Eponine 
Z zawodu jestem tłumaczem języka koreańskiego. Uważam, żeby dobrze wykonywać ten zawód, należy przede wszystkim posługiwać się perfekcyjne własnym językiem. Pomysł pisania recenzji przeczytanych książek zrodził się na studiach, miałam zamiar w ten sposób pracować nad lekkością pióra i przeciwdziałać zapominaniu języka polskiego w procesie nauki języków obcych. *** Nie gardzę żadnym gatunkiem, ale przyznam, że najbardziej pociągają mnie literackie podróże - lubię, kiedy książka odkrywa jakiś skrawek świata, zupełnie mi nieznany lub taki, za którym tęsknię już po podróży. Bez względu na to, czy jest to literatura faktu, romans czy powieść obyczajowa. *** Nie udało mi się jak dotąd przeczytać 52 książek w ciągu roku, ale uważam, że od czytania na akord ważniejsza jest przyjemność, a niektórych książek po prostu nie da się zrozumieć i docenić, pochłaniając po 300 stron dziennie. *** Odkryciem roku 2018 jest reportaż, a przede wszystkim Wydawnictwo Czarne.
26 lat, kobieta, Warszawa, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki i 13 cytatów, ostatnio widziana 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • Czerwona Królowa
    Czerwona Królowa
    Autor:
    Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy. – Mare Molly Barrow, urodzona siedemnastego listopada 302 roku Nowej Ery, córka Daniela i Ruth Barrowów –...
    czytelników: 16988 | opinie: 933 | ocena: 7,57 (6794 głosy) | inne wydania: 1
  • Jezus
    Jezus
    Autor:
    Dlaczego Ziemia Święta jest często nazywana Piątą Ewangelią? W którym mieście Jezus dokonał wielu cudów? Dlaczego Gehenna jest prześliczna? James Martin SJ zaprasza czytelników, by w zupełnie nowy, o...
    czytelników: 481 | opinie: 41 | ocena: 8,39 (166 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-22 13:40:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ameryka Pn, Biblioteka Ursus, Klasycznie

Sięgając po "Anię z Wyspy Księcia Edwarda", miałam nadzieję na sentymentalny powrót do dzieciństwa, choć gdzieś z tyłu głowy krążyły mi opinie określające tę książkę jako bardziej postępową od reszty cyklu o Ani, poruszającą trudne tematy i z nutą zgorzknienia odchodzącą od zaklętego kręgu baśni. Okazało się, że jedno nie przeszkadza drugiemu. Spotkanie z rodziną Blythe'ów w rozdziałach... Sięgając po "Anię z Wyspy Księcia Edwarda", miałam nadzieję na sentymentalny powrót do dzieciństwa, choć gdzieś z tyłu głowy krążyły mi opinie określające tę książkę jako bardziej postępową od reszty cyklu o Ani, poruszającą trudne tematy i z nutą zgorzknienia odchodzącą od zaklętego kręgu baśni. Okazało się, że jedno nie przeszkadza drugiemu. Spotkanie z rodziną Blythe'ów w rozdziałach poświęconych twórczości Ani i Waltera zaspokoiło w pełni apetyt na sentymenty, a pozostałe części wniosły powiew świeżości do Glen St. Mary i Avonlea.

O dziwo i na szczęście, to nie Ania i jej rodzina są głównymi bohaterami powieści. Ich dalsze losy poznajemy pośrednio, ponieważ nieustannie są wspominani przez innych mieszkańców okolicznych miejscowości. Dla niektórych to wada, dla mnie spora ciekawostka. Nowe wątki wykreowane przez Lucy M. Montgomery są ciekawe i spójne, z poprzednimi częściami zgadzają się także wzmianki o Blythe'ach. Z prawdziwą przyjemnością dowiedziałam się co nieco o przyszłości Rilli, która jest zdecydowanie moją ulubioną postacią z całego cyklu. Bardzo podobała mi się forma powieści, czytelny podział na rozdziały pisane prozą i te w formie dramatu, z dodatkowym smaczkiem w postaci wierszy. Twórczość Ani i Waltera może nie ma specjalnej wartości literackiej i momentami przypomina pierwsze próby nieszczęśliwie zakochanej gimnazjalistki, ale było też kilka wierszy, które chwyciły mnie za serce. Między innymi wspominany tak często w ósmym tomie "Szczurołap". Myślę, że warto je przeczytać, żeby zrozumieć kontekst niektórych scen i lepiej poznać bohaterów. Choć przyznaję, że zdecydowanie ciekawsze są wypowiedzi i przemyślenia bohaterów pod wierszami.

Jeśli chodzi o wątki społeczne, które miały być dużo poważniejsze i poruszać sprawy przemilczane w poprzednich tomach, to nie odniosłam wrażenia, żeby coś takiego było na pierwszym planie. LMM zawsze pisała o sprawach nie do końca zrozumiałych dla dzieci - takich jak odrzucenie, sytuacja sierot, przymuszanie do małżeństwa, staropanieństwo w XIX wieku. Wystarczy wspomnieć historię Leslie Moore. Chyba żadne dziecko na świecie, czytając "Wymarzony Dom Ani", nie rozumiało, dlaczego Leslie cieszyła się z długich nieobecności męża. Być może w ostatnim tomie pewne zjawiska nazywane są bardziej bezpośrednio, ale w żaden sposób nie wpływa to na mój odbiór powieści.

To dziwne uczucie, czytać nową książkę kogoś, kto od dawna nie żyje, a w dodatku tworzył w dawno minionych czasach. Zupełnie jak dar od losu, przypadkiem znaleziony list, który przeleżał na poczcie kilkadziesiąt lat. Dzięki temu, że książka została napisana bezpośrednio po poprzednich częściach, zachowuje urok poprzednich części i z łatwością można ją zaliczyć do kanonu - w tej sztuce poległa J. K. Rowling, pisząc "Przeklęte dziecko", które pod żadnym względem nie dorasta do pięt siedmiu oryginalnym częściom. Montgomery nie spowodowała w moim sercu trzęsienia ziemi, raczej dodała coś nowego i pozwoliła spojrzeć na literackich przyjaciół z dzieciństwa z nowej, szerszej perspektywy. Po raz pierwszy przeczytałam "Anię z Wyspy Księcia Edwarda" już jako dorosła, trudno mi więc przewidzieć oddźwięk wśród dzieci, ale myślę, że to dobra lektura dla wszystkich, którzy dorastali i będą dorastać razem z Anią.

pokaż więcej

 
2018-10-03 23:25:02
Seria: Reportaż

Pod przewrotnym tytułem kryje się reportaż naprawdę wysokich lotów. Autorka zadała sobie wiele trudu, aby zdobyć materiał do napisania książki, gromadząc obszerną bibliografię i wyruszając w podróż z Polski do stanu Arkansas w USA, gdzie nikt o Polsce nie słyszał i o którym słyszało niewielu Polaków. Ale było warto, a Wydawnictwo Czarne po raz kolejny pokazało, że na dobrej literaturze faktu... Pod przewrotnym tytułem kryje się reportaż naprawdę wysokich lotów. Autorka zadała sobie wiele trudu, aby zdobyć materiał do napisania książki, gromadząc obszerną bibliografię i wyruszając w podróż z Polski do stanu Arkansas w USA, gdzie nikt o Polsce nie słyszał i o którym słyszało niewielu Polaków. Ale było warto, a Wydawnictwo Czarne po raz kolejny pokazało, że na dobrej literaturze faktu potrafi się poznać.

Ku Klux Klan. O ile miasteczko Harrison dla nas jest anonimowe, o tyle sama nazwa rasistowskiej organizacji już nie i nieodłącznie kojarzy się ze wstydem, który zakorzenił się w białych po setkach lat dyskryminacji innych ras. Od razu na myśl przychodzą lincze, płonący krzyż i obrzydliwe hasła, jakież więc było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że Ku Klux Klan nadal działa dość prężnie na pewnych obszarach USA. Katarzyna Surmiak-Domańska pozwoliła się wypowiedzieć jego członkom, zachowując podczas wywiadów stoicki spokój i przybierając postawę obserwatora, nie zaś oceniającego. Podziwiam to, bo na pewno trudno było jej powstrzymać emocje wśród ludzi gloryfikujących Hitlera i jego świtę.

Z wypowiedzi tych wyłania się obraz społeczeństwa niemal idealnego, zamkniętego w swoistej bańce. Dzieci są tu grzeczne, choć rodzice nie podnoszą głosu. Wszyscy odnoszą się do siebie z szacunkiem. Nie ma problemów z przemocą i przestępstwami, nikt nie nadużywa alkoholu, wszyscy wiodą pobożne, dobre życie. Jaka jest na to recepta? Według mieszkańców Harrison, jednorodność rasowa, czyli całkowity brak twarzy o ciemnej karnacji czy skośnych oczach. Ci ludzie chcą, aby tak zostało, więc chociaż nie jeżdżą już konno w białych płaszczach i nie urządzają pogromów, nikt ciemnoskóry nie kwapi się do osiedlenia się pośród nich. Teraz wojują nie mieczem, a słowem, osiągając mistrzostwo w propagandzie. Do tego stopnia, że ich argumenty momentami zaczynają być logiczne. Przez pryzmat historii poszczególnych odłamów Ku Klux Klanu i współczesnych jego członków mieszkających w tak zwanym Pasie Biblijnym na południu USA, możemy jak nigdy wcześniej spojrzeć na temat segregacji rasowej.

Sama Autorka zachowuje natomiast dalece posunięty obiektywizm, nikogo nie ocenia, pozwalając czytelnikowi dojść do własnych wniosków. Ja na przykład uświadomiłam sobie, że przez lata zjawisko rasizmu przypisane zostało wyłącznie do białych. Łatwo to dostrzec nie tylko w Stanach. Kiedy murzyn założy koszulkę z napisem "Black Power", nikt nie zwraca na to uwagi. Wybór na rynku jest dość szeroki. Taka sama koszulka z nadrukiem "White Power" doprowadziłaby do skandalu i oskarżeń o rasizm. Kolejny przykład - nikt nie ma pretensji do Japonii, że pozostaje krajem jednorodnym etnicznie, kraje Europy Środkowej są za to samo szykanowane i oskarżane o ksenofobię. Następuje zjawisko odwrotnego rasizmu, tym razem wymierzone niejako w rasę euroazjatycką i skoro sama widzę to w codziennym życiu, trudno mi mieć pretensje do kogoś, komu to przejście ze skrajności w skrajność nie odpowiada. Nie potrafię jednak zrozumieć tak radykalnego podejścia, które każe nie podawać ręki czarnoskórym i nie wpuszczać ich do swojego miasta. A do tego na siłę szukać w Biblii fragmentów, które taką postawę usprawiedliwiają.

Reasumując, polecam ten reportaż każdemu, zarówno zwolennikom tzw. multi-kulti, jak i przeciwnikom migracji. Zrobił on na mnie ogromne wrażenie, zarówno treścią, jak i bardzo przemyślaną formą i dobrym stylem Autorki. Jej profesjonalizm sprawił, że kontrowersyjny temat zmienił się w temat wart przemyśleń i myślę, że w niejednym z nas może zostawić trwały ślad.

pokaż więcej

 
2018-09-28 18:49:16
Dodała cytat z książki: Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość
My, ludzie rasy białej, jesteśmy wyposażeni w genetyczną skazę. Ta skaza to miłosierdzie. Kiedy widzimy istoty, które nie mają tego, co my: naszej inteligencji, wykształcenia, pieniędzy, zaczynamy odczuwać współczucie. Żadna inna rasa tak nie ma. I dlatego to my, a nie oni, jesteśmy skazani na zagładę.
 
2018-09-28 18:45:12
Dodała cytat z książki: Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość
Kiedy człowiek pozwoli, żeby zakorzeniło się w nim poczucie winy, staje się bezwolny. Poddaje się. Bez sprzeciwu znosi prześladowania i wszelkie dolegliwości. Pozwala na gwałcenie swoich praw. Traci instynkt samoobrony. Zaczyna przedkładać dobro innych nad dobro swoje i swojej rodziny. Jest gotów zrobić wszystko, żeby tylko to dojmujące poczucie winy z siebie zmyć.
 
2018-09-27 19:34:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Biblioteka Ursus

W tym gatunku nie ma nikogo lepszego, a przynajmniej do tej pory z nikim lepszym się nie spotkałam. Tess Gerritsen w tej książce prezentuje swoje najlepsze oblicze jako autorki, umiejętnie łącząc skomplikowaną zagadkę medyczną z ciekawymi zagadnieniami ze świata nauki i wątkiem obyczajowym. I jak zwykle, jest w stanie wybrnąć z pętli fabuły w bardzo widowiskowy sposób.

Oś fabularna książki...
W tym gatunku nie ma nikogo lepszego, a przynajmniej do tej pory z nikim lepszym się nie spotkałam. Tess Gerritsen w tej książce prezentuje swoje najlepsze oblicze jako autorki, umiejętnie łącząc skomplikowaną zagadkę medyczną z ciekawymi zagadnieniami ze świata nauki i wątkiem obyczajowym. I jak zwykle, jest w stanie wybrnąć z pętli fabuły w bardzo widowiskowy sposób.

Oś fabularna książki kręci się wokół dziwnej epidemii, która wybucha na orbicie Ziemi, w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jeden z astronautów prowadzących tam pionierskie badania naukowe, umiera nagle po nagłej i bardzo "brutalnej" chorobie. Jego ciało wysłane na Ziemię natychmiast po wylądowaniu przejmuje wojsko, co potęguje tylko niepokój w kontroli lotów NASA i wśród przyjaciół członków załogi. Tymczasem na pokładzie stacji kosmicznej przypadkiem znajduje się dr Watts. Wysłana tam w zastępstwie za kolegę, w trakcie własnego rozwodu z innym astronautą, zauważa u kolejnych kolegów pierwsze symptomy tej samej zarazy. A jej mąż postanawia działać, by jak najwięcej z nich sprowadzić bezpiecznie do domu.

Bardzo dobry styl, wyraziste postaci i emocje równe tym, których doświadczyłam, czytając "Infekcję" to znaki rozpoznawcze Gerritsen. Zgadzam się co prawda z niektórymi czytelnikami, że wątek miłosny pomiędzy skłóconymi małżonkami był dość infantylny, ale nie przeszkadzał mi zbyt mocno w odkrywaniu kolejnych aspektów zagadki. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, w jaki sposób opisane zostało życie ludzi związanych z przemysłem kosmicznym. Tak wiarygodne opisy przeżyć astronautów i kwestii technicznych świadczą o bardzo dokładnym przygotowaniu merytorycznym przed napisaniem tej książki.

pokaż więcej

 
2018-09-03 00:32:47
Seria: Reportaż

Wycieczka w chłodniejsze rejony po czterech miesiącach upałów? Dlaczego nie... Spitsbergen to dla mnie synonim piekła na Ziemi. Wszyscy znajomi wiedzą, że nienawidzę zimy w każdym jej przejawie i że od listopada do kwietnia moje życie składa się głównie z narzekania. Jak zatem ludzie mogą żyć w miejscu, gdzie lato wyznacza jedynie słońce, które nie gaśnie? I przez pół roku jest jasno i zimno,... Wycieczka w chłodniejsze rejony po czterech miesiącach upałów? Dlaczego nie... Spitsbergen to dla mnie synonim piekła na Ziemi. Wszyscy znajomi wiedzą, że nienawidzę zimy w każdym jej przejawie i że od listopada do kwietnia moje życie składa się głównie z narzekania. Jak zatem ludzie mogą żyć w miejscu, gdzie lato wyznacza jedynie słońce, które nie gaśnie? I przez pół roku jest jasno i zimno, a przez następne pół ciemno i bardzo zimno? Dzięki tej książce można zajrzeć do świata, który sami sobie stworzyli i poznać ich unikatowe życiorysy. Bo każdego na tę zimną wyspę przywiodło coś innego.

Reportaż Ilony Wiśniewskiej pokazuje zimną wyspę jako miejsce niezwykle kolorowe w swych odcieniach szarości. Gdy w przyrodzie brakuje barw, przywożą je ze sobą przyjezdni, czasem z tak odległych miejsc jak Meksyk, Tajlandia czy Iran. Przywożą na Spitsbergen skrawki swojej kultury, które mieszają się w małym miasteczku Longyearbyen. Obchodzą różne święta i mają różne sposoby na przetrwanie ciemnej pory. Dla mnie właśnie ta część książki, poświęcona przedstawicielom różnych narodów mieszkających razem w bardzo zintegrowanej społeczności, była najciekawsza. Świetnie bawiłam się zatem przez nieco ponad połowę książki.

Niestety potem, kiedy Autorka przeszła do opisywania polskich śladów na Spitsbergenie, czar nieco prysł. Życiorysy naszych rodaków w Arktyce są i były na pewno bardzo interesujące, jednak encyklopedyczne opisy i powtarzanie bardzo podobnych opisów przyrody, dość mocno mnie znużyły i przez ostatnie 50-60 stron musiałam przebrnąć na raty. W dodatku poszczególne historie przedstawione zostały w sposób chaotyczny i zupełnie niezapadający w pamięć. To moje główne zastrzeżenie wobec tej niedługiej książeczki. Być może autorka zbytnio zaplątała się we własnym entuzjazmie i chęci przekazania jak największej liczby informacji.

Ogólnie jednak reportaż ze Spitsbergenu robi pozytywne wrażenie. Czuję pewien niedosyt po zbyt krótkiej moim zdaniem części poświęconej psim zaprzęgom. Zupełnie nie rozumiem też, jaki związek z resztą książki ma historia wschodnioeuropejskie uciekinierki, która zdecydowała się nie skorzystać z azylu w Norwegii i wróciła do domu. Moim zdaniem nie ma żadnego. Ale styl autorki jest przystępny, zdarza jej się błysnąć dowcipem. Uważam też, że warto podczas tej lektury przekonać się, jak szerokie jest pojęcie egzotyki i że czasem zupełnie inny świat jest tak blisko nas i jest tak abstrakcyjny i tak inny niż wszystko, co znamy.

pokaż więcej

 
2018-08-31 21:18:18

Przyjęło się, że romans jest gatunkiem literatury kobiecej. Ale Sparks z każdą kolejną powieścią przypomina, że mężczyźni mogą pisać o miłości równie dobrze, jeśli nie lepiej. Jego powieści to praktycznie gwarancja świetnej rozrywki, potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika bez względu na objętość książki i tworzy bardzo różnorodne historie. W tym wypadku także mnie nie zawiódł - jak zwykle... Przyjęło się, że romans jest gatunkiem literatury kobiecej. Ale Sparks z każdą kolejną powieścią przypomina, że mężczyźni mogą pisać o miłości równie dobrze, jeśli nie lepiej. Jego powieści to praktycznie gwarancja świetnej rozrywki, potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika bez względu na objętość książki i tworzy bardzo różnorodne historie. W tym wypadku także mnie nie zawiódł - jak zwykle czerpie z uniwersalnych motywów i udowadnia, że jest wnikliwym obserwatorem i bardzo wrażliwym pisarzem.

"We dwoje" to historia pozornie szczęśliwej rodziny należącej do zamożnej klasy średniej amerykańskiego Charlotte. Russel, specjalista od reklamy, w młodości popełnił kilka poważnych błędów, w końcu jednak żeni się z piękną Vivian i dorasta do roli ojca. Wydaje się, że wraz z żoną starają się pielęgnować wzajemne relacje i dobrze wychowywać córkę London, ale w pewnym momencie jedno zdarzenie zmienia wszystko. Russel musi stawić czoła zupełnie nowym wyzwaniom, w czym dzielnie sekunduje mu rodzina, a przede wszystkim ukochana siostra. W końcu ten poważny mężczyzna odkrywa, że przebywanie na co dzień z rezolutną pięciolatką może sprawić mu ogrom radości, dostaje też od życia szansę, żeby naprawić to, co kiedyś sam zniszczył.

Najlepszym elementem tej powieści są bohaterowie. Słowo daję, po raz pierwszy od dawna życzyłam bohaterce literackiej powolnej i bolesnej śmierci. Boska Vivian ucieleśnia typ kobiety, którego szczerze nienawidzę - leniwa baba, która złapała faceta z dobrą pracą i pod płaszczykiem tego, co najlepsze dla dziecka, postanawia zostać przez kilka lat w domu, nie robiąc absolutnie nic. W tym celu potrzebuje oczywiście pomocy domowej, bo przecież sama sprzątać nie da rady. A kiedy jej ukochany mąż jest zmuszony odejść z firmy i postanawia założyć własny biznes, ani myśli go wesprzeć. Czy też przeczekać trudny okres początków na rynku. Najważniejsze są zakupy w ekskluzywnych butikach, bo przecież Russel obiecał jej, że nie ucierpi na tym standard jej życia. A w końcu, jak to bywa w takich sytuacjach, pakuje manatki i wyprowadza się do swojego nowego szefa, który może jej zaoferować szczere uczucie i prywatny odrzutowiec. Reszta bohaterów nie jest idealna i też ma swoje za uszami, ale Vivian to zdecydowanie moja antybohaterka.

Jedyne, co mogę zarzucić książce, to nieco zbyt naiwny motyw odradzającej się miłości sprzed lat. Emily jest dokładnym przeciwieństwem Vivian i składa się prawie z samych zalet, czyli jest empatyczna, ugodowa, wrażliwa i nastawiona na pomoc dawnemu partnerowi. Nieco za dużo tu lukru i to można byłoby poprawić. Poza tym, wątek nieco zagubionego w nowej roli ojca wypadł bardzo wiarygodnie, a urzekły mnie jego relacje z rodziną, zwłaszcza z ukochaną siostrą i jej partnerką.

Wszystkie te komponenty składają się na ciekawą lekturę, z którą powinny zapoznać się nie tylko kobiety, ale może przede wszystkim mężczyźni. Ta książka może być dla nich swego rodzaju ostrzeżeniem, że za sarnimi oczami niczym z filmów o księżniczkach Disneya może kryć się wyrachowana kobieta gotowa przede wszystkim na wygodne i beztroskie życie. Ja jestem natomiast bardzo ciekawa, czym jeszcze zaskoczy mnie za jakiś czas Autor.

pokaż więcej

 
2018-08-21 19:30:10
Autor:
Seria: Reportaż

Jestem pod wrażeniem pracy, którą wykonał autor, żeby ta książka mogła się ukazać i nieco mniej pod wrażeniem ostatecznego efektu. Scott Carney badał problematykę tak zwanego czerwonego rynku przez okrągłe pięć lat i pewnym środowiskom zapewne się tym naraził. Zdobył informacje, można byłoby powiedzieć, nieosiągalne, i starał się podejść do tematu bardzo kompleksowo. Ale mimo jego... Jestem pod wrażeniem pracy, którą wykonał autor, żeby ta książka mogła się ukazać i nieco mniej pod wrażeniem ostatecznego efektu. Scott Carney badał problematykę tak zwanego czerwonego rynku przez okrągłe pięć lat i pewnym środowiskom zapewne się tym naraził. Zdobył informacje, można byłoby powiedzieć, nieosiągalne, i starał się podejść do tematu bardzo kompleksowo. Ale mimo jego zaangażowania, zbyt często czułam niesmak wywołany jego poglądami i systemem wartości, żeby ocenić tę książkę wyżej.

Czerwony rynek - do niedawna nie miałam pojęcia, co to takiego. Owszem, wiedziałam coś o handlu nerkami i byłam świadoma, że nie wszyscy znajomi lekarze uczą się anatomii z plastikowych odlewów. Obiło mi się o uszy coś o prześladowaniach Falun Gong w Chinach, a Facebook bombarduje mnie wręcz reklamami dotyczącymi możliwości sprzedaży komórek jajowych. Nie umiałam jednak kompleksowo nazwać tego zjawiska, a autor otworzył mi oczy na praktyki, których nigdy w życiu nie spodziewałabym się w cywilizowanym świecie.

Czerwony rynek to, ogólnie rzecz biorąc, handel produktami pozyskiwanymi z ludzkiego ciała. Do tych "produktów" należą oczywiście organy, ale też kości, krew, komórki jajowe, nasienie. Książka, zredagowana dość logicznie, w każdym rozdziale porusza jeden jego aspekt, skupiając się na jego występowaniu pod różnymi szerokościami geograficznymi i na łańcuchu dostaw. Jak wynika z reportażu Carneya, ojczyzną czerwonego rynku są Indie - to tam opracowano technikę idealnego wybielania kości zmarłych, funkcjonują farmy krwi i szpitale, w których można wynająć brzuch kobiety, jeśli nie można samemu urodzić dziecka. Tam też kwitnie handel organami, choć w kradzieżach organów wyraźnie wyróżniają się też Chiny. Nie wiem, dlaczego, ale autor skupia się właśnie na tych rejonach, pozostałą część świata pokazując raczej w charakterze odbiorców i importerów. Znacznie ciekawiej byłoby wziąć pod uwagę także mieszkańców krajów rozwiniętych, którzy w desperacji sprzedają swoje organy na czarnym rynku, bo problem ten istnieje, choć na pewno nie na taką skalę.

To jednak, co nie podoba mi się znacznie bardziej, to stawianie właściwie na równi kwestii moralnej wszystkich gałęzi czerwonego rynku. O ile nie mam problemu z moralnym zakwalifikowaniem kradzieży organów czy porywania ludzi w celu sprzedaży ich krwi do szpitali, o tyle już handel kośćmi zmarłych, który może się przyczynić do uratowania całej rzeszy ludzi, nie budzi we mnie takiego sprzeciwu. Studenci medycyny muszą się przecież na czymś uczyć, a lepszego sposobu nikt nie wymyślił. Podobnie jak kwestia pobierania krwi od więźniów (skazanych za ciężkie przestępstwa), których naród i tak musi utrzymywać, a którzy mogliby w ten sposób spłacić część długu wobec społeczeństwa, oczywiście w rozsądnych granicach. A w sprzedawaniu czy oddawaniu włosów na peruki nie widzę absolutnie niczego złego. Uważam też, że nikt z nas nie ma prawa oceniać indyjskich surogatek, jeśli nie znalazł się w ich sytuacji życiowej. Ale jest to moje prywatne zdanie, z którym nikt nie musi się zgadzać. Wolałabym zatem, żeby autor powstrzymał się od sugerowania swojej opinii i po prostu analizował procesy zachodzące na czerwonym rynku.

Poza tymi dwoma zastrzeżeniami, książkę mimo makabrycznej tematyki czyta się dobrze. Skłania ona do zadania sobie pewnych pytań, niekoniecznie takich, jakich oczekiwał autor. Uświadamia różnice pomiędzy europejskim kręgiem kultury a sposobem myślenia ludzi w kilku rejonach Azji. Pokazuje praktyki, o jakich nawet nam się nie śniło i te, od których wolelibyśmy odwrócić oczy. Dla tych plusów warto zignorować to, co ja uznałam za zgrzyty i poświęcić kilka dni na odkrywanie w bezpieczny sposób kulisów tej okrutnej branży.

pokaż więcej

 
2018-08-15 13:19:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Nicholas Sparks ma wszystko, czego potrzeba autorowi takich powieści. Lekkie pióro, umiejętność kreowania ciekawej fabuły i wyrazistych bohaterów. Jego powieści to w zasadzie gotowy materiał do ekranizacji, z czego rynek filmowy skrzętnie korzysta. Choć wielu zarzuca mu pewien schemat, muszę przyznać, że każda kolejna książka jest dla mnie inna w odbiorze. I że świetnie się przy nich bawię.

...
Nicholas Sparks ma wszystko, czego potrzeba autorowi takich powieści. Lekkie pióro, umiejętność kreowania ciekawej fabuły i wyrazistych bohaterów. Jego powieści to w zasadzie gotowy materiał do ekranizacji, z czego rynek filmowy skrzętnie korzysta. Choć wielu zarzuca mu pewien schemat, muszę przyznać, że każda kolejna książka jest dla mnie inna w odbiorze. I że świetnie się przy nich bawię.

"Spójrz na mnie" to pierwsza powieść Sparksa z wątkiem kryminalnym, z jaką się spotkałam. Maria, Amerykanka meksykańskiego pochodzenia, prowadzi całkiem udane życie. Jej rodzice osiągnęli to, co dla wielu jest esencją amerykańskiego snu - przybyli do tego kraju, nie znając nawet języka, ale udało im się założyć dobrze prosperujący biznes, a dzieci posłali na studia. Maria została prawnikiem, dostała pracę w kancelarii i do pełni szczęścia brakuje jej miłości, choć sama zagłusza tę potrzebę, skupiając się na pracy. Pewnej nocy nieco przerażający nieznajomy pomaga jej zmienić koło na oddalonej od cywilizacji drodze. Traf chce, że pokiereszowany brutal to kolega z grupy siostry Marii, Sereny, która doprowadza do ich ponownego spotkania. Tak rodzi się specyficzne uczucie między dwojgiem skrajnie niepasujących znajomych...

W klasycznej obyczajówce na przeszkodzie ich romansowi stałyby zapewne głównie różnice społeczne. Można byłoby skonstruować zwyczajne love story, toksyczną miłość i wielką przemianę. Sparks wybrnął z tego ślepego zaułka lepiej niż dobrze - Colin nie zmienia się pod wpływem Marii, to ona poznaje go już wtedy, kiedy ma w miarę poukładane w głowie. Wpleciony zostaje wątek kryminalny, o Marię upomina się jej krótka przeszłość zawodowa, a świeżo przywrócony do społeczeństwa Colin przeżywa rozterki, kiedy jego ukochana jest nękana przez stalkera. Do tego dochodzi cała plejada naprawdę sympatycznych bohaterów, na czele z Evanem i nieco przerysowaną Lily, przyjaciółmi Colina.

Jak zwykle u Sparksa, gdzieś między wierszami pojawiają się motywy i dylematy społeczne, takie jak imigracja, lojalność wobec rodziny, samosąd, granice bólu po utracie bliskiej osoby, stalking i niewydolność systemu prawnego państwa. Stereotypowe role odwracają się - Colin, który z kryminalną przeszłością nadawałby się świetnie na czarny charakter, w tej historii jest obrońcą, zwyczajny mężczyzna pod wpływem rozpaczy staje się katem, a prawniczka stojąca na straży prawa jako prokurator okazuje się bezbronną ofiarą. Ten tygiel narodowości i koktajl ról życiowych smakuje bardzo dobrze, zwłaszcza w połączeniu z ładnym wydaniem i przepiękną okładką.

A niejasny dla niektórych tytuł "See me" dla mnie w oczywisty sposób jest wołaniem stalkera o uwagę ofiary.

pokaż więcej

 
2018-08-05 16:01:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Przeciętne czytadło, jakich wiele, nieco bardziej ambitne niż romanse Danielle Steel, ale bazujące na tych samych podstawach - główna bohaterka, piękna i utalentowana, która pokonuje życiowe przeszkody, wykazując się nieskalanym sercem i poświęceniem. Taka jest Senda, Żydówka z ukraińskiej wsi dotkniętej pogromem. Ona i jej kochanek dzięki schadzce unikają losu sąsiadów i przyłączają się do... Przeciętne czytadło, jakich wiele, nieco bardziej ambitne niż romanse Danielle Steel, ale bazujące na tych samych podstawach - główna bohaterka, piękna i utalentowana, która pokonuje życiowe przeszkody, wykazując się nieskalanym sercem i poświęceniem. Taka jest Senda, Żydówka z ukraińskiej wsi dotkniętej pogromem. Ona i jej kochanek dzięki schadzce unikają losu sąsiadów i przyłączają się do grupy wędrownych artystów, by dotrzeć do Petersburga. Tam Sendę zauważa wpływowy książę i postanawia, że zostanie ona jego kochanką. W tym celu kusi ją błyskotkami i zbytkami, inwestując przy tym w jej błyskotliwą karierę sceniczną. Senda jest rozdarta pomiędzy możliwościami oferowanymi przez księcia a uczuciem do rewolucjonisty Szmarii. Tymczasem pierwsze lata XX wieku nieuchronnie prowadzą do wielkiej wojny i kresu wystawnego życia rosyjskich elit...

Ciekawe tło i całkiem niezły styl pisarki nie są w stanie wprowadzić tej powieści na żaden wyższy poziom, to dość naiwna historyjka do przeczytania w jeden dzień. Założenia chyba były ambitne, całość zaczyna się historią amerykańskiej aktorki pochodzenia żydowskiego, która podczas wizyty w Izraelu zostaje porwana, nie do końca wiadomo, po co, bo motyw ten pojawia się na samym początku, a przez dalsze 300 stron nie jest ani razu wspomniany, przez co łatwo go po prostu zapomnieć, bo dalsza część jest w całości poświęcona Sendzie. Postaci na początku zapowiadały się nieźle, polubiłam główną bohaterkę, rozdartą między tradycją a miłością do ukochanego mężczyzny. Potem jednak zaczęła się sztampa i stereotypy, a niektóre wybory Sendy, choć w miarę logicznie umotywowane, były dla mnie niezrozumiałe. Poza nią i księciem Wasilijem, właściwie wszyscy inni są bardzo jednowymiarowi - zapatrzony w rewolucję Szmaria, łaskawa żona księcia, dobra niemiecka służąca i zły hrabia - nic nie mogło mnie tu zaskoczyć. Wydarzenia rozwijały się w dobrym tempie, ale czuć nieco chaotyczne wykonanie nie najgorszego pomysłu.

Sięgając po tę książkę, należy ponadto przygotować się na całkiem sporo scen łóżkowych. Nie przeszkadzają mi one, jeśli są dobrze napisane, ale autorce ewidentnie brak warsztatu w tej kwestii. Opisy scen miłosnych sprowadzają się do prostych czynności - kto, jak, gdzie i kiedy. Bez tych scen dałabym o gwiazdkę więcej. A tak, zostaje przeciętna obyczajówka pod płaszczykiem powieści historycznej, która niespecjalnie zachęca do przeczytania kolejnych tomów.

pokaż więcej

 
2018-08-03 17:25:08

Jeśli nie chcecie, aby ta książka spowodowała u Was niestrawność, koniecznie pomińcie pierwszych 40 stron. I tak nie znajdziecie w nich nic o Dubaju, jakiego nie zna świat - to laurka Autora napisana dla samego siebie, o jego cudownym stylu podróżowania, o wspaniałej żonie i dzieciach bez wad. Jest też tam fragment o tym, że linie lotnicze Emirates były dawniej jednymi z najlepszych na świecie... Jeśli nie chcecie, aby ta książka spowodowała u Was niestrawność, koniecznie pomińcie pierwszych 40 stron. I tak nie znajdziecie w nich nic o Dubaju, jakiego nie zna świat - to laurka Autora napisana dla samego siebie, o jego cudownym stylu podróżowania, o wspaniałej żonie i dzieciach bez wad. Jest też tam fragment o tym, że linie lotnicze Emirates były dawniej jednymi z najlepszych na świecie (od kiedy nie są?), ale stewardessy nie są już tak ładne jak kiedyś, więc ucierpiał na tym luksus pasażerów. Takich jak pan Pałkiewicz, który wprawdzie luksusem się brzydzi, ale wybiera się na siedmiogwiazdkowe wakacje do najbardziej ociekającego złotem kraju na świecie i chce nam pokazać, że nie wszystko złoto, co się świeci.

Być może nawet by mu się to udało, bo są fragmenty bardzo interesujące, ale lekturę skutecznie utrudnia ego autora, zdecydowanie większe niż Burdż Chalifa. Relacja z podróży jest gęsto przeplatana historiami o tym, kogóż to pan Jacek nie zna, a przede wszystkim, jak bardzo jest rozpoznawalny. W samolocie, na ulicach i w centrach handlowych zaczepiają go turyści różnych narodowości i pytają o autografy, ba, nawet arabskie kobiety rozpoznają Lindę jako żonę wielkiego podróżnika. A jednak Dubaj walczy z poczuciem samozadowolenia i powoli przebija się przez kolejne strony książki.

Czy dla mnie była ona zaskakująca? Niekoniecznie. Oczywiście, trochę zmieniła mój pogląd na życie w Dubaju, znane dotąd raczej z opowieści stewardess i, ogólnie rzecz biorąc, uprzywilejowanej grupy imigrantów. Nietrudno domyślić się, że wieżowce nie postawiły się same, ale nie sądziłam, że są efektem aż takiego wyzysku robotników. Zaciekawił mnie punkt widzenia rdzennych mieszkańców Dubaju, którzy stanowią żałośnie mały procent populacji i są skrajnie rozpieszczani przez państwo, a przy tym coraz bardziej bezradni. Także kwestia nierównego traktowania ekspatów i problem równouprawnienia kobiet były bardzo interesujące.

Dziwi mnie natomiast, że człowiek, który zwiedził praktycznie cały świat i poznał tak wiele kultur, nie potrafi odciąć się od europejskiego sposobu myślenia, kiedy dochodzi do różnic kulturowych. Być może powód jest taki, że to książka dla polskiego odbiorcy, ale mam wrażenie, że wszystko co dotyczy odmienności postrzegania świata przez muzułmanów z Półwyspu Arabskiego, zostało napisane z lekką przyganą, tak jakby nasz sposób myślenia i nasze standardy były jedynymi słusznymi. Nie wiem, czy poleciłabym tę książkę. Sama raczej już do niej nie wrócę.

pokaż więcej

 
2018-07-31 11:08:54

Nie jestem fanką szeroko pojętej literatury obozowej. Za dużo też wiem o zbrodniach wojennych Japończyków, żeby szczególnie współczuć im Hiroszimy czy Nagasaki. Ale ta książka bardzo mnie poruszyła, patrzę na nią jak na niemal 500 stron trudnego do wyobrażenia, niczym nie zawinionego cierpienia i na odkrycie najciemniejszych kart historii mocarstwa, w którym wielu widzi raj na Ziemi. Nie jest... Nie jestem fanką szeroko pojętej literatury obozowej. Za dużo też wiem o zbrodniach wojennych Japończyków, żeby szczególnie współczuć im Hiroszimy czy Nagasaki. Ale ta książka bardzo mnie poruszyła, patrzę na nią jak na niemal 500 stron trudnego do wyobrażenia, niczym nie zawinionego cierpienia i na odkrycie najciemniejszych kart historii mocarstwa, w którym wielu widzi raj na Ziemi. Nie jest to próba usprawiedliwienia japońskich poczynań podczas II wojny światowej, ale świadectwo jednej z największych porażek ich przeciwników.

Satomi Baker to nie do końca oczywiste połączenie imienia i nazwiska. Nie do końca oczywiste jest też miejsce noszącej je dziewczynki w lokalnej społeczności. W połowie Japonka, urodzona na amerykańskiej ziemi i silnie identyfikująca się z tym krajem, zostaje przez niego zdradzona. Jej ojciec zginął w Pearl Harbor, zabity przez rodaków swojej żony, a Tamura wraz z Satomi zostaje przymusowo przesiedlona do obozu w Manzanarze. W ogarniętym wojennym szałem kraju wystarczy jedna kropla japońskiej krwi, żeby stać się wrogiem...

Bardzo poruszył mnie opis kontrastu pomiędzy skromnym, lecz nie najgorszym życiem rodziny Bakerów przed wojną, a urągającymi godności ludzkiej warunkami w obozie - jak by nie było - koncentracyjnym. I próby zaprowadzenia tam w miarę normalnych zwyczajów czy relacji dobrosąsiedzkich. Niektórzy bohaterowie są nieco zbyt wyidealizowani, dotyczy to zwłaszcza Tamury i obozowego lekarza, jednak główna bohaterka na szczęście nie jest wolna od wad, podobnie jak większość jej rówieśników. Szczególnie interesujący był dla mnie wątek jej relacji z Haru, nastoletnim Japończykiem, do którego zapalała niezwykle silnym, choć w dużej mierze platonicznym uczuciem.

Autorka powieści jest psychologiem i łatwo to wyczuć, choć o dziwo tym razem ten fakt wpływa na lekturę pozytywnie. Umiejętnie wplecione w fabułę zostały bardzo istotne wątki, takie jak zazdrość o własne dziecko, odpowiedzialność zbiorowa, rasizm, homoseksualizm w latach 40. i 50. oraz próby przeciwstawienia się własnej orientacji, wreszcie wpływ niespełnionej miłości i kwestia powodów zawarcia małżeństwa.

Autorka dysponuje dobrym piórem, jej styl pisania o trudnych sprawach nie męczy, ale zaciekawia i skłania do przemyśleń, a bardzo plastyczne opisy pozwalają przenieść się do wszystkich, skrajnie różnych miejsc, w których toczy się akcja. Jedyne, co mogę zarzucić, to nieco za mocno przyspieszone tempo w końcowych rozdziałach - po wszystkich tragicznych wydarzeniach niebo nagle się rozpogadza i nadchodzi umiarkowany happy end, wolałabym, żeby zostało to rozwiązane inaczej, ale nie można mieć wszystkiego. Polecam jako dobrą powieść i jako całkiem niezłe źródło wiedzy o tamtych czasach na drugim końcu świata.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
431 188 4460
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (54)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (23)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd