Medellin 
Lubię podróżować do miejsc, które znam z literatury. Często też zabieram w podróż książki autorów związanych z miejscami, do których się udaję. Uwielbiam papierowe książki i takie same listy, których prawie nikt już do mnie nie pisze. ................................................................................................................. Generalnie akceptuję wszystkie zaproszenia. Nie znoszę zakładki "Chcę przeczytać". Jeśli Ty wprost przeciwnie, uwielbiasz ją, to ostrzegam, że mogę nie przyjąć Twojego zaproszenia, lub usunąć Cię z listy znajomych, gdyż uniemożliwia mi to obserwowanie aktywności innych osób. Podobnie może się stać z "kolekcjonerami znajomych". Apeluję do wszystkich o usuwanie mało istotnych informacji magicznym przyciskiem "Usuń aktywność".
43 lat, mężczyzna, Beskid Niski, status: bibliotekarz, dodał: 49 książek i 3 cytaty, ostatnio widziany 3 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-05 17:53:01
Autor:
Cykl: Muminki (tom 6)

"Zima Muminków" to jedna z moich absolutnie najbardziej ulubionych książek - pokuszę się nawet o stwierdzenie, że najbardziej ulubiona i niewiele tu się zmieniło od ponad trzydziestu pięciu lat, kiedy to jako kilkulatek przeczytałem ją po raz pierwszy i całkowicie uległem jej urokowi, a dodam, że nie jest to urok ckliwy.

Cóż zatem książka ta ma w sobie tak niezwykłego? Czym różni się...
"Zima Muminków" to jedna z moich absolutnie najbardziej ulubionych książek - pokuszę się nawet o stwierdzenie, że najbardziej ulubiona i niewiele tu się zmieniło od ponad trzydziestu pięciu lat, kiedy to jako kilkulatek przeczytałem ją po raz pierwszy i całkowicie uległem jej urokowi, a dodam, że nie jest to urok ckliwy.

Cóż zatem książka ta ma w sobie tak niezwykłego? Czym różni się chociażby od pozostałych ośmiu opisujących życie Muminków i ich przyjaciół? Co wreszcie sprawia, że wracam do niej raz po raz z niegasnącym zachwytem i za każdym razem odkrywam w niej nowe wymiary mądrości życiowej?

Niezwykłość "Zimy Muminków" - tutaj muszę odwołać się do treści - polega na tym, że protagonista cyklu wybudza się ze snu zimowego jeszcze w grudniu i nie jest w stanie ponownie zahibernować, jedyne co może to zapadać w zwykły sen, w jaki zapada się każdej doby. Muminek odkrywa, że najbardziej znane miejsca, jakim są własny dom, ogród, kabina kąpielowa czy też dolina płynącego obok domu strumyka stały się zupełnie innymi, tajemniczymi, prawie obcymi miejscami, w dodatku zamieszkałymi przez równie obce istoty. Oznacza to, że wszystko jest nowe i w zasadzie wszystkiego należy się na nowo uczyć.

"Zima Muminków" bardziej chyba niż którakolwiek z pozostałych części serii skupia się na motywie rozwoju osobowości głównego bohatera. Nienaturalna dla niego sytuacja wymusza niejako na tym spokojnym i ostrożnym trollu dostosowanie się do warunków, w których nie dość, że musi raz po raz mieć za sobą różne swoje "pierwsze razy", to w dodatku odbywa je jako pierwszy przedstawiciel swojego gatunku. Powagi sytuacji nadaje fakt, że musi on mierzyć się z wyzwaniami samotnie, gdyż najbliżsi krewniacy pogrążeni są we śnie, a egocentryczna, ekstrawertyczna, bardziej dojrzała i łatwiej przystosowująca się do nowych warunków przyjaciółka (Mała Mi) z euforią i brawurą odkrywa zimę dla siebie samej. Jest wprawdzie w tej zimowej opowieści postać będąca w pewnym sensie dobrym duchem opiekuńczym Muminka - jest nią Too-tiki, ale jej opieka nad naszym bohaterem wcale, przynajmniej w jego odczuciu, nie wygląda na opiekę. Muminek poznaje Too-tiki jako silną, samodzielną i z pozoru nie dbającą o odczucia innych postać. Odbiera ją jako szorstką, niemalże opryskliwą, kiedy ucina ona jego zgłaszane pretensje do przedmiotów należących do rodziny Muminków. Too-tiki nie tłumaczy Muminkowi od razu wszystkiego, pozwala mu samodzielnie dostrzegać nowe aspekty życia, uczyć się na własnych błędach i wyzbywać się dziecięcego egoizmu.

"Zima Muminków" jest jedną z najpiękniejszych książek o nauce szacunku dla inności - celowo piszę "szacunek" a nie "tolerancja", gdyż to drugie słowo zawiera w sobie pewne poczucie wyższości. Muminek poznaje nowe dla siebie stworzenia, których nie spotykał nigdy dotąd. Wiele z nich zamieszkuje jego dom i najbliższą okolicę, niektóre nie są zbyt przyjazne, ale Muminek, przy drobnym "naprowadzaniu" przez Too-tiki dostrzega, że nie należy starać się każdego "oswajać" i narzucać mu swojego postrzegania świata, że niektórych po prostu należy pozostawić samym sobie, a w innych, których odruchowo oceniamy jako złych, przy odrobinie empatii możemy odkryć istoty samotne czy cierpiące. Zaznaczyłem, że wolę używać słowa "szacunek" zamiast "tolerancja", ale i o tolerancji książka ta mówi całkiem sporo, gdyż Muminek spotyka postaci, jak choćby wyjątkowo hałaśliwego i hiperaktywnego Paszczaka, których nie jest w stanie polubić. Scena rozmowy tych dwóch bohaterów, w której Muminek próbuje się pozbyć Paszczaka, jest jedną z najlepszych, moim zdaniem, scen ilustrujących dojrzewanie i uczenie się asertywności i odpowiedzialności za wypowiedziane słowa.

Moje kolejne czytanie "Zimy Muminków" tym razem głośne, dla pewnej pięcioletniej damy, to okazja do odkrywania ewolucji postrzegania dzieł literackich, tego że młodzi ludzie faktycznie powtarzają te same wzorce percepcji, które i nas dotyczyły. Dla mojej bratanicy, Muminki to przede wszystkim przygody i tajemnicze ilustracje; dla mnie okazja do refleksji nad tym jak sam się zmieniam i dojrzewam. Z każdym kolejnym czytaniem "Zimy Muminków" coraz bardziej dociera do mnie jak genialną pisarką była Tove Jansson, skoro wykreowała świat, w którym pięcioletnie dziecko spędzi godziny wypełnione przygodami bohaterów, nastolatek z nie mniejszym zainteresowaniem nauczy się wyrażania emocji i brania odpowiedzialności za innych, a czterdziestokilkulatek odkryje pokłady humanizmu, głębię psychologiczną relacji bohaterów, a także wiele aspektów filozoficznych. Aż mnie korci, żeby się zestarzeć i przy kolejnych czytaniach odkryć nowe wymiary mądrości życiowej zawartej w "Zimie Muminków" :)

pokaż więcej

 
2018-12-30 11:43:27

Książka Gafurowa to obszerne dzieło przedstawiające historię ludów Azji Środkowej od czasów prehistorycznych aż do wieku XVIII. Autor dokładnie przedstawia różnorodne aspekty życia w opisywanym regionie na tle dziejów poszczególnych cywilizacji, dużo miejsca poświęca kulturze materialnej i niematerialnej.

Największą wadą "Dziejów i kultury ludów Azji Centralnej" jest wszechobecne nadużywanie...
Książka Gafurowa to obszerne dzieło przedstawiające historię ludów Azji Środkowej od czasów prehistorycznych aż do wieku XVIII. Autor dokładnie przedstawia różnorodne aspekty życia w opisywanym regionie na tle dziejów poszczególnych cywilizacji, dużo miejsca poświęca kulturze materialnej i niematerialnej.

Największą wadą "Dziejów i kultury ludów Azji Centralnej" jest wszechobecne nadużywanie odniesień marksistowskich do opisywanych epok. "Walka klas" i tym podobne anachronizmy widoczne nawet w opisach najdawniejszych epok mocno rażą współczesnego czytelnika, niemniej jednak po "odsianiu" wstawek ideologicznych książka ta jest wartościowym dziełem dla osób pragnących zgłębić historię Azji Środkowej. Dużym plusem jest bardzo szczegółowa bibliografia zawierająca różnorodne, w tym zachodnie źródła.

pokaż więcej

 
2018-12-30 09:34:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Ciekawa książka dla osób, które w trakcie zwiedzania kościołów czy muzeów zastanawiają się nad tym, kogo przedstawia dany obraz czy rzeźba. Oprócz atrybutów najważniejszych świętych, których wizerunki można znaleźć w Polsce, książka ta prezentuje listy tematyczne dotyczące patronów związanych z miejscowościami, państwami, częściami ciała, chorobami, zawodami itp. Autorka wyjaśnia także... Ciekawa książka dla osób, które w trakcie zwiedzania kościołów czy muzeów zastanawiają się nad tym, kogo przedstawia dany obraz czy rzeźba. Oprócz atrybutów najważniejszych świętych, których wizerunki można znaleźć w Polsce, książka ta prezentuje listy tematyczne dotyczące patronów związanych z miejscowościami, państwami, częściami ciała, chorobami, zawodami itp. Autorka wyjaśnia także znaczenie poszczególnych symboli w malarstwie. Miłośnicy żywotów świętych również znajdą coś dla siebie, gdyż najbardziej popularnym świętym poświęcono osobne notki hagiograficzne.

pokaż więcej

 
2018-12-25 15:27:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Znak poezja". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Tomik do nieśpiesznego czytania, w przeciwnym razie grozi zalew motywów, miejsc, postaci, nawiązań językowych i wszelakich innych. Poeta z wprawą lingwisty i erudyty łączy powyższe elementy, nadaje im stałą formę, wprowadza coraz to inne miejsca i czas - chwila nieuwagi i łatwo się pogubić. Na szczęście nie jest to bełkot nowicjusza chcącego za wszelką cenę zaistnieć i zaskoczyć formą, tylko... Tomik do nieśpiesznego czytania, w przeciwnym razie grozi zalew motywów, miejsc, postaci, nawiązań językowych i wszelakich innych. Poeta z wprawą lingwisty i erudyty łączy powyższe elementy, nadaje im stałą formę, wprowadza coraz to inne miejsca i czas - chwila nieuwagi i łatwo się pogubić. Na szczęście nie jest to bełkot nowicjusza chcącego za wszelką cenę zaistnieć i zaskoczyć formą, tylko dobrze przemyślana (aczkolwiek nieco długawa) całość.

pokaż więcej

 
2018-12-23 09:56:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

Jak to dobrze, że stara dobra poezja jeszcze może od czasu do czasu przebić się przez ten niemiłościwie nam panujący zalew bylejakości, który pretenduje do bycia poezją naszych czasów.

Czytając "Stance" ucieszyłem się, że jeszcze są poeci, którzy nie boją się rymować. Przecież można tak pięknie za pomocą ustalonej liczby wersów i rymujących się słów tak wiele wyrazić. Pan Kronhold w swoich...
Jak to dobrze, że stara dobra poezja jeszcze może od czasu do czasu przebić się przez ten niemiłościwie nam panujący zalew bylejakości, który pretenduje do bycia poezją naszych czasów.

Czytając "Stance" ucieszyłem się, że jeszcze są poeci, którzy nie boją się rymować. Przecież można tak pięknie za pomocą ustalonej liczby wersów i rymujących się słów tak wiele wyrazić. Pan Kronhold w swoich wierszach zawarł tyle refleksji nad życiem, dobroci i czułości. Nawet kiedy pisze o rzeczach drobnych i błahych jak choćby gałka muszkatołowa, robi to tak delikatnie i z szacunkiem dla tych, którzy jego słowa czytają. Nie ma tu histerycznego słowotoku, rozdętego ego ani lingwistycznych popisów zaciemniających treść.

Żeby nie być gołosłownym przytoczę kilka wersów, które mnie rozczuliły:

"[...] słyszałem twoje stopy na wąziutkich schodach,
minęłaś mnie przy kuchni, musnąwszy bezwiednie,
jak pociąg towarowy z Trzebini do Krakowa [...]"

"Ogień skacze w piecyku, zygzakiem, frywolnie,
gdy ty się plączesz z gracją, jak postać biblijna, [...]"

Pierwotnie miałem dać 9/10, ale po powtórnym przeczytaniu niektórych wierszy podnoszę na 10/10.

pokaż więcej

 
2018-12-22 19:56:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

Cztery gwiazdki, czyli "Może być", bo na pięciogwiazdkowe "Przeciętna" według mnie nie zasługuje, aczkolwiek po pierwszych stronach tomiku byłem jak najbardziej na "tak", bo podobały mi się te wszystkie cytaty z rozmaitych dzieł kultury, popkultury, antykultury i postkultury - celowo wydziwiam, bo i Stańczyka poniosło. A poniosło go całkiem szybko i już po kilku utworach zaczęło się robić... Cztery gwiazdki, czyli "Może być", bo na pięciogwiazdkowe "Przeciętna" według mnie nie zasługuje, aczkolwiek po pierwszych stronach tomiku byłem jak najbardziej na "tak", bo podobały mi się te wszystkie cytaty z rozmaitych dzieł kultury, popkultury, antykultury i postkultury - celowo wydziwiam, bo i Stańczyka poniosło. A poniosło go całkiem szybko i już po kilku utworach zaczęło się robić trochę nudnawo, wtórnie i nijako. Niby bawi się w skojarzenia jak Masłowska i jak ona jest tu i ówdzie błyskotliwy, a gdzie indziej wulgarny, ale jakoś mnie to zupełnie nie podnieciło. Doceniam inteligencję autora i jego sprawność w dobieraniu słów, jednak gdyby te utwory były krótsze i po prostu mniej przegadane to chyba wyszłoby im to na lepsze. A może (co bardzo prawdopodobne) ja się zupełnie nie znam na współczesnej poezji.

pokaż więcej

 
2018-12-11 23:06:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

Nie każdy tomik Świetlickiego czyta mi się dobrze. Tym razem trafiłem na naprawdę udany. Bez wielkich eksperymentów formalnych - i to właśnie jest jego atut, bo wiersze nabierają spokoju i pewności nie tracąc przy tym wyrazistości. Wydziwiana forma wzbudza we mnie nieufność, gdyż kojarzy mi się z nerwowością i egoizmem, tu na szczęście cech tych nie widzę.

 
2018-12-08 17:36:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

Nie mogę inaczej, 10/10. Tak piszą najwybitniejsi z wybitnych. Zaledwie sześć wierszy, niewiele ponad trzydzieści stron tekstu, a tyle treści. Jest nawet "złoty pociąg", ten sam, którego tak usilnie obecnie poszukują zapaleńcy. Ale jest też inny pociąg...

"pociąg towarowy
wagony bydlęce
bardzo długi skład
[...]
ten pociąg
nie odjedzie
z mojej pamięci"

Różewicz, jak niewielu innych potrafi w...
Nie mogę inaczej, 10/10. Tak piszą najwybitniejsi z wybitnych. Zaledwie sześć wierszy, niewiele ponad trzydzieści stron tekstu, a tyle treści. Jest nawet "złoty pociąg", ten sam, którego tak usilnie obecnie poszukują zapaleńcy. Ale jest też inny pociąg...

"pociąg towarowy
wagony bydlęce
bardzo długi skład
[...]
ten pociąg
nie odjedzie
z mojej pamięci"

Różewicz, jak niewielu innych potrafi w lapidarny sposób opisać okrucieństwo wojny, właściwie nie pisząc o niej. Przywołuje przelotne obrazy ludzi, miejsc i wydarzeń tak, że nie sposób nie pochylić czoła przed ich wymownością.

Wiersze Różewicza poruszają swoim humanizmem, niezależnie od tego czy pisze o wielkich wydarzeniach dziejowych, wizytach na cmentarzach, deszczu w Krakowie czy o śniadaniu z przyjacielem.

pokaż więcej

 
2018-12-08 16:08:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

Tak właśnie powinno się pisać poezję! Zdania są czytelne, wyraziste i bogate w treść. Nie ma tutaj wydumanych form ani słowotwórczych eksperymentów zaciemniających odbiór utworów. Wiersze Zagajewskiego natomiast zdradzają to, że pisał je człowiek z klasą, oczytany, wrażliwy na piękno, potrafiący dostrzec to co dobre w innych ludziach, a jeśli coś go od nich różni, to opisać to z wielkim taktem... Tak właśnie powinno się pisać poezję! Zdania są czytelne, wyraziste i bogate w treść. Nie ma tutaj wydumanych form ani słowotwórczych eksperymentów zaciemniających odbiór utworów. Wiersze Zagajewskiego natomiast zdradzają to, że pisał je człowiek z klasą, oczytany, wrażliwy na piękno, potrafiący dostrzec to co dobre w innych ludziach, a jeśli coś go od nich różni, to opisać to z wielkim taktem i wyczuciem jak w "Żalu po utracie przyjaciela". Erudycja poety nie wpędza czytelnika w kompleksy ale zachęca do samodzielnych poszukiwań, do zgłębiania wątków nakreślonych w jego wierszach - aż chce się być w miejscach pojawiających się w nich, słuchać tej samej muzyki czy spotykać tych samych ludzi.

pokaż więcej

 
2018-12-08 10:18:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

No i co ja mam napisać? Że słabo rozumiem współczesną poezję - trochę wstyd. Że, nie podobał mi się ten tomik - skłamałbym, bo kilka wierszy było naprawdę dobrych. Że moje drugie spotkanie ze Świetlickim jest mniej udane niż pierwsze - to akurat prawda, ale najpierw czytałem nowy i zupełnie świeży tomik a ten może już się zleżał. Że podoba mi się szczerość poety - też prawda, bo rozbroił mnie... No i co ja mam napisać? Że słabo rozumiem współczesną poezję - trochę wstyd. Że, nie podobał mi się ten tomik - skłamałbym, bo kilka wierszy było naprawdę dobrych. Że moje drugie spotkanie ze Świetlickim jest mniej udane niż pierwsze - to akurat prawda, ale najpierw czytałem nowy i zupełnie świeży tomik a ten może już się zleżał. Że podoba mi się szczerość poety - też prawda, bo rozbroił mnie "Rozmawianiem". Że Świetlicki umie bawić się słowami i zaskakuje ich połączeniami - znów prawda. Póki co 6/10, ale może kiedyś zmienię zdanie.

pokaż więcej

 
2018-12-04 11:11:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Nieprzypadkowo okładkę nowego tomiku Dehnela ilustruje klisza rentgenowska przerobiona na płytę z muzyką. Na stronie B motyw ten zostanie wyjaśniony. Utwory zamieszczone w tomiku faktycznie przypominają utwory muzyczne ze starej winylowej płyty. Nie są to pojedyncze wiersze tylko ciągła ścieżka zmieniająca tonację, rytm i nastrój. Mamy czas wczuć się w tekst i jego melodię. Możemy uciec... Nieprzypadkowo okładkę nowego tomiku Dehnela ilustruje klisza rentgenowska przerobiona na płytę z muzyką. Na stronie B motyw ten zostanie wyjaśniony. Utwory zamieszczone w tomiku faktycznie przypominają utwory muzyczne ze starej winylowej płyty. Nie są to pojedyncze wiersze tylko ciągła ścieżka zmieniająca tonację, rytm i nastrój. Mamy czas wczuć się w tekst i jego melodię. Możemy uciec myślami do czasów Chopina, a potem płynnie przeniknąć do warszawskich mieszkań i ukradkiem spojrzeć w twarze ludzi tam mieszkających, wzdychających przez sen w czasie samotnych, od dekad takich samych nocy.


Molowa melodia utworów snuje się smętnie, od czasu do czasu znajdując rymy, po czym zwalnia, bierze szeroki rozmach, nabiera rytmu stukotu kół pociągu... Polska, Czechy, Słowacja, Rosja... potrzeba czułości, namiętność, żądza i znów samotność. Melodia zatacza coraz szersze kręgi.


Dehnel potrafi zahipnotyzować czytelnika zarówno formą jak i treścią. Wirtuozersko dobiera słowa, żongluje nimi, bawi się łącząc trywialne z patetycznymi w sposób chłodno przemyślany, a mimo tego poruszający.

pokaż więcej

 
2018-12-03 18:05:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura włoska, Posiadam, Ulubione
Seria: Podróże

Claudio Magris w esejach na temat motywu podróży w literaturze oczarowuje czytelnika już od pierwszej strony. W swojej przewrotnej "Przedmowie", która nota bene wcale przedmową nie jest ukazuje rozmaite aspekty podróży i przygotowania do nich. Podróże odbywamy zarówno w czasie, jak i przestrzeni, kiedy czytamy o podróżach i o nich piszemy - kiedy sami jako podróżujący pisarze jesteśmy poniekąd... Claudio Magris w esejach na temat motywu podróży w literaturze oczarowuje czytelnika już od pierwszej strony. W swojej przewrotnej "Przedmowie", która nota bene wcale przedmową nie jest ukazuje rozmaite aspekty podróży i przygotowania do nich. Podróże odbywamy zarówno w czasie, jak i przestrzeni, kiedy czytamy o podróżach i o nich piszemy - kiedy sami jako podróżujący pisarze jesteśmy poniekąd archeologami odczytującymi znaki ukryte pod innymi znakami i ratujemy je przed rzeką czasu budując arkę z papieru. Magris przedstawia samo czytanie o podróżach jako syreni śpiew, bo jak słusznie zauważa: "Kto podróżuje po papierze, zapomina niepostrzeżenie o życiu".

Ale jakże można się powstrzymać od podróżowania czy choćby od czytania o podróżach? Przecież całe nasze życie jest w pewnym sensie podróżą, czasem odbywaną samotnie, a czasem z wiernym współtowarzyszem, którego postrzeganie świata tak bardzo przenika się z naszym własnym, że kiedy los nas rozłączy, czujemy dogłębną pustkę i poczucie niepełności, nawet jeśli w przyszłości odbywamy podróże sami lub z innymi partnerami, to i tak długo, nieraz do końca dzielimy się wewnętrznie wrażeniami z tą oderwaną od nas częścią, jaką był ukochany człowiek.

"Przedmowa" jest tekstem rewelacyjnym, hipnotycznym i uwodzicielskim. Opisuje podróże jako coś, co daje człowiekowi poczucie wolności i bezpieczeństwa, wyzwolenia od wszelkich trosk, w pewnym sensie ucieczki od życia, które i tak goni za uciekającym jak apokaliptyczny jeździec, któremu na imię Strach. Jednym z najpiękniej przedstawionych spostrzeżeń autora jest to, że wszystkie podróże, które odbywamy w ciągu życia odciskają piętno na naszych twarzach. Nie powinniśmy go ukrywać, bo nasza twarz powinna pokazywać to co jest za nami, wszak kwitniemy, dojrzewamy ale też przemijamy.

"Podróż bez końca" to nie tylko "Przedmowa" ale także pozostałe teksty, pisane w ciągu ponad dwudziestu lat. Magris zabiera nas w podróż do miejsc, które odwiedza: do Hiszpanii, na wyspy rozproszone po Atlantyku, do Iranu, Wietnamu, Szwecji, Rosji, Kalifornii, Wiednia, Pragi, Warszawy i Krakowa. Z nim spotykamy na kartach esejów wielkich tego świata, żyjących i tych, których już nie ma z nami, zaglądamy do mieszkań pisarzy i innych artystów, uczestniczymy w wykładach odbywających się w pełnych salach w ważnych momentach dziejów ale też zwiedzamy w ciszy i samotności ogrody dawnej Persji. Widzimy w tych pięknych esejach przyjaźń w różnych odsłonach, a także miłość, która nas poruszy do głębi. A na samym końcu, powrócimy - dojrzalsi, spokojniejsi i bardziej szlachetni - powrócimy, bo podróżujemy po to, żeby wracać.

Za tak piękne eseje i uwiedzenie mnie słowem, Magris dołącza do moich ulubionych pisarzy, gdyż chcę jeszcze wielokrotnie być uwodzony w ten sposób.

pokaż więcej

 
2018-12-02 21:13:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Nominacja do Nagrody Literackiej "Nike"

Do tomiku Jarosza podchodziłem dwa razy i uświadomiłem sobie, że do tych wierszy nie można zasiąść ot, tak sobie z marszu i po prostu czytać. Moje pierwsze czytanie było takie trochę byle jakie, może z powodu zmęczenia, a może złej pogody. Nie czułem wrażliwości autora, a do tego irytowały mnie tytuły wierszy nijak mające się do treści. Za drugim razem, po całkowitym pominięciu tytułów (które... Do tomiku Jarosza podchodziłem dwa razy i uświadomiłem sobie, że do tych wierszy nie można zasiąść ot, tak sobie z marszu i po prostu czytać. Moje pierwsze czytanie było takie trochę byle jakie, może z powodu zmęczenia, a może złej pogody. Nie czułem wrażliwości autora, a do tego irytowały mnie tytuły wierszy nijak mające się do treści. Za drugim razem, po całkowitym pominięciu tytułów (które chyba już pozostaną dla mnie nierozwiązaną zagadką) wszedłem w świat poety i nie chciałem z niego wychodzić, bo okazało się, że jednak rozumiem jego wrażliwość i sposób przeżywania codzienności, zmian pór roku, naturalną kolej narodzin i śmierci, które tak prosto a zarazem poruszająco opisuje.

pokaż więcej

 
2018-11-18 18:42:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura hiszpańska, Posiadam

Okładka książki może niespecjalnie zachęca czytelników lubiących nieco ambitniejszą literaturę, ale streszczenie na odwrocie już bardziej. Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie perspektywa uczestnictwa w trzydniowej wyjazdowej konferencji sprawozdawczej zupełnie "na sucho", czyli mówiąc krótko zapowiadało się na nieznośną nudę. Jako mało ważny członek konferencji zdecydowałem się... Okładka książki może niespecjalnie zachęca czytelników lubiących nieco ambitniejszą literaturę, ale streszczenie na odwrocie już bardziej. Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie perspektywa uczestnictwa w trzydniowej wyjazdowej konferencji sprawozdawczej zupełnie "na sucho", czyli mówiąc krótko zapowiadało się na nieznośną nudę. Jako mało ważny członek konferencji zdecydowałem się urozmaicić sobie czas i nie przeszkadzając nikomu, czytać sobie w kąciku literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Wybór padł na to hiszpańskie czytadło.

Zachęcony tym, że akcja książki rozgrywa się w noc sylwestrową - a to zawsze jest dobry wątek literacki i filmowy (choćby "Ostatni sylwester ludzkości" Niccolo Ammanitiego i jego ekranizacja "Noworoczny koniec świata" Marco Risiego"), sięgnąłem po "O matko!". Jest to dość lekka a nawet groteskowa relacja z noworocznego spotkania w mieszkaniu tytułowej matki rodu. Zaproszeni goście to: mający pecha w miłości syn gej, dwie bardzo od siebie różne córki, partnerka jednej z nich, podstarzały casanova czyli brat gospodyni, brzydka i lekko rozhisteryzowana suczka tejże i ogromny, dość niezdarny wiecznie zaśliniony pies (dog niemiecki) syna. Niezaproszeni: były mąż a zarazem ciągle aktualny aczkolwiek od zawsze nieobecny ojciec, ex-partnerzy/partnerki dzieci i wujka, nawiedzona na punkcie New Age przyjaciółka gospodyni oraz była gosposia-kleptomanka. Jest także, wzorem naszej wigilii, pusty talerz a przed nim "Krzesło Nieobecności".

Rodzinna menażeria jest barwna i dość mocno nierozumiejąca się między sobą, widoczne są wzajemne animozje, pretensje i rozczarowania. Każdy przychodzi z własnym bagażem nieszczęść i frustracji, za to pełen nadziei na lepszy nowy rok. Różnice temperamentów i światopoglądów nie wróżą spokojnego przyjęcia... i tyle zdradzę treści.

Po długich wahaniach między ocenami 4 i 5 gwiazdek, daję ostatecznie aż 6.
Uzasadnienie:
Plusy:
- byłem świadomy, że biorę do ręki typowe czytadło i tylko w kategorii czytadeł oceniam - dość wysoko, bo książka niesie w sobie pozytywny i nienaładowany dydaktyzmem przekaz,
- duża (ale mogłaby być większa) dawka humoru,
- barwne postaci,
- przyjazny dla oczu druk i układ tekstu,
- w sumie odprężająca treść.
Łyżka dziegciu (może więcej niż jedna):
- czytadło, czytadło, czytadło - rygorystyczni miłośnicy "literatury wysokich lotów" raczej pluną jadem na to mało ambitne dzieło,
- niedociągnięcia fabuły,
- niedopracowani bohaterowie, zwłaszcza narrator czyli syn gospodyni.

Po długich wahaniach - 6 za ciepło płynące z tej książki, bo przecież: "Rodzina to jest siła"!

pokaż więcej

 
2018-11-14 00:04:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mikołajewski po raz siódmy! I jest to dla nas obydwu siódemka szczęśliwa, dla autora - gdyż wysoko go oceniam; dla mnie - lektura tomiku była przyjemnymi chwilami oderwania się od codzienności. Właściwie z każdą kolejną książką oceniam tego autora coraz wyżej i zastanawiam się czy to dlatego, iż pisze on coraz ciekawiej czy może mój gust się po prostu wyrabia i dojrzałem do tej poezji. Nie... Mikołajewski po raz siódmy! I jest to dla nas obydwu siódemka szczęśliwa, dla autora - gdyż wysoko go oceniam; dla mnie - lektura tomiku była przyjemnymi chwilami oderwania się od codzienności. Właściwie z każdą kolejną książką oceniam tego autora coraz wyżej i zastanawiam się czy to dlatego, iż pisze on coraz ciekawiej czy może mój gust się po prostu wyrabia i dojrzałem do tej poezji. Nie zawsze tak było, czasami wręcz zarzucałem mu brzydotę utworów.

No cóż, w tym tomiku brzydoty trudno się doszukiwać, bo nawet to co zwyczajne opisane jest pięknie. Podoba mi się występujący w dwóch utworach "pisane na skórze" i "wiersz najlepszy" (zostawiam oryginalny zapis tytułów małymi literami) motyw pisania wierszy na ciele.

Dojrzałość w najlepszym wydaniu przemawia z wiersza "ripeness is all", w którym bohater opowieści godzi się koniecznością śmierci i z kapryśnością miłości. Miłość emanuje z wiersza "wiesz?", gdzie wspólna przeszłość/teraźniejszość porównana jest do triesteńskiego czy rzymskiego antykwariatu. Niejednoznaczna, a przez to intrygująca jest miłość "kochanków z hasanlu", z kolei w "placu płaczących mężczyzn" jawi się ona w sposób zupełnie zaskakujący.

Mikołajewski mocno związany jest z Włochami i kraj ten przewija się w postaci impresji w kilku wierszach, oprócz wspomnianego już wcześniej "wiesz?" najciekawiej bodajże i najróżnorodniej poeta przywołuje miejsca i ludzi w wierszu "z nieczytelnych zapisków gdzieś na obrusiku".

P.S. Ze względu na mój coraz lepszy odbiór jego tekstów i przyjaźń pana Mikołajewskiego z moimi ukochanymi poetkami Julią Hartwig i Wisławą Szymborską, dodaję go do ulubionych autorów.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1265 402 29280
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (372)

Ulubieni autorzy (32)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd