LukeBlake 
lukeblake.pl
Nazywam się Lukas Blake i urodziłem się w Stanach Zjednoczonych. Jednak to w Polsce mieszkam od czwartego roku życia, czuję, że właśnie tutaj jest mój dom. Jestem w pełni amatorskim pisarzem i recenzentem. Mimo że w okresie szkolnym czytanie zostało mi obrzydzone przez wciskanie nudnych i bezwartościowych lektur, tak teraz uwielbiam to robić. Sam piszę różnego rodzaju opowiadania i książki, których do tej pory nigdy nie publikowałem. Zdaję sobie sprawę, że brakuje mi doświadczenia i niektóre z moich dzieł są równie beznadziejne co książki, które krytykuję, ale chcę dążyć do perfekcji. Dlatego liczy się dla mnie każdy pozytywny i negatywny komentarz.
mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę, ostatnio widziany 4 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-08 19:37:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019
Cykl: Przez burze ognia (tom 1)

Przez burze ognia – Veronica Rossi. Lepsze niż rzeczywistość?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=37

Książka jest pierwszym tomem trylogii o odległej wizji przyszłości. Jednakże, czy w morzu powieści o tej samej tematyce, można wnieść jakikolwiek powiew świeżości?

Veronica Rossi, zbudowała bardzo… dziwny świat, w którym ludzie nie umierają,...
Przez burze ognia – Veronica Rossi. Lepsze niż rzeczywistość?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=37

Książka jest pierwszym tomem trylogii o odległej wizji przyszłości. Jednakże, czy w morzu powieści o tej samej tematyce, można wnieść jakikolwiek powiew świeżości?

Veronica Rossi, zbudowała bardzo… dziwny świat, w którym ludzie nie umierają, choroby nie istnieją, a jedyną rozrywką są „sfery”, opisywane jako „Lepsze niż rzeczywistość”. To jednak tylko jedna ze stron tych realiów. Ziemie targają eteryczne burze, nieszczące wszystko, co stanie im na drodze. A ludzie żyjący poza chroniącą kopułą nazywani są dzikusami. Żyją oni skupieni w plemionach, które nieustanie ze sobą walczą. Świat na zewnątrz jest brutalny i nie okiełznany.

Aria jest „osadniczką” i żyje w jednej z chroniących kopuł. Jednak gdy jej matka nie daje znaku życia, postanawia dowiedzieć się czegoś, od syna wysoko ustawionego polityka. Nieoczekiwany obrót wydarzeń spowodował, że została wyrzucona poza Reverie, do brutalnego świata „dzikusów”. Tam spotyka Perry’ego, czyli drugiego głównego bohatera powieści.

Autorka spróbowała stworzyć ciekawy świat pełen nowoczesnych technologi. Niestety tak naprawdę w książce mało się o nim dowiadujemy. Dlaczego ludzie są podzieleni? Jak do tego doszło?

Również akcja toczy się tutaj aż za szybko. W jednej chwili bohaterowie muszą zmierzyć się z problemem, a kilka zdań później jest już po wszystkim. Takie zabiegi nie potrafią wciągnąć, nie przykuwają uwagi, bo nie ma do czego.

Styl autorki też nie jest specjalnie wyszukany. Nic szczególnego. Dialogi czasem sztuczne, czasem nielogiczne. Fabuła zawiera wiele nieścisłości, jakby nie była za bardzo przemyślana. Do tego niektóre wątki są pourywane w trakcie ich trwania. Zdarzało mi się pogubić i ponownie czytać daną stronę, bo jej nie zrozumiałem.

Poświęciłem tej książce dwa dni, podczas których kilkakrotnie powstrzymywałem się, aby książkę odłożyć. Nie przekonuje mnie także wizja takiego świata ani samych sfer „lepszych od rzeczywistości”. Nie ma tu wiele oryginalności ani zaskakujących zwrotów akcji. Końcówka jest co najmniej rozczarowująca i nie zachęca do sięgnięcia po kolejny tom. Nie oznacza to jednak, że jest ona zupełnie beznadziejna. Ma parę pozytywów, chociażby to, że czyta się ją szybko.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=37

pokaż więcej

 
2019-01-05 18:23:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019

Cukrowy detoks, czyli jak skutecznie odzwyczaić się od słodyczy – Marlena Bhandari
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=36

Z blogiem Akademia Witalności mam do czynienia już od długiego czasu. Dzięki niemu (a właściwie dzięki jego autorowi – Marlenie) moje życie zmieniło się na lepsze. Artykuły tam pisane są nie tylko suchą bazą internetowej wiedzy...
Cukrowy detoks, czyli jak skutecznie odzwyczaić się od słodyczy – Marlena Bhandari
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=36

Z blogiem Akademia Witalności mam do czynienia już od długiego czasu. Dzięki niemu (a właściwie dzięki jego autorowi – Marlenie) moje życie zmieniło się na lepsze. Artykuły tam pisane są nie tylko suchą bazą internetowej wiedzy na temat odżywiania, ale również motywującą wypowiedzią. Autorka w jasny sposób i bez żadnych kompromisów przedstawia sposób zdrowego odżywiania, prowadzącego do pełnej witalności.

Taki jest również ten e-book. Bezkompromisowy i ostry w słowach. Nie tylko mówi o tym, że cukier jest zły i dlaczego, ale również przekonuje, że samo zrezygnowanie z niego nie zmieni wcale tak dużo. W końcu nie tylko on jest trucizną, którą w siebie wrzucamy z własnej woli. Są nią również inne chemiczne substancje, które jakimś cudem z laboratorium przeniosły się do naszej kuchni.

Jako że jestem fanatykiem odżywiania (chociaż nie wiem, czy to dobre słowo, po prostu staram się jeść jak najlepiej), w stu procentach dociera do mnie to, co autorka przekazuje. Jednakże nie wszystkim może się spodobać, że „wszystko byle z umiarem” na dłuższą metę się nie sprawdza. Również to, że zalecana dieta składa się głównie z życiodajnych warzyw i owoców, nie przypadnie do gustu mięsożercom, których głównym mottem jest „posiłek bez mięsa posiłkiem straconym”, a na wieczór popijających kufel piwa/kieliszek wina.

Co do samego e-booka – spodziewałem się jednak większej porcji wiedzy. Co najmniej rozdział słowo w słowo przekopiowany jest z bloga. Również część treści znajdziemy na stronie autorki porozrzucaną po wielu wpisach. Jednakże jest tu wiele ciekawych informacji, które warto wiedzieć.

Proponowane tutaj metody walki z nałogiem, to nie tylko dieta i samozaparcie. To również zagłębienie się powierzchownie w filozofie Świadomości, o której można poczytać między innymi u Eckharta Tolle. Ja już nie jestem uzależniony od cukru, przeczytałem e-booka tylko ze względu na metody i zalecenia się tu znajdujące, jednak polecam wszystkim, którzy chcą w swoim życiu coś zmienić. Bo w zdrowym ciele, zdrowy duch.

Serdecznie polecam również bloga pani Marleny – www.akademiawitalnosci.pl (nie jest to żadna płatna reklama :P), gdzie także można kupić e-booka.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=36

pokaż więcej

 
2018-12-29 22:44:30
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-12-26 03:06:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

O dziewczynie, która pomyliła pokoje. Pozwól mi zostać – Tijan Meyer
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=35

Mój czytelniczy debiut, pierwsza książka autorki, o której nigdy w życiu nie słyszałem. Nie miałem pojęcia czego się spodziewać, jednak temat, który lubię – śmierć bliskiej osoby, sprawił, że sięgnąłem po ten właśnie tytuł.

Czytelnik od...
O dziewczynie, która pomyliła pokoje. Pozwól mi zostać – Tijan Meyer
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=35

Mój czytelniczy debiut, pierwsza książka autorki, o której nigdy w życiu nie słyszałem. Nie miałem pojęcia czego się spodziewać, jednak temat, który lubię – śmierć bliskiej osoby, sprawił, że sięgnąłem po ten właśnie tytuł.

Czytelnik od samego początku wprowadzony jest w wir wydarzeń. Umiera Willow, siostra bliźniaczka naszej głównej bohaterki – Mackenzie. Tej felernej nocy, musi nocować u nieznanych ludzi i przez zupełny przypadek wpada do pokoju Rayana, gdzie spokojnie zasypia.

Początek był całkiem przyjemny dla oka. Trochę chaotyczny, ale mimo to wciągający od pierwszej strony. Jednak piszę tutaj tylko o samym wstępie – może pierwszych trzydziestu stronach, dalsza część nie jest najwyższych lotów.

Może zacznę od tych pozytywnych aspektów. Do pewnego momentu książki jedynym wątkiem, który trzymał mnie przy niej dalej, były relacje Mackenzie z rodzicami. To jak jej rodzice przeżywali śmierć córki i dlaczego. Tematu tego było jednak w powieści bardzo mało, a skończył się dla mnie kompletnie nie zadowalająco. Właściwie, rzec bym mógł, że nie odgrywał on żadnej znaczącej roli.

Kolejnym pozytywem jest ostatnie dziesięć procent książki, które na nowo potrafi wciągnąć. Nie podobał mi się jednak ostatni rozdział, w którym to autorka pobawiła się w panią E.L. James, zupełnie nie potrzebnie psując tym wydźwięk całości.

Z drugiej strony jest tu wiele irytujących mnie wątków typu kłótnie dziewczyn o chłopaka. Również niektóre dialogi i zachowania bohaterów są kompletnie bez sensu. Rozumiem – powieść młodzieżowa, ale są też tacy autorzy jak John Green i Matthew Quick, którzy mimo pisania w tym samym gatunku, potrafią rozwinąć akcje bez takich zbytecznych incydentów.

Właśnie tego oczekuje w powieści Young Adult – głębi, nie banalności, ciekawych bohaterów, poszukiwania odpowiedzi i co najważniejsze, ciekawej historii. Niestety w książce Tijan Meyer zabrakło wielu z tych elementów. Nie jest ona słabą pozycją, ma w sobie parę interesujących wątków, natomiast jako całokształt, nie zalicza się do najwyższej półki.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=35

pokaż więcej

 
2018-12-21 21:54:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

Dom na wzgórzu – Peter James. Niestety, nienawiedzony
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=34

Książka okrzyknięta przez Lubimyczytać najlepszą w 2016 roku w kategorii horror, na pewno musi być świetna – pomyślałem. Ostatnio myślenie chyba nie najlepiej mi wychodzi.

Do domu Cold Hill przyjeżdża rodzina, mąż z żoną i córką (Jade). Już od samego...
Dom na wzgórzu – Peter James. Niestety, nienawiedzony
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=34

Książka okrzyknięta przez Lubimyczytać najlepszą w 2016 roku w kategorii horror, na pewno musi być świetna – pomyślałem. Ostatnio myślenie chyba nie najlepiej mi wychodzi.

Do domu Cold Hill przyjeżdża rodzina, mąż z żoną i córką (Jade). Już od samego początku wszystko wskazuje, że to miejsce nie jest normalne. Stara kobieta niespodziewanie pojawiająca się w oknie, potem w salonie, później w pokoju Jade i tak dalej… Dlaczego? Nie wiem, chyba z nudów, bowiem stała, nic nie robiła i znikała. Taka zabawa w chowanego. Dosłownie (UWAGA SPOILER) – potem się znajdzie w postaci truposza za ścianą, tada! Zabawa skończona, pora umierać (KONIEC SPOILERA).

Trudno opisać słowami, jak bardzo się zawiodłem. Książka roku według Lubimyczytać, za co? Zabrakło kategorii – największe rozczarowanie.

Sam początek był mocny, konkretne rozpoczęcie historii i od razu flaki i morze czerwone. Jednak im dalej w las, tym mniej grzybów. Główne straszydło lubiło pobawić się w informatyka – wysyłało wiadomości SMS i pisało maile. Taka nowoczesność, rozumiem, ale niestety w tym wypadku zabieg nieudany. Bardziej śmieszyły mnie te teksty.

„TWEEDLEDUM I TWEEDLEDEE JUŻ JADĄ! TAK WAM SIĘ WYDAJE. ONI NIE ŻYJĄ. WSZYSCY NIE ŻYJECIE.”

Druga sprawa – zachowanie bohaterów. Co chwilę, właściwie codziennie byli bombardowani nadzwyczajnymi sytuacjami, ale nie! Nasz główny bohater Ollie (z jego punktu widzenia była prowadzona narracja), nie był w stanie powiązać tego wszystkiego. Obrócone w nocy łózko? Milion rozdziałów zastanawiania się jak mogło do tego dojść. Wiadomości SMS? To na pewno haker. Maile do jego klientów? Haker. Brak śladów na hakera? Dobry haker, zakrył ślady.

Książka jako horror sprawdza się doskonale. Straszy swoją treścią, ale nie w sposób w jaki powinna. Straszne jest to, jak ten potworek zdołał opuścić dysk twardy i przenieść się na papier.

Brak słów.
Dno.
Nie polecam.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=34

pokaż więcej

 
2018-12-17 23:00:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Seria: Myślnik

Podtrzymując wszechświat – Jennifer Niven. Książka o wielu twarzach
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=33

Jennifer Niven na zawsze pozostanie w mojej pamięci za sprawą książki „Wszystkie jasne miejsca”. Jej kolejna wydana w Polsce powieść, porusza tematy równie istotne co w wyżej wymienionym dziele.

Historia opowiada losy chłopaka, który nie...
Podtrzymując wszechświat – Jennifer Niven. Książka o wielu twarzach
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=33

Jennifer Niven na zawsze pozostanie w mojej pamięci za sprawą książki „Wszystkie jasne miejsca”. Jej kolejna wydana w Polsce powieść, porusza tematy równie istotne co w wyżej wymienionym dziele.

Historia opowiada losy chłopaka, który nie rozpoznaje twarzy, oraz dziewczyny, która została uznana najgrubszą nastolatką w ameryce. Z pozoru tych dwoje bohaterów kompletnie nic nie łączy, a jednak mierzą się z podobnymi problemami.

Książka bardzo naciska na temat akceptacji samych siebie, jak również radzenia sobie z odmiennością. Czytając, odniosłem wręcz wrażenie, że losy bohaterów są tylko małym dodatkiem do krzyczącego zewsząd przekazu „zaakceptuj się takim jakim jesteś!”, co mnie tylko zniechęcało do dalszego czytania.

Autorka pomiędzy wierszami napchała moralizujących haseł, tak, że nie zmieściło by się tam ani jedno słowo więcej. Rozumiem że chciała przedstawić problem, ale czemu od razu go wyjaśniać czytelnikowi?

Główni bohaterzy są żywi, ludzcy i naturalni. Tak samo dialogi nie są pisane na siłę. Akcja powieści szybko się rozwija i nie nudzi, potrafi utrzymać uwagę czytelnika od samego początku.

Ogromny podziw dla autorki za opis wydarzeń z męskiej strony. Podczas czytania przeżyć Jacka w wyobraźni sam nie potrafiłem odtworzyć twarzy innych postaci. Nie wiem czy autorka taki miała cel i czy jestem tylko jedynym takim przypadkiem, ale było to niesamowite wrażenie, jak tekst potrafi wpłynąć na postrzeganie w wyobraźni. Niestety sposób przedstawienia problemów nastolatków zupełnie do mnie nie trafił.

Z natury nie podobają mi się otyłe kobiety, dlatego czytanie o przystojnym chłopaku, który spotyka się z grubą dziewczyną, trochę do mnie nie przemawiało. Oczywiście bez obrazy dla pań o większych rozmiarach, ale nie ma co się oszukiwać – wygląd ma znaczenie i jest ogromna różnica pomiędzy jego akceptacją a przychylnym patrzeniu.

Mimo, że książka nie specjalnie trafiła w mój gust, bardzo podoba mi się styl w którym pisze autorka. Historia do poczytania na nudne popołudnie, jednak nic specjalnie odkrywczego w niej niestety nie znalazłem.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=33

pokaż więcej

 
2018-12-11 00:46:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Krzywy pałac na wyżynie, czyli Nawiedzony dom na wzgórzu – Shirley Jackson
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=32

Książek z kategorii horror nigdy nie traktowałem poważnie – nie sądziłem aby słowo czytane było w stanie mnie w jakikolwiek sposób przestraszyć. W końcu to przecież obraz jest głównym czynnikiem wywołującym strach, który jest uzupełniany...
Krzywy pałac na wyżynie, czyli Nawiedzony dom na wzgórzu – Shirley Jackson
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=32

Książek z kategorii horror nigdy nie traktowałem poważnie – nie sądziłem aby słowo czytane było w stanie mnie w jakikolwiek sposób przestraszyć. W końcu to przecież obraz jest głównym czynnikiem wywołującym strach, który jest uzupełniany między innymi przez nastrojową muzykę. Zachęcony jedynie ciekawie zrealizowanym serialem, postanowiłem na własnej skórze przekonać się jak to jest bać się słów. Czy rzeczywiście jest się czego brać?

Zaczynając od samego początku – przekonujące to nie jest. Doktor Montague, postanawia zaprosić nieznanych sobie ludzi do starego, mrocznego domu na wzgórzu, w którym podobno straszy. W tym celu tworzy listę osób, mieszczącą kilkanaście nazwisk. Jednak jedynie dwie kobiety – Theodora i Eleanora są na tyle odważne (lub prowadzą na tyle nudne życie) aby na parę tygodni wyruszyć w nieznane. Na miejscu jest również Luke, spadkobierca domu.

Już pomijając logikę tych dwóch kobiet, które jadą do obcego miasta do człowieka, który równie dobrze mógł okazać się seryjnym mordercą, przez pierwsze sto pięćdziesiąt stron nie dzieje się tu kompletnie nic. Mam na myśli całkowite, zupełne – NIC. Akcja rozkręca się w tempie ślimaczym i dopiero w połowie książki dostajemy przerażające pukanie do drzwi.

Wspomnianej wcześniej logiki nie doszukamy się również u doktora, który zafascynowany strasznym domem nie pokusił się o jakiś konkretny sprzęt do badania zjawisk paranormalnych, lub chociażby najzwyklejszą kamerę. Wychodzi na to, że tak naprawdę nie zależało mu na rozwiązaniu tajemnicy.

Kolejnym elementem, są tutaj irytujące dialogi, w których często się gubiłem i nie byłem w stanie stwierdzić o czym tak naprawdę bohaterzy mówią. Nie przeszkadzało to jednak w odbiorze powieści, gdyż nie odgrywały one (niestety) żadnej znaczącej roli – można by w sumie pominąć wszystkie dialogi. Sens książki znajduje się poza nimi. Podobnie sprawa miała się z główną bohaterką Eleanorą, której myśli wsiąkły na stałe w karty powieści. Są chaotyczne i niezrozumiałe. Może to właśnie chciała autorka przekazać tą postacią, zagubienie i obłąkanie, ale wyszło bardzo nieudolnie.

Jak wspomniałem na początku, muzyka odgrywa ważną rolę w odczuciu klimatu, dlatego podczas czytania w zaciemnionym pokoju, włączyłem budzące grozę pianistyczne kawałki. I chyba tylko dzięki temu byłem w stanie odczuć coś więcej oprócz niechęci do książki. Mimo wszystko, byłem w stanie odczuć napięcie – a o to chyba w horrorach chodzi.

Zakończenie to najgorsza część powieści. W moim odczuciu nic nie wyjaśnia, wymaga rozwinięcia. Po końcowej scenie, akcja powinna nabrać tempa i zacząć w końcu objaśniać o co tak naprawdę tak chodzi. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Więc czytelnik nie ma co liczyć, że dowie się kto walił w te drzwi.

O tej książce można by napisać znacznie więcej, niestety raczej negatywnie, dlatego pozwolę sobie na tym poprzestać. Aczkolwiek, jako pierwszy horror jaki przeczytałem w życiu – powieść stanęła na wysokości zadania i obudziła we mnie rządzę kolejnych tworów grozy. Nie jest to jednak lektura najwyższych lotów.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=32

pokaż więcej

 
2018-11-25 02:42:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

Bez pożegnania - Harlan Coben. Kolejny wciągający kryminał?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=31

Książki Harlana Cobena jak nikogo innego, czyta się bardzo szybko. Dlatego właśnie sięgnąłem po tą powieść, w nadziei na coś nowego, coś co mnie mocno zaskoczy, zaciekawi, i sprawi, że nie oderwę się od lektury do samego końca. Niekoniecznie...
Bez pożegnania - Harlan Coben. Kolejny wciągający kryminał?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=31

Książki Harlana Cobena jak nikogo innego, czyta się bardzo szybko. Dlatego właśnie sięgnąłem po tą powieść, w nadziei na coś nowego, coś co mnie mocno zaskoczy, zaciekawi, i sprawi, że nie oderwę się od lektury do samego końca. Niekoniecznie rzeczywistość pokryła się z oczekiwaniami.

Autora nikomu przedstawiać raczej nie trzeba. Jest on jednym z najpopularniejszych twórców kryminałów/thillerów. Swoje dzieła wydaje w zatrważającym tempie, dlatego aż trudno nie dostrzec podobnych rozwiązań do tych z jego innych książek.

Ken Klein przechodzi trudny okres w życiu. Nie dość, że czternaście lat temu jego brat Will, został posądzony o gwałt i morderstwo, uciekł sprowadzając koszmar na swoją rodzinę, tak teraz jego matka umarła. Jednak zanim odeszła z tego świata, zdołała przekazać mu wiadomość – jego starszy brat żyje. Wkrótce potem partnerka Kena znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a on sam stara się rozwiązać zagadkę na własną rękę.

Na tajemnice w tej powieści nie ma co narzekać, bowiem co stronę dochodzi nowa. Ciekawie zaczyna się od samego początku. Nie ma tutaj nudnego wprowadzenia w fabułę, a czytelnik zostaje wrzucony w wir akcji i to chyba podoba mi się najbardziej.

Nie podoba mi się jednak wytłumaczenie tych wydarzeń. O ile klimat budowany jest ze strony na stronę, tak równie szybko mija gdy wszystko powoli zmierza ku końcowi. Wszystkie wątki się rozwiązują, ale w mojej opinii wyjaśnienia te są po prostu słabe. Oczekiwałem czegoś ciekawszego.

Jak wspomniałem na początku, nie sposób ominąć powtórzeń gdy piszę się tyle powieści kryminalnych, dlatego przy paru wątkach miałem wrażenie, że już to gdzieś czytałem. Również Ken przypomina mi wszystkich głównych bohaterów z innych powieści Cobena.

Zakończenie to połączenie paru zwrotów akcji. Gdy myślałem, że już wszystko jasne i nie ma nic więcej do przekazania, autor zachwyca nowym rozwiązaniem. Jednak według mnie, trochę nielogicznym ze względu poprzedzające wydarzenia i prowadzoną narrację.

A co do narracji – o ile nie przepadam za przeskakiwaniem perspektywą na innych bohaterów (ze względu na spójność wątków), tak tutaj nie było to aż tak bardzo uciążliwe. Jednak nie do końca potrafiłem wciągnąć się w tą powieść. Nie wiem czego konkretnie zabrakło, może po prostu nie trafiła w mój gust.

Książka w mojej opinii jest przeciętna – do poczytania na nudne wieczory, nie wymagająca specjalnego wysiłku. Nie nudzi i czyta się ją przyjemnie, dlatego właśnie cenie Cobena, do którego powieści z pewnością jeszcze wrócę.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=31

pokaż więcej

 
2018-10-27 00:40:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Miłość i wojna. I wciąż ją kocham – Nicholas Sparks
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=30

Książka znalazła się na mojej liście do przeczytania dzięki Ostatniej Piosence tego samego autora, która mnie zachwyciła. Po dobrych recenzjach miałem nadzieje na wybitne dzieło. Moje przeczucie podpowiadało mi, że książka nie będzie tak banalna jak Jesienna...
Miłość i wojna. I wciąż ją kocham – Nicholas Sparks
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=30

Książka znalazła się na mojej liście do przeczytania dzięki Ostatniej Piosence tego samego autora, która mnie zachwyciła. Po dobrych recenzjach miałem nadzieje na wybitne dzieło. Moje przeczucie podpowiadało mi, że książka nie będzie tak banalna jak Jesienna Miłość, czy ckliwa niczym Pamiętnik. I w końcu, po paru słabych powieściach, intuicja mnie nie zawiodła.

Głównym bohaterem jest John, który w momencie rozpoczęcia książki, jest na dwutygodniowej wojskowej przepustce. Większość wolnego czasu spędza na surfowaniu. Mieszka wspólnie z ojcem, który ma tylko jedną pasję, i wydaje się, że tylko o tej pasji potrafi rozmawiać. Ich stosunki są z pozoru bardzo odległe, jednakże później odsłonięte są przyczyny takiego zachowania. John, podczas jednego dnia spędzonego na plaży, poznaje Savannah w której się zakochuje. Niestety sielanka nie może trwać wiecznie i wkrótce John musi wrócić do wojska. To opowieść o prawdziwej miłości, która wystawiona zostaje na próbę czasu.

Zaczęło się bardzo obiecująco. Wprowadzenie w historię, opowieść o dzieciństwie i pierwsze spotkanie. Powolne budowanie napięcia i ciekawe dialogi. Do momentu wielkiej miłości...

Cała ta otoczka wyważonego budowania relacji, która sprawiała, że historię była interesująca i inna niż w reszcie słabych książek o tym samym, zniknęła. Zawsze mnie zastanawia jak autor/autorka wpada na tak genialny pomysł, aby złączyć miłością bohaterów, po zaledwie paru wspólnie spędzonych chwilach. Rozumiem, że to powieść i tu sprawy mają się trochę inaczej, ale to nie science fiction, tylko obyczajówka. Dlaczego więc dorosła osoba wyznaje miłość, po… TRZECH spotkaniach?

Oprócz tego małego potknięcia, nie ma praktycznie do czego się przyczepić. Dalsza część książki, jest wręcz genialna. Zachowania bohaterów realistyczne (choć wątek pozostania w wojsku, trochę naciągany i nie logiczny z punktu widzenia Johna), historia dalej wciągająca oraz masa uczuć wylewających się z kart powieści.

Wątek ojca głównego bohatera mógłby być trochę bardziej rozbudowany ale mimo to, nadaje książce pewnego uroku i sprawia, że powieść jest poważniejsza. Podczas czytania bolało mnie wręcz, że bohater poświęcił mu tak mało czasu.

Książka po części może odzwierciedlać rzeczywistość. Opisana historia wydaje się tutaj realna, nie przesłodzona. Momentami zabawna, czasem emocjonująca i wzruszająca. Jest w niej wszystko czego po niej oczekiwałem. Autentycznie pod koniec skręcało mnie w jelitach, taki duży wpływ wywarły na mnie słowa autora.

Zakończenie było… Niespodziewane, nieschematyczne, wzruszające, czyli takie jak powinno być, jednakże… bardzo nie po mojej myśli. Za to właśnie cenię autora.

Była to czwarta książka Nicholasa Sparksa, którą postanowiłem przeczytać. Dwie poprzednie – Pamiętnik oraz Jesienna miłość nie spełniły moich oczekiwać i miała to być ostateczne sprawdzenie, czy warto dawać mu jeszcze szanse. Powieść jest jedną z najlepszych jakie ostatnie czytałem i polecam ją każdemu kto nie jest przekonany do twórczości tego pana.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=30

pokaż więcej

 
2018-10-24 22:11:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Poza Czasem (tom 1)

Historia straconej chwili. Poza Czasem – Alexandra Monir.
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=29

Moja przygoda z podróżami w czasie zaczęła się po lekturze „Nadciąga Burza” Damiana Dibbena. Od tamtego czasu motyw ten został jednym z moich ulubionych. Seria „Poza Czasem”, jest debiutem Alexandry Monir i w wielu recenzjach wychwalana, jako jedna z...
Historia straconej chwili. Poza Czasem – Alexandra Monir.
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=29

Moja przygoda z podróżami w czasie zaczęła się po lekturze „Nadciąga Burza” Damiana Dibbena. Od tamtego czasu motyw ten został jednym z moich ulubionych. Seria „Poza Czasem”, jest debiutem Alexandry Monir i w wielu recenzjach wychwalana, jako jedna z najlepszych z tego gatunku. Długo więc odkładałem moment sięgnięcia po tę lekturę, właśnie ze względu na oczekiwania co do niej. I wcale nie żałuje, że nie zrobiłem tego wcześniej.

Główną bohaterką jest nastolatka, która w wyniku tragedii która ją dotknęła, przeprowadza się do dziadków, których nigdy nie widziała, zamieszkujących Nowy Jork. Michele Windsor, pochodzi z jeden z najbogatszych rodzin w stanach, ale sama nigdy nie doznała tego bogactwa, bowiem wychowała ją matka, która odcięła się od rodziny w młodym wieku. Bohaterka wchodzi w posiadanie tajemniczego klucza, o którym śniła od wielu lat. Przedmiot ten, jak się okazuje, potrafi cofać w czasie.

Jak wspomniałem na początku, uwielbiam ten motyw, dlatego sam opis był dla mnie niezwykle zachęcający. Pierwsze kartki, mimo że nie potrafiły mnie wciągnąć, czytałem z nadzieją na rozwój wydarzeń. Kolejne strony nie przynosiły jednak nic ciekawego. Co prawda, jest pewna tajemnica, ale sposób budowania napięcia wokół niej pozostawia wiele do życzenia.

Głównym wątkiem fabularnym, zamiast podroży w czasie, jest rozwój miłości pomiędzy dwoma bohaterami. Choć ciężko nazwać to nawet „rozwojem”. To jest całkowita porażka! Nie ma tu żadnej budowania relacji. Bohaterzy spotykają się, i w tym jednym momencie, wiedzą, że to wielka miłość, która pokona wszelkie przeszkody.

Sam motyw przemieszczania się w czasie nie jest też ani ciekawy, ani rozbudowany. Bardziej wygląda to na pretekst do poznania wymarzonego mężczyzny.

Za plus, albo raczej – nie minus, można uznać specyficzny/ciekawy klimat z początków XX w. Choć również tutaj autorka według mnie nie postarała się za bardzo. Niektóre opisy są nudne i zdecydowanie zbędne. Dodatkowo reakcje na przybysza z przyszłości są niczym wyjęte z sitcomu. Po prostu komiczne i zdecydowanie nie klimatyczne.

„– Mam na imię Michele – przedstawiła się wreszcie. Potem, przypominając sobie, co mówiła Clarze, dodała: – jestem duchem.
– Co? – dosłownie zawyła Lily. – Duchem? Ale ja nic ci nie zrobiłam! Idź sobie!”

Dialogi są jednak, ni to dobre, ni to złe. Są poprawne, tak samo jak cały sposób prowadzenia wydarzeń. Książka nie wyróżnia się niczym. Jest dobra w klasie średniej, ale zdecydowanie nie zasługuje na miano „najlepszej”. Jednakże nie przeczytałbym jej gdybym wiedział na co się zanosi.

Całość ratuje jedynie końcówka, w końcu jakoś rozwiązuje się tajemnica (choć tak naprawdę od początku było wiadomo o co chodzi) i jest parę zwrotów akcji, które nadają powieści tempa. Dodatkowo jest wprowadzeniem w drugi tom serii. Nie jestem jednak w stanie zdecydować, czy chcę po niego sięgnąć, bo chwila, którą poświeciłem na tą książkę, wydaje się stracona.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=29

pokaż więcej

 
2018-10-23 05:09:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Pamiętnik - Nicholas Sparks. Wzruszający notatnik, czy nudne zapiski?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=27

Nicholas Sparks jest jednym z najpopularniejszych autorów książek z gatunku literatury obyczajowej. Ponieważ lubię powieści o tej tematyce (co jest rzadkim zjawiskiem zważywszy na to, że jestem mężczyzną), wziąłem do ręki jedno z...
Pamiętnik - Nicholas Sparks. Wzruszający notatnik, czy nudne zapiski?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=27

Nicholas Sparks jest jednym z najpopularniejszych autorów książek z gatunku literatury obyczajowej. Ponieważ lubię powieści o tej tematyce (co jest rzadkim zjawiskiem zważywszy na to, że jestem mężczyzną), wziąłem do ręki jedno z najpopularniejszych jego dzieł – „Pamiętnik”. Była to trzecia książka tego autora, którą przeczytałem. Po fenomenalnej „Ostatniej piosence” i średniej „Jesiennej miłości” liczyłem na coś zwalającego z nóg. Niestety nie było tak kolorowo.

Powieść opisuje losy Noaha oraz Allie dwojgu zakochanych w sobie ludzi. Historie można by podzielić na trzy części. Pierwsza prawi o poznaniu tejże pary, a była to przelotna, letnia miłość. Druga opowiada bardziej szczegółowo o spotkaniu po latach, a trzecia, która rozpoczyna książkę, przedstawia sam koniec ich życia.

O ile powieść jest napisana dobrze i nie wynudza, tak opisywana historia nie jest zbyt wciągająca. Brak w niej jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, od samego początku znamy jej koniec. Mimo, że powieść jest krótka, nie porywa i cierpi na niedobór wydarzeń, bowiem prawie nic tam się nie dzieje. Większą część zajmują opisy uczuć głównego bohatera..
Przez całą lekturę nie mogłem też oprzeć się wrażeniu, że książka jest zbyt banalna i prostolinijna w tym co przekazuje. Miłość jest potężna i przetrwa wszystko, nie ważne na jaką próbę była by wystawiona. Taki morał mógłby z tej powieści płynąć, jednakże… Nie była to wcale skomplikowana historia. Wątek rodziców zabraniających związku młodej dziewczynie, jest nie rozbudowany i ogranicza się do kradzieży listów. Zdecydowanie nie jestem w stanie zgodzić się jakoby była to najlepsza powieść miłosna ostatniej dekady. Zawiodłem się również na aspekcie emocjonalnym, bowiem nie wywołała we mnie żadnych poważniejszych odczuć.

Mimo tych niezbyt pozytywnych cech, książka ma swój urok. Nie wiem czy to był zamiar autora, ale pod koniec książki poważnie zacząłem się zastanawiać nad wartością mojego życia dla siebie i innych. Na plus oczywiście wspomniane wcześniej opisy uczuć bohatera, które stanowią większą cześć powieści. Autor perfekcyjnie potrafi wyrazić emocje na papierze, co wcale nie jest łatwą sztuką.

Mimo, że ta historia nie przydała mi za bardzo do gustu, jest znośna. Zaledwie 256 stron pochłonąć można w bardzo krótkim czasie. W pamięci mam jednak Ostatnią piosenkę, dlatego wkrótce sięgnę po następne dzieło tego autora w nadziei na emocjonującą podróż.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=27

pokaż więcej

 
2018-10-22 01:58:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Zmierzch (tom 1)

Zmierzch – Stephenie Meyer. Ckliwa bajeczka o niczym?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=25

O sadze zmierzch pierwszy raz dowiedziałem się dzięki premierze filmu na podstawie pierwszej części serii. W tamtym okresie czytywałem bardzo mało książek, dlatego Zmierzchu, który niektórzy nienawidzili a inni kochali, nawet nie brałem pod uwagę. Cała seria...
Zmierzch – Stephenie Meyer. Ckliwa bajeczka o niczym?
Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=25

O sadze zmierzch pierwszy raz dowiedziałem się dzięki premierze filmu na podstawie pierwszej części serii. W tamtym okresie czytywałem bardzo mało książek, dlatego Zmierzchu, który niektórzy nienawidzili a inni kochali, nawet nie brałem pod uwagę. Cała seria obrosła stertą wyzwisk i pisków zachwytów, a ja sam nie stałem po żadnej ze stron. Sytuacja zmieniła się dopiero teraz, parę lat po obejrzeniu ostatniej ekranizacji. Ponieważ filmy nie wzbudzały we mnie ani zachwytu, ani odruchów wymiotnych, oraz zachęcony bardzo dobrą powieścią autorki pt. „Intruz”, postanowiłem sam przekonać się czego ten cały spór dotyczy. Co z tego wyszło?

Fabuły książki nie ma co nawet przytaczać, bo jest ona płytka niczym kałuża bez wody. Główny bohater, tzw. Edward Cullen, jest nudnym wampirem, który w kółko powtarza jaki on to jest niebezpieczny. Jego wypowiedzi i czyny nie mają ze sobą nic wspólnego, bowiem nasz wampir cały czas robi z siebie złego krwiopijce nie czyniąc nikomu (a przede wszystkim Belli) krzywdy. W co drugim zdaniu przeczytać można, że jest niebezpieczny i nasza biedna bohaterka powinna uciekać od niego jak najdalej (ale przy okazji, nieustanie ją stalkuje).

Bardzo ciekawą informacją jest to, że oto stuletni wampir lubi uczęszczać do szkoły. Jeśli dodamy do tego jak ciężko mu powstrzymać się przed zabijaniem ludzi, wybrał idealne miejsce do pobytu.

Plusem mogliby być chociaż poboczni bohaterowie, ale wiemy o nich tylko tyle, że są. Znajomi Belli próbują ją poderwać, a znajome… są? Nie grają właściwie żadnej roli. Po prostu takie lekkie urozmaicenie, które nic nie wniosło.

W książce brakuje kompletnie elementu zaskoczenia, wszystkie tajemnice (choć nie ma ich prawie wcale), które mogłyby zainteresować, od razu są podane jak na tacy. Historia nie wciąga i nudzi. Powieść ta stała się moim lekarstwem na bezsenność, biorąc ją do ręki, momentalnie powieki zamykały się (nie wątpię, że w ten sposób chciały mnie uchronić przed czytaniem kolejnych stron).

To nie jest tak, że nie wiedziałem na co się porywam. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że to romans. Nie zmienia to jednak faktu, że ten twór jest źle napisany i nudny. W porównaniu z innymi książkami obyczajowymi, jak chociażby powieściami Pani Kasie West, którym do ideału też trochę brakuje, wypada nie tyle miernie, co fatalnie.

Niestety dla tej recenzji – nie byłem w stanie dokończyć „dzieła”. Oceniam na podstawie połowy, którą udało mi się cudem przeczytać. Przez te kilka dni, w których zaparłem się, że będę czytać tą książkę, bardziej interesowały mnie nawet reklamy w telewizji. Nie potrafię doszukać się pozytywnego aspektu tej książki.

Recenzja również na mojej stronie:
http://lukeblake.pl/index.php?page=news&id=25

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
325 13 1170
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (119)

zgłoś błąd zgłoś błąd