Alex 
takijestswiat.blogspot.com
status: Czytelnik, dodał: 9 książek, ostatnio widziany 15 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-10 22:52:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Owoc granatu (tom 1)

Przyszłość jednego dnia jawi się w jasnych barwach, zaplanowana i zadowalająca ambicje, bądź jest widziana z kimś, kto stał się bliski nieoczekiwania i dał impuls do spojrzenia w to co może mieć miejsce, drugiego dnia zmieniając się całkowicie. Teraźniejszość wydaje się być jedynie przystankiem do tego co jest wyczekiwane, ale czasem marzenia zostają wystawione na próbę lub okazują się jedynie... Przyszłość jednego dnia jawi się w jasnych barwach, zaplanowana i zadowalająca ambicje, bądź jest widziana z kimś, kto stał się bliski nieoczekiwania i dał impuls do spojrzenia w to co może mieć miejsce, drugiego dnia zmieniając się całkowicie. Teraźniejszość wydaje się być jedynie przystankiem do tego co jest wyczekiwane, ale czasem marzenia zostają wystawione na próbę lub okazują się jedynie ułudą. Wystarczy chwila by przyjazny świat pokazał swoją mroczniejszą stronę i boleśnie uderzył w to co dla człowieka najcenniejsze.

Lato roku tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego było upalne, a nawet gorętsze, poza tym przebiegało podobnie jak te z wcześniejszych lat. Przynajmniej tak się wydawało wielu. Beztroska, dworek otoczony lasami i polami, rozrywki odpowiednie dla panienek z dobrego domu, po prostu wakacje. Jednak gdzieś na tym jasnym obrazie pojawiają się chmury, lecz przecież czas dojrzewania niesie z sobą pierwsze odpowiedzialne decyzje oraz wybory. Bliźniaczki Elżbieta, zwana Halszką, i Stefania Łukowskie żyją dniem dzisiejszym, swoboda wiejsko-ziemiańskiej egzystencji jest czymś zupełnie innym od ich miejskiego życia, lecz każda z nich znajduje dla siebie miejsce. Nadciągające wojenne zagrożenie wydaje się jedynie niegroźnymi pomrukami, zresztą co innego zaczyna zaprzątać głowy dziewcząt. To co przyniosą kolejne miesiące nie podejrzewa nikt, kiedy sierpień przechodzi w wrzesień wszystko zmienia się, że nieodwracalnie tego również nie przypuszczają ani Łukowscy, ani pozostali. Dworek ukryty na prowincji również nie omijają dramatyczne chwile, chociaż wydawało, iż jego mieszkańcom zostanie oszczędzone przynajmniej część tragedii jaka ogarnęła świat. Niestety Halszka i Stefania zostają wraz z tysiącami Polaków wywiezione w głąb Związku Radzieckiego. Już sama podróż jest gehenną, a to czego później doświadczają dziewczyny zmienia dużo w nich samych. Każdy dzień, czasem nawet godziny, to walka o przetrwanie, taryfy ulgowej nie ma dla nikogo, kolejne dramatyczne chwile odciskają piętna na ludziach, również na siostrach Łukowskich. W tak trudnych chwilach człowiek pokazuje swoją prawdziwa twarz, lecz może to jedynie złudzenie? Ile są w stanie znieść Stefania i Elżbieta? To co działo się nie tak dawno wydaje się odległym wspomnieniem, ale wciąż w obu jest ono silne. Czy znajdą w sobie siłę by przetrwać? A może to co najgorsze dopiero przed nimi?

Maria Paszyńska zaczyna książkę urokliwymi obrazami świata zmiecionego przez huragan jakim była Druga Wojna Światowa. Bohaterowie nie wiedzą jeszcze jakiemu piekłu przyjdzie stawić im czoła, ale to jedynie wstęp do niezwykle przejmującej opowieści, która stała się udziałem tysięcy. Chylę czoła przed tym jak pisarka oddała losy sióstr, równocześnie opowiadając ich historię oraz często bezimiennych osób. „Owoc granatu” oddaje emocje postaci, lecz przede wszystkim unaocznia rozmiar dokonanej zbrodni. Dramat jednostek i dramat ogółu splatają się z sobą, jedno i drugie porusza, jednak to nie koniec, to dopiero początek opowieści w jakiej uczucia, zasady, honor poddawane są próbie, ale nie ocenie. Maria Paszyńska konfrontuje z sobą bohaterów, nie bezpośrednio, lecz przy pomocy sytuacji, pokazuje rzeczywistość, do której nikt nie był przygotowany, oraz jak tak odmienna sytuacja wpłynęła na poszczególne osoby. „Owoc granatu” pokazuje brutalną prawdę, tym mocniej odczuwaną przez czytelnika, gdyż jej świadkami i uczestniczkami są bardzo młode kobiety, po części jeszcze dzieci, stawiające czoła wydarzeniom jakie nieraz były zbyt ciężkie dla dojrzałych osób. To one poznają smak tytułowego owocu i tego co z sobą niesie – pamięci o tym co było i pozostanie już w nich na zawsze.

pokaż więcej

 
2018-08-07 20:55:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Kto by nie chciał by jego marzenia się spełniły? Ot tak po prostu rzadko kiedy przybierają realne kształty, ich urzeczywistnienie czasem wymaga od nas wysiłku. Uniwersalnej recepty nie ma, ale pomoc w takim przypadku może być przydatna.

Nikt za nas naszych pragnień nie wprowadzi w życie, jednak niekiedy nakierowanie na właściwą ścieżkę jest dobrym punktem wyjścia do dalszych działań. Karina...
Kto by nie chciał by jego marzenia się spełniły? Ot tak po prostu rzadko kiedy przybierają realne kształty, ich urzeczywistnienie czasem wymaga od nas wysiłku. Uniwersalnej recepty nie ma, ale pomoc w takim przypadku może być przydatna.

Nikt za nas naszych pragnień nie wprowadzi w życie, jednak niekiedy nakierowanie na właściwą ścieżkę jest dobrym punktem wyjścia do dalszych działań. Karina Sęp nie daje gotowego przepisu i przede wszystkim nie tryska mega optymizmem, że wszystko pójdzie jak z płatka. Wprost przeciwnie wskazuje gdzie czyhają pułapki i jakie narzędzia mogą być pomocne. Marzenia można traktować jako coś mityczne i nie przystającego do codzienności lub … po prostu nazwać je celami, które chcielibyśmy osiągnąć. Autorka krok po kroku wyjaśnia czym jest tytułowa mapa marzeń, przedstawia realne wskazówki i porady. Książka jest przemyślana i nastawiona na interakcje ze strony czytelników – odpowiada na możliwe pytania, w trakcie lektury stopniowo rozszerzana jest tematyka oraz podpierana konkretnymi przykładami. Książka ta jest dobrym kompendium informacji dla wszystkich tych, którzy chcą poznać zagadnienia z zakresu rozwoju osobistego oraz wprowadzić je do własnego życia.

„Twoja mapa marzeń” jest swoistym poradnikiem dla osób pragnących pójść nową drogą lub po prostu zmienić nie tyle „coś” w swej egzystencji, ale konkretne sprawy. Te ostatnie czasem nie do końca są uświadomione, chociaż odczuwalne, a Karina Sęp pomaga poprzez różnorodne pytania dotrzeć do ich sedna. Pierwsze kilka rozdziałów zawiera szczegółowe omówienie problematyki mapy marzeń czyli czym są, dlaczego są przygotowywane i jak je stworzyć. Nim następuje prezentacja są przedstawione przykładowe jej elementy. Po takim wprowadzeniu zainteresowani mają niezbędne podstawy by skupić się na własnym wdrożeniu porad i zdobytych wiadomości w ćwiczeniach. Ta część jest istotna, gdyż pozwala sprawdzić czy niezbędne podstawy zostały odpowiednio zrozumiane. Końcowe rozdziały szczegółowo prowadzą od zamiaru do gotowej mapy. Jeśli nawet książka nie będzie początkiem zrobienia tego kierunkowskazu, warto się z nią zapoznać ze względu na porady związane z wytyczaniem celów w różnorodnych aspektach naszej egzystencji oraz rozpoznawaniem swoich potrzeb.

pokaż więcej

 
2018-08-01 22:14:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Inspektor Mascarell (tom 4)

„Dwa dni w maju”
Jordi Sierra i Fabra

Pewne sprawy trzeba dokończyć wbrew wszystkim i wszystkiemu. Po prostu honor i poczucie sprawiedliwości nie pozwalają się poddać, nawet gdy zagrożone jest to co najbardziej cenimy. Jednak wewnętrzna siła to czasem za mało by osiągnąć wyznaczony cel, ale jeśli wspiera ją doświadczenie i upór nawet niemożliwe powoli pojawia się w zasięgu wzroku.

Kiedy jest...
„Dwa dni w maju”
Jordi Sierra i Fabra

Pewne sprawy trzeba dokończyć wbrew wszystkim i wszystkiemu. Po prostu honor i poczucie sprawiedliwości nie pozwalają się poddać, nawet gdy zagrożone jest to co najbardziej cenimy. Jednak wewnętrzna siła to czasem za mało by osiągnąć wyznaczony cel, ale jeśli wspiera ją doświadczenie i upór nawet niemożliwe powoli pojawia się w zasięgu wzroku.

Kiedy jest się młodym kilka dni mija bardzo szybko, ale wraz z upływem lat zaczyna się doceniać czas, a zwłaszcza chwile spędzone z bliskimi. Niekiedy nie da się nadrobić nie odbytych spotkań z kimś na kim nam zależy, Miquel Mascarell dawno miał odwiedzić swojego byłego szefa i jednocześnie przyjaciela. Niestety śmierć Mateu pokrzyżowała plany, ale żałoba będzie musiała poczekać, bo okoliczności tej tragedii są podejrzane. Prywatne śledztwo nie jest łatwo prowadzić, zwłaszcza kiedy jest się byłym więźniem politycznym i byłym policjantem w frankistowskiej Hiszpanii. Jednak przyjaźń zobowiązuje, no i okoliczności także nie dają spokoju. Mascarell nie ma wiele czasu, w tym przypadku liczy się każda godzina, lecz śladów jest niewiele, za to więcej jest domysłów i przypuszczeń oraz zbyt dużo niewiadomych. Barcelonę i jej mieszkańców czeka wielkie wydarzenie, ale to w tej chwili nie jest istotne, chociaż czy na pewno? W czym brał udział Mateu i dlaczego było to dla niego tak istotne? Gdzieś kryją się odpowiedzi, a z nimi i prawda o ludziach, którzy rzucili wyzwanie rzeczywistości w jakiej przyszło im egzystować. Jednakże wzniosłe słowa i idee to jedno, czym innym jest codzienność oraz ludzkie czyny, zbrodnicze oraz nieprzewidywalne w swych skutkach. Lata doświadczeń z policyjnej pracy i intuicja wiodą Miquela w odległe rejony miasta i ludzi, tak jak kiedyś stojących po przeciwnej stronie barykady. Wyniki jego dochodzenia są niepokojące, lecz zamierza je dokończyć pomimo zagrożenia utraty tego co zdobył z takim trudem. Czy tym razem Mascarell pokona demony z przeszłości?

Dwa dni upalnego maja, bohater, mający więcej do stracenia niż do zyskania, więzy przyjaźni i zagadka kryminalna, która wcale nie musi nią być. Jordi Sierra i Fabra po raz kolejny zabiera czytelników do Hiszpanii końca lat czterdziestych gdzie zbyt dużo ludzi nosi wojenne blizny i rany, pomimo, iż oficjalnie jej nie było. Jednym z nich jest główna postać – stróż prawa, człowiek jaki poznał gorycz porażki, utracił wszystko i zyskał, być może ostatnią, szansę na odrobinę szczęścia i niedocenianej przez zbyt wielu wolności. „Dwa dni w maju” to rasowy kryminał z wieloosobową intrygą, w jakiej połączono w mistrzowski sposób historię z suspensem oraz swoistą smugą cienia. Dyktatorska Hiszpania Franco i jej ofiary są tłem dla śledztwa, w którym nie brak politycznych akcentów, spisków, lecz w centrum zainteresowania są zbrodnie. Od tych ostatnich wszystko się zaczyna i na nich się kończy, one wyznaczają ramy powieści, w jakiej pisarz zawarł realia społeczne i ówczesne podziały społeczne. Ale najważniejszy jest Miquel Micarell to on jest pierwszoplanowym aktorem, wnoszącym do wątków niepowtarzalną atmosferę oraz charakter i jednocześnie wyznaczającym kierunek ich rozwoju. „Dwa dni w maju” są intensywne pod względem śledczym, wirtuozerskie dochodzenie z każdym rozdziałem nabiera tempa aż do finału, dającym odpowiedzi, lecz i skłaniającym do refleksji.

pokaż więcej

 
2018-07-28 22:17:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Los bywa przewrotny. W jeden dzień troski i zmartwienia są daleko, a w drugi trzeba stawić czoła niewyobrażalnej odpowiedzialności i jednocześnie lękowi przed tym co jest i będzie. Czasem wydaje się, że przeszłość odeszła już bezpowrotnie, a niepewna teraźniejszość nigdy się nie skończy. W końcu gdy nadchodzi moment, że wydaje się, iż nadchodzą zmiany na lepsze nagle ziemia usuwa się spod nóg.
...
Los bywa przewrotny. W jeden dzień troski i zmartwienia są daleko, a w drugi trzeba stawić czoła niewyobrażalnej odpowiedzialności i jednocześnie lękowi przed tym co jest i będzie. Czasem wydaje się, że przeszłość odeszła już bezpowrotnie, a niepewna teraźniejszość nigdy się nie skończy. W końcu gdy nadchodzi moment, że wydaje się, iż nadchodzą zmiany na lepsze nagle ziemia usuwa się spod nóg.

Upalne lato nie jest niczym dziwnym, tak samo jak i beztroska młodych ludzi. Druga Wojna Światowa wydaje się odległa dla w Mediolanie, jest widoczna w postaci niemieckich żołnierzy, lecz toczy się gdzieś daleko, liczy się muzyka i wspólne chwile w przyjacielskim gronie. Do czasu. Pino Lella przekonuje się jak blisko jest wojenna zawierucha kiedy przeżywa pierwszy nalot bombowy, w tym samym dniu spotyka Annę. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy jak najbliższe kilkanaście miesięcy odmieni życie wszystkich dookoła. W ciągu krótkiego czasu weźmie na swoje barki ciężar, pod którym załamywali się starsi. Prawie osiemnastoletni chłopak staje przed śmiertelnym wyzwaniem, jeśli wyda się jego działalność w podziemiu konsekwencje dotkną najbliższych, a oni nie są świadomi co on robi. Jako kierowca nazistowskiego generała codziennie widzi jakie żniwo zbiera obłąkańcza idea jednego człowieka. Z anonimowego Włocha przeistacza się naocznego świadka zbrodni wojennych, ale znajomi są pewni, że stał się faszystą. Taka przykrywka jest bardzo przydatna i również bolesna, jasną stroną jest ponowne spotkanie z Anną. Chwile spędzane w jej towarzystwie są lekiem na całe widziane zło. Ostatnie miesiące wojny przynoszą coraz więcej brutalnych wspomnień nie dających zasnąć i pojawiających się przed oczyma kiedy tylko na chwilę się je przymknie. Wydaje się, że wojna się nigdy się nie skończy, lecz w młodych ludziach jest nadzieja na lepsze i przede wszystkim wspólne jutro … Niestety los bywa okrutny …

Trudno jest oddać słowami niezwykłą historię człowieka, który w młodym wieku dokonał tak poważnych wyborów życiowych. Podobnych mu nie było tak dużo, chociaż o wielu wciąż nic nie wiemy, gdyż zachowali dla siebie swoje bohaterskie czyny. To kim był Pino Lello wiedzieli nieliczni, pozostał w cieniu i przez lata nie wracał do czasów, kiedy z beztroskiego siedemnastolatka, uwielbiającego jazz i zakochującego się co i rusz, stał się kimś zupełnie innym. Mark Sullivan przełożył fakty i wspomnienia na niesamowitą powieść, w jakiej nie ma przesady, a zamiast tego ukazana jest bolesna przeszłość. Wszyscy bohaterowie są rzeczywistymi ludźmi, nikt nie został wymyślony na potrzeby fabuły, ich postaciom autor nie dodawał niczego. Nim powstała książka zostały zebrane informacje archiwalne i wspomnienia, na ich podstawie dopiero Mark Sullivan napisał monumentalną od strony wydarzeń opowieść i do bólu prawdziwą z ludzkiej perspektywy. Główna postać nie jest gloryfikowana, wprost przeciwnie pokazana jest od strony wątpliwości, lęków, błędów i codzienności jaka prawie w mgnieniu oka z przyjemnej zmieniła się przerażającą. „Pod szkarłatnym niebem” nie czyta się obojętnie, perspektywa z jakiej pokazano Drugą Wojnę Światową oraz jej ofiary nie pozwala na bezmyślne przewracanie stron. Upłynęło sporo czasu od tamtych wydarzeń, lecz one nie są tylko zamkniętą przeszłością, wciąż powtarzają się w kolejnych odsłonach, a podobni Pino Lello podejmują po cichu trudne decyzje i ryzykują wszystko, bez oczekiwania na uznanie lub rozgłos.

pokaż więcej

 
2018-07-26 21:30:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Kroniki Drugiego Kręgu (tom 2)

Przeszłość zawsze przypomni o sobie, zwłaszcza kiedy jest w niej coś niedokończonego. Rzadko kiedy przychodzi wcześniej siebie anonsując, częściej daje o sobie znać znienacka, gdy wydaje się, że zostawiło się ją daleko za sobą. Niestety ucieczka nigdy nie zdaje egzaminu, zawsze, prędzej czy później, trzeba będzie jej spojrzeć w twarz i podjąć decyzję czy pójdziemy dalej, zostawiając za sobą to... Przeszłość zawsze przypomni o sobie, zwłaszcza kiedy jest w niej coś niedokończonego. Rzadko kiedy przychodzi wcześniej siebie anonsując, częściej daje o sobie znać znienacka, gdy wydaje się, że zostawiło się ją daleko za sobą. Niestety ucieczka nigdy nie zdaje egzaminu, zawsze, prędzej czy później, trzeba będzie jej spojrzeć w twarz i podjąć decyzję czy pójdziemy dalej, zostawiając za sobą to czego nie jesteśmy w stanie zmienić.



Dzieciństwo kiedyś się kończy, tak samo jak i niewinność. Kamień oraz jego przyjaciele z Drugiego Kręgu mają za sobą pierwsze trudne wybory. Za ich sprawą zmienili się nieodwracalnie, lecz tak wiele jeszcze przed nimi. Odludne i przede wszystkim odległe miejsce świetnie sprawdza się jako kryjówka przed nestorami magicznego fachu. Jednak nic co dobre nie trwa wiecznie, niestety młodzi czarodzieje przekonali się już o tym nie raz, teraz czekają na nich kolejne próby. Więzy przyjaźni, te starsze i świeższe, pozwoliły im stworzyć sobie azyl, lecz czy Drugi Krąg utrzyma się kiedy do głosu dojdą skrywane uczucia? Powrót do rzeczywistości to także powrót do problemów jakie dwa lata wcześniej pozostawili za sobą, niezakończone trwały w zawieszeniu, a czas płynął. Czy uda się stawić im czoła? Bardziej doświadczeni i dojrzalsi młodzi magowie wracają do świata, gdzie jeszcze nie tak dawno nie widzieli dla siebie miejsca. Jednakże są jego częścią i tutaj muszą zmierzyć się z przeznaczeniem, ale kto powiedział, że mu się biernie poddadzą? Kamień i jego towarzysze po raz kolejny rzucają wyzwanie swemu przeznaczeniu, lecz tym razem ktoś jeszcze wkracza w ich życie. Niespodziewana zmiana planów wymaga by sięgnęli tam gdzie, rzadko kto się zapuszcza …



Czas nie stoi w miejscu, w książkach również mija, postacie, które poznajemy zmieniają się, dorastają i dojrzewają. Trzeci tom „Kronik Drugiego Kręgu” zawiera w sobie upływ lat i zmiany jako zaszły, i wciąż zachodzą, w życiu bohaterów. Dzieci z pierwszej części to już przeszłość, obecnie ich miejsce zajęli ludzie młodzi wiekiem, lecz doświadczeniem przewyższający swoich rówieśników. Ewa Białołęcka łączy w swoich książkach pokolenia, tak bohaterów jak i czytelników, opowiadana historia jest ciekawa dla młodszych i starszych. Interesujące tło współgra z postaciami, fantastyczne szczegóły, niezwykłe zdolności oraz niecodzienne perypetie wypełniają strony kolejnego tomu, wciągając czytających w świat gdzie nic nie jest niemożliwe, ale jednocześnie płaci się za to wysoką cenę. Pisarka znakomicie rozwija sagę, w której znalazło się miejsce dla przyjaźni, uczuć, dorastania oraz podejmowania trudnych wyborów. Warstwa fantastyczna jest jedną z kilku, każda z nich dodaje do wątków emocji i barw, z pojedynczych historii tkana jest opowieść, odsłaniająca z każda stroną nowe tajemnice, rozwiązująca wcześniejsze zagadki i sygnalizująca kolejne sekrety. „Kamień na szczycie” kończy pewien okres i jednocześnie otwiera nowy rozdział, dla niektórych osób, jeszcze nie do końca zdefiniowany, lecz już intrygujący. Ewa Białołęcka wciąż zaskakuje pomysłami i rozwojem fabuły, stawia przy pomocy swoich bohaterów pytania, a odpowiedzi wymagają dostrzeżenia tego co ważne i podjęcia niełatwych decyzji.

pokaż więcej

 
2018-07-24 21:47:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Siedem sióstr (tom 4)

„Siostra Perły”
Lucinda Riley

Miłość krętymi drogami czasami chadza i niejedno ma imię. Banalna jest czasami, ale bywa także niezapomniana i sprawiająca, że nawet po latach wywołuje drżenie serca. Zdarza się i tak, że w jej imię człowiek wyrzeka się szczęścia i odbiera sobie oraz najbliższej osobie okazję do wspólnej przyszłości. Niekiedy musi upłynąć dużo czasu by uczucie mogło dopełnić się,...
„Siostra Perły”
Lucinda Riley

Miłość krętymi drogami czasami chadza i niejedno ma imię. Banalna jest czasami, ale bywa także niezapomniana i sprawiająca, że nawet po latach wywołuje drżenie serca. Zdarza się i tak, że w jej imię człowiek wyrzeka się szczęścia i odbiera sobie oraz najbliższej osobie okazję do wspólnej przyszłości. Niekiedy musi upłynąć dużo czasu by uczucie mogło dopełnić się, lecz nie każdy dostaje taką szansę …

CeCe ma podobne korzenie jak i jej siostry, adoptowana jako malutkie dziecko przez lata nie czuła potrzeby poszukiwań swej biologicznej rodziny. Rodzinny dom stworzony przez Pa Salta dawał dziewczynie to czego potrzebowała, jednak jego śmierć byłą wstrząsem. Nie tak łatwo jest otworzyć list, gdzie kryją się wskazówki co do własnej przeszłości. Zresztą nie są one dokładne i dosłowne, a i sama CeCe wpierw musi dojrzeć by otworzyć kopertę z ostatnimi słowami Pa Salta skierowanymi tylko do niej. Do tej pory zawsze miała oparcie w najbliższych, to się nie zmieniło, ale młoda kobieta zauważa, iż pewne sprawy musi załatwić sama, bez wsparcia sióstr. Odpowiedzi na wszystkie pytania kryją się być może w dalekiej Australii. Podróż na Antypody to dopiero początek poznawania nie tylko tego co miało miejsce, ale i samej siebie. Wrażliwa artystka nosiła wiele masek, swojej prawdziwej twarzy nie pozwalała nawet oglądać bliskim, może sama jej znała? Wyprawa do miejsca, które kryło tyle samo pytań co i odpowiedzi, wymaga odwagi oraz przede wszystkim stawienia czoła przyszłości – bez Pa Salta i po raz pierwszy całkowicie samodzielnej. Kiedyś Kitty McBride chwyciła swoją szansę jaką dała jej Australia, dzięki nie zdobyła wiele, równie dużo straciła … Po stu latach ktoś podąża śladami młodej Szkotki, nie wiedząc dokąd one prowadzą i co z sobą niosą …

Schematy bywają zwodnicze i dla autorów i dla czytelników. Czwarty tom serii mógłby wydawać się już znany, zanim po niego czytelnik sięgnie, zwłaszcza gdy opowiada o tej samej rodzinie. Lucinda Riley jednak dozuje tajemnice i poszerza dotychczasowe ramy sagi, tak więc podczas lektury nuda nie grozi, wprost przeciwnie. Kolejna odsłona poszukiwań rodzinnych korzeni jest równie intrygująca jak i wcześniejsze, lecz tym razem opowiedziana historia wiąże ze sobą całkowicie odmienne światy. Zresztą i sama główna bohaterka wyróżnia się, chociaż i wcześniej poznane siostry są niezwykłe, ta jednak ma w sobie to nieokreślone „coś” co sprawia, że trudno się oderwać od opowieści o niej. Czytelnicy poznają współczesną Australię oraz jej oblicze sprzed stu lat, dwa punkty widzenia oraz młode kobiety na progu dojrzałości stojące przed życiowym wyborami. Pisarka w każdym tomie stawia na wyraziste kobiece sylwetki, tym razem są one jeszcze mocniej zarysowane i zagadkowe. Na tym nie koniec, to raczej początek niezwykłej i intensywnej historii, w której nie brak emocji, sekretów, utraconych złudzeń i odzyskanych marzeń, ale przede wszystkim miłości w wielu odsłonach. Zamiast schematu, Lucinda Riley, po raz kolejny dała czytelnikom książkę w jakiej jedynie jest używany zarys szablonu, a każda z sióstr dostaje swoją autonomiczną opowieść. „Siostra Perły” jest napisana z dużym rozmachem, co już wcześniej było zauważalne, lecz tym razem jest on bardziej ekspresyjny, a osobowość pierwszoplanowej bohaterki jeszcze to mocniej podkreśla. Historyczne i obyczajowe tło zostało uchwycone i wplecione w całość fabuły dodając jej autentyczności oraz w odpowiednich momentach dramatyzmu.

pokaż więcej

 
2018-07-21 16:13:33
Ma nowego znajomego: Marta-le
 
2018-07-19 22:16:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Alvie Knightly (tom 1)

Poczucie niesprawiedliwości i pokrzywdzenia nie jest obce nikomu. Często ludzie odczuwają rozżalenie do świata i zazdroszczą innym. Bywają jednak i tacy, którzy skonkretyzowali swoje emocje i kierują je w jednym kierunku – do kogoś, kto jest uosobieniem wszystkiego tego co jest upragnione, lecz jakoś omija człowieka szerokim łukiem. A od tego już krok do wzięcia losu w swoje ręce, lecz w... Poczucie niesprawiedliwości i pokrzywdzenia nie jest obce nikomu. Często ludzie odczuwają rozżalenie do świata i zazdroszczą innym. Bywają jednak i tacy, którzy skonkretyzowali swoje emocje i kierują je w jednym kierunku – do kogoś, kto jest uosobieniem wszystkiego tego co jest upragnione, lecz jakoś omija człowieka szerokim łukiem. A od tego już krok do wzięcia losu w swoje ręce, lecz w wielce niezwyczajny sposób!

Ona ma wszystko po prostu w-s-z-y-s-t-k-o czego nie ma ta druga. Tak po prostu, nigdy nie było inaczej, lecz kiedyś musi nadejść zmiana. Dla Alvie właśnie nadszedł taki moment i nie zamierza go zaprzepaścić! Do celu po trupach? Dlaczego by nie? Alvina Knightly nie ma nic do stracenia, no chyba, że fioletową szminkę, co innego jej bliźniaczka Beth – kobieta idealna lub przynajmniej sprawiająca takie wrażenie. Siostry od lat toczą wojenkę albo to raczej jednej z nich się tak wydaje. Zresztą czy to teraz ważne? Alvie posiada ogromny talent do bycia w centrum zainteresowania, zawsze w najmniej odpowiednim momencie, i teraz także jakoś tak się złożyło, że wpadła w sam środek niezłej kabały. Dotychczasowa egzystencja nie umywa się do niej, teraźniejszość za to jest prawdziwą przejażdżką kolejką górską bez zapiętych pasów z dodatkiem scen jak z filmów Quentina Tarantino. Tym razem Alvie poszła na całość, chociaż nie miała tego w planach, zresztą w urzeczywistnianiu tych ostatnich prym wiedzie Elizabeth. Jednak przyszła kolej na jej siostrę bliźniaczkę, której wyznaczono całkowicie odmienną rolę, ale przecież ona zawsze szła pod prąd, nawet jeśli tego chciała, a jeżeli już tego pragnęła … Miej w opiece tych, którzy będą na tyle głupi by ją powstrzymywać!

Niepoprawna politycznie, prawdziwa czarna owca, szczera aż do bólu i jednocześnie kłamiąca prosto w oczy oraz … bliźniaczka Beth. Tak, to Alvina Knightly, jedyna w swoim rodzaju i niestety wiedząca jak bardzo różni się od swej siostry … chociaż czy na pewno? „Szalona” to czarna komedia, w której nie brakuje oczywiście humoru, iście diabelskiego, często równie niecenzuralnego jak i główna bohaterka, ale także jest i inny wątek, zaskakujący i nadający tempa akcji. Chloe Esposito stworzyła postać idealną w swych niedoskonałościach, całkowicie odmienną od wszystkich, złośliwą i jednocześnie do bólu ludzką, rzadko ukrywającą swoje wady i równocześnie próbującą oszukać każdego, w tym i siebie. Fabuła tylko w początkowej fazie jest nieśpieszna, lecz to jedynie wstęp, po którym wydarzenia nabierają tempa i toczą się tak jakbyśmy jechali czerwonym lamborghini nadmorskimi, włoskimi, serpentynami na pełnym gazie. Autorka nie bawi się z czytelnikami w niedopowiedzenia, zawoalowane uczucia, co to to nie, po prostu bohaterka jest szczera, czasem aż nazbyt, a jej postrzeganie otoczenia odznacza się bardzo zjadliwym punktem widzenia. Trzeba przyznać, że podczas lektury jedno jest pewno, że nuda nie grozi i przekonujemy się o tym na każdym kroku. Główna bohaterka ma „głębokim poważaniu” konwenanse i zasady, lecz na tym nie konie to dopiero początek do prawdziwego rajdu wpadek i zaskakujących zbiegów okoliczności w świecie jakby odbitym w krzywym zwierciadle. Chloe Esposito wykreowała intrygę w jakiej ma miejsce to co wydawałoby się niemożliwe, szalone i do granic nieodpowiedzialne, ale jednocześnie wciągające bez reszty i nie pozwalające na oderwanie się od czytania. Nawet zakończenie okazuje się furtką do kolejnej dawki prawdopodobnie nieprawdopodobnych przygód Alviny Knightly.

pokaż więcej

 
2018-07-15 21:14:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Tracy Crosswhite (tom 3)

Nie ma zbrodni doskonałej, banalne stwierdzenie, lecz prawdziwe, chociaż niekiedy sprawdzające się po długim czasie. Niektórzy sądzą, że dobrze zatarli ślady i prawda na zawsze została pogrzebana. Mylą się …

Dwa śledztwa, dzieli je cztery dekady, łączy osoba prowadzącej – detektyw Tracy Crosswhite. W jednym podejrzanych nie trzeba szukać daleko, w drugim to zupełnie inna historia, w której na...
Nie ma zbrodni doskonałej, banalne stwierdzenie, lecz prawdziwe, chociaż niekiedy sprawdzające się po długim czasie. Niektórzy sądzą, że dobrze zatarli ślady i prawda na zawsze została pogrzebana. Mylą się …

Dwa śledztwa, dzieli je cztery dekady, łączy osoba prowadzącej – detektyw Tracy Crosswhite. W jednym podejrzanych nie trzeba szukać daleko, w drugim to zupełnie inna historia, w której na pierwszym miejscu są głównie znaki zapytania i śmierć młodej dziewczyny. Dla tej policjantki żadna ze spraw nie jest mniej lub bardziej ważna, każdej poświęca tyle czasu ile tylko może, często kosztem życia prywatnego. Ona wie najlepiej, co czują bliscy ofiary, kiedy prowadzone dochodzenie nie przynosi efektów i nie daje odpowiedzi na najbardziej bolesne pytania. Tym razem jej praca wymaga jeszcze większej przenikliwości, to co wydaje się oczywiste jak zwykle bywa jedynie pozorami, pod jakimi kryje się skomplikowana prawda. Kimi Kanasket nie żyje od czterdziestu lat, od tej pory jej śmierć nie dawała spokoju Buzzowi Almondowi, ale Tracy nie zamierza się poddać. W tym przypadku każdy znak zapytania jest dobrze udokumentowany, pozostaje zagłębić się w pożółkłe papiery i znaleźć odpowiedź na wątpliwości jakie przez lata miał inny stróż prawa. Sprawa Collinsa także okazuje się toczyć, jak zwykle, po wielu wybojach. Od samego początku kilka szczegółów nie dawało spokoju zespołowi Crosswhite, lecz intuicja to jedno, a udowodnienie przestępstwa to już całkiem inna bajka. W przypadku obu śledztw Tracy angażuje się całą sobą, skupiając się na detalach nie traci z oczu ogółu. Kiedy już raz trafia na trop nic nie jest w stanie ją powstrzymać, nawet broń wymierzona wprost w nią … Prawda jest po to by ujrzała światło dzienne, chociaż czasem musi upłynąć wiele czasu nim to się stanie.

Kolejne sprawy prowadzone przez detektyw Tracy Crosswhite nigdy nie są proste, tym razem jednocześnie prowadzone są dwie i każda z nich angażuje tak samo tak samo panią detektyw jak i czytelników. Robert Dugoni splata dochodzenia oraz teraźniejszość z przeszłością, także tą osobistą głównej bohaterki, w jedną historię, gdzie na pierwszym planie jest śmierć – niewyjaśniona i zagadkowa. „Na Polanie Wisielców” jest, jak zawsze u tego autora, poprowadzoną po mistrzowsku fabułę, w której z pozoru nie związane z sobą fakty powoli, lecz nieubłaganie zaczynają tworzyć obrazy zbrodni, ujawniające sprawcę jego motyw. W książce tej nie ma przypadkowych detali czy też sytuacji, wszystko ma swoje miejsce i cel, nim odsłonią swoje prawdziwe oblicze intrygują, stają się źródłem przypuszczeń, wyzwalają pytania. Pisarz nie zasypuje czytelnika informacjami, dawkuje je, lecz jednocześnie wzbogaca o szczegóły, tworząc intrygujący suspens, trzymający czytelnika cały czas w napięciu. Nie zapomina także o warstwie obyczajowej, w tym przypadku życiu osobistym stróżów prawa prowadzących śledztwa, w końcu ten wątek także ma swoją rolę do odegrania. W przypadku kryminałów Roberta Dugoni widać nacisk położony na pracę policyjnych detektywów, to oni, a nie technika odgrywają pierwsze skrzypce w dochodzeniach.

pokaż więcej

 
2018-07-03 22:06:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Maraton do szczęścia (tom 2)

Czy znajdzie się ktoś, kto przynajmniej raz w życiu nie rozważał morderstwa na kimś, zachodzącym skutecznie za przysłowiową skórę? Pewnie takie niewinne jednostki są, lecz nawet w żartach zdarza się rzucić „zbrodniczym” pomysłem. Czasem jednak może się on przerodzić w coś realnego, a od tego już krok do przypuszczeń i niewygodnych pytań.

Maraton. Brzmi dumnie czyż nie? No właśnie, duma to...
Czy znajdzie się ktoś, kto przynajmniej raz w życiu nie rozważał morderstwa na kimś, zachodzącym skutecznie za przysłowiową skórę? Pewnie takie niewinne jednostki są, lecz nawet w żartach zdarza się rzucić „zbrodniczym” pomysłem. Czasem jednak może się on przerodzić w coś realnego, a od tego już krok do przypuszczeń i niewygodnych pytań.

Maraton. Brzmi dumnie czyż nie? No właśnie, duma to jedno, a pokonanie czterech dziesiątek kilometrów z hakiem to już inna bajka. Ola właśnie ją wprowadza w życie, oczywiście robi to sumiennie i ma nadzieję na to, iż zadyszka w końcu minie, podobnie jak inne dołki sportowo-egzystencjonalne. Długodystansowe wyzwanie ma jeszcze dość odległą datę realizację, więc i pewnie przyśpieszony nadmiernie oddech oraz inne kryzysy kondycyjne da się wyeliminować. Oczywiście pod jednym warunkiem, że uda się wcześniej jakoś zatuszować mord na pewnej zwolenniczce biegów, nadmiernie absorbującej uwagę męskiej części bliskich osób. Zresztą nie jedynie Ola ma takie zabójcze myśli, Beacie także owa idea wpadła do głowy i chyba też innym damom z osiedla. Jednak co innego mocno hipotetyczny zamiar rzucany w powietrze, a czym innym jest prawdziwa zbrodnia. Niestety zwłoki znalezione w parku i to przez psa jednej z kandydatek na morderczynię to już całkiem rzeczywisty problem. Nie można zarzucić stróżom prawa, iż działają opieszale lub nie badają dokładnie każdego detalu, co to to nie! Ola przekonuje się na własnej skórze, zresztą jej przyjaciółka tudzież, ich połówki pod śledczą lupę takoż trafiają. Czyżby zabójca był bliżej niż mogłoby się wydawać? Jakim cudem zniknął nóż z pokaźnej kolekcji przyszłej maratońskiej biegaczki? Podobno nie ma dymu bez ognia …

Nigdy nie ukrywałam, że kryminały uwielbiam, obojętnie czy są mroczne czy noir, czy też skrzą się od humoru. Tak po prostu mam i jeśli tylko nadarzy się okazja to na pewno jej nie przepuszczę. Oczywiście są lepsze oraz mniej udane książki z tego gatunku, ale jak na razie tych drugich jest znikoma ilość, za to te pierwsze przeważają i do nich należy najnowsza książka Marty Radomskiej. „Sprintem do marzeń” stanowi idealne połączenie kryminalnej intrygi oraz ogromnej porcji humoru, czasem w odcieni czerni angielskiej, lecz zawsze idealnie zgranego sytuacyjnie z akcją. Autorka zadbała by czytelnicy nie nudzili się i jednocześnie dobrze bawili się podczas lektury. Bohaterów nie znałam wcześniej, lecz nie przeszkadza to w kibicowaniu im podczas całego szeregu zabójczo-kryminalnych perypetii. Jeśli do tego dodać piesa-biesa i kota Behemota to nie przesadą nie jest, iż czytanie upływało więcej niż w doskonałej atmosferze, a kolejne tropy, w mniej lub bardziej fachowych dochodzeniach, okazywały się doskonałym powodem do nowych wybuchów śmiechu. Strona kryminalna współgrała z lżejszą, dialogi uzupełniały żartobliwą nutę, a monologi głównej bohaterki niezmiennie są na najwyższym poziomie humoru. „Sprintem do marzeń” jest gratką nie tylko dla miłośników zagadek, lecz także spragnionych historii, w których śledztwo i śmiech idą z sobą w parze, zapewniając rozrywkę intelektualną i zabawę jednocześnie. Teraz pozostaje czekać na kolejną książkę Marty Radomskiej oraz nową dawkę komediowych wątków.

pokaż więcej

 
2018-07-02 18:17:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Bez pożegnania (tom 2)

Świat widziany oczami dziecka wydaje się jasny i pełen kolorów, nawet gdy daleko mu do tego sielskiego obrazu. Przynajmniej często tak chcą myśleć dorośli, łatwiej im wtedy walczyć z brutalną codziennością. Dzieci wydają się być nieświadome zła i dostrzegają tylko to co starsi im pokazują, ale czy tak jest rzeczywiście? Może po prostu umieją cieszyć się chwilą?

Co jest ważne dla kilkuletniego...
Świat widziany oczami dziecka wydaje się jasny i pełen kolorów, nawet gdy daleko mu do tego sielskiego obrazu. Przynajmniej często tak chcą myśleć dorośli, łatwiej im wtedy walczyć z brutalną codziennością. Dzieci wydają się być nieświadome zła i dostrzegają tylko to co starsi im pokazują, ale czy tak jest rzeczywiście? Może po prostu umieją cieszyć się chwilą?

Co jest ważne dla kilkuletniego dziecka? O czym pamięta i jakie może mieć wspomnienia jeśli w wieku kilku lat ma za sobą wywózkę z ojczyzny, tysiące kilometrów przebyte w bydlęcych wagonach i na najniższym pokładzie statku? Kasia ma za sobą wędrówkę przez trzy kontynenty, utratę rodziny i ciągłe patrzenie śmierci w oczy, chociaż z tego ostatniego nie zawsze zdaje sobie sprawę. Afrykańska ziemia jest dla niej miejscem gdzie wreszcie zaznaje spokoju, zdobywa przyjaciół, no i może chodzić do upragnionej szkoły. Niewiele? Bardzo dużo, zwłaszcza gdy wojna wciąż trwa i zbiera brutalne żniwo, wydaje się, że nie będzie miała końca. Kasia nie pamięta jak to było wcześniej, widzi, iż ludzie, którzy stali się jej bliscy, umierają lub odchodzą, a wina tego leży właśnie po stronie toczącej się wojennej zawieruchy. Nawet w dalekiej Ugandzie wszystko kręci się wokół niej, na każdym kroku jest obecna. Nie daje o sobie zapomnieć, chociaż czasem na chwilę staje się jedynie dalekim cieniem, w takich momentach radość rozjaśnia dziecięce buzie. Jednak w Zosi i znajomych jest nadal tęsknota za ojczyzną i bliskimi, niekiedy w snach widzą to o czym nie śmieją marzyć w dzień. Afryka dała Kasi dom, nie taki za jakim tęskni jej mama, lecz dziewczynka innego nie pamięta. Chata z gliny i szkoła pod ogromnym baobabem są dla niej i rówieśników namiastką normalności odebranej przez Wojnę, tak samo jak i wiele innych rzeczy. Czy będzie im dany powrót do Polski?

Wojna to sprawa dorosłych, ale zbyt często zapominamy, że one są także ofiarami, czasem nieświadomymi, a czasem jedynie nie mówią o tym co je spotkało, gdyż uważają to za coś oczywistego. „Szkoła pod baobabem” to druga część sagi Barbary Rybałtowskiej, tym razem narratorką jest kilkuletnia córka Zosi – Kasia. Wojenna odyseja bohaterek nie dobiegła końca, obie przemierzają kolejne kraje, aż w końcu na dłużej zostają w egzotycznej Ugandzie, za nimi zimna Syberia, a Warszawa jest dla jednej z nich znana tylko z fotografii. Z daleka od ojczyzny egzystują w zawieszeniu, próbują ułożyć sobie życie, pomimo dramatów, które dotykają je oraz ich bliskich. Świat Kasi tylko na pierwszy rzut wydaje się beztroski, niestety są w nim tragedie i tęsknota za tym czego prawie nie pamięta. Sprawy dorosłych stają się także sprawami dzieci, nawet jeśli ci pierwsi starają się ocalić chociaż okruchy dzieciństwa. Pisarka pokazuje tragedię Drugiej Wojny Światowej z perspektywy dziecka, prawie nie pamiętającego innej rzeczywistości, lecz tęskniącego za tym co utraciło. Gdzieś pomiędzy psotami i kolejnymi dniami spędzonymi w tytułowej szkole pod baobabem, wojna daje o sobie znać. Czy mając kilka lat można być świadomym tego co dzieje się wokół? Opowieść Kasi daje dowód, że ona i jej rówieśnicy są świadomi tego co dzieje się wokół nich, ale radzą sobie z tym na swój sposób.

pokaż więcej

 
2018-07-01 20:20:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Radlett i Montdore (tom 2)

Piękna, interesująca, bogata i … wciąż samotna. Leopoldina Montdore z Hampton, arystokratka w każdym calu, blondynka o niebieskich oczach, od dziecka wzbudzająca zachwyt z wyraźnie rysującą się wspaniałą przyszłością. W końcu od pokoleń jej ród sięga po zaszczyty i zawsze jest na świeczniku, teraz nadszedł czas by Polly weszła świat i rzuciła go na kolana. Hrabina Montdore od lat wspiera... Piękna, interesująca, bogata i … wciąż samotna. Leopoldina Montdore z Hampton, arystokratka w każdym calu, blondynka o niebieskich oczach, od dziecka wzbudzająca zachwyt z wyraźnie rysującą się wspaniałą przyszłością. W końcu od pokoleń jej ród sięga po zaszczyty i zawsze jest na świeczniku, teraz nadszedł czas by Polly weszła świat i rzuciła go na kolana. Hrabina Montdore od lat wspiera swojego męża, więc i córkę poprowadzi po krętych ścieżkach wyznaczonych przez arystokratyczne towarzystwo. Zresztą plany snuje od lat, znana jest ze swej skuteczności nikt nie wątpi, iż i tym razem osiągnie swój cel. Fanny zna Polly z dziecięcych wizyt, tym razem obie są już dorosłe i coraz bardziej zdają sobie sprawę co powinny robić, pytanie tylko czy faktycznie chcą pójść drogą wyznaczoną przez wcześniejsze pokolenia? Wydaje się, że zwłaszcza Polly nie ma innego wyjścia, jej matka nie zamierza pójść na ustępstwa, a ona sama jakoś nie wykazuje jakiejkolwiek inicjatywy w żadnym kierunku. Po prostu żyje dniem dzisiejszym i jak zawsze olśniewa jakby od niechcenia, lecz nie idzie za tym nic więcej. Wokoło rówieśniczki i rówieśnicy wkraczają w dorosłość, zaręczają się, pobierają się, natomiast piękna Leopoldina wciąż wydaje się stać w tym samym miejscu, na piedestale, chociaż może ten chłód to jedynie pozory? Decyzja, którą podejmie wstrząśnie śmietanką towarzyską, przecież miało być całkowicie inaczej! Hrabina Montdore miała oczekiwania, reszta przypatrywała się jej poczynaniom więcej niż uważnie, a tu taka sytuacja … Jakby tego było mało szacowny, nadający od wieków ton, ród z Hampton teraz musi zmierzyć się z przyszłym dziedzicem, który urodził się w Kanadzie. Ilu jeszcze takich wydarzeń szacowne mury Hampton będą świadkiem? Ostatnio zachodzą rewolucyjne zmiany jakich nikt się nie spodziewał, a najmniej arystokratyczne towarzystwo …

Wyższe sfery, wiekowe tradycje i rzeczywistość, wydająca się przeszłością, ale taka z jaką z sentymentem ogląda się na starych fotografiach lub filmach. W momencie kiedy Nancy Mitford pisała „Miłość w chłodnym klimacie” wszystko to jeszcze działo się na co dzień, zresztą pewne skrawki tych realiów przetrwało do dnia dzisiejszego. Piękne wiejskie rezydencje i nieustępujące im londyńskie domy, przyjęcia i polowania oraz wszystko to co składa się na życie brytyjskich wyższych sfer, a pośród tego młode kobiety wkraczające w świat im znany z jednej strony i dopiero poznawany od innej. Pisarka, doskonale znająca to środowisko, nie z przymrużeniem, lecz lekko i z humorem opowiada historię z perspektywy drugoplanowej bohaterki. Celne uwagi i spostrzeżenia odkrywają przed czytelnikiem to co zazwyczaj pozostaje niewypowiedziane, zauważalne jest także dojrzewanie młodych bohaterek oraz jak wchodzą w role przypisane im z racji urodzenia, chociaż wydawało się, że przynajmniej jedna z nich pójdzie inną drogą. „Miłość w chłodnym klimacie” jest lekturą, przenoszącą czytających w okres kiedy tradycja zaczyna chwiać się w posadach, a to co jeszcze niedawno w ogóle nie było brane pod uwagę staje normą. Autorka doskonale oddała klimat brytyjskiej arystokratycznej śmietanki okresu końca lat dwudziestych i początku trzydziestych dwudziestego wieku, do której sama należała. Czytelnik nie jest postronnym obserwatorem, dzięki Fanny jest jednym z gości na przyjęciach i domownikiem w dworze jej wujostwa. Wyrabia sobie zdanie wraz z nią o tym co ją otacza się, dojrzewa i przede wszystkim zderza się z rzeczywistością, okazującą się wciąż zagadką ze znanym rozwiązaniem dla wielu, ale przez nią i jej rówieśniczkę dopiero poznawaną. „Miłość w chłodnym klimacie” ma w sobie czar lat jakie już są przeszłością, ale wciąż jest dla wielu bywa wzorem. Książce tej nie zaszkodził upływ czasu, wprost przeciwnie, pozostała w niej dowcipność i nieprzemijalny urok wyższych sfer.

pokaż więcej

 
2018-06-24 18:35:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Bez pożegnania (tom 1)

Poznajemy historię na wiele sposobów, podręczniki podają fakty, programy dokumentalne i filmy fabularne przedstawiają ją obrazami i relacjami naocznych świadków. Możemy także sięgnąć po książki biograficzne, które słowami oddają te dramatyczne momenty. Osobista perspektywa i mikroskala sprawiają, że zaczyna się dostrzegać czym faktycznie były dziejowe wydarzenia i z czego zbudowana jest... Poznajemy historię na wiele sposobów, podręczniki podają fakty, programy dokumentalne i filmy fabularne przedstawiają ją obrazami i relacjami naocznych świadków. Możemy także sięgnąć po książki biograficzne, które słowami oddają te dramatyczne momenty. Osobista perspektywa i mikroskala sprawiają, że zaczyna się dostrzegać czym faktycznie były dziejowe wydarzenia i z czego zbudowana jest Historia pisana z dużej litery. Na nią składają się setki tysięcy podobnych i jednocześnie całkowicie indywidualnych opowieści.

Polskie lato, pełne dojrzewających owoców, grzybobrań, ale też pracy i wakacji w gronie bliskich. Gdzieś tam jest wielkomiejski świat, lecz w Hajewiszczach żyje się czym innym – żniwami, pójściem do szkoły i rychłym spotkaniem z mężem oraz zwykłą codziennością. Nic wielkiego i ważnego, jednak to cisza przed burzą – wojną, która już na samym początku zmiecie wszystko, a przynajmniej tak się wówczas wydaje Zosi. Nie tak miało być … Ale może jeszcze będzie normalnie … Nadzieja jest jeszcze w pociągu, gdy kobieta przytula córeczkę Kasię, chociaż łzy i niewiedza co stanie się za chwilę obezwładnia o wiele silniejszych niż ona. Kolejne dni i początek gehenny jaką przyjdzie nie tylko im dwojgu stawić czoła. Kiedy wydaje się, że gorzej nie będzie po prostu jest, lecz przecież tuż obok śpi trzyletnie dziecko i wciąż nie ginie wiara, że mąż przeżył. Rodzina została w okupowanej Polsce, lecz przecież w końcu nastąpi powrót, do tych których się kocha i za którymi tęskni się. Kolejne miejsce na mapie i znowu walka by przeżyć, a w tle tym tajga, potem monumentalne góry, w końcu afrykańska ziemia – nie polska. Wojna jest odległa i bliska, wciąż obecna w myślach i w sercu, nie pozwala zapomnieć o zadanych już ranach i wciąż uderza w słabych i silnych. Życie toczy się, a Zosia nie poddaje się, chwyta się każdej szansy dającej obietnicę, że wróci do Warszawy i spotka się z członkami rodziny z jakimi nie zdążyła się pożegnać.

Druga Wojna Światowa naznaczyła świat na dekady, ale za tym dziejowym huraganem stoją przede wszystkim ludzie, małe i wielkie narody oraz … człowiek z rodziną. Barbara Rybałtowska opowiada kameralną historię swoich najbliższych oraz własną, ale nie dosłownie. Pisarka nie używa wielkich słów, nie podkreśla i tak już dramatycznej fabuły, zamiast tego przedstawia sagę rodzinną, prawdziwą do bólu oraz będącą źródłem łez. „Bez pożegnania” nie pozwala na obojętność, szybkie przewracanie kartek nie jest spowodowane znudzeniem, lecz chęcią poznania losów postaci – rzeczywistych i stających się coraz bliższymi. Wojna jest tłem, motywem głównym zaś to co z sobą niesie czyli strach, cierpienie i walka, nie ta frontowa, lecz o to by przeżyć kolejne dni, tygodnie. Na pierwszym planie są dwie bohaterki – matka i córka, ta druga kilkuletnia. Oderwane od znanych sobie ludzi nagle, niezdające sobie sprawę z tego co ich za chwilę czeka i skonfrontowane z brutalną rzeczywistością. Pisarka nie czyni z czytelników biernych obserwatorów, którzy stoją na zewnętrz i tylko przez okienną szybę oglądają co się dzieje w środku. Zamiast tego uchyla drzwi do przeszłości, zaprasza do jej poznania z punktu widzenia ludzi jakim odebrano prawie wszystko, oprócz nadziei. Surowa Syberia, egzotyczny Pakistan i gorąca Afryka, miejsca gdzie zostali rzuceni Polacy przez wojenną zawieruchę, nie ma w nich piękna z programów podróżniczych, jest za to lęk, przerażający głód, śmierć zbierająca obfite plony i nie patrząca na płeć i wiek. To jedna strona medalu, w drugiej jest codzienna egzystencja czyli niewolnicza praca, wycieńczający klimat i ciągła obawa o dziecko oraz niewiedza czy kiedykolwiek zobaczy się kogokolwiek bliskiego. Tygodnie zamieniają się w miesiące, te w lata, wywózka stała się początkiem podróży w niewiadomym celu, ale za to coraz dalej od Polski. „Bez pożegnania” czyta się na przysłowiowym jednym tchu, to za pierwszym razem, za drugim zaczyna się dostrzegać detale jakie umknęły wcześniej, a przy następnym emocje na pewno nie będą mniejsze.

pokaż więcej

 
2018-06-20 22:37:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Kroniki Tej Jedynej (tom 1)

Czasem przed początkiem nastaje koniec, to od niego wszystko się zaczyna i jednocześnie coś kończy. Z jednego i drugiego nie zawsze ludzie zdają sobie sprawę, kiedy już uświadomią sobie powagę sytuacji ich życie zmieni się bezpowrotnie, nic będzie już takie samo i przede wszystkim nikt nie będzie taki jak chwilę wcześniej. Rewolucja zamiast ewolucji … Wojna i pokój … Koniec i początek …

Nic...
Czasem przed początkiem nastaje koniec, to od niego wszystko się zaczyna i jednocześnie coś kończy. Z jednego i drugiego nie zawsze ludzie zdają sobie sprawę, kiedy już uświadomią sobie powagę sytuacji ich życie zmieni się bezpowrotnie, nic będzie już takie samo i przede wszystkim nikt nie będzie taki jak chwilę wcześniej. Rewolucja zamiast ewolucji … Wojna i pokój … Koniec i początek …

Nic nie zapowiadało Zagłady, grudniowy czas świąteczno-sylwestrowy przyniósł dla większości radość i spokój. Prawdziwa cisza przed swoistą „burzą”, zmiatającą dotychczasowy porządek i wprowadzającą chaos, unicestwienie, zwłaszcza hekatombę ludzkości. Lana miała plany, Max odgrywał w nich ważną rolę, zresztą on także miał podobne zamiary wobec niej. W ciągu ułamku sekundy wszystko uległo zmianie, a oni wraz z innymi ocalałymi muszą stawić czoła okrutnej prawdzie – świat jaki znali już nie istnieje i by przeżyć muszą zdać się na siebie i instynkt, który podpowiada za to co jeszcze niedawno uchodziło za nierealne. Kiedy wszystko się wali trzeba szukać sprzymierzeńców i czasem zdać się na innych, lecz nie zawsze dobro wraca w takiej samej postaci, bywa i tak, że zamiast niego pojawia się zło. Gdzieś może znajdzie się miejsce, dające bezpieczne schronienie przed nowym porządkiem świata, brutalnością i przed prześladowaniami. Gdzie zaczyna się i kończy człowieczeństwo? Czym w ogóle jest i czy ma stara definicja ma jeszcze rację bytu? Magia, armagedon, śmierć i narodziny, w samym środku tego chaosu Lana, Max i ludzie pełni nadziei, iż jeszcze nie wszystko stracone, ale tuż obok nich zaczyna rozrastać się mroczna strona, żądna krwi i ciemności. Odwieczna walka stała się widoczna, ofiary zostały złożone, ale także zaczyna się wypełniać starożytna przepowiednia …

Najnowsza książka Nory Roberts była dla mnie lekturą z cyklu tych „tylko jeszcze jeden rozdział, no może dwa” i skończyła się tak jak zawsze w takich przypadkach – dotarciem do ostatniego zdania i zbyt szybką pobudką. „Kroniki tej jedynej. Początek” są z gatunku fantastyki, nie brakuje im też swoistej bajkowo-mitycznej otoczki oraz magicznych nut. Nie jestem może zbyt obiektywna ponieważ książki pisarki już od jakiegoś czasu powiększają moje czytelnicze zbiory, a najnowsza książka zajęła wśród jedno z czołowych miejsc. Tym razem czytelnicy zostają zabrani do świata dobrze nam znanego, lecz stojącego na krawędzi apokalipsy, czasem wydaje się, że nawet ludzkość już spada w otchłań zagłady. Jednak tam gdzie dostrzega się wpierw koniec rodzi się początek, w którym jest źródło czegoś całkiem nowego i to prawie w każdym aspekcie dotychczasowej rzeczywistości. Nora Roberts na tych samych prawach wprowadza wątki realne i fantastyczne, co daje w efekcie fabułę obfitującą w niespodzianki oraz oczywisto-nieoczywisty ciąg wydarzeń. „Kroniki tej jedynej” sięgają do bardzo bliskiej przyszłości, lecz również do szkocko-irlandzkich korzeni oraz różnorodnych mitów, z tak bogatej mieszanki wyłania się dopiero zarys opowieści, stanowiący przedsmak tego co ma lub może wydarzyć się. Bardzo oszczędnie zdradzany jest dalszy ciąg serii, Nora Roberts stawia na tajemnice i zagadki, dając jednocześnie pole do popisu dla wyobraźni czytających. Apokalipsa i początek łączą się w jeden motyw, miejscami brutalny i obnażający najgorsze cechy ludzi, z drugiej pokazujący to co w nas najlepsze. Gra kontrastów jest widoczna na każdym kroku, podobnie jak walka dobra i zła, chociaż to ostatnie przybiera iluzoryczne maski. I tom nowej serii zapowiada, że kolejne części zaskoczą niejednokrotnie, a akcja będzie sięgała do wielu motywów.

pokaż więcej

 
2018-06-18 21:26:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Podobno jeżeli o czymś nie pamiętamy to znaczy, że nie było to nic istotnego. Jednak niekiedy brak wspomnień wyzwala strach, narastający i odbierający spokój. Niewiedza podkopuje wiarę w siebie, w to co miało, ma i może mieć miejsce. Podejrzanymi stają się wszyscy i wszystko dookoła. Niepamięć bywa błogosławieństwem, ale dla niektórych staje się przekleństwem …

Budzisz się i nie pamiętasz...
Podobno jeżeli o czymś nie pamiętamy to znaczy, że nie było to nic istotnego. Jednak niekiedy brak wspomnień wyzwala strach, narastający i odbierający spokój. Niewiedza podkopuje wiarę w siebie, w to co miało, ma i może mieć miejsce. Podejrzanymi stają się wszyscy i wszystko dookoła. Niepamięć bywa błogosławieństwem, ale dla niektórych staje się przekleństwem …

Budzisz się i nie pamiętasz ostatnich dni, ale wpierw nawet nie wiesz, że one minęły. Nie myślisz jasno, powoli, bardzo powoli, przypominasz sobie ostatnie godziny, a przynajmniej tak sądzisz. W końcu dociera do ciebie, iż kilkadziesiąt godzin jest czarna dziurą, nic nie przychodzi ci do głowy, panika zaczyna cię ogarniać, wraz z nią pojawia się strach, nie zdajesz sobie sprawy, że będzie ci on towarzyszyć od tej chwili ciągle.
Klara dobrze bawiła się na imprezie, nie przesadziła z alkoholem, ale … obudziła się na klatce schodowej swojego domu i nie wie dlaczego znalazła się w tym miejscu. Jeszcze większe zdziwienie budzi się w niej gdy orientuje się, że nie pamięta nie ostatnich kilku godzin, lecz paru dni. Zaskoczenie zamienia się w przerażenie, to co jest w stanie ustalić jedynie wzmaga strach. Komu zwierzyć się z tego co się wydarzyło? Kto jej uwierzy? Dlaczego właśnie ją to spotkało? A może nie tylko ona jest ofiarą? Czy sprawca obserwuje ją? Tak dużo pytań, na które Klara chce znaleźć odpowiedzi, pomimo lęku. Oglądanie się za siebie jedynie wzmaga zdenerwowanie. Świadomość, że komuś przydarzył się podobny dramat wydaje się pomocne, do pewnego momentu … Lisa czasami miała wrażenie, iż zaczyna wracać do równowagi, jednak zawsze coś podkopywało jej wiarę, a może stał za tym ten sam człowiek, który wymazał z jej pamięci kilka dni? Po tym wydarzeniu już nic nie było takie jak wcześniej, ciągłe wyczekiwanie na atak potęgowało i tak ogromną trwogę … Czy i Klarę to czeka? Przecież znalazła się w identycznej sytuacji, co łączy te dwie młode kobiety oprócz przerażających kilku dni jakich nie pamiętają? Dlaczego one zostały uwięzione w tej bolesnej pułapce?

Nie ma szybkiej akcji, efektownych strzelanin, błyskotliwego detektywa także brak, ale jest coś innego, bardziej dramatycznego i jednocześnie spektakularnego, przyprawiającego o dreszcze i przenikającego aż do kości – matnia, prawdziwa, nie w przenośni, tym bardziej odczuwalna gdyż rozgrywająca się w umyśle oraz wypalająca w nim swoiste piętno. Magda Stachula nie po raz pierwszy dała do rąk czytelników historię, w której nic nie jest oczywiste, a to co najważniejsze rozgrywa się na kilku płaszczyznach i przede wszystkim w głowach bohaterów. „ W pułapce” jest pierwszorzędnym thrillerem psychologicznym w jakim niepokój odczuwa się dosłownie od pierwszych do końcowych zdań, a ostatnia kropka nie zamyka całości, stanowi chwilową ciszę przed nieuchronną burzą w przyszłości, jak dalekiej to pokaże czas. Pisarka użyła kilku planów czasowych, co w efekcie zapętliło fabułę, wyglądającą tylko z pozoru na nieskomplikowaną. Z jednej strony wszystko wydaje się aż nazbyt realne, z drugiej rodzą się podejrzenia, że to jedynie wymysł udręczonej pamięci, chociaż czy na pewno? "W pułapce” oddano z szczegółami walkę z lękiem, coraz bardziej ingerującym w egzystencję bohaterów strach oraz to jak pustoszy człowieka brak wspomnień. Życie wciąż się toczy, ani na moment nie zwalnia, a bohaterki próbują odzyskać coś co należy wyłącznie do nich, lecz zostało im odebrane. Atmosfera zagrożenia czasami tylko lekko zostaje zastąpiona przez zryw optymizmu, by bardzo szybko powrócić ze zdwojoną siłą. Nieuchronność pojawienia się tego kogo bohaterki się tak obawiają jest odczuwalne nie jedynie dla nich, lecz również dla czytających. Magda Stachula wirtuozersko oddała narastające emocje i coraz większe przerażenie, jedno i drugie uwięzione prawie cały czas w głowach oraz ograniczone do ścian domu, który już nie jest bezpieczny, ale stanowi ostatnią ostoję dla ofiary. Tytułowa „pułapka” ma wiele znaczeń, każda z postaci widzi ją inaczej, a wraz z kolejnymi wydarzeniami poszerza się jej sens.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
600 526 3877
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (56)

Ulubieni autorzy (3)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd