Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/

Gatunek nie ma dla mnie znaczenia – wywiad z Jakubem Małeckim

9 wartościowy tekst

Tuż po premierze książki Rdza Kuby Małeckiego, Marcin Zwierzchowski rozmawia z jej autorem o inspiracjach, lekturach i o sukcesie, który odniósł w ostatnich latach.

Przyjaźń poddana wielkiej próbie i marzenie, które staje się ciężarem.

Lato 2002 roku. Czekając na powrót rodziców z wielkiego miasta, siedmioletni Szymon układa monety na torach. Nie wie, że jego życie już nigdy nie będzie takie, jak dotychczas.
Kilka dekad wcześniej jego babka, Tośka, wyrusza w podróż, którą zapamięta na zawsze. Wyrwana z bezpiecznego domu dziewczynka trafia do obcego świata, którego zasad musi się nauczyć. Jako dorosła kobieta stanie przed konsekwencją swoich dawnych wyborów.
Losy tych dwojga splatają się w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewa. Zmuszeni żyć ze sobą, pomimo różnic, Szymon i Tośka próbują zrozumieć się nawzajem i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.

 

Marcin Zwierzchowski: Interesujesz się historią, polityką, wydarzeniami na świecie? Śledzisz na bieżąco?

Jakub Małecki: Może nie powinienem tego mówić, ale nie. Przyznam ci się, że kiedy na przykład jadę gdzieś daleko samochodem i słucham radia, to wyłączam je na czas każdego serwisu informacyjnego. Czekam, aż wiadomości dobiegną końca i włączam radio z powrotem, żeby dalej słuchać muzyki. Życie jest wtedy dużo przyjemniejsze.

Nie zaskoczyłeś mnie. W Dygocie nawet II wojnę światową zepchnąłeś na dalszy plan, ledwie coś tam wspominając. W ogóle w tej powieści Historia, ta pisana dużą literą, toczyła się gdzieś obok, była mniej ważna. Ciekawa to metoda twórcza, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy każdy musi być JAKIŚ, inny, niż wszyscy dookoła. Można powiedzieć, że celebrujesz w swoich powieściach zwykłe życia?

Takie rzeczy po prostu mnie interesują: trzęsę się oglądając film o rozpadzie starego małżeństwa, za to kompletnie mam w dupie historie, gdzie ludzie przez dwie godziny nawzajem się zabijają. Ale mimo to w swoich książkach staram się rzetelnie pokazać całe tło historyczne, geograficzne, społeczne itd. – to, że mnie ono nie interesuje, nie znaczy, że je mogę pominąć, bo opowieść nie może toczyć się w próżni.

„Dygot” był twoją siódmą książką i to nią przebiłeś się do szerszej grupy odbiorców, stałeś się pisarzem recenzowanym w największych mediach. Masz pojęcie, dlaczego akurat ta powieść, a nie choćby wcześniejszy Odwrotniak?

Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia. Oczywiście cieszę się, że tak się stało, ale założę się, że gdybym celowo próbował napisać książkę, która zdobędzie taki rozgłos, to na pewno by mi się to nie udało. Mechanizmy kierujące rynkiem i światem krytyki są chyba po prostu nieprzewidywalne. Zdarza się, że nawet bardzo dobre książki przepadają, przez nikogo nie dostrzeżone, dlatego tym bardziej jestem wdzięczny losowi, że „Dygot” tak zaskakująco fajnie sobie poradził.

A jak to jest być „odkrytym” przy siódmej książce? Przyznam, że mnie bawiło, gdy w tekstach o „Dygocie” czytałem o tobie jako nowym głosie w polskiej prozie, odkryciu właśnie, i tym podobnych. W przyszłym roku będziesz świętował dekadę od pierwszej publikacji książkowej…

Wiesz co, jakoś chyba nie zwróciłem na to większej uwagi, bo dominującym uczuciem była taka zwyczajna radocha, że czytelnikom i recenzentom podoba się to, co napisałem. Chociaż oczywiście przyznaję, że też się trochę dziwiłem, jak w rozmaitych omówieniach poważni recenzenci stwierdzali, że jestem debiutantem. Swoją drogą, trochę przerażające, że to już zaraz będzie dziesięć lat...

Od pierwszej książki. Od debiutu opowiadaniem dekada minęła w już jakiś czas temu. Jak teraz patrzysz na te pierwsze wprawki? Chciałbyś, żeby – na fali sukcesu „Dygotu” – były wznowione?

Tych najwcześniejszych rzeczy chyba nie chciałbym wznawiać. Ja w ogóle bardzo szybko po opublikowaniu książki nabieram przekonania, że strasznie dużo rzeczy powinienem w niej jeszcze poprawić, a kiedy mija parę lat, wydaje mi się, że ta moja książka jest to najgorsza rzecz, jaką napisano w historii ludzkości. Dlatego gdybym chciał wznowić najwcześniejsze powieści, musiałbym napisać je całkowicie od zera, ale tych historii nie chcę już opowiadać. Ciągnie mnie do nowych rzeczy – mam w głowie parę pomysłów i sam jestem ciekaw, czy coś mi się z nich ulepi.

Pisze ci się teraz jakoś inaczej, gdy nie jesteś już jednym z wielu autorów próbujących dopiero wywalczyć dla siebie miejsce na rynku książki, ale stałeś się twórcą uznawanym przez krytyków i nagradzanym? „Rdza” to jedna z ważniejszych polskich premier roku.

Nie no, pomijając fakt, że teraz to mnie już naprawdę zawstydzasz, mogę stanowczo odpowiedzieć, że nie. Pisze się dokładnie tak samo. To jest właśnie najlepsze: kiedy siedzisz przed ekranem, z historią w głowie, to wszystko inne nie istnieje i nieważne, czy napisałeś dwadzieścia książek, których pies z kulawą nogą nie zauważył, czy jesteś jakimś tam hiper-uznanym autorem i wszyscy czekają, co teraz wysmażysz. Jest tylko ta opowieść, ta książka, którą piszesz, i nic więcej nie ma. Tak samo mam zresztą z czytaniem – mogę na przykład prywatnie uwielbiać jakiegoś autora, podziwiać go, albo nie przepadać za nim czy nie cierpieć jego poglądów, ale kiedy czytam jego/jej książkę, to wszystko to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, ostatecznie, w pisaniu i czytaniu, liczy się tylko literatura. Nic więcej.

Pozwól, że podrążę, może otwierając starą ranę. Bo teraz „Rdza” jest recenzowana szeroko, w największych mediach, ale co czuje pisarz, gdy jego książka przechodzi bez echa? I to taka, którą ci, którzy ją jednak przeczytali, oceniają bardzo wysoko?

Na pewno jesteś wtedy rozczarowany, zasmucony, to nieuniknione, ale w moim przypadku zawsze było o tyle łatwiej, że nie piszę przecież kryminałów ani powieści skandalizujących, więc nigdy nie oczekiwałem, że któryś z moich tytułów zyska wielką popularność. Dlatego właśnie łatwiej było mi się pogodzić z tym, że jakaś książka nie została dostrzeżona, i dlatego też jeszcze bardziej się cieszę, że teraz zmieniło się to o 180 stopni.

„Rdza” to trzecia, po „Dygocie” i Śladach, książka utrzymana w podobnej estetyce językowej, tonowej, ale i poniekąd fabularnej, w tym względzie, że to wszystko kameralne historie, raczej wiejskie, gdzie w tle rozgrywają się wojenne tragedie. Jaka więc będzie kolejna powieść Jakuba Małeckiego?

Kolejna powieść będzie zupełnie inna. Wiem o tym, bo już nad nią pracuję. Będzie to współczesna historia młodej kobiety, która pewnego dnia pod wpływem pozornie niewytłumaczalnego dla siebie impulsu dokonuje bardzo nietypowego porwania. Akcja dziać się będzie w Warszawie.

Pytałem o to niedawno w wywiadzie Aleksandrę Zielińską, ale w zasadzie ciebie też powinienem: potrafiłbyś napisać wesoły/optymistyczny tekst? Bo strasznie u ciebie dużo cierpienia, i nawet jak jest dobrze, to jednak słodko-gorzko. Opowiadasz, że kolekcjonujesz historie od ludzi, opowieści rodzinne – i co, wszystko to takie ponure?

Na to jest bardzo proste wyjaśnienie – jeśli chcesz opowiedzieć historię życia dowolnego człowieka, ale w całości, od narodzin po śmierć, to ona będzie musiała mieć taką właśnie, smutno-ponurą wymowę. Już choćby ze względu na to, że opisujesz również śmierć. A jeśli opowiadając takie życie chcesz zwrócić uwagę na momenty, w których twój bohater najsilniej się zmieniał, to niestety zazwyczaj będą to momenty dla niego tragiczne. To, że moje książki są smutne, nie wynika z tego, że ja jestem smutny – bo nie jestem – ale z tego, że próbując rzetelnie przedstawić życiorysy widziane jakby z lotu ptaka, nie mam innego wyboru.

Opowiesz o zbieraniu opowieści do „Rdzy”?

Trudno to nawet nazywać zbieraniem, bo „Rdzę” zapoczątkowały opowieści, które usłyszałem, odwiedzając brata, mieszkającego zresztą w Chojnach, czyli tam, gdzie rozgrywa się akcja książki. Usłyszałem wtedy o mężczyźnie, który spadł z drzewa i przestał mówić. O chłopcu z domu dziecka, który chował zabawki w pralce. I o ludziach spalonych w stodole podczas bombardowania. Właściwie tylko tę ostatnią historię zdobyłem świadomie, bo poprosiłem brata, żeby zorganizował mi spotkanie z wiekową sąsiadką, a ta opowiedziała mi o tamtych wydarzeniach. To w ogóle ciekawe, bo piloci samolotów, którzy w 1939 roku mieli zbombardować dworzec w Kole, zorientowali się, że dworzec został już wcześniej zniszczony, więc nie wiedząc co zrobić, zrzucili bomby na sąsiednią wieś. Pokazuje to trochę chaos rządzący ludzkimi życiorysami, który próbowałem uchwycić w „Rdzy”.

A takie czerpanie czy to z opowieści obcych ludzi, czy z własnych/rodzinnych wspomnień to nie jest pułapka? Bo te się kiedyś skończą, przecież ile może być historii tak wspaniałych jak o sowie Durnej?

Masz rację, na pewno kiedyś się skończą. Ale na szczęście ja nie cierpię na brak pomysłów, cierpię raczej na ich nadmiar. „Rdza” jest moją dziewiątą książką, a przecież gdybym pisał tylko o tym, co sam przeżyłem lub usłyszałem, nie wystarczyłoby tego nawet na dwie. Moje powieści nie są autobiograficzne, ale z drugiej strony widzę sens tylko w pisaniu o tym, co mnie naprawdę interesuje, męczy, prześladuje. O tym, co jest dla mnie ważne. Zasłyszane historie czy opowieści to tylko dodatek.

To zdradź jeszcze, co czytasz. Bo ty sam kiedyś byłeś kojarzony z fantastyką, teraz już mniej, ale to droga pisarza, a nie czytelnika. Pamiętam, że jako tłumacz opowiadań do „Nowej Fantastyki” zachwycałeś się podsyłanymi przeze mnie tekstami, które były bardzo dalekie od tego, co sam tworzysz. Zresztą książki również przekładasz najróżniejsze.

Rzeczywiście, często czytam rzeczy bardzo różne od tego, co sam piszę. Ale ja w ogóle nie dobieram sobie lektur pod kątem gatunku, stylu i tak dalej. Ostatnio czytałem na przykład sagę neapolitańską Eleny Ferrante, starą powieść science fiction „Hyperion” Dana Simmonsa, biografię Stanisława Lema, przepiękne „Oberki do końca świata” Wita Szostaka i powieść „City” Alessandro Baricco, o której nie sposób powiedzieć, co to właściwie jest. Na pewno jest to świetna literatura, i to mi wystarczy. A czy to taki gatunek, czy inny – dla mnie nie ma to żadnego znaczenia.

Skoro wspomniałem o Jakubie Małeckim – tłumaczu, na koniec opowiedz jeszcze o swoim rygorze pracy. Bo przekładasz i piszesz sporo. Jak wygląda twój dzień?

Wstaję przed siódmą i zaczynam dzień od tłumaczenia. W zależności od deadline’u i stylu książki ustalam sobie dzienną normę, którą muszę wyrobić. Kiedy mam ją już za sobą, siadam do pisania. Przy pisaniu norm dziennych już nie mam. Jest właściwie tylko jedna zasada: muszę napisać dziennie przynajmniej jedno zdanie. Nawet jeśli robię tysiąc innych rzeczy, bo mam akurat wywiad, bo muszę napisać opowiadanie do gazety, bo trzeba jechać na spotkanie autorskie itp. Nawet jeśli wydaje mi się, że naprawdę dzisiaj to już nie dam rady, że nie mam pojęcia, jak zacząć jakąś scenę, jak zakończyć rozdział i tak dalej. Jedno zdanie – z tą myślą siadam do komputera, a potem oczywiście piszę dużo, dużo więcej.

źródło zdjęcia: www.facebook.com/jakubmalecki.official


Pokaż wszystkie artykuły użytkownika Marcin Zwierzchowski


Komentarze
Autor:  Marcin |  wypowiedzi: 13  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 517
Meszuge
08-10-2017 15:57
Prywatnie to oni sobie mogą być per "żabciu" i "misiaczku" - pisałem o oficjalnej publikacji.
książek: 652
Marlena
08-10-2017 16:49
Z książki na książkę Małecki jest coraz lepszy, Dygot mi się podobał, a Rdzą jestem po prostu oczarowana :) cieszę się bardzo z tego, że najlepsze książki, po jakie w tym roku sięgnęłam miały polskich autorów
książek: 2293
Renax
09-10-2017 07:03
Jeszcze nie czytałam 'Rdzy', ale chciałabym. Życzę autorowi sukcesu, a niepowodzeniami z przeszłości niech się nie przejmuje. Teraz tyle wydaje się książek, że nie sposób wszystkich przeczytać. Nawet pełni chęci blogerzy nie dają rady.
książek: 404
Keenyah
09-10-2017 16:00
Dobry wywiad, bo teraz chcę szybciej sięgnąć po "Ślady", które leżą i kwiczą na półce od jakiegoś czasu, bo nie miałam odwagi tego czytać... Straszne, że dopiero teraz można o autorze usłyszeć, a pisze już od 10 lat...
książek: 1860
Moni
11-10-2017 07:18
W dobie komercji i nachalnej reklamy ciężko się przebić wartościowym ludziom. Najważniejsze, że nie zrezygnował i pomimo tego, że nikt o nim nie mówił, pisał dalej, aż w końcu się nim zainteresowano, bo nie mogło być inaczej. Facet pisze z potrzeby serca- to serce i ogromną wrażliwość musi w sobie mieć, by pisać tak przejmująco...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1860
Moni
11-10-2017 07:15
Zaczęłam od "Dygotu" poprzez "Ślady" i "Rdzę", za każdym razem zachwycona prozą autora i przejęta do głębi. Wcześniejsze też są takie dobre? W bibliotece była książka "Zaksięgowani", wzięłam, zobaczymy. "Odwrotniak" czy "W odbiciu" wydają się być w tym samym stylu.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Biblioteczka redaktora
48 0 943
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

zgłoś błąd zgłoś błąd