Zabookowane 
zabookowane.pl
Blog o literaturze. Recenzje, wydarzenia - z miłości do książek!
status: Czytelnik, ostatnio widziany 5 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-05-18 13:50:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

„Kłamstwo” Care Santos to powieść pisana przede wszystkim z myślą o młodzieży (bohaterka ma szesnaście lat), ale bez wątpienia może być bardzo dobrą lekturą także dla znacznie starszych czytelników. Choć książkę czyta się błyskawicznie (jest niewielkich rozmiarów, napisana bardzo przystępnym językiem), na długo pozostaje w pamięci. Opowiedziana w niej historia elektryzuje, sprawia, że chcąc... „Kłamstwo” Care Santos to powieść pisana przede wszystkim z myślą o młodzieży (bohaterka ma szesnaście lat), ale bez wątpienia może być bardzo dobrą lekturą także dla znacznie starszych czytelników. Choć książkę czyta się błyskawicznie (jest niewielkich rozmiarów, napisana bardzo przystępnym językiem), na długo pozostaje w pamięci. Opowiedziana w niej historia elektryzuje, sprawia, że chcąc nie chcąc nie można przestać o niej myśleć. A już na pewno może sprawić, że nastoletni czy pełnoletni czytelnik zweryfikuje swoje poglądy na pewne sprawy…

Xenia jest dziewczyną z tzw. dobrego domu. Jest jedynaczką, o którą rodzice dbają z przesadną wręcz troską. Nastolatka nie może zakładać do szkoły takich ubrań, które jej się podobają, nie może swobodnie korzystać z Internetu, o dziesiątej wieczorem mama zabiera jej telefon komórkowy. Wszystko po to, by ochronić ją przed niebezpieczeństwami, które czyhają na młodą dziewczynę. Pomimo to Xenia nie wydaje się być nieszczęśliwa, rozmawia z rodzicami (dogaduje się zwłaszcza z tatą), marzy o studiowaniu medycyny, ma świetne oceny. Jednak do czasu… gdy pomimo wszystkich środków ostrożności, wprowadzonych przez jej rodziców, nawiązuje wirtualną znajomość.

Jak do tego doszło? Otóż któregoś dnia Xenia wypożyczyła z biblioteki „Buszującego w zbożu” J.D. Salingera, razem z zakładką, na której było napisane: „Podziel się swoją opinią o książce z rówieśnikami na forum czytelniczym, które znajdziesz na naszej stronie internetowej”. Dziewczyna weszła na forum i natknęła się na recenzję, rozpoczynającą się od słów:

Sądzicie, ze książka może zmienić czyjeś życie? Wcześniej bez wahania powiedziałbym, że nie. Ale ta książka spowodowała, że zmieniłem zdanie.

Zaintrygowana Xenia nawiązała kontakt z autorem recenzji. Znajomość okazała się „huraganem”, a tajemniczy chłopak jej bratnią duszą. Uczucie spadło na nią jak grom z jasnego nieba...

Cała recenzja na blogu: www.zabookowane.pl

pokaż więcej

 
2018-05-18 13:49:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

„Tymczasem zrobiłam się stara i stoję na przystanku (…)”.

Starość dość często bywała i bywa nadal tematem literatury. Starość męska, bo starość kobieca – znacznie rzadziej. A jeśli już – to jest to starość uwznioślona, uszlachetniona albo tragiczna, pełna cierpienia. Zyta Rudzka w „Krótkiej wymianie ognia” pokazuje starość kobiety, posługując się groteską. Nie oznacza to jednak, że jest to...
„Tymczasem zrobiłam się stara i stoję na przystanku (…)”.

Starość dość często bywała i bywa nadal tematem literatury. Starość męska, bo starość kobieca – znacznie rzadziej. A jeśli już – to jest to starość uwznioślona, uszlachetniona albo tragiczna, pełna cierpienia. Zyta Rudzka w „Krótkiej wymianie ognia” pokazuje starość kobiety, posługując się groteską. Nie oznacza to jednak, że jest to książka śmieszna (rozśmieszenie gawiedzi to wszak tylko pierwszy efekt działania groteski, potem przychodzi refleksja, często bardzo przykra). Owszem, cięta ironia głównej bohaterki i jednocześnie narratorki, siedemdziesięcioletniej poetki – Romy Dąbrowskiej, jest bardzo zabawna („Cyryl patrzy na mnie jak na wazę Etrusków. Dobrze, że nie siedzimy w muzeum, wychodząc uruchomiłabym alarm”). Zaskakują i momentami bawią jej bystre, odważne myśli, szybko lecz wyraźnie nakreślone portrety ludzi (głównie mężczyzn: byłych mężów, dawnych kochanków), groteskowo opisane sytuacje. W gruncie rzeczy jednak z opowieści snutej przez Romę, migawek teraźniejszości i wspomnień, przeziera dojmujący smutek. Lektura zaś tej niedługiej książki, „powieści rzeczki”, pozostawia czytelnika przede wszystkim z uczuciem niepokoju. I także z przeświadczeniem, że warto było czekać kilkanaście lat na kolejny utwór prozą Zyty Rudzkiej.

Powiedzmy kilka dosłownie słów o treści. Wspomniana Roma, uznana poetka, spotyka mężczyznę, właściwie „chłoptysia” – Cyryla. Ten wyznaje jej miłość. Roma fascynuje go jako artystka, on interesuje ją jako „młody samczyk”. Myśli więc:

Co mam z tym chłopaczyskiem zrobić? Spakowałam się już na drogę do grobu, może się rozpakuję, chociaż na trochę […] Spałam w trumnie, żeby się przyzwyczaić, ale może trzeba będzie wrócić na łóżko, położyć się na wznak i jeszcze rozłożyć nogi. Kamasutrą już nie polecę. Moje ulubione pozycje z powodu bólu krzyża nie wchodzą w rachubę. Chociaż kapliczka pewnie ciągle całkiem, całkiem.

Czy i jak rozwinie się ta znajomość – oczywiście nie opowiem. W każdym razie będzie to dla Romy bodziec do swoistego podsumowania. Z pozycji starej kobiety (czego ani nie lubi, ani nie akceptuje) w formie urywanych, pozornie przypadkowych wspomnień, opowie o swoim dzieciństwie na wsi, małżeństwie, rozwodzie, córce, o życiu erotycznym i twórczym. I nie będzie to bynajmniej łatwa historia ani historia przynosząca jednoznaczne odpowiedzi...
Cała recenzja na stronie: www.zabookowane.pl

pokaż więcej

 
2018-05-10 13:34:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Henry Palace (tom 2)

(…) nasz kraj stał się dziką ziemią

„Ostatni policjant”, pierwszy tom trylogii Bena H. Wintersa (TU recenzja), zaskoczył oryginalną i ciekawą koncepcją powieści kryminalnej, a to za sprawą przedstawienia kryminalnej intrygi na tle preapokaliptycznej wizji świata. Czytelnicy poznali sympatycznego detektywa Henry’ego Palace’a, który podejrzewał (słusznie zresztą), że przydzielona mu sprawa...
(…) nasz kraj stał się dziką ziemią

„Ostatni policjant”, pierwszy tom trylogii Bena H. Wintersa (TU recenzja), zaskoczył oryginalną i ciekawą koncepcją powieści kryminalnej, a to za sprawą przedstawienia kryminalnej intrygi na tle preapokaliptycznej wizji świata. Czytelnicy poznali sympatycznego detektywa Henry’ego Palace’a, który podejrzewał (słusznie zresztą), że przydzielona mu sprawa samobójstwa agenta ubezpieczeniowego okaże się nie samobójstwem a morderstwem. Henry da się lubić – jest młody i bystry, a przy tym ma w sobie dziwny imperatyw: rzetelnie, z właściwą dla dobrego stróża prawa dociekliwością, wykonuje swoje obowiązki. Dlaczego to dziwny imperatyw? Otóż dlatego, że za kilka miesięcy z Ziemią ma zderzyć się asteroida Maja, świat ma się pogrążyć w ciemności, chłodzie i głodzie. Kogo więc może obchodzić śmierć pojedynczego człowieka? Tylko Henry’ego Palace’a. To on właśnie jest „ostatnim policjantem”, który nawet w obliczu nieuchronnej katastrofy chce odnaleźć mordercę, chce postępować tak, jak należy, jakby za pół roku świat miał nadal istnieć.

Co więcej, nie przestaje być „ostatnim policjantem”, gdy oficjalnie zostaje zwolniony ze służby. Kiedy spotykamy się z nim ponownie, w „Opuszczonym mieście”, drugiej części trylogii, jego dawna opiekunka Martha Milano prosi o odnalezienie zaginionego męża. Henry podąża więc jego tropem, rozwiązuje krok po kroku zagadkę bardziej skomplikowaną niż się początkowo wydawało, podejmuje wszelkie możliwe środki, by dociec prawdy, narażając przy tym nawet własne życie. Nie potrafi odpowiedzieć na zadawane mu wciąż pytanie: „Dlaczego to robisz?”. Inny na jego miejscu gromadziłby zapasy żywności, przyłączyłby się do jednej z licznie powstających nowych organizacji albo po prostu korzystał z resztek pozostałego mu czasu. Inny ale nie Henry, bo jak sam mówi: „Po prostu to mi zostało, to moja praca”.

W „Opuszczonym mieście” Ben H. Winters po raz kolejny ciekawie prowadzi kryminalną intrygę, skrupulatnie rozwija jej elementy, zaskakuje. Jednak to nie klisza pierwszej części, jak to często bywa w detektywistycznych seriach, w których zmieniają się jedynie drugoplanowe postaci (sprawcy, ofiary, świadkowie) i rodzaj popełnionej zbrodni, a w gruncie rzeczy chodzi jedynie o to, by rozwikłać nową kryminalną zagadkę. Winters pogłębia portret swojego bohatera, a także jego mądrej lecz nieustannie sprawiającej kłopoty siostry, ale przede wszystkim rozwija wizję wykreowanej przez siebie rzeczywistości. Bo wątek kryminalny, choć budujący fabułę, wydaje się być mniej istotny niż w „Ostatnim policjancie”. Na plan pierwszy wysuwa się Concord – „opuszczone miasto” – to, co się w nim dzieje, co zrobili z nim ludzie (jak pewnie z większością, o ile nie wszystkimi innymi miastami na świecie), wiedząc, że czeka ich zagłada. Powieść staje się według mnie bardziej preapokaliptyczną science fiction niż kryminałem, a obrazy związane z apokalipsą i wynikające z nich refleksje wydają mi się dużo ciekawsze niż skądinąd interesujący wątek kryminalny...
Cała recenzja opublikowana na stronie: www.zabookowane.pl

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
85 85 466
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd