Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Marta Korytkowska 
bibliofilembyc.pl
Nieuleczalny bibliofil. Studentka bibliotekoznawstwa, marząca o pracy w bibliotece i posiadaniu własnej kawiarnio-czytelni. Kociara.
24 lat, kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Legendy warszawskie. Antologia
    Legendy warszawskie. Antologia
    Autor:
    „Legendy warszawskie. Antologia” to nowa, ponad sześćsetstronicowa i bogato ilustrowana publikacja Muzeum Warszawy, obejmująca 61 tekstów powstałych od połowy XIX wieku do drugiej dekady XXI wieku, kt...
    czytelników: 85 | opinie: 2 | ocena: 7,33 (9 głosów)
  • Miasto w ogniu
    Miasto w ogniu
    Autor:
    Powieść, na jaką Nowy Jork zasługiwał od dawna. Nowy Jork, 1976. William Hamilton-Sweeney, dziedzic jednej z największych amerykańskich fortun, który wyrzekł się rodziny, i jego siostra Regan. Mercer...
    czytelników: 219 | opinie: 8 | ocena: 8,27 (15 głosów) | inne wydania: 1
  • Tysiąc odłamków ciebie
    Tysiąc odłamków ciebie
    Autor:
    Rodzice Marguerite Caine są słynni ze swoich przełomowych odkryć w dziedzinie fizyki. Światło dzienne ujrzał właśnie najbardziej niezwykły z ich wynalazków, pozwalający przeskakiwać pomiędzy wymiarami...
    czytelników: 1042 | opinie: 14 | ocena: 6,67 (67 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-06-23 18:51:06
Autor:
Cykl: Firebird (tom 1)
 
2017-06-20 19:50:22
 
2017-06-15 13:03:55
 
2017-06-13 14:44:55
Ma nowego znajomego: Paulina Kaleta
 
2017-06-13 14:44:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, W mojej biblioteczce
Autor:

«Kroniki Jaaru. Księga luster» Adama Fabra porównywane są do serii o przygodach Harry’ego Pottera. Na tylnej okładce możemy przeczytać hasło: “Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander!”. Przyznam, że trochę mnie to zaintrygowało, ponieważ dopiero w tym roku zaczęłam odkrywać magię książek J.K.Rowling (shame on me) i totalnie przepadłam. Czy Kate rzeczywiście może być dla... «Kroniki Jaaru. Księga luster» Adama Fabra porównywane są do serii o przygodach Harry’ego Pottera. Na tylnej okładce możemy przeczytać hasło: “Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander!”. Przyznam, że trochę mnie to zaintrygowało, ponieważ dopiero w tym roku zaczęłam odkrywać magię książek J.K.Rowling (shame on me) i totalnie przepadłam. Czy Kate rzeczywiście może być dla polskich czytelników namiastką słynnego angielskiego czarodzieja?

Kate Hallander jest zwykłą, nieco zakręconą, dziewczyną. Ma jedną najlepszą przyjaciółkę i nigdy nie miała chłopaka. Kiedy na jej drodze staje pewien buntowniczy Jonathan, dziewczyna zyskuje pretekst, aby wykorzystać magiczną księgę, którą otrzymała w dziwnym sklepie pełnym tajemniczych przedmiotów. Czar, który w zamierzeniu rzuciła na chłopaka, nie bardzo jednak się udał, za to otworzył jej drogę do Jaaru, krainy zamieszkiwanej przez nimfy, fary i jednorożce. Dziewczyna wreszcie poznaje zaskakującą prawdę, którą przez siedemnaście lat ukrywała przed nią jej ciotka…

Już na wstępie wam powiem, że porównywanie książki Fabra do serii o Harrym Potterze to duża przesada. Co prawda historia Kate ma kilka elementów, które autor zdecydowanie podkradł od J.K.Rowling (dziewczyna jest tak samo nieogarnięta jak słynny czarodziej), ale to detale, które wnoszą odrobinę magii do powieści i nie upodabniają jej do świata znanego z Hogwartu. Może to i lepiej? Widać, że autor nie szedł utartym torem, nie próbował kopiować książek Rowling. Można jednak zauważyć, że inspirował się nimi, a także innymi “okołomagicznymi” historiami.

Muszę się przyznać, że od początku byłam przekonana, że to powieść zagranicznego (a konkretnie angielskiego) pisarza. Nazwisko nie brzmi jakby było polskie, do tego bohaterowie mają obco brzmiące imiona (Kate, Mel, Jonathan itd.), a główna bohaterka pochodzi z Londynu. Dopiero w połowie książki tknęło mnie, aby sprawdzić autora na goodreads - efekt: zero wyników. Szybko przejrzałam stronę tytułową - brak nazwiska tłumacza! Nawet nie wiecie, jaka byłam zdziwiona. Mam różne doświadczenia z polskimi autorami, ale najczęściej odnoszą się one do powieści dla dorosłych. Nie przypominam sobie, żebym wcześniej czytała książkę w klimatach tych z «Kronik Jaaru», dlatego byłam niezwykle miło zaskoczona, że autor okazał się być Polakiem! Nie chcę generalizować, bo mamy dużo wspaniałych polskich pisarzy, ale książka Fabra ma styl bliższy tym zagranicznym, co uważam za ogromny plus.

«Księgę luster» czytało mi się szybko i przyjemnie. Ciekawa fabuła, intrygująca zagadka do tego postać roztrzepanej i niepokornej Kate tworzą całkiem dobrą lekturę. Bardzo spodobała mi się kraina Jaaru i magiczne stworzenia, które ją zamieszkują (zwłaszcza jeden jednorożec <3). Muszę też przyznać plusa autorowi za poprowadzenie narracji w dobrym stylu. Jest konkretna, nie ma lania wody, dialogom nie można nic zarzucić. Miałam trochę uraz po rozciągniętej do granic możliwości «Tatarce» Renaty Kosin, ale Kroniki przywróciły mi wiarę w pisarzy.

Jedno mnie tylko zastanawia. Dla kogo właściwie jest ta książka? Z jednej strony to piękna bajka dla dzieci, z drugiej zaś - Kate ma siedemnaście lat, więc podchodzi bardziej pod bohaterkę książek dla młodzieży. Myślę, że z «Kronikami Jaaru» jest jak z Harrym Potterem - nie ważny jest wiek głównych postaci. To książka dla wszystkich pokoleń.

pokaż więcej

 
2017-06-12 14:37:46
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, 2017, W mojej biblioteczce
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 1)
 
2017-06-08 13:26:00
 
2017-06-05 10:03:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, W mojej biblioteczce

Na «Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze» zwróciłam uwagę, gdy przygotowywałam zapowiedzi wydawnicze na maj. W oczy rzuciła mi się zwłaszcza rekomendacja Jojo Moyes na okładce. Bardzo lubię tę pisarkę, dlatego dałam złapać się na haczyk i właśnie za sprawą tego jednego zdania zapragnęłam zapoznać się z powieścią Gail Honeyman

Eleanor Oliphant od dziewięciu lat pracuje jako księgowa w tej...
Na «Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze» zwróciłam uwagę, gdy przygotowywałam zapowiedzi wydawnicze na maj. W oczy rzuciła mi się zwłaszcza rekomendacja Jojo Moyes na okładce. Bardzo lubię tę pisarkę, dlatego dałam złapać się na haczyk i właśnie za sprawą tego jednego zdania zapragnęłam zapoznać się z powieścią Gail Honeyman

Eleanor Oliphant od dziewięciu lat pracuje jako księgowa w tej samej firmie. Nie ma przyjaciół, a jej dni wyglądają niemalże tak samo. Ma wypracowaną, wygodną rutynę, której nie planowała zmieniać, do czasu, gdy na horyzoncie pojawia się przystojny muzyk. Eleanor zaczyna obmyślać plan, jak zwrócić na siebie uwagę mężczyzny. To niespodziewane zauroczenie wniesie w jej życie dużo zmian, ale też sprawi, że będzie musiała wrócić pamięcią do wspomnień, które najchętniej by z niej wymazała.

Bardzo ciężko było mi przekonać się do tej książki. Na początku główna bohaterka niesamowicie mnie irytowała – ma dopiero trzydzieści lat, a zachowuje się jak pięćdziesięcioletnia stara panna z osobowością Sheldona Coopera z TBBT. Jednak im bardziej poznawałam Eleanor, tym lepiej rozumiałam, czemu jej postać jest taka dziwna. A jej stopniowa przemiana sprawiała, że zaczęłam nabierać do niej sympatii i szacunku.

Eleanor Oliphant jest jedną z najdziwniejszych bohaterek literackich, jakie poznałam, ale właśnie to sprawia, że powieść Gail Honeyman jest wyjątkowa. Początkowo denerwujemy się dziwacznym zachowaniem kobiety, aby z czasem śmiać się z jej wpadek i tego dziwactwa. Przychodzi też moment, gdy przeszłość Eleanor łapie nas za serce, wyciska z oczu kilka łez, sprawia, że zmieniamy kompletnie zdanie na temat tej postaci.

Powieść Gail Honeyman zaczęłam z pewnym zniechęceniem, z irytacją, że główna bohaterka jest taka… dziwna, oderwana od współczesnego świata. Skończyłam ją za to zachwycona i pełna przeróżnych emocji: współczucia, dumy, sympatii, podziwu. Jeśli więc ciężko Wam będzie przebrnąć przez początek, nie zniechęcajcie się! To piękna i mądra historia o radzeniu sobie z traumami z przeszłości.

pokaż więcej

 
2017-06-05 10:03:27
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2017-06-04 07:44:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-06-01 20:00:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, W mojej biblioteczce

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Tarryn Fisher nie było zbyt udane, dlatego przed lekturą «Bad mommy» raczej go nie uznawałam i twierdziłam, że nie czytałam nic tej autorki. Mowa o słabym «Never never», które Fisher napisała razem z Colleen Hoover. Ta książka niesamowicie mnie rozczarowała, ale zachwyty nad «Margo» dały mi nadzieję, że jeszcze mogę się polubić z autorką. Czy «Bad mommy»... Moje pierwsze spotkanie z twórczością Tarryn Fisher nie było zbyt udane, dlatego przed lekturą «Bad mommy» raczej go nie uznawałam i twierdziłam, że nie czytałam nic tej autorki. Mowa o słabym «Never never», które Fisher napisała razem z Colleen Hoover. Ta książka niesamowicie mnie rozczarowała, ale zachwyty nad «Margo» dały mi nadzieję, że jeszcze mogę się polubić z autorką. Czy «Bad mommy» mi to udowodniło?

Historię Fig, Jolene i Dariusa poznajemy z perspektywy każdego z bohaterów, poczynając od Fig. Dziewczyna wciąż nie potrafi poradzić sobie z utratą córeczki, kiedy więc widzi Jolene i dwuletnią Mercy w parku, zaczyna je śledzić. Życie Averych coraz bardziej ją fascynuje, jednak w pewnym momencie nie wiadomo, kto właściwie jest obiektem jej obsesji - mała Mercy, która mogłaby być jej córką, piękna i utalentowana Jolene czy Darius, przystojny i troskliwy mąż i głowa rodziny...

Kiedy sięgnęłam po «Bad mommy», miałam przesyt powieści młodzieżowych, więc thriller psychologiczny przyszedł w idealnym momencie. Spotkałam się już z opiniami, że Tarryn Fisher lubi tworzyć pokręconych bohaterów, co jeszcze bardziej wzmogło moją ciekawość. «Zła mama» wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Psychopatka, która wmawia sobie i wszystkim innym, że wcale nią nie jest? To zwiastuje dobry thriller. I powieść Fisher rzeczywiście taka jest, chociaż w pewnym momencie pisarka nieco mnie skołowała i aż do ostatniej strony nie wiedziałam, jak ocenić tę historię.

«Bad mommy» jest nieco inne od thrillerów psychologicznych, które czytałam. Przyzwyczaiłam się do ciągłości akcji, budowania napięcia i do fabuły, która stopniowo odkrywa przed czytelnikiem swoje karty. Tutaj też tak było,ale do pewnego momentu. Dopóki narrację prowadziła Fig, miałam pewne przypuszczenia, jak dalej będzie wyglądać jej stalkerska kariera. A później nagle nastąpiła zmiana i narratorem został Darius. Ale jak to?! Całkowicie wybiło mnie to z rytmu i nieco ostudziło moją fascynację tą książką. W tym momencie byłam nieco rozdrażniona zabiegiem, który zastosowała Fisher i już myślałam, że «Bad mommy» mogę spisać na straty. Nie należy się jednak zniechęcać, bo kiedy dochodzimy do ostatniej części powieści i narracji Jolene, wszystko zaczyna nabierać nowych kształtów.

Jestem kompletnie oczarowana tą książką i tym, jak Tarryn Fisher bawi się czytelnikiem. Pokazując nam historię z trzech różnych punktów widzenia, nadaje jej nieco inny wymiar. Powiecie, że przecież to nic nowego, że jest kilku narratorów. Tak, ale zazwyczaj prowadzą oni narrację naprzemiennie. Tutaj każdy dostaje tylko jedną szansę na pokazanie swojego punktu widzenia i to jest dla mnie fenomenalne. A ostatnie zdania powieści to najlepsza "kropka nad i", jaką kiedykolwiek widziałam w książkach!

Tarryn Fisher kompletnie mnie kupiła tą historią. «Bad mommy» to świetny thriller psychologiczny : wciągający, bawiący się czytelnikiem - w tej książce nie możemy być niczego pewni. Jestem bardzo na tak i chyba czas dać szansę innym powieściom tej pisarki.

pokaż więcej

 
2017-05-30 21:53:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-05-30 21:53:09
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2017-05-30 15:22:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, W mojej biblioteczce

Lubię czytać inteligentne rozmowy wykształconych i obytych w świecie ludzi, ale nazwiska autorów wspomnianej książki właściwie nic mi nie mówiły. Z informacji na tylnej stronie okładki i na skrzydełku możemy się dowiedzieć, że Olga Drenda jest etnolożką i antropolożką kultury, zaś Batłomiej Dobroczyński - psychologiem i historykiem psychoanalizy. Takie wykształcenie musi zapowiadać ciekawą... Lubię czytać inteligentne rozmowy wykształconych i obytych w świecie ludzi, ale nazwiska autorów wspomnianej książki właściwie nic mi nie mówiły. Z informacji na tylnej stronie okładki i na skrzydełku możemy się dowiedzieć, że Olga Drenda jest etnolożką i antropolożką kultury, zaś Batłomiej Dobroczyński - psychologiem i historykiem psychoanalizy. Takie wykształcenie musi zapowiadać ciekawą rozmowę, poruszającą ambitne tematy. Niekiedy niestety aż za ambitne.

To nie jest książka dla każdego. Mimo 25 lat na karku, wieloletniej edukacji, masy przeczytanych książek i obejrzanych filmów, bardzo często nie mogłam się połapać w poruszanym wątku. Autorzy książki niejednokrotnie używają trudnego słownictwa, przez co, mimo usilnych starań, nie byłam w stanie wszystkiego zrozumieć i po prostu odpływałam, przelatując oczami przez kolejne fragmenty bez większej świadomości. Po lekturze poważnie zastanawiam się, czy to nie mój poziom czy najzwyczajniej w świecie jestem głupia, i przyznam, że skłaniam się nieco ku temu drugiemu…

Żeby nie było, trafiały się też rozdziały, które czytałam z fascynacją, ale i przygnębieniem. Drenda i Dobroczyński poruszają trudne tematy i świat w ich oczach nie wygląda zbyt dobrze. Muszę jednak podkreślić, że «Czyje jest nasze życie?» nie jest książką dla każdego i trafiając w nieodpowiednie ręce, może zostać źle oceniona. To książka dla osób dobrze wykształconych, które lubią rozmowy filozoficzne, lubią ambitne tematy, nie mają problemu z bardziej naukowym słownictwem.

Muszę się jeszcze przyczepić do okładki, nie mogę niestety jej przemilczeć. Czemu ona jest tak brzydka? Czy redaktorzy naprawdę tego nie widzą? Grafika sugeruje mi bardziej jakąś podejrzaną lekturę dla członków sekty niż inteligentną rozmowę dwóch wykształconych osób. Jako że bardzo często wybieram książki za sprawą pięknej okładki, tę zdecydowanie ominęłabym szerokim łukiem.

pokaż więcej

 
2017-05-29 09:35:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
Moja biblioteczka
580 158 917
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (36)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd