Mirya 
micha-kultury.pl
26 lat, kobieta, Dytmarów/Wrocław, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki i 24 cytaty, ostatnio widziana 5 dni temu
Teraz czytam
  • Dawca Przysięgi. Część 1
    Dawca Przysięgi. Część 1
    Autor:
    W „Dawcy Przysięgi”, trzecim tomie bestsellerowego Archiwum Burzowego Światła, ludzkość musi stawić czoło nowemu Spustoszeniu i powrotowi Pustkowców – wroga, którego liczebność jest równie wielka, jak...
    czytelników: 3947 | opinie: 136 | ocena: 8,36 (1376 głosów) | inne wydania: 2
  • Demon Luster
    Demon Luster
    Autor:
    Strzeżcie się, bo tym razem nawet szósty zmysł nie pomoże! Ida powoli godzi się ze swoim przeznaczeniem. Dziewczyna jest szamanką od umarlaków, nie ma wpływu na to, czyj zgon przepowie, ale staje się...
    czytelników: 1740 | opinie: 105 | ocena: 7,35 (634 głosy) | inne wydania: 1
  • Stara baśń
    Stara baśń
    Autor:
    Cudowna, wręcz magiczna powieść Kraszewskiego, która przenosi nas w czasy dawnej Słowiańszczyzny. Nawiązuje do staropolskich podań i legend, a jej akcja rozgrywa się przed powstaniem państwa polskiego...
    czytelników: 4925 | opinie: 133 | ocena: 6,52 (2269 głosów) | inne wydania: 26

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-29 13:27:47
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Dzieje Polski (tom 1)
 
2018-07-29 13:27:33
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Szamanka od umarlaków (tom 2)
 
2018-07-29 13:25:22
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Seria: Poza serią
 
2018-07-23 19:47:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018
Cykl: Kwiat paproci (tom 4)

Kiedy życie daje Ci w kość i nie masz czasu się na niczym skupić najlepiej znaleźć sobie jakąś serię dla nastolatek i traktować ją jako najczystszą formę guilty pleasure. Taki okres mnie akurat złapał, a książek nie musiałam szukać daleko - właściwie to o Kwiecie Paproci trąbią na prawo i lewo, w większości zachwalając. Na szczęście opinie negatywne przygotowały mnie trochę na nieprzyjemności... Kiedy życie daje Ci w kość i nie masz czasu się na niczym skupić najlepiej znaleźć sobie jakąś serię dla nastolatek i traktować ją jako najczystszą formę guilty pleasure. Taki okres mnie akurat złapał, a książek nie musiałam szukać daleko - właściwie to o Kwiecie Paproci trąbią na prawo i lewo, w większości zachwalając. Na szczęście opinie negatywne przygotowały mnie trochę na nieprzyjemności podczas lektury, toteż swoje oczekiwania ograniczyłam do prostego „potrzebuję rozrywki - prostej, ale interesującej”. Czy seria Kwiat Paproci je spełniła?

Katarzyna Berenika Miszczuk z wykształcenia jest lekarką (co tłumaczy wiedzę bohaterek Szeptuchy z zakresu medycyny), ale książki pisze od piętnastego roku życia. Najbardziej znane jej serie to trylogia Ja, diablica, a także właśnie Kwiat Paproci. Jako że ja od jakiegoś czasu miałam ochotę na porządną dawkę mitologii słowiańskiej to ta seria wydawała mi się idealnym wyborem. Z mitologii greckiej wszyscy czerpią garściami, a nasza rodzima wydawała mi się jakoś pomijana. Na szczęście widać, że ten trend zaczyna rozkwitać i coraz więcej pozycji stara nam się przybliżyć te wierzenia (m.in. pięknie wydane Bestiariusze Słowiańskie). I ta chęć poznania wierzeń słowiańskich zaważyła na czytelniczym wyborze Kwiatu Paproci.

Muszę przyznać, że wszelkie nawiązania do dawnych wierzeń były największymi zaletami tej serii. Autorka przez kilka lat zbierała materiały, które pomogły jej oddać obrzędy, opisać bogów czy upiry, żyjące w jej świecie. Zawsze podobał mi się pomysł na mieszanie postaci mitologicznych ze współczesnym światem (wspomnę chociażby Amerykańskich bogów Gaimana bądź Kłamcę Jakuba Ćwieka). Tutaj również był to najciekawszy element - tym lepiej, że akurat o tych bogach nie miałam większego pojęcia. Jeżeli więc chcecie bliżej poznać Swarożyca, Welesa czy Mokosz to tutaj będzie Wam to dane. Również wszelkie obrzędy były ciekawie przedstawione, szczególnie takie, które znamy pod innymi postaciami - będziemy mieli okazję zobaczyć jak wygląda słowiański wieczór panieński czy obchody Dziadów. Upiry może zachwycały troszkę mniej, ze względu na powtarzalność. Te ciekawe, mniej popularne pojawiały się raczej na dalszym planie, a główną oś fabularną obsiadł wąpierz (czyli taki słowiański wampir) i strzyga. Wolałabym jednak, żeby więcej miejsca poświęcone było południcom, utopcom i rusałkom.

Podobał mi się także pomysł na świat przedstawiony. To bardzo ciekawy zabieg - zmienić coś w przeszłości Polski i dzięki temu zbudować trochę inny obraz współczesności. Co prawda, wydaje mi się, że autorka poszła na łatwiznę i wielu rzeczy wolała nie zmieniać, toteż wybór Mieszka I, który odrzucił propozycję przyjęcia chrztu nie wpłynęła jakoś znacznie na rozwój świata - jedynie tyle, że w naszym kraju wierzono nadal w słowiańskich bogów i obrzędy. Ciekawiło mnie zestawienie z innymi krajami, z innymi religiami - tego tutaj zabrakło (np. co z wojnami związanymi z chrześcijaństwem, co z krucjatami?). Także pomysł bardzo dobry, chociaż niewystarczająco zgłębiony.

To, co znowu mi przeszkadzało to typowe, wciąż powtarzalne elementy książek młodzieżowych. Kolejny raz mamy do czynienia z bohaterką, która nie robi na nas pozytywnego wrażenia. Przyznaję, że początkowe było dość negatywne, a skończyło się na ambiwalentności - a to i tak słabo jak na główną postać. Przez to brakowało mi emocji podczas czytania, nie miałam komu kibicować. To jednak nie jedyny szkopuł - oczywiście pojawił się bardzo typowy i bardzo nieciekawy wątek miłosny. Mężczyzna oczywiście jest tajemniczy i przystojny, oczywiście też zwraca uwagę na naszą całkiem zwyczajną bohaterkę, oczywiście po drodze raz po raz znika i pojawia się w jej życiu. Dużo tych oczywistości, prawda?

Na drugim planie jest na pewno ciekawiej, ale przyznam szczerze, że do nikogo z żywych się nie przekonałam. Dla mnie najlepszą postacią był Swarożyc, a później Weles - czyli bogowie, którzy pojawiali się raczej sporadycznie. Wydaje mi się, że spodziewałam się więcej fantastyki, a ta seria skupia się jednak na problemach Gosi (często sercowych), w której życiu przewijają się postacie nadprzyrodzone. I tyle.

Na pewno na plus działa tutaj postawa, którą przyjęła autorka - ona naprawdę słucha swoich fanów. Dzięki temu mieliśmy w kolejnych książkach m.in. sporo historii z przeszłości Mieszka, które były jednymi z ciekawszych wątków w serii. Wiem to z podziękowań, w których wspominała o fragmentach napisanych pod wpływem próśb innych.

Jako że całość serii połknęłam razem, to trudno wypowiadać mi się osobno o poszczególnych częściach. Wiem na pewno, że bardzo podobał mi się początek pierwszej części, chociaż później było trochę gorzej. Gdybym miała na jakieś postawić, to najlepiej wypadają chyba Noc Kupały i Żerca. Sporo osób twiedzi, że czwarta część była słabsza od pozostałych - moim zdaniem jakoś bardzo nie odstawała, chociaż lekko czuć spadek po trzecim tomie.

Seria Kwiat paproci trafiła na odpowiedni moment w moim życiu, kiedy po prostu potrzebowałam czegoś lekkiego, rozrywkowego, trochę naiwnego i mało wciągającego. Jednak nie mogę jej uznać za bardzo dobrą, bo po prostu miała w sobie za dużo małych szkopułów, które psuły ciekawy pomysł na świat przedstawiony i wplecenie w niego wierzeń słowiańskich. Wydaje mi się, że to jednak pozycja dla trochę młodszych czytelniczek, które uwierzą w tę miłość i będą mogły kibicować Gosi w walce o szczęście. Ja już tak łatwo nie daję się przekonać.

pokaż więcej

 
2018-07-23 19:46:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018
Cykl: Kwiat paproci (tom 3)

Opinia o całej serii: http://www.micha-kultury.pl/2018/07/zabawa-mitologia-sowianska-kwiat.html

 
2018-07-23 19:46:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018
Cykl: Kwiat paproci (tom 2)

Opinia o całej serii: http://www.micha-kultury.pl/2018/07/zabawa-mitologia-sowianska-kwiat.html

 
2018-07-23 19:45:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018
Cykl: Kwiat paproci (tom 1)

Opinia o całej serii: http://www.micha-kultury.pl/2018/07/zabawa-mitologia-sowianska-kwiat.html

 
2018-07-07 13:34:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

Widząc Szczurołapa w zapowiedziach początkowo nie zwróciłam na niego większej uwagi. Myślałam, że to po prostu kolejna młodzieżówka, wnioskując po projekcie okładki i widniejącym na niej nazwisku Jaya Ashera (zapewne go kojarzycie jako autora Trzynastu powodów). Dopiero później zauważyłam, że to nie jest zwykła książka tylko komiks. I wtedy zapragnęłam go przeczytać.


Wraz z Jayem Asherem...
Widząc Szczurołapa w zapowiedziach początkowo nie zwróciłam na niego większej uwagi. Myślałam, że to po prostu kolejna młodzieżówka, wnioskując po projekcie okładki i widniejącym na niej nazwisku Jaya Ashera (zapewne go kojarzycie jako autora Trzynastu powodów). Dopiero później zauważyłam, że to nie jest zwykła książka tylko komiks. I wtedy zapragnęłam go przeczytać.


Wraz z Jayem Asherem nad tekstem książki czuwała Jessica Freeburg. To autorka kilku powieści, z tego co zdążyłam zauważyć, raczej w klimatach fantastyki młodzieżowej. Mogliśmy więc być przygotowani, że połączenie tych dwóch autorów da raczej w skutku komiks skierowany do młodszych czytelników. I taki właśnie jest - dość prosty i w pewnym stopniu mało oryginalny fabularnie, ale zarazem sprawia sporo radości podczas lektury. Szczególna w tym zasługa wspaniałej oprawy ilustratorskiej, autorstwa Jeffa Stokely, który w świecie komiksów przesiaduje nie od dziś.

To dopiero drugi komiks, jaki udało mi się przeczytać, ale zdecydowanie uważam, że lepiej nadaje się na początek przygody z tą formą literacką. Jest wręcz do tego idealny. Treść jest lekka i przyjemna, przeczytanie całości zajmie Wam najwyżej jedno popołudnie. Jeżeli zaś chodzi o ułożenie chronologiczne obrazów, to nie sprawi czytelnikowi żadnych trudności (w odróżnieniu od takiego Sandmana, który wymaga jednak trochę skupienia i zawiera pewne zaburzenia chronologii ułożenia ilustracji względem siebie).

Sama historia to powszechnie znana legenda o szczurołapie i tajemniczym zniknięciu wszystkich dzieci z niemieckiego miasteczka Hameln, w 1284 roku. Wielu autorów podejmowało się już opowiedzenia tej historii (m.in. bracia Grimm), ale jak widać temat nadal nie wydaje się wyeksploatowany. Tym razem swoją wersję przedstawiają Jay Asher oraz Jessica Freeburg i jest to ciekawa propozycja. Autorzy kładą nacisk na problemy z akceptacją, odrzuceniem jednostki przez społeczeństwo, a także (zawsze mnie intrygujący) temat słuszności samodzielnego wyznaczania kary. Wydaje mi się, że dzięki temu lektura staje się bardzo wartościowa, szczególnie wśród młodzieży. Gdyby tego było mało to pojawia się także wątek romantyczny, zajmujący dość sporo miejsca w komiksie, więc do swojego targetu wiekowego powinien trafiać w punkt.

Skupmy się jeszcze na tej oprawie graficznej, która jest przepiękna. Tak naprawdę, to nawet tylko dla pięknego wnętrza chciałabym mieć w biblioteczce tę pozycję. Kreska jest bardzo „komiksowa”, a ilustrator użył kilku ciekawych trików, chociażby takich jak zmiana kolorystyki podczas pokazywania zmyślonych opowiadań jednej z bohaterek. Podkreślane są też wszelkie zwroty akcji, rosnące emocje pomiędzy dwójką głównych bohaterów, a niektóre obrazki przedstawiające szczury potrafią naprawdę przerazić.

Szczurołap to dobry komiks na rozpoczęcie przygody z tą formą literacką. Co prawda, jego fabuła jest przewidywalna przez to, że oparta została na znanej legendzie, ale nie zmienia to faktu, że całość czyta się bardzo przyjemnie. Warto zaznaczyć fakt, że autorzy postarali się dorzucić akurat takie wątki, które wniosą ze sobą nowe przesłanie do całości, pokażą jak bardzo potrzeba nam w życiu akceptacji i zrozumienia oraz zmuszą do zastanowienia się nad wymierzaniem kary na własną odpowiedzialność. Szczególnie spodoba się młodzieży, ale starsi też znajdą w niej coś dla siebie. Chociażby wspaniałą oprawę graficzną, którą każdy będzie mógł nacieszyć oko.

pokaż więcej

 
2018-06-28 22:22:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018, Ulubione
Cykl: Ostatnie Imperium (tom 5)

Jeszcze niedawno dość obszernie przedstawiłam Wam jak wyglądała moja przygoda ze Stopem prawa - to początkowe odrzucenie tematyką rewolwerowców oraz rewolucji technologicznej, a późniejsze zachwycanie się przekuciem tych pomysłów we wciągającą fabułę. Potwierdzam, że pierwsza część tej trylogii była bardzo dobra, ale w takim razie muszę przyznać, że druga była wręcz rewelacyjna.

Najłatwiej...
Jeszcze niedawno dość obszernie przedstawiłam Wam jak wyglądała moja przygoda ze Stopem prawa - to początkowe odrzucenie tematyką rewolwerowców oraz rewolucji technologicznej, a późniejsze zachwycanie się przekuciem tych pomysłów we wciągającą fabułę. Potwierdzam, że pierwsza część tej trylogii była bardzo dobra, ale w takim razie muszę przyznać, że druga była wręcz rewelacyjna.

Najłatwiej chyba uznać, że Brandon Sanderson posiada jakieś tajemne moce i nosi w sobie z pięciu pisarzy, którzy dorzucają mu kolejne pomysły. Bo jakoś trudno mi uwierzyć, że to wszystko siedzi w jednym człowieku. Od high fantasy pełną piersią jakim jest seria Archiwum Burzowego Światła, poprzez młodzieżową, ale wciąż bogatą i pełnoprawną fantastykę w świecie Zrodzonego z mgły, aż po tę perełkę - pełną humoru historię w klimacie Dzikiego Zachodu. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam coś tak inteligentnie zabawnego z gatunku fantastyki. To była prawdziwa uczta dla ducha.

Podobał mi się fakt, że między Stopem prawa a Cieniami tożsamości jest pewna przerwa czasowa, w której to nasi bohaterowie odnaleźli się w nowych rolach. Szczególnie mowa tutaj o Marasi - ta postać zdecydowanie nabrała w tej części więcej charakteru. Uwielbiam też wątek miłosnego trójkąta (czy nawet czterokąta?), który jest w tym przypadku tak nienachalny i ma miejsce na dalekim tle do głównej akcji. Tak pokazany idealnie wpasowuje się w wybraną przez Sandersona konwencję lżejszego fantasy.

Nie wspomniałam o tym przy poprzedniej recenzji, ale w książkach znajdują się strony, które przypominają wycinki z gazet. Uważam, że to świetne dopełnienie całości, które nie dosć, że pasuje wizualnie, to jeszcze stanowi bardzo dobre uzupełnienie dla treści książki. Ja wszystkie te wycinki starałam się wyczytywać i zachwycałam się pomysłami na umieszczane tam rysunki i reklamy.

Wspaniale jest wracać do tego świata, szczególnie że Sanderson pokazuje, że nie wyłożył wszystkich kart na stół - wciąż dokłada kolejne tajemnice i odkrywa następne niespodzianki. Dla fanów pierwszej trylogii to po prostu pozycja obowiązkowa, bo każde wspomnienie osób/wydarzeń, które dobrze znamy wywołuje falę rozczulenia i powoduje uśmiech pod nosem. Jednak najlepsze jest to, że autor nie spoczął na laurach i ponownie stworzył bohaterów, którzy zostaną z nami na dłużej. Pokazuje nam, że nie zamierza polegać na sprawdzonych schematach i tanich chwytach, a będzie nas wciąż zaskakiwał i rozkochiwał w swojej literaturze na nowo. Prawdę powiedziawszy, to po pierwszej części nie czułam jeszcze tego przywiązania, ale teraz mogę stwierdzić, że Wax i Wayne to jeden z najlepszych duetów, bo naprawdę trudno ich nie pokochać! I ciągle chce się ich więcej! Wspominałam o przyjemnym wątku miłosnym - jego siłą też jest fakt, że Wax i Wayne dostarczają tyle bromance'u, że nie potrzebujemy niczego więcej.

Nie będę się niepotrzebnie rozpisywać - Cienie tożsamości to po prostu kolejna petarda, która wyszła spod pióra Brandona Sandersona. Tym razem lekka, pełna akcji i humoru historia, która zawiera kilka genialnych zwrotów akcji (byłam szczerze zaskoczona), świetnie wprowadzone nowe postaci, rozwinięte historie znanych nam już bohaterów, ciekawe miejsce akcji, śledztwo, a wszystko napisane z polotem. Sanderson po raz kolejny wciągnął mnie w swój świat - chapeau bas za to!

pokaż więcej

 
2018-06-16 19:13:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

Miałam ostatnio ochotę na klasykę w lekkim, nieobszernym wydaniu. Przeglądałam propozycje księgarni internetowych w poszukiwaniu tego wymarzonego zbioru opowiadań. W koszyku wylądował już Mrożek, Iwaszkiewicz i zostało miejsce na moją ulubioną, rosyjską klasykę. Wtem w oczy wpadła mi zapowiedź tego zbioru tekstów, autorstwa Antoniego Czechowa. Wiedziałam, że to nie przypadek i chciałam jak... Miałam ostatnio ochotę na klasykę w lekkim, nieobszernym wydaniu. Przeglądałam propozycje księgarni internetowych w poszukiwaniu tego wymarzonego zbioru opowiadań. W koszyku wylądował już Mrożek, Iwaszkiewicz i zostało miejsce na moją ulubioną, rosyjską klasykę. Wtem w oczy wpadła mi zapowiedź tego zbioru tekstów, autorstwa Antoniego Czechowa. Wiedziałam, że to nie przypadek i chciałam jak najprędzej zaznajomić się z tymi literackimi miniaturami.

Antoni Czechow z wykształcenia był lekarzem, ale zamiłowanie do pisania okazało się większe niż prestiż związany z jego dotychczasowym zawodem. Podczas praktyki lekarskiej, jeszcze zanim zdobył sławę, powstała większa część jego utworów. Dzisiaj jego nazwisko najbardziej kojarzone jest z teatrem, a tytuły takie jak Mewa, Wiśniowy sad czy Trzy siostry nadal grane są na deskach wielu słynnych scen. Stanisławski zachwycił się jego twórczością i ich nazwiska razem są wymieniane jako prekursorów teatru realistycznego.

Do tej pory znałam Czechowa właśnie z dramatów. Czytałam Trzy siostry i Wujaszka Wanię, w teatrze byłam na Mewie. Zagłębiając się w jego kolejne teksty czuć tę niesłychaną ponadczasowość, dzięki której wciąż o Czechowie rozmawiamy. Autor postawił sobie za cel nie szukać daleko, opisywać bardzo bliskie, proste historie, ale okraszać je odpowiednią dawką realizmu i świetnie nakreślonymi charakterami. Tym bardziej chciałam zapoznać się również z jego krótkimi formami, a w książce Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania znajdziemy ich aż 28!

Pierwszym zaskoczeniem była dla mnie długość poszczególnych historii. Są one naprawdę miniaturowe, zajmują raptem kilka stron. Dzięki temu książka od razu staje się świetnym egzemplarzem do przeplatania sobie kolejnych umieszczonych w niej opowiadań z innymi lekturami. Kolejną niespodzianką była ilość humoru, która przewija się na kartach tej książki. Okazuje się, że wszystkie te opowiadania miały wydźwięk satyryczny, częstokroć obijające się wręcz o abstrakcję i ironizujące przedstawione sytuacje. Przede wszystkim Czechow ponownie pokazał się jako znawca ludzkich charakterów, bo wiele zachowań bohaterów kojarzyło się ze znanymi nam przykładami z codziennego życia (żeby wspomnieć chociażby opowiadanie Order). Przepięknie pokazał ludzkie przywary, które okazały się bardzo bliskie i zrozumiałe dla czytelnika, mimo upływu tylu lat od napisania tych krótkich form.

Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania to zdecydowanie zbiór, który warto mieć w swojej biblioteczce. To klasyka, którą pochłania się błyskawicznie i bardzo przyjemnie. Oczywiście znajdą się też teksty, które nie porwą nas i zaraz po przeczytaniu wylecą z głowy, ale dla równowagi było kilka, które zdecydowanie zapadają w pamięć. Do moich ulubieńców zaliczę na pewno tytułowy Żarcik, Kameleon, Śmierć urzędnika, Dzieło sztuki, Dramat, Podrzutek, Order. Wam polecam zapoznać się z tym zbiorem!

pokaż więcej

 
2018-06-05 18:02:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Mieszanka urban fantasy z dobrą dawką poczucia humoru, wynikającą ze zdolności operowania słowem od razu wpisuje się w mój czytelniczy must read. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że wychodzi nowa książka Marty Kisiel wiedziałam, że czym prędzej muszę po nią sięgnąć. Każda kolejna wzmianka o niej podsycała moją ciekawość, a kiedy na fanpage'u Ałtorki pojawiła się przepiękna okładka to przepadłam... Mieszanka urban fantasy z dobrą dawką poczucia humoru, wynikającą ze zdolności operowania słowem od razu wpisuje się w mój czytelniczy must read. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że wychodzi nowa książka Marty Kisiel wiedziałam, że czym prędzej muszę po nią sięgnąć. Każda kolejna wzmianka o niej podsycała moją ciekawość, a kiedy na fanpage'u Ałtorki pojawiła się przepiękna okładka to przepadłam z kretesem. Na szczęście kolejny raz Marta Kisiel udowodniła, że treść nie ustępuje miejsca oczekiwaniom.

Toń to następna książka Atłorki, po Nomen Omen, której akcja ma miejsce we Wrocławiu. Tak się składa, że od kilku lat jest to również moje miasto. Wszyscy chyba wiemy, że wydarzenia od razu stają się nam bliższe, jeżeli opisywane w nich miejsca znamy z rzeczywistości. W przypadku powieści Toń, mieliśmy na dodatek okazję zerknąć we Wrocław przeszłości oraz poznać tajemnice z nim związane. Po lekturze zdecydowanie można powiedzieć, że Marta Kisiel bardzo swobodnie czuje się w gatunku urban fantasy, korzysta z informacji na temat miasta i sprytnie wplata je w swoją fabułę.

Oczywiście to kolejna książka Kisiel, która napisana została w celach rozrywkowych i jako taka literatura idealnie się sprawdza. Lekkie pióro sprawia, że w błyskawicznym tempie przywiązujemy się do bohaterów, a kolejne wydarzenia wręcz spijamy z kart powieści. Jeżeli szukacie książki, która umili Wam oczekiwanie w długiej kolejce (sprawdzone!) czy leżenie plackiem na plaży, to Toń powinna się sprawdzić (uważajcie tylko na niekontrolowane reakcje podczas lektury). To wspaniały umilacz czasu, a zarazem rozrywka, związana z odrywaniem kolejnych tajemnic, ukrytych w jej treści.

Nie od dzisiaj wiadomo, że wykorzystywanie wierzeń słowiańskich w tego typu literaturze dobrze się sprawdza. Marta Kisiel również korzysta z tego zabiegu, ale robi to w tak ciekawy sposób, że wzbudza niegasnące zainteresowanie u czytelnika. Od razu po zamknięciu książki wyszukałam zaprezentowaną w książce postać nadnaturalną w Bestiariuszu Słowiańskim i... jestem pod wrażeniem. Wszystkie cechy się pokrywają, a Ałtorka tak sprytnie wplata je po kolei do książki, że wydaje się jakby opis tej postaci w Bestiariuszu był stworzony na podstawie Toni, a nie odwrotnie. Nie wspominając już o tym, że w pewnym momencie pojawia się też wątek romantyczny związany z Ramzesem i jest on tak rozczulający oraz oryginalny, że z miejsca podbił moje serce.

Marta Kisiel w ogóle ma talent do kreślenia bardzo charakterystycznych postaci. U niej nie ma miejsca na szarzyznę, a jeżeli ktoś pojawia się na drugim, a nawet trzecim planie to wciąż będzie miał w sobie coś, co zapamiętamy na dłużej. Przykładowo stara sąsiadka z wyższego piętra, wykrzykująca w kółko „Ja pamiętam” czy listonosz, który wie wszystko o wszystkich. Kiedy poznajemy głównych bohaterów to na pierwszy rzut oka może się wydawać, że tych cech jest wręcz za dużo i są za bardzo ekstremalne. Jednak ze strony na stronę, poznając te postaci bliżej, potrafimy zrozumieć dlaczego zachowują się właśnie w taki sposób. Po raz kolejny przywiązałam się do bohaterów Marty Kisiel i już nie mogę się doczekać kolejnych losów Eleonory, Klary, Gerda i innych. Bo zakończenie daje nadzieję na dalszą część przygód i zdecydowanie w świecie Toni znajduje się jeszcze sporo tajemnic do odkrycia.

Toń to świetny przykład dobrej powieści rozrywkowej. Mamy tajemnicę, elementy kryminału, lekkie pióro Ałtorki, a jednocześnie wspaniałe żarty słowne (bo co jak co, ale Marta Kisiel świetnie słowem operuje), pełnokrwistych bohaterów, rodzinne dramaty, nadprzyrodzone postaci i podróże w czasie. Ta mieszanka wybuchowa daje nam niesamowicie wciągającą lekturę, w której można się utopić na wspaniałe kilka godzin. I o to w końcu chodzi - jeżeli potraficie, to utońcie w niej, a nie pożałujecie.

http://www.micha-kultury.pl/2018/06/bohaterowie-tona-w-czasie-ja-w-dobrym.html

pokaż więcej

 
2018-06-05 17:31:59
Ma nowego znajomego: RasTen OlO
 
2018-05-30 11:32:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

Pomimo tego, że tytuł Opowieść podręcznej zajmuje zaszczytne (i zasłużone) miejsce na liście 100 książek BBC, które każdy powinien przeczytać, to ja długo nie byłam nim szczerze zainteresowana. To znaczy, faktem jest, że chcę nadrobić wszystkie pozycje z tej listy, ale niektóre mają priorytety nad resztą. W moich planach namieszał pewien bardzo głośny serial, który powstał właśnie na podstawie... Pomimo tego, że tytuł Opowieść podręcznej zajmuje zaszczytne (i zasłużone) miejsce na liście 100 książek BBC, które każdy powinien przeczytać, to ja długo nie byłam nim szczerze zainteresowana. To znaczy, faktem jest, że chcę nadrobić wszystkie pozycje z tej listy, ale niektóre mają priorytety nad resztą. W moich planach namieszał pewien bardzo głośny serial, który powstał właśnie na podstawie Opowieści podręcznej. Szturmem zdobył serca wielu widzów, a ja przez długi czas odmawiałam sobie obejrzenia i skupiłam się jedynie na podpatrywaniu zdjęć z planu i maltretowaniu przycisku „replay” podczas oglądania zwiastuna. Wszystko dlatego, że założyłam sobie kolejność - najpierw książka, później serial (chociaż nie zawsze to robię, to w tym przypadku byłam zdeterminowana tej zasady przestrzegać).

Dzięki produkcji serialu nazwisko Margaret Atwood zaczęło się częściej pojawiać w polskim Internecie, a jej książki zaczęły być zauważane przez zwykłych, szarych czytelników. Autorka urodziła się w 1939 roku i do tej pory wydała sporą ilość publikacji, a wśród nich powieści, zbiory opowiadań, tomiki poezji, książki dla dzieci i eseje. W swojej twórczości zazwyczaj porusza tematykę bliskiej przyszłości, która prawdopodobnie może nadejść. Wszystko pozostaje w klimacie dystopii, ale Atwood komentuje współczesne problemy poprzez ich nasilenie i przewidywanie przyszłości z nimi związanej. Opowieść podręcznej pisała mieszkając w Berlinie, kiedy Niemcy podzielone były jeszcze słynnym murem. Poprzez liczne rozmowy z mieszkańcami łatwiej było jej oddać atmosferę strachu i niechęci dyskutowania o aktualnej władzy, sytuacji w kraju.

Czytając Opowieść podręcznej trudno nie mieć skojarzeń z bardzo współczesnymi nam zagadnieniami. Ruch #MeToo, te liczne oskarżenia o molestowania kobiet w Hollywood, walka o równe prawa bez względu na płeć czy bliższy nam, Polkom - problem z ustawą zabraniającą aborcji. Atwood swoją powieść napisała w latach 80tych, obserwując właśnie ruchy kobiet, które walczyły o swoje prawa. Postanowiła użyć tej podstawy i pokazać jak wyglądałby świat, gdyby rząd nie tylko odrzucił postulaty kobiet, ale zdecydował, że potrzebny jest nowy stosunek sił, w którym kobieta sprowadzona będzie do podrzędnej roli: sprzątaczki, kucharki, gospodyni domu czy w końcu używana jedynie w celach rozrodczych. I ten świat jest prawdziwie przerażający.
Pomimo tego, że tytuł Opowieść podręcznej zajmuje zaszczytne (i zasłużone) miejsce na liście 100 książek BBC, które każdy powinien przeczytać, to ja długo nie byłam nim szczerze zainteresowana. To znaczy, faktem jest, że chcę nadrobić wszystkie pozycje z tej listy, ale niektóre mają priorytety nad resztą. W moich planach namieszał pewien bardzo głośny serial, który powstał właśnie na podstawie Opowieści podręcznej. Szturmem zdobył serca wielu widzów, a ja przez długi czas odmawiałam sobie obejrzenia i skupiłam się jedynie na podpatrywaniu zdjęć z planu i maltretowaniu przycisku „replay” podczas oglądania zwiastuna. Wszystko dlatego, że założyłam sobie kolejność - najpierw książka, później serial (chociaż nie zawsze to robię, to w tym przypadku byłam zdeterminowana tej zasady przestrzegać).

Narracja w powieści jest pierwszoosobowa i w tym przypadku sprawdza się to idealnie. Freda przeprowadza nas przez kolejne zdarzenia, a przede wszystkim daje nam dostęp do swoich przemyśleń i pozwala silniej przeżywać tragedie, które ją dotknęły. Biorąc pod uwagę fakt, że bohaterka wciąż stara się przestrzegać wszystkich restrykcyjnych zasad współczesnego jej świata, to dopiero wgląd do jej myśli da nam pełny obraz społeczeństwa i tego, jak traktowane są w nim kobiety. Freda pamięta jeszcze czasy przed rewolucją, kiedy miała normalną rodzinę, pracę, dostęp do swojej karty kredytowej i możliwość swobodnego poruszania się po kraju. Podczas lektury dowiemy się w jaki sposób, fragment po fragmencie, jej życie zostało rozerwane i złożone na nowo. Dlatego nie trzeba się obawiać dość tajemniczego początku - ze strony na stronę kolejne niuanse wykreowanego przez Atwood świata staną się dla nas jasne.

Różnica między dobrze skonstruowaną dystopią a licznymi tego typu młodzieżowymi odpowiednikami jest ogromna. Zaczynając już od tego, że tematyka jest aktualna i ma na celu przestrzec przed pewnym możliwym rozwiązaniem współczesnych problemów. Jednak w przypadku Opowieści podręcznej trzeba przede wszystkim wspomnieć o tym, jak głęboko każdy element świata przedstawionego został przemyślany. Atwood nie korzysta po prostu z możliwości wyobraźni budując ten przerażający obraz społeczeństwa, ona korzysta z zapisów historycznych. Cała Republika Gildeadu oparta jest na purytanizmie, czyli religijno-społecznym ruchu powstałym w XVI wieku. Stamtąd zaczerpnęła Atwood wiele pomysłów, od religijnego fanatyzmu do odmawiania sobie wszelkich rozrywek (jak alkohol czy hazard). W zakończeniu Opowieści podręcznej możemy przeczytać również o innych odwołaniach, m.in. o tym dlaczego szaty podręcznych były akurat czerwone. To właśnie na tych ostatnich stronach Atwood pisze: „w Gileadzie niewiele było rzeczy oryginalnych czy miejscowych - jego geniusz polegał na syntezie”.

Wykonany research wzbudza jeszcze większe emocje, bo okazuje się, że ta brutalna wizja przyszłości to tak naprawdę zlepek wielu doświadczeń, które w historii świata już miały miejsce. Opowieść podręcznej to wciąż aktualna powieść, która przeraża wizją powstałego świata - reżimem wybranej grupy mężczyzn, wykorzystywaniem kobiet, silną hierarchizacją społeczeństwa, brutalnością. Zdecydowanie lektura obowiązkowa, szczególnie w naszych czasach.

http://www.micha-kultury.pl/2018/05/przerazajaca-wizja-przyszosci-opowiesc.html

pokaż więcej

 
2018-05-23 16:41:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018
Cykl: Ostatnie Imperium (tom 4)

Zdążyłam już polubić to, że znam autora, na którego wciąż mogę liczyć. Którego dawkuję sobie specjalnie, żeby co jakiś czas znowu zafundować sobie świetną przygodę. Który nieustannie mnie zaskakuje i zachwyca zdolnościami swojej wyobraźni. Stop prawa to kolejna książka po trylogii Z mgły zrodzony i dwóch częściach Archiwum Burzowego Światła, po którą sięgnęłam. I na szczęście, Sanderson... Zdążyłam już polubić to, że znam autora, na którego wciąż mogę liczyć. Którego dawkuję sobie specjalnie, żeby co jakiś czas znowu zafundować sobie świetną przygodę. Który nieustannie mnie zaskakuje i zachwyca zdolnościami swojej wyobraźni. Stop prawa to kolejna książka po trylogii Z mgły zrodzony i dwóch częściach Archiwum Burzowego Światła, po którą sięgnęłam. I na szczęście, Sanderson ponownie mnie nie zawiódł.

Zacznę może od tego, o czym wcześniej raczej nie wspominałam. Otóż, geniusz Sandersona, pomijając wszystkie pozytywy stylistyczne i zdolności literackie, polega na nieszablonowym myśleniu. On zdecydował, że nie będzie po prostu pisał kolejnych powieści fantasy. Zamiast tego stworzył sobie nowy wszechświat, nazywany Cosmere, który jest elementem łączącym wszystkie jego książki. A później zaczął go zaludniać i eksplorować historię każdego jego zakątka.

Wybrałam Stop prawa, bo dość świeżo jestem po wydarzeniach z trylogii Z mgły zrodzony. Akcja tej książki ma miejsce trzysta lat po wydarzeniach z poprzednich pozycji, a świat znany z historii Vin i Elenda poszedł mocno do przodu. To był jeden z argumentów, które raczej mnie odepchnęły na pierwszy rzut oka. Całą serię miałam pod ręką od początku, więc po Bohaterze Wieków mogłam spokojnie sięgnąć po kolejne tomy. Jednak fakt, że odstęp czasowy był dość spory, do tego wzmianki o postępie i używaniu broni palnej, nowych technologii, jakoś mnie odstraszyły. Zawsze byłam fanką „typowego” fantasy (za słowem typowy kryje się dla mnie taki, no wiecie - klimaty średniowieczne, miecze, konie, zamki i cała ta otoczka). Ale z takim autorem jak Brandon Sanderson nie musimy się widocznie niczego obawiać.

Przyznaję, że nie zostałam kupiona od samego początku. Ten mój sceptycyzm dotyczący pomysłu dorzucenia nowinek technicznych ewidentnie wpłynął na jakość czytania. Jednak po kilkudziesięciu stronach już nie mogłam się opierać i dałam się porwać tej historii. Ba! Kolejny raz zakochałam się w świecie przedstawionym, jaki wymyślił sobie Sanderson. Tym razem do swoich genialnych pomysłów dotyczących użycia metali przez Allomantów i Feruchemików, dorzucił postęp techniczny. I kiedy już to przemyślałam to zaczęło mi się to wydawać idealnym posunięciem. Bo faktycznie, wyobraźcie sobie 300 lat różnicy i zero postępu w danym świecie! Raczej mało możliwe, prawda? A Sanderson postąpił sprytnie i przesunął się do momentu, kiedy elektryczność dopiero się pojawiała, a ludzie zaczęli używać broni palnej. Więc postęp jest, ale daleko mu jeszcze do poziomu science-fiction. Daje za to dostęp do używania nowych motywów, pojawiają się więc m.in.: klimat Dzikiego Zachodu, saloony, stróżowie prawa, które do tej pory rzadko w fantastyce były eksploatowane.

Na dodatek, jak to u Sandersona bywa, bohaterowie są cudowni. Do głównej postaci, czyli Waxa potrzeba się dłuższą chwilę przyzwyczaić, ale pod koniec książki pała się do niego już czystą sympatią. Inna sprawa ma się z jego kompanem, Waynem, który odkąd się pojawia, podbija serca. Wnosi całą masę komediowych sytuacji, ma cięty język i kilka przypadłości, których nie może się pozbyć - jedna z nich to kradzież (chociaż Wayne twierdzi, że się wymienia - nieważne, że zabierając komuś złoty pistolet, zostawia dziurawy szalik, w końcu: wymiana to wymiana), a druga to podbieranie ludziom osobowości i podszywanie się pod nich (koniecznie z odpowiednim okryciem głowy). Jednak autor nigdy nie traktuje swoich bohaterów powierzchownie, więc poznamy też mroczną część historii Wayne'a i zrozumiemy jego pobudki. Jest jeszcze miejsce na dwie postacie kobiece, na których rozwinięcie charakterów czekam w kolejnej części.

Mogłabym się zachwycać i zachwycać, napisać ogromny esej, a zwróćcie uwagę, że Stop prawa ma mniej niż 300 stron, czyli jest najkrótszą dotychczasową książką Sandersona jaką czytałam. Dlatego wstrzymam się z zachwytami i popsioczę. Otóż, tożsamości tej postaci, która stała za tym wszystkim, Pana Garnitura, można się było domyślić dość wcześnie. Dodatkowo, brakowało mi jednak czegoś więcej w głównej osi fabularnej, jakoś za mocno przypominało mi to taki wątek kryminalny - pogoń za szajką rabusiów. A Marasi, czyli główna kobieca bohaterka, nie przekonała mnie jeszcze do siebie. To tak, żeby na siłę się czegoś przyczepić, bo oczywiście całość była przepyszna. A ja już nie czekam, tylko od razu zanurzam się w kolejnych przygodach bohaterów!

http://www.micha-kultury.pl/2018/05/strozowie-prawa-saloony-i-dziki-zachod.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
869 216 1971
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (61)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (15)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd