niepoczytalna com 
niepoczytalna.com
status: Czytelnik, dodał: 3 książki, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Czara wyroczni
    Czara wyroczni
    Autor:
    Akcja powieści rozgrywa się w siedemnastowiecznym Paryżu, a jej fabuła oparta jest na dokumentach sądowych ze śledztwa, które prowadzono po aresztowaniu zawodowej wiedźmy i trucicielki, Marie Bosse. D...
    czytelników: 1326 | opinie: 58 | ocena: 7,29 (431 głosów)
  • Kahlo 1907-1954
    Kahlo 1907-1954
    Autor:
    Maluję moją własną rzeczywistość. Jedyną rzeczą, jakiej jestem pewna, jest potrzeba malowania. A maluję bez żadnego namysłu, wszystko, co przemyka przez moją głowę. (Frida Kahlo)
    czytelników: 49 | opinie: 2 | ocena: 6,35 (23 głosy)
  • Na fejsie z moim synem
    Na fejsie z moim synem
    Autor:
    Powieść zaczyna się od urodzin Hitlera, które właśnie odbywają się w piekle, a później jest już tylko ciekawiej. Znajdziemy tu oryginalne rozważania o pochodzeniu człowieka, o Bogu, sztuce, tajemnicze...
    czytelników: 2353 | opinie: 187 | ocena: 5,45 (943 głosy) | inne wydania: 2
  • Nie kończąca się historia
    Nie kończąca się historia
    Autor:
    Bastian Baltazar Buks wchodzi przypadkiem do antykwariatu, gdzie znajduje starą zakurzoną księgę zatytułowaną "Nie kończąca się historia". Czytając ją, przenosi się do cudownej krainy fantazji pożeran...
    czytelników: 3343 | opinie: 116 | ocena: 7,57 (1600 głosów) | inne wydania: 7
  • Opowieść o miłości i mroku
    Opowieść o miłości i mroku
    Autor:
    Najbardziej osobista książka Amosa Oza, klucz do całej jego twórczości. Opowieść o miłości i mroku Amosa Oza (ur. 1939) to historia kilku pokoleń jego rodziny na Litwie i Ukrainie oraz po przybyciu do...
    czytelników: 2205 | opinie: 56 | ocena: 7,89 (385 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-06-18 11:38:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Smutek nieutulony i strupy pamięci

Z literaturą jest jak z jedzeniem: można zjeść kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą – będzie to danie pożywne i, przy odrobinie szczęścia, nawet smaczne. Ale czasem człowiekowi zachciewa się czegoś więcej, czegoś bardziej wyszukanego – foie gras, coq au vin, bouillabaisse. Nie żeby codziennie, ale tak chociaż od czasu do czasu. Nawet jeżeli będzie to...
Smutek nieutulony i strupy pamięci

Z literaturą jest jak z jedzeniem: można zjeść kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą – będzie to danie pożywne i, przy odrobinie szczęścia, nawet smaczne. Ale czasem człowiekowi zachciewa się czegoś więcej, czegoś bardziej wyszukanego – foie gras, coq au vin, bouillabaisse. Nie żeby codziennie, ale tak chociaż od czasu do czasu. Nawet jeżeli będzie to danie, które momentami może wydawać się zbyt wyrafinowane na nasze podniebienie, nawet jeśli niektóre smaki i połączenia nie do końca zrozumiemy, to najczęściej uznamy jego wyższość nad smacznym (lecz pospolitym) schabowym. Tak właśnie jest z "Sorge" Aleksandry Zielińskiej. Gdyby było to danie, to z pewnością miałoby ono na swoim koncie gwiazdkę Michelin. Albo dwie.

Język i konstrukcja powieści (zwłaszcza rozdziały, w których losy wszystkich bohaterek dzieją się w tym samym czasie) są trudne do przyswojenia; wymagają skupienia i cierpliwości. Trzeba jednak przyznać, że autorka włada językiem niezwykle sprawnie. W jej powieści nie czuć fałszu, przymusu. Wyszukanie wynika z takiego a nie innego stylu, a nie chęci zaimponowania komukolwiek. Niektóre fragmenty są boleśnie żywe i niemal zostawiają metaliczny posmak w ustach.

Nie da się jednym zdaniem opowiedzieć, o czym "Sorge" jest. Z jednej strony to opowieść o małej społeczności, która ma swoją historię i swoje rany, która wessie każdego, kto się dostosuje do jej zasad i boleśnie odrzuci tego, kto zasady zignoruje. To historia kobiet zranionych, niosących swoje brzemię; kobiet, które tracą tożsamość, siostry, dzieci, młodość. "Sorge" to powieść o utracie i wyrzutach sumienia, które czasami okazują się bagażem, który sami wkładamy sobie na plecy i niesiemy przez życie.

"Sorge" to literatura wymagająca, ale dająca satysfakcję. Nie jest to literacki fast food, który można pochłonąć w pośpiechu w komunikacji miejskiej. To powieść, której musimy poświęcić swój czas i uwagę, by móc delektować się każdym słowem. Tylko wtedy poczujemy w pełni ból i ciężar, który dźwigają jej bohaterki. Nie wszystkie elementy w pełni mi zagrały – czy to wspomniana wcześniej konstrukcja, czy powtarzające się, drażniące drobiazgi (w powieści kilka, a może nawet kilkanaście razy, przewija się motyw środków i dofinansowań unijnych – po co? Nie wiem). Nie przeszkodziły mi one jednak w pełnym rozsmakowaniu się lekturą, by poczuć nasycenie i satysfakcję po jej zakończeniu. Czy warto sięgnąć po "Sorge"? Bez wątpienia – warto.

pokaż więcej

 
2019-06-09 20:40:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Żal wyssany z mlekiem matki

Kiedy myślę o rdzennej ludności Stanów Zjednoczonych, mimo woli nasuwa mi się obraz leciwego zamyślonego wodza rodem z reklamy pewnego znanego batonika. Nie ma drugiej takiej grupy etnicznej na świecie, która przez lata byłaby poddawana stopniowej eksterminacji, pozbawiana ziemi, spychana na margines, a przy okazji była ograbiona z własnej kultury. Dziedzictwo...
Żal wyssany z mlekiem matki

Kiedy myślę o rdzennej ludności Stanów Zjednoczonych, mimo woli nasuwa mi się obraz leciwego zamyślonego wodza rodem z reklamy pewnego znanego batonika. Nie ma drugiej takiej grupy etnicznej na świecie, która przez lata byłaby poddawana stopniowej eksterminacji, pozbawiana ziemi, spychana na margines, a przy okazji była ograbiona z własnej kultury. Dziedzictwo duchowe Indian zostało skomercjalizowane i przemielone na papkę. "Nigdzie indziej" jest historią o poszukiwaniu tożsamości, tylko czy jej znalezienie jeszcze jest możliwe?

Historie dwunastu osób splatają się ze sobą, by ostatecznie zacieśnić się podczas zjazdu plemiennego. Historie są różne, ale łączy je jedno – wszyscy bohaterowie zmagają się ze swoim pochodzeniem, kolorem skóry, dziedzictwem, które czują w sobie, ale nie potrafią go już wyrazić.

Nie do końca wiem, co autor chciał osiągnąć, prowadząc narrację w taki a nie inny sposób. Bo owszem historia skolonizowania Ameryki Północnej przez białego człowieka jest nacechowana brutalnością, gwałtem, grabieżą i śmiercią, ale przecież to nie jedyny taki przypadek w dziejach świata. A jednak sam autor przedstawił Indian, jako grupę wyniszczoną alkoholizmem, narkomanią, przemocą domową i przestępczością. Jako grupę, którą przepełnia żal za tym, co utraciła, choć przecież prawdziwa natura życia ich przodków jest im obca: wierzenia, tańce, obrzędy, przesądy. Potomkowie rdzennych Indian znają już tylko pewien substytut dawnej egzystencji, a jednak pielęgnują w sobie związane z utratą rozgoryczenie, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

"Nigdzie indziej" jest napisane bardzo charakterystycznym stylem. Językowi, tłumaczeniu niczego nie można zarzucić. Narracja jednak jest dość specyficzna. Można by powiedzieć, że ma swoją duszę (tak jak swoją duszę ma literatura rosyjska, skandynawska, francuska czy hiszpańska). Ja tę duszę wyczuwam, ale jej nie czuję. Nie rozumiem decyzji podejmowanych przez bohaterów. Nie rozumiem determinowana losów współczesnych bohaterów tym, co wydarzyło się ich przodkom kilkaset czy nawet kilkadziesiąt lat temu. Chociaż czytelnik mógłby oczekiwać, że będzie to powieść o dyskryminacji i próbie unicestwienia rdzennej ludności Ameryki Północnej przez białych ludzi, to ostatecznie okazuje się, że obecnie oni sami dla siebie są największym zagrożeniem.

pokaż więcej

 
2019-06-02 20:50:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Lekarz z sercem na dłoni

Po trosze autobiografia, historia rozwoju kardiochirurgii oraz zbiór wyjątkowych losów poszczególnych pacjentów- naprawdę nie sądziłam, że sięgając po książkę autorstwa Stephena Westaby’ego, trafię na lekturę, od której trudno będzie mi się oderwać. I choć nie jestem skłonna do wzruszeń to przyznaję, że "Kruche życie" niejednokrotnie mnie poruszyło, rozbawiło do łez i...
Lekarz z sercem na dłoni

Po trosze autobiografia, historia rozwoju kardiochirurgii oraz zbiór wyjątkowych losów poszczególnych pacjentów- naprawdę nie sądziłam, że sięgając po książkę autorstwa Stephena Westaby’ego, trafię na lekturę, od której trudno będzie mi się oderwać. I choć nie jestem skłonna do wzruszeń to przyznaję, że "Kruche życie" niejednokrotnie mnie poruszyło, rozbawiło do łez i skłoniło do refleksji.

Do tej pory sięgałam po biografie ludzi, których twórczość lub działalność znałam. W tym wypadku oprócz tego, że autor jest cenionym lekarzem i pionierem kardiochirurgii nie wiedziałam o nim zupełnie nic. Trochę obawiałam się, że przez to nie zaangażuję się w historię, a czas poświęcony na lekturę okaże się czasem straconym, ale nic z tych rzeczy!

Lekki styl autora, jego niezwykła zdolność do opowiadania anegdot oraz dystans do siebie i otaczającej rzeczywistości sprawiają, że od pierwszych stron czuje się do niego sympatię. Nie oznacza to wcale, że nasz bohater jest idealny i pozbawiony wad – wręcz przeciwnie. Wielka ambicja, trudne do ujarzmienia ego i niepohamowana pewność siebie to cechy, które dość szybko rzucają się w oczy. Westaby równoważy je jednak ludzkim podejściem, elokwencją i rozbrajającym poczuciem humoru.

Stephen Westaby ukazał największe wady i zalety zawodu lekarzy – ludzi napędzanych adrenaliną, uzależnionych od nowych wyzwań. "Kruche życie" opowiada o tym jak trudno w życiu lekarza zachować równowagę – traktować pacjenta z empatią, ale bez nadmiernego zaangażowania emocjonalnego, nie w sposób przedmiotowy, ale z zachowaniem dystansu.

Praca naszego bohatera nie kończy się po ośmiogodzinnej zmianie – nagłe wezwania, wielogodzinne dyżury zapełnione skomplikowanymi zabiegami, pozyskiwanie funduszy na rozwój oddziału, praca naukowa, konferencje. Bycie lekarzem to nie jest zawód. To całe (lub prawie całe) życie. Nie da się odciąć od trudnych przypadków, nieudanych operacji, przedwczesnych śmierci. Problemy z alkoholem, chroniczne przemęczenie, stres i rozpad życia rodzinnego to często codzienność chirurgów.

Historie pacjentów – poruszające, smutne, inspirujące – każda inna. Każda wyjątkowa. Wszystkie angażują czytelnika, ale nie w sposób ckliwy i nieznośny. Nie ma tu emocjonalnego szantażu i grania na empatii czytelnika. Jest za to szczera opowieść, którą napisało samo życie.

"Kruche życie" to historia nieustannej walki o zdrowie i przetrwanie. Często jest ona nierówna. Często walczący z góry skazany jest na porażkę. Ale czasem zdarza się cud i właśnie o tym jest ta książka, o ludziach, którzy pomagają w jego spełnieniu.

pokaż więcej

 
2019-05-26 17:46:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Gra o prawdę

Napisanie powieści o wojnie, która nie okaże się emocjonalną wydmuszką, jest niezwykle trudnym zadaniem. Jest ono tym trudniejsze, gdy dotyczy konfliktu, który wydarzył się stosunkowo niedawno, a na kartach historii zapisał się bestialstwem, gwałtami i ludobójstwem. Jak nie uderzyć w patetyczny ton, a przy okazji pokazać całe okrucieństwo? Jak opisać wyrzuty sumienia, a przy tym...
Gra o prawdę

Napisanie powieści o wojnie, która nie okaże się emocjonalną wydmuszką, jest niezwykle trudnym zadaniem. Jest ono tym trudniejsze, gdy dotyczy konfliktu, który wydarzył się stosunkowo niedawno, a na kartach historii zapisał się bestialstwem, gwałtami i ludobójstwem. Jak nie uderzyć w patetyczny ton, a przy okazji pokazać całe okrucieństwo? Jak opisać wyrzuty sumienia, a przy tym uniknąć banału? To wie Nino Haratischwili.

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że "Kotka i generał" porwała mnie od pierwszych stron (prawdę mówiąc, nie porwała mnie do połowy). Spodziewałam się historii bardziej skupionej na wydarzeniach w Czeczenii, a tymczasem pierwsze trzysta stron pozwala poznać czytelnikowi wszystko, oprócz historii Nury.

Autorka fantastycznie zarysowała tło społeczno-polityczne. Akcja powieści dzieje się głównie w czterech krajach i naprawdę daje się wyczuć klimat każdego z nich. Ponadto budowa bohaterów jest naprawdę mistrzowska. Żaden nie został potraktowany po macoszemu: znamy ich historie, motywacje, wzloty i upadki. Jednak to, co jest ogromną siłą powieści, jednocześnie jest jej największą słabością – szczegółowe opowiedzenie losów prawie wszystkich bohaterów na pierwszych trzystu stronach sprawia, że rozmywa się historia, która najbardziej nas interesuje: co tak naprawdę stało się z Nurą? Dopiero druga połowa książki nabiera tempa i utrzymuje je do ostatnich stron. Drobiazgowe budowanie bohaterów było dobrym pomysłem, ale konstrukcja powieści nieco zawiodła.

Nie zawiódł natomiast język. W przypadku "Kotki i generała" zarówno styl autorki jak i bardzo dobre, klimatyczne tłumaczenie (Urszula Poprawska) sprawiły, że lektura powieści okazała się przyjemna i satysfakcjonująca. W treści nic “nie zgrzyta”, zarówno w opisach jak i w dialogach każde słowo ma swoje miejsce.

"Kotka i generał" to powieść wielowarstwowa. To nie tylko obraz okrucieństwa wojny i piętna odciśniętego bezpośrednio na jej uczestnikach, ale też na następnych pokoleniach. Nie tylko obraz przemian społeczno-politycznych. To przede wszystkim znakomity portret psychologiczny, dowód na to, że prawdziwa wina nie zawsze jest oczywista (i nie zawsze jest tam, gdzie jej upatrujemy).

"Kotka i generał" to naprawdę angażująca powieść (dosłownie). Jej zakończenie było dla mnie… Zaskakujące (delikatnie powiedziawszy). Prawdę mówiąc w pierwszym odruchu wściekłam się nie na żarty. Po przemyśleniu akceptuję to. Akceptuję, że dałam wciągnąć się w grę. W grę, której uczestnikami byli wszyscy bohaterowie i tak samo jak oni, mam wpływ na tę historię.

pokaż więcej

 
2019-05-26 17:42:22
Ma nowego znajomego: Marta Ginter
 
2019-05-19 16:59:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Prosto o trudnych sprawach

Dobra, przyznam Wam się do czegoś - książki autorstwa Bogusia Janiszewskiego i Maxa Skowidera są moją ulubioną serią edukacyjną dla dzieci. Po lekturze czuję się znawcą tematu! I wcale nie przesadzam! Bo o ile jakąś ogólną wiedzę na temat kosmosu większość ludzi dorosłych ma, o tyle wytłumaczenie potomkowi jak to możliwe, że z Niczego powstało Coś (czyt....
Prosto o trudnych sprawach

Dobra, przyznam Wam się do czegoś - książki autorstwa Bogusia Janiszewskiego i Maxa Skowidera są moją ulubioną serią edukacyjną dla dzieci. Po lekturze czuję się znawcą tematu! I wcale nie przesadzam! Bo o ile jakąś ogólną wiedzę na temat kosmosu większość ludzi dorosłych ma, o tyle wytłumaczenie potomkowi jak to możliwe, że z Niczego powstało Coś (czyt. Wszechświat), czym jest czarna dziura i dlaczego Wielki Wybuch nie jest najlepszą nazwą Początku Wszystkiego - łatwym zadaniem nie jest.
"Kosmos" wydaje mi najtrudniejszą spośród dotychczas wydanych pozycji. Być może to kwestia zbyt dużego oporu moich szarych komórek, które na samo hasło "fizyka" i "astronomia" udają trupa, ale i w tym wypadku żarciki i atrakcyjna szata graficzna potrafią osłodzić każdą ilość wiedzy do ogarnięcia. Gwarantuję, że nawet osoby, których tajemnice Wszechświata nie interesują ani trochę w tym przypadku bezboleśnie przyswoją wszystkie informacje, choć być może trzeba będzie je dawkować (ja czytałam jeden rozdział dziennie, żeby zbytnio nie obciążyć swojego humanistycznego rozumku). "Kosmos" jest świetną pozycją dla nieco starszych dzieci (obstawiam 9-99 lat). Młodsze, pomimo wszelkich starań autorów, mogą mieć jednak problemy ze zrozumieniem bardzo abstrakcyjnych treści.
Co daje nam lektura książki Janiszewskiego i Skowidera? Przede wszystkim podstawową wiedzę z zakresu astrofizyki, podaną w bardzo przystępnej formie. Oprócz wiedzy autorzy zapewniają niemałą porcję rozrywki - żartów i nawiązań popkulturowych (choć jest ryzyko, że wychwycą je tylko dorośli czytelnicy). Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Ano warto. Choćby tylko dlatego, że na pytanie latorośli: "A co to jest gwiazda?", będziemy mogli sformułować nieco bardziej wyszukaną odpowiedź niż: "Lady Gaga, synku..."

pokaż więcej

 
2019-05-10 19:58:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Codzienność wśród eksplodujących bomb

Sięgając po powieść Wilsona właściwe nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nigdy wcześniej nie interesowałam się historią i problemami społecznymi Irlandii. Konflikty na tle religijnym czy ataki terrorystyczne nie były dla mnie zaskoczeniem. Najbardziej szokująca okazała się próba prowadzenia normalnego życia w obliczu kryzysu społecznego i ekonomicznego...
Codzienność wśród eksplodujących bomb

Sięgając po powieść Wilsona właściwe nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nigdy wcześniej nie interesowałam się historią i problemami społecznymi Irlandii. Konflikty na tle religijnym czy ataki terrorystyczne nie były dla mnie zaskoczeniem. Najbardziej szokująca okazała się próba prowadzenia normalnego życia w obliczu kryzysu społecznego i ekonomicznego oraz codzienności, w której każdego dnia można zginąć w przypadkowym wybuchu bomby.

"Ulica marzycieli" przedstawia losy przyjaciół, dobiegających trzydziestki, którzy marzą o życiu innym niż wiodą w danej chwili. Poniżająca i wyniszczającą psychicznie praca, żałośnie niskie zarobki i najgorszy z wszystkich niedostatków – brak drugiego człowieka. Zgodnie z tytułem w powieści mamy marzycieli, a ich pragnienia bardzo często zderzają się z brutalną rzeczywistością.

Jeżeli pominąć ataki terrorystyczne i akcje propagandowe, to życie naszych bohaterów okazuje się całkiem normalne i prozaiczne. Wielu trzydziestolatków jest niezadowolonych z pracy, zarobków, partnera (lub jego braku). Co zatem wyróżnia "Ulicę marzycieli"? Chyba to usilne staranie, by codzienność była jak najbardziej normalna, mimo najmniej sprzyjających temu okoliczności. I tak po rozdziałach poświęconych rozkręcaniu biznesu, spotkaniom towarzyskim czy tworzeniu nowych związków, otrzymujemy – całkowicie niespodziewanie – szczegółowy obraz masakry spowodowanej wybuchem bomby, by po chwili znów powrócić do wcześniejszej narracji. Wstrząsające? Dające do myślenia? Jak najbardziej.

Powieść Wilsona nie zachwyciła mnie jednak tak, jak mogła. Książka jest poszarpana fabularnie, nie zachwyca stylistycznie, a momentami jest zbyt przegadana (od czasu do czasu przemyślenia bohaterów sprawiały, że moje własne myśli uciekały daleko od książki). Tak naprawdę wyjątkowe jest przede wszystkim tło całej historii – ukazanie propagandowej machiny, brutalności konfliktów na tle religijnym i ideologicznym, kryzysu społecznego i jego ekonomicznych konsekwencji. "Ulica marzycieli" ma swoje momenty – potrafi być dowcipna, uszczypliwa, zachwycić prostotą. Chociaż daleka jestem od peanów, to jednak nie żałuję czasu spędzonego przy Eureka Street. Dzięki tej lekturze poznałam rzeczywistość, o której w literaturze pisze się niewiele i która do tej pory była mi obca – rzeczywistość, gdzie wybuchająca bomba i śmierć przypadkowych ludzi zdają się nie robić na nikim wrażenia.

pokaż więcej

 
2019-05-02 12:35:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Miłość jest iluminacją


Wydawać by się mogło, że w temacie miłości napisano już wszystko. Najbardziej ograny ze wszystkich motywów, wałkowany aż do znudzenia, pojawił się w debiucie literackim Tomasza Maruszewskiego. Nie ukrywam – obawiałam się, że początkujący autor polegnie, a w jego powieści nie znajdzie się nic odkrywczego. Nic bardziej mylnego! "Do końca świata" zaskoczyła mnie...
Miłość jest iluminacją


Wydawać by się mogło, że w temacie miłości napisano już wszystko. Najbardziej ograny ze wszystkich motywów, wałkowany aż do znudzenia, pojawił się w debiucie literackim Tomasza Maruszewskiego. Nie ukrywam – obawiałam się, że początkujący autor polegnie, a w jego powieści nie znajdzie się nic odkrywczego. Nic bardziej mylnego! "Do końca świata" zaskoczyła mnie wielokrotnie – językiem, rozwiązaniami fabularnymi a zwłaszcza niebanalnym ujęciem banalnego tematu.

Lubię popularny wśród młodych twórców naturalizm, kiedy otrzymuję soczysty kawał literatury z pazurem, ale efekt jest taki, że coraz rzadziej zdarza mi się trafić na coś co językowo będzie piękne, staranne, wysublimowane. Dojrzałość stylu Maruszewskiego jest naprawdę zachwycająca. Chociaż sama powieść krąży wokół tematu komputerów i konkretnego świata liczb i kodu, to jednak najważniejsze jej elementy zdają się być nieuchwytne. Z jednej strony mamy innowacyjne technologie, z drugiej nostalgię i potrzebę obecności drugiego człowieka. "Do końca świata" pokazuje wielką pułapkę, w jaką wpadają bohaterowie wierząc, że nowe wynalazki zastąpią im najbliższych. W rzeczywistości technologiczne nowinki boleśnie unaoczniają samotność bohaterów i ich poczucie straty.

Oprócz języka i zaskakujących elementów, których czytelnik nie spodziewa się w standardowej powieści obyczajowej zachwyca jej konstrukcja. Czytelnik “wchodzi” w historię, w momencie, gdy główny bohater, po wielu dniach marazmu i depresji, wstaje z łóżka, pozornie podejmując walkę o normalne życie. Nie wiemy dlaczego znalazł się w tak złej kondycji psychicznej – autor bardzo powoli odkrywa przed nami kolejne fakty, często igrając z czytelnikiem i podsuwając fałszywe tropy. Na dodatek dwa światy: eteryczny świat uczuć i świat technologii, zagrały ze sobą perfekcyjnie, bez jednego zgrzytu. Na niewielkie potknięcia trafiłam w dialogach, które czasem były niezręczne bądź nienaturalne (szczególnie rozmowy synów głównych bohaterów – choć przyznaję, to mógł być celowy zabieg). Jednak takie drobnostki w żaden sposób nie wpłynęły na mój odbiór powieści.

"Do końca świata" to jedna z piękniejszych i najbardziej zaskakujących historii miłosnych z jakimi się spotkałam. Zaskakująca językowo i fabularnie. Autor udowodnił, że nie istnieją tematy nudne i ograne, jeżeli ma się wystarczająco dużo umiejętności i talentu, by opowiedzieć o nich w nowy i intrygujący sposób.

pokaż więcej

 
2019-04-18 21:11:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Korporacja w oparach absurdu


Każdy kto choć raz wpadł w trybiki korporacyjnego mechanizmu wie, że nie jest to łatwy kawałek chleba – presja, zwierzchnicy (nad wyraz często niekompetentni), projekty, coachingi, deadline’y… Wspinanie się po szczeblach kariery przypomina spacer z zawiązanymi oczami po polu minowym.

W takim środowisku poznajmy naszego głównego bohatera – project managera –...
Korporacja w oparach absurdu


Każdy kto choć raz wpadł w trybiki korporacyjnego mechanizmu wie, że nie jest to łatwy kawałek chleba – presja, zwierzchnicy (nad wyraz często niekompetentni), projekty, coachingi, deadline’y… Wspinanie się po szczeblach kariery przypomina spacer z zawiązanymi oczami po polu minowym.

W takim środowisku poznajmy naszego głównego bohatera – project managera – sfrustrowanego, zestresowanego, z nerwicą natręctw i skrajną niechęcią do swojego miejsca pracy. Nic dziwnego, że nie pała on do niego jakąś szczególną sympatią skoro nie ma tam bliższych relacji między współpracownikami, ludzie odnoszą się do siebie z dystansem (choć bywa że i z pogardą), a każdy w najmniej oczekiwanym momencie może okazać się wrogiem i wykorzystać jego słabość. I żeby nie było – bohater nie jest wolny od korporacyjnej mentalności.

Korporacja to nie tylko miejsce pracy. To kraina absurdów, gdzie dużo się mówi, ubiera w piękne słowa, ogłasza pozornie wielkie idee, tylko po to, by nikt nie zorientował się zbyt szybko, że jest tylko nieistotnym trybikiem w wielkiej machinie.

Styl Jakuba Dziekana nie jest zbyt wyszukany (w dodatku treść czasami jest dość wulgarna i seksistowska), i choć jego metafory niejednokrotnie wywoływały u mnie parsknięcia śmiechem, to muszę przyznać, że był to raczej śmiech przez łzy. Cóż zabawnego może być w obrazie pokolenia tworzonego przez ludzi samotnych, znerwicowanych, pozbawionych skrupułów, niepewnych własnej wartości (co często ukrywają pod maską arogancji) i zwyczajnie nieszczęśliwych? "Korporacjusz" jest literackim "Dniem świra", który być może w pierwszym odruchu bawi, by po chwili zmusić czytelnika do refleksji.

Debiut Jakuba Dziekana jest lekturą lekką, jednak traktującą o poważnych problemach. Jest to smutny obraz pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków, którzy raz wciągnięci w korporacyjną machinę, nie potrafią się z niej wyrwać i poddają się powolnej i bolesnej wegetacji. Korporacja nie jest miejscem, w którym można być twórczym, kreatywnym, rozwijać swoje umiejętności. Relacja między pracownikiem korporacji a jego miejscem pracy przypomina syndrom sztokholmski, w którym ofiara nie potrafi funkcjonować bez swojego oprawcy. Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Warto. Myślę, że wiele osób (zwłaszcza byłych lub obecnych korporacjuszy) odnajdzie w niej cząstkę siebie.

pokaż więcej

 
2019-04-07 20:22:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Thriller? Kryminał? A może jeszcze coś innego?

Debiuty literackie zawsze mogą u mnie liczyć na przychylność i dużą dozę wyrozumiałości. Wybaczam stylistyczne potknięcia, niedociągnięcia fabularne i inne drobne wpadki. Co jednak zrobić, gdy książka nijak nie przystaje do żadnego gatunku? Jak ją ocenić?

Opinie zamieszczone na okładce sugerują, że czytelnik może się spodziewać połączenia...
Thriller? Kryminał? A może jeszcze coś innego?

Debiuty literackie zawsze mogą u mnie liczyć na przychylność i dużą dozę wyrozumiałości. Wybaczam stylistyczne potknięcia, niedociągnięcia fabularne i inne drobne wpadki. Co jednak zrobić, gdy książka nijak nie przystaje do żadnego gatunku? Jak ją ocenić?

Opinie zamieszczone na okładce sugerują, że czytelnik może się spodziewać połączenia kryminału i thrillera psychologicznego, ale czy tak jest w rzeczywistości? Owszem w powieści pojawia się seryjny morderca, śledztwo policyjne, ale trudno doszukać się tu elementów klasycznego kryminału. Thriller psychologiczny? To prędzej, jednak na próżno szukałam w nim napięcia, a wszelka niepewność wynikała bardziej ze specyficznej konstrukcji, niż wciągającej fabuły.

Nad konstrukcją "Biegacza" warto pochylić się na chwilę, gdyż dla wielu będzie ona największym atutem podczas lektury. W swojej powieści autor stara się jak najbardziej mylić tropy, zagmatwać fabułę, by z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik czuł się coraz bardziej skołowany. Nie są to jakieś szczególnie wyrafinowane zabiegi – częste retrospekcje i przeskoki w czasie (czasem o całe lata, czasem o kilka miesięcy). Ponadto w czasie lektury niektórych rozdziałów trudno ocenić, kto jest ich bohaterem (w pewnym momencie lektury, jest to właściwie niewykonalne). Wszystkie działania autora być może nie są zbyt finezyjne, ale za to skutecznie dezorientują czytelnika.

Lektury nie ułatwiał mi styl powieści. Język jest trochę zbyt wulgarny – to jednak było do przełknięcia. Przełknąć natomiast nie potrafię całych akapitów składających się ze zdań pojedynczych, równoważników zdań lub po prostu wyrazów. Dla niektórych jest to może czepialstwo i szukanie dziury w całym, ale mnie lektura takich poszatkowanych tekstów przypomina czytanki z zerówki (“Ala ma kota. Kot ma na imię Felek. Felek lubi mleko. Alę też”).

Oprócz dezorientacji, którą wywołała u mnie lektura "Biegacza", za jej największy atut uznaję część obyczajową – dzieciństwo i dorastanie bohatera osadzone w bardzo dobrze oddanych latach dziewięćdziesiątych. Nad wyraz zręcznie autor poradził sobie również z relacjami rodzinnymi, które są niejednokrotnie trudne, nieoczywiste i trudne do uchwycenia.

W moich oczach "Biegacz" nie jest powieścią idealną, ale większość niedociągnięć to zaledwie technika. Zrzucam ją na karb debiutu i jeśli w przyszłości pojawi się kolejna powieść Bartłomieja Grubicha, sięgnę po nią z czystej ciekawości – jeżeli w debiucie pomysł na powieść okazał się ciekawy, wierzę, że później może być już tylko lepiej.

pokaż więcej

 
2019-04-01 20:31:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Dziewczynka z determinacji i odwagi


Nie wiem, co innego mogłabym napisać o książce Kiran Millwood Hargrave ponad to, że zachwyciła mnie i porwała od pierwszych stron. Przypomina ona wszystkie najpiękniejsze historie i przygody, które przeczytałam w dzieciństwie. Czy to jednak oznacza, że jest to pozycja dedykowana wyłącznie dzieciom?

Zdarzają się powieści magiczne, które swoim klimatem...
Dziewczynka z determinacji i odwagi


Nie wiem, co innego mogłabym napisać o książce Kiran Millwood Hargrave ponad to, że zachwyciła mnie i porwała od pierwszych stron. Przypomina ona wszystkie najpiękniejsze historie i przygody, które przeczytałam w dzieciństwie. Czy to jednak oznacza, że jest to pozycja dedykowana wyłącznie dzieciom?

Zdarzają się powieści magiczne, które swoim klimatem zachwycą zarówno młodszych czytelników jak i dorosłych. Takie, w których odbiorcy w różnym wieku odkryją zupełnie różne szczegóły. "Dziewczynka z atramentu i gwiazd" dla młodszych będzie opowieścią o nastoletniej Isabelli, odważnej i zdeterminowanej, która postanawia ruszyć w niebezpieczną podróż, by odnaleźć swoją przyjaciółkę, ale również po to by spełnić swoje marzenie. Dojrzały czytelnik z pewnością doceni język powieści, jej konstrukcję, wplecione w fabułę elementy mitologiczne (choć nigdzie nie zostało to napisane wprost, powieść zawiera mnóstwo elementów z mitologii Wysp Kanaryjskich – a przynajmniej tak mi się wydaje). "Dziewczynka z atramentu i gwiazd" ma tak wiele płaszczyzn, że można ją z przyjemnością zgłębiać w każdym wieku.

Powieść Hargrave pomimo niewielkiej objętości jest dopracowana i szczegółowa, począwszy od zachwycającej szaty graficznej, a skończywszy na bohaterach, nawet tych drugoplanowych. Daleko jej do przesłodzonej infantylności i przewidywalności, która zwykle towarzyszy literaturze dziecięcej. Historia wyspy Moya nie oszczędza nikogo i chociaż, przynajmniej w założeniu, jest to powieść dedykowana dzieciom, nie możemy liczyć na taryfę ulgową – nie wszystkie rozwiązania fabularne muszą być szczęśliwe. Autorka opisuje, emocje, motywacje i różne rodzaje straty, doświadczonej przez różnych bohaterów – często nieoczywiste i bolesne oraz to, że spełnienie marzeń czasami może nas bardzo drogo kosztować.

"Dziewczynka z atramentu i gwiazd" to znakomita, niezwykle dojrzała historia o pasji i ciekawości poznawania świata, o poświęceniu, przyjaźni i odważnym stawaniu czoła wszelkim przeciwnościom losu. Jest to bardzo błyskotliwy i ożywczy debiut literacki, zważywszy przede wszystkim na gatunek, w którym smutek i nostalgia zwykle są usilnie równoważone szczęśliwym zakończeniem. Powieść Hargrave ma w sobie coś nienamacalnego, pewną iskrę, która sprawia, że książka staje się wyjątkowa. Ta z pewnością taka jest.

pokaż więcej

 
2019-03-28 08:48:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie…
Jeszcze do niedawna horror był dla mnie gatunkiem całkowicie nieodkrytym. Po zachwycie jaki towarzyszył mi po zapoznaniu się z klasyką, nadszedł czas na współczesną powieść grozy. Czy i w tym przypadku dyskomfort i uczucie niepokoju towarzyszyły mi w trakcie lektury?

Początek "Inkuba" zapowiadał się więcej niż dobrze i od razu skojarzył mi się z młodzieżowymi...
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie…
Jeszcze do niedawna horror był dla mnie gatunkiem całkowicie nieodkrytym. Po zachwycie jaki towarzyszył mi po zapoznaniu się z klasyką, nadszedł czas na współczesną powieść grozy. Czy i w tym przypadku dyskomfort i uczucie niepokoju towarzyszyły mi w trakcie lektury?

Początek "Inkuba" zapowiadał się więcej niż dobrze i od razu skojarzył mi się z młodzieżowymi powieściami grozy, które czytałam przed wieloma (wieloma, wieloma, wieloma) laty. Pierwsze strony intrygują, aż do momentu gdy pojawia się główny bohater i jego kumpel – dwa największe mankamenty powieści – trzydziestolatkowie z mentalnością trzynastolatków. Ja rozumiem, że “prawdziwy glina” nie będzie cytował erotyków Leśmiana, jednak te przygłupawe, żeby nie powiedzieć: prymitywne żarciki były naprawdę żenujące (że o ostatniej scenie Vytautasa i Sylwii nie wspomnę – niejeden nastolatek jest bardziej dojrzały emocjonalnie i ma więcej klasy niż on). I mówię to jako prawie równolatka głównych bohaterów. Całe szczęście im dalej, tym mniej czasu panowie spędzają w swoim towarzystwie, na czym lektura zdecydowanie zyskuje.

Mroczne i tajemnicze Jodoziory należą do największych atutów powieści – mgła, zimno, ponuro, nieprzyjaźnie – idealna sceneria, by wywołać u czytelnika dreszczyk. Suwalszczyzna tak złowroga, że z pewnością będę ją omijać szerokim łukiem.

Pomimo pewnych niedociągnięć, nadmiaru wątków i bohaterów (niektórych całkowicie zbędnych) przyznaję, że lektura "Inkuba" była przyjemna i wciągająca. Chociaż tylko niektóre rozwiązania fabularne były dla mnie zaskoczeniem, nie żałuję czasu spędzonego z powieścią Urbanowicza – potrzebowałam rozrywki i właśnie to otrzymałam.

Połączenie horroru i kryminału okazało się całkiem trafionym rozwiązaniem – policyjne śledztwo, które z czasem zaczęło wykraczać poza granice tego, co można uznać za racjonalne. Zdecydowana większość bohaterów była ciekawie nakreślona (zwłaszcza tych żyjących w latach siedemdziesiątych). "Inkuba" uznaję za udaną powieść, która chociaż nie przyprawiła mnie o gęsią skórkę, to z pewnością zaciekawiła na tyle, by chcieć do końca poznać losy wszystkich bohaterów.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
294 203 2972
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (55)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd