ewelina zdaniewicz 
tekstykultury.pl
Absolwentka filologii polskiej na UWr, obecnie nauczycielka języka polskiego w jednej z wrocławskich szkół ponadgimnazjalnych. Czytam i uczę o czytaniu, czego chcieć więcej? :)
26 lat, kobieta, wrocław, status: Czytelniczka, dodała: 40 książek, ostatnio widziana 4 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-19 20:49:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-08-19 20:48:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-08-17 22:32:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:

Książka rozpoczyna się od nakreślenia biografii Lei Garofalo, która była córką jednego mafioza, uparcie dążyła do tego, żeby zmienić swoje życie i uciec od mafii, jednak wyszła za mąż za mężczyznę, który podzielał przestępcze zapędy jej ojca. Był nim Carlo Cosco, z którym później miała córkę Denise. Kiedy zorientowała się, że jej małżeństwo nie było wynikiem wielkiej, romantycznej miłości, a... Książka rozpoczyna się od nakreślenia biografii Lei Garofalo, która była córką jednego mafioza, uparcie dążyła do tego, żeby zmienić swoje życie i uciec od mafii, jednak wyszła za mąż za mężczyznę, który podzielał przestępcze zapędy jej ojca. Był nim Carlo Cosco, z którym później miała córkę Denise. Kiedy zorientowała się, że jej małżeństwo nie było wynikiem wielkiej, romantycznej miłości, a kalkulacją ze strony wybranka, który liczył, że dzięki temu związkowi jego status się polepszy, było już za późno na zmiany. Narodziny córki sprawiły, że po chwilowych wątpliwościach, znowu zapragnęła żyć, bo miała osobę, wokół której wszystko się kręciło. Niestety, mąż nadal skupiał się na przestępczej działalności i to do tego stopnia, że naraził rodzinę na niebezpieczeństwo. Kiedy zabił swojego największego wroga, awansując tym samym w mafijnej hierarchii, Lea postanowiła zrobić z tym porządek i zdecydowała się na współpracę z karabinierami. Otrzymała status świadka koronnego i przez lata mogła ukrywać się przed mafią, wiodąc względnie spokojne życie. W zamian za ochronę złożyła wyczerpujące zeznania, które obciążały jej męża i pozwoliły zamknąć go w więzieniu. Niestety, z czasem okazało się, że to, co powiedziała nie było wystarczające i odebrano jej ochronę. Lea i Denise straciły środki do życia, miały więc dwa wyjścia: zdobyć pieniądze lub pogodzić się z Carlem. Wybrały drugą opcję. Na nieszczęście dla Lei, która niedługo później została zamordowana, a następnie jej zwłoki zostały rozpuszczone w kwasie solnym.
Pomyślisz pewnie, że to oburzające, ale okazuje się, że jest to całkiem powszechna praktyka w tamtych środowiskach. Kobieta, która w jakikolwiek sposób przyniosła hańbę rodzinie, musiała zostać ukarana – najczęściej śmiercią. Brak kary sprawiał, że rodzinna hańba była jeszcze większa. Ojcowie, mężowie, bracia nie mieli żadnych skrupułów przed zamordowaniem najbliższych im osób. Honor był najważniejszy.
Los Lei od początku wydawał się być przesądzony. Nic więc dziwnego, że mając perspektywę takiego zakończenia swojego życia, włoskie kobiety wolały cierpieć w milczeniu. Okazuje się jednak, że kobiet, które zrobiłyby wszystko, aby ich dzieci mogły dorastać w środowisku wolnym od przemocy, jest nieco więcej. Książka Alexa Perry’ego opowiada o losach kolejnych dwóch, a (mam nadzieję) z czasem będzie ich jeszcze więcej. Jeżeli temat zaciekawił Cię tak samo jak mnie – polecam sięgnąć po ten tytuł. Premiera już 19 września.
„Dobre matki…” to książka wstrząsająca. To książka, która sprawia, że to, co dotychczas większość z nas widziała tylko w filmach, zaczyna nabierać realnych kształtów. Po przeczytaniu zaczynamy współczuć tym, o których czytamy, a z drugiej strony doceniamy to, że w Polsce takie rzeczy się nie dzieją. Ale czy na pewno? Jeżeli prześledzić wpływy mafii kalabryjskiej, to nie mamy żadnej gwarancji na to, że nie sięgają one aż tutaj.
Nie jest to tytuł, który zachwyca pomysłem. Nie można rozpływać się nad kunsztem autora. Nie czyta się tego prosto, łatwo i przyjemnie, a jednak jest to historia, która wbija w fotel i przez długie godziny nie pozwala myśleć o niczym innym. Mam nadzieję, że sprawi ona, że więcej Włoszek postanowi pójść w ślady bohaterek tej pozycji i dzięki ich odwadze, mafia zostanie pokonana, a Italia znów będzie się kojarzyć wyłącznie z pysznym jedzeniem i zachwycającymi ubraniami.

pokaż więcej

 
2018-08-15 22:22:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-08-15 22:19:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Akademia Języka Polskiego PWN". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
2018-08-14 18:20:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-08-12 22:16:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Autor:

Mariusz Trynkiewicz jako młody chłopak był całkiem normalny. Nic w jego zachowaniu nie wskazywało na to, że kiedy dorośnie, dopuści się tak straszliwych zbrodni. Ale jeżeli prześledzimy życiorysy innych morderców, spotkamy się z taką samą prawidłowością. Wszak mordercą człowiek się nie rodzi, mordercą człowiek się staje.
Jedynak, dobrze się uczył, nie miał bliższych relacji z kobietami,...
Mariusz Trynkiewicz jako młody chłopak był całkiem normalny. Nic w jego zachowaniu nie wskazywało na to, że kiedy dorośnie, dopuści się tak straszliwych zbrodni. Ale jeżeli prześledzimy życiorysy innych morderców, spotkamy się z taką samą prawidłowością. Wszak mordercą człowiek się nie rodzi, mordercą człowiek się staje.
Jedynak, dobrze się uczył, nie miał bliższych relacji z kobietami, jeżeli nie liczyć korespondencyjnego romansu, który nigdy nie przerodził się w nic więcej, bo (jak twierdzi zainteresowana): Trynkiewicz był zbyt nieśmiały, żeby zrobić kolejny krok, a ona nie chciała czekać wiecznie. Ukończył studia pedagogiczne, pracował jako nauczyciel przedmiotów technicznych, z uczniami miał dobry kontakt, chociaż współpracownicy opisują go jako cichego, spokojnego i powściągliwego w relacjach.
Nikt z najbliższego otoczenia nie wiedział, że ma do czynienia z przyszłym mordercą. Z drugiej strony, on sam nie dopuszczał do siebie myśli, że zabił. Tuż po tym jak pozbawił życia trzech chłopców, których spotkał w lesie, a następnie zaprosił do siebie do domu, żeby pokazać wiatrówkę, udał się do rodziców, gdzie spędzał miło czas. Rodzinną sielankę przerwała krew, którą zauważył u siebie pod paznokciem. Wtedy przypomniał sobie, co się stało. I postanowił zatrzeć ślady. Zwłoki zawinął w materiały, które miał pod ręką, a następnie wywiózł do lasu i spalił.
Kilka dni później znalazł je pewien mężczyzna o dosyć niechlubnej reputacji, który początkowo był uznany za podejrzanego. Co działo się potem? Jak służby mundurowe wpadły na trop Trynkiewicza? Jaka była jego reakcja na to, że został złapany? Czy przyznał się do winy? Tego dowiesz się z książki.
Ewa Żarska bardzo rzetelnie wprowadziła czytelnika w klimat tamtych czasów. W miarę dostępnych materiałów, dokładnie opisała okoliczności popełnienia zbrodni, a także samą biografię Trynkiewicza, poszukując motywów, które mogły nim kierować. Przytoczyła całe mnóstwo tez, które stawiali sobie ludzie pracujący przy tej sprawie. Zamieściła mnóstwo fragmentów rozmów, wywiadów z osobami, które były blisko tamtych wydarzeń. Rozmawiała z komendantem, który prowadził śledztwo, z matką Trynkiewicza, krewnymi zamordowanych i wieloma innymi. Dotarła do zdjęć mieszkania, piwnicy, w której przetrzymywane były zwłoki chłopców, a także dokumentacji z wizji lokalnej, w której uczestniczył morderca i matki chłopców (ojców nie dopuszczono z obawy przed tym, że mogliby chcieć wymierzyć sprawiedliwość samodzielnie).
„Łowca. Sprawa Trynkiewicza” to książka, która pokazuje, do czego zdolny jest człowiek. Jak bardzo potrafi być okrutny w stosunku do drugiej osoby, która niczym nie zawiniła. Chociaż, jak wspomniałam wyżej, znałam historię tego morderstwa, to jednak po przeczytaniu tego tytułu uświadomiłam sobie, że moja wiedza była szczątkowa. I właściwie nic w tym złego, bo przecież nie jest to wiedza podstawowa, nie mówimy tu o historii, która sprawi, że będę lepszym człowiekiem ani takiej, która zmieni moje życie raz na zawsze. Ale mówimy o tym, co jeszcze niedawno było medialną sensacją i nakręcaniem spirali nienawiści. Większość z nas pamięta przecież ten rok, kiedy Trynkiewicz opuścił więzienie. Już kilka miesięcy wcześniej media huczały, a ludzie wzajemnie się nakręcali. Zewsząd pojawiały się informacje, że były więzień był widziany we Wrocławiu, Warszawie, Katowicach, Krakowie, Rzeszowie. Wszędzie jednocześnie. A ostatecznie nigdzie. O tym również pisze Żarska. I może właśnie dlatego warto tę książkę przeczytać. Żeby nie oceniać sprawy po jednym reportażu w wiadomościach na tej czy innej stacji. Skoro wyrażamy opinie na dany temat, często bardzo dobitnie, to poznajmy sprawę dogłębnie.

pokaż więcej

 
2018-08-02 22:08:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Trzy metry nad niebem (tom 3)

Jak (może) pamiętasz z poprzednich części, ścieżki Babi i Stepa rozchodziły się i schodziły, ale ostatecznie zawsze były blisko. Tak jest i tym razem. Babi ma męża i dziecko, wiedzie pozornie poukładane i szczęśliwe życie. Step ma firmę, która błyskawicznie się rozwija, ma również narzeczoną, która (jak się później okazuje) jest w ciąży. I właściwie na tym powinnam poprzestać przy nakreślaniu... Jak (może) pamiętasz z poprzednich części, ścieżki Babi i Stepa rozchodziły się i schodziły, ale ostatecznie zawsze były blisko. Tak jest i tym razem. Babi ma męża i dziecko, wiedzie pozornie poukładane i szczęśliwe życie. Step ma firmę, która błyskawicznie się rozwija, ma również narzeczoną, która (jak się później okazuje) jest w ciąży. I właściwie na tym powinnam poprzestać przy nakreślaniu treści książki, bo jeżeli nie znasz poprzednich części, to możesz się dowiedzieć za dużo (spoiler alert!  )
Jak się z biegiem wydarzeń okazuje, nie wszystko jest tym, na co wygląda, a pozornie idealne życie, bardzo często tylko fasadę ma piękną, a środek nadaje się do rozbiórki. Bohaterowie tego cyklu są właśnie w takiej sytuacji. Chociaż od początku wiedzą, że nie powinni ze sobą być, chociaż życie sukcesywnie ich drogi od siebie oddala, to jednak coś ich do siebie przyciąga. A oni temu przyciąganiu nie mogą się oprzeć.
Z czym tym razem przyjdzie im się zmierzyć? Już teraz mogę Ci powiedzieć, że nie będą to błahe (a może wcale nie?) rozważania na temat miłości. W tej części pojawi się coś znacznie większego. To „coś” to śmierć. Kogo będzie dotyczyła? Tego już Ci nie powiem, musisz dowiedzieć się sam / sama ;)
„Trzy razy ty” to wielkie tomisko – blisko 800 stron, które zamyka cykl „Trzy metry nad niebem”. I właściwie dobrze, że zamyka. Na wstępie muszę przyznać, że chociaż zachwytów nie było, to jednak jest ona dużo bardziej przystępna niż pierwsza część. Tam miałam wrażenie, że głupota autora (zamierzona czy nie – nie mnie stwierdzać) wylewała się z każdej strony, ba! Z każdego kolejnego zdania. Tutaj mamy historię trochę przewidywalną, nieco bajkową, taką, którą należy przeczytać z przymrużeniem oka i świadomością, że sytuacje w niej przedstawione, mają miejsce niezwykle rzadko albo i… nigdy. Nie łudźmy się, życie prędzej rzuci nam pod nogi kolejną kłodę, niż będzie zbierało kamienie, żebyśmy sobie przypadkiem nie zrobili krzywdy. I tu właśnie ta bajkowość. Takie rzeczy się nie dzieją. Szkoda. I tak, wiem, że tutaj wychodzi ze mnie stara i zgorzkniała baba, ale tak wygląda prawda.
Komu poleciłabym tę książkę? Z całą pewnością osobom, które lubią książki w stylu „Pięćdziesięciu twarzy Greya” czy „Zmierzchu” – tak nieprawdopodobne, że aż fascynujące ;) Z drugiej strony osobom, które wierzą w wielką, romantyczną miłość albo przynajmniej lubią o niej czytać. Niemniej, tutaj należy zamieścić ostrzeżenie, wszak Pani Bovary skończyła tak, a nie inaczej właśnie ze względu na takie książki. Na koniec, co (chyba) oczywiste – fanom poprzednich dwóch części cyklu, czyli „Trzy metry nad niebem” i „Tylko ciebie chcę”.

pokaż więcej

 
2018-07-26 14:56:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Dziś bycie lekarzem wiąże się z jakimś prestiżem. Jesteśmy jednymi z milionów, którzy dobrze radzą sobie z matematyką, fizyką, chemią i biologią (czapki z głów!), jednymi z tysięcy, którzy dostali się na studia medyczne, jednymi z setek, którym te studia udało się skończyć. A łatwo zapewne nie było. Chirurdzy to już w ogóle wyższa półka, bo bystre oko, pewna ręka i tak dalej. Dawniej jednak... Dziś bycie lekarzem wiąże się z jakimś prestiżem. Jesteśmy jednymi z milionów, którzy dobrze radzą sobie z matematyką, fizyką, chemią i biologią (czapki z głów!), jednymi z tysięcy, którzy dostali się na studia medyczne, jednymi z setek, którym te studia udało się skończyć. A łatwo zapewne nie było. Chirurdzy to już w ogóle wyższa półka, bo bystre oko, pewna ręka i tak dalej. Dawniej jednak było zupełnie inaczej. Osoby, które miały przeprowadzać operacje były niedouczone (często nawet niepiśmienne!), słabo opłacane (w sumie dzisiaj mówi się o tym samym, ale czy to jest prawda?), umorusane ludzkimi wydzielinami. Z prosektorium często udawali się bezpośrednio na salę operacyjną. W tym samym fartuchu, bez uprzedniego umycia rąk. Istny raj dla bakterii. A śmierć zbierała żniwo.
Gorzej zrobiło się w momencie, kiedy odkryto znieczulające właściwości eteru. Od tego momentu operacje i zabiegi chirurgiczne były częstsze, wcześniej decydowali się na nie tylko ludzie, którzy nie mieli nic do stracenia. A zarazki dopiero zaczęły mieć używanie. Dlaczego? Ano dlatego, że narzędzia nie były dezynfekowane. Od jednego pacjenta do drugiego i tak pół szpitala potrafiło umrzeć. A przecież nie tak miało być, prawda?
Przełomowego odkrycia dokonał Joseph Lister. To on podjął badania dotyczące wpływu środków antyseptycznych na zarazki, a co za tym idzie na ryzyko powstawania infekcji prowadzących do śmierci pacjentów. Droga do tego, aby rozpowszechnić jego teorie nie była prosta, ale w przeciwieństwie do „naszego” Judyma – Listerowi się udało i dziś powinniśmy za to dziękować.
O tym, jak to wszystko się odbywało możesz przeczytać w książce Lindsey Fitzharris „Rzeźnicy i lekarze…” premiera 5 września.
Tytuł ten otwiera nam oczy. Pokazuje, że chociaż nasze standardy życia są dzisiaj takie, a nie inne, to jeszcze całkiem niedawno nie wiedzieliśmy rzeczy, które dziś uważamy za podstawowe, takie, które wypijamy „z mlekiem matki”. Przyznam, że kiedy wzięłam tę książkę do ręki, to spodziewałam się, że otrzymam całą masę nazwisk zatopioną w morzu niezrozumiałych pojęć i odwołań. Otrzymałam jednak historię człowieka, któremu dzięki zaangażowaniu w pracę udało się uratować wiele ludzkich istnień. I podobnie jak w przypadku bohatera wspomnianego już dziś „Eksperymentu” – historię człowieka, którego większość ludzi nie zna. A szkoda.
Uważam, że każdy człowiek, który chociaż trochę interesuje się otaczającym światem i historią, powinien takie tytuły znać. Jednak z racji tego, że poruszane są tutaj tematy, których osoba z delikatnym żołądkiem może nie udźwignąć, to wtedy może lepiej sobie tę wiedzę odpuścić.

pokaż więcej

 
2018-07-25 19:48:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-07-22 20:41:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-07-20 09:02:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-07-18 13:22:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Kwiat paproci (tom 4)
 
2018-07-18 13:22:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: W kręgach władzy (tom 1)
 
2018-07-16 15:22:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Jest to trzecia część cyklu „Profesorowa Szczupaczyńska Zofia”. I już na początku musisz wiedzieć, że Szymiczkowa to tylko pseudonim, pod którym kryje się Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński.
Mamy rok 1898, zbliża się 1900, według ówcześnie żyjących – świat dąży do nieuchronnej katastrofy. Apogeum dekadencji. Ludzie uciekają się do wszelkich możliwych środków, żeby się pobudzić, nieobce im są...
Jest to trzecia część cyklu „Profesorowa Szczupaczyńska Zofia”. I już na początku musisz wiedzieć, że Szymiczkowa to tylko pseudonim, pod którym kryje się Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński.
Mamy rok 1898, zbliża się 1900, według ówcześnie żyjących – świat dąży do nieuchronnej katastrofy. Apogeum dekadencji. Ludzie uciekają się do wszelkich możliwych środków, żeby się pobudzić, nieobce im są wszelkiego rodzaju środki odurzające, ale również nadprzyrodzone moce.
Główna bohaterka wraz z mężem zostaje zaproszona na spotkanie do państwa Beringerów. Profesor wymawia się jednak tym, że otrzymał propozycję spędzenia czasu w nieco innym (lepszym dla niego) towarzystwie, dlatego Zofia idzie sama. Na spotkaniu pojawia się naczelny artysta epoki – Stanisław „Szatan” Przybyszewski, a także Olga Ryczywolska, która ma odpowiadać za kontakty z zaświatami. Zapowiada się ciekawie, nieprawdaż?
Za pośrednictwem medium uczestnicy spotkania mają nawiązać kontakt ze zmarłymi. Ale jakie będzie ich zdziwienie, kiedy wyjdzie na jaw, że to jeden z nich przejdzie na drugą stronę. I już stamtąd nie wróci. Pan Beringer, bowiem, w czasie seansu zostanie otruty. A profesorowa Szczupaczyńska zagadkę tegoż morderstwa rozwiąże. Podejrzanych, jak zwykle, jest mnóstwo. Wskazówek – jak na lekarstwo. Ale błyskotliwy umysł i kobieca intuicja, a także… niewielki podstęp, okażą się niezawodne. Kto zabił? Tego dowiesz się jak przeczytasz.
A co ja mogę powiedzieć o tej książce?
Od samego początku byłam nią zachwycona. Przyznam, że nie czytałam poprzednich dwóch części – znów nie sprawdziłam i dałam się podejść ;) ale znajomość ich treści nie była konieczna dla rozumienia fabuły „Seansu w Domu Egipskim”, wydaje mi się, że w pełni zrozumiałam, o co chodzi i ani razu nie zastanawiałam się, dlaczego tak, a nie inaczej. W każdym razie: do „Tajemnicy domu Helclów” i „Rozdartej zasłony” na pewno wrócę, bo klimat jest rewelacyjny!
Na dzień dobry, moją uwagę przyciągnął spis treści, który jest napisany w sposób niecodzienny. Rozdziały bowiem są nie tylko zatytułowane, ale również pokrótce opisane, na przykład:
Rozdział XII – W którym dorożka krąży po mieście jak zaczarowana, w sprawie zwłok nie da się dłużej grać na zwłokę, profesorowa odwiedza cieplarnię na Sławkowskiej, słucha o skandalu z kuzynką cesarza (choć nie tego, co trzeba) i wreszcie nie może się nadziwić geniuszowi pewnej osóbki.
Później było już tylko lepiej. Oprócz wspomnianego wyżej, po mistrzowsku oddanego, klimatu Młodej Polski, mamy ogromną porcję humoru i intrygę, która powoli, acz konsekwentnie zaczyna mieć ręce i nogi. Dla osób, które są trochę lepiej obeznane z historią literatury, mamy tutaj całe mnóstwo nawiązań do życiorysu Przybyszewskiego oraz życia kulturalnego tamtych czasów. Z drugiej strony, jeżeli ktoś nie lubi czytać podręczników, a chciałby wiedzieć trochę więcej na temat ostatniej dekady dziewiętnastego wieku, myślę, że ten tytuł w bardzo przyjemny sposób i niejako mimochodem, oprowadza czytelnika po ulicach modernistycznego Krakowa.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
2626 68 1047
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (112)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd