Bazyli Venosta 
status: bibliotekarz, dodał: 23 książki, ostatnio widziany 4 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-02-15 19:42:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jest to opatrzony komentarzami i wstępem zbiór tekstów źródłowych dotyczących prześladowania protestantów oraz postrzegania czarownictwa, jak i procesów kobiet posądzanych o czarownictwo w dawnej Polsce. Niektóre fragmenty (np. wypisy z „Nowych Aten” ks. Benedykta Chmielowskiego) czyta się jak dobrą literaturę piękną (jeśli weźmie się przy tym w nawias, czemu cytowane teksty w praktyce... Jest to opatrzony komentarzami i wstępem zbiór tekstów źródłowych dotyczących prześladowania protestantów oraz postrzegania czarownictwa, jak i procesów kobiet posądzanych o czarownictwo w dawnej Polsce. Niektóre fragmenty (np. wypisy z „Nowych Aten” ks. Benedykta Chmielowskiego) czyta się jak dobrą literaturę piękną (jeśli weźmie się przy tym w nawias, czemu cytowane teksty w praktyce posłużyły...), inne (jak protokoły z przesłuchań i procesów o czary) z przygnębieniem i zgrozą, jeszcze inne (np. dotyczące ekscesów antyprotestanckich) raczej beznamiętnie.

Składnia staropolska bardzo utrudnia odbiór niektórych materiałów, są one jednak wszystkie, bez dwóch zdań, wartościowe dla wyrobienia sobie obrazu epoki i omawianych kwestii społecznych. Komentarze redaktorów wyboru są mocno stronnicze, więc też można chyba uznać, że nie przetrwały próby czasu.

Szkoda trochę, że niemal zupełnie pominięto problematykę Polski wschodniej (pojawia się dopiero na końcu, w relacji z procesu czarownic w Lubelskiem, w którą to sprawę pośrednio zamieszane były miejscowe, skonfliktowane ze sobą, rody szlacheckie), a część dotycząca nietolerancji wyznaniowej skupia się na niechęci katolików do protestantów i domniemanych wolnomyślicieli, pomija zaś zupełnie kwestię stosunku do ludności prawosławnej, żydowskiej i ormiańskiej, a także stosunku mniejszości wyznaniowych do rzymskich katolików.

Generalnie, warto przeczytać i polecam, choć jest to lektura dość trudna z uwagi na wspomnianą specyfikę staropolskiej składni, a po dużej części i słownictwa.

pokaż więcej

 
2019-02-13 22:37:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zgodnie z tytułem, książkę podzielić można na trzy mniej więcej równe – każda po około stu stron – części, poświęcone odpowiednio „ludziom luźnym”, procesom o czary, i sprawom obyczajowym. Wywód dotyczy ziem pomiędzy rzekami Prosną, Pilicą, Wartą i górną Bzurą w wiekach XVII i XVIII, chociaż okazjonalnie robi się też wycieczki w wiek XVI, a nawet do Średniowiecza. Autor opiera się głównie na... Zgodnie z tytułem, książkę podzielić można na trzy mniej więcej równe – każda po około stu stron – części, poświęcone odpowiednio „ludziom luźnym”, procesom o czary, i sprawom obyczajowym. Wywód dotyczy ziem pomiędzy rzekami Prosną, Pilicą, Wartą i górną Bzurą w wiekach XVII i XVIII, chociaż okazjonalnie robi się też wycieczki w wiek XVI, a nawet do Średniowiecza. Autor opiera się głównie na aktach sądowych i dokumentach prawnych z epoki, w związku z czym uwypuklony zostaje kryminalny i prawno-karny wymiar opisywanych fenomenów.

Poznajemy zatem główne źródła ówczesnego prawa cywilnego - „Zwierciadło Saskie” i „Constitutio Criminalis Carolina”, a także polskie komentarze do nich autorstwa Bartłomieja Groickiego. Dowiadujemy się o kompetencjach poszczególnych sadów omawianego okresu – wiejskich, miejskich - wójtowsko-ławniczych i burmistrzowsko-rajcowskich, kompetencjach samorządu wiejskiego, dziedzica, a także zachowaniach gromady. Poznajemy przebieg procesów, sposoby dochodzenia „prawdy”, metody badania podsądnych i karania skazanych.

Dowiadujemy się jednak przede wszystkim o tym, kto, kiedy i dlaczego dołączał do kategorii „ludzi luźnych”, kogo i dlaczego oskarżano o czary i jakie rządziły tym mechanizmy, jak reagowano na zdrady małżeńskie i pozamałżeńskie stosunki intymne, jak zawierano małżeństwa, jak traktowano bękartów i odnoszono się do dzieciobójstwa, jak żyły prostytutki i jak następował upadek kobiety w tę kondycję. Naświetlenia tych wszystkich, jak i wielu powiązanych zagadnień, autor dokonuje dając szeroką panoramę życia chłopstwa i drobnego mieszczaństwa oraz ich stosunków z dworem i plebanią: co uprawiano i hodowano, czym się żywiono, w co wierzono, jak się leczono itp. itp.

Praca jest napisana bardzo lekko, stylem popularnonaukowym, z licznymi cytowaniami dokumentów z epoki. Czyta się ją niczym zbiór opowiadań „z dreszczykiem” (a niekiedy też „z pieprzykiem”) - tak więc z dużą przyjemnością. Nie ustrzegł się natomiast Autor propagandowej dydaktyki, i nie mam tu bynajmniej na myśli naświetlania napięć klasowych w opisywanym przez siebie społeczeństwie (bo to posiada pewną wartość eksplanacyjną), ale powracające dość często wartościujące określenia i typowe dla książek napisanych w PRL „postępowe” zadęcia. Jest to jednak wada drobna i nie umniejsza ani wartości, ani przyjemności odbioru tej lektury.

pokaż więcej

 
2019-02-10 21:12:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Bardzo dobra książka, choć napisana z wyraźną krytyczną swadą. Zostały opisane historyczne korzenie i różne przejawy wiary w diabły i czarownice oraz demony - przede wszystkim na wsi regionu dawnego województwa łódzkiego, choć odniesienia historyczne dotyczą całego terytorium Polski, a jeden z rozdziałów poświęcony jest demonologii środowisk robotniczych samego miasta Łodzi.

Imponuje...
Bardzo dobra książka, choć napisana z wyraźną krytyczną swadą. Zostały opisane historyczne korzenie i różne przejawy wiary w diabły i czarownice oraz demony - przede wszystkim na wsi regionu dawnego województwa łódzkiego, choć odniesienia historyczne dotyczą całego terytorium Polski, a jeden z rozdziałów poświęcony jest demonologii środowisk robotniczych samego miasta Łodzi.

Imponuje rozległość przywoływanych źródeł – od XIX-wiecznych prac etnograficznych, poprzez źródła historyczne i literaturę piękną, po własne badania terenowe Autora. Dla mnie pewnym odkryciem było zwrócenie przez Autora uwagi na inspiracje demonologii ludowej zapożyczeniami z Zachodu i doktryną Kościoła rzymskokatolickiego, podczas gdy w większości znanych mi dotychczas opracowań eksponowano raczej znaczenie reliktów przedchrześcijańskich – Bohdan Baranowski takie uproszczenia skutecznie falsyfikuje. Książka będzie też kubłem zimnej wody wylanej na głowy wszystkich ludomanów i rodzimokulturowców (do których i ja się zaliczam), ponieważ ukazuje raczej mroczne – niekiedy wręcz tragiczne - skutki żywotności ludowej mitologii.

Jak wspomniałem, praca napisana jest w duchu ostrej krytyki „ciemnoty” i wiary w „zabobony”. Jest to krytyka przeprowadzona z pasją i emocjonalnym zaangażowaniem, jak się wydaje z pozycji światopoglądowego materializmu. Dekonstrukcja – zarówno strukturalna jak i genetyczna – ludowych wierzeń, a także przykłady z badań terenowych, są jednak przygniatające i w większości nie pozostawiają pola do polemiki. Czytelnik w dużym stopniu zmuszony jest przyznać rację interpretacjom Autora.

Książka napisana jest przy tym bardzo dynamicznie, żywym i przystępnym stylem, wypełniają ją opowieści zebrane w czasie badań terenowych i opisy odnalezione w źródłach historycznych, przy czym standardową narrację prowadzoną w trzeciej osobie przeplatają często osobiste wtręty Autora. Wszystko to sprawia, że pracę Bohdana Baranowskiego czyta się z przyjemnością i niesłabnącym zainteresowaniem. Naprawdę godna polecenia pozycja.

pokaż więcej

 
2019-02-05 19:04:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Bardzo zła książka, na którą zmarnowałem piętnaście złotych. Jest to zbiór esejów prof. Jana Kieniewicza, w których przedstawia on swoją wizję tzw. „Spotkania” - tzn. zetknięcia na wspólnym pograniczu dwóch mniej więcej równoważących się cywilizacji, a także koncepcję – nie da się tego inaczej nazwać – polskiego posłannictwa na Wschodzie. Ponadto, autor, w odniesieniu do Polski, odróżnia... Bardzo zła książka, na którą zmarnowałem piętnaście złotych. Jest to zbiór esejów prof. Jana Kieniewicza, w których przedstawia on swoją wizję tzw. „Spotkania” - tzn. zetknięcia na wspólnym pograniczu dwóch mniej więcej równoważących się cywilizacji, a także koncepcję – nie da się tego inaczej nazwać – polskiego posłannictwa na Wschodzie. Ponadto, autor, w odniesieniu do Polski, odróżnia „Orient” - wiążąc go z wpływami tureckimi, tatarskimi, karaimskimi etc., od „Wschodu” - ten z kolei utożsamiając z Moskwą. Dziedzictwo „Orientu” chciałby dla Polski odzyskać, „Wschód” natomiast – jak najdalej odepchnąć, uznając Rosję za ośrodek odrębnej niż europejska cywilizacji.

Problem w tym, że wszystkie te koncepcje przedstawione są fatalnym, bełkotliwym stylem, tezy nie są poparte argumentami, twierdzenia są bardzo ogólne i nieumocowane w konkretnych faktach. Znakomita większość książki to beztreściwe i w gruncie rzeczy bezwartościowe wodolejstwo – ciężkie na dodatek do czytania z powodu chaotyczności stylu, przypadkowego podziału na akapity, „nieklejenia się” - wewnętrznego oraz ze sobą nawzajem - poszczególnych zdań itd.

Twierdzenia dotyczące Rosji, Ukrainy, Międzymorza, Kresów, to przy tym festiwal polskich kompleksów i uprzedzeń, które w podobnym stopniu nasycone emocjami, znaleźć dziś można na szpaltach „Gazety Wyborczej”, „Gazety Polskiej”, lub posłuchać w jakimś Klubie Ronina, czy podobnej zideologizowanej sekcie. Autor wyraźnie pozostaje pod wpływem paryskiej „Kultury” i prometeizmu powojennej emigracji, stąd też znajdziemy u niego nie raz wprost kopiowane ideologiczne zaklęcia Juliusza Mieroszewskiego. Wszystko to już było, i to w o wiele lepszym wydaniu. A w zasadzie to jest, i stanowi dziś panującą ideologię w McRzeczpospolitej, toteż czytanie po raz kolejny tego samego, nie jest warte poświęcanego temu czasu.

Jedynymi mającymi jakąś wartość tekstami w tym zbiorku są „Orientalność polska” i „W Malabarze: chrześcijanie z chrześcijanami”, gdzie jest trochę informacji historycznych i ciekawych spostrzeżeń, przy czym pierwszy z wymienionych tekstów cechują wszystkie wady warsztatowe, które charakteryzują też cały zbiorek, a które wymieniłem w drugim akapicie. Drugi z tekstów ma ilustrować ideę „Spotkania”, która jednakowoż sama w sobie jest banalna i o tyle niezbyt wartościowa, że nawet jeśli słuszna, to formułowana w tonie obecnej poprawności politycznej.

W ogóle zabawne jest, jak autor piszący za komuny o przyjaźni polsko-rosyjskiej skierowanej przeciw Zachodowi, dziś wyrasta na „obrońcę cywilizacji europejskiej” przeciw rzekomo „nieeuropejskiej” Rosji, nad której rzekomym „barbarzyństwem” rozwodzi się niemal na każdej stronie. Ot, w którą stronę wiatr zawieje, w tą obrócą się polscy intelektualiści...

Nie warto czytać – odradzam. Dwie gwiazdki dałem tylko za wymienione wyżej z tytułu dwa teksty.

pokaż więcej

 
2019-01-29 17:12:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Saga rodu Forsyte'ów (tom 1)

Powieść „impresjonistyczna” - czytając ją, czytelnik doświadcza kolejnych opisywanych sytuacji, drobnych czynności, uczuć i stanów psychicznych, pejzaży, detali życia. Fabuły tu niewiele, i nie ma ona większego znaczenia. Jest to też proza krytyczna społecznie; po lekturze utworu nabiera się nieodpartego wstrętu do wiktoriańskiej Anglii i do tamtejszej klasy średniej. Jest to wreszcie... Powieść „impresjonistyczna” - czytając ją, czytelnik doświadcza kolejnych opisywanych sytuacji, drobnych czynności, uczuć i stanów psychicznych, pejzaży, detali życia. Fabuły tu niewiele, i nie ma ona większego znaczenia. Jest to też proza krytyczna społecznie; po lekturze utworu nabiera się nieodpartego wstrętu do wiktoriańskiej Anglii i do tamtejszej klasy średniej. Jest to wreszcie literatura obyczajowo i moralnie wywrotowa – przynajmniej w kontekście katolickim; pochwala się tu zdradę małżeńską i rozwody, rodzina jest przedstawiona na sposób marksistowski: jako jednostka przede wszystkim majątkowa, oparta na ucisku kobiet, przesycona fałszem i obłudą. Z pewnością mamy w przypadku tej powieści do czynienia z dziełem literacko wybitnym, nie jest to jednak lektura dla każdego.

pokaż więcej

 
2019-01-14 09:21:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Biblioteka

W zasadzie, lekturę tej książki powinno się odradzać. Szczególnie dwa ostatnie rozdziały mają wymowę tak przygnębiającą, że wpędzić mogą w melancholię co najmniej na jeden wieczór. A tak poważnie, to jest to literackie mistrzostwo świata. Wielka szkoda, że autor niewiele poza tą powieścią napisał - wydaje się, że mógł pełniej spożytkować dane mu talenty.

Sugestywność „Lamparta”, przynajmniej...
W zasadzie, lekturę tej książki powinno się odradzać. Szczególnie dwa ostatnie rozdziały mają wymowę tak przygnębiającą, że wpędzić mogą w melancholię co najmniej na jeden wieczór. A tak poważnie, to jest to literackie mistrzostwo świata. Wielka szkoda, że autor niewiele poza tą powieścią napisał - wydaje się, że mógł pełniej spożytkować dane mu talenty.

Sugestywność „Lamparta”, przynajmniej w odniesieniu do mnie, dawała się odczuć tym, że autor jednym niekiedy zdaniem niejako podsumowywał kilkadziesiąt lat życia którejś z postaci. I zazwyczaj było to podsumowanie pesymistyczne – podkreślające upływ czasu, stracone możliwości, niespełnione nadzieje, roztrwonione dziedzictwo, przemijającą postać świata. Czas przesypuje się tu niepostrzeżenie niczym ziarnka piasku w klepsydrze, życie przecieka pomiędzy palcami, bohaterowie tymczasem, obezwładnieni, trwają w letargu typowym podobno dla swojej rodzinnej krainy.

Świat się zmienia – gdzieś tam, daleko; w Mediolanie, w Londynie, na kartach literatury wydawanej w Europie w nieznanych bohaterom językach obcych. Oni jednak swoje życie i historię przesypiają. I śpiąc, śnią wspomnienia kilku momentów, gdy na chwilę się przebudziwszy, bezskutecznie próbowali uchwycić kontrolę nad życiem, by jednak już chwilę później ponownie popaść w obezwładniające otępienie. Siła tradycji? Konwenansów społecznych? Ciężar historii? Gorący klimat? Wszystkiego po trochu.

Piękna, ale i straszna książka. Po jej przeczytaniu inaczej spogląda się na swoje życie, i nawet w młodych latach odczuć można „kryzys wieku średniego”.

pokaż więcej

 
2018-12-27 14:24:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Książeczka napisana bardzo ładnym, gawędziarskim stylem literackim. Autor zapoznał się z obszerną literaturą przedmiotu, choć szkoda że nie sięgnął po prace rosyjskojęzyczne. Zwraca uwagę, że Grzegorz Braun potrafi pisać o Rosji i o Niemczech bez typowo polskiej nienawiści do tych dwóch państw i narodów, co bez wątpienia jest zaletą jego wywodu. Podanych jest w nim sporo ciekawych i mało... Książeczka napisana bardzo ładnym, gawędziarskim stylem literackim. Autor zapoznał się z obszerną literaturą przedmiotu, choć szkoda że nie sięgnął po prace rosyjskojęzyczne. Zwraca uwagę, że Grzegorz Braun potrafi pisać o Rosji i o Niemczech bez typowo polskiej nienawiści do tych dwóch państw i narodów, co bez wątpienia jest zaletą jego wywodu. Podanych jest w nim sporo ciekawych i mało znanych faktów, choć ich interpretacje i wyciągane wnioski bywają nieco naciągane, stąd też całość wywodu nie była dla mnie zbyt przekonująca. Teza tymczasem jest odważna, bo mówi o groźbie wybuchu w 1877 r. wojny powszechnej w Europie i kolejnego polskiego powstania narodowego, co miały zażegnać objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie. Nie wykluczam całkowicie, że mogło to wyglądać tak jak Grzegorz Braun to opisuje, ale na pewno przedstawione przez niego przesłanki są zbyt wątłe, by nadać walor pewności tak daleko idącym wnioskom. Cieszy jednak, że Grzegorz Braun prowadzi swoje poszukiwania przy założeniu możliwego wpływu sfery nadprzyrodzonej na sferę doczesną, co przecież jest dziś postawą raczej zarzuconą. Książeczka Grzegorza Brauna jest natomiast mniej czy bardziej udaną próbą rehabilitacji historii postrzeganej w boskim planie dziejów.

pokaż więcej

 
2018-12-20 21:59:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Takie sobie; książka zawiera po kilka serii rozważań Autora na trzy kolejne tygodnie Adwentu i krótki dodatek w postaci przepisanych z innych książek wypowiedzi na temat zwyczajów wigilijnych. Rozważania dotyczą rozmaitych postaci i miejsc biblijnych bezpośrednio lub pośrednio wiążących się z przyjściem na świat Jezusa. Analizuje się między innymi proroctwa Izajasza, opowieści o Samsonie,... Takie sobie; książka zawiera po kilka serii rozważań Autora na trzy kolejne tygodnie Adwentu i krótki dodatek w postaci przepisanych z innych książek wypowiedzi na temat zwyczajów wigilijnych. Rozważania dotyczą rozmaitych postaci i miejsc biblijnych bezpośrednio lub pośrednio wiążących się z przyjściem na świat Jezusa. Analizuje się między innymi proroctwa Izajasza, opowieści o Samsonie, proroctwo dane królowi Achazowi, figury Abrahama i Dawida, Elżbiety i Jana Chrzciciela, oczywiście też Maryi i Józefa, wiążące się z nimi miejsca i epizody z historii starożytnego Izraela. Z tego wszystkiego Autor wysnuwa nie jakieś nadzwyczajne, ale też niepozbawione wartości pouczenia moralne i religijne. Czasami pojawiają się też uwagi polityczne na poziomie ogólności rzędu „nie głosujcie na zwolenników aborcji”. Zwraca uwagę, że będącemu z wykształcenia biblistą Autorowi, nieobca jest „dekonstrukcja” tekstów biblijnych, jak np. Księgi Izajasza, wedle odmiennego autorstwa poszczególnych jej fragmentów. Równie pozytywnym akcentem jest sytuowanie niektórych motywów biblijnych (jak np. dziewictwo Maryi) na tle mitologii ludów regionu. Książka nie porywa i nie jest niczym nadzwyczajnym, ale w okresie Adwentu można sobie przeczytać.

pokaż więcej

 
2018-12-20 09:37:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Motywem przewodnim numeru jest „stracona niepodległość”. W mniejszym lub większym powiązaniu z tym zagadnieniem wypowiadają się m.in. Adam Wielomski, Jan Engelgard, redaktor naczelny Wojciech Trojanowski, Agnieszka Piwar, Stanisław Bieleń, Paweł Falicki i inni. Najciekawiej wypadają chyba dwa teksty W. Trojanowskiego, oraz wywiady przeprowadzone przez A. Piwar z posłem Pawłem Skuteckim i z... Motywem przewodnim numeru jest „stracona niepodległość”. W mniejszym lub większym powiązaniu z tym zagadnieniem wypowiadają się m.in. Adam Wielomski, Jan Engelgard, redaktor naczelny Wojciech Trojanowski, Agnieszka Piwar, Stanisław Bieleń, Paweł Falicki i inni. Najciekawiej wypadają chyba dwa teksty W. Trojanowskiego, oraz wywiady przeprowadzone przez A. Piwar z posłem Pawłem Skuteckim i z Przemysławem Skrzypkiem, prezesem Polsko-Arabskiego Klubu Społeczno-Gospodarczego. Zupełnym nieporozumieniem jest natomiast „kucowsko-libertariański” tekst Roberta Tumskiego „Niepodległość czy wolność”, który w ogóle nie powinien znaleźć się na łamach poważnego pisma.

W pozostałej części numeru mamy kilka felietonów oraz tłumaczonych i autorskich tekstów z obszaru polityki międzynarodowej. Zdecydowanie warto sięgnąć do poświęconych różnym obliczom globalizmu tekstów Lecha Jęczmyka, oraz wypowiedzi autora podpisującego się „Jan z Dobrej Woli”. Esej Tomasza Gabisia o Żołnierzach Wyklętych natomiast rozczarowuje – owszem, na początku zawiera ciekawą, postmodernistyczną dekonstrukcję historiografii opartej na zeznaniach świadków, w pozostałej jednak części jest w istocie serią erystycznych i psychologicznych manipulacji, nie zaś argumentowaniem merytorycznym. Mamy również tłumaczenia autorów jankeskich i rosyjskich komentujących uwarunkowania i założenia polityki zagranicznej tych dwu mocarstw. W tomie znajdziemy też teksty omawiające sytuację polityczną i perspektywy rozwojowe Brazylii po ostatnich wyborach prezydenckich, oraz wojnę domową w Kolumbii i kryminalizację tamtejszego ruchu komunistycznego.

Ogólnie, tom, jak i pismo, warte uważnej lektury.

pokaż więcej

 
2018-12-20 09:37:33
Dodał do serwisu książkę: Opcja na prawo nr 3-4/152-153(2018)
 
2018-12-20 08:50:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Bardzo źle napisana książka; liczne powtórzenia, błędy językowe, literówki, w kółko powracające te same wątki, przyczynkarstwo, dyletantyzm, w gruncie rzeczy brak treści. Nieliczne zalety nie są zasługą Autora, tylko redakcji i wydawcy: kredowy papier, ładne ilustracje, twarda okładka.

Chodzi mniej więcej o to, że rządzą nami elity niegodne zajmowanej pozycji. Już w tym jednak miejscu Autor...
Bardzo źle napisana książka; liczne powtórzenia, błędy językowe, literówki, w kółko powracające te same wątki, przyczynkarstwo, dyletantyzm, w gruncie rzeczy brak treści. Nieliczne zalety nie są zasługą Autora, tylko redakcji i wydawcy: kredowy papier, ładne ilustracje, twarda okładka.

Chodzi mniej więcej o to, że rządzą nami elity niegodne zajmowanej pozycji. Już w tym jednak miejscu Autor popełnia błąd, nadając terminowi „elita” znaczenie etyczne. Tymczasem „elita” to po prostu wyodrębniona na tle reszty danej zbiorowości grupa, której członkowie przewyższają pozostałych pod jakimś względem. Elita niekoniecznie zatem musi być cechowana przez przymioty czyniące ją z natury dobrą; mamy przecież również np. elity złodziejskie, elity więzienne itp. Szewczakowi chodzi w gruncie rzeczy o „aristoi”, tak więc o „najlepszych” w społeczeństwie, biada zaś nad tym, że dzisiejsze elity nie mają charakteru arystokratycznego - tyle że nie umie lub boi się nazwać tego po imieniu. Początkowe partie książki, gdzie Autor stara się zapleść siatkę pojęć jakimi posługuje się w dalszej części pracy, wypadają zdecydowanie najgorzej.

Cała reszta to chaotyczne przywoływanie kolejnych afer i skandali z ostatnich kilkunastu lat, przeplatane cytatami z papieży, Biblii i myślicieli katolickich, oraz uwagami, że potrzebujemy powrotu do cnót chrześcijańskich i odrzucenia globalizacji i neoliberalizmu, w miejsce czego gospodarkę winno się urządzić na zasadach dystrybucjonizmu. Wnioski jak najbardziej słuszne, wyrażone jednak w sposób banalny, fatalny literacko, bez polotu, bez jakichś ciekawych (lub choćby nawet przejrzyście uporządkowanych i merytorycznie rozwiniętych) informacji ilustrujących ich słuszność. Nie rozumiem, po co w ogóle pisać takie bełkotliwe książki, jeśli ewidentnie nie ma się w nich nic istotnego do powiedzenia?

pokaż więcej

 
2018-12-20 08:50:24
Dodał do serwisu książkę: Koniec świata starych elit
 
2018-12-03 21:45:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Takie sobie. Tematyka jest ciekawa i Autorce należą się gratulacje że zdecydowała się podjąć tak już dziś „przebrzmiały”, a kiedyś przecież tak żywo dyskutowany i budzący gorące kontrowersje, epizod naszej historii. Wykonanie jednak nie porywa, choć też bynajmniej nie zasługuje na huraganową krytykę.

W początkowych partiach powieści irytują „poprawne politycznie” anachronizmy; w kółko...
Takie sobie. Tematyka jest ciekawa i Autorce należą się gratulacje że zdecydowała się podjąć tak już dziś „przebrzmiały”, a kiedyś przecież tak żywo dyskutowany i budzący gorące kontrowersje, epizod naszej historii. Wykonanie jednak nie porywa, choć też bynajmniej nie zasługuje na huraganową krytykę.

W początkowych partiach powieści irytują „poprawne politycznie” anachronizmy; w kółko powtarza się jacy to fajni i mądrzy byli Żydzi, że jakoby gremialnie poparli powstanie; że potrzebna jest emancypacja kobiet i modernizacja kraju; że trzeba zrównać stany. Odnosi się wrażenie, że bohaterowie to tak naprawdę całkiem współcześni liberałowie przeniesieni półtora wieku wstecz i uzasadniający z tej odległej epoki Powstanie Styczniowe tym, że jego autorzy mieli jakoby takie poglądy, jakie my – zdaniem Autorki – mamy, czy w każdym razie jakie powinniśmy mieć dzisiaj.

Wiąże się z tym kolejna słabość utworu, mianowicie nienaturalnie dydaktyczne dialogi i karykaturalne przerysowanie przynajmniej postaci ciotki Eufemii, która ma być chyba taką śmieszną - przez swoją naiwną zapalczywość - reprezentantką rewolucyjnego maksymalizmu. W ten nieco pokraczny sposób Autorka krytykuje polskie „liberum conspiro” i dystansuje się od środowiska „czerwonych”. Karykaturalny ale i sympatyczny portret Eufemii ma być jednak krytyką przyjazną – kładącą akcent na nierozumny idealizm powstańców, tak więc coś w sumie szlachetnego i pozytywnego. Przypomina się tu krytyka Prusa romantyzmu sportretowanego w przerysowanej postaci Rzeckiego z „Lalki” - bardziej jednak subtelnie nakreślonej niż ciotka Eufemia w utworze Szczęsnowicz.

Słowa nie ma w powieści o faktycznych różnicach ideowych ani odmiennych programach społecznych „czerwonych” i „białych” oraz związanych z tym napięciach społeczno-politycznych i sporach w ocenie Powstania. Środowiska konserwatywne z margrabią Wielopolskim wspomniane zostały incydentalnie, a ich stanowiska nie przedstawiono w ogóle (choć je same skrytykowano). Patriotyczną egzaltację lat 1861-1862 oglądamy z kolei przez poprawne politycznie okulary współczesnego nam umiarkowanego liberalizmu anachronicznie artykułowanego przez powieściową Mariannę, tak więc co i rusz bagatelizuje się ich momenty religijne, w zamian podstawiając jakieś mdłe wywody o budowaniu nowoczesnego społeczeństwa na wzór zachodni i emancypacji kobiet.

Wydaje się w ogóle, że losy pozornie najważniejszego dla powieści Stefana Brykczyńskiego były dla autorki jedynie pretekstem, a stały się de facto literackim tłem, dla ukazania poglądów liberalnych, wyrażanych ustami Marianny, a skontrastowanych z satyrycznie przejaskrawioną postawą rewolucyjną, sportretowaną z kolei w osobie ciotki Eufemii. Na tle sporu obydwu panien i tyleż zabawnej co niezbyt mądrej paplaniny wiekowych uczestniczek komitetu pomocy powstańcom kierowanego przez Eufemię, losy Brykczyńskiego i sama jego postać wypadają blado i niewyraźnie.

Z upływem czasu powieść jakby „nabiera tempa”, wtręty feministyczne – choć wciąż powracające – już tak nie irytują, a od połowy utwór czyta się już wcale przyjemnie, choć też bez jakiegoś szczególnego zafascynowania.

Bardzo fajnie że taka książka powstała na stulecie Powstania Styczniowego, nie sądzę jednak by weszła do klasyki i była czytywana za kilkadziesiąt lub nawet kilkanaście lat – tak jak wciąż czytujemy Żeromskiego, Orzeszkową, Rembeka, Przyborowskiego. Utwory tamtych pisarzy wnoszą bowiem jakieś szczególne spojrzenie na powstanie 1863, gdy tymczasem powieść Elżbiety Szczęsnowicz jest zaledwie „czytadłem”. Nawet sympatycznym czytadłem, ale niczym ponadto.

pokaż więcej

 
2018-11-25 11:42:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jedna z najlepszych książek historycznych jakie czytałem; przedstawione zostały cywilizacje hiszpańska i indiańskie, sposoby gospodarowania, organizacja polityczna i administracyjna, demografia, kierunki i ośrodki handlu oraz jego organizacja i limitacja, struktura własnościowa i społeczna oraz konflikty na tym tle, koncepcje prawne i etyczne rozwijane przez Hiszpanów na tle podboju Ameryki,... Jedna z najlepszych książek historycznych jakie czytałem; przedstawione zostały cywilizacje hiszpańska i indiańskie, sposoby gospodarowania, organizacja polityczna i administracyjna, demografia, kierunki i ośrodki handlu oraz jego organizacja i limitacja, struktura własnościowa i społeczna oraz konflikty na tym tle, koncepcje prawne i etyczne rozwijane przez Hiszpanów na tle podboju Ameryki, położenie Kościoła katolickiego oraz rozwijane w jego ramach inicjatywy i koncepcje, rywalizacja i konflikty Hiszpanii z innymi europejskimi mocarstwami morskimi oraz ich wpływ na sytuację w Ameryce, budownictwo i urbanistyka, oraz architektura, sztuka i literatura w Hispanoameryce.

Wszystko to opisane został w sposób uporządkowany, logiczny i przejrzysty, oraz beznamiętnie i bezstronnie. Pochwała należy się tłumaczowi za doskonałe spolszczenie dzieła. Jak na rok wydania, praca musiała być ewenementem z powodu braku wszechobecnej przecież wówczas krytyki Kościoła katolickiego, którego rolę i interesy przedstawiono równie bezstronnie jak pozostałe fakty. Autor nie moralizuje i pozostawia ocenę czytelnikowi, przedstawiając fakty i poglądy różnych stron opisywanych przez siebie układów i kompozycji historycznych.

Z powodu podawania często nazwisk postaci bez imienia i szerszej ich kontekstualizacji, bardzo pomocne są końcowe indeksy osobowy i przedmiotowo-geograficzny. Mapy w zasadzie spełniają swoją rolę, choć przydałoby się ich więcej i aby były dokładniejsze, z powodu trudności zlokalizowania niektórych wymienianych przez autora mniejszych lub dziś już nieistniejących miejscowości. Zdecydowanie zabrakło tablicy chronologicznej z zestawieniem najważniejszych dat, a dodatkowym atutem byłaby też tabela z zestawieniem poszczególnych wicekrólów, jak i panujących w Hiszpanii wraz z latami ich panowania.

Wbrew nieco mylącemu tytułowi, praca nie dotyczy też całego kolonialnego imperium Hiszpanii, lecz tylko europejskiej metropolii i Ameryki. Nie dowiemy się zatem niemal nic o hiszpańskich Indiach Wschodnich, o posiadłościach hiszpańskich w Azji i Afryce, ani tym bardziej o posiadłościach Habsburgów w Europie poza samym półwyspem Iberyjskim. To ostatnie nie jest jednak oczywiście żadną wadą, aczkolwiek warte jest doprecyzowania, na wypadek gdyby ktoś chciał szukać w książce J. H. Parry'ego informacji np. o Filipinach lub o Wyspach Kanaryjskich.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
110 96 539
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd