Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/

Program antyplagiatowy ujawnił nowe źródło, z którego korzystał Szekspir

4 wartościowy tekst

Przy pomocy oprogramowania zwykle używanego przez profesorów do łapania studentów na gorącym uczynku, dwoje badaczy odkryło nowe źródło, które stanowiło inspirację dla Szekspira. Przy pisaniu „Króla Leara”, „Makbeta”, „Ryszarda III” i ośmiu innych sztuk słynny dramaturg miał szukać natchnienia w pewnym XVI-wiecznym manuskrypcie – pisze „New York Times”.

Według badaczy, Dennisa McCarthy'ego i June Schlueter, źródłem inspiracji dla angielskiego pisarza był, nieopublikowany dotąd, manuskrypt zatytułowany „A Brief Discourse of Rebellion and Rebels”, napisany pod koniec XVI w. przez George'a Northa, urzędnika na dworze królowej Elżbiety I. Manuskrypt, odkryty niedawno przez badaczy w Bibliotece Brytyjskiej, jest krytyką buntowników, autor argumentuje w nim, że wszystkie rebelie przeciwko monarchii są niesprawiedliwe i skazane na niepowodzenie. Mimo że Szekspir miał w tej kwestii bardziej niejednoznaczne stanowisko, nie przeszkodziło mu to poszukać w dziele Northa ciekawych wątków, a nawet konkretnych słów, które wykorzystał potem w swoich sztukach.

Dennis McCarthy wykorzystał program do wykrywania plagiatów o nazwie Wcopyfind, który porównuje dokumenty i wskazuje podobne słowa i frazy. Co się okazało? Przykładowo w prologu swojego dzieła North używa takich wyrazów jak „proporcja”, „szkło”, „cecha”, „uczciwość”, „zdeformowany”, „świat”, „cień” i „natura”. Co ciekawsze, podobne słowa pojawiają się w monologu otwierającym Szekspirowskiego Ryszarda III, padają nawet w tej samej kolejności. Co z tego, powiecie. Każdy z nas przecież korzysta z mniej lub bardziej rozbudowanego, ale jednak w części wspólnego zasobu wyrazów w danym języku. Tak, ale... – Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak rzadkie są te wyrazy – powiedział McCarthy dziennikowi „New York Times”. – A Szekspir trafia słowo po słowie. To jest jak kupon na loterię. Łatwo jest wytypować jedną z sześciu liczb, ale nie wszystkie – dodał.

Co więcej Szekspir używa tych samych słów w podobnym kontekście. W powyższym przykładzie North nakłania tych, którzy uważają się za brzydkich, aby starali się być wewnętrznie piękni. W „Ryszardzie III” szpetny tyran argumentuje w odwrotny sposób: jego brzydota pcha go do popełnienia niecnych czynów.

A co jeśli Szekspir i North korzystali po prostu z tych samych źródeł? McCarthy sprawdził i tę możliwość. Wprowadził frazy do internetowej bazy Early English Books Online, która zawiera 17 milionów stron z prawie każdego dzieła opublikowanego w języku angielskim w latach 1473-1700. Okazało się, że prawie żaden inny utwór nie zawiera tych samych słów we fragmentach o podobnej długości. Niektóre słowa są szczególnie rzadkie, jedno z określeń na psa, które użyli obaj twórcy w swoich dziełach, pojawia się tylko w jednym innym utworze sprzed 1623 roku.

Badacze już sprawdzili źródła opublikowane, ale może okazać się, że istnieją inne, nieopublikowane dotąd utwory, którymi inspirował się angielski dramaturg – powiedział Michael Witmore, dyrektor Folger Shakespeare Library w Waszyngtonie. Swoje odkrycia McCarthy i Schlueter opisali w książce, która ma ukazać się w lutym w Wielkiej Brytanii.

Źródło: „New York Times”


Pokaż wszystkie artykuły użytkownika LubimyCzytać


Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 11  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1664
LubimyCzytać
09-02-2018 09:22
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 187
Krzysztof
09-02-2018 11:59
Mało prawdopodobne to nie to samo co niemożliwe. Zgodność kilku słów to żaden dowód na "inspirację". Dopóki nie pokażą fotografii Szekspira z tą książką w dłoni nie ma dowodu. :D
książek: 321
Alicja
09-02-2018 12:12
Nie do końca "nie ma dowodu". Programy antyplagiatowe są dosyć mocno skuteczne, opierają się na wciąż dopracowywanych algorytmach. Nie deprecjonowałabym wyniku.

Ale oczywiście, news jest bardziej "ciekawostkowy" niż wywrotowy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 4424
MAD_ABOUT_YOU
09-02-2018 12:57
A ja bardzo bym chciała aby ktoś w końcu napisał jakiś ciekawy i wyczerpujący artykuł o prawach autorskich. Jak to było kiedyś i jak jest teraz. Co uważa się za plagiat, a co nie. Czy są jakieś publikacje na ten temat? Bo ja już nie bardzo wiem co plagiatem w takim razie jest, a co nie.
W muzyce wystarczy zaledwie kilka taktów, żeby już ktoś krzyczał, że ukradziono mu jego pracę. A w...
A ja bardzo bym chciała aby ktoś w końcu napisał jakiś ciekawy i wyczerpujący artykuł o prawach autorskich. Jak to było kiedyś i jak jest teraz. Co uważa się za plagiat, a co nie. Czy są jakieś publikacje na ten temat? Bo ja już nie bardzo wiem co plagiatem w takim razie jest, a co nie.
W muzyce wystarczy zaledwie kilka taktów, żeby już ktoś krzyczał, że ukradziono mu jego pracę. A w literaturze?

Słyszałam, że ktoś gdzieś oskarżył Rowling o wykorzystanie pomysłu na stworzenie universum Harrego (nie jestem na 100% pewna czy dobrze pamiętam), chyba chodziło o pomysł na szkołę magii. A takie szkoły magii to teraz w co drugiej książce są. Np. Matt Hidalf i Błyskawica Widmo Matt Hidalf i Błyskawica Widmo.
Ale czy pomysłów nie można mieć takich samych lub zbliżonych? Bo przecież na pomyśle Susanne Collins i jej Igrzyskach śmierci skorzystali inni, np. Victoria Aveyard ze swoją trylogią o dziewuszce od błyskawic (ależ to brzmi głupio, mogła być przynajmniej bardziej oryginalna).

Gdy mówimy o plagiacie oskarżamy o wykorzystanie tylko i wyłącznie słów, zwrotów, zdań i całych fragmentów, czy można podciągnąć pod to też kreację bohaterów, fabułę, wątki itp.?
Bo czytając pierwsze rozdziały Zmierzch Zmierzch ma się wrażenie, że to istna kalka Przebudzenie Przebudzenie.

A co z naszym Noblistą Sienkiewiczem, który czerpał garściami z Kraszewskiego?
Rzym za Nerona Rzym za Nerona to krótsze Quo Vadis Quo Vadis (tu nawet bohaterowie są identyczni, Sienkiewicz nie wysilił się na oryginalność).
Zresztą w dorobku Henryka jest kilka powieści, które "zaczerpnął" z Kraszewskiego, ale żeby podać konkretne tytuły musiałabym przebrnąć przez notatki ze studiów (jak znajdę, to dopiszę).

Kraszewski też nie był święty:
Caprea i Roma Caprea i Roma, a szczególnie fragmenty dotyczące życia w Starożytnym Rzymie czy opisy cesarzy, są słowo w słowo przepisane ze Swetoniusza Żywoty cezarów Żywoty cezarów i Roczników Tacyta.

Więc jak to jest z tym plagiatem, gdzie biegnie granica, co nim jest, a co nie?
pokaż więcej
książek: 1319
Monika
09-02-2018 17:03
Zanim wymyślono przepisy o prawie autorskim i zanim pisarstwo stało się działalnością zarobkową, problemu prawie nie było. Nie chodziło o pieniądze, więc nie było pokusy kradzieży pomysłów w celu uzyskania korzyści majątkowej. A ukraść sławę już nie tak łatwo, jeśli jeden opublikuje swoje dzieło (wystawi na scenie, zaśpiewa, zadeklamuje, nie musi od razu sprzedawać książek, zwojów czy... Zanim wymyślono przepisy o prawie autorskim i zanim pisarstwo stało się działalnością zarobkową, problemu prawie nie było. Nie chodziło o pieniądze, więc nie było pokusy kradzieży pomysłów w celu uzyskania korzyści majątkowej. A ukraść sławę już nie tak łatwo, jeśli jeden opublikuje swoje dzieło (wystawi na scenie, zaśpiewa, zadeklamuje, nie musi od razu sprzedawać książek, zwojów czy tabliczek), to podobne dzieło drugiego od razu jest z tym wcześniejszym porównywane i wszyscy wiedzą kto i od kogo ściągał. A z czasem ewentualne pieniądze z rozpowszechniania literatury czerpali kopiści i drukarze, nie autorzy, a zatem z jednej strony nie było potrzeby przywłaszczania sobie cudzych dzieł, a z drugiej autor nie miał interesu w dochodzeniu swoich praw. Drukował kto chciał i co chciał, wielu drukarzy mogło rozpowszechniać te same utwory, ktokolwiek dorwał kopię czegokolwiek, jeśli lokalne przepisy nie ograniczały jego prawa do powielania akurat tego dzieła i rozpowszechniania go na tym terenie (przywileje drukarskie, kontrola kościelna, księgi zakazane itd.), mógł to sobie skopiować i drukować pod szyldem własnej drukarni, narażał się co najwyżej na mordobicie ze strony konkurenta z sąsiedniej ulicy, ale nie na pozew z innego miasta bądź państwa. A jeśli pomylono nazwisko autora, to mógł on sobie co najwyżej ponarzekać, że odziera się go z należnej mu sławy.
Dopiero wtedy, kiedy wydawcy zaczęli płacić autorom, pojawił się problem znaczący. Bo jeśli ktoś coś napisał, to chciał za to kasy. Jeśli kolega wyciągnął mu gotowy tekst z biurka i poleciał z nim do wydawnictwa, to było o co powalczyć, przekonać wydawcę, komu tak naprawdę powinien zapłacić. A jeśli ktoś chciał to przedrukować, to i autor, i pierwszy wydawca chcieli na tym zarobić. Zaczął się proces tworzenia praw autorskich, bo kiedy pojawiły się pieniądze, to potrzebne stały się prawa chroniące interesy stron.
Od tamtej pory na pewno zakazane jest podpisywanie swoim nazwiskiem cudzego dzieła, a także związane z tym nieuprawnione czerpanie korzyści majątkowych z cudzej twórczości. Następnie plagiatem stały się obszerne cytaty i wreszcie elementy fabuły. Przy czym to ostatnie jest najtrudniejsze do rozstrzygnięcia, bo trzeba ustalić, jak bardzo dwa pomysły są podobne, jak bardzo któryś z nich jest oryginalny i czy drugi na pewno z niego czerpie, czy może oba inspirowane są wspólnym źródłem, a jeśli, to czy źródło to jest chronione, czy może znajduje się w domenie publicznej. No i jeszcze różnica pomiędzy inspiracją a ordynarnym zżynaniem. Trudne to i im dzieła mniej podobne, tym trudniejsze. Jeśli zgadza się cała fabuła, mamy tyle samo i takich samych bohaterów, to samo robią, takie same mają przygody, tak samo rozwiązują problemy, tak samo się na koniec sparują i ci sami zginą, to jest to ewidentny plagiat. Ale jeśli historie są inne, a tylko w obu występuje smok, to trzeba przeanalizować tego smoka, zastanowić się, czy jest ściągany i skąd. Smoki w mitologii są, a tego prawa autorskie nie chronią. Smoki są w literaturze od zawsze, a wszystko prócz kilkudziesięciu ostatnich lat jest w domenie publicznej - ściągać można. Smoki przeważnie mają łuski i zioną ogniem, ale od czasu do czasu zdarzają się futrzaste, pierzaste i bezogniowe, więc i coś takiego nie będzie dowodem plagiatu. Dopiero smok identyczny w obu dziełach, niepodobny do żadnych starszych i niemożliwy do wytłumaczenia identyczną wspólną inspiracją (skrzyżujmy klasycznego smoka ze sfinksem - oba dawno występują w kulturze, każdy mógł je skrzyżować niezależnie) będzie ewidentnym cytatem. Teraz pozostaje ustalić, jak wielki jest to cytat, jak wielką pełni rolę w książce, czy jest plagiatem, czy tylko cytatem dozwolonego rozmiaru, puszczeniem oka do czytelnika lub nawet hołdem złożonym pierwotnemu autorowi. Widzisz, jakie to trudne?
A krzyczeć autorzy sobie mogą, czasem coś uzyskają, może sprawa trafi do sądu i może nawet wygrają, ale ważniejsze może być to, że przy okazji takich kłótni o rzekomy plagiat robi się głośno tak o autorze, jak i o jego książce, a zatem może wzrosnąć sprzedaż.
Czy Rowling ukradła komuś szkołę magii? Nie wiem. Nie znam książki, w której byłaby dostatecznie podobna, by można mówić o plagiacie. Najstarsza znana mi (ale trudno mi uwierzyć, że nie było nic wcześniej) opowieść fantastyczna zawierająca szkołę magii to "Wizard of Earthsea" Ursuli Le Guin z 1968 roku. I słyszałam o inspiracji Rowling tym właśnie dziełem. Jeśli to o to chodzi, jeśli nie wskazuje się jakiejś innej książki i innej szkoły, bardziej podobnej, to o plagiacie mowy być nie może, są zbyt różne. A czy sam fakt istnienia w książce szkoły magii można uznać za plagiat? Moim zdaniem nie. Magia jest stara jak świat, jest w domenie publicznej. Podobnie szkoły, może nie tak stare, ale za to rzeczywiste i powszechne. Połączenie jednego z drugim jest na tyle łatwe, że każdy może to zrobić, niezależnie od tego, czy wie, że wcześniej zrobił to już ktoś inny, czy tego nie wie. Można by było nazwać plagiatem organizację takiej szkoły, ale to tylko wtedy, gdyby była naprawdę bardzo podobna, zwłaszcza w tych punktach, w których jest inna od staroci i rzeczywistości. Jednakowa lista przedmiotów mogłaby być plagiatem, jeśli nie okazałoby się, że jest to lista z jakiegoś średniowiecznego uniwersytetu albo inkwizycyjnej ulotki informacyjnej dla łowców czarownic. Organizacja zajęć, podział na klasy, forma egzaminów - to mogłoby być plagiatem, gdybyśmy mieli pewność, że nie jest wzorowane na rzeczywistym systemie szkolnym, współczesnym bądź historycznym. Ale jeśli można wskazać prawdopodobne źródło inspiracji inne niż to dzieło, którego autor oburza się, że padł ofiarą plagiatu, to swoje oskarżenia może on sobie schować do szuflady, nikt ich nie potraktuje poważnie. Dopóki książki nie będą zbyt identyczne, dopóki będzie chodziło o poszczególne elementy składowe, nie o całość. O całość zawsze można walczyć, dwie identyczne fabuły powstałe niezależnie od siebie są, poza gatunkiem romans, mało prawdopodobne.

A poważny artykuł na ten temat, może nawet cały cykl takich artykułów, od ujęcia historycznego po opowieści o współczesnym prawie autorskim (ale nie po prostu o aktach prawnych, te sama mogę sobie przeczytać!) i przykładach jego łamania lub podejrzanie wyglądającego niełamania, sama chętnie bym poczytała.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 126
Jared
12-02-2018 15:06
Tym programom daleko do doskonałości i często widzą plagiaty tam, gdzie ich nie ma i vice versa. To bardziej wskazówki dla sprawdzającego niźli werdykt do "plagiatującego" ;)
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Biblioteczka redaktora
1664 0 29720
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd