Eponine 
Z zawodu jestem tłumaczem. Uważam, że aby móc dobrze wykonywać tę pracę, należy przede wszystkim sprawnie posługiwać się własnym językiem. Dlatego książki czytam wyłącznie po polsku. W 2015 roku przeczytałam dla przyjemności 14 926 stron. Mam zamiar poprawić ten wynik w 2016. *** W roku 2016 udało mi się osiągnąć wynik 15 266 stron. Cel na 2017 - może uda się przeczytać upragnione 52 książki.
26 lat, kobieta, Warszawa, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki i 10 cytatów, ostatnio widziana 4 godziny temu
Teraz czytam
  • Futu.re
    Futu.re
    Autor:
    Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Sci-fi. Pokonaliśmy śmierć. I co dalej? Odkrycia naukowe poprzedniego pokolenia zapewniły mojemu nieśmiertelność i wieczną mło...
    czytelników: 9720 | opinie: 532 | ocena: 7,82 (3818 głosów)
  • Jezus
    Jezus
    Autor:
    Dlaczego Ziemia Święta jest często nazywana Piątą Ewangelią? W którym mieście Jezus dokonał wielu cudów? Dlaczego Gehenna jest prześliczna? James Martin SJ zaprasza czytelników, by w zupełnie nowy, o...
    czytelników: 444 | opinie: 38 | ocena: 8,45 (149 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-06-02 23:38:12
 
2018-06-02 22:26:35
 
2018-05-23 00:13:32
 
2018-05-22 22:47:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Carve the Mark (tom 2)

#VeronicaRoth #spętaniprzeznaczeniem #najlepszaksiążkaveronikiroth

Veronica Roth to jedna z najbardziej rozpoznawalnych pisarek młodego pokolenia. I trudno się dziwić, bo ma niezaprzeczalny talent do kreowania nowych światów, spójnej fabuły i niejednoznacznych bohaterów z krwi i kości. W dodatku z każdą kolejną książką doskonali warsztat, co widać w drugiej części historii Akosa i Cyry,...
#VeronicaRoth #spętaniprzeznaczeniem #najlepszaksiążkaveronikiroth

Veronica Roth to jedna z najbardziej rozpoznawalnych pisarek młodego pokolenia. I trudno się dziwić, bo ma niezaprzeczalny talent do kreowania nowych światów, spójnej fabuły i niejednoznacznych bohaterów z krwi i kości. W dodatku z każdą kolejną książką doskonali warsztat, co widać w drugiej części historii Akosa i Cyry, "Spętani przeznaczeniem".

Muszę przyznać, że przed zabraniem się do czytania miałam pewne luki w pamięci, bo nie zdążyłam przypomnieć sobie zbyt dokładnie "Naznaczonych śmiercią". Na szczęście nie okazało się to aż tak wielkim problemem, choć radzę czytać te książki jedna bezpośrednio po drugiej, inaczej trochę czasu może zająć połączenie wątków.

Tymczasem akcja nie zwalnia nawet na minutę. Już w pierwszych kilku stronach życiem bohaterów wstrząsa nieledwie trzęsienie ziemi - Roth doskonale wiedziała, w którym miejscu podzielić tę opowieść. A potem, niczym u Hitchcocka, napięcie już tylko wzrasta. Okazuje się, że Lazmet Noavek, okrutny ojciec Cyry i Ryzeka, wciąż żyje i jest zdeterminowany, by przejąć władzę nad ludem Shotet. Tymczasem kanclerz Isae nie może pogodzić się ze śmiercią siostry, co wpływa na jej decyzje i nieuchronnie prowadzi do nasilenia się konfliktu między Shotet i Thuvue, podsycanego dodatkowo przez ścierające się siły polityczne. A w całym zamęcie wielkiej polityki Akos i Cyra próbują przetrwać w kolonii banitów Shotet na skrajnie nieprzyjaznej planecie. Okazuje się, że poznanie szczegółów dotyczących własnego losu wcale nie ułatwia im zadania i kładzie się cieniem na ich wyjątkowej relacji...

Podoba mi się sposób kreowania przez autorkę świata przedstawionego. Stworzyła coś z niczego, zupełnie nową rzeczywistość, z jaką nie spotkałam się dotąd w żadnej książce. Jednocześnie umiejętnie skorzystała z motywów znanych z mitologii greckiej, fantastyki, literatury science fiction i tragedii Szekspira. Wyrocznie, walka z losem, poczucie winy, dylematy dotyczące władzy i poświęcenia jednostki w imię większego dobra, technologia umożliwiająca podróże międzyplanetarne i nadprzyrodzone dary Nurtu - w ten sposób mogła powstać zupełnie niestrawna mieszanka, a powstała bardzo ciekawa książka. Pisana być może z myślą o młodzieży, ale nadająca się z powodzeniem także dla dorosłych czytelników. Także bohaterowie są niejednowymiarowi, choć posiadają szczególne uzdolnienia, mierzą się z ludzkimi słabościami i ulegają niebezpiecznym wpływom. Dotyczy to zwłaszcza Akosa i Cyry, których los poddaje szczególnie okrutnym wpływom. A że mają zarówno zalety, jak i wady, przez własny upór i nieporozumienia potrafią nie tylko ranić siebie nawzajem, ale też sprowadzić niebezpieczeństwo na swoje narody. Sporo jak na jedną parę, ale dzięki temu ich romans nie jest aż tak cukierkowy. W lekką konsternację wprowadziła mnie postać Eijeha, ale to jedyne, co nie przypadło mi do gustu.

Muszę też przyznać, że autorka bardzo dobrze poradziła sobie z rozwiązaniem licznych wątków i zagadek z poprzedniej części. Pod tym względem przypomina mi nieco Rowling, u której kolejne tomy historii o Harrym Potterze odsłaniały warstwowo odpowiedzi na kolejne pytania. Oczywiście u Roth mamy do czynienia z tym zjawiskiem w znacznie mniejszej skali, tym niemniej godne podziwu jest to, że nie pogubiła się w skomplikowanych koligacjach i wątkach. Wyjaśnione zostaje wszystko, od nieco absurdalnie brzmiących losów tych dwojga po zaskakujący fakt, iż Cyra nie mogła otworzyć drzwi do komnat Ryzeka. Co więcej, wyjaśnienia te są logiczne i spójne z fabułą.

To bardzo ciekawa lektura, która powinna przypaść do gustu wszystkim, którzy tego typu dystopie rozgrywające się w nowych światach lubią.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Jaguar.

pokaż więcej

 
2018-05-01 09:08:49

O Michaeli Deprince już kiedyś słyszałam, przy okazji oglądania filmów dokumentalnych o balecie. Zwróciłam wtedy uwagę na zarys jej życiorysu, ale nie zagłębiałam się bardziej w historię osieroconej dziewczynki ze Sierra Leone, której życie zmienia nie do poznania adopcja i wyjazd do USA.

Teraz, po przeczytaniu jej książki, jestem wstrząśnięta. Po pierwsze tym, jak wiele Michaela musiała...
O Michaeli Deprince już kiedyś słyszałam, przy okazji oglądania filmów dokumentalnych o balecie. Zwróciłam wtedy uwagę na zarys jej życiorysu, ale nie zagłębiałam się bardziej w historię osieroconej dziewczynki ze Sierra Leone, której życie zmienia nie do poznania adopcja i wyjazd do USA.

Teraz, po przeczytaniu jej książki, jestem wstrząśnięta. Po pierwsze tym, jak wiele Michaela musiała wycierpieć w swojej pierwszej ojczyźnie i ile miała w sobie nadziei, skoro pozostała pełną życia, pogodną dziewczyną. W wieku zaledwie trzech lat straciła ojca i matkę, którzy zapewniali jej wyjątkowo szczęśliwe, jak na afrykańskie warunki, dzieciństwo. W dodatku urodziła się dotknięta bielactwem, które w zabobonnym społeczeństwie zamykało jej drzwi do kontaktów z ludźmi. Już w sierocińcu stała się świadkiem bestialskiego mordu na uwielbianej nauczycielce i sama omal nie padła ofiarą rebeliantów. A ostateczne załamanie mogło przyjść wtedy, kiedy wszystkie dzieci w sierocińcu znalazły adopcyjne rodziny, a adopcji Mabintu odmówiło aż 12 par.

Wtedy jednak los się do niej uśmiechnął. Przypadkowo znalezione zdjęcie baleriny, które nie wiadomo jak znalazło się w śmieciach rozrzucanych przez wiatr, pokazało jej ścieżkę życiową, którą chciała kroczyć. Rodzina, która przyjechała po jej najlepszą przyjaciółkę, zdecydowała się adoptować także brzydkie dziecko z białymi plamami na skórze. W dodatku nowa mama okazała się osobą niezwykle empatyczną i wrażliwą na potrzeby dziecka.

Nie oznacza to jednak, że wraz z pierwszą lekcją baletu problemy Michaeli się skończyły. Balet to bowiem rodzaj tańca zarezerwowany właściwie dla białych eterycznych tancerek, Murzynka nie miała więc wielkich szans, by w nim zaistnieć. Jej autobiografia zawiera opis drogi na najważniejsze sceny świata i tylko potęguje ogromne wrażenie, jakie wrażenie wywiera na mnie Michaela.

Od strony technicznej mogę powiedzieć jedno - czyta się błyskawicznie i trudno się oderwać. Byłam do tego stopnia pochłonięta kolejnymi rozdziałami, że nie zauważyłam zdjęć znajdujących się z tyłu książki. Historia Michaeli Mabintu przemawia do mnie tak silnie, że trudno odnieść mi się do stylu i formy, może zauważyłam tylko, że pod koniec jest coraz więcej dużych przeskoków czasowych i to trochę mi przeszkadzało. Wolałabym, żeby książka była o kilkadziesiąt stron dłuższa, ale być może Michaela i jej adopcyjna mama uznały, że wówczas stałaby się nudna.

Przede wszystkim opowieść młodej baleriny, która z afrykańskiej sieroty stała się primabaleriną, może dawać siłę do walki o nawet najbardziej abstrakcyjne marzenia i uświadamia nam, jak wielkie mieliśmy szczęście rodząc się w Europie, we względnie spokojnych czasach.

pokaż więcej

 
2018-04-30 22:32:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Bestsellery i inne hity, Posiadam

Mam lekko mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Z jednej strony jest to bardzo ciepła opowieść, która porusza wątki istotne dla każdego człowieka w dowcipny sposób i opowiada piękną historię dwojga ludzi, z drugiej trudno mi się zidentyfikować z Rosie, co być może wpłynęło na moje ostateczne wrażenie.

Dwoje ludzi połączonych przyjaźnią tak silną, że przetrwała kilkadziesiąt lat...
Mam lekko mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Z jednej strony jest to bardzo ciepła opowieść, która porusza wątki istotne dla każdego człowieka w dowcipny sposób i opowiada piękną historię dwojga ludzi, z drugiej trudno mi się zidentyfikować z Rosie, co być może wpłynęło na moje ostateczne wrażenie.

Dwoje ludzi połączonych przyjaźnią tak silną, że przetrwała kilkadziesiąt lat rozłąki i pytanie, czy przyjaźń damsko-męska bez podtekstów jest możliwa - to dwa główne motywy książki. Rosie i Alex to przyjaciele jeszcze ze szkolnej ławy. Oboje dobrze rokują, choć zapewniają nauczycielom silne emocje. Nagle rodzina Alexa przeprowadza się z Irlandii do Bostonu i liściki wymieniane pod ławką zmieniają się w listy pisane wymieniane przez ocean. Od tego momentu ich życie rozwija się w różnych kierunkach, Alex kończy studia, żeni się i zostaje cenionym chirurgiem, a Rosie przeżywa dramat wpadki z przypadkowym chłopakiem podczas balu maturalnego i próbuje jakoś to swoje życie poukładać. Związani z innymi partnerami, pozostają sobie wciąż tak samo bliscy i to u siebie nawzajem szukają wsparcia w najtrudniejszych momentach.

Plusem i minusem powieści są bohaterowie z krwi i kości, popełniający czasem absurdalne - z punktu widzenia czytelnika - błędy życiowe. Prym wiedzie tu Rosie, której nastoletnia ciąża nie kończy bogatej kolekcji złych decyzji. Choć muszę przyznać, że oba małżeństwa Alexa też od początku nie rokowały najlepiej. Mimo wszystko to wciąż Rosie wzbudzała we mnie negatywne emocje, zwłaszcza ciągłym syndromem Matki Teresy i poświęcaniem się dla wszystkich wokół, rezygnując przy tym z własnego szczęścia. Nie oczekiwałabym takich zachowań od nikogo z bliskich, więc irytowały mnie też u bohaterki.

Podobała mi się natomiast epistolarna forma powieści. Zarówno krótkie liściki wymieniane między Rosie i Alexem w szkole, jak i długie listy zdradzające ich zażyłość. Nie zgadzam się z opiniami, że opisy zawarte w niektórych listach są nienaturalne i napisane tylko po to, żeby czytelnik zorientował się w fabule - sama kiedyś korespondowałam w ten sposób przez Atlantyk z najlepszą przyjaciółką i nasze maile wyglądały bardzo podobnie. Poza tym podoba mi się styl autorki, a raczej to, w jaki sposób zmienia go w zależności od nadawcy wiadomości. To sprawia, że postaci wydają się bardziej z krwi i kości, nie są monotonne i ożywają na kartach powieści.

Ogólnie rzecz biorąc, to sympatyczne czytadło, które czasem potrafi podnieść ciśnienie poprzez rozwój akcji i decyzje bohaterów. Polecam jako coś lekkiego na odwyk po ciężkim reportażu.

pokaż więcej

 
2018-04-02 13:12:18

Tutsi i Hutu, dwa najbardziej rozpoznawalne plemiona afrykańskie, stłoczone w malutkiej Rwandzie, o wiele za małej, żeby pogodzić wszystkie interesy. To stamtąd, według powieści Scholastique Mukasonga, wypływa Nil i tam popłynęła rzeka krwi, kiedy większościowi Hutu mordowali Tutsi, dawną elitę kraju.

Dwadzieścia lat przed tymi wydarzeniami toczy się akcja powieści "Maria Panna Nilu", roku z...
Tutsi i Hutu, dwa najbardziej rozpoznawalne plemiona afrykańskie, stłoczone w malutkiej Rwandzie, o wiele za małej, żeby pogodzić wszystkie interesy. To stamtąd, według powieści Scholastique Mukasonga, wypływa Nil i tam popłynęła rzeka krwi, kiedy większościowi Hutu mordowali Tutsi, dawną elitę kraju.

Dwadzieścia lat przed tymi wydarzeniami toczy się akcja powieści "Maria Panna Nilu", roku z życia elitarnej szkoły średniej dla dziewcząt, w kraju pozostającym pod patronatem belgijskim. Uczą się tam przedstawicielki obu plemion, równie niezadowolone z tej sytuacji. Hutu mają pretensje o to, że Tutsi w ogóle włączane są do przyszłych wysokich warstw społecznych kraju. Tutsi mają poczucie niesprawiedliwości wobec systemu rekrutacji, który przydziela ich plemieniu tylko 10% miejsc w szkole, bez względu na predyspozycje do nauki. Przede wszystkim zaś przeżywają małe licealne tragedie i radości, lgną do nowoczesnego świata, planują swoje zamążpójście i dalsze życie. Wszystkie mają marzenia - zarówno okrutna Gloriosa, która marzy o karierze politycznej i podsyca nastrój pełen wzajemnej nienawiści, jak i Weronika i Victoria z Tutsi, uznane przez pewnego starego Francuza za wcielenia dawnych afrykańskich królowych. Jak pokazują kolejne rozdziały, mimo usytuowania szkoły i środków ostrożności, przenika do niej świat zewnętrzny i jego niepokoje. Eskalacja konfliktu i przelanie krwi wydaje się nieuchronne, zwłaszcza, że biali, którzy do podziału na plemiona doprowadzili, postanawiają tym razem umyć ręce.

Książka napisana jest w bardzo ciekawy sposób, pozbawiony patosu i poszukiwania winy i kary. To po prostu zapiski z afrykańskiego życia w przededniu masakry, tym bardziej wiarygodne, że autorka urodziła się w Rwandzie jako Tutsi, doświadczyła prześladowań z tym związanych i w ostatniej chwili wyjechała do Europy. Warto przeczytać wywiad z nią na portalu dwutygodnik.com, żeby w pełni zrozumieć wydźwięk jej czwartej powieści, jedynej wydanej w Polsce. To opowieść, która może przybliżyć nam mentalność ludów Afryki, krzywdę, jaką wyrządziły im europejskie mocarstwa i uświadomić sobie, jak wiele tradycji i tabu pozostaje żywych w podbitych i udręczonych plemionach Czarnego Lądu, mimo usilnych prób wprowadzenia tam obcych zasad i wierzeń.

pokaż więcej

 
2018-03-29 21:50:22
Autor:

To pełna egzotyki i uroku opowieść, o pierwotnej sile, która drzemie w każdym z nas, a zwłaszcza w kobietach i pozwala wychodzić cało z największych tragedii i przekuwać je w osobiste sukcesy. Sile, która uczy nas, jak stawiać czoła kolejnym dniom życia i z której istnienia nie zdajemy sobie sprawy, dopóki nie zostaniemy zmuszeni do odkrycia jej pokładów.

Na przykładzie kilku kolejnych...
To pełna egzotyki i uroku opowieść, o pierwotnej sile, która drzemie w każdym z nas, a zwłaszcza w kobietach i pozwala wychodzić cało z największych tragedii i przekuwać je w osobiste sukcesy. Sile, która uczy nas, jak stawiać czoła kolejnym dniom życia i z której istnienia nie zdajemy sobie sprawy, dopóki nie zostaniemy zmuszeni do odkrycia jej pokładów.

Na przykładzie kilku kolejnych pokoleń rodziny zamieszkującej na Malajach (obecnie część Malezji) autorka snuje opowieść o XX-wiecznej Azji Południowo-Wschodniej, dotykając takich tematów jak przemiany społeczne, życie w okupowanym kraju, aranżowane małżeństwa czy kontrast między ogromnym bogactwem i wielką biedą, uzależnienia, niezdefiniowany syndrom stresu pourazowego. Mogła z tego wyjść książka do poduszki, która nadaje się do zdobywania nagród, ale z pewnością nie do czytania, a jednak pomysł ten zdaje egzamin, bo postaci są bardzo wyraziste, nie mają w sobie cienia sztuczności i żadna z nich nie jest jednowymiarowa. Efekt ten udało się osiągnąć zapewne dzięki prowadzeniu narracji z perspektywy każdego z bohaterów.

Jako pierwszą poznajemy Lakszmi, Hinduskę, w której płynie krew brytyjskich osadników. Jako niezwykle atrakcyjna partia, zostaje ona wydana za mąż za nieznajomego, co na początku XX wieku było standardem, a i dziś zdarza się powszechnie w niektórych częściach świata. Jej mąż imponuje lokalnej indyjskiej społeczności złotym zegarkiem, który po przybyciu na Malaje okazuje się pożyczony i rozmywa się podobnie jak wizja luksusowego życia. Gdy Lakszmi przekracza próg nędznej chaty męża, z dziecka staje się silną kobietą. Systematyczną pracą i żelazną dyscypliną przekuwa nieudolność męża w swój sukces, dając początek dużej zamożnej rodzinie. Ich szczęście pryska jak bańka mydlana, gdy pojawiają się Japończycy, których śmiało można porównać do Nazistów, choć ich zbrodnie nie są w Europie aż tak powszechnie znane. W książce bardzo ładnie pokazane jest to, jak II wojna światowa postawiła ostateczną barierę między starym i nowym i zapoczątkowała prawdziwą rewolucję obyczajową. Kolejne pokolenia jej potomków radzą sobie na tle tych przemian poniżej oczekiwań operatywnej matki, jednak wśród nich także znajdują się jednostki silne, które stopniowo przejmują narrację aż do roku 2001, w którym własną historię XXI wieku pisze Niśa, prawnuczka Lakszmi.

Przeogromny plus należy się autorce za dogłębnie przemyślaną kompozycję. Krótkie rozdziały nie nużą, nie zasypują też gradem informacji historycznych i geograficznych. Pozwala za to wczuć się w klimat. To druga książka tej autorki, z którą miałam przyjemność się zetknąć. Poprzednią pamiętam dość dobrze i z zadowoleniem stwierdzam, że nie wpadła w pułapkę utartych schematów i naprawdę miała na obie te powieści pomysł.

pokaż więcej

 
2018-03-21 19:33:46
Autor:

Uwaga, nie dla ludzi, którzy boją się latać!

Nikogo w swojej pracy nie muszę przekonywać, że na punkcie bezpieczeństwa w lotnictwie mam hopla. Uwielbiam procedury, które służą temu, żeby podróż była bezpieczna, marzą mi się takie lata jak rok 2017, kiedy nikt nie zginął w katastrofie komercyjnego lotu. A po 17 sezonach "Katastrofy w przestworzach" panicznie boję się latać. Uznałam więc, że...
Uwaga, nie dla ludzi, którzy boją się latać!

Nikogo w swojej pracy nie muszę przekonywać, że na punkcie bezpieczeństwa w lotnictwie mam hopla. Uwielbiam procedury, które służą temu, żeby podróż była bezpieczna, marzą mi się takie lata jak rok 2017, kiedy nikt nie zginął w katastrofie komercyjnego lotu. A po 17 sezonach "Katastrofy w przestworzach" panicznie boję się latać. Uznałam więc, że "Pilot. Naga prawda..." to perfekcyjna lektura na trzy tygodnie przed międzykontynentalną podróżą i już żałuję, choć nie dlatego, że książka jest słaba.

Jest to bowiem wyczerpujące kompendium na temat tego, co w lotnictwie (i właściwie każdej branży) szwankuje najbardziej, czyli człowieka. Który zasiada za sterami potężnej maszyny mądrzejszej niż on sam i przez kilka godzin ma się sprawdzić tylko w roli nadzorcy skomplikowanych systemów. Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie wszystko idzie rutynowo, a pilot musi nagle ocknąć się z letargu i wykazać umiejętnościami. I kiedy zawodzi, wszyscy mówią o jego błędzie, a nie o procesie, który do błędnej decyzji doprowadził. Książka obnaża bezlitośnie prawdę o ułomnej naturze ludzkiej i może stanowić źródło wiedzy nie tylko o pilotach, ale o każdym z nas. Temat jest bardzo medialny, bo wszelkie wypadki lotnicze budzą zainteresowanie mediów, wsiadając do samolotu składamy przecież nasze życie w ręce dwóch osób - pilota i pierwszego oficera. Wydają się nam oni nadludźmi, ale nimi nie są, co aż nazbyt dobitnie pokazują przytoczone analizy konkretnych katastrof. Nadludźmi nie są także menadżerowie linii, ludzie stosunkowo rzadko związani z pilotażem.

Książka jest napisana naprawdę solidnie i z dbałością o szczegóły, ale niestety nie jest zbyt aktualna i niekoniecznie przystaje do naszej rzeczywistości.To zrozumiałe - została wydana w 1991 roku, w branży lotniczej to niemal epoka, brakuje mi zatem uzupełnienia o współczesny obraz lotnictwa na świecie. W 2001 roku zmieniło się przecież wszystko, procedury zostały ulepszone, przydałaby się więc edycja 2018. Niektóre modele samolotów opisywane jako cuda nowoczesności, mają niedługo zostać wycofane, pojawiły się maszyny, o jakich 26 lat temu nikomu się nie śniło. No i muszę przyznać, że ostatnie rozdziały wydawały mi się napisane na siłę i jakby nie przystające do reszty. O ile pierwszych 15 rozdziałów czytałam z wypiekami na twarzy, reszta dość mocno mi się dłużyła. Po lekturze mam oczywiście wrażenie, że każdy lot to śmiertelne niebezpieczeństwo, wszystkim z takimi samymi objawami polecam wycieczkę na taras widokowy i popatrzenie na bezproblemowe starty i lądowania.

A przede wszystkim jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów teorii spiskowych, podejrzeń o zamachy i wybuchających parówek.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
408 172 3753
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (52)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (21)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd