Katrina 
"Nie wiem, dlaczego, ale jesteśmy ważni, niezbędni w tej historii. W historii o wielkiej miłości, która jest wirem, wciągającym wszystko i wszystkich." Andrzej Sapkowski, Maladie
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 111 książek i 76 cytatów, ostatnio widziana 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • Obserwuję cię
    Obserwuję cię
    Autor:
    Kiedy Elle Longfield spotyka w pociągu dwóch młodych mężczyzn rozmawiających z nastoletnimi dziewczynami, nie widzi w tym nic niepokojącego, dopóki nie dowiaduje się, że właśnie opuścili więzienie. Na...
    czytelników: 60 | opinie: 3 | ocena: 9 (4 głosy)
  • W stronę mroku
    W stronę mroku
    Autor:
    Żadnych pewnych sojuszników, żadnych ustalonych wrogów, żadnych określonych pól walki.Uważany przez najbliższych za nieżyjącego były porucznik James Shelley zostaje zwerbowany do tajnego oddziału, któ...
    czytelników: 70 | opinie: 7 | ocena: 6,39 (28 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-18 12:46:25
Wypowiedziała się w dyskusji: Czytamy w weekend

Czytam Obserwuję cię Obserwuję cię, a jak skończę pewnie wezmę się za Słodkie zwycięstwo Słodkie zwycięstwo, by w końcu skończyć tę dość irytującą serię.

więcej...
 
2018-08-17 13:06:09
Szczupła osoba, owszem, poczęstuje się ciastem, pójdzie na pizzę, pominie trening, ale to nie jest jej norma! Normą dla niej jest racjonalne odżywianie i ruch. Jej świat nie jest czarno-biały: albo robię wszystko na 100% albo nie robią tego WCALE!
 
2018-08-17 01:41:35

Restrykcyjne diety nie pomagają – mimo usilnych starań nie potrafisz utrzymać swojej idealnej wagi. Wydaje Ci się, że nie masz silnej woli? Bzdura! Po prostu musisz zmienić swój sposób myślenia o odchudzaniu.

Ponieważ mam w rodzinie osobę studiującą dietetykę w moje ręce wpadła dość nietypowa – jak na mnie – pozycja. „Super laska. Skończ z dietetyczną recydywą” to poradnik autorstwa Anny...
Restrykcyjne diety nie pomagają – mimo usilnych starań nie potrafisz utrzymać swojej idealnej wagi. Wydaje Ci się, że nie masz silnej woli? Bzdura! Po prostu musisz zmienić swój sposób myślenia o odchudzaniu.

Ponieważ mam w rodzinie osobę studiującą dietetykę w moje ręce wpadła dość nietypowa – jak na mnie – pozycja. „Super laska. Skończ z dietetyczną recydywą” to poradnik autorstwa Anny Gruszczyńskiej, blogerki po przejściach, która stara się pomagać kobietom zdrowo odżywiać i myśleć o sobie w zdrowy sposób. Wprawdzie słyszałam o niej już przed sięgnięciem po tę różową książkę, ale nigdy nie zagłębiałam się w jej poglądy. I choć sama tematyka nie była dla mnie szczególnie interesująca to muszę przyznać, że „Super laska” to całkiem niezły, choć niepozbawiony wad poradnik.
To, co zaskoczyło mnie po otwarciu książki to jego forma. „Super laska” jest połączeniem zwykłego poradnika z bardzo uroczymi ilustracjami z książką pokroju „Zniszcz ten dziennik”, która proponuje czytelnikowi różnego typu zadania.
I tu właśnie zaczyna się mój pierwszy problem z tym tytułem. Choć po otwarciu wygląda naprawdę ładnie to osobiście uważam, że niektóre z elementów do wypełniania są po prostu zbędne. Jak najbardziej rozumiem, po co wewnątrz znajdują się miejsca do wypełniania, dzienniki i tak dalej, ale poza tym wewnątrz znajdziemy co najmniej kilkanaście stron z dopiskiem „Zapisz, aby nie zapomnieć”, a po jednej z sekcji za każdym razem dostajemy dwa mandale do pokolorowania i jakąś „łamigłówkę”, która niekoniecznie związana jest z jedzeniem (np. labirynt). Mam wrażenie, że te elementy zostały wsadzone tu trochę na siłę, byle wypełnić wydane: autorka w żaden sposób nie argumentuje, dlaczego mamy to wypełniać i kolorować, dlatego nijak ma się to do treści książki.
Sam tekst Gruszczyńskiej jest bardzo lekki, przystępny i sympatyczny. Ponadto choć nie jestem dietetykiem mam wrażenie, że jej rady są bardzo bezpieczne, a przy tym logiczne i konkretne, przez co naprawdę mogą pomóc osobom niepotrafiącym zrzucić zbędnych kilogramów. Autorka przykłada dużą wagę nie tyle, co do samego jedzenia, a do zmiany sposobu myślenia o nim i o swoim ciele. Jednocześnie poradnik jest napisany dość konkretnie: choć zawiera dużo informacji, tekstu wewnątrz nie ma aż tak wiele, bo większą część miejsca zajmują ilustracje.
Poza zwykłą treścią w „Super lasce” znajdują się zielone strony z dość łatwymi, zdrowymi przepisami – to bardzo przyjemny dodatek i szczerze mówiąc, sama mam ochotę coś z przedstawionych posiłków przygotować. Szczególnie, że w większości nie są szczególnie wymyślne i nawet jeśli danego składnika nie mamy w domu to bez problemu możemy go zakupić.
„Super laska” to przyjemny poradnik, który powinien spodobać się przede wszystkim nastolatkom i młodym kobietom: jego przystępna forma sprawia, że raczej nie zrazi, a może faktycznie pomóc w zmianie nastawienia. Oczywiście, dojrzałe osoby również mogą tu coś dla siebie znaleźć (same w sobie rady Gruszyńskiej są bardzo uniwersalne, niezależne od płci, czy wieku), ale mam wrażenie, że stosunkowo naiwne ilustracje i to, w jaki sposób autorka zwraca się do czytelniczki niekoniecznie wzbudzi sympatię osoby nieprzyzwyczajonej do dość „blogowej” formy treści.

pokaż więcej

 
2018-08-16 23:03:09
Autor:
 
2018-08-16 19:55:48
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam, W kolejce
Seria: Ladyjanistki
 
2018-08-16 13:36:10
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, W kolejce
 
2018-08-16 13:15:19
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
 
2018-08-14 18:50:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Obyczajówki, na faktach, romans, Posiadam

Yara od lat ucieka. Nigdzie nie zaznaje miejsca na dłużej. Tylko jeden element jej życia pozostaje stały: praca za barem. Pewnego dnia wpada na początkującego muzyka, Davida. Młody mężczyzna od razu mówi jej, że kiedyś za niego wyjdzie. Wkrótce między nimi rodzi się uczucie.

Istnieje grupa autorów, po których książki nigdy nie sięgnęłabym „sama z siebie”, ale których dzieła bezustannie widzę...
Yara od lat ucieka. Nigdzie nie zaznaje miejsca na dłużej. Tylko jeden element jej życia pozostaje stały: praca za barem. Pewnego dnia wpada na początkującego muzyka, Davida. Młody mężczyzna od razu mówi jej, że kiedyś za niego wyjdzie. Wkrótce między nimi rodzi się uczucie.

Istnieje grupa autorów, po których książki nigdy nie sięgnęłabym „sama z siebie”, ale których dzieła bezustannie widzę w blogsferze. Chcąc nie chcąc czasem któreś nazwisko zapadnie mi w pamięć i zaczyna we mnie kiełkować pragnienie zapoznania się z twórczością takiej osoby. Właśnie to przytrafiło się Tarryn Fisher, dlatego gdy miałam okazję położyć swoje ręce na egzemplarzu recenzenckim „Bogini niewiary” nie odmówiłam sobie tej przyjemności. Dopiero jednak gdy zaczęły ukazywać się niekoniecznie bardzo pozytywne recenzje tego tytułu zaczęłam odnosić wrażenie, że chyba źle zrobiłam.
Będąc już po lekturze muszę poprzeć tę teorię. „Bogini niewiary” to wprawdzie nie jest zły romans, ale jednak w dalszym ciągu nim jest. Na dodatek, zdecydowanie nie zdobędzie miana mojego „ideału” w tym gatunku i mam wrażenie, że autorkę faktycznie stać na więcej.
Jaka jest więc „Bogini niewiary”? Zaraz po lekturze nasunęło mi się kilka określeń: z całkiem ciekawym pomysłem, pretensjonalna i z główną bohaterką, której absolutnie nie lubię.
To powieść z ciekawą ideą, bo Tarryn Fisher, chyba świadoma tworzonego przez siebie gatunku, chciała wziąć kilka schematów „pod włos”, przerobić je na swój sposób. Nie jest wprawdzie najbardziej odkrywcza: w dalszym ciągu to romans szarej myszki z super chłopakiem. Tyle tylko, że tym razem to nie on jest źródłem problemów, nawet, jeśli nie jest ideałem i popełnia błędy.
„Bogini niewiary” to książka, której treść snuje się stosunkowo powoli. Autorka często skupia się na opisach i różnorakich rozważaniach bohaterki, co jest z jednej strony może być miłą odskocznią od wyjątkowo płytkich i płaskich romansów, a z drugiej może być źródłem pretensjonalności. Bo dwudziestokilkuletnia dziewczyna o nienajlepszym wykształceniu raczej nie myśli w ten sposób. Nie analizuje rzeczywistości w ten sposób. A to z perspektywy głównej bohaterki obserwujemy przedstawioną historią przez większą część powieści.
I tak dochodzimy do mojej trzeciej myśli. Jak najbardziej rozumiem zamysł Fisher, aby to bohaterka była źródłem nieszczęść w związku, a nie ten cudowny artysta po którym byśmy się tego spodziewali. Problem polega na tym, że Yara nie wzbudziła we mnie ani krztyny ciepła. Nie dość, że to uciekająca przed problemami zazdrośnica to na dodatek jej zachowania często wydają się absolutnie nienaturalne; tak, jakby robiła coś dlatego, że bóg-pisarka tak chciała, a nie przez to, że została obdarzona takim charakterem. A w chwili, gdy mamy do czynienia z romansem, a nie dramatem, czy książką psychologiczną wolałabym jednak żywić do bohaterów choćby cień sympatii.
Na całe szczęście David wypada nieco lepiej. Wprawdzie i jego zachowania potrafią być karykaturalne, ale poza nimi wydaje się być po prostu „fajnym gościem”. Takim, z którym można porozmawiać, takim, który naprawdę się troszczy i który się stara. Człowiekiem z bagażem, radzącym sobie z nim jak tylko potrafi. Szkoda tylko, że musiał wpaść akurat na tak niefortunną drugą połówkę.
Mimo wszystko to naprawdę nie jest zła powieść. Fisher mimo patetyczności całkiem zgrabnie posługuje się językiem, a sam pomysł na „Boginię niewiary” nie był wcale zły. Tyle tylko, że chyba podeszła do pisania tego tytułu zbyt ambitnie, z jednej strony chcąc tworzyć romans, a z drugiej dodać coś od siebie, aby na półkach księgarni nie pojawiła się kolejna „pusta” powieść tego typu. Niestety, moim zdaniem nie do końca wyszła jej próba połączenia tych dwóch elementów.
Muszę też dodać, że sam tytuł (i polski, i oryginalny) naprawdę skłania do myślenia i zastanowienia się, jak Fisher wplotła go w fabułę. Okazuje się jednak, że w tym przypadku ocenianie książki tylko po nim to nie jest najlepszy pomysł. Owa „bogini niewiary” w gruncie rzeczy nie ma aż tak zaskakującego znaczenia, a tematyka ateizmu właściwie nie jest w tej książce poruszana.
„Bogini niewiary” pewnie spodoba się osobom, które w jakiś sposób utożsamią się z główną bohaterką. Poza tym ponieważ nie jest typowym „laniem wody”, a wewnątrz można znaleźć sporą ilość treści pewnie przypadnie do gustu także fanom romansów, którzy obecnie szukają drobnej odmiany w tym gatunku, czegoś niekoniecznie wyjątkowo lekkiego. Ja zaś mam tylko nadzieję, że uda mi się za jakiś czas sięgnąć po powieść autorki, która nie jest romansem i sprawdzić, jak Fisher radzi sobie z innymi tematami. Kto wie, może kolejne spotkanie będzie szczęśliwsze?

pokaż więcej

 
2018-08-12 20:24:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Obyczajówki, na faktach, romans, Posiadam
Autor:
 
2018-08-12 00:05:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Obyczajówki, na faktach, romans, Posiadam
Autor:
Cykl: The Perfect Game (tom 2)

Jack i Cassie są znów razem. Ich związek nie jest jednak tak bajkowy, jak mogłoby się im wydawać. Cassie musi się zmierzyć z błędami Jacka i nauczyć się żyć w roli ukochanej gwiazdy sportu.

W posłowiu autorki do „Zmiany”, drugiego tomu „The Perfect Game” czytamy, że J. Sterling nie miała zamiaru kontynuować historii Jacka i Cassie. Zrobiła to jednak przez wpływ fanów, którzy domagali się...
Jack i Cassie są znów razem. Ich związek nie jest jednak tak bajkowy, jak mogłoby się im wydawać. Cassie musi się zmierzyć z błędami Jacka i nauczyć się żyć w roli ukochanej gwiazdy sportu.

W posłowiu autorki do „Zmiany”, drugiego tomu „The Perfect Game” czytamy, że J. Sterling nie miała zamiaru kontynuować historii Jacka i Cassie. Zrobiła to jednak przez wpływ fanów, którzy domagali się kontynuacji. Niestety, jest to bardzo mocno widoczne, zarówno w zakończeniu tomu pierwszego, jak i w jego kontynuacji. Nie muszę chyba dodawać, że „Zmiana” jest książką równie kiepską, co „Rozgrywka”, jeśli nie jeszcze gorszą.
Jak każda książka z serii Sterling, „Zmiana” nie jest powieścią długa. Ma nieco ponad trzysta stron z dość dużą czcionką oraz przewagą dialogów. W skład treści wchodzi zaś około osiemdziesięciu stron opowieści Jacka o jego życiu z dala od Cassie, w której w pewnym momencie czytamy niezwykle nudne i zbędne opisy scenek, które „opisywała” nam już główna bohaterka. Pozostała część to zaś niezwykle „dramatyczne” fragmenty dotyczące życia Cassie w cieniu gwiazdy sportu, którą się stał Jack. Teoretycznie z tego wątku dałoby się stworzyć coś naprawdę interesującego. Niestety, J. Sterling nie jest zbyt dobrą pisarką, dlatego w jej wydaniu nie wypada to najlepiej.
Przede wszystkim tak jak w tomie poprzednim, tak i w tym nie dostajemy żadnego „motywu przewodniego”. Bohaterzy nie mają do rozwiązania absolutnie żadnego problemu i mniej więcej do ¾ powieści obserwujemy, jak co chwilę sobie słodzą, czy śpią ze sobą. Wprawdzie w tle pojawiają się „problemy”, takie jak negatywna opinia w prasie, jednak non stop są zmiatane pod dywan. Oczywiście, tak jak i w części poprzedniej, tak i tu, pod koniec autorka zdaje sobie sprawę, że ta treść jest chyba zbyt cukierkowa, dlatego dodaje szybko dramatyczną sytuację, która zajmuje może kilkanaście stron powieści (i właściwie sama się rozwiązuje), tylko po to, by bohaterowie znów mogli się przepraszać i przytulać. Ups, zaspoilerowałam? Wybaczcie – ale ta „książka” ma tak mało treści, że naprawdę trudno tego nie zrobić.
Co jeszcze pani Sterling nie wyszło? Właściwie wszystko, tak samo jak przy „Rozgrywce”. Wprawdzie bohaterowie są może niech bardziej stabilni pod względem charakterów, ale to, jak się zachowują i tak nie wzbudza szczególnej sympatii. Gdy się nie całują, albo nie przepraszają sobie nawzajem możemy dostrzec, że Jack to zaborczy koleś, który niekoniecznie liczy się ze zdaniem ukochanej, a Cassie jest tym tak przytłoczona, że zaczyna nie być w stosunku do niego fair. Jednocześnie obydwoje nie uznają czegoś takiego jak szczera rozmowa w związku dopóki ten nie zacznie się sypać. Być może wynika to z ich braku jakichkolwiek wspólnych zainteresowań poza chęcią wspólnego sypiania? Cóż, kto to wie.
Styl autorki także nie uległ zmianie. „Zmiana” to przede wszystkim bardzo płytkie dialogi polegające na mówieniu bohaterów o tym, jak bardzo się nawzajem kochają i uwielbiają. Naprawdę: nie da się tej książki przekartkować i nie wyłapać kilkanaście razy słowa „kiciu”. Nawet, jeśli para przeżywa jakiś dramat, który w rzeczywistości spowodowałby dość duży konflikt, to po kilku zdaniach przechodzi do uwielbiania się nawzajem, tak, jakby jedno słowo „przepraszam” naprawiało sprawę. Opisy Sterling ogranicza do absolutnego minimum, przez co treść „Zmiany” nie ma żadnego głębszego podłoża.
Nie zmieniam zdania w stosunku do twórczości Sterling. Tak jak w przypadku „Rozgrywki”, tak i teraz uważam, że jedyne osoby, które mogą z tej treści coś wynieść to niedoświadczone literacko i bardzo mało wymagające jednostki*, którym wystarczy, że tekst szybko się czyta, a główni bohaterowie bezustannie mówią, jak bardzo się uwielbiają.


*By nie było wątpliwości: nie mam zamiaru tymi słowami nikogo urazić. Czytanie nie jest niczyim obowiązkiem; to przede wszystkim rozgrywka, a tą każdy czerpie z czegoś innego. Ponadto, przyswajanie książek nie jest rzeczą najprostszą na świecie – tego trzeba się nauczyć. A by to zrobić po prostu należy sięgać na początku po bardzo lekkie pozycje (seria „The Perfect Game” może nie być dobra, ale jednak – przez to, że szybko się ją czyta może się w tym przypadku sprawdzić).

pokaż więcej

 
2018-08-11 15:21:23
Wypowiedziała się w dyskusji: QUIZ - Co czyta Twój idealny partner?

Ale ja to rozumiem. :) I jasne, rozdzielanie tego zupełnie nie ma sensu. Ale mam wrażenie, że osoba tworząca te kategorie niekoniecznie zdawała sobie sprawę z tego, że fantastyka to też horror.

więcej...
 
2018-08-11 13:56:51
Wypowiedziała się w dyskusji: QUIZ - Co czyta Twój idealny partner?

Istnienie tej kategorii tutaj jest niezwykle przykre, zwłaszcza, że horror to też przecież fantastyka, a dla niego jest osobna kategoria.

więcej...
 
2018-08-11 12:35:36
 
2018-08-08 21:47:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Obyczajówki, na faktach, romans, Posiadam
Autor:
Cykl: The Perfect Game (tom 1)

Cassie idzie do college’u, gdzie prędko poznaje Jacka – nieziemsko przystojnego playboy’a grającego w uniwersyteckiej drużynie bejsbolowej. Mimo początkowych oporów studentka szybko mu ulega.

Moje wakacyjne eksperymenty z lekką literaturą sprawiły, że sięgnęłam po książkę, która nijak ma się do moich zainteresowań. „Rozgrywka” J. Sterling to powieść, którą właściwie z góry mogłabym skazać na...
Cassie idzie do college’u, gdzie prędko poznaje Jacka – nieziemsko przystojnego playboy’a grającego w uniwersyteckiej drużynie bejsbolowej. Mimo początkowych oporów studentka szybko mu ulega.

Moje wakacyjne eksperymenty z lekką literaturą sprawiły, że sięgnęłam po książkę, która nijak ma się do moich zainteresowań. „Rozgrywka” J. Sterling to powieść, którą właściwie z góry mogłabym skazać na porażkę: zarówno opis z tyłu okładki, jak i jej target oraz gatunek sugerują nie najlepszej jakości lekturę. Na nieszczęście, przeczytanie jej właściwie tylko potwierdziło moją pierwotną tezę. Początek serii „The Perfect Game” jest dokładnie tym, co sugeruje opis – kiepskiej jakości romansem, który z literaturą piękną ma niewiele wspólnego.
Styl, w jakim została napisana „Rozgrywka” jest zdecydowanie gorszy, niż zwykle w książkach tego typu. Sterling nawet nie próbuje opisywać sytuacji: na tę powieść składają się niemal same dialogi. Gdyby jednak te wnosiły cokolwiek do tej historii! Większa część z nich to powtarzanie tego, jak bardzo główni bohaterowie się kochają i jak bardzo są ze sobą szczęśliwi. Taki „zabieg” ma właściwie tylko jedną zaletę – „Rozgrywkę” czyta się wprost błyskawicznie.
Skoro autorka uznała, że opisy zredukuje do minimum to i konkretnej fabuły po prostu musiało w tej powieści zabraknąć. To znaczy, teoretycznie w okolicy połowy książki Sterling zaczęły pojawiać się „dramatyczne” sytuacje, ale są one tak absurdalne i często tak niezgodne z i tak ledwo zarysowanymi cechami naszych charakterów, że właściwie całość nie ma absolutnie żadnego znaczenia.
[SPOILER] Jakie na przykład absurdy serwuje Sterling? Jesteś młodym chłopakiem. Masz dziewczynę, ale na imprezie przez alkohol i emocje nie dotrzymujesz wierności. Twoja „wpadka” wkrótce mówi ci, że jest w ciąży. A ty nawet nie sprawdzisz żadnych dokumentów z tym związanych, tylko dwa tygodnie później bierzesz ślub, raniąc siebie i wszystkich wokół. Niezły poziom dramatyzmu, prawda? [KONIEC SPOILERA]
Jak już wspominałam w przypadku tej książki trudno też mówić o konkretnych charakterach postaci. Teoretycznie mają przypisane jakieś cechy, jednak w gruncie rzeczy dotyczą co najwyżej zainteresowań postaci. Cassie lubi robić zdjęcia i studiuje coś związanego z prasą, a Jack kocha sport i jest przystojny – to najbardziej pewne rzeczy (czy wręcz jedyne pewne), dotyczące bohaterów.
Mimo wszystko wierzę, że „Rozgrywka” znajdzie pewne grono czytelników, które nie będzie narzekać na lekturę. Być może młode dziewczyny, które nigdy wcześniej nie czytały absolutnie niczego będą mogły zacząć z nią przygodę z literaturą: w końcu gdy książkę czyta się błyskawicznie i gdy historia jest prosta niczym budowa cepa czytelnik nie ma wrażenia, że powieść się dłuży, a to często jest największy zarzut takich osób. Ponadto być może osoba, która nie ma wysokich wymagać i chce po prostu poczytać cokolwiek, wyłączyć myślenie i tylko rozkoszować się wizją przystojniaka podrywającego niekoniecznie popularną dziewczynę też znajdzie w niej coś dla siebie.
To nie zmienia jednak faktu, że „Rozgrywka” po prostu nie jest dobrą książką. Nie posiada ani jednej cechy, dzięki której mogłaby do takowej aspirować. Podejrzewam, że przez posiadanie dwóch kolejnych tomów na półce sięgnę i po nie (w końcu czytanie tej pozycji zajęło mi może dwie godziny, nie zmarnuje wiele czasu), ale absolutnie nie spodziewam się wzrostu poziomu warsztatu Sterling.

pokaż więcej

 
2018-08-08 16:05:01
Dodała cytat z książki: Kości proroka
Czego właściwie chcesz od swojej matki, Margarito? Odkąd pamiętasz, czepiasz się jej i czepiasz. Co ci takiego zrobiła? Hmm, zastanówmy się. Może to, że przerzucała mnie jak przedmiot z Bułgarii do Polski i z powrotem, bo tak jej akurat pasowało? Do trzeciego roku życia mieszkałam w Polsce, bo matka zakończyła pracę w Egipcie. Z resztą zakończyła ją w samą porę – urodziłam się dwa dni po jej przylocie do Polski. Dobrze, że nie na pustyni albo na pokładzie samolotu. To by było dopiero coś.
 
Moja biblioteczka
561 309 1708
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (19)

Ulubieni autorzy (15)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (74)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd