Biegnąc_pod_wiatr 
kobieta, Reda, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Samotna
    Samotna
    Autor:
    Snajper policji stanowej Massachusetts Bobby Dodge obserwuje przez lunetę tragiczne wydarzenia w pobliskim domu. Uzbrojony mężczyzna... zabarykadował się w nim z żoną i dzieckiem. Mierzy do nich z...
    czytelników: 1901 | opinie: 91 | ocena: 6,93 (765 głosów) | inne wydania: 3

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-21 09:33:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Drzewo przetrwania. Ucieczka z 82. piętra" to książka, które wywołała we mnie falę różnych emocji. Od płaczu, po zachwyt, podziw i lęk.

Leokadia Głogowska rzuca mimochodem zdanie:

"A wie pan, że 11 września 2001 roku byłam w jednej z wież World Trade Center i Pan Bóg mnie ocalił?" Str. 10

Jego odbiorcą jest Jaromir Kwiatkowski, dziennikarz, który zgodził się podwieźć nieznajomą kobietę i...
"Drzewo przetrwania. Ucieczka z 82. piętra" to książka, które wywołała we mnie falę różnych emocji. Od płaczu, po zachwyt, podziw i lęk.

Leokadia Głogowska rzuca mimochodem zdanie:

"A wie pan, że 11 września 2001 roku byłam w jednej z wież World Trade Center i Pan Bóg mnie ocalił?" Str. 10

Jego odbiorcą jest Jaromir Kwiatkowski, dziennikarz, który zgodził się podwieźć nieznajomą kobietę i jej męża na rekolekcje.

Tak zaczyna się ich wspólna podróż, już nie ta fizyczna, ale do czasu, gdy Leokadia znajdowała się na 82. piętrze wieży WTC 11 września 2001 roku. I w nadzwyczajny sposób udało jej się przeżyć.

Można wierzyć w przypadki i nie ufać na tyle Bogu, by twierdzić, że może On prowadzić nas przez życie i namacalnie do nas mówić. Nie można jednak dyskutować z doświadczeniem Leokadii Głogowskiej.

Zwykle ubierała do pracy szpilki, tym razem „czuła”, że ma założyć płaskie sandały. Podczas ucieczki z WTC nie pozwalano na zdejmowanie obuwia (ze względu na szkło). Koleżanki Głogowskiej, które uciekły w szpilkach do dziś walczą z problemem zerwanych ścięgien…

Syn kobiety sprawiał ogromne problemy wychowawcze, ta błagała Boga by pomógł jej coś zrobić. Obudziła się w nocy z przekonaniem, że mają go odesłać do Polski. To był początek wielkiego przełomu dla całej rodziny. Przełomu, który trwale zmienił ich życie.

Podczas ataku na WTC najspokojniejszy mężczyzna w biurze zaczął krzyczeć, że należy uciekać. Jak mówi kobieta – krzykaczy by nie posłuchała. Z głosem tego mężczyzny nie można było dyskutować.

W dniu ataku w Polsce odprawiono mszę świętą dziękczynną za uratowanie kobiety – kilka dni wcześniej udało jej się wydostać z urwanej windy, która spadała w dół.

To wszystko można nazwać przypadkiem, można widzieć w tym działanie Boga.

Dla mnie niesamowite jest jednak to, że kobieta potrafiła usłyszeć i zobaczyć to, co pomogło jej wydostać się z koszmaru.

To nie tylko opowieść o złu, które ją spotkało. To książka pełna nadziei, w której przebija się miłość, oddanie i głębokie relacje. Płakałam czytając jak zareagował mąż kobiety, gdy po 4 godzinach od ataku usłyszał głos żony.

Wzruszałam się czytając jak Głogowska opowiada historię swojego syna i jego przemiany.

A nade wszystko podziwiałam… Leokadia Głogowska ma w sobie miłość. Czuć to w każdym zdaniu, które wypowiada. Nie tłumaczy Boga, ale Mu ufa. Nie obwinia ludzi, ale stara się widzieć w nich dobro (opisała m.in. dziewczynkę i jej mamę, które stały na chodniku i podawały przechodniom papierowy ręcznik, by ci mogli przetrzeć twarz z kurzu).

Dlaczego właśnie ona ocalała? Jak wpłynęło to na jej życie?

Dziś kobieta oprowadza wycieczki po miejscu katastrofy. Mówi coś, co bardzo mocno mnie dotyka:

"Pewnie to, co zawsze powtarzam podczas moich wycieczek: żebyśmy nie patrzyli na wydarzenia 11 września przez pryzmat nienawiści. Że każdy człowiek może mieć w swoim życiu „płonącą wieżę”, sytuację, kiedy wydaje mu się, że wszystko się wali. Ale jeżeli masz wiarę, czego życzę każdemu, to wyjdziesz z najtrudniejszych doświadczeń. Jeżeli nie, proś Boga o łaskę wiary. Mów Mu o tym codziennie, wytrwale pukaj do Niego. W końcu Pan Bóg da ci namacalny dowód, że jest i działa. I nie zapominaj o tym, że miłość i dobroć zawsze zwyciężają. Tylko one mogą uratować świat". Str. 152

Tytułowe drzewo, grusza, która rosła przy WTC i która w przedziwny sposób również przetrwała katastrofę oraz historia Leokadii Głogowskiej są warte tego by je poznać. Zobaczyć całą sytuację oczami osoby, która bardzo wiele przeżyła. Ta opowieść wzrusza i pobudza serce.

Rozmowa, która przeprowadzona jest tak, że czułam się jej uczestnikiem. Zaparz sobie duży kubek kawy i posłuchaj tej opowieści… Nic nie będzie już takie jak wcześniej…

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/11/14/drzewo-przetrwania-ucieczka-z-82-pietra/

pokaż więcej

 
2018-11-21 09:30:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Ranczo Staffordów (tom 2)

Lubisz powieści, które zaskakują, wciągają i sprawiają, że chce się iść do przodu mimo przeciwności losu? Ja uwielbiam!

Dom na farmie był dla mnie niesamowitą wędrówką przez zawiłe ludzkie losy. To druga część z serii Ranczo Staffordów. Jeśli nie czytałeś pierwszej części, zachęcam. Możesz sięgnąć tylko po Dom na farmie – mimo, że obie powieści łączą miejsce, bohaterowie i niektóre historie –...
Lubisz powieści, które zaskakują, wciągają i sprawiają, że chce się iść do przodu mimo przeciwności losu? Ja uwielbiam!

Dom na farmie był dla mnie niesamowitą wędrówką przez zawiłe ludzkie losy. To druga część z serii Ranczo Staffordów. Jeśli nie czytałeś pierwszej części, zachęcam. Możesz sięgnąć tylko po Dom na farmie – mimo, że obie powieści łączą miejsce, bohaterowie i niektóre historie – są to odrębne opowieści, mogą istnieć bez siebie.

Wiedziałam, że styl autorki jest wciągający i budzący refleksję. Nie spodziewałam się jednak, że tak zafascynuje mnie postać terapeutki, Elsy.

Kobieta przepełniona bólem po stracie, z powodu której żyje w nieustannym poczuciu winy. Zaszyta w domku w lesie, nie chce wyjść mentalnie i fizycznie ze swojej bezpiecznej kryjówki. Aż do czasu, gdy poznaje ojca dwóch małych dziewczynek, które porzuciła matka…

Nick chciał pokazać ojcu jak stworzyć dobrą rodzinę, której on sam nie miał. Niestety mimo usilnych starań, żona odeszła, zostawiając go z dwójką małych dzieci. Starsza dziewczynka mocno przeżywa porzucenie przez matkę – zostaje zmuszona do wizyty u ekscentrycznej terapeutki i nauki w trakcie wakacji, by dostać promocję do następnej klasy.

Jak potoczą się losy zagubionych dzieci i dorosłych, którzy sami nie potrafią oddychać pełną piersią? Co może przynieść im uzdrowienie? Czy Nick wybaczy ojcu jego dawne winy? Co zrobi mężczyzna, gdy była żona ponownie pojawi się w jego życiu?

Nie jest to historia błaha – o odejściu i powrotach dwojga zagubionych ludzi. To opowieść o całej rodzinie, która uczy się żyć z sobą i dla siebie. Nauka zaufania, akceptacji, spojrzenia ponad siebie – wiele cennych wartości wsadzonych w nietuzinkowe osobowości przedstawionych postaci.

Postać terapeutki budziła mój zachwyt i wiele cennych refleksji – kobieta uczy się żyć od nowa, każdego dnia. Powstając jak feniks z popiołów, pokazuje swoją historią, że warto żyć, walczyć, wierzyć. Wiele razy utożsamiałam się z tą postacią, co wypełniało moje serce paletą uczuć.

Historia mieszkańców pięknej farmy, której barw możemy dotknąć namacalnie oczami wyobraźni – autorka jest mistrzem pokazania świata w taki sposób, że widzi się go czytając. Dla mnie była to idealna wędrówka przez serca, zranienia, miejsca, dusze. Doskonały sposób na spędzanie jesiennych wieczorów – polecam!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/11/21/dom-na-farmie-powiesc-o-odzyskanym-zyciu/

pokaż więcej

 
2018-11-10 13:59:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Jakiś czas temu czytałam książkę "Namaszczenie Debory", dziś przyszedł czas na inną wspaniałą kobietę – Esterę.

Obie książki wydane są w podobnym tonie i napisane przez tę samą autorkę, Michelle McClain-Walters. Kobieta od wielu lat prowadzi szkoły prorocze, ucząc słuchania Bożego głosu. To widać i czuć czytając jej książki – są pełne pasji, zaangażowania, doświadczenia, wiary.

Historia...
Jakiś czas temu czytałam książkę "Namaszczenie Debory", dziś przyszedł czas na inną wspaniałą kobietę – Esterę.

Obie książki wydane są w podobnym tonie i napisane przez tę samą autorkę, Michelle McClain-Walters. Kobieta od wielu lat prowadzi szkoły prorocze, ucząc słuchania Bożego głosu. To widać i czuć czytając jej książki – są pełne pasji, zaangażowania, doświadczenia, wiary.

Historia Estery jest niezwykła, choć wiele osób może nie znać jej dokładnie… Jako sierota, została przygarnięta przez wuja i zabrana na pałac króla, do jego haremu. Tam przygotowywano ją do bycia jego nałożnicą, jedną z wielu do wyboru. To było coś, co mogło zmiażdżyć serce młodej żydówce, która nie o takim życiu marzyła…

Kobieta gwałcona wielokrotnie przez króla, jest mu poddana. Ryzykuje własnym życiem by ratować swój naród przed planami Hamana, pozyskuje przychylność władcy.

Jaki dokonał się w niej przełom, że z wygodniej pozycji królowej, narażała siebie, by ratować innych? Co było w jej sercu, że pościła i prosiła o post innych w ważnej dla siebie sprawie?

Ta książka nie jest zwykłą biografią. To opowieść o każdej z nas. O zdeptanych marzeniach, niespełnionej roli i poszukiwaniu drogi jakiej chce dla nas Bóg.

Autorka w bardzo prosty, a zarazem głęboki sposób pokazuje, że każda kobieta została stworzona do wielkich rzeczy i że zostanie poprowadzona ze swojej doliny, swoich traum do zwycięstwa. Nie są to suche frazesy, ale głęboka refleksja nad sercem, które poszukuje.

Książka pokazuje kiedy i jak słuchać Bożego głosu by wyruszyć w odpowiednim czasie, miejscu i we właściwą stronę. Autorka daje konkretne wskazówki, modlitwy, świadectwa – pobudza nie tylko umysł, ale i serce, budząc pragnienie realizowania misji, która być może nie została jeszcze przeze mnie odkryta.

Urzekł mnie rozdział poświęcony… zapachowi. Jaka jest siła moich perfum? Czym pachnę? Estera była wiele miesięcy namaszczana olejami, by jej zapach spodobał się królowi. Jakim zapachem ja się charakteryzuję i czy moje piękno widać na zewnątrz?

"Buteleczki na perfumy występują w wielu pięknych kształtach i kreatywnych wzorach. Reprezentują one zewnętrzny wygląd kobiet. Jednak dobrze wiemy, że możemy nabyć przepiękny flakonik, który kryje w środku okropne perfumy. Czy zdarzyło ci się kupić bardzo drogie perfumy, które, jak się później okazało w domu, w ogóle nie pasowały do chemii twojego ciała i pachniały wręcz okropnie? Podobnie korzeń gorzkości zanieczyszcza aromat kobiety. Wtedy jej podejście i reakcja na sytuacje wydziela odrażającą woń, która sprawia, że wiele osób zostaje nią zanieczyszczonych.
Cierpienie nie czyni automatycznie kogoś mocniejszym lub lepszym. To, jak odpowiadasz na cierpienie, determinuje, czy zranienie uczyni cię lepszą, czy jeszcze bardziej zgorzkniałą osobą". Str. 50

Dlaczego tak ważne w naszym życiu są modlitwa, post czy wyrzeczenie się ducha sieroctwa? Jaki ma to związek z realizacją własnego powołania i odnalezienia tożsamości?

Czy potrafisz iść odważnie tam, gdzie posyła cię Bóg? Może jeszcze nie wiesz gdzie jest twoje miejsce? Autorka przeprowadza czytelniczkę przez etapy poszukiwania siebie w Bogu tak by iść odważnie, śmiało, pisząc dekret własnego życia na nowo. Pokazuje przeszkody jakie możemy napotkać i uczy, jak je pokonać.

Namaszczenie Estery to książka pełna nadziei dla każdej z nas. Nie jest to feministyczny manifest, ale pokazanie, że kobiety są powołane do rzeczy wielkich i ważnych. Jest zeszytem pełnym wskazówek, jak tę drogę mądrze obrać i z niej nie uciec. Jest źródłem inspiracji, modlitwy, spełnienia. Polecam tę lekturę każdej kobiecie, bez względu na to na jakim etapie życia się teraz znajduje.

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/11/10/namaszczenie-estery-michelle-mcclain-walters/

pokaż więcej

 
2018-11-10 13:55:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Obietnice poranka" to najdłuższa powieść, jaką czytałam w ostatnim czasie – 504 strony, które tak mocno mnie wciągnęły, że pochłonęłam je w trzech turach. Opowieść, której najchętniej w ogóle bym nie odkładała.

Carrie Turansky stworzyła historię osadzoną w Anglii, wiele lat temu. W miejscu i czasie, gdzie obowiązywały normy i konwenanse, które dziś nie mają już racji bytu. Dodała dużo...
"Obietnice poranka" to najdłuższa powieść, jaką czytałam w ostatnim czasie – 504 strony, które tak mocno mnie wciągnęły, że pochłonęłam je w trzech turach. Opowieść, której najchętniej w ogóle bym nie odkładała.

Carrie Turansky stworzyła historię osadzoną w Anglii, wiele lat temu. W miejscu i czasie, gdzie obowiązywały normy i konwenanse, które dziś nie mają już racji bytu. Dodała dużo ludzkiego bólu i poszukiwań siebie, wplatając w to historię… zabójstwa, a może nieszczęśliwego wypadku?

To opowieść niepozorna. Margaret pracuje z babcią w sklepie z kapeluszami. Jest opiekunką młodszej, sześcioletniej siostry. Tylko one dwie uratowały się z tonącej łodzi. Kobiety ledwo wiążą koniec z końcem. Niespodziewanie do miasteczka, w którym żyją wraca przyjaciel z dzieciństwa, Nathaniel.

Dlaczego chłopak nie pojawił się na pogrzebie jej bliskich i nie pomógł, gdy rodzice mężczyzny odesłali ją i małą siostrę do Szkocji? Dlaczego ją porzucił i nie stanął w obronie, gdy ją krzywdzono? Co stanie się po jego powrocie?

To opowieść o głębokich ranach zadanych przez życie. Z jednej strony utraty najbliższych (i to na oczach dziewczyny!), z drugiej utrata domu, przyjaciela, poczucie beznadziei i osamotnienia. A w tym wszystkim porzucenie marzeń, ze względu na niski status społeczny i materialny.

Co musi się stać by serce dziewczyny otworzyło się na przebaczenie i przyjęcie pomocy od zamożnego przyjaciela z dzieciństwa? Czy dziewczyna musi stracić wszystko, by móc odnaleźć siebie?

To historia trudna, ale bardzo mądra. Głębokie wartości pokazane są w bardzo przejmujący i przystępny sposób. Opowieść bardzo mnie wciągnęła, budziła refleksję, masę uczuć.

Historia kryminalna, która pojawiła się w tle i staje się ogniem zapalnym w przyjaźni bohaterów, skonstruowana jest po mistrzowsku! Nie spodziewałam się, że potoczy się w taki, a nie inny sposób. Wiele kłamstw, intryg, ale czy morderstwo? Może nieszczęśliwy wypadek?

Jeśli szukasz intrygującej powieści z wartościami i walką duchową w tle – polecam. Nie zawiedziesz się z pewnością. Nastaw się proszę, że nie uda ci się łatwo oderwać od lektury, jest fenomenalna!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/11/08/obietnice-poranka-carrie-turansky/

pokaż więcej

 
2018-10-23 13:16:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Planowałam pisać w październiku o kobietach i dla kobiet. Szukałam dobrych książek i wiele cennych znalazłam. Ta jednak przekroczyła moje wyobrażenia…

O kim mówi się KECHARITOMENE?

Ks. Dominik Chmielewski SDB, nazywany w różnych miejscach „wariatem Maryi” pisze o Tej, która ma ogromny wpływ na świat, o Tej, która jest Pełna Łaski.

Przyznaję, że mimo tego, że czytałam wiele publikacji...
Planowałam pisać w październiku o kobietach i dla kobiet. Szukałam dobrych książek i wiele cennych znalazłam. Ta jednak przekroczyła moje wyobrażenia…

O kim mówi się KECHARITOMENE?

Ks. Dominik Chmielewski SDB, nazywany w różnych miejscach „wariatem Maryi” pisze o Tej, która ma ogromny wpływ na świat, o Tej, która jest Pełna Łaski.

Przyznaję, że mimo tego, że czytałam wiele publikacji dotyczących Matki Bożej, różańca czy pobożności maryjnej, czegoś takiego wcześniej nie widziałam…

Autor używa specyficznego języka – nic dziwnego, skoro mówi o „niezwykłym podręczniku walki duchowej”. Przyznaję, że chwilę trwało zanim weszłam w tryb myślenia i mówienia autora. Mimo, że słuchałam wcześniej jego konferencji w sieci – książka jest inna. Zdecydowanie różni się od tych, które miałam szansę poznać wcześniej.

Nie jestem w stanie dokładnie uchwycić tej różnicy – czytałam przecież takich klasyków jak św. Ludwik Grignion de Montfort, jednak książka napisana przez salezjanina jest wyjatkowa…

Dlaczego?

Napisana bardzo współcześnie i bardzo wprost. Zaskoczona byłam niejednokrotnie szczerością i bezpośredniością autora. Jednocześnie wiele w niej odniesień do mistyków i świętych. Można by rzec – najlepszy podręcznik o Matce Bożej? Śmiem twierdzić, że można…

Kto oczekuje w tej książce kaznodziejskiego tonu z przewielebnej ambony – zawiedzie się. Słowa ks. Dominika przeszywają serce swoją autentycznością i prostotą. Gdy człowiek jest naprawdę zakochany, potrafi opowiadać niezwykle o obiekcie swojej miłości – tak jak zakonnik o KECHARITOMENE…

O czym w zasadzie jest ta książka?
Autor zaczyna od podstaw – mówi o sensie i głębokości relacji jaką może dać modlitwa różańcowa. Opisuje odniesienia znajdujące się w Biblii dotyczące Maryi. Mówi wiele o życiu duchowym i tym, co mu realnie zagraża. A w tym wszystkim w pewien sposób wskazuje na Maryję, jaką na Tę, która zawsze prowadzi do relacji z Bogiem.

"Niestety, często ograniczamy się jedynie do tzw. klepania paciorków i mówienia do Boga pustych słów, ale nie łączymy się w tych modlitwach z Jego Sercem. A to dlatego, że problem staje się tak wielki, że zakrywa nam samego Boga i sam problem staje się naszym bogiem". str. 131

Autor obrał sobie pewien cel: by człowiek mógł poznać Maryję i się w Niej rozkochać, oddychać Jej obecnością. Czy w dzisiejszym świecie jest to w ogóle możliwe?

Moja relacja z Maryją ewoluuje od jakiegoś czasu. Dawniej zupełnie mi obca, dawała się poznać przez ostatnie kilka miesięcy coraz bardziej. Po lekturze tej książki stało się jednak coś jeszcze – to co miałam od jakiegoś czasu w głowie, przedostało się do serca.

Księże Dominiku, zaraziłeś mnie i mam nadzieję, że ta miłość, która się we mnie rozpala, nie zagasi się byle podmuchem…

Ta książka to podręcznik zaufania, wiary i rozeznawania. Zdziwi się ten, kto spodziewa się nudnych opisów. Autor odwołuje się do zwykłego, codziennego życia i pokazuje, że można np. inaczej reagować na swój ból i problemy, że można być pełnym pokoju, gdy świat wokół się wali. Nie jest to tylko teoria wyssana z jego wyobrażeń – mam wrażenie, że bardziej życiowo i konkretnie nie da się ująć pewnych tematów.

Autor jednak nie idealizuje świata – opowiadając o swoim doświadczeniu trenowania sztuk walki mówi wprost o tym, że stanięcie w walce wiąże się z odbieraniem ciosów.

"Z chwilą, gdy staniesz do walki, szatan wszelkimi sposobami będzie tłamsił twoją duszę i sączył do twojego serca jak najwięcej zwątpienia, niewiary, bezsilności i poczucia odrzucenia przez Boga. Gdzieś tam, w głębi duszy, będzie ci podstępnie podpowiadał, że Bóg cię nie słucha – normalna rzecz w walce. Po prostu trzeba to zaakceptować – tak będzie. Twoim zadaniem jest jednak nie ulec tym podszeptom, ty masz widzieć jedno – zwycięstwo, które Jezus już osiągnął w sprawie, o którą walczysz". Str. 176

Książka kończy się krótkim wywiadem z zakonnikiem oraz propozycją modlitwy.

Komu nie polecam tej książki?

Nie radzę brać jej do rąk osobom, które nie chcą poznać Maryi i zobaczyć jak jest Pełna Łaski i jakie to ma odniesienie do mojego życia – ta książka może poprzewracać zupełnie twoje wyobrażenia.

Komu bym ją podarowała?

Wszystkim… Wierzącym i niewierzącym – nie po to by ich nawracać. Warto poznać historię miłości, która porusza, dotyka i przemienia.
Polecam każdemu kto chce świadomie stawać do duchowej walki – ks. Dominik nie przesadził mówiąc, że ta książka może być pewnego rodzaju przewodnikiem…
Polecam każdemu, kto chce poznać Pełną Łaski KECHARITOMENE. Ostrzegam jednak, że po tej lekturze może nie być już w twoim życiu tak jak wcześniej…

pokaż więcej

 
2018-10-23 13:08:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Kwiaty Edenu (tom 3)

Uwielbiam czytać książki, w których odnajduję kawałek siebie…

"Pośród róż" Myry Johnson to właśnie taka powieść – jednocześnie lekka i poważna. Wartościowa i budząca zdziwienie. Idealna dla złapania kilku chwil oddechu w codzienności!

"Pośród róż" to trzecia powieść z serii Kwiaty Edenu, lecz pierwsza, którą miałam okazję przeczytać. Mimo, że powieści łączą bohaterowie – każda z nich tworzy...
Uwielbiam czytać książki, w których odnajduję kawałek siebie…

"Pośród róż" Myry Johnson to właśnie taka powieść – jednocześnie lekka i poważna. Wartościowa i budząca zdziwienie. Idealna dla złapania kilku chwil oddechu w codzienności!

"Pośród róż" to trzecia powieść z serii Kwiaty Edenu, lecz pierwsza, którą miałam okazję przeczytać. Mimo, że powieści łączą bohaterowie – każda z nich tworzy oddzielną historię i czytelnik nie będzie się czuł zagubiony zaczynając – podobnie jak ja – od części ostatniej.

Rose – jak tytułowa róża jest piękna i …kłująca. Odziedziczając farmę po dziadku za wszelką cenę próbuje udowodnić sobie i wszystkim dookoła, że jest zdolna utrzymać wszystko sama oraz zadbać o siebie i gospodarstwo. Okazuje się jednak, że nie jest to takie łatwe – wokół krążą głodni i niebezpieczni włóczędzy, a w sercu Rose toczy się wewnętrzna walka…

Caleb radzi sobie gorzej od kobiety – przejął farmę po zmarłym ojcu i musi ją opuścić – nie potrafi odpowiednio się nią zająć, a długi jego i matki pogrążonej w apatii rosną… Mężczyzna szuka pracy dalej od domu. Jest jednak pewien problem – musi zostawić ukochaną Rose, o której serce zaciekle walczy.

Nie jest to tylko opowieść o miłości dwójki farmerów. To historia ich wewnętrznych zmagań i trosk. To opowieść prowadząca do ich lęków, marzeń, pragnień i niedostatków.

Książka niezwykle wciąga i mimo, że z pozoru czyta się ją bardzo lekko – niesie za sobą wiele cennych myśli.

Rose zostaje napadnięta, jej siostra nie chce dziecka, które nosi pod sercem… Farmerka przyjmuje pod swój dach głodnego włóczęgę. Każdy z bohaterów wnosi do powieści niepowtarzalny zestaw myśli, wrażeń, zwątpień…

Czy warto za wszelką cenę obstawiać przy swoim, chcąc udowodnić sobie i światu swoją wartość? Ile jest w stanie znieść odtrącony mężczyzna? Co potrafi zrobić kobieta walcząc o samorealizację?

Wiele głębokich refleksji budziło się we mnie podczas tej – niby – lekkiej lektury.

To jedna z tych historii, które pokazują jak na dłoni serce i psychikę człowieka, który szuka siebie, drugiego człowieka i Boga. To opowieść pod wieloma względami warta tego, by sięgnąć po nią w jesienny wieczór. Nie zawiedziesz się, zapewniam!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/10/10/posrod-roz-myra-johnson/

pokaż więcej

 
2018-10-23 13:04:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Copper Creek (tom 1) | Seria: Copper Creek

"Brzoskwiniowy świt" autorstwa Denise Hunter to kolejna powieść wydana przez Wydawnictwo Dreams, która budzi umysł do rozwiązania zagadki i serce do patrzenia na zranienia, obawy bohaterów i ich poszukiwania Boga…

Akcja toczy się głównie wokół Zoe Collins, kobiety która ucieka przed złem, tajemnicami, przed samą sobą. Poznajemy bohaterkę, gdy pojawia się na pogrzebie ukochanej babci, której...
"Brzoskwiniowy świt" autorstwa Denise Hunter to kolejna powieść wydana przez Wydawnictwo Dreams, która budzi umysł do rozwiązania zagadki i serce do patrzenia na zranienia, obawy bohaterów i ich poszukiwania Boga…

Akcja toczy się głównie wokół Zoe Collins, kobiety która ucieka przed złem, tajemnicami, przed samą sobą. Poznajemy bohaterkę, gdy pojawia się na pogrzebie ukochanej babci, której nie widziała kilka ostatnich lat. Dlaczego? Tego dowiadujemy się z każdym kolejnym rozdziałem…

Poznając historię kobiety (przeszłość i teraźniejszość początkowo mieszają się), widzimy jak toczyły się jej losy.

Śmierć matki, nadopiekuńczy ojciec, który za wszelką cenę stara się by dziewczyna żyła tak jak on sobie tego życzy. Brat – obrońca i jego przyjaciel, który zakochuje się w bohaterce.

Wiele postaci, wszystkie jednak składają się na spójną całość i świetnie skrojoną historię. Opowieść trochę słodko – gorzką, choć wydawać by się mogło, że Zoe nie spotka w życiu nic dobrego…

Nieudany, toksyczny związek. Porzucona miłość. Nieślubne dziecko. Apodyktyczny ojciec. Czy kobieta będzie w stanie podźwignąć się po ciosie, jaki dostała od życia, gdy zmarła jej babcia?

Czy w tym wszystkim jest miejsce na miłość, zaufanie, wiarę? Czy bohaterka przyjmie spadek po babci i będzie potrafiła zająć się podupadającym sadem i sprzedażą brzoskwiń? Poznajemy dylematy Zoe, wchodząc niejako w jej myśli.

Nie jest to najbardziej zaskakująca opowieść jaką czytałam. Lektura mija jednak szybko i bardzo wciąga. Pobudza do refleksji oraz patrzenia na historię człowieka, która go kształtuje w nieoczywisty sposób. Wiele wątków, wiele zranień, a wszystko podane w bardzo przystępny sposób. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim Bóg – ukryty i jednocześnie widoczny…

Polecam na zbliżające się długie, jesienne wieczory – lektura idealna do ciepłego kubka herbaty.

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/10/02/brzoskwiniowy-swit-denise-hunter/

pokaż więcej

 
2018-09-26 14:01:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dopóki biegnę (tom 2)

W marcu przeczytałam powieść "Dopóki biegnę", która wywołała we mnie falę wielu pozytywnych wrażeń. Bardzo czekałam na drugą część tej powieści i gdy tylko ją zobaczyłam, zabrałam się za lekturę.

Przyznaję, że oczekiwania wobec kolejnej części tej historii miałam ogromne. Terri Blackstock stworzyła niesamowite kreacje, wciągającą fabułę pełną perypetii i splotów wydarzeń. Czy moje oczekiwania...
W marcu przeczytałam powieść "Dopóki biegnę", która wywołała we mnie falę wielu pozytywnych wrażeń. Bardzo czekałam na drugą część tej powieści i gdy tylko ją zobaczyłam, zabrałam się za lekturę.

Przyznaję, że oczekiwania wobec kolejnej części tej historii miałam ogromne. Terri Blackstock stworzyła niesamowite kreacje, wciągającą fabułę pełną perypetii i splotów wydarzeń. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? I tak i nie.

Wielkim minusem tej części była dla mnie pewna przewidywalność… Główna bohaterka z każdej opresji wychodzi cało, kolejny i kolejny raz. Początek wydawał mi się trochę nużący, pomyślałam jednak, że to zamierzony zabieg – ci, którzy nie czytali pierwszej części spokojnie mogą sięgnąć tylko po drugą i z pewnością będą zorientowani w sytuacji głównych bohaterów.

Kreacje ich osobowości skrojone są po mistrzowsku! Wewnętrzne dylematy głównych postaci – Casey, Dylana i Keegana, ich zmagania ze swoją wizją życia i ratowania siebie (choć są skrajne różne, bo Casey ucieka, a Keegan poszukuje by zabić…). Wydawać by się mogło, że to zwykła powieść o morderstwie, poszukiwaniach, o życiu bohaterów. Jednak nie do końca tak jest…

To co najmocniej zachwyca mnie w tej historii to spojrzenie w ludzkie umysły, serca i dusze. Autorka stwarza kreacje wyjątkowe. Casey ucieka przed oskarżeniami o zbrodnie i natrafia na list pożegnalny męża i ojca. Chce go ratować, choć wie, że może skończyć się to jej złapaniem i ostatecznie śmiercią.

Dylan wierzy w niewinność kobiety – szuka jej, by pomóc. Czy ona uwierzy mu na tyle, by pozwolić zbliżyć się do siebie? Przecież wie, że nie wolno jej nikomu ufać, niejednokrotnie miała okazję się o tym przekonać.

Keegan jest zagrożony. Ma na koncie wiele zabójstw, kradzieży, romans – może stracić nie tylko pracę w policji, ale również to, co udało mu się zdobyć do tej pory. Jest jednak pewien problem – Casey, która wie kto zabił jej ojca.

Gdzieś pomiędzy jedną a drugą ucieczką kobiety pojawia się ból rozstania, depresja, stany lękowe, brak Boga. To wszystko opisane tak, że miałam wrażenie, iż wiem co czują bohaterowie. Byłam częścią tych wydarzeń.

Czy Casey uda się udowodnić swoją niewinność i wrócić do domu? Czy Dylan upora się ze swoim stresem pourazowym i zacznie sypiać bez koszmarów? Czy w policji zapanuje sprawiedliwość po latach terroru? Odsyłam do lektury – trzyma w napięciu do ostatniej strony!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/21/zanim-mnie-znajda/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:51:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Dom przy Foster Hill" to tak zaskakująca opowieść, że nie wyobrażam sobie ile trzeba mieć w sobie talentu, wyobraźni i kunsztu by taką historię stworzyć…

Kaine Prescott ucieka przed człowiekiem, który prawdopodobnie zabił jej męża. Czuje, że nikt nie wierzy jej słowom, gdy opowiada o przedmiotach w mieszkaniu, które zmieniają swoje miejsce, czy o żonkilach, które nagle pojawiają się w jej...
"Dom przy Foster Hill" to tak zaskakująca opowieść, że nie wyobrażam sobie ile trzeba mieć w sobie talentu, wyobraźni i kunsztu by taką historię stworzyć…

Kaine Prescott ucieka przed człowiekiem, który prawdopodobnie zabił jej męża. Czuje, że nikt nie wierzy jej słowom, gdy opowiada o przedmiotach w mieszkaniu, które zmieniają swoje miejsce, czy o żonkilach, które nagle pojawiają się w jej otoczeniu. Kupuje w ciemno dom przy Foster Hill, tak by uciec jak najdalej. Niestety niewiele jej to daje.

Co łączy stary, zniszczony dom z Ivy – praprababką Kaine?

Wiele wątków toczących się obok siebie. Autorka w fenomenalny sposób pokazuje dwie odrębne historie, które przeplatając się ze sobą, odkrywają przed nami kolejne tajemnice rodziny.

Tajemnice trudne – pełne bólu, śmierci, prześladowań.

Czy śmierć męża Kaine ma z tym jakiś związek? Jak kobieta po przejściach odnajdzie się w nowym, mrocznym miejscu z wieloma tajemnicami? Jaki związek będą miały z tym osoby napotkane przez nią przypadkowo przy Foster Hill?

Jaime Jo Wright jest mistrzem budowania napięcia! Na początku zachwycałam się stylem, w jaki pisze. Później fabułą i tym jak można stworzyć tak spójną, jasną historię z tyloma zwrotami akcji. Wielu bohaterów, wiele bólu, poszukiwań. Wszystko podane tak, że chce się więcej i więcej… To jedna z tych lektur, od których nie sposób się oderwać, dopóki nie pozna się rozwiązania zagadki – a ono samo jest niezwykle zaskakujące.

Wydawnictwo Dreams – dziękuję! Czułam się częścią wydarzeń w tym mrocznym świecie, w którym Kaine i jej praprababka tak bardzo szukały siebie, sensu, ukojenia bólu i Boga. Szukały, ale czy odnalazły? Zapraszam do lektury – obiecuję, że się nie zawiedziesz!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/12/dom-przy-foster-hill-jaime-jo-wright/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:45:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Chciejosztuczki" to zabawna historia z głębokim przesłaniem dla młodych czytelników. Choć skierowana jest do dzieci, wielu dorosłych mogłoby się z niej uczyć…

Adam Studziński w fenomenalny sposób obnaża taktyki marketingowe, którymi ulegamy – często bardzo nieświadomie. Niejednokrotnie wpadam w pułapkę super oferty, promocji, myślenia, że czegoś bardzo potrzebuję. Ile bardziej podatne są na...
"Chciejosztuczki" to zabawna historia z głębokim przesłaniem dla młodych czytelników. Choć skierowana jest do dzieci, wielu dorosłych mogłoby się z niej uczyć…

Adam Studziński w fenomenalny sposób obnaża taktyki marketingowe, którymi ulegamy – często bardzo nieświadomie. Niejednokrotnie wpadam w pułapkę super oferty, promocji, myślenia, że czegoś bardzo potrzebuję. Ile bardziej podatne są na to nasze dzieci?

Mania spotyka małego gnoma-uciekiniera. Stworek uciekł z pracy, bo zmuszany był do oszukiwania dzieci dla pieniędzy. Pokazuje dziewczynce jak ważne są relacje z rówieśnikami i jak można spędzać z nimi czas inaczej niż rozmawiając o ulubionych zabawkach.

Rusza z Manią na zakupy i krok po kroku zdradza jej techniki manipulacji – cena kończąca się na 99, najdroższy towar na wysokości oczu, przeceny, gratisy. To tylko kilka taktyk wykorzystywanych przez Chciejka, który wmawia innym, że muszą coś mieć.

Książka napisana jest w formie zabawnej, luźnej opowieści. Niesie za sobą wiele mądrych treści, przemycanych przez kolejne zabawne sytuacje Mani i gnoma ściganego przez inne stwory.

Może i nas ta lektura nauczy jak unikać dziecięcych krzyków przy półce z zabawkami, łapania się na złudne przeceny czy ulegania konsumpcjonizmowi. Opowieść choć napisana w formie bajki – jest bardzo mądra i merytoryczna.

Ta publikacja rozbawia, zadziwia i uczy. Czytając ją z synem rozmawialiśmy o tym, jak często sami ulegamy sztuczkom Chciejka. Czy można coś z tym zrobić? Myślę, że warto zacząć od lektury "Chciejosztuczek", do czego bardzo zachęcam!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/11/chciejosztuczki-i-inne-opowiesci-malej-mani/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:39:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Rezydencja Belmont (tom 1)

"Niezapomniane wrażenie" to idealny tytuł dla powieści, która trafiła ostatnio w moje dłonie…

Wydawnictwo Dreams dało mi ogromną dawkę emocji i możliwość wyruszenia w zaskakującą podróż razem z bohaterami stworzonymi przez Tamere Alexander.

Patrząc na tę powieść całościowo można by stwierdzić, że jest historią trzech osób, choć tak naprawdę pojawia się ich w książce dużo więcej.

Claire...
"Niezapomniane wrażenie" to idealny tytuł dla powieści, która trafiła ostatnio w moje dłonie…

Wydawnictwo Dreams dało mi ogromną dawkę emocji i możliwość wyruszenia w zaskakującą podróż razem z bohaterami stworzonymi przez Tamere Alexander.

Patrząc na tę powieść całościowo można by stwierdzić, że jest historią trzech osób, choć tak naprawdę pojawia się ich w książce dużo więcej.

Claire Laurent, kobieta, którą ojciec zmusza do fałszowania obrazów – najpierw pod pretekstem zarobienia na leczenie matki dziewczyny, później utrzymania. Mimo, że robi to wbrew sobie, jej przeszłość będzie powracać z bólem, wyrzutami sumienia i lękiem o przyszłość.

W pewnym momencie dziewczyna ucieka (czytałam tę część opowieści prawie na bezdechu!). Śpiąc w kościele poznaje przystojnego prawnika Suttona Monroego. Kto spodziewa się tutaj szybkiego romansu albo akcji grozy – zawiedzie się. Co ich połączy i dlaczego przeszłość dziewczyny sprawi, że ich relacja będzie naznaczona bólem?

Poznajemy też Adelicię Acklen, która wbrew oczekiwaniom Suttona daje bezdomnej dziewczynie pracę. To bardzo barwna i ciekawa postać, która ciągle mnie zaskakiwała. Kobieta, która opływa w luksusach, a jest na swój sposób biedna i bardzo pokrzywdzona przez los.

Historia z pozoru wydaje się błaha, ale taka nie jest. Akcja dzieje się w historycznej rezydencji Belmont, która wpływa na wszystkich bohaterów w niezwykły sposób.

Fabuła tej powieści była dla mnie zaskakująca. Autorka tak wykreowała bohaterów, że nie do końca wiedziałam czego można się po nich spodziewać. Opowieść trzymała w ciągłym napięciu i prawie 600 stron powieści pochłonęłam w kilka krótkich wieczorów.

Jedyną rzeczą, która była dla mnie trudna podczas lektury były zwroty grzecznościowe, których używali bohaterowie. Akcja dzieję się prawie 200 lat temu, w ówczesnych czasach obowiązywały konwenanse, z którymi nie stykam się na co dzień. Autorka wspaniale oddała to w języku jakim posługują się bohaterowie, choć przyznaję, że na początku musiałam mocno się do tego przyzwyczaić.

Niezapomniane wrażenie to opowieść, która wciąga i pobudza. Daje pole do refleksji, a odniesienia do Boga – spojrzenie na siebie przez pryzmat wiary i słów Biblii.

Mnie ta opowieść przekonała, polecam ją każdemu, kto lubi być zaskakiwany. To kawałek dobrej, wartościowej lektury – bez zbędnego patosu traktującej o wielkich ludzkich tragediach i moralnych dylematach z dużą domieszką historii, sztuki i piękna. Jest to pierwszy tom z serii Rezydencja Belmont – mam wielką ochotę przeczytać kolejne!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/01/niezapomniane-wrazenie-powiesc-z-bogiem-w-tle/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:31:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Nie ma idealnej formy modlitwy dla wszystkich ludzi. Inna wrażliwość, duchowość, patrzenie na świat potrzebują często innych form spotkania z Bogiem. Jedno jest jednak pewne – modlitwa to nie tylko mówienie, ale również słuchanie – coś, czego nieustannie się uczę i odkrywam na nowo.

Sięgnęłam ostatnio do książki "Modlitwa. Jak usłyszeć Boży" głos z Wydawnictwa Koinonia. Jestem nią…sama nie...
Nie ma idealnej formy modlitwy dla wszystkich ludzi. Inna wrażliwość, duchowość, patrzenie na świat potrzebują często innych form spotkania z Bogiem. Jedno jest jednak pewne – modlitwa to nie tylko mówienie, ale również słuchanie – coś, czego nieustannie się uczę i odkrywam na nowo.

Sięgnęłam ostatnio do książki "Modlitwa. Jak usłyszeć Boży" głos z Wydawnictwa Koinonia. Jestem nią…sama nie wiem. Zachwycona to niezbyt trafne określenie. Jestem po tej lekturze głodna. Pokazała mi moje braki, tęsknoty i pragnienia. Zobaczyłam jak bardzo chciałabym słyszeć Tego, który jest nieodłączną częścią mojego życia i mnie samej.

Dave i Linda Olson opowiadają o swoim doświadczeniu modlitwy. Uczyli się słuchać, potykając się na tej drodze niejednokrotnie i patrząc na owoce swoich zmagań. Przyszedł jednak czas, gdy stali się nauczycielami tego jak usłyszeć Boga – książka jest zbiorem ich historii, opowieści ludzi, których spotkali na swojej drodze i praktycznych rad w chodzeniu z Bogiem w codzienności.

Małżeństwo swoje doświadczenie nazywa modlitwą słuchania. Tłumaczą czym ona jest i czego potrzeba by zacząć nią żyć.

Czy jest możliwe by zadawać Jezusowi bardzo konkretne pytanie i usłyszeć Jego odpowiedź? Co na ten temat mówi Pismo Święte? Czy do słyszenia Boga potrzeba być kimś wybranym, wyjątkowym czy może Jego głos dostępny jest dla każdego?

Bardzo podobało mi świadectwo tych ludzi – do bólu szczere i autentyczne, a zarazem merytoryczne i bardzo rozsądne. Dla mnie samej trudnym jest czasem rozróżnienie głosów, które słyszę – to Bóg, ja sama czy może zły? Autorzy proponują konkretne narzędzia w rozpoznawaniu głosu, który słyszymy w swoim sercu.

"Boży głos wywiera na ciebie podobny wpływ jak chłodny górski strumień. Jest pełen pokoju, odświeża i pokrzepia. Szanuje twoją wolną wolę. Natomiast głos szatana brzmi tak, jak wygląda Las Vegas: jaskrawo i połyskująco. Czujesz, że cię przyciąga i hipnotyzuje. Często możesz mieć wrażenie, jakbyś stracił swoją wolną wolę i nie mógł przestać robić tego, co robisz. Głos szatana nakłania cię do podejmowania szybkich, pochopnych decyzji". str. 70

Nie, nie ma tu piorunów i głosu z nieba. Nie dosłownie. Jest to doświadczenie głęboko duchowe, co do którego nie ma się wątpliwości, jeśli choć raz się go doświadczy.

Jakie są realne przeszkody w słyszeniu Boga? Czy można je jakoś zniwelować? Jak poradzić sobie z grzechem w swoim życiu i dlaczego tak ważna jest pokuta i wyznanie tego, co ciąży naszym sumieniom?

Autorzy używają modlitwy słuchania w poradnictwie, które prowadzą. Opisują jak ten proces przebiega i jak nauczyć się np. tego w jaki sposób należy zadawać pytania drugiemu człowiekowi.

Bardzo urzekł mnie rozdział o prowadzeniu dziennika modlitewnego – zanim go przeczytałam pisałam na blogu o modlitwie małych kroków. Było to dla mnie potwierdzenie tego, że droga, którą ostatnio obrałam jest słuszna. Pokazało również jak ważne jest uczenie się nazywania swoich poruszeń duchowych i przelewania ich na papier.

Końcówka książki jest jej kwintesencją – jeśli nie słuchasz, nie ma mowy o relacji. Słuchanie jest trudne, ale niezbędne. Można się go nauczyć? Na pewno warto próbować, a ta lektura daje konkretne narzędzie, przykłady, nadzieję i poczucie, że warto próbować.

Komu polecam?
Każdemu kto poważnie traktuje swoją wiarę i bardzo chciałby chodzić z Jezusem – nie tylko w teorii, ale w codzienności.

Komu odradzam?
Nie polecam osobom, które nie chcą nic zmieniać w swoim życiu duchowym. Obok tej lektury nie da się przejść obojętnie, za mocno porusza i dotyka pewnych strun w sercu. Napisana jest przez osoby żyjące w Kościele Protestanckim, nie jest to jednak przeszkoda do tego, by sięgnęła po nią osoba innej denominacji.
Nie ma w niej nic, co byłoby niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego, bardzo polecam więc każdemu kto pragnie w życiu więcej.

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/14/modlitwa-jak-uslyszec-bozy-glos-ksiazka-z-gornej-polki/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:27:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Krew Aczoli" to dla mnie jedna z najtrudniejszych lektur ostatnich tygodni. Trudna pod wieloma względami. Opis wojny w Ugandzie i realizm ludzkiego okrucieństwa. Wiele rozmów, zdjęć, historii, które rozrywają serce. Czy żałuję, że sięgnęłam po tę lekturę? Nie… Choć przyznaję, że drugi raz po nią nie sięgnę. Dlaczego?

Krzysztof Błażyca to dziennikarz i reporter, który wszedł w świat...
"Krew Aczoli" to dla mnie jedna z najtrudniejszych lektur ostatnich tygodni. Trudna pod wieloma względami. Opis wojny w Ugandzie i realizm ludzkiego okrucieństwa. Wiele rozmów, zdjęć, historii, które rozrywają serce. Czy żałuję, że sięgnęłam po tę lekturę? Nie… Choć przyznaję, że drugi raz po nią nie sięgnę. Dlaczego?

Krzysztof Błażyca to dziennikarz i reporter, który wszedł w świat powojennej Ugandy. Spotyka ludzi naznaczonych wojną i okrucieństwem. Rozmawia z tymi, o których mówi się niewiele.

W książce znajdujemy wiele wątków i postaci. Choć są ze sobą logicznie powiązane, musiałam skupić się mocno, by nie pogubić wątków i złapać rytm nadany przez autora. Mimo to bardzo chciałam poznać tę historię, poznać tych ludzi…

"W tej wojnie cywile nie byli przypadkowymi ofiarami wymiany ognia pomiędzy rebeliantami a siłami rządowymi, ale celem, gdzie rebelianci napawali się terrorem, sianiem strachu i bestialskim okrucieństwem. Ludzie stali się wrakami". Str. 165

Nie będę opowiadać o kulisach samej wojny i walk – odsyłam do lektury. Autor pokazał nam gdzie, kto i jak walczył. W rozmowach, które przeprowadził inne wątki stały się dla mnie na tyle mocne, że na nich skupiłam się bardziej.

Błażyca pokazuje nam ludzkie okrucieństwo. Porywanie nastoletnich dziewczynek by stały się niewolnicami seksualnymi. Porywanie chłopców, by walczyli i zabijali (jeśli ty nie zabijesz, my zabijemy ciebie). Zabijanie ciężarnych i wieszanie płodów na drzewach. Zmuszanie żałobników do tego, by ugotowali i zjedli zwłoki. Bezczeszczenie ciał i jedzenie ludzkiego mięsa. Zabijanie z niewyobrażalnym okrucieństwem. Zmuszanie dzieci by mordowały rodziców i rodzeństwo. A dziś? Obrzezanie dziewcząt i sprzedawanie ich za krowy. Odczłowieczenie i brak jakichkolwiek hamulców i zasad. A to wszystko pod przykrywką wiary w Boga…

Wiele historii toczy się wokół głównego agresora Kony’ego. Jedni uważali go za proroka, inni za osobę pełną złych duchów, a on sam?

"Kony używał Świętej Biblii… Czasem wspominał o Jezusie i o Bogu… A czasami wspominał imię ducha, którego chciał posiąść.(…) Ale gdy szedł się modlić, brał Świętą Biblię. I czytał ją. Ale mówił też, że człowiek nie może pojąć pewnych rzeczy, dopóki nie jest udręczony. Musisz torturować kogoś, aby zrozumiał. Musisz dawać ból". Str. 159

Ten człowiek porywał, gwałcił, zabijał i uczył tego innych.

W reportażu poznajemy wiele różnych zwyczajów i wierzeń, które dotyczą mieszkańców Czarnego Lądu. Wierzyli w nadzwyczajne moce swoich dowódców i np. nie używali broni palnej w starciu. Wierzyli w to, że duchy widzą ich, gdy próbują uciec.

"LRA… Taka grupa bez ideologii… Ale wiele tam wiary w czary, fatalizmu, amulety, wiara w moce, które cię ochronią przed kulami, przed działaniem złego, smarowanie się święconą wodą, olejami, widziano rebeliantów ubranych w nasze ornaty, które ich miały ochraniać… Wiele, wiele… Synkretyzm i pogaństwo". Str. 264

Śmierć, zabijanie, ból – to wszystko stało się czymś tak powszechnym jak oddychanie. Wojna trwała 20 lat. Niektóre dzieci nie znają innego życia, niż tego z pola walki w buszu.

Jeden z rozmówców, Oyare chce opowiadać o tym co widział. Jest odosobnionym przypadkiem, wielu milczy i spycha się na skraj rozpaczy, wpadając w obłęd. Oczy Oyare są niezwykle smutne…

"Teraz, gdy tu jesteśmy, większość tych, którzy wrócili, pije. Myślą, że picie rozwiąże problemy. Bo nie masz możliwości porozmawiać z kimś, podzielić się, być zrozumianym. A alkohol cię zrelaksuje. I w większości ci, co powrócili, są biedni. Psychicznie wyniszczeni. Nie potrafią utrzymać domu, zatroszczyć się o stado, uprawiać roli. Nie wiedzą jak, mieli tylko broń w ręce. They are alone always. Nie potrafią powrócić do społeczeństwa". Str. 150

Publikacja zawiera wiele fotografii – smutnych oczu i ludzkiego cierpienia. Sama oprawa graficzna i wydanie są rewelacyjne (jak to w Wydawnictwie Bernardinum!). Książka zawiera dużo tekstu – miejsc, dat, imion. Nie da się czytać jej do poduszki, nie tylko ze względu na okrucieństwo, które tam widzimy.

Dla mnie ta lektura, choć ciężka, była dobrym czasem. Niewiele wiedziałam o wojnie w Ugandzie. Ona rzeczywiście staje się zapomniana. Nie pozwólmy zamilknąć głosom tych, których oczy już nigdy nie uśmiechną się beztrosko…

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/08/29/krew-aczoli-recenzja-reportazu/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:20:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Trafiła do nas niezwykła i niepozorna opowieść o rodzinie dziesięcioletniego Krzysia. Pisana z jego perspektywy – wycięta z jego świata, który mimo wielu radości kryje w sobie ból. Tata Krzysia nie żyje.

Na początku wahałam się czy sięgać po tę lekturę. W sercu mojego dziecka nadal trwa żałoba po śmierci dziadka, tutaj śmierć dotyczyła taty, obawiałam się jak mój syn odbierze tę lekturę....
Trafiła do nas niezwykła i niepozorna opowieść o rodzinie dziesięcioletniego Krzysia. Pisana z jego perspektywy – wycięta z jego świata, który mimo wielu radości kryje w sobie ból. Tata Krzysia nie żyje.

Na początku wahałam się czy sięgać po tę lekturę. W sercu mojego dziecka nadal trwa żałoba po śmierci dziadka, tutaj śmierć dotyczyła taty, obawiałam się jak mój syn odbierze tę lekturę. Postanowiłam przeczytać ją sama. Szukając inspiracji do rozmów z własnym dzieckiem, dostrzegłam jak niewiele trzeba by pomóc tym, których się kocha…

Krzyś stracił tatę i razem z mamą tworzą opowieść o sobie i tym, czym jest dla nich rodzina. Bardzo lekko, chwytając za serce opowiadają o swoich zwyczajach, o walce o normalność bez najbliższej osoby, o swoich radościach i smutkach.

"W rodzinie najważniejsza jest miłość. Miłość to takie mocne lubienie. Żeby kogoś kochać, to trzeba z nim dużo rozmawiać i na przykład lepić z nim z plasteliny. Każdy jest za tę miłość odpowiedzialny". str. 14

Często uśmiechałam się przy tej książce, np. wtedy, gdy Krzyś mówi, że nie chce mieć mamy bez głowy, a ta jak się nie skupi, to ją zgubi. Tworzy z mamą bardzo dobry, zgrany duet, co przebija się niejednokrotnie z opisu chłopca.

"Mamy charakter bywa różny. Czasem bywa wesoła, czasem smutna, a czasami zła. Gdy jest zła, to widać pioruny w jej oczach. Wtedy nie pytam, co się stało, zostawiam ją w spokoju. Gdy jest smutna, to zawsze pytam, co się stało, i się przytulam". str. 19

Urzekł mnie fragment opowieści, w którym chłopiec opowiada jak szukał nowego męża dla mamy. Ostatecznie ta poradziła sobie sama i Krzyś zaprzyjaźniając się z nim, z czasem zwraca się do niego „tato”.

Opowieść o kotach, planach na przyszłość i zrozumieniu. Takim, w którym dajemy sobie przestrzeń na pasje, uczucia, pragnienia. Prawo do tego, by w domu cały rok stała choinka albo telewizor był włączony, w razie gdyby tata z nieba chciał obejrzeć bajkę.

Ta opowieść uczy tego, że trzeba sobie dawać prawo do smutku i do swojego sposobu na przeżywanie straty. Pokazuje jak ważna jest bliskość drugiego człowieka i szczerość. Opowiada dzieciom (bo to one są głównymi odbiorcami tej lektury) jak ważna jest nauka, obowiązki i jakie mamy prawa. O potrzebie płaczu, radości, znajdywaniu siebie – to wszystko i wiele więcej znajdziesz w tej lekturze.

Mnie ta opowieść poruszyła. Również ze względu na piękne ilustracje, malowane przez Tymka – kolegę Krzysia. Polecam nie tylko dzieciom przeżywającym żałobę. To opowieść o niezwykłej rodzinie, intuicyjna i szczera. Zachęcam do lektury!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/08/24/moj-tata-mieszka-w-innym-swiecie/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
99 81 468
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

zgłoś błąd zgłoś błąd