Antagonista Esklaważu 
facebook.com/zakrotkie, https://steemit.com/@okcydentalista
Wolnościowiec, chrześcijanin oraz zwolennik romantyzmu w sztuce, rozumianego jako prymat wartości. Lubię kino studyjne, ale zazwyczaj są to pretensjonalne gnioty dla pseudointelektualistów, więc lepiej się bawię podczas oglądania prostszych dzieł, akcentujących Prawdę, Dobro i Piękno. Jeśli chodzi o moje zainteresowania czytelnicze, to są to deklaratywnie: teoria ekonomii, etyka, filozofia polityczna, historia gospodarcza, socjologia, historia filozofii, filozofia religii, kultury, estetyka. W praktyce różnie to bywa i czytam też inne rzeczy, ale beletrystyki w miarę skutecznie unikam.
mężczyzna, status: bibliotekarz, dodał: 37 książek i 4 cytaty, ostatnio widziany 3 godziny temu
Teraz czytam
  • Intelektualiści
    Intelektualiści
    Autor:
    Ta prowokująca książka przedstawia sylwetki najbardziej znanych intelektualistów, moralistów, pisarzy aspirujących do roli nauczycieli ludzkości. Autor próbuje rozstrzygnąć, czy mieli do takiego poucz...
    czytelników: 400 | opinie: 11 | ocena: 7,22 (94 głosy) | inne wydania: 1
  • Wywiad z władzą
    Wywiad z władzą
    Autor:
    Po bestsellerowym „Wywiadzie z historią”, który we Włoszech ukazał się w 1974 roku, a w Polsce został wydany po raz pierwszy w lutym 2012 roku, przedstawiamy drugi tom rozmów słynnej włoskiej dziennik...
    czytelników: 831 | opinie: 22 | ocena: 7,79 (242 głosy) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-12 17:20:39

Taką beletrystykę to ja szanuję! Powieść Williama Goldinga pt. "Władca much" jest najsłynniejszym dziełem tego noblisty, ale wbrew temu, co niektórzy mogą wam wmawiać, to nie za nią dostał Nobla, a za „powieści, które dopomagają zrozumieć warunki funkcjonowania człowieka we współczesnym świecie”. Ta książka nie dopomaga zrozumieć warunków funkcjonowania człowieka we współczesnym świecie, ale... Taką beletrystykę to ja szanuję! Powieść Williama Goldinga pt. "Władca much" jest najsłynniejszym dziełem tego noblisty, ale wbrew temu, co niektórzy mogą wam wmawiać, to nie za nią dostał Nobla, a za „powieści, które dopomagają zrozumieć warunki funkcjonowania człowieka we współczesnym świecie”. Ta książka nie dopomaga zrozumieć warunków funkcjonowania człowieka we współczesnym świecie, ale za to dopomaga w zrozumieniu natury człowieka w ogóle. I w świecie współczesnym i dawnym i w przyszłym – nie ma co jakoś demonizować współczesności i sugerować, że problemy tu poruszone są tylko jej domeną. W każdym razie jest to wspaniała powieść z punktu widzenia antropologii filozoficznej, czyli dyscypliny filozoficznej skupionej na człowieku, jego naturze i jego miejscu w świecie oraz wszechświecie. Fakt, że głównymi bohaterami są tylko chłopcy w wieku od 6 do 12 nie oznacza, że wydźwięk fabuły byłby inny, gdyby opowiadał o grupie dziewczyn albo o grupie mieszanej i że "Władca much" utraciłby swój charakter, bo już teraz jest on uniwersalny i ogólnoludzki, a nie "męski". Osoby, które tak twierdzą, zupełnie tego dzieła nie zrozumiały, ale nie ma co się spodziewać lotności umysłów skażonych ideologią feministyczną.

Teraz będzie część SPOILERowa, o czym ostrzegam, ale mimo opisania tu szkieletu tego dzieła, postaram się uniknąć większych szczegółów, by pozostała wam jakaś satysfakcja z ewentualnej lektury.

Akcja dzieje się w nieokreślonej bliżej współczesności. Grupa chłopców w wyniku katastrofy lotniczej znajduje się na bezludnej wyspie. Jest paru "starszaków" i sporo maluchów. Inteligentny grubas nawiązuje kontakt z głównym bohaterem i za pomocą znalezionej konchy (tj. specjalnej muszli, którą można trąbić) udaje im się sprowadzić w jedno miejsce wszystkie dzieciaki. Zawiązuje się grupa i zaraz znajduje się kolejna. Grupy się łączą i główny bohater zostaje wybrany szefem obydwu, co jest początkiem resentymentu byłego przywódcy tej drugiej grupy – Jacka. Nie pomaga nawet to, że główny bohater, Ralph, ogłasza Jacka przywódcą myśliwych, by nie czuł się poszkodowany, ale nie wyprzedzajmy faktów. Część dzieciaków ma polować, część ma budować szałasy plus zostają wyznaczone zmiany do podtrzymywania ogniska na szczycie góry. Niedużej, bo niedużej, ale i tak był to najwyższy punkt na wyspie i dym z ogniska mógł być widoczny dla przepływających statków.

Maluchy, jak to maluchy, niezbyt są pomocne w czymkolwiek, starsze dzieci szałasów zbudować nie potrafią, a grupa brytyjskich mieszczuchów polować, choć przynajmniej się dobrze przy tym bawią. Praktycznie wszyscy poza najbliższą grupą Ralpha zdają nie rozumieć potrzeby ratunku, co co chwila Ralph musi im przypominać z pomocą Prosiaczka – wspomnianego na początku inteligentnego tłuściocha. Nasuwają mi się tu silne skojarzenia z religią. Ciemny lud do końca nie rozumie o co w tym wszystkim chodzi, chce się oddać teraźniejszości, a władze muszą przypominać o obrzędach. Co chwilą są zwoływane narady za pomocą konchy, która symbolizuje kontakt ze światem dorosłych, zasad i ogólnie prawo i cywilizację. Znamienną jest zasada, którą dzieci ustaliły, że kto trzyma konchę, mówi. Koncha to logos. Słowo, ale zarazem umysł.

Pierwszy kryzys pojawia się gdy Jack zabiera na polowanie wartowników spod ogniska i dumny z upolowanego mięsa nie czuje się zbyt winny, gdy dowiaduje się, że przez niego przepłynął statek i ich nie zauważył. Od tego momentu Ralph zaczyna bardziej naciskać, na pilnowanie swoich obowiązków, podziału ról i ogółem wymaga trzymania się zasad. Dzieciarnia nie rozumie tego, a egocentryzm jednego ze starszaków nie pozwala im zachować pamięci o świecie dorosłym. Cienka linia wychowania i kultury zostaje przerwana pod wpływem nagromadzenia negatywnych emocji i wrodzonej każdemu człowiekowi skłonności do zła. Nie ma mamy. Nie mama taty. Nie ma nauczycielki. Nie ma policji, sąsiadów, sądu. Nikt cię nie ukaże. Nic nie musisz, bo nie jesteś na takim poziomie intelektualnym, by zrozumieć swoje położenie. To co robisz? Ano bawisz się. Polujesz, bo mięso smaczne. Kto tam będzie pilnował głupiego dymu? Jack odchodzi, w jego ślady idzie większość dzieci. Wykorzystuje koszmary i bujną wyobraźnię maluchów na temat "stwora" zamieszkującego wyspę i czyni z niego złego bożka, któremu trzeba zostawiać w lesie ofiary z upolowanych zwierząt. Strach, wpływający w dziecięce serca z chaosu w postaci dziczy, nie może już być niwelowany cywilizacją, bo zrezygnowali z cywilizacji. Jack zmienia go więc w socjotechniczne narzędzie swojej nowo utworzonej prymitywnej kultury. Pomaga mu on kierować maluchami, pomaga mu w tym też przewaga fizyczna. Pojawia się u niego potrzeba okazywania tej przewagi, więc wpadają do obozu Ralpha i jego pozostałych kolegów i kradną Prosiaczkowi okulary, za pomocą których rozpalano ogień. Jack rezygnuje w tym momencie definitywnie z ratunku i z "innego świata". Liczy się tu i teraz. Jego dominacja i witalność. Gdy ekipa Ralpha udaje się do obozu Jacka, by odzyskać okulary, bez których Prosiaczek jest zupełnie ślepy, zostaje napadnięta przez umorusanych glinką żołnierzy Jacka. Malowidła na twarzy pomogły dzikusom zdystansować się od resztek swoich dawnych cywilizowanych osobowości, więc wszelkie hamulce puściły. Jeden z maluchów morduje Prosiaczka. Prosiaczek nie stanowił żadnego zagrożenia fizycznego, wiec zamordowanie odpowiednika kapłana pokazuje jak ważne znaczenie ma niszczenie kultury, duchowości, czy morale wroga. Jack ucieka raniony i rozpoczyna się na wyspie wielkie polowanie na niego.

Zakończenie wam daruję, ale powiem tylko, że znajduje się w nim bardzo gorzkie podsumowanie ludzkiej natury. "Władca much" bardzo przekonująco pokazuje, że człowiek nie jest z natury dobry, jak uważał Rousseau. Nie ma żadnego dobrego dzikusa. Jest tylko zły dzikus, którego zło jest trzymane w ryzach przez logos. Święty Jan pisze na początku swojej ewangelii "En arche ho logos". Na początku było Słowo. Chodzi mu oczywiście o osobowego Boga, ale jak widać, jest tu też inny wymiar. Na początku ludzkiej cywilizacji jest logos. Dlatego każdy lewicowiec, czy hipis, bełkoczący o uwolnieniu człowieka z okowów cywilizacji, kultury, patriarchatu, prawa własności etc. to zwykły dzikus. To dzikus, który nie rozumie, że nie może się tylko bawić, że nie może zmuszać innych do odwalania za niego roboty, że nie może im przerywać w mówieniu gdy "trzymają konchę"; że konchy nie można rozbijać i że dóbr nie można kraść. Lewicowiec to dzikus, który zabije każdego intelektualistę, który będzie mu próbował wyjaśnić, że postępuje obiektywnie źle i który będzie chwalił każdego pseudointelektualistę, usprawiedliwiającego jego prymitywne żądze i instynkty. Lewicowiec, to dzikus, który religię racjonalną, będzie próbował zastąpić religią strachu i resentymentu. Lewicowiec to dzikus, przedkładający statolatrię i autorytarny system wodzowski nad demokrację (Ralph został wybrany na "wodza", ale wynikało to z fantazji dzieci, a nie z prymitywnej, czy agresywnej formy jego rządów. Książkowy Ralph to przywódca demokratyczny i mąż stanu).

Serdecznie zachęcam do lektury, książka jest krótka i wspaniała.

pokaż więcej

 
2018-10-12 14:39:33
Autor:
 
2018-10-03 21:03:18
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Anarchistyczna Inicjatywa Wydawnicza". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
2018-10-03 21:01:01
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-03 19:50:35
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-03 19:50:11
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-03 19:49:44
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Bardzo ważne lektury do spradzenia
 
2018-10-03 19:35:53
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Filozofia i religia". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
2018-10-03 17:57:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Idol szurprawicy. Wybór rozpowszechnianych jego błędów:
1. "Hoppe jest marksistą, bo jest uczniem Habermasa"
2. "Mises zakłada że wszyscy ludzie są moralni i dopiero stąd wyprowadza swoją teorię ekonomiczną"
3. "Kołakowski zakłamał historię marksizmu". Czemu? Bo dostał ofertę pracy u nowych marksistów we Frankfurcie... no ale o tym, że tych samych frankfurtczyków zbeształ w III tomie...
Idol szurprawicy. Wybór rozpowszechnianych jego błędów:
1. "Hoppe jest marksistą, bo jest uczniem Habermasa"
2. "Mises zakłada że wszyscy ludzie są moralni i dopiero stąd wyprowadza swoją teorię ekonomiczną"
3. "Kołakowski zakłamał historię marksizmu". Czemu? Bo dostał ofertę pracy u nowych marksistów we Frankfurcie... no ale o tym, że tych samych frankfurtczyków zbeształ w III tomie Głównych Nurtów Marksizmu, nie wspomni, bo nie pasuje to do jego narracji. Wjazd na Kołakowskiego to oczywiście próba zdyskredytowania najważniejszego opracowania dotyczącego marksizmu w Polsce i podbicia sprzedaży tej śmiesznej książeczki.
4. Świat XVIII i XIX w. wyglądał jak żywcem wyjęty z pism Smitha czy marzeń Korwina, leseferyzm na pełnej, podczas gdy de facto funkcjonował wtedy kapitalizm państwowy, wywodzący się z merkantylizmu.
5.Bierze serio relacje z Rewolucji Przemysłowej jaki to plebs robotniczy zdegenerowany (zero namysłu czy wcześniej było lepiej + zero krytyki źródeł).
6. Kradzież jest łatwa, więc gdyby każdy miał możliwość to by to robił (ta bzdura jest wręcz obraźliwa).
7. Skoro mało kto w Polsce wie jak się robi tel. komórkowe, to znaczy, że Polacy są niedostosowani do wymagań współczesnej gospodarki, z tekstem "0,5 mln ludzi bez etosu pracy co roku wchodzi na rynek" na czele (słowem, nie rozumie podziału pracy, gospodarki usługowej itp.),
8. Bitcoin to wielki system kradzieży, bo "nie jest to żadna wartościowa usługa". Ręce opadają.
9.Żonglowanie pojęciami jak mu wygodnie i obalanie własnoręcznie ustawionych chochołów.
10. Bazowanie na anegdotkach: "koronnym argumentem" na rzecz wyższości katolickiego etosu pracy jest to, że w zakładach Forda najwięcej imigrantów było spośród Polaków i Włochów.
11. Bez żadnego poważnego uzasadnienia "Prawo do lenistwa" uważa za istotę marksizmu.

@Kejmyl, nikogo nie interesuje twoje wątpienie, zwłaszcza, że najprawdopodobniej jesteś samym Karoniem, bo liczba fejkowych kont oceniających wysoko tę pozycję jest zastanawiająca. A książka zawiera to samo, co twoje liczne i bełkotliwe wykłady. Jak chcecie ludzie się czegoś dowiedzieć o marksizmie, to poczytajcie Kołakowskiego, a nie internetowego celebrytę dla maluczkich spragnionych charyzmatycznego autorytetu.

pokaż więcej

 
2018-10-03 07:13:45

Książka Stanisława Michalkiewicza leżała na mojej półce praktycznie od samego początku mojego zainteresowania ideami wolnościowymi, czy też, mówiąc językiem internetu, od początku mojego kucania. Nie dałem jej jednak dotychczas szansy, bo praktycznie od razu rzuciłem się na myślicieli wyższej klasy, szybko odechciało mi się czytać o podstawach, no i co najważniejsze – redaktor Michalkiewicz... Książka Stanisława Michalkiewicza leżała na mojej półce praktycznie od samego początku mojego zainteresowania ideami wolnościowymi, czy też, mówiąc językiem internetu, od początku mojego kucania. Nie dałem jej jednak dotychczas szansy, bo praktycznie od razu rzuciłem się na myślicieli wyższej klasy, szybko odechciało mi się czytać o podstawach, no i co najważniejsze – redaktor Michalkiewicz odsłonił się przede mną jako monotematyczny szur, żydożerca i patologiczny fan teorii spiskowych. Minęło już jednak tyle lat, że nie mam nic przeciwko odświeżaniu wiedzy elementarnej i sprzyjającą sięgnięciu po ten tytuł okolicznością było też to, że lubię poczytać sobie w komunikacji miejskiej coś lekkiego. Miałem co prawda obawy, że książka będzie zawierała to samo, co wykład Michalkiewicza o podobnym tytule, bo on zawsze wygłasza na nim to samo, ale przed ewentualną sprzedażą tej książki jakiemuś młodemu kucowi wypadałoby jednak upewnić się co w niej jest.

I wiecie co? To wcale niezła książka. Serio. Wydana 2005 roku, więc fragmentami jest zdezaktualizowana, jak np. w kwestii wielkości długu publicznego, który zdążył wzrosnąć jakieś 3,5 raza, ale większość to prawdy ogólne, mające znaczenie zawsze i wszędzie, więc dobrze je znać. Wbrew moim obawom to nie jest powtórzenie wykładu o tej samej nazwie, a zbiór krótkich felietonów. Czyta się bardzo przyjemnie, nie ma żadnego gadania o Żydach i razwiedce. Tłumaczy bardzo przystępnie co to jest liberalizm, demokracja, konserwatyzm, prawo naturalne, sprawiedliwość, pieniądz, stopa procentowa, standard złota i co to jest pięcioprzymiotnikowy system wyborczy, wyjaśniając, że nie jest konieczne, by występowały one razem, a że nawet mogą być ze sobą sprzeczne. Omawia monopol na przemoc, kwestię prywatyzacji edukacji i służby zdrowia, polską nierównowagę trójpodziału władzy oraz oligarchizację za pomocą klauzuli zaporowej 5% i systemu d'Hondta; omawia też modele państwa, choć trochę kontrowersyjnie sprowadza je wszystkie do republik i monarchii oraz Pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak państwo "neutralne światopoglądowo", bo zakazując kradzieży, już forsuje jakiś światopogląd. Dowodzi czemu podatki powinny być sprawiedliwe, proste i niskie, co pociąga za sobą to, że wskazuje jakie to podatki – dyskusyjna jest słuszność podatku pogłównego, ale na pewno zgodzę się, że podatek dochodowy to rak na zdrowej tkance społeczeństwa. Co jeszcze? Broni wolnego rynku, handlu bezcłowego, ochrony życia od poczęcia, wyśmiewa pobożnych socjalistów na łonie Kościoła katolickiego, wprowadza trochę historii najnowszej (tj. najnowszej z 2005 roku) i pisze kim był Antonio Gramsci i czym jest marsz przez instytucje oraz marksizm kulturowy. Naście lat przed wschodzącą gwiazdą szurprawicy - Karoniem.

Na minus narzekanie na transformację ustrojową, wiara w istnienie cen dumpingowych i dopuszczanie "chronienia" przed nimi krajowych przedsiębiorców przez państwo. Nie powinien też nazywać liberalizmu ideologią polityczną, podczas gdy to filozofia polityczna. Słowo ideologia ma konotacje jednoznacznie negatywne, wynikające wprost z definicji ideologii. Ale tych minusów jest zdecydowanie mniej. Lekkość tej książki, mnogość przywoływanych tematów, powoływanie się na Rothbarda i Hayeka – wszystko to czyni ją książką dobrą i godną do polecania osobom zielonym w tematach politycznych. Serdecznie polecam i przestrzegam przed śledzeniem współczesnej działalności redaktora, bo... a nawet szkoda strzępić ryja.

pokaż więcej

 
2018-09-21 21:48:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Autor stwierdza, że faktem jest, że Hayek nigdy nie pracował w sektorze prywatnym, co raz, że jest bzdurą, a dwa nijak ma się do sporu, który jest przedstawiony w tej książce byle jak.

 
2018-09-21 17:57:39

Postaram się was nie zanudzić, a o to łatwo, pisząc kolejną z miliona recenzji ostatniej książki Petersona. Nie będę więc opowiadał, jak autor stał się znany, czym się zajmuje na co dzień i jak ta książka odmieniła moje życie – już to wszystko wiecie, plus ostatnie pytanie jest bezprzedmiotowe, bo nie nie odmieniła. Opiszę za to książkę jako książkę i skonfrontuję ja z wykładami Petersona.... Postaram się was nie zanudzić, a o to łatwo, pisząc kolejną z miliona recenzji ostatniej książki Petersona. Nie będę więc opowiadał, jak autor stał się znany, czym się zajmuje na co dzień i jak ta książka odmieniła moje życie – już to wszystko wiecie, plus ostatnie pytanie jest bezprzedmiotowe, bo nie nie odmieniła. Opiszę za to książkę jako książkę i skonfrontuję ja z wykładami Petersona. Następnie przejdę do być może najnudniejszej dla jego fanów: treści. Najnudniejszą, bo tę treść pewnie już znają i mogą śmiało ominąć te akapity. Na końcu będzie moja refleksja na temat dzieła i samego autora, wobec którego wysuwanych jest mnóstwo przeróżnych zarzutów. Postaram się powiedzieć tylko to, co musi być powiedziane, bo szkoda mojego i waszego czasu. To do roboty! Tzn. ja się zabieram do roboty, a wy się zrelaksujcie.

Narracja w 12 życiowych zasadach jest dość obfita i swobodna, coby nie powiedzieć, że książka jest przegadana. Peterson stylem nawiązuje do swojego największego mistrza, Carla Junga, więc możecie spodziewać się miliona dygresji, pozornie niezwiązanych z głównym tematem, które następnie kieruje ku owemu tematowi i skleja w spójną całość. Zaletą takiego pisarstwa jest to, że gdy treść jest dla nas zupełnie nowa lub gdy jesteśmy w jakiś sposób uprzedzeni do niej na mocy naszych przekonań, od których nieświadomie uzależniamy nasz komfort psychiczny, to łatwiej tej treści "zainstalować się" w naszych głowach dość głęboko i ominąć ewentualne bariery, które mogłyby uniemożliwić jej pełne, intelektualno-emocjonalne zrozumienie. Z tym że taka zaleta jest cechą pozytywną dla ludzi o niskiej inteligencji emocjonalnej albo dla ludzi o małej wiedzy i doświadczeniu, czyli dla ludzi albo bardzo młodych, albo średnio rozgarniętych. Identyczny styl Petersona w jego wykładach jest już zaletą dla każdego, nie tylko dla wymienionych grup, ale jednak czegoś innego wymagamy od wykładów, a czegoś innego od książki. Jeśli wykładowca będzie zbyt nastawiony na treść i zaniedba formę przekazywania wiedzy, to słuchacze po prostu się wyłączą. Nasze myśli prawie zawsze są ciekawsze niż czyjeś monotonne dukanie, na nieważne jaki temat. Kto kiedykolwiek miał nudnego wykładowcę albo nauczyciela, to wie, o czym mówię. A prawdopodobieństwo, że nigdy nie mieliście, jest absurdalnie niskie, bo nauczyciele w szkołach to w większości osoby, które przeleciały studia na trójach i im nie wyszło w życiu, a wykładowcy na uczelniach bardziej myślą o swoich badaniach, a nie, jak to ujął nieboszczyk Wolniewicz, o odrabianiu pańszczyzny na salach wykładowych.

Z książkami rzecz ma się trochę inaczej. Oczywiście forma też odgrywa jakąś rolę, bo zbyt długie i zawiłe zdania ciężko się czyta, a wtrącenie jakiejś anegdotki czy żartu pomaga odświeżyć umysł czytelnika i wpływa pozytywnie na jego koncentrację, ale nie można z tym przesadzać, a Peterson niestety przesadził. Od książki oczekuje się jednak bardziej zwartej treści i więcej konkretnych informacji. Ich natłok nie będzie tak zabójczy dla naszej uwagi, jak natłok informacji na wykładzie, bo można zawsze w spokoju przeczytać jeszcze raz poprzedni akapit, zatrzymać się na refleksje, czy robić notatki. Książka ma być bardziej syta intelektualnie. Wykład zawsze traktuję jak paczkę czipsów. Może być smaczny, może zaspokoić choć trochę głód wiedzy, ale nie oczekuję, że będzie mi się po nim ulewać. Książka mam być wyzwaniem, prawie nigdy do wciągnięcia na raz. Książka ma być ucztą. 12 życiowych zasad to niestety tylko ładnie udekorowana kanapeczka na fantazyjnym talerzu z Ikei.

Przyjrzyjmy się w końcu zawartości. Większość znamy już wykładów Petersona, ale może komuś przyda się ta esencja, bez zbędnego słowotoku.

Zasada 1: Pilnuj sylwetki, plecy proste, ramiona wciągnięte.
W tym rozdziale autor opowiada o tym, że układ nerwowy mamy odziedziczony po homarach, co warunkuje nasze reakcje na zwycięstwa i porażki w życiu oraz wystawia nas na ewentualność nabycia zaburzeń lękowych. Od ilości serotoniny i od kompetencji zależy nasza pozycja w hierarchiach dominacyjnych. U Homarów była tylko jedna hierarchia, my na szczęście tych hierarchii mamy dużo i człowiek ma wiele możliwości, by stanowić wartość dla innych i czerpać z tego korzyści, zarówno ekonomiczne, jak i socjalne. Co ciekawe, pokazanie, że hierarchie są starsze, niż człowiek zupełnie anihiluje wszelkie egalitarystyczne ideologie, co też niezbyt podoba się lewicy na całym świecie i jest to główny powód oczerniania profesora, obok mówienia o różnicach płciowych i popularyzowania tradycyjnego modelu rodziny. No bo jakże to tak w XXI wieku opowiadać, że od miliarda lat istnieje podział na cechy męskie i żeńskie, a od 200 milionów lat kategorie rodziców oraz dzieci i że wszystkie te pojęcia są dla nas naturalne i głęboko zakorzenione w strukturach percepcyjnych, emocjonalnych i motywacyjnych?

Zasada 2: Traktuj siebie tak, jak traktujesz osoby, na których ci zależy.
Ludzie nie dbają o siebie, bo czują się niewartościowi i niegodni swojej uwagi. Bardziej wolą dbać o zwierzęta, bo te są nieświadome, a więc niewinne. Moje obserwacje zupełnie potwierdzają tę tezę, ale jak dla kogoś to za mało, to Peterson przytacza dane, że połowa recept nie jest wykupywana, a jak już ktoś ją wykupi, to z tego grona 67% osób nie zażywa leków w prawidłowy sposób. To już daje do myślenia, co nie? Rozdział oczywiście nie dotyczy tylko dbania o zdrowie. Są to ogólne rozważania na temat opiekowania się innymi, jak i naszego własnego samorozwoju. Celem każdego człowieka jest stanie się samodzielną jednostką i by to pokazać, autor odwołuje się dużo do chrześcijaństwa, które traktuje nie mistycznie, a po prostu psychologicznie. Godne pochwały jest zaznaczenie tutaj, że ofiara Chrystusa i wezwanie do naśladowania go to nie promocja tępego altruizmu i poniżanie siebie w służbie innym, bez osiągania żadnych korzyści w postaci wewnętrznej równowagi, to poddanie się tyranii, a nie "chodzenie z Bogiem". Prosta prawda, ale obawiam się, że przerastająca takiego Yarona Brooka.

Zasada 3: Przyjaźnij się z ludźmi, którzy życzą ci jak najlepiej.
Poza tytułem to z konkretów jest tu tylko przestroga przed toksycznymi relacjami o opisanie paru typów niezdrowych zależności.

Zasada 4: Nie porównuj się z tym, kim inni są dzisiaj, ale z tym, kim ty byłeś wczoraj.
Zasada stara i znana, ale raczej przez mało osób, więc słusznie popularyzowana. Niestosowanie się do niej grozi pogardą albo zgorzknieniem i paraliżem jakiejkolwiek motywacji. Ciekawym jest tu zwrócenie uwagi na ślepotę pozauwagową, czyli na to, że to, na co kierujemy swoją uwagę, determinuje to, co jest dla nas zauważalne. Peterson przytacza tu słynny eksperyment, gdzie dwie drużyny podawały w swoich obrębach piłki do koszykówki i badani mieli policzyć liczbę podań. Wtedy na plan wkraczał koleś przebrany za goryla i nikt go nie zauważył. Ważnym jest skupianie się na swoich spersonalizowanych celach, bo jeśli skupiamy się na jakichś ogólnikach i innych, to dosłownie nas to oślepia i często unieszczęśliwia.

Zasada 5: Nie pozwól swoim dzieciom robić niczego, co wzbudza twoją niechęć
Rozdział o wychowaniu dzieci. Należy sformułować im jak najmniej, ale jasno sformułowanych zasad i stosować minimalną ilość przemocy konieczną, aby wymusić przestrzeganie tych zasad. Peterson nie namawia tu do bicia dzieci, raczej mówi o tym, że jak dziecko się miota, to trzeba je przytrzymać, ale sugeruje też kawałek dalej, że jeśli raz w życiu zdarzyłaby się taka konieczność, to lepiej by to rodzic dał dziecku klapsa, niż by potem nieułożone dziecko miało zostać zdyscyplinowane przez społeczeństwo, bo inni ludzie zrobią to jeszcze mniej delikatnie. Małe dzieci, zwłaszcza chłopcy, są bardzo agresywni i jeśli wtedy nie nauczy się ich panowania nad sobą, to najprawdopodobniej będą nieznośni już do końca życia. Z istotnych rzeczy, to autor jeszcze wykazuje konieczność występowania rodziców parami i ich powinność bycia świadomymi swoich własnych pokładów surowości, mściwości, arogancji, gniewu, zła i skłonności do oszustwa, by dzieci nie postrzegały ich jako hipokrytów, do których zaleceń nie warto się stosować.

Zasada 6: Zanim zaczniesz krytykować świat – zaprowadź porządek we własnym domu
Niestosowanie się do tej oczywistości owocuje masowymi morderstwami i różnymi, sprzecznymi z ludzką naturą utopiami, więc nie kupuję gadania, że pisanie o tym, to couching i truizmy. Jest to uniwersalna prawda, którą trzeba będzie powtarzać dopóty, dopóki istnieje ludzkość. Nie ma zmiłuj.

Zasada 7: Podążaj za tym, co wartościowe (a nie za tym, co wygodne)
Tymczasowa wygoda może prowadzić do większych niewygód potem, a tymczasowa niewygoda może doprowadzić do dużo większej wygody. Takie typowe rozprawienie się z hedonizmem i nihilizmem. Nawet jeśli życie nie ma sensu, to nie jeszcze bardziej nie ma sensu pogarszanie go. Cierpienie możemy minimalizować, podążając za obiektywnymi wartościami. Obiektywnymi, bo obiektywnie poprawiającymi nasze życie, które chcąc czy nie, ale prakseologicznie cenimy. Podążanie za tymi wartościami pozwala odnaleźć sens tam, gdzie się go nie spodziewamy.

Zasada 8: Mów prawdę – a przynajmniej nie kłam
Kłamcy żyją nieautentycznie, w sztucznie wykreowanych przez siebie światach, a że są niedoskonali, to i te ich światy są niedoskonałe. Spycha ich to do poziomu żałosności, który następnie wypełnia ich dusze frustracją i mściwością. Autor stwierdzenia, że totalitaryzmy były niemożliwe, gdyby ludzie zawsze mówili prawdę i zresztą nie bez przyczyny. Sam Hitler doceniał rolę wielkich kłamstw, w które paradoksalnie jest ludziom łatwiej wierzyć, niż w kłamstwa drobniejsze.

Zasada 9: Zakładaj, że twój rozmówca może wiedzieć coś, czego ty nie wiesz
Poza oczywistym wezwaniem do niebycia bucem, mamy tu zwrócenie uwagi na coś, o czym pisał już Mises w "Teorii a historii". Totalitaryzm polega na pysznym absolutyzowaniu tego, co już się wie i na niedopuszczaniu możliwości poprawy naszej filozofii.

Zasada 10: Bądź precyzyjny w tym, co mówisz
Ta zasada powinna się raczej nazywać "Nazywaj nienazwane i odkrywaj zakryte, bo łatwiej wtedy to ogarnąć".

Zasada 11: Nie przeszkadzaj dzieciom, gdy jeżdżą na deskorolce
Ludzie nie dążą do minimalizacji ryzyka, ale do jego optymalizacji, bo tylko w takich warunkach mogą się rozwijać, testować swoje umiejętności i przede wszystkim nie zanudzić się na śmierć. Tworzenie zbyt bezpiecznych placów zabaw owocuje tym, że dzieci wykorzystują dane sprzęty w sposób niestandardowy, a jeśli nie ma jak obejść "systemu", to hoduje się niepewne siebie i lękliwe jednostki.

Zasada 12: Pogłaszcz kota napotkanego na ulicy
Ostatni rozdział to ogólna zachęta do czerpania przyjemności z drobnych rzeczy i zwrócenie uwagi, że ludzie kochają rzeczy ze względu na ich delikatność, kruchość i wynikające z tego potencje. Właśnie dlatego, że dana osoba reprezentuje sobą określone wartości, to jej życie stanowi twórczy potencjał, który pragniemy pielęgnować, by wydał owoce.

Ok. Dotarliśmy do końca. Może i treść książki jest mi znana z wykładów, ale to jego pierwsza książka z tą treścią, więc powinienem ocenić ją uczciwie. Jest to pozycja niebywale dobra i niezwykle potrzebna współczesnemu światu. Bardzo dobrze uźródłowane badania plus erudycja autora wyprostowały tysiące, ludzi na świecie, a napisanie tej książki jest gwarancją, że kolejne tysiące odkryją uroki normalności tj. konserwatywnego, rodzinnego życia, z wyraźnymi rolami płciowymi i hierarchiami kompetencji. Peterson ma tę moc, że udało mu się obudzić nawet co inteligentniejszych lewicowców. Aktualnie plują na niego tylko najbardziej zaczadzeni ideolodzy albo ludzie zazdroszczący mu sukcesu i nazywający go couchem. Couching w popularnym wydaniu to zupełne niezważanie na realia biologiczne, antropologiczne, czy rynkowe i obietnice, czyniące tę dziedzinę ludzkiej aktywności swoistą świecką religią. Peterson nie proponuje nam żadnej religii, żadnego bogactwa na wyciągnięcie ręki i nie obiecuje zniesienia cierpienia. Na każdym kroku zaznacza, że cierpienie jest immanentną cechą rzeczywistości, co czyni go naprawdę rzadko spotykanym realistą. I nie zaprzeczy temu nawet szczekanie co poniektórych, że Peterson śmiał przywołać coś nienaukowego, zaznaczając przy tym, że nie ma na to żadnych dowodów, a tylko pewne intuicje, jak w przypadku, gdy powiedział, że wydaje mu się, że Egipcjanie mogli znać kształt helisy DNA. W ogóle jak już dotarłem do tego fragmentu, to nie omieszkam wspomnieć o pewnym filmiku jednego przygłupa, który mówienie przez Petersona o Homarach skomentował krótkim "my mamy mózgi, a homary nie". No i co z tego, że mamy mózgi? Mózg nie znosi biochemii, tylko umożliwia dużo więcej zaawansowanych sposobów manifestowania tych procesów biochemicznych. Nie będę reklamował tego żałosnego kanału, ale jak już chcecie pokrytykować Petersona, to polecam pomyśleć samemu, bo internet nie ma w tej kwestii nic do zaoferowania.

Mojego życia to może jakoś bardzo nie zmieniło, ale mam wielki szacunek dla autora, że głosi na każdym kroku tę ważną prawdę: kultura nas zniewala, owszem, ale oferuje nam olbrzymie korzyści instytucjonalne, technologiczne i intelektualne. Dostrzeganie tylko jednej strony to ignorancja.

pokaż więcej

 
2018-09-21 12:04:08
Ma nowego znajomego: Monika
 
2018-09-19 14:53:40
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Mam audiobooka, Reportaż
 
2018-09-18 16:28:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Mam audiobooka, Popularnonaukowe

Przeróżne rozważania na temat języka. Nie wiadomo skąd on się właściwie wziął, więc autorka przedstawia różne, konkurencyjne teorie i przytacza mnóstwo ciekawostek, z tym że te ciekawostki na bazie konkretnych języków są dość specyficzne i nie każdego zainteresują. Mnie zanudziły na śmierć. Z ciekawych rzeczy dowiedziałem się, że język odpowiadają w mózgu osobne obwody niezwiązane z ogólną... Przeróżne rozważania na temat języka. Nie wiadomo skąd on się właściwie wziął, więc autorka przedstawia różne, konkurencyjne teorie i przytacza mnóstwo ciekawostek, z tym że te ciekawostki na bazie konkretnych języków są dość specyficzne i nie każdego zainteresują. Mnie zanudziły na śmierć. Z ciekawych rzeczy dowiedziałem się, że język odpowiadają w mózgu osobne obwody niezwiązane z ogólną inteligencją i że były przypadki idiotów z 60 IQ, znających kilkanaście języków, ale pokracznie ich używających przez to lekkie upośledzenie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
2545 518 3397
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (41)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (33)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd