Hanna 
wdomowejbiblioteczce.blogspot.com
Wszystkie moje recenzje chronione są prawem autorskim i zabronione jest ich kopiowanie i/lub rozpowszechnianie.
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 2 tygodnie temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-04 21:31:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Główna bohaterka, zwana Tesą, otrzymuje niespodziewaną przesyłkę. Okazuje się, że paczka stanie się początkiem spirali wydarzeń, które zdają się przeczyć logice, ale przede wszystkim wywierają wpływ na życie kobiety.

Jest to moje pierwsze zetknięcie z prozą Remigiusza Mroza. Obecnie to jeden z najpopularniejszych polskich pisarzy, więc wręcz wypadałoby, bym zapoznała się z jego twórczością....
Główna bohaterka, zwana Tesą, otrzymuje niespodziewaną przesyłkę. Okazuje się, że paczka stanie się początkiem spirali wydarzeń, które zdają się przeczyć logice, ale przede wszystkim wywierają wpływ na życie kobiety.

Jest to moje pierwsze zetknięcie z prozą Remigiusza Mroza. Obecnie to jeden z najpopularniejszych polskich pisarzy, więc wręcz wypadałoby, bym zapoznała się z jego twórczością. Co do tej książki mam w zasadzie mieszane odczucia. Do pozytywów na pewno należy zaliczyć sam pomysł na powieść - punktem zaczepienia jest tajemnicza przesyłka powodująca wir przedziwnych, podejrzanych zdarzeń, w który wpada główna bohaterka. Wydawać by się mogło, że to właśnie ona jest spoiwem wszystkich tych przypadków i osób, których dotyczą. Historia jest wciągająca - a przynajmniej dla mnie taka była - jest w niej też kilka zaskakujących elementów.

Jeśli zaś chodzi o minusy powieści, to przede wszystkim zaliczam do nich nie do końca jasne jak dla mnie zakończenie. Gdy teraz zerknęłam na ostatnie strony książki, doszłam do wniosku, że mogłoby się wydawać, że to, co zostało na nich zawarte, niejako przekreśla całą fabułę, przez co nie wiadomo właściwie, co o niej sądzić. Chyba właśnie dlatego mam kłopot z oceną tej książki. Co zaś tyczy się głównej bohaterki, nie jest to postać wykreowana słabo, ale ma pewne wady, które mogą powodować irytację - i tu chodzi mi w zasadzie o jej sposób bycia: jest do szpiku kości introwertyczna, a jej ciągłe pocenie się praktycznie na całym ciele to kwestia doprawdy nieco drażniąca.

Powieść porusza ważne w obecnych czasach tematy - zaślepienie pieniądzem, problematykę ludzkiej psychiki i zdrowia psychicznego oraz to, jaką rolę odgrywają media społecznościowe. Mam jednak obiekcje co do Manifestu przedstawionego pod koniec książki. Nawiązuje on do tematyki nierówności dochodowych (na moim drugim blogu znajdziecie artykuł opublikowany w tym niejako kontekście), systemów wykorzystujących biedniejszych, niejako na nich "żerujących", oraz swoistego sensu wykonywania pracy. Jest to jednak w zasadzie powtarzanie pustych frazesów...

"Hashtag" pod względem językowym i stylistycznym jest dobrą książką. Fabuła prowadzona jest dość płynnie, z pewnymi zaskakującymi elementami, o których już wspomniałam, a czytelnikowi towarzyszą pytania - kim jest tajemniczy Architekt? Co jest rzeczywistością, a co imaginacją? I wreszcie - o co w tym wszystkim chodzi?

Nie określę zatem jednoznacznie swojej opinii o tej książce. Uważam, że jej potencjał został może nie tyle zmarnowany, co niewykorzystany w pełni. Autor pewnie od początku planował takie zakończenie powieści i taki los dla swoich bohaterów, ale sam pomysł na fabułę był, co tu dużo mówić, po prostu fajny i pewnie można było go inaczej rozwinąć, zmieniając koncepcję.

https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2019/01/remigiusz-mroz-hashtag.html

pokaż więcej

 
2019-01-04 21:30:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Będzie to krótka recenzja. Warto po tę książkę sięgnąć. Nosowska celnie punktuje wady współczesnego społeczeństwa. Pisze o miłości, seksie, show-biznesie. Z humorem, ale i nostalgią, zadumą.

Na pewno jest to książka, do której trzeba w pewien sposób dojrzeć - odrobinę. Sądzę, że być może i ja nawet jeszcze nie "dorosłam" do zrozumienia niektórych punktów widzenia autorki. Niemniej jednak jest...
Będzie to krótka recenzja. Warto po tę książkę sięgnąć. Nosowska celnie punktuje wady współczesnego społeczeństwa. Pisze o miłości, seksie, show-biznesie. Z humorem, ale i nostalgią, zadumą.

Na pewno jest to książka, do której trzeba w pewien sposób dojrzeć - odrobinę. Sądzę, że być może i ja nawet jeszcze nie "dorosłam" do zrozumienia niektórych punktów widzenia autorki. Niemniej jednak jest to książka urocza, utożsamiam się z niektórymi poglądami Nosowskiej, jakie przedstawia w książce, z historiami, które opisuje.

Takich książek potrzeba od czasu do czasu - trochę aby odpocząć, a trochę, by podjąć się refleksji. Może będzie to impuls do wdrożenia pewnych zmian w swoje życie lub poszerzenia swoich punktów widzenia.

https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2018/12/a-ja-zem-jej-powiedziaa-k-nosowska.html

pokaż więcej

 
2018-12-28 16:40:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
 
2018-12-28 16:40:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-12-28 16:39:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Prokurator (tom 1)

Moja opinia: https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2018/12/paulina-swist-prokurator_18.html Zapraszam :).

 
2018-12-28 16:38:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Moja opinia: https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2018/12/boel-westin-tove-jansson-mama-muminkow.html Zapraszam :).

 
2018-12-28 16:38:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Droga do Różan (tom 1)
 
2018-12-28 16:34:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Komisarz Van Veeteren (tom 4) | Seria: Czarna seria
 
2018-12-28 16:29:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
 
2018-12-28 16:28:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

UWAGA - recenzja zbiorcza "Na skraju załamania" i "Za zamkniętymi drzwiami".
Powodem, dla którego postanowiłam zrecenzować obie te książki zbiorczo jest nie tylko fakt, iż są dziełem pióra jednej osoby, ale również to, że łatwiej będzie mi je zaprezentować poprzez poniekąd odniesienie ich do siebie. Być może nie powinno się oceniać książki przez pryzmat innej, ale nie do końca o to mi chodzi....
UWAGA - recenzja zbiorcza "Na skraju załamania" i "Za zamkniętymi drzwiami".
Powodem, dla którego postanowiłam zrecenzować obie te książki zbiorczo jest nie tylko fakt, iż są dziełem pióra jednej osoby, ale również to, że łatwiej będzie mi je zaprezentować poprzez poniekąd odniesienie ich do siebie. Być może nie powinno się oceniać książki przez pryzmat innej, ale nie do końca o to mi chodzi. Wyjaśnienie wyniknie z recenzji, przedstawię wpierw fabułę obu pozycji.

Za zamkniętymi drzwiami przedstawia historię pozornie perfekcyjnego małżeństwa Grace i Jacka. W zasadzie nikt nie domyśla się, że za tytułowymi zamkniętymi drzwiami domu życie może wyglądać zupełnie inaczej, niż to się na pozór i na zewnątrz wydaje. Na skraju załamania z kolei traktuje o kobiecie imieniem Cass, która po wydarzeniach pewnego deszczowego wieczoru nie może odnaleźć wewnętrznego spokoju. Stanowi temu nie pomaga fakt, iż jej matka cierpiała na demencję starczą – nasza bohaterka obawia się poddaniu tej chorobie. Co jest prawdą w tym pełnym napięcia, a pozbawionym zaufania świecie Cass?

Trochę ciężko zrecenzować książki, co do których nie chce się zdradzać więcej niż ujawniono w opisie na tylnej okładce (a ja wolę chyba nawet przedstawiać fabułę tylko w niezbędnym minimum; jakiś czas temu zajrzałam do swoich starych recenzji, tych pierwszych, początkowych, kiedy jeszcze nie miałam dużego doświadczenia z blogowaniem o książkach – losie, ile spoilerów! wybaczcie, teraz zmądrzałam ;)). Pierwszą książką, po którą sięgnęłam, była Na skraju załamania. Zaintrygowała mnie fabuła, w związku z czym zdecydowałam się zamówić właśnie ten tytuł. Z kolei Za zamkniętymi drzwiami nie porwało mnie opisem; udało mi się „dorwać” ją dopiero w bibliotece. Obie książki sklasyfikowane są jako thrillery psychologiczne – skupiają się zatem na psychologicznych aspektach działania bohaterów. I jeśli przyjrzeć się fabule pod tym właśnie kątem – autorka dość dobrze poradziła sobie z wykreowaniem sytuacji, w których główną rolę odgrywa psychika mająca wpływ na całe postępowanie bohaterów.
Jeśli chodzi o Za zamkniętymi drzwiami, pozwolę sobie najpierw przytoczyć cytat, z którym się zgadzam. Publishers Weekly napisał o tej książce tak:

„Porywający debiut! Przerażenie, które czuje Grace, jest zaraźliwe, klaustrofobiczna atmosfera zagęszcza się, a niepokojąca gra w kotka i myszkę zmierza do przerażającego i niespodziewanego finału”.

Podobne wrażenia towarzyszyły i mi w trakcie lektury. Naprawdę czułam tę klaustrofobiczną atmosferę – książka pochłaniała mnie dosłownie, fabuła jakby przedostawała się z jej kart do prawdziwego życia, próbując wciągnąć w ciasnotę i klimat lęku. Nie potrafię chyba opisać lepiej tego uczucia, ale jak widać, nie tylko ja go doświadczyłam – to aż niepokojące, ale i świadczy o świetnym kunszcie pisarskim autorki. Wyobraźcie sobie – stworzyć książkę, która faktycznie wciąga Was w swoją atmosferę i wydaje się Wam, jakbyście uczestniczyli w koszmarze przeżywanym przez główną bohaterkę. Choć dość długo czytałam tę książkę i miałam wrażenie nieco męczenia jej, to w którymś momencie akcja rozkręciła się na tyle, że wprost nie dało się od niej oderwać. Dosłownie – chciałam już, teraz, natychmiast, wiedzieć co wydarzy się na koniec i w jaki sposób autorka poprowadziła finał tej historii. Szczerze, nie pamiętam, czy miałam podobnie przy lekturze Na skraju załamania, ale podejrzewam, że tak było, bo i tam oczywiście historia nabiera tempa z upływem czasu i nie możemy doczekać się jej wyjaśnienia. Nie oszukujmy się, jednak w zdecydowanej większości książek się tak dzieje ;).
Jedna z osób, które obserwuję na Instagramie, opowiadała o swoich wrażeniach z lektury tych książek. Przeczytała je w odwrotnej kolejności niż ja, ale polecała przeczytać najpierw Na skraju załamania, a dopiero potem Za zamkniętymi drzwiami – a to ze względu na to, iż ta druga książka w jej opinii okazała się lepsza. Właśnie w takiej kolejności sięgnęłam po te tytuły, jednak nie z powyższego powodu (wyjaśniałam już wcześniej) – mimo to podzielam stanowisko tej osoby. Myślę, że Za zamkniętymi drzwiami jest bardziej przerażająca, pełna niepokoju i psychodelicznego nastroju – to niełatwa i wstrząsająca lektura. Na skraju załamania wydaje mi się nieco lżejsza, może bardziej „codzienna” – tu pierwsze skrzypce odgrywają lęki bohaterki, która nie może odnaleźć się w rzeczywistości. Z kolei w debiucie autorskim B. A. Paris odczuwany przez czytelnika niepokój jest nie tylko psychiczny, ale i w pewnym sensie fizyczny, ze względu na wspomnianą już wcześniej atmosferę klaustrofobii. Jeśli zastanawiacie się, której z tych książek dać szansę – polecam obie. Raczej również skłaniałabym się do stanowiska, by najpierw przeczytać Na skraju załamania, a dopiero potem Za zamkniętymi drzwiami – literacki deser zostawcie sobie na koniec :).

https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2018/11/popadasz-w-obed-mowi-melodyjny-gos-w.html

pokaż więcej

 
2018-12-28 16:27:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

UWAGA - recenzja zbiorcza "Na skraju załamania" oraz "Za zamkniętymi drzwiami".
Powodem, dla którego postanowiłam zrecenzować obie te książki zbiorczo jest nie tylko fakt, iż są dziełem pióra jednej osoby, ale również to, że łatwiej będzie mi je zaprezentować poprzez poniekąd odniesienie ich do siebie. Być może nie powinno się oceniać książki przez pryzmat innej, ale nie do końca o to mi...
UWAGA - recenzja zbiorcza "Na skraju załamania" oraz "Za zamkniętymi drzwiami".
Powodem, dla którego postanowiłam zrecenzować obie te książki zbiorczo jest nie tylko fakt, iż są dziełem pióra jednej osoby, ale również to, że łatwiej będzie mi je zaprezentować poprzez poniekąd odniesienie ich do siebie. Być może nie powinno się oceniać książki przez pryzmat innej, ale nie do końca o to mi chodzi. Wyjaśnienie wyniknie z recenzji, przedstawię wpierw fabułę obu pozycji.

Za zamkniętymi drzwiami przedstawia historię pozornie perfekcyjnego małżeństwa Grace i Jacka. W zasadzie nikt nie domyśla się, że za tytułowymi zamkniętymi drzwiami domu życie może wyglądać zupełnie inaczej, niż to się na pozór i na zewnątrz wydaje. Na skraju załamania z kolei traktuje o kobiecie imieniem Cass, która po wydarzeniach pewnego deszczowego wieczoru nie może odnaleźć wewnętrznego spokoju. Stanowi temu nie pomaga fakt, iż jej matka cierpiała na demencję starczą – nasza bohaterka obawia się poddaniu tej chorobie. Co jest prawdą w tym pełnym napięcia, a pozbawionym zaufania świecie Cass?

Trochę ciężko zrecenzować książki, co do których nie chce się zdradzać więcej niż ujawniono w opisie na tylnej okładce (a ja wolę chyba nawet przedstawiać fabułę tylko w niezbędnym minimum; jakiś czas temu zajrzałam do swoich starych recenzji, tych pierwszych, początkowych, kiedy jeszcze nie miałam dużego doświadczenia z blogowaniem o książkach – losie, ile spoilerów! wybaczcie, teraz zmądrzałam ;)). Pierwszą książką, po którą sięgnęłam, była Na skraju załamania. Zaintrygowała mnie fabuła, w związku z czym zdecydowałam się zamówić właśnie ten tytuł. Z kolei Za zamkniętymi drzwiami nie porwało mnie opisem; udało mi się „dorwać” ją dopiero w bibliotece. Obie książki sklasyfikowane są jako thrillery psychologiczne – skupiają się zatem na psychologicznych aspektach działania bohaterów. I jeśli przyjrzeć się fabule pod tym właśnie kątem – autorka dość dobrze poradziła sobie z wykreowaniem sytuacji, w których główną rolę odgrywa psychika mająca wpływ na całe postępowanie bohaterów.
Jeśli chodzi o Za zamkniętymi drzwiami, pozwolę sobie najpierw przytoczyć cytat, z którym się zgadzam. Publishers Weekly napisał o tej książce tak:

„Porywający debiut! Przerażenie, które czuje Grace, jest zaraźliwe, klaustrofobiczna atmosfera zagęszcza się, a niepokojąca gra w kotka i myszkę zmierza do przerażającego i niespodziewanego finału”.

Podobne wrażenia towarzyszyły i mi w trakcie lektury. Naprawdę czułam tę klaustrofobiczną atmosferę – książka pochłaniała mnie dosłownie, fabuła jakby przedostawała się z jej kart do prawdziwego życia, próbując wciągnąć w ciasnotę i klimat lęku. Nie potrafię chyba opisać lepiej tego uczucia, ale jak widać, nie tylko ja go doświadczyłam – to aż niepokojące, ale i świadczy o świetnym kunszcie pisarskim autorki. Wyobraźcie sobie – stworzyć książkę, która faktycznie wciąga Was w swoją atmosferę i wydaje się Wam, jakbyście uczestniczyli w koszmarze przeżywanym przez główną bohaterkę. Choć dość długo czytałam tę książkę i miałam wrażenie nieco męczenia jej, to w którymś momencie akcja rozkręciła się na tyle, że wprost nie dało się od niej oderwać. Dosłownie – chciałam już, teraz, natychmiast, wiedzieć co wydarzy się na koniec i w jaki sposób autorka poprowadziła finał tej historii. Szczerze, nie pamiętam, czy miałam podobnie przy lekturze Na skraju załamania, ale podejrzewam, że tak było, bo i tam oczywiście historia nabiera tempa z upływem czasu i nie możemy doczekać się jej wyjaśnienia. Nie oszukujmy się, jednak w zdecydowanej większości książek się tak dzieje ;).
Jedna z osób, które obserwuję na Instagramie, opowiadała o swoich wrażeniach z lektury tych książek. Przeczytała je w odwrotnej kolejności niż ja, ale polecała przeczytać najpierw Na skraju załamania, a dopiero potem Za zamkniętymi drzwiami – a to ze względu na to, iż ta druga książka w jej opinii okazała się lepsza. Właśnie w takiej kolejności sięgnęłam po te tytuły, jednak nie z powyższego powodu (wyjaśniałam już wcześniej) – mimo to podzielam stanowisko tej osoby. Myślę, że Za zamkniętymi drzwiami jest bardziej przerażająca, pełna niepokoju i psychodelicznego nastroju – to niełatwa i wstrząsająca lektura. Na skraju załamania wydaje mi się nieco lżejsza, może bardziej „codzienna” – tu pierwsze skrzypce odgrywają lęki bohaterki, która nie może odnaleźć się w rzeczywistości. Z kolei w debiucie autorskim B. A. Paris odczuwany przez czytelnika niepokój jest nie tylko psychiczny, ale i w pewnym sensie fizyczny, ze względu na wspomnianą już wcześniej atmosferę klaustrofobii. Jeśli zastanawiacie się, której z tych książek dać szansę – polecam obie. Raczej również skłaniałabym się do stanowiska, by najpierw przeczytać Na skraju załamania, a dopiero potem Za zamkniętymi drzwiami – literacki deser zostawcie sobie na koniec :).

https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2018/11/popadasz-w-obed-mowi-melodyjny-gos-w.html

pokaż więcej

 
2018-12-28 16:26:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Choć dziś social media coraz częściej kojarzą się pejoratywnie – ze względu na to, że są niezłym zjadaczem czasu, a ludzie przestają komunikować się ze sobą twarzą w twarz i uzależniają poczucie własnej wartości od ilości lajków pod zdjęciem – bywa, że znajdziemy w nich coś naprawdę ciekawego. Wśród niezliczonej ilości filmików z prankami (takimi żartami), „q&a” (odpowiadaniem na pytania... Choć dziś social media coraz częściej kojarzą się pejoratywnie – ze względu na to, że są niezłym zjadaczem czasu, a ludzie przestają komunikować się ze sobą twarzą w twarz i uzależniają poczucie własnej wartości od ilości lajków pod zdjęciem – bywa, że znajdziemy w nich coś naprawdę ciekawego. Wśród niezliczonej ilości filmików z prankami (takimi żartami), „q&a” (odpowiadaniem na pytania widzów), tutorialami całowania i innymi bzdurnymi treściami (mimo że niektóre filmiki świetnie sprawdzają się, gdy nie masz co robić albo po prostu chcesz się rozerwać – albo lubisz daną osobę i oglądasz w zasadzie wszystko, co zamieszcza – ale przyznajcie, że raczej nie mają zbyt większej wartości merytorycznej) na portalu YouTube tworzą również twórcy (to zabrzmiało jak masło maślane, wybaczcie) nagrywają również twórcy (może lepiej?), którzy mają pomysł na siebie i pewne założenia co do prowadzenia kanału, a ów pomysł nie szkodzi społeczeństwie poprzez karmienie go papką złożoną z niczego.
Ale fajna gra słów, zaraz się o tym przekonacie.
Albo już wiecie, o co chodzi.

Mietczyńskiego zaczęłam oglądać w klasie maturalnej. Pytacie, kim jest ów Mietczyński. Być może znacie go jako Masochistę lub Profesora Niczego (oto wspomniana gra słów, hehe, ale jestem zabawna...) albo całkiem prywatnie jako Bartłomieja Szczęśniaka. Facet prowadzi kanał na YouTubie, gdzie opowiada o filmach (najczęściej o tych, które się mu nie spodobały) i streszcza lektury szkolne. I to właśnie streszczenia przyniosły mu chyba największą sławę. Oglądałam je namiętnie, lubiłam bardzo. Być może nie uwierzycie, ale mimo mojego zamiłowania do czytania, pochłaniania dość sporej ilości książek, wreszcie prowadzenia bloga recenzenckiego – nie przepadałam za lekturami. Wyrażenie „nie przepadałam” jest nawet zbyt łagodne. W swoim życiu przeczytałam ich naprawdę niewiele. I to chyba w większości te najkrótsze. Mam nadzieję, że twórcy lektur, przez które przebrnęłam czują się teraz docenieni.

Ale do rzeczy. Mietczyński napisał książkę o epokach literackich, którą to postanowiłam podarować bliskiej mi osobie w ubiegłym roku pod choinkę. Tak się jednak stało, że dorwałam się do niej (do książki, nie do osoby ;)) już któryś raz i w końcu przeczytałam. W miarę na świeżo, bo skończyłam wczoraj, zabieram się za wydanie o niej (znów – książce, nie osobie) opinii. Autor pisze w charakterystyczny dla siebie sposób – coś podobnego, jak w nagrywanych przez siebie filmikach. Nie unika języka potocznego, tu i ówdzie wplata jakieś wulgaryzmy. Jeśli jednak znacie Miecia, nie będzie Wam to przeszkadzać – ja na tyle lubię jego styl, że dziwnie czułabym się raczej wtedy, gdyby książka pisana była patetycznym językiem, pełnym wyniosłych i czasem nie do końca zrozumiałych słów (czyli trochę jak moje wpisy, gdzie próbuję zaszpanować doborem określeń, bo wiecie, człowiek wykształcony i tak dalej).

Autor przedstawia epoki literackie po kolei – od starożytności aż po współczesność. Omawia główne ich założenia, największych myślicieli z tamtych okresów oraz jedne z ważniejszych dzieł. Nie są to zwykłe streszczenia, ponieważ jak już wspomniałam, nie unikano języka potocznego, przez co na pewno łatwiej będzie zrozumieć lektury. O ile lektury w ogóle można zrozumieć. „Wykłady Profesora Niczego” przedstawiają raczej te dzieła, o których Mietczyński nie nagrywał na YouTubie – stanowią zatem pewne uzupełnienie, ale wiadomo, że gdyby autor chciał zawrzeć streszczenia wszystkich albo nawet większości lektur, jakie omawia się w szkołach czy też tych, które są z punktu widzenia danej epoki ważne, książka ta znacznie zwiększyłaby swoją objętość. A Wy nie zajrzelibyście pewnie choćby z ciekawości na jego kanał. Do zajrzenia oczywiście zachęcam, bo streszczenia Profesora Niczego mają swój klimat (zwłaszcza te starsze, które oglądałam jeszcze do swojej matury).

Czy książkę polecam? Jak najbardziej. Dla fanów twórcy będzie to z pewnością nie lada gratka, a dla tych, którzy jeszcze go nie znają z YouTube być może świetna okazja do zmiany tego stanu rzeczy. Myślę jednak, że bardziej spodobałaby się tej pierwszej grupie odbiorców. Jeśli jednak czeka Was w tym roku matura, stos lektur do przeczytania rośnie, a narzekania pani polonistki, byście wzięli się w końcu do roboty, bo matura to wcale nie taka bzdura i tak dalej, spędzają Wam sen z powiek – możecie sięgnąć po książkę Mietczyńskiego, a to z dwóch powodów. Pierwszy – będziecie mieć jakikolwiek pogląd na sytuację, czyli kto, kiedy i gdzie (wiecie, zawsze lepszy rydz niż nic, jeśli serio język polski i znajomość lektur szkolnych to nie Wasza mocna strona), drugi – być może autor przekona Was do sięgnięcia po choćby kilka dzieł lub zainteresuje daną epoką na tyle, że zechcecie sami więcej się na jej temat dowiedzieć.

Mam nadzieję, że nie naruszę praw autorskich Mietczyńskiego do jego znanego już powiedzenia na koniec, ale tak mi tu pasuje go użyć, że nie wypadałoby tego nie zrobić.

Do zobaczenia, Dzieciaczki ;).
https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2018/11/mieciu-mietczynski-wykady-profesora.html

pokaż więcej

 
2018-12-28 16:24:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Jej wszystkie życia (tom 1)

Wyobraźcie sobie przeżywać swoje życie raz za razem, od nowa - rodzicie się, umieracie i... rodzicie się ponownie. Niby fajnie, ale jednak nie do końca. Wasza reinkarnacja miałaby miejsce wciąż w tym samym ciele, a każde nowe życie - w tym samym czasie. Czy kolejne szanse od losu przewidziane są na przeżycie swojego życia jak najlepiej czy może na próbę zmiany przeznaczenia?

Jej...
Wyobraźcie sobie przeżywać swoje życie raz za razem, od nowa - rodzicie się, umieracie i... rodzicie się ponownie. Niby fajnie, ale jednak nie do końca. Wasza reinkarnacja miałaby miejsce wciąż w tym samym ciele, a każde nowe życie - w tym samym czasie. Czy kolejne szanse od losu przewidziane są na przeżycie swojego życia jak najlepiej czy może na próbę zmiany przeznaczenia?

Jej wszystkie życia to książka, której akcja dzieje się w pierwszej połowie XX wieku. Mamy zatem czasy wojenne, ciężkie i przerażające. Nasza bohaterka dorasta i dojrzewa, a my towarzyszymy jej w perypetiach podlegających ciągłym przeobrażeniom. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że historia w miarę upływu czasu przestaje powracać do początku, lecz toczy się dalej, a zmianie na skutek „odrodzenia” bohaterki ulegają niektóre aspekty i sytuacje. Być może właśnie przez to zaczęłam się nieco gubić w narracji – ciężko było ogarnąć, co dzieje się tu i teraz, a co jest już zwyczajnie nieaktualne, gdyż mamy do czynienia z życiem bohaterki po „odrodzeniu”. Książkę należy zatem czytać dość uważnie, by nie doznać odczucia, że „coś tu nie gra”.

Powieść Kate Atkinson jest fikcją, ale osadzoną w realiach historycznych. W związku z wątkiem wojennym autorka wprowadziła do książki postaci Hitlera i jego żony Evy Braun. Oparcie fabuły w znanych nam z filmów, dokumentów i opowieści z pokolenia na pokolenie czasach pozwala na większe zaangażowanie czytelnika – nie są one odległe ani wykreowane na potrzeby powieści. Z drugiej jednak strony niosą ze sobą smutek i cierpienie, a atmosfera bywa ponura. Nieodłącznym elementem wojny jest również, a może przede wszystkim, śmierć.

Czy można zmienić losy całego świat czy też nasze przeznaczenie jest nieuniknione? Autorka balansuje na pograniczu beletrystyki, a treści mających pobudzić filozoficzne rozważania. Może powinniśmy doceniać swoje życie takie, jakim jest – ponieważ mogłoby być gorzej? A może mamy na nie większy wpływ, niż przypuszczaliśmy? Spójrzcie, do jakich wniosków potrafi doprowadzić lektura na pozór zwykłej książki ;).
https://wdomowejbiblioteczce.blogspot.com/2018/11/juz-po-chwili-ciemnosc-zatara-wszelka.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
60 28 109
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd