Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Renifer 
reniferczyta.pl
Zapraszam na moją stronę reniferczyta.pl, gdzie piszę o książkach, które ostatnio przeczytałam.
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 6 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-13 11:12:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam
Seria: Editio Black

Akcja książki rozgrywa się na malutkiej islandzkiej wyspie w latach 60. XX wieku. Flatey to mała osada, gdzie życie płynie swoim rytmem. Autor zadbał o dobre tło historyczne fabuły. Sięgnął po zbiór opowieści o starodawnych wikingach. Nawiązał do zagadki, która związana jest z księgą “Flateyjabok” i wokół niej zbudował swoją książkę. Dodatkowy plus za tło społeczno-kulturowe. Akcja rozgrywa... Akcja książki rozgrywa się na malutkiej islandzkiej wyspie w latach 60. XX wieku. Flatey to mała osada, gdzie życie płynie swoim rytmem. Autor zadbał o dobre tło historyczne fabuły. Sięgnął po zbiór opowieści o starodawnych wikingach. Nawiązał do zagadki, która związana jest z księgą “Flateyjabok” i wokół niej zbudował swoją książkę. Dodatkowy plus za tło społeczno-kulturowe. Akcja rozgrywa się na małej wysepce, gdzie wszyscy mieszkańcy świetnie się znają. Autor bardzo dobrze oddał atmosferę takiego miejsca i małomiasteczkowej mentalności. Otoczenie jest surowe, a mieszkańcy trochę specyficzni.

Spokój mieszkańców zostaje zaburzony, kiedy na jednej z pobliskich wysepek znalezione zostają zwłoki mężczyzny. W tak małej społeczności niewyjaśniona śmierć jest czymś niespotykanym. Wydawać by się mogło, że wyjaśnienie sprawy wśród niedużej grupy ludzi powinno być prostym i szybkim zadaniem. Okazuje się jednak, że mieszkańcy mają swoje sekrety, a kluczem do rozwiązania jest stara księga z historiami o wikingach. Jej kopia znajduje się w lokalnej bibliotece. Księdze towarzyszy zagadka, nad którą ciąży klątwa. Jak łatwo się domyślić, jest wiele osób, które chciałoby zagadkę rozwiązać i dlatego pojawiają się na wyspie. Jednak tych, którzy oszukują spotyka kara.

W “Tajemnicy wyspy Flatey” świat współczesny przeplata się ze światem legend. To atut tej książki, oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi takie zabiegi. Rozdziały kończą się kolejnymi pytaniami i rozwiązaniami zagadki. Ktoś je rozwiązuje, ale my długo nie wiemy, kto to jest. Napięcie narasta bardzo powoli i dopiero druga połowa książki rozkręca się na dobre.

“Tajemnica wyspy Flatey” to kryminał, który polecam szczególnie osobom, które są strachliwe, może tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kryminałami. W tej książce nie ma okrutnych, dosadnych opisów morderstwa, czy atmosfery jak z horroru. Jest raczej dreszczyk emocji, zagadka, trochę grozy. Nie trzeba się więc obawiać nocnych koszmarów i potworów z szafy ;-)

Na koniec jeszcze kilka słów o samym wydaniu. Początkowo bardzo się zdziwiłam grubością książki, wydawała mi się za cienka… :P Po czym otworzyłam i zrozumiałam dlaczego. Litery są małe, mniejsze niż w większości książek, jest też mało światła. Podejrzewam, że to kwestia oszczędności. Ja bez trudu czytałam taki tekst, ale znam osoby, które nawet nie zaczęłyby czytać, właśnie z powodu gęstego druku.

pokaż więcej

 
2017-07-10 11:38:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam
Cykl: Rok na Majorce (tom 3)

To trzecia część trylogii z Magdą w roli głównej i Majorką w tle. Poprzednie książki zyskały rzeszę fanek, myślę, że ta również im się spodoba.


“Majorka w niebieskich migdałach” to zdecydowanie lektura na lato. Na leżaczku/na plaży/w ogródku/na tarasie (niepotrzebne skreślić) będzie czytała się najlepiej.

Czytelniczki, które znają już Magdę z poprzednich części, z pewnością chętnie dowiedzą...
To trzecia część trylogii z Magdą w roli głównej i Majorką w tle. Poprzednie książki zyskały rzeszę fanek, myślę, że ta również im się spodoba.


“Majorka w niebieskich migdałach” to zdecydowanie lektura na lato. Na leżaczku/na plaży/w ogródku/na tarasie (niepotrzebne skreślić) będzie czytała się najlepiej.

Czytelniczki, które znają już Magdę z poprzednich części, z pewnością chętnie dowiedzą się co nowego u bardzo żywiołowej bohaterki. Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę z Majorką od tej książki, to też da radę i odnajdzie się w temacie.

Oczywiście polecam przeczytanie dwóch poprzednich książek, bo przecież po coś pojawiały się właśnie w takiej kolejności, ale jak już pisałam, świat nie runie jeśli ich nie znacie.


Co tym razem przydarzy się Magdzie? Ta kobieta to jak wulkan energii skrzyżowany z generatorem problemów na potrzeby własne ;-) Jej wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, a czego nie wie na 100%, to sobie wymyśli :-) Dlatego bardzo szybko była w stanie uwierzyć, że historia w książce erotycznej dla pań, to opis jej życia. W końcu autorka tej książki tak dobrze ją zna…Szczegóły romansu męża z gosposią tak bardzo pasowały do rzeczywistości… Dlatego na wszelki wypadek Magda ustaliła winnych zaocznie, wydała wyrok (podbiła przy okazji jedno oko…) i wyjechała na swoją ukochaną Majorkę. Tam miała mieć ciszę i spokój, ale dzięki ciągłym odwiedzinom wcale się na to nie zanosi.

Książka jest pełna humoru i wyrazistych choć czasem nierealnych bohaterów (nagromadzenie tak barwnych jednostek w jednym miejscu i czasie jest chyba niemożliwe). Dzięki temu czytelnik się nie nudzi, a “Majorkę…” czyta się szybko i przyjemnie.

pokaż więcej

 
2017-07-08 11:13:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam
Autor:

Czy jedno, z pozoru błahe, wydarzenie może zmienić życie dwóch rodzin? Patchett udowodniła w tej książce, że tak. “Dziedzictwo” przeczytałam w trzy dni, mimo kilku zastrzeżeń…


Zacznę właśnie od tych zastrzeżeń, bo mam je do pierwszego rozdziału. A to on jest najważniejszy, to w nim dowiadujemy się, jakie wydarzenie zmieni późniejsze losy bohaterów. Ale ten początek nie porywa… Przyjęcie z...
Czy jedno, z pozoru błahe, wydarzenie może zmienić życie dwóch rodzin? Patchett udowodniła w tej książce, że tak. “Dziedzictwo” przeczytałam w trzy dni, mimo kilku zastrzeżeń…


Zacznę właśnie od tych zastrzeżeń, bo mam je do pierwszego rozdziału. A to on jest najważniejszy, to w nim dowiadujemy się, jakie wydarzenie zmieni późniejsze losy bohaterów. Ale ten początek nie porywa… Przyjęcie z okazji chrztu dziecka, sporo gości, w tym jeden bez zaproszenia, sporo alkoholu i pomarańczy. Czytałam i zastanawiałam się, jak autorka chce zrobić z tego dobrą historię? Odpowiedź dostałam w kolejnych rozdziałach.

Konstrukcja fabuły przypominała mi trochę puzzle, które sama musiałam dopasować w odpowiednie miejsce. Autorka dała mi bazę na pierwszych stronach książki, ale każdy kolejny wątek musiałam już sama umiejscowić w czasie. Historia dwóch rodzin nie jest podana na tacy, czytelnik musi trochę się wysilić, żeby odnaleźć się w całości. To może być dla kogoś męczące, ja lubię taką zabawę.

Co ciekawe, “Dziedzictwo” nie ma porywającej, szybko toczącej się fabuły, każdy kolejny wątek to po prostu następny puzzel do układanki. W tym tkwi urok tej książki, która chyba może nie każdemu przypaść przez to do gustu. Gdyby autorka miała gorsze pióro, to pewnie nie dałoby się tego czytać. Zakończenie również w jakiś dosadny sposób nie podsumowuje historii. Ta książka nie ma dokładnej osi, wydarzenia nie toczą się w konkretnym kierunku. My po prostu poznajemy kolejne konsekwencje wydarzenia z przeszłości. Czy przez to jest nudno? Wbrew pozorom nie. Mnie wciągnęło i tylko przewracałam kolejne strony.

Akcja rozpoczyna się podczas przyjęcia z okazji chrztu najmłodszej córki Fixa. Pojawia się na nim, bez zaproszenia i z butelką alkoholu, Albert. Losy rodzin tych dwóch mężczyzn zmienią się od tego dnia całkowicie. Po latach ich historia stanie się inspiracją do napisania książki. Napisze ją jeden z bohaterów, który pozna córkę Fixa. Sekrety rodzin wyjdą na jaw i nie wszyscy będą z tego powodu zadowoleni.

Na koniec jeszcze kilka słów o wydaniu. Wydawnictwo Znak Literanova zadbało o to, żeby książka cieszyła oko. Twarda okładka, dobry papier, dużo światła w tekście, całość robi bardzo dobre wrażenie wizualne.

pokaż więcej

 
2017-07-04 20:53:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
Autor:

Książka składa się z dwóch części. W pierwszej znajdziemy informację o tym, dlaczego autor zdecydował się przygotować dietę, jest też trochę podstawowych informacji o składnikach odżywczych. W drugiej części Ludwig skupia się już na konkretach, są założenia diety, przepisy i wskazówki. W całej książce znajdziemy też historie osób, które dzięki tej diecie schudły.

W części I autor opisuje...
Książka składa się z dwóch części. W pierwszej znajdziemy informację o tym, dlaczego autor zdecydował się przygotować dietę, jest też trochę podstawowych informacji o składnikach odżywczych. W drugiej części Ludwig skupia się już na konkretach, są założenia diety, przepisy i wskazówki. W całej książce znajdziemy też historie osób, które dzięki tej diecie schudły.

W części I autor opisuje swoją historię. Skończył studia medyczne w latach 90. XX wieku, kiedy epidemia otyłości w USA zaczynała stawać się coraz większym problemem. Wtedy postanowił skupić się na temacie żywienia ludzi, a dokładniej profilaktyce otyłości. Lata 90. XX to buuum na dietę niskotłuszczową (błędną w założeniach, bo kazała wszystkie rodzaje kalorii traktować tak samo, a przez to unikać tłuszczów, bo zawierają dwa razy tyle kalorii w gramie, co białka lub węglowodany). Autor odwołuje się do swoich doświadczeniach w pracy w laboratorium i w przychodni z pacjentami. Te początkowe rozdziały budziły sporo moich zastrzeżeń. Bo autor cały czas nawiązuje do diety niskotłuszczowej i to do niej porównuje swój pomysł. Dodatkowo przedstawia jako coś nowego wiedzę, że kalorie dostarczane z coca coli i orzechów to jednak “inne” kalorie.
“Chociaż butelka coca coli i garść orzechów mogą mieć tyle samo kalorii, z pewnością nie mają takiego samego wpływu na metabolizm”.

Dalej w podobnym tonie:

“Po każdym posiłku hormony, reakcje chemiczne, a nawet aktywność genów w całym organizmie zmieniają się w radykalnie inny sposób w zależności od tego, co jemy. Te biologiczne skutki przyjmowania żywności, odrębne od wartości kalorycznej, mogą decydować o tym, czy będziemy się czuć wiecznie głodni, czy najedzeni, ospali czy energetyczni, czy będziemy tyć, czy chudnąć, czy będą nas nękać przewlekłe choroby, czy też będziemy się cieszyć dobrym zdrowiem. Zamiast o liczeniu kalorii, zacząłem myśleć o diecie w zupełnie nowy sposób - pod kątem tego, jak jedzenie wpływa na nasz organizm, a przede wszystkim na nasze komórki tłuszczowe”.

Przyznam, że po takich “odkryciach” odkładałam książkę i zastanawiałam się, czy serio czytać ją dalej. Bo to odkrycie na miarę tego, że zjedzenie paczki chipsów na obiad, to jednak nie to samo co pełnowartościowy obiad… Kaloryczność pewnie się zgodzi, ale z dobrze skomponowanym obiadem dostarczamy jeszcze witamin i innych składników odżywczych. A one mają wpływ na stan naszego zdrowia, samopoczucia, wagę.
Nie mogę się też zgodzić z tym, do czego autor próbuje mnie przekonać, że dieta to głodzenie się, ból, łzy i rozczarowanie. Ja inaczej rozumiem dietę. Dla mnie to sposób odżywiania, stały, codzienny, rozsądny, zbilansowany, dostosowany do moich potrzeb. Dieta w jego rozumieniu to niezdrowe głodówki proponowane w kolorowych gazetach.

“Nowe badania ujawniają… (...) Naukowcy ustalili ostatnio, że wysoko przetworzone węglowodany mają szkodliwy wpływ na metabolizm i naszą wagę, czego nie da się wyjaśnić samą ich kalorycznością. Natomiast wiele wskazuje na to, że orzechy, oliwa i gorzka czekolada - należące do najbardziej kalorycznych produktów spożywczych - zapobiegają otyłości, cukrzycy i chorobom serca. Tak naprawdę w epidemii otyłości nie chodzi o brak silnej woli czy słabość charakteru. Przez cały czas skrupulatnie przestrzegaliśmy dietetycznych zasad, ale to te reguły były nieprawidłowe!”

Autor przyznaje, że skuteczność jego diety nie została w pełni udowodniona. Przeprowadził badania pilotażowe na 237 osobach.
Sensownie robi się w rozdziale 3 “Podstawy naukowe”. Jest o tkance tłuszczowej, skokach insuliny po zjedzeniu przetworzonych produktów, są porównania, co się dzieję z organizmem w przypadku zjedzenia różnych typów śniadań. Czym różnią się węglowodany w produktach wysokoprzetworzonych od węglowodanych w “normalnym” jedzeniu. Jest też o tłuszczu, który jest potrzebny, ważne, żeby pochodził z dobrych produktów jak orzechy czy oliwa z oliwek.
Ten rozdział warto przeczytać, bo wiedza w nim podana będzie zrozumiała dla każdego, a sądzę, że da do myślenia.

W rozdziale 4 omawiane są założenia diety. Głównie chodzi o zmniejszenie ilości węglowodanów na rzecz zdrowych tłuszczów. Przyznam, że mnie diety ketogeniczne i inne o niskiej ilości węglowodanów nie przekonują. A autor proponuje w pierwszej fazie diety obniżyć ilość spożywanych węglowodanów o połowę. Owszem, zwraca uwagę na to skąd pochodzą te węglowodany, ale całkowite wykluczenie w pierwszych 14 dniach produktów takich jak kasza czy pełnoziarnisty makaron, nie przekonują mnie, ale o tym za chwilę.
Autor proponuje, że można pominąć ten rozdział, ja uważam, że aby świadomie podejść do tematu żywienia, trzeba mieć minimalną wiedzę na temat tego, czym są białka, tłuszcze i węglowodany i jaka jest ich rola w organizmie.
Kolejna część książki skupia się już głównie na przepisach i opisie kolejnych faz diety.
Autor sporo czasu poświęca również przygotowaniu się do rozpoczęcia diety: zapasy w lodówce, niezbędne naczynia i urządzenia kuchenne, podkreśla też jak ważne jest notowanie swoich przemyśleń, osiągnięć, planów. Zachęca do prowadzenie czegoś w rodzaju dzienniczka. Wydaje się to sensowne, bo dzięki temu lepiej wychwytujemy zmiany w naszym organizmie.
Oczywiście w książce znajduje się sporo przepisów, niektóre z nich wydają się bardzo fajne, zaznaczyłam je sobie i planuje wypróbować.
Jeśli ktoś zdecyduje się zastosować do rad zaproponowanych przez doktora Ludwiga, to w tej książce ma przewodnik krok po kroku, jak się przygotować, jak kontrolować, motywować się do działania itd. Pod tym względem program jest przygotowany bardzo szczegółowo.

Książka odniosła duży sukces w Stanach, co trochę tłumaczy, dlaczego jest tak wiele (aż za wiele) odwołań do diety niskotłuszczowej, która w USA w latach 90. była “jedyną słuszną” dietą.

Jaką dietę proponuje autor?
Obniżenie ilości przyjmowanych węglowodanów, a zwiększenie ilości tłuszczów. Czy to jakieś nowe odkrycie i pomysł? Nie. Dieta ketogeniczna, bo o niej mowa, była już proponowana np. w diecie Atkinsa, Kwaśniewskiego czy South Beach. Oczywiście każda czymś się od siebie różniła, ale założenie początkowe jest podobne.
Ten rodzaj diety ogranicza wykorzystanie glukozy (glukoza jest materiałem energetycznym). Zapasy glikogenu szybko maleją, a to przyczynia się do szybkiego spadku masy ciała. Organizm ludzki jest tak skonstruowany, że jak czegoś nagle zaczyna mu brakować, to stara się uzupełnić deficyt. W tym wypadku do wyrównania poziomu glukozy wykorzysta zgromadzone tłuszcze, ten proces nazywa się ketozą. My zobaczymy efekt, czyli kolejne kilogramy w dół.

W skrócie wady i zalety:
zalety
spada masa ciała
obniża się stężenie glukozy

wady
dieta jest restrykcyjna, dość czasochłonna
może być niebezpieczna dla osób, które mają problemy z nerkami lub wątrobą, bo przy tym rodzaju diety te organy są bardzo obciążone
nie powinna być stosowana przez dłuższy czas

To oczywiście jedynie szybkie, bardzo skrócone wyjaśnienie głównych założeń diet podobnych do tej, którą proponuje nam autor. Diety ketogenne stosowane są najczęściej przez zawodników sportów sylwetkowych. Moim zdaniem za stosowanie takiej diety nie powinna się zabierać osoba, która nie skonsultowała tego wcześniej z lekarzem, bo działanie na własną rękę może być ryzykowne dla zdrowia. Wskazane byłoby wykonanie podstawowych badań, żeby przekonać się, że nie zaszkodzimy nerkom czy wątrobie.

Dieta Davida Ludwiga nie jest odkryciem, jest raczej kolejną wariacją na temat diety, która już funkcjonuje. Możliwe, że jest ciut mniej restrykcyjna niż podobne diety keto. Ja do jego pomysłu podchodzę z dużym dystansem, bo wolę racjonalne odżywianie się. Duże cięcia i ograniczenia w dostarczaniu do organizmu któregokolwiek ze składników zawsze wzbudzają moje obawy i muszę mieć dobre uzasadnienie, dlaczego tak się dzieje. Zastanawiam się też, jak z pierwszymi dwoma tygodniami diety, kiedy węglowodany są tak mocno zredukowane, poradzą sobie osoby, które do tej pory często sięgały po słodycze. Autor przekonuje, że można sięgać po przekąski (oczywiście te dozwolone jak orzechy lub gorzka czekolada), ale wydaje mi się, że “głód na słodkie” będzie bardzo duży i może doprowadzić do porażki i zaprzestania diety.

Zaletą książki jest to, że autor skupia się na jakości jedzenia, które wybieramy. Tłumaczy, jakie korzyści wynikają z tego, że sięgamy po produkty (zwłaszcza węglowodany) nieprzetworzone. Zachęca do świadomego wybierania jedzenia, które będzie nam smakować, a jednocześnie wpłynie korzystnie na nasz organizm. Dla osób, które do tej pory nie zwracały uwagi na to, co jedzą, a ich wiedza na temat zdrowego jedzenia jest niewielka, ta książka może okazać się pomocna, bo nadrobią podstawowe braki.

pokaż więcej

 
2017-06-28 10:00:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
 
2017-05-13 22:16:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017

O książce
“Bogini tańca” to historia życia fantastycznej i utalentowanej kobiety Bronisławy Niżyńskiej. Broni urodziła się w “tańczącej” rodzinie. Od najmłodszych lat nasiąkała atmosferą tańca, ćwiczeń i występów. Oprócz rodziców tańczy również jej brat, to on zyskuje większą sławę, Bronia długo zostaje w jego cieniu. Droga Broni do światowego sukcesu była trudna, bo jako artystka wybierała...
O książce
“Bogini tańca” to historia życia fantastycznej i utalentowanej kobiety Bronisławy Niżyńskiej. Broni urodziła się w “tańczącej” rodzinie. Od najmłodszych lat nasiąkała atmosferą tańca, ćwiczeń i występów. Oprócz rodziców tańczy również jej brat, to on zyskuje większą sławę, Bronia długo zostaje w jego cieniu. Droga Broni do światowego sukcesu była trudna, bo jako artystka wybierała drogę pod prąd, nie godziła się na półśrodki, dążyła do doskonałości i realizacji własnej wizji i marzeń. Czasem wiele ją to kosztowało, bo życie nie oszczędzało jej.
Bronia to kobieta inspirująca, która udowadnia jak ważna w życiu jest pasja.

Książka ma ponad 500 stron, ale czyta się ją bardzo szybko. Jest dobrze napisana, fabuła wciąga, całość nie jest przegadana, czy niepotrzebnie rozwleczona.

Dla mnie ciekawym aspektem książki było tło wydarzeń. Życie Broni przypadło w części na burzliwe czasy wojny, przez co dowiadujemy się jak wyglądało wtedy życie, z jakimi problemami borykali się codziennie ludzie.

Narracja
Historia jest opowiedziana z punktu widzenia Bronisławy Niżyńskiej. Bronia pokazuje nam swój świat od najmłodszych lat dziecinnych. Wplecione są również fragmenty dziennika, które początkowo mogą być dla czytelnika niejasne, ale z czasem wszystko poskłada się w jedną całość.


Fikcja czy prawda?
Bronisława Niżyńska i członkowie jej rodziny to osoby, które faktycznie istniały. Ewa Stachniak natrafiła na “Early Memoirs” (“Wczesne wspomnienia”) Broni Niżyńskiej i historia tancerki wciągnęła ją. Na ostatnich stronach, w rozdziale Podziękowania możemy przeczytać:
“Zainspirowana tym fascynującym głosem, zagłębiłam się w kolekcję Bronisławy Niżyńskiej w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie - to istna skarbnica pamiętników, notatek choreograficznych, listów, zdjęć i albumów z recenzjami, wywiadami i programami teatralnymi. “Bogini tańca” wyłoniła się z tych właśnie dokumentów i stała się literackim splotem faktów, fikcji i wyobraźni.


Dla kogo ta książka?
Z pewnością w pierwszej kolejności polecam tę książkę osobom, które pasjonują się tańcem. Ale absolutnie nie wykluczam osób takich jak ja, które wcześniej nie słyszały o Bronisławie Niżyńskiej. Myślę, że one również z przyjemnością przeczytają o “Bogini tańca”.


O autorce
Ewa Stachniak to autorka dobrze przyjętej przez czytelników powieści “Katarzyna Wielka. Gra o władzę”.

Podsumowanie
“Bogini tańca” to książka, którą mogę polecić - tak po prostu :-) Ma wszystko, czego potrzebuje książka, żeby dobrze się ją czytało: ciekawą bohaterkę, która ma pasję, ale jej życie nie jest cukierkowe, a do tego jest dobrze napisana i nieprzegadana. Myślę, że nie będziecie żałować chwil spędzonych z “Boginią tańca”.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
145 101 697
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

zgłoś błąd zgłoś błąd