Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
TylkoSkończęRozdział 
https://www.facebook.com/Rudaczyta, , tylkoskonczerozdzial.blogspot.com, , prawieblogoksiazkach.blogspot.com
Zakochana w książkach, labradorach i kawie. Z wzajemnością =) Uwielbiam robić zdjęcia książkom, takie małe zboczenie ;)
30 lat, kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 15 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-12-12 15:53:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Paradoks czytania tej książki PRZEZE MNIE polega na tym, że czytam ją o 50 lat za późno i jednocześnie za wcześnie. Gdybym chwyciła w dłoń Świat według Garpa w 1980 roku zapewne chłonęłabym ten absurd, groteskę i bardzo intensywne powiewy feminizmu. Chłonęłabym, gdybym już istniała, ale traf chciał, że moi rodzice dopiero się poznawali i nie w głowie było im babranie się w stosie pieluch... Paradoks czytania tej książki PRZEZE MNIE polega na tym, że czytam ją o 50 lat za późno i jednocześnie za wcześnie. Gdybym chwyciła w dłoń Świat według Garpa w 1980 roku zapewne chłonęłabym ten absurd, groteskę i bardzo intensywne powiewy feminizmu. Chłonęłabym, gdybym już istniała, ale traf chciał, że moi rodzice dopiero się poznawali i nie w głowie było im babranie się w stosie pieluch tetrowych. A dlaczego za wcześnie? Może wielokrotne obcowanie i częste sięganie po bardzo ambitną literaturę przesiąkniętą groteską uwrażliwiłoby mnie i obeznało w temacie. Bo, ale tylko być może, jestem na tę książkę za młoda. Prawda jest taka ze Świat według Garpa wymęczył mnie haniebnie.


Groteska, karykatura i bardzo odważna kreacja postaci. To wszytko skąpane w bardzo gęstej chmurze nudy i zbyt częstych dygresji nic nie wnoszących do fabuły. Komizm sytuacyjny i absurd, wątki obyczajowe mieszają się z lekko futurystycznymi, mocno przejaskrawionymi (sposób poczęcia Garpa; gryzienie ucha ludzkiego i odwet na uchu psim) i noszącymi znamiona fantastycznych (metoda naprawy małżeństwa przyjaciół poprzez między-małżeńską wymianę partnerów seksualnych).


Może jestem zbyt mocno osadzona w rzeczywistości i nie do końca rozumiem potęgę i wielowymiarowość absurdu, ale po raz pierwszy w całym moim życiu czułam awersję do czytania. Pranie, prasowanie, zmywanie podłóg – byle nie Garp. Udałam wcisnąć w siebie połowę książki. Czytanej 2 tygodnie =D.


Nie dam sobie odciąć żadnej kończyny i nie będę zapewniała, że nigdy do Świata według Garpa nie wrócę, ale jedyne, na co mogę się zdobyć w tym momencie to obejrzeć ekranizację.

pokaż więcej

 
2017-12-05 22:37:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: W koronie (tom 2)

Tudo to spoko gość, a dokładnie – spoko żółw. Ceni sobie własną przestrzeń życiową i spokój. I jedno i drugie zostało mu w sposób bezczelny zabrane! Ktoś buchnął mu bowiem jego własne, prywatne i osobiste mieszkanie – skorupę! To właśnie to niecne przestępstwo zainicjowało ciąg wydarzeń, dzięki którym:
a) Tudo odnajdzie nowy dom
b) Tudo doceni niezależność i własną, niepubliczną przestrzeń...
Tudo to spoko gość, a dokładnie – spoko żółw. Ceni sobie własną przestrzeń życiową i spokój. I jedno i drugie zostało mu w sposób bezczelny zabrane! Ktoś buchnął mu bowiem jego własne, prywatne i osobiste mieszkanie – skorupę! To właśnie to niecne przestępstwo zainicjowało ciąg wydarzeń, dzięki którym:
a) Tudo odnajdzie nowy dom
b) Tudo doceni niezależność i własną, niepubliczną przestrzeń życiową
c) Zacznie dostrzegać zależności, interakcje oraz odnajdzie sposoby zażegnania sporu z innymi zwierzętami.

A my, niczego nieświadomi czytelnicy, zostaniemy poczęstowani solidną porcją wiedzy o społeczeństwie, przysposobienia do życia w rodzinie i instrukcji życia w grupie. Pan Sztybor, Nowacki i Mazur połączywszy siły w sposób naturalny i dobrze przyswajalny wyłuszczyli nam filary funkcjonowania państwa. No bo: Tudo został obrabowany (zajumano mu mieszkanie), czyli, jakby nie patrzeć, wylądował na bruku, bez grosza przy duszy i bez skorupy na plecach. Ponieważ reszta żółwiowej społeczności, na czele z nowym prezydentem, nie uwierzyła, że Tudo jest żółwiem (bo przecież żółw ma skorupę!) Tudo wyrusza na poszukiwanie nowego domu. I znajduje – piękny, rozłożysty, zielony dąb. Niestety, jak się okaże, już zamieszkany. Na dokładkę (w drugiej części przygód roztropnego Tudo i jego przyjaciół) na gałęzie dębu zawitają niespodziewani, egzotyczni goście – papugi, których dom został niszczony, a one szukają azylu i pomocy wśród wyrozumiałych i empatycznych zwierząt.

Aby życie na dębie funkcjonowało bez zgrzytów, kłótni i swar należy wybrać prezydenta, który będzie przestrzegał prawa tegoż dębu, podejmował słuszne decyzje i słuchał głosu mieszańców. Prezydent musi zostać wybrany w wolnych, demokratycznych wyborach – czyli w głosowaniu (w tym przypadku – jawnym) i być "wodzem i szefem" na dobre i na złe. A co z przyjmowaniem imigrantów – uchodźców? Czy można takim ufać? Czy w ochronie swojego domu najlepszym rozwiązaniem będzie atak – wojna? Czy pertraktacje są możliwe nawet z bojowo nastawionymi przeciwnikami?

Z dziećmi nie da się rozmawiać o polityce? Da =) ten komiks jest idealną propozycją na pierwszą lekcję WOS-u. Humorystyczny komiks, z solidną garścią ważnych informacji łatwych do zrozumienia i zapamiętania. Autorzy w pozornie zwyczajną historię przedstawiającą perypetie luzaka Tudo wtłoczyli kwintesencję merytorycznych podstaw funkcjonowania państwa. Szata graficzna tych komiksów idealnie komponuje się z treścią – o ważnych rzeczach, ale na luzie – czyli pozornie niedbała kreska, ale z zachowaniem dbałości o szczegóły.

Cykl w Koronie to bardzo ważny i potrzebny zbiór dopracowanych komiksów dla dzieci, które nie tylko cieszą oko, ale karmią intelekt oraz tworzą fundamenty do budowania państwa. Bo w dzieciach i w ich świadomości, mądrości i wrażliwości siła naszego państwa =).

Polecam!=)

http://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2017/12/w-koronienie-ma-miejsca-jak-dab-w.html

pokaż więcej

 
2017-12-05 22:36:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: W koronie (tom 1)

Tudo zaprasza wszystkie dzieciaczki na pierwszą lekcję WOS-u =)

Tudo to spoko gość, a dokładnie – spoko żółw. Ceni sobie własną przestrzeń życiową i spokój. I jedno i drugie zostało mu w sposób bezczelny zabrane! Ktoś buchnął mu bowiem jego własne, prywatne i osobiste mieszkanie – skorupę! To właśnie to niecne przestępstwo zainicjowało ciąg wydarzeń, dzięki którym:
a) Tudo odnajdzie nowy dom
...
Tudo zaprasza wszystkie dzieciaczki na pierwszą lekcję WOS-u =)

Tudo to spoko gość, a dokładnie – spoko żółw. Ceni sobie własną przestrzeń życiową i spokój. I jedno i drugie zostało mu w sposób bezczelny zabrane! Ktoś buchnął mu bowiem jego własne, prywatne i osobiste mieszkanie – skorupę! To właśnie to niecne przestępstwo zainicjowało ciąg wydarzeń, dzięki którym:
a) Tudo odnajdzie nowy dom
b) Tudo doceni niezależność i własną, niepubliczną przestrzeń życiową
c) Zacznie dostrzegać zależności, interakcje oraz odnajdzie sposoby zażegnania sporu z innymi zwierzętami.

A my, niczego nieświadomi czytelnicy, zostaniemy poczęstowani solidną porcją wiedzy o społeczeństwie, przysposobienia do życia w rodzinie i instrukcji życia w grupie. Pan Sztybor, Nowacki i Mazur połączywszy siły w sposób naturalny i dobrze przyswajalny wyłuszczyli nam filary funkcjonowania państwa. No bo: Tudo został obrabowany (zajumano mu mieszkanie), czyli, jakby nie patrzeć, wylądował na bruku, bez grosza przy duszy i bez skorupy na plecach. Ponieważ reszta żółwiowej społeczności, na czele z nowym prezydentem, nie uwierzyła, że Tudo jest żółwiem (bo przecież żółw ma skorupę!) Tudo wyrusza na poszukiwanie nowego domu. I znajduje – piękny, rozłożysty, zielony dąb. Niestety, jak się okaże, już zamieszkany. Na dokładkę (w drugiej części przygód roztropnego Tudo i jego przyjaciół) na gałęzie dębu zawitają niespodziewani, egzotyczni goście – papugi, których dom został niszczony, a one szukają azylu i pomocy wśród wyrozumiałych i empatycznych zwierząt.

Aby życie na dębie funkcjonowało bez zgrzytów, kłótni i swar należy wybrać prezydenta, który będzie przestrzegał prawa tegoż dębu, podejmował słuszne decyzje i słuchał głosu mieszańców. Prezydent musi zostać wybrany w wolnych, demokratycznych wyborach – czyli w głosowaniu (w tym przypadku – jawnym) i być "wodzem i szefem" na dobre i na złe. A co z przyjmowaniem imigrantów – uchodźców? Czy można takim ufać? Czy w ochronie swojego domu najlepszym rozwiązaniem będzie atak – wojna? Czy pertraktacje są możliwe nawet z bojowo nastawionymi przeciwnikami?

Z dziećmi nie da się rozmawiać o polityce? Da =) ten komiks jest idealną propozycją na pierwszą lekcję WOS-u. Humorystyczny komiks, z solidną garścią ważnych informacji łatwych do zrozumienia i zapamiętania. Autorzy w pozornie zwyczajną historię przedstawiającą perypetie luzaka Tudo wtłoczyli kwintesencję merytorycznych podstaw funkcjonowania państwa. Szata graficzna tych komiksów idealnie komponuje się z treścią – o ważnych rzeczach, ale na luzie – czyli pozornie niedbała kreska, ale z zachowaniem dbałości o szczegóły.

Cykl w Koronie to bardzo ważny i potrzebny zbiór dopracowanych komiksów dla dzieci, które nie tylko cieszą oko, ale karmią intelekt oraz tworzą fundamenty do budowania państwa. Bo w dzieciach i w ich świadomości, mądrości i wrażliwości siła naszego państwa =).

Polecam!=)

pokaż więcej

 
2017-12-05 00:02:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Pensjonat pod świerkiem to kolejny inicjator radochy świątecznej – dzięki temu zbiorowi opowiadań płakałam, śmiałam się serdecznie, popadałam w chwile zadumy, dziękowałam na głos za to całe dobro, jakie mnie spotkało i żarliwie modliłam aby trwało jak najdłużej. Przepięknie wydany, dopracowany zbiór opowiadań Pensjonat pod Świerkiem to książka, z której bucha żar organoleptycznych doznań.... Pensjonat pod świerkiem to kolejny inicjator radochy świątecznej – dzięki temu zbiorowi opowiadań płakałam, śmiałam się serdecznie, popadałam w chwile zadumy, dziękowałam na głos za to całe dobro, jakie mnie spotkało i żarliwie modliłam aby trwało jak najdłużej. Przepięknie wydany, dopracowany zbiór opowiadań Pensjonat pod Świerkiem to książka, z której bucha żar organoleptycznych doznań. Cieszy oko, cieszy dotyk, wywołuje iluzję zapachu i smaku. Cynamon, goździki, skórka pomarańczowa. Ta książka "pachnie" i "smakuje" wybornie.


A nie przepadam za plątaniną stylów i mixu interpretacji jednego tematu. A tu taka uciecha! Jak to bywa ze zbiorami, natrafiamy na opowiadania słabsze, o których już powolutku się zapomina, ale znajdziemy też prawdziwe perełki, które lokują się w pamięci długotrwałej.


"Ostatni koncert" i "Świt" to opowiadania o poszukiwaniu siebie. Kobieta, która zatruła się wyziewami toksycznej miłości w końcu dostrzega, że chory związek, w którym ugrzęzła i tkwi od lat ciągnie ją na samo dno. Mężczyzna zakonserwował się w wyrzutach sumienia i pretensjach do brata. Autorka stara się w jasny sposób przekazać, że aby być prawdziwie szczęśliwym trzeba umieć przebaczać, dawać szczęściem innym, ale także – umieć szczęście przyjąć. I je doceniać.


Obyczajowa odsłona Magdaleny Knedler prawdopodobnie nigdy mnie nie zawiedzie. Nie sposób nie domyślić się, że "Edgar" wyszedł spod pióra Magdy. Opowieść artyście z niespełnionymi ambicjami i "małym-wielkim" grzeszku jakiego dopuścił się w latach swojej świetności. Sztuka, detale, subtelność – to opowiadanie obnaża romantyczną i delikatną duszę Autorki. A "Mantyla" udowadnia, że jest genialną obserwatorką ludzkich zachowań. I lęków. To bardzo wzruszające opowiadanie o chorobie, rodzinie i zrozumieniu.


Adrian Bednarek znany z serii kryminalnej o Kubie Sobańskim wprowadził do zbioru opowiadań nutkę grozy i niepokoju. Zarówno "Pokój 106" jak i 'Świąteczna niespodzianka" nie są nastrojowymi, spokojnymi historiami. Udowadniają bowiem, że nawet w tak magiczny czas zło nie śpi i mroczna natura potrafi niespodziewanie wychynąć z głębi człowieka.


"Restart" i "Zaręczyny" autorstwa Jolanty Kosowskiej są melancholijne, spokojne i mocno wzruszające. Silnie uderzyły w moje struny wrażliwości. Tragiczne wydarzenia z życia bohaterów uświadamiają czytelnikowi jak wiele ma i jak wiele może stracić. Chociaż żadne z nich nie kończy się happy endem nie sposób nie doszukać się w ostatnich zdaniach iskierek radości. Bo na końcu i jednego, i drugiego opowiadania znajdziemy ją – jedni twierdzą, że jest matką głupich, a inni, w tym ja, że jest matką wytrwałych i cierpliwych – NADZIEJA. Przepiękne opowiadania!


Przez Ninę Reichter płakałam. Autorka w tak sugestywny sposób przestawiła dramat bohaterów "Przyjaciela w wigilijna noc", że nie sposób było przyjść "bezłzawo" obok tego opowiadania. Przepiękna, ale i trudna, klimatyczna historia o ludzkim uporze, potrzebie akceptacji i bólu. To opowiadanie niesie ze sobą przesłanie: wiara, nadzieja i miłość są fundamentem ludzkich relacji.


Daniel Koziarski rozwalił system=) tutaj pierniki, aromatyczna herbata, trzaskające w kominku polana, grzane wino, a Autor łup – "Dwanaście przedwigilijnych potraw", czyli 12 randek = 12 perypetii seksualnych. Kupa śmiechu. Ale wiecie co? To był gorzki śmiech, podszyty świadomością, że te miłosne "przedwigilijne podboje" są próbą szukania szczęścia oraz próbą zapomnienia o potknięciach i "zwichniętym życiu". Słodko-gorzka porcja śmiechu. Z pięknym, ciepłym, pełnym miłości zakończeniem.


"Razem" i "Zwierciadło" od Anny Kasiuk przywracają wiarę w to, że każdy ma szansę na szczęście i ponowny start. Mimo spalonych mostów, mimo niepowodzeń. Błądzić jest rzeczą ludzką, ale uparte koczowanie w gąszczu błędnych decyzji nie wróży nic dobrego. To właśnie TEN moment jest idealny aby zmienić swoje życie i życie najbliższych na lepsze. Autorka mocno w to wierzy i próbuje wskrzesić tę wiarę w czytelniku.


Anna Szafranska posypuje Pensjonat pod świerkiem brokatem magii. Niebanalne opowiadanie "Mały Książę" oraz "Zagubione" pełne łez i... zagubienia w labiryncie pragnień, oczekiwań, niespełnionych planów przenoszą nas w świat nieoczywisty. Tak to już na świecie bywa, że jedni znajdują dom, a inni gubią drogę, którą, zdawałoby się, znali na pamięć, podążali pewnie, wytrwale bez zastanowienia i pomocy. "Zagubione" przestrzegają, że o miłość trzeba walczyć.


Nie muszę, ale chcę =) na szczególne wyróżnienie zasługują moim zdaniem opowiadania:

1. "Przyjaciel w wigilijną noc"

2. "Mantyla" i "Restart"

3. "Dwanaście przedwigilijnych potraw" i "Zaręczyny"


Kolejność nieprzypadkowa =) i już teraz wiem, że sięgnę i poznam inne dzieła Pani Reichter, Kosowskiej i Pana Daniela Koziarskiego.


Wszystkie opowiadania łączy enigmatyczny, przytulny i klimatyczny Pensjonat pod Świerkiem, którego właściciele: Ewa i Gabriel, niejednokrotnie wskazują drogę, podpowiadają, ratują, podnoszą na duchu. Czy to słowem, czy czynem, czy wspólnie wypitą gorącą herbatą. W milczeniu. Pensjonat to nie tylko miejsce, w którym każdy z bohaterów tych czternastu opowiadań spędził noc, jadł śniadanie, marzył, tęsknił lub płakał. Pensjonat pod Świerkiem to metaforyczny punkt zwrotny w życiu każdego z nich... każdego z nas. To czas, w którym albo się zmienia, naprawia, zastanawia, rozumie, albo nadal będzie się brnąć na oślep zasypanym przez śnieg szlakiem, który prowadzi donikąd. Te opowiadania to skarbnica wiedzy o życiu – o naszym życiu. Tylko od nas zależy, czy te opowiadania przeczytamy ze rozumieniem.


Gorąco (jak herbatka z miodem, cytryną, imbirem i goździkami;)) polecam =)

pokaż więcej

 
2017-12-04 16:00:32
Ma nowego znajomego: esa
 
2017-12-03 14:32:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Susza (tom 2)

W drugiej części cyklu "Susza" spotykamy tych samych, znanych i nielubianych bohaterów, których mieliśmy wątpliwą przyjemność poznać w "Zapachu suszy". W części pierwszej metaforycznym "zapachem suszy" jest odór śmierci, rozkładu i gnijących zasad moralnych. Potrawa zaserwowana przez Sekielskiego smakuje tak samo jak pachniała... na próżno będziemy doszukiwać się nutki świeżości i łagodności.... W drugiej części cyklu "Susza" spotykamy tych samych, znanych i nielubianych bohaterów, których mieliśmy wątpliwą przyjemność poznać w "Zapachu suszy". W części pierwszej metaforycznym "zapachem suszy" jest odór śmierci, rozkładu i gnijących zasad moralnych. Potrawa zaserwowana przez Sekielskiego smakuje tak samo jak pachniała... na próżno będziemy doszukiwać się nutki świeżości i łagodności. To danie to kwintesencja brutalności i zła, które przyprawiają o zawrót głowy i odruch wymiotny.

Tylko Tomasz Sekielski potrafi w lekkostrawny sposób opisać przekrój ze wszystkich okropieństw tego świata marynowanych w polityce oraz zanurzonych w sosie machlojek na wyższych szczeblach władzy. Ja – absolutnie stroniąca od śledzenia "gównoburz" na scenie politycznej naszego państwa – czytałam tę książkę z zainteresowaniem.

W Polsce wprowadzono stan wyjątkowy. 167 osób – to aktualny stan ofiar zamachów terrorystycznych a odpowiedzialni za akty brutalności nadal pozostają nieuchwytni. Agnieszka Ossowska stoi na czele ekipy próbującej rozwiązać równie z wieloma niewiadomymi. Kto stoi za zamachami (x), jaki mają cel (y), co będzie, jeśli ten cel zostanie osiągnięty (z)? Czy pani prokurator, zmagająca się z alkoholizmem i będąca ofiara szantażu, odkryje "na czym polega układ, którego spoiwem jest tajemnica, korupcja, nepotyzm i nadużycia władzy". Podpowiem =) – nie, nie odkryje, tylko jeszcze mocniej zaciemni obraz... na bagno syfu i machlojek finansowych wypłyną bowiem nowe fakty, które skomplikują wyjaśnienie zagadki. Najdziwniejsze jest to, że wszystkie drogi prowadzą do... nieskazitelnej, perfekcyjnej i bezwzględnej Karoliny van der Oord.

Sekielski się nie "certoli". Opis brutalnych gwałtów, tortur, niemoralnych procedur pozyskiwania "mięsa i podrobów" z ludzkiego ciała, celowego zapładniania kobiet w celu pozyskania komórek macierzystych i, co gorsza, płodów, które poddawane aborcji będą wykorzystywane do celów medycznych. I kulinarnych. Książka zdecydowanie dla osób dorosłych, o mocnych nerwach i wysoko postawionej poprzeczce zatytułowanej "wrażliwość". Konkretne dialogi wzbogacone solidną porcją bluzgów, mało delikatnych epitetów i metafor. Bardzo wyrazista charakterystyka zarówno aparycji jak i charakteru postaci. Wartka akcja, częste zaskakujące zwroty. I mocne zakończenie, które nic nie wyjaśnia, a dokłada kolejne pytanie do pokaźnej puli zagadek.

Pozostaje mi jedynie wierzyć, że wszystko to, co opisał Autor w cyklu Susza to fikcja literacka, wynik mocno rozbudowanej fantazji i bujnej wyobraźni. Jeśli chociaż część opisanych procedur i korupcyjnych konszachtów to prawda... to jest z naszym społeczeństwem, z ludzkością gorzej niż myślałam.

Polecam bardzo! Dla odważnych.

http://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2017/12/smak-suszy-tomasz-sekielski.html

pokaż więcej

 
2017-12-01 20:22:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-11-29 17:16:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Gabriel Byś (tom 2) | Seria: Mroczna Seria

Myślałam, że nic nie przebije mojego znaleziska na jednej z łowickich ulic. 30 zł =) dyszka i dyszki dwie zwinięte w rulonik. Gabriel Byś mnie zdeklasował, bo podczas spaceru po tworkowych włościach znalazł... serce. Ludzkie. Usunięte z niemal chirurgiczną precyzją...

Po tragicznych wydarzeniach, jakie rozegrały się na ostatnich stronach Aorty Gabriel Byś został przymusowym pensjonariuszem...
Myślałam, że nic nie przebije mojego znaleziska na jednej z łowickich ulic. 30 zł =) dyszka i dyszki dwie zwinięte w rulonik. Gabriel Byś mnie zdeklasował, bo podczas spaceru po tworkowych włościach znalazł... serce. Ludzkie. Usunięte z niemal chirurgiczną precyzją...

Po tragicznych wydarzeniach, jakie rozegrały się na ostatnich stronach Aorty Gabriel Byś został przymusowym pensjonariuszem szpitala psychiatrycznego w Tworkach. Próbuje oswoić się ze śmiercią ukochanej żony i poskładać zdewastowaną psychikę. Z pewnością nie pomaga mu w tym jego "zezowata szczęście", bo najpierw podczas spaceru znajduje ludzkie serce solidnie nasączone krwią, a niedługo później podejmuje się nieudanej próby reanimacji mocno okaleczonej kobiety. Jego uśpiona potrzeba działania i przytępiony popęd do wyjaśniania zagadek dźwigają się z gleby i zaczynają przejmować kontrolę nad, zwałoby się, pokonanym przez prozę życia Gabrielem Bysiem. Rozpoczyna nieoficjalne śledztwo posiłkując się szczątkowymi i bardzo skąpymi informacjami od koleżanki Moniki. A w tle czynności śledczych rozgrywa się religijna szopka zainicjowana dziwnym znaleziskiem (serce w kamiennej misie to z pewnością znak od Boga). Byś musi pokonać nie tylko barierę dostępu do wyników śledztwa i zmierzyć się ze swoimi demonami, ale przede wszystkim upewnić się, że to, co się wokoło niego dzieje nie jest mirażem i wymysłem jego sfatygowanej wyobraźni...

Ostatnie strony Aorty nie były także łaskawe dla Kaśki, prostytutki na usługach Andrzeja Dziergi. Kaśka, podobnie jak i Gabriel, znalazła się w przymusowym areszcie: pilnowana przez jednego z karków pruszkowskiego bossa, z ustalonym grafikiem klientów, z ustalonym menu, bez telefonu internetu, jakiegokolwiek kontaktu ze światem zewnętrznym. Prawdziwe wiezienie. A wszytko to za niesubordynację i "gigantyczny dług", który sukcesywnie musi spłacać spełniając najróżniejsze, najbardziej wymyślne fantazje erotyczne swoich klientów. To nie życie, to wegetacja, dlatego wie, że ma tylko jedną szansę, aby uciec z tego piekła. Jeśli się nie uda Dzierga po raz kolejny chwyci za młotek, aby wymierzyć jej karę...

Szpital psychiatryczny, wiara, prostytucja, mafia i śledztwo. We Krwi znajdziemy mieszankę wybuchową najbardziej chwytliwych wątków. Wszystkie "wątkowe nitki" łączą się rzecz jasna w jeden "kłębek fabularny". Wszystko jest dobrze wyjaśnione i zwieńczone naprawdę zaskakującym finałem.

Bartosz Szczygielski to mistrz czarnego humoru, barwnych epitetów oraz świetnych portretów psychologicznych swoich bohaterów. Jest bezkonkurencyjny w sugestywnych, mocno wiarygodnych opisach tortur i charakterystyce "brudnych scen" epatujących brutalnością, wulgarnością i sensualnymi dewiacjami. We Krwi zabrakło mi jednak tego, czym nasączona była Aorta – wartką akcją. We Krwi nie było nic, co przyprawiłoby mnie o drżenie i przyspieszone bicie, nomen omen, serca;) Tak to bywa, kiedy autor pisząc debiut zawiesi sobie poprzeczkę na niebotycznej wysokości. Krew jest dobrym kryminałem, ale po takim tąpnięciu jakie poczyniła w mym czytelniczym świecie Aorta, spodziewałam się nokautu ze strony Krwi. Na deskach nie leżę, tylko czekam na kolejną rundę. Mocno wierze w to, że po genialnej Aorcie, dobrej, chociaż troszkę rozczarowującej Krwi dostanę prawy sierpowy i będę zbierała szczękę z podłogi.

http://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2017/11/krew-bartosz-szczygielski.html

pokaż więcej

 
2017-11-28 15:18:59
Ma nowego znajomego: Tomek
 
2017-11-28 15:18:57
Ma nowego znajomego: Marciuchna
 
2017-11-26 13:21:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Po raz pierwszy w historii mojego półtorarocznego blogowania zdarza mi się recenzować książkę, która nie ma tekstu =) ani jednego zdania, żadnego słowa, nie ma nawet jednej, najmniejszej literki. Są za to bardzo oryginalne ilustracje i tyyyyyyyyyyyyyyyle – o tyle emocji =)

Znajdka to małe, czarne i, jak to mówi mój Czterolatek, słodziaśne stworzonko. Znajdka mieszka w gąszczu zieleni i bardzo...
Po raz pierwszy w historii mojego półtorarocznego blogowania zdarza mi się recenzować książkę, która nie ma tekstu =) ani jednego zdania, żadnego słowa, nie ma nawet jednej, najmniejszej literki. Są za to bardzo oryginalne ilustracje i tyyyyyyyyyyyyyyyle – o tyle emocji =)

Znajdka to małe, czarne i, jak to mówi mój Czterolatek, słodziaśne stworzonko. Znajdka mieszka w gąszczu zieleni i bardzo lubi obserwować świat. A w tym świecie same pary. Bo cudownie jest dzielić się jedzeniem, łóżeczkiem, pracą. I tylko w duecie zabawa wyzwoli śmiech i radość. A Znajdka jest sama. Podpatruje, analizuje i próbuje zrozumieć, dlaczego jest jej tak smutno... Aż razu pewnego znajduje w plątaninie liści jajko. Złote jajko, w odbiciu którego widzi siebie. I już Znajdka nie jest sama. Jajko (wraz ze swoim odbiciem) ma zawsze przy sobie, spędza z nim każdą chwilę i w końcu zaczyna się uśmiechać... Aż dzieje się coś, co burzy ledwo rozkwitające szczęście... Jak Znajdka odnajdzie się w nowej sytuacji, co stanie się z jajkiem i przede wszystkim – co stanie się z przyjaźnią?

Przepiękna historia o samotności, szukaniu bratniej duszy i akceptacji. Znajdka nie zdaje sobie sprawy jak wiele radości daje bycie z kimś. Dopiero obserwacja zwierząt uświadamia jej, że czegoś w jej życiu brakuje. Że z przyjacielem można dzielić wszytko, nie tylko smutek, ale i radość. Że przyjaciel to ktoś wyjątkowy, który nas rozumie i akceptuje. Los chciał, że na swej drodze spotyka kandydata do przyjaciela. Ale nie do końca jest on ziszczeniem jej pragnień i odbiciem lustrzanym znajdkowych marzeń o przyjacielu.

Brak tekstu rekompensują nasycone uczuciami ilustracje. Eksplozja zieleni, a na pyszczku Znajdki cała gama emocji, od zdziwienia, poprzez smutek, przerażenie, aż w końcu radość i zrozumienie. Słowa są zbędne, aby zrozumieć co Autorka chciała nam przekazać.

Syn mój z uwagą przyglądał się Znajdce i nawet niepytany opowiadał: "Znajdka jest smutna", Czemu?" – pytałam. "Bo inne zwierzęta zjadają jej owoce. A tutaj dlatego, że pada na nią deszcz, a tutaj, że jest mniejsza od tych słoni". Nie podpowiadałam, nie naprowadzałam. Dopiero spotkanie z jajem i jajkowa transformacja sprawiły, że Synek zdanie zmienił "Mamo, ona była smutna, bo nie miała przyjaciela! A tutaj już ma i jest wesoła!". =)

Jeśli czteroletnie dziecko jest w stanie odszyfrować ukryty, bezgłośny przekaz, to z pewnością można uznać, że książeczka spełniła swoje zadanie i pogratulować Autorce sprytu, przenikliwości i wyobraźni. "Czytanie" zakończone sukcesem =)

Przyjaźń nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy mamy na to ochotę i nie zawsze wygląda tak, jak sobie ją wyobrażaliśmy. Przyjaźń to dar, za który trzeba dziękować i do którego trzeba się niejednokrotnie dopasować. Niekiedy może nam się wydawać, że przyjaźń jest skazana na niepowodzenie z racji różnic. Nic bardziej mylnego – bo tylko od nas zależy, czy będzie to imitacja przyjaźni, czy wieczna, łamiąca wszelkie bariery, prawdziwa przyjaźń.

http://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2017/11/znajdka-dobrosawa-ruranska.html

pokaż więcej

 
2017-11-25 23:05:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Co robisz, kiedy ktoś mówi "nie patrz w tamtą stronę?". Co robisz, kiedy ktoś mówi "tylko nie wygadaj, bo to tajemnica!". Co robisz, kiedy ktoś prosi "nie naciskaj"...?

Zakazane kusi najmocniej. Niedostępne nęci najsilniej. To, co zabronione zawsze będzie ściągało nasze myśli i pragnienia aby złamać zakaz...

Gwendy (urocza i oryginalna synteza dwóch imion: Gwendolyn i Wendy) ma dwanaście...
Co robisz, kiedy ktoś mówi "nie patrz w tamtą stronę?". Co robisz, kiedy ktoś mówi "tylko nie wygadaj, bo to tajemnica!". Co robisz, kiedy ktoś prosi "nie naciskaj"...?

Zakazane kusi najmocniej. Niedostępne nęci najsilniej. To, co zabronione zawsze będzie ściągało nasze myśli i pragnienia aby złamać zakaz...

Gwendy (urocza i oryginalna synteza dwóch imion: Gwendolyn i Wendy) ma dwanaście lat i tonę kompleksów. Jest nieśmiała i przewrażliwiona na punkcie nadprogramowych kilogramów. To właśnie podczas joggingu poznaje pana Farrisa, tajemniczego jegomościa w czarnym, eleganckim kapeluszu. Mimo początkowej rezerwy i nieufności Gwendy daje się wciągnąć w miłą, acz dziwaczną pogawędkę. Pan Farris sprawia bowiem wrażenie, jakby znał ją od dawna. Ba! – jakby siedział w jej głowie, widział jej myśli, pragnienia i marzenia. Mężczyzna wręcza dziewczynce prezent – mahoniowe pudełko ozdobione ośmioma różnokolorowymi guzikami oraz dwiema malutkimi dźwigniami. Gwendy jeszcze nie wierzy, że pudełko ma magiczną moc. O niewierna Gwendy!, uwierzysz jak zobaczysz... A zobaczysz wiele, oj wiele... Bo pociągniecie za jedną z dźwigni otwiera malutką szufladę, w której odnajduje przepyszną, malusią czekoladkę zjedzenie której gwarantuje powodzenie w każdej dziedzinie życia. Uaktywnienie drugiej dźwigni sprawia, że w szufladce pojawia się bardzo wartościowa moneta. Mało tego! Te zapasy są niewyczerpywalne, bo w czeluściach magicznego pudełka tkwią niekończące się ilości i smakołyków, i pieniędzy. Tylko gdzie jest haczyk? Do czego służą przyciski? I dlaczego ten prezent od eleganckiego pana Farrisa stał się dla Gwendy zarówno najpiękniejszym darem jak i największym przekleństwem?

"Bo ludzie są ciekawi: kiedy widzą dźwignię, chcą za nią pociągnąć. A kiedy widzą guzik, chcą go nacisnąć".

Życie Gwendy zmienia się w pasmo sukcesów. Codzienna konsumpcja czekoladowych miniaturek sprawia, że na przestrzeni lat z zakompleksionej, mocno wycofanej dziewczynki zamienia się w piękną, inteligentną i rozchwytywaną przez rówieśników nastolatkę. Znikają problemy zdrowotne, wzrasta "popularność" w szkole, nawet relacje między jej rodzicami ulegają znaczącej poprawie. Spokój ducha – to cena, jaka płaci Gwendy za użytkowanie pudełka z guzikami. Pudełko ma bowiem magiczną moc... ale kusi, nęci i sprawia, że gdzieś w podświadomości Gwendy czuje lęk. Obawę nie tylko przed tym, że ktoś pudełko ukradnie, ale głównie przed tym, że nie powstrzyma się przed naciśnięciem przycisku. I w końcu ulega...

"Miałem historyjkę, której nie mogłem skończyć" – twierdzi King. I podkreśla, że wielki wkład w zakończenie i całokształt tej opowieści miał Richard Chizmar. Nie będę bawiła się w zgaduj–zgadulę co jest pomysłem Kinga a co Chizmara... ale nie mogę powstrzymać się od myśli, że King "zapodał" temat, nakreślił szkic, a wypełnieniem zajął się Chizmar. Pomysł na opowieść jest rewelacyjny, Pudełko, które sieje globalny postrach, potrafi doprowadzić do zagłady i aktywować siłę niszczącą oraz mała, niewinna dziewczynka, która ma za zadanie okiełznać potęgę niebezpiecznej, tykającej bomby pod postacią mahoniu udekorowanego guzikami. Potęga kontra niewinność, siła i delikatność, władza i skromność. Zło i dobro.

Dostajemy także bardzo dobry szkic ukazujący przemianę zahukanej dziewczynki w pewną siebie młodą damę. Chciałabym napisać, że kreacja psychologiczna bohaterów jest perfekcyjna, ale nie mogę. Gwendy jest nijaka – niby pudełko zmienia ją w piękną dziewczynę, ale nie wiemy do końca, czy nadal jest pokorna i skromna. Zapomina o starej przyjaciółce, a jednocześnie nie obnosi się ze swoimi sukcesami. Dostajemy tylko sygnały, ale mało klarowny obraz. Podobnie jak rodzice głównej bohaterki. Pokusiłabym się (i King zapewne tak by zrobił) o dokładniejsze studium problemu alkoholizmu i jego nagłego zdezaktualizowaniu się. Szkic jest dobry, ale wypełnienie już niekoniecznie.

Typowe dla Kinga jest nieśpieszne rozwijanie akcji, ale nie jałowe dialogi, które niestety w Pudełkach się pojawiają. Zabrakło mi także mocniejszych, bardziej wyrazistych powiewów grozy. Rozmowa z panem Farrisem przypomina rozmowę Georga z klownem Pennywise'em z powieści To

"– Nie powinnam rozmawiać z nieznajomymi.

– W takim razie – mówi mężczyzna w czarnej marynarce – pozwól, że się przedstawię. Nazywam się Richard Farris. A ty jesteś...? [...] No widzisz. Już się znamy".


ale nie niepokoi, nie wyzwala strachu. Podświadomie odbieramy sygnały, że dziewczynce nic nie grozi. A do Georga krzyczeliśmy "Uciekaj! On kłamie!". Scena końcowa także nie napawa nas lękiem... a powinna, bo tak naprawdę nie wiemy co stanie się z nie do końca pokorną Gwendy.

Nie wykorzystano także potencjału sceny z Frankiem, bo tutaj King mógł popłynąć ze swoją mroczną wizją suto zakropioną obrzydliwością. Szkoda.

Nie do końca (rety! ależ ja marudzę =D) trafiają w mój gust także ilustracje. O ile oprawa, czyli sztywna, niebieska okładka z pięknymi złotymi literami to prawdziwe mistrzostwo świata, to graficzne wnętrze, którego autorami są Ben Baldwin i Keith Minnion nie wyzwala okrzyków zachwytu i spazmów euforii.

Żeby było śmiesznie to w celu podsumowania moich odczuć po przeczytaniu Pudełka z guzikami Gwendy napisze: to świetna książka, którą polecam każdemu =) Naprawdę =)

Mimo kilku, a nawet wielu minusów, powieść nadal pozostaje bardzo dobra, z głębią i wyrazistym przekazem. Z przepięknymi walorami estetycznymi (pobudzającymi naszą empatię i wrażliwość) i bodźcami stymulującymi naszą wyobraźnię. Z wyraźnym nakreśleniem problemów, za jakimi muszą borykać się zakompleksione dzieci i ze studium psychologicznym (może i niezbyt dogłębnym, ale zarysowanym) osoby, która musi sama dźwigać brzemię tajemnicy.

Bo co by było, gdybyśmy to my stali się posiadaczami takiego pudełka. Czy bylibyśmy w stanie oprzeć się pokusie bogactwa, sławy, niesamowitych zdolności? Czy Gwendy była tak naprawdę postacią pozytywną, czy negatywną? I pytanie najważniejsze: synonimem czego są guziki, które już dziesiątki, setki, tysiące razy zostały z wielka mocą i z premedytacją wciśnięte – aktywowane. Ile razy jeszcze w użyciu będzie przycisk czerwony. I czy ktoś ośmieli się dotknąć guzika czarnego? Oby nie...

http://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2017/11/pudeko-z-guziakami-gwendy-stephen-king.html

pokaż więcej

 
2017-11-25 16:40:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Saga o Fjällbace (tom 10)

Łomatuchnokochana, jakie to słabe było... Zdecydowanie najsłabsza część sagi o Fjallbace.

Uwaga, to co poniżej to jeden wielki spojler.

Akcja płynie, a raczej toczy się - ledwo zipiąc - po trzech torach. Logika podpowiada, że w końcu te wątki się ze sobą połączą i zaskoczą wytrwałego czytelnika, którego cierpliwość i zainteresowanie z każdą stroną uciekają jak powietrze z dziurawego balona....
Łomatuchnokochana, jakie to słabe było... Zdecydowanie najsłabsza część sagi o Fjallbace.

Uwaga, to co poniżej to jeden wielki spojler.

Akcja płynie, a raczej toczy się - ledwo zipiąc - po trzech torach. Logika podpowiada, że w końcu te wątki się ze sobą połączą i zaskoczą wytrwałego czytelnika, którego cierpliwość i zainteresowanie z każdą stroną uciekają jak powietrze z dziurawego balona. A tu figa z makiem. Wątek o czarownicach zostaje podsumowany zdaniem, mniej więcej w ten deseń: i ona rzuciła klątwę a potomkowie osób na których został rzucona klątwa byli później nieszczęśliwi =D yeah =D zabójstwa dwóch czteroletnich dziewczynek "na pewno coś łączy" - jak powiadają wszyscy bohaterowie powieści i przypominają o tym czytelnikowi co trzy strony, a się okazuje, że jednak nic ich nie łączy. Rozwiązanie zagadki jest tak drętwe i kulawe, że miałam ochotę cisnąc czytnikiem o ścianę, ale co mój biedny Obsidjanek -Tadzik winien?

Na dokładkę wątek obyczajowy jest gorzej niż niestrawny. Irytujący, banalny i nuuudny (tu w sumie bez niespodzianki, bo zawsze taki był;))

Aby było z lekka śmiechowo Autorka poczęstowała czytelnika porcją absurdu lub też - jak kto woli - średnio wypieczonym stekiem... bzdur. Jak chociażby to, że podczas sekcji zwłok bardzo zestresowany i zamyślony lekarz tak po prostu zapomniał usnąć kuli z ciała denata =D, albo jeszcze lepsze - nie sprawdzono, czy osoba, która popełniła samobójstwo strzelając sobie w głowę była prawo czy leworęczna (co by zrobiła ta szwedzka policja bez Ericki, ojej, ojej). Ale najbardziej ubawił mnie szczeniaczek=) suczka oszczeniła się w nocy a rankiem szczeniaczek ten patrzył na ludzi brązowymi oczkami i, uwaga, merdał ogonkiem na ich widok =D
Mnóstwo takich smaczków i idiotycznych zapchajdziur. Wieczór panieński, przygotowania do ślubu, pisanie książki przez Erickę i, aby było "ciekawiej", autorka doładowała problem rasizmu i uprzedzenia do uchodźców z Syrii.

No koszmarek...

pokaż więcej

 
2017-11-22 16:49:09
Ma nowego znajomego: Teresa
 
2017-11-15 22:07:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Barnim come back!

Polski MacGyver vel Robin Hood vel Bear Grylls vel Casanova powrócił =) i jest to powrót z prawdziwego zdarzenia, bo... cofamy się aż do czasów dzieciństwa Barnima.

Piętnastoletniego Barnima odnajdujemy tym razem w Targirze – nadmorskiej miejscowości. Bieda i głód zmuszają go do intensywnego poszukiwania pracy. Miejscowy rybak przedstawia mu ofertę nie do odrzucenia. Na...
Barnim come back!

Polski MacGyver vel Robin Hood vel Bear Grylls vel Casanova powrócił =) i jest to powrót z prawdziwego zdarzenia, bo... cofamy się aż do czasów dzieciństwa Barnima.

Piętnastoletniego Barnima odnajdujemy tym razem w Targirze – nadmorskiej miejscowości. Bieda i głód zmuszają go do intensywnego poszukiwania pracy. Miejscowy rybak przedstawia mu ofertę nie do odrzucenia. Na dnie morza leży wrak statku St Anna. Jest wrak, są skrzynie ze skarbem. I Barnim ma za zadanie, po pierwsze – nauczyć się nurkować, po drugie – wydobyć skarb, którym prawdopodobnie są ogromne ilości srebrnych monet. Ale! Jak się okaże, nie tylko brak umiejętności nurkowania stanowi dla Barnima przeszkodę. Przeciwnikiem okaże się także człowiek...

Kto by pomyślał, że Barnim może być takim nieopierzonym, wstydliwym wyrostkiem =D całkiem przyjemnie czytało się o Barnimie, który się zaczerwienił, zawstydził i czegoś dopiero uczył. Ale Barnim nie byłby sobą, gdyby chociaż raz, nawet w 44 stronicowym opowiadaniu, nie pochędożył ;) bo – a jakże – i wątek miłosny się znalazł. W tym opowiadaniu mamy wszytko to, co ukształtowało Barnima w takiego chojraka jakiego znamy z Barnim Ogień (czy opowiadania Barnim Kamienie). Pierwsze nieśmiało rozwijające uczucie do Klary, przyjaźń z Alim i przekonanie o tym, że władze kościelne niekoniecznie kierują się tylko "miłością bliźniego".

Główny bohater tradycyjnie wpada w tarapaty i tradycyjnie się z nich wydostaje. Szczypta szczęścia, sporo umiejętności i odrobina humoru.

Krótkie, ale treściwe opowiadanie wzbogacone obrazem kształtowania się hartu ducha głównego bohatera oraz niepokojącą wizją świata. Jest idealnym wstępem i "zachęcaczem" do sięgnięcia po kolejne odsłony przygód Barnima. Zdecydowanie warto=)

http://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2017/10/barnim-srebro-bernard-berg.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
701 488 6788
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (120)

Ulubieni autorzy (10)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd