Biegnąc_pod_wiatr 
kobieta, Reda, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 3 tygodnie temu
Teraz czytam
  • Samotna
    Samotna
    Autor:
    Snajper policji stanowej Massachusetts Bobby Dodge obserwuje przez lunetę tragiczne wydarzenia w pobliskim domu. Uzbrojony mężczyzna... zabarykadował się w nim z żoną i dzieckiem. Mierzy do nich z...
    czytelników: 1901 | opinie: 91 | ocena: 6,93 (764 głosy) | inne wydania: 3

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-26 14:01:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dopóki biegnę (tom 2)

W marcu przeczytałam powieść "Dopóki biegnę", która wywołała we mnie falę wielu pozytywnych wrażeń. Bardzo czekałam na drugą część tej powieści i gdy tylko ją zobaczyłam, zabrałam się za lekturę.

Przyznaję, że oczekiwania wobec kolejnej części tej historii miałam ogromne. Terri Blackstock stworzyła niesamowite kreacje, wciągającą fabułę pełną perypetii i splotów wydarzeń. Czy moje oczekiwania...
W marcu przeczytałam powieść "Dopóki biegnę", która wywołała we mnie falę wielu pozytywnych wrażeń. Bardzo czekałam na drugą część tej powieści i gdy tylko ją zobaczyłam, zabrałam się za lekturę.

Przyznaję, że oczekiwania wobec kolejnej części tej historii miałam ogromne. Terri Blackstock stworzyła niesamowite kreacje, wciągającą fabułę pełną perypetii i splotów wydarzeń. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? I tak i nie.

Wielkim minusem tej części była dla mnie pewna przewidywalność… Główna bohaterka z każdej opresji wychodzi cało, kolejny i kolejny raz. Początek wydawał mi się trochę nużący, pomyślałam jednak, że to zamierzony zabieg – ci, którzy nie czytali pierwszej części spokojnie mogą sięgnąć tylko po drugą i z pewnością będą zorientowani w sytuacji głównych bohaterów.

Kreacje ich osobowości skrojone są po mistrzowsku! Wewnętrzne dylematy głównych postaci – Casey, Dylana i Keegana, ich zmagania ze swoją wizją życia i ratowania siebie (choć są skrajne różne, bo Casey ucieka, a Keegan poszukuje by zabić…). Wydawać by się mogło, że to zwykła powieść o morderstwie, poszukiwaniach, o życiu bohaterów. Jednak nie do końca tak jest…

To co najmocniej zachwyca mnie w tej historii to spojrzenie w ludzkie umysły, serca i dusze. Autorka stwarza kreacje wyjątkowe. Casey ucieka przed oskarżeniami o zbrodnie i natrafia na list pożegnalny męża i ojca. Chce go ratować, choć wie, że może skończyć się to jej złapaniem i ostatecznie śmiercią.

Dylan wierzy w niewinność kobiety – szuka jej, by pomóc. Czy ona uwierzy mu na tyle, by pozwolić zbliżyć się do siebie? Przecież wie, że nie wolno jej nikomu ufać, niejednokrotnie miała okazję się o tym przekonać.

Keegan jest zagrożony. Ma na koncie wiele zabójstw, kradzieży, romans – może stracić nie tylko pracę w policji, ale również to, co udało mu się zdobyć do tej pory. Jest jednak pewien problem – Casey, która wie kto zabił jej ojca.

Gdzieś pomiędzy jedną a drugą ucieczką kobiety pojawia się ból rozstania, depresja, stany lękowe, brak Boga. To wszystko opisane tak, że miałam wrażenie, iż wiem co czują bohaterowie. Byłam częścią tych wydarzeń.

Czy Casey uda się udowodnić swoją niewinność i wrócić do domu? Czy Dylan upora się ze swoim stresem pourazowym i zacznie sypiać bez koszmarów? Czy w policji zapanuje sprawiedliwość po latach terroru? Odsyłam do lektury – trzyma w napięciu do ostatniej strony!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/21/zanim-mnie-znajda/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:51:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Dom przy Foster Hill" to tak zaskakująca opowieść, że nie wyobrażam sobie ile trzeba mieć w sobie talentu, wyobraźni i kunsztu by taką historię stworzyć…

Kaine Prescott ucieka przed człowiekiem, który prawdopodobnie zabił jej męża. Czuje, że nikt nie wierzy jej słowom, gdy opowiada o przedmiotach w mieszkaniu, które zmieniają swoje miejsce, czy o żonkilach, które nagle pojawiają się w jej...
"Dom przy Foster Hill" to tak zaskakująca opowieść, że nie wyobrażam sobie ile trzeba mieć w sobie talentu, wyobraźni i kunsztu by taką historię stworzyć…

Kaine Prescott ucieka przed człowiekiem, który prawdopodobnie zabił jej męża. Czuje, że nikt nie wierzy jej słowom, gdy opowiada o przedmiotach w mieszkaniu, które zmieniają swoje miejsce, czy o żonkilach, które nagle pojawiają się w jej otoczeniu. Kupuje w ciemno dom przy Foster Hill, tak by uciec jak najdalej. Niestety niewiele jej to daje.

Co łączy stary, zniszczony dom z Ivy – praprababką Kaine?

Wiele wątków toczących się obok siebie. Autorka w fenomenalny sposób pokazuje dwie odrębne historie, które przeplatając się ze sobą, odkrywają przed nami kolejne tajemnice rodziny.

Tajemnice trudne – pełne bólu, śmierci, prześladowań.

Czy śmierć męża Kaine ma z tym jakiś związek? Jak kobieta po przejściach odnajdzie się w nowym, mrocznym miejscu z wieloma tajemnicami? Jaki związek będą miały z tym osoby napotkane przez nią przypadkowo przy Foster Hill?

Jaime Jo Wright jest mistrzem budowania napięcia! Na początku zachwycałam się stylem, w jaki pisze. Później fabułą i tym jak można stworzyć tak spójną, jasną historię z tyloma zwrotami akcji. Wielu bohaterów, wiele bólu, poszukiwań. Wszystko podane tak, że chce się więcej i więcej… To jedna z tych lektur, od których nie sposób się oderwać, dopóki nie pozna się rozwiązania zagadki – a ono samo jest niezwykle zaskakujące.

Wydawnictwo Dreams – dziękuję! Czułam się częścią wydarzeń w tym mrocznym świecie, w którym Kaine i jej praprababka tak bardzo szukały siebie, sensu, ukojenia bólu i Boga. Szukały, ale czy odnalazły? Zapraszam do lektury – obiecuję, że się nie zawiedziesz!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/12/dom-przy-foster-hill-jaime-jo-wright/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:45:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Chciejosztuczki" to zabawna historia z głębokim przesłaniem dla młodych czytelników. Choć skierowana jest do dzieci, wielu dorosłych mogłoby się z niej uczyć…

Adam Studziński w fenomenalny sposób obnaża taktyki marketingowe, którymi ulegamy – często bardzo nieświadomie. Niejednokrotnie wpadam w pułapkę super oferty, promocji, myślenia, że czegoś bardzo potrzebuję. Ile bardziej podatne są na...
"Chciejosztuczki" to zabawna historia z głębokim przesłaniem dla młodych czytelników. Choć skierowana jest do dzieci, wielu dorosłych mogłoby się z niej uczyć…

Adam Studziński w fenomenalny sposób obnaża taktyki marketingowe, którymi ulegamy – często bardzo nieświadomie. Niejednokrotnie wpadam w pułapkę super oferty, promocji, myślenia, że czegoś bardzo potrzebuję. Ile bardziej podatne są na to nasze dzieci?

Mania spotyka małego gnoma-uciekiniera. Stworek uciekł z pracy, bo zmuszany był do oszukiwania dzieci dla pieniędzy. Pokazuje dziewczynce jak ważne są relacje z rówieśnikami i jak można spędzać z nimi czas inaczej niż rozmawiając o ulubionych zabawkach.

Rusza z Manią na zakupy i krok po kroku zdradza jej techniki manipulacji – cena kończąca się na 99, najdroższy towar na wysokości oczu, przeceny, gratisy. To tylko kilka taktyk wykorzystywanych przez Chciejka, który wmawia innym, że muszą coś mieć.

Książka napisana jest w formie zabawnej, luźnej opowieści. Niesie za sobą wiele mądrych treści, przemycanych przez kolejne zabawne sytuacje Mani i gnoma ściganego przez inne stwory.

Może i nas ta lektura nauczy jak unikać dziecięcych krzyków przy półce z zabawkami, łapania się na złudne przeceny czy ulegania konsumpcjonizmowi. Opowieść choć napisana w formie bajki – jest bardzo mądra i merytoryczna.

Ta publikacja rozbawia, zadziwia i uczy. Czytając ją z synem rozmawialiśmy o tym, jak często sami ulegamy sztuczkom Chciejka. Czy można coś z tym zrobić? Myślę, że warto zacząć od lektury "Chciejosztuczek", do czego bardzo zachęcam!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/11/chciejosztuczki-i-inne-opowiesci-malej-mani/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:39:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Rezydencja Belmont (tom 1)

"Niezapomniane wrażenie" to idealny tytuł dla powieści, która trafiła ostatnio w moje dłonie…

Wydawnictwo Dreams dało mi ogromną dawkę emocji i możliwość wyruszenia w zaskakującą podróż razem z bohaterami stworzonymi przez Tamere Alexander.

Patrząc na tę powieść całościowo można by stwierdzić, że jest historią trzech osób, choć tak naprawdę pojawia się ich w książce dużo więcej.

Claire...
"Niezapomniane wrażenie" to idealny tytuł dla powieści, która trafiła ostatnio w moje dłonie…

Wydawnictwo Dreams dało mi ogromną dawkę emocji i możliwość wyruszenia w zaskakującą podróż razem z bohaterami stworzonymi przez Tamere Alexander.

Patrząc na tę powieść całościowo można by stwierdzić, że jest historią trzech osób, choć tak naprawdę pojawia się ich w książce dużo więcej.

Claire Laurent, kobieta, którą ojciec zmusza do fałszowania obrazów – najpierw pod pretekstem zarobienia na leczenie matki dziewczyny, później utrzymania. Mimo, że robi to wbrew sobie, jej przeszłość będzie powracać z bólem, wyrzutami sumienia i lękiem o przyszłość.

W pewnym momencie dziewczyna ucieka (czytałam tę część opowieści prawie na bezdechu!). Śpiąc w kościele poznaje przystojnego prawnika Suttona Monroego. Kto spodziewa się tutaj szybkiego romansu albo akcji grozy – zawiedzie się. Co ich połączy i dlaczego przeszłość dziewczyny sprawi, że ich relacja będzie naznaczona bólem?

Poznajemy też Adelicię Acklen, która wbrew oczekiwaniom Suttona daje bezdomnej dziewczynie pracę. To bardzo barwna i ciekawa postać, która ciągle mnie zaskakiwała. Kobieta, która opływa w luksusach, a jest na swój sposób biedna i bardzo pokrzywdzona przez los.

Historia z pozoru wydaje się błaha, ale taka nie jest. Akcja dzieje się w historycznej rezydencji Belmont, która wpływa na wszystkich bohaterów w niezwykły sposób.

Fabuła tej powieści była dla mnie zaskakująca. Autorka tak wykreowała bohaterów, że nie do końca wiedziałam czego można się po nich spodziewać. Opowieść trzymała w ciągłym napięciu i prawie 600 stron powieści pochłonęłam w kilka krótkich wieczorów.

Jedyną rzeczą, która była dla mnie trudna podczas lektury były zwroty grzecznościowe, których używali bohaterowie. Akcja dzieję się prawie 200 lat temu, w ówczesnych czasach obowiązywały konwenanse, z którymi nie stykam się na co dzień. Autorka wspaniale oddała to w języku jakim posługują się bohaterowie, choć przyznaję, że na początku musiałam mocno się do tego przyzwyczaić.

Niezapomniane wrażenie to opowieść, która wciąga i pobudza. Daje pole do refleksji, a odniesienia do Boga – spojrzenie na siebie przez pryzmat wiary i słów Biblii.

Mnie ta opowieść przekonała, polecam ją każdemu, kto lubi być zaskakiwany. To kawałek dobrej, wartościowej lektury – bez zbędnego patosu traktującej o wielkich ludzkich tragediach i moralnych dylematach z dużą domieszką historii, sztuki i piękna. Jest to pierwszy tom z serii Rezydencja Belmont – mam wielką ochotę przeczytać kolejne!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/01/niezapomniane-wrazenie-powiesc-z-bogiem-w-tle/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:31:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Nie ma idealnej formy modlitwy dla wszystkich ludzi. Inna wrażliwość, duchowość, patrzenie na świat potrzebują często innych form spotkania z Bogiem. Jedno jest jednak pewne – modlitwa to nie tylko mówienie, ale również słuchanie – coś, czego nieustannie się uczę i odkrywam na nowo.

Sięgnęłam ostatnio do książki "Modlitwa. Jak usłyszeć Boży" głos z Wydawnictwa Koinonia. Jestem nią…sama nie...
Nie ma idealnej formy modlitwy dla wszystkich ludzi. Inna wrażliwość, duchowość, patrzenie na świat potrzebują często innych form spotkania z Bogiem. Jedno jest jednak pewne – modlitwa to nie tylko mówienie, ale również słuchanie – coś, czego nieustannie się uczę i odkrywam na nowo.

Sięgnęłam ostatnio do książki "Modlitwa. Jak usłyszeć Boży" głos z Wydawnictwa Koinonia. Jestem nią…sama nie wiem. Zachwycona to niezbyt trafne określenie. Jestem po tej lekturze głodna. Pokazała mi moje braki, tęsknoty i pragnienia. Zobaczyłam jak bardzo chciałabym słyszeć Tego, który jest nieodłączną częścią mojego życia i mnie samej.

Dave i Linda Olson opowiadają o swoim doświadczeniu modlitwy. Uczyli się słuchać, potykając się na tej drodze niejednokrotnie i patrząc na owoce swoich zmagań. Przyszedł jednak czas, gdy stali się nauczycielami tego jak usłyszeć Boga – książka jest zbiorem ich historii, opowieści ludzi, których spotkali na swojej drodze i praktycznych rad w chodzeniu z Bogiem w codzienności.

Małżeństwo swoje doświadczenie nazywa modlitwą słuchania. Tłumaczą czym ona jest i czego potrzeba by zacząć nią żyć.

Czy jest możliwe by zadawać Jezusowi bardzo konkretne pytanie i usłyszeć Jego odpowiedź? Co na ten temat mówi Pismo Święte? Czy do słyszenia Boga potrzeba być kimś wybranym, wyjątkowym czy może Jego głos dostępny jest dla każdego?

Bardzo podobało mi świadectwo tych ludzi – do bólu szczere i autentyczne, a zarazem merytoryczne i bardzo rozsądne. Dla mnie samej trudnym jest czasem rozróżnienie głosów, które słyszę – to Bóg, ja sama czy może zły? Autorzy proponują konkretne narzędzia w rozpoznawaniu głosu, który słyszymy w swoim sercu.

"Boży głos wywiera na ciebie podobny wpływ jak chłodny górski strumień. Jest pełen pokoju, odświeża i pokrzepia. Szanuje twoją wolną wolę. Natomiast głos szatana brzmi tak, jak wygląda Las Vegas: jaskrawo i połyskująco. Czujesz, że cię przyciąga i hipnotyzuje. Często możesz mieć wrażenie, jakbyś stracił swoją wolną wolę i nie mógł przestać robić tego, co robisz. Głos szatana nakłania cię do podejmowania szybkich, pochopnych decyzji". str. 70

Nie, nie ma tu piorunów i głosu z nieba. Nie dosłownie. Jest to doświadczenie głęboko duchowe, co do którego nie ma się wątpliwości, jeśli choć raz się go doświadczy.

Jakie są realne przeszkody w słyszeniu Boga? Czy można je jakoś zniwelować? Jak poradzić sobie z grzechem w swoim życiu i dlaczego tak ważna jest pokuta i wyznanie tego, co ciąży naszym sumieniom?

Autorzy używają modlitwy słuchania w poradnictwie, które prowadzą. Opisują jak ten proces przebiega i jak nauczyć się np. tego w jaki sposób należy zadawać pytania drugiemu człowiekowi.

Bardzo urzekł mnie rozdział o prowadzeniu dziennika modlitewnego – zanim go przeczytałam pisałam na blogu o modlitwie małych kroków. Było to dla mnie potwierdzenie tego, że droga, którą ostatnio obrałam jest słuszna. Pokazało również jak ważne jest uczenie się nazywania swoich poruszeń duchowych i przelewania ich na papier.

Końcówka książki jest jej kwintesencją – jeśli nie słuchasz, nie ma mowy o relacji. Słuchanie jest trudne, ale niezbędne. Można się go nauczyć? Na pewno warto próbować, a ta lektura daje konkretne narzędzie, przykłady, nadzieję i poczucie, że warto próbować.

Komu polecam?
Każdemu kto poważnie traktuje swoją wiarę i bardzo chciałby chodzić z Jezusem – nie tylko w teorii, ale w codzienności.

Komu odradzam?
Nie polecam osobom, które nie chcą nic zmieniać w swoim życiu duchowym. Obok tej lektury nie da się przejść obojętnie, za mocno porusza i dotyka pewnych strun w sercu. Napisana jest przez osoby żyjące w Kościele Protestanckim, nie jest to jednak przeszkoda do tego, by sięgnęła po nią osoba innej denominacji.
Nie ma w niej nic, co byłoby niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego, bardzo polecam więc każdemu kto pragnie w życiu więcej.

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/09/14/modlitwa-jak-uslyszec-bozy-glos-ksiazka-z-gornej-polki/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:27:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Krew Aczoli" to dla mnie jedna z najtrudniejszych lektur ostatnich tygodni. Trudna pod wieloma względami. Opis wojny w Ugandzie i realizm ludzkiego okrucieństwa. Wiele rozmów, zdjęć, historii, które rozrywają serce. Czy żałuję, że sięgnęłam po tę lekturę? Nie… Choć przyznaję, że drugi raz po nią nie sięgnę. Dlaczego?

Krzysztof Błażyca to dziennikarz i reporter, który wszedł w świat...
"Krew Aczoli" to dla mnie jedna z najtrudniejszych lektur ostatnich tygodni. Trudna pod wieloma względami. Opis wojny w Ugandzie i realizm ludzkiego okrucieństwa. Wiele rozmów, zdjęć, historii, które rozrywają serce. Czy żałuję, że sięgnęłam po tę lekturę? Nie… Choć przyznaję, że drugi raz po nią nie sięgnę. Dlaczego?

Krzysztof Błażyca to dziennikarz i reporter, który wszedł w świat powojennej Ugandy. Spotyka ludzi naznaczonych wojną i okrucieństwem. Rozmawia z tymi, o których mówi się niewiele.

W książce znajdujemy wiele wątków i postaci. Choć są ze sobą logicznie powiązane, musiałam skupić się mocno, by nie pogubić wątków i złapać rytm nadany przez autora. Mimo to bardzo chciałam poznać tę historię, poznać tych ludzi…

"W tej wojnie cywile nie byli przypadkowymi ofiarami wymiany ognia pomiędzy rebeliantami a siłami rządowymi, ale celem, gdzie rebelianci napawali się terrorem, sianiem strachu i bestialskim okrucieństwem. Ludzie stali się wrakami". Str. 165

Nie będę opowiadać o kulisach samej wojny i walk – odsyłam do lektury. Autor pokazał nam gdzie, kto i jak walczył. W rozmowach, które przeprowadził inne wątki stały się dla mnie na tyle mocne, że na nich skupiłam się bardziej.

Błażyca pokazuje nam ludzkie okrucieństwo. Porywanie nastoletnich dziewczynek by stały się niewolnicami seksualnymi. Porywanie chłopców, by walczyli i zabijali (jeśli ty nie zabijesz, my zabijemy ciebie). Zabijanie ciężarnych i wieszanie płodów na drzewach. Zmuszanie żałobników do tego, by ugotowali i zjedli zwłoki. Bezczeszczenie ciał i jedzenie ludzkiego mięsa. Zabijanie z niewyobrażalnym okrucieństwem. Zmuszanie dzieci by mordowały rodziców i rodzeństwo. A dziś? Obrzezanie dziewcząt i sprzedawanie ich za krowy. Odczłowieczenie i brak jakichkolwiek hamulców i zasad. A to wszystko pod przykrywką wiary w Boga…

Wiele historii toczy się wokół głównego agresora Kony’ego. Jedni uważali go za proroka, inni za osobę pełną złych duchów, a on sam?

"Kony używał Świętej Biblii… Czasem wspominał o Jezusie i o Bogu… A czasami wspominał imię ducha, którego chciał posiąść.(…) Ale gdy szedł się modlić, brał Świętą Biblię. I czytał ją. Ale mówił też, że człowiek nie może pojąć pewnych rzeczy, dopóki nie jest udręczony. Musisz torturować kogoś, aby zrozumiał. Musisz dawać ból". Str. 159

Ten człowiek porywał, gwałcił, zabijał i uczył tego innych.

W reportażu poznajemy wiele różnych zwyczajów i wierzeń, które dotyczą mieszkańców Czarnego Lądu. Wierzyli w nadzwyczajne moce swoich dowódców i np. nie używali broni palnej w starciu. Wierzyli w to, że duchy widzą ich, gdy próbują uciec.

"LRA… Taka grupa bez ideologii… Ale wiele tam wiary w czary, fatalizmu, amulety, wiara w moce, które cię ochronią przed kulami, przed działaniem złego, smarowanie się święconą wodą, olejami, widziano rebeliantów ubranych w nasze ornaty, które ich miały ochraniać… Wiele, wiele… Synkretyzm i pogaństwo". Str. 264

Śmierć, zabijanie, ból – to wszystko stało się czymś tak powszechnym jak oddychanie. Wojna trwała 20 lat. Niektóre dzieci nie znają innego życia, niż tego z pola walki w buszu.

Jeden z rozmówców, Oyare chce opowiadać o tym co widział. Jest odosobnionym przypadkiem, wielu milczy i spycha się na skraj rozpaczy, wpadając w obłęd. Oczy Oyare są niezwykle smutne…

"Teraz, gdy tu jesteśmy, większość tych, którzy wrócili, pije. Myślą, że picie rozwiąże problemy. Bo nie masz możliwości porozmawiać z kimś, podzielić się, być zrozumianym. A alkohol cię zrelaksuje. I w większości ci, co powrócili, są biedni. Psychicznie wyniszczeni. Nie potrafią utrzymać domu, zatroszczyć się o stado, uprawiać roli. Nie wiedzą jak, mieli tylko broń w ręce. They are alone always. Nie potrafią powrócić do społeczeństwa". Str. 150

Publikacja zawiera wiele fotografii – smutnych oczu i ludzkiego cierpienia. Sama oprawa graficzna i wydanie są rewelacyjne (jak to w Wydawnictwie Bernardinum!). Książka zawiera dużo tekstu – miejsc, dat, imion. Nie da się czytać jej do poduszki, nie tylko ze względu na okrucieństwo, które tam widzimy.

Dla mnie ta lektura, choć ciężka, była dobrym czasem. Niewiele wiedziałam o wojnie w Ugandzie. Ona rzeczywiście staje się zapomniana. Nie pozwólmy zamilknąć głosom tych, których oczy już nigdy nie uśmiechną się beztrosko…

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/08/29/krew-aczoli-recenzja-reportazu/

pokaż więcej

 
2018-09-26 13:20:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Trafiła do nas niezwykła i niepozorna opowieść o rodzinie dziesięcioletniego Krzysia. Pisana z jego perspektywy – wycięta z jego świata, który mimo wielu radości kryje w sobie ból. Tata Krzysia nie żyje.

Na początku wahałam się czy sięgać po tę lekturę. W sercu mojego dziecka nadal trwa żałoba po śmierci dziadka, tutaj śmierć dotyczyła taty, obawiałam się jak mój syn odbierze tę lekturę....
Trafiła do nas niezwykła i niepozorna opowieść o rodzinie dziesięcioletniego Krzysia. Pisana z jego perspektywy – wycięta z jego świata, który mimo wielu radości kryje w sobie ból. Tata Krzysia nie żyje.

Na początku wahałam się czy sięgać po tę lekturę. W sercu mojego dziecka nadal trwa żałoba po śmierci dziadka, tutaj śmierć dotyczyła taty, obawiałam się jak mój syn odbierze tę lekturę. Postanowiłam przeczytać ją sama. Szukając inspiracji do rozmów z własnym dzieckiem, dostrzegłam jak niewiele trzeba by pomóc tym, których się kocha…

Krzyś stracił tatę i razem z mamą tworzą opowieść o sobie i tym, czym jest dla nich rodzina. Bardzo lekko, chwytając za serce opowiadają o swoich zwyczajach, o walce o normalność bez najbliższej osoby, o swoich radościach i smutkach.

"W rodzinie najważniejsza jest miłość. Miłość to takie mocne lubienie. Żeby kogoś kochać, to trzeba z nim dużo rozmawiać i na przykład lepić z nim z plasteliny. Każdy jest za tę miłość odpowiedzialny". str. 14

Często uśmiechałam się przy tej książce, np. wtedy, gdy Krzyś mówi, że nie chce mieć mamy bez głowy, a ta jak się nie skupi, to ją zgubi. Tworzy z mamą bardzo dobry, zgrany duet, co przebija się niejednokrotnie z opisu chłopca.

"Mamy charakter bywa różny. Czasem bywa wesoła, czasem smutna, a czasami zła. Gdy jest zła, to widać pioruny w jej oczach. Wtedy nie pytam, co się stało, zostawiam ją w spokoju. Gdy jest smutna, to zawsze pytam, co się stało, i się przytulam". str. 19

Urzekł mnie fragment opowieści, w którym chłopiec opowiada jak szukał nowego męża dla mamy. Ostatecznie ta poradziła sobie sama i Krzyś zaprzyjaźniając się z nim, z czasem zwraca się do niego „tato”.

Opowieść o kotach, planach na przyszłość i zrozumieniu. Takim, w którym dajemy sobie przestrzeń na pasje, uczucia, pragnienia. Prawo do tego, by w domu cały rok stała choinka albo telewizor był włączony, w razie gdyby tata z nieba chciał obejrzeć bajkę.

Ta opowieść uczy tego, że trzeba sobie dawać prawo do smutku i do swojego sposobu na przeżywanie straty. Pokazuje jak ważna jest bliskość drugiego człowieka i szczerość. Opowiada dzieciom (bo to one są głównymi odbiorcami tej lektury) jak ważna jest nauka, obowiązki i jakie mamy prawa. O potrzebie płaczu, radości, znajdywaniu siebie – to wszystko i wiele więcej znajdziesz w tej lekturze.

Mnie ta opowieść poruszyła. Również ze względu na piękne ilustracje, malowane przez Tymka – kolegę Krzysia. Polecam nie tylko dzieciom przeżywającym żałobę. To opowieść o niezwykłej rodzinie, intuicyjna i szczera. Zachęcam do lektury!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/08/24/moj-tata-mieszka-w-innym-swiecie/

pokaż więcej

 
2018-08-23 14:02:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Uwielbiam chrześcijańskie powieści. Wydawnictwo Dreams wiedzie u mnie prym w publikowaniu książek, które niesamowicie wciągają od pierwszych stron świetnie zbudowaną fabułą i postaciami, które się albo kocha albo nienawidzi. Tak też było przy powieści "Wierna Tobie" Becky Wade.

Czytając tę opowieść byłam pełna podziwu dla autorki. Jak udało jej się stworzyć taką historię? Coś co na pozór...
Uwielbiam chrześcijańskie powieści. Wydawnictwo Dreams wiedzie u mnie prym w publikowaniu książek, które niesamowicie wciągają od pierwszych stron świetnie zbudowaną fabułą i postaciami, które się albo kocha albo nienawidzi. Tak też było przy powieści "Wierna Tobie" Becky Wade.

Czytając tę opowieść byłam pełna podziwu dla autorki. Jak udało jej się stworzyć taką historię? Coś co na pozór miało niewielkie znaczenie, wychodziło na jaw i stawało się źródłem radości bądź wielkiego cierpienia bohaterów. Książka zawiera wiele wątków, wszystkie mają głęboki sens, choć nie zawsze wyczuwałam to na początku lektury.

Nora Bradforg, która po porzuceniu przez narzeczonego żyje w świecie seriali i książek, spotyka przystojnego i pociągającego komandosa. Czy jej zauroczenie będzie na tyle silne by porzucić lęk przed głębszą relacją? Dlaczego John prosi kobietę o pomoc i co ma z tym wspólnego jego nieuleczalna choroba?

Nie jest to tanie romansidło, przy którym można popatrzeć na ludzi z przymrużeniem oka. To opowieść o wewnętrznych dylematach, bólu porzucenia i utraconych relacjach. To historia, która ukazuje nam niezwykle dokładnie co kryje się w sercach i duszach bohaterów – poznanie ich wrażliwości i tego co siedzi w nich bardzo głęboko było dla mnie podróżą niezwykłą.

Każdy z bohaterów niesie ze sobą wielki bagaż doświadczeń. Główne postaci – Nora i John oraz ich rodziny. Zagubione siostry Nory i historia tego dlaczego każdą z nich urodziła inna kobieta (nie spodziewaj się tutaj zdrad i intryg! Ta historia jest niesamowicie głęboka i pokazująca jak niewiele trzeba by stracić najbliższą osobę). Dziewczyna Johna, która bardzo chce go przy sobie zatrzymać. Biologiczna matka komandosa, która nosi w sercu wielką tajemnicę i której odkrycie sprawia, że bohaterowie stają na rozdrożu. Osiemdziesięcioletnia babcia Nory i jej zrzędliwość, która z jednej strony śmieszy, z drugiej intryguje.

To jedna z tych książek, które bardzo trudno opisać, nie zdradzając całej historii. Zachęcam bardzo do lektury – zostaniesz wprowadzony w niezwykły świat zawiłości ludzkich historii, uczuć, zranień i odnajdywania siebie w Bogu. To jedna z tych publikacji, które przeczytałam na jednym wdechu, a w sercu zostaną na długo…

pokaż więcej

 
2018-08-23 13:58:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Wiesz gdzie dokładnie leży Boliwia, jakim językiem posługują się jej mieszkańcy i co ją charakteryzuje? Przyznaję, że sama do niedawna wiedziałam niewiele… Z pomocą przyszedł odważny podróżnik, Paweł Wilk i jego fenomenalna opowieść Boliwia. Narzeczona, więzienie i cudze wesele.

Tytuł może być trochę mylący… Autor opowiada nie tylko o Boliwii, choć jej poświęcona jest większość opowieści....
Wiesz gdzie dokładnie leży Boliwia, jakim językiem posługują się jej mieszkańcy i co ją charakteryzuje? Przyznaję, że sama do niedawna wiedziałam niewiele… Z pomocą przyszedł odważny podróżnik, Paweł Wilk i jego fenomenalna opowieść Boliwia. Narzeczona, więzienie i cudze wesele.

Tytuł może być trochę mylący… Autor opowiada nie tylko o Boliwii, choć jej poświęcona jest większość opowieści. Poznajemy też kawałek Peru (gdzie podróżnik ruszył za tytułową narzeczoną) oraz Meksyk, w którym postanowił zrobić coś pożytecznego i mu się to udało!

Historia zaczyna się nietypowo. Wilk mówi skąd pomysł na spisanie tego co przeżył i jak niepełnosprawny podopieczny dał mu masę inspiracji do tego, by to zrobić. A wszystko zaczyna od…więzienia.

Nie, nie został osadzonym. Wyjechał do boliwijskiego więzienia jako wolontariusz. Opowiada o realiach boliwijskiej władzy i tego jak absurdalny system więziennictwa rządzi się władzą pieniądza. Mniejszy wyrok dostanie ten, kto ma wpływy i zaplecze finansowe? Otóż to! Niesamowite są te więzienne opowieści, gdzie poznajemy osadzonych i ich historie oraz nietypowe dla nas formy resocjalizacji. Poznajemy też San Pedro, które jest czymś w rodzaju miasta więziennego, w którym przebywają całe rodziny. Jak to? Odsyłam do lektury – można się zadziwić!

Jednym z najmocniejszych momentów opowieści była dla mnie historia utonięcia dziecka… Autor opisuje boliwijskie drogi śmierci i to jak był świadkiem prób przejazdu przez podtopioną drogę. Wielu się udało dostać na drugi brzeg rzeki, była też pewna rodzina jadąca zwykłą osobówką i to wypchaną po brzegi.

"Auto dryfowało jeszcze przez kilkanaście sekund. (…) Nie zdążyła wydostać się z niego siedząca na tylnym siedzeniu kobieta z kilkumiesięcznym niemowlakiem. Nastała cisza. (…) Nagle, po jakiejś minucie, na powierzchnię wypłynęła kobieta. (…) Niestety zabrakło jej cennych sekund na wydostanie własnego dziecka… Tym razem nie było oklasków. Jedynie rozpaczliwy krzyk matki niósł się po spiętrzonych wodach rzeki i uderzał w osłupiałych widzów". Str. 137

Praca dzieci, prostytucja, sportowe buty wiszące na drutach, które oznaczają niebezpieczny teren czy system emerytalny, który właściwie nie istnieje, bo ludzi nie stać na odkładanie składek (jedyny ratunek w dzieciach!) to ciemniejsza strona Boliwii, którą poznajemy.

Paweł Wilk z niesamowitą lekkością opowiada o swoich dociekaniach prozaicznych spraw, np. dlaczego Boliwijczycy nie dopijają piwa i jak możne to uratować życie? W co wierzą mieszkańcy tego kraju i dlaczego oddają cześć bożkom, mimo że uważają się za katolików?

"Co ciekawe, większość górników w Potosi jest praktykującymi katolikami. Mężczyźni bez problemu godzą kult składania ofiar glinianemu czortowi z uczestnictwem w niedzielnej mszy w pobliskim kościele". Str. 186

Poznajemy też sytuacje śmieszne, graniczne, ciekawe. Dla kogoś nieznającego kultury Boliwii z pewnością zadziwiające i abstrakcyjne – jak np. opalenie sobie oczów w Andach czy boliwijskie poczucie czasu, które z punktualnością ma mało wspólnego. W Boliwii poznajemy też Roxanę, którą zaczyna łączyć coś z podróżnikiem…

Stąd też podróż Wilka do Peru. Po kilku miesiącach po powrocie z Boliwii rusza do ojczyzny ukochanej.

Tutaj pojawił się bardzo ciekawy wątek relikwii, które podróżnik zaoferował się przewieźć z Polski do Peru dla pracujących tam misjonarzy. Dlaczego nie doceniono jego trudu i co to pokazało mężczyźnie? Jak wyglądało przewożenie relikwii?

Autor pięknie opowiada też historię Inków i bardzo trudną, ale i zadziwiającą dla mnie opowieść o śmierci ojca Roxany. Dlaczego zadziwiającą? Przeczytaj sam – tego się nie da opisać…

Wilk opowiada też o trudnych rozstaniach, nie tylko tych, które spowodowane są odległością. Dziewczyna go porzuca. Dlaczego?

To nie koniec. To nie jest opowieść smutna i depresyjna – wręcz przeciwnie! Mężczyzna rusza do Meksyku! Zainspirowany pewną rozmową chce dać coś od siebie i udaje mu się zorganizować pieniądze dla meksykańskiego przedszkola. Jakie dary otrzymały dzieci i co podróżnik otrzymał w zamian?

W tej opowieści poznałam też nowe oblicze Meksyku – to przesiąknięte zachodnią kulturą. Warto czasem spojrzeć na świat oczami tubylców i zobaczyć, że świat się zmienia, a te zmiany nie zawsze niosą ze sobą dobro…

Dlaczego Wilk naraził nowo poznanego człowieka meksykańskiej mafii i czy nie miał wyrzutów sumienia zostawiając go w ich rękach na pewną śmierć? Jak skończyła się ta opowieść? Zaskakująco…

Barwna jest historia autora. Mieni się wieloma kolorami przeżyć, miejsc, ludzkich historii. Dla mnie było to wyjście poza swój świat – ten znany i ugłaskany. Czułam się zaprowadzona za rękę do miejsc i ludzi. Wilk pisze bardzo prosto i lekko. Tak, że czułam się towarzyszką jego podróży.

Jeśli lubisz przygody i odkrywanie świata – ta książka na pewno ci się spodoba. Zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-08-23 13:38:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Miecz ducha

Gdy słyszysz słowo „diabeł”, co czujesz? Lęk, niewiarę, a może nic? Wierzysz w istnienie złych duchów? A może się ich boisz?

Jakiś czas temu zobaczyłam na stronie Wydawnictwa PROMIC zapowiedź książki Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu leków i przesądów i byłam jej bardzo ciekawa!
Przyznaję, że sama często spotykam się ze skrajnymi sytuacjami – albo ktoś nadmiernie skupia się na złu i...
Gdy słyszysz słowo „diabeł”, co czujesz? Lęk, niewiarę, a może nic? Wierzysz w istnienie złych duchów? A może się ich boisz?

Jakiś czas temu zobaczyłam na stronie Wydawnictwa PROMIC zapowiedź książki Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu leków i przesądów i byłam jej bardzo ciekawa!
Przyznaję, że sama często spotykam się ze skrajnymi sytuacjami – albo ktoś nadmiernie skupia się na złu i wszelkie źródło wszystkich swoich życiowych nieszczęść widzi w działaniu demonów, albo wręcz przeciwnie – ludzi, którzy twierdzą, że szatan to postać z bajki.

Kto ma rację? Ta książka fenomenalnie to pokazuje! Autor jest egzorcystą, więc posiada zarówno podstawową wiedzę, jak i praktykę by mówić o złu. Zaciekawiło mnie to, że specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu psychopatologii klinicznej – pomyślałam, że warto sięgnąć po publikacje kogoś patrzącego na temat wszechstronnie i wieloczynnikowo i się nie zawiodłam!

Autor zaczyna nietypowo – od kwalifikacji lęków. Mówi kiedy jest on naturalny, a kiedy staje się chorobliwy. Bardzo prosto pokazuje jakie mechanizmy rządzą ludzką psychiką i kiedy możemy mówić tu o działalności demonicznej.

Bardzo podobało mi się rozliczenie naszej historii z wierzeń o magii, czarownicach i plagach. O tym jak Kościół i państwo wymuszały zeznania by spalić (niewinną!) osobę na stosie. Polowania na czarownice, obsesja Marcina Lutra na punkcie diabła, demonizacja kobiety (wystarczyła pogłoska, by ktoś został winny uprawiania czarów).

"Mogę tylko przyznać rację pisarzowi Danielowi Mallinusowi (1939-1990), który twierdził, że „przez całe wieki Kościół zanadto zajmował się czarownictwem i egzorcyzmami, a za mało szczęściem ludzi”." Str. 62
Czy dziś diabeł powrócił i odżyły fascynacje nim? Autor świetnie opowiada o przesądach o podłożu religijnym, które wywołują lęki i sprawiają, że ludzie wszędzie widzą demoniczne działania (i szukają egzorcysty i miejsc z modlitwą o uwolnienie). Niestety często widzę takie postawy w swoim środowisku: dziecko obejrzało „złą” bajkę, więc opętał je demon i jest niegrzeczne. Musi być czerwona wstążka przy wózku noworodka, bo ktoś rzuci na nie urok. Nie chodzę do sklepu „xyz”, bo ma coś demonicznego w nazwie. Nie kupię czegoś, bo ktoś kiedyś powiedział, że… Przykłady można mnożyć…

"Pogląd, że rytuał egzorcyzmu rozwiąże wszystkie problemy, podobnie jak mniemanie, że moce zła mają niemal nieograniczoną władzę nad naszym życiem, wynika z magicznego rozumienia wiary. Brak formacji duchowej i rozmycie pojęć religijnych, w znacznej mierze sprzyja szerzeniu się zabobonu i kierujących nim lęków". Str. 78
Jak nie popaść w skrajności? Egzorcysta mówi wprost, że diabeł istnieje i ma wpływ na życie ludzkie. Jak jednak nie skupiać się na nim i być zwycięskim w walce o wolność, wiarę i nadzieję? Duszpasterz mówi o potrzebie…wiary w Boga.

Kapłan z niesamowitą prostotą mówi o tym, że najlepszym środkiem zaradczym na strach jest zdrowy dystans, poczucie humoru, śmiech, a przede wszystkim głęboka wiara i ufność Bogu. Tak by odzyskać zaufanie do Boga i człowieka. Narzędzia formowania własnego spojrzenia: modlitwa, post i umartwienia dają siłę do bycia rozważnym i wyważonym. Odwaga idzie w parze z prawdziwą wiarą?

"Nie popadajmy w rezygnację, ale reagujmy i pokonujmy swoje lęki, patrząc im prosto w oczy". Str. 87

Publikacja kończy się słowniczkiem, w którym egzorcysta tłumaczy m.in. czym jest psychoza czy inkwizycja oraz modlitwami o ochronę i uwolnienie od demonów.
To jedna z niewielu publikacji o demonach, którą polecam z czystym sumieniem. Nie wprowadziła we mnie lęku czy niepokoju, ale jednocześnie mówiła o tym, że szatan istnieje i działa w naszym życiu.

Polecam szczególnie tym, którzy nadmiernie skupiają się nad działaniem złych mocy i nie potrafią sobie z tym poradzić. Również tym wątpiącym. I tym, którzy sami jeszcze nie wiedzą gdzie jest ich stanowisko. Ta pozycja warta jest lektury. Jej wielowymiarowość i zdrowe spojrzenie autora są bezcennym darem!

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/08/09/strach-przed-diablem/

pokaż więcej

 
2018-07-30 09:38:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Hazo Mena. O marzeniach z Czerwonej Wyspy" Daniela Kasprowicza to dla mnie najtrudniejsza książka ostatnich tygodni.

Czy można powiedzieć, że opowieść o umierających z głodu i niedostępności leków dzieci jest fajna? Czy można choćby pomyśleć, że super jest opowieść o tym, jak się zabijają, oszukują, porzucają? Nie można.

Mimo to książka Kasprowicza jest fenomenalna. Piękna w prawdzie i...
"Hazo Mena. O marzeniach z Czerwonej Wyspy" Daniela Kasprowicza to dla mnie najtrudniejsza książka ostatnich tygodni.

Czy można powiedzieć, że opowieść o umierających z głodu i niedostępności leków dzieci jest fajna? Czy można choćby pomyśleć, że super jest opowieść o tym, jak się zabijają, oszukują, porzucają? Nie można.

Mimo to książka Kasprowicza jest fenomenalna. Piękna w prawdzie i szczerości, które przebijają się w każdym zdaniu. Mocna w opisach tak realistycznych, że miałam wrażenie, że jestem razem z nim na Madagaskarze. To historia, która poruszała moje serce, mój umysł, moje pragnienia. To historia walki – świeckiego misjonarza, który wyjechał na Czerwoną Wyspę i oddał serce temu co robił, a robił wiele.

Na kartach książki znajdziemy wiele postaci, które pojawiły się w życiu podróżnika – często są to podopieczni domu dziecka i ich rodziny. Jeszcze częściej chorzy, którzy pojawiają się w ośrodku, który współtworzył i w którym pomagał chorym na np. malarię, tyfus czy umierające ze skrajnego niedożywienia niemowlęta.

Gdy wzięłam tę książkę do ręki pierwszy raz – płakałam. Oglądałam zdjęcia wygłodniałych dzieci (Wydawnictwo Bernardinum wiedzie prym w bardzo porządnym i estetycznym wydaniu książek z porządnymi fotografiami!). Po przeczytaniu wstępu zgadzałam się z Autorem – nie każdy powinien tę książkę czytać.

Dlaczego?

Opowiada o niezwykle trudnej rzeczywistości – pełniej bólu, choroby, śmierci. Nie każdy ma w sobie tyle sił by te historie udźwignąć i nie rozpaczać nad losem „tych tam, daleko”. Czy nie jest tak, że czasem rzeczywiście rozpaczamy patrząc na wygłodzone afrykańskie dzieci, a tak naprawdę mijamy je obojętnie? Kasprowicz nikogo z obojętnością nie mijał i to mocno przebija się w tej historii.

"W ciągu pięciu dni medycznego posługiwania mieszkańcom Ankiripika przebadałem trzysta dwadzieścia sześć osób. Chorowały przede wszystkim dzieci – na malarię, zapalenie płuc, dur brzuszny i zakażenia pasożytnicze. Wykonałem ponad sto zastrzyków i kilkanaście opatrunków oraz podłączyłem dwie kroplówki (coś zupełnie nowego dla tej ludności). Rozdałem blisko dwadzieścia kilogramów lekarstw. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem, że zrobiłem w życiu coś naprawdę dobrego." Str. 306

Ta książka nie jest jednak zestawem ludzkich dramatów – pojawiają się tu też opowieści typowo podróżnicze, poznajemy autora od prywatnej strony – choćby wtedy, gdy opisuje tęsknotę za domem, czy malgaskie przyjaźnie. Wielkim szokiem i podziwem było dla mnie to, że autor nauczył się lokalnego języka by móc być bliżej drugiego człowieka. I we wszystkim co robił szukał sensu i Boga – tak przynajmniej odczytywałam wzmianki, które tego dotyczyły.

"Pragnę patrzeć szeroko otwartymi oczami. Pragnę doświadczyć całym sobą. Pragnę czerpać z życia pełnymi garściami." Str. 348

Uwierzyłam Kasprowiczowi, jego opowieść jest bardzo szczera i autentyczna. Czasem miałam wrażenie, że podawał nam na tacy swoje serce – wtedy, gdy opowiadał o swojej tęsknocie za Polską, za rodziną i przyjaciółmi, czy wtedy gdy płakał po śmierci przyjaciela.

Historia Stephano, który zmarł z powodu nowotworu była dla mnie jedną z najbardziej przejmujących. Tutaj zderzyło się pragnienie życia z niedostępnością możliwości leczenia. To co było wykonalne w Europie, na Madagaskarze było niedostępne. Chłopak umierając pytał medyka czy wróci do szkoły. Kasprowicz mnie zaskoczył tym, że go…okłamał. Nie chcąc zabierać mu reszty nadziei, skłamał. To wyznanie i powiedzenie o tym wprost ujęło moje serce. Więcej nie potrzebowałam. Choć autor opowiada, że wtedy jego serce zamknęło się na ludzki ból – widziałam, że nadal oddawał się bez reszty swojej służbie.

O tym jest ta opowieść – o życiu, śmierci, bólu i radości. O utraconych szansach i szukaniu dróg wyjścia. Wszystko to napisane lekkim i przystępnym stylem, pochłaniałam stronę za stroną.

Ostrzegam, by po tę książkę nie sięgały osoby zbyt wrażliwe. Nie wszystko dla wszystkich… Tych, którzy się odważą zapewniam, że nie pożałują – moje serce po tej lekturze jest inne. Mam nadzieję, że lepsze. Kasprowicz stworzył rzetelny reportaż, który warto poznać.

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/07/18/hazo-mena-o-marzeniach-z-czerwonej-wyspy-misjonarz-na-madagaskarze/

pokaż więcej

 
2018-07-30 09:34:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Kilka dni temu trafiła do mnie książka Elżbiety Kosobuckiej Mój pomysł na życie. Nie ukrywam, że tym razem kolejność była inna niż zwykle – najpierw poznałam Autorkę, później dzieło. Gdy Ela powiedziała mi o swojej powieści, byłam jej bardzo ciekawa. Po przeczytaniu recenzji na stronie Subiektywnie o książkach – jeszcze bardziej. Skoro Wioli się podoba, to warto – pomyślałam!

Przyznam jednak,...
Kilka dni temu trafiła do mnie książka Elżbiety Kosobuckiej Mój pomysł na życie. Nie ukrywam, że tym razem kolejność była inna niż zwykle – najpierw poznałam Autorkę, później dzieło. Gdy Ela powiedziała mi o swojej powieści, byłam jej bardzo ciekawa. Po przeczytaniu recenzji na stronie Subiektywnie o książkach – jeszcze bardziej. Skoro Wioli się podoba, to warto – pomyślałam!

Przyznam jednak, że czuję się zaskoczona. Jestem trochę rozdarta pomiędzy niczym nie zmąconym zachwytem, a stwierdzeniem, że nie wszystko mi się podobało. Dlaczego?

Pierwszy rozdział powieści czytałam bardzo długo i ciężko było mi przez niego przebrnąć. Zbyt wiele epitetów, szczegółowych opisów – wszystko to wydawało mi się jakoś nad wyraz, naciągane. Z przeczytanych wcześniej recenzji wiedziałam jednak, że warto czytać dalej.

Cieszę się, że nie rzuciłam książki w kąt! Mimo tego, że czasem odnosiłam wrażenie, że czytam erotyk (przez, jak dla mnie, zbyt rozbudowane opisy zbliżeń intymnych bohaterów), to fabuła wciągała mnie niezwykle mocno.

Główna bohaterka, Melody Sawicka, początkowo mnie irytowała. Miałam wrażenie, że zachowuje się jak rozkapryszone dziecko w sklepie z zabawkami. Z czasem okazało się, że nic nie jest oczywiste… Melody to wzięty bankowiec, kobieta sukcesu, z zewnątrz – osoba bardzo wyzwolona. Ale to tylko pozór. Wewnątrz jest kobietą spragnioną miłości i bezwarunkowej akceptacji. Kobietą, która w życiu kieruje się twardymi zasadami nie pasującymi do wyzwolonego świata.

Bohaterka w nietypowych okolicznościach poznaje Pawła. Tutaj akcja nabiera niesamowitego tempa, każda kolejna strona opowieści była dla mnie zaskoczeniem. Były momenty, że nie mogłam (i nie chciałam!) się od niej oderwać. Wiele wątków, zdarzeń, ludzkich historii.

Gdy wydawało się, że Melody i Paweł stworzą związek sielsko anielski pojawił się problem. To przewartościowuje każde wydarzenie, zmienia bohaterkę, pokazuje świat z innej perspektywy.

Co ma z tym wspólnego realizacja marzeń z dzieciństwa i dlaczego Melody zostaje wolontariuszem dziecięcego hospicjum? Czy ona i Paweł będą razem? Jak potoczą się losy bohaterów? Jakie wartości będą wyznawać?

Książka pełna zaskoczenia. Mimo drażniących mnie opisów, pełna głębi i spojrzenia tam, gdzie na pozór mało kto patrzy. Tęsknota, za tym co nieosiągalne. Miłość tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy.

Na okładce książki widnieją słowa:
"Powieść, która zaprasza kobiece serca do podążania własną drogą, odkrywania siebie"

Czy w moim sercu coś się zmieniło? Tak. Jest mocne przesłanie, które zapewne jeszcze wiele dni we mnie zostanie.

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/07/17/moj-pomysl-na-zycie-recenzja/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
92 74 408
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

zgłoś błąd zgłoś błąd