Hrosskar 
hrosskar.blogspot.com
Mam na imię Łukasz i jestem blogerem z przypadku. Kiedy zakładałem bloga nigdy nie sądziłem, że pomysł ten przetrwa dłużej niż kilka tygodni. A jednak wciąż piszę recenzje, nieprzerwanie już od maja 2015 roku. Chociaż blog nazywa się Świat fantasy, to chyba nie ma takiego gatunku książki, którego definitywnie czytać nie będę. Najczęściej jednak sięgam po fantasy, science fiction, literaturę przygodową i sensacyjną oraz od niedawna również po kryminały. Na co dzień natomiast jestem doktorantem na Wydziale Chemii UAM. Wiąże się to z dojazdami autobusem – w jedną stronę około 45 minut. Bynajmniej nie jest to czas dla mnie stracony, ponieważ jest on wykorzystywany na czytanie kolejnych pozycji z wciąż wydłużającej się listy do przeczytania. Średnio w roku czytam nawet 100 książek.
26 lat, mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 3 książki i 1 cytat, ostatnio widziany 11 godzin temu
Teraz czytam
  • Architektura – wizje niezrealizowane
    Architektura – wizje niezrealizowane
    Autor:
    NAJŚMIELSZE WIZJE WIELKICH WIZJONERÓW! Drapacz chmur wysoki na milę, kopuła okrywająca Manhattan, łuk triumfalny w kształcie słonia to nie jedyne porywające projekty w dziejach architektury, których...
    czytelników: 35 | opinie: 1 | ocena: 5 (1 głos)
  • Przebudzenie Lewiatana
    Przebudzenie Lewiatana
    Autor:
    WITAJ W PRZYSZŁOŚCI Ludzkość zasiedliła Układ Słoneczny – Marsa, Księżyc, Pas Asteroid i dalej – ale gwiazdy wciąż pozostają poza jej zasięgiem. Jim Holden jest pierwszym oficerem lodowcowca kursują...
    czytelników: 1779 | opinie: 97 | ocena: 7,1 (627 głosów) | inne wydania: 3

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-10 16:30:34
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Egzemplarz recenzencki
Seria: Salamandra
 
2018-10-10 16:30:17
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Egzemplarz recenzencki
 
2018-10-10 16:29:42
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Egzemplarz recenzencki
Cykl: Expanse / Ekspansja (tom 1)
 
2018-10-10 16:29:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Cykl: Takeshi Kovacs (tom 3)

Zbudzone furie to finałowy tom cyklu Takeshi Kovacs autorstwa Richarda Morgana. Tym razem autor znów zmienia nieco konwencję książki, ponieważ otrzymujemy interesujące połączenie science-fiction, cyberpunku i dystopii.

Takeshi wrócił do domu, na świat Harlana, o którym w poprzednich dwóch tomach było dość dużo wspominane. To oceaniczna planeta, z zaledwie 5% lądów, otoczonych...
Zbudzone furie to finałowy tom cyklu Takeshi Kovacs autorstwa Richarda Morgana. Tym razem autor znów zmienia nieco konwencję książki, ponieważ otrzymujemy interesujące połączenie science-fiction, cyberpunku i dystopii.

Takeshi wrócił do domu, na świat Harlana, o którym w poprzednich dwóch tomach było dość dużo wspominane. To oceaniczna planeta, z zaledwie 5% lądów, otoczonych nieprzewidywalnym morzem. Ponadto, wszystko, co bardziej zaawansowane technologicznie niż śmigłowiec, zostaje zestrzelone przez platformy orbitalne pozostawione przez Marsjan. A całą planetę kontrolują Pierwsze Rodziny, korporacje i yakuza, a z trudem wywalczone zdobycze quellistowskiej rewolucji zostały zatracone... A Kovacs trafia w sam środek intryg politycznych i technologicznych tajemnic, które niosą ze sobą zbudzone ze snu duchy świata Harlana.

W trakcie czytania Zbudzonych furii miałem wrażenie, że książka jest chwilami nie tyle przegadana, co niektóre sceny można byłoby ze spokojem wyciąć, bez szkody dla fabuły. I to nie jest bynajmniej kwestia tego, że w książce brakuje akcji, ponieważ dzieje się i to dużo, ale odnosi się wrażenie, jakby autor nie do końca wiedział na czym się skupić. Bowiem mamy wątek zemsty Kovacsa na kapłanach w imię utraconej miłości, pojawienie się młodszej wersji Takeshiego w innej powłoce, czy w końcu pogłoski o pojawieniu się z martwych Quellcristy Falconer, dawnej przywódczyni buntów na Harlanie, czy w końcu kwestia pozostawionych stacji orbitalnych przez Marsjan. Morgan przedstawia to wszystko bardzo szczegółowo, opisuje dokładnie wiele różnych miejsc i wydarzeń, ale nie do końca widać jaki przyświeca temu cel. Jednak dopiero po przeczytaniu całej książki, przemyśleniu poszczególnych wydarzeń, wyłania się spójna i logiczna całość. Trudno się nie zachwycić, chociaż troszkę, ale żałuję, że w trakcie powieści autor chwilami zbyt chaotycznie to wszystko napisał.

Po dwóch tomach przygód Kovacsa, miałem w końcu okazję poznać świat Harlana. I nie chodzi tutaj tylko o to, że dowiadujemy się jak wygląda i jak funkcjonuje, choć to jest ogromnie ciekawe, co o całą sytuację polityczną i sprzęt pozostawiony przez Marsjan. Dowiemy się zdecydowanie więcej o Quell, jej zasadach i historii powstania, jak również kolejnego aspektu związanego ze stosami. Są one sprzedawane i wszczepiane czarnym panterom, walczącym na arenach na śmierć i życie, co doprowadza osoby do szaleństwa. Do tego wszystkiego dochodzi całe mnóstwo mniejszych wątków i motywów, które wypełniają tę książkę. Biotechnologia, cybernetyka, wirusy, kopie osobowości, piractwo, surferzy, mafie, yakuza, Emisariuszowie i wiele innych. Wszystko to tworzy niezwykle bogatą i fascynującą w szczegóły całość, a Morganowi trzeba przyznać, że posiada talent do kreowania niezwykłych światów.

Całościowo trylogia Takeshi Kovacs wypada bardzo dobrze. Każda część to nieco odmienne spojrzenie na gatunek i głównego bohatera. Modyfikowany węgiel jest połączeniem science-fiction z kryminałem, Upadłe anioły łączy space operę z sensacją, a Zbudzone furie science-fiction z cyberpunkiem i dystopią. W każdej książce Takeshiemu przychodzi zmierzyć się z innymi przeciwnościami losu, przez co z tomu na tom mamy okazję go lepiej poznać. Szczególnie w Zbudzonych furiach dowiadujemy się wielu interesujących informacji na temat tego jak wstąpił do Korpusu Emisariuszy, stracił ukochaną i wiele innych. Trudno nie polubić Kovacsa, który zawsze kieruje się własnymi zasadami i pozostaje im wierny do końca. Nigdy się nie poddaje, nawet w beznadziejnej sytuacji, cały czas myśląc jak wyjść z opresji. Zakończenie pozostaje otwarte i możemy się domyślać jedynie dalszych losów Kovacsa, co w świetle wydarzeń z książki było dobrym posunięciem. Żałuję tylko, że nie było tak wielu konfrontacji młodszej wersji Kovacsa ze starszą.

Zbudzone furie to dobre zakończenie cyklu o Kovacsie, choć nie obyło się bez drobnych wpadek. Stanowi interesujące połączenie science-fiction z cyberpunkiem i dystopią oraz mnóstwem innych ciekawych motywów, a na brak akcji trudno tutaj narzekać.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mag!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/10/zbudzone-furie-richard-morgan.html

pokaż więcej

 
2018-10-04 20:20:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Autor:
Seria: Klasyka grozy

Interesując się literaturą grozy już od ładnych kilku lat, wielokrotnie czytałem dyskusje o Upiornej opowieść Petera Strauba. Z jednej strony była to polecana i obowiązkowa lektura dla fanów gatunku, a z drugiej strony niedostępna pozycja już od wielu lat na polskim rynku osiągająca zawrotne ceny w serwisach sprzedażowych. Jednak już niedługo za sprawą wydawnictwa Vesper pojawi się jej... Interesując się literaturą grozy już od ładnych kilku lat, wielokrotnie czytałem dyskusje o Upiornej opowieść Petera Strauba. Z jednej strony była to polecana i obowiązkowa lektura dla fanów gatunku, a z drugiej strony niedostępna pozycja już od wielu lat na polskim rynku osiągająca zawrotne ceny w serwisach sprzedażowych. Jednak już niedługo za sprawą wydawnictwa Vesper pojawi się jej wznowienie.

Akcja powieści rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w latach 70-tych w małym miasteczku Milburn. Działa w nim pewne dość niecodzienne Stowarzyszenie Chowder, które jest tworzone przez grupę starszych panów. Spotykają się, żeby opowiadać sobie historie - jedne prawdziwe, inne zmyślone, a wszystkie przerażające i silnie działające na wyobraźnię. Jedna z tych opowieści powraca, żeby ich prześladować i domagać się sprawiedliwości. Opowieść o tym, co zrobili dawno temu i co było przerażającym błędem. Nad Milburn nadciąga nadnaturalna i gęstniejąca z każdym dniem groza...

Książka została pierwotnie wydana w 1979 roku, a w Polsce w 1993 roku przez wydawnictwo Rebis i było to jedyne dotąd wydanie tej powieści. Autor tej książki - Peter Straub otrzymał wiele prestiżowych nagród jak World Fantasy Award, czy Bram Stoker Award. Jednak w Polsce jest stosunkowo nieznany szerokiemu gronu czytelników, a jeśli już, to głównie za współautorstwo Talizmanu i Czarnego domu ze Stephenem Kingiem. Dlatego bardzo się cieszę, że jego opus magnum będzie znów dostępne i to w nie byle jakim wydaniu. Twarda oprawa, posłowie z prostą, ale klimatyczna okładka nawiązująca do treści. Czego chcieć więcej?

Nie będę ukrywał, że miałem duże oczekiwania wobec tej książki, ponieważ zawsze czytałem o niej same najlepsze komentarze na grupach związanych z literaturą grozy. I po jej przeczytaniu mogę z czystym sumieniem napisać, że jest to bardzo dobra powieść, którą po przeczytaniu doceniam jeszcze bardziej, aniżeli w trakcie czytania. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to łatwa w odbiorze książka, a poszczególne wątki i historie są ujawniane stopniowo i powiązania między nimi nie są niekiedy takie oczywiste na pierwszy rzut oka. Nie od razu też zauważa się, że wszystkie historie opowiadane przez panów ze Stowarzyszenia Chowder łączy jedna wspólna i ponura historia. Wyłania się ona stopniowo i w pewnym momencie wszystko zaczyna do siebie pasować i to w najdrobniejszych szczegółach. Jestem pod dużym wrażeniem jak Straub wszystko zaplanować od samego początku aż do epilogu.

Upiorna powieść stanowi hołd dla powieści gotyckiej i nawiązuje do bardzo wielu klasyków horroru takich jak M..R. James, Artur Machen, Nathaniel Hawthorne, Henry James, Edith Wharton czy Bram Stoker. Pojawiają się tutaj zarówno motywy związane z duchami, jak i wampirami, czy wilkołakami, a nawet istotami starszymi od ludzi, które miały być inspiracją dla pisarzy do stworzenia wcześniej wymienionych istot. Autor świetnie wykorzystał znane mu i wręcz klasyczne motywy do stworzenia czegoś własnego, co jednocześnie jest nowe, ale stanowi hołd dla wcześniej tworzących pisarzy grozy. Jednocześnie nie brak tutaj motywów bardziej uniwersalnych jak śmierć, zdradza, zabójstwa, duchy, zemsta, prześladowania, zło z przeszłości, a nawet indiański duch Manitu. Jest tego bardzo dużo, ale wszystko zostało dobrze wyważone i nie ma przesytu, ani poczucia, że jest to mieszanina zbyt wielu rzeczy. Ponadto, jestem zupełnie świadomy faktu, że za kilka lat, kiedy ponownie usiądę do tej książki, odkryje w niej jeszcze więcej ukrytych motywów i nawiązań do innych książek z literatury grozy aniżeli teraz. I wydaje mi się, że m.in w tym też tkwi siła tej powieści, ponieważ im więcej poznajemy klasyków grozy, jak i współcześnie wydawanych książek, tym powieść Strauba zaczyna się doceniać jeszcze bardziej.

Zarówno całe Stowarzyszenie Chowder, jak i szereg postaci drugoplanowych, mamy okazję bardzo dobrze. Każdemu z głównych bohaterów autor poświęcił mniej więcej tyle samo czasu, nakreślając jego historie z przeszłości, teraźniejszości, lęki i charakter. Początkowo można poczuć pewne zdezorientowanie, ponieważ jest tutaj dużo opowieści w opowieści, retrospekcji, które pojawiają się bez żadnej zapowiedzi, jak również przeskakiwania między postaciami, ale łatwo się do tego przyzwyczaić. Ogromnie polubiłem tych starszych panów, którzy kolokwialnie mówiąc, straszą się nawzajem opowiadając sobie niesamowite historie. Każdy z nich na swój sposób spowodował, że z uwagą i niekiedy napięciem poznawałem ich przygody w młodości. Niebagatelny wpływ na całą tę historię ma klimat również małego miasteczka, w którym wszyscy się znają i gdzie trudno o anonimowość. Dzięki temu ta historia jeszcze więcej zyskuje, szczególnie pod koniec. Bez tego, nie byłaby to taka upiorna opowieść...

Upiorna opowieść jest książką o której słyszałem bardzo, ale to bardzo dużo dobrego i która w 100% sprostała moim wygórowanym oczekiwaniom wobec niej. To już klasyka literatury grozy, którą czyta się bardzo przyjemnie i która pozostanie w pamięci na bardzo długo. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/10/upiorna-opowiesc-peter-straub.html

pokaż więcej

 
2018-09-30 14:20:05
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Egzemplarz recenzencki
Cykl: Proxima/Ultima (tom 1)
 
2018-09-30 14:19:58
Ma nowego znajomego: romy
 
2018-09-26 18:54:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018

Książki z gatunku grozy do niedawna bardzo rzadko gościły na mojej liście przeczytanych książek. Zmieniło się to dopiero przed paroma laty i od tego czasu sukcesywnie poznaję klasykę gatunku. A jedną z takich pozycji jest Omen Davida Seltzera.

W książce poznajemy historię Jeremiego Thorna, który jest amerykańskim ambasadorem w Wielkiej Brytanii. Od wielu lat z żoną chorującą na depresję...
Książki z gatunku grozy do niedawna bardzo rzadko gościły na mojej liście przeczytanych książek. Zmieniło się to dopiero przed paroma laty i od tego czasu sukcesywnie poznaję klasykę gatunku. A jedną z takich pozycji jest Omen Davida Seltzera.

W książce poznajemy historię Jeremiego Thorna, który jest amerykańskim ambasadorem w Wielkiej Brytanii. Od wielu lat z żoną chorującą na depresję starają się o dziecko. W końcu rodzi im się dziecko, ale okazuje się ono martwe, kiedy Thorn przyjeżdża do rzymskiego szpitala. Dostaje jednak propozycję od pracującego tam księdza, aby przyjął cudze dziecko, którego matka zmarła przy porodzie. Thorn ze względu na żonę, która mogłaby nie przeżyć straty dziecko, zgadza się na propozycję duchownego, ale zachowuje ten sekret tylko dla siebie. Kilka lat później, podczas hucznej imprezy urodzinowej czteroletniego już Damiena, jego niania popełnia samobójstwo na oczach gości. To będzie początek całej serii tajemniczych i złowróżbnych wydarzeń, które Thorn będzie próbował zrozumieć, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom...

Omen, to powieściowa adaptacja słynnego i kultowego już filmu z Gregorym Peckiem, wydana w 1976 roku. Jej autorem jest scenarzysta, David Seltzer, będący również producentem i reżyserem filmowym. W pierwszej chwili, kiedy dowiedziałem się, że jest to adaptacja filmu, miałem mieszane uczucia i lekkie obawy. Jednak już po kilkudziesięciu stronach byłem pewny, że to będzie bardzo dobra książka, przy której miło spędzę czas.

Współcześnie wydaje mi się, że motywy, jakie Seltzer zawarł w swojej książce nie są już tak nowe, ani nie wzbudzają takiej grozy i strachu, jak przed czterdziestu laty. Zresztą nie da się ukryć, że Omen był dla wielu późniejszych pisarzy i scenarzystów prawdziwą kopalną inspiracji. Któż bowiem nie zna symboliki trzech szóstek, albo dziecka szatana, które przyszło na świat, by nad nim zawładnąć? Pomimo tego Omen czytało mi się bardzo dobrze, nawet wiedząc jak potoczą się losy Thorna i Damiena. Ogromny w tym udział ma to, że autor nie podaje niczego wprost. Bohaterowie nie dopuszczają do siebie, że z Damienem może dziać się coś złego, że on sam jest zły. Zrzucają to wszystko na zmęczenie, przepracowanie, czy na brak należytej uwagi poświęcanej synowi. Aż jednak jest za późno i Thorn zaczyna wszystko rozumieć... Co więcej, Damien sam do końca nie rozumie kim jest, dlaczego zwierzęta zachowują się dziwnie w jego obecności i z jakiego powodu nie może znieść bliskości kościoła. To tym bardziej pogłębia niesamowity nastrój książki.

Siła tej powieści tkwi zatem w bardzo dobrze wykreowanym klimacie grozy, w wielu ciekawych scenach, oraz w świetnym zakończeniu. Bynajmniej nie jest ono szczęśliwe i pozostaje otwarte, co nadaje książce jeszcze bardziej szczególnego wydźwięku. Bardzo mocno zaznaczone są tutaj kwestie religijne - mamy wiele cytatów mówiących o potomku szatana, kiedy ma nadejść i jakie znaki będą temu towarzyszyć. Wszystko to bardzo umiejętnie autor wplótł w fabułę swojej książki jak i filmu, interpretując niektóre kwestie wedle współczesnych mu realiów. Dzięki temu Seltzer stworzył interesującą, ale przede wszystkim spójną całość. Oczywiście, chwilami można poczuć, że książka została napisana przez początkującego pisarza, ponieważ czasami nie wszystko było tak dobrze przedstawione, czy opisane jakby należało. Niemniej jednak w trakcie czytania praktycznie nie zwracałem na to większej uwagi - akcja nie pozwala na nudę, szczególnie pod koniec książek.

Wizualnie książka prezentuje się bardzo ciekawie. Będzie ona wydana w twardej oprawie, jak wiele z pozycji z Klasyki Grozy od wydawnictwa Vesper z niezwykle klimatyczną okładką oraz ilustracjami Krzysztofa Wrońskiego. Na samym końcu znajdziemy dodatkowo Posłowie autora do polskiego wydania, w którym przedstawia okoliczności powstania pomysłu na film oraz gdzie szukał inspiracji. Dodatkowo znajdziemy również drugie posłowie - Mateusza Zimmermana Diabelskie nasienie/Witaj, Szatanie, które przybliża czytelnikowi bardziej szczegółowo okoliczności powstania Omenu, najważniejsze motywy i wątki, różnice fabularne między książką a filmem i o kolejnych sequelach filmowych. Była to dla mnie prawdziwa skarbnica wiedzy, dzięki której zdecydowanie lepiej zrozumiałem całą tę historię, jak powstała i dlaczego jest uznawana współcześnie za klasykę grozy.

Omen powstały ponad czterdzieści lat tamu jako powieściowa adaptacja filmu o tym samym tytule wciąż potrafi zainteresować i wzbudzić grozę. Wiele ciekawych scen i motywów dziś uznawanych za klasyczne, interesujące interpretacje i otwarte zakończenie, powodują, że była to książka, przy której miło spędziłem czas. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/09/omen-david-seltzer-przedpremierowo.html

pokaż więcej

 
2018-09-22 17:04:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018

Po mniej więcej roku oczekiwania, dwie ostatnie części "trylogii w pięciu częściach" ponownie zawitały do księgarń. Nie będę ukrywał, że wyczekiwałem tej premiery, ponieważ bardzo lubię humor i przerysowaniem tak wielu kwestii, które są sztandarowe dla literatury science fiction przez Douglasa Adamsa.

Artur Dent po wielu latach podróżowania po wszechświecie w końcu wrócił na Ziemię. Jak się...
Po mniej więcej roku oczekiwania, dwie ostatnie części "trylogii w pięciu częściach" ponownie zawitały do księgarń. Nie będę ukrywał, że wyczekiwałem tej premiery, ponieważ bardzo lubię humor i przerysowaniem tak wielu kwestii, które są sztandarowe dla literatury science fiction przez Douglasa Adamsa.

Artur Dent po wielu latach podróżowania po wszechświecie w końcu wrócił na Ziemię. Jak się okazało, planeta istnieje, a na dodatek nikt nawet nie zauważył jego nieobecności. Wszystko jest po staremu. Prawie. Artur poznaje bowiem, choć nie dosłownie, piękną dziewczynę - Fenchurch, siedzącą na tylnej kanapie saaba, którym zabrał się autostopem. Jest ona jednak nieprzytomna, za sprawą leków uspokajających. Są one konieczne, ponieważ według jej brata, sfiksowała gdzieś w kawiarni w Rickmansworth - od tej pory dręczą ją okropne majaki, że żyje w realnym świecie i halucynuje o wielkich żółtych statkach kosmicznych. Artur zna jednak prawdę, ponieważ sam był świadkiem tych wydarzeń, jak Vogoni niszczą Ziemię, by w jej miejscu zbudować międzygalaktyczną obwodnicę. Tylko Artur będzie umiał jej pomóc i ją zrozumieć, lecz wpierw musi ją odnaleźć...

W poprzednich tomach Adam Douglas przyzwyczaił mnie do tego, że w jego książkach bardzo dużo się dzieje, nie można być niczego pewnym, a poziom absurdu i komizmu sięga chwilami zenitu – oczywiście w pozytywnym znaczeniu. W czwartym tomie jego „trylogii” nastąpił delikatny spadek formy, czy raczej autor skupił się na nieco innych kwestiach. W Cześć, i dzięki za ryby obserwujemy głównie wątek miłosny pomiędzy Arturem i Fenchurch. Nie mamy tutaj wielu dynamicznych scen, zwrotów akcji i tego typu rzeczy. Jest to najspokojniejsza część i doszedłem do wnioski, że najmniej fabularnie się w niej dzieje. Niemniej wciąż jest tutaj bardzo dużo scen, przy których nie sposób się nie śmiać, a autor jak zwykle celnie komentuje wszelkie absurdy naszego codziennego życia. W tym względzie Adams jest niezrównany i świetnie dostrzega wiele tego typu rzeczy nad którymi się nawet nie zastanawiamy.

Natomiast w piątym tomie, czyli W zasadzie niegroźna, autor znów porywa czytelnika w wir absurdalnych wydarzeń i niemniej zwariowanych teorii. Artur krąży po wszechświecie szukając swojego miejsca, po tym jak Fenchurch zaginęła w hiperprzestrzeni. Na dodatek ciągle ma wrażenie, że przebywa nie w tym z równoległych światów, w którym powinien. W końcu zostaje mistrzem robienia kanapek na pewnej bardzo zacofanej technologicznie planecie, gdzie odnajduje go Trillan. Przywozi ze sobą dość nieoczekiwaną niespodziankę, a mianowicie ich córkę, po czym odlatuje. Jakby tego było mało, niedługo później Artur dostaje paczkę od Forda Prefecta, która wprowadzi w życie Ziemianina jeszcze większe łopoty... Chwilami w tych wszystkich zwariowanych wydarzeń może być trudno się połapać, zrozumieć co jest rzeczywiste, a co urojone. Nie ma się co tym jednak przejmować, ponieważ często kilka stron dalej, znów mamy kolejne niesamowite wydarzenia, które potrafią mocno namieszać w głowie. I znów niczego nie można być pewnym, co takiego autor za chwilę wymyśli i czym nas zaskoczy.


"Trylogia" Autostopem przez galaktykę przekonała mnie do siebie, choć nie od razu. Musiałem dwukrotnie przeczytać pierwszy tom, żeby humor jaki Douglas Adams w niej zawarł do mnie przemówił. A później poszło już z górki. Szybkie tempo, mnóstwo zwariowanych przygód, zabawnych sytuacji, czy ogólnie parodiowania wszystkiego, co sztandarowe w science-fiction, spowodowało, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Lekka, przyjemna, niewymagająca wielkiego skupienia, a dostarczająca mnóstwa śmiechu i dużej dawki absurdu.

Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna to ostatnie dwa tomy "trylogii" Douglasa Adamsa. Ponownie bardzo dobrze bawiłem się przy tej książce - z żartów, zabawnych i absurdalnych sytuacji oraz niezwykle celnego komentowania i przejaskrawiania rzeczywistości przez autora. Cała "trylogia" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana science-fiction!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/09/czesc-i-dzieki-za-ryby-w-zasadzie.html

pokaż więcej

 
2018-09-16 19:15:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018

Piąty już raz sięgnąłem po książkę Philipa K. Dicka i ponownie była to interesująca lektura. Zawsze zadziwia mnie w jego książkach jak wiele zjawisk i problemów zdołał przewidzieć oraz zanalizować w swoich książkach. A przecież znam dopiero kilka z jego książek!

Akcja powieści Cudowna broń rozgrywa się w 2004 roku, w świecie podzielonym na dwa rywalizujące ze sobą bloki - Za-Blokiem i...
Piąty już raz sięgnąłem po książkę Philipa K. Dicka i ponownie była to interesująca lektura. Zawsze zadziwia mnie w jego książkach jak wiele zjawisk i problemów zdołał przewidzieć oraz zanalizować w swoich książkach. A przecież znam dopiero kilka z jego książek!

Akcja powieści Cudowna broń rozgrywa się w 2004 roku, w świecie podzielonym na dwa rywalizujące ze sobą bloki - Za-Blokiem i Oko-Wschodem. Od wielu lat toczą one bój zbrojeniowy, którego wynikiem nie są wcale nowe bronie masowego rażenia. Tak naprawdę, główni projektanci, tacy jak Lars Powderdry, tworzą jedynie efekciarskie gadżety i urządzenia, z pozoru tylko śmiercionośne. Pewnego dnia na niebie pojawiają się obce, wrogie satelity i Ziemia potrzebuje prawdziwej militarnej siły. Za-Blok i Oko-Wschód muszą połączyć ze sobą siły, a to oznacza, że Lars ma za zadanie podjąć współpracę ze swoim radzieckim odpowiednikiem, czyli atrakcyjną Lilo Topczewą. Na dodatek zaczyna się w niej zakochiwać, choć dobrze wie, że Lilo może go w każdej chwili zabić...

Od samego początku jak tylko przeczytałem opis Cudownej broni, wiedziałem, że będę się przy niej dobrze bawił, a sam Dick niejednym pomysłem mnie zaskoczy. I nie myliłem się! Przede wszystkim mamy tutaj projektanta broni, który pełni niesłychanie ważną rolę wymyślając nowe śmiercionośne maszyny, które wcale groźne nie są, ale mają dać szaremu człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Społeczeństwo czeka każdego dnia z niecierpliwością na nową śmiercionośną broń, nawet jeśli ma ona kompletnie dziwną i śmieszną nazwę jak np. Wybuchowy Kontener Śmieciowy. Samo projektowanie broni również jest nietypowe, ponieważ Lars odbywa specjalny trans, podczas którego widzi śmiercionośną broń, a potem szkicuje ją i przekazuje inżynierom i naukowcom do zbudowania, lecz na tym nie koniec. W tym wszystkim niezwykle istotny jest bowiem cytat z Księgi Izajasza o przekuwaniu mieczy na lemiesze. Może się to wydawać śmieszne, a nawet absurdalne, ale bynajmniej czytając książkę takie nie jest. Zimna wojna między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim jest w powieści faktem, podobnie jak coraz to nowe bronie, które wcale takie śmiercionośne nie są.

Po przyjrzeniu się bliżej zauważymy jednak, że w tej powieści jest cała masa mniejszych motywów, które autor już wcześniej zawarł w swoich książkach. Narkotyczne wizje, podróże w czasie, atak obcej cywilizacji, sztuczne inteligencje, czym wyznacza się człowieczeństwo i wiele innych. Oprócz tego znajdziemy elementy powieści szpiegowskiej, czy nawet mocny wątek związany z komiksami, które mają duże znaczenie dla całej powieści. Znajdziemy tutaj również wiele interesujących wynalazków, którymi Dick z pewnością wyprzedził swoje czasy jak widkom, telefon umożliwiający widzenie się z rozmówcą, błyskpoczta, czy fotografia 3-D - tych dwóch ostatnich chyba nie trzeba wyjaśniać. Przypomnę, że książka została napisana 1965 roku i to w bardzo krótkim czasie, co w kontekście całej powieści robi ogromne wrażenie.

Podobnie jak pozostałe książki Dicka, Cudowna broń została wydana w twardej oprawie z posłowiem Michała Cetnarowskiego oraz dziełami Wojciecha Siudmaka w postaci kilku ilustracji w środku oraz na okładce. I jest to kolejna, już dwudziesta piąta książka z serii Dzieła wybrane Philipa K. Dicka, która zawitała na moją półkę.

Cudowna broń jest powieścią, która po opisie może wydawać się, że jest niepoważna, czy absurdalna, ale dopiero z czasem dostrzeżemy co Dick chciał w tej książce przekazać. Nie jest to jedna z najlepszych książek Dicka, jakie czytałem, ale wciąż na wysokim poziomie. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/09/cudowna-bron-philip-k-dick.html

pokaż więcej

 
2018-09-13 20:17:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Cykl: Cykl Demoniczny (tom 3.5)

Po premierze Otchłani, Cykl demoniczny można uznać już za zamknięty. Jednakże autor napisał również kilka historii pobocznych, które ostatecznie nie znalazły się w książkach. Mamy okazję je poznać w zbiorze Dziedzictwie posłańca, w którym znajdziemy trzy opowiadania. Pierwsze z nich - tytułowe opowiada o Briarze, drugoplanowym bohaterze z czwartego i piątego tomu cyklu. Gdy miał on sześć lat,... Po premierze Otchłani, Cykl demoniczny można uznać już za zamknięty. Jednakże autor napisał również kilka historii pobocznych, które ostatecznie nie znalazły się w książkach. Mamy okazję je poznać w zbiorze Dziedzictwie posłańca, w którym znajdziemy trzy opowiadania. Pierwsze z nich - tytułowe opowiada o Briarze, drugoplanowym bohaterze z czwartego i piątego tomu cyklu. Gdy miał on sześć lat, na skutek nieszczęśliwego wypadku, ogień i demony zabrały mu wszystko co miał - rodzinę, dom i nie tylko. Z racji swojego półkrasjańskiego pochodzenia został odrzucony przez mieszkańców i żyje na bagnach, wykorzystując wiedzę jaką zdobył od swojego ojca. W drugim opowiadaniu - Święto w potoku Tibbeta, obserwujemy epizod z życia Arlena, jako młodzieńca, podczas święta przesilenia zimowego. A w ostatnim - Selia zwana Wyschniętą, mamy okazję poznać jak Selia, mówczyni Potoku Tibbeta radzi sobie w nowej sytuacji, niedługo po wyjeździe Arlena i przekazaniu runów wojennych. Będzie zmagała się nie tylko z demonami, ale również z własną przeszłością.

Od czasu wydania po polsku Wojny w blasku dnia minęło już parę lat. Od tamtego czasu fani tego cyklu fantasy niejednokrotnie dopytywali się, kiedy będzie można przeczytać niewydane dotąd opowiadania z tego świata. Sam byłem ich ciekawy, zwłaszcza historii Briara, który skrywał wiele tajemnic i nie wszystkiego dało się domyślić czytając tylko powieści. Niestety, dopiero po wydaniu ostatniego, piątego tomu cyklu demonicznego, Fabryka Słów zdecydowała się wydać Dziedzictwo posłańca. Same w sobie opowiadania nie są złe, ale ich akcja rozgrywa się mniej więcej przed Tronem z czaszek, przez co nie zrobiły na mnie większego wrażenia, ani nie wniosły zbyt wiele na temat wojny z demonami, ponieważ znałem już finał tego cyklu.

Najważniejsze, z perspektywy całości jest pierwsze opowiadanie. Dowiadujemy się w jaki sposób Briar stracił rodzinę, dlaczego jest taki nieufny, kim byli jego rodzice i skąd jego zamiłowanie do lubczyku. Zdecydowanie bardziej znam teraz tego drugoplanowego bohatera i potrafię lepiej zrozumieć jego decyzje, które później podjął, aniżeli przed lekturą tego zbioru. Niemniej jednak czytając te opowiadanie przez czwartym tomem, pojawienie się Briara nie byłoby dla mnie tak dziwne i nie zastanawiałbym się, po co autor wprowadza kolejną postać pod koniec cyklu, jak i tak jest ich już bardzo dużo.

Święto w potoku Tibbeta to bardzo krótkie i w sumie nic nie wnoszące do wiedzy o bohaterach i świecie opowiadanie. Czytając je miałem wrażenie, że ten nie za długi fragment kiedyś miał się znaleźć w Malowanym człowieku, ale nie pasował i został po prostu usunięty. Natomiast Selia zwana Wyschniętą stanowi pokazanie jak młode demony umysłu zaczęły zakładać swoje własne roje i znosić do niego ludzi, co później zostało tylko wzmiankowane. Przeciwko nim staje ludność Potoku z Selią na czele. Na jaw wychodzą małostkowe żądania, grzechy przeszłości, które nie pozwalają dość długo zjednoczyć się ludziom we wspólnej walce. Dodatkowo poznajemy losy Selii za młodu i dowiadujemy się skąd się wziął przydomek Wyschnięta. Wszystko ponownie bazuje na temacie seksu, ale do tego zdążyłem się już w tym cyklu przyzwyczaić. Całościowo opowiadanie jest dobre, ze względu na pokazanie zakładania gniazda demonów, ale po za tym nie wnosi nic szczególnego do wiedzy o tym świecie.

Dziedzictwo posłańców stanowi jedynie dobry zbiór opowiadań, który został wydany w Polsce stanowczo za późno w stosunku do cyklu demonicznego. To spowodowało, że czytając historie tutaj zawarte, nie zrobiły one na mnie takiego wrażenia i były jedynie ciekawostką, a nie interesującą lekturą.

Za możliwość przeczytania ebooka serdecznie dziękuję księgarni Virtualo.pl!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/09/dziedzictwo-posanca-peter-v-brett.html

pokaż więcej

 
2018-09-10 19:35:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Autor:

Wiadomość o śmierci Jacka Sparksa w 2014 roku przeszła w moim życiu bez większego odzewu. Jego samego dość mgliście kojarzyłem i nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego w jak dziwnych okolicznościach zginął. Szczegóły na ten temat postanowił przybliżyć Jason Arnopp w książce Ostatnie dni Jacka Sparksa.

Jack kontrowersyjną osobą, która napisała książki o gangach, czy narkotykach, jak również...
Wiadomość o śmierci Jacka Sparksa w 2014 roku przeszła w moim życiu bez większego odzewu. Jego samego dość mgliście kojarzyłem i nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego w jak dziwnych okolicznościach zginął. Szczegóły na ten temat postanowił przybliżyć Jason Arnopp w książce Ostatnie dni Jacka Sparksa.

Jack kontrowersyjną osobą, która napisała książki o gangach, czy narkotykach, jak również zaczęła pisać o zjawiskach nadprzyrodzonych. Sparks był zagorzałym ateistą, więc postanowił udowodnić, że świat nadprzyrodzony nie istnieje. Podróżując po Ziemi szukał osób, które zajmują się światem duchowym i w ten sposób trafił na włoską prowincję, gdzie w kościele był świadkiem egzorcyzmów. Uznał je za kiepską mistyfikację i próbę nakłonienia go do zmieniania zdania przez Kościół Katolicki. Śmiał się i kpił z tego co widzi, komentując wszystko na swoich kontach w serwisach społecznościowych, wywołując tym prawdziwą burzę. Niedługo później pojawił się pewien filmik – czterdzieści sekund przerażającego materiału, od którego Jack wielokrotnie się odcinał, twierdząc, że nie ma z nim nic wspólnego. A jednak został on opublikowany na jego kanale YouTube...

Na samym początku znajdziemy przedmowę brata Jacka - Allistaira, który opisuje kilka ważnych faktów z życia Jacka oraz jak kształtowała się jego kariera. Dzięki temu mamy okazję lepiej poznać Sparksa - kim dokładnie był i czym się zajmował, jeśli przed lekturą nie wiedzieliśmy o nim za dużo. Później zaś mamy nigdy nie wydaną i nie ukończoną książkę Jacka Sparksa - Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych, która od chwili jej zapowiedzenia wzbudziła wiele kontrowersji. Podzielona ona została na dwie części, z których ta druga wzbudziła we mnie znacznie więcej emocji. W pierwszej części, Jack szuka osób, które zajmują się zjawiskami nadprzyrodzonymi, dzięki którym mógłby udowodnić, że świat duchowy nie istnieje. Bardzo często kpi, wyśmiewa i ogólnie wszystko obraca w mistyfikację. Chwilami nie sposób nie zaśmiać się jak komicznie to czasami brzmi. Jednak pod koniec pierwszej części i później przez całą drugą, Sparks coraz bardziej traci pewność siebie, nie jest pewny tego co widzi, słyszy i co się dzieje dookoła niego. A na dodatek całość została spisana w formie autobiografii, w której autor na bieżąco relacjonuje nam wydarzenia, opisuje co widzi i czuje.

Groza jest w tej książce budowana stopniowo i bez pośpiechu. Z początku Jack to sceptyk, który w nic nie wierzy i chwilami trudno się nie uśmiechnąć jak tłumaczy sobie pewne zjawiska, które obserwuje. Ale im dalej, tym Sparks coraz mniej jest pewny tego, co widzi. I to właśnie wzbudziło we mnie największą grozę - kiedy taki sceptyk jak on, zaczyna się autentycznie bać i dostrzegać nadprzyrodzone rzeczy. A w połączeniu z faktem, że książka jest napisana w pierwszej osobie, to całość robi jeszcze większe wrażenie. W wielu momentach trudno nie zacząć się zastanawiać, czy dziwne odgłosy zza okna, to tylko drzewa, a może coś innego... I nagle podczas lektury można zacząć oglądać się, czy aby na pewno wszystkie światła w domu są włączone i czy nie słychać nic dziwnego. Niewątpliwie udało się autorowi wzbudzić u mnie niemałą grozę.

Dłuższy czas zastanawiałem się, czy ten akapit powinien się tutaj znaleźć, ponieważ czytając go można sobie zepsuć dużą niespodziankę i książka nie będzie już później taka straszna. Z drugiej zaś strony, jeśli ktoś czyta stronę redakcyjną, to będzie wiedział od razu o co chodzi. Wystarczy spojrzeć na okładkę i zobaczyć czyje nazwisko widnieje na okładce, albo zajrzeć do podziękowań i już wiadomo, że tej książki nie napisał Sparks. Niemniej jednak przez wstęp brata Sparksa, bardzo osobisty charakter książki, w której Jack opisuje co widzi i co czuje, nie trudno uwierzyć, że czytamy autentyczną wersję wydarzeń. Tak jednak nie jest, ponieważ jest to tylko fikcja inspirowana rzeczywistymi wydarzeniami. Osobiście nie zajrzałem na stronę redakcyjną w książce jak zacząłem ją czytać, ale po pewnym czasie trudno mi było uwierzyć, że Jack spisuje wszystkie te wydarzenia na bieżąco i to tak skrupulatnie. Co nie zmienia faktu, że całą książkę czytało mi się bardzo dobrze i z pewnością muszę częściej sięgać po współczesne powieści grozy.

Ostatnie dni Jacka Sparksa to współczesny horror opisujący jak mogły wyglądać dni przed śmiercią Jacka Sparksa, znanego dziennikarza, który zginął nagłą śmiercią w 2014 roku. Na mnie ta książka zrobiła duże wrażenie, groza jest zupełnie inna niż w dotychczas wydawanych klasykach przez Vesper, ale niemniej straszna i interesująca. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/09/ostatnie-dni-jacka-sparksa.html

pokaż więcej

 
2018-09-06 19:50:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Przeczytane 2018
Autor:
Cykl: Hyperion (tom 1) | Seria: Artefakty

Na długo zanim sam sięgnąłem po książki Dana Simmonsa, było to dla mnie nazwisko znane i polecane przez każdego, kto miał z styczność z jego twórczością. Ilion, a potem Terror i Olimp zachwyciły mnie bez reszty. Po dłuższym czasie udało mi się w końcu sięgnąć po jego bodaj najbardziej znaną, a przynajmniej takie odniosłem wrażenie, książkę, czyli Hyperion.

Opowiada ona o losach siedmiorga...
Na długo zanim sam sięgnąłem po książki Dana Simmonsa, było to dla mnie nazwisko znane i polecane przez każdego, kto miał z styczność z jego twórczością. Ilion, a potem Terror i Olimp zachwyciły mnie bez reszty. Po dłuższym czasie udało mi się w końcu sięgnąć po jego bodaj najbardziej znaną, a przynajmniej takie odniosłem wrażenie, książkę, czyli Hyperion.

Opowiada ona o losach siedmiorga pielgrzymów, którzy w obliczu zbliżającej się nieuchronnie wojny międzygalaktycznej przybywają na tajemniczą planetę Hyperion. Ich zadaniem jest dotrzeć do mitycznych grobowców czasy, żeby znaleźć w nich budzącą grozę istotę - Dierzbę, zwaną też Władcą Bólu. Prawdopodobnie zna ona metodę, która pozwoli zapobiec zagładzie całej ludzkości. Każdy z pielgrzymów może przedstawić swoją prośbę, lecz wysłuchany zostanie tylko jeden. Pozostali będą musieli zginąć...

W powieści Simmonsa nie otrzymujemy po prostu wędrówki bohaterów przez niegościnną planetę do wspomnianych grobowców czasu, jakby się można tego z początku spodziewać. W żadnym wypadku! Owszem, jest wędrówka, ale zajmuje ona stosunkowo niewielką część całej książki. To, co ją wypełnia, to opowieści pielgrzymów, a dokładniej szóstki z nich. W wolnych chwilach w czasie podróży zbierają się i opowiadają swoje historie. Dowiadujemy się z nich co łączy pielgrzymów z Hyperionem, jakie tragedie osobiste przeżyli, co ich wcześniej złego spotkało oraz dlaczego zdecydowali się na tę samobójczą wyprawę do grobowców czasu. Dzięki temu mamy okazję bardzo dobrze poznać tę szóstkę bohaterów. Każdego z nich na swój sposób polubiłem, a losy wielu z nich czytałem z zapartym tchem!

Za sprawą tych sześciu historii, Hyperiona trudno jednoznacznie zaklasyfikować do jednego gatunku. Z jednej strony jest to typowe science-fiction, a z drugiej strony mamy sześć kompletnie różnych gatunkowo opowieści. Od cyberpunkowej powieści detektywistycznej, przez horror i military sf, po romans i obyczajówkę. Zastosowanie tak wielu różnych gatunków może budzić z początku obawy, ale podczas czytania zupełnie nie zwraca się na to uwagi. Przede wszystkim dlatego, że czytając każdą z tych historii, ma się wrażenie, że idealnie wpasowują się w wyłaniający się zamysł autora i dokładają kolejną cegiełkę do wiedzy o Hyperionie, Dierzbie i samej misji bohaterów. Wszystko jest tutaj dokładnie przemyślane i dopięte na ostatni na guzik.



We wszechświecie jaki wykreował Dan Simmons, nie ma już naszej Ziemi, ale jest za to kilkadziesiąt innych zamieszkanych planet tworzących Hegemonię oraz Wygnańcy, którzy dawno temu oddzielili się i tworzą własną kolebkę cywilizacji ludzkiej na statkach kosmicznych. Znajdziemy tutaj barfzo dużo świetnych opisów, które pobudzają wyobraźnię, pokazują kolejne nowiki i cuda, jakie wymyślił Simmons. W pewnym momencie można jednak poczuć lekki niedosyt, ponieważ w tym wszechświecie przyszłości jest tak wiele elementów, które chciałoby się poznać od razu, nie czekając na kolejne tomy. Jednocześnie warto zauważyć, że nie ma tutaj zbędnych opisów, które by wypełniały książkę a nic nie wnosiły do fabuły. A każda z sześciu historii opisuje coś nowego, zarówno na temat Hyperiona, jak również na temat wszechświata. Nie od razu daje się to zauważyć, dopiero z czasem, kiedy wszystko zaczyna się logicznie układać w całość.

Podobnie jak w przypadku innych książek Simmonsa, nie brakuje tutaj odniesień do innych powieści i poezji. Tej ostatniej jest na kartach powieści całkiem dużo i odgrywa ona niebanalną rolę. Chociażby sam tytuł już jest mocno związany z pewnym poematem. Nie brakuje tutaj również ważnych, ale i chwilami trudnych pytań, które stawia pisarz przed czytelnikiem. Na niektóre z nich otrzymujemy mgliste odpowiedzi, a inne pozostają bez odpowiedzi. W połączeniu z sześcioma różnymi historiami, mnogością interpretacji opowieści pielgrzymów, jak również samego Hyperiona, Dierzby i wielu innych elementów, jest to książka, którą można odkrywać wciąż na nowo. Nie zdziwię się, jeśli za parę lat odkryję jeszcze więcej ukrytych sensów aniżeli po pierwszym czytaniu.

Hyperion jest książką, którą można interpretować na wielu płaszczyznach i przez pryzmat wielu historii. To powoduje, że jest to science-fiction na bardzo wysokim poziomie, do czego zresztą Simmons zdążył mnie już przyzwyczaić. Gorąco polecam!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/09/hyperion-dan-simmons.html

pokaż więcej

 
2018-08-31 15:20:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Cykl: Kroniki królobójcy (tom 1) | Seria: Fantasy

O Kronikach Królobójcy słyszałem od bardzo dawna i to w większości same pochwały. Co więcej, Imię wiatru, pierwszy tom tego cyklu, zdobyło wiele prestiżowych nagród i zostało przetłumaczony na wiele języków. Odniosłem nawet wrażenie, że jest to seria, który każdy fan fantasy powinien znać, pomimo że wyszła zaledwie przed dziesięcioma laty. Moja spotkanie z Imieniem wiatru było bardzo dobre,... O Kronikach Królobójcy słyszałem od bardzo dawna i to w większości same pochwały. Co więcej, Imię wiatru, pierwszy tom tego cyklu, zdobyło wiele prestiżowych nagród i zostało przetłumaczony na wiele języków. Odniosłem nawet wrażenie, że jest to seria, który każdy fan fantasy powinien znać, pomimo że wyszła zaledwie przed dziesięcioma laty. Moja spotkanie z Imieniem wiatru było bardzo dobre, aczkolwiek niepozbawione drobnych wad.

Na samym początku książki poznajemy niczym nie wyróżniającego się mężczyznę w średnim wieku o imieniu Kote, prowadzącego karczmę, gdzieś w jakieś małej wiosce. Jednak tak naprawdę jest to Kvothe, który postanowił ukryć się przed światem, swoją przeszłością, problemami i wrogami. Niegdyś to był wielki mag, geniusz muzyki, ale również bohater i złoczyńca. Jego historię poznajemy za sprawą Kronikarza, który skłonił mężczyznę do opowiedzenia historii swojego życia. Kvothe rozpoczyna ją od czasów dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta aż po wstąpienie na Uniwersytet.

Książka Rothfussa pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ jest to naprawdę bardzo dobrze napisana powieść, która została skrupulatnie przemyślana i dopracowana w drobnych szczegółach. Co prawda doszukałem się kilku wad, ale nie umniejszają one za bardzo dobrego wrażenia, jakie pozostawiła po sobie lektura Imienia wiatru. W książce mamy dwie narracje - trzecioosobową oraz pierwszoosobową. Ta pierwsza występuje przez mniej więcej pierwsze siedemdziesiąt stron, z których dowiadujemy się jak żyje, jakie ma zajęcia i tajemnice karczmarz Kote, o pewnych dość niespotykanych wydarzeniach oraz o tym jest jest Kvothe, którego imię urosło niemalże do statusu legendy. Ta druga występuje natomiast podczas snucia opowieści. To rozgraniczenie jest bardzo wyraźne, nie sposób się pogubić i wprowadza bardzo ciekawy nastrój podczas czytania. Odniosłem wrażenie, jakbym sam siedział w karczmie i słuchał opowieści Kote'a.

Niemniej jednak początek książki nie był aż tak bardzo intrygujący, jak to było w zamyśle autora. Owszem, Kvothe intryguje i ciekawi kim dokładnie jest, skoro wszyscy uważają go za legendę, ale nie znowu na tyle, żeby czytać książkę z zapartym tchem. Zabrakło mi dłuższego, bądź lepszego wprowadzenia do tego świata, do minionych wydarzeń, dzięki którym lepiej zrozumiałbym dlaczego Kronikarz tak bardzo chce poznać dokładną historię życia Kvothe'a. Zupełnie inną kwestią jest fakt, że po przeczytaniu całego pierwszego tomu, wiemy o głównym bohaterze dużo i nie ma co tego ukrywać, ale niestety praktycznie niewiele na temat tego, co wszyscy ludzie o nim mówią. Z tym pewnie trzeba poczekać do drugiego, albo i trzeciego tomu, co troszkę osłabiło moją ciekawość.

Sam Kvothe jest człowiekiem zagadką i pomimo poznania wielu lat jego dzieciństwa i nauki, to wciąż otacza go aura niewiadomego, tajemnicy i zagadki. Choć wiemy o jego losach bardzo dużo, to jednak wciąż jest to tylko fragment większej całości. Bynajmniej nie jest to wada, a zabieg celowy, ponieważ z rozmów z innymi bohaterami wynika, że opisane w pierwszym tomie przygody stanowią dopiero przedsmak jeszcze ciekawszych wydarzeń. Za czasów młodości jest to bardzo zdolne dziecko, które w mig wszystko pojmuje, ma doskonałą pamięć i niebywałą inteligencję. Niemniej jednak chwilami miałem wrażenie, że autor za bardzo wyidealizował tego bohatera, któremu wszystko się udaje, wszystko od razu zapamiętuje i wszystko wychodzi. I tak jest przez całą książkę, co po pewnym czasie zaczyna lekko przeszkadzać.

Imię wiatru jest książką, która miło mnie zaskoczyła, ale przez przyjętą konwencję opowiadania historii, nie do końca wszystkie zabiegi fabularne odniosły sukces. Niemniej jednak była to lektura, który miło wypełniła mi kilka dni i prędzej, czy później z pewnością sięgnę po kontynuację.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/08/imie-wiatru-patrick-rothfuss.html

pokaż więcej

 
2018-08-30 21:13:43
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
759 308 4872
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (127)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (10)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd