BookishMadeleine 
readwithpassion.it27.pl
status: Czytelnik, ostatnio widziany 4 dni temu
Teraz czytam
  • Aberrations. Bestia się budzi
    Aberrations. Bestia się budzi
    Autor:
    Pierwszy tom nowej serii Josepha Delaneya. Mrożąca krew w żyłach walka ludzi z rozprzestrzeniającym się złem w hrabstwie Lancashire, miejscu akcji "Kronik Wardstone". Sprytek nie pamięta cz...
    czytelników: 43 | opinie: 5 | ocena: 7,09 (11 głosów)
  • A Reaper at the Gates
    A Reaper at the Gates
    Autor:
    The highly anticipated third book in Sabaa Tahir’s New York Times bestselling EMBER QUARTET. Beyond the Empire and within it, the threat of war looms ever larger. The Blood Shrike, Helene Aquilla, i...
    czytelników: 131 | opinie: 0 | ocena: 9 (1 głos)
  • Idiota
    Idiota
    Autor:
    Oto powieść, z utworów Dostojewskiego kto wie czy nie największa, na pewno zaś najgłębiej badająca mroczne tajniki duszy, a zarazem wzywająca do wytrwania w poszukiwaniu piękna jej wnętrza, chrześcij...
    czytelników: 14385 | opinie: 307 | ocena: 8,1 (4822 głosy) | inne wydania: 18
  • Love line II
    Love line II
    Autor:
    "Znacznie łatwiej jest udawać miłość, niż ukryć, że kogoś kochasz" Bethany McCallum chciałaby, aby jej życie znowu stało się normalne. ale czy to możliwe, skoro jej ukochany, Matthem Hansen...
    czytelników: 332 | opinie: 36 | ocena: 7,54 (105 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-08 21:02:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 5/10, Egzemplarze recenzenckie, Przeczytane 2018
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3.5)

Głównym zarzutem, jaki wymieniają osoby, które rozczarowała ta książka, jest to, że nic się w niej nie dzieje. Niestety, prawie całkowicie muszę się z tym zgodzić. Nie znajdziemy tu pełnych emocji wydarzeń, do których przyzwyczailiśmy się w poprzednich tomach. Samej akcji jest tu niewiele, a trudnych do przewidzenia sytuacji nie ma praktycznie wcale. Czytając „Dwór szronu i blasku gwiazd”... Głównym zarzutem, jaki wymieniają osoby, które rozczarowała ta książka, jest to, że nic się w niej nie dzieje. Niestety, prawie całkowicie muszę się z tym zgodzić. Nie znajdziemy tu pełnych emocji wydarzeń, do których przyzwyczailiśmy się w poprzednich tomach. Samej akcji jest tu niewiele, a trudnych do przewidzenia sytuacji nie ma praktycznie wcale. Czytając „Dwór szronu i blasku gwiazd” odczuwa się silne wrażenie, że historia przedstawiona przez autorkę nie miała być osobną opowieścią, a raczej krótkim dodatkiem przedstawiającym życie znanych nam bohaterów po wydarzeniach z „Dworu skrzydeł i zguby”.

Skoro nie ma emocjonującą wydarzeń, to czego właściwie możemy dowiedzieć się czytając tę książkę? Autorka prawdopodobnie planowała skupić się na ukazaniu tego, jak poszczególne postacie radzą sobie po zakończeniu wojny i jak wpłynęła ona na ich zachowanie. Pomysł wyjściowy całkiem dobry, tylko niestety wykonanie jest trochę gorsze. Nie znajdziemy w tej opowieści za dużo pogłębionej analizy psychologicznej bohaterów, a za to możemy poczytać o tym, jak Feyra kupuje swoim przyjaciołom prezenty na Przesilenie Zimowe i jak wspólnie spędza z nimi to święto. Idealna opowiastka do poczytania przed Bożym Narodzeniem, aby wczuć się w świąteczny klimat, ale poza tym niewiele pozostaje w tej historii. Muszę przyznać, że po Sarze J. Maas spodziewałam się czegoś zupełnie innego.

Zaskoczyło mnie to, że czytanie kolejnych rozdziałów ze strony na stronę coraz bardziej mnie nużyło. Nigdy wcześniej nie miałam takiego odczucia podczas lektury powieści tej autorki. Będąc mniej więcej w połowie „Dworu szronu i blasku gwiazd” miałam ochotę odłożyć tę książkę na półkę, bo zwyczajnie czytanie o kolejnych przygotowaniach do świąt mnie nudziło. Nawet te momenty, które dotyczyły odbudowy miasta i psychiki bohaterów po wojnie nie zrekompensowały mi tego niezadowolenia. Jedyne sytuacje, które w moim odczuciu były w jakiś sposób interesujące, dotyczyły aspektów politycznych i obozu Ilyrów. To, czego dowiedzieliśmy się z tej historii jest prawdopodobnie wprowadzeniem do dalszych wydarzeń, które zostaną opisane w kolejnej części. Liczę na to, że ten wątek zostanie wyczerpująco w niej rozwinięty.

Najlepsza część tej historii dość nieoczekiwanie pojawiła się po jej zakończeniu. Na końcu książki umieszczono bowiem kilka stron zapowiedzi tego, co będzie działo się w kolejnym tomie cyklu „Dwór cierni i róż”. Nie powiem Wam, czego będzie on dotyczył, ale muszę przyznać, że skupienie się na takich, a nie innych bohaterach bardzo mi się spodobało. Mam nadzieję, że autorka pociągnie dalej tę historię w podobny sposób, jak robiła to w pierwszych trzech tomach serii i kolejne powieści będą znowu wciągające i emocjonujące.

Jeśli chodzi o sam sposób prowadzenia narracji i styl autorki, to pod tym względem w „Dworze szronu i blasku gwiazd” nic się nie zmieniło. Całość czyta się lekko i szybko, nawet mimo nieangażujących wydarzeń. Tę przyjemność z lektury zaburza tylko parę momentów na przełomie całej książki, kiedy to rozmowy bohaterów z dobrze zapowiadających się schodzą na dziwne i często – łagodnie mówiąc – nieeleganckie tematy, przez które moja sympatia do niektórych bohaterów stopniowo spadała. Niestety, autorce zdarza się czasami zepsuć jakąś scenę w najmniej oczekiwany sposób, co można było zaobserwować też w poprzednich jej powieściach. Ta historia pod tym względem nie różni się od pozostałych tomów z serii.

Biorąc pod uwagę to, co Maas zdecydowała się opisać w „Dworze szronu i blasku gwiazd” podobnie do dużej liczby czytelników odnoszę wrażenie, że wydawanie tej historii w formie osobnej książki nie było konieczne. Autorka mogła równie dobrze opowiedzieć o tych wydarzeniach pod koniec trzeciego lub na początku czwartego tomu i cała seria by na tym nie straciła. Jeśli jesteście ciekawi tego, co zostało tu opisane, to sięgnijcie po tę opowieść i sprawdźcie, jakie odczucia w Was wywoła. Wydaje mi się jednak, że jej poznanie nie jest konieczne i raczej nie będzie wpływało na zrozumienie fabuły kolejnego tomu. Moim zdaniem warto przeczytać zapowiedź czwartej części umieszczoną na końcu wydania tej książki, ale czy sama historia jest warta uwagi? Myślę, że nie za bardzo.

readwithpassion.it27.pl

pokaż więcej

 
2018-11-28 19:28:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Szklany Tron (tom 6)
 
2018-11-17 20:44:55
Cykl: Zwiadowcy (tom 14)

Fabuła „Pojedynku w Araluenie” jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń, które miały miejsce w „Klanie Czerwonego Lisa”. Nasi bohaterowie są postawieni w bardzo trudnej sytuacji i muszą znaleźć z niej wyjście, co wymaga od nich wielu umiejętności i zaangażowania. Mimo że poprzednią część cyklu czytałam w wakacje, nie miałam najmniejszego problemu z odnalezieniem się w akcji tej powieści. Autor... Fabuła „Pojedynku w Araluenie” jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń, które miały miejsce w „Klanie Czerwonego Lisa”. Nasi bohaterowie są postawieni w bardzo trudnej sytuacji i muszą znaleźć z niej wyjście, co wymaga od nich wielu umiejętności i zaangażowania. Mimo że poprzednią część cyklu czytałam w wakacje, nie miałam najmniejszego problemu z odnalezieniem się w akcji tej powieści. Autor pisze w taki sposób, że nie da się odczuć jakiegokolwiek poczucia zagubienia – o wszystkich kluczowych dla fabuły wydarzeniach wspomina mimochodem w sytuacjach, które tego wymagają. Dzięki temu czytelnik bez żadnego problemu może szybko i płynnie wciągnąć się w akcję.

Główne role w tej historii grają dobrze znane wszystkim wielbicielom serii postacie. Na pierwszy plan wychodzi Maddie, młoda zwiadowczyni. O ile w pierwszym tomie, w którym się pojawiła (dwunastym) niezmiernie mnie irytowała, to na szczęście tym razem sytuacja była zupełnie inne. Dziewczyna została pozbawiona wszystkich denerwujących cech, które wcześniej ją charakteryzowały i dzięki temu mój stosunek do niej uległ zmianie. Udało mi się – ku własnemu zaskoczeniu – ją polubić i kibicowałam jej przez cały czas trwania wydarzeń. W tej powieści jednak śledzimy nie tylko momenty, w których czynny udział bierze Maddie, ale również mamy do czynienia z Horace’m, Gilanem i Cassandrą. Jeśli ktoś z Was liczył na obecność Willa lub Halta, to niestety muszę Was zasmucić – pierwszy z nich pojawia się może na trzech stronach, a drugi jest tylko czasami wspominany w rozmowach. Trochę mnie to rozczarowało, ale dzięki poświęceniu sporej ilości miejsca Gilanowi i Horace’owi – których uwielbiam – ten brak za bardzo mi nie doskwierał.

Podobnie, jak w „Klanie Czerwonego Lisa”, również w „Pojedynku w Araluenie” pojawiają się bohaterowie innej serii Flanagana. Znani z „Drużyny” Hal, Stig i ich przyjaciele zyskują w tej powieści sporo miejsca. Odgrywają oni dużą rolę w mających tu miejsce wydarzeniach, co całkiem przypadło mi do gustu. Mimo że nie czytałam drugiej serii tego autora w całości, to okazało się, że jej dokładna znajomość nie jest konieczna do pełnego zrozumienia tej historii. Za tak umiejętne połączenie swoich dwóch cykli autorowi należą się gratulacje.

Styl, jakim posługuje się Flanagan w swoich powieściach na pierwszy rzut oka nie wydaje się być wyjątkowy. Jednak każda osoba, która kiedykolwiek miała do czynienia z jego książkami może stwierdzić, że z jakiegoś trudnego do jednoznacznego określenia powodu czyta się je ekspresowo. Sposób pisania autora ma w sobie „to coś”, powodujące, że przez kolejne strony się po prostu płynie. Każdy tomów „Zwiadowców” liczy sobie około pięćset stron, a mimo to całą powieść można pochłonąć niemal na raz. Również „Pojedynek w Araluenie” nie jest odstępstwem od tej reguły – całość tak wciąga, że jej przeczytanie zajęło mi tylko parę godzin.

Ta powieść spełniła wszystkie oczekiwania, które miałam przed rozpoczęciem lektury. Utrzymano ją na tym samym poziomie, co poprzedni tom, dzięki czemu prawie w ogóle nie odczułam przerwy, która dzieli daty wydania trzynastego i czternastego tomu. Czytało mi się ją tak lekko, jakbym dopiero co odłożyła na bok poprzedni tom. Autor po raz kolejny zaserwował mi powrót do ukochanego świata i spowodował, że na kilka godzin znowu wniknęłam w wykreowane przez niego realia. Seria „Zwiadowcy” w dalszym ciągu pozostaje jedną z moich ulubionych i z wielką chęcią będę wyczekiwała kolejnych jej części. Może czternasty tom nie reprezentuje tak wysokiego poziomu, jak pierwsze dziesięć, ale mimo to uważam, że każdemu wielbicielowi tej serii „Pojedynek w Araluenie” powinien się spodobać. Ja jestem bardzo zadowolona z lektury i nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić Wam nie tylko tę książkę, ale i cały cykl „Zwiadowcy” <3 Jeśli lubicie fantasy, to raczej nie odłożycie tych książek rozczarowani.

pokaż więcej

 
2018-11-11 15:04:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-11-03 11:30:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Cole (tom 1)
 
2018-11-01 21:33:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Jak poderwać drania? (tom 1)
 
2018-10-28 18:58:45
Cykl: Kroniki Ocalałych (tom 2)

Pierwszy tom trylogii "Kroniki Ocalałych" - "Fałszywy pocałunek" - należał do grona najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w 2017, a jego zakończenie sprawiło, że nie mogłam doczekać się kontynuacji. Niedawno w moje ręce w końcu trafiło "Zdradzieckie serce", po które sięgnęłam od razu po otrzymaniu paczki. Nie muszę chyba mówić, jak duże były moje oczekiwania w stosunku do lektury.... Pierwszy tom trylogii "Kroniki Ocalałych" - "Fałszywy pocałunek" - należał do grona najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w 2017, a jego zakończenie sprawiło, że nie mogłam doczekać się kontynuacji. Niedawno w moje ręce w końcu trafiło "Zdradzieckie serce", po które sięgnęłam od razu po otrzymaniu paczki. Nie muszę chyba mówić, jak duże były moje oczekiwania w stosunku do lektury. Miałam nadzieję na historię stojącą na co najmniej tak wysokim poziomie, jak poprzedniczka. Czy tak było? Sprawdźcie dalej.

Już po zakończeniu pierwszego tomu można było wnioskować, że akcja tej części trylogii będzie miała miejsce w jednym mieście. Nasi główni bohaterowie w wyniku pewnego biegu wydarzeń trafiają do nowego, obcego dla nich królestwa. Muszą robić wszystko, co tylko się da, aby przetrwać i często podejmować niosące za sobą wielkie ryzyko decyzje. Sama konstrukcja tej powieści różni się nieco od poprzedniego tomu. Przede wszystkim nie mamy tu do czynienia z wieloma zwrotami akcji, nie znajdziemy też momentu, w którym nasz dotychczasowy punkt widzenia zostałby odwrócony o 180 stopni, jak w przypadku „Fałszywego pocałunku”. „Zdradzieckie serce” nadrabia jednak te braki ogromną ilością dworskich gierek i intryg, które czasami są bardzo trudne do rozszyfrowania. Nie można być pewnym, co jest prawdą, a co tylko ułudą. Dzięki takiemu zabiegowi szybko wciągnęłam się w tę historię i nie mogłam się doczekać tego, co się dalej wydarzy.

O ile sposób poprowadzenia akcji w tej powieści oceniam zdecydowanie pozytywnie, to nie mogę tego samego jednoznacznie powiedzieć o bohaterach. W poprzednim tomie nie miałam żadnego problemu z Lią, dobrze i przyjemnie czytało mi się o tej postaci. Tym razem jednak nie do końca byłam w stanie zrozumieć jej zachowanie, przez co moja sympatia do niej osłabła. Zdarzały się też sytuacje, w których mnie strasznie irytowała. Aż do ostatnich rozdziałów miałam mieszane uczucia w stosunku do tej dziewczyny. Na plus mogę za to ocenić sposób wykreowania męskich bohaterów „Zdradzieckiego serca”. Oprócz znanych nam już Rafe’a i Kadena poznajemy również okrutnego Komizara. Bardzo spodobało mi się to, że autorka postanowiła trochę rozbudować osobowość tych dwóch ostatnich, dzięki czemu obserwowanie ich losów stało się dla mnie jeszcze bardziej fascynujące. Szkoda tylko, że Pearson nie poszła za ciosem i nie pokazała bardziej szczegółowo ich przeszłości i motywów nimi kierujących, ale nie można mieć wszystkiego.

Oprócz wymienionych przeze mnie elementów, „Zdradzieckie serce” pod wieloma względami przypomina „Fałszywy pocałunek”. Z tego względu uważam, że większość osób, które polubiło pierwszy tom tej historii, doceni również jej kontynuację. Język autorki pozostał bez zmian, tak samo, jak jej styl pisania. W podobny sposób stworzono również warstwę wizualną tej powieści – okładka wykorzystuje część elementów z oprawy poprzedniej części. Nie jestem fanką akurat tego rozwiązania, bo szata graficzna mi osobiście nie przypadła do gustu. Chociaż dzięki temu mogę śmiało powiedzieć, że ta seria jest idealnym przykładem na to, że nie warto oceniać książki po okładce!

Muszę jeszcze wspomnieć o jednym z głównych elementów tej powieści – wątku romantycznym. W poprzednim tomie bardzo mi się podobało jego rozwinięcie, nawet nielubiany przeze mnie motyw trójkąta miłosnego został interesująco pokazany. Tym razem również jestem całkiem zadowolona z realizacji tego aspektu książki. Mimo że jest to często spotykany w literaturze element, autorce udało się wprowadzić trochę świeżości, nie czyniąc tego wątku tak oczywistym, jak mi się początkowo wydawało. Jestem bardzo ciekawa, jak Pearson pociągnie go w kolejnym tomie tej historii.

„Zdradzieckie serce” wciągnęło mnie już od pierwszych stron. Nie mogłam oderwać się od lektury aż do zakończenia, które spowodowało, że nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Dodatkowo jestem zaintrygowana rozwojem wątku politycznego, który w tej części pojawił się we większym zakresie, niż w „Fałszywym pocałunku”. Mam nadzieję, że pod tym względem Pearson mnie nie zawiedzie. Liczę również na to, że uda mi się polubić główną bohaterkę i dowiem się jeszcze więcej o świecie, który wykreowała autorka.

Drugi tom „Kronik Ocalałych” prawie całkowicie spełnił moje oczekiwania. Oprócz małego problemu, jaki miałam z główną bohaterką, jestem generalnie zadowolona z lektury. „Zdradzieckie serce” zapewniło mi kilka godzin świetnej rozrywki i mogę z czystym sercem polecić tę książkę wszystkim osobom, którym przypadł do gustu pierwszy tom tej serii. Po wieloma względami ta powieść jest podobna do poprzedniczki – cechuje ją między innymi taki sam klimat, dodatkowo uprzyjemniający lekturę. Moim zdaniem warto po nią sięgnąć, więc zachęcam Was do jak najszybszego zaopatrzenia się w „Zdradzieckie serce”!

readwithpassion.it27.pl

pokaż więcej

 
2018-10-26 18:31:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: de Vincent (tom 1)
 
2018-10-22 20:47:59
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Love line (tom 2)
 
2018-10-22 20:47:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Love line (tom 1)
 
2018-10-21 22:23:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, <5/10, Egzemplarze recenzenckie, Przeczytane 2018
Cykl: Roziskrzone noce (tom 1)

„Roziskrzone noce” to jedna z ostatnich nowości wydawnictwa Jaguar. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej powieści, ale kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach i przeczytałam opis uznałam, że może to być całkiem przyjemna lektura utrzymana w takim klimacie, jaki lubię. Oczywiście, nie spodziewałam się cudów, ale liczyłam na coś, co pozwoli mi po prostu zrelaksować się po szkole i na... „Roziskrzone noce” to jedna z ostatnich nowości wydawnictwa Jaguar. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej powieści, ale kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach i przeczytałam opis uznałam, że może to być całkiem przyjemna lektura utrzymana w takim klimacie, jaki lubię. Oczywiście, nie spodziewałam się cudów, ale liczyłam na coś, co pozwoli mi po prostu zrelaksować się po szkole i na chwilę odpocząć od obowiązków. Wydawało mi się, że kojarzę nazwisko autorki, więc sprawdziłam to i okazało się, że Beatrix Gurian napisała też „Stigmatę”, która kilka lat temu przyciągnęła mnie swoją tajemniczą fabuła. Niestety, w przypadku tamtej powieści potencjał nie został kompletnie wykorzystany, a i sam bieg wydarzeń był pełen schematów. Miałam nadzieję, że przy kolejnej książce Gurian naprawi swoje błędy, więc z pozytywnym podejściem zaczęłam czytać. Dość szybko jednak straciłam tę wiarę, bo „Roziskrzone noce” z każdą stroną stawały się coraz bardziej przewidywalną i pełną absurdów historią.

Sygnał ostrzegawczy, który na samym początku zignorowałam, pojawił się już w prologu. Półtorej strony stanowiące wycinek akcji z późniejszych rozdziałów książki zapowiadało motyw instant-love, czyli szeroko rozpowszechnionej w literaturze młodzieżowej miłości, którą bohaterowie odczuwają niemal od pierwszego spotkania, a przy drugim już wiedzą, że są sobie przeznaczeni. Bardzo nie lubię takiego zabiegu, ale podczas lektury pierwszych stron tej powieści machnęłam na to ręką z myślą, że autorka na pewno to jakoś obroni i przedstawi w bardziej rozbudowany sposób. Tak mi się przynajmniej wydawało…

Niestety, w tym aspekcie spotkało mnie jedno z wielu rozczarowań. W „Roziskrzonych nocach” nie ma mowy o jakimkolwiek pogłębieniu wątku miłosnego. Główna bohaterka spotyka chłopaka, a po dwóch dniach już jest pewna swoich uczuć do niego. To wszystko. Nawet nie wiecie, jak bardzo zirytowało mnie takie przedstawienie tego aspektu. Dawno nie czytałam powieści, w której podobny wątek byłby pokazany w tak płytki sposób. Nie wzbudził we mnie żadnych pozytywnych emocji i tylko spowodował, że zaczęłam się poważnie zastanawiać na stanem psychiki przedstawionych postaci.

Nasza główna bohaterka – Phila – jest bowiem tak infantylną i denerwującą osobą, że momentami naprawdę ciężko mi było ją znieść. Sprawia wrażenie dziewczyny o znacznie obniżonym ilorazie inteligencji. Większość jej przemyśleń – których niestety w tej książce pojawia się zdecydowanie za dużo – jest kompletnie niepasujących do sytuacji i – co za tym idzie – zwyczajnie głupich. Nie będę przytaczać konkretnych przykładów, bo wiązałoby to się ze spoilerami, ale wierzcie mi, jej tok myślenia jest tak pokrętny, że woła o pomstę do nieba.

W przypadku pozostałych postaci również nie jest lepiej. W większości są to osoby jednowymiarowe, posiadające tylko dwie lub trzy charakterystyczne cechy. Ich motywacje były bardzo naciągane, przedstawione w płaski i uproszczony sposób. Autorka pokazała bohaterów drugo- i trzecioplanowych tak, że przez całą akcję powieści nie byłam w stanie w nich uwierzyć. Mocno rzucało mi się w oczy to, że osoby o takim zachowaniu z całą pewnością nie mogłyby istnieć w rzeczywistości.

Dokładnie taki sam problem dostrzegłam w fabule. Od początku widać, że autorka miała pomysł na swoją historię i to całkiem niezły, ale nie potrafiła tego opisać. Znaczna część wydarzeń jest ogromnie trudna do uwierzenia, nawet jak na elementy fantasy. Wszystko jest zbyt nieuporządkowane, chaotyczne, Gurian momentami gubi związek przyczynowo-skutkowy. Pojawia się wiele sytuacji zupełnie pozbawionych sensu i zwyczajnie niepotrzebnych. Najbardziej szkoda mi tego, że sama główna intryga naprawdę mogłaby być interesująca i momentami zaskoczyć, gdyby tylko wyciąć z niej parę absurdów i zbędnych elementów. To miało szansę się udać…

Z reguły nie poświęcam w opinii o książce zbyt wiele miejsca samemu językowi powieści, ale sposobu, jakim są napisane „Roziskrzone noce”, nie da się pominąć. Styl autorki jest bardzo prosty, prawdopodobnie starała się ona nadać narracji młodzieżowy wydźwięk poprzez wprowadzenie kilku powszechnych w języku młodych osób wtrąceń z angielskiego. Cały ten wysiłek udało się jej zaprzepaścić dzięki wpleceniu wielu metafor, które nie mają nic wspólnego z wyrażeniami używanymi przez zwykłych ludzi. Podam przykład: w jednej ze scen główna bohaterka widzi po raz pierwszy pałacową bibliotekę i opisuje ją jako „przypominającą trzypiętrowy tort weselny z zapakowanych kinder pingui”. Wiecie, o co chodzi Phili? Ja nie mam pojęcia, jak to rozumieć.

Jak już z całą pewnością zauważyliście, „Roziskrzone noce” zdecydowanie nie przypadły mi do gustu. Mimo że moje oczekiwania były dość małe, liczyłam na znacznie lepszą historię. Ta powieść kuleje pod wieloma względami. Autorce nie udała się zarówno kreacja bohaterów, jak i stworzenie angażującej fabuły. Jej książka jest przewidywalna, nie wciąga i wzbudza w czytelniku znacznie więcej negatywnych odczuć niż pozytywnych. Ze swojej strony nie polecam – nawet osoby, które lubią historie utrzymane w podobnym klimacie (tak, jak ja) mogą się srodze rozczarować.

readwithpassion.it27.pl

pokaż więcej

 
2018-10-01 20:10:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Księga wszystkich dusz (tom 1)
 
2018-09-30 13:12:21
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Aberrations (tom 1)
 
2018-09-30 10:34:44
Cykl: Ash Princess Trilogy (tom 1)

Macie tak czasami, że po przeczytaniu opisu jakiejś powieści od razu jesteście pewni, że po prostu musicie ją poznać? Mnie takie uczucie dopada stosunkowo rzadko, a przy tym parę razy zdarzyło mi się już rozczarować, kiedy powieść (według skrótu fabuły umieszczonego na okładce), wydawała się być napisana idealnie pod mój gust, a niestety później okazało się, jak bardzo się w tej początkowej... Macie tak czasami, że po przeczytaniu opisu jakiejś powieści od razu jesteście pewni, że po prostu musicie ją poznać? Mnie takie uczucie dopada stosunkowo rzadko, a przy tym parę razy zdarzyło mi się już rozczarować, kiedy powieść (według skrótu fabuły umieszczonego na okładce), wydawała się być napisana idealnie pod mój gust, a niestety później okazało się, jak bardzo się w tej początkowej ocenie pomyliłam. Ostatnio taka pewność towarzyszyła mi w trakcie czytania opisu „Księżniczki Popiołu”. Zawierał on dokładnie to, co uwielbiam w opowieściach: monarchię, walkę o kraj i zapowiedź silnej, charyzmatycznej bohaterki. Bez wahania zdecydowałam się dać szansę tej historii. Jak było tym razem? Czy znowu się rozczarowałam?

ZDECYDOWANIE NIE! „Księżniczka Popiołu” porwała mnie od pierwszej strony i sprawiła, że na parę godzin byłam całkowicie wykluczona z normalnego funkcjonowania. Ta historia niemal pod każdym aspektem idealnie trafiła w mój gust czytelniczy. Było w niej to, co cenię w książkach tego gatunku i co sprawia, że z tak wielką przyjemnością po nie sięgam. Już przedstawiam Wam wszystko po kolei.

Przede wszystkim jedną z największych zalet „Księżniczki Popiołu” jest fabuła. Mimo że teoretycznie szybkość następowania po sobie kolejnych wydarzeń nie jest zawrotna, to akcja angażuje stuprocentowo. W dużym stopniu jest to zasługa tego, że w trakcie czytania tej powieści niczego nie możemy być pewni. Autorka stworzyła tak rozległą sieć intryg, dworskich gierek i manipulacji, że momentami naprawdę trudno było określić, co jest prawdą, a co tylko złudzeniem pokazywanym dla osiągnięcia własnych celów. Oprócz tego mamy do czynienia z ogromną ilością zwrotów akcji, które zaskakują w najmniej oczekiwanych momentach. Sprawiło to, że całą powieść pochłonęłam niemal jednym tchem w kilka godzin, bo nie byłam w stanie odłożyć jej na bok.

Kolejnym aspektem, który całkowicie przypadł mi do gustu, był sposób wykreowania głównej bohaterki. Przyznaję, na samym początku miałam pewne obawy w stosunku do Theo, ale bardzo szybko zostałam ich pozbawiona. Autorka przedstawiła ją bardzo wiarygodnie – dziewczyna oprócz zalet posiada też kilka wad, których jest świadoma i które stara się zwalczać na kartach tej powieści. Uwielbiam postacie, w które jestem w stanie uwierzyć, zrozumieć tok myślenia i nękające ich wątpliwości. W przypadku naszej księżniczki właśnie taka sytuacja miała miejsce. Szybko polubiłam tę bohaterkę, a obserwując stopniowo dokonującą się w niej przemianę zaczęłam mieć o niej jeszcze lepsze zdanie. Theodosia jest osobą o mocnym charakterze, wykształconym przez okrutne wydarzenia, jakie miały miejsce w jej przeszłości. Kiedy czara goryczy się przelewa i dziewczyna zaczyna działać, stara się zrobić wszystko dla dobra swojego ludu, często kosztem własnych pragnień.

„Księżniczka Popiołu” dobrze wypada również pod kątem postaci drugoplanowych. W tej powieści mamy do czynienia z gamą różnorodnych osób, z których każdy jest pod jakimś względem wyjątkowy. Oczywiście, oprócz bohaterów pozytywnych pojawia się mnóstwo innych, w stosunku do których szybko zaczyna się czuć nienawiść. Wszystkim im trzeba jednak oddać to, że są świetnie wykreowani. Cechują się złożoną psychiką i do końca nigdy nie wiadomo, jakie są ich prawdziwe cele. Przez cały czas poznawania tej historii nie byłam pewna, kto tak naprawdę jest wrogiem, a kto przyjacielem i w przypadku niektórych osób wątpliwości towarzyszyły mi aż do samego końca.

Styl Laury Sebastian jest bardzo przystępny i dodatkowo potęguje to, że przez tę powieść się po prostu mknie. Mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową z perspektywy Theo, więc wszystkie wydarzenia obserwujemy jej oczami. Moim zdaniem ten zabieg ogromnie pasuje do tej historii i sprawia, że znacznie bardziej możemy się zżyć z tą bohaterką. Ja tak wciągnęłam się w fabułę, że nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam już do zakończenia. Pojawiło się ono w takim momencie, że od razu miałam ochotę sięgnąć po kontynuację i dowiedzieć się, jak akcja potoczy się dalej. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu i mam nadzieję, że jak najszybciej pojawi się okazja, aby go przeczytać.

Wspomnę jeszcze o jednym elemencie. W „Księżniczce Popiołu” pojawiają się określenia zapożyczone z języka niemieckiego, jak i jedno przekształcone z rosyjskiego. Cesarz na przykład nazwany jest kaiserem, cesarzowa kaiseriną, a książę to prinz. Zdaję sobie sprawę, że niektórym osobom może taki zabieg przeszkadzać, ale muszę powiedzieć, że mnie nawet przypadło to do gustu. Może częściowo dlatego, że nie mam nic przeciwko tym językom, ale przede wszystkim stanowiło to aspekt, który stosunkowo rzadko spotykam w powieściach. W żaden sposób mnie to nie irytowało – wręcz przeciwnie – często powodowało lekki uśmiech na mojej twarzy.

„Księżniczka Popiołu” znacznie przebiła wszystkie moje oczekiwania. To powieść pełna intryg i manipulacji, z wartką, wciągającą akcją i charyzmatycznymi bohaterami. Mnie ogromnie przypadła do gustu i sprawiła, że zakochałam się w tej historii i już nie mogę się doczekać, żeby poznać dalsze losy tych postaci <3 Zdecydowanie polecam, moim zdaniem jest to jedna z najlepszych powieści młodzieżowych fantasy, jakie pojawiły się w Polsce w tym roku. Koniecznie sięgnijcie po nią, jeśli lubicie takie klimaty, bo jest spore prawdopodobieństwo, że również będziecie zachwyceni 🙂

readwithpassion.it27.pl

pokaż więcej

 
2018-09-19 09:53:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018
 
Moja biblioteczka
394 91 507
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (14)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (9)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd