Olga Kubala 
33 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 1 ksiązkę, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Boniecki. Rozmowy o życiu
    Boniecki. Rozmowy o życiu
    Autorzy:
    Jaka jest historia ks. Adama Bonieckiego? Co ukształtowało księdza, którego słowa są dziś ważne dla tak wielu ludzi? Dlaczego nie przywiązuje wagi do rzeczy i miejsc? Kim są jego mistrzowie? Czego ż...
    czytelników: 95 | opinie: 6 | ocena: 7,55 (31 głosów)
  • Odżywianie dla zdrowia
    Odżywianie dla zdrowia
    Autor:
    To prawdziwe kompendium wiedzy o żywności i odżywianiu, łączące w sobie perspektywę autentycznych wschodnich tradycji leczniczych z podejściem współczesnej zachodniej dietetyki. To pierwsza na polskim...
    czytelników: 492 | opinie: 6 | ocena: 7,7 (63 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-03-08 15:30:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci www.drobnymmaczkiem.com


Z tym „Misiem Uszatkiem” to jest zabawna historia, bo tak naprawdę poznałam go dopiero dzięki swoim dzieciom. Niby klasyka literatury i ilustracji dziecięcej, a jednak mi niewiele ta pozycja mówiła i nie będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że szczególnych emocji we mnie także nie wzbudzała. Zupełnie nie przypominam...
Zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci www.drobnymmaczkiem.com


Z tym „Misiem Uszatkiem” to jest zabawna historia, bo tak naprawdę poznałam go dopiero dzięki swoim dzieciom. Niby klasyka literatury i ilustracji dziecięcej, a jednak mi niewiele ta pozycja mówiła i nie będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że szczególnych emocji we mnie także nie wzbudzała. Zupełnie nie przypominam sobie, żebym miała tę książkę w domu i żeby czytali mi ją rodzice. Co, natomiast, dobrze pamiętam, to moją niechęć do dobranocki w telewizji stworzonej na podstawie książki Janczarskiego. Jako dziecko nie lubiłam oglądać „Misia Uszatka”. Kukiełki zwierząt wydawały mi się naprawdę mało sympatyczne i na domiar złego wszystkie miały ten sam głos pana narratora. Była to dla mnie jedna z najnudniejszych dobranocek. To doświadczenie pewnie jeszcze spotęgowało niechęć do książki.

I oto ponad dwadzieścia lat później, już jako świeżo upieczona mama, idę do Biedronki na zakupy (a gdzieżby indziej!) i widzę na stercie książek „Misia Uszatka”. Wzięłam go do ręki trochę bez przekonania. Bardziej chyba przez szacunek do klasyki i z żalu, że leży skotłowany między kolorowankami Frozen i naklejkami z Myszką Miki. Jest miś na okładce, okładka miękka, cena…całkiem niezła jak na taką książkę – biorę! Trzeba było misia ratować. I tak, przez przypadek, a trochę przez miłość do książek i pewnie przez chęć odczarowania w mojej głowie tego przecież poczciwego Uszatka, książka trafiła do mojego domu. Śmieję się sama do siebie pisząc to, bo pięć lat później, nawet tego dnia kiedy to piszę, książka ta jest nieustająco czytana przez moje dzieci. Teraz czytamy ją chyba po raz piąty. Nadchodzi wieczór, chłopcy kładą się do łóżek, pada zaczarowane pytanie: „co dzisiaj czytamy, chłopaki?” i odpowiedź bez cienia wahania: „Uszatka!!!”

Forma „Misia Uszatka” jest bardzo przystępna szczególnie dla przedszkolaków, bo składa się z bardzo krótkich opowiadań, które czasem są kontynuacją poprzedniego wątku, a czasem po prostu odrębną historią. Wspólnym dla nich mianownikiem jest główny bohater – Miś Uszatek, który trafia do domu Zosi i Jacka wprost ze sklepu z zabawkami i razem z czytelnikiem poznaje fascynujący świat ludzi i zwierząt. Misio jest jak dziecko w świecie dorosłych – pewnie dlatego dzieci go tak kochają. Jest jeszcze bardzo naiwny, bierze wszystko dosłownie, wszystkiemu się dziwi i codziennie odkrywa coś nowego. Miś swoim „uszatkowym” rozumkiem poznaje zjawiska fizyczne (dowiaduje się czym jest echo, mróz, śnieg czy wiatr), zaczyna rozumieć ludzkie emocje (konfrontuje się ze strachem, wstydem czy smutkiem), uczy się dobrych manier, poznaje popularne dziecięce zabawy i polskie tradycje ludowe. Z mojej perspektywy, jest to książka idealna do zasypiania, bo pełna ciepła i spokoju. Przygody misia sączą się sennie z kartek, podane są w optymalnej formie – na tyle krótkie, żeby nie zanudzić i na tyle długie, żeby uśpić. Wisienką na torcie są mistrzowskie ilustracje Zbigniewa Rychlickiego: nienachalne, lekkie, kolorowe, nie krzyczą z kartek, ale pięknie dopełniają fabułę.

Na koniec muszę napisać za co ja w końcu pokochałam „Misia Uszatka”, ale żeby uniknąć zbędnego patosu, posłużę się może cytatem:

„Martwił się Miś coraz bardziej, że nie może bawić się z dziećmi. Z tego zmartwienia oklapło mu jedno uszko. – To nic – pocieszał się niedźwiadek. – Teraz, jak bajka wpadnie mi jednym uchem, to nie ucieknie drugim, bo ją to oklapnięte zatrzyma.”

pokaż więcej

 
2019-02-28 11:46:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Powieść
 
2019-02-28 11:45:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Poradnik
 
2019-02-14 10:43:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Literatura dziecięca

Zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci: www.drobnymmaczkiem.com


Mogę śmiało napisać, że ta prosta historia z dwoma zającami w rolach głównych w stu procentach wyczerpuje temat miłości rodzica do dziecka czyli uczucia, które jest ponad miary i które nie zna ograniczeń. Jest pięknie, delikatnie, zabawnie i tak prawdziwie, że ostatnie zdanie zawsze czytam z uśmiechem i wzruszeniem....
Zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci: www.drobnymmaczkiem.com


Mogę śmiało napisać, że ta prosta historia z dwoma zającami w rolach głównych w stu procentach wyczerpuje temat miłości rodzica do dziecka czyli uczucia, które jest ponad miary i które nie zna ograniczeń. Jest pięknie, delikatnie, zabawnie i tak prawdziwie, że ostatnie zdanie zawsze czytam z uśmiechem i wzruszeniem. Forma książki także daleko nie odbiega od jej treści, ilustracje przybliżają nas do błogiej atmosfery zabaw z dzieckiem, dają poczucie ciepła i bezpieczeństwa. Lekkie, stonowane akwarelowe barwy tworzą przytulny nastrój, a delikatna kreska uspokaja i sprawia, że wręcz czujemy miękkość i puchatość głównych bohaterów.

Sama historia jest bardzo prosta, zabawnie przewrotna, rzec by się chciało: z życia wzięta. Mały Brązowy Zajączek chce pokazać Dużemu Brązowemu Zającowi jak bardzo go kocha. Nie umie ująć tego w słowa, więc stara mu się to zaprezentować najlepiej jak potrafi: skacze, biega, gimnastykuje się, wymyśla coraz to nowe przykłady: „kocham cię tak wysoko, jak tylko mogę dosięgnąć”, „kocham cię tak daleko, jak przez całą drogę do rzeki,”kocham cię jak stąd do księżyca.” Duży Brązowy Zając obserwuje te wyczyny z atencją i pełnym zrozumieniem , jednak za każdym razem udowadnia zajączkowi, że on kocha go jeszcze „szerzej”, jeszcze „wyżej” i jeszcze „dalej”. Duży Brązowy Zając zawsze wygrywa w miłości do Małego Brązowego Zajączka. Przyznam szczerze, że ja tę książkę szczególnie lubię, ale, o dziwo, moje dzieci od razu jej nie pokochały. Pierwsze czytanie przyjęły bez większego entuzjazmu. Dopiero po którymś razie oswoiły się z zającami i teraz mogę śmiało powiedzieć, że tę książkę bardzo lubią i traktują już trochę jak starego przyjaciela. Szczególnie trzylatek z zaciekawieniem słucha co też znowu wymyśli ten mały zajączek, żeby zaimponować dużemu.

Ta historia, to nic innego jak piękna metafora miłości rodzicielskiej, bo śmiem twierdzić, że rodzic, w miłości do dziecka wygra wszystkie zawody świata. Nieważne z kim stanąłby w szranki, wygra zawsze. Jako matka trójki dzieci – czyt. wytrawny praktyk miłości rodzicielskiej z jej wszystkimi blaskami i cieniami, uważam, że nie ma wyższej formy miłości niż miłość rodzica do dziecka. I zgadzam się z autorem tej książeczki – Mały Brązowy Zajączek nigdy nie wygra z Dużym Brązowym Zającem, bo miłość rodzica do dziecka jest bezwarunkowa, niezmierzona, nieskończona, wszechmocna, niedościgniona….Istne szaleństwo. Po prostu MIŁOŚĆ.

pokaż więcej

 
2019-01-10 23:52:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Literatura dziecięca

www.drobnymmaczkiem.com - zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci

„Różnimisie” są z nami już tak długo, że śmiało mogłyby się ubiegać o status weterana wśród naszych książek. Mój najstarszy syn, dziś pięciolatek, dostał „misie” na roczek od Cioci Natalii i od tego czasu są regularnie czytane i poddawane różnym próbom. W zasadzie to już powoli pełnią rolę maskotki (jak to misie!), bo...
www.drobnymmaczkiem.com - zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci

„Różnimisie” są z nami już tak długo, że śmiało mogłyby się ubiegać o status weterana wśród naszych książek. Mój najstarszy syn, dziś pięciolatek, dostał „misie” na roczek od Cioci Natalii i od tego czasu są regularnie czytane i poddawane różnym próbom. W zasadzie to już powoli pełnią rolę maskotki (jak to misie!), bo oprócz swej podstawowej funkcji – czytania i oglądania, służą też trochę do miętoszenia, dotykania i gryzienia. Cóż, potencjał „Różnimisi” moja trójka wykorzystała w stu procentach, bo „kartonówki” to, dosłownie, twarde sztuki – solidne, z zaokrąglonymi rogami, niezniszczalne. Ale, ale…nie zapominajmy o tym, że to przede wszystkim, książka „dla tych, którzy chcą wiedzieć, czym się różnią misie” – jak to zgrabnie ujmuje autorka.

Znamienne dla książek wydanych przez Dwie Siostry, jest to, że są one po prostu piękne. Istna uczta dla oka. O wartościach merytorycznych już nie wspominając. Szczerze, nie potrafię znaleźć wydawniczego „koszmarka” w wykonaniu Dwóch Sióstr. Tak, przyznaję otwarcie: jestem ich wierną fanką i mogłabym te książki brać w ciemno. Z „misiami” jest podobnie. Od początku zachwyciła mnie oszczędna acz niepozostawiająca niedomówień kreska Agaty Królak. Jej miś to właściwie zarys misia, szkic nakreślony kredką. Coś bardziej umownego niż konkretnego. Trochę jak chwiejny rysunek dziecka opatrzony ręcznym podpisem. Pomimo wszystko, każdy miś ma swój charakter i, moim zdaniem, ogromne poczucie humoru. Para misiów na jasnym tle, para misiów na czarnym tle, do tego fantazyjne kolory. Misie mają za zadanie pokazać kontrasty, prezentują w jaki sposób możemy się różnić – stąd „Różnimisie.” Jeden miś jest chudy – inny gruby, jeden stary – drugi młody i tak dalej.

Na początku miałam wątpliwości czy takie małe dziecko doceni oszczędne rysunki. Umówmy się, że misie Agaty Królak w niczym nie przypominają standardowych, puchatych i uśmiechniętych misiów z bajek. Bałam się, że dla malucha ta książeczka może być nieczytelna. Na szczęście myliłam się. Dzieci od razu zrozumiały przekaz misiów, w mig nawiązały z nimi kontakt i doceniły ich poczucie humoru. „Róznimisie” zostały intensywnie przetestowane na trójce moich dzieci. Wniosek: dzieci doceniają niebanalną kreskę. Pokazujmy dzieciom piękne rzeczy. Od początku.

pokaż więcej

 
2018-12-28 15:21:13
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Wywiad
 
2018-12-22 20:53:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci www.drobnymmaczkiem.com

"Naciśnij mnie” to książka interaktywna z prawdziwego zdarzenia. Pisząc „interaktywna” nie mam na myśli kolejnej książki, która wydaje odgłosy zwierząt, odgrywa melodyjki czy świeci milionem świateł. Tutaj interakcja zachodzi na płaszczyźnie książka – dziecko – rodzic, gdzie akcja leży jak najbardziej po stronie...
Zapraszam na mojego bloga o książkach dla dzieci www.drobnymmaczkiem.com

"Naciśnij mnie” to książka interaktywna z prawdziwego zdarzenia. Pisząc „interaktywna” nie mam na myśli kolejnej książki, która wydaje odgłosy zwierząt, odgrywa melodyjki czy świeci milionem świateł. Tutaj interakcja zachodzi na płaszczyźnie książka – dziecko – rodzic, gdzie akcja leży jak najbardziej po stronie czytelników. „Naciśnij mnie” wydaje pisemnie polecenia (po polsku i po francusku!), które dziecko musi wykonać, a wtedy…dzieją się czary!

Książka Hervé Tullet’a jest genialna w swej prostocie. Ten minimalizm w formie i treści od początku mnie urzeka i zachwyca. Biała kwadratowa okładka, a na niej główne bohaterki: trzy kropki w barwach podstawowych czyli niebieska, żółta i czerwona. Kropki od pierwszych stron zapraszają dziecko do zabawy, pokazują, że tworzy tę książkę od początku do końca. Kolejne kartki zaskakują i bawią. Autor zachęca małego czytelnika do naciskania, pocierania kropek, dmuchania na nie, potrząsania książką, klaskania. Kropki się mnożą, powiększają, zmieniają kolory, rozbiegają po kartce, znikają. Dziecko zamienia się w malarza – czarodzieja, który zarządza kolorami.

Moje dzieci czytały tę książkę już pewnie z tysiąc razy, ale za każdym razem otwierają ją jakby to robiły po raz pierwszy. Element zaskoczenia i rozbawienia towarzyszy im zawsze, kiedy to po naciśnięciu jednej kropki robią się dwie, albo kiedy rozdmuchują ze strony czarny kolor. Czytanie tradycyjnie kończy się głośnym klaskaniem, które sprawia, że kropki powiększają się, zmieniają kolory i pochłaniają całą stronę. Prawdziwa uczta kolorów. Radość z czytania za każdym razem jest ta sama i porywa zarówno pięciolatka jak i dwulatka. Przeczytałam gdzieś, że Hervé Tullet ma troje dzieci i ta informacja w ogóle mnie nie zdziwiła, bo jego książki doskonale znają dziecięcą wrażliwość i mówią ich językiem. Są proste, pełne kolorów i sprawiają dzieciom radość. Są genialne.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
235 16 79
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

zgłoś błąd zgłoś błąd