RedakcjaEssentia 
status: Czytelnik, dodał: 2 książki, ostatnio widziany 5 tygodni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-04 17:50:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: The Forbidden Wish (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

Jestem pewna, że każdy z was zna Baśnie tysiąca i jednej nocy. Na pewno kojarzycie Ali Babę, Sindbada czy Aladyna. Dla wielu z nas te opowieści są cudownym wspomnieniem dzieciństwa, które sprawia, że na naszych twarzach wykwita najpiękniejszy z uśmiechów. Ten, który jest odzwierciedleniem uśmiechu małego dziecka. Pełnego prawdziwej radości i szczęścia. Praktycznie niemożliwe jest, aby go... Jestem pewna, że każdy z was zna Baśnie tysiąca i jednej nocy. Na pewno kojarzycie Ali Babę, Sindbada czy Aladyna. Dla wielu z nas te opowieści są cudownym wspomnieniem dzieciństwa, które sprawia, że na naszych twarzach wykwita najpiękniejszy z uśmiechów. Ten, który jest odzwierciedleniem uśmiechu małego dziecka. Pełnego prawdziwej radości i szczęścia. Praktycznie niemożliwe jest, aby go zapomnieć, już nawet nie mówiąc o tym, że nikt by tego nie chciał. Dobre wspomnienia są najważniejsze w życiu, bo napędzają nas, byśmy zdobywali kolejne. Znamy je po części z filmów czy z bajek. A także z książek.

Dziś jednak rzadko trafia się na powieść, której akcja umieszczona jest w magicznym uniwersum baśni Szeherezady. Chyba, że po prostu ja ich nie zauważam, co jest całkiem możliwe, nie powiem, że nie. Jednak mało kiedy trafiają się perełki, które na długo zostaną w pamięci czytelnika. Jednak ostatnio, u nas w Polsce, premierę miała pewna książka o niezwykle pięknej okładce i intrygującym tytule. Jak tylko zobaczyłam, że będzie miała premierę i przejrzałam opinie na jej temat, od razu wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. A opis tylko mnie utwierdził w przekonaniu, że szykuje się coś wyjątkowego. Jestem pewna, że wiecie o czym mówię. Oczywiście, że o Zakazanym życzeniu autorstwa Jessiki Khoury. Ciężko jest ją pominąć, okładkowe sroki, które zauważą błyszczącą niczym złoto okładkę, od razu się na nią rzucą. Co do tego nie mam wątpliwości.

Kiedy Aladyn odnajduje magiczną lampę, Zahra zostaje przywrócona światu, którego nie widziała od pięciuset lat. Ludzie i dżinny pozostają w stanie wojny, więc aby przetrwać musi ukrywać swą tożsamość. Przybierając różne kształty, będzie trwać przy swoim nowym panu aż do czasu, kiedy ten wypowie swoje trzy życzenia.

Wszystko się komplikuje, gdy Nardukha, potężny król dżinnów, oferuje Zahrze szansę całkowitego uwolnienia od magii lampy. Uratowanie siebie oznacza jednak zdradę Aladyna – człowieka, w którym Zahra… zakochała się wbrew sobie. Teraz musi podjąć dramatyczną decyzję: wybrać między wolnością a uczuciem – zakazanym, lecz silniejszym niż wszystko, co znała do tej pory.

Gdy przeczytałam dobre opinie na temat tej książki, wiedziałam, że będzie ona wyjątkowa. Wychwalała ją nie tylko Colleen Houck (autorka mojej ukochanej Klątwy tygrysa) czy Marissa Meyer (Saga księżycowa), ale nawet sama Sarah J. Maas! Miałam w stosunku do niej ogromne oczekiwania i tutaj wyznam szczerze, że nie do końca je ona spełniła, ale to nie, broń Boże, wada! Po prostu oczekiwałam zbyt wiele, co nie oznacza, że książka jest słaba. Po prostu spodziewałam się czegoś innego i podczas czytania jakaś cząstka mojej książkowej duszy dawała mi znać, że się pomyliłam. Szeptała mi cichutko do ucha, że to nie to. Winę za to ponoszę tylko ja, bo opowieść jest świetna. Jednak pod koniec, gdy dotarłam do ostatnich stron i odkryłam tajemnicę pewnego bardzo ważnego w historii pierścionka, to ledwo powstrzymałam łzy. Ciężko było, ale dałam radę. Nagle cała książka nabrała nowego sensu i urosła w moich oczach.

Byłam niesamowicie zaskoczona i rozwiązana zagadka wyzwoliła we mnie wiele uczuć. W tamtej chwili nie wiedziałam, czy się cieszyć, czy płakać, naprawdę. Podczas przygody z Zahrą i Aladynem nawet mi do głowy nie przyszła odpowiedź na pytanie: skąd pochodzi pierścień? To właśnie on doprowadził chłopaka do Zahry, więc miałam w głowie kolejne pytanie: dlaczego akurat Aladyn? Ale nie domyśliłam się. I dzięki temu zakończenie opowieści było tak magiczne, tak niesamowite. Uwierzcie mi, to coś wspaniałego!

Książkę czyta się lekko. Każda litera jest jak dym, przewija się przed oczami czytelnika i nim się obejrzy, nadejdzie ta ostatnia strona. Główni bohaterowie są tak wykreowani, że od razu wzbudzają sympatię i stają jak żywi przed nami. Przez to opuszczenie świata Zakazanego życzenia jest naprawdę trudne i nie przesadzę mówiąc, że i bolesne. Pokochałam tę powieść za niezwykłą lekkość, z jaką płynie akcja. Nie jest za szybka ani za wolna. Sprawia wrażenie wartkiego strumyka, który w odpowiednich momentach zwalnia i pozwala się bardziej wczuć w uczucia bohaterów, a w innych przyśpiesza, by nadać akcji więcej powagi i przyprawić czytelnika o szybsze bicie serca. Bardzo mi się to podobało i z radością pochłaniałam kolejne strony.

Czasami mam problem, żeby zagłębić się w historię. Jednak nie w tym przypadku. Styl pisania autorki jest fascynujący, w pewien sposób wyjątkowy. Historię opowiada nam sama Zahra. Widać, że Jessica Khoury doskonale przemyślała, w jaki sposób chce ująć swoją opowieść. Opowiadając ją z perspektywy Zahry, wczuła się w nią tak, jakby nią była. Widać, że dłużej myślała nad tym, jak to opisać. I wyszło jej to niesamowicie. Miałam wrażenie, że ten cudowny dżin naprawdę istnieje i sam spisuje swoją historię.

Kochani, mogę wam zagwarantować, że pokochacie tę książkę tak bardzo, jak ja ją pokochałam. Nie chcę szukać w niej wad, nawet jeśli jakieś są, to uczucia jakie we mnie wzbudziła niwelują je. Pokochałam tę powieść za styl pisania, motyw zakazanej miłości, magię, a także niezwykle wzruszającą historię. Możliwość zapoznania się z nią była czymś wspaniałym. I mam nadzieję, że autorka napisze kolejne książki oparte na świecie Baśni tysiąca i jednej nocy. Bo pustkę, jaką w tej chwili czuję w sercu, mogą wypełnić tylko dwie rzeczy. Przeczytanie tego cuda jeszcze raz, albo przeczytanie kolejnej książki autorstwa Jessiki Khoury.

Zakazane życzenie jest jak spektakl, który rozgrywa się wokół nas. Pełen emocji, barw i magii, kręci się jak karuzela migocąc milionami barw. Historia sama w sobie wydaje się ciekawa, ale gdyby nie styl autorki, to sądzę, że nie poruszyłaby tak bardzo mojego serca. Jest jak klejnot, który przyciąga oko nie tylko okładką (swoją drogą naprawdę piękną!), ale przede wszystkim zawartością. Wydaje się jedyna w swoim rodzaju i nie do przebicia.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:48:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

Wstyd się przyznać, ale Dziewczyna z Dzielnicy Cudów jest moim pierwszym spotkaniem z Anetą Jadowską (naprawdę trudno mi wyzbyć się niektórych przekonań, ale zaczęłam uparcie z nimi walczyć). Teraz mogę śmiało powiedzieć, że na pewno nie będzie ono ostatnim, ponieważ historia przedstawiona w książce przemówiła do mnie jak żadna inna, uruchomiła wyobraźnię i sprawiła, że z przyjemnością... Wstyd się przyznać, ale Dziewczyna z Dzielnicy Cudów jest moim pierwszym spotkaniem z Anetą Jadowską (naprawdę trudno mi wyzbyć się niektórych przekonań, ale zaczęłam uparcie z nimi walczyć). Teraz mogę śmiało powiedzieć, że na pewno nie będzie ono ostatnim, ponieważ historia przedstawiona w książce przemówiła do mnie jak żadna inna, uruchomiła wyobraźnię i sprawiła, że z przyjemnością zanurzyłam się w rodzimy, ale alternatywny świat, w którym nic nie jest takie, jakie być powinno.

Trudno żyć w miejscu, gdzie podczas najmniejszej nawet burzy wyładowania mocy sprawiają, że można obudzić się zupełnie czymś innym, a znajdująca się po drugiej stronie Wisły jego bliźniacza siostra jest zbieraniną najróżniejszej maści potworów i niezidentyfikowanych istot, które tylko czekają na śmiałków chcących zanurzyć się w jej odmętach. Takie są właśnie Wars i Sawa – zimne, złowrogie i nieprzewidywalne. I jest ona – dziewczyna z niezliczoną ilością imion, pogmatwaną historią i typowo męską profesją. Gdy z Dzielnicy Cudów znika bliska znajoma Nikity, a do jej jednoosobowego oddziału zostaje przydzielony partner z prawdziwego zdarzenia, kobieta nie przypuszcza, że jej i tak pokręcone życie jeszcze bardziej się skomplikuje, a przeszłość da o sobie znać w najmniej oczekiwanej postaci.

Aneta Jadowska stworzyła świat, który tak mi się spodobał, że nie miałam ochoty kończyć książki (zdecydowanie była zbyt krótka). Co prawda jest on niegościnny, groźny i dość nieobliczalny, ale przy tym tworzą go niesamowite i niezwykle barwne miejsca oraz zapadające w pamięć i duszę postacie. Nie chodzi mi w tym momencie o samą Nikitę, która ze swoją nieciekawą reputacją (chodzącej maszynki do zabijania), rodzicami rodem z piekła, chronicznym brakiem zaufania do wszystkiego (z kilkoma niewielkimi wyjątkami) i tajemnicą, która stara się wyniszczyć ją od środka, jest również osobą próbującą ze wszystkich sił poukładać i znormalizować swoje życie. Jest również Robin ze swoim stoickim spokojem, wrażliwością i szczerością (która nie przystoi Cieniowi) oraz Karma – która pod względem wykonywanego zawodu i wyglądu mogłaby być bliźniaczką Abby Sciuto (zainteresowanych odsyłam do mojego ukochanego serialu Agenci NCIS).

Na wyróżnienie zasługuje również sam pomysł stworzenia alternatywnej Warszawy oraz przedstawienia jej historii. Dzięki temu czytelnik nie ma myśli w stylu „co ja tu robię?”, „jak się tu znalazłem?”, „nic nie rozumiem”. Swoją drogą trzeba się popisać naprawdę sporą umiejętnością tworzenia, żeby odbiorca, czytając o Warsie, Sawie czy Dolinie Cudów, mógł je sobie dokładnie wyobrazić i poczuć się ich mieszkańcem (chociaż przez tych 320 stron).

Muszę też szczerze przyznać, że pierwszy raz miałam do czynienia z tak niekonwencjonalnym podejściem do wątku rodzinnego. W większości książek, które czytałam, coś było nie tak albo z jednym, albo z drugim rodzicem – w każdym razie potencjalny bohater zawsze znajdował oparcie – jeśli nie w ojcu, to w matce. Tymczasem rodzice Nikity byli tak pokręceni, niereformowalni i źli do szpiku kości, że szczere współczucie, a zarazem podziw dla bohaterki (mimo wszystko nie stała się taka jak oni) były jak najbardziej na miejscu.

Mistrzowski jest również projekt okładki książki i znajdujące się wewnątrz niej rysunki stworzone przez Magdalenę Babińską. Dzięki takiej oprawie graficznej czytanie staje się jeszcze przyjemniejsze i wyrazistsze.

Mam nadzieję, że na drugi tom nie będę musiała czekać zbyt długo, a nawet jeśli, to umilę sobie żmudne oczekiwanie zapoznaniem się z wcześniejszymi powieściami Anety Jadowskiej – Doro Wilk, nadchodzę!

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:44:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cykl Szamański (tom 1)

Czasami przeznaczenie potrafi upomnieć się o człowieka w najmniej odpowiednim momencie i zmusza do podjęcia szeregu decyzji, które nie tylko są w stanie zaważyć na jego dalszej egzystencji, ale również zmieniają jego życie o sto osiemdziesiąt stopni. Jak wiadomo, ludzie są różni i jedni są w stanie się z tym zmierzyć i nie robi to na nich żadnego wrażenia, drudzy natomiast (ci wrażliwsi)... Czasami przeznaczenie potrafi upomnieć się o człowieka w najmniej odpowiednim momencie i zmusza do podjęcia szeregu decyzji, które nie tylko są w stanie zaważyć na jego dalszej egzystencji, ale również zmieniają jego życie o sto osiemdziesiąt stopni. Jak wiadomo, ludzie są różni i jedni są w stanie się z tym zmierzyć i nie robi to na nich żadnego wrażenia, drudzy natomiast (ci wrażliwsi) najpierw odchorowują zmiany i w taki czy inny sposób próbują się do nich przystosować. Jedno jest pewne – są to bardzo trudne wybory wymagające nie tylko dużego samozaparcia, lecz także mocnej psychiki, by się z nimi zmierzyć.

O Piotrze Duszyńskim można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest zwyczajnym, do bólu nudnym przedstawicielem męskiego gatunku. Tak po prawdzie, to ostatnim, na co może narzekać, jest nuda, a powód tego jest dość niezwykły – otóż Witkacy (jak zwracają się do niego właściwie wszyscy) prowadzi podwójne życie. Cóż w tym takiego niesamowitego? Oficjalnie jest śledczym w toruńskim wydziale zabójstw, a nieoficjalnie – szamanem odsyłającym dusze zmarłych w Zaświaty. Gdy na progu jego mieszkania staje była miłość i prosi o pomoc w wyjaśnieniu tajemniczych zgonów noworodków, Witkacy nawet nie podejrzewa, że przyjdzie mu się zmierzyć ze złem jeszcze gorszym niż to dotychczasowe, a także z przeszłością wiążącą jego losy z losami Konstancji.

Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że Aneta Jadowska jest dla mnie mistrzynią, jeśli chodzi o polską literaturę fantastyczną, a pierwszy tom Szamańskiej serii przeczytałam w takim tempie, że pod koniec książki żałowałam, że nie rozłożyłam jej sobie na -naście lub -dziesiąt dni.

Szaman od zawsze kojarzył mi się z drobnym człowieczkiem pochodzenia indiańskiego, który w stroju adamowym lub w wersji dla mniej tolerancyjnych – przepasce na biodrach – tańczy wokół ogniska, wydając z siebie dziwne dźwięki. Witkacy, jako współczesny łącznik między światem żywych i umarłych, doskonale wpisuje się w ten zawód – mimo że nie gania nago (chociaż to byłoby ciekawe) i na pewno nie przypomina niskopiennego Indianina (całe szczęście!), nie wyobrażam sobie na tym miejscu nikogo innego. Pewnie dlatego, że pod warstwą małomównego i skrywającego swoje emocje gbura kryje się mężczyzna troskliwy, poważnie podchodzący do swoich obowiązków i z niezwykłym poczuciem misji. Poza tym policjant nie może być ciepłą kluchą, a Piotr to zdecydowanie młodsza wersja porucznika Colombo.

Ważna jest również historia, która doskonale łączy ze sobą to, co rzeczywiste i nierzeczywiste. Wszystko jest jak najbardziej zrozumiałe, a czytelnik nie ma poczucia, że coś się w historii nie zgadza czy jest nie na miejscu – tu wszystko ma swoje miejsce. I chociaż w pierwszej połowie książki troszeńkę brakuje mi akcji (no cóż, apetyt rośnie w miarę czytania), to druga w zupełności wynagradza cierpliwość czytelnika (osobiście parę razy złapałam się na tym, że wstrzymywałam oddech, gdy główny bohater znalazł się w sytuacji, w której żaden normalny człowiek znaleźć by się nie chciał, ale czy Witkacy jest normalny?).

Oczywiście ze względu na przynależność do grupy #teamWitkacy muszę przyznać, że na najdrobniejszą wzmiankę o Konstancji otwierał mi się nóż w kieszeni. Pojawiła się taka po piętnastu latach, jak gdyby nigdy nic, i z tym swoim dziewczęcym „Piotrze, potrzebuję pomocy” postanowiła zburzyć to, co z takim trudem udało się stworzyć Szamanowi. Nie, nie lubię jej i pewnie już nie polubię, o!

Liczę na to, że autorce szybko nie skończą się pomysły, a Szamańska seria będzie liczyć co najmniej tyle tomów, ile liczy seria o Dorze Wilk (kiedy ja ją w końcu przeczytam?).

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:42:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Trzy pokolenia. Dwie rodziny. Jedno przeznaczenie.
Wiktor Łabendowicz – szykanowany na każdym kroku odmieniec o skórze białej jak śnieg. W małej, wiejskiej społeczności uważany jest za wybryk natury, za wysłannika diabła. Naznaczony przez klątwę próbuje odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Gdy spotyka Emilię Geld, dziewczynę równie osobliwą co on, udaje mu się na chwilę zapomnieć o problemach....
Trzy pokolenia. Dwie rodziny. Jedno przeznaczenie.
Wiktor Łabendowicz – szykanowany na każdym kroku odmieniec o skórze białej jak śnieg. W małej, wiejskiej społeczności uważany jest za wybryk natury, za wysłannika diabła. Naznaczony przez klątwę próbuje odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Gdy spotyka Emilię Geld, dziewczynę równie osobliwą co on, udaje mu się na chwilę zapomnieć o problemach. Jednak klątwa nie da o sobie zapomnieć…

Jakub Małecki – młody polski autor, który swoją literacką przygodę rozpoczął w 2008 r. powieścią Błędy. Do tej pory spod jego pióra wyszło 7 książek oraz kilkanaście opowiadań. Szczerze mówiąc, przed premierą Dygotu nie słyszałem o tym autorze. Myślałem wręcz, że to jego debiutancka powieść. A tu proszę, okazało się, że Jakub Małecki jest obecny na polskim rynku wydawniczym od dobrych kilku lat. Jednak po lekturze Dygotu jednego jestem pewien – muszę, po prostu muszę, nadrobić pozostałe publikacje tego autora.

Dzięki temu, że akcja książki rozciąga się przez blisko 7 dekad, mamy możliwość obserwacji, jak na przestrzeni lat zmienia się Polska. Razem z bohaterami doświadczamy wszystkich, ważnych dla naszego kraju wydarzeń, jesteśmy świadkami przełomowych momentów, zmian ustrojowych. Mamy pełen ogląd na to, jak zmienia się polska prowincja, podejście ludzi i ich wzajemne relacje. Powieść Jakuba Małeckiego jest więc nie tylko świetną opowieścią fabularną, ale także trafnym obrazem zmieniającej się Polski (oraz jej mieszkańców) na przestrzeni dekad.

Jedną z rzeczy, które wyróżnia Dygot na tle wielu innych powieści obyczajowych, jest realizm magiczny. Przesądy, wierzenia ludowe, klątwy – to wszystko nadaje książce niesamowity, mroczny klimat. Autor w zręczny sposób posługuje się tym motywem, tworząc barwną, ale także przerażającą powieść. Jednak to nie magia i czary straszą w Dygocie. To, co wzbudza największy lęk, to rzeczywistość. Codzienna polska rzeczywistość, pełna uprzedzeń, chciwości, lęku i niezrozumienia.

Powieść Jakuba Małeckiego skłania do ogromnej ilości przemyśleń oraz wywołuje mnóstwo różnych emocji. Lektura Dygotu zmusza nas do refleksji i z pewnością jeszcze długo po skończeniu książki będziemy o niej myśleć. Ktoś kiedyś powiedział, że ta powieść jest jak lustro. W pełni się z tym stwierdzeniem zgadzam. Każdy z nas odnajdzie w Dygocie cząstkę siebie. Jakub Małecki obnaża nasze lęki, koszmary i uprzedzenia, sprawiając, że zaczynamy poważnie zastanawiać się nad własnym życiem.

Dygot to jednocześnie piękna i przerażająca powieść. To wielowątkowa, mroczna saga rodzinna, która w pewnym stopniu opowiada o nas samych. To także opowieść o odrzuceniu, uprzedzeniach, tolerancji, lękach, miłości i cierpieniu. Jednak przede wszystkim jest ona niezwykle prawdziwa, szczera i trudna. Pod płaszczykiem realizmu magicznego kryje się (nie)zwykła codzienność. Codzienność polaków, codzienność polskiej prowincji, codzienność każdego z nas.

Zakochałem się. Dygot to bez wątpienia jedna z najlepszych polskich powieści, jakie kiedykolwiek miałem okazję przeczytać. Są takie książki, o których nie zapomina się nigdy, które na zawsze pozostawią po sobie ślad. Dygot jest właśnie jedną z nich.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:40:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Margo to historia nastolatki mieszkającej w Bone, ponurym miasteczku, w którym nie ma przyszłości ani nadziei na lepsze jutro. Tytułowa bohaterka mieszka z cierpiącą na depresję matką, prostytutką, w domu, który nazywa „pożeraczem”. Odrzucona przez matkę, niezrozumiana i niekochana, trzyma się na uboczu. Jej życie nieoczekiwanie się zmienia, gdy poznaje Judaha, chłopaka z sąsiedztwa,... Margo to historia nastolatki mieszkającej w Bone, ponurym miasteczku, w którym nie ma przyszłości ani nadziei na lepsze jutro. Tytułowa bohaterka mieszka z cierpiącą na depresję matką, prostytutką, w domu, który nazywa „pożeraczem”. Odrzucona przez matkę, niezrozumiana i niekochana, trzyma się na uboczu. Jej życie nieoczekiwanie się zmienia, gdy poznaje Judaha, chłopaka z sąsiedztwa, poruszającego się na wózku inwalidzkim. Nowa znajomość daje jej nie tylko poczucie bezpieczeństwa i otuchy, ale również wiarę w zmianę dotychczasowego życia. Tymczasem w miasteczku dochodzi do morderstwa siedmioletniej dziewczynki. Dziewczyna za wszelką cenę chce odnaleźć sprawców.

Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból. Mam sumienie. Jest inne niż u zwyczajnego człowieka, ale przynajmniej istnieje.

Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się spotkać w niej tyle dramatyzmu i brutalności. Autorka już w pierwszym rozdziale serwuje nam mroczną rzeczywistość, jaka otacza główną bohaterkę. Dom, który powinien być bezpieczną przystanią, schronieniem, jest całkowitym przeciwieństwem – koszmarem, z którego nie może się wydostać. Matka, która traktuje córkę jak popychadło, służącą. Brak czułości, ciepła i miłości sprawia, że Margo zamyka się w sobie i traci pewność siebie.

W pożeraczu nie mam imienia. Jestem blondynką z niewyróżniającymi się oczami, brzydką i ubraną w szmaty.

Książka wzbudziła we mnie wiele silnych emocji. Przyczyniły się do tego szczegółowe opisy sytuacji wielu rodzin. Alkoholizm, narkotyki, znęcanie się nad dziećmi, patologie społeczne – wszystko to miałam przed oczami, wertując tę powieść. Charakterystyka brudnego, przygnębiającego, biednego miasta, w którym buty to luksus, a ich posiadacze to prawdziwi szczęściarze. Czułam złość, irytację i smutek, czytając fragmenty pełne bólu i cierpienia. Na mojej twarzy malowało się niedowierzanie z powodu niesprawiedliwości. Mieszkańcy Bone z pokolenia na pokolenie przekazywali tylko apatię, zniechęcenie, codzienne troski, problemy, bierność i strach. Społeczeństwo cechował brak odwagi i determinacji.

Margo jest też niezwykle zaskakująca i z pewnością nie brakuje w niej zdumiewających zwrotów akcji. Publikacja ta jest głębszą opowieścią, niż można by przypuszczać. Nie da się nie zauważyć mroku ogarniającego dziewczynę, ciemności przeszywającej jej duszę. Walki dobra i zła. Pragnienie zemsty, ukarania oprawców, wymierzenia sprawiedliwości stało się obsesją głównej bohaterki. I pomimo że w pewnym momencie, gdy broniła słabszych, uważałam, że dobrze robi, to jednak z czasem dało się zauważyć problemy natury psychicznej. Zastanawiałam się, czy człowiek, którego przez całe życie otaczała ciemność, jest w stanie się zmienić.

Jestem zdziwiona, że książka zaliczana jest do literatury młodzieżowej. Uważam, że jest to dramat, w którym czytelnik odnajdzie elementy thrillera. Dużym plusem jest styl i język, jakim została napisana. Jest zrozumiała i jasna. Powieść czyta się bardzo szybko. Jest wciągająca, wzruszająca i szokująca. Zdecydowanie warto ją przeczytać.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:38:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 2) | Seria: Imaginatio [SQN]

Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio z taką niecierpliwością czekałam na drugą część jakiejś książki. Może to być spowodowane głównie tym, że dawno nie czytałam czegoś, co wywołałoby u mnie efekt wow. Owszem, miałam styczność z powieściami, które czytało się szybko, łatwo i przyjemnie, ale brakowało mi tego uczucia tęsknoty za bohaterami (obecnie tęsknię za dwoma lub trzema – musiałabym się... Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio z taką niecierpliwością czekałam na drugą część jakiejś książki. Może to być spowodowane głównie tym, że dawno nie czytałam czegoś, co wywołałoby u mnie efekt wow. Owszem, miałam styczność z powieściami, które czytało się szybko, łatwo i przyjemnie, ale brakowało mi tego uczucia tęsknoty za bohaterami (obecnie tęsknię za dwoma lub trzema – musiałabym się nad tym głębiej zastanowić, a to naprawdę mało). Wreszcie trafił w moje ręce Akuszer Bogów i ponownie dałam się porwać historii Nikity – nie dość, że się nie zawiodłam, to jeszcze mogę śmiało stwierdzić, że druga część jest lepsza niż pierwsza.

Po nieudanym zamachu na swoje życie Nikita postanawia jak najszybciej udać się do mroźnej Norwegii, która jest nie tylko ojczyzną tkwiącej w niej bestii, ale także miejscem skrywającym – jak się okaże – tajemnice dotyczące wspomnień z przeszłości dziewczyny, odebranych jej w sposób nie tyle podstępny, ile magiczny. Oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby Nikita mogła bez przeszkód rozkoszować się wycieczką krajoznawczą kończącą się u źródeł swojego jestestwa – nie ma tak łatwo. Przemierzając tę krainę w towarzystwie wiernego partnera, dziewczyna będzie musiała zmierzyć się prześladującymi ja zabójcami, skomplikowanymi snami, własnym dziedzictwem i strachem przed tym, co nieuniknione.

Akuszer bogów wprowadza czytelników nie tylko w świat nordyckich bogów, ale również stworzeń, a nawet potworów, bez których opowiadana historia z pewnością nie byłaby tak fascynująca. Przede wszystkim samo miejsce – piękna, bezlitosna oraz tajemnicza Norwegia, której magia stanowi namacalną część całej opowieści – sprawia, że powrót nie tylko do Polski, ale i alternatywnego Warsu staje się smutną koniecznością (jak wiadomo, z każdej wyprawy trzeba kiedyś wrócić).

Bardzo podobało mi się ukazanie przemiany, jaką Nikita przeszła od pierwszej części. Nie dość, że zaczęła dopuszczać do siebie większą liczbę osób (może nie stała się nie wiadomo jak ufna, ale przestała być indywiduum), to zaczęła również akceptować siedzącego w jej wnętrzu Pana B. – okazało się, że zrozumienie złożoności tej istoty, a także dopuszczenie jej do głosu, nie tylko kilka razy uratowało jej skórę, ale sprawiło, że zaczęła traktować berserka jak sprzymierzeńca. Wyprawa sprawiła, że jedna zmiana pociągnęła za sobą inne, a to z kolei dowiodło tylko jednego: wszyscy boimy się tego, czego nie rozumiemy, a wystarczy tylko wykazać się odrobiną dobrej woli, by odkryć nieznane dotąd wcześniej pozytywy.

Nie mogłam też powstrzymać ukłucia żalu przed tym, co utracone. Okazało się, że rodzina głównej bohaterki to nie tylko psychiczny ojciec, ale też niezrównoważona matka, a wrota Valhalli skrywają niejeden sekret (mam szczerą nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie z zaświatami).

Jeśli chodzi o Robina – ku mojemu rozczarowaniu – nadal niczego o nim nie wiadomo. Mężczyzna jest piekielnie zdolną, przystojną (książkowy rysunek od razu przywiódł mi na myśl Jasona Mamoa) chodzącą męską zagadką – to takie frustrujące!

Po raz kolejny (zapewne będę to powtarzać do znudzenia, ale inaczej się nie da) muszę dać wyraz swojego zachwytu zarówno okładką, jak i rysunkami wewnątrz książki – uwielbiam takie pobudzające wyobraźnię szczegóły i naprawdę trudno się dziwić, że z taką niecierpliwością będę oczekiwać trzeciego tomu Cyklu o Nikicie.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:36:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Czas Żniw (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

Czas Żniw to debiut Samanthy Shannon oraz pierwszy tom siedmiotomowej serii pod tym samym tytułem.



Paige Mahomey jest jasnowidzem znanym pod pseudonimem Blada Śniąca. Pracuje w Sajonie Londyn (miasto kontrolujące jasnowidzów) dla gangu noszącego nazwę Siedem Pieczęci. W czasach, w których przyszło jej żyć, jasnowidze traktowani są jako wrogowie społeczeństwa, których należy wyeliminować....
Czas Żniw to debiut Samanthy Shannon oraz pierwszy tom siedmiotomowej serii pod tym samym tytułem.



Paige Mahomey jest jasnowidzem znanym pod pseudonimem Blada Śniąca. Pracuje w Sajonie Londyn (miasto kontrolujące jasnowidzów) dla gangu noszącego nazwę Siedem Pieczęci. W czasach, w których przyszło jej żyć, jasnowidze traktowani są jako wrogowie społeczeństwa, których należy wyeliminować. Pewnego dnia zostaje złapana przez strażników Sajonu i zabrana do okrytej tajemnicą kolonii karnej Szeol I, w którym władzę sprawuje potężna rasa Refaitów z innego świata. Jasnowidze wykorzystywani są do walk z Emmitami, bestialskim stworzeniami karmiącymi się ludzkim mięsem. A „ślepcy” są poniżani i zmuszani do zapewnienia rozrywki Refaitom. Aby przeżyć, Paige musi ukrywać swoją tożsamość i zawalczyć o wolność.

Zacznijmy od tytułu, który jest jak najbardziej odpowiedni. Czasem Żniw (Może nie wiesz, ale Żniwa nazywane są też dobrymi zbiorami. Wciąż mówią tak na ulicach: Dobre Żniwa, Zbiory Obfitości) określa się sprowadzanie jasnowidzów do kolonii karnej Szeol I, które odbywa się co dziesięć lat.

Przez pierwsze kilkanaście stron jest trochę trudno przebrnąć, ponieważ pojawia się wiele niezrozumiałych dla nas pojęć. Na końcu książki znajduję się słowniczek, który ma za zadanie nam pomóc. Szkoda, że znajduje się w takim miejscu, bo przewracanie kartek w środku akcji jest trochę dekoncentrujące. Jednak po kilkunastu stronach jesteśmy już tak pochłonięci lekturą, że nie zwracamy na to zbytniej uwagi.

Nie spotkałam jeszcze książki o tematyce związanej stricte z jasnowidztwem, która by mnie całkowicie pochłonęła. Powieść jest tak dobrze dopracowana, że nie znajdziemy najmniejszego szczegółu, do którego moglibyśmy się „doczepić”. Cała akcja jest pokierowana w taki sposób, abyśmy mogli po każdym uniesieniu chwilę odetchnąć. Podoba mi się, że narracja jest pierwszoosobowa. Dzięki temu można śledzić odczucia głównej bohaterki oraz się z nią identyfikować.

Oczywiście nie mogło zabraknąć wątku miłosnego. Wielkim plusem jest to, że książka nie jest nim przesycona, lecz stwarza subtelne tło do całości. Miłość bohaterów pomału dojrzewa, aby w finale mieć swój moment kulminacyjny.

Bohaterowie powieści są pełni tajemnic, do końca nie wiemy, kto się opowiada za stroną jasnowidzów, a kto za stroną Refaitów. Książka jest pełna zaskakujących zwrotów akcji, więc niczego nie możemy być pewni. A zakończenie jest tak zaskakujące, że nie wiem, czy wytrzymam do premiery kolejnego tomu, bo chcę więcej!

Pani Shannon nie tylko funduje nam 496 stron przyjemności, ale również wspomina o ważnej wartości, jaką jest przyjaźń. Pokazuje, że bez przyjaciół nie jesteśmy w stanie osiągnąć tyle, ile z nimi.

Książka jest wzbogacona o wiele ciekawych dodatków – na początku znajdziemy siedem kategorii jasnowidzenia według O wartościach odmienności autorstwa Jaxona Halla oraz mapę kolonii karnej Szeol I; z tyłu książki znajduje się słowniczek (o którym wspomniałam wyżej), opis gości z zaświatów oraz eteryczna lista.

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić wam tę książkę, abyście mogli tak jak ja przenieść się w czasie i zwiedzić Szeol I.

Za możliwość przeniesienia się do Szeolu I, dziękuję wydawnictwu SQN.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:30:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Endgame (tom 1)

A czy ty jesteś gotów podjąć wyzwanie?

Los świata, całej ludzkości spoczywa na barkach dwanaściorga młodych ludzi. Od tego, czy wygrają Endgame, zależy, czy ich lud przeżyje. Od lat szkoleni są na bezlitosnych zabójców. Są perfekcyjni w tym, co robią. Jednak wszyscy, cała dwunastka, żyje w przeświadczeniu, że Endgame za ich życia się nie zdarzy. Że ominie ich to tak samo jak wielu ich...
A czy ty jesteś gotów podjąć wyzwanie?

Los świata, całej ludzkości spoczywa na barkach dwanaściorga młodych ludzi. Od tego, czy wygrają Endgame, zależy, czy ich lud przeżyje. Od lat szkoleni są na bezlitosnych zabójców. Są perfekcyjni w tym, co robią. Jednak wszyscy, cała dwunastka, żyje w przeświadczeniu, że Endgame za ich życia się nie zdarzy. Że ominie ich to tak samo jak wielu ich przodków. Niestety, czas Endgame nadchodzi. Wybrani muszą stanąć do walki. Zwycięży jeden, a inni zginą.

„To książka inna niż wszystkie” – głosi napis na okładce. Czy się z tym zgadzam? Muszę przyznać, że książka jest wydana w dość niespotykany sposób. W powieści zawarta jest zagadka, a każdy z czytelników ma szansę ją rozwiązać. Jednak jaka ona jest lub czego dotyczy, nie wiadomo. Nawet ostatnie kartki to miejsce specjalnie przeznaczone na notatki (ale podejrzewam, że większość zapalonych czytelników, jak ja, nie zbruka książki notatkami, nawet takimi zapisanymi ołówkiem). Po przeczytaniu powieści siedziałam i myślałam, zastanawiałam się, analizowałam, wracałam do zaznaczonych fragmentów i… nic. A jak głosi kolejny napis na okładce, nagroda jest hojna. Zazdroszczę temu, kto ją dostanie. Musi być prawdziwym geniuszem.

Endgame należy do książek, które można zakwalifikować do gatunku zwanego apokaliptycznym. W książce znajdziemy przepowiednie końca świata, zniszczenie i wybranych, którzy mają walczyć. Dodatkowo autorzy przedstawili niezwykle ciekawy opis funkcjonowania świata i wszystkich starożytnych cywilizacji, które do tej pory zadziwiają współczesnych swoją nowoczesnością, oświeceniem i tajemniczością, która przewyższała przyszłe epoki. Weźmy np. takie średniowiecze. Czy ktokolwiek poznał historię piramid (a szczególnie białej piramidy) Stonehenge, Terakotowej Armii? Może nam się tak tylko wydawać. A może powstanie tych budowli miało jakiś większy sens?

Książka robi wrażenie, chociaż połapanie się, kto jest kim, zajęło mi trochę czasu. Dopiero gdzieś po przeczytaniu ¾ powieści wiedziałam, o kim jest rozdział, z jakiego plemienia ten ktoś pochodzi i czego mogę się po nim spodziewać. Z jednej strony jest to dobre, bo zmusza czytelnika do myślenia, zastanawiania się nad całą książką. Jednak z drugiej – mniej wytrwałych może to zdecydowanie zniechęcić do dalszej lektury. Kolejna rzecz to wygląd książki. Już na początku umieszczono notkę, że taki sposób formatowania może pomóc w rozwiązaniu zagadki (lub też nie). I chociaż z początku przeszkadzało mi to, to w miarę czytania zaczęłam się przyzwyczajać, aż przestałam zwracać na to uwagę.

A jak odebrałam całą powieść? Jak dla mnie książka okazała się lekturą przyjemną, wciągającą i fascynującą. Mam nadzieję, że na drugi tom nie trzeba będzie długo czekać. Chociaż z początku obawiałam się, że Endgame będzie podobne do Igrzysk śmierci (wybrani przedstawiciele z danego ludu, którzy muszą walczyć o życie między sobą), okazało się, że byłam w błędzie. Zapewne to wyobraźnia autorów (za którą należą im się głębokie ukłony, gdyż mało kto potrafiłby wymyślić COŚ takiego) sprawiła, że książka jest niesamowicie oryginalna.

Niech was nie odstraszy objętość książki. To dopiero pierwsza część. I bardzo dobrze! Jak wspomniałam, Endgame czyta się szybko. W bardzo ciekawy sposób przedstawieni są bohaterowie. Każdemu poświęcono mniej więcej tyle samo czasu, więc każdy może sobie obrać jedną (lub więcej) postaci, za które będzie trzymać kciuki. Ja stałam się faworytką Sary i Feo/Jaglo. Ci, którzy czytali, wiedzą, o kim mówię, a ci, którzy nie – mam nadzieję, że szybko się tego dowiedzą.

Czy polecam? Jeżeli jesteście fanami książek oryginalnych, które porwą was w nowy świat pełen zagadek, to Endgame jest zdecydowanie dla was. Na pewno nudzić się nie będziecie.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:27:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Endgame (tom 2)

Pierwszy tom trylogii Jamesa Freya i Nilsa Johnsona-Sheltona Endgame. Wezwanie przeczytałam już jakiś czas temu. Podobał mi się, choć miałam też kilka obiekcji. Po drugą część – Klucz Niebios – sięgałam z pewną dozą niepewności i dużymi nadziejami równocześnie. Wychodzę z założenia, że jeśli zaczęło się jakąś serię, to trzeba ją też skończyć. Nie wychodzi się z kina, póki trwa seans. Zrobiłam... Pierwszy tom trylogii Jamesa Freya i Nilsa Johnsona-Sheltona Endgame. Wezwanie przeczytałam już jakiś czas temu. Podobał mi się, choć miałam też kilka obiekcji. Po drugą część – Klucz Niebios – sięgałam z pewną dozą niepewności i dużymi nadziejami równocześnie. Wychodzę z założenia, że jeśli zaczęło się jakąś serię, to trzeba ją też skończyć. Nie wychodzi się z kina, póki trwa seans. Zrobiłam kawę i zabrałam się do systematycznego odkrywania tego, co ukryto w tym pokaźnym tomiszczu.

Pierwszy etap dobiegł końca. Klucz Ziemi został zdobyty. Przy życiu zostało tylko dziewięciu graczy. Każdy z nich szuka własnego sposobu, aby wygrać. Jedni nawiązują sojusze, inni zaczynają współpracować z rządem. Na nic ten trud. W tej grze nie ma reguł. Liczy się tylko zwycięstwo. Zdarzenie zostało zapoczątkowane. Kto przegra, a kto okaże się najlepszym z Graczy? Nadchodzi koniec. A zegar tyka…

Byłam bardzo mile zaskoczona tą pozycją. Podobała mi się dużo bardziej od pierwszej części. W Wezwaniu była akcja, emocje i wiele zaskoczeń, ale w Kluczu Niebios wszystko jest podwojone albo nawet potrojone. Historia pędzi jak szalona, napięcie wzrasta ze strony na stronę, a niemal za każdym rogiem czai się jakieś niebezpieczeństwo.

Liczba bohaterów w wyniku wydarzeń z poprzedniego tomu znacznie się zmniejszyła i wyszło to na dobre konstrukcji charakterów. Czytelnik może bliżej poznać Graczy, więcej się o niech dowiedzieć i wreszcie wybrać faworytów. W końcu dystans między nimi zostaje trochę zmniejszony, powoli nawiązują się relacje. (Osobiście kibicuję Aisling, bo od zawsze miałam słabość do buntowniczek). Mam jednak wrażenie, że właśnie na tym aspekcie autorzy powinni się bardziej skupić. Emocjonalne przywiązanie do bohaterów nie jest na tyle mocne, na ile mogłoby być. To znaczy czytelnik śledzi ich losy z zainteresowaniem, ale kiedy któryś z nich ginie, to nie wyrywa sobie włosów z głowy. A powinien!

Za co ta książka dostała ode mnie ogromny plus? Uwielbiam całe zaplecze wydarzeń. Ujęły mnie legendy, przypowieści plemion, mity, artefakty. Ta nuta tajemniczości, która równocześnie daje poczucie dopracowania szczegółów. Mówię głośne TAK dla autorów.



Socjopaci potrafią być zabawni.
Zawsze są tacy zdziwieni, kiedy umierają.


No ogromną uwagę zasługują elementy dodatkowe w historii. Endgame – a mam tu na myśli zarówno pierwszy jak i drugi tom – to nie tylko czysty tekst. Na fabułę składają się też zagadki w postaci rysunków, grafiki, symboli itd. Nie spotkałam się nigdy wcześniej z podobnym pomysłem, więc bardzo doceniam połączenie książki z grą i mediami społecznościowymi. Na pewno sprzyja to popularyzacji czytelnictwa. Znam osoby, które nie czytają zbyt wiele, ale kupiły te książki właśnie, aby spróbować rozwiązać wspomniane zagadki i zawalczyć o prawdziwe, namacalne nagrody.

Lubię, kiedy książka niesie za sobą jakieś przesłanie. Cieszy mnie, że w tej części poruszono także pewne zagadnienia moralne. Jak ludzie zachowaliby się wobec globalnego zagrożenia? Czy przetrwałyby najważniejsze wartości ludzkości? Jak objawiłby się nasz instynkt przetrwania i jakie miałoby to dla nas skutki? Sądzę, że seria Endgame pełni w dużej mierze funkcję rozrywkową, dlatego tak wiele w niej akcji, a tak mało zadumy bohaterów. Jednak spodobało mi się, że autorom udało się przemycić jakieś drugie dno, głębszy sens. To zawsze jest w cenie.

Teraz trochę lizusostwa, ale pochwała będzie jak najbardziej zasłużona. Chcę docenić wydawnictwo za naprawdę solidne i dopracowane wydanie. Mam pokaźną liczbę książek od Sine Qua Non i jeszcze nigdy nie zawiodłam się na doborze papieru czy składzie. Często, opisując książki, nie zwraca się na to uwagi i jest to wielkim błędem. Spróbujcie przeczytać kilkaset stron wydrukowanych na drukarskim papierze. Ślepota gwarantowana. A tutaj praca była utrudniona, ponieważ szata graficzna też musiała być przejrzysta.

Druga sprawa: okładka (wiem, wiem, oryginalna, ale i tak o niej wspomnę). Pierwszy tom wyglądał magicznie, mogłam się czepiać treści, ale forma książki wyglądającej jak złota bryła po prostu mnie urzekła. Druga część wygląda równie świetnie – krwistoczerwona. Od razu rzuca się w oczy. Naprawdę widać, że nie była robiona po macoszemu.

Żyjcie, umierajcie, kradnijcie, kochajcie,
nienawidźcie, zdradzajcie, mścijcie się. Co tylko chcecie. Endgame jest
zagadką życia, powodem śmierci. Grajcie. Co ma być to będzie.


I teraz niespodzianka. Recenzując Wezwanie, przyczepiłam się do stylu autorów, konstrukcji składniowej (która była wymuszona przez konieczność ukrycia zagadek, ale to nie zmieniało mojej opinii, że szału nie było). Nie wiem, czy mięknę na starość, czy autorzy po prostu popracowali nad tym elementem, ale czytało mi się zadziwiająco dobrze. Zastanawiam się, co bardziej mnie zszokowało: niczym niezachwiana przyjemność z czytania czy zakończenie.

O skoro już mowa o zakończeniu, powiem tylko: miazga. Jedno z takich, po którym sprawdzasz, kiedy wychodzi kolejny tom. A później pijesz melisę, bo jesteś wściekły, że musisz tyle czekać.

Rzadko się zdarza, żeby któremuś pisarzowi udało się pokonać fatum drugiego tomu. A w tym przypadku tak właśnie jest. Klucz niebios to nie tylko dobra książka, ale przede wszystkim świetna kontynuacja. Jest w niej wszystko, co doceniają współcześni czytelnicy: trochę fantastyki przy równoczesnym realizmie, thriller i akcja. Całość dopełnia kompletnie skonstruowany świat, ogromne zaplecze mityczne i ciekawi bohaterowie. A do tego niezapomniane emocje. Istna jazda bez trzymanki. Polecam wszystkim, bez względu na płeć, stan cywilny, ulubiony kolor. Dopadnijcie Klucz niebios, rozwiążcie zagadkę (i wróćcie podzielić się nagrodą).

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:23:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Endgame (tom 3)

Endgame nieubłaganie zbliża się ku końcowi… Uczestników ubywa, a rozgrywka z dnia na dzień staje się coraz bardziej zacięta. Każdy z Graczy wiele przeszedł i jeszcze więcej musiał poświęcić, dlatego za wszelką cenę pragnie zakończyć tę morderczą grę. Dodatkowej adrenaliny dodaje fakt, że zaangażowane zostają osoby wcześniej niewtajemniczone w rozgrywkę, a samo Endgame zyskuje wymiar globalny.... Endgame nieubłaganie zbliża się ku końcowi… Uczestników ubywa, a rozgrywka z dnia na dzień staje się coraz bardziej zacięta. Każdy z Graczy wiele przeszedł i jeszcze więcej musiał poświęcić, dlatego za wszelką cenę pragnie zakończyć tę morderczą grę. Dodatkowej adrenaliny dodaje fakt, że zaangażowane zostają osoby wcześniej niewtajemniczone w rozgrywkę, a samo Endgame zyskuje wymiar globalny. Co więcej, niektórzy gracze zaczynają poddawać w wątpliwość sens i celowość całego przedsięwzięcia; zastanawiają się, o co tak naprawdę walczą i kto za tym wszystkim stoi…

Kiedy dwa lata temu przeczytałem pierwszy tom Endgame, nie byłem przekonany, czy kontynuować tę serię. Choć przyjemnie spędzałem czas, czytając Wezwanie, to sama książka nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Mimo to zdecydowałem się sięgnąć po kolejny tom, i jak się później przekonałem, podjąłem dobrą decyzję, bo Klucz niebios w pełni wynagrodził mi braki i niedociągnięcia pierwszej części. Ciągle była to literatura typowo rozrywkowa, jednak w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kiedy więc rozpoczynałem lekturę ostatniego tomu, liczyłem na podobne wrażenia, jak w przypadku poprzednich części. Czy jednak Reguły gry sprostały moim oczekiwaniom?

Reguły gry są bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z drugiej części. Książka zaczyna się właściwie w tym samym momencie, w którym skończyła się jej poprzedniczka, dzięki czemu ciągłość akcji jest jak najbardziej zachowana. Właśnie przez tę linearność i szczegółową chronologiczność zdarzeń cała powieść przypomina w swojej budowie serial. Wielu pierwszoplanowych bohaterów, kilka miejsc akcji i równoległe rozgrywające się wydarzenia – to wszystko sprawia, że w głowie automatycznie tworzymy obrazy i wyobrażamy sobie poszczególne sceny. Seria Endgame stanowi wprost idealny scenariusz na dobry serial akcji.

Tym, co nigdy nie zawodzi jeśli chodzi o tę serię, jest umiejętne trzymanie w napięciu. Szybkie tempo i odpowiednio dawkowane zwroty akcji powodują, że książkę czyta się właściwie jednym tchem. Mimowolnie chcemy wiedzieć, co wydarzy się dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Autorzy umiejętnie rozpisali poszczególne wydarzenia i zaplanowali całą serię, dzięki czemu nieustannie przyciągają uwagę czytelnika. Nawet jeśli pod koniec trzeciego tomu ta zwarta budowa zostaje widocznie zaburzona, a sama akcja traci na wyrazistości, to całej książce nie można odmówić trzymania w napięciu. Nawet jeśli jest ono wywołane głównie przez ciekawość, jak się to wszystko zakończy…

Ostatni tom różni się od poprzednich przede wszystkim tym, że widać tu braki w ciągłości, logice i zbieżności fabuły. Reguły gry są zdecydowanie najmniej przemyślaną ze wszystkich części, widoczny jest tu brak pomysłu na to, jak poprowadzić akcję. Wszystkie elementy się niekontrolowanie rozmywają, a cała książka widocznie traci spójność. Cierpi na tym również sama dramaturgia, która z czasem zwyczajnie zanika; zamiast emocjonować się wydarzeniami i martwić o los bohaterów, próbujemy się zorientować, gdzie to tak właściwie zmierza i jaki jest tego cel. Zawiódł zarówno pomysł, jak i realizacja.

Reguły gry, mimo że wciągają i angażują czytelnika, to przede wszystkim jednak rozczarowują. Brak tu pomysłu na fabułę, odpowiedniego napięcia i logiki w postępowaniu bohaterów. Trylogia duetu Frey/Johnson-Shelton wyróżnia się oryginalnością i nietypowym podejściem do poprowadzenia fabuły, jednak w ostatnim tomie to wszystko gdzieś zanika. Co prawda książka dostarcza rozrywki i pozwala na chwilę odprężenia, jednak nie wywołuje u czytelnika żadnych emocji. Ostatecznie nie jest to książka zła, lecz jedynie rozczarowująca i zwyczajnie przeciętna. A szkoda, bo poprzednie części zapowiadały ciekawy i co najmniej widowiskowy finał.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:20:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Grimm City (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

Grimm City – miasto zbudowane na ciele olbrzyma, który niegdyś siał spustoszenie w tej okolicy. Pełna zakamarków, ciemnych uliczek metropolia nie jest zbyt bezpiecznym miejscem. Przestępczość jest tu na porządku dziennym, jednak gdy masowo giną taksówkarze, a główny oficer policji zostaje brutalnie zamordowany, zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie. Wszystko wygląda na to, że na... Grimm City – miasto zbudowane na ciele olbrzyma, który niegdyś siał spustoszenie w tej okolicy. Pełna zakamarków, ciemnych uliczek metropolia nie jest zbyt bezpiecznym miejscem. Przestępczość jest tu na porządku dziennym, jednak gdy masowo giną taksówkarze, a główny oficer policji zostaje brutalnie zamordowany, zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie. Wszystko wygląda na to, że na przestępczą scenę wkroczył Nowy Gracz…

Jakub Ćwiek to pisarz znany głównie jako autor książek fantasy. Jego cykle o Kłamcy i Chłopcach są jednymi z najpopularniejszych i najbardziej oryginalnych powieści fantasy na polskim rynku. Osobiście czytałem jedynie dwie książki jego autorstwa (dwa pierwsze tomy, wspomnianych wcześniej, Chłopców) i muszę przyznać, że jego styl przypadł mi do gustu. Gdy usłyszałem, że Jakub Ćwiek pisze kryminał, mocno się zdziwiłem. Nie byłem pewien, czy ten pisarz poradzi się z tym gatunkiem. Po lekturze muszę stwierdzić, że moje obawy niestety się potwierdziły.

Grimm City to miasto inspirowane latami dwudziestymi i trzydziestymi Stanów Zjednoczonych. To wręcz idealna baza, by zbudować na niej tajemniczy, brudny świat o niesamowitym klimacie. Wręcz prosi się o to, by wykreować coś naprawdę spektakularnego i zapadającego w pamięć. Jednak tu pojawia się pierwszy problem. Jakub Ćwiek nie podołał temu wyzwaniu. Starał się nakreślić miasto mroczne, po którym balibyśmy się spacerować, jednak nie do końca mu się to udało. Grimm City po prostu brakuje charakteru oraz klimatu.

Jakub Ćwiek ma ogromny talent do budowania postaci i w Grimm City dał popis swoich umiejętności. Każdy bohater został precyzyjnie wykreowany i o nikim nie można powiedzieć, że jest papierowy. Mimo że jest ich sporo, to nie miałem problemu z ich zapamiętaniem czy rozróżnieniem. Każda postać jest inna, ma unikalną osobowość. W porównaniu z samym Grimm City jego mieszkańcy mają znacznie więcej charakteru, którym nadrabiają braki w kreacji miasta oraz nadają mu specyficzny klimat.

Z kryminałami jest taki problem, że albo wciągnie cię intryga i nie będziesz w stanie odłożyć książki, albo fabuła będzie cię nużyć przez całą powieść. Jednak w wypadku Grimm City. Wilk! było jeszcze inaczej. Z jednej strony nie wciągnąłem się zbytnio w fabułę, tajemnica nie zaintrygowała mnie na tyle, żebym mógł dla niej zerwać noc. Z drugiej jednak strony książkę przeczytałem bardzo szybko i nie mogę powiedzieć, żeby mnie kiedykolwiek znużyła. Doprawdy nie wiem, czym mogło być to spowodowane. W efekcie Grimm City. Wilk! to dla mnie książka, której fabuła mnie nie wciągnęła, jednak której lektura przysporzyła mi sporo przyjemności.

Po lekturze Grimm City. Wilk! odczuwam spory niedosyt, ale z pewnością nie zawód. Mimo braku zaintrygowania fabułą całkiem przyjemnie spędziłem przy niej czas. Może i nie poczułem tego klimatu, jakiego niewątpliwie miałem doznać, jednak doskonale wykreowani bohaterowie mi to wynagrodzili. Mimo wszystko uważam, że Jakub Ćwiek znacznie lepiej radzi sobie z fantastyką niż z kryminałem i moim zdaniem powinien skupić się tylko na tym gatunku.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:18:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Rodzina Roux od pokoleń owiana jest tajemnicą. Każdy z jej członków ma w sobie coś niezwykłego i osobliwego. Ava, najmłodsza, rodzi się ze skrzydłami. Nie jest jednak ptakiem, aniołem ani żadnym paranormalnym stworzeniem; nie umie nawet latać. Z pomocą rodziny i przyjaciela próbuje odkryć prawdę o swojej tożsamości. Nie wszystko jest jednak takie proste i oczywiste, jak mogłoby się wydawać…

...
Rodzina Roux od pokoleń owiana jest tajemnicą. Każdy z jej członków ma w sobie coś niezwykłego i osobliwego. Ava, najmłodsza, rodzi się ze skrzydłami. Nie jest jednak ptakiem, aniołem ani żadnym paranormalnym stworzeniem; nie umie nawet latać. Z pomocą rodziny i przyjaciela próbuje odkryć prawdę o swojej tożsamości. Nie wszystko jest jednak takie proste i oczywiste, jak mogłoby się wydawać…

Tytuł: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender
Autor: Leslye Walton
Wydawnictwo: Sine Qua Non

O tej powieści było swego czasu bardzo głośno. Zarówno w Polsce, jak i za granicą wywołała niemały szum wśród czytelników. Zbierając niemalże same pozytywne recenzje, zgromadziła sobie całkiem spore grono fanów. Mówią, że jest magicznie i refleksyjnie, oraz porównują tę książkę do samych Stu lat samotności Marqueza! Nie było możliwości, żebym przeszedł obok niej obojętnie…

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender to realizm magiczny w czystej postaci. Niewyjaśnione zjawiska, osobliwy nastrój, wszechobecna aura tajemniczości… Leslye Walton w doskonały sposób wykorzystuje te motywy, nadając swojej powieści niesamowity klimat. Zostajemy oczarowani od pierwszej chwili, a osobliwość i niezwykłość historii z każdą kolejną stroną hipnotyzują nas coraz bardziej. Z tej powieści wręcz unosi się magia, a gdy ją czytamy, mamy wrażenie zupełnego odrealnienia. Istna magia.

Leslye Walton ma niesamowity dar pisania. Okazuje się bowiem, że magiczna jest nie tylko fabuła tej powieści, lecz także styl, w jakim została utrzymana. Dzięki niezwykłej wrażliwości oraz wyczuciu autorka pisze lekko, pięknie i poetycko zarazem. Sposób poprowadzenia akcji przywodzi na myśl baśń, legendę, a delikatny język pełen metafor i innych ozdobników idealnie dopełniają tę niebanalną historie. Lektura tej książki to prawdziwa uczta dla zmysłów.

Ta z pozoru prosta saga rodzinna to tak naprawdę trudna opowieść o cierpieniu, smutku, samotności i poświęceniu. Bohaterkami tragicznymi są w tym przypadku kobiety z rodu Roux, które nawet w obliczu chwilowych radości skazane są na ostateczną porażkę i nieszczęście. Rodzinne dramaty, odmienność oraz alienacja od społeczeństwa sprawiają, że bohaterki zmuszone są żyć w ciągłym nieszczęściu. Jedynym wybawieniem wydaje się miłość, jednak i ta nie zawsze przynosi ukojenie.

Powieść Leslye Walton, pomimo swojej osobliwości i magiczności, jest niezwykle prawdziwa. Mimo że czyta się ją lekko i przyjemnie, nie jest książką łatwą. To historia pełna smutku i samotności, która niejednokrotnie nas poruszy. Autorce udało się nie przekroczyć cienkiej granicy sztuczności i niesmaku, dzięki czemu powieść wzbudza w nas szczere, prawdziwe i niczym niewymuszone emocje. W niezwykle subtelny sposób porusza nas do głębi, jednocześnie nie grając w tandetny sposób na naszych uczuciach.

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender to naznaczona bólem, smutkiem i samotnością historia rodziny, w której nikt nie jest w pełni szczęśliwy. Napisana poetyckim językiem, z niesamowitą lekkością, mówi o kwestiach trudnych i bolesnych. Przepełniona magią oraz niebywałym klimatem, targa naszymi emocjami oraz mocno wpływa na postrzeganie przez nas świata. Ta wielowymiarowa saga rodzinna hipnotyzuje i oczarowuje czytelnika od pierwszych stron, a jeszcze długo po lekturze wywołuje wzruszenie. Gwarantuję, że się w niej zakochacie.

pokaż więcej

 
2018-09-04 17:14:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Żyjemy w czasach, w których seriale i filmy stanowią jedne z najważniejszych części życia kulturalnego. W ostatnich latach popularne stały się serie dystrybuowane przez platformy takie jak Netflix lub tworzone przez stacje pokroju HBO czy BBC. Wiele serialowych postaci zyskało więcej fanów niż bohaterowie filmów. W każdym miesiącu mamy do czynienia z nowymi premierami i gdy myślimy, że... Żyjemy w czasach, w których seriale i filmy stanowią jedne z najważniejszych części życia kulturalnego. W ostatnich latach popularne stały się serie dystrybuowane przez platformy takie jak Netflix lub tworzone przez stacje pokroju HBO czy BBC. Wiele serialowych postaci zyskało więcej fanów niż bohaterowie filmów. W każdym miesiącu mamy do czynienia z nowymi premierami i gdy myślimy, że niemożliwy jest jeszcze jakiś pomysł na serial, twórcy znów nas zaskakują.

Tytuł: Przez stany POPświadomości
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: SQN

Podróżując przez perypetie bohaterów, podróżujemy też przez miejsca, które odwiedzają. I bardzo często je pomijamy, nawet o nich nie myślimy. A przecież te, stając się częścią popularnej historii, stają się automatycznie obiektami kulturalnymi, unieśmiertelnionymi dzięki obrazom, które na stałe przechodzą do popkulturalnej świadomości – popświadomości.

Znany pisarz fantastyki, a także miłośnik konwentów (którego można było spotkać m.in. na ostatnim Pyrkonie, podczas którego nie tylko uczestniczył we własnym spotkaniu autorskim, ale także był prezenterem głównej atrakcji festiwalu – Maskarady) – Jakub Ćwiek – wraz ze swoim ojcem oraz Bartkiem Czartorystkim, Radosławem Teklakiem, Agatą Krajewską i Patrykiem Jurkiem wyruszył w wielotygodniową podróż do Stanów Zjednoczonych, aby podążając śladami seriali i filmów stworzyć opowieść o popkulturze. O tym, jaka jest i co po sobie pozostawia.

To nie jest książka popularnonaukowa. To prędzej zapisana gawęda, cykl luźnych wykładów i spis anegdot. Autor już na początku ostrzega, że w zapiskach panuje chaos ze względu na liczne dygresje, których nie zamierza czytelnikowi oszczędzać. I rzeczywiście – pewien nieład towarzyszy czytelnikowi przez całą lekturę. I o ile swobodny, luźny styl nie zmusza do wytężania umysłu, o tyle ten nieład już tak.

Nie zmienia to faktu, że podróż jest fascynująca. Zwłaszcza kiedy jest się fanem seriali lub typowym geekiem, zbierającym DVD z każdego sezonu The Walking Dead. Choć Przez stany POPświadomości nie stanie się biblią pasjonatów popkultury, jest pozycją wartą rozpatrzenia przed rozpoczęciem własnych badań i poszukiwań. Można z niej wyciągnąć drogocenne wskazówki i informacje, a co więcej – zbudować własne pojęcie popkultury jako czynnika bardzo ważnego w XXI wieku, znacznie wpływającego na różne aspekty życia, a także zmieniającego życie tych, których miejsce zamieszkania zaczyna obrastać popkulturowym kultem.

Jakub Ćwiek to urodzony gawędziarz, którego charyzma potrafi ujawnić się w swej okazałości nawet w słowie pisanym. Czytając jego autorskie wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że boryka się z milionem myśli jednocześnie, które znajdują ujście w barwnych anegdotach i zabawnych wstawkach. Lecz czasem jest to męczące, gdyż coś, co byłoby pasjonującym wykładem, niekoniecznie będzie dobrą powieścią. Słowo mówione nie równa się słowu pisanemu i o tym autor zdaje się czasem zapominać. Nie zmienia to jednak faktu, że cała książka jest dziennikiem fascynującej podróży, zadziwiającej swoim rozmachem.

Ćwiek, Krajewska, Teklak, Jurek i Czartoryski stawiają pewne kroki nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w Stanach Popświadomości i zachęcają czytelnika do namiętnego eksplorowania i jednych, i drugich.

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

pokaż więcej

 
2018-09-04 16:51:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Po genialnej Margo postanowiłam w końcu sięgnąć po kolejną powieść pani Fisher. Jak mi się podobało tym razem?

Książka została podzielona na trzy części, w każdej z nich narratorem jest ktoś inny. W pierwszej partii poznajemy Fig, która staje się główną bohaterką powieści. To zdecydowanie kobieta chora umysłowo, a mogę to napisać, ponieważ pragnienie posiadania dokładnie tego samego, co inna...
Po genialnej Margo postanowiłam w końcu sięgnąć po kolejną powieść pani Fisher. Jak mi się podobało tym razem?

Książka została podzielona na trzy części, w każdej z nich narratorem jest ktoś inny. W pierwszej partii poznajemy Fig, która staje się główną bohaterką powieści. To zdecydowanie kobieta chora umysłowo, a mogę to napisać, ponieważ pragnienie posiadania dokładnie tego samego, co inna osoba, nie jest w żadnym stopniu normalne.

Potem poznajemy męża Jolene, Dariusa. Nie chcę wam spoilerować, kim ten człowiek się okazuje, ale choć sam jest psychologiem, to również nie wydaje się do końca normalny. Ten bohater zdecydowanie nie przypadł mi do gustu, choć z drugiej strony nadał on również tej powieści mrocznego charakteru.

W trzeciej i ostatniej części poznajemy z bliska Jolene. Szczerze? Jest to jedyna bohaterka, która przypadła mi do gustu. To, co teraz napiszę, zabrzmi śmiesznie, ale wydaje mi się, że była to najzdrowsza postać z całej tej powieści. Jest na pewno osobą o dobrym sercu, która chce nieść pomoc każdemu, kto tylko jej potrzebuje. I właśnie w ten sposób łapie się na zagrywki nieszczęsnej Fig. Ale już cicho, więcej nie zdradzę.

Wydaje mi się, że zdążyłam przekonać się już na co stać Tarryn Fisher, ale tutaj jednak czegoś mi zabrakło. Miała być ta dusząca atmosfera, ten mrok, który powoli otaczał całą trójkę, a znalazłam tutaj tylko jakąś upierdliwą babę, która na siłę próbowała być taka jak Jolene oraz denerwującego faceta, który podobno miał być tym dobrym. Podobno. Jeśli chodzi o Jolene – mimo tego, że ją polubiłam najbardziej, to jednak bardzo irytowała mnie jej ufność. Normalna dorosła osoba nie jest AŻ TAK ufna i nie oddaje swojego serca nowo poznanej osobie.

Jeśli chodzi o styl autorki, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, bo książka mimo wszystko została napisana dobrze. Pomysł również był w porządku, ale ja jestem tą powieścią rozczarowana. Spodziewałam się czegoś naprawdę przerażającego i trzymającego w napięciu, a otrzymałam coś w stylu obyczajówki z pewnymi elementami thrillera.

pokaż więcej

 
2018-09-04 16:45:49
Ma nowego znajomego: Books_Culture
 
Moja biblioteczka
58 57 256
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

zgłoś błąd zgłoś błąd