Zabookowane 
zabookowane.pl
Blog o literaturze. Recenzje, wydarzenia - z miłości do książek!
status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-20 21:18:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

„Nie oceniaj książki po okładce” – głosi znane powiedzenie. Ta jednak jest piękna, a jednocześnie bardzo intrygująca. Biorąc „Wszystkie kwiaty Alice Hart” do ręki, można mieć wrażenie (w każdym razie takie było moje subiektywne odczucie), że stoi się u progu zaczarowanego, baśniowego ogrodu, ale też, że jego urokliwe, kuszące piękno jest zwodnicze. Że być może magiczna kraina podszyta jest... „Nie oceniaj książki po okładce” – głosi znane powiedzenie. Ta jednak jest piękna, a jednocześnie bardzo intrygująca. Biorąc „Wszystkie kwiaty Alice Hart” do ręki, można mieć wrażenie (w każdym razie takie było moje subiektywne odczucie), że stoi się u progu zaczarowanego, baśniowego ogrodu, ale też, że jego urokliwe, kuszące piękno jest zwodnicze. Że być może magiczna kraina podszyta jest piekłem, bardzo realnym złem. I zdaje się, że powieściowy debiut Holly Roland jest taką właśnie nieco dziwną, ale i intrygująca mieszanką. To opowieść, która przejmuje, podejmuje ważne tematy, ale też pociąga tajemnicą, jest jakby odrobinę staroświecka, choć dotyczy czasów współczesnych. A już na pewno to opowieść, która ma szansę pochłonąć uwagę czytelnika.

Tytułową Alice poznajemy, gdy ma zaledwie dziewięć lat. Jej świat to położona na uboczu australijska farma, to morze, dzika natura, samotność (dziewczynka mieszka wraz z rodzicami, ale nie zna innych dzieci, nie chodzi do szkoły), i strach przed brutalnym ojcem. Jego niekontrolowane okrucieństwo spowodowało, że życie, które mogłoby być dla tej rodziny idyllą, stało się dramatem. I Alice, i jej matka uciekają przed taką rzeczywistością – oczywiście każda na swój sposób. Mają jednak siebie i miłość do świata przyrody, zwłaszcza kwiatów, w których upatrują siły i właściwości może nie tyle magiczne, co z pewnością nieznane w świecie nauki.

– Co to jest, mamo?
– Zefiranty. Burzowe lilie. Takie jak w noc twoich narodzin. Jedyny kwiat rozkwitający po godziwej ulewie. – Alice dalej przyglądała się kwiatom. Ich płatki były szeroko rozchylone, całkowicie odsłaniały wnętrze (…)
– Zefiranty oznaczają oczekiwanie. Oczekiwanie na dobro, które narodzi się z ciężkiej próby. – Matka położyła dłoń na brzuchu (…)
– To chyba dobra wiadomość, co? – spytała matka. Dziewczynka patrzyła, jak zefiranty odbijają się w matczynych źrenicach. – Alice?
Ukryła twarz w szyi matki i mocno zacisnęła powieki, wdychając zapach matczynej skóry i starając się nie płakać. Napełniała ją przerażeniem informacja, że jest taka magia, której moc nakazuje rozkwitać kwiatom i dzieciom. Nie takie skarby tego świata ojciec umiał zniszczyć.

Wkrótce następuje wydarzenie bodaj najbardziej traumatyczne w życiu Alice, a ona sama traci wszystko: rodzinę, dom, świat, jaki do tej pory znała, nawet głos...
Cała recenzja: www.zabookowane.pl

pokaż więcej

 
2018-09-19 12:44:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Drogi Czytelniku! Jeśli masz dziecko albo dzieci, w dodatku w wieku przedszkolnym, pośmiejmy się razem przez łzy, przez gile strumieniem z nosa płynące, przez zakichane chusteczki, mając przed oczami wszystkie te problemy, których nie mieliśmy, zanim nasze najukochańsze pociechy pojawiły się na świecie…

A jeśli, Drogi Czytelniku, nie masz dzieci, to po pierwsze nie słuchaj kąśliwych uwag...
Drogi Czytelniku! Jeśli masz dziecko albo dzieci, w dodatku w wieku przedszkolnym, pośmiejmy się razem przez łzy, przez gile strumieniem z nosa płynące, przez zakichane chusteczki, mając przed oczami wszystkie te problemy, których nie mieliśmy, zanim nasze najukochańsze pociechy pojawiły się na świecie…

A jeśli, Drogi Czytelniku, nie masz dzieci, to po pierwsze nie słuchaj kąśliwych uwag dzieciatych, że niby już czas, albo że jesteś egoistą (niewykluczone, że przemawia przez nich po prostu zazdrość), a po drugie nie obawiaj się sięgnąć po tę książkę! Ubawisz się doskonale – gwarantuję, choć bez wątpienia opisana w niej rzeczywistość wyda ci się nieco dziwna, a być może nawet zupełnie abstrakcyjna.

„Dziecko w wieku przedszkolnym” to zbiór niezwykle zabawnych opowiadań, publikowanych początkowo w Internecie jako anegdoty opowiadane przez ojca trzyletniej Wiki. To nie dziewczynka jednak, choć trzeba przyznać wyjątkowo urocza, jest główną bohaterką książki, a jej ojciec właśnie, czeski autor M. M. Cabicar, będący jednocześnie narratorem opowiadań. I to z jego perspektywy, perspektywy taty, poznajemy perypetie sympatycznej, trzyosobowej rodziny (bo jest jeszcze mama Viki), której sytuacja radykalnie zmienia się, odkąd pojawiło się dziecko, i która w momencie rozpoczęcia opowieści staje przed wyjątkowym (tak, tak, wyjątkowym!) wyzwaniem, jakim jest pójście dziecka do przedszkola. Ta perspektywa narratora jako rodzica – mężczyzny jest bardzo ciekawa, nie zdarza się przecież często w literaturze. Ba! Wydaje się, że w codziennych realiach roli taty poświęca się mniej uwagi, że ojcowie mają prawo czuć się nieco zagubieni, o czym z właściwym sobie humorem i ironią przekonuje Cabicar:

"Zrozumieć mnie może tylko inny mężczyzna. Facet, który od chwili, gdy okaże się, że jego żona jest w ciąży, czuje się jak totalny fajtłapa. Wokół niego zaczyna się dziać mnóstwo rzeczy, a on zazwyczaj nie ma najmniejszego pojęcia, jak powinien się zachować. To jest jak jazda na spłoszonym koniu, który niesie nas gdzieś w nieznane, a my nie potrafimy go zatrzymać. Możemy tylko próbować utrzymać się w siodle.
Wszystkie te lata cierpień, spychania w cień i dyskryminacji wypływają na placach zabaw, bo mamy nie rozmawiają z mężczyznami. Ich głównym tematem są bóle piersi lub spadek wagi po porodzie. Nawet w gabinetach ginekologicznych, w których mężczyzna towarzyszy żonie, nie jest traktowany równoprawnie. Kiedyś na Marię zstąpił Duch Święty i od tego czasu wszyscy mają wrażenie, że dzieje się to codziennie, bo mężczyzn nikt nie bierze pod uwagę. Po prostu otwierają się drzwi, wpychają wam w ramiona żonę, załamaną i płaczącą, a wy nie macie pojęcia, o co chodzi. A żeby mężczyzna w pełni odczuł, jak niepotrzebny jest w czasie porodu i jakie koszty ponosi szpital z powodu obecności takiego absolutnie zbytecznego niezdary, przysparzającego wszystkim dodatkowej pracy, ów przyszły ojciec musi za obecność przy porodzie swego dziecka zapłacić. Chociaż tak naprawdę wcale nie chce tam być. A skoro już o tym mowa – nie chce tam być również jego żona. Cóż ona by dała, żeby nie musieć tam iść".
Cała recenzja publikowana na: www.zabookowane.pl

pokaż więcej

 
2018-06-26 15:19:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

„Mainstream” to kolejna na polskim rynku książka Miroslava Pecha, po pozornie zabawnych i nostalgicznych, a w gruncie rzeczy bardzo głębokich i niepokojących „Uczniach Cobaina”. Wydawca określa nowy tytuł czeskiego autora jako „social porn horror”. I rzeczywiście – są w „Mainstreamie” elementy horroru, są też elementy porno (jedne i drugie – ostrzegam! – tylko dla czytelników o mocnych... „Mainstream” to kolejna na polskim rynku książka Miroslava Pecha, po pozornie zabawnych i nostalgicznych, a w gruncie rzeczy bardzo głębokich i niepokojących „Uczniach Cobaina”. Wydawca określa nowy tytuł czeskiego autora jako „social porn horror”. I rzeczywiście – są w „Mainstreamie” elementy horroru, są też elementy porno (jedne i drugie – ostrzegam! – tylko dla czytelników o mocnych nerwach). Ale to tylko środki, by wstrząsnąć czytelnikiem, porazić wręcz jego wrażliwość, poczucie estetyki, sprawić, by poczuł się źle, niekomfortowo, by za potwornymi obrazami, których nie da się usunąć spod zamkniętych powiek, pojawiły się uporczywe myśli. O kondycji człowieka i jego społecznych relacjach, o rolach, jakie na siebie przyjmuje, o deficytach rodziny i skutkach rodzinnych niedostatków, o przedmiotowym traktowaniu ciała… Refleksji tych może być znacznie więcej, bo książka – pomimo niewielkich rozmiarów i prostej formy – ukrywa wiele sensów. To bardzo bolesna i trudna lektura, ale też bardzo dobra. A zatem? Jesteście gotowi na jazdę bez trzymanki? Macie odwagę? Oczekujecie od książki czegoś więcej niż rozrywki i ładnej formy (bądź po prostu nie oczekujecie rozrywki i ładnej formy)? Proszę bardzo, takiej książki, jak „Mainstream”, prawdopodobnie jeszcze nie czytaliście.

O czym jest „Mainstrem”? Autor zdaje się podawać temat na tacy. Mamy młodą rodzinę, kobietę, mężczyznę i niemowlę.

Ma na imię Maciej. Ma trzydzieści dwa lata, a dziś po południu przeczytał e-maila.

Żona ma na imię Klara. Ma trzydzieści jeden lat i właśnie włożyła dziecko do wanienki.

Córka ma na imię Sara i ma niecałe dwa miesiące. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy uśmiechnęła się do Macieja.

Czyli wszystko jasne. Przeciętna rodzina, której pozorny spokój burzy obrzydliwa wiadomość. Mężczyzna otrzymuje pornograficzne zdjęcia swojej żony. Uświadamia sobie, że właściwie nie wie, kim ona jest, jaka jest jej przeszłość, czy dziecko jest jego. Czy wcześniej jednak, zanim przeczytał e-maila, wszystko było dobrze? Otóż na pewno nie. Wiadomość była tylko bodźcem do otwarcia puszki Pandory, do odblokowania traumatycznej przeszłości, niszczących wspomnień, niespełnionych ambicji. Rodzina miała być prawdopodobnie ratunkiem dla tych dwojga. Okazała się domkiem z kart. Układem społecznych ról, który tworzą nieznający się nawzajem ludzie, jak mówi Maciej: „obcy”, niemający płaszczyzny porozumienia, męczący się w tej relacji. Wyjeżdżają do daczy ojca Klary, by spędzić tam Boże Narodzenie. I zaczyna się piekło.

Ale piekło to nie tylko tu i teraz bohaterów, nie tylko makabra, która rozgrywa się w odludnej, zimowej scenerii. Piekło jest także w ich głowach. Niektóre wspomnienia są przywołane ze szczegółami (o których czytelnik chciałby zapomnieć natychmiast po przeczytaniu), innych zaledwie można się domyślać. Dość, że przeszłość miesza się z teraźniejszością. I trudno już udawać normalność, choć pojawia się choinka i prezenty… to raczej makabreska. Czym jest normalność zresztą, czym jest mainstream? Co kryje się pod powierzchnią pozorów tej czy innej rodziny?

Książka Miroslava Pecha jest bardzo niewygodna. Jak wspominałam – trudna i nie dla każdego. Autor wychodzi poza tradycyjny horror, kłuje w oczy okrucieństwem, pornografią, wulgarnością. Jednak nie to boli najbardziej. Boli niepokój i rodzaj przejmującego smutku, który zdaje się z niej przemawiać.

Bardzo interesująca jest także warstwa formalna książki. Akcja rozwija się początkowo dość niespiesznie, by z czasem przyspieszyć, z opowieści obyczajowej przeistacza się w makabrę graniczącą z absurdem. Niemniej autor niepokoi czytelnika od pierwszych stron, od motta właściwie zaczerpniętego z elementarza dla dzieci:

Mama mieli mięso.

Tytuły rozdziałów: Jeden, Dwa, Trzy… itd. – to jakby odliczanie, czekanie na coś, co musi się wydarzyć. Powracają i drażnią motywy: głodu, mięsa, ciała, rodziny. Narracja, prowadzona z dwóch punktów widzenia: w części pierwszej – Macieja, w części drugiej – Klary, uwypukla przepaść pomiędzy bohaterami, pokazuje, jak bardzo nie rozumieją siebie nawzajem. Postać niewinnego dziecka zaś, rozkosznego, kochanego, tworzy dodatkowy kontrast dla okrucieństwa i brzydoty, których doświadczają dorośli bohaterowie. Nic w tej książce nie jest jednak oczywiste, jakby w „Mainstreamie” (bardziej niż w „Uczniach Cobaina”) Miroslav Pech celowo pogrywał sobie z czytelnikiem.

Wreszcie tym, co szczególnie przejmuje w dziwnym horrorze czeskiego autora, jest realność jego opowieści. Sporo w niej ironii, czarnego humoru, sporo makabrycznej groteski i obrazów tak przerażających, że aż niewiarygodnych. A mimo to, może za sprawą surowego stylu, może narracji w czasie teraźniejszym, a już na pewno szczególnego talentu pisarza – trudno oprzeć się wrażeniu, że to mogło wydarzyć się naprawdę.

Bardzo ciekawa i oryginalna, bardzo przejmująca i niemożliwa do wymazania z pamięci pozycja.

Recenzja publikowana na stronie: www.zabookowane.pl

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
90 90 514
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd