Margot 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 0 sekund temu
Teraz czytam
  • Erynie
    Erynie
    Autor:
    Nowy cykl kryminałów Marka Krajewskiego. Tym razem miejscem akcji jest Lwów, a detektywa Eberharda Mocka zastąpi Edward Popielski. We Lwowie wybuchła panika. Żadne dziecko nie może już być bezpiecz...
    czytelników: 5147 | opinie: 254 | ocena: 6,84 (2801 głosów)
  • Prowadź swój pług przez kości umarłych
    Prowadź swój pług przez kości umarłych
    Autor:
    Thriller moralny, który do ostatniej strony trzyma w napięciu. Akcja rozgrywa się w Kotlinie Kłodzkiej. Główną bohaterką jest Janina Duszejko – kiedyś inżynier mostów, dziś wiejska nauczycielka angie...
    czytelników: 4779 | opinie: 297 | ocena: 6,79 (2818 głosów) | inne wydania: 2
  • Szóste okno
    Szóste okno
    Autor:
    Prawda boli, ale kłamstwa mogą zabić. Po śmierci męża Natalie Gray wiąże się z jego najlepszym przyjacielem, Edem Cooperem. Kobieta pragnie, aby zastąpił on ojca jej dorastającej córce, Scarlett, z c...
    czytelników: 1359 | opinie: 70 | ocena: 7,31 (478 głosów)
  • Toksymia
    Toksymia
    Autor:
    Tragiczne wydarzenie splata historie kilkorga bohaterów, z których każdy uwikłany jest w trujące relacje. Rzecz dzieje się w Warszawie. Córka truje ojca, Sąsiadka zatruwa życie sąsiadowi, a powstanie...
    czytelników: 529 | opinie: 35 | ocena: 6,62 (248 głosów)
  • Trup na plaży i inne sekrety rodzinne
    Trup na plaży i inne sekrety rodzinne
    Autor:
    Czerwiec. Piąta rano. Plaża w Ustce. Cisza, spokój i… trup! Kiedy Magda Garstka wybierała się do Ustki, by odwiedzić babcię, nie spodziewała się, że czeka ją najbardziej ekscytujące lato w całym jej...
    czytelników: 1761 | opinie: 216 | ocena: 6,85 (818 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-06-04 12:36:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

⹂Zdrój” to debiut powieściowy poetki Barbary Klickiej. Nie zaskakuje więc, że jest powieścią napisaną dość poetyckim językiem. Takim po trosze z Leśmiana, po trosze z Schulza. Tematyką zaś nawiązuje do ⹂Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna, bo rzecz dzieje się w uzdrowisku, bohaterka zaś jest kuracjuszką. Dlatego, choć mówię to z bólem serca, nie wróżę ⹂Zdrojowi” jakichś niebotycznych kolejek... ⹂Zdrój” to debiut powieściowy poetki Barbary Klickiej. Nie zaskakuje więc, że jest powieścią napisaną dość poetyckim językiem. Takim po trosze z Leśmiana, po trosze z Schulza. Tematyką zaś nawiązuje do ⹂Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna, bo rzecz dzieje się w uzdrowisku, bohaterka zaś jest kuracjuszką. Dlatego, choć mówię to z bólem serca, nie wróżę ⹂Zdrojowi” jakichś niebotycznych kolejek czytelników. Dlatego powieść Klickiej nie osiągnie popularności zarezerwowanej dla romansów i kryminałów. A kto wie, może zostanie bardzo szybko zapomniana i podzieli los wielu debiutów, które są zarazem ostatnimi książkami danego autora. Tak przewiduję, chcąc się mylić. Bo ⹂Zdrój” przeczytać warto!

Zaczyna się zwyczajnie. Do sanatorium Związku Nauczycielstwa Polskiego w Ciechocinku przyjeżdża Kamila, ponad trzydziestoletnia warszawianka. I już na dworcu dowiaduje się, że to niedobrze, że jest z Warszawy… stolica źle się kojarzy ludziom spoza stolicy. Tak przynajmniej twierdzi Beata, stała bywalczyni sanatoriów, która wie co, jak, gdzie i kiedy - począwszy od poznawania nowych ludzi, skończywszy na zakwaterowaniu w lepszym pokoju. Kama nie ma tej umiejętności. Utyka na najgorszym łóżku w ⹂trójce” (razem z Zosią i Bogusią, które też tą Warszawą nie są zachwycone), jako zusowcowi nie przysługuje jej podczas śniadania kawa, w dodatku procedura wizyty lekarskiej u doktor Krystyny Dziarskiej jest nie tylko skomplikowana ale i raczej nieprzyjemna. I to nic, że Kama jako dziecko była leczona w sanatoriach… Bo na pewne rzeczy nawet hartowanie się w dzieciństwie nic nie może poradzić.

Świat sanatorium ZNP w Ciechocinku, w który wpada Kama, jest rzeczywistością w krzywym zwierciadle. Począwszy od skomplikowanych ale dość bezsensownych procedur, przez kontakty z lekarzami i rehabilitantami a na innych kuracjuszach - towarzyszach niedoli skończywszy. To świat, w którym choroba jest stanem normalnym (stąd moje skojarzenie z ⹂Czarodziejską górą”). A oprócz tego to świat, w którym zachowaniem promowanym jest hipochondryczno-dewocyjne podejście do życia i ludzi. Co przejawia się najpełniej w opisie organizacji wycieczki do Lichenia, do której kuracjuszki usiłują nie tylko namówić ale i odpowiednio przygotować Kamilę:

- Wiele razy była pani w Licheniu, pani Kamilo? [...] Niezbyt wiele - mówię. [...] Mimo to musiała pani zwrócić uwagę, że tam jest taki specjalny ołtarz dla tych, którzy nie mogą, no wie pani, matkami zostać. Do wymadlania. [...] Upraszania, rozumie pani? - Kiwam głową najmniej intensywnie jak tylko potrafię. - No więc właśnie. Koleżanka mi mówiła, że warto na nim zostawić coś złotego. Łańcuszek, kolczyki, co tam kto ma. [s. 76]

No właśnie. Bo w rzeczywistości sanatorium bezdzietność Kamili jest powodem wykluczenia. Choć zakładam, że nie wszystkie osoby z obsługi ani nie wszystkie kuracjuszki są matkami. Ale Kamila nie jest matką ostentacyjnie. Bezczelnie nie jest matką. Więc dopóki tego nie zmieni (a przecież wystarczy upraszać w Licheniu), będzie wyrzucona poza grupę. Co, jakże fantastycznie, podkreślone zostanie zwracaniem się do Kamy w trzeciej osobie: dzieci ma? niech sobie nie wyobraża! itd. itp.

I choć Kama z Warszawy samym swoim istnieniem stanowi wyraz buntu wobec zdrojowej rzeczywistości, choć tym, co mówi (a już na pewno tym, co myśli) mogłaby wykoleić ten mknący ku świetlanej przyszłości sanatoryjny pociąg, to przecież tak naprawdę, gdzieś tam głęboko, jest jej wygodnie w ciechocinkowym świecie, w którym dzień po dniu mijają wedle ustalonego grafiku. Udowadnia to niedziela, która nadchodzi, burząc cały porządek. Bo w niedzielę nie ma zabiegów… Bo w niedzielę człowiek jest skazany na siebie, względnie na innych kuracjuszy (i żadna z tych opcji nie wydaje się tą właściwą). Dlatego w niedzielę budzi się w Kamie desperacki pomysł na zdobycie przepustki i powrót do Warszawy. Ale kto raz wpadł w sanatoryjne tryby, nie wykręci się z nich tak łatwo. Najpierw musi pokonać Krystynę Dziarską, która przed wydaniem jakiejkolwiek decyzji każe robić testy ciążowe… No, bo kto wie - może wymadlanie jednak zadziałało…

Nie będę zdradzać zakończenia książki. Wydaje mi się zresztą, że w ⹂Zdroju” nie o rozwój fabuły chodzi. To raczej próba pokazania świata, w którym żyjemy. Ludzi, z którymi się stykamy. Począwszy od młodzieńczych lat, spędzonych przez Kamę w sanatoriach dziecięcych, aż po pobyt w Ciechocinku śledzimy historię kobiety tłamszonej przez innych. Bo cisza nocna, bo nie wolno wychodzić, bo będzie kara, bo trzeba jeść ładnie śniadania i obiady, bo trzeba zbierać podpisy na dokumentach, bo do wyjścia potrzebna jest przepustka… Każdy chyba mógłby sobie dopisać swoje własne zakazy i nakazy, których się nasłuchał od przedszkola począwszy. I gdyby Klicka budowała swoją bohaterkę jako osobę buntującą się jawnie i otwarcie, to czytelnik pewnie poczułby się w pełni usatysfakcjonowany a powieść o krnąbrnej kuracjuszce mogłaby okazać się bestsellerem. Ale Klicka idzie dalej, Klicka patrzy na nas i mówi: Proszę Państwa, ale przecież nam jest wygodnie w tej rzeczywistości nakazów i zakazów, w tym świecie marchewek i kijów. Uwierzyliśmy, że to dla naszego dobra (którego chcą zastępy lekarzy, na czele z Katarzyną Dziarską ze ⹂Zdroju”, nauczycieli, rodziców, kierowników i dyrektorów). I okazało się, że podobnie jak Kamie, wygodnie nam się temu podporządkować, choćbyśmy widzieli absurdy gołym okiem. A jedyną formą buntu jest ten w głowie… A kto wie, może potem już nawet tego by nie było, bo w końcu przeciwko czemu tu się buntować, skoro - jak wyżej - wszyscy chcą twojego dobra. (Lec dodawał: ⹂nie pozwól go sobie odebrać”).
więcej na: https://wypozyczone.blogspot.com/2019/06/duzo-zdrowia.html

pokaż więcej

 
2019-05-24 13:48:46
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2019-05-23 09:29:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-05-21 11:34:27
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-05-21 11:21:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Po zmroku

Ciekawa jestem, co powiedziałaby Małgorzata Musierowicz po przeczytaniu ⹂Przemytnika cudu” Małeckiego? Bo choć opus magnum Musierowiczowej - Jeżycjada i jedna z pierwszych (wydana w 2008 r.) powieści Małeckiego różnią się od siebie jak dzień od nocy (czytaj: jak powieść dla dorastających panien od horroru), to jednak mają jedną cechę wspólną. Jest nią Poznań. Miasto, które było niemym... Ciekawa jestem, co powiedziałaby Małgorzata Musierowicz po przeczytaniu ⹂Przemytnika cudu” Małeckiego? Bo choć opus magnum Musierowiczowej - Jeżycjada i jedna z pierwszych (wydana w 2008 r.) powieści Małeckiego różnią się od siebie jak dzień od nocy (czytaj: jak powieść dla dorastających panien od horroru), to jednak mają jedną cechę wspólną. Jest nią Poznań. Miasto, które było niemym świadkiem dorastania sióstr Borejko to przecież to samo miasto, w którym tajemniczy Przemytnik odcina ludziom stopy. Siekierą. To samo, i nawet lwy sprzed gmachu Opery te same, tylko że w Jeżycjadzie kojarzyły się z pierwszą randką Kreski i Maćka Ogorzałki (⹂Opium w rosole”) a w ⹂Przemytniku cudu” ożywają, by czynić swą lwią powinność, czyli pożerać…

No dobrze, tyle o Poznaniu, choć muszę przyznać, że gdy uświadomiłam sobie w którymś momencie lektury powieści Małeckiego, że miasto o którym czytam znam z moich ukochanych młodzieńczych lektur, złośliwy uśmiech sam wypłynął mi na oblicze… Ale poza tym jednym momentem wcale nie było mi do śmiechu. Bo ⹂Przemytnik…” jest raczej straszny niż śmieszny. Co też jakoś specjalnie nie dziwi, bo to w końcu horror.

Tak, tak - Jakub Małecki zaczynał swoją przygodę z literaturą od fantastycznych powieści grozy. Czytając jego powieści chronologicznie można zobaczyć, jak pisarstwo Małeckiego ewoluowało, szukać w jego dorobku książki, która mogłaby zostać nazwana przełomową (według mnie - ⹂Dżozef”). I wiem doskonale, że nie każdy czytelnik ma czas i ochotę na to, żeby prześledzić cały dorobek twórczy lubianego autora, raczej wybiera to, co w danym momencie najbardziej mu odpowiada, ale ja czasem (zwłaszcza wtedy, gdy skrupulatnie przygotowuję się do spotkania z autorem w naszej bibliotece) to robię. I zawsze sprawia mi to wielką frajdę, czuję się niemal jak literaturoznawca.

Koniec dygresji, czas na fabułę. Poznaniem wstrząsa fala napaści na pasażerów autobusu nocnej linii. Tajemniczy mężczyzna z identyfikatorem kontrolera odcina im stopy a potem znika bez śladu. Informacje o ⹂Nocnym Drwalu” powtarza sobie całe miasto. Również Hubert Kraśniewski, pracownik banku, żyjący od weekendu do weekendu (bo wtedy może zabalować z kolegami), nie widzący sensu istnienia przedstawiciel klasy średniej, wprzęgnięty w tryby machiny zwanej dorosłym życiem, przetrawiony przez nie i wypluty, żeby nie powiedzieć dosadniej.

"Praca ukradła mu życie osobiste, dając w zamian rosnący nieustannie kaban, wadę wzroku i sporą szansę na zawał przed czterdziestką. Codziennie przez dziesięć godzin zwijał się w pracy jak w ukropie, przez kolejne dwie klepał w klawiaturę, sporządzając raporty, sprawozdania, maile. Pracy poświęcał wszystko; oddał serce i sprzedał duszę." [s. 13]

To jeden z bohaterów. Drugim, a raczej drugą jest Joasia Modrzejewska, pracująca na etacie, a w zasadzie etatach (bo i na uczelni i w banku, w którym pracuje Hubert) sprzątaczki, po pracy opiekująca się przykutą do łóżka matką w stanie terminalnym, pozostająca pod przemożnym wpływem tejże matki i marząca o lepszym życiu zakompleksiona dziewczyna.

Hubert i Joasia mają wspólnego znajomego. To tajemniczy Bogdan (człowiek bez nazwiska, czy też raczej bez imienia), który stoi na czele przypominającej jakąś dziwną sektę organizacji ⹂Dobro”. Z Hubertem kontaktuje się w sprawie kredytu na mieszkanie (które nawiasem mówiąc, znajduje się w bloku Kraśniewskiego). Z Joasią zawiera znajomość na ulicy i kontynuuje ją podczas serii dziwnych randek, którymi jednak dziewczyna wydaje się być zachwycona. I już wiadomo, że Bogdan wpłynie na życie bohaterów w sposób właściwy dla horrorów.

Przyznaję, że początkowo byłam przekonana, że będzie kimś na kształt właściciela sklepu z marzeniami, za które potem klienci płacą własną duszą… Ale się pomyliłam. Bo Małecki wplótł w ⹂Przemytnika cudu” wątek historyczny : w 1399 r. w Poznaniu ukradziono i sprofanowano konsekrowane hostie. Jednak nie udało się ich zniszczyć. W miejscu w którym ukazały się ludziom postawiono drewnianą kaplicę, która wkrótce stała się miejscem kultu. Wydarzenie opisał m.in. w swoich ⹂Rocznikach” Jan Długosz.


Oczywiście, nie będę wikłać się w dalsze opowieści dotyczące tego, jak Hubert i Joasia, o Bogdanie i ⹂Nocnym Drwalu” nie wspominając łączą się z legendą. Doczytajcie sobie sami…
Napiszę tylko, że jakkolwiek uważam, że w przypadku książek Małeckiego - im późniejsze, tym lepsze, to ⹂Przemytnika…” czytało się dobrze....

więcej na: https://wypozyczone.blogspot.com/2019/05/poznan-miasto-doznan.html

pokaż więcej

 
2019-05-07 12:37:36
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Cormoran Strike (tom 3) | Seria: Kolekcja 70 lat Empik
 
2019-05-07 12:37:09
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Edward Popielski (tom 2)
 
2019-05-07 12:36:50
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Garstka z Ustki (tom 1)
 
2019-05-07 12:32:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Danse Macabre

Tyle się mówi o książkach lepszych od ich ekranizacji, że czuję wewnętrzny przymus, żeby dla równowagi zauważyć, że czasami (wcale nie tak rzadko) filmowa albo serialowa wersja opowieści jest lepsza od tej książkowej. Czy przykładem mogą być ⹂Ostre przedmioty” - debiutancka powieść Gillian Flynn? Dla mnie zdecydowanie tak. I to nie tylko dlatego, że bardzo lubię Amy Adams, która w serialowej... Tyle się mówi o książkach lepszych od ich ekranizacji, że czuję wewnętrzny przymus, żeby dla równowagi zauważyć, że czasami (wcale nie tak rzadko) filmowa albo serialowa wersja opowieści jest lepsza od tej książkowej. Czy przykładem mogą być ⹂Ostre przedmioty” - debiutancka powieść Gillian Flynn? Dla mnie zdecydowanie tak. I to nie tylko dlatego, że bardzo lubię Amy Adams, która w serialowej ekranizacji powieści z 2018 r. wcieliła się w postać głównej bohaterki - Camille Preaker. O takiej a nie innej mojej opinii decyduje głównie to, że powieść Gillian Flynn, która najbardziej znana jest jako autorka ⹂Zaginionej dziewczyny” (też zresztą zekranizowanej w 2014 r.), jest w zasadzie dobrze pomyślana, ale kiepsko zrealizowana.

Zacznijmy od pozytywów, czyli dobrego pomysłu na powieść. Fabuła ⹂Ostrych przedmiotów” opiera się na schemacie dziennikarskiego śledztwa. W Wind Gap zamordowano Anne Nash, małą dziewczynkę, zaś jej rówieśnica - Natalie Jane Keene zaginęła. Camille Preaker, pracująca dla chicagowskiej gazety ⹂Daily Post”, ma przyjechać na miejsce wydarzeń, aby napisać reportaż o tym, co dzieje się w miasteczku. Trzeba przy tym dodać, że Camille pochodzi z Wind Gap, więc wyjazd do pracy zostanie połączony z wizytą w domu rodzinnym. Problem w tym, że Camille nie ma najlepszych kontaktów z matką - Adorą Crellin. Wszystko wskazuje więc na to, że próba odpowiedzi na pytanie: kto zabił Ann Nash, a później Natalie Keene (bo i Natalie została zamordowana), będzie połączona z próbą konfrontacji z traumatyczną przeszłością i trudną teraźniejszością.

Gillian Flynn stosuje więc podwójny wabik na czytelnika: po pierwsze zaraz na początku swojej powieści morduje dwie dziewczynki, dość brutalnie, bo obu z nich wyrwano zęby. Jednak ani Ann ani Natalie nie zostały wykorzystane seksualnie, co nieco burzy schemat działania potencjalnego mordercy-psychopaty. I jakkolwiek byśmy tego nie oceniali (opisywanie śmierci dzieci, żeby ⹂złowić” czytelnika), to jest to chwyt fabularny na który złapie się każdy miłośnik kryminałów. Będzie chciał rozwiązać zagadkę popełnionych zbrodni i znaleźć mordercę dziewczynek razem z policjantami z Wind Gap, detektywem z Kansas City - Richardem Willisem i oczywiście z Camille.
Jednak, przynajmniej w przypadku mojej lektury ⹂Ostrych przedmiotów”, ten dziennikarsko-śledczy wątek szybko został przesłonięty przez historię rodzinną głównej bohaterki.

Camille nigdy nie miała dobrego kontaktu ze swoją matką, nie była jej ulubienicą i żyła (a nawet wydaje się, że żyje do dziś) w przekonaniu, że nie spełnia oczekiwań Adory. Co innego jej młodsza siostra - Marian. Jednak Marian, cierpiąca na niezdiagnozowaną chorobę, zmarła, mając zaledwie kilkanaście lat. Po jej śmierci Camille wyjechała z domu z głębokim przekonaniem, że nigdy tam nie wróci. Zerwała wszelkie kontakty i w zasadzie nie tylko matka, ale i siostra Amma, która urodziła się po śmierci Marian, są dla Camille zupełnie obcymi osobami. W dodatku takimi, których chyba jednak lepiej nie poznawać bliżej…
I pięknie. Wszystko gra i wpisuje się w logiczną całość, meandrując między kryminałem a powieścią psychologiczną, z elementami romansu (bo - uwaga spojler - Camille nawiąże bliższą znajomość z detektywem Willisem), do czasu, aż…

No właśnie. Co psuje ⹂Ostre przedmioty”? Według mnie kreacja głównej bohaterki. Nie, nawet nie to, że popija… Choć w sumie wydaje się, że Camille nie pije nic oprócz alkoholu, co każe się zastanowić, jak jest w stanie (wiecznie pod wpływem) pisać jakiekolwiek artykuły, przeprowadzać wywiady, że o prowadzeniu samochodu nie wspomnę.
Tak, ja wiem, że przypuszczalnie alkoholizm ma podkreślać podejście bohaterki do rzeczywistości, jako do czegoś, czego na trzeźwo nie da się znieść. Ma wpisywać się w kreację bohatera może i złamanego psychicznie, ale walczącego ze światem, gwiżdżącego na normy społeczne outsidera, który wywiera wrażenie silnego... No właśnie, tylko czy Gillian Flynn była świadoma, że popijanie Camille już dawno wymknęło się spod kontroli i wcale nie świadczy o tym, że dziewczyna radzi sobie ze swoimi problemami jak może (podkreślam - jak może), tylko że wręcz przeciwnie - potrzebuje pomocy. Pilnie! Miała być bohaterką silną, jest słabą, niewiarygodną w tym, co robi. I dla mnie zdominowaną przez swój problem alkoholowy, a zakładam, że ⹂Ostre przedmioty" jednak nigdy nie miały być powieścią o uzależnieniu. A propos - nie tylko od alkoholu, ale i narkotyków i seksu! Trochę za dużo tego jak na jedną Camille...

Druga rzecz, która pewnie w założeniu, podobnie jak picie, miała podkreślać krzywdy wyrządzone Camille przez Adorę, czyli samookaleczanie się dziewczyny.
No, dobra. Przecież faktycznie to się zdarza u osób zaburzonych psychicznie. Camille jednak nie tylko nacina swoje ciało. Ona po nim pisze, tzn. wycina w skórze wyrazy. I robi to przez tyle lat, że praktycznie nie ma już na niej miejsca bez blizn.
Więc na dzień dobry zaczynam się zastanawiać, jak fizycznie była w stanie wyciąć sobie coś na karku. Używała systemu lusterek? Bo jeśli tak, to to, co robiła, było przemyślane i przygotowane logistycznie, co trochę kłóci się z działaniem pod wpływem impulsu… I jeszcze jedno. Podkreślając bardzo stanowczo, że nie jestem specem od zaburzeń psychicznych, będę jednak stać na stanowisku, że gdybym to ja miała coś w sobie wyryć, to byłyby to jakieś subiektywnie znaczące dla mnie, ale przecież nie idiotyczne wyrazy. A tu: gorset, wdowa, palec, dziura, nadobny(!). No, naprawdę? Jakoś mi to jednak nie pasuje do wizerunku bohaterki…
Choć może się mylę. Może to ja założyłam sobie, że Camille jest ⹂jakaś", a jest zupełnie inna. Ale jeśli jednak wyrzyna sobie na ciele takie słowa jak palec, to ja jej nie lubię! Wybaczę jej pijaństwo w kiepskim stylu, przygodny seks, ale głupoty to raczej nie.
A jest jeszcze jeden taki moment w powieści, który o głupocie Camille świadczy. Wtedy, gdy jej redaktor dzwoni do niej i mówi, z kim jeszcze Camille ma porozmawiać, żeby napisać artykuł. To ona sama nie wie? Może w takim razie powinna zmienić zawód, bo wydaje się, że reporter ma jednak być dociekliwy i wypytywać wiele osób o rzeczy, które go interesują.

No. Więc po pozytywach i negatywach czas na ocenę...

więcej na: https://wypozyczone.blogspot.com/2019/05/tepy-noz.html

pokaż więcej

 
2019-04-23 10:47:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Na miłość… boską! Jak ocenić książkę, którą z jednej strony przeczytałam w dwa wieczory (co wskazuje na to, że mnie wciągnęła), a z drugiej były to wieczory pełne igrającego na ustach pobłażliwego uśmieszku, westchnień politowania i modlitewnych przerywników (oj, Boże, Boże..).
A także prób znalezienia odpowiedzi na pytanie: kto tu co pisał? Bo ⹂Cymanowski Młyn” ma dwóch autorów: Magdalenę...
Na miłość… boską! Jak ocenić książkę, którą z jednej strony przeczytałam w dwa wieczory (co wskazuje na to, że mnie wciągnęła), a z drugiej były to wieczory pełne igrającego na ustach pobłażliwego uśmieszku, westchnień politowania i modlitewnych przerywników (oj, Boże, Boże..).
A także prób znalezienia odpowiedzi na pytanie: kto tu co pisał? Bo ⹂Cymanowski Młyn” ma dwóch autorów: Magdalenę Witkiewicz i Stefana Dardę. Takie eksperymenty wspólnego pisania książki już się udawały (np. ⹂Księżyc myśliwych” Katarzyny Krenz i Julity Bielak), dlaczego więc ten oceniam tak… nawet nie negatywnie (bo przecież przeczytałam), ale raczej z negatywnymi emocjami...

Powieść ma dwa plany narracyjne.
W jednym patrzymy na wydarzenia z perspektywy Moniki, trzydziestoparoletniej Warszawianki, która przyjeżdża z mężem na dwutygodniowy urlop do pensjonatu na Kaszubach. Ten pobyt ma pomóc uratować małżeństwo Moniki i Macieja, bo nie dzieje się w nim najlepiej. Mężczyzna jest skupiony na robieniu kariery, zaś jego żona żyje głównie przeszłością i wspominaniem swojej młodzieńczej miłości - Piotra. Gdyby nie nieszczęśliwy wypadek motocyklowy i śmierć chłopaka, Monika zapewne dzisiaj byłaby jego żoną. I nie może odżałować, że jej życie ułożyło się inaczej, niż planowała.
Zakładam, że ten wątek obyczajowo-romansowy był ⹂działką” Magdaleny Witkiewicz.
Stefan Darda natomiast najprawdopodobniej odpowiadał za część, którą nazwijmy roboczo wątkiem grozy.
Narratorem Dardowych rozdziałów jest Jerzy Zawiślak - właściciel Cymanowskiego Młyna, który po śmierci żony przyjechał na Kaszuby razem z synem Łukaszem z Bieszczad. Kupił posiadłość i założył w niej pensjonat, choć okolica otoczona była złą sławą. Podobno na pobliskich bagnach straszy duch młodej dziewczyny - Karoliny Formella, która w latach 20. ubiegłego wieku utonęła na tak zwanym Pomarlisku razem ze swoim koniem Szafirem i dziś czasami pojawia się tam, nawołując ⹂Szafir!”.
Teraz będę spojlerować na maksa, więc Ci, którzy chcą przeczytać ⹂Cymanowski Młyn” niech skończą właśnie tu!
Bo sprawa wygląda następująco:
1.Monika i Maciej przyjeżdżają do Cymanowskiego Młyna.
2.facet jest opryskliwy i chamowaty
3.po czym przechodzi przemianę wewnętrzną i uprawia z żona namiętny seks
4.po czym odbiera telefon od wspólnika i wyjeżdża na parę dni do Warszawy, zostawiając Monikę samą
5.po czym Monika bierze u Łukasza lekcje jazdy konnej
6.po czym po kilku dniach idzie z nim do łóżka (poznała go 19 września a 25 już był jej wielką miłością)
7.bo bardzo przypomina on jej zmarłego Piotra
8.bo tak naprawdę Łukasz to Piotr, który podczas nieudanego seansu spirytystycznego wcielił się w Łukasza
9.w tym samym czasie Jerzy Zawiślak kombinuje, jak zdobyć pieniądze na utrzymanie podupadającego pensjonatu
10.co w praktyce sprowadza się do tego, jakie kosztowności ze znalezionego niegdyś majątku poprzednich właścicieli - Formellów jeszcze sprzedać paserom
11.względnie kogo jeszcze ukatrupić, by jego finansowe przekręty nie wyszły na jaw...
I w sumie to nawet jeszcze dałabym radę znieść to wszystko i dać książce w miarę wysoką ocenę, gdyby nie postać głównej bohaterki.
Bo jak ona mnie irytowała… Zgrzytałam zębami, zastanawiając się, czy w zamyśle autorów Monika miała być tak denerwująca, czy wręcz przeciwnie - miała budzić sympatię (bo pierwszy narzeczony zmarł, mąż łajdak, a ona jest silną, samodzielną, niezależną kobietą…). Bo jeśli miała budzić sympatię, to ja okazałam się czytelnikiem pozbawionym empatii, wręcz okrutnym, bo w pewnym momencie przestałam się dziwić, że mąż ucieka od Moniki w pracę. Ja bym też uciekała.
Monia ma złote myśli na każdą okazję i chętnie się nimi dzieli. Ja szczególnie do serca wzięłam sobie tę:
"Często, gdy śpimy pierwszy raz z kimś, z kim do tej pory nigdy nie dzieliliśmy łóżka, jest nam bardzo niewygodnie, musimy się dopasować do siebie." [s. 276]
Dzięki. Następnym razem jak będę z kimś spała pierwszy raz, to nie będę się martwić, że mi niewygodnie, tylko spokojnie poczekam, aż się dopasujemy. No, naprawdę…
I nie wiem, czy te złote myśli, czy opowiadanie o sobie w tonie:
"Nie uciekałam od problemów, starałam się je na bieżąco rozwiązywać. Uciekałam natomiast od negatywnych myśli. Od przeświadczenia, że tym razem nie dam rady, że się nie uda. Byłam kobietą, której zawsze się udawało. Nie dopuszczałam do siebie myśli o porażce. I dlatego tak cholernie mnie to bolało, że moje małżeństwo okazało się właśnie taką porażką. Na to nie miałam wpływu. Bo przecież człowiek na wiele rzeczy w życiu nie ma wpływu." [s. 123]
czyli w takim: jaka to ja jestem odważna, i Kosmos mi sprzyja i ⹂mogę wszystko”.
A może jednak konkurs na irytowanie mnie wygrałoby podawanie dokładnego rozkładu dnia, w stylu: wstałam, wypiłam kawę, umyłam zęby, pobiegałam, wróciłam, przebrałam się, ugotowałam wodę na herbatę i zrobiłam jajecznicę. Bo w sumie, o ile nie wpływa to na akcję, to kogo to obchodzi?

więcej na: https://wypozyczone.blogspot.com/2019/04/na-miosc.html

pokaż więcej

 
2019-04-16 11:33:26
Ma nowego znajomego: Agnesto
 
2019-04-15 10:47:51
Ma nowego znajomego: Łędina
 
2019-04-09 07:55:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cormoran Strike (tom 1) | Seria: Kolekcja 70 lat Empik

Lubię Rowling. Lubię Harry’ego Pottera i przeczytałam całość kilkukrotnie. Lubię ⹂Trafny wybór” i przeczytałam go zaraz po tym, jak w 2012 r. ukazał się na polskim rynku wydawniczym. Dlatego dziwne, że na ⹂Wołanie kukułki”, czyli kryminał napisany przez Rowling pod pseudonimem Roberta Galbraitha, wydany w 2013 (6 lat temu!!!), trafiłam dopiero teraz. Ale w tym przypadku w 100% sprawdza się... Lubię Rowling. Lubię Harry’ego Pottera i przeczytałam całość kilkukrotnie. Lubię ⹂Trafny wybór” i przeczytałam go zaraz po tym, jak w 2012 r. ukazał się na polskim rynku wydawniczym. Dlatego dziwne, że na ⹂Wołanie kukułki”, czyli kryminał napisany przez Rowling pod pseudonimem Roberta Galbraitha, wydany w 2013 (6 lat temu!!!), trafiłam dopiero teraz. Ale w tym przypadku w 100% sprawdza się powiedzenie: lepiej późno, niż wcale. Bo gdybym nie przeczytała ⹂Wołania…” w ogóle… No cóż, nie wiedziałabym, co tracę, więc nie byłoby mi smutno, bo przecież czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal (że tak pozostanę w klimacie przysłów, które są mądrością narodu), a jednak coś bym straciła.

Pomimo tego, że fabuła ⹂Wołania kukułki” nie powaliła mnie jakoś szczególnie na kolana, na pewno przeczytam pozostałe powieści z cyklu. Zanim wyjaśnię dlaczego, wytłumaczę w krótkich żołnierskich słowach o co mi chodzi z fabułą. Bo faktycznie, przyznaję bez bicia, że pomimo iż kocham kryminały, to czytając ⹂Wołanie…” nie gryzłam ze zdenerwowania paznokci, a rozwiązanie zagadki nie sprawiło, że opadły mi skarpetki… Być może dlatego, że samo morderstwo, od którego wszystko się zaczyna, nie poruszyło mnie jakoś szczególnie. Zamordowana została bowiem modelka Lula Landry. Choć policja w dochodzeniu nie stwierdziła udziału tzw. osób trzecich i uznała, że Lula wypadła przez okno swojego apartamentu, bo popełniła samobójstwo, przyrodni brat dziewczyny - John Bristow nie godzi się z wynikiem policyjnego śledztwa i jest przekonany, że Lulę ktoś przez okno wypchnął. A morderca kryje się wśród osób z jej otoczenia: projektantów mody, reżyserów filmowych, piosenkarzy i innych nieprzyzwoicie bogatych, rozpieszczonych i zepsutych do szpiku kości Brytyjczyków. Jakoś niespecjalnie mi po drodze ani z modelkami, ani z bogatymi aktorami, więc i przedstawionego w powieści środowiska nie byłam w stanie ⹂rozgryźć”. Czytałam, jakbym czytała o zbrodni na dworze Ludwika XVI, na tym samym poziomie abstrakcji. I to minus. Może gdyby zamordowano innego z bohaterów, chociażby taką Rochelle, ubogą bezdomną, która przyjaźniła się z Lulą od czasu wspólnego pobytu na leczeniu psychiatrycznym… (ze zwyczajną, nikomu nie znaną, trochę pokręconą dziewczyną jakoś łatwiej się identyfikować). Ale to Lula jest główną, choć przecież nieobecną, osią intrygi. To w jej życiorysie, tudzież w życiorysach grona jej znajomych, kryje się rozwiązanie zagadki… I muszę przyznać, że to rozwiązanie zaczyna świtać czytelnikowi tak w okolicach ¾ przeczytanego tekstu. To drugi minus. Tym bardziej, że odbywa się to na zasadzie przeczucia - to chyba on/a zabił/a, a nie w oparciu o fakty. Bo ⹂Wołanie kukułki” należy do takich kryminałów, w których czytelnik nie dostaje od autora wszystkich danych potrzebnych do samodzielnego rozwiązania zagadki. Oczywiście, dostaje jakąś część, ale dostęp do całości ma tylko bohater-detektyw.

No, to dotarliśmy do części pochwalnej. Bo detektyw powołany do istnienia przez Rowling/Galbraitha w ⹂Wołaniu kukułki” to zdecydowanie największy pozytyw tej książki. To powód, dla którego czyta się i czeka na więcej. Cormoran Strike - brytyjska wersja mojego ukochanego Jacka Reachera z książek Lee Childa. Inteligentny (studiował w Oksfordzie), niepokorny (przerwał studia i zaciągnął się do wojska), doświadczony przez los (podczas misji w Afganistanie stracił nogę) i ludzi (poznajemy go w momencie, gdy zrywa związek ze swoją długoletnią partnerką Charlotte), ale radzący sobie pomimo przeciwności (utrzymuje się z pracy prywatnego detektywa, choć nie jest to ani stabilne ani szczególnie obfite źródło dochodów), nie znoszący litości i nie chcący jałmużny (nawet od swojego ojca, który jest emerytowaną co prawda, ale jednak gwiazdą rocka).
Razem ze zleceniem zbadania okoliczności śmierci Luli Landry, które John Bristow składa Cormoranowi chyba tylko dlatego, że pamięta Strike’a z dawnych czasów, gdy ten przyjaźnił się z jego bratem Charliem (państwo Bristow, nie mogąc mieć własnych dzieci, adoptowali Johna, Charliego, a po jego tragicznej śmierci - Lulę) w życiu Cormorana pojawia się też, przysłana przez agencję pracy Tymczasowe Rozwiązania sekretarka - Robin.

I Robin to drugi wielki plus ⹂Wołania kukułki” i drugi główny powód tego, że czytelnik chce więcej… Jest młoda, jest ładna (ale nie śliczna, jak Lula, tylko po prostu zwyczajnie ładna - chyba po to, żeby czytelniczki mogły ją polubić, a nie tylko zazdrościć jej urody), jest inteligentna. I bardzo chce się tą inteligencją wykazać, wypełniając wszystkie polecenia Cormorana związane z prowadzonym śledztwem z wielką gorliwością, mało tego - czasem podejmując również inicjatywę, która popycha śledztwo na nowe tory, albo rozjaśnia dotychczas zamglone obszary. W dodatku ma narzeczonego, który niezbyt jest zadowolony z tego, że Robin współpracuje ze Strike’m i najchętniej zasugerowałby jej zmianę pracy (a, właśnie, bo Robin jednak cały czas szuka innej posady) i różnie się dogaduje z Cormoranem, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób prowadzenia agencji detektywistycznej.

Trzeci plus ⹂Wołania kukułki” to niesamowity talent Rowling/Galbraitha do opisywania rzeczywistości.

więcej na: https://wypozyczone.blogspot.com/2019/04/kukuka-i-kormoran.html

pokaż więcej

 
2019-03-26 10:50:52
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-03-26 10:24:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Jack Reacher (tom 23)

Analiza fenomenu książek Lee Childa z Jackiem Reacherem w roli głównej jest czynnością dosyć bezcelową. Bo ci, którzy są fanami cyklu (w tej grupie ja!) nie potrzebują takich analiz, każdy argument ⹂za” uznając za tak oczywisty, że aż nie warto o nim mówić. Ci zaś, którzy tego typu powieści sensacyjne omijają szerokim łukiem, pewnie nie bardzo dadzą się przekonać żadnym rekomendacjom,... Analiza fenomenu książek Lee Childa z Jackiem Reacherem w roli głównej jest czynnością dosyć bezcelową. Bo ci, którzy są fanami cyklu (w tej grupie ja!) nie potrzebują takich analiz, każdy argument ⹂za” uznając za tak oczywisty, że aż nie warto o nim mówić. Ci zaś, którzy tego typu powieści sensacyjne omijają szerokim łukiem, pewnie nie bardzo dadzą się przekonać żadnym rekomendacjom, bezlitośnie wypunktowując wszystkie słabości kreacji głównego bohatera i fabuły (cóż, ich strata). No, ale żeby ten post nie skończył się, zanim się zaczął i żebym miała okazję jeszcze trochę ⹂pobyć” z najnowszym Jackiem Reacherem - oto moja relacja z kilku godzin spędzonych na lekturze ⹂Czasu przeszłego”.
Po pierwsze - fabuła. Niby taka sama, jak zawsze, czyli: Jack Reacher wysiada z autobusu albo z samochodu, który go gdzieś podwozi, wstępuje na kawę do lokalnej restauracji i zupełnym mimochodem wplątuje się w jakąś aferę, która natychmiast staje się jego problemem… Ale jednak w ⹂Czasie przeszłym” jest trochę inaczej. Bo Jack Reacher tym razem ma konkretny cel podróży. Jest nim miasteczko Laconia, w którym urodził się i wychował jego ojciec. Wydaje się więc początkowo, że najnowsza powieść Childa będzie poświęcona odkrywaniu przeszłości rodziny Jacka, co poniekąd sugeruje już sam tytuł. Piszę ⹂wydaje się”, bo czytelnik (to znaczy ja) szybko przestaje skupiać główną uwagę na tajemnicach z życia Stana Reachera. Dużo ciekawsze okazuje się śledzenie wątku równoległego, czyli perypetii Penny i Shorty’ego, dwójki młodych Kanadyjczyków, którzy jadą na Florydę, żeby zacząć tam nowe życie. Jednak ich stara honda odmawia posłuszeństwa, więc zatrzymują się w motelu położonym w odludnym miejscu w otoczeniu lasów. Kilka kilometrów dzieli ich od najbliższego miasteczka, którym jest (oczywiście!) Laconia. W ten sposób Child zaznaczył, że wcześniej czy później Penny i Shorty spotkają Jacka Reachera. Albo i nie… Bo Jack okazuje się bardzo zajęty zapełnianiem białych plam w historii ojca, a młodym Kanadyjczykom zaczyna zagrażać śmiertelne niebezpieczeństwo.
Kojarzycie amerykańskie kino klasy B z późnych lat 80.? Horrory, w których grupka licealistów podczas jakiegoś obozu wędrownego trafia do chatki na odludziu zamieszkiwanej przez dziwnych właścicieli? Naiwnych młodych ludzi, którzy zaczynają jedno po drugim znikać? Przypomnijcie sobie (albo wyobraźcie) nastrój tamtych opowieści, tę grozę narastającą w miarę jak mili gospodarze zmieniają się w psychopatów, to poczucie zaciskającej się pętli, znalezienia się w pułapce bez wyjścia… Dokładnie taki sam nastrój zaczyna towarzyszyć czytelnikowi, którego coraz bardziej wciąga historia Penny i Shorty’ego, tajemniczego hotelu prowadzonego przez czterech mężczyzn i coraz dziwniejsze rzeczy, które tam się dzieją. Bo najpierw samochód Kanadyjczyków zostaje całkowicie unieruchomiony (nie mogą więc się wydostać z hotelu na odludziu) i chociaż właściciel obiecuje sprowadzić pomoc, jednak okazuje się, że kłamie. Potem Penny i Shorty podejrzewają, że są podsłuchiwani i podglądani. Wreszcie czytelnik dowiaduje się, że dziewczyna i chłopak zostali wybrani, i choć jeszcze nie wie do czego, to podejrzewa, że na sto procent nie do nagrody dla najlepszego gościa hotelowego. A gdy w dodatku na miejsce akcji zaczynają przyjeżdżać tajemniczy mężczyźni, przywożąc ze sobą olbrzymie pieniądze i specjalistyczny sprzęt do polowań, atmosfera staje się tak gęsta i złowroga, że obgryzanie paznokci podczas lektury wydaje się jedynym rozsądnym wyjściem.
No, dobrze, gdzie w takim razie jest Jack Reacher? W tym sęk (i duży plus) fabuły, że ciągle zajmuje się swoimi sprawami. Które w sumie też są dość ciekawe, ale gdzie im tam do tego, co dzieje się kilka kilometrów dalej. Jednocześnie Child jakby ciągle bawił się z czytelnikiem, sprawiając, że drogi Reachera prawie, prawie przecinają się z drogami osób z hotelu: a to okazuje się, że prowadzi go jego daleki kuzyn Mark Reacher, więc jeśli chciałby dowiedzieć się czegoś o swoich przodkach, to może go zapytać (może więc wreszcie pojawi się w hotelu i zainteresuje tym, co się tam dzieje…), a to widzi na drodze lawetę, której kierowca dziwnie się zachowuje, budząc podejrzliwość Jacka (może więc w końcu zainteresuje się tym, co dzieje się na mało uczęszczanej drodze w pobliżu Laconii).
Czekanie na to, aż Jack wreszcie się zainteresuje, jest równie angażujące jak trzymanie kciuków za Penny i Shorty’ego.
No, właśnie. Bo po drugie - atutem ⹂Czasu przeszłego” jest oczywiście Jack Reacher. Od razu muszę zaznaczyć, że gdy ktoś zetknie się z nim po raz pierwszy właśnie w tej ostatniej książce, nie dostrzeże całego wachlarza cech, które zostały wyraźnie opisane w poprzednich częściach cyklu Childa o Reacherze, a które sprawiają, że po prostu nie można go nie kochać. Zawsze w drodze, ale bez bagażu (oprócz, oczywiście, szczoteczki do zębów), bez prawa jazdy, bez konta bankowego. Jedynie z kodeksem moralnym, który nie zabrania mu co prawda pozbawiać życia, ale zawsze w obronie słabszych...

więcej na: https://wypozyczone.blogspot.com/2019/03/komu-bohatera.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
37 20 138
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (2)

zgłoś błąd zgłoś błąd