Eponine 
Z zawodu jestem tłumaczem języka koreańskiego. Uważam, żeby dobrze wykonywać ten zawód, należy przede wszystkim posługiwać się perfekcyjne własnym językiem. Pomysł pisania recenzji przeczytanych książek zrodził się na studiach, miałam zamiar w ten sposób pracować nad lekkością pióra i przeciwdziałać zapominaniu języka polskiego w procesie nauki języków obcych. *** Nie gardzę żadnym gatunkiem, ale przyznam, że najbardziej pociągają mnie literackie podróże - lubię, kiedy książka odkrywa jakiś skrawek świata, zupełnie mi nieznany lub taki, za którym tęsknię już po podróży. Bez względu na to, czy jest to literatura faktu, romans czy powieść obyczajowa. *** Nie udało mi się jak dotąd przeczytać 52 książek w ciągu roku, ale uważam, że od czytania na akord ważniejsza jest przyjemność, a niektórych książek po prostu nie da się zrozumieć i docenić, pochłaniając po 300 stron dziennie. *** Odkryciem roku 2018 jest reportaż, a przede wszystkim Wydawnictwo Czarne.
26 lat, kobieta, Warszawa, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki i 13 cytatów, ostatnio widziana 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Granice marzeń. O państwach nieuznawanych
    Granice marzeń. O państwach nieuznawanych
    Autor:
    Abchazja była gospodarzem piłkarskich mistrzostw świata ConIFA World Football Cup 2016 organizowanych przez Konfederację Niezależnych Organizacji Piłkarskich, zrzeszającą ponad trzydzieści drużyn repr...
    czytelników: 467 | opinie: 19 | ocena: 7,11 (126 głosów)
  • Jezus
    Jezus
    Autor:
    Dlaczego Ziemia Święta jest często nazywana Piątą Ewangelią? W którym mieście Jezus dokonał wielu cudów? Dlaczego Gehenna jest prześliczna? James Martin SJ zaprasza czytelników, by w zupełnie nowy, o...
    czytelników: 487 | opinie: 41 | ocena: 8,37 (169 głosów) | inne wydania: 2
  • On wrócił
    On wrócił
    Autor:
    Hitler we współczesnych Niemczech? Ostra satyra na granicy politycznej poprawności. Adolf Hitler budzi się na opuszczonej parceli i ze zdziwieniem konstatuje, że nie jest już w bunkrze, Martin Borma...
    czytelników: 3604 | opinie: 273 | ocena: 6,51 (1507 głosów) | inne wydania: 4

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-12 15:16:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Kindle, Klasycznie
Cykl: Forrest Gump (tom 1) | Seria: Kolekcja 70 lat Empik

"Forrest Gump" to dla wielu, w tym i dla mnie, genialny film Roberta Zemeckisa. Po przeczytaniu książki, która stała się inspiracją dla scenariusza, muszę stwierdzić, że to jeden z nielicznych przypadków, kiedy adaptacja filmowa przewyższa książkowy pierwowzór. Lektura była jednak dla mnie cenna, bo rzuciła nowe światło na film i kunszt całej ekipy, która przy nim pracowała. To, w jaki sposób... "Forrest Gump" to dla wielu, w tym i dla mnie, genialny film Roberta Zemeckisa. Po przeczytaniu książki, która stała się inspiracją dla scenariusza, muszę stwierdzić, że to jeden z nielicznych przypadków, kiedy adaptacja filmowa przewyższa książkowy pierwowzór. Lektura była jednak dla mnie cenna, bo rzuciła nowe światło na film i kunszt całej ekipy, która przy nim pracowała. To, w jaki sposób zapisali się w historii kina, za kanwę mając mierną historię małomiasteczkowego głupka, budzi respekt.

Jaki Forrest jest, każdy wie. Ma niski iloraz inteligencji, tuż pod dolną granicą normy, więc trudno mu odnaleźć się zarówno w towarzystwie bardziej lotnych dzieci, jak i rówieśników ze szkoły specjalnej. W swoim bogatym w przygody życiu trafia jednak do miejsc, w których nie miał prawa się znaleźć - na studia, na wojnę, do Białego Domu, na turniej szachowy. I zastaną tam rzeczywistość przedstawia na swój sposób, nieco dziecięcym umysłem. Udowadnia, że ludzie mniej inteligentni mogą mieć marzenia, kochać, realizować swoje życiowe cele. A za sprawą filmu inspiruje kolejne pokolenia widzów swoimi nieśmiertelnymi powiedzonkami, z których niektóre faktycznie pochodzą z książki. Jednak adaptacja oparta jest na powieści dość luźno, i całe szczęście.

Być może jeśli ktoś umie ocenić tę powieść jako odrębny byt, będzie miał o niej lepsze zdanie. Ja nie mogłam, przed oczami miałam cały czas dobrotliwą twarz Toma Hanksa jako niezbyt inteligentnego Amerykanina, który przypadkiem zostaje wplątany w szereg wydarzeń o znaczeniu epokowym. Wydarzenia, które zdarzały się filmowemu Forrestowi, były niezwykłe, ale nie niemożliwe, jak w przypadku książki. Przypisywanie mu zdolności muzycznych, matematycznych, a nawet umiejętności rozmawiania ze zwierzętami, to dla mnie zbyt wiele. Ale to, co nie podobało mi się najbardziej, to jego podejście do kobiet i relacja z Jenny. W filmie piękne uczucie do dobrej kobiety, której nie oszczędzało życie, w książce raczej relacja oparta na cielesnym podnieceniu. O ile wojna w Wietnamie została przedstawiona wiarygodnie i w stylu Forresta, to wszystko, co było po niej, w tym reakcja na zamieszkanie matki w przytułku i udział w pozorowanych walkach zapaśniczych, było przerysowane. Nie bardzo podobała mi się też postać Dana, w filmie zdecydowanie bardziej dynamiczna i wyrazista.

Myślę, że gdyby nie adaptacja filmowa, nigdy raczej nie przeczytałabym tej książki. A jeśli nawet, nie wzbudziłaby we mnie specjalnie pozytywnych emocji. Mimo wszystko uważam, że samą fabułę można zaliczyć do klasyki -
Robert Zemeckis nadał tej historii nowy wymiar, oszlifował diament, który dzięki temu zostaje w świadomości ludzi na całym świecie. Autor powinien gorąco mu za to podziękować.

pokaż więcej

 
2018-12-08 11:13:38

Wojna secesyjna kojarzy nam się z niewolnictwem, modą rodem z "Przeminęło z wiatrem" i przestarzałym kodeksem honorowym. Temat obecny w świadomości całego zachodniego świata, chociaż dotyczył w zasadzie jednego kraju. A co by było, gdyby wojna secesyjna powtórzyła się w XXI wieku, podczas kryzysu klimatycznego i energetycznego? Jaki byłby wówczas układ sił na świecie? Taką przygnębiającą wizję... Wojna secesyjna kojarzy nam się z niewolnictwem, modą rodem z "Przeminęło z wiatrem" i przestarzałym kodeksem honorowym. Temat obecny w świadomości całego zachodniego świata, chociaż dotyczył w zasadzie jednego kraju. A co by było, gdyby wojna secesyjna powtórzyła się w XXI wieku, podczas kryzysu klimatycznego i energetycznego? Jaki byłby wówczas układ sił na świecie? Taką przygnębiającą wizję przyszłości snuje w swojej książce Omar El Akkad.

I jest to wizja na tyle realna, że łatwo ją traktować jako przepowiednię, zwłaszcza widząc, jak dziś nasz kraj reaguje na alternatywne źródła energii. Bo to właśnie punkt wyjścia postapokaliptycznej powieści "Ameryka w ogniu": w związku z globalnym ociepleniem wiele terenów nie nadaje się do życia, Europa popada w ruinę, Floryda zostaje wchłonięta przez ocean, a względnie nadające się do życia warunki są tylko na dalekiej północy. Aby powstrzymać ostateczny kataklizm, na całym świecie zabrania się korzystania z ropopochodnych źródeł energii, jednak niektóre południowe stany USA odcinają się od takiej polityki. Wybucha druga wojna secesyjna, tragiczna w skutkach dla obywateli. Bardzo szybko okazuje się, że zacofane południe nie jest w stanie wywalczyć czegokolwiek, posyła więc na północ zamachowców samobójców i dokonuje tylko drobnych aktów terroru. Dodatkowo po niebie krążą ptaki - drony napędzane energią słoneczną, które zrzucają bomby na przypadkowe cele, odkąd buntownicy z południa zniszczyli ich oprogramowanie.

W takich warunkach wychowują się dzieci Chesnutów - bliźniaczki Sarat i Dana oraz ich starszy brat Simon. Starają się przetrwać na spalonej słońcem ziemi i marzą o ucieczce na Północ. Po śmierci ojca z rąk zamachowca, pozbawieni środków do życia, zostają zabrani do obozu uchodźców, gdzie przez lata chłonne dziecięce umysły Sarat i Simona nasiąkają rebeliancką ideologią. Indoktrynowani od najmłodszych lat, stają się perfekcyjną bronią w rękach ostatnich nieustępliwych przywódców Południa.

Historia Sarat przedstawiona z jej punktu widzenia i z punktu widzenia jej bratanka, naprawdę wciąga. Nieco mniej interesujące były dla mnie publikowane pomiędzy kolejnymi rozdziałami dokumenty rządu Północy. Owszem, rzucały światło na ogólną sytuację w kraju, ale moim zdaniem ich układ był nieco chaotyczny, a niektóre zostały napisane w dość wymuszony sposób, żeby ich liczba zgadzała się z lukami między rozdziałami. Jestem natomiast pełna podziwu dla stylu autora, bo choć jest dość oszczędny w słowach i unika kwiecistych opisów, to w bardzo obrazowy sposób przedstawia swoje wyobrażenie na temat świata, którego możemy niestety doczekać. Czytając "Amerykę w ogniu" niemal widziałam spustoszenie, jakie dokonało się na Ziemi, apokaliptyczny krajobraz suszy i wszechobecną pustynię tam, gdzie kiedyś były żyzne plantacje bawełny. Nie mniej ciekawy był dla mnie aspekt psychologiczny, sposób przekształcania niewinnego dziecięcego umysłu w maszynę do zabijania, chłodną i opanowaną. Nie wyobrażam sobie tylko tego, w jaki sposób tereny północnej Afryki mogłyby stać się w takich warunkach największym imperium świata. Już teraz panują tam trudne warunki życia, a co dopiero wydarzyłoby się, gdyby klimat zmienił się na jeszcze gorętszy? To już ewidentnie myślenie życzeniowe i niekonsekwencja ze strony Autora, który urodził się w Egipcie i wychował w Katarze.

Sądząc po opiniach na Lubimy Czytać, nie każdemu książka ta przypadnie do gustu. Jeżeli ktoś lubi klimat postapokaliptyczny, interesuje się zmianami klimatycznymi i ludzką naturą, a do tego lubi twórczość choćby Głuchowskiego, to polecam serdecznie.

pokaż więcej

 
2018-11-27 21:03:36

Wietnam to miejsce postrzegane w Polsce bardzo różnie. Dla niektórych jest symbolem kraju trzeciego świata, innym kojarzy się z nie tak dawną wojną, a jeszcze innym z kurczakiem w panierce. Dla mnie to od dawna wymarzony cel podróży, gdzie w łatwy sposób można połączyć klimat Dalekiego Wschodu z wypoczynkiem na plaży i bogatym dziedzictwem kulturalnym. Kiedyś niedostępny, dziś na wyciągnięcie... Wietnam to miejsce postrzegane w Polsce bardzo różnie. Dla niektórych jest symbolem kraju trzeciego świata, innym kojarzy się z nie tak dawną wojną, a jeszcze innym z kurczakiem w panierce. Dla mnie to od dawna wymarzony cel podróży, gdzie w łatwy sposób można połączyć klimat Dalekiego Wschodu z wypoczynkiem na plaży i bogatym dziedzictwem kulturalnym. Kiedyś niedostępny, dziś na wyciągnięcie ręki. I myślę, że ta książka była ważnym etapem planowania wyprawy, którą odbędę, mam nadzieję, już niedługo.

Narratorem, głównym bohaterem i autorem tego wyjątkowego reportażu jest Polak, który wraz z partnerką postanowił zamieszkać w okolicach Sajgonu, kiedy ich portfele świeciły pustkami. Wybrał go trochę ze względu na niskie ceny, a trochę ze względu na specyficzną atmosferę. Co zastał? Nie tylko dobrych, pogodnych ludzi i tropikalne słońce, ale też propozycje taniego seksu na każdym kroku, ulewne monsunowe deszcze i miejscowych, którzy na kilometr wyczują naiwnego obcokrajowca i spróbują go oszukać. Andrzej Meller w dowcipny sposób pokazuje wiele różnych oblicz Wietnamu, jego piękne i brzydkie strony i ciekawostki, jakich próżno szukać w przewodniku.

Autor dysponuje lekkim piórem i fenomenalnym poczuciem humoru, a ponadto fakty kluczowe dla zrozumienia specyfiki Wietnamu objaśnia w zrozumiały i ciekawy sposób. Myślę, że chętnie posłuchałabym jeszcze wielu innych jego opowieści o podróżach i że nie raz pękałabym przy nich ze śmiechu albo drżała ze strachu, a takie wrażenie miałam po raz pierwszy, czytając tego typu książkę. W ogóle nie przeszkadza mi to, że w niektórych rozdziałach Meller skupia się na losach ekspatów z różnych stron świata. Opisuje ich przez pryzmat miejscowej kultury i pokazuje, że takie jednostki też stają się po jakimś czasie ważną częścią społeczności. Poza tym, proporcje są naprawdę dobrze wyważone - czytelnik dostaje zarówno porywający opis największych atrakcji turystycznych, zabawne anegdoty z życia statystycznego Wietnamczyka, rzetelne informacje dotyczące historii i współczesnej sytuacji Wietnamu, dużo wskazówek, co zjeść na miejscu i dodatek w postaci Europejczyków i Amerykanów, którzy postanowili tam zarzucić kotwicę. Widać też, że dwa i pół roku wystarczyły Autorowi, żeby zżyć się z tym krajem cuchnącym rybnym sosem.

Jaki jest mój wniosek? Jadę. Zapewne dam się oszukać miejscowym, nie raz będę marszczyć nos i przerazi mnie ruch uliczny wykraczający poza prawa logiki i fizyki. Może jedynie zastanowię się, czy wypożyczenie samochodu, żeby przejechać trasę z Sajgonu do Hanoi to na pewno dobry pomysł. Ale Wietnam nieznany nie zniechęcił mnie ani trochę do samej podróży.

pokaż więcej

 
2018-11-16 13:31:59
Autor:
Seria: Reportaż

"Jeśli posługujesz się przemocą w wystarczającym stopniu, przybywa pomoc, a jeśli eskalujesz przemoc, to przybędzie więcej pomocy. Tak dzieje się od dawna i w grę wchodzą coraz większe sumy. Jednak świat pomocy humanitarnej nigdy nie sformułował wspólnego stanowiska w tej kwestii."

W tym krótkim fragmencie z końca książki zawarta jest istota patologii współczesnej pomocy humanitarnej, którą...
"Jeśli posługujesz się przemocą w wystarczającym stopniu, przybywa pomoc, a jeśli eskalujesz przemoc, to przybędzie więcej pomocy. Tak dzieje się od dawna i w grę wchodzą coraz większe sumy. Jednak świat pomocy humanitarnej nigdy nie sformułował wspólnego stanowiska w tej kwestii."

W tym krótkim fragmencie z końca książki zawarta jest istota patologii współczesnej pomocy humanitarnej, którą na konkretnych przykładach analizuje Linda Polman. Zestawia obraz wydarzeń, który płynął do telewizorów i kieszeni widzów w krajach rozwiniętych z szokującą prawdą i obnaża nadużycia, których dopuszczają się zarówno pracownicy sektora humanitarnego, jak i odbiorcy pomocy. Omawia przykłady źle skoordynowanych działań, w wyniku których do subtropikalnej strefy klimatycznej trafiła zimowa odzież i wyjaśnia, gdzie pomiędzy darczyńcą a odbiorcą "gubi się" znaczna część pomocy. A przede wszystkim, zadaje pytanie, jak tę machinę uzdrowić.

To bardzo trudny reportaż, do tego stopnia, że każde czytane słowo w pewnym momencie zaczyna sprawiać ból. I rośnie złość - na tych, którzy w imię neutralności przyczyniają się do wydłużenia bezsensownych wojen i na same "ofiary", cynicznie wykorzystujące dobroć ludzi z krajów rozwiniętych. Wielu czytelników słusznie zauważyło, że Autorka najwięcej miejsca poświęca Afryce, marginalnie traktuje natomiast kwestię pomocy w Korei Północnej czy w krajach bałkańskich. Rzeczywiście tak jest, zapewne dlatego, że to tam najszerszym strumieniem płyną pieniądze, a organizacje humanitarne zjawiają się w setkach, jeśl nie tysiącach. W krajach afrykańskich dochodzi też do ogromnej ilości nadużyć i błędnego przekazu informacji. Dla mnie najbardziej jaskrawe i szokujące przypadki to Rwanda 1994 i kwestia pomocy plemieniu Hutu w obozie dla uchodźców w Gomie. Schronili się tam ci, którzy wcześniej wyrżnęli z zimną krwią drugie pod względem ludności plemię Rwandy i zostali natychmiast otoczeni kompleksową pomocą ze wszystkich stron świata. W tym samym czasie ich rodacy z plemienia Tutsi leczyli swoje rany i grzebali zabitych, pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Był też jaskrawy opis przyjęcia wydanego we Freetown z okazji uznania Sierra Leone za najbiedniejszy kraj świata, w którym bynajmniej nie zagłodzeni włodarze tego kraju świętowali, wiedząc, że ta niechlubna pozycja w rankingu sprowadzi do ich kieszeni kolejne miliony. Czytając, zaczęłam nawet zastanawiać się, czy pomoc polegająca wyłącznie na dawaniu, bez stawiania warunków i wymagań, nie powinna być zarezerwowana wyłącznie dla ocalałych z katastrof naturalnych. Nie znaczy to, że mamy przestać pomagać w ogóle, ale może czas zacząć dawać wędkę, nigdy rybę. Żeby na przykład Afryka sama zaczęła się o siebie troszczyć, zamiast okaleczać własne dzieci i przypominając grzechy kolonizatorów sprzed kilkuset czy kilkudziesięciu lat i wyciągając ręce po więcej i więcej pomocy. Obecnie postawy roszczeniowej uczy się tam od najmłodszych lat, a małe ofiary wojen domowych w obecności kamer zdejmują już otrzymane protezy, aby bardziej wzruszyć swoim losem.

Przyznaję, że z książki Lindy Polman płynie bardzo pesymistyczny przekaz i że brakuje tam drugiej strony, czyli opowieści o ludziach uratowanych, o społeczeństwach, które dzięki międzynarodowej pomocy stanęły na nogi i dziś dobrze sobie radzą. Na pewno takie przykłady istnieją, bo inaczej pomoc humanitarna nie miałaby żadnej racji bytu. Z tego względu bardzo potrzebna jest przedmowa Janiny Ochojskiej, choć ta moim zdaniem powinna ukazać się raczej jako posłowie i promyk nadziei po przeczytaniu o wszystkich okropnościach. A czytelnik powinien pamiętać, że też zapewne nie jest do końca obiektywna, skoro została napisana przez osobę bezpośrednio związaną z PAH i która ewentualnych błędów własnej organizacji raczej nie weźmie pod uwagę.

Pod względem stylu nie mam żadnych zastrzeżeń. Książka jest (jak zwykle w przypadku Wydawnictwa Czarne) dobrze przetłumaczona, podział na kilkanaście rozdziałów porządkuje poszczególne zagadnienia i pozwala regulować sobie tempo czytania. Dobrze, że książka jest tak krótka, a jej zasadnicza część składa się z niecałych 200 stron. Większą objętność najgorszej strony ludzkiej natury trudno byłoby strawić.

pokaż więcej

 
2018-11-13 23:04:18

Książka "Miasto poza czasem" została przeze mnie przyniesiona z wymiany książek podczas targów książki. Zwykle na tym wydarzeniu instynkt łowcy mnie nie zawodzi i przynoszę do domu książki choćby znośne albo dające trochę rozrywki. W tym wypadku wybór był chybiony w 100% - ledwo dobrnęłam do końca, bezowocnie czekając na fajerwerki obiecywane na okładce.

Nie wiem, kto śmiał porównać tę...
Książka "Miasto poza czasem" została przeze mnie przyniesiona z wymiany książek podczas targów książki. Zwykle na tym wydarzeniu instynkt łowcy mnie nie zawodzi i przynoszę do domu książki choćby znośne albo dające trochę rozrywki. W tym wypadku wybór był chybiony w 100% - ledwo dobrnęłam do końca, bezowocnie czekając na fajerwerki obiecywane na okładce.

Nie wiem, kto śmiał porównać tę powieść do oszałamiającej twórczości Zafona czy Falconesa. Łączy je tylko i wyłącznie umieszczenie miejsca akcji w Barcelonie, która tu mogłaby zostać zastąpione przez dowolne europejskie miasto z długą historią, choćby Kraków. Może byłaby przez to nawet bardziej interesująca. Odniesienia do specyficznego klimatu Barcelony są wymuszone, jakby były tylko tanim chwytem marketingowym - wiadomo, każda książka nawiązująca do mrocznych tajemnic stolicy Katalonii sprzedaje się obecnie na pniu.

Dalej niestety nie jest lepiej. Dynamiczna niczym wyścigi ślimaków fabuła wprowadza nas w dwie odrębne historie. Wydawca ewidentnie ma czytelników za półgłówków, bo do oddzielenia wątków użył różnych czcionek, przez co na początku byłam przekonana, że to błąd edytorski. Jedna z osi fabuły śledzi losy syna średniowiecznej prostytutki, który jako nieśmiertelny pojawia się na kolejnych kartach historii miasta. Jego narodziny - narodziny wampira - nie są właściwie w żaden sposób umotywowane, chyba że za wyjaśnienie uzna się bardzo słabą merytorycznie teorię, według której Bóg nie dokończył dzieła Stworzenia, a Szatan jest tym, który swego czasu zwyciężył walkę i panuje nad światem. Z tą samą ideą musi zmierzyć się w drugim wątku niezwykle seksowna pani adwokat, a popołudniami genialny historyk, Marta Vives. Przypadkiem odkrywa ona, że kobiety z jej rodziny nie tylko wychodziły za własnych kuzynów, ale też były i nadal są prześladowane za krytykę Kościoła i kwestionowanie prawd biblijnych. I o ile w średniowieczu czy XVII wieku takie prześladowania miałyby sens, to współcześnie trudno znaleźć kogoś, kto prawdy objawionej nie kwestionuje, choćby krytykując sposób działania Kościoła. Mimo to na życie Marty ciągle czyha bliżej nieokreślone zło, a ona w wielu miejscach dostrzega tajemniczą twarz człowieka bez wieku...

Żaden z wątków nie jest domknięty ani poprowadzony w interesujący sposób. Jeśli do tego dodać tragiczny styl przepełniony górnolotnymi sentencjami w stylu Paolo Coelho, mieszanka staje się absolutnie niestrawna. Ja podczas lektury przeżywałam prawdziwe katusze, mogę tylko współczuć autorowi tego, przez co musiał przejść podczas pisania.

pokaż więcej

 
2018-10-31 17:24:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Biblioteka Ursus, Europa, Wypożyczone
Cykl: The Winternight Trilogy (tom 1)

Powieść "Niedźwiedź i Słowik" została mi polecona przez młodszą siostrę jako znacznie bardziej dopracowana alternatywa dla cyklu "Kwiat paproci", który bardzo lubię. Początkowo odnosiłam się do jej entuzjastycznej opinii z lekką podejrzliwością, zupełnie niepotrzebnie, jak się okazało. Powieść Christiny Ardell wciągnęła mnie do tego stopnia, że czytałam wszędzie - na przystankach, podczas... Powieść "Niedźwiedź i Słowik" została mi polecona przez młodszą siostrę jako znacznie bardziej dopracowana alternatywa dla cyklu "Kwiat paproci", który bardzo lubię. Początkowo odnosiłam się do jej entuzjastycznej opinii z lekką podejrzliwością, zupełnie niepotrzebnie, jak się okazało. Powieść Christiny Ardell wciągnęła mnie do tego stopnia, że czytałam wszędzie - na przystankach, podczas próby chóru, na przerwach w pracy. I trudno mi powiedzieć, co jest jej najmocniejszą stroną - urzekająca fabuła, świetnie skonstruowane postaci czy wierzenia dawnych Słowian, które na kartach tej powieści są żywe i wiarygodne jak nigdy wcześniej.

W dalekiej Rusi w dość mrocznych czasach, żyje rodzina zamożnego bojara, Piotra. Harmonijny rytm ich życia wyznaczają pory roku, surowy klimat wymusza dość spartańskie warunki. Choć na ich tereny dotarło już chrześcijaństwo, nie przestali nigdy troszczyć się o pogańskich strażników domostw. Wieczorami zbierają się w ciepłych izbach, słuchając słowiańskich baśni i mrożących krew w żyłach historii o Morożce, panu zimy. Część kobiet w ich społeczności jest natomiast obdarzona darem widzenia dawnych bożków. Należy do nich pierwsza żona Piotra, która umiera w połogu, wydając na świat Wasię. Jeszcze w ciąży ma przeczucie, że jej nowonarodzona córka będzie kimś wyjątkowym. I rzeczywiście, Wasia dziedziczy po niej moc widzenia, a także bardzo silne dążenie do niezależności i wielką odwagę. To ona staje się ostatnią nadzieją wioski, kiedy przybyły z Moskwy pop i owładnięta religijną obsesją macocha zabraniają czcić domowe bóstwa, a upiory coraz bardziej zagrażają mieszkańcom...

Kreacja Wasi to jeden z największych sukcesów autorki. W ogóle postaci dziecięce udały jej się pierwszorzędnie. Z jednej strony nie przypominają mniejszych dorosłych, z drugiej zaś nie są tak okropnie irytujące, jak to często bywa. Wasia przy wszystkich swoich zaletach odznacza się oślim uporem i tendencją do podważania autorytetów, jej siostra Irina to słodka i oddana istotka, ale bywa próżna i złośliwa. Piotr, głowa rodziny, nie został wykreowany na ideał, dobrze widoczna jest jego tendencja do poddawania się woli innym, choć jest jednocześnie mądrym i przewidującym przywódcą. Nawet postaci takie jak żądny sławy ojciec Konstanty czy okrutna macocha Wasi, nie są postaciami jednoznacznie negatywnymi i czytelnik momentami może nie tylko zrozumieć ich poczynania, ale nawet zacząć im współczuć. Ponadto każdy, włącznie z bohaterami epizodycznymi, posiada bardzo indywidualne cechy i jest ważnym elementem tej barwnej układanki.

Jestem bardzo zaskoczona, że autorka jest Amerykanką i nie ma nawet wschodnioeuropejskich korzeni. Z każdej strony tej niezwykle klimatycznej powieści bije bowiem entuzjazm, a co więcej, zrozumienie słowiańskich duszy i wierzeń, które chrześcijaństwo bezskutecznie próbowało wykorzenić. Powieść "Niedźwiedź i Słowik" uświadamia dogłębnie, jak wiele tracimy, omawiając w szkołach wyłącznie mitologię Greków i Rzymian i traktując własnych bożków po macoszemu. Jestem pełna podziwu dla pracy, jaką autorka wykonała, żeby na tej kanwie zbudować fascynującą i spójną fabułę, która trzyma w napięciu do ostatniej strony. Podobnie jak wielu innych czytelników, nie mogę tej książce nic zarzucić i czekam z niecierpliwością na kolejne części trylogii. Mam nadzieję, że wydawnictwo MUZA sprosta zadaniu i będzie sprawnie publikować kolejne części.

pokaż więcej

 
2018-10-26 23:22:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Bestsellery i inne hity, Biblioteka Ursus
Cykl: Czerwona Królowa (tom 1)

"Czerwoną królową" miałam na liście książek do przeczytania od bardzo dawna. Trochę zauroczyła mnie okładka i intrygujący napis o powstaniu czerwonym niczym świt, ale przyznaję się bez bicia, że po prostu lubię czasem sięgnąć po taką dystopijną literaturę akcji. Po przeczytaniu walczą ze mną dwie sprzeczne opinie. Bo fabuła rzeczywiście była napisana w sposób bardzo wciągający, a autorce nie... "Czerwoną królową" miałam na liście książek do przeczytania od bardzo dawna. Trochę zauroczyła mnie okładka i intrygujący napis o powstaniu czerwonym niczym świt, ale przyznaję się bez bicia, że po prostu lubię czasem sięgnąć po taką dystopijną literaturę akcji. Po przeczytaniu walczą ze mną dwie sprzeczne opinie. Bo fabuła rzeczywiście była napisana w sposób bardzo wciągający, a autorce nie można odmówić lekkiego pióra, ale jednocześnie nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że to dziwne połączenie "Igrzysk śmierci", "Niezgodnej", "Rywalek" i "Zmierzchu". Brzmi jak niestrawny koktajl? Macie sporo racji.

Mare Molly Barrow, główna bohaterka powieści, jest Czerwoną. To znaczy, że w jej żyłach płynie krew normalnej barwy i że jest przeznaczona do ciężkiej pracy i obowiązkowego poboru do wojska. Bo w jej kraju uprzywilejowani są Srebrni, czyli dziwne hybrydy ludzi i czegoś nadludzkiego, o srebrnej krwi i nadprzyrodzonych zdolnościach, którzy głównie spędzają dni na próżnowaniu. Gdzieś na obrzeżach królestwa toczy się wojna, która nie jest w żaden logiczny sposób umotywowana i służy w książce tylko jako narzędzie do zmniejszenia populacji Czerwonych. Mare wie, że czeka ją pobór, bo w przeciwieństwie do zdolnej siostry nie ma pracy ani żadnego talentu. Tymczasem Srebrni przez przypadek odkrywają jej zdolność do panowania nad energią elektryczną, której jako Czerwona nie ma prawa posiadać. Trafia więc do pałacu w charakterze narzeczonej księcia i daje się wciągnąć w niebezpieczną grę, lawirując między dwoma książętami i zbuntowanymi przedstawicielami własnej rasy. Nie mając pojęcia o sieci pałacowych intryg, niemal od razu ściąga na siebie i innych ogromne kłopoty.

Wątków powieści jest naprawdę sporo, ale nie utrudniają one czytania. Momentami miałam jednak wrażenie, że autorka sama nie wiedziała, jak wybrnąć z sytuacji i wówczas szła po najmniejszej linii oporu, prowadząc fabułę w niespecjalnie logiczny i przemyślany sposób. Dotyczy to szczególnie sposobu, w jaki Mare trafiła do pałacu oraz zakończenia, na którym bardzo się zawiodłam. Spośród bohaterów moją sympatię wzbudził szczególnie Cal, następca tronu, w którym walczą dwie sprzeczne natury. Niestety wątek miłosny między tym dwojgiem wydał mi się bardzo naciągany i bardzo sztuczny.

Trudno mi powiedzieć, czy ta książka to nieco zmarnowany materiał na hit gatunku, czy też od początku źle skonstruowany pomysł. Zdaję sobie sprawę z tego, że ilość wątków w książkach tego typu jest ograniczona, więc motywy ucisku, rewolucji, nadprzyrodzonych zdolności i odmieńca będą się przeplatać. Z pewnością można było zrobić to zgrabniej i w lepszy sposób wyjaśnić czytelnikowi postępowanie bohaterów i konsekwencje ich czynów. Można było też powstrzymać się od tanich chwytów "zabili go i uciekł, tylko trudno powiedzieć, jak". Ale nie przeczę, że przeczytałam książkę dość szybko i prawie do ostatnich stron trzymała mnie ona w napięciu. Mimo wszystko, nie wiem, czy skuszę się na kontynuację.

pokaż więcej

 
2018-10-22 13:40:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ameryka Pn, Biblioteka Ursus, Klasycznie

Sięgając po "Anię z Wyspy Księcia Edwarda", miałam nadzieję na sentymentalny powrót do dzieciństwa, choć gdzieś z tyłu głowy krążyły mi opinie określające tę książkę jako bardziej postępową od reszty cyklu o Ani, poruszającą trudne tematy i z nutą zgorzknienia odchodzącą od zaklętego kręgu baśni. Okazało się, że jedno nie przeszkadza drugiemu. Spotkanie z rodziną Blythe'ów w rozdziałach... Sięgając po "Anię z Wyspy Księcia Edwarda", miałam nadzieję na sentymentalny powrót do dzieciństwa, choć gdzieś z tyłu głowy krążyły mi opinie określające tę książkę jako bardziej postępową od reszty cyklu o Ani, poruszającą trudne tematy i z nutą zgorzknienia odchodzącą od zaklętego kręgu baśni. Okazało się, że jedno nie przeszkadza drugiemu. Spotkanie z rodziną Blythe'ów w rozdziałach poświęconych twórczości Ani i Waltera zaspokoiło w pełni apetyt na sentymenty, a pozostałe części wniosły powiew świeżości do Glen St. Mary i Avonlea.

O dziwo i na szczęście, to nie Ania i jej rodzina są głównymi bohaterami powieści. Ich dalsze losy poznajemy pośrednio, ponieważ nieustannie są wspominani przez innych mieszkańców okolicznych miejscowości. Dla niektórych to wada, dla mnie spora ciekawostka. Nowe wątki wykreowane przez Lucy M. Montgomery są ciekawe i spójne, z poprzednimi częściami zgadzają się także wzmianki o Blythe'ach. Z prawdziwą przyjemnością dowiedziałam się co nieco o przyszłości Rilli, która jest zdecydowanie moją ulubioną postacią z całego cyklu. Bardzo podobała mi się forma powieści, czytelny podział na rozdziały pisane prozą i te w formie dramatu, z dodatkowym smaczkiem w postaci wierszy. Twórczość Ani i Waltera może nie ma specjalnej wartości literackiej i momentami przypomina pierwsze próby nieszczęśliwie zakochanej gimnazjalistki, ale było też kilka wierszy, które chwyciły mnie za serce. Między innymi wspominany tak często w ósmym tomie "Szczurołap". Myślę, że warto je przeczytać, żeby zrozumieć kontekst niektórych scen i lepiej poznać bohaterów. Choć przyznaję, że zdecydowanie ciekawsze są wypowiedzi i przemyślenia bohaterów pod wierszami.

Jeśli chodzi o wątki społeczne, które miały być dużo poważniejsze i poruszać sprawy przemilczane w poprzednich tomach, to nie odniosłam wrażenia, żeby coś takiego było na pierwszym planie. LMM zawsze pisała o sprawach nie do końca zrozumiałych dla dzieci - takich jak odrzucenie, sytuacja sierot, przymuszanie do małżeństwa, staropanieństwo w XIX wieku. Wystarczy wspomnieć historię Leslie Moore. Chyba żadne dziecko na świecie, czytając "Wymarzony Dom Ani", nie rozumiało, dlaczego Leslie cieszyła się z długich nieobecności męża. Być może w ostatnim tomie pewne zjawiska nazywane są bardziej bezpośrednio, ale w żaden sposób nie wpływa to na mój odbiór powieści.

To dziwne uczucie, czytać nową książkę kogoś, kto od dawna nie żyje, a w dodatku tworzył w dawno minionych czasach. Zupełnie jak dar od losu, przypadkiem znaleziony list, który przeleżał na poczcie kilkadziesiąt lat. Dzięki temu, że książka została napisana bezpośrednio po poprzednich częściach, zachowuje urok poprzednich części i z łatwością można ją zaliczyć do kanonu - w tej sztuce poległa J. K. Rowling, pisząc "Przeklęte dziecko", które pod żadnym względem nie dorasta do pięt siedmiu oryginalnym częściom. Montgomery nie spowodowała w moim sercu trzęsienia ziemi, raczej dodała coś nowego i pozwoliła spojrzeć na literackich przyjaciół z dzieciństwa z nowej, szerszej perspektywy. Po raz pierwszy przeczytałam "Anię z Wyspy Księcia Edwarda" już jako dorosła, trudno mi więc przewidzieć oddźwięk wśród dzieci, ale myślę, że to dobra lektura dla wszystkich, którzy dorastali i będą dorastać razem z Anią.

pokaż więcej

 
2018-10-03 23:25:02
Seria: Reportaż

Pod przewrotnym tytułem kryje się reportaż naprawdę wysokich lotów. Autorka zadała sobie wiele trudu, aby zdobyć materiał do napisania książki, gromadząc obszerną bibliografię i wyruszając w podróż z Polski do stanu Arkansas w USA, gdzie nikt o Polsce nie słyszał i o którym słyszało niewielu Polaków. Ale było warto, a Wydawnictwo Czarne po raz kolejny pokazało, że na dobrej literaturze faktu... Pod przewrotnym tytułem kryje się reportaż naprawdę wysokich lotów. Autorka zadała sobie wiele trudu, aby zdobyć materiał do napisania książki, gromadząc obszerną bibliografię i wyruszając w podróż z Polski do stanu Arkansas w USA, gdzie nikt o Polsce nie słyszał i o którym słyszało niewielu Polaków. Ale było warto, a Wydawnictwo Czarne po raz kolejny pokazało, że na dobrej literaturze faktu potrafi się poznać.

Ku Klux Klan. O ile miasteczko Harrison dla nas jest anonimowe, o tyle sama nazwa rasistowskiej organizacji już nie i nieodłącznie kojarzy się ze wstydem, który zakorzenił się w białych po setkach lat dyskryminacji innych ras. Od razu na myśl przychodzą lincze, płonący krzyż i obrzydliwe hasła, jakież więc było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że Ku Klux Klan nadal działa dość prężnie na pewnych obszarach USA. Katarzyna Surmiak-Domańska pozwoliła się wypowiedzieć jego członkom, zachowując podczas wywiadów stoicki spokój i przybierając postawę obserwatora, nie zaś oceniającego. Podziwiam to, bo na pewno trudno było jej powstrzymać emocje wśród ludzi gloryfikujących Hitlera i jego świtę.

Z wypowiedzi tych wyłania się obraz społeczeństwa niemal idealnego, zamkniętego w swoistej bańce. Dzieci są tu grzeczne, choć rodzice nie podnoszą głosu. Wszyscy odnoszą się do siebie z szacunkiem. Nie ma problemów z przemocą i przestępstwami, nikt nie nadużywa alkoholu, wszyscy wiodą pobożne, dobre życie. Jaka jest na to recepta? Według mieszkańców Harrison, jednorodność rasowa, czyli całkowity brak twarzy o ciemnej karnacji czy skośnych oczach. Ci ludzie chcą, aby tak zostało, więc chociaż nie jeżdżą już konno w białych płaszczach i nie urządzają pogromów, nikt ciemnoskóry nie kwapi się do osiedlenia się pośród nich. Teraz wojują nie mieczem, a słowem, osiągając mistrzostwo w propagandzie. Do tego stopnia, że ich argumenty momentami zaczynają być logiczne. Przez pryzmat historii poszczególnych odłamów Ku Klux Klanu i współczesnych jego członków mieszkających w tak zwanym Pasie Biblijnym na południu USA, możemy jak nigdy wcześniej spojrzeć na temat segregacji rasowej.

Sama Autorka zachowuje natomiast dalece posunięty obiektywizm, nikogo nie ocenia, pozwalając czytelnikowi dojść do własnych wniosków. Ja na przykład uświadomiłam sobie, że przez lata zjawisko rasizmu przypisane zostało wyłącznie do białych. Łatwo to dostrzec nie tylko w Stanach. Kiedy murzyn założy koszulkę z napisem "Black Power", nikt nie zwraca na to uwagi. Wybór na rynku jest dość szeroki. Taka sama koszulka z nadrukiem "White Power" doprowadziłaby do skandalu i oskarżeń o rasizm. Kolejny przykład - nikt nie ma pretensji do Japonii, że pozostaje krajem jednorodnym etnicznie, kraje Europy Środkowej są za to samo szykanowane i oskarżane o ksenofobię. Następuje zjawisko odwrotnego rasizmu, tym razem wymierzone niejako w rasę euroazjatycką i skoro sama widzę to w codziennym życiu, trudno mi mieć pretensje do kogoś, komu to przejście ze skrajności w skrajność nie odpowiada. Nie potrafię jednak zrozumieć tak radykalnego podejścia, które każe nie podawać ręki czarnoskórym i nie wpuszczać ich do swojego miasta. A do tego na siłę szukać w Biblii fragmentów, które taką postawę usprawiedliwiają.

Reasumując, polecam ten reportaż każdemu, zarówno zwolennikom tzw. multi-kulti, jak i przeciwnikom migracji. Zrobił on na mnie ogromne wrażenie, zarówno treścią, jak i bardzo przemyślaną formą i dobrym stylem Autorki. Jej profesjonalizm sprawił, że kontrowersyjny temat zmienił się w temat wart przemyśleń i myślę, że w niejednym z nas może zostawić trwały ślad.

pokaż więcej

 
2018-09-28 18:49:16
Dodała cytat z książki: Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość
My, ludzie rasy białej, jesteśmy wyposażeni w genetyczną skazę. Ta skaza to miłosierdzie. Kiedy widzimy istoty, które nie mają tego, co my: naszej inteligencji, wykształcenia, pieniędzy, zaczynamy odczuwać współczucie. Żadna inna rasa tak nie ma. I dlatego to my, a nie oni, jesteśmy skazani na zagładę.
 
2018-09-28 18:45:12
Dodała cytat z książki: Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość
Kiedy człowiek pozwoli, żeby zakorzeniło się w nim poczucie winy, staje się bezwolny. Poddaje się. Bez sprzeciwu znosi prześladowania i wszelkie dolegliwości. Pozwala na gwałcenie swoich praw. Traci instynkt samoobrony. Zaczyna przedkładać dobro innych nad dobro swoje i swojej rodziny. Jest gotów zrobić wszystko, żeby tylko to dojmujące poczucie winy z siebie zmyć.
 
2018-09-27 19:34:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Biblioteka Ursus

W tym gatunku nie ma nikogo lepszego, a przynajmniej do tej pory z nikim lepszym się nie spotkałam. Tess Gerritsen w tej książce prezentuje swoje najlepsze oblicze jako autorki, umiejętnie łącząc skomplikowaną zagadkę medyczną z ciekawymi zagadnieniami ze świata nauki i wątkiem obyczajowym. I jak zwykle, jest w stanie wybrnąć z pętli fabuły w bardzo widowiskowy sposób.

Oś fabularna książki...
W tym gatunku nie ma nikogo lepszego, a przynajmniej do tej pory z nikim lepszym się nie spotkałam. Tess Gerritsen w tej książce prezentuje swoje najlepsze oblicze jako autorki, umiejętnie łącząc skomplikowaną zagadkę medyczną z ciekawymi zagadnieniami ze świata nauki i wątkiem obyczajowym. I jak zwykle, jest w stanie wybrnąć z pętli fabuły w bardzo widowiskowy sposób.

Oś fabularna książki kręci się wokół dziwnej epidemii, która wybucha na orbicie Ziemi, w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jeden z astronautów prowadzących tam pionierskie badania naukowe, umiera nagle po nagłej i bardzo "brutalnej" chorobie. Jego ciało wysłane na Ziemię natychmiast po wylądowaniu przejmuje wojsko, co potęguje tylko niepokój w kontroli lotów NASA i wśród przyjaciół członków załogi. Tymczasem na pokładzie stacji kosmicznej przypadkiem znajduje się dr Watts. Wysłana tam w zastępstwie za kolegę, w trakcie własnego rozwodu z innym astronautą, zauważa u kolejnych kolegów pierwsze symptomy tej samej zarazy. A jej mąż postanawia działać, by jak najwięcej z nich sprowadzić bezpiecznie do domu.

Bardzo dobry styl, wyraziste postaci i emocje równe tym, których doświadczyłam, czytając "Infekcję" to znaki rozpoznawcze Gerritsen. Zgadzam się co prawda z niektórymi czytelnikami, że wątek miłosny pomiędzy skłóconymi małżonkami był dość infantylny, ale nie przeszkadzał mi zbyt mocno w odkrywaniu kolejnych aspektów zagadki. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, w jaki sposób opisane zostało życie ludzi związanych z przemysłem kosmicznym. Tak wiarygodne opisy przeżyć astronautów i kwestii technicznych świadczą o bardzo dokładnym przygotowaniu merytorycznym przed napisaniem tej książki.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
445 195 4814
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (58)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (23)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd