Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Hrosskar 
hrosskar.blogspot.com
Mam na imię Łukasz i jestem blogerem z przypadku. Kiedy zakładałem bloga nigdy nie sądziłem, że pomysł ten przetrwa dłużej niż kilka tygodni. A jednak wciąż piszę recenzje, nieprzerwanie już od maja 2015 roku. Chociaż blog nazywa się Świat fantasy, to chyba nie ma takiego gatunku książki, którego definitywnie czytać nie będę. Najczęściej jednak sięgam po fantasy, science fiction, literaturę przygodową i sensacyjną oraz od niedawna również po kryminały. Na co dzień natomiast jestem doktorantem na Wydziale Chemii UAM. Wiąże się to z dojazdami autobusem – w jedną stronę około 45 minut. Bynajmniej nie jest to czas dla mnie stracony, ponieważ jest on wykorzystywany na czytanie kolejnych pozycji z wciąż wydłużającej się listy do przeczytania. Średnio w roku czytam nawet 100 książek.
25 lat, mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 4 książki i 1 cytat, ostatnio widziany 4 godziny temu
Teraz czytam
  • Fionavarski gobelin
    Fionavarski gobelin
    Autor:
    Omnibus, łączne wydanie jednej z najbardziej popularnych trylogii fantasy: Letnie drzewo, Wędrujący ogień, Najmroczniejsza droga. Wszystko zaczęło się od wykładu, na którym piątka uniwersyteckich stu...
    czytelników: 590 | opinie: 25 | ocena: 7,58 (189 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-06-24 13:30:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane czasopisma

Po bardzo udanym pierwszym numerze OkoLicy Strachu - nowego czasopisma o grozie, postanowiłem sięgnąć po kolejny. Od samego początku przykuwa on uwagę świetną grafiką Petera Stanimirova - mroczny dom idealnie wpisuje się w klimat czasopisma. Co znajdziemy w tym numerze? Siedem opowiadań, dwa wywiady i dziesięć tekstów publicystycznych - jest więc w czym wybierać i każdy znajdzie coś dla... Po bardzo udanym pierwszym numerze OkoLicy Strachu - nowego czasopisma o grozie, postanowiłem sięgnąć po kolejny. Od samego początku przykuwa on uwagę świetną grafiką Petera Stanimirova - mroczny dom idealnie wpisuje się w klimat czasopisma. Co znajdziemy w tym numerze? Siedem opowiadań, dwa wywiady i dziesięć tekstów publicystycznych - jest więc w czym wybierać i każdy znajdzie coś dla siebie. Wszystkie z nich są dobrze napisane, różnorodne i interesujące.

Opowiadanie Pod mostem Tadeusza Oszubskiego opowiada o kobiecie, która jest śledzona przez pewnego bezdomnego, który na dodatek chwilami odzywa się głosem jej zmarłej córki. Wyjaśnienie tego dziwnego faktu okazuje się być bardzo proste i zanim poczujemy grozę, docieramy do końca historii. W Uczniu Agnieszki Kwiatkowskiej - nauczyciel przyłapuje trójkę uczniów próbujących utopić czwartego, na dodatek czarnoskórego. A przynajmniej tak to wyglądało... Prawda o tym czarnoskórym chłopaku jest jednak bardziej zawiła... Dobrze napisane opowiadanie ze świetnymi elementami grozy, lecz osoby, które czytały Lovecrafta od razu zorientują się o co chodzi w całej historii oraz jaki będzie jej finał, co może zepsuć urok tej historii. Podobnie jest w przypadku Eksperymentu profesora Schaffera, który również jest inspirowany twórczością Lovecrafta, przez co łatwo domyślić się finału tej historii. Opowiada on o pewnym młodym doktorancie, któremu tytułowy profesor zaproponował dziwny eksperyment. Pojawia się dziwna i stara księga, mroczne rytuały, które w połączeniu z nastrojem niedopowiedzenia i tajemnic, jednoznacznie pozwala domyślić się inspiracji.

W dalszej kolejności mamy dwa obszerne wywiady. Pierwszy ze Stefanem Dardą, drugi z G. N. Smithem. Oba mnie szczególnie zainteresowały, ponieważ nie czytałem żadnej książki tych autorów, a po tych wywiadach, koniecznie chcę to zmienić. Oczywiście nie są to pisarze wcześniej mi nie znani, ponieważ wiele dobrego o nich słyszałem, ale do tej pory nie miałem okazji przeczytać ich książek.

Jeśli chodzi o teksty publicystyczne, to ponownie moim faworytem jest Za drzwiami prosektorium Filipa Szyszko. Tym razem nieco krótszy tekst, ale niesamowicie dający do myślenia, a styl autora doskonale pasuje do opisywanej treści - chłodny, rzeczowy, ale nie pozbawiony nutki grozy. Na wspomnienie zasługuje również tekst Dybuk dawniej i dziś Sylwii Jankowy, w którym autorka przybliża czym jest tytułowy dybuk, którego wcześniej nie znałem, ani o nim nie słyszałem. Jest to rodzaj opętania osoby żyjącej przez ducha zmarłego, który pozostaje w zawieszeniu pomiędzy światem żywych a umarłych. Autorka przytacza również wiele opisów, dzięki czemu mamy okazje lepiej poznać to zjawisko na przestrzeni lat i wśród różnych kultur. Niemniej interesujące są rozważania na temat literatury grozy przez Mariusza Wojteczka. Autor nie stara się udowodnić, że literatura grozy jest wtórna, uznaje to za fakt, lecz stara się pokazać, że pomimo tego jest to literatura bardzo dobra i warta uwagi.

Nie obyło się bez wpadek i nazwałbym je typowo redakcyjnymi. Już na samym początku, w Okiem Naczelnego możemy przeczytać o planowanym przyjeździe Briana Bretta na Polcon we Wrocławiu w 2016 roku. Tylko, że autor Cyklu Demonicznego to Peter Brett. Przyznaję, że dość mocno mnie to zdziwiło, ponieważ Sebastian Sokołowski napisał, że jest fanem jego książek, więc powinien znać, a przynajmniej upewnić się, co do imienia autora. W dalszej części czasopisma zdarzają się braki odstępów pomiędzy pytaniami w wywiadach, czy pomiędzy kreską oddzielającą odnośnik a samym tekstem. Nie są to jakieś rażące błędy, niemniej takowych nie zauważyłem w pierwszym numerze.

Drugi numer OkoLicy Strachu prezentuje ponownie wysoki poziom. Pomimo że mniej tekstów przypadło mi do gustu niż w poprzednio, to wszystkie są bardzo dobrze napisane, różnorodne i prezentują szeroki przekrój tematyczny. Polecam!

http://hrosskar.blogspot.com/2017/06/okolica-strachu-2-2-czerwiec-2016.html

pokaż więcej

 
2017-06-22 13:09:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2017

Do niedawna nie sądziłem, że książki dla dzieci będą w stanie mnie zainteresować i zapewnić kilka godzin interesującej lektury. A jednak! Taką książką okazał się być Piasek Raszida Brandona Sandersona. Jest to niezwykle zabawna i pełna humoru opowieść, którą można czytać w każdym wieku. Przyszedł więc czas, aby poznać dalsze losy Alcatraza i jego przyjaciół.

Ponownie dają o sobie znać...
Do niedawna nie sądziłem, że książki dla dzieci będą w stanie mnie zainteresować i zapewnić kilka godzin interesującej lektury. A jednak! Taką książką okazał się być Piasek Raszida Brandona Sandersona. Jest to niezwykle zabawna i pełna humoru opowieść, którą można czytać w każdym wieku. Przyszedł więc czas, aby poznać dalsze losy Alcatraza i jego przyjaciół.

Ponownie dają o sobie znać Bibliotekarze, którzy ścigają Alcatraza, a w trakcie ucieczki chłopak otrzymuje wiadomość od swojego dziadka z Biblioteki Aleksandryjskiej. Postanawia mu pomóc i wplątuje się w kolejną niesamowitą przygodę. Biblioteka ta bynajmniej nie została zniszczona, lecz wciąż istnieje i jest to obecnie jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, strzeżone przez mrocznych kustoszy. Alcatraz będzie musiał się zmierzyć z wieloma nowymi niebezpieczeństwami i jednocześnie odnaleźć swojego dziadka, a także zaginionego ojca. Czy on i jego przyjaciele zdołają wyjść cało z tej przygody?

Wszyscy, którzy czytali pierwszy tom przygód Alcatraza, wiedzą jak bardzo nietypowa jest to książka. W drugiej części jest nie inaczej. Powieść jest prowadzona w narracji pierwszoosobowej - jest to w końcu autobiografia Alcatraza Smedry'ego. Nie to jednak jest niezwykłe, lecz fakt, że narrator rozmawia ze swoimi czytelnikami, gra na ich emocjach, zwodzi, oszukuje, a często zasypuje dygresjami zupełnie nie związanymi z główną historią. W ten sposób mamy okazję poczuć niesłychaną więź z autorem, jak również Alcatrazem. Co więcej, w trakcie powieści autor nie stroni od dowcipów, docinek dotyczących własnych książek, jak i ogólnie powieści fantastycznych. Nie brakuje również nietuzinkowych poleceń, by obrócić książkę, czy aby spojrzeć na ostatnią stronę. Interakcja z czytelnikiem na niesamowitym poziomie.

Fabuła tej powieści jest w gruncie rzeczy prosta i ponownie obejmuje krótki wycinek czasu. Dzięki czemu możemy lepiej skupić się na przygodach bohaterów, ich relacjach, aniżeli kreacji świata. Nie brakuje za to niespodziewanych zwrotów akcji, dynamicznych scen pościgu, ale również nowych wiadomości o okulatorstwie, okularach i tajemnicach rodziny Smerdy. Jednocześnie autor opowiada jak ważna w życiu jest przyjaźń, pomoc przyjaciół i troska o najbliższych, a bycie bohaterem nie polega wcale na rzucaniu się w pojedynkę na przeważających wrogów, lecz na pokonywaniu własnych lęków i słabości.

W powieści pojawia się kilkoro nowych postaci. Jedną z najciekawszych jest Kaz - niski człowiek, który ma pod tym względem duży kompleks. Posiada nawet listę argumentów, dlaczego niscy ludzie są lepsi od wyższych. Zaś jego talentem jest zdolność... do gubienia się. Jest również Australia Smedry, kuzynka Alcatraza oraz Draulin, matka Bastylii. Razem z pozostałymi postaciami, tworzą niezwykłą mieszankę charakterów i osobowości, co obfituje w wiele przezabawnych scen i sytuacji. Zwłaszcza Kaz, cytujący niektóre punkty ze swojej listy, potrafił rozbawić mnie do łez.

Kości skryby to nie kolejna, zwyczajna książka dla dzieci, lecz niesamowita i interaktywna lektura, która może być czytana przez czytelników w każdym wieku. Brandon Sanderson kolejny raz nie zawodzi i pokazuje, że potrafi stworzyć również powieści zupełnie niepoważne, a przez to niesłychanie przezabawne. Polecam!

http://hrosskar.blogspot.com/2017/06/kosci-skryby.html

pokaż więcej

 
2017-06-16 20:22:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2017
Cykl: Pęknięta Ziemia (tom 2) | Seria: Imaginatio [SQN]

Piąta pora roku N.K. Jemisin zrobiła na mnie duże wrażenie i pokazała, że w fantasy wciąż można stworzyć pełną oryginalnych pomysłów opowieść z intrygującym, ale niezwykle tajemniczym systemem magii. Po ponad pół roku na rynku pojawiła się druga części, czyli Wrota obelisków.

Po rozerwaniu kontynentu na pół, następuje piąta pora roku. Wspólnoty przygotowują się, by przetrwać nadchodzącą...
Piąta pora roku N.K. Jemisin zrobiła na mnie duże wrażenie i pokazała, że w fantasy wciąż można stworzyć pełną oryginalnych pomysłów opowieść z intrygującym, ale niezwykle tajemniczym systemem magii. Po ponad pół roku na rynku pojawiła się druga części, czyli Wrota obelisków.

Po rozerwaniu kontynentu na pół, następuje piąta pora roku. Wspólnoty przygotowują się, by przetrwać nadchodzącą długą i zimną noc, mogącą trwać nawet całe dziesięciolecia. W jednej z nich - Castrimie, Essun znajduje schronienie, po bezowocnych poszukiwaniach swojej córki. Spotyka tam swojego starego znajomego Alabastra, dawnego dziesięciopierściennika z Fulcrum, który może nauczyć ją wielu rzeczy o górotwórstwie, a jednocześnie ma dla niej pewne zadanie. Jednocześnie obserwujemy wędrówkę jej córki, Nassun, która podąża wraz z ojcem do miejsca, tajemniczo zwanego Księżycem. Po drodze jednak czyha na nią wiele niebezpieczeństw...

Tak jak to miało miejsce w poprzedniej części, narratorem jest Hoa - zjadacz kamieni, którego Essun spotkała w pierwszej części. Mamy tutaj do czynienia z narracją drugoosobową, która nadaje całej książce niesłychanego uroku i przez co trudno o niej zapomnieć. Hoa mówi Essun, co ona widzi, słyszy i czuje. Pomimo że wiedziałem o tym, to znów książka Jemisin zrobiła pod tym względem na mnie duże wrażenie. Nie ulega jednak wątpliwości, że dzięki takiej narracji mamy okazję znacznie lepiej poznać główną bohaterkę Essun, niż miałoby to miejsce w przypadku najczęściej spotykanej trzecioosobowej narracji. W ten sposób dowiadujemy się o Essun bardzo wielu rzeczy, znamy jej uczucia, marzenia i cele, co daje niesłychany wgląd w jej psychikę. A warto dodać, że nie jest to prosta do zrozumienia bohaterka, lecz targają nią sprzeczne emocje i pragnienia dotyczące jej córki.

We Wrotach obelisków następuje w pewnym sensie spowolnienie akcji. Otóż obserwujemy głównie jak Essun radzi sobie we wspólnocie, w której obok zwykłych ludzi, żyją także górotwory, a także jak postępuje jej nauka wraz z Alabastrem. To właśnie te dwie kwestie w dużej mierze determinują fabułę drugiej części trylogii. Z racji nastania piątej pory roku mamy okazję obserwować jak zmienia się świat, jak zwierzęta i rośliny przystosowują się do zmieniających się warunków, oraz jak wspólnoty radzą sobie z rosnącymi problemami z żywnością i spadającym popiołem. Są to kwestie, które autorka pozostawia raczej w tle, nie są one najważniejsze, ale razem pokazują jak bardzo okrutny i niebezpieczny staje się świat podczas Sezonu. Z wielkim zainteresowaniem czytałem informacje o tych zmianach, ponieważ do tej pory jedynie lakonicznie o nich wspominano i niewiele było o nich wiadomo. Co warto dodać, to fakt, że autorka nie raczy czytelnika mnogością informacji, przedstawia jedynie niezbędne fakty, które mają pokazać czytelnikowi jak zmienia się świat poza Castrimą. Równocześnie obserwujemy naukę zarówno Essun, jak i jej córki, tylko w dwóch różnych miejscach. Wydawać by się mogło, że skoro obie są górotworami, to ich dalsza edukacja będzie przebiegać podobnie, lecz każda z nich odkrywa pewne rzeczy inaczej, na swój własny sposób. Autorka nie powiela jednak informacji jakie poznajemy za sprawą tej dwójki bohaterek, lecz od każdej dowiadujemy się czegoś innego, czym bardzo mi zaimponowała.

Jak wspomniałem na początku, najlepiej poznajemy Essun i chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości dlaczego. Oprócz niej, w książce spotkamy również szereg postaci pobocznych, które świetnie uzupełniają tę historię. Jest tajemniczy Hoa, będący jednocześnie narratorem, jest Ykka, przywódczyni Castrimy - kobieta o niezwykłej sile charakteru, posługująca się górotwórstwem zupełnie inaczej niż Essun. Mamy również córkę Essun, czyli Nassun. Jest to w zasadzie dziecko, które musiało szybko dorosnąć podczas podróży, a także nauczyć się kontrolować i panować nad górotwórstwem, aby przeżyć wędrówkę wraz z ojcem. Jest i Schaffa - Stróż, którego interesy są dość niejasne, ale który bardzo troszczy się o Nassun, aby nic się jej nie stało.

Wrota obelisków stanowią bardzo udaną kontynuację Piątej pory roku. Książka przedstawia jak zmienia się świat w obliczu globalnej katastrofy oraz zostaje ujawnionych wiele tajemnic dotyczących górotwórstwa, a także samej Ziemi i Obelisków. Jest to przemyślana od początku do końca książka i nie ma mowy o zbędnych powtórzeniach, czy rozwodzeniu się na nieistotne tematy. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!

http://hrosskar.blogspot.com/2017/06/wrota-obeliskow.html

pokaż więcej

 
2017-06-11 19:23:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2017
Seria: Artefakty

Wielu starszych czytelników z pewnością zna i czytało powieści Roberta Silverberga - niezwykle utalentowanego i płodnego pisarza science-fiction. Na swoim koncie ma dziesiątki książek, z których wiele z nich zostało uhonorowanych prestiżowymi nagrodami jak Hugo, Nebula, czy Locus. W Polsce był wydawany głównie kilkanaście lat temu, obecnie zaś dostępny jest jego cykl Kroniki Majipooru, a od... Wielu starszych czytelników z pewnością zna i czytało powieści Roberta Silverberga - niezwykle utalentowanego i płodnego pisarza science-fiction. Na swoim koncie ma dziesiątki książek, z których wiele z nich zostało uhonorowanych prestiżowymi nagrodami jak Hugo, Nebula, czy Locus. W Polsce był wydawany głównie kilkanaście lat temu, obecnie zaś dostępny jest jego cykl Kroniki Majipooru, a od niedawna również Skrzydła nocy w serii Artefakty. Książka przedstawia wizję bardzo dalekiej przyszłości Ziemi, która osiągnęła niesłychany rozwój, zbadała inne planety oraz natknęła się na obce cywilizacje. Jednak w swojej zuchwałości i pysze, ludzie zaczęli zbierać po kosmosie obce rasy istot, nawet inteligentnych, do kosmicznego zoo, a także eksperymentować z klimatem. Nie skończyło się to za dobrze: Ziemia została bardzo mocno zniszczona i przetrwała jedynie dzięki pomocy innych cywilizacji, a jedna z niegdyś porwanych ras, zapowiedziała, że kiedyś się zemści... Pewnego dnia Strażnik podczas Strażowania natrafia na sygnał floty inwazyjnej - to obcy nadlatują spełnić swoją obietnicę...

Po takim opisie wydawać by się mogło, że będzie to kolejna książka o walce Ziemian z najeźdźcą z kosmosu. Owszem, przez chwilę pojawia się opis walk, lecz zajmuje on zaledwie kilka stron i nie jest on wcale najważniejszy w całej tej historii. Skrzydła nocy to przede wszystkim opis wędrówki starszego człowieka, który przemierza zrujnowany świat w poszukiwaniu wiedzy i prawdy o przeszłości Ziemi. Ma ona przynieść akceptację oraz kres cierpienia, dzięki czemu ludzkość będzie w stanie podnieść się na nowy poziom rozwoju. Jest to również poszukiwanie odkupienia, nie tylko dla siebie, lecz dla całej ludzkości, która upadła bardzo nisko przez swoją pychę i arogancję... Najważniejszy w tej całej historii, jak się łatwo domyślić jest Strażnik, który obserwuje poszczególne wydarzenia, odkrywa nadlatującą flotę, jak również z czasem zaczyna rozumieć, w jaki sposób ludzkość może znaleźć odkupienie. Nie sposób go nie polubić - daje się poznać jako osoba zmęczona życiem, z bagażem doświadczeń, który pragnie ukojenia i spokoju. Pomimo tego jednak wyrusza w drogę i zmaga się z przeciwnościami losu.

Elementem, który pozwala jeszcze lepiej zrozumieć, o czym jest to opowieść, jest kreacja świata, która mnie osobiście niesamowicie urzekła. Silverberg nie raczy czytelnika zatrzęsieniem przydługich opisów nowoczesnych technologii, statków kosmicznych, czy obcych ras. Autor postawił na piękne, lecz krótkie i konkretne opisy. Jednocześnie nie ma poczucia, że są niepełne, czy zbyt lakoniczne, za co należą się duże uznanie. Wynika to z pewnością z faktu, że pierwotnie książka Skrzydła nocy powstała jako trzy dłuższe opowiadania, które później wydano w całości.

Świat, jaki prezentuje Silverberg jest zniszczony przez kataklizmy związane z ingerencją w naturalny klimat. Ludzkość posługuje się na co dzień raczej prostymi narzędziami, a jednocześnie wciąż na całej Ziemi znajduje się dużo nowoczesnych sprzętów - pozostałości po czasach świetności. Jednym z nich jest specjalny wózek, wykorzystywany przez Strażnika podczas Strażowania do przeczesywania kosmosu. Takie dwie skrajności tworzą razem niepowtarzalne tło dla całej opowieści, która bardzo dużo na tym zyskuje. W związku z takim upadkiem cywilizacyjnym, konieczne było wprowadzenie gildii, które pomogłyby zagubionej ludzkości na odbudowę. Mamy zatem Strażników, Obrońców, Pamiętających, Kupców, Pielgrzymów i tak dalej... Jeszcze innym niezwykle interesującym elementem kreacji świata są ludzie, którzy powstali w licznych eksperymentach inżynierii genetycznej w czasach świetności Ziemi. Stanowią oni również przejaw pychy ludzi, którzy sądzili, że mogą bezkarnie "bawić się" w bogów... Jedną z takich istot jest Avluela - towarzyszka Strażnika i przedstawicielka Lataczy, niezwykle pięknych istot z delikatnymi skrzydłami, które mogą wykorzystywać jedynie nocami, ale również Gormon - partacz, czyli zniekształcona istota, powszechnie pogardzana i wyszydzana.

Skrzydła nocy są piękną i wspaniałą opowieścią o poszukiwaniu odkupienia przez ludzkość, która przez swoją arogancję wzniosła się wysoko, a następnie upadła na samo dno. To powieść-droga, w której obserwujemy wędrówkę starszego człowieka, szukającego wiedzy i prawdy mogącej przynieść kres cierpieniu ludzkości. Proste, ale niezwykle piękne opisy miejsc, oraz trafne obserwacje i analizy Strażnika, stanowią o wyjątkowości tej książki. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mag!

http://hrosskar.blogspot.com/2017/06/skrzyda-nocy.html

pokaż więcej

 
2017-06-08 19:48:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2017
Autor:
Seria: Gaiman

Czy można napisać powieść grozy dla dzieci? Czy jest to w ogóle możliwe? Owszem i tego niełatwego zadania podjął się Neil Gaiman. Byłem dość sceptyczny wobec takiego pomysłu, ale po przeczytaniu Koraliny stwierdzam, że autor stworzył świetną historię, która może być czytana zarówno przez młodszych, jak i starszych czytelników i wywoływać u nich dreszczyk grozy, a jednocześnie przekazywać pewne... Czy można napisać powieść grozy dla dzieci? Czy jest to w ogóle możliwe? Owszem i tego niełatwego zadania podjął się Neil Gaiman. Byłem dość sceptyczny wobec takiego pomysłu, ale po przeczytaniu Koraliny stwierdzam, że autor stworzył świetną historię, która może być czytana zarówno przez młodszych, jak i starszych czytelników i wywoływać u nich dreszczyk grozy, a jednocześnie przekazywać pewne ważne wartości.

Książka rozpoczyna się banalnie i prosto. Otóż wkrótce po przeprowadzce do nowego domu, Koralina postanowiła zwiedzić wszystkie jego zakamarki. Wśród czternaściorga drzwi, jedne z nich są zamknięte na klucz. Pewnego dnia Koralina otwiera je i odkrywa przejście do innego domu, który na pierwszy rzut oka jest identyczny z jej własnym. Pozory jednak mylą... Zamieszkują go jej nowi rodzice, którzy bardzo chcą, aby Koralina została ich córeczką i na zawsze opuściła swoich poprzednich rodziców. A to dopiero początek tajemnic, jakie skrywają...

Koralina jest książką krótką, liczącą zaledwie sto stron. Jednak na tak niewielkiej objętości, Gaiman zawarł prostą, ale niezwykle urzekającą opowieść. Przypomina ona w gruncie rzeczy Alicję w krainie czarów Carolla Lewisa. Mamy przejście do mrocznego i fantastycznego świata, w którym dzieją się niezwykłe rzeczy, jak również kota, który przypomina Kota z Cheshire - jest tajemniczy, ironiczny, ale daje również dobre rady i potrafi się przemieszczać pomiędzy tymi dwoma domami. Nie jest to jednak inna wersja Alicji w krainie czarów, lecz zupełnie nowa i niepowtarzalna historia, która jedynie inspiruje się dziełem Lewisa. Koralina zawiera pewne mądre i ponadczasowe idee, jak chociażby zwrócenie uwagi na problem braku czasu dla swojego dziecka przez rodziców, które z tego powodu szuka zajęć na własną rękę i niejako przez to wpada w tarapaty. Jest to jednak przede wszystkim opowieść o odwadze, o pokonywaniu własnych słabości i stawiania czoła lękom. Koralina wykazuje się niezwykłą jak na jej wiek odwagą oraz zrozumieniem zachodzących wokół niej wydarzeń, za co niesłychanie ją polubiłem. Zaś elementy grozy tylko dodają uroku całej historii i powodują, że czyta się ją jeszcze lepiej.

Z początku nie wierzyłem, że w tak krótkiej książce, można stworzyć tak wiele niezwykle dobrze wykreowanych postaci, które na długo zapadają w pamieć. Gaiman zdecydowanie sprostał temu zadaniu. Koralina, oprócz wspomnianych powyżej cech, jest również osobą niezwykle ciekawą świata, zwiedza ogród i dom, aby lepiej go poznać. Jednocześnie posiada niezwykły hart ducha i wykazuje się ogromną odwagą, by przeciwstawić się swoim nowym rodzicom. Jest i Pan Bobo, który ma mysi cyrk, są również dwie starsze panie, niegdyś znane aktorki. Wreszcie mamy rodziców Koraliny, którzy całymi dniami są zajęci swoją pracą i nie mają czasu dla córki. Odzwierciedleniem tego faktu jest ich słaba kreacja i bardzo ogólnikowe potraktowanie w książce. Nie powinno to nikogo dziwić, ponieważ jest to opowieść Koraliny - małej dziewczynki, która zwraca uwagę na to, co ją ciekawi, interesuje i dostarcza jej zajęcia. W tej sposób Gaiman zachował w opowieści sposób postrzegania dziecka, co tylko dodaje dodatkowych walorów książce. Nie sposób nie wspomnieć na sam koniec jeszcze o nowych rodzicach Koraliny. Wyróżniają ich przyszyte do oczu guziki, ale również niezwykła troska i chęć dogodzenia córce, zupełnie jakby czegoś od niej oczekiwali...

Koralina jest krótką książka o nieskomplikowanej fabule, a jednak zrobiła na mnie największe wrażenie ze wszystkich dotychczas czytanych powieści Gaimana. Niebanalna historia, interesujący bohaterowie, oraz elementy grozy w opowieści dla zdecydowanie młodszego czytelnika, tworzą bardzo spójną i zachwycającą całość. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mag!

http://hrosskar.blogspot.com/2017/06/koralina.html

pokaż więcej

 
2017-06-06 16:58:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2017

Kontynuując moją przygodę z twórczością Philipa K. Dicka, sięgnąłem po książkę Deus Irae, która została napisana we współpracy z Rogerem Zelaznym. Przedstawia ona świat po wojnie nuklearnej, w którym na skażonej ziemi rodzą się groteskowe rośliny, stworzenia, ale również idee. Nastał bowiem kult Boga Gniewu, czyli tytułowego Deus Irae, który wypiera wiarę chrześcijańską. W małym miasteczku... Kontynuując moją przygodę z twórczością Philipa K. Dicka, sięgnąłem po książkę Deus Irae, która została napisana we współpracy z Rogerem Zelaznym. Przedstawia ona świat po wojnie nuklearnej, w którym na skażonej ziemi rodzą się groteskowe rośliny, stworzenia, ale również idee. Nastał bowiem kult Boga Gniewu, czyli tytułowego Deus Irae, który wypiera wiarę chrześcijańską. W małym miasteczku Charlottesville w Utah mieszka Tibor McMasters - mężczyzna pozbawiony rąk i nóg, ale jest za to niezwykle uzdolniony malarsko. W Kościele wyznawców Boga Gniewu tworzy wspaniały fresk, ale jedyne co mu pozostało, to oblicze Deus Irae. W tym celu wyrusza na pielgrzymkę na swoim wózku zaprzężonym w krowę, aby poznać jego prawdziwe oblicze...

Niestety w przypadku tej książki spotkał mnie lekki zawód. Być może wiąże się to z faktem, że spodziewałem się po niej czegoś nieco innego. Otóż cała otoczka związana z życiem po katastrofie nuklearnej nie do końca została stworzona z zachowaniem wierności faktom. Przede wszystkim Carl Lufteufel był zwykłym amerykańskim urzędnikiem, a jednak spowodował globalną katastrofę nuklearną. Wydaje się to nie mieć zupełnie sensu, ponieważ kiedyś, jak i obecnie, nie jest wcale tak prosto w demokratycznym państwie o detonację bomby atomowej, nie mówiąc już o użyciu całego arsenału, co miało miejsce w książce. Nie mogła zatem tego zrobić jedna osoba, nawet jeśli spojrzymy na to z lekkim przymrużeniem oka... Jeszcze innym zagadnieniem jest wszechobecna mutacja - w ciągu kilkudziesięciu lat powstały dziesiątki nowych gatunków zwierząt, jak i ludzi, które wytworzyły własne zachowania oraz społeczności. Jednak jeśli wczytać się w opisy tych istot, to zbyt diametralnie się one różnią, aby była mowa nawet o podkoloryzowaniu kwestii mutacji. Z drugiej zaś strony, autorzy bardzo dobrze oddali zachowanie ludzi po takiej katastrofie. Nastąpiło bowiem mentalne i cywilizacyjne cofnięcie się poziomu ludzkości o co najmniej kilka wieków. Zaczęła się walka o przetrwanie kolejnego dnia, a dane schowane w schronach, mające pozwolić ludzkości się odbudować, zostały zwyczajnie zapomniane. Zmieniły się priorytety i odbudowa cywilizacji przeszła na dalszy plan... Wydawać by się mogło, że wątki postapokaliptyczne będą dominować, tymczasem stanowią jedynie tło, które nie jest szczególnie mocno rozwijane w trakcie opowieści. Czego bardzo żałuję, ponieważ z pozostałymi elementami mogłoby one stworzyć zdecydowanie lepszą całość. A tak nakreślają jedynie pokrótce realia w jakich przyszło żyć bohaterom oraz wprowadzają do problematyki książki.

Osobnym i najważniejszym jednak zagadnieniem jest tytułowy Deus Irae. Można by sądzić, że Carl Lufteufel, jako osoba, która spowodowała zagładę świata, będzie napiętnowana i przeklinana przez kolejne pokolenia. Tymczasem został on uczyniony bogiem i, według Kościoła Boga Gniewu, ma on zarówno powłokę cielesną, jak i boską. Natomiast kościół chrześcijański jest w mniejszości i przegrywa walkę o wiernych... Nikogo zatem nie powinno zdziwić, że w książce w dużej mierze dominują rozważania na temat boga, dobra i zła, czy sensowności religii. Niestety również i w tym przypadku te dysputy potrafią chwilami znużyć i odnosi się wrażenie pewnej wtórności w argumentach bohaterów. Oczywiście nie brakuje niesamowicie klimatycznych scen, jak chociażby Lufteufel wyrywający sobie nietypową koronę cierniową z głowy, czy nawiązanie do Całunu Turyńskiego. lecz giną one w niedopracowanej historii i przedłużających się dialogach.

Deus Irae jest opowieścią o zrujnowanym świecie, w którym doszło do odwrócenia wartości. Najważniejszy jest nie chrześcijański Bóg, lecz Bóg Gniewu, będący uosobieniem urzędnika odpowiedzialnego za nuklearną katastrofę. Książka zawiera wiele świetnych pomysłów i idei, lecz posiada również pewne niedoskonałości, które nie pozwalają w pełni nacieszyć się tym, co autorzy chcieli w niej przekazać.

http://hrosskar.blogspot.com/2017/06/deus-irae.html

pokaż więcej

 
2017-06-06 16:02:28
Ma nowego znajomego: Mała-Mi
 
2017-06-06 10:40:08
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-06-06 10:35:01
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: The Illuminae Files (tom 1)
 
2017-06-01 20:22:31
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-05-31 17:01:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane czasopisma

Ostatnimi czasy Nową Fantastykę czytam bardzo wybiórczo - zazwyczaj dla kilku opowiadań, bądź tekstów publicystycznych. Natomiast bardzo rzadko od początku do końca, ale tym razem postanowiłem zrobić od tego wyjątek, ponieważ czerwcowy numer jest wyjątkowy pod wieloma względami i koniecznie warto się z nim zapoznać w całości.

Już na samym starcie czasopismo przykuwa uwagę genialną okładką,...
Ostatnimi czasy Nową Fantastykę czytam bardzo wybiórczo - zazwyczaj dla kilku opowiadań, bądź tekstów publicystycznych. Natomiast bardzo rzadko od początku do końca, ale tym razem postanowiłem zrobić od tego wyjątek, ponieważ czerwcowy numer jest wyjątkowy pod wieloma względami i koniecznie warto się z nim zapoznać w całości.

Już na samym starcie czasopismo przykuwa uwagę genialną okładką, autorstwa niezrównanego Dark Crayona. Jest to grafika zdobiące audiobooka Dziewięciu książąt Amberu Rogera Zelaznego od Storytel.pl. Nie jest ona przypadkowa, ponieważ to właśnie temu autorowi została poświęcona bardzo duża część czasopisma.

W Jest co czytać, jest co oglądać Marcin Zwierzchowski pokrótce nakreśla jakich premier książkowych oraz filmowych możemy spodziewać się w nadchodzącym miesiącu. O paru z nich zupełnie zapomniałem, dlatego bardzo się cieszę, że autor o nich wspomniał. Jednakże nie obyło się bez małego zgrzytu już na samym początku czytania, ponieważ Zwierzchowski w tekście wspomina, że w czerwcu doczekamy się finału Trylogii Pękniętej Ziemi, noszącej tytuł Wrota Obelisków. Bynajmniej nie jest to trzeci tom, tylko drugi... Drobny błąd, ale może wprowadzić niektórych w błąd.

Dalej mamy Powrót do Amberu Jerzego Rzymowskiego, w którym przedstawiono w czym tkwi niezwykłość i urok Kronik Amberu Rogera Zelaznego, które pomimo że liczą aż 10 tomów, to są krótsze niż niejedna współczesna powieść fantasy. A przy tym cykl ten zawiera mnóstwo barwnych postaci, magii, światów i w niczym nie jest uboższy, mimo niewielkiej objętości poszczególnych powieści. Tekst Rzymowskiego z pewnością skłoni nieprzekonanych do Zelaznego, aby jednak sięgnęli po książki tego pisarza. Mnie przekonywać już nie trzeba, ponieważ czytałem Kroniki Amberu ponad rok temu i jestem nimi oczarowany. Warto jeszcze dodać, że obecnie cykl Zelaznego jest dostępny w dwóch tomach w twardej oprawie i prezentuje się bardzo elegancko.

W dalszej części czasopisma, znajdziemy artykuł Nieśmiertelne potwory Marcina Wincetela - od najstarszych ekranizacji, takich dzieł jak Dracula, czy Frankenstein, po współczesny projekt Kinowego Uniwersum Potworów. Bardzo dobrze i rzeczowo napisany tekst z wieloma kadrami z filmów, które pozwalają lepiej zrozumieć jak zmieniały się koncepcje potworów przez ostatnie mniej więcej sto lat. Żałuję tylko, że jest on taki krótki, ponieważ jest to temat rzeka i z chęcią przeczytałbym coś więcej na ten temat.

W czerwcowym numerze Nowej Fantastyki znalazł się także wywiad z Brandonem Sandersonem. Jako jego zagorzały fan, wiedzący o istnieniu Cosmere i garści powiązań pomiędzy jego książkami, nie dowiedziałem się z niego praktycznie nic nowego. Bynajmniej nie jest to wada, ponieważ Tymoteuszowi Wronce - prowadzącemu wywiad, przyświecał zapewne cel, aby osoba nie znająca twórczości Sandersona, mogła go chociaż w minimalnym stopniu poznać i dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Dlatego wywiad z pewnością ucieszy osoby, które do tej pory znają dość słabo twórczość Brandona lub chcą go poznać, aniżeli jego zagorzałych fanów.

Jeśli chodzi o opowiadania, to stoją one na wysokim poziomie. Mamy w zasadzie tylko trzy polskich autorów, które przedstawiają bardzo różnorodne i interesujące wizje oraz aż pięć opowiadań Rogera Zelaznego. To na tych ostatnich postanowiłem się skupić, ponieważ jak się łatwo domyśleć, stanowią one perełkę tego numeru i mamy niepowtarzalną okazję poznać nieznane dotąd po polsku opowiadania ze świata Amberu. Bardzo się cieszę, że do ich przetłumaczenia został wybrany Piotr W. Cholewa, który tłumaczył również cały cykl, ponieważ uniknięto w ten sposób zmian w nazwach miejsc, osób oraz w samym stylu. Te pięć opowiadań podejmuje historię po ostatnim tomie z cyklu i rozpoczyna nową, ale niestety niedokończoną sagę. Odniosłem wrażenie, że byłaby ona jeszcze ciekawsza niż dwie poprzednie, ale Zelazny zmarł zanim zdążył ją dokończyć. Mamy w niej nowych przeciwników, intrygi i znanych bohaterów z poprzednich części, ale pojawia się również kilkoro nowych. Można je czytać bez znajomości całego cyklu, ale utraci się w ten sposób kontekst.

Czerwcowy numer Nowej Fantastyki jest wielkim ukłonem w kierunku fanów Roberta Zelaznego. Znajdziemy w nim aż pięć jego opowiadań, ale również obszerny tekst o jego najsłynniejszym cyklu, czyli Kronikach Amberu. Oprócz tego znajdziemy także artykuły m.in o Kinowym Uniwersum Potworów, Sknerusie McKwaczu, wywiad z Sandersonem, czy recenzje książek. Polecam!

http://hrosskar.blogspot.com/2017/05/nowa-fantastyka-62017-417.html

pokaż więcej

 
2017-05-30 07:44:53
Ma nowego znajomego: Gunia z_Doliny_Muminkow
 
2017-05-29 17:13:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2015

Pamięć wszystkich słów jest już czwartym tomem Opowieści z meekhańskiego pogranicza, serii, która została bardzo ciepło przyjęta przez polskich fanów fantastyki i wciąż zdobywa kolejnych czytelników. W drugiej powieści, Robert Wegner poradził sobie ponownie bardzo dobrze, prezentując kolejne przygody bohaterów znanych z poprzednich części. Altsin wędruje po świecie, aby odnaleźć plemienną... Pamięć wszystkich słów jest już czwartym tomem Opowieści z meekhańskiego pogranicza, serii, która została bardzo ciepło przyjęta przez polskich fanów fantastyki i wciąż zdobywa kolejnych czytelników. W drugiej powieści, Robert Wegner poradził sobie ponownie bardzo dobrze, prezentując kolejne przygody bohaterów znanych z poprzednich części. Altsin wędruje po świecie, aby odnaleźć plemienną wiedźmę, która jako jedyna może pomóc mu pozbyć się z jego głowy pewnej bardzo niebezpiecznej istoty. Deana odbywając pielgrzymkę, zostaje wplątana w wielką intrygę jednego z państw Dalekiego Południa. Zaś Yates odbywa kolejne miesiące służby u tajemniczej pani Kanayonnes. A Bogowie coraz uważniej spoglądają na świat śmiertelników i nie są już tylko biernymi obserwatorami...

W drugiej powieści z cyklu autor bardzo dobrze połączył historie Południa oraz Zachodu, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zupełnie nie powiązane ze sobą. Klamrą spinającą przygody Deany oraz Altsina, jest Yatech, który towarzyszy Kanayonnes w jej rozgrywkach i to on jest głównym bohaterem w Interludiach, oddzielających poszczególne rozdziały. W porównaniu do Nieba ze stali, w Pamięci wszystkich słów zmienił się przede wszystkim nastrój całej książki. Nie znajdziemy tutaj wielkich bitew, przygotowań do nadchodzącej wojny, czy opisów taktyki. Mamy za to znacznie więcej informacji o magii, religiach, czy boskich tajemnicach. Zwłaszcza ten ostatni aspekt został moim zdaniem bardzo mocno zaakcentowany i był jednym z wątków, które pilnie śledziłem. Dowiemy się wielu rzeczy o tajemniczych awenderi, czy o wydarzeniach sprzed wielu tysięcy lat, kiedy bogowie toczyli ze sobą wojny przy udziale ludzi. Autor nie koncentruje się tylko i wyłącznie na wydarzeniach z przeszłości, lecz również bardzo mocno na obecnych. Co jednak ważne, autor unika tonu wyjaśniającego wszystko o wszystkim. Mamy za to niedopowiedzenia i strzępy informacji, z których powoli wyłania się pewna całość, zwiastująca bardzo niezwykłe i emocjonujące wydarzenia...

W Pamięci wszystkich słów główne skrzypce odgrywa dwójka bohaterów - Deana oraz Altsin. Oboje przechodzą bardzo dużą przemianę i mamy okazję jeszcze lepiej ich poznać. Deana będzie musiała odnaleźć się w mieście pełnym obcych ludzi, wierzących w Pana Ognia i jednocześnie nie zatracić prawdziwego powodu swojej wędrówki. Zrozumie też, że pielgrzymka o odkupienie win może przyjmować różne formy - nie chodzi w niej wcale o podróż do określonego miejsca, lecz o przemianę, jaką podczas niej przechodzi człowiek. Zaś Altsin za wszelką cenę próbuję odnaleźć plemienną wiedźmą, a jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że każdy dzień jest dla niego niezwykle cenny i nie może pozwolić sobie na zwłokę. Za sprawą tej dwójki bohaterów poznamy dwa zupełnie nowe miejsca. Pierwszym z nich jest Dalekie Południe z pięknym Konoweryn na brzegu Oceanu Olweryjskiego, w którym dominuje kult Pana Ognia. Drugim zaś Amoneria, zamieszkana przez walecznych Seehijczyków, wierzących w Ouma. Tymi dwiema lokacjami, autor dokłada kolejną cegiełkę do stworzonego przez siebie świata, rozbudowując go o nowe miejsca, kultury i religie. Należą się tutaj duże uznania dla autora, ponieważ czerpiąc z wielu współczesnych i starożytnych kultur, potrafił tworzyć zapadające w pamięć miejsca, postacie i religie.

Pomimo bardzo spójnego połączenia ze sobą wątków i postaci, to Wegner nie ustrzegł się drobnych błędów. Takim najbardziej rzucającym się w oczy jest chwilami stanowczo za bardzo kwiecisty język. Być może wyjdę teraz na czepialskiego, ale Wegner przyzwyczaił mnie do konkretnych, nawet jeśli chwilami są nieco dłuższych opisów, które zawierają jedynie najważniejsze rzeczy. Tymczasem w czwartym tomie jest zwyczajnie za dużo pięknych i wyszukanych opisów oraz porównań, które często nie mają żadnego uzasadnienia. Przez to chwilami książka wypada nierówno i brakuje takiej spójności i dynamiczności w opisywaniu świata oraz bohaterów.

Pamięć wszystkich słów stanowi kolejny, bardzo udany tom z cyklu Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Tym razem autor zrezygnował z emocjonujących bitew i potyczek, na rzecz magii i bóstw, które będziemy mogli lepiej poznać. Jednocześnie coraz bardziej daje się dostrzec echa przyszłym wydarzeń, w których nikt nie może być pewien, że przeżyje... Polecam!

http://hrosskar.blogspot.com/2017/05/pamiec-wszystkich-sow-opowiesci-z.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
645 213 2996
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (107)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (10)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd