Gracjan Triglav 
gracjantriglav.blogspot.com
Za pośrednictwem serwisu zaspakajam potrzebę wymiany wrażeń po lekturze.
32 lat, mężczyzna, Warszawa, status: Czytelnik, dodał: 7 książek, ostatnio widziany 2 minuty temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-19 21:11:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Korea Południowa. Republika żywiołów (2018) – Marcin Jacoby

Koreańczycy z Południa okiem polskiego sinologa, związanego z Koreanką. Książka jest bardzo dobra: przystępnie napisana, przemyślana, z właściwie zachowanymi proporcjami między zagadnieniami. Pozwala wyrobić sobie ogólne pojęcie o tamtejszym społeczeństwie albo przypomnieć znane już informacje. Skierowana jest do szerokiej rzeszy...
Korea Południowa. Republika żywiołów (2018) – Marcin Jacoby

Koreańczycy z Południa okiem polskiego sinologa, związanego z Koreanką. Książka jest bardzo dobra: przystępnie napisana, przemyślana, z właściwie zachowanymi proporcjami między zagadnieniami. Pozwala wyrobić sobie ogólne pojęcie o tamtejszym społeczeństwie albo przypomnieć znane już informacje. Skierowana jest do szerokiej rzeszy czytelników ciekawych świata.

„Książkę podzieliłem na trzy części. W pierwszej opisuję nieco sam kraj, ale koncentruję się na [...] relacjach społecznych, rodzinie, tradycyjnej duchowości i religii. Druga część przynosi solidną dawkę historii i historii politycznej Republiki Korei w XX oraz na początku XXI wieku. [...] Ostatnia część poświęcona jest zagadnieniom gospodarczym, technologii i konsumpcji” (str.15-16).

W blurbie przeczytamy, że tytuł który trzymamy w dłoniach, to „Pierwsza książka o Korei napisana przez osobę, która ten kraj zna, kocha i potrafi to przekazać”. Autor od czasu do czasu odwiedza Koreę, ma o niej szeroką wiedzę, ale patrzy na wszystko co się tam dzieje z zewnątrz, z perspektywy gościa, a na miejscu żyją i pracują, mają partnerów, dzieci, nierzadko od lat, mówiący po koreańsku rodacy*, którzy bez wątpienia mogą sporo powiedzieć o tamtejszej codzienności, nastrojach społecznych, przedłożyć masę anegdot i doświadczeń z bezpośrednich relacji z mieszkańcami półwyspu, reprezentującymi różne grupy wiekowe, zawody, klasy, itd. Przekazać te wszystkie szczegóły i niuanse jakich ta książka niestety nie zawiera (również z uwagi na jej przekrojowy charakter). Więc tak i nie. Autor podszedł do tematu uczciwie, zrobił swoje dobrze i ze smakiem, ale że żyjemy w świecie zglobalizowanym, przyzwyczajeni do osobistych książek, internetowych wpisów i nagrań video rezydentów, dzielących się z nami swoim życiem na obczyźnie na bieżąco, w najdrobniejszych detalach, z góry zakładamy, że by pisać o obcym kraju, trzeba w nim żyć. Poniekąd słusznie, ale ta książka jasno dowodzi że sporo można nadrobić inteligencją, zaangażowaniem, oczytaniem i zdrowym, analitycznym podejściem. Nie bez znaczenia jest też fakt, że dzięki swej żonie Jacoby mógł wszystko sprawnie weryfikować, a także dotrzeć do materiałów które dla osoby nieznającej koreańskiego są niedostępne.

Anna Sawińska** napisała o Korei dwie książki („W Korei” i „Za rękę z Koreańczykiem”), szkoda, że żadne duże wydawnictwo nie może zaoferować jej sensownego wynagrodzenia, nakładu i promocji. Jeśli znalazłaby czas, na pewno napisałaby opracowanie które spotkałoby się z szerokim uznaniem. W „Korei Południowej. Republice żywiołów***” brakuje opisów relacji międzyludzkich. Coś tam jest, ale o wiele więcej można podpatrzeć na szklanym ekranie****. (Nie ma nic np. o homoseksualistach, adopcji dzieci, presji społecznej odnośnie związków, uciekinierach z północy, itp.). Sawińska umiałaby się do tego odnieść.

Dużym plusem natomiast jest naszkicowanie najnowszej historii południowej części Półwyspu. Nie zawsze jest to lektura porywająca, ale wyraźnie pokazuje, że podział na dobrych Koreańczyków z południa i złych z północy nie jest tak do końca zasadny, a najgorsze co przytrafiło się tym ludziom, to fakt, że ich kraj stał się areną zmagań dwóch globalnych potęg: zbrodniczych reżimów komunistycznych i imperialnej polityki USA. Nie znaczy to oczywiście że grubasy z Pjongjangu rządzą mądrze.

Po lekturze książki Jacobyego, czytelnik chętnie sięgnąłby po jakiś zbiór reportaży dokumentujących koreańską rzeczywistość, poznał konkretne historie, przykłady zasygnalizowanych problemów, poczuł emocje z nimi związane, zadowalający byłby choćby przekład – ale nasz polski rynek w zasadzie nie ma nic do zaoferowania.



Jeśli książką będzie miała drugie wydanie, warto poprawić kilka zdań: str. 30 – papierowa podłoga (?) – była mowa o tym, że jej podkład stanowi nasączony olejem papier, chroniący przed wilgocią i dobrze przewodzący ciepło, ale sama powierzchnia użytkowa jest raczej drewniana (?); str. 62 – o przetarciu oczu (tryb Yoda); str. 103 – dziedzica (dziedzińca); str. 113 – powtórzenie informacji o sile konfucjańskiej wspólnoty; str. 146 – pismo koreańsykie (koreańskie); str. 240 – pierwsza, pierwszy, pierwszych (ostatnie słowo w kolejnym zdaniu warto by zastąpić synonimem); str. 268 – OK, ale czy ówczesny $ nie miał innej siły nabywczej?; str. 289 – zakłady FSO znajdują się na Pelcowiźnie, nie na Żeraniu (wbrew utartej opinii); str. 302 – tryb Yoda; str. 319 – brakuje przecinka w 17 linijce; str. 332 – autor się zaplątał; str. 346-347 – o jedzeniu psów z perspektywy człowieka Zachodu, zbyt krótko, zbyt mało wnikliwe – zupa z psiny i psia rąbanka to tematy zasługujące na szersze omówienie; str. 354 – e-sportów (e-sportu).

Autor wspomina o różnych zawodach, ale nieco szerzej rozpisuje się jedynie o sprzedawcach owoców i pracownikach biurowych, a przecież nie tylko dzięki nim ten kraj funkcjonuje.

Tak jak w poprzedniej książce, autor lubi użyć czasem mniej popularnych wariantów słów (tutaj np. mnisiego zamiast mniszego, itd.). Jeśli ktoś chciałby dodać to do listy błędów – nie ma to większego sensu.



* Facebookowa grupa Polacy w Korei liczy sobie 3835 członków – stan na styczeń 2019.
** Jej podcast, zatytułowany „Zakorkowani”, nagrywany 4-5 lat temu, wraz z Leszkiem Moniuszko (dostępny na https://www.podomatic.com/podcasts/zakorkowani i https://www.youtube.com/channel/UCWWhaw_BsNMA-YNwVPME_4A/videos) oraz wpisy na blogu i FB, to kopalnia wiedzy o współczesnej Koreii. W podobnym tonie utrzymana jest seria vlogów na kanale Pyra w Korei, Po polsku Po koreańsku (YT) i zapewne wielu innych, które można łatwo wyszukać. Ostatnio przypadkowo trafiałem na nagrania młodych Koreńczyków mieszkających w Polsce, ale są strasznie infantylne i nie czuję się ich targetem.
Mimo iż Korea leży daleko od Lechistanu, Polacy dzięki srogości carskiej polityki zetknęli się z nią dość wcześnie, rzucani na wschodnie rubieże Syberii, do Harbina i Mandżurii.
Ossendowski wspomina że Rosjanie na Dalekim Wschodzie zasadzali się na wędrujących samotnie Koreańczyków, przezywanych przez nich łabędziami (z uwagi na białe szaty, zresztą Jacoby też pisze że to jeden z ich ulubionych kolorów, rzekomo preferowany w codziennym ubiorze). Sieroszewski, którym w "Jakucku" zajmował się Książek, napisał przeszło sto lat temu: „Korea. Klucz Dalekiego Wschodu” (1905) – która z uwagi na okres w którym powstawała, ówczesny poziom wiedzy historycznej i antropologicznej (zapewne pełen błędów i przeinaczeń), wydaje się bardzo ciekawą lekturą (całość dostępna on-line: https://pl.wikisource.org/wiki/Korea._Klucz_Dalekiego_Wschodu). Książką w „Korei szerokopasmowej” zachwycał się Konrad Godlewski.
*** Flaga Republiki Korei zawiera cztery chińskie trygramy, symbolizujące ogień, ziemię, wodę i powietrze.
**** Autor wymienia w książce kilka koreańskich filmów, ja ze swej strony mogę polecić:
Lament (2016), Bezimienny Gangster, prawo czasów/Beom-joi-wa-eui Jeon-jaeng: Na-bbeun-nom-deul Jeon-seong-si-dae (2012) i anime Król świń (2011). Bardzo dobre produkcje, świetnie zrealizowane, mówiące sporo na temat tamtejszej obyczajowości. Z uwagi na tę ostatnią, a nie wartość artystyczną/rozrywkową, można krytycznym okiem obejrzeć: Vanishing Time: A Boy Who Returned/Ga-lyeo-jin Si-gan (2015), Braterstwo broni/Taegukgi (2004), Midnight Runners/Chungnyeon gyungchal (2017), Tajna misja w Seulu (2017). Jeśli ktoś to i owo o Kraju Spokojnego Poranka czytał, obserwowanie codziennych rytuałów i praktyk wplecionych w tamtejsza zwesternizowaną rzeczywistość będzie sprawiać mu wiele przyjemności. (Filmy wymienione w przypadkowej kolejności, tylko te które zapadły mi w pamięć).

pokaż więcej

 
2018-12-29 19:03:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Chiny bez makijażu (2016)

„Nie chciałem uciekać od tematów trudnych, ale starałem się powstrzymać od kategorycznych ocen, sugerując raczej, że na wiele kwestii można patrzeć z zupełnie odmiennych pozycji” pisze autor we Wstępie (str.8). Brzmi to bardzo asekuracyjnie, niemniej dobrze oddaje rozumowanie autora, który jest w tym co pisze bardzo obiektywny i wnikliwy, a sam tytuł („Chiny bez...
Chiny bez makijażu (2016)

„Nie chciałem uciekać od tematów trudnych, ale starałem się powstrzymać od kategorycznych ocen, sugerując raczej, że na wiele kwestii można patrzeć z zupełnie odmiennych pozycji” pisze autor we Wstępie (str.8). Brzmi to bardzo asekuracyjnie, niemniej dobrze oddaje rozumowanie autora, który jest w tym co pisze bardzo obiektywny i wnikliwy, a sam tytuł („Chiny bez makijażu”), choć kiepski, zdecydowanie trafia w sedno*.

Jeśli ktoś nie wie o współczesnych Chinach nic, jest kompletnie zielony – znajdzie tu sporo interesujących informacji, podanych w sposób przystępny, klarowny i sensowny. Osoba lepiej zorientowana, to i owo sobie przypomni, utrwali wiedzę, zyska potwierdzenie tego co znalazła w innych źródłach. A sinolog, specjalista – będzie nudził się jak mops**. Można narzekać że po wielu zagadnieniach autor raptem się prześlizguje, ledwie je szkicując, bez zgłębiania – ale inaczej się nie da (gdyby się o to pokusić, książka musiała by liczyć z 1000 stron i wyjść w dwóch tomach).

Początek nie wypada najlepiej, razi nieintuicyjna, dziwna interpunkcja, styl i tempo które mogą sprawdzać się na wykładzie, przy odczycie, podczas zajęć (i to tylko wtedy kiedy autor będzie korzystał z własnych notatek), taki sobie humor. Potem interpunkcja się standaryzuje, płynność wypowiedzi jest już zachowana, a jeśli nie – nabieramy nawyku ignorowania tych niedoskonałości. W dalszych partiach publikacji trafiają się linijki do poprawy, nieco słabsze, z wpadkami, ale ogólnie rzecz biorąc jest zaskakująco dobrze. Tak jakby autor początkowo niesiony entuzjazmem zaszalał, a potem nabrał bardziej rzemieślniczego podejścia. Czyta się dobrze, z zainteresowaniem.

Błędów w książce nie ma wiele, osobiście wychwyciłem jeden merytoryczny i drobiazgi które w zasadzie można by przemilczeć***. Biorąc pod uwagę charakter publikacji, jest to do przełknięcia.
Teks tyczy się historii, kultury i spraw bieżących, z uwagi na te ostatnie będzie się powoli dezaktualizował, pozostając świadectwem ze środka drugiej dekady XXI stulecia. (Np. teraz, w 2018, około dwóch lat po publikacji, w Białym Dom urzęduje już Trump, nie Obama).



W skrócie:
Plusem książki jest ogromna liczba podstawowych informacji (nie zawsze wykładanych w mediach jasno i z pełnym zrozumieniem dla chińskiej historii i obyczajowości).

Minus to słaby stylistycznie początek i fakt że tematy nie są bardziej rozwinięte, ale taka forma książki wyklucza szersze omówienie.

Brakuje dat, np. przy dynastiach, okresach.

Odnośnie jedzenia – nie padło nic nt. smażonych robaków, kotów gotowanych żywcem, psów obdzieranych ze skóry bez pozbawienia ich świadomości, mordowanych w sposób okrutny i wyjątkowo podły (kiedy nie idzie o futro, a tak jak się zdaje jest częściej, specjalnie tłucze się je w chorej wierze że dzięki temu ich mięso zyska na walorach spożywczych). Ktoś powie że to margines, niemniej fakty są takie że to się jednak dzieje. Stale i cyklicznie. Tytuł zobowiązuje – a tu to pominięto****.

Chiny bez makijażu – bez pudrowania, takie jakimi są.

Warto wydać na tę książkę pieniądze.



* Chociaż pewne kwestie przemilczano a wielu nie pogłębiono.
** Mopsy do Europy przywieziono z Chin, w XVI stuleciu.
*** Str. 52 – dokonanych (dokonanej)?; str. 83 – pismem tym samym (tryb Yoda); str. 116 – „[Niektórzy Chińczycy] zwracają się ku wierze – prawdziwej, szczerej, czystej” – oczywiście idzie o wiarę chrześcijańską... na str. 118 i 119 autor deklaruje że jest luteraninem, i że szczerze wierzy w słuszność chrześcijańskich nauk; sama wiara, w sensie szczerego przekonania (jako zjawisko) może jest i prawdziwa, ale już obiekt tej wiary nie; str. 123 – „pastylki M&M’s” – draże; str. 247 – rewolucji kulturalnej – pada dwa razy z rzędu; str. 249 – „Centrum Warszawy z kilkoma wieżowcami” – zależy o jakim Centrum mówi autor, czy idzie mu o ścisłe Centrum – tj. okolice Pałacu Kultury z przyległościami (kwartał Marszałkowska-Jerozolimskie-Emilii Plater-Świętokrzyska), Centrum w nieco szerszym rozumieniu – tj. przedwojenne Śródmieście (to co w granicach Okopów Lubomirskiego – czyli Muranów + przestrzeń między Wisła a Towarową, do Koszykowej, Pole Mokotowskie i Łazienki), czy też w bardzo szerokim – od Prymasa Tysiąclecia, wraz z tzw. Starą Ochotą, Polem Mokotowskim i Starym Mokotowem, oraz całym przedwojennym Śródmieściem)... jakby nie patrzeć, Warszawa jest obecnie drugim najwyższym miastem Europy, palmę pierwszeństwa dzierży póki co Moskwa, ale jeśli wierzyć starożytnym geografom, po drugiej stronie Vistuli to już Azja; w centrum Warszawy wznosi się nie kilka, ale kilkanaście albo kilkadziesiąt wieżowców (w zależności co za takowe uznajemy), i cały czas stawia się nowe; tylko teraz (przełom 2018 i 2019) powstaje między innymi Skyliner (195 m), Generation Park (140 m), Warsaw Hub (130 m), Central Point (86 m), Unit (202 m), Widok Towers (95 m) czy Varso (310 m), a co stoi to widać na Google Maps i panoramach; „Mordor” to nie przy ulicy Wołoskiej, ale wzdłuż Domaniewskiej i w jej okolicach; str. 253 – wolno stojący (wolnostojący); str. 265 – czy w Japonii nie mamy aby ujemnego przyrostu naturalnego??? Czy to nie jest kraj w którym sprzedaj się więcej pieluch dla dorosłych niż dla dzieci???; str. 295 – pada tutaj bardzo dziwne zdanie; str. 316 – „»bajki« o Chrystusie i zmartwychwstaniu” – niestety, użycie cudzysłowu i to co pada dalej wskazuje jednoznacznie na światopogląd autora, który warto by przemilczeć, przynajmniej tu; str. 381 – niezbyt szczegółowy opis reklamy zestawu fastfood „Dynastia Ming”, w której Jacoby dopatruje się rasizmu, wydaje się dużą przesadą, podobną do wrażliwości która cechuje państwo Izrael; str. 402 – ma (na); str. 416 – inne (powinno tu paść i n n e słowo, aby się nie dublowały); str. 428 – nasze-naszych (można by użyć np. przymiotnika polskich).
**** Bardzo chciałbym zrozumieć jakim cudem istnieje przyzwolenie na taką makabrę, a jeszcze bardziej życzyłbym sobie analogicznego końca dla każdego kto trudni się tym procederem, komu przechodzi przez gardło mięso tych stworzeń, kto stroi się w ich futra.
Ktoś powie, że u nas taki sam los spotyka karpie. I będzie miał niestety rację.
Nawet jeśli takie praktyki są w ChRL zjawiskiem marginalnym, to warto mieć na uwadze że chińską populację liczy się w miliardach (!). Skala horroru jaki spotyka corocznie miliony, jeśli nie miliardy, psów i kotów, jest niewyobrażalna. Ale większość ma to w dupie.



BONUS:
Warto przeczytać reportaże Petera Hesslera, autor mówi po chińsku, spędził w Państwie Środka sporo czasu, rozmawiał z setkami Chińczyków: „Przez drogi i bezdroża: Podróż po nowych Chinach” (2010) oraz „Kości wróżebne: Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin” (2006). Obie książki rozwijają wiele wątków poruszonych w „Chinach bez makijażu”.

Także „Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych” (2002/2008), napisane przez Liao Yiwu pozwolą zyskać pełniejsze, wnikliwsze spojrzenie.

W moim odczuciu to właśnie one mówią prawdę o współczesnych Chinach, o ciężarze historii i codzienności jaki spoczywa na barkach zwykłych obywateli, o kosztach jakie niosą ze sobą zmiany polityczne, społeczne, wielkie projekty i degradacja środowiska. Takich książek dostępnych w języku polskim jest oczywiście więcej (choćby tylko tych dwóch autorów – czytałem, warto się za nie brać). Jest sporo tytułów poważnych, zawierających więcej liczb i szczegółowych analiz (np. pozycje z bibliografii), ale powyższe pomogą bezboleśnie wgryźć się we wszystko to co w swojej pracy naszkicował Jacoby. W końcu ten typ literatury odwołuje się do emocji, a bez tego ciężko o pełne zrozumienie sytuacji drugiego człowieka.

+ materiały z YT (tytuły podaje bez zmian, oryginalna forma zapisu):

Chiny bez makijażu - rozmowa z Marcinem Jacoby
https://www.youtube.com/watch?v=iK5EMosLk6A


Powrót tradycji do chińskiej polityki i rzeczywistości -Prof. Bogdan Góralczyk i dr.Marcin Jacoby
https://www.youtube.com/watch?v=-pvmZcEFTMA

Świat chińskiego uczonego w Muzeum Narodowym (Dwójka)
https://www.youtube.com/watch?v=-96ap7-yq9Q

+ inne, np.:

Raport z Państwa Środka
https://www.youtube.com/channel/UC1v8Pb3mVVhctpado1zkY-Q

(W filmie traktującym o „krwawym plemieniu” mamy dokładnie pokazane to o czym pisze Jacoby nt. atrakcji turystycznych ChRL, inne kwestie, które stanowią rdzeń kanału, takie jak relacje biznesowe, streetfood, nowa architektura i urbanistyka, zagadnienia gospodarcze – także potwierdzają to co zapisano na kartach „Chin bez makijażu”).

+ filmy dokumentalne (tytuły w kolejności przypadkowej, wedle fraz dzięki którym można je odnaleźć w sieci):

Chiny. Spojrzenie od środka 01 Władza i ludzie - China. Inside 01 Power and the People
Chiny. Spojrzenie od środka 02 Kobiety - China. Inside 02 Women of the Country
Chiny. Spojrzenie od środka 03 Skażenie środowiska - China. Inside 03 Shifting Nature
Chiny. Spojrzenie od środka 04 Wolność - China. Inside 04 Freedom and Justice

Ponad Chinami China from Above (2015) - część 1 i 2
Apple - piekło chińskich fabryk 2013
Chiny - republika korupcji 2014 PL
Chiny vs USA - Wojna Imperiów TVRip XviD [Lektor PL]
Please vote for me Weijun Chen 2007
Punk po pekinsku
Chińskie Dzieci Żywy Towar
Chińskie Tempo Przemian - Ze Wsi Do Miasta
Chongqing - Największe Miasto Świata
Cities.on.speed.Shanghai.space.2009.Rozpedzone.miasta.Szanghaj.W.poszukiwaniu.miejsca.TVPinfo.RiP.MaKaRoN
Czerwoni-miliarderzy
Inna polowa nieba
Jak Chiny nabrały świat How China Fooled the World With Robert Peston (2014)
MACIERZYŃSTWO PO CHIŃSKU
Mardi Gras. Wyprodukowano w Chinach
Miejski szyk - Hongkong
Radosław Pyffel - prawdziwy obraz współczesnych Chin
W górę Jangcy
Tybet - Walka o wolność HD [Film Dokumentalny] Lektor PL
Tybet Chińskie Oszustwo

Szkola chinska i brytyjska - kto lepiej uczy_01
Szkola chinska i brytyjska - kto lepiej uczy (odc. 2)

grudzień 2018

pokaż więcej

 
2018-12-09 03:33:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mój mąż Żyd. Historie Polek w Izraelu (2018)

„Ta książka to niezwykłe historie Polek, które poślubiły Izraelczyków i zamieszkały w Izraelu” – kusi wydawnictwo Pascal, dodając na zachętę także nieco dramatyczne, egzaltowane zdania ze Wstępu. Inteligentnego czytelnika taki marketing raczej zniechęci, zwłaszcza jeśli dodatkowo przeczyta notkę o autorce: „Pracowała w magazynach »Viva!«, »Gala«,...
Mój mąż Żyd. Historie Polek w Izraelu (2018)

„Ta książka to niezwykłe historie Polek, które poślubiły Izraelczyków i zamieszkały w Izraelu” – kusi wydawnictwo Pascal, dodając na zachętę także nieco dramatyczne, egzaltowane zdania ze Wstępu. Inteligentnego czytelnika taki marketing raczej zniechęci, zwłaszcza jeśli dodatkowo przeczyta notkę o autorce: „Pracowała w magazynach »Viva!«, »Gala«, »Zwierciadło«, »Pani«, »Party«”.
Historie są raczej zwyczajne, prozaiczne, i podobne do siebie, a sama książeczka zbyt cienka by oddać sedno sprawy – ale warto dać jej szansę. Co prawda wprowadzenie i pierwszy rozdział w którym autorka przybliża swoje losy mogą zbudować w nas przeświadczenie, że właśnie wyrzuciliśmy pieniądze w błoto, i że nie będąc stałą czytelniczką wyżej wymienionych periodyków ciężko będzie nam dotrwać do końca, ale pozostałe teksty miło zaskakują.

(str. 11-34) Śledzie w walizce (Sylwia – autorka) – 2/10*
(str. 35-67) Czekając na deszcz (Ilona) – 9/10
(str. 69-95) Izraelski eksperyment (Ela**) – 9/10
(str. 101-124) Ile waży pies? (Miranda) – 8/10
(str. 125-143) Love pomóc każdemu (Justyna) – 7/10
(str. 145-170) Jak ujarzmić sefardyjczyka? (Karolina S.) – 6/10
(str. 171-195) Żona komunisty (Ewa) – 5/10
(str. 197-223) Hamas czy hummus? (Karolina M.) – 7/10
(str. 225-251) Jestem w niebie (Aviran – mężczyzna) – 6/10

Z rozmów usunięto pytania, wypowiedzi bohaterek (i jednego mężczyzny) przedstawione są w formie obszernego, szczerego monologu. Czyta się je całkiem nieźle, mogłyby zostać użyte w jakimś szerszym reportażu odnośnie życia w Izraelu, sytuacji tamtejszej Polonii, albo jako cykliczna publikacja prasowa, ale tu, obok siebie – wypadają zbyt podobnie (choć jest to niewątpliwie świadectwo klarownie wykładające pewne mechanizmy).

Sylwia Borowska pisze we Wstępie swojej książki tak: „jestem dziennikarką i interesuje mnie życie zwykłych ludzi. Co myślą? Co czują? Czy żyją historią i polityką, czy raczej obok nich? Chciałam aby o tym kraju opowiedziały mi swoim językiem Polki, które tam mieszkają od lat i wciąż odkrywają Izrael. Tak jak i ja zaczęłam go odkrywać, kiedy zakochałam się w Izraelczyku” (str. 9). Przydałoby się przywołać więcej szczegółów, pokusić się o szersze charakterystyki odpytywanych pań, odbyć więcej rozmów, dłuższych, bardziej pogłębionych, zdecydować na opisy przestrzeni w jakich funkcjonują... Gdyby zarysowałby się nam wyraźniej, odbiór książki przez wymagającego odbiorcę byłby lepszy, a ona sama zyskałaby na wartości. Po lekturze kilku wywiadów czuć, że autorka umie właściwie pokierować rozmową, uzyskać określone informacje i zredagować całość tak, aby miała sensowną formę. Szkoda tylko że nie poświęciła tym paniom więcej czasu. Chyba w tym tkwi różnica między artykułem w „Gali” czy „Party” a rzetelnym opracowaniem materiału na potrzeby książki, książki która powinna być bardziej reporterska i mieć więcej stron. Wyszedł średniak. Smoleński napisał kilka reportaży*** nt. izraelskiej rzeczywistości, z perspektywy Żydów, izraelskich Arabów, Palestyńczyków, i wcale nie musiał się z nikim żenić**** aby zrozumieć tamtejsze mechanizmy, fobie, antypatie i problemy. Po prostu bardziej się rozpisał.

Podobny pomysł na książkę miała Anna Sawińska („Za rękę z Koreańczykiem” 2014), choć tam szło o drugi kraniec Azji*****.



UWAGI: str. 27 – jakby zmienić tego Żyda sefardyjskiego na Sefardyjczyka, brzmiałoby to o wiele lepiej, dodatkowo autorka powinna zapisywać to określenie dużą literą, podobnie przy Aszkenazyjczykach; str. 29 – chyba hebrajskie (izraelskie) książki po polsku... (?!) gdyby naprawdę wydawali u nas książki po hebrajsku i cieszyły się sporym wzięciem, zdziwienie byłoby w pełni zasadne; str. 56 – „Internetu” – można to zapisywać śmiało małą literą (na pozostałych stronach zapis z dużej jest kontynuowany); str. 112 – zbędna kropka po wykrzykniku; str. 195 – tej (ten); str. 218 – „bynajmniej niekoszernych [polskich wędlin]” – z kontekstu wynika że idzie o produkty niekoszerne, ale w takim zapisie „bynajmniej” przeczy tej niekoszerności (powinno być: bynajmniej nie koszerne).
Pada tu niewielka liczba zdań nieco niezgrabnych, ale znajdują się głównie w wypowiedziach autorki, nie w samych wywiadach.



* Oceny odnoszą się do formy wypowiedzi i przekazywanych treści (ilości istotnych, ciekawych informacji, umiejętności właściwego zachowania proporcji między sprawami osobistymi a zagadnieniami kulturowymi i polityką, oraz ogólnego wrażenia).
** Ela Sidi – autorka „Izraela oswojonego” – który wprawdzie nie powala formą, ale jest książką szczerą i pełną istotnych informacji które pomogą zrozumieć współczesny Izrael, obszerną i pisaną z perspektywy osoby która naprawdę wie co mówi.
*** Izrael już nie frunie (2006), Arab strzela, Żyd się cieszy (2012), Oczy zasypane piaskiem (2014) i inne.
**** „Nie zrozumiesz, czym jest istniejące od 70 lat państwo Izrael, dopóki nie zakochasz się w mężczyźnie, który stamtąd pochodzi”.
***** Izrael bierze udział w Eurowizji, gra z europejskimi drużynami (tamtejszy związek piłkarski jest w UEFA) i ma zdecydowanie większe związki ze światem Zachodu, niż Wschodu – do którego przynależy.

pokaż więcej

 
2018-12-03 02:57:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż

Niedziela, która zdarzyła się w środę* (teksty z lat 1992-1996)

Zbiór tekstów dokumentujących realia polskich „dzikich lat 90-tych”, dekady transformacji, w której Polacy bardzo szybko chcieli doścignąć Zachód, często robiąc to na skróty, co dawało śmieszne bądź tragiczne efekty. Znakomita literatura faktu w lekko ironicznym wydaniu.

Piętnaście reporterskich opowieści o:
- reprywatyzacji...
Niedziela, która zdarzyła się w środę* (teksty z lat 1992-1996)

Zbiór tekstów dokumentujących realia polskich „dzikich lat 90-tych”, dekady transformacji, w której Polacy bardzo szybko chcieli doścignąć Zachód, często robiąc to na skróty, co dawało śmieszne bądź tragiczne efekty. Znakomita literatura faktu w lekko ironicznym wydaniu.

Piętnaście reporterskich opowieści o:
- reprywatyzacji przestarzałej, wrocławskiej fabryki Elwro, produkującej komputery; o ludziach którzy wzięli spore odprawy i próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości
- ogólnonarodowym cwaniactwie, objawiającym się w prywatnych ogłoszeniach prasowych
- skargach pisanych do rzecznika praw obywatelskich
- reakcjach na absurdalne propozycje amerykańskiego miliardera (prowokacja dziennikarska i zarazem wielki żart, jak się zdaje wzięty na poważnie)
- nocnych pogaduchach na falach RDC, problemach zrezygnowanych słuchaczy i ludzkich odruchach
- kapitalizmie po polsku (Tkaczyk, Tkaczykowa, zestresowani pracownicy i fabryka makaronu)
- nadwiślańskich mordercach, zabijających głównie przypadkiem lub w afekcie
- wielkich marzeniach obywatela małego Raciążka
- życiu w dolnośląskim Chojnowie
- prymitywnym Disco Polo, które błyskawicznie zdobyło uznanie 25-milionowego motłochu, i niestety trzyma się do dziś
- masturbacji (artykuł napisany w czasach kiedy publiczne podejmowanie tego tematu jeszcze kogoś szokowało)
- kiepskiej architekturze sakralnej pośrodku niczego – czyli Sanktuarium Maryjne w Licheniu, etap: zbiórka funduszy
- głodnych sukcesu sprzedawcach działających pod skrzydłami amerykańskiej firmy Amway, którzy odnaleźli w jej strukturach nadzieję i sens życia
- obcych słowach w mediach i mowie potocznej, oraz o zmianach w polszczyźnie lat 90-tych
- wielkiej, wstydliwej potrzebie jednego z czytelników reportażu „Onanizm polski” (anegdotka mogłaby zostać umieszczona jako dodatek do reportażu o masturbacji, tutaj pełni rolę zabawnego domknięcia)

Odbiór „Niedzieli, która zdarzyła się w środę” zależy od doświadczeń czytającego. Dla tych którzy żyli w tamtej dekadzie, którzy zapamiętali ją świadomie, lektura będzie bardzo sugestywna, będzie przywoływać konkretne obrazy, emocje, skłaniać do rozmyślań. Młodsi czytelnicy, niezaangażowani jeszcze wtedy w sprawy dorosłych, albo urodzeni już po roku 2000, zdani na narracje Szczygła, opowieści starszych i materiały audio-wizualne, siłą rzeczy podejdą do tej krótkiej książeczki z większym dystansem.

Większość tekstów ma charakter tragikomiczny. Można by stwierdzić, że to przygnębiająca lektura, ale humor tamtych czasów, zakorzeniony w specyfice regionu – równoważy te gorzkie informacje.

W reportażach z lat 92-96 uderza wszechobecna przaśność, prymitywna roszczeniowość oraz wyuczona bezradność, ciemnota i hipokryzja; równie mocno zaznacza się okrutne cwaniactwo i kombinatorstwo, materializm oraz źle ukierunkowane ambicje. Parweniusze, nowobogaccy, ci którzy stracili wszystko i ci którym nie wyszło, oraz nieliczne jednostki umiarkowane, które odnajdą się w każdych realiach: taki obraz polskiego społeczeństwa lat 90-tych wyłania się z tych reportaży. Niestety, jest to obraz bardzo prawdziwy.

Fraza Szczygła jest bardzo charakterystyczna. Krótkie zdania tworzą przemyślaną, dopracowaną narrację, bez zbędnych słów i dygresji. Szczere, a niekiedy i nieco bezczelne pytania, są tymi które sami chcielibyśmy zadać.
Pisząc pierwsze reportaże z tego zbioru Szczygieł (1966) miał 26 lat, ostatnie 30 – z tyłu książki (wydania III z 2017) kokieteryjnie zaznacza że pisał wtedy niedojrzale, niezbyt wnikliwie, ale to świetne teksty. Perełki.



* Na 9 str. znajduje się wyjaśnienie tytułu („Skoro przyjechał reporter, [...] więc wieczorem pójdziemy wszyscy do »prawdziwej pizzerii«. Zamiast w planowaną pierwszą niedzielę marca, w środę – będziemy jeść pizzę”).



UWAGI do wydanie III z 2017: str. 49 – „Kowalsky” – Kovalsky to by jeszcze jako tako wyglądało, ale lepiej byłoby zostać przy zapisie standardowym; str. 72 – autor tłumaczy się w przypisie, że dziś napisałby Rom, nie Cygan. Niepotrzebnie. To nie jest określenie pejoratywne (tak samo jak nie jest nim słowo Murzyn, które zresztą w książce pada), a to że Cyganie kradną, oszukują, mnożą się na potęgę i puszczają dzieci samopas – jest po prostu faktem. Cygański styl życia polega na żerowaniu na społeczności w jakiej się przebywa, i tylko część Cyganów zrywa z tą tradycją, choć nie jest to łatwe z uwagi na presję ich zamkniętych społeczności; czasownik cyganić ma takie a nie inne znaczenie nie bez powodu. Ta poprawność polityczna jest tu zdecydowanie nie na miejscu; str. 91 – przy „Krystal” i „Alexis” przydałby się przypis, że idzie o bohaterki opery mydlanej „Dynastia”; str. 87 – dzisiejsza młodzież, późniejsi milenialsi (pokolenie Y: urodzeni w latach 80-tych i 90-tych) mogą nie kojarzyć ani UD ani KPN (podobnie jak „Dynastii” czy „Niewolnicy Isaury”), ich świadomość polityczna przypada na czasy podziału Polski na PO i PiS; str. 94 – miliard starych złotych – a ile w nowych? (To samo); str. 148 – zdanie z ósmej linijki nie pasuje do wcześniejszego.



(Na setnej stronie pada że 7% ówczesnych Polaków – około 39 milionów – miało wykształcenie wyższe, obecnie to jakieś 21% (2017), a zdobycie go nie nastręcza już takich trudności jak wcześniej. Populacja nadal trzyma się mniej więcej na tym samym poziomie. Nadal pielęgnujemy stare patologie i twórczo rozwijamy te które przyniosły nowe czasy – jest o czym pisać).

pokaż więcej

 
2018-11-22 04:49:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Mundus

Człowiek yakuzy. Sekrety japońskiego półświatka (2016)

Biografia Makoto Saigo*, byłego yakuzy, którego mogliśmy poznać w poprzedniej książce („Tokio Vice. An American Reporter on the Police Beat in Japan” 2009), kiedy służył Adelsteinowi jako ochroniarz i kierowca. Podczas lektury poznamy kulisy przestępczych praktyk, mafijne zwyczaje i tradycje, główne mechanizmy rządzące środowiskiem,...
Człowiek yakuzy. Sekrety japońskiego półświatka (2016)

Biografia Makoto Saigo*, byłego yakuzy, którego mogliśmy poznać w poprzedniej książce („Tokio Vice. An American Reporter on the Police Beat in Japan” 2009), kiedy służył Adelsteinowi jako ochroniarz i kierowca. Podczas lektury poznamy kulisy przestępczych praktyk, mafijne zwyczaje i tradycje, główne mechanizmy rządzące środowiskiem, martwe ideały oraz brutalną rzeczywistość, powiązania z organami ściągania, krajowymi politykami, światem biznesu, a także sylwetki „najważniejszych bossów” i zwyczajnych płotek.

Język książki jest częściowo nieformalny, podobnie jak w poprzedniej publikacji, ale nie aż tak brawurowy, zbliżony raczej do tego co czytamy w reportażach poświęconych zagadnieniom kryminalnym, a tempo narracji, choć w wielu momentach trzyma w napięciu, wypada zdecydowanie mniej sensacyjnie. Tym razem tekst nie jest osobisty. Autor nie pisze go już własną krwią, potem i sake zmieszanymi z popiołem z goździkowych papierosów. Przekłada się to na spokojniejszy styl, w którym skupia się na swoim bohaterze, losach jego kolegów po fachu, wrogów, i zmieniających się realiach – które są kluczowe dla rozwoju wypadków i tego jak potoczyła się kariera Saigo.
Przy „Zemście yakuzy” tłumacz ewidentnie zaszalał, i świetnie to wyszło – „Człowiek yakuzy” jest bardziej standardowym materiałem. Zdaje się że w obu wypadkach oddano dobrze intencje autora. Prawie, bo tutaj troszkę tłumaczce, redakcji i korekcie umknęło. Jeśli idzie o wpadki autora, to zdecydowanie zbyt często powtarza wcześniej przedłożone informacje, albo zwyczajnie je dubluje. Czasem dzieli je kilka linijek, czasem kilka-kilkadziesiąt stron. Robi to bardzo złe wrażenie, jakby tekst nie został należycie przejrzany i puszczony do druku w wersji beta**.

Jeśli idzie o historię Saigo – czytelnik powinien być usatysfakcjonowany, zachowano dobre proporcje. Odnośnie informacji pobocznych, związanych z historią yakuzy, pewne kwestie aż proszą się o podjęcie lub rozwinięcie – jeśli nie w tekście głównym, to chociaż w dodatkach. Przydałoby się choć kilka zdań o korzeniach yakuzy, jej genezie, o tym jak się kształtowała. O tym jak westernizacja Japonii wpłynęła na idee społeczne które sięgają okresu sakoku (1633-1853), kiedy Nippon był zamknięty dla cudzoziemców, oraz czasów wcześniejszych. (Pewne kwestie są oczywiste, wielu można się domyślać, ale ciekawie byłoby poznać zdanie człowieka który żyje tam na co dzień, pośród Japończyków, zna język, i może wniknąć w te zagadnienia głębiej, chociażby rozpytać lokalnego historyka czy antropologa).
Autor mógłby napisać coś więcej o Koreańczykach, „obcych” w japońskim społeczeństwie, które uważa się za „czyste” i jednolite, a przynajmniej to chce za takie uchodzić. Często można przeczytać że yakuzowie uważają się za spadkobierców tradycji samurajów, kodeksu bushido, odwołują się do tradycyjnych wzorów, buddyzmu w wydaniu japońskim i shinto. Jak odnajdują się w tym potomkowie przymusowych robotników z Korei, Chin czy Tajwanu? Zwłaszcza Koreańczycy, którzy także mają irracjonalną obsesję na punkcie czystości krwi i wyjątkowości swojej nacji? To jest temat na świetny reportaż.


ODBIÓR TEKSTU – 8.5/10
STYL – 8/10
INFORMACJE I MERYTORYCZNOŚĆ TEKSTU – 7/10
JAKOŚĆ TEKSTU (BŁĘDY I POMYŁKI) – 5/10






* Adelstein pisze we wprowadzeniu: „większość imion i nazwisk [bohaterów] [...] została zmieniona. [...] zmieniłem także lub pominąłem wiele szczegółów z ich życia osobistego [...]. Zdecydowałem się też wprowadzić pewne zmiany w opisie przebiegu lub porządku chronologicznym kilku wydarzeń, aby utrudnić ich rozpoznanie uczestniczącym w nich osobom” (str. 8).
Czy to jest nadal literatura faktu? Oczywiście tak się robi – tworzy się z trzech postaci jedną, dodaje zdania które nie padły, usuwa zbędne – to norma. Czasem takie działania pogwałcają ramy i idee reportażu, czasami (jak tu) wydają się koniecznością. Mimo że autor zdecydował się na takie kroki, tekst nadal obrazuje kluczowe mechanizmy, a o to chodzi.

** Uwagi do wydania I, WUJ (2018): str. 35 – „Gaido wszystkich Gaidos” – w oryginale zapewne Gaido of all Gaidos, tłumaczka bezsensownie zostawiła na końcu s, które w angielskim robi liczbę mnogą, powinno być Gaido wszystkich Gaidów; str. 38 – odwiedzin w burdelach (odwiedzin burdeli, wypadów do burdeli?); str. 39 – nazwę organizacji (Jiritsusha) pomylono z nazwą dzielnicy (Shinjuku) + na tej stronie pada też informacja że Jiritsusha powstała przed II wojną światową, na str. 41 z kolei mamy taką informację – poprzedniczkę Jiritsushy założono w 1941 r. różnie się liczy początek II wojny światowej, dla Amerykanów zaczęła się po Pearl Harbor, dla Sowietów kiedy Hitler zadecydował że Polska to za mało, a Cesarstwo Japonii wojowało nieustannie, od końca XIX stulecia – jakby tego nie liczyć, poprzedniczka powinna powstać co najmniej dekadę wcześniej; str. 44 – mowa jest o rosyjskiej ambasadzie, było to zaraz po 1984 (ale przed 1992), mogła więc tam być jedynie placówka ZSRR; str. 47 – powtórzenie informacji o soaplandzie – dwa razy to samo, na tej samej stronie; str. 92 – „ludzi przypisywania ludzi” – pierwsze „ludzi” do usunięcia; str. 161 – zmierz (zmierzch); str. 183 i 184 – ta sama informacja o kobietach w tradycyjnych strojach serwujących piwo i sake; str. 191 – kolejne powtórzenie informacji o tym że Yakuza i świat polityki są bardzo blisko; 192 – „także”? + powtórzenie informacji o manipulacji głosami, „zmarli nie głosują”; str. 206 – tu i na kolejnych stronach, oraz w dalszych partiach tekstu pojawia się pseudonim inspektora Midorigawy – Greenriver (Zielona Rzeka), jest to najprawdopodobniej tłumaczenie z japońskiego dla czytelnika anglosaskiego, które pani Gutowska-Nowak powinna przełożyć, analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku gangstera o ksywce Purple (Fioletowy), Japończycy (podobnie jak Koreańczycy czy Chińczycy, i nie tylko oni) praktycznie nie rozróżniają dźwięków R i L, nie wychwytują różnicy, ciężko im wymówić poprawnie słowa które mają L i R – byłoby bardzo dziwne gdyby dobrowolnie łamali sobie języki; str. 229 – zamieszczono (zamieszczano); str. 247 – urządzony (urządzonego); str. 255 – najpierw informacja o spotkaniu na neutralnym gruncie, a zaraz potem że to terytorium yakuzy (!?) – sprzeczność – chyba że idzie o terytorium innej grupy, ale takiej informacji nie dostajemy; str. 256 – powinien czy nie powinien? Z kontekstu bardziej wynika że to drugie; str. 269 – po raz kolejny (i nie ostatni, trzeci raz robi to na str. 278) Adelstein przytacza japońskie porzekadło o tym że koniec środków na koncie oznacza też koniec związku; str. 286 i 287 – na jednej jest że Saigo kupił mieszkanie, na kolejnej że wynajął; str. 304 – „przenosić je [na] półkę” – brak przyimka. Jeśli tekst Jake’a Adelsteina powstawał w Wordzie (a tak zapewne było), to jest tam opcja FIND (ctrl+f) – czemu autor z niej nie korzystał? Czemu redaktor puścił to w takim stanie do drukarni?

Poza tym co wymieniono wyżej (a są to w zasadzie drobiazgi) tłumaczenie Barbary Gutowskiej-Nowak robi bardzo dobre wrażenie. Gorzej z błędami narracyjnymi Adelsteina.

Tytuł oryginału to: „The Last Yakuza: A Life in the Japanese Underworld” (Ostatni yakuza: życie w japońskim podziemiu/świecie przestępczym/półświatku). Zdaje się, że gdyby Adelstein chciał aby tytuł brzmiał tak jak po polsku, podpisałby plik: The Man of Yakuza. Secrets of Japanese Underworld... Tytuły książek Amerykanina budzą skojarzenia ze światem filmu, i czuć w tym ewidentną celowość, jakąś przekorę i grę z czytelnikiem – czemu kolejny wydawca sobie na to gwiżdże, nie wiadomo...

Według księgarni Amazon książka wyszła w 2016, data oryginału z polskiego wydania to 2018, prawdopodobnie za podstawę tłumaczenia posłużyło drugie lub trzecie wydanie.



BONUS: W „Dziwnych kamieniach” (2013) Petera Hesslera jest krótki, ciekawy tekst poświęcony Jake’owi Adelsteinowi, przybliżający jego postać i pomysł na siebie.

pokaż więcej

 
2018-11-04 17:11:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Sulina

Naddniestrze. Terror tożsamości (2018)

Ciekawa, dobrze napisana książka. Gdyby tytuł był mniej jasny, jak to często bywa w przypadku pozycji wydawnictwie Czarne, alternatywny podtytuł mógłby brzmieć: Zrozumieć Naddniestrze.

Autor (rocznik 1986), który odwiedzał Pridniestrowie kilkakrotnie, odbył staż na lokalnym uniwersytecie i pracował na miejscu jako korespondent, przybliża nam historię...
Naddniestrze. Terror tożsamości (2018)

Ciekawa, dobrze napisana książka. Gdyby tytuł był mniej jasny, jak to często bywa w przypadku pozycji wydawnictwie Czarne, alternatywny podtytuł mógłby brzmieć: Zrozumieć Naddniestrze.

Autor (rocznik 1986), który odwiedzał Pridniestrowie kilkakrotnie, odbył staż na lokalnym uniwersytecie i pracował na miejscu jako korespondent, przybliża nam historię regionu, opowiada o genezie para-państwa, mechanizmach jakie nim sterują, niuansach gospodarki, polityce, lokalnej tożsamości*, i roli jaką odgrywa jako zachodni bastion Rosyjskiej Federacji, twór poza zasięgiem organów prawa międzynarodowego, oraz cierń w ciele Mołdawii. Przytacza niezliczone kurioza, dzięki którym NRM funkcjonuje i ma się dobrze, oraz długo jeszcze nie przejdzie do historii.

Za wyjątkiem odniesień do prozy Sienkiewicza i wspomnieniem kabaretu Tey na domknięciu, nie ma w książce odwołań do polskich realiów, nie ma tu nieprzetłumaczalnych gier słownych ani zbędnych udziwnień, język jest czysty i klarowny – tym samym stanowi idealny materiał dla tłumacza. Zachodni autorzy nie rozumieją rzeczywistości postradzieckiej tak dobrze jak polscy historycy czy reportażyści, nie drążą tak skutecznie i wiele im umyka, dlatego książką Oleksego byłaby dla tamtejszych odbiorców interesującym opracowaniem, przydatnym w zrozumieniu tego co dzieje się na peryferiach ich świata.

Podsumowując: dużo faktów, obiektywne spojrzenie, dystans i przyjazna, przystępna forma – świetna, aktualna książka która odkłamuje popularny mit Skansenu ZSRR.



* Naddniestrzańska tożsamość, rozumiana jako przywiązanie do pewnych idei, określonego stylu bycia, jednocześnie hamuje lokalny rozwój jak i przyczynia się do bytności republiki, stąd taki a nie inny podtytuł.

Naddniestrze nie ma innej tradycji, więc pozostało przy radzieckiej – to jednak tylko otoczka wizualna, kwestia pewnego smaku i estetyki, a nie pielęgnowanie komunizmu, wraz z jego ideami i celami. Tutaj normalnie odbywają się wybory, dochodzi do regularnych zmian na stołkach, a gospodarka rządzi się morderczymi prawami kapitalizmu. Idzie bardziej o prorosyjskość. W takim ujęciu terror tożsamości jest ograniczeniem wynikającym z identyfikacji rusko-radzieckiej, „internacjonalistycznej”, w tej wersji internacjonalizmu w której ruski robi za język międzynarodowy – poczuwanie się do bycia częścią tzw. ruskiego mira, co w oczywisty sposób przekłada się na ciepły stosunek do Imperium, które w tej narracji było po prostu inną formą ZSRR, gdzie inaczej rozłożono akcenty, a obecnie do Federacji Rosyjskiej, która jest kolejną mutacją). Plus zadeklarowaniu uznania dla konserwatyzmu obyczajowego, rozgraniczenia ról wedle kryterium płci, przywiązania do lokalnego kolorytu, prawosławia. Temat rzeka.


UWAGI do I wydania (2018): str. 94 – liczbę (liczbą); str. 98 – możliwe, niemożliwe – stylistyka; str. 167 – wielki (wielkie); str. 211 – „Albo tak chciał to pokazać” – tak chciał się zaprezentować, za taką osobę uchodzić, itd.; str. 236 „ [naddniestrzański, a może statystyczny?] Pięćdziesięciolatek przeżył tutaj pół życia” – mógł się urodzić nad Dniestrem, przyjechać mając zaledwie kilka lat, albo później... zabrakło tu kilku słów doprecyzowujących tę kwestię; str. 246 – zadaje (zdaje); str. 280 – swą (swe). Dopracowany tekst.



BONUS – materiały audiowizualne:


(2015)

Naddniestrze 1/2 "Co to jest, gdzie, dlaczego i po co?" | Ryczek opowiada (#4)
https://www.youtube.com/watch?v=Y9coPXF9njw

Naddniestrze 2/2 "A jak to wygląda wewnątrz?" | Ryczek opowiada (#4)
https://www.youtube.com/watch?v=k0rfSF4kGeo


(2018)

Państwa których nie ma na mapie - Naddniestrze
https://www.youtube.com/watch?v=vH44DH5dWg8

Nieistniejące państwo - Naddniestrze
https://www.youtube.com/watch?v=ImABN8nGiOI

Naddniestrze - cerkiew, parada, lunapark
https://www.youtube.com/watch?v=cJIDjhFTKO8

Naddniestrze - granica, kołchoz, statek
https://www.youtube.com/watch?v=Li7P8qTDFzw

Naddniestrze - jaskinie, Rybnica
https://www.youtube.com/watch?v=wc6uAgdpgYY&t=948s

Naddniestrze - Dzień Niepodległości
https://www.youtube.com/watch?v=HmRCjcfl6N4&t=186s

Wywiad z Romanem - Naddniestrze
https://www.youtube.com/watch?v=yhWY2eEGt-A


(2017)
Mołdawia: kraina wina i tanków #4 Naddniestrze - Bendery - Marian na świecie
https://www.youtube.com/watch?v=YNNma7nzcvI

Mołdawia: kraina wina i tanków #5 Naddniestrze - Tyraspol - Marian na świecie
https://www.youtube.com/watch?v=1ACYGPaeWvA

Mołdawia: kraina wina i tanków #6 W drodze - Marian na świecie
https://www.youtube.com/watch?v=KN6xKhm-_04


(2014)

Plastikowe monety w Naddniestrzu
https://www.youtube.com/watch?v=ceOsOi9g_28


(2018)

(film propagandowo-promocyjny)
Документальный фильм "28 фактов о Приднестровье"
https://www.youtube.com/watch?v=aZckG5y2d9g

(materiał patriotyczny, ku pokrzepieniu serc)
Военная приемка. «Наши в Приднестровье». Часть 1
https://www.youtube.com/watch?v=iVFF6pDXZiU


+ inne nagrania, bo jak się okazuje ostatnimi czasy filmów przybywa

O Naddniestrzu można również poczytać w reportażach Hugo-Badera, w książce „Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej”, „Granicach marzeń. O państwach nieuznawanych” oraz w zbiorku reportaży „Europa.Stop.Wschodnia.Stop.” – warto też zajrzeć do pozycji z obszernej bibliografii, ale nie będzie to zapewne tak przyjemna lektura jak przy powyższych tytułach.

pokaż więcej

 
2018-10-21 20:36:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Konfucjusz. Lun Yu. Rozmowy (?)

Podstawą dla polskiej wersji jest stare tłumaczenie pt. „Konfuzius, Gesprache (Lun Yu)” dokonane przez niemieckiego misjonarza* i sinologa, Richarda Wilhelma (1873-1930), który opatrzył je przedmową, nagłówkami, wtrąceniami z innych źródeł i licznymi komentarzami**. Z niemieckiego książkę przełożyła Agna Onysymow (2017).

Na str. 49, w przedmowie – przeczytamy:...
Konfucjusz. Lun Yu. Rozmowy (?)

Podstawą dla polskiej wersji jest stare tłumaczenie pt. „Konfuzius, Gesprache (Lun Yu)” dokonane przez niemieckiego misjonarza* i sinologa, Richarda Wilhelma (1873-1930), który opatrzył je przedmową, nagłówkami, wtrąceniami z innych źródeł i licznymi komentarzami**. Z niemieckiego książkę przełożyła Agna Onysymow (2017).

Na str. 49, w przedmowie – przeczytamy: „Rozmowy Konfucjusza albo Lun Yu w dzisiejszej postaci – abstrahując od pewnych późniejszych odmian tekstu – pochodzą spod pióra Dzong Huana żyjącego w latach 127-200. Do redakcji tekstu posłużyły mu trzy źródła [z państw Lu i Tsi]”. Konfucjusz (Kong Fuzi – Mistrz Kong) żył między 551 a 479 rokiem p.n.e. – więc są to materiały z drugiej i trzeciej ręki, spisane przekazy ustne, które nie mogły zachować się słowo w słowo. Mistrz sam niestety nic nie zapisał – sytuacja taka sama jak w przypadku ewangelii Nowego Testamentu, Koranu czy dziesiątek innych, mniej popularnych pism filozoficznych, podróżniczych i naukowych, które nawet po utrwaleniu w formie pisemnej, były dalej modyfikowane***.

Myśl konfucjańska wywarła trwały wpływ na społeczności Chin, Japonii, Korei i Wietnamu, jeśli więc kogoś interesują problemy socjologiczne i gospodarcze któregoś z wymienionych krajów, korzenie tamtejszych relacji międzyludzkich i biznesowych, znajdzie tu ich podstawy. Może być jednak rozczarowany, bo ani forma ani treść tych refleksji nie chwytają za serce. Nie poruszają głębią ani błyskotliwością, choć niewątpliwe płynące zeń wnioski są na ogół słuszne. Nie są jednak tym czego spodziewamy się po postaci otaczanej tak wielkim kultem. Może to dlatego że z upływem lat rosną wymagania, wszystko staje się bardziej złożone, wyrafinowane, mniej oczywiste. Standard życia się podnosi, i dziś statystyczny pan Zhang czy Lee, ma nieporównywalnie większy dostęp do wiedzy, sztuki i literatury.
Proste oczywistości, których ustalenie jednym jednostkom zajmuje więcej, innym mniej, zaczątki psychologii – można by podać jeszcze klarowniej, albo wpleść w bardziej rozbudowane narracje, w obydwu przypadkach podniosłoby to atrakcyjność przemyśleń mistrza Konga, przynajmniej dla współczesnego odbiorcy spoza chińskiego kręgu kulturowego, który ma w prawdzie taką samą emocjonalność, lęki i dążenia, ale odmienny bagaż kulturowo-społeczny.
„Lun Yu” czyta się szybko, w tej edycji czcionka jest naprawę spora a odstępy między „złotymi myślami” niemałe – nie stanowi więc wyzwania, choć przy niejasnych fragmentach trzeba będzie kilka razy troszeczkę zwolnić. Ich kontekst wraz z upływem tysiącleci uległ zatarciu, niekiedy zaś winy należy upatrywać w tłumaczeniu, opartym na innym tłumaczeniu, które ma już swoje lata. (Pytanie czy nie lepiej oprzeć się na bliższej naszym czasom translacji angielskiej, albo pokusić o przekład bezpośrednio z oryginału?).

Zbiór myśli konfucjańskich wydaje się bardzo chaotyczny, nieprzemyślany, sprawia wrażenie prywatnych notatek z których dopiero powstanie coś dla potomnych. Dla wychowawcy, który będzie rozwijać te myśli przed podopiecznymi, bądź używać jako efektownych cytatów – „Lun Yu” się nada, ale jako lektura wypada blado.



Kto wie na czym polega konfucjanizm****, choćby pobieżnie, nie będzie zaskoczony treścią „Lun Yu”. I jeśli po lekturze dojdzie do wniosku że mógł przy tej wiedzy pozostać, to zarzucenie mu ignorancji byłoby sporym przejawem głupoty.

Myśl konfucjańska skupia się na doczesności, na pomyśle na sprawnie działające rodziny, społeczności i państwo – na pewnej stałości, w którą wpisany jest częściowo kulturowy zastój oraz patriarchat. Podtrzymaniu tradycyjnych, feudalnych stosunków – w których każdy ma swoje miejsce. Nie jest wcale a wcale fanatyczna, skrajna ani kierowana jakąś irracjonalną mizoginią. Niczego takiego tu nie ma – a jeśli ktoś tak to odczytuje, to jest w nim wiele złej woli. (Zupełnie inną kwestią jest fakt że nie jest to koncepcja idealna).
Sam Konfucjusz nie był natchnionym mędrcem żyjącym w oderwaniu od codzienności, żądnym czci dyktatorem czy samozwańczym prorokiem. Przeciwnie, żartuje i zdaje się być bardzo ludzki, wyrozumiały, niepozbawiony drobnych wad i słabostek. Nie ma tu wystarczającej liczby materiału aby stworzyć jakąś wiarygodną charakterystykę, ale mi osobiści skojarzył się z Tenzinem Gyatso, XIV-tym dalajlamą. To ten sam sposób bycia.

Oprócz tego jak zachować ład społeczny i porządek w państwie, znajdziemy w „Lun Yu” sporo odnośnie cnót i przywar, jakby żywcem zaczerpniętych z filozofii stoików.

Konfucjusz propaguje zachowanie tradycyjnego modelu rodziny, z jasnym podziałem ról, altruizm, dyscyplinę, hart ducha, lojalność, poczcie obowiązku, umiar.
Krytykuje brak perspektywicznego myślenia, zbędną przemoc, uleganie niskim popędom, arogancję, porywczość, głupotę, formy bez treści (między innymi pobożność na pokaz).
Nie widzi sensu w modlitwie, dostrzega go wyłącznie w działaniu. Obrządki religijne są dla niego ważne jako element tradycji, albo przejaw czci jaką oddaje się innym lub dziełu stworzenia. Jako uzewnętrznienie pewnych postaw.



Mądrości Mistrza Konga (selekcja subiektywna):

„Rzadko się zdarza, by człowiek był pełen szacunku i posłuszny, a jednocześnie lubił się przeciwstawiać swym zwierzchnikom. Nigdy się jeszcze nie zdarzyło, by ktoś, kto nie lubi się sprzeciwiać zwierzchnikom, zbuntował się” – słowa Yu Jo, ucznia Konfucjusza (str. 55-56)

„Sięganie do błędnych nauk jedynie szkodzi” (str. 69)

„Weźmy na przykład pagórek, który jest gotowy po ostatni kosz ziemi; jeśli na tym koniec, oznacza to dla mnie bezruch. Weźmy dla porównania równy grunt, na który zrzucono dopiero jeden kosz ziemi; jeśli postępuje to dalej, oznacza dla mnie postęp” (str. 153)

„Z powodu gniewu pewnego poranka zapomnieć o własnej osobie i wpędzić bliskich w kłopoty, czyż nie jest to niejasność?” (str. 193)

„»U nas w kraju są uczciwi ludzie. Kiedy pewien ojciec ukradł owcę, syn zaświadczył (przeciw niemu)«. [- rzekł władca z Sze.] Mistrz Konfucjusz odpowiedział: »U nas w kraju uczciwi są inni. Ojciec kryje syna i syn kryje ojca. Na tym polega uczciwość«” (str. 203)

„Jednak najtrudniej dojść do ładu z kobietami i pachołkami! Podejść do nich blisko, a stają się zuchwali. Trzymać się z dala, to będą niezadowoleni” (str. 266)

(Wybór nie jest reprezentatywny, warto potraktować to z przymrużeniem oka).



* Wilhelm daje temu subtelnie wyraz używając odniesień do chleba (który w naszej kulturze wiąże się z tradycją kościoła i Biblią), oraz kiedy używa zamiast określenia Shangdi (najwyższy przodek, najwyższy władca – personifikacja nieba, Tian) słowa Bóg, pisanego z dużej litery. Jest w tym trochę sensu, ale buduje w czytelniku mylne przekonanie że chińska percepcja najwyższej istoty, demiurga, jest taka sama jak w ujęciu judeochrześcijańskim – a mimo podobieństw tak nie jest. Na określenie chrześcijańskiego Boga używa się w Chinach terminu Tianzhu (Pan Niebios). Jest w tym zapatrywaniu zapewne więcej mentalności europejskiej, naszego kodu kulturowego niż spaczenia religijnego – ale warto to odnotować. W końcu w tłumaczeniach publikacji muzułmańskich Allach pozostaje Allachem. No, chyba że dochodzi do powtórzeń i dla zachowania urody tekstu trzeba od czasu do czasu napisać Bóg.
** W prawdzie nigdzie to nie stoi, ale napisane są w tym samym stylu.
*** Np. „Opisanie Świata” tandemu Polo-Rusticiello, jeden dyktował, drugi pisał i twórczo rozwijał, a resztę zrobili ówcześni skrybowie i potomni. Bardzo ciekawa lektura, którą można analizować na wielu poziomach, która inspiruje i dostarcza wiele frajdy przy tropieniu przeinaczeń i odszukiwaniu opisywanych miejsc, ludów, kultur i zwyczajów. A że Marco Polo z ojcem i stryjem dotarli do Chin rządzonych wówczas przez Mongołów, można tu o tym wspomnieć jak o swego rodzaju klasyce, którą zainteresowani Azją powinni znać. Jako o tekście źródłowym którego nie można pominąć (choć biografia Marco Polo Laurence’a Bergrenna jest świetna, niemalże idealna, poprzestawać na niej nie warto). Fakt że wszystko co opowiedział w więzieniu Rusticiellemu działo się kilkanaście wieków od śmierci Konfucjusza czyni tę rekomendację dyskusyjną, jednak ciężko się powstrzymać.
**** https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfucjanizm



Str. 26 – „Tsi było wtedy pierwszą siłą militarną w kraju” – pada, a wcześniej przeczytamy że „Droga zaprowadziła go do Tsi, sąsiedniego państwa na północnym wschodzie” – błąd tłumacza lub Wilhelma, chodzi oczywiście o obszar zamieszkany przez Chińczyków, i chyba właśnie to słowo – obszar – pasowałoby tu najlepiej; str. 57 – dłużej niż trzy dni – kontekst zdania wskazuje że miało tam być chyba jeszcze NIE, nie dłużej niż trzy dni; str. 104 (i dalej) – mowa jest o chlebie, ale czy starożytni Chińczycy jedli chleb w naszym rozumieniu? Jakieś przaśne placki, podpłomyki – zapewne tak, ale czy to chleb? W Japonii, w pewnych zwrotach ryż jest synonimem pokarmu, podobnie jak w polskim porzekadle „pilnuj tego, z czego chleb masz”, i chyba tak to należy rozumieć w tej translacji; str. 125 – trudno zrozumiała; str. 227 – kropka po znaku zapytania; str. 235 – przecinek po znaku zapytania; str. 243 – stwierdzenie że w V, VI wieku przed naszą erą wszyscy chińscy muzycy byli niewidomi, brzmi jak humor z zeszytów szkolnych, uczniowska pomyłka; str. 260 – lustrze (zwierciadle?); str. 275 – zdobył panowanie po swojej śmierci (!?) (to chyba jak Chrystus, w pewnych kręgach obwołany królem Polski) – tj. że jego nauki zyskały powszechne uznanie.

W polskim tłumaczeniu, powstałym na bazie już niemłodego, niemieckiego opracowania – pojawiają się słowa nieco dziwne i archaiczne – np. podlece (liczba mnoga od słowa podlec), pospolitacy, przyzostał itp.). Podobnie z przestarzałymi konstrukcjami językowymi, niekiedy mogą być zrozumiałe dopiero po chwili namysłu. Osobiście co jakiś czas zastawiałem się czy to wina chińskiej gramatyki, rozumowania Konfucjusza, staroświeckości tłumaczenia niemieckiego, czy toporności polskiego, które stara się oddać styl Wilhelma...

To co w tekście ujęto w zwykłe nawiasy, powinno być w kwadratowych, bo to wstawki tłumacza. Miejscami są tak obszerne że tekst wydaje się być niekompletny, ale jest to raczej wina niejasnego kontekstu i egzotyki chińskiego.

Transkrypcja imion/pseudonimów/tytułów, wydaje się być kombinacją polskiej i angielskiej (choć pierwotnie miało to służyć oczywiście czytelnikowi niemieckojęzycznemu); mamy tu obok siebie SZ i DZ ale też Y (J) i J (Dż) (np. Dzi Yu), no chyba że należy to czytać wedle standardów języka polskiego. Jak można się domyślać, po wpisaniu ich w Google nic nam nie wyskoczy. Dobrze by było dodać przypisy z oficjalną transkrypcją. Fonetyczny zapis Wilhelma nie ułatwia doczytywania w innych źródłach.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
198 196 2209
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

zgłoś błąd zgłoś błąd