Hersus 
comysleo.pl
Mól książkowy zaczytany w fantastyce :)
30 lat, mężczyzna, Wyszków, status: Czytelnik, dodał: 3 książki i 1 cytat, ostatnio widziany 16 godzin temu
Teraz czytam
  • Czarny Horyzont
    Czarny Horyzont
    Autorzy:
    Książka nominowana do Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego 2011 Szukaliśmy życia w Kosmosie. Zagłada przyszła z innego wymiaru Czas Gehenny. Europa jest trupem. Świat dogorywa. Jegrów nie wo...
    czytelników: 448 | opinie: 28 | ocena: 6,61 (249 głosów)
  • Dwie karty
    Dwie karty
    Autor:
    „Polska fantasy doczekała się kilku znakomitych uniwersów, a świat stworzony przez Agnieszkę Hałas właśnie się do nich zalicza. Żyje, oddycha i krwawi, a my wraz z nim”. Robert M. Wegner, pięciokrotny...
    czytelników: 1033 | opinie: 68 | ocena: 7,18 (289 głosów) | inne wydania: 3
  • Lek na śmierć
    Lek na śmierć
    Autor:
    Thomas wie, że DRESZCZowi nie można ufać, ale oni twierdzą, że czas kłamstw już się skończył, że zgromadzili w toku Prób wszystkie dane, jakie dało się zebrać, a teraz chcą przywrócić Streferom pamięć...
    czytelników: 9813 | opinie: 395 | ocena: 7,53 (4527 głosów) | inne wydania: 3

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-27 01:10:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Więzień Labiryntu (tom 2)

Mimo iż strzeliła mi już trzecia dyszka nadal z wielką przyjemnością zaczytuję się w młodzieżowej literaturze fantastycznej. Głównie dlatego, że jako jedyna tak duży nacisk kładzie na dynamikę akcji. Może nie powinienem do jednego worka wrzucać wszystkich książek z tego gatunku, ponieważ wiele tytułów jest dużo spokojniejszych. Jednakże miałem takie szczęście, że w moje ręce trafiły chociażby... Mimo iż strzeliła mi już trzecia dyszka nadal z wielką przyjemnością zaczytuję się w młodzieżowej literaturze fantastycznej. Głównie dlatego, że jako jedyna tak duży nacisk kładzie na dynamikę akcji. Może nie powinienem do jednego worka wrzucać wszystkich książek z tego gatunku, ponieważ wiele tytułów jest dużo spokojniejszych. Jednakże miałem takie szczęście, że w moje ręce trafiły chociażby „Igrzyska śmierci” albo też seria „Gone”, w których dzieje się naprawdę dużo. Dlatego właśnie chciałem dzisiaj nieco więcej opowiedzieć o drugim tomie „Więźnia labiryntu” zatytułowanym „Próba Ognia”, którego można postawić obok wyżej wymiennych pozycji. Tak dla przypomnienia autorem serii jest James Dashner.

Po tym jak Thomas wraz z grupa Streferów wydostał się z tajemniczego labiryntu mogłoby się wydawać, że wszystko się ułoży. Znaleźli w końcu swoją utopię, w której mogą być bezpieczni. Niestety wszystko to okazuje się tylko iluzją. Przed nimi kolejna próba i taka, przy której poprzednie przygody można porównać do spaceru po ogródku. Sami przekonają się, co zostało z ich ukochanej planety oraz jakie niebezpieczeństwa szykuje dla nich DRESZCZ.

Przyznam szczerze, że pierwszy tom przeczytałem dość dawno i pamiętam z niego naprawdę niewiele, ale jednego jestem pewien. Autor przeszedł samego siebie. Bardzo często kolejne tomy okazują się tylko cieniem tego pierwszego. Jednak w tym przypadku jest całkowicie inaczej. „Próba Ognia” staje się nie tyle płomykiem co stosem ofiarnym rozgrzewającym moje zainteresowanie ową serią nawet po tylu latach. Jak już we wstępie wspomniałem akcja rozkręca się tutaj w naprawdę zawrotnym tempie i bohaterowie nawet na chwile nie mają szansy naprawdę odpocząć. Bardzo mi się to podoba, ponieważ gdy już uważamy, że niebezpieczeństwo minęło atak przychodzi z najmniej spodziewanej strony. I tutaj właśnie objawia się wielka zaleta tej pozycji, czyli umiejętność Dashnera do kreowania zagrożeń. Nawet nie spodziewałem się, że można mieć tak niezwykłą, a czasami można by rzec spaczoną (w dobrym tego słowa znaczeniu) wyobraźnie. W końcu to, z czym będą musieli zmierzyć się Streferzy naprawdę potrafi przerazić.

Nie ma w tym jednak nic złego, bo jak to się mówi, co nas nie zabije to wzmocni. Podobnie jest tutaj. Nic, z czym będą musieli się zmierzyć nie jest przypadkowe. Wszystko zostało dogłębnie przemyślane i ma jakiś większy sens, chociaż nie od razu będzie nam dane dowiedzieć się jaki.

Najlepsze jest jednak to, w jaki sposób działa na wyobraźnie czytelnika. Nie wystarczy, że mamy szansę zobaczyć większy kawałek wykreowanego przez niego świata to razem z bohaterami zaczniemy odczuwać strach, niepokój oraz lęk o własne życie. Autor naprawdę potrafi grać na emocjach i robi to cały czas bawiąc się nie tylko naszymi uczuciami, co również uczuciami postaci niejednokrotnie rozdzierając ich między tym co słuszne, a tym co łatwe.

„Próba ognia” to naprawdę udana kontynuacja, która stała się dla mnie daniem głównym, po którym musi nastąpić deser. Pełno w niej akcji, niesamowicie wykreowanych bohaterów oraz niebezpieczeństw, których nie życzylibyśmy nawet największemu wrogowi. Nie mogę się doczekać, kiedy to poznam koniec owej historii, ponieważ mimo kilku odpowiedzi, które o trzymałem czytając tę część wiele zagadek czeka jeszcze na rozwiązanie.

Więcej recenzji na moim blogu. Link znajdziecie na profilu.

pokaż więcej

 
2018-08-26 19:27:59
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Więzień Labiryntu (tom 3)
 
2018-08-26 19:24:29
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Teatr węży (tom 1)
 
2018-07-26 23:06:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Mercedes Thompson (tom 8)

Zawsze trochę dziwnie patrzyłem na osoby, które mówiły, że kochają jakiegoś bohatera z książki. Przyznam, iż wydawało mi to się bardzo surrealistyczne i niemożliwe. W końcu miłość to uczucie zarezerwowane dla drugiej osoby, a nie postaci wykreowanej tylko i wyłącznie w głowie pisarza. Na szczęście każdy kolejny rok życia uczy mnie czegoś nowego. Dlatego od naprawdę niedawna zacząłem na to... Zawsze trochę dziwnie patrzyłem na osoby, które mówiły, że kochają jakiegoś bohatera z książki. Przyznam, iż wydawało mi to się bardzo surrealistyczne i niemożliwe. W końcu miłość to uczucie zarezerwowane dla drugiej osoby, a nie postaci wykreowanej tylko i wyłącznie w głowie pisarza. Na szczęście każdy kolejny rok życia uczy mnie czegoś nowego. Dlatego od naprawdę niedawna zacząłem na to uczucie patrzeć w nieco inny sposób, ponieważ miłość ta to tak naprawdę wyższy stan uwielbienia. W końcu nawet ja przywiązuje się do jakiegoś bohatera albo bohaterki, kibicuje mu od pierwszej części serii oraz razem z nim cieszę się z wzlotów, a smucę z każdym kolejnym upadkiem. Wzorowym przykładem tego jest nie, kto inny jak Mercedes Thompson wykreowana przez Patricię Briggs. Zapraszam na recenzję najnowszej książki z jej przygodami zatytułowanej „Zamęt nocy”.

Mogłoby się wydawać, że życie Mercy to sielanka. Pracuje jako mechanik samochodowy i to we własnym warsztacie, ma męża oraz grupę przyjaciół na których zawsze może liczyć. Niestety nie zawsze tak było. Wielokrotnie stawała w szranki z nadprzyrodzonymi istotami najróżniejszej maści. Jednakże to, z czym będzie musiała się zmierzyć tym razem może przerosnąć nawet ją. Na horyzoncie pojawi się Christy eksżona Adama. Zwłaszcza, że ucieka ona przed swoim byłym chłopakiem, który okazuje się nie do końca człowiekiem. Trupy zaczynają się ścielić naprawdę gęsto, a to oznacza tylko jedno. Kłopoty. Na domiar złego jeden z Szarych Panów zażąda zwrotu potężnego artefaktu, którego niestety Mercy nie posiada. Myślicie, że to już wszystko? Oj nie znacie autorki.

Patricia Briggs z każdą kolejną książką zaskakuje mnie coraz bardziej. Manewruje słowem równie wspaniale, co Michał Anioł pędzlem. W jej opowiadaniach nawet zwykłe codzienne obowiązki stają się czymś niesamowitym. Skoro już przy tym jestem to dopiero przy okazji tej części zauważyłem, że fabuła nie jest budowana tylko i wyłącznie na walkach oraz czasie między nimi. Dostrzegamy tutaj bohaterów, jako zwykłych ludzi z codziennymi problemami. Wielokrotnie bardzo błahymi. Takimi jak chociażby zmywanie po obiedzie. Niby nic niewielkiego, ale jednak dopełnia całości. Tak samo mają się jej subtelne opisy miejsc i ludzi nieźle działających na wyobraźnię.

Mamy również szanse zobaczyć jak pełnymi garściami czerpie z różnych kultur zgłasza, jeżeli chodzi o poszukiwania antagonistów. Tym razem mamy szansę lepiej przyjrzeć się wierzeniom z Wysp Kanaryjskich, a dokładniej z Teneryfy. Jak sami się przekonacie to nie tylko miejsce na urlop.

Bardzo dużo uwagi autorka poświęca również relacjom między bohaterami, których jest tu naprawdę sporo. Jednakże w żaden sposób się nie gubi i nie plącze w tej kwestii. Dość jasno mamy przedstawione, kto dla kogo jest kim i nie ma zabawy w żadne podchody. Może nad Christy można by było się zastanowić trochę, ale nawet ona staje się tu istotnym elementem. Gdzieś czytałem, w jakiejś recenzji, że jest zbędna i strasznie irytująca. Zgodzić mogę się tylko z tym drugim. Naprawdę potrafiła mnie i to nie raz wkurzyć do tego stopnia, że tylko czekałem, kiedy Mercy da jej w pysk. Niemniej jednak to właśnie to, co w niej najgorsze staje się tutaj najcenniejsze. W końcu wróg mojego wroga staje się moim przyjacielem. Po przeczytaniu książki będziecie wiedzieli, o co mi chodzi.

I oczywiście moja ulubiona pani mechanik. Jak jej nie lubić? Jak jej nie uwielbiać? Łączy w sobie wszystko to, co najlepsze. Delikatność, charyzmę, inteligencję, zaradność oraz niezwykły upór. Dodatkowo autorka pozwalała nam niejednokrotnie zagłębić się w jej psychikę i poznać, co nią tak naprawdę kieruje. Ma złote serce i naprawdę twardy tyłek. Potrafi walczyć o swoje szczęście oraz o tych, na których najbardziej jej zależy. Mercy rządzi.

Przyznam, że ciężko mi jest się do czegokolwiek przyczepić. Prawie wszystko zostało tu dopracowane i zapięte na ostatni guzik. No właśnie. Słowem kluczek na dzisiaj jest „prawie”. Ostateczne starcie z wrogiem nieco mnie rozczarowało. Nie żeby było nudne, ponieważ nie mogłem się przy nim oderwać od książki nawet na minutę, ale czegoś mi w nim brakowało. To tak jakbyście kupili najdroższego hamburgera na świecie, a smakowałby on jak zwykła kanapka z kotletem. Ja to mam dopiero porównania. W ogólnym rozrachunku chodzi o to, że spodziewałem się większego „ŁAŁ”. Czegoś epickiego ciągnącego się przez wiele stron, a tu wszystko zakończyło się zaskakująco szybko. Niestety.

Na zakończenie mogę powiedzieć tylko jedno „Zamęt nocy” to powieść idealna. Zrównoważona, trzymająca w napięciu i niezwykle interesująca. Wciągająca od pierwszych stron i puszczająca dopiero na słowie „Koniec”. Już nie mogę się doczekać następnych części. Mam nadzieję, że pojawią się w księgarniach jak najszybciej.

Więcej recenzji na moim blogu. Link znajdziecie na profilu.

pokaż więcej

 
2018-07-16 21:11:58
Ma nowego znajomego: modli
 
2018-07-16 21:11:47
Ma nowego znajomego: Emilybooks
 
2018-07-09 21:31:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cykl z Wampirem (tom 3)

Mało kto lubi zmiany. Najgorzej, jeżeli jest się wampirem na Pradze, a swoje ostatnie kilkadziesiąt lat „życia” spędziło się na uczciwej pracy oraz sporadycznym spijaniu cudzej krwi. Pewnie już się domyślacie czyją książkę tym razem wziąłem na warsztat. To najnowsze dzieło Andrzeja Pilipiuka zatytułowane „Wampir z KC”. Jak zawsze jest to zbiór opowiadań. Tym razem otrzymujemy aż dziewięć... Mało kto lubi zmiany. Najgorzej, jeżeli jest się wampirem na Pradze, a swoje ostatnie kilkadziesiąt lat „życia” spędziło się na uczciwej pracy oraz sporadycznym spijaniu cudzej krwi. Pewnie już się domyślacie czyją książkę tym razem wziąłem na warsztat. To najnowsze dzieło Andrzeja Pilipiuka zatytułowane „Wampir z KC”. Jak zawsze jest to zbiór opowiadań. Tym razem otrzymujemy aż dziewięć historii, a na deser mały bonusik.

Jak już wspomniałem w życiu Marka i Igora nadchodzą wielkie zmiany. Najlepiej by było powiedzieć, że czarne chmury, ponieważ spokojne do tej pory życie zaczyna się walić i to konkretnie. Czasy komuny się kończą, nadchodzi krwawy kapitalizm. Pora dostosować się do nowych warunków i nowego ustroju, ale jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach nie jest to takie proste.

Zanim jednak zacznę wypisywać wszystko, co mi na sercu leży pora wspomnieć, z czym tym razem tak konkretnie będą musiały się zmierzyć nasze wampiry. Tutaj trzeba przyznać czeka ich masa atrakcji. Zaczynając od niezwykle interesujących wczasów pracowniczych, na których pokażą swoją prawdziwą naturę pracoholika, przez nieuczciwe starcie z uzbrojonymi po zęby łowcami z Fundacji Van Helsinga po pazernego właściciela przedwojennej kamienicy. Prócz tego będą poszukiwali niezwykle cennego jak na tamte czasy skarbu oraz udowodnią, że jak się chce to można nawet w styczniu zbierać grzyby.

Po przeczytaniu tej książki przez głowę przeszła mi pewna myśl. Czy na polskiej scenie fantastycznej ktoś jeszcze pisze opowiadania? Pewnie każdy szanujący się pisarz zaliczył jedną albo dwie tego typu krótkie opowieści głównie pojawiające się w różnego typu antologiach. Jednakże tylko Andrzej Pilipiuk właśnie z nich zrobił swój znak rozpoznawczy. I trzeba przyznać, wychodzą mu one rewelacyjnie.

Ciężko naprawdę się do czegokolwiek przyczepić, ale jak to bywa w tego tupu dziełach często znajdzie się lepsze lub gorsze opowiadania. Nie będę tutaj wytykał, które mi nie podeszły do gustu, ale nie odpasowała mi pewna zmiana w nich. Zazwyczaj przepełnione one były humorem, oryginalnym pomysłem i pewnego rodzaju lekkością. Tym razem sporo w nich brutalności i to takiej niepasującej mi do Pilipiuka. Niemniej jednak przy takiej ilości słodyczy nawet ziarenko soli przestaje być wyczuwalne.

Bardzo ciekawym pomysłem jest również wplątanie innych bohaterów znanych z jego twórczości. Prócz dobrze wszystkim znanego Wędrowycza, którego nie mogłoby zabraknąć w przypadku spotkania wampirów to swój mały udział ma również Storm, poszukiwacz prawdy sprzed lat.

„Wampir z KC” to kolejny zbiór opowiadań udowadniający, że Wielki Grafoman przy takiej właśnie formie twórczości niema sobie równych. Ponownie w sposób prześmiewczy przedstawił nam czasy PRLu i pokazał jak się wtedy żyło. Spokojnie mogę go nazwać naszym własnym polskim Pratchettem. Mam tylko nadzieję, że nikogo tym stwierdzeniem nie urażę.

Więcej recenzji na moim blogu. Link znajdziecie na profilu.

pokaż więcej

 
2018-06-27 20:09:17
Ma nowego znajomego: Aneta Wiola
 
2018-06-26 20:44:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zastanawialiście się kiedyś czy literatura młodzieżowa doprawiona fantastyką może spodobać się dorosłym? Ja uważam, że tak. Musi się jednak za nią wziąć odpowiednia osoba. Kimś takim jest Anna Kańtoch tworząca dość specyficzny podgatunek literacki. Łączy on elementy horroru, thrillera oraz opowieści kryminalnej. Co jednak najlepsze autorka potrafi trzymać bardzo równy poziom niezależnie od... Zastanawialiście się kiedyś czy literatura młodzieżowa doprawiona fantastyką może spodobać się dorosłym? Ja uważam, że tak. Musi się jednak za nią wziąć odpowiednia osoba. Kimś takim jest Anna Kańtoch tworząca dość specyficzny podgatunek literacki. Łączy on elementy horroru, thrillera oraz opowieści kryminalnej. Co jednak najlepsze autorka potrafi trzymać bardzo równy poziom niezależnie od tego ile tomów napisze. Najwyższa jednak pora przedstawić najnowsze jej dziecko zatytułowane „Tajemnica godziny trzynastej”. Teraz powinniście usłyszeć charakterystyczny początek 5 symfonii Ludwiga Van Beethovena. W takim momencie znakomicie wywołuje ciarki na plecach.
Po tym, co Nina ostatnio przeżyła mogłoby się wydawać, że w pełni zasługuje na chwilę odpoczynku. Dlatego też, gdy wraz z trójka przyjaciół zostaje zabrana na ferie do niewielkiego miasteczka staje przed nią wizja raju na ziemi. Z dala od magii i nadprzyrodzonych istot zagrażających ich życiu gdzie mogą być po prostu dziećmi. Niestety los planuje dla niej coś całkowicie odwrotnego. Zwłaszcza, gdy budzi się ona całkowicie sama na piętrze tajemniczego budynku w całkowicie opuszczonym mieście. Nie byłoby w tym nić złego gdyby nie fakt, że nie pamięta jak się tam znalazła.
Przyznać muszę, że Anna Kańtoch potrafi zaskakiwać i to konkretnie. Sięgając po tę książkę sam nie wiedziałem, czego się spodziewać. Ciągłe wałkowanie tych samych tematów wielokrotnie okazuje się strzelaniem sobie w stopę. Dla pisarza to nic przyjemnego. Dla czytelnika jeszcze gorzej. Dlatego też nie małym zaskoczeniem było dla mnie zmienienie formy opowieści. Autorka działa, bowiem na dwóch frontach, a dokładniej w dwóch czasach. Pokazuje nam naprzemiennie poczynania bohaterów jak i ich skutki. Przez co czasami możemy się nieźle pobłąkać w samej opowieści, ale jak już zrozumiemy zamysł docenimy to, co otrzymamy.
Podoba mi się również zachowanie dziecięcej niewinności u Niny, Jacka, Tamary oraz Huberta. Mają w końcu naście lat. Nie ważne, że mają być tajną komunistyczną grupą uderzeniową. Nadal jednak są dziećmi. Dlatego na feriach zamiast tylko walczyć powinni bawić się, weselić i cieszyć odpoczynkiem. Prócz tego powinni przeżywać swoje pierwsze miłości. Nie są w końcu maszynami do zabijania, a zwykłymi ludźmi, którzy czasami ciężko radzą sobie z tłamszeniem emocji.
Samo miejsce też bardzo mi się podoba. Oddalone od świata miasteczko. Ponure, tajemnicze skrywające więcej niż widać to na pierwszy rzut oka. To idealne tło dla tej opowieści. Tym bardziej, że napięcie dawkowane jest już od pierwszych stron. I to w sposób subtelny i łagodny. W mojej głowie z każdym następnym rozdziałem pojawiało się coraz więcej pytań. Na kilka samemu udało się przed czasem odpowiedzieć na inne musiałem jednak cierpliwie poczekać.
„Tajemnica godziny trzynastej” to znakomita kontynuacja. Zrównoważona, ciekawa i nad wyraz dobrze przemyślana. W końcu to dość niezwykłe uniwersum. Czasy PRLu, komuna oraz tajne służby dbające o to, żeby nic, co wybiega poza normy nie ujrzało światła dziennego. Samo to potrafi wywołać niezłe ciarki, a jeżeli dorzucimy istoty nie z tego świata oraz nadprzyrodzone moce mamy naprawdę kawał dobrej opowieści.

Więcej recenzji na moim blogu. Link znajdziecie na profilu.

pokaż więcej

 
2018-06-23 00:06:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Marta Kisiel dała się poznać, jako pisarka nietuzinkowa. Posiadająca wielki dystans do życia i nieograniczone niczym poczucie humoru. Widać to chociażby w „Nomen Omen” jak i również w obu częściach „Dożywocia”. Jednak jej najnowsza książka miała być inna. Wiedziałem to już od samego początku, kiedy na facebooku pojawiła się grafika, która miała zagościć na okładce. Bardziej poważna, stonowana,... Marta Kisiel dała się poznać, jako pisarka nietuzinkowa. Posiadająca wielki dystans do życia i nieograniczone niczym poczucie humoru. Widać to chociażby w „Nomen Omen” jak i również w obu częściach „Dożywocia”. Jednak jej najnowsza książka miała być inna. Wiedziałem to już od samego początku, kiedy na facebooku pojawiła się grafika, która miała zagościć na okładce. Bardziej poważna, stonowana, momentami nawet mroczna. Sam tytuł też zbyt wiele nie mówił. Cała powieść była dla mnie nie lada zagadką, ale jak przystało na starego wyjadacza kreskówek kryminalnych wiedziałem, że muszę ja rozwiązać. Wynikiem tego mojego maleńkiego śledztwa jest oczywiście dzisiejsza recenzja.

Dżusi Stern przyjeżdża do rodzinnego Wrocławia by pomóc siostrze opiekować się mieszkaniem i kotem ciotki, która wyjechała sobie na urlop. Niby zadanie nie wydaje się zbyt trudne, wszystko jednak psuje wizyta tajemniczego antykwariusza. Moment ten staje się początkiem fali wydarzeń, które sprowadzą na siostry ogromne niebezpieczeństwo. Zwłaszcza, że historia rodziny Sternów pełna jest tajemnic, które tylko czekają aż ktoś je odkryje.

Przyznam szczerze, że na samym początku powieść ta jakoś mną nie wstrząsała. Nawet prolog, który miał być taką pierwsza zagadką do rozwikłania olałem i to kompletnie. Poznanie samej Dżusi wyglądającej jak seksbomba z czasopisma zdołował mnie doszczętnie. Nie mam pojęcia, czemu tak było, ale dosłownie modliłem się o to, żeby to nie była ona główną bohaterką. Nie wyglądała mi na kogoś, kto ma zbyt wiele do zaoferowania. Brakuje tylko małego Chihuahua i dostajemy plakat „Legalnej blondynki”. Uwierzcie mi, nadal bije się w pierś, iż tak stereotypowo podszedłem do tematu i nie zawierzyłem ałtorce oraz jej talentowi.

Na powieść tę najlepiej patrzy się z perspektywy całości, ponieważ dopiero wtedy nabiera prawdziwego wydźwięku i barw. Właśnie wtedy zaczniemy rozumieć najwięcej. Wystarczy jednak, że przeczytamy kilka pierwszych rozdziałów i zaczyna nam się klarować niezwykle barwny i ciekawy świat zaprezentowany przez ałtorkę. Niby taki zwykły dobrze nam znany. W końcu akcja dzieje się w jakiejś poniemieckiej kamienicy, w której spotkamy naprawdę dziwnych sąsiadów. I właśnie to lubię najbardziej. Mały promyczek magii zamknięty w szarym pudełku. Jak już wiele razy mówiłem nie jest trudno stworzyć coś od zera. Magiczną krainę rządzącą się swoimi prawami, w których my jesteśmy bogami. Najtrudniej opisać nasze otoczenie. Zwyczajną niczym niewyróżniającą się rzeczywistość i tchnąć w nią życie, kolor, smak, a nawet zapach. Może trochę przesadziłem, ale w książce wole czuć się jak gość oprowadzany po przyjacielsku, a nie członek gigantycznej grupy turystów wsłuchującej się w nudny głos przewodnika. Tym razem zostałem przywitany chlebem i solą.

Ciężko jest określić gatunek tej powieści, ponieważ akcja dzieje się na bardzo wielu frontach. Przede wszystkim to naprawdę dobrze wyważony kryminał, który przez długi czas trzyma w napięciu i namnaża w głowie czytelnika tysiące pytań. Dodatkowo to historia o życiu. Częściowo biografia bohaterów, którzy muszą się zmierzyć ze swoimi demonami przeszłości. Przepełniona bólem i cierpieniem opowieść o rodzinie, z którą wychodzi się najlepiej na zdjęciach, o przyjaźni oraz o tym, co tak naprawdę istotne jest w życiu.

Proszę Was tylko o jedno. Nie myślcie sobie, że to łzawa książka, do której nie powinno się podchodzić bez kilku opakowań chusteczek. W końcu napisała ją Marta Kisiel. Dlatego też nie mogło tutaj zabraknąć tutaj humoru. Jest on jednak subtelniejszy, bardziej ukryty niż ten, który poznałem w poprzednich jej dziełach. Znajdziemy go w samych postaciach, ale dopiero wtedy, gdy zauważymy kontrasty między nimi. Co najlepiej widać na przykładzie chociażby Dżusi i jej siostry Eleonory. Same relacje między siostrami też nieźle mogą czytelnika rozbawić tak jak i zasady narzucone przez ciotkę. Nie wolno zapomnieć o innych bohaterach, którzy też dołożą swoje cztery grosze w tej kwestii. Zwłaszcza, że zostali oni naprawdę dobrze wykreowani. Musicie jednak sami dostrzec, co tak naprawdę trafi do waszych serc.

Sam nie wiem, co mógłbym więcej napisać o tej książce. Jest naprawdę niezwykła. Może nie od początku się do niej przekonałem, ale z czasem pozwoliłem się wciągnąć w nurt opowieści i dosłownie zacząłem tonąć. Jednakże to nie powietrza potrzebowałem, a kolejnych zdań, kolejnych stron, kolejnych rozdziałów. I taka mała niespodzianka. Nie jest to uniwersum wyssane z palca, ponieważ pojawiają się tutaj osoby dobrze nam już znane, a zwłaszcza jedna z nich odgrywa bardzo istotną rolę. Czas jednak przeciąć tę dzisiejszą nić spoilerów i zaprosić serdecznie wszystkich do lektury tego niezwykłego dzieła. Niby różni się ono od poprzednich książek ałtorki, ale jest również powiewem świeżości w jej twórczości. Tak jak Aneta Jadowska zaprezentowała się z innej strony tworząc Magdę Garstkę tak i Marta Kisiel pokazała swoje inne oblicze przy pomocy sióstr Sternówek (obym tylko dobrze odmienił nazwisko).

Więcej recenzji na moim blogu. Link znajdziecie na profilu.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
467 204 1642
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (54)

Ulubieni autorzy (15)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (13)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd