Andrzej 
"Your library is reflection of who you are" - Paul Theroux
mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 10 książek i 3 cytaty, ostatnio widziany 2 godziny temu
Teraz czytam
  • Ale nam się wydarzyło
    Ale nam się wydarzyło
    Autor:
    „Ale nam się wydarzyło” – bez docenienia, jak bardzo zostaliśmy obdarowani przez Pana historii, żyjąc w okresie pontyfikatu Jana Pawła II, fenomenu „Solidarności” oraz niepodległej III Rzeczpospolitej...
    czytelników: 11 | opinie: 0 | ocena: 8 (3 głosy)
  • Chodźcie, idziemy
    Chodźcie, idziemy
    Autor:
    Chodźcie, idziemy, nowa powieść Janusza Rudnickiego, to książka zabawna i przerażająca zarazem. O sprawach poważnych i dla Polaków trudnych mówi się w niej bez namaszczenia - autor stawia na groteskę,...
    czytelników: 190 | opinie: 7 | ocena: 6,07 (84 głosy)
  • Chwile oderwane
    Chwile oderwane
    Autor:
    Chwile oderwane Konstantego Aleksandra Jeleńskiego (1922–1987) możemy czytać dzisiaj jak autobiografię intelektualną niezwykłej, tajemniczej postaci literatury polskiej i europejskiej sceny intelek...
    czytelników: 94 | opinie: 3 | ocena: 7,54 (13 głosów)
  • Das Tao des Reisens
    czytelników: 2 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Dziennik 1943-1948
    Dziennik 1943-1948
    Autor:
    Pierwszy tom bardzo rozszerzonego wyboru dzienników Sándora Máraiego (1900–1989), jednego z najwybitniejszych dwudziestowiecznych pisarzy węgierskich. Pisanie dziennika autor Wyznań patrycjusza rozp...
    czytelników: 234 | opinie: 17 | ocena: 9,08 (65 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-18 21:57:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018
Autor:

„Dreamland” jest nudną, źle zredagowaną książką a do tego ma ponad pół tysiąca stron co sprawia, że czytelnik męczy się z lekturą przez dobrych kilka dni.

Autor opisuje trzy światy zachodzące na siebie – meksykańskiego podziemia narkotykowego, przemysłu farmaceutycznego w U.S.A. oraz amerykańskich narkomanów i ich rodzin dotkniętych chorobą uzależnienia. Każdy z tych światów jest opisany...
„Dreamland” jest nudną, źle zredagowaną książką a do tego ma ponad pół tysiąca stron co sprawia, że czytelnik męczy się z lekturą przez dobrych kilka dni.

Autor opisuje trzy światy zachodzące na siebie – meksykańskiego podziemia narkotykowego, przemysłu farmaceutycznego w U.S.A. oraz amerykańskich narkomanów i ich rodzin dotkniętych chorobą uzależnienia. Każdy z tych światów jest opisany drobiazgowo i o dziwo - powierzchownie. Albo jeszcze inaczej – wyciągnąłem z lektury biegunowo inne wnioski. Nie potrafiłem pochylić się nad dramatem młodych amerykańskich heroinistów, nazywanych przez autora „dzieciakami”. I o to mam do Quinonsa pretensje. Powinien opowiedzieć ich historie tak, by mi było ich żal. Podobnie jak powinienem czuć wstręt (ew. niezdrową sympatię) do handlarzy heroiną, określanych przez autora jako „chłopaki” (sic!). A tak mamy do czynienia z pojedynkiem chłopaki vs. dzieciaki. Zupełnie jakby chodziło o dwie szkolne drużyny koszykówki. Naturalnie przesadzam, jednak żadna historia czy to handlarza z Meksyku czy narkomana z Ameryki nie jest opowiedziana od poczatku do końca. Nie wybrzmiewa.

Quinones namolnie powtarza, że handlowanie heroiną jest jak franczyza, „chłopaki” są jak dostawcy pizzy mający niczym w korporacji swojego przedstawiciela handlowego. Przy czym, gdy czytam o tej pizzy i franczyzie po raz piąty, zaczyna być to irytujące. Na marginesie to nic nowego, pisał to już Roberto Saviano, w równie nudnej książce „Zero, zero, zero”.

Uważam, że autorowi zabrakło eseistycznego pogłębionego spojrzenia na problem. Za mało, być może za słabo oskarżył przemysł farmaceutyczny i naukowców w ogóle. Z zebranego materiału dowodowego, wynika, że koncern może sobie kupić dowolny artykuł, dowolnego profesora i dowolną uczelnię. W konsekwencji magiczne zwroty „naukowcy potwierdzają” czy „naukowcy ostrzegają” nie mają najmniejszej wartości. Tu dygresja: gdy owi naukowcy mogą bezkarnie opowiadać ludziom, że lekartstwo po którym pacjent przesiada się na heroinę nie uzależnia, to można wcisnąć ludziom mit globalnego ocieplenia albo mit niegroźnej antykoncepcji. Ale to temat na osobny esej i na lepszego reportera.

pokaż więcej

 
2018-09-07 21:09:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018

Nowa książka Thilo Sarrazina „Wrogie przejęcie. Jak islam hamuje postęp i zagraża społeczenstwu” to wyczerpujący „protokół niekompatybilności” islamu z Zachodem. Satysfakcja z lektury świetnie napisanego, niespętanego polityczną poprawnością eseju jest wprost proporcjonalna do grozy jaka wyłania się z każdego akapitu.

Niepokorny Niemiec, usunięty z zarządu Deutsche Bundesbanku w 2010 r. na...
Nowa książka Thilo Sarrazina „Wrogie przejęcie. Jak islam hamuje postęp i zagraża społeczenstwu” to wyczerpujący „protokół niekompatybilności” islamu z Zachodem. Satysfakcja z lektury świetnie napisanego, niespętanego polityczną poprawnością eseju jest wprost proporcjonalna do grozy jaka wyłania się z każdego akapitu.

Niepokorny Niemiec, usunięty z zarządu Deutsche Bundesbanku w 2010 r. na wniosek ówczesnego prezydenta Christiana Wulffa za krytyczną wobec imigrantów książkę bijącą rekordy popularności „Niemcy likwidują się same” (ponad 2,5 miliona sprzedanych egzemplarzy) nie powiedział właściwie niczego co byłoby przed nami ukryte. Przeczytał Koran, zrobił staranną kwerendę (przypisy zajmują prawie 30 procent książki), powiązał fakty, statystyki i wszystko usystematyzował. Wychodzi on od podstaw czyli przytoczenia fragmentów Koranu dotyczących m.in. nas, niewiernych, poprzez historyczne fakty aż po dzisiejszy los i obyczaje muzułmanów w berlińskiej dzielnicy Neukölln nie różniące się od obyczajów krajów z których kilka pokoleń temu wyjechali ich przodkowie. Esej nie daje właściwie najmniejszej nadziei, że światy muzułmański i zachodni mogą istnieć obok siebie nie mówiąc o wzajemnym przenikaniu. Nie chcę spojlerować, ponieważ ufam, że znajdzie się ktoś odważny w Polsce (w Niemczech Sarrazin miał trudności ze znalezieniem wydawcy), kto „Wrogie przejęcie” przełoży i wyda. Jednak jedna liczba i jeden fakt spośród wielu, które uderzyły mnie na samym początku i mogą służyć jako mocny trailer. Liczba mahometan na świecie wynosiła w latach 50. ubieglego wieku 470 milionów. Ich liczba do dziś wzrosła pięciokrotnie i wynosi 2,3 miliarda. Drugim faktem jest, że każdy prominentny krytyk islamu czy to będzie Oriana Fallaci czy Hamel Abdel – Samad czy wreszcie sam Thilo Sarrazin jeśli nie stali się wrogami publicznymi nr. 1 to na pewno muszą uważać na swoje życie. Z książki dowiedziałem się, że Abdel – Samad wskutek pogróżek musiał wyjechać z Niemiec i przebywa obecnie w nieznanym miejscu pod ciaglą ochroną policji.

Nastrój jaki towarzyszył publikacji nowego bestesllera Sarrazina w Niemczech (w dniu premiery sprzedano 140 tysiecy egzemplarzy) był do przewidzenia. Mainstreamowe media prześcigają się w krytyce autora i kpinach z niego: Süddeutsche Zeitung grzmi „Nowa książka Sarrazina poraża prymitywizmem i jest niebezpieczna”, BILD poetycko ujmuje „Sarrazin wyprzedzil AfD z prawej strony”. Der Spiegel pisze z kolei „Ten człowiek odnosi sukces, bo pomija wszystkie zawiłości. Podczas wykładu stał jakby go odlano z betonu. ” Owe ataki paradoksalnie dowodzą jednej z podstawowych tez autora, uwiarygadniając tym samym książkę, że islam otoczono kordonem alergicznej wrecz nadrważliwości. Okazuje się, że powiązanie faktów, postawienie niewygodnych pytań będzie zawsze skutkować reakcją rozpisaną na dwa głosy. Mainstream będzie oburzony niedopuszczalnymi wg niego uproszczeniami, nietolerancją z której wynika brak integracji mahometan (bo wina jest po stronie gospodarzy), albo furią samych wyznawców religii proroka, dla których jakakolwiek krytyka to bluźnierstwo wołające o krwawą zemstę. Dobrze to ilustruje zreszta obrazek z zeszłotygodniowej (30.08.2018) konferencji prasowej – dziesiątki aparatów wycelowanych w autora z jednej strony stołu, z drugiej stojący z tylu ochroniarz bacznie taksujący wzrokiem salę.

O ile ostre antyislamskie książki Oriany Fallaci można przy odrobinie złej woli spostponować zarzucając Włoszce emocjonalny styl, który w jakiś sposób osłabia ich wymowę, to nie wiem jak różowe okulary trzeba założyc by rozbroić tezy Sarrazina.

pokaż więcej

 
2018-09-07 21:08:33
 
2018-08-26 15:25:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018

Ważna i potrzebna książka. Szczególnie teraz w czasach trudnych dla kapłaństwa, gdy jest ono wyszydzane i w ogóle kwestionowane. Tacy bohaterowie jak ci występujący na łamach „Ducha 44” mogą inspirować kolejne pokolenia dzielnych ludzi, którzy idą za powołaniem kapłańskim. Jest coś dojmującego w motywie księdza roznoszącego komunię pomiędzy kulami snajperów i spadającymi bombami. Można... Ważna i potrzebna książka. Szczególnie teraz w czasach trudnych dla kapłaństwa, gdy jest ono wyszydzane i w ogóle kwestionowane. Tacy bohaterowie jak ci występujący na łamach „Ducha 44” mogą inspirować kolejne pokolenia dzielnych ludzi, którzy idą za powołaniem kapłańskim. Jest coś dojmującego w motywie księdza roznoszącego komunię pomiędzy kulami snajperów i spadającymi bombami. Można powiedzieć: Bóg zstąpił do piekieł. Dzisiaj uczestnicząc w niedzielnej mszy i przystepując do Komunii dziękowałem Bogu, że towarzyszy mi organowa muzyka a nie świst wybuchów i krzyk umierających.

Ta myśl pociągnęła dalsze; czy trzeba ekstremalnego doświadczenia, niepewności kolejnej godziny nie mówiąc o jutrze, doświadczenia krwi i śmierci by zrozumieć co jest najważniejsze w życiu? Czy potrzebujemy doświadczenia niedoli? Czy traktujemy serio sakramenty i stawiamy je w centrum naszego życia? Czy modlimy się za naszych księży? Wikarych, proboszczów, misjonarzy, wreszcie za Papieża? Czy w ogóle się modlimy?

Autor kończy książkę zdaniem „Spór o Powstanie trwa”. Pewnie można spierać się o zasadność i przydatność tamtych ofiar, w tym i księży podczas Powstania 44 czy kwestionować męczeństwo Jerzego Popiełuszki dokładnie 40 lat później. Jednak mam wrażenie, że zbliża się czas próby i dobrze, że mamy takich bohaterów, na ktorych możemy się oprzeć niż pragmatyków, którzy wybierali pokój za wszelką cenę. Na wykorzenionym i chyba całkowicie już pogańskim a na pewno bezbronnym Zachodzie widać to najostrzej.

pokaż więcej

 
2018-08-26 13:55:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-08-21 11:12:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018

Ta książka jest w pewnym sensie wyjątkowa. Wyjątkowe jest bowiem, że artysta sceny tzw. niezależnej, przekroczywszy pięćdziesiątkę u kresu swej kariery jest szczęśliwym spelnionym człowiekiem. Jakże to inne od losów co poniektórych kolegów z branży, którzy powtarzają dawno niedziałające zaklęcia z młodości. Że zabawa, że rock’n’roll, bo życie jest za krótkie.

Budzyński opowiada o uczuciu do...
Ta książka jest w pewnym sensie wyjątkowa. Wyjątkowe jest bowiem, że artysta sceny tzw. niezależnej, przekroczywszy pięćdziesiątkę u kresu swej kariery jest szczęśliwym spelnionym człowiekiem. Jakże to inne od losów co poniektórych kolegów z branży, którzy powtarzają dawno niedziałające zaklęcia z młodości. Że zabawa, że rock’n’roll, bo życie jest za krótkie.

Budzyński opowiada o uczuciu do żony Natalii. O życiu, którego fundamentem jest Chrystus. Nie ze wszystkim się zgadzam, jednak „Tom” mówi rzeczy, które w dzisiejszym świecie są szalone. Powierz życie Chrystusowi, cokolwiek robisz a wszystko będzie dobrze. Takie zdanie to w obecnych czasach zgorszenie i pośmiewisko. W dobie dyktatury związków na próbe, właściwie w czasach wiecznej próby, w czasach gdy rodzinę wypiera humbug „spotkań ze znajomymi i przyjaciółmi” Budzyński mówi: zakochaj się, pobierz się, nie ma na co czekać! Mówi to co mówił św. Jan Paweł II zachęcający do wypłynięcia na głębię. To co mówił o. Badeni do młodych w duszpasterstwie akademickim. Używając poetyki memów: co poszło nie tak, że mężczyzna dawniej budował lub przynajmniej usiłował zbudować dom, a teraz coraz częściej na serio to chce się bawić a wszystko inne robić na próbę? Jak słusznie zauważył Budzyński w programie Rafala Orbitowskiego – mamy teraz problem nie syna lecz ojca marnotrawnego.

Nie chcę oczywiście wpadać w egzaltację, która chyba miejscami przytrafia się Budzemu. Adam Zagajewski oprócz tego, że napisał kiedyś pięknie o „wspólnym życiu dzielonym jak posiłek w podróży” napisał jeszcze trafniej choć nie tak wzniośle o „olśnieniu, ktore pertraktuje z tygodniami postu.” Są momenty trudne, trudniejsze, dramatyczne. Są choroby, bywają niedole i tragedie. Nie mówi o nich Budzyński lub mówi o nich zbyt oszczędnie. Słusznie i niesłusznie. Słusznie bo mówiąc o nich zachowywałby się jak instruktor, który kurs dla pilotów rozpoczyna opowieściami o katastrofach lotniczych. Niesłusznie, ponieważ nie wszyscy mają taką osobowość jak on, by isć przez życie z neokatechumenalnym entuzjazmem. Entuzjazmem, który pchnął autora do herezji (kto przeczyta ten znajdzie).

Gdy Tom ponad 20 lat temu wraz ze swymi kolegami, m. in. Licą oraz Maleo zakładał Tymoteusza, gdy śpiewał „Jezus jest Panem” moja fascynacja mieszała się z wątpliwościami. Na ile jest w tym wszystkim emocji a na ile postawy? Tego typu pytania weryfikuje czas. Po ponad dwóch dekadach można powiedzieć – tamten wybór byl dobry.

pokaż więcej

 
2018-08-15 08:12:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018
Autor:

Ma rację Adam Zagajewski mówiąc, że Ernst Jünger mieszkał w wieży z kości słoniowej. Jego eseje są tyleż erudycyjne co pretensjonalne, zahaczające niebezpiecznie często o jakąś tandetną magię. Związki budowa ludzkiego ciała - słowa - język robią wrażenie naciąganych. Nie jest to Eliade, ktory podchodził do sfer kultury, antropologii i języka z pasją a zarazem pokorą naukowca, i który potrafił... Ma rację Adam Zagajewski mówiąc, że Ernst Jünger mieszkał w wieży z kości słoniowej. Jego eseje są tyleż erudycyjne co pretensjonalne, zahaczające niebezpiecznie często o jakąś tandetną magię. Związki budowa ludzkiego ciała - słowa - język robią wrażenie naciąganych. Nie jest to Eliade, ktory podchodził do sfer kultury, antropologii i języka z pasją a zarazem pokorą naukowca, i który potrafił ową pasją czytelnika porwać. Wybrane teksty świadczą, że erudycja i oczytanie bywają pięknym opakowaniem zakrywającym puste pedłko. Spodziewałem się więcej po autorze świetnych „Promieniowań” i „W stalowych burzach”.

pokaż więcej

 
2018-08-04 12:48:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Dno i siedem metrów mułu, Przeczytane 2018
Autor:

Ten facet jest żałosny. Jedyne czym potrafi się pochwalić, co umie opowiedzieć to to ile miał bab i ile dekad były od niego młodsze. Nie wiedziałem, że jego życie jest aż tak ubożuchne. Powtarza te swoje grepsy, te „sensy ścisłe”, „powiedzieć to nic nie powiedzieć” w kolejnej odsłonie. Jakieś Praliny, jakieś Okularnice, i takie tam kombatanctwo. Plus jest taki, że czyta się toto w godzinę... Ten facet jest żałosny. Jedyne czym potrafi się pochwalić, co umie opowiedzieć to to ile miał bab i ile dekad były od niego młodsze. Nie wiedziałem, że jego życie jest aż tak ubożuchne. Powtarza te swoje grepsy, te „sensy ścisłe”, „powiedzieć to nic nie powiedzieć” w kolejnej odsłonie. Jakieś Praliny, jakieś Okularnice, i takie tam kombatanctwo. Plus jest taki, że czyta się toto w godzinę - dwie więc strata czasu jest mała.

pokaż więcej

 
2018-07-29 09:04:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018

Elity III RP mimo, że powszechnie znane i rozpoznane to zebrane w jednym opracowaniu zapierają dech. A lista jest niepełna i ciągle się powiększa!

Jerzy Urban umrze spełniony. Powiedział kiedyś, że nie posiada sumienia. I chyba też tak jest z ludźmi opisanymi przez Krzysztoofa Feusette. Trudno oczekiwać czegokolwiek pozytywnego od osób, których życie sprowadza się do szkalowania własnego...
Elity III RP mimo, że powszechnie znane i rozpoznane to zebrane w jednym opracowaniu zapierają dech. A lista jest niepełna i ciągle się powiększa!

Jerzy Urban umrze spełniony. Powiedział kiedyś, że nie posiada sumienia. I chyba też tak jest z ludźmi opisanymi przez Krzysztoofa Feusette. Trudno oczekiwać czegokolwiek pozytywnego od osób, których życie sprowadza się do szkalowania własnego kraju, do demolowania go na każdym możliwym poziomie i w każdy możliwy sposób. Trudno się śmiać czytając o aktywnościach Stuhra, Żakowskiego, Czuchnowskiego, Bartoszewskiego, Czapińskiego czy 75 innych. W ostatecznym rozrachunku to nie Twitter, ktory można wyłączyć, to nie autobus, z którego można wysiąść. To Polska, w której mieszkamy, bądź do której planujemy kiedyś wrócić. Jak wspomniałem - z każdym rokiem (albo i miesiącem) przybywa kandydatów do dalszych części: Róża Thun, Marcin Antosiewicz , Jakub Wątły i wielu następnych.

Naturalna ulotność „Alfabetu Salonu” wynikająca z jej publicystycznego charakteru i z tego, że wszyscy opisani w tej książce będą na szczęście zapomnieni, nie polepsza sytuacji w której się znalezliśmy. Na miejse Urbana wskoczył Stasiński, na miejsce Stasińskiego wskoczy Jakub Wątły i ta sztafeta będzie trwać. Pytanie tylko czy przetrwa Polska.

Marne pocieszenie na koniec. Niemieckie media mają swoich Stasińskich, Czapińskich, Stuhrów i Bonieckich czy Stasiuków. I to co oni wygadują sprawia, że gatunek rozpoczęty przez bodajże Stefana Kisielewskiego mimo ulotności tworzywa, sam w sobie nie zestarzeje się.

pokaż więcej

 
2018-07-23 14:24:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Bez oceny, Przeczytane 2018

Lubię Wildsteina – eseistę i uważam, że szkoda jego talentu na felietony. Nowa książka, ku mojemu rozczarowaniu, okazała się głównie zbiorem krótkich tekstów, publikowanych w gazetach opinii, czego zamawiajac przez internet nie sprawdziłem.

Mnie osobiście najbardziej spodobały się dłuższe szkice poświęcone literaturze. Zainspirowały mnie one do ponownego sięgnięcia bądź odkrycia takich...
Lubię Wildsteina – eseistę i uważam, że szkoda jego talentu na felietony. Nowa książka, ku mojemu rozczarowaniu, okazała się głównie zbiorem krótkich tekstów, publikowanych w gazetach opinii, czego zamawiajac przez internet nie sprawdziłem.

Mnie osobiście najbardziej spodobały się dłuższe szkice poświęcone literaturze. Zainspirowały mnie one do ponownego sięgnięcia bądź odkrycia takich pisarzy jak np. Antoni Libera czy Wojciech Albiński.
Teksty poświęcone kryzysowi i zmierzchowi cywilizacji Zachodu wtłoczone w felieton nie przekonały mnie. Ktoś gustujący jednak w krótkich formach będzie zachwycony.

pokaż więcej

 
2018-07-23 07:28:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018

Czytadło, fastfood. Zasadniczo mam podobne refleksje co po pierwszej części.

Z dodatkowych rzeczy,które mi się rzuciły w oczy. Odnoszę wrażenie, że rozmówczyni Pilcha to osoba, która nie potrafiła postawić ważnych i inteligentnych pytań. Zamiast tego mamy taką pogawękę przy grillu. Niektóre pytania są wręcz kuriozalne. I jest ich niestety niemało.

Skąd moja slabość do Pilcha? Jest on po...
Czytadło, fastfood. Zasadniczo mam podobne refleksje co po pierwszej części.

Z dodatkowych rzeczy,które mi się rzuciły w oczy. Odnoszę wrażenie, że rozmówczyni Pilcha to osoba, która nie potrafiła postawić ważnych i inteligentnych pytań. Zamiast tego mamy taką pogawękę przy grillu. Niektóre pytania są wręcz kuriozalne. I jest ich niestety niemało.

Skąd moja slabość do Pilcha? Jest on po pierwsze inteligentnym i dobrym gawędziarzem. Czy takim samym pisarzem? Wątpię. Po drugie – kawał jego życia przypada na okres krakowski.Jako Krakus, odwiedzający te same księgarnie, targi, przemierzający te same ulice w tamtym czasie, traktuję Pilcha jako jednego z kronikarzy miasta mojej młodości. Po trzecie świetnie opowiada o literaturze, o klasyce mimo, że w jego wypowiedziach roi się od bon - motów.

Dowiedziałem się z książki, że Ryszard Krynicki, obok Zagajewskiego czołowy poeta Młodej Fali popelnił jakiś produkcyjniak w którym drwi z Kaczyńskiego. Tu dygresja: Krynicki chyba nie chciał być gorszy od Zagajewskiego (a może na odwrót), który strzelił wierszyk o Beacie Szydło. To są te momenty, kiedy rozczarowuję się pisarzami. Nie ich słabszymi utworami, nie milczeniem, nie gwiazdorstwem wreszcie. Ale akcesem do rechoczącego motłochu. Gdzieś pomiędzy Hołdysem, Stasiukiem, Wojewódzkim i Kuczokiem. Gdyby pociągnąć temat „Książek najgorszych” Barańczaka, to jego koledzy ze wspomnianymi utworami niechybnie zajęli by w nich poczesne miejsce.

pokaż więcej

 
2018-07-14 08:38:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018

Nie jest to tak dobra książka jak „Wojny kultur i inne wojny”. Dużym zaskoczeniem jest dla mnie dość ostra polemika z księżmi Hoserem, Jędraszewskim i prof. Chazanem w eseju in vitro. Dostrzegłem w argumentacji Kołakowskiej sprzeczość; oto nagle zaczyna się powoływać na statystyki i opracowania naukowe związane z antykoncepcją, na bliżej nieokreślone dane przyjmując bezkrytycznie ich... Nie jest to tak dobra książka jak „Wojny kultur i inne wojny”. Dużym zaskoczeniem jest dla mnie dość ostra polemika z księżmi Hoserem, Jędraszewskim i prof. Chazanem w eseju in vitro. Dostrzegłem w argumentacji Kołakowskiej sprzeczość; oto nagle zaczyna się powoływać na statystyki i opracowania naukowe związane z antykoncepcją, na bliżej nieokreślone dane przyjmując bezkrytycznie ich prawdziwość i uczciwość. Innymi słowy, autorka czyni to, co w eseju na temat globalnego ocieplenia (najsłuszniej zresztą) kwestionuje i wyszydza. Odniosłem wrażenie, że Kołakowska za duchownymi nie przepada i daje się ponieść pasji. Z uszczerbkiem dla stylu i meritum.

Pomimo, iż z pewnymi założeniami autorki trudno mi sę zgodzić, całość jest ważna i chyba stanowi lekturę obowiązkową dla ludzi nie akceptujących politycznej poprawności, oraz sloganów o tolerancji i otwartości. „Plaga słowików” to jak poprzedni zbiór Kołakowskiej rejestr wynaturzeń liberalnych demokracji. Począwszy od ekologii aż po niekończące się ustępstwa wobec mahometan. To są ważne tematy. Należy przed nimi ostrzegać, niezależnie na jak straconej pozycji znajdują się idee, których autorka (również w imieniu niektórych z nas) broni. Jeśli nie zatrzymamy tego pociągu to w ostatecznym rozrachunku zwycięży islam co dla nas (i to nie niektórych tylko wszystkich) oznacza wyłącznie zagładę.

pokaż więcej

 
2018-07-06 08:43:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Życie Codzienne Idei". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Rzadko kiedy zdarza się czytać takie teksty. Rzadko, bo niewielu poczuwa się do tego, że ich pierwszorzędne wykształcenie to nie przywilej objawiania go maluczkim, lecz z o b o w i ą z a n i e do poszukiwania prawdy. Agnieszka Kołakowska, osoba niewierząca (o czym nawiasem wspomina w ostatnim rozdziale) nie idzie na kompromis z modnymi intelektualnymi trendami. Z ideą tolerancji, relatywizmu... Rzadko kiedy zdarza się czytać takie teksty. Rzadko, bo niewielu poczuwa się do tego, że ich pierwszorzędne wykształcenie to nie przywilej objawiania go maluczkim, lecz z o b o w i ą z a n i e do poszukiwania prawdy. Agnieszka Kołakowska, osoba niewierząca (o czym nawiasem wspomina w ostatnim rozdziale) nie idzie na kompromis z modnymi intelektualnymi trendami. Z ideą tolerancji, relatywizmu a przede wszystkim politycznej poprawności.

Same eseje (choć nie wszystkie) są wariacją na tematy, które są powszechnie znane i coraz bardziej palące w XXI wieku. W dużym skrócie to opowieści o dwóch pociągach jadących w przeciwnym kierunku po jednym torze. Opowieści o rdzewiejącej lokomotywie zwanej polityczną poprawnością oraz coraz cięższej i coraz bardziej rozpędzonej lokomotywie zwanej islamem. Nie chcę się rozpisywać na temat poszczególnych rozdziałów. Wiemy z grubsza jak wykluwało się (a raczej wyklute przechodziło kolejne stadia) szaleństwo politycznej poprawności w XXI wieku. Począwszy od bronienia islamu i obwiniania naszej cywilizacji i nas samych o "wykluczenia muzułmanów" dwa dni po atakach 11/09 poprzez propozycje zrównania praw zwierząt i praw ludzkich aż po sugestie anglikańskich biskupów by prawodawstwo Anglii uwzględniało szariat.

Stawiam sobie podstawowe dwa pytania, na które znam odpowiedzi, ale na które odpowiadać nie chcę. Dlaczego to głosy Zygmunta Baumanna i jemu podobnych a nie Agnieszki Kołakowskiej wybrzmiewają w tak krytycznych dla zachodniej cywilizacji momentach? I pytanie drugie, które niejako zrodziło się po przeczytaniu moich kilku poprzednich lektur. Dlaczego u Kołakowskiej, pomimo jej ateizmu wyczuwa się jednoznaczność i pewność w przeciwieństwie do metafizycznych tekstów Miłosza? Dlaczego Kołakowska pisze konkretnie, precyzyjnie a nie buduje zasieków z kolejnych pytań i wątpliwości? Mam nadzieję, że w końcu głos Kołakowskiej będzie bardziej słyszalny w świecie niż głos Baumanna.

pokaż więcej

 
2018-07-04 06:02:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018
Autor:

Metallica to fenomen. Oczekiwałem w związku z tym od autora biografii, że ów fenomen rozkręci na części, przyjrzy się im uważnie i przeanalizuje. Krótko mówiąc sprosta zadaniu. Niestety zamiast tego otrzymałem publicystyczny tekst zarozumiałego dziennikarza, którego to zadanie wyraźnie przerosło.

Mój podstawowy zarzut to lipny pomysł na książkę. McIver wyszedł z założenia, że krytyczne...
Metallica to fenomen. Oczekiwałem w związku z tym od autora biografii, że ów fenomen rozkręci na części, przyjrzy się im uważnie i przeanalizuje. Krótko mówiąc sprosta zadaniu. Niestety zamiast tego otrzymałem publicystyczny tekst zarozumiałego dziennikarza, którego to zadanie wyraźnie przerosło.

Mój podstawowy zarzut to lipny pomysł na książkę. McIver wyszedł z założenia, że krytyczne spojrzenie na zespół pomoże uczciwie i nietuzinkowo zmierzyć się z tematem. Tymczasem ów krytycyzm sprowadza się do sztubackiego wręcz chłostania zespołu za płyty, decyzje i rozstrzygnięcia, które nie przypadły mu do gustu. Jest to metoda, która może zdaje egzamin na poziomie czasopisma, ale nie na poziomie książki na ponad pół tysiąca stron. I w ten oto sposób autor dość nonszalancko rozprawia się z mniej lub bardziej wyimaginowanymi mitami towarzyszącymi kwartetowi z San Francisco. Że debiutancki album "Kill Em All" nie jest pierwszym thrashowym wydawnictwem, że "Master Of Puppets" nie jest najwybitniejszym thrashmetalowym krążkiem w dziejach, że "Czarny" album nie miał wpływu na dalszy bieg metalu, że Lars Ulrich nie jest wybitnym perkusistą, etc.

Jedna sprawa, ale za to podstawowa zdaje się autorowi w ferworze tej młócki umykać. Skoro Metalica obrosła tyloma mitami to skąd ich fenomen? Dlaczego ten zespół od 3 dekad jest megagwiazdą? Dlaczego Metallica zapełnia stadiony na dziesiątki tysięcy widzów wyprzedając na wiele miesięcy do przodu bilety (a bywa, że na lata) a inne pionierskie zespoły z Bay Area (wielka miłość dziennikarza), które startowały w tym samym czasie mozolnie ciągną swój wózek - o ile jeszcze istnieją - zapełniając zaledwie studenckie kluby? Tendencyjność McIvera jest wręcz irytująca. Rozkochany w niszowym metalu beztrosko sponiewierał trzy albumy, które obojętnie co o nich myśleć były trampoliną do szeroko pojętego mainstreamu co mu umknęło! Chodzi o "Load", "reLoad" oraz "Garage Days Inc". Argumenty postponujące pierwsze dwa krążki z wymienionych są wręcz absurdalne. Jak można nie zauważyć niesłychanej metamorfozy i potencjału tamtych wydawnictw? Metamrfozy, pozwalającej stać się zespołowi prawdziwą korporacyjno muzyczną machiną? Jak można w kilku bon motach wyjętych niczym z fanzina zignorować potęgę aranżacyjną tamtych albumów? Nie mam pretensji do krytycznej postawy wobec poszczególnych etapów kwartetu. Nie mogę jednak przyjąć skrajnie subiektywnych ocen, nie mówiąc o lekceważącym stosunku wobec drugiej generacji słuchaczy, którzy zaczęli przygodę z Metalliką od "Load". Dystans pożądany w tego rodzaju publikacjach tu zamienił się w biczowanie (whiplash!) i zaciemnił autorowi perspektywę.

Miałem okazję i przyjemność obejrzeć krakowski koncert Metalliki w Krakowie w tym roku. I ja - fan grupy od 1989 roku (kiedy to mój przyjaciel Seba zaraził mnie i Metallicą i metalem) zobaczyłem na koncercie trzy generacje fanów. Począwszy od wytipsowanych dziewczyn, które koncert nagrywały na smartfona, być może nie wiedząc co nagrywają a skończywszy na legionie metalowców. I to jest fenomen tej grupy. Magnetyzm, który przyciąga starych fanów jak i panienki z generacji Insta i fitness. O takim egalitaryzmie marzy każdy zespół. KAŻDY.

Pytanie o sukces Metalliki pozostaje otwarte. Czekam na kolejne wakacje, kiedy wyposażony w urlopowy niezobowiązujący stosik książek będę mógł przeczytać zmagania innego dziennikarza z zespołem. Oby z większą satysfakcją. Czekam na lepszy pojedynek.

pokaż więcej

 
2018-07-01 09:36:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018

Jeżeli rzeczywistość nad Sekwaną wygląda tak jak opisał ją Bogdan Dobosz to dla tego kraju nie ma już ratunku a islam jest problemem wtórnym.

Francja, którą odcięto od chrześcijańskich źródeł zachowuje się jak pacjent mający chory błędnik. Ten kraj wstrząsany na przemian atakami terrorystycznymi oraz kolejnymi lewicowymi pomysłami na uszczęśliwienie społeczeństwa budzi właściwie żal. Książka...
Jeżeli rzeczywistość nad Sekwaną wygląda tak jak opisał ją Bogdan Dobosz to dla tego kraju nie ma już ratunku a islam jest problemem wtórnym.

Francja, którą odcięto od chrześcijańskich źródeł zachowuje się jak pacjent mający chory błędnik. Ten kraj wstrząsany na przemian atakami terrorystycznymi oraz kolejnymi lewicowymi pomysłami na uszczęśliwienie społeczeństwa budzi właściwie żal. Książka Dobosza bowiem to nie pojedyncze wpisy z Twittera na których widać muzułmanów blokujących paryskie ulice lecz skrupulatnie spisany rejestr szaleństwa jakiego na tym kraju dopuściła się lewica. Okazuje się, że właściwie wszystkie zmiany jakie wprowadzały jej rządy zmierzają do całkowitej anihilacji kościoła a w konsekwencji kraju. Agresywna promocja aborcji, zorganizowane profanacje kościołów, faworyzowanie islamu, zniszczenie tradycyjnej rodziny, stworzenie systemu wzajemnie sprzecznych przepisów uczyniły ten kraj systemowo niewydolnym kolosem i chyba już państwem upadłym. Nie chcę tutaj przybliżać poszczególnych kazusów i precedensów, z której utkana jest rzeczywistość francuska a.d. 2016 (książkę wydano dwa lata temu) by nie spojlerować lektury. Nie chcę odbierać czytelnikowi "przyjemności" (a raczej schadenfreude) z czytania historii godnych raczej filmów Barei niż ojczyzny Prousta i Flauberta. Klamra spinająca esej to z jednej strony historia walki o nieograniczoną aborcję, o rząd dusz nad najbardziej bezbronnymi czyli dziećmi i zakłamywania statystyk w latach 70. Z drugiej to turbo antyklerykalizm (a raczej satanizm) z czasów prezydenta Hollanda. Środkową część opowieści Dobosza wypełnia islam, który niczym dziki strumień wlewa się w koryto wysuszonej, niegdyś rwącej rzeki, jaką było chrześcijaństwo. Zmiany dotyczą praktycznie wszystkich obszarów życia codziennego - począwszy od menu w stołówkach szkolnych, poprzez godziny pracy coraz częściej dostosowywanych do rytmu muzułmańskich modłów aż po logo sieci handlowej z której znika znak krzyża. Wszystkie te zabiegi są przeciwskuteczne. Rosnąca populacja mahometan jest coraz gorzej wykształcona, roszczeniowa i niezintegrowana. Wstrząsającym przykładem jest zależność pomiędzy antynarkotykowymi akcjami policji, a zatorami płatniczymi za czynsz we "wrażliwych" dzielnicach. Okazuje się bowiem, że zyski z handlu narkotykami są istotnym wkładem w budżecie imigranckich rodzin. Przypomina to Afganistan, którego gospodarka zasadza się na handlu opium.

Wracam wspomnieniami do drugiej połowy lat 80, gdy moje siostry wróciwszy z Lyonu przywiozły prezenty a przede wszystkim nieprawdopodobne opowieści z Zachodu z Francji. Opowieści o uśmiechniętych ludziach, pełnych półkach, sieciach sklepów z zabawkami. Jak bardzo szarzyzna komuny zniekształciła nam ogląd Zachodniej Europy. Inna sprawa, że wykładnicze przyspieszenie laicyzacji i islamizacji tego kraju przypada na ostatnie 3 dekady. Po 30 latach historie moich sióstr powtarzają się jako farsa.

I dygresja. Przebywając na urlopie w Polsce w Beskidach zobaczyłem wstrząsające obrazy. Modlących się turystów przed figurą Najświętszej Maryi Panny, chłopów przystrajających ulicę z okazji prymicji oraz msze święte odprawiane kilka razy dziennie koncelebrowane przez 2 młodych księży. Te obrazy w starciu ze zdjęciami muzułmanów blokujących paryskie ulice z powodu modłów, czy ulice Kolonii zamykane z powodu ramadanu uzmysłowiły mi, że nasz (ludowy!) katolicyzm jest ostatnią deską ratunku chroniącą nas przed zakusami lewicy.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
334 206 2620
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (24)

Ulubieni autorzy (13)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (5)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd