Antagonista Esklaważu 
facebook.com/zakrotkie, https://steemit.com/@okcydentalista
Wolnościowiec, chrześcijanin oraz zwolennik romantyzmu w sztuce, rozumianego jako prymat wartości. Lubię kino studyjne, ale zazwyczaj są to pretensjonalne gnioty dla pseudointelektualistów, więc lepiej się bawię podczas oglądania prostszych dzieł, akcentujących Prawdę, Dobro i Piękno. Jeśli chodzi o moje zainteresowania czytelnicze, to są to deklaratywnie: teoria ekonomii, etyka, filozofia polityczna, historia gospodarcza, socjologia, historia filozofii, filozofia religii, kultury, estetyka. W praktyce różnie to bywa i czytam też inne rzeczy, ale beletrystyki w miarę skutecznie unikam.
mężczyzna, status: bibliotekarz, dodał: 38 książek i 4 cytaty, ostatnio widziany 5 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-14 06:50:16
Ma nowego znajomego: Kamil Wysocki
 
2018-12-13 18:16:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Wolnościowe

Książkę dostałem nie powiem skąd, bo wygłoszę trochę niepochlebną opinię. W każdym razie "Przygody Jonatana" to powieść, która ma przekonać młodego czytelnika do wolności. Autor opisuje liczne przykłady absurdalnych zachowań mieszkańców pewnej wyspy, czerpiąc de facto pomysły z życia codziennego; żaden zawarty w tej książce absurd nie jest nie do pomyślenia, jeżeli tylko zna się trochę... Książkę dostałem nie powiem skąd, bo wygłoszę trochę niepochlebną opinię. W każdym razie "Przygody Jonatana" to powieść, która ma przekonać młodego czytelnika do wolności. Autor opisuje liczne przykłady absurdalnych zachowań mieszkańców pewnej wyspy, czerpiąc de facto pomysły z życia codziennego; żaden zawarty w tej książce absurd nie jest nie do pomyślenia, jeżeli tylko zna się trochę historię.

I to by było wszystko ok, bo dobra historia powinna nieść ze sobą jakąś głębszą treść i być nośnikiem jakichś wartości, a wolność to zdecydowanie wartość z górnej półki. Problemem z dziełem Kena Schoolanda jest to, że jest napisane naprawdę marnie. Nie ma żadnej fabuły, nie ma żadnego problemu do rozwiązania, główny bohater nie jest w ogóle bohaterem, tylko marnym pretekstem do nazwania 39 arcykrótkich rozdziałów jedną historią. Nie działa to na żadne emocje, no może czasem bawi, ale nie jest to żadna zasługa autora, tyko po prostu czytelnik przypomina sobie analogiczną sytuację z rzeczywistości i śmieje się z niej. Być może wieki nie miałem w rękach książki dla małych dzieci i tak infantylna narracja skierowana do nich by przeszła, ale nie jest to książka dla małych dzieci, bo jednak by zrozumieć niektóre zagadnienia ekonomiczne i filozoficzne nie można mieć trzech lat. Ponadto książka zawiera rozdziały broniące legalnej prostytucji i handlu narkotykami. Nie chciałbym oczywiście instytucjonalnego karania za prostytucję czy dilerkę, ale nie wydaje mi się, by rodzicowi chciało się tłumaczyć takie zagadnienia naprawdę małym smarkom.

Prawdziwą korzyść z lektury osiągnąć mogą tylko młodsi nastolatkowie; ewentualnie przygłupi dorośli, niemający pojęcia dlaczego etatyzm jest zły. Te dwie grupy mogą to potraktować jak dialogi platońskie, które mają być punktem wyjścia refleksji i dyskusji, a nie rozrywki, bo jako książka do czytania dla przyjemności to nawet dla nich się nie nadaje.

pokaż więcej

 
2018-12-10 08:16:12
Ma nowego znajomego: Przemysław
 
2018-12-03 19:58:24
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Ważne lektury do sprawdzenia
 
2018-12-03 19:47:13
 
2018-12-03 19:46:21
Autor:
 
2018-12-03 19:45:00
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Średniowiecze". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
2018-12-03 19:31:36
 
2018-12-02 20:43:32
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Ziemiomorze (tom 1)
 
2018-11-28 16:03:36
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-11-28 16:03:33
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Chcę w prezencie
 
2018-11-28 13:11:32

"Wywiad z władzą" to ponoć kolejny tom "Wywiadu z historią", ale kolejność lektury nie ma znaczenia. Każdy rozdział to po prostu zamknięty wywiad z daną osobą. Jeśli miałbym coś doradzać w tej kwestii, to osoby gorzej orientujące się w historii powszechnej XX wieku, powinny w pierwszej kolejności otworzyć książkę na samym końcu i przeczytać zawarte tam krótkie noty biograficzne, co pozwoli... "Wywiad z władzą" to ponoć kolejny tom "Wywiadu z historią", ale kolejność lektury nie ma znaczenia. Każdy rozdział to po prostu zamknięty wywiad z daną osobą. Jeśli miałbym coś doradzać w tej kwestii, to osoby gorzej orientujące się w historii powszechnej XX wieku, powinny w pierwszej kolejności otworzyć książkę na samym końcu i przeczytać zawarte tam krótkie noty biograficzne, co pozwoli więcej wyciągnąć z wywiadów.

Co ja z nich wyciągnąłem? W sumie niewiele, głównie umocniłem się w moich poglądach na różne sprawy, ale też nie powiem, że nic. Większość ważniejszych postaci była dokładnie takich, jak je sobie wyobrażałem i ich bełkot czy rozumna obrona były adekwatne do ich afiliacji i czynów. Wyjątkowi pod tym względem byli: Wałęsa sprzed czasów, gdy woda sodowa mu uderzyła do głowy i Dalajlama, który okazał się trochę ciekawszy, niż typowy wspakulturowy mnich. No i jeszcze przyznam, że nie miałem pojęcia, że Kadafi był takim kretynem, ale Robert Kennedy, Chomeini, Rakowski, Sharon, Deng Xiaoping byli "typowi". Było jeszcze parę mniej znaczących nazwisk, które wyrzuciłem z głowy, ale było to głównie terrorystyczne, islamskie bydło, atakujące cywilizowane kraje, czy cyniczni marksiści. W temacie marksizmu to autorka trochę traci na traktowaniu marksizmu jako mniejszego zła, niż faszyzm, ale z drugiej strony to włoszka, wychowana w duchu antyfaszystowskim, więc chyba można jej wybaczyć.

Generalnie wywiady były prowadzone bardzo ciekawie, widać było, że jest do nich przygotowana i traktuje je bardzo poważnie. Dzięki dzieleniu się z czytelnikiem swoimi myślami na temat trwającej rozmowy autorka pozwoliła czytelnikowi wziąć emocjonalny udział w jej bitwach, przy czym nie miało to charakteru nachalnej propagandy. Jej niezasłużona oschłość wobec Izraela po prostu spłynęła po mnie i nie czułem się jakoś zniesmaczony tym, że Fallaci śmiała mieć własne zdanie. Taka forma wywiadu chyba bardziej mi odpowiada, niż nudne dukanie losowych pytań, więc książkę zdecydowanie polecam. Świetnym dodatkiem do niej jest opis jej wyprawy do Iranu, bo przeprowadzenie wywiadu z Chomeinim to prawdziwy wyczyn. Nie przychodzi mi do głowy współczesny reporter/publicysta, mogący dorównać Orianie klasą. Na Lubimy czytać widziałem krzywdzące porównanie jej do Moniki Olejnik, ale być może autor tamtego komentarza ma specyficzne poczuci humoru.

pokaż więcej

 
2018-11-17 15:15:37
 
2018-11-17 12:40:11
Autor:

Lubię często podawać jako atut książki to, że jest krótka. Ta nie jest, ale jej objętość i mnogość wątków, trochę przytłaczających w przypadku mniej znanych postaci, nie popsuła ogólnego wrażenia. Jest to książka świetna. Świadczą o tym tematyka, źródła i komentarz autora, któremu zarzucają niektórzy stronniczość. Prawdą jest, że mamy tu głównie myślicieli lewicowych i Johnson pozwala sobie... Lubię często podawać jako atut książki to, że jest krótka. Ta nie jest, ale jej objętość i mnogość wątków, trochę przytłaczających w przypadku mniej znanych postaci, nie popsuła ogólnego wrażenia. Jest to książka świetna. Świadczą o tym tematyka, źródła i komentarz autora, któremu zarzucają niektórzy stronniczość. Prawdą jest, że mamy tu głównie myślicieli lewicowych i Johnson pozwala sobie nie raz na dość złośliwy humor, ale biorąc pod uwagę, co wyczyniali bohaterowie tej książki, to cudem jest, że czytelnik ma do czynienia tylko z drobnymi przytykami, bo mnie nasuwałyby się na myśl głównie przekleństwa.

Ależ gdzie moje maniery! Opowiadam, a nie przedstawiłem was sobie. „Intelektualiści", to są czytelnicy recenzji; czytelnicy recenzji, to są „Intelektualiści". Jest to zbiór biografii bardziej i mniej znanych postaci, których żywoty miały duże znaczenie w przekształcaniu roli całej grupy społecznej, jaką są intelektualiści. A że tak się składa, że jest to współcześnie grupa skompromitowana i mająca wiele za uszami, to i jej twórcy aniołami nie są. Słusznie mógłby ktoś teraz zauważyć, że nikt nie jest idealny; widziałem na portalu Lubimy czytać opinie w stylu, że można napisać książkę o prawicowych intelektualistach, czy że każda osoba „wybitna" jest ekscentryczna i odstaje od realiów swojego świata. To drugie jest tak oczywistą bzdurą, że nawet nie będę się nad tym pochylać, a co do pierwszego – litości! Gdzie Rzym, a gdzie Krym? Abstrahując już od tego, że podział na lewicę i prawicę jest współcześnie trochę bezsensowny – oponenci książkowych intelektualistów, chcących zmieniać całe fundamenty społeczności czy naturę człowieka, nie głosili nigdy nic tak skrajnego, by ich hipokryzja była aż tak kłująca w oczy, jak hipokryzja Rousseau, Marksa, Tołstoja, czy Sartre'a. Możemy sobie wyobrazić np. katolickiego konserwatystę, który na co dzień głosi czystość, a sam się łajdaczy, ale idee takowego uwzględniają ułomność człowieka i skłonność do upadania. To lewicowcy lubią opowiadać o zupełnym i ostatecznym rozwiązaniu ludzkich problemów, gdy tylko spełni się pewne warunki, czy też lubują się w nazywaniu normalnych, cywilizacjo-twórczych czynników wynaturzeniami, więc ciężko traktować ich poważnie, gdy nauczają na temat wychowania dzieci, swoje oddając do sierocińca, jak Rousseau, czy gdy całe życie narzekają na rzekomy wyzysk robotników, samemu trzymając w domu niewolnicę jak Marks.

Przedstawianie poszczególnych biografii nie ma sensu, bo każda nadawałaby się na osobny artykuł, ale spróbuję zbudować ogólny portret intelektualisty-świeckiego kapłana, którego szkic odnajdujemy w tej pozycji. Poszczególne postacie oczywiście różniły się między sobą i potrafiły w poszczególnych kwestiach wyróżnić się pozytywnie, ale kompensowały to sobie większym zepsuciem w innej dziedzinie, więc tak czy siak, mowa o jednostkach zdegenerowanych.

No to tak. Archetyp nowożytnego intelektualisty stworzył Jan Jakub Rousseau, inni go pogłębiali i rozwijali. Jako pierwszy skumulował w sobie wszystkie cechy „prometejczyka" tj. odrzucanie w całości istniejącego porządku, ufność w swoją zdolność zbudowania nowego według wymyślonych przez siebie zasad, wiara w osiągnięcie tego środkami politycznymi i uznanie roli instynktu, intuicji i impulsu w działaniu człowieka. I to będzie typowe dla wszystkich kolejnych, zwłaszcza skrajny irracjonalizm i poddawanie się emocjom. Nawet u Bertranda Rusella, który deklaratywnie był fetyszystą rozumu, a w praktyce rezygnował z jego używania jak mało kto.

Z Rousseau nadeszła też nienawiść do własności prywatnej, mieszczaństwa, racjonalnego egoizmu; skłonność do uważania się za jednostkę wybitną i bardzo wrażliwą, przekonanie o konieczności pouczania tłumów i obrony tych klas społecznych, z którymi nigdy się nie miało de facto do czynienia i której problemów się nie zna; przeświadczenie o byciu „przyjacielem całej ludzkości" i niezdolności do negatywnych emocji przy jednoczesnej kłótliwości i wręcz kipieniu zazdrością, zawiścią i nienawiścią. Opatentował też specyficzny, grubiański sposób bycia, oparty na jego koncepcji dobrego dzikusa, nieskrzywionego cywilizacją. Był skrajnie chamski, nieprzyjemny, niewdzięczny i dawał do zrozumienia swoim gospodarzom, mecenasom i wszelkim innym dobrodziejom, że wyświadcza im łaskę, korzystając z ich hojności. Ciężko to zrozumieć, ale podejrzewam, że po prostu natrafiał na ludzi z odwrotnymi jemu brakami intelektualno-emocjonalnymi i dochodziło do specyficznej symbiozy, trochę jak w mechanizmie kat-ofiara. A propos problemów z psychiką, to od Marksa częstą cechą intelektualistów był wyniszczający styl życia, wymagający jakiejś podświadomej nienawiści do samego siebie i życia jako takiego. Mnóstwo alkoholu, papierosów, niedbanie o higienę, załamania nerwowe, rozwiązłość. Późniejsi odkryli też narkotyki i choroby weneryczne.

Z Henrykiem Ibsenem, norweskim dramaturgiem, który miał olbrzymią zasługę w przekształceniu społeczeństwa końca XIX wieku poprzez przekonanie ludzi, że indywidualne sumienie i wyobrażenie wolności mają moralne pierwszeństwo nad wymaganiami społeczeństwa, doszła mizoginia. To widać i dzisiejszych lewicowców, że im więcej ktoś gada o prawach kobiet, emancypacji, równości itd., tym bardziej skrycie gardzi kobietami, nie wierzy w ich równość, nie traktuje partnersko i wykorzystuje głównie do zaspokajania potrzeb seksualnych.

Ostatnim najważniejszym twórcą tej instytucji-plagi, nękającej nas po czasy współczesne, był Lew Tołstoj. Żądał, by jego żona czytała wszystkie jego Dzienniki, zawierające najbardziej intymne szczegóły jego życia, w ramach polityki pełnej otwartości, ale z czasem zaczął taić przed nią fakty związane z seksem. Ten postulat jawnej rozwiązłości również głosili i zatajali Hemingway, Russell, czy Sartre i za każdym razem było to ze szkodą dla którejś ze stron i było źródłem cierpienia, wstydu, upokorzenia, zazdrości, czy załamań nerwowych i prób samobójczych.
Ale nie na tym polega główna „zasługa" Tołstoja. Jest nią to, że ustanowił urząd świeckiego kapłana-intelektualisty, zabierającego głos w każdej możliwej sprawie, udzielającego poparcia danym grupom, publikującego oświadczenia, podejmującego „problemy" i proponującego rozwiązania. Potem już każdy ważniejszy myśliciel miał to w nawyku i wypowiadał się na multum tematów spoza swojej dziedziny. Nie tylko na takie oczywiste jak ekonomia i polityka, ale też czy używać szminki oraz czy bić żonę, jakie to ma na koncie Rusell. Prawdziwie destrukcyjna siła tego gatunku demonów, nękających naszą cywilizację objawiła się w dobie totalitaryzmów. Intelektualiści potrafili usprawiedliwiać komunizm nie tylko przez swoją naiwność i zaczadzenie ideologiczne, ale też potrafili bez zająknięcia kłamać, mimo widzenia na własne oczy jak się żyje w ZSRE. Taki np. Sartre mówił bez żadnego skrępowania w wywiadzie do gazety France Obsevateur, że sowieci nie podróżują po świecie, bo tak jest im dobrze w ich kraju. Po latach się przyznał do kłamstwa i usprawiedliwiał się tym, że nieładnie byłoby mówić źle o państwie, które go dopiero co ugościło. Ręce opadają. Zresztą to wyjątkowo obrzydliwa postać, bo jego nawoływanie lewaków do aktów przemocy zrodziło wiele organizacji terrorystycznych, czarny rasizm w Afryce i ludobójstwo w Kambodży. Ale nie psujmy już sobie humoru.

Książkę tę uważam za bardzo ważną i jest na pewno cennym źródłem informacji na temat wielu niesłusznie wielbionych dziś osób. Nawet jak nie całość, to polecam gorąco rozdziały o Marksie, Tołstoju i tym zezowatym karle, o którym już miałem nie mówić. Johnson na koniec stara się nazwać swoje przesłanie do świata, ale mam wątpliwości co do jego słuszności. Twierdzi on, że należy przestać przywiązywać uwagę do wypowiedzi intelektualistów i oprzeć się na własnym sądzie. Jest to wezwanie o tyle nietrafione, że jest niemożliwe do spełnienia. Musimy słuchać autorytetów w dziedzinach, o których nie mamy pojęcia, bo inaczej będziemy skazani na los antyszczepionkowców, czy innych dzikusów. Musimy wierzyć nauce, że Ziemia nie jest płaska, albo, że na Alasce jest dość zimno, bo nie osiągniemy nic w życiu, jeśli będziemy odkrywać koło na nowo. Sztuka polega na tym, by umieć rozpoznawać autorytety i nasze emocjonalne skłonności do wierzenia w coś, co nie musi być wcale prawdą. Nie wydaje mi się, by było to możliwe na dużą skalę, z uwagi na naturę ludzką, więc raczej należałoby walczyć z egalitarną i obowiązkową edukacją, a nie z instytucją autorytetu. Szkoda, że taki postulat spotka się z mniejszą przychylnością, niż chwytliwe hasło „myśl samodzielnie".

pokaż więcej

 
2018-11-15 16:24:16
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
2592 525 3551
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (43)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (33)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd