Mirya 
micha-kultury.pl
27 lat, kobieta, Dytmarów/Wrocław, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki i 24 cytaty, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Dobry omen
    Dobry omen
    Autorzy:
    Koniec świata jest już blisko! W serialu na podstawie niebiańsko udanej i piekielnie zabawnej powieści Pratchetta i Gaimana wystąpią David Tennant, Michael Sheen, Jon Hamm, Frances McDormand i Bened...
    czytelników: 6132 | opinie: 168 | ocena: 7,35 (3072 głosy) | inne wydania: 1
  • Rozjemca
    Rozjemca
    Autor:
    "Rozjemca" to opowieść o dwóch siostrach, które urodziły się księżniczkami, o Królu-Bogu, który ma poślubić jedną z nich, pomniejszym bóstwie, które nie wierzy w siebie, i o nieśmiertelnym c...
    czytelników: 3837 | opinie: 157 | ocena: 7,94 (1675 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-07-14 13:25:43
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2019-07-14 13:21:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019

Dość niedawno pojawiła się wiadomość, że na rynek czytelniczy wkracza nowa seria - Opowieści z Wieloświata autorstwa Anny Sokalskiej. Na początku tego roku pojawił się pierwszy tom, a zaledwie po kilku miesiącach możemy już przeczytać część drugą. Ekspresowe tempo przy tworzeniu serii zawsze działa na plus, bo zanim zdążymy zapomnieć o bohaterach to już możemy powrócić do ich świata. Tylko że... Dość niedawno pojawiła się wiadomość, że na rynek czytelniczy wkracza nowa seria - Opowieści z Wieloświata autorstwa Anny Sokalskiej. Na początku tego roku pojawił się pierwszy tom, a zaledwie po kilku miesiącach możemy już przeczytać część drugą. Ekspresowe tempo przy tworzeniu serii zawsze działa na plus, bo zanim zdążymy zapomnieć o bohaterach to już możemy powrócić do ich świata. Tylko że w przypadku tej książki powrócimy jedynie do Wieloświata, ale nie do znanych z Wiedźmy postaci.

Niestety, miałam z tym trochę problem. Pierwszy tom był dobrą młodzieżówką, ale podchodziłam do niego jak do pierwszego kroku w stronę tworzenia serii. Dobry pomysł na połączenie naszego świata z tym, który znajduje się za zasłoną zapowiadał wiele możliwości na progres fabularny. Liczyłam także, że w drugiej części dostaniemy rozwinięcie znanych postaci, z których niektóre polubiłam bardziej, inne mniej, ale wszystkie już dobrze poznałam. Tymczasem autorka zdecydowała się na całkiem nową historię, która rozgrywa się w tym samym uniwersum, ale w innym czasie, z nowymi bohaterami i fabułą.

Kończąc lekturę miałam wrażenie, że Żertwa momentami bardziej przypomina zbiór opowiadań niż powieść. Chodzi o to, że autorka zdecydowała się pomieszać różne formy i wmontować je w główną linię fabularną. Znajdziemy tutaj przykładowo długi fragment protokołu z przesłuchania czy historię wilkołaka spisaną jako wiersz. Autorka radzi sobie z tymi oryginalnymi formami dobrze, pokazuje swoje zdolności, które w tych momentach możemy docenić. Problem jest taki, że czytelnika wybija to z głównej fabuły i zamiast skupiać się na bohaterach i ich celach to zagłębia się w te dodatkowe historie. Także budował się główny wątek, po czym gdzieś przez jedną czwartą książki czytaliśmy o przeszłych wydarzeniach, żeby później powrócić do meritum - tylko, że przez ten czas oderwania zdążyliśmy zapomnieć o głównym wątku i przestać przejmować się jego rozwinięciem.

Największym plusem wciąż pozostaje ta część fantastyczna. Szczególnie, że autorka czuje się swobodnie wśród słowiańskich bóstw i zręcznie wplata je w swoją historię. W Żertwie w sporym stopniu czułam podobieństwa do serii Kwiatu Paproci Katarzyny Bereniki Miszczuk. Będziemy mieli okazję usłyszeć między innymi o Welesie, Perunie, ale także o dobrze znanych postaciach: wilkodłakach i wąpierzach. Najbardziej podobało mi się wprowadzenie do historii dwóch Biesów i Baby Jagi. Problemem jest jednak rozwój tych poszczególnych bohaterów. Jest ich dość sporo, a do tego dochodzą śmiertelnicy, czyli detektyw Majka i główna (raczej w zamierzeniu) postać, Anastazja. Chodzi o to, że dostaniemy opowieść z przeszłości wielu z nich, co jednak nie sprawi, że tak naprawdę poznamy tych bohaterów. Tak, wiemy co się z nimi kiedyś działo, ale dostaniemy tylko kilka scen dla każdego z teraźniejszości, więc nie mamy możliwości bardziej bądź mniej ich polubić.

Żertwę możecie czytać jako osobną historię. Związana jest z poprzedniczką światem przedstawionym i obecnością słowiańskich bóstw w fabule, ale poza tym to dwie różne książki. Jeżeli miałabym którąś polecić to skłaniałabym się ku Wiedźmie. Żertwa spodoba się osobom, które lubią szukać odniesień do słowiańskich wierzeń (tutaj jest ich naprawdę sporo) i tym, którzy lubią liczne zabawy formą. Dodatkowo warto zaznaczyć, że sam pomysł ze śledztwem, pracą nad zbrodniami powiązanymi z obrzędami słowiańskimi był świetny. Momenty, w których detektywi głowią się nad rozwiązaniem, próbując połączyć poszczególne klocki należały do najmocniejszych. To w połączeniu z wrocławskim urban fantasy stworzyłoby świetne podłoże, jednak decyzja o wplataniu licznych odniesień z przeszłości w tym przypadku zadziałała na niekorzyść. Co do bohaterów pierwszej części - podobno połączą siły z postaciami Żertwy w trzecim tomie, Kuglarzu. Może to w nim ta historia nabierze kolorów i stworzy spójną całość? Poczekamy, zobaczymy.

http://www.micha-kultury.pl/2019/07/wilkodak-kontra-wapierz-zertwa-anna.html

pokaż więcej

 
2019-07-06 14:20:10
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Siewca Wojny (tom 1)
 
2019-07-06 14:17:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019
Autor:

Szklany klosz to powieść znana na całym świecie, kolejna pozycja do skreślenia z listy 100 książek, które każdy powinien przeczytać według BBC. Bardzo chciałam ją poznać, dowiedzieć się co ciekawego kryje twórczość autorki, co sprawiło, że po latach wciąż jest chętnie czytana i polecana.

Nazwisko Sylvii Plath kojarzone jest w Polsce przede wszystkim właśnie z powieścią Szklany klosz. Zapewne...
Szklany klosz to powieść znana na całym świecie, kolejna pozycja do skreślenia z listy 100 książek, które każdy powinien przeczytać według BBC. Bardzo chciałam ją poznać, dowiedzieć się co ciekawego kryje twórczość autorki, co sprawiło, że po latach wciąż jest chętnie czytana i polecana.

Nazwisko Sylvii Plath kojarzone jest w Polsce przede wszystkim właśnie z powieścią Szklany klosz. Zapewne duży wpływ ma na to fakt, że jest to książka w sporej części autobiograficzna, zatem Ci, którzy bardziej szczegółowo znają przebieg życia autorki będą mogli dopatrzeć się wielu nawiązań. Plath cierpiała na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, miała za sobą wizyty w szpitalach psychiatrycznych i liczne terapie. Jednak Sylvia za życia tworzyła przede wszystkim poezję, niestety u nas mniej spopularyzowaną. Wydaje mi się, że znalazłoby się sporo chętnych na przeczytanie tomiku z jej utworami. Kilka miesięcy po wydaniu Szklanego klosza popełniła samobójstwo przez otrucie gazem.

Czy uważam, że książka zasługuje na swoją pozycję w świecie literatury? Zdecydowanie tak. Mnie najbardziej uderzyła pozorna przemiana bohaterki. Początek wciągałam niczym kolejną powieść obyczajową, w której poznawałam otoczenie Esther, jej znajomych, pracę i pragnienia. Ot, kolejna dziewczyna próbująca znaleźć drogę w wielkim świecie. Jej niechęć do wychodzenia ze znajomymi czy nawiązywania głębokich przyjaźni wydawała mi się zupełnie normalna. Fakt, że nie potrafi jeszcze określić co chce robić w życiu to w ogóle naturalna kolej rzeczy. W dzisiejszych czasach mało kto wie jaką dokładnie ścieżką chce podążać. Większość z nas raczej idzie do przodu po omacku, natrafiając na szanse i z nich korzystając bądź nie. Dlatego przez całą pierwszą część opowiadania miałam wrażenie, że to wszystko jest takie normalne, codzienne. Co za tym idzie - nie spodziewałam się takiego obrotu rzeczy. To, co stało się z Esther po powrocie z Nowego Jorku wydawało mi się tak niepokojące i nagłe. Ta przemiana wzięła mnie z zaskoczenia i zrobiła największe wrażenie. I wtedy zdałam sobie sprawę, że to wcale nie była przemiana, że to ja w ogóle nie zwracałam uwagi na problemy Esther, dopóki nie zaszły za daleko.

W czym tkwi siła tej książki? To chyba jasne. Przez to, że Sylvia Plath przeszła, to co przeszła, potrafiła podzielić się z nami czymś więcej niż kolejną historią choroby. Dogłębnie pokazuje nam co czuje Esther, ale nie sili się na wielkie słowa i gesty, tylko skupia na prawdzie. Nie znajdziemy tutaj szczegółowej analizy choroby, nie będzie nam dane racjonalne zrozumienie problemu. Będziemy tylko świadkami koszmaru głównej bohaterki. O samobójstwie myśli bardzo praktycznie - zaczyna nosić ze sobą żyletki, powiesić się próbuje na sznurku od szlafroka swojej matki. Nie będzie mówić o tym, że jest nieszczęśliwa, a po prostu przebywając z nią będziemy w stanie poczuć to, jak Esther dusi się w społeczeństwie, jak zamyka się nad nią ten ogromny szklany klosz, blokujący ją od reszty świata.

Niezapomnianą metaforą był dla mnie moment, w którym Plath porównuje wybranie ścieżki do zjedzenia jednej figi z drzewa owocowego. Każda figa symbolizuje dla niej inną przyszłość - jedna to spełniona żona, inna to odnosząca sukcesy poetka, jeszcze inna pewna siebie dziennikarka. Problem polega na tym, że autorka jest przeświadczona, że może wybrać tylko jeden owoc, jednocześnie rezygnując z całej reszty. Co jednak, jeżeli człowiek ma ochotę na wszystkie? Znajdzie się w sytuacji, w której będzie stać całe życie pod drzewem, patrząc na figi jak jedna po drugiej spadają na ziemię i gniją, bo woli się zagłodzić na śmierć niż wybrać jedną ścieżkę.

Szklany klosz zostawi nas w uczuciu oderwania od rzeczywistości, skłoni do zastanowienia się nad działaniem ludzkiej świadomości i poznawania własnego „ja”. Nie spodziewałam się, że będzie z niej płynąć tak przenikliwa prawda o chorobie duszy. Na dodatek napisana pięknym, ale też dość prostym językiem, z kilkoma niezapomnianymi metaforami. Nie postarzała się ani trochę.

http://www.micha-kultury.pl/2019/07/podroz-do-wnetrza-szklany-klosz-sylvia.html

pokaż więcej

 
2019-06-22 10:09:30
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam

Wiele razy już słyszałam, że jeżeli ktoś uważa się za fana fantastyki to powinien sięgnąć po pozycję Jonathan Strange i pan Norrell. Aktualnie dość ciężką do zdobycia klasykę gatunku, ponad ośmiusetstronicową powieść będącą pastiszem książek historycznych przypominających styl z powieści Jane Austen. Tyle że z dodatkiem magii.

Autorka, Susanna Clarke, na tworzenie tego opus magnum poświęciła...
Wiele razy już słyszałam, że jeżeli ktoś uważa się za fana fantastyki to powinien sięgnąć po pozycję Jonathan Strange i pan Norrell. Aktualnie dość ciężką do zdobycia klasykę gatunku, ponad ośmiusetstronicową powieść będącą pastiszem książek historycznych przypominających styl z powieści Jane Austen. Tyle że z dodatkiem magii.

Autorka, Susanna Clarke, na tworzenie tego opus magnum poświęciła dziesięć lat swojego życia. Zaczęła od pisania poszczególnych przygód magów-dżentelmenów, umiejscowionych na początku XIX wieku, a kiedy kilka z jej opowiadań trafiło do znanych i cenionych pisarzy fantastyki, którzy okazali się zachwyceni pomysłem, postanowiła stworzyć z tego powieść. Za Jonathana Strange i pana Norrella otrzymała w 2005 roku nagrodę Hugo.

Zdarzało mi się kiedyś napotykać recenzje tej książki, ale ostatnio zrobiło się o niej już dość cicho. Teraz kiedy powróciłam do opinii innych czytelników muszę powiedzieć, że jestem zaskoczona jak bardzo ta książka ich dzieli. Jedni są nią zafascynowani, inni nie rozumieją fenomenu. Mnie bliżej do tych pierwszych, ale nie jestem ślepa na kilka potknięć, które przeszkadzały mi podczas lektury. Od razu od nich zacznę. Chodzi o fakt, że fabuła potrzebuje naprawdę długiego czasu na nabranie kolorów. Początek się ciągnie, czytelnik nie wie czego powinien się złapać, co tutaj jest głównym punktem, a co tylko koloryzowaniem autorki. Wprowadzane są coraz to nowe postaci, opisywane są ich przeszłe przygody i teraźniejsze przemyślenia. Wszystko to bardzo w duchu rasowej powieści historycznej, ale takiemu zwykłemu fanowi fantastyki może wydawać się przytłaczające.

Kiedy nastąpił moment, w którym fabuła się rozkręciła (w końcu!), to byłam już zachwycona. Zazwyczaj nie przeszkadza mi rozwlekły styl opisów, a przebywanie w towarzystwie dobrze wychowanych dżentelmenów i dam zawsze sprawiało mi przyjemność. Także, gdy już dobrze poznałam bohaterów, ich przeszłość i charakter to pokochałam przeżywanie ich kolejnych przygód. Te nie są może dynamiczne i nafaszerowane wartką akcją, ale to powolne tempo po przeczytaniu prawie połowy wypełnionych stron zaczęło pasować do całości i pozwoliło na rozkoszowanie się światem przedstawionym i charakterystyką postaci.

Uwielbiam kiedy autorzy proponują oryginalne podejście do kreacji świata przedstawionego w fantastyce, a Susanna Clarke na pewno do takich twórców należy. Napisała powieść historyczną, do której musiała wykonać naprawdę spory research. Akcja książki Jonathan Strange i pan Norrell ma miejsce na początku XIX wieku, podczas wojen neapolitańskich, a wśród jej bohaterów znajdziemy wiele znanych osób, które żyły w tamtych czasach. Między innymi będziemy przebywać z księciem Wellingtonem czy poetą Lordem Byronem. Czyli Clarke przedstawia nam alternatywną wersję Anglii lat minionych. Magia też jest tutaj dokładnie przemyślana - autorka wprowadza całą jej historię w postaci cytatów z wymyślonych książek historycznych o angielskich magach z przeszłości. Pozwala nam uwierzyć, że oni naprawdę istnieli, a my możemy czytać ich biografie i powtarzać ich nazwiska. Na dodatek sam pomysł na grupkę osób, która uważa się za angielskich magów-teoretyków, zmuszoną do konfrontacji z magiem-praktykiem jest genialna.

Dla mnie jednak największym plusem było przedstawienie postaci. Dzięki temu, że sporo czasu zostało poświęcone na pokazanie ich przeszłości, że spędziliśmy z nimi chwile zwątpienia, radości i strachu, że ewoluowali i przez całą powieść mogliśmy nawiązać z nimi więź. Nikt tutaj nie jest bezbarwny, każdy z nich wprowadzony jest w jakimś celu. Świetnie rozwiązany został pomysł na elfa, nazywanego mężczyzną o włosach jak puch ostu. Wspaniale wykreowane postaci Lady Pole czy lokaja Stephena Blacka. Pokochałam Strange'a, rozumiałam jego decyzje i posunięcia. Norrell to również bardzo charakterystyczny dżentelmen, który czasami wzbudzał złość, ale zawsze działał zgodnie ze sobą. To jest często pułapka dla autorów - kreują postaci, a później wkładają im w usta słowa bądź pchają ich do uczynków, które po prostu do danego charakteru nie pasują. U Clarke natomiast wszystko było na swoim miejscu.

Cóż, ogólnie byłam bardzo zadowolona z lektury książki Jonathan Strange i pan Norrell. Kiedy już się w nią wkręciłam to miałam połączenie dwóch lubianych gatunków - fantastyki i powieści historycznej w stylu Austen. Czy polecam ją każdemu? Raczej nie. To pozycja właśnie dla takich osób, które nie boją się pokaźnej liczby stron, długich opisów i powolnej akcji. Jeżeli jednak na to przymknąć oko to można otrzymać prawdziwą ucztę literacką.

http://www.micha-kultury.pl/2019/06/angielska-magia-nie-umara-jonathan.html

pokaż więcej

 
2019-06-11 17:37:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019

Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczona faktem, że wydawnictwo Rebis zdecydowało się dołożyć Aleję Potępienia do swojej serii Wehikuł Czasu, w której pojawiają się klasyki gatunku science fiction. Roger Zelazny to autor znanego cyklu Kroniki Amberu, który wiele osób już mi polecało. Cieszyłam się zatem, że uda mi się poznać twórczość tego pisarza przy okazji Alei Potępienia. Niestety,... Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczona faktem, że wydawnictwo Rebis zdecydowało się dołożyć Aleję Potępienia do swojej serii Wehikuł Czasu, w której pojawiają się klasyki gatunku science fiction. Roger Zelazny to autor znanego cyklu Kroniki Amberu, który wiele osób już mi polecało. Cieszyłam się zatem, że uda mi się poznać twórczość tego pisarza przy okazji Alei Potępienia. Niestety, przyniosła ona więcej rozczarowania niż zadowolenia.

Co jest przede wszystkim nie w porządku z tą pozycją? Wydaje mi się, że nieudaną fabułę można łatwo wytłumaczyć. Otóż, Roger Zelazny napisał tę historię początkowo w formie opowiadania, które zebrało naprawdę dobre opinie. Także jego agent stwierdził: czemu by nie napisać na tej podstawie dłuższej formy, którą łatwiej byłoby przenieść na duży ekran? Roger Zelazny na to przystał, ale nawet sam po latach stwierdził, że początkowe opowiadanie jest o wiele lepsze od powieści. A adaptację filmową udało się w końcu nakręcić, jednak sądząc po ocenach nie jest to kino najwyższych lotów.

Aleja Potępionych to taka typowa literatura z motywem drogi. Poznajemy Czorta, bohatera który zabierze nas na niebezpieczną przygodę. Świat nie może pozbierać się po apokalipsie, niebo zasnuwają trujące opary, a na Ziemi zostało jedynie kilka miejsc, w których mieszkają ludzie. Czort dostaje zadanie - musi przebyć naszpikowaną przeszkodami tytułową Aleję, żeby dostarczyć do Bostonu lekarstwo na śmiertelną chorobę. Po drodze czekają go wybryki natury, które powinny wzbudzić naszą ciekawość i przerażenie. Tylko że nic takiego się nie dzieje. Książkę czyta się jak zwykłą przygodówkę, w której akcja toczy się prędko, a zapomina się o niej gdy tylko przewrócisz ostatnią stronę.

To czym Aleja Potępienia mnie zaskoczyła to główny bohater. Czort Tanner, którego życie poznajemy na kartach tej książki to człowiek, którego trudno polubić. Naprawdę dawno nie miałam sytuacji, w której właściwie do głównej postaci czułam tylko niechęć i antypatię. To kryminalista, który nie żałuje swoich czynów, a wręcz się nimi chwali. Momenty, w których autor stara się go trochę wybielić, pokazać, że pod tą warstwą łobuza kryje się człowiek też do mnie nie przemówiły. W chwili kiedy poznajemy czyny, za które siedział za kratkami to kończy się dla niego jakakolwiek taryfa ulgowa - nieważne jakimi żartami by nie sypał to wciąż pozostanie, no cóż, prawdziwym czortem. I przyznam, że to był ciekawy zabieg postawić na tak bardzo negatywnego głównego bohatera, cieszę się jednak, że nie musiałam spędzać z nim więcej czasu.

Plusem książki jest to, że czyta się ją błyskawicznie. Zelazny postawił tutaj na wartką akcję i nawet jeżeli mamy dwie osoby zamknięte w samochodzie to nie ma co liczyć na długie rozmowy, z których wywnioskujemy co się stało ze światem albo dlaczego bohaterowie są właśnie tacy, jacy są. Jeżeli więc ktoś szuka czegoś krótkiego, z chamskim bohaterem i potworami pokroju przerośniętych skorpionów to tutaj może dobrze trafić. Niestety, nie możemy liczyć na rozwój świata przedstawionego. Zelazny pokazuje ten ułamek postapokaliptycznej Ameryki i pozwala nam dopowiedzieć sobie resztę. Ja jednak o wiele bardziej wolałabym poznać jego wizję.

Uważam, że to tego typu klasyka, na której czuć piętno czasu. Wydaje mi się, że współczesny czytelnik szuka czegoś więcej, potrzebuje znać genezę świata przedstawionego, lubi dogłębnie poznać motywy bohaterów i nie uwierzy w relacje zbudowane przez noc (wątek dziewczyny z gangu motorowego był gwoździem do trumny dla tej książki). Przez to, że mamy teraz sporo książek z motywem złego bohatera, który wyrusza na bohaterską misję, które są lepiej poprowadzone, to ta klasyka nie robi takiego wrażenia jak mogłaby to zrobić lata temu. Także po dwóch wspaniałych pozycjach z serii Wehikuł Czasu przyszła pora na niewypał. Liczę, że zaczniecie od tamtych książek, a Aleję Potępionych zostawiam dla zagorzałych fanów gatunku.

http://www.micha-kultury.pl/2019/06/postapokaliptyczna-klasyka-na-ktorej.html

pokaż więcej

 
2019-06-07 07:33:18
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Seria: Exclusive
 
2019-06-06 17:12:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019
Autor:
Cykl: Dożywocie (tom 3)

Po skończeniu lektury pomyślałam od razu: jak to dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Czas gna do przodu, a na książki Ałtorki (pisownia zamierzona, fani wiedzą) nadal można liczyć. Podniosą na duchu, zaangażują, rozczulą, a po odłożeniu wzbudzą tęskne uczucia. Co prawda mówiąc o stałej jakości tych książek mam na myśli raczej powieści/części cyklu, które są dłuższymi formami.... Po skończeniu lektury pomyślałam od razu: jak to dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Czas gna do przodu, a na książki Ałtorki (pisownia zamierzona, fani wiedzą) nadal można liczyć. Podniosą na duchu, zaangażują, rozczulą, a po odłożeniu wzbudzą tęskne uczucia. Co prawda mówiąc o stałej jakości tych książek mam na myśli raczej powieści/części cyklu, które są dłuższymi formami. Wspominam o tym, ponieważ niedawno czytałam zbiór opowiadań Marty Kisiel, który nie do końca przypadł mi do gustu, ale Oczy uroczne nadrobiły to z nawiązką.

Książka ta jest trzecią częścią cyklu rozpoczynającego się od Dożywocia. Jest z nim jednak dość luźno związana i jakby ktoś się uparł to mógłby przygodę zacząć właśnie od Oczu urocznych. Tylko po co zabierać sobie dodatkową zabawę? - przecież Dożywocie jest takie świetne! Także wybór należy do Was, ja jednak radzę czytać wszystko co Kisiel napisała, bo to jest tak przyjemne, że szkoda odbierać sobie okazję do spędzenia miłych chwil przy lekturze. Zmierzam jednak do tego, że to, co wypadałoby znać przed Oczami urocznymi to na pewno opowiadanie Szaławiła, znajdujące się m.in. w zbiorze Pierwsze słowo. To w nim znajduje się wstęp do przygód Ody, tam poznamy okoliczności poznania się bohaterów Oczu urocznych i sposób w jaki ich dom znalazł się właśnie w tym miejscu pośrodku lasu.

Oda Kręciszewska to świetna nowa bohaterka. Kobieta około czterdziestoletnia, ze sporym bagażem doświadczeń, dobrym sercem i ciętym językiem, której trudno nie polubić. Autorka ponownie wprowadza nadprzyrodzonego towarzysza głównej postaci. Tym razem zamiast anioła z celofanowymi włosami i cieplutkimi bamboszkami poznamy czorta Bazyla, który z daleka przypomina zwykłą kozę, jednak po bliższym poznaniu okaże się najprawdziwszym diabłem. Diabłem, który ma niesamowitą wadę wymowy i który w kwestii rządzenia piekłem nie podziela wizji swojego ojca. Od czarcich rozrywek woli zabawy z psem i zajadanie się plackami ziemniaczanymi. Rozumiecie zatem, że to taka nowa wersja Licha. I z całą sympatią jaką darzę anioła, to Bazyl w niczym mu nie ustępuje - to ponownie świetny towarzysz głównej postaci.

Lekkim zaskoczeniem było dla mnie wprowadzenie wątku miłosnego. We wcześniejszych książkach romanse owszem, pojawiają się, jednak to dopiero tutaj poczułam, że pełni on trochę większą rolę niż zazwyczaj. Od razu rozwieję wątpliwości i przyznam, że poprowadzenie wątku jak najbardziej spełniło moje oczekiwania. Brak zbędnej słodyczy, nieoczywiste wybory, a dodatkowo nadprzyrodzone przeciwności losu sprawdziły się w stu procentach.

Ponownie Marta Kisiel świetnie radzi sobie z malowaniem swojego świata przedstawionego. Język, którym napisana jest powieść jest barwny, opisy plastyczne, a humor ponownie trafia w punkt. W tej kwestii autorka udowodniła nam, że można na nią liczyć.

W Oczach urocznych więcej jest niż w poprzednich częściach cyklu elementów fantastycznych. Las, otaczający dom Ody zdaje się tętnić magią, o czym na każdym kroku przypomina Roch, a to wbijając tajemnicze gwoździe w bele domu a to przynosząc rzeczy, które mają odstraszyć złe duchy. Główna oś fabularna jest ciekawa, przyznam że element zaskoczenia był w moim przypadku przewidziany, co nie zmienia faktu, że bawiłam się przy lekturze świetnie.

Cóż ja mogę powiedzieć? Uwielbiam książki Marty Kisiel i niech niebiosom będą dzięki, że trafiłam kiedyś na pierwszy tom Dożywocia. Gdy już się jedną przeczyta to nie sposób nie interesować się resztą. Ten cykl to zdecydownie jedna z najlepszych rzeczy na poprawę humoru - lekko, zabawnie, z niebanalnymi postaciami fantastycznymi i sympatycznymi bohaterami. Pozostaje tylko czekać na kolejne książki Kisiel!



http://www.micha-kultury.pl/2019/05/nie-taki-diabe-straszny-jak-go-maluja.html

pokaż więcej

 
2019-05-28 18:26:53
Ma nowego znajomego: Łędina
 
2019-05-26 17:56:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019
Cykl: Król (tom 2)

Wiadomość o kontynuacji głośnego Króla spadła na mnie niespodziewanie. Było to jednak wyjątkowo przyjemne zaskoczenie, bo ta pierwsza książka Twardocha, którą przeczytałam zrobiła na mnie spore wrażenie. Co prawda, podobno najlepsze jego powieści przede mną, ale wszystko po kolei.
Tym razem przenosimy się w czasy II wojny światowej i będziemy poznawać wydarzenia z dwóch perspektyw - Ryfki,...
Wiadomość o kontynuacji głośnego Króla spadła na mnie niespodziewanie. Było to jednak wyjątkowo przyjemne zaskoczenie, bo ta pierwsza książka Twardocha, którą przeczytałam zrobiła na mnie spore wrażenie. Co prawda, podobno najlepsze jego powieści przede mną, ale wszystko po kolei.
Tym razem przenosimy się w czasy II wojny światowej i będziemy poznawać wydarzenia z dwóch perspektyw - Ryfki, byłej ukochanej Jakuba Szapiry oraz Dawida, jednego z jego synów. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że tutaj o wiele lepiej jest znać poprzednią powieść przed Królestwem, bo są one mocno powiązane. Warto wiedzieć jak wyglądała geneza tej historii.
Po nowej książce Twardocha spodziewałam się czegoś podobnego, co otrzymałam w Królu. Tym razem jest jednak inaczej. Nie będzie już gangsterskich porachunków, warszawskiego świata znanego sprzed wojny, hucznych balang i hektolitrów alkoholu. Tym razem przenosimy się w sam środek wojny, a towarzyszą nam wciąż walcząca o przetrwanie Ryfka i przechodzący sporą przemianę Dawid. I tutaj Twardoch szykuje fabularną niespodziankę, jednak zadziwia trochę mniej niż ta w Królu. Najmocniejszą stroną Królestwa są bezpośrednie opisy wydarzeń z tamtych czasów, autor zdecydowanie wie jak pogrywać sobie z emocjami czytelnika. Są tutaj takie sceny, które zostają w pamięci na długo po odłożeniu książki, jak ta w pociągu, kierującym się do obozu czy krótka historia kobiety w chabrowej sukience. Książka ta jest o wiele bardziej stonowana niż Król, a co za tym idzie o wiele bardziej depresyjna. Wydaje się jakby świat nadał był tak brudny i okrutny jak w poprzedniczce, jednak przedstawione jest to nieco inaczej. Twardoch sporo miejsca poświęca pokazaniu zachowań Polaków, Niemców i Żydów podczas wojny, ale przede wszystkim możemy zobaczyć, że każdy bohater chce przetrwać ten straszny czas i radzi sobie z tym na swój sposób. I każdy błądzi, postępuje niemoralnie, ale czy w takich warunkach można inaczej? Królestwo to dobra kontynuacja Króla, chociaż dla mnie plasuje się o oczko niżej od poprzednika. Jakub Szapiro, do którego się przyzwyczailiśmy w poprzedniczce zszedł an drugi plan, a do jego syna trudniej było się przywiązać. Za to styl autora niezmiennie pomaga nam wciągnąć się w jego historię.

pokaż więcej

 
2019-05-26 17:56:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019
Cykl: Takeshi Kovacs (tom 1)

Modyfikowany węgiel to popularna książka Richarda Morgana, na podstawie której niedawno powstał również serial dostępny na serwisie Netflix. Od samego początku spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, już w kwestii pomysłu na świat przedstawiony. Koncept z przetrzymywaniem osobowości w stosie korowym (małym urządzeniu montowanym między kręgami szyjnymi), zamkniętym w specjalnej przechowalni, żeby... Modyfikowany węgiel to popularna książka Richarda Morgana, na podstawie której niedawno powstał również serial dostępny na serwisie Netflix. Od samego początku spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, już w kwestii pomysłu na świat przedstawiony. Koncept z przetrzymywaniem osobowości w stosie korowym (małym urządzeniu montowanym między kręgami szyjnymi), zamkniętym w specjalnej przechowalni, żeby móc w każdej chwili powrócić do życia w innym ciele wypadł rewelacyjnie. Człowiek zaczyna się zastanawiać nad tymi wszystkimi marzeniami dotyczącymi nieśmiertelności i czy w świecie Morgana mają one sens. Może jednak przez ich spełnienie stracimy nasze człowieczeństwo, a nasza natura przybierze całkiem inną, raczej nie w pozytywnym sensie, postać? Czy wciąż przedłużane życie może kiedyś się znudzić, spowszednieć, a przede wszystkim stracić wartość? Nieśmiertelność to tutaj efekt rozwoju nauki, ale w pewnym momencie człowiek staje się wręcz panem życia i śmierci (bogiem?). Autor bardzo dobrze poradził sobie z tematem religijności - fakt, że chrześcijanie wierzą w życie po życiu i decydują się nie wracać, nie robić kopii swojej osobowości. A ja też zaczęłam się zastanawiać czy chciałabym wciąż odradzać się w takim świecie.
W Modyfikowanym węglu panuje kult pieniądza, który zdaje się nigdy nie umierać - ponownie to bogaci czerpią najwięcej, a dając im nieśmiertelność obserwujemy ciągłe pragnienie władzy tylko dla siebie przez całą wieczność. Pewne rzeczy nigdy się nie zmienią.
Ze scen, które szczególnie zapadły w pamięci świta mi przede wszystkim jedna: rozmowa z samym sobą. Mocna i ciekawie poprowadzona.
Zdecydowanie jedne z najsłabszych momentów książki to budowanie więzi międzyludzkich oraz sceny stosunków seksualnych. I jeżeli już przy tym jesteśmy to: te postaci same w sobie nie były interesujące, nie dało się polubić z nimi przebywać. Z drugiej strony, może to było zamierzone? Żeby właśnie były takie zdystansowane, niezaangażowane w życie, które jest tylko kolejną przygodą, po której nastąpi kolejna. Za to ciekawym zabiegiem było umieszczenie w centrum wydarzeń śledztwa. Obserwowanie jak to może wyglądać w tej wizji przyszłości ciągle napędzało akcję i trzymało czytelnika w napięciu.
Także uważam, że Modyfikowany węgiel to naprawdę dobra pozycja z gatunku dystopii. Ma świetny pomysł na świat przedstawiony i wątek detektywistyczny, natomiast trochę kuleje pod względem budowania bohaterów i ich relacji. Jednak warto po nią sięgnąć.

pokaż więcej

 
2019-05-12 13:05:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019
Autor:

Gatunek science fiction zaskakuje mnie po raz kolejny. Dzięki wydawnictwu Rebis i jego kolekcji klasyków z serii Wehikuł Czasu mamy okazję poznać najbardziej cenione pozycje z gatunku, wielokrotnie nagradzane, zyskujące podziw wśród czytelników na całym świecie. Zapomnijcie o wyświechtanych schematach, bo tym razem to książka inna niż wszystkie - pozycja Kwiaty dla Algernona to historia... Gatunek science fiction zaskakuje mnie po raz kolejny. Dzięki wydawnictwu Rebis i jego kolekcji klasyków z serii Wehikuł Czasu mamy okazję poznać najbardziej cenione pozycje z gatunku, wielokrotnie nagradzane, zyskujące podziw wśród czytelników na całym świecie. Zapomnijcie o wyświechtanych schematach, bo tym razem to książka inna niż wszystkie - pozycja Kwiaty dla Algernona to historia człowieka, który przechodzi niesamowitą przemianę. Lektura, która napawa nadzieją, zaskakuje, przeraża, po czym zostawia czytelnika z poczuciem przygnębienia.

Początkowo Kwiaty dla Algernona były opowiadaniem, napisanym w 1959 roku, za które autor otrzymał nagrodę Hugo. Kiedy David Keyes rozbudował je do rozmiarów powieści zgarnął także nagrodę Nebula. W życiu autora sporo było bodźców, popychających go do napisania tej pozycji. W młodości był zmuszany przez swoich rodziców do nauki medycyny, mimo że od zawsze interesował się literaturą. Później, jako nauczyciel pracował z upośledzoną młodzieżą. Kilkoro bohaterów książki jest nawet opartych na osobach z otoczenia Keyesa, także widać, że w dużej mierze czerpał z własnych doświadczeń. Ciekawostką jest, że wielu wydawców odrzucało powieść, ponieważ chciano, żeby zakończenie zostało zmienione. Na szczęście autor przystawał przy swojej wizji i upierał się przy obecnej wersji historii.

Kwiaty dla Algernona to powieść napisana w formie dziennika głównego bohatera, Charliego. Forma w tym przypadku ma ogromne znaczenie dla odbioru całości. Pierwsze rozdziały, pierwsze wpisy mężczyzny przypominają notatki dziecka - pod względem gramatycznym, ortograficznym, interpunkcyjnym i zasobu słownictwa. W tym punkcie należą się pochwały dla tłumacza, który bardzo dobrze przekazuje stan Charliego, a zarazem sprawia, że jego wypowiedzi są dla nas zrozumiałe. Z czasem, po operacji, zdolności głównego bohatera zaczynają się rozwijać, a my obserwujemy ten skok inteligencji z pierwszej ręki. Uważam, że był to świetny zabieg - wybór narracji pierwszoosobowej w tym przypadku pozwala nam lepiej odczuć całe spektrum wydarzeń.

Motorkiem napędowym dla fabuły są badania prowadzone na jednym z uniwersytetów nad wzrostem współczynnika inteligencji. Akcja rozpoczyna się w momencie przygotowań Charliego do operacji, którą wcześniej przeprowadzono z sukcesem na myszy - tytułowym Algernonie. Czytamy o tym, że mężczyzna marzy, żeby w końcu być mądrym, żeby jego koledzy z piekarnii go docenili. Z czasem okazuje się, że jego nieustanne pragnienie zdobycia wiedzy znajduje podłoże jeszcze w dzieciństwie. Wraz ze wzrostem inteligencji Charlie zaczyna sobie przypominać wydarzenia z przeszłości - widzi swoich rodziców, którzy wypierają fakt, że ich syn jest upośledzony. Rodziców, którzy za wszelką cenę chcą zmusić go do nauki, którzy każą go za nieodpowiednie zachowanie, nawet jeśli jest ono w wielu przypadkach nieumyślne, którzy wstydzą się go, obawiają się co pomyślą inni. Łatwo jest nam potępiać ich postępowanie, twierdzić, że jeszcze pogłębiali lęki swojego dziecka - jednak, sytuacja w której się znaleźli jest na tyle złożona, że trudno powiedzieć jak byśmy się zachowali na ich miejscu. Oczywiście, w pewnym momencie dochodziło do ekstremalnych sytuacji, ale były one wypadkową wielu lat starań i poszukiwań pomocy dla dziecka. Wątek rodziny Charliego jest zdecydowanie jednym z najciekawszych pod względem psychologii głównej postaci.

David Keyes w tej historii decyduje się na poruszenie tematów kontrowersyjnych i trudnych, m.in. dotyczących miejsca w społeczeństwie dla osób upośledzonych. Gdy starają się odnaleźć swoją przestrzeń we współczesnym świecie narażeni są na wyzwiska i naśmiewanie ze strony innych. Zaczyna się to we wczesnym dzieciństwie, ale trwa przez całe ich życie. Charliemu wydaje się, że otaczają go przyjaciele, jednak kiedy przestaje być dla nich tematem do wyśmiewania, nagle się od niego odwracają. Mówi, że przez zyskanie inteligencji stracił przyjaciół, ale czy tak naprawdę posiadał ich kiedykolwiek?

Pozostaje jeszcze bardzo interesujący temat związany z zależnością między rozwojem intelektualnym a rozwojem emocjonalnym. Wzrost inteligencji Charliego nie idzie w parze z dojrzałością emocjonalną, wydaje się, że mężczyzna lepiej radził sobie w kontaktach międzyludzkich przed operacją niż po niej. Jego mózg zaczyna nagle inaczej percypować otaczające go wydarzenia. W kwestiach emocjonalnych nie potrafi oddzielić się od starego Charliego, czuje się przez niego ciągle obserwowany.

Kwiaty dla Algernona są dla mnie przede wszystkim pytaniem o kondycję człowieczeństwa. Nieważne czy jesteśmy pracownikiem piekarni czy cenionym na całym świecie naukowcem - za kogo się uważamy, żeby traktować drugiego człowieka jak przedmiot, temat do śmiechu czy obiekt badań? Książka idealnie pokazuje, że inteligencja danego człowieka nie ma tutaj wiele do czynienia, a liczy się jego świadomość emocjonalna, zdolność empatii i zrozumienia. Jest to książka zdecydowanie dla każdego, toteż polecam z całego serca.


http://www.micha-kultury.pl/2019/05/o-kondycji-czowieczenstwa-kwiaty-dla.html

pokaż więcej

 
2019-05-11 16:53:03
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-04-28 20:18:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019
Autor:

Marta Kisiel od jakiegoś czasu stoi wysoko na mojej liście ukochanych, polskich autorów. Nikt tak jak ona nie potrafi bawić się słowem i wymyślać małych absurdów, które z miejsca pokochamy. Wszystko to najczęściej utrzymane w gatunku urban fantasy z sympatycznymi bohaterami. Ja pokochałam jej twórczość od pierwszej styczności, dlatego bardzo chciałam w końcu nadrobić zbiór opowiadań Pierwsze... Marta Kisiel od jakiegoś czasu stoi wysoko na mojej liście ukochanych, polskich autorów. Nikt tak jak ona nie potrafi bawić się słowem i wymyślać małych absurdów, które z miejsca pokochamy. Wszystko to najczęściej utrzymane w gatunku urban fantasy z sympatycznymi bohaterami. Ja pokochałam jej twórczość od pierwszej styczności, dlatego bardzo chciałam w końcu nadrobić zbiór opowiadań Pierwsze słowo.

Autorka w przedmowie zaznacza, że „Nie umie pisać opowiadań”. Po przeczytaniu całości muszę powiedzieć, że trochę rozumiem skąd takie stwierdzenie przyszło na myśl Marcie Kisiel. Zdecydowanie radzi sobie w długich formach, jednak z opowiadaniami wychodzi jej bardzo różnie.

A wszystko zaczęło się dobrze, bo lekko i przyjemnie od tekstu Rozmowa dyskwalifykacyjna. Pomysł dość prosty, a tak udany - postacie fantastyczne różnych ras przychodzą, żeby się dowiedzieć czy wydawcy są ich osobami zainteresowani. Źródło kilku świetnych gagów i błyskotliwych konkluzji na temat niektórych ras. Szczególna gratka dla fanów fantastyki.

Kolejne dwa tytuły to Katabasis, bardziej mroczne opowiadanie bez śmieszkowania, do których autorka nas przyzwyczaiła, za to czerpiące garściami z mitologii (niestety, szybko przeze mnie zapomniane), a drugie to Dożywocie, czyli po raz kolejny początek przygody Romańczuka. Pierwotnie było ono właśnie tylko opowiadaniem, dopiero później przerodziło się w książkę, a właściwie cykl. I bardzo dobrze, bo to wspaniała historia.

Nawiedziny to historia zamtuzu, czyli po prostu domu publicznego, w którym pracę zaczyna młody chłopak. Jak sam tytuł wskazuje poznamy też historię pewnego ducha. Trochę się to opowiadanie ciągnęło i jako kolejne zgubiło się w odmętach mojej pamięci. Przeżycie Stanisława Kozika to krótka, ale interesująca historia o zapomnieniu, życiowym zabieganiu i ignorancji. Napisane fajnie i dodatkowo z przesłaniem. Następne opowiadania: Jadeit oraz Miasto motyli i mgły również za długo ze mną nie zostały. Pierwszy nadrabia klimatem śledztwa, przypominającym klasyczne angielskie kryminały, a drugi mrocznym światem tajemniczych Kruków. Oba jednak nie mają czasu się rozpędzić, przez co wypadają średnio.

Ponarzekałam to teraz trzeba przejść do jaśniejszych stron. Zaczynam od W zamku tej nocy, czyli najbardziej rozbawiającego mnie opowiadania, a wszystko za sprawą sprytnego pomysłu. Otóż, śledzimy poczynania skrytobójcy, poety mającego za zadanie zamordowanie cesarza. Tylko plan nie wypala, a śmiałek ląduje w celi z dwójką innych ochotników. I tak zaczyna się rozmowa między Wallenrodem, Winkelriedem i Wawrzyńcem. Świetny ukłon w stronę literatury romantycznej, ironiczny i prześmiewczy, ze specjalnym udziałem nawiedzających upiorów. Uczta literacka.
Zdecydowanie najjaśniejszym punktem tego zbioru opowiadań jest Szaławiła. Za ten tekst autorka otrzymała nagrodę Zajdla, zatem nie tylko ja uważam go za wybitny. To wspaniały powrót do klimatów Lichotki, tym razem z nową, charakterną i ciekawą główną bohaterką - Odą. Opowiadanie jest na tyle długie, że zdążymy polubić bohaterów, zżyć się z nimi i chcieć więcej po skończeniu. Mam nadzieję, że pojawią się jeszcze w twórczości autorki, bo na to zasługują. Nie będę się niepotrzebnie rozpisywać, muszę tylko się przyznać, że odkąd czort Bazyl wyskoczył z piekła, sepleniąc zawodowo, to gęba nie przestawała mi się uśmiechać. Perełka!

Dwa ostatnie opowiadania to takie gorzkie historie, które mogłyby mieć miejsce w naszym sąsiedztwie. Poruszające trochę problemy społeczne, a także zapytujące o moralność / zasadność naszych czynów. Oba niezłe, chociaż po Szaławile trudno już było mi nimi dogodzić.

Także, po tych krótkich podsumowaniach widać ewidentnie, że opowiadania Marty Kisiel poziom mają bardzo różny. Jeżeli jesteście fanami twórczości to zdecydowanie po nie sięgnijcie. Jeżeli chcecie zacząć przygodę to polecałabym opowiadanie Dożywocie - jak się spodoba to można się zabierać za resztę. Ja wciąż Ałtorkę kocham miłością fanowską i choć wolę jej dłuższe formy to kolejnych opowiadań bym sobie nie odmówiła.

http://www.micha-kultury.pl/2019/04/od-swietnej-zabawy-po-zapomnienie.html

pokaż więcej

 
2019-04-28 17:39:10
Ma nowego znajomego: cloudy
 
Moja biblioteczka
908 249 2574
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (80)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (15)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd