Baron 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-09 10:56:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Dawid Janczyk. Dzisiaj mógłby bić się z Robertem Lewandowskim o miejsce w pierwszym składzie reprezentacji Polski. Mógłby być obiektem zainteresowań najlepszych piłkarskich klubów na świecie. Mógłby strzelać gole na największych europejskich boiskach. Mógłby, gdyby nie alkohol, który zniszczył całą jego sportową karierę. Kiedyś porównywano do niego (tak, to nie pomyłka) samego Sergio Aguero.... Dawid Janczyk. Dzisiaj mógłby bić się z Robertem Lewandowskim o miejsce w pierwszym składzie reprezentacji Polski. Mógłby być obiektem zainteresowań najlepszych piłkarskich klubów na świecie. Mógłby strzelać gole na największych europejskich boiskach. Mógłby, gdyby nie alkohol, który zniszczył całą jego sportową karierę. Kiedyś porównywano do niego (tak, to nie pomyłka) samego Sergio Aguero. Co poszło nie tak? Co takiego się wydarzyło, że dzisiaj tak naprawdę mało kto o nim pamięta?

Jakieś 10 lat temu Dawid Janczyk był uznawany za jeden z największych talentów w historii polskiej piłki. Młody napastnik czarował swoim instynktem strzeleckim najpierw w Sandecji, a później w Legii. Był gwiazdą młodzieżowych mistrzostw świata. Jego kariera układała się znakomicie, ale w pewnym momencie wszystko się rozsypało jak domek z kart.

Po mistrzostwach świata U20 w 2007 roku Janczyk był rozchwytywany przez czołowe europejskie kluby. Był nawet na testach w Chelsea. The Blues chcieli nawet podpisać kontrakt ze świetnie zapowiadającym się napastnikiem, ale ten wybrał inną drogę. O Janczyka zabiegały najbardziej Atletico i CSKA. Sam zainteresowany wolał przeprowadzkę do Hiszpanii, ale Legia doszła do porozumienia z Rosjanami, którzy zapłacili za 19-latka przeszło cztery miliony euro (ponad 15 milionów złotych), co na ówczesne realia było bardzo wysoką sumą.

Niestety, to właśnie ten moment okazał się przysłowiowym strzałem w kolano dla młodego piłkarza. W dalekiej Rosji Janczyk zaprzepaścił cały swój talent. Początkowe problemy z wywalczeniem miejsca w pierwszym składzie starał się topić w niewielkich ilościach alkoholu. W CSKA zarabiał tyle, że mógł bez problemu wyjść do baru i jednorazowo wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych. Samotność, brak najbliższych i trudności w klubie sprawiły, że coraz częściej zaczął szukać pocieszenia w alkoholu. Jego organizm był niezwykle odporny, gdyż mimo codziennego picia, Dawid utrzymywał się w dobrej kondycji fizycznej, przez co na treningach nie odstawał od pozostałych, a na testach kondycyjnych wypadał całkiem dobrze. Wydaje się jednak, że sam zdawał sobie sprawę z tego, że w taki sposób nie odbuduje swojej formy.

Z czasem jasne stało się, że w CSKA Janczyk kariery nie zrobi. Rosyjski klub nie chciał jednak sprzedawać młodego napastnika i wysyłał go na różne wypożyczenia, najpierw do Belgii, później na Ukrainę. Dawid przyznaje, że w Belgii poczuł, że ma realną szansę na powrót do wysokiej formy, ale tam również podjął złą decyzję. Zamiast przedłużyć kontrakt z Lokeren, które wyrażało taką wolę, przeniósł się do Germinalu Beerschot, który był na skraju bankructwa. Kolejne niepowodzenie i kolejny pretekst do sięgnięcia po kieliszek.

Dalsze lata kariery Janczyka to już równia pochyła. Nie pomógł powrót do Polski, nie pomogły życzliwe Sandecja i Piast Gliwice. Wszędzie wierzono, że Dawid w końcu upora się ze swoimi problemami i zacznie grać na miarę swoich ogromnych możliwości. Niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie odmienna.

W swojej książce Janczyk stara się nie uciekać od trudnych dla niego tematów. Wprost pisze o swoich problemach z alkoholem. Najbardziej przejmujące są fragmenty, w których Dawid pisze o tym, jak ogromnego spustoszenia dokonał alkohol w jego organizmie. W krytycznym momencie, Dawid aż pięć razy w ciągu jednej nocy był na krawędzi śmierci. Alkohol sprawił, że zaczął mieć omamy i po prostu tracił kontakt z rzeczywistością. Z jednej strony znajdziemy w książce wiele powodów, dla których jej autor zdecydował się sięgnąć po kieliszek, ale z drugiej, nie powinno się tego traktować jako usprawiedliwianie się. Janczyk wie, że sam jest sobie winny i chce po prostu dać swoje świadectwo. Chce wyłożyć wszystko kawa na ławę, żeby z czystą kartą zacząć nowy rozdział w swoim życiu i rozliczyć się z przeszłością.

"Moja spowiedź" ma być jednym z elementów powrotu Janczyka do trzeźwości. On sam cały czas wierzy, że stać go na powrót na boisko, choć obiektywnie patrząc, szanse na to są nikłe. Na końcu każdego rozdziału książki znajduje się co najmniej jeden wywiad z kimś, kto towarzyszył Janczykowi na poszczególnych etapach jego kariery – z trenerami, kolegami z drużyn – a także z członkami rodziny. Wszyscy zgodnie przyznają, że Dawid przegrał swoją karierę dlatego, że zaufał nieodpowiednim ludziom i był zbyt ufny. Co ciekawe, większość osób opisuje go jako cichego i grzecznego chłopaka, który rzadko wchodził w konflikty. Wiele osób nie może uwierzyć, że to akurat on popadł w nałóg alkoholowy. Gdy miał pieniądze, wokół niego pojawiło się sporo ludzi, którzy go wykorzystali. Sam Janczyk przyznaje, że piłkarze powinni mieć kogoś, kto będzie zarządzał ich finansami. Pieniądze i alkohol to dwa główne powody, dla których jeden z największych talentów w historii polskiej piłki skończył w zakładzie leczenia uzależnień. Można powiedzieć, że jego kariera skończyła się, zanim tak naprawdę nabrała rozpędu. Dziś Janczyk mógłby występować w największych europejskich klubach. Jego historia jest świetnym przykładem dla młodych piłkarzy oraz przestrogą dla każdego, kto zbyt szybko osiąga sukcesy.

pokaż więcej

 
2018-09-11 21:24:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Piłka nożna ma swoich wyznawców praktycznie na całym świecie. W każdym zakątku kuli ziemskiej znajdziemy kogoś, kto kocha tę dyscyplinę. W niektórych krajach futbol jest nieodłącznym elementem narodowej tożsamości, a w innych stanowi jedynie dodatek do codziennego życia. Są też kraje, których mieszkańcy nie wyobrażają sobie życia bez piłki i darzą ją wielką miłością.

W połowie 2018 roku na...
Piłka nożna ma swoich wyznawców praktycznie na całym świecie. W każdym zakątku kuli ziemskiej znajdziemy kogoś, kto kocha tę dyscyplinę. W niektórych krajach futbol jest nieodłącznym elementem narodowej tożsamości, a w innych stanowi jedynie dodatek do codziennego życia. Są też kraje, których mieszkańcy nie wyobrażają sobie życia bez piłki i darzą ją wielką miłością.

W połowie 2018 roku na polskim rynku wydawniczym, nakładem wydawnictwa SQN, ukazała się książka "Aniołowie o brudnych twarzach" opisująca pojawienie się i rozwój piłki nożnej w Argentynie. W błędzie są ci, którzy założą, że książka ta jest poświęcona tylko futbolowi. Jonathan Wilson dogłębnie analizuje rolę, jaką w dziejach Argentyny odgrywa piłka nożna i stosunek jakim jest ona darzona przez tamtejszą ludność.

Futbol w państwie z Ameryki Południowej odgrywa bardzo ważną i trochę specyficzną rolę, w zasadzie od samego pojawienia się tam za sprawą Brytyjczyków. Argentyńczycy od razu zakochali się w piłce bez pamięci, nie wyobrażając sobie bez niej życia i uczynili z niej jeden z najważniejszych elementów życia. Autor bardzo dużo uwagi poświęca wydarzeniom społecznym, kulturalnym, politycznym czy gospodarczym (czasem czytelnik może odnieść wrażenie, że opisy te są zbyt rozbudowane i po prostu zbędne), ale dopiero po ich zrozumieniu będzie można zrozumieć rolę, jaką futbol odgrywa w Argentynie. Niestety, bardzo często był on jedynie zabawką w rękach tamtejszych rządzących i pomagał im w zdobywaniu popularności. Piłkarze czy poziom sportowy schodzili na drugi plan, gdyż liczyło się tylko to, żeby ludzie chcieli chodzić na mecze i nie interesowali się innymi sprawami.

Stosunek samych Argentyńczyków do futbolu również był bardzo specyficzny. Co prawda uwielbiali oni piłkę, ale ich zachowania nie do końca odpowiadały powszechnym dzisiaj kanonom. Pierwsze przyjazdy brytyjskich drużyn do Ameryki Południowej nie kończyły się najlepiej dla przyjezdnych, gdyż byli oni wręcz fizycznie atakowani przez publiczność, a rywalizujący z nimi piłkarze nie mieli dla nich litości na boisku. Co istotne, władzom to nie przeszkadzało. Było to doskonałe oddanie argentyńskiej tożsamości, przekonanej o swojej wyższości – bezkompromisowej i niezainteresowanej pokojowymi relacjami z innymi.

Jonathan Wilson opisuje losy argentyńskiej ligi – najważniejsze jej wydarzenia i losy największych klubów. W oczy od razu rzuca się to, że tamtejsza liga poddawana jest bardzo wielu modyfikacjom w bardzo krótkim czasie i czasami nawet trudno się zorientować, na jakich zasadach się tam gra. Proces ten trwa od dziesięcioleci i jest on obecny również dzisiaj. Argentyńczycy kochają futbol, ale nie potrafią okiełznać go w konkretne ramy i zasady.

Autor sporo miejsca poświęca również najwybitniejszym piłkarzom z tego kraju, a mianowicie Diego Maradonie, Juanowi Romanowi Riquelme czy Lionelowi Messiemu. Każdy z nich największą karierę zrobił w Europie, a Messi nie zagrał w swojej ojczyźnie nawet jednego meczu, co potwierdza, że najbardziej utalentowani piłkarze przy pierwszej możliwej okazji uciekają do Europy, Japonii, czy nawet do innych krajów Ameryki Południowej, gdyż nie chcą występować w miejscu, gdzie na piłkarzy nakłada się ogromną presję. Autor dochodzi do wniosku, że tamtejszy futbol boryka się z coraz większymi problemami, choć nie brakuje mu wybitnych piłkarzy, którzy jednak wolą grę w innych państwach. Za zjawisko to odpowiada tzw. syndrom najwyższego tulipana, czyli praktyka społeczna, w myśli której jednostki wybitne są niszczone i nieustannie krytykowane.

"Aniołowie o brudnych twarzach" to książka przeznaczona dla koneserów piłki nożnej. Kibice interesujący się piłką od święta i sprowadzający swoją miłość do piłki jedynie do oglądania meczów w weekend nie znajdą tu zbyt wiele interesujących ich rzeczy. Jest to książka dosyć obszerna, na której przeczytanie trzeba poświęcić dobre kilkadziesiąt godzin. Jest ona jednak godna polecenia, gdyż autor naprawdę dogłębnie przeanalizował piłkarskie losy Argentyny i wyjaśnił je czytelnikom w niezwykle ważnym kontekście. Serdecznie polecam tę książkę osobom chcącym dokładniej poznać ojczyznę Diego Maradony i Leo Messiego.

pokaż więcej

 
2018-09-03 17:47:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Gdy umiera młody człowiek, zawsze zadajemy sobie pytanie: dlaczego? Ból po śmierci kogoś, kto tak naprawdę zaczynał swoje dorosłe życie, poznawał jego uroki i odkrywał przyjemności, jest tak wielki, że trudno opisać go słowami. Dla rodziców nie ma chyba trudniejszego doświadczenia od pochowania własnego dziecka. Pośród wielu pytań, na które nie sposób znaleźć odpowiedź, pojawiają się... Gdy umiera młody człowiek, zawsze zadajemy sobie pytanie: dlaczego? Ból po śmierci kogoś, kto tak naprawdę zaczynał swoje dorosłe życie, poznawał jego uroki i odkrywał przyjemności, jest tak wielki, że trudno opisać go słowami. Dla rodziców nie ma chyba trudniejszego doświadczenia od pochowania własnego dziecka. Pośród wielu pytań, na które nie sposób znaleźć odpowiedź, pojawiają się rozważania na temat swojego życia, bowiem tragiczna śmierć młodego człowieka zawsze skłania do głębszej refleksji.

Ponad dekadę temu, taką tragiczną śmierć poniósł polski siatkarz Arkadiusz Gołaś. Występujący na pozycji środkowego zawodnik miał wówczas 24 lata. W listopadzie bieżącego roku na półki księgarń w całej Polsce trafiła niezwykła książka opisująca życie tego niezwykłego człowieka i sportowca pt. "Arkadiusz Gołaś. Przerwana Podróż". Piotr Bąk, autor książki, podkreśla, że głównym powodem, dla którego podjął się jej napisania, była chęć upamiętnienia Arka Gołasia i sprawienie, by pamięć o nim nigdy nie zaginęła.

W książce znajdziemy opis kariery Arka, przeplatany licznymi wypowiedziami osób, które znały go osobiście i towarzyszyły mu w życiu zawodowym. Autor wiele razy odwołuje się także do słów rodziców zawodnika czy jego żony, która tego feralnego dnia jechała razem z nim samochodem. Piotr Bąk szeroko porusza także wątek reprezentacji i to, jakie nadzieje były pokładane w młodym środkowym.

Wszyscy zgodnie twierdzą, że Arkadiusz Gołaś był niesamowitym człowiekiem i sportowcem. Cechowało go wielkie opanowanie, był nieco wycofany, ale niekiedy potrafił także mocno uderzyć pięścią w stół. Złość nigdy nie trwała u niego długo i szybko potrafił dojść do porozumienia. Zawsze był pomocny swoim kolegom i mimo coraz większej popularności pozostawał sobą. Jako siatkarz, był uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych młodych środkowych na świecie i wróżono mu wielką karierę. Największym atutem Arka była jego niesamowita skoczność, potrafił skakać o kilkanaście/kilkadziesiąt centymetrów wyżej niż blokujący go rywale. Co prawda nie miał doskonałej techniki, ale tej miał się nauczyć w Lube Banca Macerata. Włoski klub pokładał w Polaku wielkie nadzieje i mimo, iż Arek nie rozegrał dla niego żadnego meczu, został tam zapamiętany na długie lata.

Autor bardzo często przywołuje wypowiedzi reprezentacyjnych kolegów Gołasia, zwłaszcza Krzysztofa Ignaczaka, który był jego bliskim przyjacielem. Bardzo wymowne było, gdy na pogrzebie Arka, trumnę z jego ciałem nieśli jego koledzy. Wszyscy bardzo mocno przeżyli tę śmierć, a słowa wsparcia do rodziców zawodnika skierował Raul Lozano, który również był wstrząśnięty całym wydarzeniem. Arek Gołaś był wtedy mocnym punktem reprezentacji, która powoli stawała się jedną z najmocniejszych na świecie.

O Arku Gołasiu można pisać wiele, ale chyba żadne słowa nie oddadzą ogromu tragedii, jaka stała się 16 września 2004 roku na autostradzie pod Klagenfurtem. To była śmierć nie tylko zwykłego młodego chłopaka, ale także kogoś, kto miał u swoich stóp całą sportową karierę. Wiele osób twierdzi, że Arek miał potencjał, by stać się jednym z najlepszych środkowych na świecie. A znając jego charakter i uczciwe podchodzenie do treningów, można mieć pewność, że z pewnością byłby najlepszy na swojej pozycji. Jednak los przygotował dla niego inną drogę. Drogę, która doprowadziła go do przedwczesnej śmierci, ale śmierci, która z całą pewnością nie poszła na marne. Arek pozostawił po sobie wielkie wspomnienia i jest wzorem dla wielu młodych siatkarzy. Z głębokim przekonaniem można powiedzieć, że ostatnie sukcesy naszych Orłów to zasługa także tego skromnego chłopaka.

pokaż więcej

 
2018-08-24 11:51:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Spór o to, która piłkarska liga jest najlepsza, toczy się od wielu lat. Ilu kibiców, tyle opinii. Każdy ma swoje argumenty potwierdzające daną teorię, ale prawda jest taka, że najciekawsza, najbardziej emocjonująca i po prostu najlepsza jest Premier League. Dzisiaj angielski futbol pasjonuje kibiców na całym świecie, ale nie zawsze tak było. To, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu na Wyspach... Spór o to, która piłkarska liga jest najlepsza, toczy się od wielu lat. Ilu kibiców, tyle opinii. Każdy ma swoje argumenty potwierdzające daną teorię, ale prawda jest taka, że najciekawsza, najbardziej emocjonująca i po prostu najlepsza jest Premier League. Dzisiaj angielski futbol pasjonuje kibiców na całym świecie, ale nie zawsze tak było. To, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu na Wyspach wydawało się niemożliwe, dziś jest codziennością. Nie ulega wątpliwości fakt, że przez ostatnie 25 lat futbol przeszedł tam niesamowitą metamorfozę, na co wpływ miało mnóstwo czynników. 22. sierpnia ukazała się w Polsce książka "Premier League. Historia taktyki w najlepszej piłkarskiej lidze świata", która w najdrobniejszych szczegółach opisuje to, jak przez ostatnie lata angielska piłka nożna, i wszystko co z nią związane, przechodziła olbrzymią rewolucję.

Przez lata angielska piłka była kojarzona z twardą walką w środku pola, prostych środkach i lagą na napastnika. Futbol w wydaniu wyspiarskim znacznie różnił się od futbolu kontynentalnego. W 1992 roku postanowiono to jednak zmienić, tworząc Premier League. I nie chodzi tu tylko o zmianę nazwy. Futbol na Wyspach zaczęto postrzegać jako ogromny biznes. Telewizja coraz częściej pokazywała mecze ligowe, zaczęto poszukiwania ekspertów, tworzono nowe programy – wszystko to miało wpłynąć na zmianę postrzegania piłki nożnej. Zmieniono także niektóre zasady, jak np. zakazano bramkarzom łapania piłki podanej przez kolegę z drużyny, co początkowo sprawiało niektórym goalkeeperom mnóstwo kłopotów. Powiedzieć, że misja ta zakończyła się sukcesem to jakby nic nie powiedzieć.

Przez lata angielski kluby bazowały na krajowych piłkarzach. Bardzo rzadko zdarzało się, by na Wyspy trafiał jakiś zagraniczny piłkarz. Futbol był tam bardzo hermetyczny i niechętny na nowe rozwiązania. Po 1992 roku wszystko zaczęło się jednak zmieniać i z roku na roku Premier League przybierała międzynarodowy charakter. Coraz częściej trafiali tam zagraniczni piłkarze, którzy wnosili nową jakość, a nade wszystko zaczęto zatrudniać zagranicznych trenerów, którzy przynosili kompletnie innowacyjne rozwiązania. Kluby zaczęła odchodzić od tradycyjnego ustawienia 4-4-2 i poczęły przecierać nowe niezbadane dotąd szlaki.

Na początku XXI wieku rewolucji na Wyspach dokonało dwóch trenerów z Półwyspu Iberyjskiego, a konkretnie Jose Mourinho i Rafael Benitez, którzy objęli Chelsea i Liverpool – dwa kluby co roku walczące o mistrzowską koronę. Portugalczyk i Hiszpan pokazali Brytyjczykom, że w futbolu liczy się nie tylko siła. Ich największą zasługą było zmienienie mentalności piłkarzy. Obaj przygotowywali swoim podopiecznym obszerne analizy, wiele czasu poświęcali taktyce i potrafili zaskarbić sobie zaufanie. Osiągane przez ich drużyny sukcesy sprawiły, że coraz więcej klubów zaczęło sięgać po zagranicznych trenerów i piłkarzy. W pewnym momencie doszło do tego, że Anglicy zaczęli stanowić mniejszość w swojej lidze, a w niektórych klubach stanowią wręcz jednostki. Jeszcze 30 lat temu było zupełnie na odwrót. Reformy przeprowadzane od 1992 roku pokazują, jak bardzo umiędzynarodowiona została Premier League.

Po Mourinho i Benitezie nastał czas na lubujących się w przygotowaniu taktycznym Włochów. Trenerzy z Półwyspu Apenińskiego są obecnie bardzo szanowani na całym świecie, a w Anglii szczególnie. Każdy nowy trener przynosi ze sobą nową myśl, wciela w życie nowe rozwiązania, co sprawia, że praktycznie co roku kibice są czymś zaskakiwani. Chyba w żadnym innym państwie piłka nie zmienia się tak szybko. Nieustannie trenerzy poszukują nowych ustawień, z lepszym lub gorszym skutkiem, które doprowadzą ich drużyny do sukcesu. Eksperymenty te sprawiają, że niekiedy naprawdę trudno zgadnąć, jak będzie grała dana drużyna pod wodzą danego trenera. Chyba m.in. to sprawia, że kibice z takim zainteresowaniem śledzą angielskie rozgrywki.

Michael Cox opisuje w swojej książce kluczowe dla brytyjskiego futbolu momenty, jak np. gra z cofniętym napastnikiem, ustawienie z trójką obrońców czy nałożenie na bramkarza obowiązku gry nogami. Klubami, które najczęściej wprowadzają nowinki powielane następnie przez resztę stawki są Manchester United (za czasów Fergusona), Manchester City oraz Chelsea. Autor wymienia i dokładnie opisuje również piłkarzy, którzy przyczynili się do rozwoju angielskiego futbolu. Wspomnieć tu można m.in. o Claudzie Makelele, Robinie van Persim, czy Didierze Drogbie. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że te wszystkie kroki milowe są stawiane na naszych oczach. Premier League nieustannie przechodzi niesamowitą metamorfozę i możemy jedynie dywagować, co czeka nas w następnych latach. Pewne jest natomiast to, że trenerzy podejmujący pracę na Wyspach zaskoczą nas nowymi rozwiązaniami i angielska liga będzie jeszcze ciekawsza.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
39 39 143
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd