obok na swoim rowerze Cory, pędząc do kinoteatru „Lirycznego” na spotkanie z kumplami.

Jak już wspomniałem, książka zaczyna się od brutalnego morderstwa, które odkrywają Cory wraz z ojcem. Zarówno sprawca, jak i ofiara pozostają kompletnie nieznani. Ciało denata wpada do głębokiego zbiornika wodnego, jednak brak wzmianki, aby ktoś z miejscowych zaginął, w związku z czym brak podejrzanych. Mieszkańcom przyjdzie długo pozostawać w niepewności, gdyż śledztwo grzęźnie w niewiadomych, a „sprawa zabójstwa wciąż wisi nad miastem”. Kto zabił? Kto był ofiarą? Pytania te rzucają cień na następny rok życia miasteczka, wypełniony tak ziemskimi cudami (powódź, strzelanina), jak i tymi magicznymi (leśny i wodny potwór; wkraczające w rzeczywistość koszmary czy wizja życia po śmierci). Jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że „to może być ktoś, kto […] siedzi z nami w jednej ławce w kościele. Ktoś, u kogo kupujemy żywność lub ubranie. Kogo znamy przez całe życie… a raczej wydaje nam się, że znamy. Boję się. Jeszcze nigdy w życiu się tak nie bałem. Wiesz dlaczego? […] Bo jeśli tu nie jest bezpiecznie, to nie ma już bezpiecznych miejsc na tym świecie.”

„Chłopięce lata” to hybryda gatunkowa pełną gębą, a żeby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na mnogość, a przede wszystkim różnorodność, zastanych tu wątków, które, dzięki wysiłkom autora, tak udanie się przenikają, tworząc niebanalną, wielokolorową prozę, której zdecydowanie bliżej do miana świadectwa tamtych czasów aniżeli zwykłej, jednowymiarowej i wyegzaltowanej historii o małych chłopcach i tuzinie potworów. To nieklasyfikowana mieszanka gatunków tak odmiennych, jak Biludngsroman, realizm magiczny, horror, powieść historyczna czy kronika społeczno-obyczajowa.


Pełna recenzja dostępna pod adresem:
http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/10/tajemnica-zielonego-piorka-robert.html

pokaż więcej

 
2017-10-21 13:47:36
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
 
2017-10-15 14:07:43
Wypowiedział się w dyskusji: Nowe recenzje i posty

Zapraszam na najnowszą recenzję "Polowania na kaczki" Macieja Kaźmierczaka.
Na wskroś surrealistyczna, mglista, intrygująca opowieśc o apokalipsie, o nowym początku, o figlu ewolucji i trochę też o posthumanizmie.
dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/10/figiel-ewolucji-maciej-kazmierczak.html

więcej...
 
2017-10-15 12:11:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Figiel ewolucji.

Pewnie każdy z Was bujał się choć raz na huśtawce. Znacie to uczucie doskonale, prawda? Góra-dół, ziemia-niebo, stojący obok rodzic-szybujący w powietrzu ptak... Takiej nieustannej, a przy tym nieprzewidywalnej, zmiany perspektyw doświadcza się, czytając nowe „Polowanie na kaczki” M. Kaźmierczaka. Młody autor proponuje nam błyskawiczne, płynne - niczym w ruchu wahadłowym -...
Figiel ewolucji.

Pewnie każdy z Was bujał się choć raz na huśtawce. Znacie to uczucie doskonale, prawda? Góra-dół, ziemia-niebo, stojący obok rodzic-szybujący w powietrzu ptak... Takiej nieustannej, a przy tym nieprzewidywalnej, zmiany perspektyw doświadcza się, czytając nowe „Polowanie na kaczki” M. Kaźmierczaka. Młody autor proponuje nam błyskawiczne, płynne - niczym w ruchu wahadłowym - przejścia pomiędzy dwoma światami, z tym że nie ma tu mowy o stałej amplitudzie ruchów wahadła, o co z powodzeniem dba pisarz przez całą tę historię. Odnalezienie się w wykreowanym środowisku to zadanie tak karkołomne, jak kuszące, zarówno dla bohaterów minipowieści, jak i samego czytelnika. Bo Kaźmierczak zadowalająco opanował umiejętność przechodzenia między scenami z obu światów.Już premierowy przeskok robi naprawdę duże wrażenie, a powstały dzięki temu efekt pierwszeństwa trwa do końca.

Z jednej strony, minipowieść przedstawia odizolowaną, kierującą się wewnętrznymi regułami, osobliwą i będącą w zagrożeniu społeczność, zamieszkującą wioskę na polanie pośrodku lasu, a z drugiej, śledzimy losy pewnej trzyosobowej rodziny, z tym że często nie wiadomo, kiedy jest się w jednym miejscu, a kiedy w drugim.

„[...] ich osada jest ostatnią kolebką pierwotnej zwierzęcej natury, a oni są jeszcze dalszym efektem ewolucji, choć bardzo oddalonym od tych bestii ludzi, żyjących za lasem, w wielkich miastach, z których przyjeżdżają do lasu, aby ich tępić [...]”

Nie ma sensu wspominać o konkretnych postaciach, gdyż ich imiona, kształty – wszystko to fluktuuje. Nie wiadomo do końca, kim są bohaterowie, jak się nazywają. Kim są Myśliwi, a kim Dzieci Lasu? [„Było to zwierzę, człowiek, czy może zdeformowane stworzenie zawieszone pomiędzy tymi ewolucyjnymi końcami?”]

O co tu właściwie chodzi? „[...] dlaczego świat jest zniszczony, dlaczego nie działa już tak jak dawniej?”

Przynajmniej w owych pytaniach nie jesteśmy odosobnieni, ponieważ książkowi bohaterowie ciągle zadają sobie podobne, bo nic tu nie trzyma się kupy, a wręcz przeciwnie – wszystko tylko rozpada się i kruszy.
Bohaterowie nie są zdolni do odkrycia najważniejszych prawd otaczającego ich świata, ponieważ nie posiadają odpowiednich do tego narzędzi, są ułomni, niegodni zrozumienia. Wiadomo jedynie, że doświadczają apokalipsy. Ponury, nieunikniony koniec ma być nowym początkiem, Ziemia oczyszcza się z tego, co ludzkie. A może to nie nowy start, tylko całkowite zniszczenie?

To jak połączenie „Wyspy doktora Moreau” Wellsa, „Błękitnych soczewek” D. du Maurier z wyobraźnią D. Lyncha i myślami Ligottiego, z tym że tu żadnego doktora nie ma, jest tylko Natura ze swoją odnogą w postaci ewolucji. Wszystkie je łączy jedno – gorzka, pejoratywna, niepozostawiająca złudzeń laurka co do zepsutej istoty człowieczeństwa, jego dotychczasowych występków. Trudno uchwycić tę prozę, tę wizję; jest bardzo niejednostajna, umyka nam, poruszając się osobliwym ruchem wahadłowym; nie ma mowy o wygodnym umoszczeniu się bądź zapuszczeniu korzeni - towarzyszy nam ta sama niepewność i niewiedza co naszym bohaterom – nie wiadomo, gdzie jesteśmy, zawieszeni, zdaje się, między dwoma światami.

Recenzję dokończysz na blogu:
dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/10/figiel-ewolucji-maciej-kazmierczak.html

Zapraszam.

pokaż więcej

 
2017-10-07 13:39:24
Ma nowego znajomego: Mariusz Wojteczek
 
2017-10-04 22:26:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-09-30 17:14:59
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
Autor:
 
2017-09-30 17:12:51
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
 
Moja biblioteczka
533 107 9706
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (233)

Ulubieni autorzy (15)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd