Medellin 
Lubię podróżować do miejsc, które znam z literatury. Często też zabieram w podróż książki autorów związanych z miejscami, do których się udaję. Uwielbiam papierowe książki i takie same listy, których prawie nikt już do mnie nie pisze. ................................................................................................................. Generalnie akceptuję wszystkie zaproszenia. Nie znoszę zakładki "Chcę przeczytać". Jeśli Ty wprost przeciwnie, uwielbiasz ją, to ostrzegam, że mogę nie przyjąć Twojego zaproszenia, lub usunąć Cię z listy znajomych, gdyż uniemożliwia mi to obserwowanie aktywności innych osób. Podobnie może się stać z "kolekcjonerami znajomych". Apeluję do wszystkich o usuwanie mało istotnych informacji magicznym przyciskiem "Usuń aktywność".
43 lat, mężczyzna, Beskid Niski, status: bibliotekarz, dodał: 48 książek i 3 cytaty, ostatnio widziany 16 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-18 18:42:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura hiszpańska, Posiadam

Okładka książki może niespecjalnie zachęca czytelników lubiących nieco ambitniejszą literaturę, ale streszczenie na odwrocie już bardziej. Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie perspektywa uczestnictwa w trzydniowej wyjazdowej konferencji sprawozdawczej zupełnie "na sucho", czyli mówiąc krótko zapowiadało się na nieznośną nudę. Jako mało ważny członek konferencji zdecydowałem się... Okładka książki może niespecjalnie zachęca czytelników lubiących nieco ambitniejszą literaturę, ale streszczenie na odwrocie już bardziej. Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie perspektywa uczestnictwa w trzydniowej wyjazdowej konferencji sprawozdawczej zupełnie "na sucho", czyli mówiąc krótko zapowiadało się na nieznośną nudę. Jako mało ważny członek konferencji zdecydowałem się urozmaicić sobie czas i nie przeszkadzając nikomu, czytać sobie w kąciku literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Wybór padł na to hiszpańskie czytadło.

Zachęcony tym, że akcja książki rozgrywa się w noc sylwestrową - a to zawsze jest dobry wątek literacki i filmowy (choćby "Ostatni sylwester ludzkości" Niccolo Ammanitiego i jego ekranizacja "Noworoczny koniec świata" Marco Risiego"), sięgnąłem po "O matko!". Jest to dość lekka a nawet groteskowa relacja z noworocznego spotkania w mieszkaniu tytułowej matki rodu. Zaproszeni goście to: mający pecha w miłości syn gej, dwie bardzo od siebie różne córki, partnerka jednej z nich, podstarzały casanova czyli brat gospodyni, brzydka i lekko rozhisteryzowana suczka tejże i ogromny, dość niezdarny wiecznie zaśliniony pies (dog niemiecki) syna. Niezaproszeni: były mąż a zarazem ciągle aktualny aczkolwiek od zawsze nieobecny ojciec, ex-partnerzy/partnerki dzieci i wujka, nawiedzona na punkcie New Age przyjaciółka gospodyni oraz była gosposia-kleptomanka. Jest także, wzorem naszej wigilii, pusty talerz a przed nim "Krzesło Nieobecności".

Rodzinna menażeria jest barwna i dość mocno nierozumiejąca się między sobą, widoczne są wzajemne animozje, pretensje i rozczarowania. Każdy przychodzi z własnym bagażem nieszczęść i frustracji, za to pełen nadziei na lepszy nowy rok. Różnice temperamentów i światopoglądów nie wróżą spokojnego przyjęcia... i tyle zdradzę treści.

Po długich wahaniach między ocenami 4 i 5 gwiazdek, daję ostatecznie aż 6.
Uzasadnienie:
Plusy:
- byłem świadomy, że biorę do ręki typowe czytadło i tylko w kategorii czytadeł oceniam - dość wysoko, bo książka niesie w sobie pozytywny i nienaładowany dydaktyzmem przekaz,
- duża (ale mogłaby być większa) dawka humoru,
- barwne postaci,
- przyjazny dla oczu druk i układ tekstu,
- w sumie odprężająca treść.
Łyżka dziegciu (może więcej niż jedna):
- czytadło, czytadło, czytadło - rygorystyczni miłośnicy "literatury wysokich lotów" raczej pluną jadem na to mało ambitne dzieło,
- niedociągnięcia fabuły,
- niedopracowani bohaterowie, zwłaszcza narrator czyli syn gospodyni.

Po długich wahaniach - 6 za ciepło płynące z tej książki, bo przecież: "Rodzina to jest siła"!

pokaż więcej

 
2018-11-14 00:04:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mikołajewski po raz siódmy! I jest to dla nas obydwu siódemka szczęśliwa, dla autora - gdyż wysoko go oceniam; dla mnie - lektura tomiku była przyjemnymi chwilami oderwania się od codzienności. Właściwie z każdą kolejną książką oceniam tego autora coraz wyżej i zastanawiam się czy to dlatego, iż pisze on coraz ciekawiej czy może mój gust się po prostu wyrabia i dojrzałem do tej poezji. Nie... Mikołajewski po raz siódmy! I jest to dla nas obydwu siódemka szczęśliwa, dla autora - gdyż wysoko go oceniam; dla mnie - lektura tomiku była przyjemnymi chwilami oderwania się od codzienności. Właściwie z każdą kolejną książką oceniam tego autora coraz wyżej i zastanawiam się czy to dlatego, iż pisze on coraz ciekawiej czy może mój gust się po prostu wyrabia i dojrzałem do tej poezji. Nie zawsze tak było, czasami wręcz zarzucałem mu brzydotę utworów.

No cóż, w tym tomiku brzydoty trudno się doszukiwać, bo nawet to co zwyczajne opisane jest pięknie. Podoba mi się występujący w dwóch utworach "pisane na skórze" i "wiersz najlepszy" (zostawiam oryginalny zapis tytułów małymi literami) motyw pisania wierszy na ciele.

Dojrzałość w najlepszym wydaniu przemawia z wiersza "ripeness is all", w którym bohater opowieści godzi się koniecznością śmierci i z kapryśnością miłości. Miłość emanuje z wiersza "wiesz?", gdzie wspólna przeszłość/teraźniejszość porównana jest do triesteńskiego czy rzymskiego antykwariatu. Niejednoznaczna, a przez to intrygująca jest miłość "kochanków z hasanlu", z kolei w "placu płaczących mężczyzn" jawi się ona w sposób zupełnie zaskakujący.

Mikołajewski mocno związany jest z Włochami i kraj ten przewija się w postaci impresji w kilku wierszach, oprócz wspomnianego już wcześniej "wiesz?" najciekawiej bodajże i najróżnorodniej poeta przywołuje miejsca i ludzi w wierszu "z nieczytelnych zapisków gdzieś na obrusiku".

P.S. Ze względu na mój coraz lepszy odbiór jego tekstów i przyjaźń pana Mikołajewskiego z moimi ukochanymi poetkami Julią Hartwig i Wisławą Szymborską, dodaję go do ulubionych autorów.

pokaż więcej

 
2018-11-13 13:30:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Seria: Reportaż

Uwielbiam wyspy, zwłaszcza te zagubione na oceanach. Już jako dziecko brałem atlas i wpatrywałem się w kontury tych tajemniczych dla mnie okruchów. Potem przyszła lektura czasopisma "Poznaj Świat", gdzie te skrawki lądu przestawały być tylko "piegami na mapie" ale zyskiwały krajobrazy, twarze mieszkańców i niesamowicie ciekawe historie. Książka panów Michalskiego i Wasielewskiego przypomina mi... Uwielbiam wyspy, zwłaszcza te zagubione na oceanach. Już jako dziecko brałem atlas i wpatrywałem się w kontury tych tajemniczych dla mnie okruchów. Potem przyszła lektura czasopisma "Poznaj Świat", gdzie te skrawki lądu przestawały być tylko "piegami na mapie" ale zyskiwały krajobrazy, twarze mieszkańców i niesamowicie ciekawe historie. Książka panów Michalskiego i Wasielewskiego przypomina mi te dawne dobre czasy, gdyż jest po prostu świetnie napisana - pan Wasielewski zresztą oczarował mnie i zdegustował jednocześnie (ale to już nie jego wina) rewelacyjnie opisując historię i ponurą współczesność wyspy Pitcairn.

Wyspy Owcze przedstawione w tym reportażu jawią się czytelnikowi zarówno jako wabiące nawiedzeńców romantyzmem odległości i zagubienia na oceanie ale też i odarte z romantyzmu, smagane wichrami i spowite mgłą miejsce, w którym przyszło żyć kilkudziesięciu tysiącom Farerów.

Autorzy w czasie swoich licznych podróży na Wyspy Owcze mieli okazję spotkać i poznać wielu ich mieszkańców. Relacje z tych spotkań dają czytelnikowi barwny korowód (nawiązuję do narodowego farerskiego tańca) postaci, które jawią się często jako dość dziwaczna zbieranina odludków i ekscentryków zyskujących przy bliższym poznaniu.

Liczne wątki reportażu mogą kojarzyć się z szybkim pstrykaniem migawki aparatu, ale wcale tak nie jest, gdyż autorom udało się oddać nieśpiesznego ducha Wysp Owczych i ich mieszkańców. Mamy czas, żeby każdemu z bohaterów książki przyjrzeć się i wysłuchać jego historii.

Lektura tego reportażu daje także czytelnikowi lekcję pokory. Bo przecież niejeden z nas chciałby pojechać na Wyspy Owcze, choćby po to, żeby "zaliczyć" nowy, mało znany kraj - po prostu kupić bilet w biurze podróży i jechać, w końcu to nie tak daleko. Ale nie tędy droga. Uważny czytelnik po przeczytaniu tej książki nabierze do Wysp Owczych większego szacunku i dokładnie przemyśli cel swojej wyprawy, bo na spotkanie z tak ciekawym krajem nie wypada pojechać nieprzygotowanym.

pokaż więcej

 
2018-11-10 18:00:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Typowa współczesna poezja polska, pisana wierszem białym. Zaledwie 12 utworów na 11 stronach tekstu nie pozwala na choćby powierzchowne zapoznanie się z dorobkiem poety. Ten bardzo skromny wybór niewiele mówi czytelnikowi: liczne, a nawet bardzo liczne personifikacje i niewiele więcej; treść raczej nic nie mówiąca, gdyż metafory skutecznie ją udziwniają. Jeśli uda mi się przeczytać bardziej... Typowa współczesna poezja polska, pisana wierszem białym. Zaledwie 12 utworów na 11 stronach tekstu nie pozwala na choćby powierzchowne zapoznanie się z dorobkiem poety. Ten bardzo skromny wybór niewiele mówi czytelnikowi: liczne, a nawet bardzo liczne personifikacje i niewiele więcej; treść raczej nic nie mówiąca, gdyż metafory skutecznie ją udziwniają. Jeśli uda mi się przeczytać bardziej obszerne dzieło pana Czopa, to być może podniosę ocenę, a póki co niniejszy wybór niespecjalnie do mnie przemawia.

pokaż więcej

 
2018-11-08 08:56:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Pewnie nie napiszę niczego nowego, niż to co zostało napisane na okładce tomiku. Jest w nim duży ładunek spokoju, nawet jeśli poetka pisze o czasach niespokojnych, wojnach czy terrorze. Spokój emanuje z wierszy o miłości, pełne są one rytmu, takiego kołyszącego, jak raz po raz rysująca łuki w przestrzeni huśtawka, czy dziecięca kołyska. Nawet wiersze o starości czy śmierci pełne są... Pewnie nie napiszę niczego nowego, niż to co zostało napisane na okładce tomiku. Jest w nim duży ładunek spokoju, nawet jeśli poetka pisze o czasach niespokojnych, wojnach czy terrorze. Spokój emanuje z wierszy o miłości, pełne są one rytmu, takiego kołyszącego, jak raz po raz rysująca łuki w przestrzeni huśtawka, czy dziecięca kołyska. Nawet wiersze o starości czy śmierci pełne są cierpliwości i zrozumienia, bo to przecież jest coś normalnego, coś co przyjść musi i nie ma co się temu wyrywać.

Poezja Anny Janko sprawia, że chce się do niej wracać, żeby znów ją poczuć tak jak czuje się na skórze muśnięcie ulubionej i długo wyczekiwanej pory roku. Tak więc będę z pewnością wracał do jej wierszy. Polecam.

pokaż więcej

 
2018-11-07 00:13:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

Moje pierwsze spotkanie z Wojciechem Bonowiczem. Jest mi trudno jednoznacznie odnieść się do tego tomiku. Z jednej strony są tu słabo dla mnie zrozumiałe krótkie utwory (te najkrótsze), które nie bardzo wiem co mają wyrażać. Z drugiej jest coś, co lubię u wielu współczesnych poetów - malowanie słowem obrazów. Tutaj co najmniej kilka wierszy nadawałoby się do tego, żeby je zamienić w fotografie... Moje pierwsze spotkanie z Wojciechem Bonowiczem. Jest mi trudno jednoznacznie odnieść się do tego tomiku. Z jednej strony są tu słabo dla mnie zrozumiałe krótkie utwory (te najkrótsze), które nie bardzo wiem co mają wyrażać. Z drugiej jest coś, co lubię u wielu współczesnych poetów - malowanie słowem obrazów. Tutaj co najmniej kilka wierszy nadawałoby się do tego, żeby je zamienić w fotografie albo krótkie sceny z filmów, tych wyświetlanych tylko raz w Dyskusyjnym Klubie Filmowym dla widzów nieidących za mainstreamowymi modami. Utwory: "Wiersz", "Mnóstwo kłopotów", "Zajęcia", "Staruszek", "Modlitwa wielkiego ciała" czy "Kilka litrów" mogłyby z powodzeniem zostać zamienione w takie sceny.

pokaż więcej

 
2018-11-05 21:51:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” jest nie byle jaką biografią poetki, gdyż została napisana przez Michała Rusinka, który przez ostanie piętnaście lat życia noblistki był jej osobistym sekretarzem. Funkcję tę miał pierwotnie pełnić przez zaledwie kilka, najwyżej kilkanaście tygodni, od czasu „tragedii sztokholmskiej” – jak określił przyznanie nagrody jeden z przyjaciół Szymborskiej –... „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” jest nie byle jaką biografią poetki, gdyż została napisana przez Michała Rusinka, który przez ostanie piętnaście lat życia noblistki był jej osobistym sekretarzem. Funkcję tę miał pierwotnie pełnić przez zaledwie kilka, najwyżej kilkanaście tygodni, od czasu „tragedii sztokholmskiej” – jak określił przyznanie nagrody jeden z przyjaciół Szymborskiej – do odebrania jej w czasie dorocznej uroczystości w obecności króla Szwecji. Słowo „tragedia” nie jest wcale wielką przesadą, jeśli bierze się pod uwagę ogromne umiłowanie spokoju i skromność, z których znana była Szymborska. Dla osoby, która otaczała się garstką zaufanych przyjaciół i unikała rozgłosu i bycia w centrum uwagi, takie wyróżnienie oznaczało wywrócenie jej spokojnego i bezpiecznego mikroświata do góry nogami. Sekretarz, czyli człowiek, który wziąłby na siebie cały ciężar ogarnięcia zalewu korespondencji, rozmów z prywatnymi osobami i instytucjami oraz przede wszystkim zapewniający izolację poetki od świata zewnętrznego bez obrażania tysięcy zachwyconych i dumnych wielbicieli wydawał się nieodzowny.

„Nic zwyczajnego” jest pełne niezwykle ciepłych, ale nie laurkowych wspomnień Michała Rusinka o Wisławie Szymborskiej. Połączyła ich wspólna praca, poczucie humoru, podróże i... prawdziwa przyjaźń, choć bez przesadnego spoufalania się i przechodzenia na „ty”. Szymborska, dzięki posiadaniu sekretarza mogła, tak jak chciała, pozostać osobą, a nie osobistością. Pierwszy sekretarz – jak nazwała Rusinka – był z nią do końca, aż do ostatnich chwil.

pokaż więcej

 
2018-10-16 08:54:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Zwykle oceniam tomiki Ewy Lipskiej 10/10, w przypadku tego odstąpię jednak od swojego zwyczaju, gdyż pomimo nominacji do Nagrody "Nike", nie urzekł mnie tak jak inne. Może odwykłem od czytania wierszy pani Lipskiej, a może one same zaczęły ewoluować w coraz bardziej obcą mi stronę hermetycznych skrótów myślowych. Oczywiście jest tu widoczny niepodrabialny styl poetki, jej stałe poszukiwania... Zwykle oceniam tomiki Ewy Lipskiej 10/10, w przypadku tego odstąpię jednak od swojego zwyczaju, gdyż pomimo nominacji do Nagrody "Nike", nie urzekł mnie tak jak inne. Może odwykłem od czytania wierszy pani Lipskiej, a może one same zaczęły ewoluować w coraz bardziej obcą mi stronę hermetycznych skrótów myślowych. Oczywiście jest tu widoczny niepodrabialny styl poetki, jej stałe poszukiwania novum i wnikliwa obserwacja zdarzeń ale brakuje mi takiej prozaicznej "urody" słowa. Może robię się z wiekiem sentymentalny?

Dość wybrzydzania! Skoro oceniam tomik jako bardzo dobry, to podam kilka argumentów za tym, że jednak taki jest.
- "O sobie bez narzekań" - rewelacja!
- Podobnie "Wokół naszej miłości" - trochę stylistycznie przypomina mi niektóre wiersze Szymborskiej.
- Interesujący jest także "Johannes Kepler".
- Piękne nawiązania do przemijania i nietrwałości, jak choćby w "Zbiorach listów miłosnych"

pokaż więcej

 
2018-09-16 22:44:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura francuska

Zostawić wszystko za sobą, zerwać z przeszłością, uciec od dotychczasowych problemów, ukryć się przed światem jak najdalej, tak daleko, że dalej nie ma już nic, jest tylko krawędź mapy. Czyż taki cel nie przyświecał od setek lat niezliczonym rzeszom marynarzy, piratów i innej maści awanturników? Ci szeregowi członkowie wypraw byli świadkami wielkich odkryć geograficznych, wytyczania nowych... Zostawić wszystko za sobą, zerwać z przeszłością, uciec od dotychczasowych problemów, ukryć się przed światem jak najdalej, tak daleko, że dalej nie ma już nic, jest tylko krawędź mapy. Czyż taki cel nie przyświecał od setek lat niezliczonym rzeszom marynarzy, piratów i innej maści awanturników? Ci szeregowi członkowie wypraw byli świadkami wielkich odkryć geograficznych, wytyczania nowych szlaków handlowych i kreowania kolonialnych potęg na odległych lądach, morzach i oceanach świata. Kiedy ich kapitanowie przechodzili do historii, oni sami skupiali się na swojej ciężkiej pracy, na zatapianiu trosk w alkoholu, na utrzymywaniu swojej pozycji w grupie poprzez udział w bijatykach, być może nie byli nawet świadomi wydarzeń, w których uczestniczyli. A kiedy wszystko zostało już nazwane, odkryte i ustalone podobni im mężczyźni wiedli i wiodą nadal swój żywot uciekinierów na tysiącach statków, kutrów i łodzi pod niemal każdą szerokością geograficzną.

No właśnie... mężczyźni. Powyższy opis dotyczy świata, w którym w zasadzie nie ma miejsca dla kobiet. Z różnych względów: jako słabsze fizycznie nie przetrwałyby trudów ciężkiej, wymagającej ogromnej siły i sprawności pracy, nie poradziłyby sobie z napastowaniem przez współtowarzyszy wypraw, no i w końcu nie zostałyby przyjęte do załogi jako przynoszące pecha. Jeśli uparłyby się zderzać swój świat z twardym światem marynarzy, ich miejsce było właściwie tylko w portowych melinach, gdzie przechodziły przez różne kręgi upodlenia, rzadko uchodząc z życiem.

„Wielki marynarz” jest opowieścią o kobiecie, która w swojej ucieczce na krawędź świata łamie ten stereotyp i decyduje się na wejście w świat alaskańskich rybaków pracujących w niezwykle ciężkich warunkach pogodowych na kutrach. Co ją skłoniło do porzucenia słonecznej Prowansji i pognało na wyspę Kodiak u południowych wybrzeży Alaski? Dlaczego tak usilnie dąży do tego, żeby dotrzeć do Point Barrow, najbardziej na północ wysuniętego przylądka Stanów Zjednoczonych, gdzie, jak sobie to wyobraża, będzie mogła usiąść na krawędzi świata, wpatrzeć się w dal i być może nawet skoczyć w przepaść? Ale zanim (o ile w ogóle) osiągnie swój cel musi pokonać niezliczone przeszkody: udowodnić mężczyznom pracującym na kutrze, że będzie równorzędnym członkiem załogi wykonującym taką samą pracę jak oni; zmierzyć się z potężnym bólem fizycznym, który jest nieodłącznym elementem tej pracy; poradzić sobie z ukryciem swojej wrażliwości, bo jako kobieta, czyli istota, według wilków morskich, potencjalnie bardziej podatna na załamania, będzie nieustannie obserwowana; w końcu, chyba najtrudniejsze wyzwanie: poradzić sobie z miłością, która może pojawić się nawet w takich warunkach, a która na pewno nie ułatwi ucieczki od życia.

Powieść francuskiej pisarki Catherine Poulain jest niezwykłą, przypuszczalnie mocno opartą na własnych przeżyciach autorki relacją kobiety, która odnalazła swoje miejsce na kutrze łowiącym ryby na nieustannie wzburzonych wodach wokół Alaski. Czyta się ją lekko, jak dobrą książkę marynistyczną, gdyż Poulain niezwykle plastycznie opisuje pracę rybaków i ich zmagania z żywiołem zarówno tym wodnym, jak i tym wewnętrznym, który każe im topić smutki w alkoholu i nie pozwala nawet na chwilę spocząć, poszukać miłości i bezpiecznej przystani na lądzie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1251 389 27562
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (373)

Ulubieni autorzy (31)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd