Pawerka100 
recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com
Totalna książkocholiczka, która nie wyobraża sobie życia bez kubka kawy!
status: Czytelnik, ostatnio widziany 6 dni temu
Teraz czytam
  • Barbra Streisand. Cudowna dziewczyna
    Barbra Streisand. Cudowna dziewczyna
    Autor:
    Siedemnastolatka bez znajomości, pieniędzy i oparcia w rodzinie, o urodzie odbiegającej od obowiązujących kanonów, w ciągu pięciu lat osiąga status gwiazdy. Na Broadwayu gra z wielkim powodzeniem głów...
    czytelników: 77 | opinie: 9 | ocena: 6,19 (16 głosów)
  • Wigilia Dnia Zmarłych
    Wigilia Dnia Zmarłych
    Autor:
    Książka dostępna tylko w wersji e-book. Czy prawdziwa miłość we współczesnym świecie ma jeszcze rację bytu? Czy oddanie za kogoś życia brzmi zbyt romantycznie i heroicznie? Współczesny świat dla wie...
    czytelników: 72 | opinie: 25 | ocena: 7,32 (28 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-12 14:52:45
Ma nowego znajomego: na_marginesie_ksiazk
 
2018-12-12 14:47:12
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2018-12-09 15:11:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Alex Bartlett to handlowiec, który ma złamane serce po odejściu żony. Jest bardzo samotny i chce poznać kogoś, kto zna to uczucie i tak jak on pragnie miłości. Przypadkowo znajduje blog, w którym autorka piszę listy do wszechświata. Zauroczony wrażliwością adresatki postanawia wyruszyć w podróż i odnaleźć kobietę. Problem w tym, że wie o niej tyle, co napisała na blogu. Jednak nie poddaje się... Alex Bartlett to handlowiec, który ma złamane serce po odejściu żony. Jest bardzo samotny i chce poznać kogoś, kto zna to uczucie i tak jak on pragnie miłości. Przypadkowo znajduje blog, w którym autorka piszę listy do wszechświata. Zauroczony wrażliwością adresatki postanawia wyruszyć w podróż i odnaleźć kobietę. Problem w tym, że wie o niej tyle, co napisała na blogu. Jednak nie poddaje się i wytrwale szuka. Kłopoty zaczynają się, gdy jego zainteresowanie zaczyna być silniejsze w stosunku do kelnerki Arii, a nie adresatki bloga.

“ Tajemnica pod Jemiołą” to mój drugi raz z twórczością Richarda Paula Evansa. Wcześniej miałam przyjemność czytać “ Sprzedawcę marzeń”, który bardzo mi się spodobał. Dlatego też pełna nadziei sięgnęłam po jego kolejną książkę będącą trochę w innej tematyce. No i troszkę się zawiodłam.

Fabuła skupia się na poszukiwaniach tajemniczej autorki przez Alexa. I, prawdę mówiąc, podczas czytania pierwszych stron obawiałam się, że pan Evans skupi się jedynie na opisywaniu spotkań bohatera z osobami pasującymi do szczegółów z bloga. Niestety, ale moje obawy się sprawdziły, bo przez ¾ książki właśnie tak wygląda akcja wydarzeń. A jak łatwo się domyślić, staje się to bardzo szybko monotonne. Same spotkania z “potencjalną autorką” wbrew założeniom nie rozbawiły mnie, ale za to spodobało mi się ukazanie tych sytuacji w dość naturalny i normalny sposób. Chwilowym urywkiem w tym wszystkim jest wątek miłosny, który niestety do mnie nie przemawia. Nie czuję chemii pomiędzy Alexem a Arią, a samą ich miłość strasznie sztuczną i zdecydowanie zbyt szybko się rozwijającą jak na dwójkę złamanych życiem ludzi. Sam motyw nie jest czymś oryginalny. Już na pierwszy rzut oka widać, że są to współczesne poszukiwania Kopciuszka, a pantofelek to blog. Pomysł był ciekawy, jednak nie aż tak, aby wbić mnie w fotel.

Kolejny raz nie polubiłam bohaterów. Tym razem problem polega na tym, że autor wykreował ich bardzo sztucznie. Alex miał być idealnym facetem do wzięcia. Jednak jak się potem okazuje, to mężczyzna, który przy pierwszej przeszkodzie zwala winę na innych. Jego obraz staje się trochę realniejszy, ale jeszcze mniej zachęcający. Natomiast Aria to kobieta z problemami. Pod tym względem uważam, że autor potraktował tę postać niekonsekwentnie. Ma się wrażenie, jakby w pewnym momencie zapomniał o sposobie skonstruowania postaci. Od kiedy poznajemy Arie, każdy powtarza o jej nieśmiałym charakterze oraz o tym, jak jest przytłuczona problemami. Tyle że kiedy bohater ją spotykał, była ona bardzo otwarta. No i o swoich problemach rozmawiała z dopiero co poznanym człowiekiem. Nie mogłam uwierzyć w prawdziwość tej postaci.

Samą książkę czyta się dosyć przyjemnie i szybko. Oprócz tego autor ma talent do pisania treści w ciekawy sposób, nawet tej mało interesującej. Naturalnie znalazł się również morał, typowy dla książek pana Evansa. I po części się z nim zgadzam. Jednym z nich jest walka o swoje, którą trzeba przeprowadzić z samym sobą. Drugi morał jest o tym, że każdy popełnia błędy. I o ile są one prawdziwe, to samo ich ukazanie kuleje, zwłaszcza jeśli chodzi o drugi przekaz. Było ono dla mnie zrobione na siłę, a samo zakończenie, jak by nie wiedział, co ma napisać, więc wymyślił na poczekaniu przy okazji strasznie naciągany finał.

Porównując do przeczytanej wcześniej książki “Sprzedawca marzeń”, najnowszy utwór autora wypada słabo. Jestem rozczarowana, bo myślałam, że dostanę naprawdę wciągającą i pouczającą historię. Natomiast dostałam coś wciągającego, jednak w swojej fabule wielokrotnie już powielanego. Podejrzewam jednak, że miłośnikom twórczości Richarda Paula Evansa “Tajemnica pod jemiołą” się spodoba. Dla mnie niestety jest to książka na raz i pewnie szybko o niej zapomnę.

pokaż więcej

 
2018-12-07 11:55:19
Ma nowego znajomego: KsiążkiJakCzekolada
 
2018-11-30 18:01:34
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: Spektrum (tom 1)
 
2018-11-30 17:54:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Kryminał, Posiadam

Kiedy Ella Longfield jadąc pociągiem do Londynu, spotyka dwóch młodych mężczyzn, którzy wyszli z więzienia, rozmawiających z nastoletnimi dziewczynami, nie spodziewa się, że brak reakcji może przewrócić jej życie do góry nogami. Okazuje się bowiem, że jedna z dziewczyn, Anna, zaginęła. Kobieta dręczona wyrzutami sumienia zgłasza się na policje jako anonimowy świadek. Jednak jej nazwisko... Kiedy Ella Longfield jadąc pociągiem do Londynu, spotyka dwóch młodych mężczyzn, którzy wyszli z więzienia, rozmawiających z nastoletnimi dziewczynami, nie spodziewa się, że brak reakcji może przewrócić jej życie do góry nogami. Okazuje się bowiem, że jedna z dziewczyn, Anna, zaginęła. Kobieta dręczona wyrzutami sumienia zgłasza się na policje jako anonimowy świadek. Jednak jej nazwisko szybko wycieka do mediów, przez co Ella jest gnębiona przez społeczeństwo. Mija rok, a Anna dalej jest zaginiona. Ella natomiast zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Podejrzewa, że są one od rodziny albo przyjaciół dziewczyny. Tymczasem dręczyciel bacznie obserwuje kobietę.

Kiedy zobaczyłam pierwsze opinie i zdjęcia na instagramie na temat “Obserwuję cię”, byłam trochę sceptycznie do niej nastawiona. Obawiałam się, że mimo pozytywnych recenzji mi się nie spodoba i będę się nią jedynie męczyć. Mimo to trafiła do moich rąk. I od razu mogę stwierdzić, że po przeczytaniu pierwszego rozdziału moje wątpliwości zostały rozwiane.

Książka podzielona na cztery perspektywy: Elli, drugiej z dziewczyn Sarah oraz ojca Anny i prywatnego detektywa wynajętego przez kobietę. Można śmiało powiedzieć, że oprócz detektywa są to osoby, które czują się winne za zaginięcie dziewczyny. Jednoczenie są oni w jakiś sposób połączeni z tajemniczym obserwatorem. Mimo roku, jaki minął od tragedii, dalej rozmyślają co mogli, ale nie zrobili. Mają bardzo duże wyrzuty sumienia, z którymi nie umieją sobie poradzić. Jednocześnie nie rozumieją, co stało się z dziewczyną. I tutaj muszę zaznaczyć, że fani typowych kryminałów lub thrillerów mogą być troszkę rozczarowani, bo autorka skupiła się na psychologicznej stronie. Natomiast wątek kryminalny idzie własnym torem, na który tak naprawdę nikt nie ma wpływu. Do pewnego momentu ma się nawet wrażenie, że sprawa Anny jest tylko tłem, do rozmyślań nad poczuciem winy. Jednak zakończenie burzy ten porządek. Dla mnie było niemałym zaskoczeniem i nawet nie obstawiałam osoby, która była obserwatorem. Jestem więc usatysfakcjonowana zakończeniem. Książka trzyma w napięciu i niepewności do końca, a tego oczekuje od tego typu książek.

Ostatnimi czasy bardzo trudno jest mi się zżyć z bohaterami. Nie są oni stworzeni tak, abym się w nich zakochała, czy po prostu bardzo polubiła. W “Obserwuje cię” niestety nie jest inaczej. Bo bohaterzy są okej, ale tylko tyle. Piszę tę recenzję ponad tydzień po przeczytaniu tej książki i o ile na myśl samej historii emocje wracają, to przy postaciach nie mam żadnych. Część z nich wydała mi się po prostu nudna, a część po prostu nie polubiłam. Kolejnym minusem według mnie jest idealizowanie Anny. Autorka, kreując ofiarę, nie dała tak naprawdę żadnej negatywnej cechy, a stworzyła obraz świętej XXI wieku. W prawdzie jedna z narratorek Sarah w swojej części oczernia Anne, tyle że jest to spowodowane zazdrością, a nie prawdziwymi złymi cechami charakteru. Nie lubię, gdy tworzy się odrealnionych bohaterów, bo przez to historia staje się mniej prawdziwa. No i najzwyczajniej w świecie wkurzają mnie takie postacie. Nie tworzą klimatu, a cała historia staje się dzięki nim nużąca. Zwłaszcza gdy chodzi o thriller/kryminał, gdzie oczekuje się raczej, aby zaginiona miała swoje tajemnice i była dwulicowa. Ten przypadek broni się od takiego efektu ukazaniem Anny jedynie z rozmów. Nie mamy z nią bezpośrednio do czynienia, dzięki czemu równowaga w pewien sposób została zachowana.

Autorka napisała tę książkę stylem prostym, dzięki czemu czyta się ją naprawdę szybko i przyjemnie. Dodatkowo pani Driscoll ma talent do trzymania czytelnika w napięciu. Zwłaszcza gdy chodzi o działania związane z tajemniczym obserwatorem. Sama fabuła jest dosyć przemyślana, a na jej powstanie autorka wpadła podczas jednej z podróży do Londynu, kiedy to do przedziału weszło dwóch mężczyzn z czarnymi workami. Tym razem jednak nie byli związani z zaginięciem nastolatki.

“Obserwuje cię” to była zdecydowanie jedna z lepszych książek, które czytałam w ostatnim czasie. Co prawda nie jest bez wad, jednak sama fabuła przyćmiewa wszystko. Z pewnością będę miała na uwadze kolejne powieści tej autorki i mam nadzieje, że nie będę zawiedziona. Jeśli jeszcze ktoś się wacha, aby ją przeczytać, to zachęcam do zapoznania się z nią. Myślę, że fan thrillerów psychologicznych nie będzie zawiedziony.

pokaż więcej

 
2018-11-21 11:40:08
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-11-20 23:12:18
Ma nowego znajomego: kasia_recenzuje
 
2018-11-20 20:10:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Charlotte to młoda arystokratka z XIX-wiecznej Francji. Oczekuje powrotu swojego narzeczonego Viktora, którego bardzo kocha. Jednak, kiedy ten się zjawia, porzuca dziewczynę. Zrozpaczona, znajduję pociechę u swojego sąsiada Franciszka. Niedługo jednak dostaje zaproszenie do Wersalu, a tam spotka kolejnego adoratora, czyli samego cesarza Francji. I o ile dla Charlotte wyprawa wydaje się bardzo... Charlotte to młoda arystokratka z XIX-wiecznej Francji. Oczekuje powrotu swojego narzeczonego Viktora, którego bardzo kocha. Jednak, kiedy ten się zjawia, porzuca dziewczynę. Zrozpaczona, znajduję pociechę u swojego sąsiada Franciszka. Niedługo jednak dostaje zaproszenie do Wersalu, a tam spotka kolejnego adoratora, czyli samego cesarza Francji. I o ile dla Charlotte wyprawa wydaje się bardzo ekscytująca, to z każdym dniem intrygi oraz wydarzenia powodują odmienne odczucia.

Przyznam szczerze, że bardzo dawno nie miałam aż tak sprzecznych emocji podczas czytania książki. Zwłaszcza kiedy tyczy się to romansu. Nie mogę jednak powiedzieć, aby były to tylko pozytywne odczucia. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że debiut Sylwii Bachledy mnie nie zaskoczył.

Na wstępie muszę powiedzieć, że mimo osadzonego czasu historycznego, sama fabuła nie ma za dużo wspólnego z tym okresem. Przykładem jest, chociażby fakt, że Francja w tym czasie nie posiadała cesarza Aleksandra. Dodatkowo zachowanie dziewczyny znacznie różni się od norm obowiązujących w tamtych czasach. Zapewne każdy kto od jakiegoś czasu czyta mojego bloga wie, że uwielbiam książki osadzone w historycznym okresie. Więc jak pewnie się domyślacie, byłam zawiedziona takim zabiegiem. Bo gdyby jedynie postać cesarza była wymyślona, to bym jakoś to przeżyła, jednak zachowanie dziewczyny nie wskazuje na dorosłą arystokratkę, tylko współczesną nastolatkę. A jak można się spodziewać, zasady kobiet w epokach są różne.

Przyznam szczerze, że przez pierwsze dwieście stron książka mnie denerwowała. Spowodowane było to fabułą skupiającą się jedynie na miłosnym czworokącie(!). I ja wiem, że to romans więc coś takiego jest na początku dziennym, lecz jeśli główna bohaterka rozmyśla jedynie nad tym, jak pożąda i obściskuje się z trzema mężczyznami, staje się to trochę męczące i odpychające, nawet w romansie. Jednak potem fabuła zaczyna schodzić na drugi, powiedziałabym nawet właściwy tor. Nie jest to co prawda zwrot akcji, który nigdzie się wcześniej nie pojawił, lecz według mnie był jak najbardziej potrzebny. Nie usunął on co prawa scen miłosnych, ale “przewietrzył” trochę fabułę.

Niestety nie polubiłam się z żadnym z postaci tam występujących. Charlotte mimo wyglądu i pochodzenia, to zdecydowanie najgorsza partia na przyjaźń, a zwłaszcza na miłość. Łamie przyrzeczenia, zdradza swoich partnerów z następnymi, którzy rozbudzają jej pożądania, a przy tym nie ma nawet wyrzutów sumienia. Mężczyźni również mnie nie powalili. Viktor i Franciszek mimo obietnic walki o ukochaną, uciekają, łapiąc pierwszą lepszą okazję. Natomiast co by nie mówić o cesarzu, jedyny umie walczyć o kobietę, którą kocha. Mam też wrażenie, że jego charakter jest najbardziej wyrazisty. Czasami nawet był dla mnie zbyt nachalny, co dla człowieka z jego statusem jest bardzo dziwne. Aczkolwiek chyba jego postać przypadła mi najbardziej do gustu.

Styl autorki jest typowy dla polskich pisarek, dlatego też książkę czyta się naprawę szybko oraz bez jakichkolwiek trudności. Do wizualnej strony utworu również nie mogę się przyczepić. Zwłaszcza pod względem okładki, na którą pokusiły się i pokusi kilka okładkowych srok.

Jak już wspomniałam “Pocałunek Cesarza” to debiut pisarski. I podczas czytania bardzo się to czuje, zwłaszcza pod względem fabuły i jej powolne rozkręcanie. Myślę, że jeśli druga część tej książki będzie co najmniej taka jak druga połowa pierwszej, albo i nawet lepsza to seria zdecydowanie zyska, jak i historia Charlotte. Sądzę “Pocałunek Cesarza” spodoba się miłośnikom romansów, który jest zdecydowanie na pierwszym miejscu.



Moja ocena: 5/10



Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuje autorce Sylwii Bachledzie!

pokaż więcej

 
2018-11-08 19:55:21
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Roziskrzone noce (tom 1)
 
2018-11-07 11:32:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, E-book, Młodzieżowe

Merit to siedemnastolatka, która mieszka wraz z rodzeństwem, rodzicami i nową żoną ojca w wyremontowanym kościele. Skomplikowane są również relacje w jej domu i nikt nie umie ze sobą szczerze porozmawiać. Każdy z nich ma również jakieś dziwactwo. W przypadku Merit jest to kolekcjonowanie cudzych pucharów, kiedy w jej życiu nie pójdzie coś po jej myśli. I właśnie podczas kupowania jednego z... Merit to siedemnastolatka, która mieszka wraz z rodzeństwem, rodzicami i nową żoną ojca w wyremontowanym kościele. Skomplikowane są również relacje w jej domu i nikt nie umie ze sobą szczerze porozmawiać. Każdy z nich ma również jakieś dziwactwo. W przypadku Merit jest to kolekcjonowanie cudzych pucharów, kiedy w jej życiu nie pójdzie coś po jej myśli. I właśnie podczas kupowania jednego z nich dochodzi do spotkania z pewnym chłopakiem.... który okazuje się chłopakiem jej siostry bliźniaczki. Oprócz tego Merit czuje się przytłoczona i niezauważana przez wszystkich. Jednak taka atmosfera nie trwa wiecznie, a tajemnice w końcu wychodzą na jaw. Potrzebny do tego jest tylko impuls, który burzy wszystko.

Przyznam, że bardzo lubię twórczość Colleen Hoover. Potrafi ona z banalnej historii stworzyć coś naprawdę ciekawego, a przy tym poruszyć problemy, które są w dzisiejszych czasach dosyć powszechne. Nie inaczej jest z “Without Meredit”. Tym razem autorka wzięła na warsztat coś całkiem innego. A mowa tu o depresji wśród nastolatków. Nie jest ona przedstawiona tak jak, chociażby w serialu “13 powodów”, a przyczyny nie są spowodowane nagłym wydarzeniem, tylko narastała latami. Jednak czy autorka podołała, pisząc o nowym problemie?

Trzeba przyznać, że “Without Merit” ma najbardziej pokręconą fabułę ze wszystkich powieści Colleen Hoover. Spowodowane jest to przede wszystkim nagromadzeniem trudności, z jakimi muszą się zmierzać członkowie rodziny Voss. Natomiast problem głównej bohaterki jest wprowadzony dosyć delikatnie. Osobiście do wydarzenia kulminacyjnego nie odczuwałam tego, co czyni dziewczynę odludkiem. Miałam za to wrażenie, że kiedy wyszła na jaw depresja bohaterki, autorka stworzyła te problemy jako wyolbrzymienie Merit. A rozwiązanie dla rodziny było trochę takie, aby zmniejszyć gęstą atmosferę, a nie problemy im towarzyszące.

Sam problem depresji, a raczej jego objawów ostał ukazany trochę inaczej niż w innych książkach czy filmach. Według mnie jest to zdecydowanie na plus, bo dzięki temu możemy poznać tę chorobę z innej strony. Dodatkowo na końcu książki znajdują się między innymi numery telefonu do osób pomagających w m.in depresji, ale i także tematy do dyskusji przy jakimś spotkaniu. Nie oznacza to jednak, że jest to źródło informacji na temat depresji. Choroba ta jest jedynie problemem poruszanym w utworze. Poza tym każdy, kto choć na chwilę zetkną z twórczością Colleen Hoover wie, że na pierwszym planie zawsze są wątki obyczajowe, a zwłaszcza romans pomiędzy bohaterami. Swoją drogą tego drugiego jest zaskakująco mało.

Colleen Hoover mimo lekkiego pióra i wciągających historii kojarzy mi się również ze schematów, które powiela w każdej swojej książce. Mam do powieści Hoover ogromny sentyment, bo to jej “Hopeless” było pierwszą młodzieżówką obyczajową, którą zakupiłam i polubiłam, a na dodatek dzięki temu utworowi stałam się wielką fanką jej twórczości. Jednak przy każdej nowej książce bohaterowie wyglądają i zachowują się jak ci z poprzedniej powieści. Dodatkowo pojawia się “ulubiony” element Hoover, czyli osoba chora na raka. W tym wypadku są to partnerzy Honor, siostry głównej bohaterki. Powiem szczerze, że przez te właśnie powielane wzorce, po zakończeniu “Without Merit” zaczęłam odczuwać pewien niesmak. Mam wrażenie, że autorka przestała się rozwijać i mimo różnych historii i problemów tworzy podobne utwory z podobnym zakończeniem.

Nie jestem rozczarowana, że przeczytałam “Without Merit”. Spędziłam z nią miło czas i pierwszy raz od dawna zerwałam nockę dla książki. Poza tym polubiłam bohaterkę mimo jej dziwactw oraz niechęci do rodziny. No i cieszę się, że problem depresji został poruszony i to w dodatku w książce skierowanej przede wszystkim dla młodzieży. Jest on bardzo ważny, zważywszy na ilość osób, które chorują na depresje. Mój problem z tą książką jednak polega na tym, że autorka zamknęła się w jednym schemacie, który powiela praktycznie w każdym utworze. I o ile z początku nie zwracałam tak na to uwagi, tak teraz to mnie rozczarowuje. Przede mną jeszcze “Never Never” oraz “Wszystkie nasze obietnice” i liczę na powiew świeżości. A odpowiadając na pytanie zadane na wstępie, muszę powiedzieć, że dla mnie to trudno stwierdzić. Bo z jednej strony historia jest bardzo fajna, to o tyle nie czuję tutaj Hoover, którą polubiłam.

pokaż więcej

 
2018-11-06 20:54:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Drogi do wolności. (tom 1)
 
2018-10-30 15:55:01
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Maybe (tom 2)
 
2018-10-29 17:53:25
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Crank (tom 1)
 
2018-10-29 17:52:57
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
Moja biblioteczka
372 96 439
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (9)

Ulubieni autorzy (3)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (8)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd