Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/

Kurs pisania #6 - dzień z życia pisarza

27 wartościowy tekst

Ostatnio od starszego, bardziej doświadczonego kolegi po piórze usłyszałem, że piszę za dużo. Dał mi do zrozumienia, że dziesięć czy piętnaście stron dziennie to dawka, którą narkomani nazwaliby złotym strzałem (wybaczcie porównanie, ale jest symptomatyczne).

Zawsze biorę sobie do serca jego rady – bo świetnie zna się na swoim fachu – więc i tym razem musiałem pochylić się nad jego spostrzeżeniami. Powiedział wprost, że takie tempo prowadzi do wypalenia się i wielu innych rzeczy, o których pisarzowi nie wypada publicznie mówić – tak, jak piwowarowi nie wypada opisywać procesu powstawania złotego trunku.

Jak więc pisać, żeby nie przedawkować? Moim zdaniem nie ma na to sposobu – i być nie powinno. To subiektywna opinia, ale wychodzę z założenia, że aby pisać dobrze i ciekawie, trzeba codziennie dawać sobie złoty strzał. Zresztą nie jestem jedyny – takich samobójców z wyboru jest na pęczki. Należał do nich jeden z tuzów science fiction, Isaac Asimov. Jak mogliśmy niedawno dowiedzieć się z artykułu o najproduktywniejszych pisarzach, ów autor tworzył prozę urozmaiconą gatunkowo – i wyprodukował aż pięćset dzieł. Żeby osiągnąć taki wynik, musiał codziennie ostro przeholowywać z pisaniem. Jeden z klasyków literatury brytyjskiej, R.F. Delderfield, pisał trzydzieści trzy strony dziennie. Inny Brytyjczyk, Charles Hamilton, w ciągu dnia potrafił wyrzucić z siebie dwadzieścia stron – Orwell uznał kiedyś, że jego imię i nazwisko to w istocie pseudonim grupy pisarzy.

Ale zostawmy Brytyjczyków i weźmy się za Amerykanów. Kto zna Raymonda Chandlera? Autor cyklu o Phillipie Marlowe twierdził wprost, że im więcej i szybciej pisze, tym lepsze książki mu wychodzą. Stephen King – tak, musiał się pojawić – zaś podkreśla, że jego absolutne minimum to dwa tysiące słów dziennie.

Wygląda więc na to, że spokojnie możemy serwować sobie zabójcze dawki. Ale musimy pamiętać o kilku rzeczach…

Najważniejsze – okowy

Wydaje mi się, że aby być dobrym pisarzem, trzeba być narkomanem słowa – ale narkomanem, który działa w sposób wyrachowany. Chłodno ocenia, ile i w jakich dawkach przyjmować, żeby… umyślnie doprowadzić do przedawkowania. Okowy mają więc sprawić, że w momencie słabości nie odstawimy strzykawki z naszą powieścią. Są niezbędne, bo choć pisanie jest wolnym zawodem, czasem wolność ta jest mniej więcej taka, jaką posiadają osadzeni we Wronkach czy na Białołęce. Codzienna rutyna jest naszym więzieniem – i musi nim być.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Człowiek nie został skonstruowany w taki sposób, by dobrowolnie ograniczać swoją wolność. Jak więc zakuć się w dyby? Jest tylko jedna metoda – wyznaczyć sobie cel. Może być godzinowy, może być ilościowy. Ja stosuję coś pomiędzy.

Pomaga mi to, że moja druga, lepsza połówka kończy pracę o 14. Do tej godziny jestem sam w domu, więc jeśli tylko zwalczę pęd ku mitrężeniu czasu, mogę pracować pełną parą. Wstaję więc rano, parzę yerbę, kawę lub herbatę, czytam coś do śniadania, a potem siadam do komputera ze świadomością, że mam czas do 14. Czas, który ma być wypełniony pracą. Facebook, twitter, instagram, mail i listy bestsellerów empiku muszą poczekać.

Chyba że wcześniej osiągnę mój cel ilościowy.

Jak wspominałem, staram się pisać od dziesięciu do piętnastu stron dziennie. Zasadniczo założyłem sobie, że dziesięć to minimum, ale jeśli nie dojdę chociaż do dwunastu, jestem co najmniej rozczarowany. Jeśli powieść mnie pochłonie, bardzo często wychodzę poza piętnaście – a jeśli nie pochłonie, to znak, że trzeba ją odłożyć. Nie sposób tworzyć czegoś, co nie budzi w autorze emocji. Jeśli nie ma przymusu, by ciągnąć opowiadaną historię dalej, coś jest nie w porządku. Jeśli postacie w naszej powieści nie stały się dla nas realnymi bohaterami, z którymi nawiązaliśmy jakąś relację, istnieje spore prawdopodobieństwo, że wyjdą papierowo. Ot, zbiór pauz, liter i innych znaków. Nic ciekawego.

Ale wróćmy do metody czasowo-ilościowej. Budząc się rano, wiem trzy rzeczy:

1. Będę pisać do 14.
2. Do tej godziny muszę napisać minimum dziesięć stron.
3. Później znów będę pisać.

Tyle właściwie wystarczy, bym nastawił się bojowo do zadania. Zanim przejdziemy do tego, co wiąże się z trzecim punktem, podkreślę to jeszcze raz – mam jasny cel, dziesięć stron do czternastej albo śmierć. To banalne, ale i istotne, bo pisząc nie mamy nad sobą szefa. Nikt nie będzie kontrolował, czy jesteśmy z nasza pracą w punkcie, w którym być powinniśmy. Wydawca nie będzie się o to dopytywał, bo wywieranie presji na autorze pociąga za sobą kilka potencjalnych niebezpieczeństw. Zacznie przypominać o terminie publikacji, gdy ten będzie czaił się tuż za rogiem. A przecież jest jeszcze pierwsza redakcja, druga redakcja, korekta, potem korekta autorska…

Czy zawsze udaje się osiągnąć cel? Jeśli mamy kilka godzin na pisanie, tak. Musi się udać, bo w tym układzie nie ma miejsca na wymówki. Jeśli zamierzacie zajmować się pisaniem na poważnie, musicie zdawać sobie sprawę, że „wena” to pojęcie, które należy usunąć ze słownika. Pisarze na całym świecie siadają do komputerów i pracują. Nie czekają, aż natchnie ich jakaś niewypowiedziana siła.

Oczywiście, im dalej w las, tym trochę trudniej. Zaczynają się obowiązki związane z promocją, nowymi premierami i całą tą otoczką Waszej działalności, która sprawia, że trzeba postarać się bardziej. Mnie przez większość dni w roku udaje się wyrobić swoją normę – pewnie dzięki temu, że od początku wykształciłem pewną rutynę i trzymałem się jej jak tonący brzytwy.


Pokaż wszystkie artykuły użytkownika Remigiusz Mróz


Komentarze
Autor:  Remigiusz |  wypowiedzi: 25  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 45
Logon
29-12-2014 13:15
Ja w ciągu miesiąca napisałem 9 stron, niestety na więcej nie miałem czasu, ale położył mnie też brak organizacji. Dobrze byłoby rzucić pracę dla pisania, ale dla mnie póki co nie jest to żadnym źródłem dochodów. Jednak, z drugiej strony, gdybym się skupił i zorganizował, mógłbym coś osiągnąć.
Na szczęście święta trochę pomogły i dalej pomagają bo mam wolne, więcej czasu na pisanie :]
książek: 290
Yumeka
04-01-2015 17:46
Bardzo dobry tekst. Tylko czy te 10-15 stron to tekst znormalizowany? Domyślam się, że tak, choć mi tego zabrakło. Jak ktoś jest przyzwyczajony do pisania Arial10 linia w linię, to taka ilość go może przerazić.

Nie zliczę, ile razy siadałam do komputera bez poczucia "weny", a potem przy przełamaniu pierwszych paru zdań wciągało mnie tak, że patrząc na zegarek mówiłam sobie co chwilę:...
Bardzo dobry tekst. Tylko czy te 10-15 stron to tekst znormalizowany? Domyślam się, że tak, choć mi tego zabrakło. Jak ktoś jest przyzwyczajony do pisania Arial10 linia w linię, to taka ilość go może przerazić.

Nie zliczę, ile razy siadałam do komputera bez poczucia "weny", a potem przy przełamaniu pierwszych paru zdań wciągało mnie tak, że patrząc na zegarek mówiłam sobie co chwilę: "popiszę jeszcze 10 minut... jeszcze 10 minut... no, skoro już piszę, to posiedzę może do pełnej godziny?". Wena nadaje się do swobodnego rozmyślania o utworze (w "Misery" Kinga Paul ma takie przebłyski, kiedy musi natychmiast zapisać pomysły, by ich nie zapomnieć - ale to nie znaczy, że musi je natychmiast odnotować w książce), a przy braku dyscypliny jest tylko pustą wymówką.

Możliwość codziennej pracy to luksus, na który większość nie będzie w stanie zapracować. Osobiście odradzam jednak "odrabianie" zalecanych dniówek w weekendy, bo to dopiero może obrzydzić pisanie.

Jest jeszcze jedna rada co do pisania - żeby przerywać w momencie, w którym sami chcielibyśmy wznowić pisanie. Twórczy clifhanger. Nie pamiętam, kto to wymyślił (może Cyceron?), ale sprawdza się przy przełamywaniu niechęci i lenistwa, polecam.
pokaż więcej
książek: 45
Logon
04-01-2015 19:15
Yumeka, też mnie to zastanawiało, w jaki sposób jest w stanie napisać 10-15 stron (A4 wg. programu?). Ja często w trakcie pisania, sprawdzam ortografię, synonimy, czy też staram się by nie było jakiś powtórek, błędów. Wiem, że w tym jest problem, bo to strasznie zwalnia pracę. A na poprawki, jest przecież czas później.Zgadza się?
Czekam na kolejny odcinek, pozdrawiam!
książek: 0
karawana
14-01-2015 18:36
Ciekawi mnie zapisywanie spontanicznych pomysłów na bieżąco. Kiedyś próbowałem na karteczkach, w zeszycie, później, kiedy pojawił się pojawił smartfon mozolnie typowałem dużymi palcami małe literki.
Pytania: 1) jak zatrzymać, kiedy myśl rozkręca i grozi zapisaniem kilku stron? 2)Jak znaleźć zapisany pomysł, zdanie, szybko, lekko i zgodnie z zapotrzebowaniem?
Temat: Archiwum pisarza?
książek: 367
oxfordka
14-03-2015 13:29
Ja zazwyczaj stawiam sobie cel godzinny. Nie ważne ile ważne, że godzinę :)
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Biblioteczka redaktora
444 0 878
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (316)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd