PoDrugiej StronieOkładki 
status: Czytelnik, dodał: 4 książki, ostatnio widziany 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-18 15:09:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/star-wars-mroczny-uczen-christie-golden.html

Uniwersum George'a Lucasa jest dla mnie, jak religia. Uwielbiam wszystko, co związane jest z „Gwiezdnymi wojnami”, co widać po moim mieszkaniu, gdzie tylko się spojrzy. „Mroczny Uczeń” był pierwszą pozycją, po jaką sięgnęłam ze stosu, który otrzymałam od wydawnictwa Uroboros. Pozycja ta pisana...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/star-wars-mroczny-uczen-christie-golden.html

Uniwersum George'a Lucasa jest dla mnie, jak religia. Uwielbiam wszystko, co związane jest z „Gwiezdnymi wojnami”, co widać po moim mieszkaniu, gdzie tylko się spojrzy. „Mroczny Uczeń” był pierwszą pozycją, po jaką sięgnęłam ze stosu, który otrzymałam od wydawnictwa Uroboros. Pozycja ta pisana przez Christie Golden, którą znamy ze świetnych książek, z uniwersum „World of Warcraft” powinna być murowanym sukcesem.
Ale czy na pewno?

Cofnijmy się do świata Star Wars, między filmami „Atak Klonów” a „Zemsta Sithów”, bo to właśnie tutaj Christie Golden umieściła fabułę „Mrocznego Ucznia”.
Książka jest napisana na podstawie serialu „Wojny Klonów”, jednak odcinków, które nie zostały zekranizowane.
Rada Jedi ma problem, musi pozbyć się hrabiego Dooku, który sieje spustoszenie na planetach, jednak uczeni Jedi nie wiedzą, jak ugryźć ten trujący owoc, aby pozbyć się go raz, a dobrze i jeszcze w tajemnicy. Po wielu zebraniach rada na czele z mistrzem Yodą, decydują się wysłać w misję Quinlana Vosa, który ma sprostać zabiciu Dooku.
Problem w tym, że Jedi nie może pracować sam i zamiast od razu udać się prosto na hrabiego, mężczyzna musi zdobyć zaufanie Asajj Ventress – byłej uczennicy Dooku, która oddała się fachowi łowcy nagród.
Vos dowiaduje się, gdzie może znaleźć Ventress od Boba Fetty i krzyżując jej plany, wpada w sam środek pogoni za nagrodą. A będąc cwaniakiem i zgrywając się na chojraka wpada w oko Asajj na tyle, żeby ta zdecydowała się z nim pracować.
Dwójka świeżych wspólników zaczyna odbywać razem misje, zlecane przez innych, jednak w pewnym momencie Quinlan przypomina sobie o prawdziwym celu swojej znajomości z byłą Sithanką, do której przez ostatnie wspólne zadania znacząco się zbliżył.
Zresztą z wzajemnością.

„Mroczny Uczeń” to dobra książka oparta na uniwersum Gwiezdnych Wojen. Dobra, ale nie świetna. Podczas lektury przez długi czas zastanawiałam się, co tu jest nie tak i dlaczego nie mam klasycznego „oh” w głowie. Dopiero pod sam koniec zrozumiałam, co Christi tutaj wcisnęła, psując całą książkę.
Miłość.

Umówmy się, nie mam nic do wątków miłosnych w „Gwiezdnych Wojnach”. Nie mam, jeżeli nie są one napisane w sposób przesadzony i wybujały.
Popatrzmy na przykład na Anakina i Padme, z Nowej Trylogii (do dziś nie dopuszczam myśli, że istnieje), tam mamy dwóch młodziaków, którzy mają na głowie, albo Jedi, albo senatorstwo w rządzie, a ich miłość poprowadzona jest w tak szczeniacki i żenujący sposób, że nie da się tego oglądać. Książki, w których się pokazują i rzucają miłymi słowami, które widzę jako „ mój niedźwiadku kochany, zrobiłam ci jedzonko!” staram się omijać fragmentami z nimi. Denerwują mnie i psują mi całą lekturę.

Z drugiej strony weźmy Hana Solo i Leię. Ich wątek napisany został na zasadzie „kto się czubi, ten się lubi”. Nie ma tu przesadnej romantyczności, a bohaterowie bardziej sobie dopiekają, niż słodzą, co sprawia, że czyta (i ogląda) się to bardzo przyjemnie (no wiecie, Harrison Ford...).

W „Mrocznym Uczniu” mamy wątek miłosny Quinlana i Asajj, który generalnie nie przeszkadza i nie narzuca się czytelnikowi, do czasu. Pod sam koniec książki jest tak słodko, że oplułam się kawą od tej słodyczy (kawę też miałam posłodzoną). I dopiero pod koniec książki, zrozumiałam, że Golden zepsuła naprawdę świetną fabułę, tą miłością.

Oczywiście nie twierdzę, że „Mroczny Uczeń” jest zły. Nie jest. Miło było wrócić do Yody, Mace Windu i młodego Kenobi, który był mistrzem Anakina. Zawsze miałam i mam sentyment do postaci, które zbudowały tę serię i pokazały, że „Gwiezdne Wojny” to coś więcej, niż tylko film. Przecież nie ma na świecie osoby, która nie wie kto to Darth Vader, czy właśnie Yoda. No proszę was.

I choć cała fabuła jest wciągająca i ciekawa, to końcówka rozbraja na łopatki. Christie Golden wie, jak pisać książki, aby trafiły one prosto do serc fanów danego uniwersum, o czym przekonałam się już nie raz i nie ukrywam, tutaj także książka trafiła do mnie. Powiedzmy w 80%. Gdyby usunąć tą naciąganą miłość to byłoby zdecydowanie lepiej. Przynajmniej dla mnie.

„Mroczny Uczeń” to książka warta polecenia dla każdego fana „Gwiezdnych Wojen”. Tym, którzy widzieli filmy, ale nie wiedzą, od której książki zacząć, polecam wrócić do Starego Kanonu. „Mroczny Uczeń” to pozycja raczej dla zaprawionych w boju czytelników uniwersum George'a Lucasa. Szczególnie, że jest w niej wiele nazw własnych, które dla początkującego fana, mogą stanowić trudność, co wiążę się z odrywaniem od lektury i pytaniem wujka Google o wyjaśnienie.

pokaż więcej

 
2019-01-17 12:04:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/manga-tez-ksiazka-o-dziewczynie.html

Po powrocie, na mangi rzuciłam się jak wygłodniały pies. Ileż oddałabym, aby można było je jakoś składnie czytać na czytniku w wersji elektronicznej! Tęskniłam za nimi, szczególnie, że dość często to właśnie mangi leczą mnie z kaca książkowego, albo niemocy czytania. Jednotomówka Waneko „O dziewczynie...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/manga-tez-ksiazka-o-dziewczynie.html

Po powrocie, na mangi rzuciłam się jak wygłodniały pies. Ileż oddałabym, aby można było je jakoś składnie czytać na czytniku w wersji elektronicznej! Tęskniłam za nimi, szczególnie, że dość często to właśnie mangi leczą mnie z kaca książkowego, albo niemocy czytania. Jednotomówka Waneko „O dziewczynie skaczącej przez czas” podobała mi się już z opisu, niestety sam tomik przyszedł do mnie tuż przez wylotem i masz babo placek. Musiała poczekać pięć miesięcy na przeczytanie.
Ale w końcu się udało! (tutaj brawa)

Makoto jest zwykłą dziewczyną, która chodzi do szkoły, ma dwóch najlepszych kumpli, z którymi gra w baseball i jej życie wygląda podobnie, jak każdej innej nastolatki.
Do czasu.
Pewnego razu, po kolejnej zawalonej kartkówce, w dniu, w którym pech goni pech Makoto zdarza się wypadek, który całkowicie zmienia postrzeganie świata przez dziewczynę. Z początku nie za bardzo wie, co właśnie się wydarzyło, ale po krótkim czasie ponownych prób, Makoto zaczyna rozumieć, że potrafi skakać w czasie. Jej ciocia, zwana przez innych „Czarownicą” wprowadza dziewczynę w te magiczne sztuczki. Nie ostrzega jej jednak, że skoki są limitowane.
Makoto każdą swoją pomyłkę nadrabia skokiem i próbuje pomóc swoim przyjaciołom w ich sprawach miłosnych.
Kiedy dziewczyna dowiaduje się, że za jej skoki i szczęście odpowiadające im, ktoś inny będzie musiał zapłacić nieszczęściem, Makoto zaczyna uważniej obserwować swoich kumpli. Pilnuje, aby nie stała się im krzywda, ale wszystkiego nie jest w stanie przypilnować.
Na szczęście jest też Chiaki.

Nie pierwszy raz wydawnictwo Waneko zaskoczyło mnie swoją jednotomówką, która okazała się być strzałem w dziesiątkę. Przyznam szczerze, że na końcu było mi okropnie smutno, a w pewnym momencie zaparło mi dech w piersi, bo bałam się o bohaterów tej mangi.

Jedynym minusem „O dziewczynie skaczącej przez czas” jest jej długość. Manga, choć składnie narysowana i dobrze napisana jest za krótka. Ale znowuż, jakby była za długa, to jęczałabym, że wydłużona na siłę. Nie dogodzi. Bywa.

Strasznie spodobała mi się postać Chiaki, który był takim cwaniakiem, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Może nie miałam od razu odruchu „Chce cię za mangowego męża”, ale miło było na jego twarz popatrzeć i zatrzymać się trochę na dłużej. Makoto z Kousuke nie przynieśli mi takiej radości z patrzenia na nich. Makoto przy okazji nie podpadła, bo okazała się być konkretną dziewczyną, a nie jakąś rozlazłą płaczką, jak to w mangach lubią rysować.

Sama kreska jest przyjemna dla oka. Na przodzie mamy standardowo kolorową wkładkę i możemy zobaczyć jak „pokolorowani” wyglądają bohaterowie, o których zaraz będziemy czytać. Okładka tomiku nie do końca mi się podoba, bo w sumie to nie przyciąga oka. Nie ma tu jakieś drobnej tajemnicy, do czego Waneko mnie przyzwyczaiło. No, ale nie będę narzekać, bo nie liczy się obwoluta, a wnętrze, które jest w końcu bardzo ciekawe.

Kolejna jednotomówka Waneko to kolejna świetna manga, która jest wspaniałą historią na dosłownie chwilę. Ten tomik czyta się naprawdę szybko, a historia w nim przedstawiona, nie nudzi ani trochę. Osobiście coś czuję, że wrócę do tej mangi jeszcze kiedyś, ale najpierw muszę zapomnieć o jej fabule. Zdecydowanie polecam Wam tę pozycję.

pokaż więcej

 
2019-01-16 11:09:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Glitter and Sparkle (tom 3) | Seria: Young

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/odrobina-sodyczy-shari-l-tapscott.html
Może babeczkę?


Seria Shari L. Tapscott skradła mi serce od „Odrobiny Brokatu”. Wtedy głupia myślałam, że to najlepsza część serii. Potem pojawiła się jednak „Odrobina Blasku” i zmieniłam zdanie. To właśnie drugi tom stoi na pierwszym miejscu podium. Trzecia „Odrobina Słodyczy” jest dla mnie na równi...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/odrobina-sodyczy-shari-l-tapscott.html
Może babeczkę?


Seria Shari L. Tapscott skradła mi serce od „Odrobiny Brokatu”. Wtedy głupia myślałam, że to najlepsza część serii. Potem pojawiła się jednak „Odrobina Blasku” i zmieniłam zdanie. To właśnie drugi tom stoi na pierwszym miejscu podium. Trzecia „Odrobina Słodyczy” jest dla mnie na równi z pierwszą.

Harper – siostra Riley od zawsze była zakochana w Brandonie, który miał ją za przyjaciółkę. Dziewczyna przeniosła się do Teksasu, żeby wyjawić mu w końcu prawdę o swoich uczuciach, ale jej plany spełzły na niczym, gdyż Brandon na Święto Dziękczynienia przyszedł z Sadie – swoją dziewczyną. Harper stwierdziła, że zostanie starą panną, która nie ma nawet pojęcia, co chce robić w swoim życiu i po prostu oddała się pieczeniu ciasteczek.
Pewnego dnia, w telewizji ogłoszono konkurs na wypieki, który miał prowadzić Mason Knight – idol Riley, kiedy była jeszcze młoda. Siostra Harper prosiła i prosiła, aż wyprosiła zgodę na wzięcie udziału swojej starszej siostry w tym konkursie. Harper potrzebowała jednak pomocy, gdyż zespoły miały być dwuosobowe i to właśnie tym sposobem Sadie znalazła się blisko Harper.
Obie pojechały na eliminacje i już na samym początku, podczas kręcenia pierwszego odcinka Harper wpadła w oko Masonowi, który zagadał do niej, gdy ta piekła ciastka. Kamery wszystko uchwyciły, a po emisji odcinka Harper stała się wrogiem połowy dziewczyn na świecie, gdyż miały ją za konkurencję u Knighta.
Z odcinka na odcinek było coraz lepiej, a Mason starał się zwrócić uwagę Harper na swoją osobę, nie tylko w roli prowadzącego programu, ale też jako potencjalnego chłopaka.
Kiedy jednak Harper obudziła się z letargu i zakochania w Brandonie wybuchła wielka afera.
Czy Harper znajdzie swoje szczęście?
Czy Rycerz w lśniącej zbroi w końcu pojawi się przy jej wieży?

Pamiętacie jak pisałam przy okazji drugiej części, że Linus jest najlepszą postacią w tej serii?
Zdania nie zmienię. Chociaż Mason w jakimś stopniu mi się także podobał, to jednak nie zrobił na mnie ogromnego wrażenia.
Jeżeli chodzi o Harper... no jest taka obojętna. Taka nijaka. Ani nie jest podobna do swojej rozrywkowej i rozwydrzonej siostry, ani nie jest cicha jak mysz. Ni w tą, ni w tamtą. Bezpłciowa bym rzekła.

Cała historia kręci się dookoła konkursu kulinarnego, w którym Harper i Sadie biorą udział. Mamy tutaj dosłownie opisaną rywalizację między zawodnikami, a także sprawy w hotelu i zawiść jednych nad drugimi. W sumie muszę przyznać, że autorka ładnie pokazała ten wątek z podkładaniem sobie świń, ale był on trochę za bardzo oczywisty. Relacja Harper i Brandona wprawiała obydwoje bohaterów w dyskomfort, a kiedy nagle Brandon postanowił powiedzieć prawdę, bo stwierdził, że już nie chce mu się dłużej jej ukrywać miałam takie „Gościu, weź już daj se siana i odpuść. Teraz się obudziłeś.”. Zdecydowanie bardziej podobała mi się znajomość Harper i Masona, bo przynajmniej było to coś nowego, a nie odgrzewany kotlet o imieniu Brandon.

Nie zabrakło starych bohaterów, chociaż głównie to Riley była w całej historii. Linus, jak już się pojawiał to albo nic nie mówił, albo coś tam burknął i na tym kończyła się jego obecność w całej historii. Troszkę szkoda, że autorka nie postanowiła przypomnieć starych bohaterów, którzy przecież cały czas byli w życiu Harper.

„Odrobina Słodyczy” jest słabsza od „Odrobiny Blasku” o czym pisałam już na samym początku. To ostatnia część całej serii, które można w sumie czytać nie po kolei i niekoniecznie wszystkie. Każda z książek opowiada inną historię miłości dwójki osób i każda z nich jest błyskotliwa i na swój sposób ciekawa. Miło spędziłam czas czytając wszystkie trzy pozycji i nie żałuję, że je przeczytałam. Jednak jeżeli miałabym to czytać jeszcze raz to na pewno zdecydowałabym się sięgnąć najpierw po drugi tom.

pokaż więcej

 
2019-01-15 12:25:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/birthday-girl-penelope-douglas.html

Penelope Douglas jest nam dobrze znana, gdyż mieliśmy okazję czytać jej dwie książki z serii „Bully”. Mowa tu o „Dręczycielu” oraz „Dopóki nie zjawiłaś się ty”. Wydawnictwo Niezwykłe w tamtym roku zapowiedziało nam bombę w postaci jednej z nowszych książek tej autorki, czyli „Birthday Girl”. Jeżeli...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/birthday-girl-penelope-douglas.html

Penelope Douglas jest nam dobrze znana, gdyż mieliśmy okazję czytać jej dwie książki z serii „Bully”. Mowa tu o „Dręczycielu” oraz „Dopóki nie zjawiłaś się ty”. Wydawnictwo Niezwykłe w tamtym roku zapowiedziało nam bombę w postaci jednej z nowszych książek tej autorki, czyli „Birthday Girl”. Jeżeli czekaliście cały miesiąc, żeby 9 stycznia wziąć w swoje dłonie właśnie tę pozycję to uwierzcie mi warto było się zmęczyć i poczekać.

Jordan Hadley to dziewczyna, która od urodzenia miała rzucane kłody pod nogi. Najpierw jej ojciec okazał się być przegranym i słabym człowiekiem, co poskutkowało tym, że Jordan wychowywała siostra i obie razem, w jakiś szczęśliwy sposób dawały radę żyć na godnym poziomie. Potem Jay, pierwsza miłość Jordan okazał się być dupkiem, a jej obecny chłopak Cole miał być ideałem. Miał. Bo na pewno nim nie był. Z powodu długów w starym, wynajmowanym mieszkaniu musieli się z niego wyprowadzić i końcem końców wylądowali u ojca Cole'a - Pike'a, którego Jordan miała okazję już raz spotkać. Wtedy jednak nie wiedziała, że tajemniczy mężczyzna z którym spędza w kinie urodziny to jednocześnie ojciec jej chłopaka.
Jordan zamieszkała z Cole'm w domu jego ojca i chcąc odpokutować swoją obecność w jego domu, zaczęła po prostu opiekować się cała posesja i ogródkiem. Przy okazji miała z tego też radość, bo kończyła studia z architektury krajobrazu. Dziewczyna okazała się być bardziej chętna do pomocy przy każdym możliwym problemie, niż własny syn Pike'a, który jedyne co potrafił to pic do nieprzytomności.
Jordan spędzając coraz więcej czasu z ojcem swojego chłopaka zaczęła rozumieć, że dogaduje się z nim lepiej, niż z własnym partnerem. Co więcej ich przyjaźń poczęła wkraczać na niebezpieczne tereny i choć oboje chcieli temu zapobiec ich pożądanie było zbyt silne, aby mogli się mu przeciwstawić.

Uwielbiam tę książkę. Tak samo jak uwielbiam Penelope Douglas, która przy swoich lekturach jest albo niesamowicie brutalna, albo łamie wszystkie dopuszczalne reguły i wyprzedza tematy tabu. Związek starszego o dwadzieścia lat mężczyzny z według prawa amerykańskiego nieletnią jest w społeczeństwie dość często piętnowany. W końcu jak to możliwe, że młoda dziewczyna chce starego pryka. W historii Jordan i Pike'a widać walkę o tajemnice. Oboje doskonale wiedzą jak na siebie działają, a przyjaciele mężczyzny także zauważają stosunek dziewczyny do niego, jednak dwójka przyjaciół cały czas neguje swoje uczucia i stara się je zneutralizować. Dla dobra ogółu. Dlaczego? Bo Pike nie chce, całkowicie stracić syna, a Jordan nie chce stracić przyjaciela w swoim chłopaku. Przy okazji martwią się opinią publiczną, gdyż miasto jest małe i ludzie szybko zaczną gadać na ich temat.

W sumie jakby się tak zastanowić to ile razy czytając plotki że świata gwiazd ( wiem że je czytacie) i widząc nagłówki „70 letni XXX ma nową 20 letnia żonę” stwierdzaliście „ To pewnie dla pieniędzy”. Pewnie kilka razy się zdarzyło. W sumie mi samej też się to zdarzyło i nie boję się do tego przyznać. Ale tak naprawdę skąd mamy pewność, że pani 20 poleciała na pana 70 dla pieniędzy? Nie mamy.

Podobnie jest w „Birthday Girl”. Pike jest dorosłym mężczyzną z własnym domem. Opłaconymi w terminie rachunkami i stała porządna pracą. Jordan dopiero uczy się do zawodu i kończy studia, ale nie posiada ani mieszkania, ani perspektyw na nie, bo z kasą u niej krucho. Jej siostra w klubie że striptizem zarabia więcej, niż ona w barze, a mimo wielu nagabywań, aby zmieniła pracę i zaczęła zarabiać więcej dziewczyna nie daje się przekonać i zostaje w nędznym barze, w którym zarabia zbyt mało, aby zapłacić za zaległe rachunki. Tutaj też można stwierdzić, że Jordan poszła „na kasę” i dlatego poderwała Pike'a. Prawda jest jednak zupełnie inna.

Potrzebuję swojego serca, by móc wstać z łóżka, chodzić, rozmawiać, pracować i jeść, a ona zabrała je ze sobą. Nie byłem wyjątkowo uczuciowym mężczyzną zanim ją poznałem, ale ona wzięła wszystko, co miałem wewnątrz".

Uwielbiam bohaterów tej książki.
Jordan mimo problemów i wiecznych przeciwności losu stara się osiągnąć swój cel. Jest waleczną, młoda kobietą, która zna swoją wartość, ale czasami gubi się w życiu i sprowadza na siebie zagładę. Głównie w postaci złych mężczyzn. Za każdym razem podnosi się jednak jak Feniks z popiołów i ponownie rozpoczyna walkę o kolejny dzień.
W Pike'u podobała mi się dojrzałość, jaką zaprezentował w stosunku do Jordan. Mimo swoich uczuć cały czas był względnie obojętny, myśląc o tym, jak zareaguje na ich bliskość jego syn, z którym nie ma za dobrych stosunków oraz co powiedzą ludzie na taki związek.

Cała ta historia jest pełna wyrzeczeń i trudności. Na bohaterów każdego dnia czekają nowe wyzwania, a namiętność i pożądanie, jakie odczuwają nie ułatwia im sprawy w podejmowaniu dobrych decyzji. Złych też. Wszystko co uczynią wydaje się być niewłaściwe i niepoprawne. Ta książka sprawi, że nie będziecie mogli się oderwać od jej treści i będziecie kibicować jej bohaterom w wygraniu swoich marzeń. „Birthday Girl” to must read tego miesiąca!

pokaż więcej

 
2019-01-12 11:15:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Doctor Mephistopheles (tom 1)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/manga-tez-ksiazka-doctor-mephistopheles.html

Udaj się do lekarza.

Przed świętami przybyła do mnie paczka z mangami, a w niej najnowsza manga wydawnictwa Waneko „Doctor Mephisto”, która zaciekawiła mnie swoim opisem i koniecznie chciałam ją przeczytać. Mając chwilę wolnego między książkami, sięgnęłam po nią i muszę przyznać, że nie...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/manga-tez-ksiazka-doctor-mephistopheles.html

Udaj się do lekarza.

Przed świętami przybyła do mnie paczka z mangami, a w niej najnowsza manga wydawnictwa Waneko „Doctor Mephisto”, która zaciekawiła mnie swoim opisem i koniecznie chciałam ją przeczytać. Mając chwilę wolnego między książkami, sięgnęłam po nią i muszę przyznać, że nie zauważyłam kiedy cały pierwszy tomik tej opowieści mignął mi między palcami.
Zdecydowanie chcę więcej.

Shinjuku, dzielnica w Tokio w roku 20XX wskutek trzęsienia ziemi, które później nazwano „Devil Quake” zostało podzielone na dwie części. Pojawiła się wyrwa w podłożu, a miasto zostało nazwane Piekielnym. Shinjuku stało się miastem demonów i duchów. W „Piekielnym mieście” nie obowiązują żadne prawa, a ludzie, którzy potrzebują pomocy fachowego lekarza, udają się do szpitala Mephisto, gdzie dyrektor całego przybytku jest bardzo tajemniczą postacią oraz nad wyraz przystojnym mężczyzną. Problem w tym, że lekarz skrywa tajemnicę swojej osoby, a dzięki jego zdolnościom potrafi wyleczyć nawet śmiertelnie chorego pacjenta.
Jego szpital jest bardzo popularny i kiedy w gabinecie dyrektora pojawia się osobnik o imieniu Meged proszący o „sklejenie” nieśmiertelnych trzewi, które zbiera w całość, Mephisto odmawia. Co więcej, okazuje się, że doktor posiada już kilka części tego ciała.
Wskutek tego, między lekarzem owianym tajemnicą, a piekielnym duchownym Megedem rozpoczyna się wojna.
Mephisto ma niejednego asa w rękawie.
Pytanie tylko, którego wykorzysta?

Lekki horror, dużo rzeczy nadprzyrodzonych i mnóstwo sekretów. Pierwszy tom „Doctora Mephisto” w sumie mało co wyjaśnia, za to zostawia z całym ogromem pytań.
Główny bohater, czyli wszystko-leczący lekarz jest pięknym mężczyzną, któremu nie sposób się oprzeć. Ma długie włosy, a jego spojrzenie działa niemalże, jak rentgen. Mogłoby się wydawać, że jest to najbardziej tajemnicza postać w całej mandze, jednak to nieprawda. Jego towarzysz, którego przypadkiem spotyka pojawia się dosłownie znikąd, a jego historia dopiero się rozpoczyna. Zdecydowanie, mamy tu bohaterów owianych tajemnicami do cna, którzy napędzają ciekawość.

Piękna, delikatna kreska, z najdrobniejszymi szczegółami jest ujmująca. Wiele razy zatrzymywałam się podczas czytania, aby jedynie popatrzeć na nieskazitelną twarz doktora, bądź innych bohaterów, jakich mamy okazję spotkać w tej opowieści. Sam pomysł na wielką dziurę w powierzchni Ziemi, która dzieli dzielnice jest tak szalony, że aż świetny. Bardzo dobry pomysł na mangę, jestem okrutnie ciekawa, co stanie się dalej z doktorem i nieśmiertelnymi trzewiami.
O pięknej obwolucie, jaką serwuje wydawnictwo Waneko, chyba nie muszę pisać po raz kolejny. Tomiki ich mang, są naprawdę dopieszczone i warto je kupić.

„Doctor Mephistopheles” to wciągająca manga, która skazuje Czytelnika na czekanie do czerwca, aż pojawi się kolejny tom. Mimo tego bólu oczekiwania, uważam, że warto zapoznać się z pierwszym tomem już teraz, gdyż podczas lektury kompletnie nie czuć upływu mangi. A przy ostatniej stronie jest wielkie zdziwienie „ale jak to już koniec?”. Z jednej strony ubolewam nad brakiem dalszego ciągu historii, z drugiej zastanawiam się nad możliwymi wyjaśnieniami sytuacji, które miały miejsce w pierwszym tomie. Także sami widzicie, że i tak źle i tak niedobrze.
Czekam z niecierpliwością na drugi tomik, gdyż pierwszy rozbudził we mnie ogromną ciekawość nie tylko na temat samego doktorka, co całego świata, w którym akcja mangi się toczy.

pokaż więcej

 
2019-01-12 11:12:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Stage Dive (tom 4) | Seria: Editio Red

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/deep-kylie-scott.html

Ostatni część rockowej historii.


Poznaliśmy już trzech członków zespołu Stage Dive. Kyle Scott na sam koniec zostawiła cichego i tajemniczego basistę - Bena, którego historii byłam najbardziej ciekawa, mimo że nie jest on moim ulubieńcem.

Lizzie jest poukładaną dwudziestojednoletnią dziewczyną. Przynajmniej tak...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/deep-kylie-scott.html

Ostatni część rockowej historii.


Poznaliśmy już trzech członków zespołu Stage Dive. Kyle Scott na sam koniec zostawiła cichego i tajemniczego basistę - Bena, którego historii byłam najbardziej ciekawa, mimo że nie jest on moim ulubieńcem.

Lizzie jest poukładaną dwudziestojednoletnią dziewczyną. Przynajmniej tak wygląda w oczach swojej starszej siostry Anne, która jest żoną Malcolma – perkusisty zespołu. Lizzie jednak idąc w ślady starszej siostry nie może przestać myśleć o Benie Nicholsonie, którego parę razy miała okazję spotkać, w tym na ślubie swojej siostry. I choć rozum podpowiada rozsądek i nie zwracanie uwagi na showmana, który może mieć każdą kobietę, jaką tylko zapragnie. Serce wydaje się być głupie i tym oto sposobem Lizzie zaczyna smsować z Benem. Choć wiadomości dość bezosobowe, nie prowadzą do niczego więcej, w końcu oboje zaczynają rozumieć, że ich znajomość zaczyna być niebezpieczna.
Ale wtedy nie potrafią już się powstrzymać i ulegają pożądaniu.
Tylko co na to Malcolm, któremu Ben obiecał trzymanie rąk przy sobie?
I co na to Anne, która nagle ma zostać ciotką?

Od pierwszej części, byłam bardzo ciekawa Bena. Nie tyle jego historii miłosnej, co ogólnie jaki jest ten nieśmiały basista z wyglądem młodego Adonisa. Wszyscy członkowie zespołu ciągle istnieli w poprzednich częściach serii, a Ben był wiecznie na uboczu. Obserwował, niczym drapieżnik szykujący się do ataku na ofiarę.
Dlatego też, sądziłam, że jego część będzie najciekawsza.
Nie była.
W sumie to „Deep” jest najsłabsze z całej serii Stage Dive.

Czy czuję się zawiedziona? Może troszkę.
Kylie Scott zaniedbała Bena. Jak przez poprzednie części basista był naprawdę tajemniczą postacią, która nęciła podczas lektury, tak w czwartej części zrobiła z niego zwyczajnego chłopaka, który uległ urokowi Lizzie i wpadł z nią w przygodę z dzieckiem. Ponadto w samej historii nie ma za dużo tajemniczości, która była budowana przez poprzednie tomy. To chyba właśnie przez nią, tak bardzo chciałam poznać historię Nicholsona i zobaczyć, czy autorce udało się dorównać mojemu wyobrażeniu o Benie, z poprzednich tomów. Nie udało się. W sumie to „Deep” nie różni się niczym o jakiś klasycznych romansów, które czytamy, aby potem o nich po prostu zapomnieć.

Lizzie jest dość nędznie napisaną postacią. W sumie widać po niej, że to taka nieporadna młoda dziewczyna, która dość często wyłącza mózg. Ani trochę nie są do siebie podobne z Anne, która bardzo mi się podobała w swojej części. Ben... o nim napisałam już wystarczająco dużo. Jak podobał mi się przez poprzednie tomy, tak tutaj stracił cały urok.
Ale wiecie kto nadrabia całą książkę? Ha! Malcolm. Perkusista nie zmienił się w swoim charakterze ani trochę. Dalej jest wesołkiem i jajcarzem, a ich małżeństwo z Anne to zderzenie dwóch różnych światów. Utwierdziłam się w fakcie, że Malcolm to najlepszy członek zespołu Stage Dive.

„Deep” to ostatni tom serii. Najsłabszy, przewidywalny i nudnawy. Jeżeli przeczytaliście poprzednie trzy tomy, to warto skończyć całą serię od Kylie Scott i tę pozycję także przeczytać. Ale jeżeli stwierdzicie, że nie chce Wam się marnować czasu na nudną historię basisty to nic nie stracicie. W porównaniu do „Lick”, „Lead” i „Play”; „Deep” to książka, o którą mogłabym posądzić debiutanta, a nie autorkę, która ma na swoim koncie całkiem niemało książek.

pokaż więcej

 
2019-01-11 16:13:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Rat Queens (tom 2)
 
2019-01-11 16:13:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Rat Queens (tom 1)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/rat-queens-magia-i-masakra-kurtis-j.html


FABUŁA

Poznajcie królowe szczurów: Betty, Dee, Hannah i Violet. Dziewczyny, które żadnej pracy się nie boją, a im brutalniejsza i bardziej krwawa robota im przypadnie, tym bardziej się z niej cieszą. Dziewczyny należą do jednej z pięciu miastowych grup najemników, które burmistrz Palisady, razem...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/rat-queens-magia-i-masakra-kurtis-j.html


FABUŁA

Poznajcie królowe szczurów: Betty, Dee, Hannah i Violet. Dziewczyny, które żadnej pracy się nie boją, a im brutalniejsza i bardziej krwawa robota im przypadnie, tym bardziej się z niej cieszą. Dziewczyny należą do jednej z pięciu miastowych grup najemników, które burmistrz Palisady, razem ze swoim asystentem Sawyerem zatrudnia, aby w mieście i jego okolicach panował względny spokój. Względny, bo choć najemnicy wykonują swoje zadania, to sami robią w centrum miasta niezłe rozróby. Tym razem naszym bohaterkom przydzielono pozbycie się goblinów, które grasują w jaskini za miastem. Śmierdzące, ogromne i tłuste stwory, nie są wymarzoną misją dla Betty, Dee, Vi i Hannah, ale chcąc nie chcąc, dziewczyny udają się na miejsce wcześniej wskazane, a tam okazuje się, że czeka na nich zabójca, który ma za zadanie zabić nasze seksowne płatne zabójczynie.
Oczywiście mężczyzna ginie śmiercią tragiczną, a dziewczyny wracając do miasta dowiadują się od innych grup, że te także spotkały się z zabójcami, czekającymi, aby zaatakować.
Pytanie tylko, kto zlecił zabicie grup najemniczych?
Dziewczyny nie czekając za długo, podejmują się rozpoznania wroga i ukatrupienia go przy najbliższej okazji.



OPRAWA GRAFICZNA

Jestem całkowicie zakochana w tych kolorach. Nawet, kiedy są ponure to idealnie wpasowują się do całości i nie zioną smutkiem. Rysunki pełne szczegółów, postaci bardzo dopracowane i nawet otoczenie nie zostało olane! Cud, miód i orzeszki.
Lejąca się podczas dynamicznych walk jucha, zwiększa tempo całej akcji i sprawia, że ma się jednocześnie ochotę pokontemplować trochę rysunek, jak i czytać dalej, bo halo! fabuła goni! I wcale nie przejrzałam po przeczytaniu całego komiksu, jeszcze raz wszystkich obrazków, aby się nimi delektować. Nie.. skąd.

BOHATEROWIE

Nie potrafię zdecydować, która z Królowych mi się podoba najbardziej. Każda ma w sobie to „coś”, co przyciąga. Każda ma inne zdolności, a przede wszystkim każda na swój sposób jest urocza. Violet lubię za jej waleczność, przypomina mi Meridę z Disneya. Dee jest... w sumie trochę jak Domino z Deadpoola. Betty, to najsłodsza istota z komiksu, jaką kiedykolwiek poznałam! Co ciekawe, kojarzy mi się bardziej z postacią męską – Muradinem z WoWa – niż z żeńską. A Hannah... tu mam problem. Hannah nie przypomina mi nikogo, a jak teraz o tym myślę to blisko jej do Cruelli de Mon. No śmiejcie się, proszę bardzo. Ciekawa jestem, jak Wy zareagujecie (albo zareagowaliście) na Królowe Szczurów.



OPINIA OGÓLNA

Jestem kupiona. „Rat Queens'y” zawładnęły moim sercem. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejne części i zrobię to, jak najszybciej, bo uwielbiam spotkanie z Betty, Hannah, Dee i Violet. Jeszcze gdyby były prawdziwe i można byłoby iść z nimi na piwo, to już całkiem byłabym szczęśliwa. Równe z nich babki, a przygody jakie przeżywają też są świetne. Co więcej, język jaki jest użyty w tym komiksie sprawia, że chce się go po prostu czytać. Nie wiem, czy to tłumacz wyczuł klimat, czy może sami autorzy postanowili między poważnymi sprawami dodać parę naprawdę humorystycznych odzywek, ale całe to połączenie jest naprawdę zajebiste.
Jak komiksów czytam mało, tak „Rat Queens” lądują na pierwszym miejscu w moim osobistym rankingu na najlepszy komiks. Pierwszy tom jest jedynie wstępem do całej historii, czterech dziewczyn, ale jeżeli tak wygląda wstęp, to ja zdecydowanie poproszę tego więcej!

pokaż więcej

 
2019-01-10 01:31:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/the-kiss-thief-lj-shen.html

Pierwsza najładniejsza okładka roku 2019 wybrana!


O moim uwielbieniu do Leigh Shen nie muszę pisać ponownie. Na „TKT” czekałam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź, potem lawinowo pojawiła się okładka, którą zapisałam już do „najlepszych w 2019 roku” i w końcu, pewnego ranka zobaczyłam na swoim...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/the-kiss-thief-lj-shen.html

Pierwsza najładniejsza okładka roku 2019 wybrana!


O moim uwielbieniu do Leigh Shen nie muszę pisać ponownie. Na „TKT” czekałam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź, potem lawinowo pojawiła się okładka, którą zapisałam już do „najlepszych w 2019 roku” i w końcu, pewnego ranka zobaczyłam na swoim czytniku „The Kiss Thief”.
Czekającą i proszącą o przeczytanie.
Nie omieszkałam skorzystać i ukrócić jej te cierpienia.

Francessca Rossi jest córką Arthura Rossi'ego, który ma się za szefa The Outfit. Ojciec jej jest wziętym mafiozo, który prowadzi interesy włosko – amerykańskie. Dziewczyna od dziewiętnastu lat żyje w złotej klatce, a jej jedynym, prawdziwym przyjacielem jest Angelo Bandini. Syn wysoko postawionego w mafii człowieka. Oboje od zawsze wiedzieli, że będą ze sobą i to właśnie na balu maskowym w Instytucie Artystycznym w Chigaco mieli pierwszy raz się pocałować.
Kiedy Francessca udaje się w romantyczne miejsce, aby spróbować ust swojego przyszłego męża, okazuje się, że za maską kryje się ktoś inny.
Ktoś, kto ani trochę nie przypomina młodego Angelo Bandiniego.
Dziewczyna wraca do domu w rozpaczy Czuje, że zdradziła swojego przyjaciela tym pocałunkiem.
Następny dzień okazuje się być jeszcze gorszy, gdyż u progu ich domu zjawia się... złodziej pocałunku.
Wolfe Keaton, prawnik i senator, który ma zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Wolfe Keaton, który ma haka na ojca Francessci i w zamian, za milczenie może wybrać sobie, co tylko chce.
A chce... Francesscę.



Mam papkę z mózgu.
Serio.
Ta książka zrobiła mi papkę z mózgu i nie mogę zrobić nic, co sprawiłoby żeby on ponownie wrócił do swojego normalnego stanu.
Leigh Shen pokonała samą siebie!
Myślałam, że „Intryga” była dobra. Potem „Dirty Headlines” też mi się spodobało, ale to... co otrzymałam w „The Kiss Thief” podniosło poprzeczkę tak wysoko, że nie mam zielonego pojęcia, czy autorka kiedykolwiek jeszcze do niej, chociażby doskoczy.

Historia zaczyna się całkiem przyzwoicie. Domyślacie się co będzie dalej. Francessca nienawidzi senatora Keatona, a on ma w sumie to gdzieś, bo zależy mu na tym, aby mnie haka na jej ojca. Nienawiść kipi z tej książki pełną gębą, ale w pewnym momencie przemienia się w miłość. Miłość, która jest niczym tasak, oddzielający dawne życie młodej Rossi od nowego, spędzanego ze swoim mężem Wolfem. Ale do tej jednej miłości, wkrada się druga... ta do Angelo.
I chociaż może Wam się wydawać, że znacie koniec tej historii, tak naprawdę ogromnie się mylicie. Leigh Shen wykonała tak cwany i niespodziewany zwrot akcji, że przez dłuższy czas mrugałam oczami przed czytnikiem, zastanawiając się „Co tu się właśnie odjebało, przepraszam?”.
Nikt się tego nie spodziewał i Wy, podczas lektury też nie będziecie się tego spodziewać. Nie będziecie nawet czuć tego w kościach. To się po prostu stanie i BUM.



Bohaterów dzieli duża różnica wieku. Keaton ma trzydzieści lat, zaś Francessca, jak już wspominałam jedynie dziewiętnaście. To może odstraszać, ale uwierzcie mi, jak nie będziecie o tym myśleć, to nie poczujecie tej różnicy. Między tymi charakterami zatarta jest granica patrzenia na świat z dwóch różnych stron. Chociaż na początku wybitnie widać, że Rossi to taka młoda, naiwna i głupia dziewczynka.
A Wolfe Keaton... ech... będę musiała wybudować dom dla tych moich książkowych mężów, bo już mi się w mieszkaniu nie mieszczą. Oficjalnie zaklepuję tego pana dla siebie. Nie mam nic do dodania.



„The Kiss Thief” to must read tego roku. Możecie nie przepadać za L.J. Shen po „Intrydze” i innych jej książkach, które się u nas pokazały, ale tę pozycję, jako JEDYNĄ musicie przeczytać. Dosłownie spala od środka podczas czytania, aż przyjemnie boli. Dla mnie to już jest jedna z najlepszych książek 2019 roku, posiadająca najlepszą okładkę. Oj ciężko będzie przebić to cudo. Mam nadzieję, że ta książka ukaże się w Polsce, chociaż i tak kupię oryginalną wersję. Jakby ktoś pytał... tak, mam obsesję na punkcie tej książki.

pokaż więcej

 
2019-01-09 16:23:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/cisza-przed-burza-christie-golden.html

Nie od dzisiaj wiecie, że jestem fanką gier komputerowych w równym stopniu, co książek. Coraz częściej możemy się spotkać z książkami, które opowiadają o grach. Są ich rozszerzoną historią, albo są przepisane na papier z tego, co możemy zobaczyć na ekranie komputera. Miałam już okazję recenzować dla...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/cisza-przed-burza-christie-golden.html

Nie od dzisiaj wiecie, że jestem fanką gier komputerowych w równym stopniu, co książek. Coraz częściej możemy się spotkać z książkami, które opowiadają o grach. Są ich rozszerzoną historią, albo są przepisane na papier z tego, co możemy zobaczyć na ekranie komputera. Miałam już okazję recenzować dla Was inne książki z uniwersum „WoWa” napisane także przez Christie Golden, a „Cisza przed burzą” jest jej najnowszą książką wydaną u nas za pośrednictwem wydawnictwa Insignis. Tak naprawdę sięgnęłam po tę pozycję, zaraz po skończeniu książki z kolejnego „growego” uniwersum, czyli „Mass Effect”, a recenzję piszę dopiero teraz, bo... w sumie nie do końca wiedziałam, co w niej zamieścić.

Po wykańczającej wojnie z Legionem, siły Przymierza i Hordy są mocno osłabione. Kiedy obie armie myślą o leczeniu ran, okazuje się, że w sercu Azeroth zieje śmiercionośna rana, spowodowana mieczem Sargerasa, jaką uczynił w ostatnim akcie okrucieństwa przed swoją zagładą.
Anduin Wrynn, młody król Wichrogrodu i przywódca Przymierza, a także Sylwana Bieżyświat, wołana przez Hordę – Królowa Porzuconych, nie mają wiele czasu, aby odbudować to, co zostało zniszczone. Muszą podejmować szybkie decyzje, nie tylko o swoich armiach i ich odbudowie, ale też o całym Azeroth, które bez pomocy umrze, razem ze swoimi mieszkańcami. Na powierzchnię Azeroth wypłynęła dziwna, dotąd mało znana substancja, którą zwą azeryt. Jej właściwości zależne są od rąk, w których przebywa, gdyż potrafi ona tworzyć dobro i potrafi niszczyć wszystko, co ma na swojej drodze.
Obie armie ponownie zaczynają obmyślać plany wojny. Jednak pokojowo nastawiony Anduin, który jest zbyt ufny obmyśla desperacki plan trwałego pokoju. Planuje uspokoić sytuację i dopiero po tym, skupić się na azerycie i współpracy z Sylwaną, nad rozwiązaniem poważniejszego problemu, jakim jest ich umierająca kraina.
Mroczna Pani ma jednak inne plany, co do współpracy z Przymierzem i ich młodym królem.

Zastanawiam się, czy jeszcze nie znudziliście się moimi „ochami” i „achami” na temat książek, pisanych w uniwersum gier. Ja tam się nie nudzę pisaniem o nich dla Was, ale może być różnie z odbiorem.
Christie Golden jest jedną z topowych pisarek książek tego typu i przyznam szczerze, że jak widzę iż książka została napisana właśnie przez nią to biorę w ciemno, bo wiem, że się nie zawiodę. Przynajmniej jeszcze to się nie zdarzyło. A dodając do świetnej książki świetnego tłumacza, jakim jest pani Dominika Repeczko mamy połączenie wybuchowe i pozycję, która każdego fana do siebie przekona. Obie te panie czują bluesa jeżeli chodzi o gry i gołym okiem widać to właśnie w książkach.

Zawsze kiedy czytam książkę dziejącą się w uniwersum World of Warcraft mam chęć grać. Przy innych książkach powiązanych z grami nie mam takich myśli. A przy WoWie zawsze. Świat przedstawiony w tych książkach jest mi tak bliski, że oczyma wyobraźni podczas lektury widzę postaci, które tutaj występują i mam z tego niemałą radochę. Dlatego kiedy widzę zapowiedź kolejnej książki z uniwersum tej gry komputerowej od razu tupię nogami w miejscu czekając na premierę, abym mogła przeczytać kolejne cudeńko i ponownie obudzić w sobie chęć grania ( a akurat zawsze wtedy jestem na wowowym odwyku). Nie można mieć wszystkiego.

Historia przedstawiona w „Ciszy przed burzą” jest wciągająca głównie ze względu na młodego króla Wichrogrodu, któremu po śmierci ojca życie zwaliło się na głowę i Anduin musi dać sobie radę z samym sobą. Wygrać ze swoimi lękami, a przy okazji uspokoić sytuację w Azeroth z Hordą.
Z drugiej zaś strony mamy przywódczynie Hordy – Sylwanę, która kiedyś była zupełnie inna, niż jest teraz. Wiecie, że nie cierpię Hordy i moje zdanie o niej się nie zmieniło.

„Cisza przed burzą” to kolejna godna polecenia książka z uniwersum World of Warcraft. Spędziłam z nią miło czas i ani trochę nie żałuję jej przeczytania. Jeżeli jesteście fanami gry to jest to pozycja zdecydowanie dla Was.

pokaż więcej

 
2019-01-08 13:32:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Kaci Hadesa (tom 4) | Seria: Editio Red

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/odkupienie-tillie-cole.html

Tutaj zaczyna się historia Ridera, ale czy kończy?


Wydawnictwo EditioRed rozpieszcza nas, podsuwając nam prawie, co miesiąc kolejną książkę z serii „Kaci Hadesa” od Tillie Cole. Nie wiem, jak Wy, ale ja z tego powodu nie narzekam. Co więcej mam okazję powtórzyć sobie tę serię ponownie, a mogę do niej wracać i...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/odkupienie-tillie-cole.html

Tutaj zaczyna się historia Ridera, ale czy kończy?


Wydawnictwo EditioRed rozpieszcza nas, podsuwając nam prawie, co miesiąc kolejną książkę z serii „Kaci Hadesa” od Tillie Cole. Nie wiem, jak Wy, ale ja z tego powodu nie narzekam. Co więcej mam okazję powtórzyć sobie tę serię ponownie, a mogę do niej wracać i wracać. Całe szczęście autorka nie zapowiada końca historii tego gangu motocyklowego, co bardzo mi odpowiada. W sumie to chyba jedyny taki książkowy tasiemiec, którego czytam z przyjemnością.

Po poprzednich historiach, gdzie poznaliśmy Kaina oraz jego grzechy, mamy okazję wrócić do społeczności Nowego Syjonu. Wydarzenia ostatnich książek pokazały nam prawdę o Kainie, ale rzuciły także światło na jego brata Judasza, który końcem końców okazał się być niezłym ziółkiem.
Po zdradzie własnego brata, Kain trafia do celi i to właśnie Judasz, ogłasza się prorokiem. Prorokiem, który koncertowo pierze mózgi swoich wyznawców.
W celi, Kain rozmyśla nad wszystkimi swoimi uczynkami. Przy okazji jest regularnie torturowany, ale mimo wielu ran, nie chce się ugiąć i złożyć pokłon przed bratem – prorokiem.
Pewnego dnia do celi obok trafia Harmony, dziewczyna przywieziona z Puerto Rico, która jest pretendentką do bycia Przeklętą, mającą poślubić proroka i zbawić cały lud.
Dziewczyna zaczyna rozmawiać z Kainem, który przedstawia jej się, jako Rider, a zwykłe rozmowy zaczynają rodzić głębsze uczucie.
Z biegiem czasu okazuje się, że Harmony w społeczności nie jest sama i ma swoich sojuszników.
Rider pragnie uratować ją przed losem, jaki czeka ją przy Judaszu i wpada na szalony pomysł, który jak nie uda się za pierwszym razem, to zabije wszystkich biorących w nim udział.
Nadchodzi odkupienie.
A wraz z nim, przychodzi także brutalna prawda, która zwala z nóg.

Tak wiem, pisałam to co recenzję: „Najlepsza książka z serii”.
I znowu muszę to napisać.
„Odkupienie” to najlepsza książka w serii.
Generalnie, nie wińcie mnie za to, uwielbiam Hadesów i nie mam swojej „najulubieńszej” części. Każda podoba mi się tak samo, a apetyt rośnie w miarę czytania.
Bardzo cieszę się, że wydawnictwo EditioRed podjęło się wydania tej serii w naszym kraju.
Choć jest ona na swój sposób brutalna, to wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć.
A kiedy choć trochę się o niej zapomni, to chce się ją ponownie przeczytać.
Ot, tak to właśnie działa.
Zobaczycie.

Rider, podobnie jak AK są moimi ulubieńcami od samego początku serii. To właśnie przy nich, moje serce bije szybciej i to im kibicowałam w zdobywaniu szczęścia. Choć, o AK dopiero będziecie mieli okazję przeczytać po polsku, to uwierzcie mi warto.
Ale wracając do Ridera, zwanego inaczej Kainem.

„Odkupienie” to książka opowiadająca o żalu za grzechy Ridera, który (w końcu!) obudził się z amoku, w jakim żył od dziecka. Pozycja ta skupia się zarówno na jego przeszłości, kiedy miał do wykonania od wujka misję, jak i na teraźniejszości, kiedy mężczyzna chce ocalić kobietę, która skradła jego serce i uratować dawnych przyjaciół, na których nigdy nie zasłużył.
Podczas czytania poznajemy także sporą część rytuałów, które mają miejsce w społeczności, jednak Tillie Cole, tak skutecznie dawkuje nam te informacje, że może Was chwycić konkretna kurwica.
Zaś prawda, której dowiadujemy się w trakcie lektury, sprawia że oczy robią się, niczym pięciozłotówki, a zdziwienie osiąga punkt kulminacyjny.

Między Riderem, a Harmony możemy zobaczyć powoli kwitnące uczucie, do którego jedno nie dorosło, a drugie uważa, że się nie nadaje. Może nie jest to porywająca historia, jakby postawić ją do Maddie i Flame'a, ale w „Odkupieniu” nie chodzi o miłość i romansik, a o historię Judasza i Kaina, a przede wszystkim Kaina, bo to on jest głównym bohaterem tej pozycji i to właśnie jego mamy poznać i na nim się skupić.
Przejść z nim przez jego czyny i wybaczyć mu wszystko co zrobił, gdyż on sam wybaczyć sobie nie potrafi.

Uwielbiam tę pozycję. Jeszcze bardziej uwielbiam kolejną część.
Ale tak naprawdę nie napiszę Wam nic innego, bo każda z tych książek jest po prostu zajebista.
Każda na swój sposób ma swój urok, który rzuca na nas, od razu po otwarciu na pierwszej stronie.
Koniecznie przeczytajcie „Odkupienie”. Nie będziecie żałować. Wręcz przeciwnie, Wasz apetyt urośnie i będziecie wyczekiwać zapowiedzi na kolejną.

pokaż więcej

 
2019-01-08 08:28:15
Ma nowego znajomego: Aleksandra Kujawa
 
2019-01-07 10:12:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Setna królowa (tom 1) | Seria: Young

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/setna-krolowa-emily-r-king.html

Lubicie indyjskie klimaty?

Wydawnictwo Kobiece na styczeń zapowiedziało „Setną Królową”, która niesamowicie kusi okładką. Sięgnęłam po tę pozycję wcześniej (post pisany w listopadzie 2018), aby przekonać się, czy warto tę książkę mieć na półce.
Cóż... w sumie to chyba nie.

Kalinda to sierota, którą...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/01/setna-krolowa-emily-r-king.html

Lubicie indyjskie klimaty?

Wydawnictwo Kobiece na styczeń zapowiedziało „Setną Królową”, która niesamowicie kusi okładką. Sięgnęłam po tę pozycję wcześniej (post pisany w listopadzie 2018), aby przekonać się, czy warto tę książkę mieć na półce.
Cóż... w sumie to chyba nie.

Kalinda to sierota, którą przygarnęło Bractwo Parijana faith. Tam dorosła, razem z innymi dziewczynami, ucząc się być posłuszną mężczyznom. Razem ze swoją przyjaciółką Jayą każdego dnia trenowała sztuki walki, aby pokazać się swojemu przyszłemu mężowi, który przyjedzie do Bractwa z jak najlepszej strony. Tego dnia, dziewczyny także trenowały, kiedy Przewodnicząca całej Bractwa Mita oświadczyła, że będą miały gościa.
Gościa, który ma wybrać kolejne dziewczyny, które pojadą z nim i nigdy nie wrócą z powrotem.
Wieczorem, Kalinda będąc przez przypadek w nieodpowiednich rejonach, dowiedziała się kim jest ów gość. Wiedzą tą, nie podzieliła się z przyjaciółką, gdyż nie chciała jej stresować.
Na następny dzień, dziewczęta zaprezentowały walki pokazowe, do pierwszej krwi, a potem stojąc nagie w rządku z zasłoniętymi oczami i włosami czekały, aż nastąpi wybór.
Okazało się, że to Kalinda i jedna z dziewczyn, za którą nie przepadała zostały wybrane.
Z tym, że Kalinda, miała zostać żoną samego Radży Tareka.
Ma być setną i ostatnią Rani.
Choć umysł mówi, aby nie ryzykować, serce nie słucha, gdyż zostało zdobyte przez innego mężczyznę.
Jednak będąc setną żoną Kalinda musi uważać na wszystkich dookoła w pałacu i absolutnie nikomu nie może zaufać.
Inne żony Radży, chcą ją zniszczyć.
Podobnie, jak sam Radża.

Zanim zaczęłam tę pozycję, z ciekawości sięgnęłam po niezastąpionego GoodReads'a, aby sprawdzić oceny tej książki. Zdziwiłam się, jak wiele jednogwiazdkowych opinii ma ta historia. Poparte to było słowami „nie skończyłam czytać”, albo „niesamowicie nudne”.
Zatem będąc obojętna, sięgnęłam po „Setną żonę” i rozpoczęłam budowanie własnej opinii tej książki.
No i... w sumie to GR znowu miał rację.

Nie wiem, co w tej książce jest tak interesującego, że Wydawnictwo Kobiece podjęło się jej wydania. To, co napisałam Wam w drugim akapicie, to zaledwie kawałeczek fabuły, który jest rozszerzony o magiczne moce, objawiające się gorączką. Emily R. King popłynęła w swojej książce okrutnie i w sumie to nie wiem, dlaczego aż cztery tomy zostały wydane (i kto to przeczytał).

„Setna żona” jest słaba. Tę książkę czyta się, dla samego czytania, ale żadnej rewelacji się w międzyczasie nie odczuwa. W sumie, niczego się nie odczuwa. Oczy wędrują z literki na literkę, ze słowa, na słowo, ze zdania na zdanie, ale ani to nie wciąga, ani nie odpycha. Jest tak bardzo nijakie, że aż nie wiadomo, jakim słowem to określić.

Mamy tu świat indyjski. Radżę, harem, piękny pałac, a to wszystko przeplata się z magią, która jest „z dupy wzięta”. Szczerze mówiąc intrygi pałacowe bardziej mnie zainteresowały, niż historia czarów, jakie tu są. Co więcej, podczas czytania byłam lekko zniesmaczona, dominacją Radży nad kobietami oraz (w wielkim cudzysłowie) „uprzedmiotowianiem ich”. Nie będę Wam tu teraz przytaczać fragmentu, o który mi chodzi, ale podejrzewam, że same możecie to wyczuć podczas czytania.
Historia jest słaba.
Postacie są słabe.
Styl pisarski autorki jest słaby.
Czy ta książka ma jakieś plusy?

Ma.
Jeden.
Okładkę.
Problem w tym, że ja już dawno skończyłam kupować książki dla okładek. Choć cała seria prezentuje się naprawdę pięknie z zewnątrz, to jej wnętrze jest poniżej poziomu.
Przy okazji, zastanawiałam się do jakiego gatunku można zaliczyć „Setną żonę”?
I tak w sumie to nie wiem. Romans z tego żaden, NA, YA też słabo się prezentuje, a do fantastyki to, ta książka nawet nie jest w stanie podskoczyć.
Osobiście nie polecam. Nie podobała mi się, a na samym końcu, kiedy rzekomo była akcja, byłam tak znudzona, że miałam ochotę wyłączyć czytnik, albo zmienić książkę na coś lepszego.
Decyzję pozostawiam, jak zawsze Wam, a kiedy zdecydujecie się jednak przeczytać „Setną żonę” to napiszcie mi, co Wam się w tej pozycji podobało.

pokaż więcej

 
2019-01-02 17:48:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-12-30 17:48:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Editio Red

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/12/najdrozszy-sasiad-penelope-ward.html

Druga część „Przyrodniego brata”?


Penelope Ward zawitała do nas z pozycją „Przyrodni brat” wydaną przez wydawnictw EditioRed. Fakt, znaliśmy ją wcześniej z jej książek pisanych w duecie z Vi Keeland, ale jej samodzielną książkę mieliśmy okazję czytać dopiero w tamtym roku. Po roku możemy przeczytać,...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/12/najdrozszy-sasiad-penelope-ward.html

Druga część „Przyrodniego brata”?


Penelope Ward zawitała do nas z pozycją „Przyrodni brat” wydaną przez wydawnictw EditioRed. Fakt, znaliśmy ją wcześniej z jej książek pisanych w duecie z Vi Keeland, ale jej samodzielną książkę mieliśmy okazję czytać dopiero w tamtym roku. Po roku możemy przeczytać, tak jakby drugą część „Przyrodniego brata”, która oficjalnie nie jest drugą częścią. O tym za chwilę.

Życie Chelsea posypało się razem z rozstaniem z chłopakiem, z którym w swoich snach planowała piękny ślub. Dziewczyna była przekonana, że druga połowa związku także wiernie kocha ją, całym sobą. Przeoczyła jednak moment kiedy ukochany zaczął się od niej oddalać, aby zerwać z nią całkiem i odejść do swojej nowej dziewczyny. Elec odszedł, a Chelsea czekała przeprowadzka do nowego mieszkania i życie w samotności.
Siostra Chelsea podpowiedziała jej terapię „na wygadanie się” i tym oto sposobem dziewczyna znalazła terapeutkę, która słuchała uważnie jej wywodów, a sama wspominała o... jednorożcach. Kiedy dziewczyna pogodziła się ze stratą swojego faceta, w pobliżu znalazł się sąsiad zza ściany obok – D.H. Hennessey, którego psy ujadały z samego rana, aby wieczorem być cicho. Chelsea wiele razy napatoczyła się na Damiena i powiedziała mu parę miłych i niemiłych słów, aby końcem końców zacząć z nim rozmawiać i otwierać się na obcego mężczyznę. Damien nie został jej dłużny, chociaż jeden sekret trzymał tylko dla siebie i marzył, aby nikt go Chelsea nie wygadał.
Niestety sekrety i kłamstwa w końcu zawsze wyjdą na wierzch i właśnie tak stało się z tajemnicą Damiena.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego na początku pisałam o „Przyrodnim bracie”, mam rację?
Ile z Was, podczas czytania poprzedniego akapitu wyłapało imię Elec i skojarzyło to z głównym bohaterem właśnie tej książki?
Kiedy pierwszy raz Chelsea mówiła o Elecu, który wolał swoją przyrodnią siostrę Gretę, od razu zapaliła mi się w głowie lampka. Szukając szybko w głowie imienia Elec, mój wzrok przeleciał (dosłownie :) półki i natrafił na „Przyrodniego brata”. I wtedy już wiedziałam. Elec, który jest ex- chłopakiem Chelsea to Elec z tamtej książki. Muszę przyznać, że Ward zgrabnie to połączyła, chociaż nie wiem, czy czytając „Najdroższego sąsiada”, ludzie ogarniali, że Elec to TEN ELEC.
Ale kumacie?

„Najdroższy sąsiad” podobał mi się do 80% książki. Ostatni 20% nie dość, że było bardzo przewidywalne, to w dodatku zrobiło się też słodkie jak kisiel. Dosłownie widziałam takie „bla bla bla, kochanie. Bla, bla, bla skarbie,” No... i tak do końca książki. Już na samym początku, jak sięgnęłam po historię Chelsea zastanawiałam się, czemu „Sąsiad” jest taki długi. Gdyby Ward wycięła tę końcówkę i po prostu ładnie zakończyła opowieść byłoby zdecydowanie lepiej.

Co do bohaterów to w sumie nie mam o czym napisać. Byli. Po prostu. Nie polubiłam ich, nie znienawidziłam. Dało się ich przegryźć i tyle. Koniec pieśni.

Za to humor! W książkach Ward śmieszne sytuacje są naprawdę śmieszne i nie czuć, że są one pisane na siłę, jak u innych autorek. Ot, choćby Keeland. U niej dość często wyczuwam wprowadzanie humoru na siłę. Zaś w książkach, które obie autorki piszą razem ten humor niby jest, ale równie dobrze mogłoby go nie być i też nikt by nie zauważył. Nie uważam, że są złe. Nie, a skąd. Dobrze się je czyta i wciągają, ale czasami już wystarczy tego śmiechu, który nie zawsze jest prawdziwy.
I w „Przyrodnim bracie”, i w „Najdroższym sąsiedzie” mamy świetny humor, który nie jest wymuszony, a sytuacje z jakimi spotykają się bohaterowie naprawdę bawią. Ward zdecydowanie lepiej umie w humor, niż Keeland.

„Najdroższy sąsiad” to książka warta przeczytania dla humoru i relaksu. Miło spędziłam z nią czas i podobała mi się, pomijając zasłodzoną końcówkę. W każdym razie, jeżeli „Przyrodni brat” podobał się Wam, to i ta pozycja też będzie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
693 321 1878
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (19)

Ulubieni autorzy (15)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd