Pawerka100 
recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com
Totalna książkocholiczka, która nie wyobraża sobie życia bez kubka kawy!
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Barbra Streisand. Cudowna dziewczyna
    Barbra Streisand. Cudowna dziewczyna
    Autor:
    Siedemnastolatka bez znajomości, pieniędzy i oparcia w rodzinie, o urodzie odbiegającej od obowiązujących kanonów, w ciągu pięciu lat osiąga status gwiazdy. Na Broadwayu gra z wielkim powodzeniem głów...
    czytelników: 76 | opinie: 8 | ocena: 6,27 (15 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-13 18:41:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Kryminał, Posiadam
Autor:

Młody student Daniel przyjeżdża na zaproszenie do Wenecji, aby skatalogować bibliotekę kolekcjonera sztuki. Dochodzi jednak to pewnych sytuacji, które doprowadzają chłopaka do nielegalnych wydarzeń. Dodatkowo wplątane są wątki związane z piękną skrzypaczką oraz pewnego weneckiego czeladnika z 1733 roku.

Kiedy sięgnęłam po książkę “Cmentarz tajemnic” nie miałam o niej zielonego pojęcia poza...
Młody student Daniel przyjeżdża na zaproszenie do Wenecji, aby skatalogować bibliotekę kolekcjonera sztuki. Dochodzi jednak to pewnych sytuacji, które doprowadzają chłopaka do nielegalnych wydarzeń. Dodatkowo wplątane są wątki związane z piękną skrzypaczką oraz pewnego weneckiego czeladnika z 1733 roku.

Kiedy sięgnęłam po książkę “Cmentarz tajemnic” nie miałam o niej zielonego pojęcia poza tym, co znajdowało się na tylnej okładce. A według tego opisu miał to być kryminał z elementami historycznymi w Wenecji. Oprócz tego wszędzie znajdują się wstawki, że książkę tę napisał autor innego znanego cyklu kryminałów. Te informacje spowodowały, że w pewien sposób zaufałam wydawnictwu/autorom tego wydania. I czuję się oszukana. Bo chociaż opis zapowiadał kryminał to według mnie jest go tyle, co kot napłakał.

Książka podzielona jest na dwie historię: teraźniejszą oraz tę z 1733 roku. I w dosyć krótkim czasie można zauważyć, że są one odzwierciedleniem, bo wszystkie następstwa i bohaterowie są bardzo podobne. Podczas czytania do pewnego momentu bardzo podobał mi się ten zabieg. Mój problem polegał jednak na tym, że przestałam rozumieć, jak autor chce połączyć te dwa wątki w dosyć sensowny sposób. I chyba dopiero na ostatnich stronach zostało to wyjaśnione, lecz było to strasznie banalne. Kolejną rozczarowującą kwestią jest to, że praktycznie do połowy książki maiłam wrażenie czytania literatury obyczajowej, a nie kryminału. Autor opisał relacje między bohaterami, ich uczucia oraz jak żyją w Wenecji, ale chyba przez większość okresu, w którym tworzył “Cmentarz tajemnic”, zapomniał, w jakim gatunku miała być ta powieść. Dopiero w drugiej części można odczuć, że ma elementy kryminału, lecz według mnie bardzo delikatne. Przyczyną tego jest słaba zagadka, o ile takowa tak naprawdę była. Przez większość fabuły ma się wrażenie, że zły charakter nie istnieje, a jeśli już to jego głównym występkiem jest kupowanie dzieł sztuki. Sama zagadka kryminalna, okazała się tajemnicą dla mnie, bo nie mogłam jej odkryć przez większość czasu, a kiedy stała się dla mnie jasna, była strasznie naciągana.

Jak już wspomniałam, postacie z teraźniejszości były odzwierciedleniem tych z 1733 roku. Można więc łatwo wywnioskować, że ich odpowiedniki były identyczne pod prawie każdym względem. Przypadek głównego bohatera Daniela oraz jego kopia z przeszłości Lorenzo to naiwni i zaślepieni miłością i honorem młodzi mężczyźni, którzy podczas czytania strasznie mnie męczyli. Nie myśleli rozsądnie i szli jak we mgle, nie zważając, że ktoś ich po prostu oszukuje. Chyba dawno już nie czytałam książki, która miałaby aż tak męczących bohaterów. W pewnych momentach chciałam rzucić w jednego z nich czymkolwiek, co miałam pod ręką, aby obudził się ze swojej naiwności.

Widać, że autor ma lekkie pióro. Książkę czyta się dosyć szybko oraz nie ma skomplikowanych słów, mimo tła wydarzeń. Inną sprawą jest to, że pan Hewson zagubił się w tym, co piszę. Na pewno ciekawym dodatkiem jest mapa Wenecji, która została umieszczona na tyłach okładki. Dla mnie jest to na pewno plus, bo oprócz kanału, łódek oraz domu bohatera, dla mnie mało było tego miasta. Nie wyczułam klimatu tego miejsca i gdyby nie nazwy danego miejsca, akcja równie dobrze mogłaby rozgrywać się w Londynie, czy nawet w Warszawie.

Niestety, ale ta książka była słaba. Ma się wrażenie, że wspólnym elementem z kryminałem jest autor. Dodatkowo każdy element fabuły był strasznie naciągany, nawet ten obyczajowy. Chyba jedyną jasną stroną tej książki jest bardzo przyjemny styl autora, dzięki któremu czyta się tę powieść szybko. Szczerze mówiąc po lekturze “Cmentarza tajemnic” nie mam ochoty na inne utwory pana Hewsona. Być może kiedyś to zrobię, jednak na dziś nie jestem zachęcona.

pokaż więcej

 
2018-10-12 11:59:39
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-03 18:11:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Laura po trudnych przeżyciach postanawia przenieść się z Warszawy do Bukowej Góry, małej miejscowości w Małopolsce. W krótkim czasie zaskarbia sobie zaufanie wielu miejscowych, w tym właścicieli kawiarni i cukierni “Złote Serce”. Jednak mimo sielankowego otoczenia oraz wielu adoratorów kobieta czuje się samotna i nieszczęśliwa. Zaradzić temu próbuje syn właścicieli “Złotego Serca”, Błażej.

...
Laura po trudnych przeżyciach postanawia przenieść się z Warszawy do Bukowej Góry, małej miejscowości w Małopolsce. W krótkim czasie zaskarbia sobie zaufanie wielu miejscowych, w tym właścicieli kawiarni i cukierni “Złote Serce”. Jednak mimo sielankowego otoczenia oraz wielu adoratorów kobieta czuje się samotna i nieszczęśliwa. Zaradzić temu próbuje syn właścicieli “Złotego Serca”, Błażej.

“Karminowe serce” to powieść Doroty Gąsiorowskiej, o której kilka razy słyszałam, jednak dopiero teraz miałam okazje przeczyć coś z jej pióra. Wiedziałam, że powieść będzie z gatunku literatury obyczajowej, a sam opis sugerował coś bardzo klimatycznego, zwłaszcza przez jesienny krajobraz pełen wrzosowisk oraz manufaktury czekolady. Dzieła autorki mają wiele fanów, dlatego też pełna oczekiwań zaczęłam swoją przygodę z historią Laury oraz mieszkańców Bukowej Góry.

Główną bohaterką książki jest Laura i to na jej przygodach akcja najbardziej jest skupiona. Jednak jej działania to przede wszystkim pomoc mieszkańcom Bukowej Góry, przez co fabuła ma wiele wątków. Mimo to na przód całej książki wychodzą problemy będące w dzisiejszym społeczeństwie, czyli przemoc fizyczna i psychiczna względem kobiet oraz niepełnosprawność w małomiasteczkowym środowisku. I o ile drugi temat został według mnie napisany dosyć dobrze, to miałam wrażenie, że ten pierwszy został opisany trochę po macoszemu. Zabrakło mi w nim retrospekcji z przeszłości lub opisu, dzięki czemu czytelnik mógłby być wstrząśnięty. Dostaje natomiast jedynie opis strachu przed oprawcą, a jego przyczyna zostaje wyjaśniona tak naprawdę na zakończenie. Osobiście był to dla mnie minus, bo przez większość książki nie rozumiałam, dlaczego kobiety z danym problemem się bały.

Zdecydowanym atutem książki to stworzony przez autorkę klimat. Dzięki tłu świata przedstawionego ma się ochotę zaszyć z kubkiem czekolady i poczuć jak w kawiarni “Złote serce”. Sam krajobraz wokół domku głównej bohaterki powoduje, że miałam ochotę pobyć w tego typu miejscu. Bukowa Góra to jednak nie tylko sielankowa miejscowość. Ma ona także ludzi tych mniej pozytywnych, czy pocztę pantoflową. Nie będę bardziej podkreślać tego problemu, bo chyba każdy go zna, kto, chociażby przez chwilę spotkał się z małomiasteczkowym życiem. Taki element był potrzebny tej książce, bo dzięki temu nie ma przerysowanej idylli oraz przesadnej słodyczy, która powoduje mało realną rzeczywistość.

Nie ukrywam, że wciągnęłam się w tę historię. Pani Gąsiorowska ma zdecydowanie talent do tworzenia tego typu opowieści w tak klimatyczny sposób. Problemem były jednak dla mnie niektóre dialogi pomiędzy postaciami. Chodzi mi o pytania typu “Chcesz kawę? Tak, poproszę. A z mlekiem czy czarną? A ile słodzisz?” Były one dla mnie niepotrzebne i w pewnym momencie zaczęły denerwować. Zamiast nich można było zastosować coś, co bardziej wzbudzi emocje, czy po prostu skróci książkę. Bardzo spodobało mi się natomiast to, że autorka zastosowała otwarte zakończenie. To, co dzieje się w życiu bohaterki i mieszkańców Bukowej Góry każdy po skończeniu lektury sam może sobie dopowiedzieć lub wykreować swoją wersję dalszych wydarzeń. Nie jestem zwolenniczką tego zabiegu w każdych książkach, jednak w tym przypadku jak najbardziej on pasuje.

Mimo kilku mankamentów “Karminowe serce” jest ciekawą pozycją. Z pewnością jest to spowodowane dzięki klimatowi, ale i zawiłym wątkom bohaterki i jej nowych znajomych. Myślę, że będzie to idealna pozycja dla osób lubiących literaturę obyczajową, zwłaszcza tę spod pióra polskich autorów. Osobiście jeszcze nie raz sięgnę po książki pani Gąsiorowskiej, bo jeśli są one podobne do siebie, to będą idealne na jesienne wieczory, które teraz mamy.

pokaż więcej

 
2018-09-23 15:06:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka/Sci-Fi, Młodzieżowe, Posiadam
Seria: Ladyjanistki

XVIII Anglia. Jane Eyre to niczym się niewyróżniająca dziewczyna, ucząca w prywatnej szkole dla biednych dziewczyn w Lowood. Nikt jednak nie wie, że widzi ona duchy, a jeden z nich jest jej przyjaciółka Helen. O jej zdolnościach dowiaduje się Alexander Blackwood z tajemniczej organizacji łapiącej duchy nękające ludzi. Chce, aby Jane dołączyła do jego szeregów. Dziewczyna nie zgadza się, ucieka... XVIII Anglia. Jane Eyre to niczym się niewyróżniająca dziewczyna, ucząca w prywatnej szkole dla biednych dziewczyn w Lowood. Nikt jednak nie wie, że widzi ona duchy, a jeden z nich jest jej przyjaciółka Helen. O jej zdolnościach dowiaduje się Alexander Blackwood z tajemniczej organizacji łapiącej duchy nękające ludzi. Chce, aby Jane dołączyła do jego szeregów. Dziewczyna nie zgadza się, ucieka z Lowood do Thornfield Hall, gdzie podejmuje się pracy guwernantki i... zakochuje się z wzajemnością w swoim chlebodawcy.



Z serią “Ladyjanistki” wiele osób, w tym ja, spotkało się przy pierwszej części, czyli “Moja Lady Jane.” Premierę miała rok temu, a w tym dosyć dużą akcję marketingową. Osobiście miałam wrażenie, że jeszcze moment a wyskakiwałaby z lodówek. Przez ten zabieg bardzo się do niej zniechęciłam (jak chyba wiele książkoholików), ale po dłuższym okresie ją przeczytałam . Okazała się zwyczajna i w moim odczuciu zdecydowanie przereklamowana. Teraz przyszła kolej na drugą część, czyli “Moja Jane Eyre” i mam wrażenie, że wydawnictwo trochę przystopowało z reklamą. O książce słyszy się zdecydowanie mniej, a na instagramie można od czasu do czasu zobaczyć zdjęcie egzemplarzy recenzenckich. Według mnie trochę szkoda, bo jest ona warta uwagi.




Fabuła książki, tak jak poprzedniej części, skupia się na pokazaniu w abstrakcyjny sposób historii, o której słyszało wiele ludzi. Tym razem padło na bohaterkę książki “Dziwne losy Jane Eyre”. Wszystkie decyzje Jane dążą do zakończenia takiego jak w książce Charlotte Brontë, jednak sposób, w jaki do nich dochodzi, zdecydowanie różni się od tych z klasyki literatury angielskiej. Mamy tutaj bowiem zjawiska paranormalne, czyli duchy. I to one powodują wiele kłopotów, z jakimi spotykają się bohaterowie. Przyznam szczerze, że z początku koncepcja była dla mnie dziwna. Czasami też nie mogłam pojąć jaki wpływ będzie miała na zakończenie. I, o dziwo wszystko miało na koniec swój sens. Aczkolwiek niektórych wydarzeń mogłam się domyślić.



Książka została podzielona na trzy osoby Jane, Alexandra oraz... Charlotte Brontë. Pisarka została ukazana jako początkująca autorka, która chce napisać powieść o życiu swojej przyjaciółki. Jak to w tej serii bywa, postacie są naprawdę zakręcone. Zwłaszcza mowa tu o ostatniej z bohaterek. Autorki chciały ukazać ją jako niezdecydowaną szesnastolatkę i otrzymały taki efekt. Co do Jane to w moim odczuciu była ona dosyć głupiutka. Nie przyjmowała rad od innych oraz podejmowała dziwne decyzje, co z początku może męczyć, ale przy poznaniu nieracjonalnej koncepcji książki nabiera sensu. Natomiast według mnie książka mogłaby być podzielona tylko na dziewczyny, bez Alexandra. Podejrzewam, że autorki miały zamysł, aby stworzyć agenta, który mimo zasług nie może wymyśleć podstawowego planu. Jednak dla mnie książka bez podzielonej części dla chłopaka by nie ucierpiała. Poza tym był on jako człowiek, bardzo nijaki. Nie wyróżniał się ani charakterem, ani wyglądem.



Jeśli kogoś denerwował styl autorek przy czytaniu “Mojej Lady Jane”, to najprawdopodobniej przy tej części może mieć takie same odczucia. W “Mojej Jane Eyre” co chwilę występują żarty oraz bardzo często pisarki wprowadzają swoje wzmianki. Osobiście przyzwyczaiłam się do ich stylu dopiero w połowie tej książki. Mimo tego czyta się ją dosyć szybko. Prawdopodobnie spowodowane jest to dialogami, które również pojawiają się często. Książka jest drugą częścią serii, jednak można ją czytać bez kolejności, bo cała fabuła nie ma powiązania z poprzednią. A jedyne co je łączy ze sobą to imię bohaterek i miejsce akcji.



“Moja Jane Eyre” to dosyć absurdalna książka, ale według mnie zdecydowanie lepsza od poprzedniej części. Bardziej wciągnęłam się w wątki bohaterów i mimo niektórych przewidywalnych decyzji, byłam bardzo zaciekawiona tą nielogiczną historią. Myślę, że książka jest warta polecenia. Zwłaszcza dla fanów poprzedniej części lub niedorzecznych powieści.

pokaż więcej

 
2018-09-17 18:24:25
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-16 16:38:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka/Sci-Fi, Kryminał, Posiadam
Autor:

Wskutek wojny nuklearnej świat, w tym Polska jest zniszczony. Krajem rządzi przemoc, a przez wysokie zaludnienie i brak pracy, jedynym dobrym zarobkiem jest handel narkotykami. Władza, która powinna naprawić zły byt społeczeństwa w rzeczywistości wraz z kościołem katolickim jest skorumpowane i współpracuje z mafią. Jednym z przepisów, jaki został w Polsce wprowadzony, jest automatyczna Kara... Wskutek wojny nuklearnej świat, w tym Polska jest zniszczony. Krajem rządzi przemoc, a przez wysokie zaludnienie i brak pracy, jedynym dobrym zarobkiem jest handel narkotykami. Władza, która powinna naprawić zły byt społeczeństwa w rzeczywistości wraz z kościołem katolickim jest skorumpowane i współpracuje z mafią. Jednym z przepisów, jaki został w Polsce wprowadzony, jest automatyczna Kara Śmierci, którą wykonuje jednostka katów. Jedną z takich jest grupa Zbirów Drwala, której na czele stoi Lech Drwalski. Pewnego dnia otrzymują za zadanie zabić tajemnicze mutanty, które opanowały Nowy Kraków.

Muszę się przyznać, że naprawdę długo czytałam "RzeczpostApokaliptyczną Polskę”. I to chyba był pierwszy taki przypadek. Z drugiej strony nie mam się czemu dziwić, bo ma ona ponad 800 stron. Jednak jak widać, zmobilizowałam się i w końcu mam ją za sobą. Pierwsze co mogę powiedzieć o tej książce to fakt, że w pewien sposób różni się od tego, co ostatnimi czasy czytałam. Bardzo dawno miałam w rękach dzieło post apokaliptyczne i w dodatku tak brutalne. Po prostu nie miałam ostatnio okazji czegoś tego typu przeczytać. Więc przy takiej cegiełce można powiedzieć, że do tego gatunku powróciłam z wielką pompą. Natomiast po ostatniej stronie książki miałam skrajne emocje.

Nie da się zaprzeczyć, że w książce Adama Magdonia jest akcja. Bohaterowie skupieni na walce z mutantami bądź wykonywaniem wyroków śmierci bardzo często byli w niebezpiecznych sytuacjach, przez co jak nie trudno się domyślić musieli walczyć. Drugim wątkiem, który kieruje tor fabuły jest zagadka związana z osobą rozpowszechniającą narkotyk Werewolf, tworzący mutanty. Akcja fabuły to główny atut tej książki. Zdecydowanie wciąga i nie nudzi, przez co ma się ochotę na więcej oraz jest się niecierpliwym w kwestii zakończenia. Bardzo spodobało mi się również to, że autor nie wymyślał państwa powstałego na gruzach jakiegoś kontynentu. Bohaterowie żyją w Polsce a dokładniej w Nowym Krakowie. Nowy, między innymi dlatego, że przeludnienie spowodowało powiększenie miast. Ciekawa jest również konstrukcja budynków w Nowej Polsce. Normą jest, że mają one ponad 200 pięter. Próbowałam sobie to wyobrazić na dzisiejszych realiach naszego kraju, ale nie mogę.

Jako że człowieczeństwo w świecie przedstawionym jest praktycznie znikome, bohaterowie nie są przemiłymi osobami. Jednak u większości głównych postaci jest ukazane, co skłoniło ich do takich, a nie innych decyzji i zmiany swojego postępowania. Według mnie bezsensem jest pokazanie osoby złej, bo tak wymyślił sobie autor, bez żadnego wytłumaczenia przeszłości. Poza tym w książce Magdonia nie ma całkowicie pozytywnej postaci. Przez realia świata przedstawionego oraz własnej zawiści i ambicji nie może być altruistą, czy po prostu miłym i dobrym człowiekiem. Takie ukazanie postaci jest dla mnie jak najbardziej na plus. Bo choć jest to fikcja literacka, nie od dziś wiadomo, że tak działa instynkt przetrwania człowieka w trudnych czasach.

Chyba pierwszy raz czytając książę mam problem co do samego sposobu pisania przez autora. Mimo że całość czyta się dość płynnie, bo pan Magdoń piszę stylem potocznym, to jednak po pewnym czasie zaczęłam się męczyć podczas czytania. Było to spowodowane głównie przydługimi opisami polityki. Świetnie, że autor chciał ukazać realia świata przedstawionego, lecz według mnie było jej za dużo. Dodatkowo strasznie mnie raził brak jakiegokolwiek innego stylu wypowiedzi w dialogach. Każdy mówił tak samo i to w bardzo wulgarny sposób. Z początku nie zwracałam na to uwagi, ale po jakiś 150 stronach zaczęło być to trochę denerwujące.

Książa Adama Magdonia zdecydowanie znajdzie fanów wśród lubiących książki science fiction oraz antyutopiach. Ma zdecydowanie dużo akcji, przez co czytelnik się nią nie znudzi. Prawdę mówiąc, gdyby nie styl autora nie miałabym nic do zarzucenia tej książce. Jednak zawsze jest jakieś “ale”. I w moim przypadku był to właśnie styl. Aczkolwiek sądzę, że fani tego gatunku sami powinni zmierzyć się z “RzeczpostApokaliptyczną Polską” i sami ją ocenić.

pokaż więcej

 
2018-09-11 20:43:49
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-11 16:02:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, E-book
Cykl: Siedem sióstr (tom 1)

Maja nie za bardzo wie, co ma zrobić, po śmierci jej ukochanego ojca. Jako jedyna z sześciu adoptowanych sióstr nie wyfrunęła z gniazda. Mieszka w swoim rodzinnym pałacyku w Szwajcarii i jest tłumaczem m.in. języka portugalskiego. Jednak przyjazd jej byłego chłopaka ze studiów, z którym ma niemiłe wspomnienia powoduje, że dziewczyna postanawia spontanicznie wyjechać do kraju, z którego według... Maja nie za bardzo wie, co ma zrobić, po śmierci jej ukochanego ojca. Jako jedyna z sześciu adoptowanych sióstr nie wyfrunęła z gniazda. Mieszka w swoim rodzinnym pałacyku w Szwajcarii i jest tłumaczem m.in. języka portugalskiego. Jednak przyjazd jej byłego chłopaka ze studiów, z którym ma niemiłe wspomnienia powoduje, że dziewczyna postanawia spontanicznie wyjechać do kraju, z którego według jej ojca została adoptowana. Dociera do Rio de Janeiro i zaczyna szukać prawdziwej rodziny. Trop prowadzi ją do rodziny Aires Cabral oraz historii jej prababki Izabeli.

Twórczość Lucindy Riley polskiemu czytelnikowi jest dosyć znana. W naszym kraju wydano jej kilka książek w tym dosyć popularny cykl “Siedem sióstr” . Po wielu odkładniach w końcu zabrałam się za tę pozycję. Przyznam, że oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Tajemniczy opis, okładka oraz nawiązania do mitologii sugerowały mi raczej historię rodzinną połączoną z fantastyką. Podejrzewam, że osoby, które czytały już dzieła pani Riley doskonale wiedzieli, jaka będzie ta książka i kiedy po nią sięgali, nie mieli takiego wyobrażenia jak ja. Bo to nie fantastyka a literatura obyczajowa! I chyba to nawet lepiej, bo ta historia dla mnie miała magie bez elementu fantastyki.

Fabuła każdej z książek cyklu “Siedem sióstr” skupia się na jednej z tytułowych sióstr nazwanych jak gwiazdy z mitycznych Plejad. Pierwsza część opowiada o Maji, która przez zbieg okoliczności postanawia odkryć swoje korzenie. Wątki związane z kobietą nie są specjalnie emocjonujące. Powiedziałabym nawet, że są momentami nudne. Natomiast inną sprawą jest historia związana z jej prababką Izabelą. Zakazana miłość pomiędzy młodą brazylijką a artystą Laurentym zdecydowanie bardziej wzbudza zainteresowanie. Wszystko to dzieje się na tle Paryża oraz Rio de Janeiro, kiedy tworzony był znany na całym świecie pomnik Chrystusa Zbawiciela. Motyw miłości oraz przeciwności losu jest dosyć popularnym motywem i trzeba mieć dość ciekawy pomysł lub talent do pisania emocjonujących historii, który zaciekawi czytelnika i wyróżni książkę na tle innych tego typu. Według mnie Lucinda Riley posiada to drugie uzdolnienie. Bo o ile sam pomysł jest dość banalny i typowy dla tego typu pozycji, to jednak podczas czytania nie zwraca się na to uwagi i chłonie się każde zdanie. Poza tym klimat Paryża oraz Rio sprawił, że historia nabrała jeszcze większego uroku.

Przyznam szczerze, że nie umiem określić swojego ulubionego bohatera. Nie znienawidziłam żadnego z nich, lecz także nie oszalałam na ich punkcie. Historia Izabeli może i była ciekawsza, ale w moim odczuciu sama kobieta jest podobna charakterem do swojej potomkini Maji. Kobiety chcą jedynie cudzego dobra, nie walcząc o siebie , będąc jednocześnie strasznie nijakie. Jedna z siedmiu sióstr oprócz wyglądu niczym się nie wyróżnia, a jej wybory są strasznie ostrożne. Można by powiedzieć, że jej prababka byłą pod tym względem odmienna, lecz według mnie mimo dobroci, jaką posiadała, nie miała cechy wyróżniającej ją wśród innych. Pozwalała też, aby większość jej życiowych wyborów podejmowali bliscy i czasami miałam wrażenie, że ta bierność jej pasowała.

Oprócz fikcyjnych postaci pojawili się również ci prawdziwi, jak chociażby twórcy posągu Jezusa: rzeźbiarz Paul Landowski oraz architekt Hectora da Silva. W pewien sposób mają swój wkład w miłosnej historii, jednak jak sama autorka podkreśla, książka jest fikcją literacką. Poza tym ukazują wątek poboczny utworu, czyli budowę Statuy. Mogłoby się wydawać, że przez dodanie prawdziwych postaci, wraz z tymi fikcyjnymi spowodują mętlik, bo jednak to duża liczba osób. Jednak ten przypadek pokazuje coś innego. Ma się wręcz wrażenie idealnego umiejscowienia w danym wydarzeniu.

Książka “Siedem sióstr”, mimo że nie jest fantastyką, podobała mi się. Jednak nie wbiła mnie też w fotel i nie zaskakiwała. Sama historia obu kobiet może się wydawać dość pospolita w porównaniu do innych powieści tego gatunku, ale przy talencie pisarskim autorki czyta się ją dość przyjemnie, a czytelnik (tak jak ja) ma ochotę na więcej. To była miła podróż do czasów Belle Époque, jej uroku oraz artystów. Z pewnością przeczytam kolejną część z serii. Jestem bardzo ciekawa korzeni reszty sióstr oraz historii z nimi związanych.

pokaż więcej

 
2018-08-29 15:51:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Kryminał, Posiadam

Węgierski orientalista Gabor Horthy natrafia na zagadkową prace XIX-wiecznego profesora Augusta Erdmana. W ostatnich latach życia profesor zajmował się tematem niezwiązanym ze swoją dziedziną, skupiając się na legendzie o Szczurołapie z Hameln. Gabor postanawia odkryć rozwiązanie tajemnicy związanej z legendą. Z czasem zaczyna odczuwać konsekwencje swoich badań w postaci sił nadprzyrodzonych.
...
Węgierski orientalista Gabor Horthy natrafia na zagadkową prace XIX-wiecznego profesora Augusta Erdmana. W ostatnich latach życia profesor zajmował się tematem niezwiązanym ze swoją dziedziną, skupiając się na legendzie o Szczurołapie z Hameln. Gabor postanawia odkryć rozwiązanie tajemnicy związanej z legendą. Z czasem zaczyna odczuwać konsekwencje swoich badań w postaci sił nadprzyrodzonych.

Wiele czytelników unika polską literaturę. Niektórzy, w tym ja, zaczynają się do niej przekonywać. I muszę przyznać, że z coraz większą przyjemnością sięgam po książki z naszego rodzimego podwórka. Nie odbiegają one jakością od pozycji z zagranicy oraz potrafią pozytywnie zaskoczyć swoją fabułą. Z takim więc nastawieniem sięgnęłam po “Denar dla szczurołapa” autorstwa Aleksandra R. Michalaka, doktora historii Uniwersytetu Gdańskiego, który od kilkunastu lat zajmuje się badaniami nad dziejami i religią Bliskiego Wschodu. Mimo takiego stanowiska pracy autor napisał kryminał połączony z zagadką historyczną. Osobiście uwielbiam takie połączenia gatunku, dlatego też z jeszcze większą ciekawością sięgnęłam po tę książkę. I po ostatniej stronie nasuwa mi się tylko jedna myśl.

Fabuła książki skupia się na poczynaniach profesora Gabora Horthyego dotyczących zagadki legendy szczurołapa z Hameln. Sprawa jest bardzo dziwna, ponieważ zainteresowani, którzy zbyt mocno się w nią zagłębiają, ginął w dziwnych okolicznościach. Sam bohater mimo obaw, z coraz większym zainteresowaniem poszukuje odpowiedzi na te historie. Muszę przyznać, że w wątkach praktycznie nie ma chwili na nudę. Wszystko dzieje się dość dynamicznie, a sam bohater ze swoimi poczynaniami nie stoi w miejscu. Zagadka jest dosyć nietypowa, ale jak w każdym kryminale ma zaskakujące rozwiązanie. Jak już wspomniałam, autor zajmuje się historią i religią Dalekiego Wschodu. Elementy z jego pracy znajdują się w książce, dzięki czemu czytelnik wraz z bohaterem znajduje się w różnych miejscach związanych z tą kulturą. Przyznam, że bardzo spodobała mi się koncepcja tej książki. Czasami czułam klimat podobny do “Kodu Leonarda da Vinci”, gdzie inny profesor próbował rozwiązać dziwną zagadkę. Jedynym mankamentem w fabule jest wątek obyczajowy bohatera. Był on dla mnie nieciekawy. Nie wyczułam żadnej chemii pomiędzy Gaborem a partnerkami, z którymi się wówczas spotykał. Czasami miałam wrażenie, że sam mężczyzna też tego nie czuje.

Czytając “Denar dla szczurołapa” możemy spotkać postacie z całego świata. Oprócz bohatera Węgra są także m.in. Amerykanie, Holendrzy czy Włoch. Każda z tych osób w jakiś sposób się wyróżnia. Trzeba też przyznać, że przyjaciół Gabora nie da się nie lubić, zwłaszcza awanturniczego Włocha Andrei. Sam Węgier to awanturnik i kobieciarz stroniący od alkoholu, jednak, kiedy skupia się na pracy, zwłaszcza tej o legendzie, poświęca się temu w całości. Według mnie to bardzo ciekawa postać. Zdecydowanie nie jest płaska oraz w trudnych sytuacjach myśli racjonalnie, a to moje ulubione cechy u bohaterów kryminałów.

Przyznam, że podczas czytania w pewnym momencie zapomniałam, z jakiego kraju pochodzi autor. To tylko udowadnia, na jakim poziomie została napisana ta książka. Samą treść czyta się bardzo przyjemnie. Przechodzenie z wątków jest bardzo dynamiczne, a informacje związane z historią i samą legendą o szczurołapie nie zanudzają. Dodatkowo wszystko idealnie się zintegrowało z mrocznym i tajemniczym klimatem.

Nie będę ukrywać, że “Denar dla szczurołapa” bardzo mi się podobał. Połączenie moich ulubionych gatunków literatury oraz bardzo ciekawa fabuła to jedne z wielu elementów, dzięki którym świetnie bawiłam się podczas czytania. Muszę też przyznać, że jest to jedna z lepszych pozycji, jakie miałam przyjemność w poznać w tym roku. Fani tego typu gatunków powinni koniecznie przeczytać tę książkę, gdyż jest ona tego warta.

pokaż więcej

 
2018-08-23 16:05:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka/Sci-Fi, Młodzieżowe, Posiadam

Pewnego dnia na wioskę czternastoletniego Evaha napada tajemniczy Żelazny Kruk. Większość mieszkańców zostaje porwana przez jego pomagierów, a ojciec chłopaka w wyniku walk zostaje zabity. Mimo młodego wieku Evah postanawia zemścić się na wrogu. W międzyczasie wplątuje się w wiele kłopotów, ale i przygód.

Każdy czytelnik z fantastyką spotkał się już w dzieciństwie. Tego typu elementy...
Pewnego dnia na wioskę czternastoletniego Evaha napada tajemniczy Żelazny Kruk. Większość mieszkańców zostaje porwana przez jego pomagierów, a ojciec chłopaka w wyniku walk zostaje zabity. Mimo młodego wieku Evah postanawia zemścić się na wrogu. W międzyczasie wplątuje się w wiele kłopotów, ale i przygód.

Każdy czytelnik z fantastyką spotkał się już w dzieciństwie. Tego typu elementy znajdują się w praktycznie każdej baśni czytanej do poduszki. Jednak w czasie dorastania czytelnik nie musi rozstawać się z tym gatunkiem. Powstało już wiele książek tego typu i prawdopodobnie drugie tyle jeszcze zostanie napisana. Niektóre takie pozycje nadają się również dla starszych czytelników. Sama ostatnimi czasy właśnie takie książki czytam. Wychodzę raczej z założenia, że jeśli książka jest dobra i ma genialne przesłanie, to nadaje się nie tylko dla dzieci. Dlatego też pełna oczekiwań sięgnęłam po najnowszą książkę Rafała Dębskiego.

Cała fabuła skupia się na wyprawie młodego Evaha w poszukiwaniu siedziby Żelaznego Kruka. Misja jest niebezpieczna, gdyż przeciwnik to monstrum i nikt nie wie, gdzie mieści się jego siedziba. W międzyczasie udowadnia swoje męstwo i waleczność. Większość przygód chłopaka jest naprawdę interesująca. Cieszy mnie, że nie było wątków, gdzie bohater czekał na jakiś moment i przez to sytuacja ciągnęła się przez kilka rozdziałów. Dzięki temu ani trochę się nie nudziłam oraz z zainteresowaniem czytałam dalsze perypetie młodego bohatera.
Bardzo sobie cenie, gdy w książkach dla młodszych czytelników lub dla młodzieży znajduje się jakiś morał oraz pojawiają się elementy, dzięki którym ma się wrażenie, że niektóre problemy ludzkie znajdują się nie tylko w realnym świecie. Jednak przy tym musi mieć to jakiś skład oraz nikogo nie nużyć. Autorowi udało się stworzyć taki efekt w książce. Między innymi jest to nauka o konsekwencji swoich działań oraz myślenia o innych. Poza tym pojawiają się tu różne modele rodziny i wiążące się z nią historie oraz przyjaźń i decyzje dla niej postanowione. A przy tym nie ma się uczucia, że czyta się męczących perypetii rodem z biblii.

Nie wszystko jest jednak idealne. Główny minus, jaki mogę dać tej książce jest zbyt idealny bohater. Evah ma czternaście lat, jednak zachowuje się na o wiele starszego. Rozumiem, że jest to spowodowane przeżyciami związanymi z utratą rodziny i zemstą, lecz nawet taka osoba popełnia czasem głupstwa, bo przecież to jeszcze dziecko. Według mnie w niektórych sytuacjach młody czytelnik nie będzie mógł się utożsamić z bohaterem, bo ten jest zbyt poważny. Natomiast co do postaci drugoplanowych nie mam zastrzeżeń. Jest ich bardzo dużo oraz wyróżniają się pod względem życia i charakteru. Tutaj podkreślić trzeba przede wszystkim Grzywę, czyli złodziejaszka, ale i przyjaciela Evaha. Chłopak nie jest idealny i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Chce on jednak pomóc przyjacielowi, zwłaszcza że zna jego poświęcenie względem innych.

Książka została napisana dość prostym językiem, idealnym dla młodego czytelnika. Dodatkowo nie jest ona gruba i szybko się czyta. Narrator występuje w trzeciej osobie, z czego się cieszę, gdyż można się dzięki temu dowiedzieć nie tylko o uczuciach i myślach Evaha, ale i innych bohaterów. Jako że jest to powieść dla młodszych fanów fantastyki, nie znajdzie się tu scen brutalnych ani erotycznych, a mimo to będą tutaj walki i obrona własna. No i świat przedstawiony jest w średniowieczu, czyli mojej ulubionej epoce w fantastyce.

“Żelazny kruk. Wyprawa” to z pewnością idealna książka dla młodzieży. Zapewnia ona świetną rozrywkę oraz przenosi do nowego i ciekawego świata. I, mimo że mam zastrzeżenia co do bohatera, to zdecydowanie polecam tę książkę. Nie jestem jednak pewna, czy spodoba ona się dorosłym czytelnikom. Fani brutalnego świata mogą być trochę rozczarowani, a także uważać tę książkę za infantylną. Aczkolwiek jeśli tak jak ja lubicie fantastykę w każdej postaci, to ta książka jest dla was!

pokaż więcej

 
2018-08-15 20:59:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam
 
2018-08-15 20:48:41
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: O Chłopcach (tom 1)
 
2018-08-15 19:39:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, E-book, Młodzieżowe
Autor:

Kate chciałaby wieźć normalne życie. Skończyła szkołę i jej wyniki pozwalają, aby przeskoczyła jeden rok studiów do przodu. Problem w tym, że cierpi na rzadką chorobę genetyczną, która nie powala jej na żaden kontakt z promieniami słonecznymi. Dziewczyna mimo przeciwności stara się żyć normalnie. Wychodzi tylko po zmroku i co noc gra na gitarze piosenki swojego autorstwa na lokalnej stacji... Kate chciałaby wieźć normalne życie. Skończyła szkołę i jej wyniki pozwalają, aby przeskoczyła jeden rok studiów do przodu. Problem w tym, że cierpi na rzadką chorobę genetyczną, która nie powala jej na żaden kontakt z promieniami słonecznymi. Dziewczyna mimo przeciwności stara się żyć normalnie. Wychodzi tylko po zmroku i co noc gra na gitarze piosenki swojego autorstwa na lokalnej stacji kolejowej. Pewnego razu jednym ze słuchaczy jest Charlie Reed, chłopak, w którym skrycie się kocha. Sytuacja ta rozpoczyna romans pomiędzy dwojgiem nastolatków. Problem w tym, że Kate nie wspomina Charliemu o swojej chorobie.



Musicie przyznać, że młodzieżówek czy literatury współczesnej związanych z bohaterem chorym na jakąś trudną lub niespotykaną przypadłość na rynku czytelniczym jest zdecydowanie dużo. I mimo tej banalności cieszą się one dużym powodzeniem. Ostatnimi czasy podobnie stało się z rynkiem filmowym. Co chwilę można zobaczyć reklamę filmu opartego na tych książkach. I przy takich historiach zmieniają się tylko choroby bohaterów. Tego typu gatunek reprezentuje właśnie “W blasku nocy” autorstwa Trish Cook, która miała nawet swoją ekranizacje. Tylko, czy przy tak banalnym temacie była w jakimś stopniu zaskakująca?




Mogłoby się wydawać, że przy tak dużej ilości książek z tego typu problemami, znajdzie się element w fabule, który wyróżni historie na tle innych. I niestety, ale w przypadku “W blasku nocy” czegoś takiego nie ma. Nie ma żadnego wydarzenia, dzięki któremu dostaniemy palpitacji serca. Wszystko jest łagodne i delikatne niczym skóra głównej bohaterki. Taka sama jest relacja pomiędzy Kate i Charliem. Ich rozkwitające uczucia są naprawdę urocze, jednak strasznie przewidywalne. Powiedziałabym nawet, że trochę za grzeczne jak na nastolatków, którzy chcą zwojować świat. Rozumiem, że bohaterka nie miała za łatwo przez swoją chorobę, ale mimo tak barwnych zainteresowaniach mogła zrobić bardziej emocjonujące działania.



Narratorką książki jest Kate. Opowiada ona o swoich uczuciach i przemyśleniach. I w tym również brakowało mi jakiegoś pazura. Przez to była ona dla mnie typową bohaterką młodzieżówki, która, gdyby nie choroba to specjalnie by się nie wyróżniała na tle innych. Charlie również nie podbił mojego serca. Autorka nagromadziła w nim tak dużo pozytywnych cech charakteru, że kiedy z początku wydawało się to dla mnie urocze, to z czasem zaczynał mnie wkurzać. Stał się straszną ciepłą kluchą, która jest męcząca. Natomiast zdecydowanie polubiłam przyjaciółkę Kate, Morgan. Miała ona swój charakter i robiła tylko to na co przyszła ją ochota. Jednocześnie martwiła się o swoich bliskich i chciała ich uszczęśliwić. Według mnie to najciekawsza postać tej książki, a przynajmniej taka, która wyróżniała się w całym utworze.



“W blasku nocy” nie jest długą książką. Jednak nie sądzę, aby w tym przypadku potrzebne było przeciągnięcie tej historii. Podejrzewam, że wtedy też autorka dodałaby więcej uroczych scen, przez co czytelnik naprawdę miał już dość. W takiej ilość stron historia była odpowiednio wyważona. Całość czytało się dosyć przyjemnie i bardzo szybko. Pochłonęłam ją w jedno popołudnie.





Jak już zauważyliście, książka Trishy Cook nie jest czymś oryginalny. Brakuje w niej również jakiegoś pazura, dzięki któremu dałoby się poczuć dreszczyk emocji. A mimo to miło spędziłam z nią czas. Ot, taka lekka młodzieżówka dla relaksu. Czy ją polecam? Tak, jednak miejcie świadomość, że tego typu książek jest naprawdę wiele na rynku czytelniczym.

pokaż więcej

 
2018-08-11 20:37:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, E-book, Fantastyka/Sci-Fi
Cykl: Kwiat paproci (tom 2)

Dalsze losy młodej Szeptuchy Gosi. Noc Kupały zbliża się wielkimi krokami, gdzie kobieta ma wypełnić swoje przeznaczenie. Jednak chętni na kwiat Paproci zrobią wszystko by go dostać. Zwłaszcza, że prawie wszyscy do słowiańscy bogowie. Jednak to nie jedyne zmartwienie Gosławy, gdyż na horyzoncie pojawia się Ote, dawna żona Mieszka, która jak się okazało, nie jest martwa i chce zabić dziewczynę.... Dalsze losy młodej Szeptuchy Gosi. Noc Kupały zbliża się wielkimi krokami, gdzie kobieta ma wypełnić swoje przeznaczenie. Jednak chętni na kwiat Paproci zrobią wszystko by go dostać. Zwłaszcza, że prawie wszyscy do słowiańscy bogowie. Jednak to nie jedyne zmartwienie Gosławy, gdyż na horyzoncie pojawia się Ote, dawna żona Mieszka, która jak się okazało, nie jest martwa i chce zabić dziewczynę.

Pierwszą część z serii “Kwiat Paproci” przeczytałam już dosyć dawno. Nie uważałam jej za coś wybitnego, ale mimo wszystko spędziłam z nią miło czas. No i w końcu przyszła długo oczekiwana chwila, kiedy to sięgnęłam po następną część, czyli “Noc Kupały”. Nie miałam co do niej jakiś wielkich oczekiwań. Chciałam jedynie przeczytać coś, dzięki czemu przyjemnie spędzę wieczór, a poprzednie dzieło pani Miszczuk pokazało mi, że taka właśnie będzie ta seria. I, prawdę mówiąc, się nie myliłam.

Fabuła skupia się na poczynaniach Gosi na stażu u Szeptuchy. Jednak według mnie główny wątkiem są niebezpieczne sytuacje, które spotykają kobietę. Co chwilę jest ofiarą jakiegoś wypadku samochodowego, czy tym podobne. I patrząc na hipochondryczny charakter bohaterki, to aż trudno uwierzyć, że dalej żyje i na dodatek jeszcze nie zwariowała. Oczywiście drugim wątkiem, jak nietrudno się domyślić po poprzednim tomie jest miłość Gosi do Mieszka. I właśnie przez myśli głównej bohaterki oraz przez większość działań mężczyzny ma się wrażenie, że właśnie taki schemat występuje w relacji tych postaci. Poza tym Mieszko w pewnym momencie znika bez żadnych wyjaśnień, by pojawić się według mnie tylko po kwiat paproci. Chciałabym powiedzieć, że fabuła mnie w jakiś sposób zaskoczyła, jednak niestety, ale nie mogę. Każdy, kto przeczytał “Szeptuchę” mógł się już po zakończeniu domyśleć większość wydarzeń będących w tej części. Jednak wbrew pozorom czytało mi się ją dosyć dobrze. Głównym tego czynnikiem jest humor, a zwłaszcza komentarze Baby Jagi dotyczące Gosi.

Książka jest jedynie oparta na kulturze słowiańskiej. Jednak trzeba przyznać, że elementów z nią związanych jest zdecydowanie więcej, niż w poprzedniej części. Poznajemy nowe receptury Baby Jagi, nowe potwory oraz jak się ich pozbyć no i ukazują się nowi bogowie. Trzeba też zauważyć, że autorka starała się pokazać zwyczaje Słowian w dość nowoczesny sposób, tak jak by to mogło faktycznie wyglądać w dzisiejszych czasach. Bardzo spodobały mi się te elementy książki. Rzadko można je spotkać w literaturze, a szkoda, bo kultura ta jest niezwykle ciekawa i mogłaby być interesującym elementem.

Jeśli myślicie, że Gosława choć trochę zmądrzała to jesteście w błędzie. Dalej jest tak bardzo naiwna i boi się chorób. Prawdę mówiąc, chyba u każdego bohatera nie zaszła jakaś większa zmiana. Pojawiła się natomiast Ote, czyli żona mieszka. Jest to niewątpliwie czarny charakter, jednak dla mnie było jej zdecydowanie za mało. Wolałabym, gdyby było więcej jej intryg i ogólnego występowania, niż rozmyślań Gosi. Tak jak w poprzedniej części, narratorką jest kobieta, lecz dodatkowo pojawiły się rozdziały z perspektywy Mieszka i Ote. Cieszy mnie to, gdyż dzięki temu mogłam się dowiedzieć, jak wyglądała jego relacja z żonami oraz w jaki sposób tworzył Królestwo, w którym żyją postacie z książki. I chyba bardziej ciekawa byłam rozdziałów poświęconym tych starszych czasów.

“Noc Kupały” to idealna książka na letnie popołudnie, gdy potrzebujemy lekkiej lektury. Nie ma tutaj nic wybitnego ani odkrywczego. Mimo wszystko uważam jednak, że za mało tutaj było wydarzeń związanych z poszukiwaniami kwiatu. Był to główny wątek, który nie został w pełni przedstawiony. Brakowało mi również intryg Ote oraz samego leczenia u Baby Jagi. Aczkolwiek jeśli szukacie serii, dzięki której spędzicie miło czas to “Kwiat Paproci” będzie idealne.

pokaż więcej

 
2018-08-11 14:37:29
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: Kaci Hadesa (tom 1) | Seria: Editio Red
 
Moja biblioteczka
359 91 400
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

Ulubieni autorzy (3)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (8)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd