BookishMadeleine 
readwithpassion.it27.pl
status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 dni temu
Teraz czytam
  • A Reaper at the Gates
    A Reaper at the Gates
    Autor:
    The highly anticipated third book in Sabaa Tahir’s New York Times bestselling EMBER QUARTET. Beyond the Empire and within it, the threat of war looms ever larger. The Blood Shrike, Helene Aquilla, i...
    czytelników: 100 | opinie: 0 | ocena: 9 (1 głos)
  • Głosząca kres
    Głosząca kres
    Autor:
    Trzeci tom serii Wojna Lotosowa, opowieść o ostatniej bitwie, która rozstrzygnie losy Gildii. Trylogia Wojna lotosowa to wzruszająca i tragiczna opowieść o przyjaźni, miłości, wierności i zdradzie. W...
    czytelników: 401 | opinie: 9 | ocena: 7,97 (29 głosów) | inne wydania: 1
  • Wojna i pokój. Tom I i II
    Wojna i pokój. Tom I i II
    Autor:
    Imponujące dzieło Tołstoja to książka, do której ciągle się wraca. Ta wielowątkowa rosyjska epopeja narodowa opowiada losy obywateli Cesarstwa Rosyjskiego w czasach wojen napoleońskich. Wierne tło his...
    czytelników: 11128 | opinie: 153 | ocena: 7,96 (3241 głosów) | inne wydania: 43

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-20 20:46:34
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2018-07-19 22:13:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-07-14 16:24:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-07-14 09:20:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-07-10 22:46:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 8/10, Egzemplarze recenzenckie, Przeczytane 2018

Niezbyt często zdarza mi się sięgać po thrillery. Nie dzieje się tak dlatego, że nie lubię tego gatunku. Wręcz przeciwnie, na swojej liście do przeczytania mam wiele tego typu tytułów, jednak ciągle brakuje mi czasu na to, żeby w końcu się w nie zagłębić. Parę dni temu udało mi się jednak wyrwać trochę chwil i pochłonąć jedną z takich powieści. „Powiedz, że jesteś moja”, czyli nowość od... Niezbyt często zdarza mi się sięgać po thrillery. Nie dzieje się tak dlatego, że nie lubię tego gatunku. Wręcz przeciwnie, na swojej liście do przeczytania mam wiele tego typu tytułów, jednak ciągle brakuje mi czasu na to, żeby w końcu się w nie zagłębić. Parę dni temu udało mi się jednak wyrwać trochę chwil i pochłonąć jedną z takich powieści. „Powiedz, że jesteś moja”, czyli nowość od wydawnictwa Zysk i S-ka dotarła do mnie stosunkowo niedawno i nie mogłam się doczekać, kiedy się za nią zabiorę. Złapałam ją w zeszłym tygodniu na chwilę z chęcią przeczytania tylko kilku początkowych rozdziałów i nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy przerzuciłam ostatnią stronę.

„Powiedz, że jesteś moja” wciągnęła mnie niemiłosiernie już od pierwszych stron. Szybko rzucił mi się w oczy klimat, jaki autorka zawarła w swojej powieści. Czuć tu wyjątkową atmosferę tajemnicy, niepewności, a momentami nawet prawdziwej grozy. Prawdopodobnie to był jeden z czynników, który nie pozwolił mi odłożyć książki na bok. Tak głęboko poczułam wszystkie emocje zawarte w historii, że nie byłam w stanie jej porzucić, zagłębiając się coraz bardziej w losy bohaterek.

Poznajemy tu punkty widzenia trzech różnych kobiet: Stelli, Isabelle i Kirsten. Są one zupełnie odmienne od siebie, mają różne charaktery, doświadczenia i przeżycia. Wraz z biegiem fabuły pojawiają się kolejne elementy, które je łączą, choć kobiety nie do końca są tego świadome. Wszystkie te postacie są świetnie wykreowane pod kątem psychologicznym. Każda z nich ma bardzo złożoną osobowość, którą poznajemy podczas czytania rozdziałów prezentujących ich sposób patrzenia na świat.

Taki sposób prowadzenia narracji sprawił, że czytelnik może lepiej poznać wszystkie bohaterki. Jednak wraz z nastrojem niepewności, który odczuwalny jest na każdej stronie szybko zauważyłam, że nie do końca wierzę we wszystko, co mówią poszczególne osoby. Zaczęłam poddawać wszelkie ich słowa w wątpliwość i nigdy nie byłam stuprocentowo pewna, czy opisywane przez którąkolwiek z kobiet wydarzenie jest prawdziwe. Zdecydowanie jestem pod wrażeniem tego, jak Norebäck udało się mnie zwodzić przez cały czas trwania fabuły.

Aspekt psychologiczny tej powieści jest dopracowany w najmniejszych szczegółach i bardzo wpływa na psychikę czytelnika. W historii, którą obserwujemy na kartach tej książki trudno znaleźć jakiś niepotrzebny element. Wszystko, co przedstawia autorka czemuś służy i często jest przyczyną wielu zaskakujących sytuacji. Mamy tu do czynienia z genialnym portretem osób, których stan psychiczny z całą pewnością nie jest dobry. W pasjonujący sposób możemy dostrzec, co potrafi zrobić z człowiekiem żal i do czego może doprowadzić niezdrowa obsesja. W moim odczuciu właśnie ta strona psychologiczna jest jednym z najlepszych elementów powieści.

Fabuła została tak skonstruowana, że trudno się od niej oderwać. Mimo że na samym początku nie dzieje się za dużo, to autorka nadrobiła to zajmującym przedstawieniem osobowości bohaterów. Im dalej brniemy w tę opowieść, tym więcej dowiadujemy się z każdą stroną i zostajemy jeszcze mocniej porwani przez tę historię. Pojawiają się kolejne zwroty akcji i sytuacje, których nie sposób było przewidzieć. Wydarzenia mkną coraz szybciej aż do punktu kulminacyjnego, który był dla mnie sporym zaskoczeniem. Przez kilka ostatnich rozdziałów niemal obgryzałam paznokcie z nerwów i ekscytacji kolejnymi zdarzeniami.

Styl, którym posługuje się autorka jest bardzo przystępny i sprawia, że czytanie tej książki jest prawdziwą przyjemnością. Wszystkie emocje, które zawiera ta historia są odczuwalne na poszczególnych stronach i udzielają się również czytelnikowi. Udało mi się razem z bohaterkami przeżywać wszystkie zarówno te przyjemne, jak i te mrożące krew w żyłach momenty. „Powiedz, że jesteś moja” w wiarygodny sposób przedstawia tragedię matki, która utraciła swoje dziecko. Mówi o nadziei, miłości, ale także o obsesji, którą łatwo pomylić z tą drugą. Wywołuje wiele, często sprzecznych emocji i prawdziwie zapada w pamięć.

W całej historii pojawiły się momenty, kiedy bohaterowie za wszelką ceną dążyli do zrobienia czegoś, pomijając przy tym najbardziej oczywistą drogę wiodącą do realizacji celu i wybierając tę, która sprawiała więcej trudności. Takie „utrudnianie na siłę” było zauważalne w niektórych sytuacjach, ale nie wpłynęło nawet w najmniejszym stopniu na moją ocenę tej książki.

Z całego serca polecam Wam „Powiedz, że jesteś moja”. To bardzo emocjonujący i wciągający thriller, którego warto przeczytać choćby dla samej strony psychologicznej historii. Wprowadza mroczny klimat, który potęguje rosnącą w czytelniku niepewność i ekscytację. Mnie całkowicie porwał i sprawił, że na dobre kilka godzin zapomniałam o swoim codziennym życiu. Szczerze zachęcam Was do sięgnięcia po tę opowieść nawet, jeśli nie jesteście znawcami thrillerów. Nie trzeba być wielbicielem gatunku, żeby dobrze się przy tej powieści bawić 🙂

readwithpassion.it27.pl

pokaż więcej

 
2018-07-10 14:19:48
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Ash Princess Trilogy (tom 1)
 
2018-07-05 20:23:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Freja (tom 1)
 
2018-06-29 22:49:45
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: An Ember in the Ashes (tom 3)
 
2018-06-28 07:35:24
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Wojna Lotosowa (tom 3)
 
2018-06-28 07:35:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 8/10, Egzemplarze recenzenckie, Przeczytane 2018
Cykl: Carve the Mark (tom 2)

Przyznam szczerze, że przez kilka pierwszych rozdziałów miałam mały problem ze „Spętanymi przeznaczeniem”. O ile w „Naznaczonych śmiercią” wciągnęłam się bardzo szybko, to tutaj niestety tak nie było. Akcja pochłonęła mnie dopiero około połowy całości, przez co odczuwałam wrażenie, że ta książka jest znacznie słabsza od poprzedniczki. Cóż powiedzieć – początek był zwyczajnie nudny i trochę... Przyznam szczerze, że przez kilka pierwszych rozdziałów miałam mały problem ze „Spętanymi przeznaczeniem”. O ile w „Naznaczonych śmiercią” wciągnęłam się bardzo szybko, to tutaj niestety tak nie było. Akcja pochłonęła mnie dopiero około połowy całości, przez co odczuwałam wrażenie, że ta książka jest znacznie słabsza od poprzedniczki. Cóż powiedzieć – początek był zwyczajnie nudny i trochę mnie rozczarował. Na szczęście im dalej, tym było lepiej. Pojawiły się zaskakujące, pełne emocji wydarzenia i wszystko zaczęło coraz bardziej przypominać poziomem „Naznaczonych śmiercią”. Całe szczęście dla autorki, że nastąpiła ta poprawa, bo w przeciwnym wypadku ta część zupełnie nie dorównałaby pierwszemu tomowi.

O ile wcześniej obserwowaliśmy akcję z punktu widzenia Cyry i Akosa, w „Spętanych przeznaczeniem” do głosu dochodzi jeszcze Cisi i Eijeh. Odnoszę wrażenie, że to właśnie ta zmiana była głównym powodem, przez który bardzo wolno szło mi czytanie pierwszej połowy książki. Eijeh za bardzo mi nie przeszkadzał (bo jego rozdziały pojawiały się stosunkowo rzadko), jednak z Cisi sprawa była zupełnie inna. Ta bohaterka nie przypadła mi do gustu i nie czułam żadnej potrzeby obserwowania jej losów, przez co rozdziały z jej perspektywy bardzo mnie nudziły. Oczywiście jestem świadoma tego, że w ten sposób Roth chciała rozbudować i ciągnąć dalej wątki, które zaczęła w „Naznaczonych śmiercią” i warto tę chęć docenić, ale ten aspekt narracji był po prostu nie dla mnie.

W tej części autorka zdecydowała się rozszerzyć stworzony przez siebie świat, wprowadzając nowe miejsca akcji i grono nieznanych wcześniej postaci. Bohaterowie podróżują po różnych planetach i poznają ich charakterystyczne elementy, a my w trakcie lektury im w tym towarzyszymy. Pojawiają się kolejne zwroty akcji, które mocno mieszają w życiu nie tylko Cyry i Akosa, ale również ich wrogów i sojuszników. W znacznej większości zupełnie się tych wydarzeń nie spodziewałam i byłam ogromnie zaskoczona, kiedy miały one miejsce. W drugiej połowie książki takich momentów było sporo, więc nie potrafiłam oderwać się od lektury i czytałam z zapartym tchem aż do samego końca.

Niespodzianką było dla mnie to, jak Roth poprowadziła relację Cyry i Akosa. Już w pierwszym tomie była ona świetnie opisana, jednak tam miała w sobie sporą dozę przewidywalności. W „Spętanych przeznaczeniem” dużo czasu poświęcono na rozterki psychologiczne bohaterów oraz rozwój ich charakterów. I Cyra, i Akos popełniali błędy, następnie starali się je naprawić, co czyniło ich w moich oczach bardziej realistycznymi osobami. Dzięki przedstawieniu przez autorkę ich portretów psychologicznych nie można nazwać ich tylko papierowymi postaciami. To bohaterowie z krwi i kości, których szczerze polubiłam i kibicowałam aż do ostatnich stron.

„Spętani przeznaczeniem” są zakończeniem tej serii, więc muszę też wspomnieć o tym, jak autorka poradziła sobie z zamknięciem losów Cyry i Akosa. Ostatnie rozdziały są szalenie emocjonujące, a samo zwieńczenie akcji satysfakcjonująco wyjaśnia wszystko, co czytelnik chciałby wiedzieć.

W ogólnym rozrachunku myślę, że mimo wszystko trochę bardziej podobał mi się pierwszy tom. W „Naznaczonych śmiercią” ciągle czułam fascynację fabułą, a w „Spętanych przeznaczeniem” na samym początku mi tego uczucia zabrakło. Cała seria jednak i tak znacznie przerosła moje oczekiwania, gdyż po przeczytaniu wielu niepochlebnych opinii spodziewałam się zwykłej, słabej historii. Ten cykl pokazał, że autorka „Niezgodnej” potrafi wykreować interesujący świat i bohaterów, których naprawdę da się polubić.

Seria „Naznaczeni śmiercią” jest świetną propozycją dla czytelników uwielbiających fantastykę i lubujących się w dystopijnych klimatach. Ze swojej strony całkowicie polecam, bo mimo paru wad warto poznać tę historię przede wszystkim z uwagi na fascynujący świat wykreowany przez Roth i magiczne motywy, których w tych książkach jest mnóstwo. Ja odkładam tę serię na półkę całkowicie usatysfakcjonowana – zupełnie nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo dostarczyła mi wielu przyjemnych chwil.

readwithpassion,it27.pl

pokaż więcej

 
2018-06-28 07:34:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 8/10, Egzemplarze recenzenckie, Przeczytane 2018
Autor:
Cykl: Wojna Lotosowa (tom 2)

„Tancerzy burzy”, czyli pierwszy tom bardzo chwalonej i polecanej trylogii „Wojna lotosowa”, miałam jakiś czas temu przyjemność dla Was recenzować. Pisałam wtedy, że całkiem mi się spodobał, ale nie znalazłam w nim tego czegoś, czym zachwycało się wiele osób. Przedstawiona przez Kristoffa historia była dobra, ale nic poza tym. Spodobała mi się jednak na tyle, że postanowiłam sięgnąć po kolejny... „Tancerzy burzy”, czyli pierwszy tom bardzo chwalonej i polecanej trylogii „Wojna lotosowa”, miałam jakiś czas temu przyjemność dla Was recenzować. Pisałam wtedy, że całkiem mi się spodobał, ale nie znalazłam w nim tego czegoś, czym zachwycało się wiele osób. Przedstawiona przez Kristoffa historia była dobra, ale nic poza tym. Spodobała mi się jednak na tyle, że postanowiłam sięgnąć po kolejny tom z nadzieją, że może jeszcze będzie mi dane zakochać się w tej serii. I wiecie co? Po lekturze „Bratobójcy” znacznie się do tego zbliżyłam.

Zaczęłam „Bratobójcę” parę dni po skończeniu „Tancerzy burzy” i liczyłam na to, że szybko uda mi się wciągnąć w tę obszernie wyglądającą powieść. Niestety, było zupełnie inaczej. Po przeczytaniu kilku rozdziałów w ogóle nie czułam zainteresowania fabułą, każda strona szła mi opornie i zastanawiałam się, co się stało. Wyszło na to, że zanim na dobre zajęłam się „Bratobójcą”, przeczytałam trzy inne powieści. Na szczęście, mniej więcej w okolicach 1/3 książki nareszcie zauważyłam, że moje tempo czytania wzrosło i pochłaniam kolejne strony z rosnącym zaciekawieniem. Szkoda, że nie było tak od początku, gdyż pierwsze 100 – 150 stron trochę zniechęciło mnie do poznawania dalszej części. Cieszę się jednak, że nie zdecydowałam się odłożyć tej powieści do przeczytania „kiedyś” – czyli zapewne nigdy – bo dalszy jej ciąg prawie całkowicie zrekompensował mi to, co miało miejsce wcześniej.

Po połowie książki zaczynają się bowiem częściej pojawiać elementy, które uważam za największe zalety tej powieści: zwroty akcji. W „Tancerzach burzy” też one występowały, ale nie niosły ze sobą takiej wagi, jak ma to miejsce w przypadku „Bratobójcy”. Tutaj plot twisty były znacznie bardziej emocjonujące i zaskakujące. Okazało się, że nawet sytuacji z pozoru oczywistych nie można być pewnym, bo autor postanowił zagmatwać swoją fabułę w zupełnie nieprzewidywalny sposób. Nie raz swoimi rozwiązaniami robił mi wodę z mózgu i sprawił, że nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Za tak genialne stworzenie akcji należą się Kristoffowi duże brawa!

Autor dużo czasu poświęcił też rozwojowi bohaterów. Postacie, które w poprzedniej części nie grały dużej roli, w „Bratobójcy” doszły do głosu i stały się ważnymi elementami historii. Pojawiło się również grono osób całkowicie nowych, wprowadzonych dopiero na przełomie fabuły tej powieści i oni też zyskali swoje historie i mieli do odegrania ważną rolę w kluczowych wydarzeniach. O ile w „Tancerzach burzy” nie do końca przekonała mnie główna bohaterka – Yukiko, to tym razem taka sytuacja nie miała miejsca. Zaczęłam lubić tę dziewczynę i zdecydowanie kibicowałam tancerce burzy. Jej tygrys gromu już wcześniej podbił moje serce i w trakcie lektury tej części to uczucie tylko ewoluowało w jeszcze bardziej pozytywną stronę.

„Wojna lotosowa” to jak do tej pory szalenie emocjonująca seria. Kristoffowi udał się zawrzeć również w „Bratobójcy” ogromną ilość uczuć, które wylewają się z kart tej powieści. Nie są to jednak – jak to najczęściej bywa w większości młodzieżówek – same pozytywne emocje. W drugim tomie, podobnie jak w pierwszym, znacznie bardziej odczuwalne są te negatywne. Dużo tu żalu, strachu, bólu i przygnębienia. Myślę, że przed sięgnięciem po te książki warto być na to przygotowanym.

Odniosłam wrażenie, że „Bratobójca” jest znacznie bardziej brutalną powieścią od „Tancerzy burzy”. Drastycznych wydarzeń pojawia się tu znacznie więcej, więc ostrzegam przed tym osoby wrażliwe. Krwi leje się sporo, a niektóre opisy nie pozostawiają zbyt dużo miejsca wyobraźni. Jest to jednak tak dobrze wkomponowane w akcję, że w żaden sposób nie działa na niekorzyść tej książki. Przeciwnie – sprawia, że wydarzenia mające tu miejsce stają się bardziej realistyczne i trudno określić przedstawiony świat jako bajkowy.

Ta powieść ma niezwykły klimat, który autor uzyskał poprzez połączenie fantastyki z kulturą japońską i steampunkiem. Już w recenzji „Tancerzy burzy” wspominałam, jak świetnie udało się autorowi spleść razem te elementy, tworząc jedyny w swoim rodzaju nastrój. Momentami – głównie pod sam koniec książki – przypominał mi on klimat powieści Brandona Sandersona, co naprawdę mnie zaskoczyło.

„Bratobójca” jest wspaniałą kontynuacją „Tancerzy burzy”. Ta powieść przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż poprzedniczka głównie dzięki ogromnie emocjonującej i wciągającej fabule oraz ciekawemu rozwojowi bohaterów. Z niecierpliwością czekam na moment, kiedy sięgnę po zakończenie tej serii. „Głosząca kres” czeka już na mnie na półce i mam nadzieję, że podobnie jak ta książka mnie nie rozczaruje.

readwithpassion.it27.pl

pokaż więcej

 
2018-06-17 23:57:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Circus Lumos (tom 2)
 
2018-06-17 23:56:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Carve the Mark (tom 1)
 
2018-06-01 20:16:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3.5)
 
2018-05-31 21:14:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 7/10, Egzemplarze recenzenckie, Przeczytane 2018
Autor:
Cykl: Wojna Lotosowa (tom 1)

Z Jay’em Kristoffem miałam dotychczas styczność tylko raz, w przypadku powieści „Illuminae”, której był współautorem. Nie wspominam lektury tej książki zbyt dobrze – okazała się ona jednym z moich największych rozczarowań zeszłego roku. Wielokrotnie jednak słyszałam, że tytuły, które Kristoff napisał samodzielnie są zdecydowanie godne uwagi. Ogrom pozytywnych opinii dotyczących jego serii... Z Jay’em Kristoffem miałam dotychczas styczność tylko raz, w przypadku powieści „Illuminae”, której był współautorem. Nie wspominam lektury tej książki zbyt dobrze – okazała się ona jednym z moich największych rozczarowań zeszłego roku. Wielokrotnie jednak słyszałam, że tytuły, które Kristoff napisał samodzielnie są zdecydowanie godne uwagi. Ogrom pozytywnych opinii dotyczących jego serii „Wojna lotosowa” sprawił, że postanowiłam sprawdzić, jakie te powieści okażą się w moim odczuciu. W ten sposób na moją półkę trafili „Tancerze burzy” oraz dwa kolejne tomy tego cyklu. Zaczynałam lekturę przygotowana na oszałamiającą historię, która porwie mnie co najmniej tak, jak wszystkich zachwycających się nią czytelników. I – jak to często bywa w moim przypadku – nie dołączę do grona osób bezgranicznie uwielbiających tę książkę.

Powodem, dla którego przez długi czas odkładałam sięgnięcie po tę powieść, były jej główne rozwiązania fabularne. „Tancerze burzy” łączą w sobie elementy steampunku i kultury japońskiej, a ja nie jestem fanką ani jednego, ani drugiego. Moje obawy okazały się na szczęście całkowicie nieuzasadnione. Kristoff nie tylko tak umiejętnie wykreował świat w swojej powieści, że nie przeszkadzał mi żaden jego aspekt, ale jeszcze często sprawiał, że fabuła stawała się znacznie bardziej fascynująca. Pierwszy raz czytałam powieść, w której tak dużą rolę grały nielubiane przeze mnie elementy rodem z Japonii i zupełnie nie czułam zniechęcenia w trakcie lektury. Autor skupił się głównie na japońskiej mitologii, dotychczas całkowicie przeze mnie nieznanej, ale zaserwował ją w taki sposób, że udało mi się kompletnie wciągnąć w świat i akcję. Podobnie wyglądała sytuacja ze steampunkiem – ku mojemu zaskoczeniu również mi on nie utrudniał czytania.

Muszę jednak zaznaczyć, że na samym początku lektury sytuacja nie wyglądała tak kolorowo. Pierwsze kilkadziesiąt stron było w moim odczuciu dość enigmatyczne. Pojawiało się sporo niewiadomych i niedopowiedzeń, które przez dłuższy okres pozostawały niezrozumiałe. Po dodaniu do tego dużej ilości nowych słów i wyrażeń (do ich wyjaśnień umieszczonych na końcu książki zdarzało mi się bardzo często zaglądać), poczułam się nieco zagubiona. Nie miałam bladego pojęcia, w jakim kierunku potoczy się akcja, więc czytałam dalej licząc, że w końcu coś się wyjaśni. Na szczęście, wraz z biegiem kolejnych rozdziałów sytuacja uległa ogromnej poprawie i już po połowie udało mi się w pełni odnaleźć w fabule i stworzonym przez Kristoffa świecie.

O ile na samym początku lektury wiedziałam naprawdę niewiele, to jednego byłam pewna – swojego stosunku do Yukiko. Nie polubiłam jej, ale nie przez to, że mnie irytowała (to miało miejsce tylko w kilku pierwszych rozdziałach). Została ona wykreowana w taki sposób, że wydawała się bardzo chłodna i oschła, a przez to trudno było się z nią zżyć. Nawet jeśli nie żywię do niej bezpośredniej sympatii, to nie mogę nie docenić jej silnego charakteru i uporu w dążeniu do celu. To zdecydowanie udało się autorowi zawrzeć w tej postaci. Yukiko miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale większość tych pierwszych pojawiała się za sprawą mojego ulubionego bohatera „Tancerzy burzy” – Buruu. Przerażający arashitora zaintrygował mnie już na początku, a wraz z biegiem stron coraz bardziej go lubiłam i wielokrotnie szczerze mu współczułam. Jeśli chodzi o postacie drugoplanowe, to z reguły były one dobrze wykreowane, więc nie mam do czego się przyczepić.

„Tancerze burzy” są opowieścią fantasy skierowaną głównie do młodzieży i wydawałoby się, że jej lektura powinna być lekka, przyjemna, niewzbudzająca zbyt wielu emocji. Byłam przygotowana właśnie na coś takiego i mimo opisów na okładce nie spodziewałam się, jak wiele uczyć wywoła we mnie ta historia. Z całą pewnością nie można jej nazwać lekką – przez większość czasu bije z niej przygnębienie i smutek spowodowany specyfiką opisywanego świata i wydarzeniami. Podczas jej czytania nietrudno o chwile wzruszeń, których jest za dużo, by mówić o tej powieści jako o zupełnie odmóżdżającej młodzieżówce.

Książka Kristoffa szczerze przypadła mi do gustu, ale nie wywołała u mnie bezgranicznego zachwytu. Zabrakło mi czegoś wyjątkowego pod względem fabularnym, gdyż miałam wrażenie, że z większością wydarzeń z tej historii już się wcześniej spotkałam. To samo dotyczy relacji głównej bohaterki z budzącym przerażenie legendarnym stworem – chwilami przypominało mi to niektóre sceny z animacji „Jak wytresować smoka”.

Nie zmieniło to jednak faktu, że „Tancerzy burzy” bardzo dobrze mi się czytało i wszystkim zainteresowanym będę polecać tę powieść. Szczególnie warto po nią sięgnąć z uwagi na genialnie rozbudowany świat przedstawiony. Połączenie steampunku i japońskiej mitologii wypada tu świetnie (i mówię to jako osoba, która nie trawi tych dwóch elementów osobno). Fabuła – po przebrnięciu przez kilka pierwszych rozdziałów – mocno wciąga, a klimat stworzony przez autora i kolejne wydarzenia wpływają na emocje czytelnika. Mimo paru aspektów działających na niekorzyść tej książki, uważam, że warto ją przeczytać i wyrobić sobie o niej własne zdanie. Ja nie żałuję, że to zrobiłam i planuję w najbliższym czasie poznać kolejne tomy „Wojny lotosowej”. Na pewno dam Wam znać, jak mi się podobały.

readwithpassion.it27.pl

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
372 77 428
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (14)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (9)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd