Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
monweg 
status: Czytelnik, dodał: 6 książek, ostatnio widziany 13 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-09-18 22:23:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Autor:
Cykl: Absolute (tom 2)

Stephen Worthington, wykładowca akademicki jeszcze niedawno prowadził bardzo spokojny, a można powiedzieć, że nudny tryb życia. Jego czas dzielił się na pracę, spotkania z bratem i weekendy u rodziców. Większość wieczorów jednak spędzał sam w czterech ścianach swojego uporządkowanego mieszkania. Jednak wszystko się zmieniło, a właściwie stanęło na głowie i wywinęło koziołka, gdy na jego drodze... Stephen Worthington, wykładowca akademicki jeszcze niedawno prowadził bardzo spokojny, a można powiedzieć, że nudny tryb życia. Jego czas dzielił się na pracę, spotkania z bratem i weekendy u rodziców. Większość wieczorów jednak spędzał sam w czterech ścianach swojego uporządkowanego mieszkania. Jednak wszystko się zmieniło, a właściwie stanęło na głowie i wywinęło koziołka, gdy na jego drodze pojawiła się ponętna i prowokująca panna Julia Wilde. To Julia staje się dla niedoświadczonego Stephena nauczycielką, prowadzącą go przez meandry sztuki erotycznej.

W Absolwentce trwa romans Julii i Stephena. Przechodzą nawet na wyższy poziom znajomości. Dziewczyna chwilowo przeprowadza się do swojego wykładowcy. Ich układ z pierwszej części ulega zmianie. To już nie tylko spotkania na szybki seks bez zobowiązań, ale namiastka życia we dwoje. Stephen zaczyna rozumieć, że kocha Julię. Tylko czy Julia jest gotowa na stały związek? Czy nie wystraszy się odpowiedzialności? I w końcu, czy jeden partner do końca życia jest w stanie ją zadowolić?

Absolwentka, tak jak Debiutant nie jest książką wybitną, ale sądzę, że niektórym osobom może się podobać. Jest to lekko napisana opowieść, którą czyta się płynnie i nawet z przyjemnością, a jej lektura nie zajmuje zbyt wiele czasu. Jestem pewna, że wielu czytelnikom ta powieść nie przypadnie do gustu, ale znajdą się i takie osoby, które nie będą na niej „wieszać psów”.

Czytuję erotykę, bo erotyka też jest dla ludzi. Jednak nigdy nie oczekuję od takich książek nie wiadomo czego. Powieści, które czytałam do tej pory przyzwyczaiły mnie do erotyki bardziej pikantnej i mniej grzecznej. Absolwentka została napisana delikatniej, jest bardziej wysmakowana i sądzę, że przez to może trafić do czytelników, którzy dopiero zaczynają poznawać ten gatunek.

Najsłabszą stroną opowieści duńskiej pisarki są stworzeni przez nią bohaterowie. Lubię czuć związek z postaciami czytanej książki. Tutaj mi tego zabrakło. Nie przeszkadza mi, że Stephen do niedawna nie był Casanovą, ale ciągle jest denerwująco wręcz ugrzeczniony i niepewny siebie. Julia natomiast w tej części straciła swoją drapieżność. Stała się cichsza, bardziej spolegliwa i chyba tak do końca nie przekonała mnie do siebie ta przebojowa dziewczyna z Debiutanta. Nie kupuję jej w takiej formie.

Skoro był minus, czas na plus. I jest jeden. Wydaje mi się, że Hooks udało się uniknąć schematu innych erotyków. Najczęściej w tego typu książkach ona jest niedoświadczoną, śliczną młoda kobietą, a on bajecznie bogatym, niebiańsko przystojnym mężczyzną, który czego nie dotknie zamienia w złoto. Ona stawia pierwsze kroki w seksie, on jest stroną dominującą. W cyklu Absolute autorka postawiła na całkiem inny scenariusz i chyba wyszło to książce na dobre.

Absolwentka nie jest powieścią znakomitą, nie jest nawet dobrą, ale można z nią miło spędzić jedno popołudnie. Szkoda, że lato już się kończy, bo na leniuchowanie na łonie natury nadała by się idealnie. Nie staję w tym momencie przed dylematem, czy polecać wam tę książkę. Nie zamierzam ani was nastawiać przeciwko niej, ani za bardzo zachwalać. Uważam, że każdy sam najlepiej podejmie decyzję – czytać czy nie.

pokaż więcej

 
2017-09-10 21:47:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Anna Brzezińska, polska pisarka fantasy i mediewistka; absolwentka Instytutu Historii KUL. Obok Andrzeja Sapkowskiego jest najpopularniejszym twórcą fantasy. Zadebiutowała opowiadaniem A kochał ją, że strach, za które dostała Nagrodę Fandomu Polskiego.

Philippa Gregory, Michelle Moran, Elżbieta Cherezińska, Ewa Stachniak – oto niektóre z gorących nazwisk pisarek, które przybliżają nam to, co...
Anna Brzezińska, polska pisarka fantasy i mediewistka; absolwentka Instytutu Historii KUL. Obok Andrzeja Sapkowskiego jest najpopularniejszym twórcą fantasy. Zadebiutowała opowiadaniem A kochał ją, że strach, za które dostała Nagrodę Fandomu Polskiego.

Philippa Gregory, Michelle Moran, Elżbieta Cherezińska, Ewa Stachniak – oto niektóre z gorących nazwisk pisarek, które przybliżają nam to, co zdarzyło się przed wiekami. Do tego grona dzisiaj dopisuję kolejne nazwisko, Anna Brzezińska. Nastała moda na powieści historyczne i z radością stwierdzam, że powstają jak grzyby po deszczu. Cieszy mnie to, że po pozycje te sięgają teraz bardzo często kobiety, wszak epoki, o których traktują są niezmiernie ciekawe. Królowe, księżne, księżniczki… która z nas nie chce o tym czytać. Przecież od dziecka prawie każda dziewczynka marzy by być królewną. Może dzięki lekturze tej książki nie siądziemy na tronie dosłownie, ale w marzeniach… czemu nie.

Najnowsza książka Anny Brzezińskiej Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach przybliża nam portrety głównie córek królowej Bony i Zygmunta Starego. Poznajemy codzienne życie Izabeli, Zofii, Anny i Katarzyny oraz Jadwigi i Anny.

Szesnastowieczny Kraków. To tutaj przyjeżdża spod Nowego Targu nastoletnia Regina. Trafia do słodownika mistrza Bartłomieja, gdzie zostaje izdebną. Jednak szybko przekonuje się, że nie została zatrudniona tylko w roli służącej. Bartłomiej oczekuje od dziewczyny czegoś zgoła innego. Nie mogło zdarzyć się inaczej, Regina zachodzi w ciążę i po kilku miesiącach na świat przychodzi dziewczynka. Niestety nie jest to wymarzona córka. Dosia, bo tak dostaje na imię, okazuje się karlicą, dzieckiem niechcianym. Jednak to ona, a nie jej matka dostaje się na zamek królewski. I to Dosia staje się narratorką opowieści i jej oczami oglądamy życie na Wawelu towarzysząc jagiellońskim królewnom.

Historia przedstawiona w książce nie skupia się wyłącznie na dworze. Wykracza poza niego i ukazuje nam postaci z różnych środowisk zawodowych i warstw społecznych. Królewny są najważniejsze, ale równie ważne stają się mieszczanki, służące, a nawet rozpustnice… rzemieślnicy, żacy, uczeni, żebracy. Jednak opowieść Brzezińskiej najbardziej skupia się na życiu kobiet.

Ktoś może pomyśleć – powieści historyczne nie są dla mnie, zbyt ciężkie i na pewno nieprzystępne. Otóż nie, zdecydowanie nie. Książka Anny Brzezińskiej napisana została lekko, bardzo przystępnie, a czyta się naprawdę wyśmienicie. Autorka zadbała o najdrobniejsze szczegóły, dzięki temu nie ma się problemu, aby przenieść się [prawie dosłownie] w dobę renesansu, by móc zakosztować takiego niezwykłego życia.

Nie jest to książka tego rodzaju, która czyta się sama. Już sama grubość [840 stron] szykuje nas na kilka dni lektury. Powieści historyczne są specyficznie i potrzeba czasu, aby się w nie zagłębić i nie zgubić. Mimo tego Córki Wawelu przeczytałam w tempie prawie ekspresowym. Jeżeli się wahacie, to nie potrzebnie, bo to naprawdę bardzo zajmująca historia.

Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach to piękna, fascynująca i wspaniała opowieść o kobietach żyjących w XVI wieku. Opowieść, której nie znajdziecie na lekcjach historii, ale którą możecie poznać dzięki takim książkom jak ta. Życie na dworze, wokół niego, opisy Krakowa z jego zabytkami i uliczkami, to tylko niektóre tematy, o których przeczytacie na kartach tej książki.

Napisaną z rozmachem powieść Anny Brzezińskiej polecam z czystym sumieniem wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o minionych czasach, a także tym, którzy pasjonują się historią w ogóle. Zdecydowanie polecam.

pokaż więcej

 
2017-09-10 21:26:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Śmiertelny strach jest w naszym życiu równie ważny jak miłość. Dociera do sedna naszego jestestwa i pokazuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Czy zrobisz krok wstecz i zasłonisz oczy? Czy może starczy ci siły, żeby stanąć nad przepaścią i spojrzeć przed siebie? Czy chcesz wiedzieć, co tam jest, czy też żyć w mrocznej iluzji, w której ten skomercjalizowany świat pragnie nas zamknąć jak ślepe... Śmiertelny strach jest w naszym życiu równie ważny jak miłość. Dociera do sedna naszego jestestwa i pokazuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Czy zrobisz krok wstecz i zasłonisz oczy? Czy może starczy ci siły, żeby stanąć nad przepaścią i spojrzeć przed siebie? Czy chcesz wiedzieć, co tam jest, czy też żyć w mrocznej iluzji, w której ten skomercjalizowany świat pragnie nas zamknąć jak ślepe gąsienice w wiecznym kokonie? Czy zwiniesz się w kłębek, zamkniesz oczy i umrzesz? Czy może potrafisz wywalczyć sobie wolność i odfrunąć? [Stanislas Cordova]
Skuszona mroczną okładką, chwytliwym tytułem i rekomendacjami nie mogłam się oprzeć, gdy zobaczyłam tę powieść w ofercie wydawniczej Albatrosa. Jednak byłam w szoku, kiedy okazało się jaka to niesamowita cegła. Niespełna osiemset stron! Ponieważ nie znam autorki, więc pomyślałam, że będzie to albo totalny niewypał albo cudownie interesująca historia. Jaka się okazała? Możecie się przekonać.

Nowy Jork. W jednym z opuszczonych magazynów na Manhattanie, w szybie nieczynnej windy znalezione zostaje ciało młodej kobiety, Ashley Cordovy. Policja szybko stwierdza, że kobieta popełniła samobójstwo. Innego zdania jest dziennikarz śledczy Scott McGrath, który podejrzewa całkiem inną przyczynę zgonu. Zmarła okazuje się być córką legendarnego reżysera kultowych horrorów Stanislasa Cordovy, który nie udziela się od ponad trzydziestu lat. Praktycznie od tego czasu nikt go widział. Scott tropił sekrety Cordovy lata temu, ale został z niczym, choć był bliski zdemaskowania reżysera. Stracił wszystko, dobre imię, pracę i rodzinę.

Stanislas Cordova zasługuje na oddzielny akapit. Filmy ekscentrycznego reżysera uważane są za bulwersujące, wstrząsające, ale nie przeszkadza to w tym, że ciągle przyciągają rzesze fanów a nawet inspirują do dokonywania zbrodni. Nieuchwytny reżyser, zupełnie jak jego filmy, które co jakiś czas ukazują się na podziemnych seansach, do których bronią wstępu liczni codovici. Sam Cordova ma tyleż samo zwolenników co przeciwników. Nie sądzicie, że ciekawy z niego facet?

Scott McGrath ni to z zemsty, ni z ciekawości zagłębia się coraz bardziej w życie i sekrety Cordovów. Czy rozwiązanie zagadki śmierci Ashley jest w stanie choćby trochę zmniejszyć obsesję dziennikarza? W zagmatwanym śledztwie pomagają McGrath’owi nowo poznani młodzi ludzie, Nora i Hopper, którzy mieli styczność z nieżyjącą Ashley. W sumie nie do końca można rozpracować ich intencje. Nie wiadomo dlaczego gmatwają się wraz z McGrathem w prywatne śledztwo, które koniec końców nie jest wcale bezpieczne.

Pojawiające się na kartach książki liczne zdjęcia, artykuły z gazet, zrzuty ze stron internetowych sprawiają, że cała historia staje się na tyle wiarygodna, iż miałoby się ochotę przetrząsnąć Internet by sprawdzić prawdziwość informacji w niej zawartych. Powiem wam szczerze, że byłam bardzo bliska wstukania nazwiska Cordovy, by sprawdzić czy taki ktoś faktycznie istnieje. Ręka do góry, jeśli ktoś nie miał na to chęci.

Nocny film jest logicznie i rzeczowo napisaną książką - thrillerem… kryminałem… horrorem… powieścią psychologiczną. Każdy odbierze ją inaczej. Napisałam logiczna, choć momentami jest tak niesamowita i oryginalna jak filmy Davida Lyncha (nie, nie porównuję, tak mi się jakoś samo nasunęło, bo właśnie oglądam najnowszy Twin Peaks). Zadziwiające jest to, że tak do końca nie wiadomo co jest prawdą, a co kłamstwem – jedno i drugie wydaje się w miarę czytania coraz bardziej niewiarygodne, choć tak mocno autentyczne.

Nocny film Marishy Pessl nie jest może książką wybitną, ale na tyle dobrą, że bardzo angażuje czytelnika. Powieść amerykańskiej autorki jest mroczna, intrygująca, oddziaływująca na wyobraźnię. I choć akcja nie gna na łeb na szyję, to potrafi przykuć uwagę na wiele godzin, a momentami wbić czytelnika w fotel. Marisha Pessl zabiera nas w psychodeliczny taniec, gdzie fikcja i fakty mieszają się ze sobą tworząc odrealniony klimat oraz atmosferę pełną tajemnic.

Chcesz poczuć się jak dziecko we mgle?

Polecam gorąco.

pokaż więcej

 
2017-08-29 21:14:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Cykl: Ból za ból (tom 3)

Chciały tylko naprawić krzywdy, które im wyrządzono. Odpowiedzieć ogniem za ogień. Ale raz wzniecone płomienie szaleją niepowstrzymanie. Sieją zniszczenie, a nawet śmierć. Wszystko zamieni się w popiół, jeśli dziewczyny nie zakończą tego, co rozpoczęły. Ale czy Mary, która w końcu poznała prawdę o sobie, będzie tego chciała?
Połączyły je tajemnice. Prawda może rozdzielić je na zawsze.
Popiół...
Chciały tylko naprawić krzywdy, które im wyrządzono. Odpowiedzieć ogniem za ogień. Ale raz wzniecone płomienie szaleją niepowstrzymanie. Sieją zniszczenie, a nawet śmierć. Wszystko zamieni się w popiół, jeśli dziewczyny nie zakończą tego, co rozpoczęły. Ale czy Mary, która w końcu poznała prawdę o sobie, będzie tego chciała?
Połączyły je tajemnice. Prawda może rozdzielić je na zawsze.
Popiół za popiół jest powieścią dla młodzieży, która kończy trylogię Ból za ból amerykańskich pisarek Jenny Han i Siobhan Vivian. Czas więc na podsumowanie całego cyklu.

Pocztówkowa wyspa Jar. Trzy nastolatki, które z pozoru nie mają wiele ze sobą wspólnego. Pochodząca z bogatej rodziny, bardzo popularna i ładna cheerleaderka Lillia; Nie licząca się ze zdaniem innych, outsiderka Kat; Mary, samotniczka, która powróciła na wyspę, aby zacząć wszystko od początku. Wszystko je różni, a łączy jedno. Zostały kiedyś zranione i teraz pragną zemścić się na osobach, które są za to odpowiedzialne. W pojedynkę byłoby to trudne, ale w grupie siła. Tylko czy zemsta może przynieść ukojenie?

Wydawać by się mogło, że sprawa zemsty w tej odsłonie schodzi na dalszy plan, ale czy tak jest faktycznie? Mary zaczyna rozumieć kim tak naprawdę jest, ale nie sądzę żeby wyszło jej to na dobre. Po burzliwych dwóch wcześniejszych tomach Lillia i Kat próbują jakoś ułożyć sobie życie. Lillia się zakochuje, ale uczucia lokuje nie tam, gdzie powinna. Mary na pewno nie będzie zachwycona. Czy prawda o Mary nadwątli tę dziwną przyjaźń, która zrodziła się z nienawiści i chęci zemsty?

Popiół za popiół, tak jak cała trylogia otulona jest specyficzną, mroczną, trochę duszną atmosferą. Historię poznajemy [jak wcześniej] w narracji pierwszoosobowej podzielonej na trzy główne bohaterki. Każda z dziewcząt zabiera głos i prowadzi nas przez swoją opowieść w krótkich, niemęczących rozdziałach. Dzięki temu czytelnik ma niebywałą łatwość „wejścia w głowę” każdej z bohaterek i poznania ich przemyśleń, wątpliwości, żali.

Opowieść Jenny Han i Siobhan Vivian jest spójna i lekko napisana, a mimo to wzbudza szereg silnych emocji. Krótki rozdziały i duża czytelna czcionka sprawia, że kartki same się przewracają, czyli jak słusznie się domyślacie książka jest zajmująca i ciężko się z nią rozstać. Chociaż jest to powieść młodzieżowa, to nie jest błaha i na pewno trafiłaby też do starszych czytelników.

Trylogia Ból za ból jest serią ważną i traktującą o prawdziwych problemach, nie tylko młodych ludzi. Cykl dla tych, którzy szukają czegoś więcej, niż zwyczajnej letniej historyjki czy taniej rozrywki. Polecam gorąco
Zemsta obciążona jest pewną wadą: spełnia się w oczekiwaniu. Sam akt zemsty natomiast, zamiast wzbudzać przyjemność, rodzi tylko ból, a w każdym razie ból jest uczuciem dominującym. Mark Twain

pokaż więcej

 
2017-08-27 21:13:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Rewolucja w domu i moje nowe ja.Nie chodzi tu o zwykłe układanie czy sprzątanie. Przenoszenie rzeczy z jednego miejsca w drugie, ustawianie w stosiki, czyszczenie. Chodzi o nasz stosunek do nich. Czy nie jesteśmy aby uzależnieni od przedmiotów, które nas otaczają? Czy nie mamy ich za dużo? Czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich obiektów, które zagracają nasze mieszkania, i których chcemy... Rewolucja w domu i moje nowe ja.Nie chodzi tu o zwykłe układanie czy sprzątanie. Przenoszenie rzeczy z jednego miejsca w drugie, ustawianie w stosiki, czyszczenie. Chodzi o nasz stosunek do nich. Czy nie jesteśmy aby uzależnieni od przedmiotów, które nas otaczają? Czy nie mamy ich za dużo? Czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich obiektów, które zagracają nasze mieszkania, i których chcemy coraz więcej i więcej?
Ekspertka od nieładu Hideko Yamashita zaprasza do zapoznania się z metodą Dan-sha-ri. Hideko pragnie abyśmy „odgruzowali” nasze domy z wszystkiego, co w nich zalega. Pomaga w rozstaniu się zarówno z widocznym bałaganem w domu, jak i tym niedostrzegalnym, w sercu.

Hideko twierdzi, że uporządkowany świat widzialny wywiera bezpośredni wpływ na świat niewidzialny. Zasada minimalizmu to trzy filary: Dan – czyli odmowa. Musimy nauczyć się mówić stanowcze „nie” kolejnym nowym i często bezużytecznym rzeczom. Sha – czyli wyrzucanie. Jak słusznie się domyślacie, czeka nas pozbycie się wszystkich przedmiotów, które zagracają naszą przestrzeń. Ri – czyli uwolnienie się. Musimy się nauczyć rezygnacji z przywiązywania do zbędnych rzeczy.

Zdaję sobie sprawę jaką ciężką pracę musiałabym wykonać, aby zastosować te filary – zasady w swoim życiu. Jestem kolekcjonerką, zbieraczką i nie znoszę się rozstawać z rzeczami, które posiadam. Oczywiście nie chodzi tu o buty czy o bluzkę, w których już nie chodzę (z tym nie mam problemu). Mam bardzo pokaźną biblioteczkę, czyli jestem kolekcjonerką książek. I niestety, jak to często bywa, zaczyna się to wymykać spod kontroli. Ale jak się pozbyć książek, skoro wiem, że nie poprzestanę na ilości, którą posiadam obecnie. Książki książkami – kolekcjonuję również słonie od wielu lat. Rozpanoszyły się choroby po całym mieszkaniu i również nie potrafiłabym zrezygnować choćby z kilku sztuk. Jak widzicie minimalizm, a co za tym idzie metoda Hideko Yamashita, nie jest stworzona dla mnie. Ale może dla Was tak.

Nie przepadam za poradnikami, ale zapewne jak każdemu molowi książkowemu zdarza się zgrzeszyć i zapoznać się z tym, co radzą inni. Sztuka porządkowania według Yamashita nie jest rewolucyjna, bo powstało już kilka innych poradników na ten temat [Magia sprzątania – Marie Kondo; Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce – Katarzyna Kędzierska; Książeczka minimalisty – Leo Babauta], a minimalizm zaczyna się wkradać również do literatury popularnej [Lokatorka].

Uważam jednak, że jeżeli ktoś poszukuje rozwiązań dotyczących przestrzeni w której żyje i nie jest mu z tym dobrze, to książka Dan-sha-ri nada się na zrobienie pierwszych kroków w tej dziedzinie. Piszę „na początek”, gdyż mniej tutaj przykładów, jak sobie radzić z realizacją tej metody, a więcej przytoczeń historii osób, którym podobno pomogła.

Jeżeli jesteście przytłoczeni zalegającymi po kątach różnymi niepotrzebnymi przedmiotami, to możecie zapoznać się z metodą Dan-sha-ri. Być może to właśnie ona okaże się dla was na tyle rewolucyjna i pomoże w rozstaniu [na początek] z kilkoma zbędnymi rzeczami. Jeśli chcecie, aby wasze mieszkanie wyglądało jak z reklamy lub folderu, to śmiało – książka w ręce. Ja jednak lubię to swoje nieuporządkowane lokum, uwielbiam jak wszędzie coś gdzieś leży. Wtedy mieszkanie żyje. Ale to tylko moje skromne zdanie.

Dan-sha-ri okazało się dla mnie ciekawostką, którą warto było poznać. Mimo, że jest to poradnik, nie uważam, że straciłam przy nim czas. Zawsze interesujące jest zapoznanie się ze zdaniem innych, którzy mają coś do powiedzenia. Twórczy nieład czy minimalizm? Wybierajcie sami.

pokaż więcej

 
2017-08-27 20:51:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Autor:
Cykl: Komisarz Brunetti (tom 23)

Donna Leon, amerykańska pisarka, autorka cyklu kryminałów z weneckim komisarzem policji Guido Brunettim. Pierwszą powieść napisała podobno dla żartu w 1991 roku i dalej już poszło. Książki Donny Leon cieszą się dużą popularnością w Niemczech i Hiszpanii. Mimo, że mieszka we Włoszech nie zezwala na wydawanie swoich książek w języku włoskim. Może to dziwne, ale woli być anonimowa.

Gra pozorów...
Donna Leon, amerykańska pisarka, autorka cyklu kryminałów z weneckim komisarzem policji Guido Brunettim. Pierwszą powieść napisała podobno dla żartu w 1991 roku i dalej już poszło. Książki Donny Leon cieszą się dużą popularnością w Niemczech i Hiszpanii. Mimo, że mieszka we Włoszech nie zezwala na wydawanie swoich książek w języku włoskim. Może to dziwne, ale woli być anonimowa.

Gra pozorów to już dwudziesty trzeci tom o komisarzu Brunettim, ale moje pierwsze spotkanie z Guido i z twórczością Donny Leon. Do tej pory wenecki komisarz musiał się zmierzyć między innymi ze śmiercią jednego z kadetów Akademii Wojskowej, wyłowionym ciałem z kanału nieznanego mężczyzny, brutalnie zamordowaną starszą kobietą czy śmiercią jednego z nielegalnych imigrantów. Tym razem nie zaczyna się morderstwem, ale czymś co dla moli książkowych jest równie ważne, jeśli nie ważniejsze. Ktoś ukradł część stron z kilku bardzo ważnych, rzadkich i cennych woluminów w weneckiej Bibliotece Merula. Wydawać by się mogło, że to jest niezwykle prosta sprawa, gdyż sprawcą okazuje się ostatnia osoba, która rzeczone książki wypożyczała, amerykański profesor z Kansas University. Jednak nie ma możliwości by odnaleźć mężczyznę, gdyż… on po prostu nie istnieje, a na uniwersytecie nikt nigdy nie słyszał o takiej osobie. I co, czy też uważacie, że zaczyna się niezmiernie interesująco? To bierzcie się za lekturę Gry pozorów, bo będzie tylko lepiej.

Komisarz Brunetti kontra mój ukochany Herkules Poirot. Za dużo przeczytałam już kryminałów Agathy Christie a za mało Donny Leon, ale chyba nawet jeśli te wartości się zrównają chyba wybiorę Poirota. To nie to, że Brunettiemu czegoś brakuje. Wszystko jest z nim w porządku, ale nie każdy może mieć tak niesamowite szare komórki jak belgijski detektyw. Sam kryminał też jest nie najgorszy, ale brakowało mi tej tajemniczości i wyjątkowej atmosfery, które towarzyszą powieściom Christie.

W literaturze kryminalnej bardzo często główny bohater jest ciężko doświadczony przez życie, pokiereszowany, po przejściach, miewa też problemy alkoholowe. Guido Brunetti jest inny. To przykładny mąż i ojciec, sympatyczny erudyta i smakosz. Kierujący się intuicją, uparty i dociekliwy, a do tego z poczuciem humoru. Myślicie, że to nudne, ale tak nie jest.

Akcja książki osadzona jest w pięknej Wenecji, mieście jedynym w swoim rodzaju do dziś hipnotyzującym i wabiącym tajemnicami. A sama książka, to nie kryminał z zawrotną akcją, nie będzie wam cierpła skóra, po plecach nie będą biegały ciarki, ale czyta się naprawdę nieźle i z niewątpliwą przyjemnością. Tło powieści i panujący nastrój zasługują na pochwałę. Ciekawie i nieszablonowo skonstruowana powieść, oddająca klimat magicznej Wenecji. Lecz jeśli szukacie rasowego kryminału to nie znajdziecie go u Donny Leon. Gra pozorów nie jest klasyczną powieścią kryminalną. Tutaj warstwa obyczajowa jest równie ważna, jeśli nie ważniejsza niż samo rozwiązanie sprawy.

Jeśli macie ochotę na nieskomplikowaną powieść, to Gra pozorów nada się doskonale, zwłaszcza u schyłku lata. Niestereotypowo prowadzone dochodzenie i lekki styl amerykańskiej pisarki mogą się spodobać. Jestem zdecydowana sięgnąć po inne tomy opowiadające o weneckim komisarzu Giudo Brunettim. A tę część polecam, szczególnie wielbicielom kryminałów i tym, którzy choć na chwilę chcą się przenieść do Wenecji nie ruszając się z fotela. I oczywiście miłośnikom twórczości Donny Leon.

pokaż więcej

 
2017-08-24 23:43:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Mariette Lindstein urodziła się i wychowała w szwedzkim Halmstad. Jako młoda dziewczyna planowała karierę dziennikarską. Niestety, w wieku dziewiętnastu lat trafiła do Kościoła scjentologicznego. Udało jej uciec w 2004 roku. Wyzwoliwszy się w końcu spod władzy scjentologów postanowiła opisać swoje doświadczenia i wyjawić prawdy na temat nadużyć, których była ofiarą. Sekta z Wyspy Mgieł to jej... Mariette Lindstein urodziła się i wychowała w szwedzkim Halmstad. Jako młoda dziewczyna planowała karierę dziennikarską. Niestety, w wieku dziewiętnastu lat trafiła do Kościoła scjentologicznego. Udało jej uciec w 2004 roku. Wyzwoliwszy się w końcu spod władzy scjentologów postanowiła opisać swoje doświadczenia i wyjawić prawdy na temat nadużyć, których była ofiarą. Sekta z Wyspy Mgieł to jej debiut i jednocześnie pierwsza część elektryzującej trylogii.
Na wyspie u wybrzeża Szwecji osiedlił się ruch New Age. Jego charyzmatyczny przywódca, Franz Oswald, opracował naukę ViaTerra, która ponoć ma przywracać spokój ducha i naturalną równowagę ciała. Ruch ma magnetyczną moc przyciągania celebrytów i ludzi władzy.
Sofia Bauman jest główną bohaterką powieści Sekta z Wyspy Mgieł. Dziewczyna niedawno skończyła studia, a także toksyczny związek z chłopakiem, nie bardzo wie co zrobić ze swoim życiem. Razem z koleżanką biorą udział w odczycie, który prowadzi nie kto inny, jak Franz Oswald. Mężczyzna robi na dziewczynie piorunujące wrażenie, jest męski, przystojny, charyzmatyczny. Sofia daje się oczarować piękną wizją, którą roztacza przed nią Oswald i przyjmuje jego ofertę pracy.

W taki sposób trafia na spowitą mgłą wyspę, osnutą tajemnicami. Piękna posiadłość, spokój i cisza na początku sprawiają dziewczynie niebywałą radość. Niestety z biegiem czasu zdaje sobie sprawę z poświęceń i wyrzeczeń; przestaje być szczęśliwa i zaczyna orientować się, że ten obiecywany raj na ziemi jest sektą. Żałując pochopnie podjętej decyzji, chciałaby się wycofać i wrócić do normalnego życia. Ale tak się składa, że nikt nigdy nie opuścił ViaTerra, którego „strzeże” ogrodzenie pod napięciem.

Każda sekta ma własną ideologię, cechy i reguły funkcjonowania. Różnice są jednak bardzo subtelne. Podstawą działania sekty jest psychomanipulacja osób wewnątrz organizacji, jak i potencjalnych członków. Ofiarami najczęściej są osoby młode, które poszukują odpowiedzi na pytania o sens życia, szukający własnej drogi. Nie jest inaczej w przypadku ViaTerra. Absolutna dyscyplina, pełne zaangażowanie i całkowite podporządkowanie guru – Oswaldowi. Jak to brzmi? Prawdziwy koszmar – bo gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla człowieka.

Sektę z Wyspy Mgieł czyta się niemal błyskawicznie, a jest to niewątpliwie zasługą przystępnego języka jakim posługuje się szwedzka autorka. Zdecydowanie nie jest to obiecywany fenomen na miarę Millennium Stiega Larssona, ale przyznaję, że czytałam z dużym zainteresowaniem. Można się dowiedzieć o mechanizmie działania sekty, manipulacji, dezinformacji i w końcu wzbudzaniu poczucia winy, wstydu, lęku. Chwilami zastanawiałam się, jak to możliwe dać sobie tak wyprać mózg, momentami zwyczajnie trafiał mnie szlag i byłam bliska rzuceniem książki w kąt, ale koniec końców niczemu przecież nie była winna.

Mariette Lindstein przelała na papier to przez co sama przeszła. Powieść, mimo iż jest debiutem uważam za bardzo dobrą. Sądzę, że jest w niej wszystko, co powinno się znaleźć. Napisana ciekawie, niespiesznie, ale nie nużąco. Daje nadzieję na świetną kontynuację, na którą z niecierpliwością będę wyczekiwać.

pokaż więcej

 
2017-08-24 23:20:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Autor:
Cykl: Landon Gibson (tom 2)

Anna Renee Todd, dwudziestoośmioletnia amerykańska powieściopisarka (no bez przesady), autorka serii After. Todd pierwszy tom After opublikowała w 2013 roku za pośrednictwem platformy internetowej Wattpad, gdzie cieszył się dużą popularnością. W maju 2014 podpisała umowę z grupą wydawniczą Gallery Books oraz kontrakt filmowy z Paramount Pictures. Todd mieszka w Austin w Teksasie.

Między nami...
Anna Renee Todd, dwudziestoośmioletnia amerykańska powieściopisarka (no bez przesady), autorka serii After. Todd pierwszy tom After opublikowała w 2013 roku za pośrednictwem platformy internetowej Wattpad, gdzie cieszył się dużą popularnością. W maju 2014 podpisała umowę z grupą wydawniczą Gallery Books oraz kontrakt filmowy z Paramount Pictures. Todd mieszka w Austin w Teksasie.

Między nami mówiąc to przyznaję, że jestem chyba literacką masochistką. Dlaczego? Przeczytałam wszystkie wcześniejsze opasłe powieści Anny Todd z serii After i do dzisiaj nie wiem z jakiego powodu, ponieważ książki tej amerykańskiej pisarki (?) uważam za całkowite gnioty. I oto co robię. Gdy pojawiają się kolejne w jej dorobku „dzieła”, włącza się mój masochizm i czytam… Ale do rzeczy.

Dzisiaj postanowiłam napisać o najnowszym cyklu Todd Landon Gibson łącznie, czyli będzie jedna opinia o dwóch tomach z jakże ambitnymi tytułami: Nothing more i Nothing less.

Landon przeprowadza się do Nowego Jorku podążając za swoją dziewczyną Dakotą, z którą są razem od kilku lat. Niestety na miejscu okazuje się, że Dakota widzi swoje życie, ale bez uwieszonego na niej Landona. Chłopak dzieli czas między studia i pracę, wieczory spędzając z Tessą, która właśnie zakończyła związek z Hardinem. I kiedy już Landon przyzwyczaja się do tego, że jest singlem, a w oko wpada mu przyjaciółki Tessy, Nora, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znów pojawia się Dakota, sądząc że chyba popełniła błąd rezygnując z niego. Szykuje się, jak widzicie, miłosny trójkącik i chyba nie ma z niego dobrego wyjścia. I to by było na tyle.

Zastanawiam się, czy żeby opisać ten „problem” trzeba było aż dwóch tomów. Moim zdaniem w jednej niegrubej książce zamknęłaby się ta historia. Ale przecież nie piszę książek, więc co ja tam wiem.

W pierwszym tomie nie dzieje się absolutnie nic. Książkę czyta się co prawda szybko, bo i temat i styl Todd to ułatwiają. Jednak nie pamiętam, żebym czytała ostatnio tak nudną książkę. Obsadzenie Landona w roli narratora nie jest chwytliwym posunięciem, gdyż chłopak, tak jak fabuła, jest straszliwie drętwy i nijaki. Prawdę mówiąc o Landonie, jak i pozostałych postaciach tego „dramatu” nie da się napisać nic ciekawego. Ma się wrażenie, że po prostu nie istnieją. I po co czytałam tę książkę? Chyba tylko po to, żeby wam napisać, że kompletnie szkoda na nią czasu.

Jednak mimo tego mój masochizm nakazał mi zgłębienie drugiego tomu cyklu. I po kompletnym rozczarowaniu Nothing more w końcu zapaliło się maleńkie i bardzo nikłe światełko w tunelu. Nothing less moi mili jest lepsze od swojej poprzedniczki. Coś tam zaczyna się dziać, za sprawą Nory i tajemnic, które otaczają dziewczynę niczym woal. Tym razem narracja została podzielona i poznajemy wydarzenia z perspektywy Landona i Nory. Postaci też jakby odrobinę ożyły i już nie są takie skostniałe i bez wyrazu. Dla tych z was, którzy w pierwszej książce bezowocnie poszukiwali Tessy mam dobrą wiadomość, bo i Tessa i Hardin pojawiają się na kartach Nothing less.

Nie wiem jak oceniać te powieści, czy razem, czy oddzielnie. Nothing more to kolejny gniot w wydaniu Anny Todd. Z Nothing less jest trochę lepiej, ale do arcydzieła bardzo dużo jej brakuje. Jestem ciekawa w jakim tempie będzie się uczyć dobrze pisać Todd. Być może kiedyś to nastąpi, pod warunkiem, że w końcu kolejne książki wydostające się spod jej pióra przestaną być ogłaszane bestsellerami. Mam nadzieję, że w przyszłości przeczytam powieść Anny Todd, która mnie zadowoli choć w niedużym stopniu. Tymczasem jeśli jesteście ciekawi, co słychać u bohaterów znanych z serii After radziłabym od razu przejść do tomu numer dwa.

pokaż więcej

 
2017-08-24 23:19:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Autor:
Cykl: Landon Gibson (tom 1)

Anna Renee Todd, dwudziestoośmioletnia amerykańska powieściopisarka (no bez przesady), autorka serii After. Todd pierwszy tom After opublikowała w 2013 roku za pośrednictwem platformy internetowej Wattpad, gdzie cieszył się dużą popularnością. W maju 2014 podpisała umowę z grupą wydawniczą Gallery Books oraz kontrakt filmowy z Paramount Pictures. Todd mieszka w Austin w Teksasie.

Między nami...
Anna Renee Todd, dwudziestoośmioletnia amerykańska powieściopisarka (no bez przesady), autorka serii After. Todd pierwszy tom After opublikowała w 2013 roku za pośrednictwem platformy internetowej Wattpad, gdzie cieszył się dużą popularnością. W maju 2014 podpisała umowę z grupą wydawniczą Gallery Books oraz kontrakt filmowy z Paramount Pictures. Todd mieszka w Austin w Teksasie.

Między nami mówiąc to przyznaję, że jestem chyba literacką masochistką. Dlaczego? Przeczytałam wszystkie wcześniejsze opasłe powieści Anny Todd z serii After i do dzisiaj nie wiem z jakiego powodu, ponieważ książki tej amerykańskiej pisarki (?) uważam za całkowite gnioty. I oto co robię. Gdy pojawiają się kolejne w jej dorobku „dzieła”, włącza się mój masochizm i czytam… Ale do rzeczy.

Dzisiaj postanowiłam napisać o najnowszym cyklu Todd Landon Gibson łącznie, czyli będzie jedna opinia o dwóch tomach z jakże ambitnymi tytułami: Nothing more i Nothing less.

Landon przeprowadza się do Nowego Jorku podążając za swoją dziewczyną Dakotą, z którą są razem od kilku lat. Niestety na miejscu okazuje się, że Dakota widzi swoje życie, ale bez uwieszonego na niej Landona. Chłopak dzieli czas między studia i pracę, wieczory spędzając z Tessą, która właśnie zakończyła związek z Hardinem. I kiedy już Landon przyzwyczaja się do tego, że jest singlem, a w oko wpada mu przyjaciółki Tessy, Nora, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znów pojawia się Dakota, sądząc że chyba popełniła błąd rezygnując z niego. Szykuje się, jak widzicie, miłosny trójkącik i chyba nie ma z niego dobrego wyjścia. I to by było na tyle.

Zastanawiam się, czy żeby opisać ten „problem” trzeba było aż dwóch tomów. Moim zdaniem w jednej niegrubej książce zamknęłaby się ta historia. Ale przecież nie piszę książek, więc co ja tam wiem.

W pierwszym tomie nie dzieje się absolutnie nic. Książkę czyta się co prawda szybko, bo i temat i styl Todd to ułatwiają. Jednak nie pamiętam, żebym czytała ostatnio tak nudną książkę. Obsadzenie Landona w roli narratora nie jest chwytliwym posunięciem, gdyż chłopak, tak jak fabuła, jest straszliwie drętwy i nijaki. Prawdę mówiąc o Landonie, jak i pozostałych postaciach tego „dramatu” nie da się napisać nic ciekawego. Ma się wrażenie, że po prostu nie istnieją. I po co czytałam tę książkę? Chyba tylko po to, żeby wam napisać, że kompletnie szkoda na nią czasu.

Jednak mimo tego mój masochizm nakazał mi zgłębienie drugiego tomu cyklu. I po kompletnym rozczarowaniu Nothing more w końcu zapaliło się maleńkie i bardzo nikłe światełko w tunelu. Nothing less moi mili jest lepsze od swojej poprzedniczki. Coś tam zaczyna się dziać, za sprawą Nory i tajemnic, które otaczają dziewczynę niczym woal. Tym razem narracja została podzielona i poznajemy wydarzenia z perspektywy Landona i Nory. Postaci też jakby odrobinę ożyły i już nie są takie skostniałe i bez wyrazu. Dla tych z was, którzy w pierwszej książce bezowocnie poszukiwali Tessy mam dobrą wiadomość, bo i Tessa i Hardin pojawiają się na kartach Nothing less.

Nie wiem jak oceniać te powieści, czy razem, czy oddzielnie. Nothing more to kolejny gniot w wydaniu Anny Todd. Z Nothing less jest trochę lepiej, ale do arcydzieła bardzo dużo jej brakuje. Jestem ciekawa w jakim tempie będzie się uczyć dobrze pisać Todd. Być może kiedyś to nastąpi, pod warunkiem, że w końcu kolejne książki wydostające się spod jej pióra przestaną być ogłaszane bestsellerami. Mam nadzieję, że w przyszłości przeczytam powieść Anny Todd, która mnie zadowoli choć w niedużym stopniu. Tymczasem jeśli jesteście ciekawi, co słychać u bohaterów znanych z serii After radziłabym od razu przejść do tomu numer dwa.

pokaż więcej

 
2017-08-24 23:09:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Świat, który stał się piekłem dla kobiet.
Margaret Eleanor Atwood, kanadyjska pisarka, poetka i krytyk literacki, aktywistka społeczna i ekologiczna. Zdobywczyni Nagrody Bookera (Ślepy zabójca) w 2000 roku, wymieniana wśród najpoważniejszych kandydatów do literackiej Nagrody Nobla.

Wiele lat temu miałam okazję obejrzenia filmu, który mną wstrząsnął. Opowieść Podręcznej, bo o nim mowa, powstał...
Świat, który stał się piekłem dla kobiet.
Margaret Eleanor Atwood, kanadyjska pisarka, poetka i krytyk literacki, aktywistka społeczna i ekologiczna. Zdobywczyni Nagrody Bookera (Ślepy zabójca) w 2000 roku, wymieniana wśród najpoważniejszych kandydatów do literackiej Nagrody Nobla.

Wiele lat temu miałam okazję obejrzenia filmu, który mną wstrząsnął. Opowieść Podręcznej, bo o nim mowa, powstał w 1990 roku. Obraz wyreżyserował Volker Schlöndorff, a w rolach głównych wystąpili: Natasha Richardson, Robert Duvall, Faye Dunaway, Aidan Quinn. Było więc tylko kwestią czasu, abym przeczytała powieść na podstawie, której ten film powstał. I tak Opowieść Podręcznej Margaret Atwood trafiła w moje ręce. Przy okazji powieść świetnie się wpisuje w jedno z wyzwań, w którym biorę udział – Książkowa podróż.

Opowieść Podręcznej to przerażająca wizja przyszłości, w której kobiety nie mają żadnych praw. Sceną dla opisanych wydarzeń staje się Republika Gileadzka, utworzona w niedalekiej przyszłości na dawnych terenach Stanów Zjednoczonych, przez ultraortodoksyjne siły purytańskie, których celem jest wcielenie w życie nauk z Księgi Rodzaju. Narratorką historii jest Freda, inteligentna, wrażliwa kobieta, a jej opowieść zdecydowanie zaskakuje, chwilami śmieszy, ale najczęściej po prostu przeraża. Zderzamy się z nowym wizerunkiem świata, w którym przyjaźń, miłość, radość, a przede wszystkim zdrowy rozsądek praktycznie nie istnieją, ustępując miejsca posłuszeństwu, powadze, smutkowi i grze pozorów.

Kim jest kobieta w świecie stworzonym przez Margaret Atwood? Przedmiotem, rzeczą, egzemplarzem… Samo słowo Podręczna daje do myślenia, bo cóż może być podręczne – pamięć, bagaż, przeglądarka, księgozbiór. Chyba zauważyliście, że przymiotnik ten odnosi się wyłącznie do rzeczy (łatwo dostępny), nigdy do ludzi. W angielskim zaś handmaid oznacza służebnicę, czyli kobietę, która komuś służy. Zapytacie pewnie komu służą Podręczne w tej opowieści?
Noc należy do mnie, to mój prywatny czas, mogę z nim robić, co chcę pod warunkiem, że jestem cicho. I że się nie ruszam (…)A więc nie ruszam się, leżę w swoim pokoju, pod gipsowym okiem w suficie, za białymi zasłonami, w pościeli, schludna, jak wszystko dokoła, i wychodzę – z siebie.Wychodzę, bo mam wychodne. Noc to moje wychodne. Ale dokąd mam iść?
Kobiety w Republice Gileadu nie znaczą nic, są nikim, a raczej są na równi z krzesłem, łóżkiem, szafą… są rzeczą, którą w każdej chwili można zastąpić kolejnym przedmiotem. Nie posiadają nawet własnych imion, które zostały zastąpione przez inne utworzone od imienia mężczyzny, któremu w danym momencie służą. Jedyną szansą na zbawienie jest zajście w ciążę i urodzenie dziecka. Nieposłuszeństwa są dotkliwie karane, na przykład zesłaniem do pół-legalnego burdelu.

Komendanci z Żonami, które często są bezpłodne, znajdują się najwyżej w zwierzchnictwie Gileadu. Posiadają Marty odpowiadające za zajmowanie się domem i Podręczne w czerwonych habitach, ze skrzydłami zakrywającymi twarz. Stojący w hierarchii najniżej mają Gospożony, które sprawują obowiązki wszystkich trzech kobiet. Jak zapewne się domyślacie Podręczna to kobieta płodna, która jest przeznaczona do tego by w obliczu demograficznej zagłady być zapłodnioną przez Komendanta. Patrząc krytycznie staje się cieplarką czy wylęgarką dla potomka notabla.
Zapadam się w swoje ciało jak w grzęzawisko, jak w moczary, gdzie tylko ja potrafię wyczuć stały grunt pod nogami. Zdradliwy teren, moje własne terytorium. Jestem jak ziemia, do której przykładam ucho, nasłuchując odgłosów przyszłości. Każde ukłucie, każdy najmniejszy pomruk bólu, wybrzuszenie wzbierającej materii, obrzęk i ubytek tkanki, obecność wydzielin – to wszystko są znaki, rzeczy o których powinnam wiedzieć.
Antyutopijna powieść Opowieść Podręcznej została napisana rewelacyjnie, lekko i pięknie, z wyczuciem i smakiem godnym mistrzyni pióra. Napisana niespiesznie i tak też się czyta, ale bez obawy, książka nie jest nużąca, a wręcz trudno się od niej oderwać. Czyta się jednym tchem, jeden wieczór i książka była przeczytana. W momencie gdy ją skończyłam miałam ochotę zacząć czytać od nowa, a to zdarza mi się bardzo rzadko.

Przydarzają mi się co jakiś czas książki, do których wiem, że będę wracać. Jestem pewna, że jeszcze nie raz przeczytam powieść Margaret Atwood. Nie jest to książka jakich wiele, pochłania czytelnika i wciąga go w swój świat, nic poza tym nie jest ważne, istnieje tylko ta historia. Opowieść Podręcznej skłania do myślenia, wzbudza cały wachlarz emocji i nie pozwala o sobie zapomnieć. Powieść o zniewoleniu i ubezwłasnowolnieniu drugiego człowieka. Szokująca i niepokojąca. Zdecydowanie polecam, mając nadzieję, że taki świat nie stanie się nigdy naszym udziałem.
Nolite te bastardes carborundorm.

pokaż więcej

 
2017-08-24 22:59:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Autor:

Siedziałam zamknięta w bibliotece, starając się nie panikować. Zamknięta na klucz. Żadnego wyjścia. Ani przez drzwi, ani przez okna, ani przez szyby wentylacyjne. No dobra, szybów jeszcze nie badałam, ale poważnie brałam to pod uwagę. Nie byłam po prostu na tyle zdesperowana… Jak dotąd. Przekonywałam siebie, że znajomi przecież zrozumieją, co mi się przytrafiło, i wrócą mnie uwolnić.... Siedziałam zamknięta w bibliotece, starając się nie panikować. Zamknięta na klucz. Żadnego wyjścia. Ani przez drzwi, ani przez okna, ani przez szyby wentylacyjne. No dobra, szybów jeszcze nie badałam, ale poważnie brałam to pod uwagę. Nie byłam po prostu na tyle zdesperowana… Jak dotąd. Przekonywałam siebie, że znajomi przecież zrozumieją, co mi się przytrafiło, i wrócą mnie uwolnić. Wystarczy, że zaczekam.
Siedemnastoletnia Autumn niespodziewanie zostaje zamknięta w bibliotece na chwilę… na noc… na cały weekend. Jej znajomi pojechali do domku w górach i na pewno świetnie się bawią, a ona sama, a w bibliotece ciemno, zimno i nieprzyjemnie. A dodatkowo dziewczyna ma ataki paniki więc sytuacja nie jest do pozazdroszczenia.

I gdy wydawało się, że gorzej już być nie może, to okazuje się, że nie jest w budynku sama. Osobą, która jest uwięziona razem z nią jest chłopak z jej szkoły, Dax. Tylko, że Dax nie znalazł się tutaj przez przypadek. Gdyby Autumn miała wybierać sobie towarzystwo sama, to Dax znalazłby się gdzieś na końcu stawki. A wszystko przez nie najlepszą reputację.

Jednak jak to często bywa początkowa niechęć zostaje zastąpiona przez fascynację i w efekcie między dwojgiem bohaterów zaczyna iskrzyć. Problem w tym, że Dax nie chce się przywiązywać, bo zbyt wiele razy bywał w swoim krótkim życiu odrzucany. Poza tym inaczej będzie w normalnym świecie, niż w hermetycznym otoczeniu biblioteki. Czy rodzące się uczucie między Autumn a Daxem ma szansę przetrwać?

Blisko ciebie to moje kolejne, piąte już spotkanie z twórczością Kasie West. Muszę wam się do czegoś przyznać. Odpoczywam przy jej opowieściach, odprężam się, uspokajam, relaksuję. Amerykańska pisarka ma niebywały dar do tworzenia interesujących historii. Jej książki chce się czytać, bez względu na wiek. Sądzę, że nieważne czy masz piętnaście, trzydzieści czy pięćdziesiąt lat, spędzisz z tą powieścią przyjemnie czas.

Blisko ciebie to mądra i dowcipna opowieść o przyjaźni, miłości, dorastaniu, zmaganiu z trudnościami, w końcu o inności i jej akceptacji. Kasie West ma niesamowite wyczucie i niebywałą lekkość w kreowaniu swoich bohaterów. Postaci przez nią nakreślone są realistyczne, sympatyczne, dzięki czemu niejeden czytelnik będzie rozważał zaprzyjaźnienie się z nimi. Krótko mówiąc bohaterów tej książki się po prostu lubi i kibicuje im w życiowych decyzjach i planach.

Blisko ciebie to powieść lekka, ale posiadająca spory ciężar emocjonalny. To kolejna ważna książka, która przedstawia świat młodych ludzi, uświadamiając nam dorosłym, że nie tylko my miewamy problemy. Nastolatek też może się borykać z wieloma przeszkodami i zmartwieniami. Myślę, że zbyt często zapominamy jak to jest być dzieckiem i że nasze latorośle są wyjątkowymi osobami.

Podsumowując szczerze polecam najnowszą powieść Kasie West każdej nastolatce, ale także jej mamie, a nawet babci. Zdaję sobie sprawę, że książki Blisko ciebie nie muszę rekomendować jej wiernym czytelnikom, ale mimo wszystko powiem wam jedno, naprawdę warto. Nie wiem ile czasu czytałam te książkę, niemniej trwało to za krótko, żebym zdążyła się nią nacieszyć w pełni. Całe szczęście, że mam wszystkie pięć powieści na półce i w każdej chwili mogę do nich wrócić. Czekając na kolejną historię Kasie West Blisko ciebie z czystym sumieniem polecam.

pokaż więcej

 
2017-08-24 22:49:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione

To kolejna książka Richarda Flanagana, która trafia do moich rąk. Nawet wiem, czego mogę się spodziewać. Dostanę historię osadzoną w Australii lub Tasmanii, z wyraźnie narysowanymi postaciami – na pewno otrzymamy bogaty portret psychologiczny tychże; tragedia będzie wisiała w powietrzu, a całość przepełniona smutkiem. Śmierć przewodnika rzecznego jest pierwszą powieścią w dorobku Flanagana,... To kolejna książka Richarda Flanagana, która trafia do moich rąk. Nawet wiem, czego mogę się spodziewać. Dostanę historię osadzoną w Australii lub Tasmanii, z wyraźnie narysowanymi postaciami – na pewno otrzymamy bogaty portret psychologiczny tychże; tragedia będzie wisiała w powietrzu, a całość przepełniona smutkiem. Śmierć przewodnika rzecznego jest pierwszą powieścią w dorobku Flanagana, ale nie można powiedzieć, by było to dzieło nieprzemyślane ani by autorowi brakowało warsztatu. Już w debiucie widoczne są stałe punkty dalszej twórczości australijskiego pisarza. Jeden z nich stanowi opisywanie sytuacji potomków dawnych zesłańców, którzy musieli sobie poradzić na Ziemiach van Diemena. Flanagan dał się poznać nie tylko jako znawca historii swojego kontynentu, ale także świetny pisarz i specjalista od budowania skomplikowanych wnętrz swoich bohaterów.

Nie inaczej jest w przypadku Śmierci przewodnika rzecznego. Główna postać, Aljaz Cosini, tonie w rzece Franklin, po której wielokrotnie pływał tratwą, przeprowadzając kolejne grupy turystów po niebezpiecznych bystrzynach. Gdy śmierć zbliża się nieuchronnie, Aljaz zdaje sobie sprawę, że otrzymał dar wizji, dzięki któremu może przyjrzeć się z góry każdej chwili swojego życia, a także życiu swoich przodków.
Powiem wam, że nie jestem zdziwiony tymi wizjami. Ani trochę. O ile wiem, wizjonerstwo jest u nas rodzinne. Harry ciągle miał wizje, zwłaszcza pod koniec tygodnia, po siedmiu dniach ostrego picia cydru i taniego rieslinga z Oślizgłym Tedem, starym kapitanem, poławiaczem homarów. (…) w rodzinie po kądzieli trzecie oko miała też moja babcia, która wróżyła z fusów parzonej po turecku kawy i przepowiedziała, że z brzucha mojej mamy wylezą kiedyś robaki, i rzeczywiście, tak się mniej więcej stało.
Podążamy wraz z bohaterem po najważniejszych momentach życia, poznajemy także historię rodziny Aljaza. Opowiadacz prowadzi nas po swych kolejnych wizjach, dzięki czemu widzimy, jak Harry, ojciec przewodnika rzecznego jako kilkuletni chłopiec grzebie swego tatę, jak wiele lat później poznaje w Trieście Sonję, matkę Aljaza. Dowiadujemy się o dzieciństwie bohatera, o jego głuchocie, i wydarzeniach, które doprowadziły go po wielu latach na brzeg rzeki. Każda z historii odsyła nas do kolejnej i dodaje fragment pozwalający do stworzenia jednolitego obrazu dzikiej i przepełnionej bólem Tasmanii.

Bez wątpienia Flanagan wie, jak powinno się budować napięcie w powieści. Jego nieśpieszna narracja potrafi hipnotyzować niczym delikatny nurt rzeki Franklin, by za chwilę porwać tratwę z czytelnikiem na bystrzynę, gdzie trzeba szybko i umiejętnie lawirować pomiędzy pniami drzew i ostrymi kamieniami, żeby przetrwać podróż. Podobnie jest z lekturą dzieła literackiego tasmańskiego diabła; musimy trwać w ciągłym skupieniu, bo w przeciwnym razie wartki nurt narracji wyrzuci nas z łodzi i utopi.

Kolejne spotkanie z prozą Flanagana muszę uznać za udane. Kończąc Śmierć przewodnika rzecznego poczułam, że dowiedziałam się czegoś więcej o życiu i o sobie. Dlatego właśnie sięgamy po ambitną literaturę, żeby zobaczyć świat zupełnie innymi oczami niż nasze i otworzyć się na tę inność. Wyprawa wzdłuż rzeki przypomina podróż w głąb siebie i pozwala poznać te zakamarki naszej psychiki, które normalnie zostają poza zasięgiem naszego wzroku. Flanagan zabiera nas dokładnie w taką podróż, jeśli popłyniemy wraz z nim, może i nam otworzy się trzecie oko. Gorąco polecam.

pokaż więcej

 
2017-08-24 22:31:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Cykl: Twisted Love (tom 2)

A. Meredith Walters jest bestsellerową autorką New York Timesa oraz USA Today. Zanim zaczęła pisać pracowała jako konsultantka terapeutyczna z uzależnionymi oraz zmagającymi się z innymi problemami nastolatkami. Pisze książki dla młodzieży. Obecnie mieszka w Anglii.

Kilka miesięcy temu czytałam Twoim śladem, pierwszą część dylogii Twisted Love. Mimo iż uważam, że jest to pozycja ważna i warta...
A. Meredith Walters jest bestsellerową autorką New York Timesa oraz USA Today. Zanim zaczęła pisać pracowała jako konsultantka terapeutyczna z uzależnionymi oraz zmagającymi się z innymi problemami nastolatkami. Pisze książki dla młodzieży. Obecnie mieszka w Anglii.

Kilka miesięcy temu czytałam Twoim śladem, pierwszą część dylogii Twisted Love. Mimo iż uważam, że jest to pozycja ważna i warta uwagi, nie zachwyciła mnie. Ale gdy pojawiła się możliwość przeczytania drugiej części wahałam się tylko chwilę.

Tak w pierwszej, jak i drugiej książce mamy dwóch głównych bohaterów: Aubrey Duncan i Maxxa Demelo. Aubrey jest studentką psychologii, a także koordynatorką w grupie dla uzależnionych. Terapia pomaga również jej, gdyż dziewczyna obwinia się o śmierć swojej siostry z powodu przedawkowania narkotyków. Na zajęciach grupy zjawia się tajemniczy Maxx i choć Aubrey jest nim oczarowana zdaje sobie sprawę, że związek z chłopakiem byłby błędem. Wróć za mną to powieść, która przedstawia dalsze losy Aubrey i Maxxa.

Uzależnienie prawie zniszczyło Maxxa. Zrujnowało także bardzo kruchy związek z Audrey. Jak widać miłość nie zawsze zwycięża. Czasami mimo starań wszystko się rozpada i trudno to potem posklejać. Maxx postanowił zgłosić się na odwyk, chcąc ratować relację z dziewczyną, lecz ona zamierza trzymać się z dala od chłopaka i prześladujących go demonów. I gdy wydawałoby się, że już uwolniła się od Maxxa, ten kończy kurację odwykową i znów wkracza w jej życie. Tylko czy ich związek ma szansę na przetrwanie?

Wróć za mną jest napisana trochę lepiej niż jej poprzedniczka. Tematyka trudna i istotna, ale dzięki lekkiemu stylowi i plastycznemu językowi amerykańskiej pisarki czytanie nie zajmuje dużo czasu. Na rynku wydawniczym podobnych powieści jest wiele, a historia Meredith Walters nie wyróżnia się specjalnie na ich tle. Jednak sądzę, że książka może się podobać, zwłaszcza młodszej części czytelników, do których niewątpliwie jest kierowana.

Bohaterowie zostali zbudowani poprawnie, choć nadal uważam, że lepiej wykreowany został Maxx. Chłopak z ogromnymi problemami, który przechodzi niesamowitą przemianę przyćmił Aubrey. Dziewczyna jest sympatyczna i odważna, ale to Maxx zaskarbił sobie moją uwagę i przychylność. Naprawdę nie wiem do końca dlaczego tak właśnie się stało. Aubrey nie jest mi całkowicie obojętna, ale odbierałam ją trochę jak pomagającą potrzebującym. Chciałam jednak zauważyć, że jedną Matkę Teresę już mieliśmy, na drugą nie ma miejsca, przynajmniej na razie.

Meredith Walters narrację tak jak w pierwszej części podzieliła na dwie osoby. Podoba mi się taki zabieg, bo bardziej trafia do mnie, gdy mam możliwość zajrzenia w głowę jednemu i drugiemu bohaterowi. Poznajemy więc całą historię burzliwego związku, walki z uzależnieniem, poświęceniu z punktu widzenia i Audrey i Maxxa. I nadal sądzę, że rozdziały prowadzone przez Maxxa są ciekawsze i to jemu przede wszystkim kibicowałam.

Podsumowując nie wiem czy polecać wam tę książkę. Uważam, że sami będziecie umieli podjąć właściwą decyzję. Nawet jeżeli ja nie jestem zachwycona, a historia miłości dwojga ludzi, z których jedno ma problemy mnie nie porwała, nie oznacza, że wam powieść Walters nie przypadnie do gustu. Szczerze mówiąc cieszę się, że ta dylogia już się skończyła. Jeżeli jednak sądzicie, że macie ochotę ma powieści, gdzie narkotyki występują w trzeciej głównej roli, to nie zamierzam was przekonywać, że nie warto. Przyznaję, że tak do końca nie była to strata czasu, ale nie mam pojęcia czy prędko sięgnę po kolejną książkę Meredith Walters.

pokaż więcej

 
2017-08-24 22:20:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Cykl: Rodzina de Beers (tom 2)

Myślę, że nie trzeba specjalnie przedstawiać Virginii Cleo Andrews (1923-1986), ale zdecydowanie zasługuje ona na kilka słów. Amerykańska pisarka specjalizująca się w sagach rodzinnych. W jej powieściach powracają motywy zakazanej miłości oraz skrywanych przez lata sekretów. Najsłynniejszą jej powieścią są Kwiaty na poddaszu z serii o rodzinie Dollangangerów. Książki autorki tworzą dwadzieścia... Myślę, że nie trzeba specjalnie przedstawiać Virginii Cleo Andrews (1923-1986), ale zdecydowanie zasługuje ona na kilka słów. Amerykańska pisarka specjalizująca się w sagach rodzinnych. W jej powieściach powracają motywy zakazanej miłości oraz skrywanych przez lata sekretów. Najsłynniejszą jej powieścią są Kwiaty na poddaszu z serii o rodzinie Dollangangerów. Książki autorki tworzą dwadzieścia bestsellerowych serii, których łączny nakład jest naprawdę imponujący, ponad 106 milionów egzemplarzy.

Mroczny las to druga, po Willow część cyklu o rodzinie de Beers. Niestety nadal sądzę, że mimo iż nowa seria nie jest zła, to nijak ma się do popularnych Kwiatów na poddaszu. Ci z was, którzy najsławniejszą serię Andrews znają przyznają mi chyba rację, że ma się wrażenie jakby czytało się książki innego autora. I znów brakowało mi napięcia i specyficznego klimatu towarzyszącego podczas lektury Kwiatów… i kolejnych częściach cyklu.

Tytułowa bohaterka Willow de Beers mając dziewiętnaście lat dowiaduje się, że jej adopcyjny ojciec faktycznie był jej tatą, a matka jego pacjentką. Po śmierci ojca w jej ręce trafiają list i pamiętnik, które prowadzą dziewczynę prosto do Palm Beach w poszukiwaniu matki. Na miejscu zderza się z bogactwem, blichtrem i zepsuciem elit tej bajecznej wyspy. Poznaje też młodego prawnika Thatchera Eatona, który z upływem czasu coraz bardziej ją fascynuje.

Willow dość szybko dowiaduje się kim tak naprawdę jest. Postanawia sprzedać dom w Karolinie Północnej i na stałe przenieść się do Palm Beach, by móc zamieszkać ze swoją rodzoną matką i przyrodnim bratem. Nie zamierza się ugiąć przed światkiem sławnych i bogatych. Jednak już niedługo ma nastąpić wyjątkowe wydarzenie, na które czeka całe środowisko Palm Beach. Wydarzeniem tym ma stać się ślub młodziutkiej Willow z Thatcherem. Ślub i życie jak z bajki? Okaże się… Wszak nikt nie ma monopolu na szczęście, a czarne chmury nad głową Willow gęstnieją… Czy dla Willow po ciemności znów zaświeci słońce?

Mroczny las tak, jak Willow to powieść obyczajowa z bardzo rozbudowanym wątkiem romansowym. Kolejna książka, która powstała by cieszyć oczy i serca kobiet w różnym wieku. Ja jestem kobietą, ale zbyt często czułam się, jakbym została żywcem przeniesiona między kartki harlequina, za którymi nie przepadam. Nie bawiło mnie pławienie się w luksusie made in Floryda. To nie jest moja bajka.

Andrews zdążyła przyzwyczaić swoich czytelników do tego, że jej powieści są dopracowane i pod tym względem nie brak im niczego. Nie mam więc zarzutu jeśli chodzi o opisy miejsc, przyrody czy też charakterów postaci. Bohaterowie książki zostali dobrze skonstruowani, lecz nie mogę powiedzieć żebym po odłożeniu książki za kimś specjalnie tęskniła.

Mroczny las nie jest złą książką, o ile nie czytało się wcześniejszych powieści Virginii Cleo Andrews. Jej wielbicielom, a szczególnie miłośników wspomnianych wcześniej Kwiatów na poddaszu, czegoś będzie brakowało. Przy Willow sądziłam, że być może zmienię zdanie po drugiej części, ale niestety tak się nie stało. Nie wiem ile jeszcze części cyklu rodzina de Beers przed nami i nie mam pojęcia czy w takiej sytuacji będę miała ochotę na kontynuację. Brakuje mi już nadziei, że coś drgnie, rozwinie się, ewoluuje i w związku z tym nie sądzę, że finalnie otrzymamy bardzo ciekawą historię. Tymczasem Mroczny las polecam przede wszystkim licznym wielbicielkom talentu i twórczości amerykańskiej pisarki oraz miłośniczkom powieści obyczajowych dla kobiet.

pokaż więcej

 
2017-08-24 22:11:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Cykl: Wojna Dwóch Róż (tom 5)

Philippa Gregory, historyczka i pisarka. W jej dorobku literackim znajdziemy duży cykl poświęcony czasom Tudorów, cykl o Wojnie Dwu Róż, sagę rodu Laceyów, a także powieści współczesne. Największą sławę zyskała dzięki historii Anny Boleyn w Kochanicach króla. Powieści Gregory ukazują się w 32 krajach, a sprzedany nakład sięga 12 mln egzemplarzy.

Biała księżniczka to piąty tom cyklu Wojna Dwu...
Philippa Gregory, historyczka i pisarka. W jej dorobku literackim znajdziemy duży cykl poświęcony czasom Tudorów, cykl o Wojnie Dwu Róż, sagę rodu Laceyów, a także powieści współczesne. Największą sławę zyskała dzięki historii Anny Boleyn w Kochanicach króla. Powieści Gregory ukazują się w 32 krajach, a sprzedany nakład sięga 12 mln egzemplarzy.

Biała księżniczka to piąty tom cyklu Wojna Dwu Róż. Niestety nie czytałam wcześniejszych czterech. Spytacie więc zapewne dlaczego sięgnęłam po tę konkretnie część. Odpowiedź jest prosta. Właśnie obejrzałam ośmioodcinkowy serial, który powstał na podstawie tej powieści. Dlatego postanowiłam przeczytać książkę i jestem prawie pewna, że zapoznam się z całym cyklem.

Biała księżniczka to historia Henryka VII, pierwszego Tudora na tronie Anglii – syna Edmunda Tudora i Małgorzaty Beaufort oraz Elżbiety York – córki Edwarda IV i Elżbiety Woodville.

Henryk Tudor spędziwszy większość życia na wygnaniu ściągnął do Anglii. Stoczył bój i pokonał pod Bosworth 22 sierpnia 1485 roku prawowitego władcę, Ryszarda. Na mocy układu Elżbieta York ma poślubić zwycięzcę bitwy i niestety nie będzie nim jej ukochany Ryszard. Henryk próbuje w ten sposób zjednoczyć wycieńczone trwającą przez trzydzieści lat wojną domową społeczeństwo. Elżbieta czuje, że stała się częścią łupów Henryka. Uczucia przedstawicielki pokonanej rodziny oscylują między jawną niechęcią a nienawiścią, a nowy król nie darzy swojej wybranki zaufaniem.

Biała księżniczka to fikcyjna opowieść o historycznej zagadce, osnuta na kanwie wydarzeń, których nie da się podważyć. Jak pisze o tej powieści sama autorka – książka nie rości sobie prawa do odsłonięcia prawdy historycznej – jest to natomiast powieść kostiumowa napisana w oparciu o liczne opracowania dotyczące tamtej fascynującej epoki.

Mimo tylu powieści napisanych przez Philippę Gregory Biała księżniczka jest dopiero drugą książką przeze mnie przeczytaną. Jak widzicie dopiero zaczynam swoją przygodę z jej twórczością. Nie mam więc porównania do innych jej opowieści. I może dobrze, bo nie będę Białej księżniczki zestawiać z wcześniejszymi dziełami.

To, co rzuca się w oczy od pierwszej strony, to niezwykłe dopracowanie. Widać, że Gregory zwraca uwagę na najdrobniejsze szczegóły i wiarygodność opowiadanej historii. Narratorką książki jest Elżbieta York, więc mamy możliwość wejść w jej skórę i przeżywać wszystko to, z czym musiała się zmierzyć. Łatwiej nam odczuwać rozterki, wątpliwości, wewnętrzną walkę. Postaci zbudowane przez brytyjską pisarkę odbieram jako ciekawe i dobrze skonstruowane. Mamy Elżbietę niepewną przyszłości i rozdartej między nadzieją a niepewnością, rozczulaniem a dumą, Yorkami a Tudorami. Henryka, który jest podejrzliwy, nieufny, chwilami powściągliwy. Wszędzie wietrzący zdradę i nie potrafiący zaufać nikomu oprócz swojej matki. No właśnie matka, Małgorzata, kobieta żądna władzy, mająca nieprawdopodobny wpływ na Henryka. Uważa się za wyjątkowo pobożną, twierdząc, że wszystko co robi, robi w imię Boże. Została jeszcze Elżbieta Woodville, matka Elżbiety; postać niby pozytywna, ale mająca swoje za uszami. Kobieta do końca nie pogodziła się z utratą korony przez Yorków.

Powieść opowiada o żądzy władzy, licznych intrygach, sile więzów rodzinnych, zdradzie oraz poszukiwaniu miłości. Niesamowita podróż w głąb piętnastowiecznej Anglii. Philippa Gregory hipnotyzuje, wciąga w wir wydarzeń, które zmieniają się jak w kalejdoskopie, oddziałuje i pobudza wyobraźnię czytelnika. Białą księżniczkę czyta się błyskawicznie. Gregory umie pisać w taki sposób, aby czytanie się nie dłużyło.

Podsumowując, nie pozostaje mi nic innego jak Białą księżniczkę gorąco polecić przede wszystkim wielbicielom powieściom historycznym. Powiem wam szczerze, że naprawdę warto zanurzyć się w ten pełen intryg świat. Polecam wam również serial w reżyserii Alexa Kalymniosa, który skłonił mnie do przeczytania powieści.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1092 397 3878
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (52)

Ulubieni autorzy (13)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd