Baron 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 5 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-18 15:28:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Andrzej Strejlau to człowiek legenda. Obecnie jest jednym z najpopularniejszych i przede wszystkim jednym z najbardziej lubianych polskich piłkarskich ekspertów. Jego charakterystyczny głos i nietuzinkowe porównania sprawiają, że nawet najnudniejszy mecz ogląda się z przyjemnością. Nuda i Strejlau to dwa słowa o zupełnie odmiennych definicjach. W tym roku na polskim rynku wydawniczym ukazała... Andrzej Strejlau to człowiek legenda. Obecnie jest jednym z najpopularniejszych i przede wszystkim jednym z najbardziej lubianych polskich piłkarskich ekspertów. Jego charakterystyczny głos i nietuzinkowe porównania sprawiają, że nawet najnudniejszy mecz ogląda się z przyjemnością. Nuda i Strejlau to dwa słowa o zupełnie odmiennych definicjach. W tym roku na polskim rynku wydawniczym ukazała się niezwykle interesująca książka w formie wywiadu rzeka z byłym polskim trenerem, a w rolę jego rozmówcy wcielił się Jerzy Chromik.

"Piękne diagonalne podanie", "Chińczyk, Japończyk. Co za różnica!" czy "Żeby strzelić gola, trzeba trafić w bramkę" to tylko niektóre z wielu słynnych powiedzeń Andrzeja Strejlaua. O byłym selekcjonerze reprezentacji jako komentatorze sportowym zrobiło się głośno podczas ostatnich mistrzostwa świata, gdy Telewizja Polska poprosiła go o skomentowanie kilku spotkań. Pan Strejlau przystał na tę propozycję, dzięki czemu zyskał olbrzymie grono fanów, a spora część młodszych kibiców dowiedziała się o jego istnieniu.

Rozmowa Jerzego Chromika z Andrzejem Strejlauem przypomina rozmowę dwóch starszych panów przy kieliszku dobrego wina. Pierwszy z nich jest dziennikarzem z nie byle jakim doświadczeniem. W przeszłości pisał na łamach "Meczu" i "Przeglądu Sportowego", dzięki czemu postać Andrzeja Strejlaua nie jest mu obca. Panów dzielą bliższe niż tylko zawodowe stosunki, co da się odczuć podczas lektury książki. Niektóre z pytań są bardzo bezpośrednie i dotykające osobistych kwestii. Nie wszystkie z nich doczekały się odpowiedzi, a czasami wprost pada odpowiedź: "Jak coś ci się nie podoba, to możemy skończyć ten wywiad". Należy jednak przyznać, że rozmowa odbywa się w przyjemnej atmosferze, a niekiedy spotkamy się z ironicznymi i zabawnymi odpowiedziami.

W nieco ponad czterystustronicowej rozmowie z Jerzym Chromikiem Andrzej Strejlau opowiada nam o swojej trenerskiej karierze – o każdym jej etapie. A jest o czym pisać. Andrzej Strejlau pracował w wielu krajach, w tym w Chinach, i wszędzie ludzie obdarzali go wielką sympatią, mimo, iż nigdy o nią nie zabiegał. Przez pewien czas pracował także w reprezentacji Polski, najpierw jako asystent Kazimierza Górskiego, a następnie samodzielny selekcjoner. Obszernie potraktowany został temat nie najlepszych stosunków Strejlaua z Jackiem Gmochem. Obaj panowie pracowali ze sobą w reprezentacji, a ich ścieżki przecinały się wiele razy. Mimo to, pewne kwestie sprawiają, że prawdopodobnie nigdy nie zostaną przyjaciółmi, choć nie można zaprzeczyć, że darzą się wzajemnym szacunkiem.

Książka została wzbogacona o liczne fotografie z przeszłości głównego bohatera. Poznamy bliżej także jego życie osobiste, relacje łączące go z żoną i psem, nawyki oraz zwyczaje. Andrzej Strejlau zdradza, dlaczego nie pije alkoholu, jaki jest największy problem polskiej piłki, a także co najbardziej nie podoba mu się w polskich komentatorach piłkarskich. Wszyscy ci, którzy na głos pana Andrzeja uśmiechają się pod nosem i pogłaśniają telewizor, powinni sięgnąć po "On, Strejlau". Lektura tej książki pozwoli bliżej poznać jednego z najbardziej cenionych ekspertów oraz miło spędzić kilka wieczorów.

pokaż więcej

 
2018-12-28 20:02:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Atletico Madryt to w ostatnich latach klub, który dzielnie stawia czoła dwóm hiszpańskim gigantom, jakimi są Barcelona i Real. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą charyzmatycznego Diego Simeone, który z przeciętnego zespołu stworzył zespół będący w stanie rywalizować o najwyższe cele. O tym, jaki wpływ wywarł Argentyńczyk na klub z Wanda Metropolitano pisze Leszek Orłowski w swojej... Atletico Madryt to w ostatnich latach klub, który dzielnie stawia czoła dwóm hiszpańskim gigantom, jakimi są Barcelona i Real. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą charyzmatycznego Diego Simeone, który z przeciętnego zespołu stworzył zespół będący w stanie rywalizować o najwyższe cele. O tym, jaki wpływ wywarł Argentyńczyk na klub z Wanda Metropolitano pisze Leszek Orłowski w swojej najnowszej książce "Atletico Madryt. Cholo Simeone i jego żołnierze".

Po książkach o Barcelonie i Realu przyszedł czas na Atletico. W ciągu kilku lat Leszek Orłowski napisał trzecią książkę o trzecim hiszpańskim klubie. Tym razem próżno tu szukać opisów losów, w jakich zdobywane były kolejne trofea. Popularny dziennikarz przybliża nam najpierw to, co działo się na Vincente Calderon przed erą Simeone, a działo się naprawdę sporo, niestety niekoniecznie dobrego. Po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2002 madrycki klub miał w niedalekiej przyszłości włączyć się do walki o mistrzostwo kraju. Nie było to jednak takie proste. W ciągu kilku lat Atletico plasowało się mniej więcej w połowie tabeli, czyli było ligowym średniakiem, a na stanowisku trenera nieustannie dochodziło do zmian. W ciągu ośmiu lat Los Colchoneros byli prowadzeni przez ośmiu różnych trenerów! Wszystko zmieniło się pod koniec grudnia 2011 roku...

Wówczas trenerem Atletico został Diego Simeone, były piłkarz tego klubu. Już po kilku miesiącach pracy, Argentyńczyk poprowadził klub do zwycięstwa w Pucharze UEFA, a następnie w Superpucharze UEFA (tam Atletico pokonało Chelsea 4:1). Charyzmatyczny trener stał się swego rodzaju generałem, który niczym najlepszy wódz, prowadził swoich żołnierzy do kolejnych zwycięskich batalii. Piłkarze w pełni zaufali Simeone i oddali się mu. Dzięki temu, z ligowego średniaka Atletico stało się godnym rywalem dla Barcelony i Realu, z którymi do tej pory regularnie przegrywało.

Apogeum formy Los Colchoneros nastąpiło w 2014 roku. Wówczas madrytczycy sięgnęli po mistrzostwo Hiszpanii i niewiele brakowało, by wygrali także Ligę Mistrzów. Po dramatycznym finale lepszy okazał się jednak Real Madryt, który wygrał po dogrywce 4:1. Już nikomu nie przychodziło do głowy lekceważenie Atletico i spisywanie go na straty przed meczami z hiszpańskimi hegemonami. Dzięki Cholo zaczął się nowy rozdział w historii klubu.

W tle ekscentrycznego menedżera rodziły się wielkie piłkarskie gwiazdy. Diego Simeone przemienił niektórych przeciętnych dotąd piłkarzy w piłkarzy najwyższego światowego kalibru, przede wszystkim za sprawą ich waleczności. Co warte odnotowania, gwiazdy Atletico miały to do siebie, że mimo zainteresowania ze strony największych światowych klubów, rzadko myślały o odejściu. Jest to prawdopodobnie jeden z niewielu przypadków, w którym piłkarze wiążą się ze swoim klubem taką więzią emocjonalną, że nie chcą z niego odchodzić, nawet mimo wielkich pokus finansowych.

Leszek Orłowski dokładnie opisuje nam ostatnie lata w wykonaniu Atletico. W jego relacji znajdziemy opisy m.in. doskonałych napastników, z których zawsze słynął klub ze stolicy Hiszpanii. Poza tym, dowiemy się, jak przedstawiały się stosunki w zarządzie klubu czy jaka jest jego tożsamość. Wszystkie te okoliczności sprawiły, że dzisiaj Atletico dla wielu kibiców jest religią i czymś, za co gotowi są oddać swoje życie. Diego Simeone udało się stworzyć drużynę, która zdołała podjąć walkę z Barceloną i Realem, co przez lata było nieosiągalne dla wielu ekip. Argentyńczyk prowadzi madrycki klub od siedmiu lat i nie wiadomo, kiedy ta piękna era dobiegnie końca. Charyzmatyczny trener dostaje co jakiś czas atrakcyjne oferty, ale póki co kategorycznie wyklucza zmianę pracodawcy. Po lekturze tej książki dowiemy się jednak, że Cholo ma w sercu jeszcze jeden klub, który w bliższej lub dalszej przyszłości również będzie chciał poprowadzić do największych sukcesów, a kiedy to nastąpi, końca dobiegnie prawdopodobnie najpiękniejszy okres w historii Atletico.

pokaż więcej

 
2018-11-09 10:56:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Dawid Janczyk. Dzisiaj mógłby bić się z Robertem Lewandowskim o miejsce w pierwszym składzie reprezentacji Polski. Mógłby być obiektem zainteresowań najlepszych piłkarskich klubów na świecie. Mógłby strzelać gole na największych europejskich boiskach. Mógłby, gdyby nie alkohol, który zniszczył całą jego sportową karierę. Kiedyś porównywano do niego (tak, to nie pomyłka) samego Sergio Aguero.... Dawid Janczyk. Dzisiaj mógłby bić się z Robertem Lewandowskim o miejsce w pierwszym składzie reprezentacji Polski. Mógłby być obiektem zainteresowań najlepszych piłkarskich klubów na świecie. Mógłby strzelać gole na największych europejskich boiskach. Mógłby, gdyby nie alkohol, który zniszczył całą jego sportową karierę. Kiedyś porównywano do niego (tak, to nie pomyłka) samego Sergio Aguero. Co poszło nie tak? Co takiego się wydarzyło, że dzisiaj tak naprawdę mało kto o nim pamięta?

Jakieś 10 lat temu Dawid Janczyk był uznawany za jeden z największych talentów w historii polskiej piłki. Młody napastnik czarował swoim instynktem strzeleckim najpierw w Sandecji, a później w Legii. Był gwiazdą młodzieżowych mistrzostw świata. Jego kariera układała się znakomicie, ale w pewnym momencie wszystko się rozsypało jak domek z kart.

Po mistrzostwach świata U20 w 2007 roku Janczyk był rozchwytywany przez czołowe europejskie kluby. Był nawet na testach w Chelsea. The Blues chcieli nawet podpisać kontrakt ze świetnie zapowiadającym się napastnikiem, ale ten wybrał inną drogę. O Janczyka zabiegały najbardziej Atletico i CSKA. Sam zainteresowany wolał przeprowadzkę do Hiszpanii, ale Legia doszła do porozumienia z Rosjanami, którzy zapłacili za 19-latka przeszło cztery miliony euro (ponad 15 milionów złotych), co na ówczesne realia było bardzo wysoką sumą.

Niestety, to właśnie ten moment okazał się przysłowiowym strzałem w kolano dla młodego piłkarza. W dalekiej Rosji Janczyk zaprzepaścił cały swój talent. Początkowe problemy z wywalczeniem miejsca w pierwszym składzie starał się topić w niewielkich ilościach alkoholu. W CSKA zarabiał tyle, że mógł bez problemu wyjść do baru i jednorazowo wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych. Samotność, brak najbliższych i trudności w klubie sprawiły, że coraz częściej zaczął szukać pocieszenia w alkoholu. Jego organizm był niezwykle odporny, gdyż mimo codziennego picia, Dawid utrzymywał się w dobrej kondycji fizycznej, przez co na treningach nie odstawał od pozostałych, a na testach kondycyjnych wypadał całkiem dobrze. Wydaje się jednak, że sam zdawał sobie sprawę z tego, że w taki sposób nie odbuduje swojej formy.

Z czasem jasne stało się, że w CSKA Janczyk kariery nie zrobi. Rosyjski klub nie chciał jednak sprzedawać młodego napastnika i wysyłał go na różne wypożyczenia, najpierw do Belgii, później na Ukrainę. Dawid przyznaje, że w Belgii poczuł, że ma realną szansę na powrót do wysokiej formy, ale tam również podjął złą decyzję. Zamiast przedłużyć kontrakt z Lokeren, które wyrażało taką wolę, przeniósł się do Germinalu Beerschot, który był na skraju bankructwa. Kolejne niepowodzenie i kolejny pretekst do sięgnięcia po kieliszek.

Dalsze lata kariery Janczyka to już równia pochyła. Nie pomógł powrót do Polski, nie pomogły życzliwe Sandecja i Piast Gliwice. Wszędzie wierzono, że Dawid w końcu upora się ze swoimi problemami i zacznie grać na miarę swoich ogromnych możliwości. Niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie odmienna.

W swojej książce Janczyk stara się nie uciekać od trudnych dla niego tematów. Wprost pisze o swoich problemach z alkoholem. Najbardziej przejmujące są fragmenty, w których Dawid pisze o tym, jak ogromnego spustoszenia dokonał alkohol w jego organizmie. W krytycznym momencie, Dawid aż pięć razy w ciągu jednej nocy był na krawędzi śmierci. Alkohol sprawił, że zaczął mieć omamy i po prostu tracił kontakt z rzeczywistością. Z jednej strony znajdziemy w książce wiele powodów, dla których jej autor zdecydował się sięgnąć po kieliszek, ale z drugiej, nie powinno się tego traktować jako usprawiedliwianie się. Janczyk wie, że sam jest sobie winny i chce po prostu dać swoje świadectwo. Chce wyłożyć wszystko kawa na ławę, żeby z czystą kartą zacząć nowy rozdział w swoim życiu i rozliczyć się z przeszłością.

"Moja spowiedź" ma być jednym z elementów powrotu Janczyka do trzeźwości. On sam cały czas wierzy, że stać go na powrót na boisko, choć obiektywnie patrząc, szanse na to są nikłe. Na końcu każdego rozdziału książki znajduje się co najmniej jeden wywiad z kimś, kto towarzyszył Janczykowi na poszczególnych etapach jego kariery – z trenerami, kolegami z drużyn – a także z członkami rodziny. Wszyscy zgodnie przyznają, że Dawid przegrał swoją karierę dlatego, że zaufał nieodpowiednim ludziom i był zbyt ufny. Co ciekawe, większość osób opisuje go jako cichego i grzecznego chłopaka, który rzadko wchodził w konflikty. Wiele osób nie może uwierzyć, że to akurat on popadł w nałóg alkoholowy. Gdy miał pieniądze, wokół niego pojawiło się sporo ludzi, którzy go wykorzystali. Sam Janczyk przyznaje, że piłkarze powinni mieć kogoś, kto będzie zarządzał ich finansami. Pieniądze i alkohol to dwa główne powody, dla których jeden z największych talentów w historii polskiej piłki skończył w zakładzie leczenia uzależnień. Można powiedzieć, że jego kariera skończyła się, zanim tak naprawdę nabrała rozpędu. Dziś Janczyk mógłby występować w największych europejskich klubach. Jego historia jest świetnym przykładem dla młodych piłkarzy oraz przestrogą dla każdego, kto zbyt szybko osiąga sukcesy.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
41 41 151
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd